"jedynka" na półrocze w I klasie liceum:( Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • do tej pory należałam do grupy aktywnych "podczytywaczy",a że znalazłam się w potrzebie to aż się musiałam zarejestrować

    córka jest w I klasie liceum i ma problemy z fizyką / 2 jedynki, wiec jest zagrożona jedynką na półrocze/, Pani od fizyki ma dość ostre kryteria i zadanie, które nie jest od początku do końca zgodnie przeprowadzone - dane,szukane, rysunki,wzory,prawidłowe wyliczenie - nie jest zadaniem zrobionym tzn nie jest do przyjęcia coś takiego,że zadanie jest częściowo zrobione prawidłowo, jest albo całe albo wcalesad
    moja córka pozbawiona wyobraźni, nie lubiąca nigdy zadań tekstowych, nie przepadająca za fizyka , w tej chwili przeżywa chwile grozysad
    Dzisiaj w szkole jest zebranie odnośnie zagrożeń właśnie, a ja jestem bezradna, bo w sytuacji "wszystko, albo nic" córka nie ma szans zdać do następnej klasysad
    Możecie coś poradzić?
    • Korepetycje?
    • Jeśli okaże się, że z fizyki zagrożone jest 3/4 klasy to delegacja rodziców do dyrekcji z prośbą o spacyfikowanie pani od fizyki. Jeśli zagrożonych jest kilka osób to korepetycje dla córki albo zmiana profilu klasy.
    • Czyli klasa sie dzieli na tych, którzy maja piatki i jedynki? Idac tokwiem rozumowania, jakie rpzedtawia Twoja corka.


      --
      "Dopóki nie zajrzałem do internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów"

      S. Lem
      • No niekoniecznie. Na sprawdzianie na którym jest np. 6 zadań ktoś może mieć 4 zadania zrobione bezbłędnie,a 2 z błędami i dostać czwórkę.
        • No fakt.Rada- korepetycje dla corki.


          --
          "Dopóki nie zajrzałem do internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów"

          S. Lem
          • w jakiej klasie, o jakim profilu jest córka?
            • rozszerzona matematyka i angielski
              • oo, ale to nie jest matematyczn-fizyczny z rozszerzonym ang?
                Bo jak tak, to cienko widzę, aby fizyk odpuścił i poluzował?
                W tej sytuacji (tego profilu o którym myślę), może warto zmienić klasę na taką gdzie fizyka nie jest wiodąca?
              • Nie przyjmij tego zbyt osobiście, ale czy jest jakiś sensowny powód, dla którego Twoja córka, jak piszesz: "pozbawiona wyobraźni, nie lubiąca nigdy zadań tekstowych" jest w klasie z rozszerzoną matematyką?
                • bo jest pozbawiona wyobraźni, która jest niezbędna przy zadaniach z fizyki, zadania z matematyki póki co ogarniasmile, nie wiem jak to możliwe, ale póki co działasmile


                  uwielbia angielski a matematykę trzeba zdać na maturzesmile, to był jej argument!
                  • Ok. To może jednak te korki, ale jakaś solidna diagnoza i ewentualna zmiana profilu? diagnoza - w sensie oceny sytuacji przez siłę fachową. IMHO trudno długo i szczęśliwie jechać na tym, że się umie sprawnie rachować, a nie posiada się wyobraźni, na tyle "bez wyobraźni" aby tak totalnie nie radzić sobie z fizyką, jeśli dobrze to pojmuję. Jestem po old gold mat-fizie smile , poza tym znam trochę "ściślaków" i jakoś u żadnego nie zaobserwowałam tego typu problemów (znacznej rozbieżności typu matma na full wypas, fizyka na zero). Nie wiem tylko, jaka jest obecnie ta matematyka, może już na tyle okrojona, że "wyobraźni" nie wymaga. Być może klasa z samym rozszerzonym angielskim (jeśli taka jest dostępna) byłaby lepsza, po co stresować dzieciaka. Ale zmiana klasy czy szkoły to też stres.

                    Może problem w nauczycielu? może po prostu nie potrafi przekazać wiedzy? ...czyli znowu, niestety, korki.

                    pozdrawiam smile
                  • Możliwe - naprawdę mało kto umie uczyć fizyki. Znam tylko dwie takie osoby - nie dość, że nie ma pałek i płaczu, to jeszcze uczniowie lubią fizykę, a przynajmniej lekcje fizyki.
                    --
                    "Jeden europoseł i dwie babeczki."
                    Migalski o sobie i dwóch posłankach na sejm RP
                  • charlston napisała:

                    > bo jest pozbawiona wyobraźni, która jest niezbędna przy zadaniach z fizyki, zad
                    > ania z matematyki póki co ogarniasmile, nie wiem jak to możliwe, ale póki co dział
                    > asmile
                    >
                    >
                    > uwielbia angielski a matematykę trzeba zdać na maturzesmile, to był jej argument!"

                    Ale czy w tej klasie nauczany jest jeszcze jakis inny przedmiot na poziomie rozszerzonym?
                    Jakie przedmioty corka zamierza zdawac na maturze?
                    • w klasie pierwszej rozszerzone są matematyka i j.angielski
                      od klasy drugiej uczniowie wybierają jeszcze jeden przedmiot, do nauki w wersji rozszerzonej tzw. seminarium w grupach międzyoddziałowych
                      na maturze poza w/w miały być jeszcze biologia i geografia, o ile nic się nie zmieni, bo generalnie entuzjazm spadłsad
        • smile bardzo dziękuję, tak to właśnie wyglądasmile

          Zastanawiam się, ale nie wiem, czy to dobry pomysł,żeby poprosić Panią od fizyki o te korepetycje, w końcu ona najlepiej zna swoje wymagania, ale wątpliwości mam dużo, jak myślicie?

          Nie wiem ilu osób dotyczy problem jedynek, ale wiem,że nie jest to tylko problem mojej córkisad, co nijak nie zmienia jej sytuacji.
          Skądinąd wiem,że dyrekcja nie jest skłonna do zmiany nauczycieli, bo "to dobry, wieloletni, doświadczony nauczyciel"sad
          • No, raczej nie do pani od fizyki na te korepetycje. Co najwyżej na szkolne konsultacje.
            Dla mnie to nieetyczne, aby nauczyciel , który uczy w szkole i stawia pały po godzinach za pieniadze douczał tego samego delikwenta. Za moich czasów było to absolutnie zabronione, a jak ktoś to robił, to w wielkiej tajemnicy.
            No i w dalszym ciagu nie rozumiem - dlaczego ta klasa z rozszerzoną matematyką, przy niechęci do rozwiązywania zadać. Zadania matematyczne też są przecież czasem długie i , że tak powiem, też je trzeba zrobić dokładnie. Może system oceniania matematyczki jest inny, co nie zmienia faktu, że uczeń, który nie lubi rozwiazywać zadań będzie się na takim profilu męczył, choćby oceny nie były najgorsze.
          • Nauczycielowi absolutnie nie wolno udzielać korepetycji własnym uczniom, ani nawet uczniom tej samej szkoły.
            Musisz poszukać jednak kogoś sensownego i najlepiej, żeby to był dobry nauczyciel z innego liceum. A kto dobrze uczy najlepiej wiedzą dzieci.
            I bardzo ważne: korepetycje są po to, żeby uzupełnić, dojaśnić, skonsultować. Korepetytor może tylko pomóc - nie zastąpi ani uwagi i aktywności (wewnętrznej) Córki na lekcji fizyki, ani jej samodzielnej pracy w domu. Powinien być umówiony na jakiś konkretny cel - na przykład wyrównanie zaległości.
            To bardzo ważne, bo niestety wiele osób wraz z korepetycjami już kompletnie osiada na laurach - wtedy forsa na nie jest wyrzucona w błoto.
            --
            "Jeden europoseł i dwie babeczki."
            Migalski o sobie i dwóch posłankach na sejm RP
    • A nie możesz po prostu nauczyć jej tych zadań?
      Z tego, co pamiętam, to fizyka na poziomie liceum nie jest jakimś kosmosem, a też materiału do opanowania jest naprawdę niedużo.

      --
      From 0 to bitch in less than 5 seconds!
      chez alma
      • Wcale nie jest tak łatwo nauczyć licealistę foizyki. Bo można doskonale zrobić zadania, ale całkiem innym sposobem, niż pani profesor. I wcale nie jest tak, że wystarczy przejrzeć książki i zeszyty - trzeba być na lekcji.
        Moja córka też jest w pierwszej klasie liceum, profil humanistyczny, co najmniej 3/4 klasy jest zagrożone z fizyki. Na szczęście moje dziecko nie, nawet ma bardzo dobre oceny, ale na początku za nic nie mogła pojąć , o co nauczycielce chodzi. Później nastąpił etap, że ''zaskoczyła'', a pani też trochę metody zmieniła.
        Ale sytuacja z wczoraj - siedziałam na nk, weszłam sobie na forum równoległej klasy humanistycznej i tam ciąg pytań, dotyczących zakresu wiedzy do kartkówki. Ponoć nie ma części w książce, ani w zeszycie. Wiedząc, że młoda też ma mieć kartkówkę , idę do niej i pytam (bo wiem, że się uczyła) , czy takie i takie zagadnienia mają być na tej kartkówce.
        Owszem, mają być. Czy zostały omówione? owszem, zostały. Czy są w podręczniku? Są.
        No więc pytam córkę, jak to możliwe, że w tamtej klasie panika i szukanie informacjni w internecie. Na to moje dziecko w śmiech - nauczycielka omawiając pewne zagadnienia stosowała inne nazewnictwo, a podając tematy do nauczenia , zastosowała już te fachowe.
        Nie przyszło kobiecie do głowy, że większość klasy nie ma na tyle elastycznej wiedzy fizycznej, aby wyłuskać proste analogie. Ale proste dla kogoś, kto miał dobrą fizyczkę w gimnazjum. Z drugiej strony - to klasa humanistyczna, a kobieta traktuje ich jak mat-fiz.
        Dla autorki wątku rada - korepetycje, żeby nadrobiła te jedynki, rozmowa z innymi rodzicami, jeśli jest to klasa humanistyczna, to trochę inne podejście by się przydało, bo raczej nikt na maturze fizyki zdawał nie będzie, no i jedynka na półrocze, to jeszcze nie koniec świata, bo to dopiero pierwsze półrocze.
        Nie wiem, do jakiej klasy dziewczyna chodzi, ale byłoby niezbyt dobrze, gdyby ędąc w klasie humanistycznej chodziła cały czas na korepetycje z fizyki. Bo w tym czasie powinna rozwijać przedmioty kierunkowe.
        • A teraz doczytałam, że rozszerzona matematyka i angielski. Moim zdaniem zły wybór profilu.
          Nie ma mowy o taryfie ulgowej z fizyki. Korepetycje, albo zmiana profilu.
        • azile.oli napisała:

          > Wcale nie jest tak łatwo nauczyć licealistę foizyki. Bo można doskonale zrobić
          > zadania, ale całkiem innym sposobem, niż pani profesor. I wcale nie jest tak, ż
          > e wystarczy przejrzeć książki i zeszyty - trzeba być na lekcji.

          To chyba jakiś żart.
          Przez połowę studiów udzielałam korepetycji z fizyki na poziomie LO, ostatnio coś tam miałam wytłumaczyć młodszej siostrze i byłam w szoku, jak prosta jest fizyka na tym poziomie. To naprawdę schematyczne działania i absolutnie nie trzeba "być na lekcji", żeby zrozumieć i wytłumaczyć dziecku.

          Żeby nie było, że jestem fizykiem i dlatego się wymądrzam wink - w LO sama brałam korepetycje, studia na politechnice, ale zupełnie z fizyką nie związane. Zrozumienie fizyki przyszło z czasem.

          Próbowałyście kiedyś wrócić do tej fizyki? Mnie to, co wtedy było nie do przebrnięcia, dziś wydaje się tak oczywiste, że aż śmieszne. Może to kwestia nabytej wiedzy ogólnej, umiejętności analizy, kojarzenia?

          --
          From 0 to bitch in less than 5 seconds!
          chez alma
          • > Próbowałyście kiedyś wrócić do tej fizyki? Mnie to, co wtedy było nie do przebr
            > nięcia, dziś wydaje się tak oczywiste, że aż śmieszne. Może to kwestia nabytej
            > wiedzy ogólnej, umiejętności analizy, kojarzenia?

            A1mo, ja próbowałam. Jakieś 4 lata temu przyszła dp mnie sąsiadka po prośbie. Jej syn z 3 gimnazjum nie mógł sobie dać rady z zadaniem. Nie wiem czemu wzięłam ten zeszyt i podręcznik do ręki, nigdy nie odrabiam za nikogo zadań domowych. Siedziałam nad tym z pół godziny, wertując książkę, a przy każdym dobrym przekształceniu wzoru adrenalina buzowała coraz bardziej. A kiedy porównałam wynik z kluczem z tyłu ksiązki, łzy radości zabłysły w mych oczach. To była prawdziwa euforia! wink

            Pamiętam, jak w podstawówce nasz Pan brał co lekcję kogoś do odpowiedzi. Ja stałam, teoria szła mi bjutifuly, a przy zadaniu ciemna materia przed oczami. A taka jedna Kinga zaczynała zaraz rysować żarówki, jedną obok drugiej, miliony zarówek, oporników, łączeń szeregowych i równoległych, rysowała coraz szybciej i szybciej, a po dwóch minutach Pan przerywał jej mówiąc : siadaj, bardzo dobry. Nawet o teorię nie spytał. Na szczęście dla mojego ego była cienka z ortografii i pisania wypracowań- wtedy myslałam,że wypracowania to sprawa sto razy ważniejsza od zarówek i oporników.

            Jestem debilem fizycznym, i bardzo, bardzo ubolewam nad tym. A przecież ponoć nie jestem głupia. Łączę się w bołu z dzieckiem autorki.

        • > Wcale nie jest tak łatwo nauczyć licealistę foizyki. Bo można doskonale zrobić
          > zadania, ale całkiem innym sposobem, niż pani profesor. I wcale nie jest tak, ż
          > e wystarczy przejrzeć książki i zeszyty - trzeba być na lekcji.
          No bez przesady... Ja się borykałam z fizyką dwa lata, że trudna, że bleee, że ja niezdolna do pojęcia tego dziadostwa itd. A potem poszłam na korki przygotowujące do egzaminu na studia. I dostałam wykładowcę akademickiego. Sama zakuwałam w domu zadane rozdziały podręcznika, liczyłam zadania, na wejście na zajęcia miałam test. Dopiero potem tłumaczył mi to, czego jeszcze nie zrozumiałam. I nagle okazało się, że umiem fizykę, że rozumiem fizykę. Na koniec szkoły miałam 5... I pięknie zdany egzamin. Fizyki trzeba się uczyć samemu i jak najbardziej można się jej nauczyć.
          --
          "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
          Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
          Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
      • > A nie możesz po prostu nauczyć jej tych zadań?
        > Z tego, co pamiętam, to fizyka na poziomie liceum nie jest jakimś kosmosem, a t
        > eż materiału do opanowania jest naprawdę niedużo.
        >

        żartujesz prawda? wink

        dla mnie fizyka na poziomie starej podstawówki to juz był kosmos, mimo, że generalnie jesteś jednak ścisłym umysłem, a nie humanistką. z matmy na maturze miałam 5 z hakem, z ustnej byłam zwolniona, kilka olimpiad i konkursów zaliczonych z całkiem nieżłym skutkiem. a głowy do fizyki nie mam i mieć nie będę.

        fizykę naprawdę trzeba zrozumieć, żeby cokolwiek w niej zdziałać. tutaj rola nauczyciela jest naprawdę ogromna. polopnista może nienajlepiej zinterpretować cośtam, ale jak nauczyciel fizyki/matmy coś schrzani - to jest przewalone.

        do autorki - w takim wypadku pozostają faktycznie chyba korki. jeśli większość klasy się nie wyrabia z tą fizyką, to porozmawiać z wychowawcą i dyrekcją. i z osobą, która tej fizyki uczy - może wspólnie znajdziecie rozwiązanie.
        • aha - i jeszcze jedno - nauczyciele mają teraz tzw. godziny karciane - zwykle nie wiedzą, co na nich mają robić i tworzą jakąś fikcję confused

          może zaproponujcie pani od fizyki, żeby posiedziała z chętnymi dzieciakami w czasie tej godziny karcianej? może nie do końca roku, ale na jakiś czas, żeby wyrównać te braki.
        • Ok, czyli jednak ja mam inne doświadczenia, ale się zdarza (to tak a propos mojego postu wyżej smile ).
        • > fizykę naprawdę trzeba zrozumieć, żeby cokolwiek w niej zdziałać. > fizykę naprawdę trzeba zrozumieć, żeby cokolwiek w niej zdziałać.
          Przede wszystkim trzeba mieć wiedzę. Podstawy. Jak gdzieś są braki, to zaraz to wychodzi. Już nie wspominam o agentach takich, jak moja siostra, która nie potrafiła w gimnazjum wzorów przekształcać i jojczyła, że fizyki nie rozumie. Ja też nie rozumiałam, póki się nie wzięłam ostro do nauki.
          --
          "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
          Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
          Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
      • a1ma napisała:

        > A nie możesz po prostu nauczyć jej tych zadań?
        > Z tego, co pamiętam, to fizyka na poziomie liceum nie jest jakimś kosmosem, a też materiału do opanowania jest naprawdę niedużo.

        To jakiś żart? nie, żebym była biegła - ale dziecię uczyło się o zjawiskach i prawach, o których nigdy w życiu nie słyszałam. W porównaniu z "dawnymi" czasami fizyka jest koszmarna, w dodatku program jest nieskorelowany z matematyką (co przekłada się na brak wiedzy o funkcjach, które są potrzebne do przekształcania wzorów). U córki w klasie raptem parę osób było niezagrożonych - nauczyciel został zmieniony.
      • Program liceum to nie uniwersytecka fizyka. To jest do ogarnięcia na mierny. Może córka nie przykłada się "bo nie lubi fizyki"?
      • a1ma napisała:

        > A nie możesz po prostu nauczyć jej tych zadań?
        > Z tego, co pamiętam, to fizyka na poziomie liceum nie jest jakimś kosmosem, a t
        > eż materiału do opanowania jest naprawdę niedużo.

        Z pewnością. Tyle, że nie którzy nie ogarniają zadań matematycznych nawet na poziomie klasy piątej podstawówki. Na przykład ja. Czy w związku z tym moje dzieci mają na tejże podstawówce skończyć edukację?

        Korepetycje to chyba tez nie jest wyjście idealne, bo kosztuje. Nie każdego stać. Nie ma możliwość poprosić nauczycielki, żeby jednak tę fizykę córce wytłumaczyła w czasie jakiegoś okienka? Jeżeli to jedyna pałą, a inne oceny córka ma w porządku, to może ma baba jakieś ludzkie uczucia?
        • > Z pewnością. Tyle, że nie którzy nie ogarniają zadań matematycznych nawet na po
          > ziomie klasy piątej podstawówki. Na przykład ja. Czy w związku z tym moje dzie
          > ci mają na tejże podstawówce skończyć edukację?
          Jak ktoś nie ogarnia tabliczki mnożenia i liczenia pól powierzchni- to liceum nie musi (a nawet nie ma prawa) skończyć...
          --
          "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
          Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
          Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
    • zawsze możesz porozmawiać z p. profesor od fizyki, co zrobić, z czym córka ma problemy i jak zaradzić, zobaczysz co to za człowiek i czy w ogóle jest sens rozmowy. W liceum mojego syna sensu nie było, rozmawiałam pierwszy i zarazem ostatni raz z panią, od matematyki w moim przypadku. Podobnie jak u ciebie, pani profesor to wieloletni nauczyciel, z doświadczeniem, choć wg mnie fatalny pedagog, zagrożona większość klasy i nic się nie dało zrobić a o zmianie nauczyciela można było zapomnieć bo ani wychowawca ani dyrekcja nie chciały współpracować z rodzicami mimo zagrożonej 2/3 klasy.
      Faktycznie pozostają korepetycje choć na to musi się zgodzić córka, mój syn ambitnie zgodzić się nie chciał. Jedyne pocieszenie to to, że nauczyciele zwykle starają sie wyciągać uczniów na semestr czy koniec roku, robią dodatkowe dla nich sprawdziany itp., w końcu dla szkoły to też żadna chluba. Szczególnie jeśli dotyczy to większości klasy. I w tym ostatnim przypadku należałoby też porozmawiać z wychowawcą, który z założenia powinien wtedy pomagać i wyjaśniać na czym polega problem klasy.
      Zwykle też nauczyciele mają dodatkowe zajęcia, powiedzmy wyrównawcze, na które przychodzą uczniowie z brakami czy nieobecni na lekacjach. Córka powinna tam chodzić jeśli p. profesor ma takie zajęcia.
    • wiem, że to nie jest najlepszy na świecie sposób bo może panią zrazić do uczennicy i rodziców ale masz prawo poprosić o Przedmiotowy System Oceniania z fizyki w którym do KAŻDEJ oceny powinny być wyszczególnione wymagania tzn. co uczeń umie, wie, rozumie z zakresu materiału na poszczególne oceny. I nie ma tak, że na dopuszczający jest albo CAŁE zadanie bezbłędnie albo pała bo musi być gradacja ocen. tzn. ze np. na dopuszczający to ona umie wypisać te szukane i dane, na dostateczny coś tam więcej itd. Jako rodzic, zwłaszcza niepełnoletniego dziecka masz prawo mieć dostęp do tych dokumentów i pani ma OBOWIĄZEK pokazać ci je. Ja wiem, że to jest już wojna ale do cholery nie moze być tak że pani sobie życzy albo wszystko albo jeden. Oczywiście korepetycje zawsze sie przydadzą jeżeli córka ma problemy z ogarnięciem całości
      Aha co do rozszerzenia materiału to nie jest nic specjalnego, nie jest to żadne profilowanie klasy tylko po prostu w każdej szkole musi być iles przedmiotów realizowanych w zakresie rozszerzonym. U nas np. jest to historia, biologia i geografia o ile pamiętam. Ale maturę mogą zdawać na podstawowym bez problemu.
      --
      65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
      • córka ma prawo się z oceną na sem. nie zgadzać i poprosić o egzamin komisyjny. Który nie taki znowu straszny, jak go malują, zwłaszcza jeśli prawdą jest, że całe zadanie pani utrąca, jeśli np. dane czy odpowiedź niewyraźnie zaznaczone. No powiedz szczerze, czy jest opcja, że uczennica, która ogarnia matematykę na rozszerzonym poziomie, nie da rady zaliczyć fizyki przynajmniej na 2-3? Podstawa programowa jest naprawdę łatwiutka, zwłaszcza że mówimy o I klasie dopiero.


        --
        "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
    • Bardzo ważne jest aby zadania (skoro corce wychodzi 1) były z wymagań na dopuszczający. Na początku roku nauczyciel podaje zakres wymagań z każdego działu programowego na poszczególne oceny, na 2, na 3 .itd. Fizycy często lubią dawać zadania trudniejsze takie na 4, 5. Koniecznie tzeba to sprawdzić. Może się okazać, że zadania na tylko dwa są bardzo proste.
      Jest jeszcze jedna ważna rzecz na pocieszenie, ale nie mogę o tym pisać na forum. Ewentualnie na priv.
      • Ważne jest, aby sprawdzić wymagania na ocenę dopuszczającą, powinny być dostępne na stronie szkoły. Ja sobie niedawno przegladałam i wcale na dwóję nie jest ich tak malo, niby same podstawy, ale naprawdę nie wystarczy wypisać danych i próbować coś tam zrobić. trzeba znać wzory, umieć je przekształcić. Może być tak, że uczeń jakoś się tam orientuje, ale pogubi się na samym począśtku i wtedy nie sposób stwierdzić, co on naprawdę umie.
        Jeśli chodzi o oceny z testów/ kartkówek - tam obowiązuje punktacja i nauczyciel da punkty tylko za to, co zrobione jest dobrze, żeby otrzymać ocenę dopuszczajacą trzeba mieć ok. 50 procent punktów, wcale nie tak trudno dostać jedynkę. I to bez złej woli nauczyciela.
        Inną sprawą jest, że może nauczycielka nie potrafi wytłumaczyć materiału, daje na testach zadania innego typu, niż są na lekcji. Jednak w klasie o takim profilu zawsze będzie grupa uczniów, która sobie z nimi poradzi i to zaciemnia nauczycielowi obraz.


        • Tylko jest jedno ale. Jezeli na sprawdzianie jest np 10 zadań. A tylko dwa o trudności odpowiadającej ocenie dopuszczającej i uczeń wykona wszystkie zadania czyli dwa to to nie będzie 50 procent tylko 20procent. A tak naprawdę 41 procent to minimalny próg dop.
          Czyli na dopuszczający muszą być 4 zadania z zakresu dop. a tak rzadko jest. Na dost. 1 zadanie plus poprzednie 4 itd.
      • możesz pisać na gazetowegosmile


        wszystko co mnie pocieszy jest na wagę złotasmile szczególnie po rozmowie z nauczycielem fizyki...
        po wprowadzeniu o kogo chodzi, nauczycielka mówi "nie wiem, czy dobrze kojarzę, ale to chyba ta, Ona nic nie umie , pytałam ją z twierdzeń nie umie", moją odpowiedź,że owszem córka mówiła,że była pytana z twierdzeń i odpowiedziała poprawnie za co nawet dostała plusa!, Pani skwitowała, to musi się więcej uczyć!
        Córka fizyki nie lubi, boi się jak ognia i jest dla niej prawie śmiertelnym zagrożeniem. Jest typem, który nie lubi zmian, więc przeniesienie do innej szkoły traktuje jak ogromną życiową porażkęsad

        W klasie na 30uczniów ponad 10 ma "zagrożenie", tylu na szybko się doliczyłam spoglądając w dziennik na spotkaniu z wychowawcą /nie chciał powiedzieć wprost ile jest zagrożeńsad, co też chyba o czymś świadczy/
        • > W klasie na 30uczniów ponad 10 ma "zagrożenie", tylu na szybko się doliczyłam s
          > poglądając w dziennik na spotkaniu z wychowawcą /nie chciał powiedzieć wprost i
          > le jest zagrożeńsad, co też chyba o czymś świadczy/

          o niczym to nie świadczy. Fizyka to zmora wielu uczniów, szczególnie na początku, bo w gimnazjum z reguły traktowana jest lekko lub/i po macoszemu i nie widzę powodów, aby upatrywać winę w nauczycielu.
          I czym szybciej znajdziesz pomoc córce w nadrobieniu zaległości i poćwiczeniu roziwązywania zadań, tym lepiej, bo problem nie zniknie, tylko narośnie. Materiału na lekcjach będzie przybywać.
        • napisalam na gazetowego. Dodam, że 10 zagrożeń to nie jest mało ale i nie dużo. Nauczyciel albo za wysoko ustawił wymagania czyli za dużo jest na dop, albo klasa jest słaba albo w co wątpię słabo tłumaczy.
    • moim zdaniem (a wykształcenie i pracę mam związaną bardzo mocno z naukami ścisłymi) wyślij córkę jednocześnie na korepetycje z matematyki i fizyki. myślę, że prędzej czy później, będzie miała problemy z matematyką, gdzie są również zadania długie i skomplikowane. to tylko einstein wymyslił swoją matematykę na potrzeby swojej fizyki smile poszukaj dobrego korepetytora, który nauczy ją myśleć w sposób ścisły, żeby potem sama potrafiła dojść do rozwiązania. niech nie uczy się wzorów na pamięć, a sposobów ich wyprowadzania - wtedy da sobie radę w każdym zadaniu i nie będzie panikowałą jak zapomni wzoru. poszukaj może wśród nauczycieli akademickich? często dużo lepiej wykładają niż ci ze szkół i nie są zmęczeni prowadzeniem 'lekcji'. ewentualnie może zdolni studenci?

      uważam jednak, że jeśli córka ma problemy już pierwszej klasie to może się okazać, że po prostu nie jest predysponowana do nauk fizycznych. generalnie, zgodzę się z jedną z emam, fizyka na poziomie szkoły średniej nie jest powalająco trudna. omawiane są w miarę proste zagadnienia, z niezbyt skomplikowanymi warunkami. w liceum, a na pewno w pierwszej klasie, nie ma też całek, różniczek, rachunku prawdopodobieństwa i skomplikowanych funkcji, więc siłą rzeczy są to w miarę przyziemne zagadnienia, które zdolny nauczyciel/korepetytor powinien wytłumaczyć bez problemu.

      jeszcze raz powtórzę - matmy może się uczyć na pamięć, ale fizykę musi zrozumieć - wtedy okaże się, że to jest bardzo fajny i ciekawy przedmiot.

      aha, bardzo ciekawym i dobrze napisanym podręcznikiem do fizyki są 'wykłady z fizyki' feynamna - napisane nienapuszonym językiem, obrazowo i naprawdę super. może pomóc córce zrozumieć niektóre zagadnienia
      • > jeszcze raz powtórzę - matmy może się uczyć na pamięć, ale fizykę musi zrozumie
        > ć - wtedy okaże się, że to jest bardzo fajny i ciekawy przedmiot.

        Matematykę też trzeba zrozumieć i też jest pasjonująca, serio wink

        --
        From 0 to bitch in less than 5 seconds!
        chez alma
        • jako szkolna weteranka powiem Ci, ze sa mozliwe dwie wersjie wydarzeń
          .Pierwsza - córka rzeczywiście jest słaba z fizyki, to możliwe - ja bylam doskonała z matematyki i zerowa z fizyki (ja tak miałam - w podstawówce olimpiada z matematyki, a cała szkołe z fizyki nie zrozumiałam NIC). Wtedy nalezy iść do pani i powiedzieć, ze sie córki dopilnje, ze będzie miala korepetycje - na tego typu panie to działa
          Druga - jest to metoda nauczycielki - uczenie przez zastraszanie. Większość klasy ma zagrożenia, wszyscy ucza się tylko tego jednego przedmiotu. Czasem jest to efekt po prostu wredoty, czasem, niestety - nie jest bezinteresowna. W szkole mojego syna nauczycielka chemii stawiała 80% jedynek i dorabiała "korepetycjami". W takim wypadku nalezy skrzyknąć rodziców i iść do dyrekcji.
          No i jedynka na pierwszy semestr pierwszej LO to nie jest kataklizm - w klasie mojego syna pojednyncze osoby jedynek nie maja. Wiele liceów w ten sposób pokazuje uczniom, że są leniwymi idiotami i zeby sobie nie myśleli, ze cokolwiek umieją.
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • no pewnie, też ją lubię smile
      • niech nie uczy się
        > wzorów na pamięć, a sposobów ich wyprowadzania - wtedy da sobie radę w każdym
        > zadaniu
        Tak powinno byc ale niestety sa nauczyciele ktorzy potrafia wlepic pale za zadanie rozwiazane poprawnie tylko inna metoda. W takim przypadku trzeba miec troche "jaj" zeby pogonic takim kota, grozac, ze wystapi sie o komis...
        • tu już wkraczamy w temat niekompetentnych nauczycieli przedmiotów ścisłych - ja, tak naprawdę, to dopiero na studiach miałam pokazane jak niesamowitym przedmiotem jest fizyka. a w liceum 'ciało poruszające się ruchem jednostajnym, z prędkością...', albo 'na ciało a działa siła f', itp niesamowicie nudne i oderwane od rzeczywistości zadania.

          jesli dziewczyna rozwiąze zadanie dobrze, ale niezgodnie z szablonem nauczycielki, to trzeba z czymś takim walczyć, bo w większości przypadków dane zadanie można rozwiązać więcej niż jednym sposobem i pani ucząca fizyki powinna o tym wiedzieć - matematyka i fizyka dlatego są naukami ścisłymi, że wynik wyjdzie ten sam niezaleznie od sposobu rozwiązania.
          może niech dziewczyna wyprowadzenie robi ołówkiem, a potem ściera?
          • To jest właśnie to! A fizyka doświadczalna na studiach to jest dopiero coś. W szkole można by coś próbować ale na pomoce pieniędzy nie ma.

            tu już wkraczamy w temat niekompetentnych nauczycieli przedmiotów ścisłych - ja
            > , tak naprawdę, to dopiero na studiach miałam pokazane jak niesamowitym przedmi
            > otem jest fizyka. a w liceum 'ciało poruszające się ruchem jednostajnym, z pręd
            > kością...', albo 'na ciało a działa siła f', itp niesamowicie nudne i oderwane
            > od rzeczywistości zadania.
            • wiesz co, nie zawsze jest potrzebne mega wypasione laboratorium. wiele ciekawych zagadnień można przedstawić prostymi sposobami, np bańki mydlane (napiecie powierzchniowe), kalafior (fraktale), aparaty w telefonach uczniów (optyka i zniekształcenia optyczne), wieszanie mokrego materiału na mrozie (sublimacja), etc. dynamikę (rzeczone pociągi i ciała) też można ciekawie przedstawić - trzeba tylko chcieć (teraz pięknie można pokazać tarcie - sanki na śniegu i na piasku). i bywają nauczyciele, którzy fajnie prowadzą lekcje, ale przeważają ci, którym się nie chce i wolą tłuc zadania, a do tego uznają tylko jeden sposób rozwiązania bo inne wymagają od nich wysiłku intelektualnego i dłuższego sprawdzania.

              ja pomagam dzieciom znajomych w nauce angielskiego i jak widzę jak 9-letnia dziewczynka ma w podręczniu i zeszycie napisany temat 'określniki dzierżawcze' to nic dziwnego, że tego nie umie (sama nie wiedziałam co to tongue_out zanim nie spojrzałam dalej).
              • pierwsze radzę zachować spokój. Jedynki w pierwszej klasie liceum na pierwszy semestr to absolutna norma. Większość nauczycieli licealnych wychodzi z założenia że uczniów trzeba przyciąć po gimnazjum i udowodnić im że nic nie umieją. Ja przez całą szkołę nigdy nie zrozumiałam żadnych obliczeń z fizyki i w sumie od czasu do czasu rozumiałam o czym się mówi. Przed jedynkami uratowała mnie dobra znajomość twierdzeń teorii i wzorów - tych uczyłam się na pamięć bez zrozumienia jak wierszy. Co do obliczeń - cóż tu potrzebny jest korepetytor - dwa dobrze napisane sprawdziany jedna dobra odpowiedź i będzie po kłopocie w nowym sezonie. Fizyka to chyba najciekawsza nauka z istniejących ale nie uczą jej w szkole. To czego uczą to hmm... nie mam pojęcia co ale z Fizyką mało ma wspólnego
                --
                zpopk.blox.pl/html
        • I komis czesto nie pomoze, kiedy w szkole sa uklady.
          Ja w liceum nie zgodzilam sie z ocena z chemii, wystapilam o komis. Egzaminowala....ta sama chemiczka w towarzystwie swojej kolezanki fizyczki: zgodnie wsiadly na mnie ze mi sie w glowie przewraca i za kogo ja sie uwazam. A wszystko przez to ze uwazalam ze znam chemie lepiej niz synalek chemiczki ktory na koncowa ocene mial..rozlozyc jonowo wode. W klasie o profilu biol-chem! No i zostalam usadzona.
          • to, że egzaminowała ta sama chemiczka, to nie żaden spisek przeciw Tobie, to jest zgodne z rozp. o ocenianiu MEN.
            Jeśli uczeń boi się, że nauczyciel "mu pokaże", bo przecież "na pewno się uwziął", to można wystąpić z wnioskiem o wyłączenie nauczyciela uczącego z komisji i tyle.
            • A moi rodzice wygrali walkę o mnie w liceum.

              Komis z chemi miałam na końcu roku i standardowo 1. Potem okazało się, że w ogóle nie został sprawdzony, a 3/4 było dobrze.

              Przez wakacje walka, oparło się o ministerstwo, cofnieta decyzja rady pedagodicznej, kolejny komis w tej samej szkole ( wiadomo, ze bedą chcięli uwalić i to zrobili. Na dodatek moja mama wzięła kobietę z kuratorium za woźnąsmile, bo wyglądała gorzej niż woźna ). Zanim ogłosili wyniki, były godzinne namowy. Uwalili. Ja prosto z tamtego komisa, jechałam do drugiej szkoły, gdzie tylnymi drzwiami wchodziłam na komis, a dyrektor kuratora zabierał innym wejściem do gabinetu. Rozesłali kuratorów po wszystkich szkołach, zeby nie wpóścić mnie na komisa. Bo podobno jeszcze nie było do tamtej pory takiego wydarzenia, żeby ministerstwo uchyliło decyzję rady pedagogicznej z pominięciem kuratorium. Moi rodzice nadepnęli im na odcisk. Bo jak to nie poszli z łapówką?

              Komisa zdałam na 4. Szkołę skończyłam w terminie. Dyrektor starego LO nie był już po roku dyrektorem.

              Wiec można wygrać, trzeba tylko mieć zacięcie i dobrych prawnikówsmile lub kogoś oblatanego w ustawach.

              Prawie 15 lat temu, nauczyciele robili co chcieli, nie było na nich bata, myśleli że mogą wszystko. Okazało się że jednak nie.
              --
              Marta
              Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
              DZIECI ROCZNIK 2000
    • podjęłaś jakąś decyzję? korepetycje czy zmiana klasy?
    • Tez mialam "jedynke" na polrocze w I klasie liceum z przedmiotu, z ktorego pozniej zdawalam mature i egzamin na studia. Moj ulubiony przedmiot, ale dopiero w trzeciej klasie. Nie mialam zielonego pojecia, ze sie na te "scislosc" zalapie.
      Przedmiotu nie mozna traktowac jak jakiejs niepojetej wiedzy z szostego wymiaru. Wszystko jest do nauczenia, do opanowania, a nawet do polubienia. Jesli siadziesz z corka i przestudiujesz problemy i zadania, moze uda Wam sie przedmiot polubic. Polubic -to jedyne wyjscie. Ale polubic mozna tylko wtedy, kiedy podejdziesz do przedmiotu troche jak podchodza do niego autorzy ksiazek popularno-naukowych. Mozna zarazic sie bakcylem wiedzy jesli poczyta sie Feynmana, Brysona, Sagana i innych. Poszukaj literatury i podrzuc ja corce do lazienki. To moj wyprobowany sposob.
      • Ja się zgadzam, że można polubić przedmiot, którego się nie lubiło, ale nie stanie się to ''na zawołanie'', albo dlatego, że ktoś jest zagrożony. Moja córka bardzo polubiła biologię w liceum, bo ma świetną nauczycielkę. Wiedziałam, że tak będzie, bo ta sama osoba uczyła mnie , była i jest wspaniałym fachowcem i mądrym pedagogiem. W gimnazjum córka biologii nie cierpiała, choć miała z niej piątkę.
        Natomiast wiem z własnego doświadczenia - nie cierpiałam matematyki i nie polubiłam jej nigdy. I szczerze mówiąc, specjalnie się nie starałam. Oczywiście nie byłam zagrożona z tego przedmiotu, najniższa ocena to 4, ale nie uważam, że muszę polubić matematykę czy fizykę dla zasady.
        Fajnie , jak uczniowi uda się polubić przedmiot, z którego jest zagrożony, ale nie sadzę, żeby było to powszechnym zjawiskiem. Co innego, gdy coś lubi i nagle okazuje się, że nauczyciel jest fatalny, uprzedzony, ma dziwne wymagania. Wtedy nie oznacza to, że się nagle przestanie lubić dana dyscyplinę wiedzy.
        Moim zdaniem trzeba rozróżnić, czy dziecko nie lubi fizyki, bo jej nie rozumie, czy jej nie lubi, bo się nią kompletnie nie interesuje. O ile w pierwszym przypadku łatwiej polubić (kiedy już się zrozumie), o tyle w drugim trudniej. Bo można przedmiot rozumieć, ale go nie lubić.
        Jeśli korepetycje , to u fachowca. Szczerze mówiąc, nie podjęłabym się tłumaczenia przedmiotu ścisłego zagrożonemu uczniowi. I nie bardzo wierzę w to, żeby absolwent kierunku ścisłego potrafił nauczyć swoje dziecko analizy i interpretacji tekstu, czy bardziej szczegółowych zagadnień gramatyki (chyba, że ma takie hobby).
        Jeśli ktoś miał styczność z fizyką w wydaniu szkolnym 20 lat temu, to raczej trudno mu będzie wyprowadzić dziecko z zagrożenia, bo on się tej fizyki musi na nowo nauczyć. Owszem, pamiętam podstawowe prawa, symbole, wzory mogę sprawdzić, najważniejsze pamiętam.
        I co z tego - absolutnie nie czuję się kompetentna do udzielania korepetycji licealiście. Niby dlaczego ja mam lepiej tę fizykę rozumieć, niż 16- latka? Bo jestem starsza?
        • Fizyka jakoś nigdy nie stanowiła dla mnie "czarnej magii" , a mimo to , gdy syn był w pierwszej klasie gimnazjum ( czyli chyba pierwszy rok nauki) pół dnia zajęło mi zrozumienie jakiegoś zagadnienia, którego on nie rozumiał. Teraz jest w pierwszej klasie liceum-matematykę jeszcze jestem w stanie mu wytłumaczyć ( po wcześniejszym przejrzeniu podręcznika i zeszytu), fizyki nawet nie dotykam.
          Jak napisałam -syn jest w pierwszej klasie LO- pierwszy miesiąc był załamany-na każdej lekcji(!!) nauczyciele witali ich słowami-że średnie z gimnazjum powyżej 5, 5 spadną na 2,5. Syn miał w gimnazjum 4,7 , więc był pewien od razu,że nie zda. Na szczęście jakoś daje radę.
          Jeżeli chodzi o korepetycje- to mam sprawdzone- należy brać nauczyciela ze szkoły o niższym poziomie. Oni są zmuszeni tłumaczyć na lekcjach i wszystko objaśniać, bo uczniowie sami do pewnych rzeczy nie dojdą. Pracuję w takiej szkole- gdy w trakcie roku lub w kolejnej klasie przychodzi uczeń z renomowanego liceum potrafi podejść po lekcji do nauczyciela i powiedzieć,że pierwszy raz miał tak wytłumaczoną lekcję. I to jest częste.
          • > Jeżeli chodzi o korepetycje- to mam sprawdzone- należy brać nauczyciela ze szko
            > ły o niższym poziomie. Oni są zmuszeni tłumaczyć na lekcjach i wszystko objaśni
            > ać, bo uczniowie sami do pewnych rzeczy nie dojdą.

            coś w tym je4st, w tych renomowanych szkołach nauczyciele są przyzwyczajenie do geniuszy, którzy sami wiedzą, a jak nie wiedzą, to sobie sami doczytają, więc lecą z materiałem nie bawiąc się w tłumaczenia, bo po co?
    • a jak wcześniej radziła sobie z fizyką? Mi się w liceum złapać dwie jedynki przed półroczem - raz brak zadania, raz z odpowiedzi (nie nauczyłam się po prostu). Miałam wpisane zagrożenie, potem była kartkówka, klasówka i wyszłam na 3. To nie chwała co prawda, ale zagrożenie wynikało totalnie z lenistwa, nie z braku umiejętności przyswajania wiedzy. a stres i wstyd pamietam do dzisiaj. Twoja Córka może jeszcze stopnie poprawić, do półrocza jeszcze jest trochę czasu.
      --
      nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
      • No właśnie, zależy z czego te jedynki. W liceum u córki jest średnia tzw ważona, czyli ma znaczenie, czy jedynka jest z testu, czy za brak zeszytu.
        Ale jednak autorka wątku pisała, że córka nie radzi sobie z zadaniami, więc chyba pomoc jednak jest potrzebna. W każdym razie jedynka na półrocze to nie tragedia, tym bardziej, że obecnie będzie można uzyskać promocję przy jednej ocenie niedostatecznej.
        No, ale lepiej nie dopuścić do takiej sytuacji.

        • "...tym bardziej, że obecnie będzie można uzyskać promocję przy jednej ocenie niedostatecznej."

          wydawało mi się,że to dotyczy podstawówki i gimnazjum?
          • Obecnie (niestety) będzie dotyczyło to też szkół ponadgimnazjalnych. Nie wiem dokładnie, na jakich zasadach ( bo zapewne Rada pedagogiczna musi wyrazić zgodę, więc różnie to może wyglądać), ale ogólnie taka furtka jest, o czym poinformowała nas wychowawczyni córki na ostatnim zebraniu. W szczegóły się nie wdawała, zapewne niedługo zmieni się zapis w statucie szkoły i wso, wtedy będą konkrety.
            Do szkoły przyszło rozporządzenie w tej sprawie.
            • Pewnie Rada Pedagogiczna będzie musiała wyrazić na to zgodę, ale , niestety, Rada przeważnie zgodę wyraża. Przynajmniej u mnie-zawsze jest grupa nauczycieli, która twierdzi,że należy dać szansę uczniowi. Mimo,że np owy uczeń po raz trzeci ma dwie banie na koniec roku szkolnego i głosujemy czy go dopuścić do egzaminu. ( przy jednej jedynce egzamin przysługuje z urzędu, przy dwóch potrzebna jest taka zgoda)
            • rzeczywiście przypominam sobie,że był taki pomysł, ale myślałam,że na pomyśle się skończyło..., tylko tam miało być coś takiego,że ta jedynak jest dopuszczalna, ale tylko wtedy kiedy uczeń ma ten przedmiot w następnej klasie, chyba tak to miało być, ale głowy nie damsmile

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.