Neo-minimalizm Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Ostatnio wkręcam się w ten temat, uderza w moje czułe punkty - nadmierny konsumpcjonizm, gromadzenie niepotrzebnych rupieci, kupowanie, kupowanie ponad miarę. Ten styl myślenia zawiera się w wielu dziedzinach życia, od urządzania mieszkania i jedzenie po zakupy i stan posiadania.

    Kilka linków, gdyby ktoś był zainteresowany:
    www.topmenedzer.pl/2010/01/neo-minimalizm-filozofia-zycia/
    neominimalizm.pl/minimalizm-czym-i-jaki-nie-jest/
    minimalist-ka.blogspot.com/2010/01/dlaczego-minimalizm.html
    Mocno to do mnie przemawia, bo nie znoszę przeładowanych, zagraconych mieszkań, miliona niepotrzebnych pierdół w szafach i szufladach, kupowania ponad miarę, mody i marketingu, który wmawia nam, że koniecznie coś musimy mieć etc.
    Nie oznacza to od razu pozbycia się wszystkiego i zostawienia sobie 3 par gaci i szczoteczki do zębów wink każdy może się minimalizować na poziomie, jaki mu pasuje. Ja to odbieram jako próba opamiętania się.
    Nie macie po generalnym sprzątaniu i wyrzuceniu szpargałów uczucia zrzucenia z barków ciężaru? Myślę, że mniej rzeczy to wolność, ich nadmiar to niewola. W weekend robię przegląd szaf ze szczególnym skupieniem na rzeczach, które zawsze było tak szkoda wyrzucić.

    --
    I nieustannie mnie zaskakuje, że ktoś potrafi opracować budżet gminy, a nie potrafi wydepilować brwi / lilly_about
    • Z rodzicami mieszkałam w mieszkaniu minimalistycznym. Ton narzucał ojciec, który nie znosił żadnych drobiazgów zbierających kurz (bo trzeba wycierać). Mieszkanie wyglądało bezosobowo jak niczyje. Po prostu stojące sprzęty, które mogły należeć do każdego. W chwili obecnej byłoby na czasie.
      Nie muszę mówić że mieszkam kompletnie inaczej. Jest to odreagowanie tamtej sytuacji ale także rezultat likwidacji mieszkań teściów, ciotek, itp. po których zostały liczne pamiątki, drobiazgi o wartości materialnej i przede wszystkim sentymentalnej.
      Nadmierny konsumpcjonizm uwielbiałabym, gdyby było mnie na niego stać.
      • Cytat Mieszka
        > nie wyglądało bezosobowo jak niczyje. Po prostu stojące sprzęty, które mogły na
        > leżeć do każdego. W chwili obecnej byłoby na czasie.


        Chyba nie do końca rozumiesz, o co tu chodzi wink

        --
        I nieustannie mnie zaskakuje, że ktoś potrafi opracować budżet gminy, a nie potrafi wydepilować brwi / lilly_about
      • lubię, rozumiem smile
        ale im bardziej się pozbywam rzeczy niepotrzebnych, tym bardziej mi sie wydaje że mam w domu za dużo gratów...
    • Odnosze czasem wrazenie, ze dziecko komunizmu bedace teraz osoba dorosla musi zaszalec w zakupach. kiedys nie bylo nic a teraz pod dostatkiem, latwiej dostac pozyczke, latwiej kupic cos na raty itp. wiec ludzie kupuja ile wlezie moze z obawy, ze wroca tamte czasy? a moze po prostu chca sobie wynagrodzic dziecinstwo, w ktorym nie mieli nic ?

      --
      "To wyjątkowa perfidia mówić, że dzieci z in vitro są poczęte bez miłości. Właśnie miłości trzeba, żeby przejść przez to wszystko - za to zwyczajnie spłodzone dzieci są po prostu efektem ubocznym przyjemności."
      Made by: Mama Nangaparbat3
      • Pewnie tak, ale co ze światem zachodnim, gdzie komunizmu nie było, za to tłusty kapitalizm przez lata miał się dobrze?

        --
        Eee ja mam gadajacy telefon. jak ktos dzwoni to mi mowi np. Tesciowa dzwoni. tesciowa dzwoni. ale ma wade fabryczna nie dodaje : nie odbieraj kretynko! nie odbieraj! / sadosia75
        • Ludzie potrzebuja ciagle komus ew. sobie cos udowaniac. Znam takich, ktorzy potrafia zaciagnac pozyczki tylko po to, zeby kupic lepszy telewizor niz sasiad albo ktos z rodziny.
          Pozatym ludzie lubia posiadac. Posiadanie jest mile, posiadac cos tzn, ze nas na to stac. Nikt nie lubi myslec o sobie, ze go na cos nie stac.
          Lubimy otaczac sie ladnymi rzeczami, milymi dla oka, czasem bardziej luksusowymi. I tak ma zdecydowana wiekoszc ludzkosci. Jedno skupiaja sie na ciuchach, inni na sprzetach, jeszcze inna grupa np. ja smile na ksiazkach. kazdy ma jakiegos bzika, kazdy jakies hobby ma smile

          --
          tinyurl.com/4l2baze
          Kretynizm człowieka- krzywda zwierzęcia
          • Ale to nie oznacza, że nie możesz sobie nic kupować i nie cieszyć się ładnymi przedmiotami wink chodzi tylko o to, żeby w pewnym momencie nie stać się ich niewolnikiem, robić to bardziej świadomie. A znam takich ludzi - niewolników rzeczy i marek, prowadzonych przez marketing jak na smyczy.

            --
            Eee ja mam gadajacy telefon. jak ktos dzwoni to mi mowi np. Tesciowa dzwoni. tesciowa dzwoni. ale ma wade fabryczna nie dodaje : nie odbieraj kretynko! nie odbieraj! / sadosia75
            • Ale my lubimy byc niewolnikami smile
              Tylko stopien zniewolenia sobie dobieramy taki na jaki mozemy sobie pozwolic. A czasem jest tak, ze marketing nam mowi co nam jest potrzebne koniecznie.
              --
              "To wyjątkowa perfidia mówić, że dzieci z in vitro są poczęte bez miłości. Właśnie miłości trzeba, żeby przejść przez to wszystko - za to zwyczajnie spłodzone dzieci są po prostu efektem ubocznym przyjemności."
              Made by: Mama Nangaparbat3
              • Nie "czasem" tylko dokładnie to nam mówi.
                I nie, nie każdy lubi być niewolnikiem smile

                --
                Eee ja mam gadajacy telefon. jak ktos dzwoni to mi mowi np. Tesciowa dzwoni. tesciowa dzwoni. ale ma wade fabryczna nie dodaje : nie odbieraj kretynko! nie odbieraj! / sadosia75
                • Morgen kazdy jest niewolnikiem czegos smile na pewno jest w Twoim domu albo zyciu cos bez czego zycie byloby odrobine smutniejsze? u mnie jest tak z ksiazkami. przyznaje bez bicia jestem niewolnica ksiazek. na male niewolnictwo mozna sobie pozwolic.
                  na niewole marketingu juz nie.
                  --
                  "a jak za bardzo się rozbestwia, to w pilociku mam taki guziczek do rażenia prądem.
                  tak, tak, bohatera prądem. co się będzie szwendać i bezeceństwa czynić!"
                  Made by : Doral 2
    • od dawna tak zyje smile i mam sie dobrze
      jedyny wyjatek - ksiazki, ale te, ktore sa mi niezbednie potrzebne, reszta z biblioteki
    • Nadmierny konsumpzjonim mi nie grozi ze wzgledów finansowych.Po kolejnym dziecku i wzieciu kredytu nie mialam wyjscia jak opanowac chec kupowania kolejenej pary balerinek dla corci czy tez 150 pary rajtek bo ladne wzorki.
      Cos w tym jest, ze jak wysprzatam szafe( a robie to czesto bo lubie smileto czuje sie lżej.
      Dawno temu zaczelam wyznawac zasade gdzies zaslyszaną, ze jak nie nosisz czegos 3 lata to juz nie zalozysz i robie przeglad regularnie pod tym kontem.
      jednakowoz, mysle,ze taki klasyczny minimalizm mi nie grozi.
      Ułanska dusza nie pozwala,lubie robic niektore rzeczy z rozmachem-swiadomie.

      --
      "Mniej nerwów mnie kosztuje izolacja od ludzi niż akceptowalne
      społecznie funkcjonowanie z nimi"( by Triss)
    • Dokładnia tak czuję, mniej rzeczy i chęci posiadania daje wolność, swodobę, przestrzeń.
      Generalnie interesuje mnie życie świadome, nie chcę kierować się zasadami
      "chciejstwa", kupowania dla kupowania, żeby mieć, posiadać, konkurować, pokazywać się, oceniać i być ocenianą przez pryzmat ile mam i ile zarabiam.
      Nie przeczę, zdarzały mi różne stany, ale im jestem starsza, tym bardziej świadomie
      zastanawiam się, co mi jest faktycznie potrzebne, a co jest zbędnym balastwem, wkręcaniem
      się w konsumpcyjny świat.
      Ludzie chyba nie zawsze łapią o co w tym chodzi, wydaje im się, że to dążenie do abnegacji, odmawianie sobie wszystkiego, życie w ubóstwie lub skrajnym skąpstwie.
      • Dokładnie to samo pomyślałam, czytając np. pierwszy wpis po moim poście. Że ludzie odbierają to jako niegroźne wariactwo i mieszkanie z jednym materacem w pustym pokoju. Przecież można cieszyć się życiem, pięknymi przedmiotami, ale bardziej rozważnie i świadomie.

        --
        I nieustannie mnie zaskakuje, że ktoś potrafi opracować budżet gminy, a nie potrafi wydepilować brwi / lilly_about
    • Piękna sprawa. Nie znoszę ozdóbek, pierdołek, kurzołapek. Niedościgłym ideałem jest estetyka japońska smile
      Nie przywiązuję się do rzeczy i domów. Mogę wyjść tak jak stoję - zabrać tylko zdjęcia i kilka ulubionych rysunków dzieciaków. W kwestii przedmiotów wykazuję absolutny brak sentymentalizmu. Odwrotnie niż w stosunku do rodziny i zwierząt domowych smile
    • To prawda ludzie wydają kupe kasy na badziewie które potem zagraca im chałupę, potem wyrzucaja ja żyję w sumie minimalistycznie małe mieszkanie nie kupuję badziewa ani gratów, samochód stary używany ale sprawny jedzenie tanie i co miesiąc zostaje pół pensji
    • To mój chłop mógłby mieszkać w pustej kawalerce, spać na materacu i trzymać rzeczy w kartonach. P Ja nie.
      Kupuję rozsądnie, nie lubię zagraconych pomieszczeń, durnostojek, ozdóbek, falbanek, porcelankowych śliczności etc. Ciuchy rozsądnie, raczej dobrej jakości i mniej niż mnóstwo szmatek. Książki, płyty (dla dziecka) - nierozsądnie, bo lubię.
      Rozmiar tv mi lata, i tak mam słaby wzrok, a na elektroniczne gadżety jestem doskonale odporna.
      • Moja mama nieczego nie wyrzuci. Kiedy ojciec smiał parę lat temu wyrzucić zepsutą zapalniczkę ( taka przezroczysta z kwiatkiem w środku do napełniania) to mu do dziś wykrzyczeć potrafi "oddaj moją zapalniczkę!" choć ona nigdy nie paliła.
        Kiedyś chciała abym przyszła i pompogła jej wybrać ubrania do wyrzucenia. Ma całe szafy starych rzeczy, Chodzi w kółko w tym samym. To skończyło się tym, że się obraziła i stałym wykładem o tym, ze jak kiedyś nie będzie miała za co żyć to będzie w tych rzeczach chodziła. I o tym że ona nie ma pieniędzy itd, itp. Stała śpiewka. Może ja o czymś nie wiem? Może po np: 80-tce zabierają emeryturęwink

        Kiedy z ulgą wyprowadziłam się do siebie to nie miałam na oknach ani jednego kwiatka. To reakcja na traumę z domu rodziców. Dziesiątki kwiatów na oknach. Nie można było podejść do firanki, bo uwaga na kwiatek! Uwaga na gałązkę!, Spadnie! ułamiesz! W moim pokoju panował półmrok bo tyle było doniczek na oknach. Pomogły na to moje kotywink Jak tylko nauczyły się wskakiwać na parapety trzeba było wszystko zabraćsmile
        --
        Dzieciaki 2002
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
        • Teraz, kiedy spłonął mój dom, mam lepszy widok na księżyc. smile
          --
          I love mankind; it's people I can't stand. (Linus Van Pelt)
        • Moi rodzice trzymają bajki na vhs sprzed ponad 20 lat... "Bo takie ładne były". To nic, że nie mają odtwarzacza, taśmy już dawno szlag trafił, a te misie Yogi i inne hanna-barbery można znaleźć na youtubie- w końcu i tak nie będą tego oglądać. Co jeszcze? Łyse, beznogie barbie mojej siostry. Zdekompletowane puzzle. Podręczniki sprzed 30 lat, dawno nieaktualne. 30-letnia pościel, prześcieradła, ręczniki. Stare buty narciarskie i narty. Ciuchy. Żólte firany. Kartony po pierwszych nokiach. Kable od jakiegokolwiek sprzętu, jaki kiedykolwiek mieli. Zespute ekspresy. Maszynki do robienia czegośtam (ciastek, makaronu itp- użyte raz). A nie doszłam jeszcze do garażu i ogrodu... W zasadzie przez ostatnie 30 lat nie wyrzucili chyba niczego, co pozostawione nie śmierdzi.
          --
          "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
          Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
          Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
    • Myślę, ze tak naprawdę na minimalizm dzisiaj nie ma społecznego przyzwolenia. Należy kupować, obrastać dobra, gadżety. Dla mnie ciekawa idea.
      --
      Niedawno pojawiły się pierwsze na świecie mówiące pralki automatyczne. Oto jak działają: - Włóż proszę białe pranie... Dziękuję. Uwaga, dozuję proszek i nalewam wodę. (Po chwili) ... Halinaaa!! Na koszuli Stefana są ślady szminki!!!
    • Nigdy nie miałam, a potem nie mieliśmy w domu niepotrzebnych rzeczy, rzeczy zepsute czy nieużywane ubrania wyrzucamy/oddajemy na bieżąco. Pieniądze lubimy wydawać na jedzenie, podróże, książki i płyty.

      Niestety, razem z pojawieniem się syna dom, a najbardziej pokój dzienny, zagracił się niesamowicie zabawkami (wszystkie sprezentowane), ale też wyrzucamy od razu, gdy syn przestaje się interesować.
    • Co do minimalizmu w wystroju wnętrz to często mam wrażenie, że najlepiej wygląda na zdjęciach smile

      Trudno mi sobie wyobrazić taki prawdziwy minimalizm w przeciętnych warunkach mieszkaniowych, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Zawsze gdzieś jakieś rzeczy trzeba pochować, coś pod ręką zawsze się przyda. Utrzymanie takiej minimalistycznej przestrzeni kosztowałoby mnie osobiście zbyt wiele wysiłku.

      Co zaś do stylu życia, itd., to muszę się przyznać, że niewiele znam osób aż tak bardzo uzależnionych od gadżetów i marek. To prawda, znane mi pokolenie duńskich dwudziestolatków uznaje tylko Iphony i Macbooki, ale to kładę na karb młodości.

      Dużo znacie takich ludzi?
      • Sporo, uzależnienie w różnym stopniu. Chyba, że inaczej rozumiemy tę kwestię.

        Cytat Zawsze gdzieś jakieś rz
        > eczy trzeba pochować, coś pod ręką zawsze się przyda. Utrzymanie takiej minimal
        > istycznej przestrzeni kosztowałoby mnie osobiście zbyt wiele wysiłku.


        Minimalistyczne podejście do urządzania mieszkania naprawdę nie oznacza pustych ścian i braku mebli smile to słowo wywołuje jakieś fatalne, skrajne skojarzenia.

        --
        No więc to forum jest dlatego zabawne że nigdy nie wiadomo za co oberwiesz / ewag12
        • Owszem, bo kojarzy się z brakiem szaf, półek, schowków, szuflad, komód etc. Z przestrzenią w której na drogim gołym parkiecie stoi czarny prosty stolik, a na nim wazon z orchideą, a do siedzenia służą dwa pufy. I kuchnią w stylu labolatoryjnym.
        • Ale ja nie mówię o gołych ścianach i materacu w kącie. Mówię o w miarę ascetycznym wnętrzu bez zbędnych papierów i drobiazgów. Nawet jak sobie postanawiam, że od dziś będzie inaczej, to i tak kończy się na stercie papierów na stole, kosmetykami stojącymi na zewnątrz i mnóstwem innych przedmiotów "leżących pod ręką". wink

          Inna sprawa, że więcej przestrzeni znacznie by mi ułatwiło sprawę i to również o to się rozchodzi.

          Jak dokładnie rozumiesz tę kwestię uzależnienia?
      • o prawda, znane mi pokolenie duńsk
        > ich dwudziestolatków uznaje tylko Iphony i Macbooki, ale to kładę na karb młodo
        > ści.
        Jako posiadaczka peceta i mac'a też się zdecydowanie opowiadam za tym drugim... I żadna w tym moda, tylko komfort codziennego użytkowania.
        --
        "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
        Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
        Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
    • od paru lat staram sie wprawiac w tej sztuce (na razie idzie mi tak sobie smile

      neo-minimalizm ja nazywam w myslach 3xR czyli reduce reuse recycle
      bardzo podobaja mi sie takie przedsiewziecia jak Przetwory - czyli targi dizajnu opartego na surowcach wtornych, ktore co roku odbywaja sie w warszawie.

      powoli wiekszosc mojej codziennej garderoby to ubrania z tzw. wymianek lub z second handu. kupuje o polowe albo nawet 1/3 butow mniej niz kiedys. moje dziecko chodzi glownie w rzeczach uzywanych (ktore puszczam potem w obieg). przerabiam stare ubrania i szyje z materialow z odzysku.

      przestalam impulsywnie kupowac jedzenie - w naszej lodowce sa tylko rzeczy ktore rzeczywiscie lubimy i jemy. czasem popsuje sie jakas smietana ale to wszystko. okazalo sie, ze im mniej mam jedzenia w szafkach i w lodowce tym bardziej jestem kreatywna w kuchni smile
      z przyjemoscia jezdze rowerem (uzywanym oczywiscie)
      przestalam impulsywnie kupowac kosmetyki, w ogole nie zagladam do drogerii o ile cos mi sie nie skonczy.
      kiedy moje dziecko ma urodziny prosze gosci o zrzute na jeden duzy prezent (np rower) zamiast przynoszenia kilkunastu malych.
      niestety, w moim domu jest ciagle za duzo rzeczy, szczegolnie ubran, w ktorych po prostu toniemy, mimo ze regularnie oddaje/sprzedaje to czego juz nie chce. poza tym - zdecydowanie za duzo gazet i magazynow (ktorych nie mamy czasu czytac).

      ciagle zdarza mi sie impulsywnie kupowac, szczegolnie uzywane ubranka dla dziecka no i ostatnio wkrecilam sie w dosc kosztowne hobby, ktore niestety polega na gromadzeniu (chociaz ma tez istotny aspekt kreatywny wink

      fajny jest ten neo-minimalizm. pomaga cwiczyc kreatywnosc i dyscypline.
      • Uwilebiam minimalistycznie urzadzone mieszkania, nie lubie pie...stojacych i kurzacych sie.
        W lodowce panuje minimalizm, zakupy robie na 2-3dni tak by nic sie nie psulo.
        Kupuje tylko to co potrzebuje.Poniewaz w pewnym momencie skonczyly mi sie pomysly na zakupysmile
        Z okazji remontu pozbylam sie wszystkiego co mi nie jest potrzebne.
    • ja jestem jak najbardziej za, choć może nie w wersji radykalnego minimalizmu, tylko raczej w wersji soft - ekoświadomej. dlatego jestem zwolenniczka kupowania rzeczy używanych i pozbywania się natychmaist tych, które przestają byc potrzebne (np. rzeczy dla dziecka - nie gromadze dla przyszłych pokoleń, wszystko oddaję)
      a tego minimalizmu nauczyła mnie emigracja - 7 przeprowadzek w ciągu 4 lat.
      każda przeprowadzka to było czyszczenie stanu posiadania. zabierałam tylko to, co uważałam za potrzebne lub co miało dla mnie wartośc ponadczasową, wszelkie "przydasie" lądowały na śmietniku.
      a i tak po tych 3 latach dorobiłam sie prawie 300 kg rzeczy. i te kilogramy na koniec były już starannie wyselekcjonowane, bo za kazdy kg wysyłany do Polski płaciłam.
    • Jasne, ze znam smile Uprawiam od paru lat. Wlasciwie uprawiamy. Punktem zwrotnym byla rowniez przeprowadzka miedzynarodowa, kiedy musialam cale swoje zycie i mieszkanie spakowac do jednej sporej walizki. Udalo sie i od tamtej pory zupelnie inaczej patrze na rzeczy. Spokojnie bylabym w stanie wyjsc z domu tak jak stoje - jedyne niezbedne przedmioty to pudelko ze zdjeciami i zbackupowany twardy dysk. W ogole to uwielbiam wyrzucac. W ciuchach preferuje podstawy proste i dobrze pasujace do siebie w roznych konfiguracjach, a zycia dodaje przez mocne dodatki i bizuterie.

      Grunt to nie kupowac bezmyslnie, nie kupowac tandety, umiec co jakis czas zrobic przeglad i wywalic nieuzywane rzeczy badz oddac na cele charytatywne (tu sie klania niekupowanie tandety, tak zeby rzeczy mogly sie jeszcze komus przydac). Umiec miec w zadku mode i trendy, o ile rzeczywiscie nam sie nie podobaja, umiec zlewac reklamy. Umiec zastepowac przedmioty uslugami, na przyklad kupowaniem ksiazek na czytniki, a nie w papierze albo pozbyciem sie samochodu na rzecz taksowek na miejscu i wynajmowania na dluzsze podroze.

      Proste zycie jest fajniejsze smile
      --
      Nie daj robic sobie wody z mozgu.Jedyny wart czytania i fachowy watek o Smolensku.
      • Co do umiejetnosci niechomikowania rzeczy sie zgadzam.

        > Umiec zastepowac przedmioty uslugami, na przyklad kupowaniem
        > ksiazek na czytniki, a nie w papierze albo pozbyciem sie samochodu na rzecz tak
        > sowek na miejscu i wynajmowania na dluzsze podroze.

        Co do powyzszego cytatu - nie baldzo. Ja nie potrafie czytac ksiazek na czytniki. Musze miec papier - to nadaje sens ksiazce. Lubie zapach papieru, lubie wracac do niektorych ksiazek, lubie cos podkreslac. A takie lajtowe podejscie do samochodu to sie ma, pod warunkiem ze:
        a) taksowka potrzebna jest niezbyt czesto, bo komunikacja publiczna jest swietnie rozwinieta a i rower uzyteczny,
        b) nie ma sie dzieci wink

        • Tez musialam miec kiedys ksiazki na papierze... Przed przeprowadzka big_grin
          --
          "My two favorite things in life are libraries and bicycles. They both move people forward without wasting anything. The perfect day: riding a bike to the library." - Peter Golkin
          • Ja tez nie wloczylam sie po swiecie z kontenerem ksiazek pod pacha smile. I znakomita ich wiekszosc nadal znajduje sie w Polsce. Naplywaja tez juz ciurkiem nowe, bo jezeli sie kiedys znowu przeprowadze, to tylko do wiekszego domu. I wtedy bede miala w koncu miejsce na te "polskie" smile.
    • Tak, przemawia do mnie i stosujemy. Kupujemy mniej, ale wysokiej jakosci. Nie kupujemy w ogole, jesli uznamy, ze mozemy sie obejsc bez czegos. Nie jestem przywiazana do marek. Patrze na nasze potrzeby i sposoby zaspakajania ich w sposob kreatywny. Mam male zboczenie na punkcie racjonalnej ekologii. Na przyklad latem nie uzywam suszarki (w moich rejonach nie-do-pomyslenia), uzywam klimatyzacji tylko w sytuacjach podbramkowych (j.w.), nie uzywamy prawie zadnej tzw chemii domowej. Gotuje sama w oparciu o najlepsze skladniki, sama robie przetwory itd.


      --
      Z buntem przez zycie...
      www.bakowska1.webpark.pl
    • Fajnie masz. Ja jestem typem zbieracza i "przydasia". Mam sporo rzeczy, których spokojnie mieć nie muszę ale..może sie przydadzą..Może z czasem dojrzeję wink
      --
      Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

      George Bernard Shaw
      • > Ja jestem typem zbieracza i "przydasia"

        Ja niestety też. Potrzeby konsumpcyjne mam bliskie zeru, nie kupuję ciuchów, gadżetów itp., ale mój dom to gigantyczne archiwum i skład rzeczy mających wartość pamiątkową i sentymentalną. Musiałabym się wyłączyć na dwa tygodnie z normalnego trybu życia i pracy, żeby to wszystko uporządkować - może na emeryturze wink

        --
        „Dzień ma dwadzieścia cztery godziny. Dodaj do tego noc i zdołasz wykonać robotę”
    • moj chlop ma podobnie. jesli nie nosi czego 3 miechy wywala. mial proby robieia tego i mnie ale sie skonczylo na karczemnych awanturach i zaprzestal sie zajmowania moimi ciuchami.
      bo ja sie kocham w tych wszytskich bibelotach i gadzetach kuchennych. nie znaczy to ze je mam...ale gdybym mogla to bym je miala. moj najdurniejszy zakup- kuchenka mikrofalowa...uzwam tylko do romrazania. "bezsęsu" wywalona kasa.
      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/6/pe/mc/8sbw/wId6ZyVQt7xe9VqbzX.jpg
    • powiem tak: nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu smile
      stosuję minimalizm w bardzo wielu sferach (zaczęło się od częstych przeprowadzek, po prostu nie miało sensu gromadzić gratów), ale nie widzę sensu w odmawianiu sobie przyjemności (vide link pierwszy). mówię "nie" gromadzeniu przedmiotów, ale nie potrafię i nie chcę odmówić sobie dobrego jedzenia, a od czasu do czasu fajnego gadżetu. poza tym jestem uzależniona od książek (na szczęście wymyślono e-booki które nie zajmują miejsca). ale te "słabości" wpisują mi się w niezbędne minimum egzystencji (bo chyba nie o to chodzi, żeby się umartwiać?)
    • Ja praktykuję od 3 lat- od kiedy małż założył własną firmę. Przy każdym zakupie pytam siebie "czy to jest na pewno potrzebne? może można odłożyć na przyszły tydzień, albo nie kupować wcale? kupić używane? pożyczyć". Niedawno trochę odpuściłam w kwestii zabawek i poczułam znów to booooskie uczucie, jakie daje przepuszczenie kasy na coś zbędnego i niepotrzebnego. No, ale właśnie silnik w aucie rozleciał nam się na kawałki, więc znów zaciskam pasa. Niemniej jednak wolałabym praktykować bo chcę, a nie dlatego- że muszę...
      --
      "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
      Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
      Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
    • > Nie macie po generalnym sprzątaniu i wyrzuceniu szpargałów uczucia zrzucenia z
      > barków ciężaru?
      A mam big_grin i to coraz częściej, 15 lat temu byłam straszną graciarą - takie mam przemyślenia po ostatnim sprzątaniu.
      --
      Nie zatrudniaj fachowca - bądź
      bohaterem w swoim domu.
    • Jestem bardzo ZA.
      Minimalizm= przejrzystość, ład, wolność, spokój.
      Niestety, mój mąż jest skrajnym kolekcjonerem rzeczy wszystkich. Bo się przyda.Bo szkoda.
      Mam wrażenie, że odczuwa fizyczny ból, kiedy chcę wyrzucić jakieś jego rzeczy, mimo,że z nich nie korzysta a w domu są jedynie zawadą.
      Oj, już nie mam pomysłu na tę sytuację.

    • Taak... Mam z tym problem, jestem typem zbieracza. Mąż mnie siłą zmusza, aby notatki ze studiów wynieść do piwnicy (a najchętniej by całkiem wyrzucił). Ale walczę z tym - robię regularne przeglądy szafy i nieużywane rzeczy... wywożę do teściów wink (nie wyrzucam, nie nie). No i regularnie kupuję za dużo jedzenia, które się psuje. I za dużo mam ciuchów. smile
      • Ostatnio przeprowadzalismy sie, najpierw wszystkie rzeczy staly w kartonach kilka dni, do teraz (czyli juz kilka m-cy) stoi ich pewnie z polowa i nie odczuwamy ich braku - co nas ostatnio wlasnie zastanowilo. Czlowiek gromadzi, przerzuca z kata w kat, myje, odkurza, a po kilku latach wyrzuca. Nie interesuje sie neo minimalizmem, ale od jakiegos czasu obserwuje taka mocno napelniajaca sie banke kupowania.
    • Minimalizm, jako próba opamiętania się jest OK. Odporność na natarczywe acz sprytne wciskanie chłamu to jeden z elementów zdrowia psychicznego. Fajnie jest znać siebie na tyle, by nie gubić się w niepotrzebnych z punktu widzenia osobistego "jądra jasności" działaniach konsumpcyjnych (sprzęty, łachy, gadżety, sposoby spędzania czasu). No i nie węszyć też wszędzie ze skrzywionym noskiem kwaśnych winogron zadowalając się korzonkami przemalowanymi na kabanosy wink

      Nie każdy będzie szczęśliwy jako inkarnacja Szymona Słupnika, bo nie każdego kręci siedzenie i śmierdzenie na słupie przez kilkadziesiąt lat. Szymona właśnie ten styl zycia zbliżał do Absolutu, a więc do mega-ekstazy, więc gadżety w postaci mydła, smacznego żarcia, czy nawet nietrującego liścia do podtarcia się mogłyby go tylko niepotrzebnie rozpraszać w osiąganiu szczęścia. Spoko, minimalizm Słupnika jest OK, bo jest JEGO minimalizmem. Mój zakłada nieco więcej dóbr doczesnych i czynności też jak najbardziej ziemskimi przyjemnościami trącących. Grunt to umieć oddzielić ziarno od plewy. Niełatwe, niełatwe.

      A propos urządzania wnętrz: mam jakieś takie osobliwe nabożeństwo do przedmiotów z przeszłością. W ogóle jaram się nieźle zwiedzając zabytki, a macając kamień w murze katedry romańskiej doznaję niemal orgazmu. Nieszkodliwe to zboczenie pielęgnuję poprzez obcowanie na co dzień z nienowymi przedmiotami, które przystosowuję do nowych potrzeb i sytuacji. Po latach tych wzbudzających w rodzinie zadziwienie praktyk wyczytałam, że zboczenie to nosi nazwę vintage wink Kiedyś np. szyłam patchworki wykorzystując materiały z już używanych przez siebie czy rodzinę ubrań. Lubiłam patrzeć potem na łatki ze spódnicy z liceum współgrające z łatkami z narzuty, co się na niej z byłym miętosiłam wink Już mi przeszło, teraz majstruję przy drewnie. Nie wyrzucam więc pewnych przedmiotów, gromadzę je i przerabiam. Trudno w tych okolicznościach nie mieć ciut zagraconego mieszkania. Więc dla mnie zdrowy minimalizm w organizowaniu przestrzeni będzie oznaczał przytulne, funkcjonalne, czyste, nieco zagracone mieszkanie przypominające niektórym chatkę na kurzej stopce. Acha, raz na jakiś czas wszczynam jednak akcję WW (Wielkie Wypi..anie). Potem czuję się nieziemsko lekka i oczyszczona. Jak anorektyczka po lewatywie.

      --
      Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! wink
      by Zakletawmarmur
      • Ja również jestem zwolenniczką minimalizmu we wnętrzu ... przede wszystkim własnym, a nie wnętrzach zajmowanych lokali i szaf.
        Dom dzielę z chomikiem, dwójką dzieci i stadem zwierząt. Trudno o niezagracenie i porządek.
        Pielęgnuje za to minimalizm w potrzebie udowadnianiu światu, że należę do grona ludzi inteligentnych i kulturalnych poprzez podkreślanie ilości posiadanych książek. Nie czuję się wykluczona, tylko dlatego, że nie rozumiem dowcipów Szymona Majewskiego (w sieci odwiedzamy inne miejsca), bo i strumień kultury interesuje mnie węższy niż szerszy. Lubię rzeczy przetworzone - odzyskane - dowodzące szacunku twórcy / przetwórcy dla pracy poprzedników, oraz jakości tychże rzeczy/materiałów, które mimo upływu lat i zmiany funkcji nadają się wciąż do użytkowania w najróżniejszych formach. Cieszy mnie praca wykonana z barokową pasją - zapłacę za nią chętniej niż za krzesło z matrycy do minimalistycznego wnętrza.
        Neo minimalizm to taka designersko marketingowa nazwa dla cnoty gospodarności. Gromadzenie nie jest równoznaczne z konsumpcjonizmem. Osobiście przetwarzam i konserwuję żywność w sezonie, żeby móc z niej skorzystać w czasach niedoborów. Rezygnuję ze świeżych pomidorów w zimie, na rzecz kiszonych i suszonych - te słoiki strasznie zagracają moją minimalistyczną spiżarnię, a jednak są dla mnie ucieleśnieniem minimalizmu. Nie kupuję jednorazowych ściereczek do blatów, kurzu i inszych - mam za to bardzo nieminimalistyczny skład szmatek pozyskanych ze ścierek, skarpetek, koszul - czyścidła domowe. Unikam kupowania rzeczy jednorazowych, w tym kartek noworocznych (lepiej spędzić czas z dziećmi wykonując je z tego co pod ręką i jako efekt finalny da się spalić w kominku-smile).
        Nie zrzucam odpowiedzialności za swoje zakupy na pracowników działu reklamy i marketingu. Starannie rozważam ich propozycje. Kupując samochód X faktycznie mogę, zgodnie z hasłem reklamowym, żyć z pasją - np. pasją podróży, ale mogę też ją stracić w korkach.
        Wiem, że mogłabym żyć dużo bardziej w zgodnie z neo - trendami. Ale świadomie rezygnuję z kupowania tego samego produktu (gospodarność) tylko dlatego, że dział marketingu wymyślił nowe opakowanie.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.