Dodaj do ulubionych

płacę więc wymagam w małżeństwie

    • kaja954 Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 14.02.11, 04:43
      mojego bym wysmiala, tzn peklabym ze smiechu,ale tu sytuacja wydaje sie niemilo inna, ktos chce wyraznie dominowac.wspolczuje. tak przemoca zalatuje.nie wyobrazam sobie takiego czegos w zwiazku. u nas jest taka konnstruktywna krytyka, o ktora sami sie upominamy,szczegolnoie jesli jest to danie robione po raz pierwszy ( w zaleznosci kto gotuje). nie jest obraza jesli zapytamy sie i uslyszymy odp np o dodatki ,smak.
      jesli znalazlabym sie w takiej sytuacji to pewnie te JEGO produkty polozylabym przed nim na talerzu, wystawila przyprawy i kazala mu sobie doprawic wedlug podniebienia.
      postawilabym sie,to pewne, nikt na takietraktowanie nie zasluguje,a te ktore sie daly zapedzic...znajdzcie to sile, to jest mozliwe i sie da...

    • ihanelma Żaba w garnku ze wrzątkiem 14.02.11, 08:11
      Niestety nie wierzę, że ta sytuacja miała znienacka miejsce ot tak, w wolnym dniu. Normalny facet takich tekstów nie produkuje, to jest jakiś dłuższy proces, który idzie w bardzo złym kierunku. Podejrzewam, że od dłuższego czasu facet konsekwentnie wyrabia sobie pozycję dominanta, uzależnia panią ekonomicznie i psychicznie, a teraz jeszcze zaczyna wdeptywać w grunt.
      Z opisu wynika, że tylko on zarabia na rodzinę - koniecznie trzeba to zmienić, z takim facetem nie można mieć tego rodzaju układu. Dzieci też są jego, opieka nad nimi też jest jego, także nie ma argumentu, że żona nie może pracować, bo się musi opiekować.
      Ja gdyby mi ktoś rzucił takim tekstem nie wybuchłabym jak zwykle, a wręcz przeciwnie - bryła lodu, koniec obsługi pana ze skutkiem natychmiastowym, w dniu "incydentu" wyjście z dziećmi na obiad i zostawienie panu JEGO marchewki z przyległościami do samodzielnego przyprawienia i spożycia. Gdyby podskakiwał na zasadzie "kto tu zarabia" uświadomiłabym mu, co to jest przemoc ekonomiczna, oraz że w małżeństwie też przysługują żonie i dzieciom alimenty - jak najbardziej można o nie wystąpić i je dosyć szybko uzyskać. Można wystąpić do sądu cywilnego o przekazywanie wynagrodzenia w ręce współmałżonka tytułem niezaspokajania potrzeb finansowych rodziny wink.
      Pan ewidentnie pomylił żonę z gosposią i utrzymanką. Słyszałam o takim, który pomylił żonę z kapeluszem i stał sie bardzo sławnym świrem wink
      --
      Nie wiedziałem,że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzałem do Internetu. Lem
      • ihanelma Re: Żaba w garnku ze wrzątkiem 14.02.11, 08:16
        I przede wszystkim - jak sens poza korzystaniem z pieniędzy tego pana widzi ta kobieta w dalszym byciu z nim? Chyba rzeczywiście zostały tylko pieniądze ze strony żony i popyt na pewne usługi bytowe z jego strony w charakterze spoiwa, reszta ewidentnie zdechła. W tym sensie pan dominant ma rację i warto się nad tym poważnie zastanowić.
        --
        Nie wiedziałem,że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzałem do Internetu. Lem
        • kuku-lka Re: Żaba w garnku ze wrzątkiem 14.02.11, 08:38
          ok,piszecie jako Pewne Siebie Kobiety, znajace swoja wartosc i w zyciu nie bedacy w zwiazku z Takim mezczyzna...
          ok, ale jak ktoras zauwazyla, to ze facet sobie na to pozwala sugeruje ze jest z kobieta po pierwsze uzalezniona od niego materialnie, przygaszona, przybita...byz moze bez pracy...
          wyjsc moze z dziecmi,ale dokad? skoro wylicza jej jedzenie, to kto wie czy po powrocie nie zatsalaby zamkow zmienionych??jakis jest powod dla ktorego ta kobieta zgadza sie na takie traktowanie...
          wiem ze z tym sie nie zgadzacie, ale na prawde sa rozne osoby z rozna przeszloscia...i nie kazda stac na takie gesty jak piszecie, wywalic, odstawic itd
          mam wrazenie ze na zmiany juz za pozno...tzw "widzialy galy co braly"...bo watpie ze nagle facetowi poprzestawialo sie w glowce tylko to wypracowany "uklad" miedzy nimi, i to wypracowany przez niego..
      • ihanelma Re: Żaba w garnku ze wrzątkiem 14.02.11, 08:29
        Jeśli facet nie jest totalnym idiotą, poszłabym na obiad sama, a pan niech sobie z potomstwem konsumuje własną marchewkę własnoręcznie przyprawioną. To miałoby nawet lepszy walor otrzeźwiający - uświadomiłoby panu, że opieka nad dziećmi jest też jego dziedziną, nie ma "sklejki" żona+dzieci i ON w rodzinie. Jeśli jest facetem, z którym dzieci nie można zostawić - decyzja jest jeszcze prostsza i dużo bardziej pilna...
        --
        Nie wiedziałem,że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzałem do Internetu. Lem
    • thegimel Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 14.02.11, 09:11
      Tak mi się wydawało, że Twój nick kojarzę z podobną historią.
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,117997294,117997294,goscie_meza_goscie_zony.html
      Czy to ta sama rodzina?
      Jeśli tak, to faktycznie na awantury, wychodzenie, bryły lodu jest za późno.
      Wyjścia widzę 2:
      -terapia
      -odejście od pana i władcy. I to jak najszybciej ze względu na dzieci.
    • kali_pso Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 14.02.11, 09:44

      Wiele zalezy od tego na jakim etapie jesteście- czy to jest pierwsza tego typu sytuacja i od zrobienia awnatury powstrzymał Cię opad szczęki czy czego tam jeszcze, czy też pan mąz przemycał juz wcześniej podobne sugestie kto w domu spodnie nosi i to kolejny raz kiedy coś Ci chce udowodnić..

      Kiedy sobie wyobraziłam tę sytuację to krok dalej była już tylko fizyczna przemoc domowa...uważaj więc bo często od takiego własnie psychicznego nękania się zaczyna, później są delikatne popchnięcia a na końcu regularny w...ol.

      ...taka potrzeba zaznaczenia własnej dominacji nie bierze się z niczego...pan ma kłopoty w pracy? Szef go przestał lubić? Współpracownik awansował a on nie? Problemy z potencją?
      --
      "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko zobaczy światło egzystencji"

      Andreas Corelli
    • aneta-skarpeta Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 14.02.11, 09:53
      uszatek-2 napisała:

      > i teraz pytanie za 100 punktów: co byście zrobiły w takiej sytuacji?

      jak takis mądry to gotuj sobie sam. Ja idę pooglądać serial- jeśc nie muszę
      --
      ---------------------------------------------------------------
      kaczka to nie ptak, kaczka to kaczka
    • franczii Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 14.02.11, 10:09
      No tez by mnie rece i cycki opadly.
      A kiedy opad by minal to na nastepny posilek dalabym mu odkrojona przypadajaca na niego porcje mieska, marchewki, pietruszki i czego tam jeszcze, niech sobie przyrzadza tak jak lubi. Albo jeszcze lepiej, zakupy bym zrobila tylko dla siebie i dzieci. Jemu kase w lape i niech sobie sam kupuje i gotuje to co lubi,.
      • mamakasienki1 Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 14.02.11, 12:03
        Pierwsza reakcja, to napewno przeazałabym "PANU" zaszczyt ugotowania obiadu jak chce po swojemu niech sam gotuje.
        Krytyki też bym nie zniosła, pierwszy wspólny obiad z moim wtedy jeszcze nie mężem wylądował w muszli klozetowej, bo wspomniał, że mu nie smakuje, a póżniej strzeliłam focha na 2 dni i kazałam samodzielnie gotować.
        Od tamtej pory ani razu nie słyszałam krytyki, a jesteśmy 7 lat po ślubie smile
        --
        Kasieńka ma dziś...
        Majeczka ma dziś...
    • urquhart mąż zje wszystko... 15.02.11, 14:22
      uszatek-2 napisała:
      > wyobraźcie sobie taką sytuację: kobieta przygotowuje jakieś danie, mąż się wtrą
      > ca, że ma zrobić/przyprawić tak i tak, bo ON TAK LUBI
      > żona na to, że skoro ona gotuje to ona wie jak ma to zrobić

      A ja uważam że facet który pozwala że żona otwarcie ignoruje jego potrzeby bo "ona wie lepiej" i nic z tym nie robi sam pracuje na brak szacunku , pośmiewisko i nazwanie dupą wołową.

      Taki żart mi się przypomniał, który ilustruje oczekiwaną pozycje męża w tej dyskusji
      Żona do męża: jesz to zupę czy nie? bo jak nie doleję smietany i dam psu...
        • urquhart Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 15:15
          triss_merigold6 napisała:

          > Wdrażam w rodzinie zasadę "jemy co kuchnia wyda". Nie podoba się? Proszszsz...
          > chłop może gotować sam. Ale jakoś nie chce i nie narzeka.

          A czy mąż w tej sytuacji tradycyjnego podziału ról znaczy ma prawo wydawać zarobione pieniądze ignorując oczekiwania zony bo "wie lepiej" , a żonie jak się nie podoba to niech ruszy dupą i zarobi?
          Wymagajcie przynajmniej baby takiego szacunku od siebie jakiego same oczekujecie...
        • nanuk24 Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 16:02
          Popadanie ze skrajnosci w skrajnosc tez jest niezdrowe. traktujesz domownikow gorzej niz psa, a sama wymagasz by kolo Ciebie skakali jak kolo jajka.

          gdyby moj maz - czesto gotujacy w weekendy - podawal na stol bigos lub stek krwisty, ktorych nieznosze z haslem: "jak ci sie nie podoba to nie jedz" - on by sie nawpieprzal, a ja musialabym stac przy garach by cos dla siebie przygotowac, to niebyloby to za fajne i z miloscia i troska nie mailoby to nic w spolnego.


          --
          This boat that we just built is just fine
          And don't try to tell us it's not
          The sides and the back are divine -
          It's the bottom I guess we forgot...(Shel Silverstein)
          • triss_merigold6 Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 17:49
            Pies też jadł co kuchnia wyda.
            Ja gotuję. Nie gotuję rzeczy nielubianych i nieakceptowanych. Nie gotuję monotonnie. Preferencje można wyrażać zanim zrobię zakupy/obiad.
            Najdroższy został uprzedzony, że nie gotuję jak jego matka, ponieważ pracuję i nie mam czasu ani ochoty na lepienie pierogów, zwijanie zrazów czy smażenie sterty naleśników. Ona - skądinąd gotująca znakomicie - kuchnię lubi, jest na emeryturze i spełnia się m.in. w gotowaniu.
            Sorry ale godzina mojej pracy kosztuje więcej niż kilogram kupnych pierogów czy pizza więc jestem przekonana, że zdrowiej oraz praktyczniej jest takowe nabyć, a czas wolny przeznaczyć na relaks.
            • nanuk24 Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 20:21
              A nie, tak to rozumiem. po prostu wyobrazilam sobie ciebie rzucajaca z wielkiej laski facetowi pod nos galaretki z kurzych nozek na ktore facet spojrzec nie moze wrzeszczac przy tym:"zrec co daja!"tongue_out

              tez biore preferencje smakowe domownikow, choc nie powiem ze czasem zdarza mi sie z wscieklosci rzucic patelnia i ochrzanic chlopa za wybrednosc. jednoczesnie ugotuje mu - tak z troski - duzy gar bigosu, ktorego sama nie tkne i zamroze by mogl zjesc wtedy, kiedy ja sobie zrobie nalesniki, ktorych znowu on nie tknie.


              --
              This boat that we just built is just fine
              And don't try to tell us it's not
              The sides and the back are divine -
              It's the bottom I guess we forgot...(Shel Silverstein)
          • imasumak Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 19:30
            nanuk24 napisała:

            Popadanie ze skrajnosci w skrajnosc tez jest niezdrowe. traktujesz domownikow g
            orzej niz psa, a sama wymagasz by kolo Ciebie skakali jak kolo jajka.


            no ale Triss chyba bierze pod uwagę preferencje domowników i podejrzewam, że autorka wątku też. Tu chodzi o co innego, głównie o władczą podstawę "ja płacę, ja wymagam", która jest według mnie nie do przyjęcia w normalnym związku.
            • uszatek-2 Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 20:05


              ja napiszę jeszcze raz, bo niektórzy mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem i widzą to, co chcą widzieć, a nie to, co napisałam

              więc przypominam, że facet nie zasugerował jej, żeby coś inaczej tym razem przyprawić/przygotować, ze może tym razem spróbowaliby czegoś innego

              on z mordą na nią wskoczył, że ma zrobić TAK I TAK, BO ON TAK LUBI, a potem rzucił w sposób bnardzo niegrzeczny, wręcz ordynarny ten tekst o płaceniu i wymaganiu

              • urquhart Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 20:45
                Napisałaś to co napisałaś, sugestię że facet jest winny

                > więc przypominam, że facet nie zasugerował jej, żeby coś inaczej tym razem przy
                > prawić/przygotować, ze może tym razem spróbowaliby czegoś innego.

                Czy przyszło ci do głowy że gdyby ona to właśnie zaproponowała najprawdopodobniej też uniknęłaby konfliktu, jednocześnie szanując jego zdanie?

                > on z mordą na nią wskoczył, że ma zrobić TAK I TAK, BO ON TAK LUBI, a potem rzu
                > cił w sposób bnardzo niegrzeczny, wręcz ordynarny ten tekst o płaceniu i wymaga
                > niu

                Zakładając na przykład że nie pierwszy raz ignoruje jego zdanie to jak powinien się twoim zdaniem stanowczo zachować? huknąć pięścią w stół?
                • uszatek-2 Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 21:22


                  "Czy przyszło ci do głowy że gdyby ona to właśnie zaproponowała najprawdopodobniej też uniknęłaby konfliktu, jednocześnie szanując jego zdanie?"

                  urquhart, ale gdyby to on zaproponował, też uniknąłby konfliktu,
                  pomysł na zmianę wyszedł od niego, nie od niej, więc to on powinien zaproponować

            • nanuk24 Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 20:12
              Ale ja sie nie odnosilam do bohatera watku, ktorego zachowanie mnie oburza, tylko do wypowiedzi Triss "jemy co kuchnia daje" - bo gorzej jak kuchnia daje same obrzydliwosci - to ja pieprze taki interes.


              --
              This boat that we just built is just fine
              And don't try to tell us it's not
              The sides and the back are divine -
              It's the bottom I guess we forgot...(Shel Silverstein)
              • yula Re: mąż zje wszystko... 24.02.11, 11:49
                >- bo gorzej jak kuchnia daje same
                > obrzydliwosci - to ja pieprze taki interes.
                a myślisz że w normalnej rodzinie tak jest? Raczej jak gusta są różne to czasem trafi sie danie którego któryś domownik nie lubi. Jak mam ochotę na coś co tylko ja lubię, to robię dla siebie osobno. Jak któryś z domowników chcę coś czego ja nie lubię to musi mnie o to poprosić, na pewno nie żądać.
                --
                Julia,Maksiu i Tatiankasmile
                "Te książki miały prawdziwą szkołę życia" - moja pociecha o podręcznikach z poprzedniego roku
            • eti.gda Re: mąż zje wszystko... 24.02.11, 11:57
              imasumak napisała:

              > no ale Triss chyba bierze pod uwagę preferencje domowników i podejrzewam, że au
              > torka wątku też. Tu chodzi o co innego, głównie o władczą podstawę "ja płacę, j
              > a wymagam", która jest według mnie nie do przyjęcia w normalnym związku.

              Coś mi się wydaje, że to, co nazywasz "normalnym związkiem" jest wielka rzadkością. Wynika to z większości postów prezentowanych na tym forum.
      • ihanelma Re: mąż zje wszystko... 15.02.11, 15:23
        Na szacunek można pracować w różny sposób. Nie wiem czy zwróciłeś uwagę na to, ze chamów nikt nie szanuje. Co najwyżej ludzie się ich boją, też do czasu. Ale strach to nie jest szacunek.
        A tutaj mamy do czynienia z ewidentnym chamem, także nie ma kogo bronić, naprawdę.
        --
        Nie wiedziałem,że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzałem do Internetu. Lem
    • mruwa9 Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 15.02.11, 14:41
      taki palant w zyciu nie bylby moim mezem.
      A przy pierwszym tekscie wreczylabym lyzke chlopu i oznajmila, ze prosze bardzo, odstepuje miejsce w kuchni, jesli ja jestem taka beznadziejna, a on wie lepiej, niech sie wykaze kulinarnie. Siadlabym z dziecmi przy stole i grzecznie czekala na podanie obiadu, no moze pytajac od czasu do czasu: czy dlugo jeszcze, kochanie? Bo glodni jestesmy...
      • urquhart Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 15.02.11, 15:10
        mruwa9 napisała:
        > Siadlabym z dziecmi przy stole i grzecznie czek
        > ala na podanie obiadu, no moze pytajac od czasu do czasu: czy dlugo jeszcze, ko
        > chanie? Bo glodni jestesmy.

        Znaczy, siadłabyś dopiero jak wrócisz z roboty z zarobioną kasą na tą marchewkę?
        • mruwa9 Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 15.02.11, 20:24
          moge i na te marchewke zarabiac.. w sumie w ciagu 15 lat malzenstwa uzbieralo sie moze 8 miesiecy, podczas ktorych nie pracowalam i nie mialam wlasnych dochodow, wiec sytuacja bycia na garnuszku Pana Meza jest mi dosc obca. Ale nawet wtedy w zyciu nie slyszalam ( i nie slyszalabym) takiego tekstu, ze ja jestem pasozytem, a Pan Malz placi i wymaga. Ktos o takich meskoszowinistycznych zrywach nie moglby byc moim partnerem. Natomiast proba krytyki mojej miernej dzialalnosci kulinarnej zawsze zagrazala tym, ze rzuce sciere i zrzekne sie funkcji kuchennej, a poniewaz serio pisze, to domownicy bardzo uwazaja , niezaleznie od efektow mojego kucharzenia, zeby go nie skrytykowac, bo naprawde moge wcielic swoje grozby w czyn.
          • uszatek-2 Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 16.02.11, 17:36
            mruwa, są tacy faceci niestety sad

            najlepsze, że ta kobieta to nie jakaś szara myszka, tylko równa, PEWNA SIEBIE BABKA, ładna, zadbana, podobajaca się

            no i jej działalność kulinarna nie jest mierna, wręcz przeciwnie - gotuje bardzo dobrze i bardzo urozmaicenie

            natomiast co do jej męża, to wydaje mi się, że może ma jakieś kompleksy i moze gnojąc ją próbuje sam siebie dowartościować
      • ihanelma Wiadro wody na łeb... 15.02.11, 15:18
        ...dla pań które myślą o "oddaniu się rodzinie" i rezygnacji z pracy zawodowej na rzecz szczytnego powołania Żony i Matki. Właśnie dokładnie tak wam może facet podziękować jak w poście powyżej.
        A jak widać w męskich wpisach tutaj, takich marchewkowych macho dowartościowujących się uzależnieniem ekonomicznym żony i rozstawianiem jej po kątach nie brakuje wink
        --
        Nie wiedziałem,że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzałem do Internetu. Lem
        • antekcwaniak Re: Wiadro wody na łeb... 15.02.11, 15:44
          Droga Pani. Twój apel powinien bić w drugą stronę !!! Wiadro wody na pusty łeb kobiet, które zrobiły z siebie matki polki i uzależniły się finansowo od facetów !!!
          --
          Czy panowie muszą tak napie...ć od bladego świtu...
          • krzysiozboj Re: Wiadro wody na łeb... 23.02.11, 16:03
            Na mój łeb dwa wiadra poproszę big_grin
            Żona "pozwoliła się uzależnić finansowo" od męża ale wychowanie dzieciaków i okrojenie pracy przypadło ... mężowi, gotować nie gotuje bo jak twierdzi - nie zasługuję na to big_grin
            A może już tylko jedno wiadro bo małą terapię szokową zrobiłem - zapytałem, że skoro dzieciaki na moim karku, gotować mi nie gotuje to może podzielimy wydatki w domu? big_grin

            A nieco poważniej - nawet patologie i "złe" rozwiązania chyba nie są złe jak obojgu odpowiadają, nawet najdoskonalsze rozwiązania będą złe jak małżonkowie będą się męczyć przy nich.
      • babcia47 Re: Mąż płaci, mąż wymaga !!! 16.02.11, 18:14
        jeżeli pan nie wie co to jest małżeństwo i rodzina (rodzina to on, ona i dzieci), to zamiast zawracać głowe, i nie tylko, jakiejś pani niech stołuje się w restauracji, korzysta z agencji, pranie nosi do pralni , zatrudnia kogos do sprzatania, żale wylewa przed psychoanalitykiem itd..a nie pakuje sie w zwiazek..do małzenstwa trzeba dorosnąc, najlepiej przed wypowiedzeniem sakramentalnego "tak"
        --
        Lady Sybil chrapała cicho. Małżeństwo zawsze jest związkiem dwojga ludzi gotowych przysiąc, że tylko to drugie chrapie...
    • berdanka Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 16.02.11, 22:17
      Dnia następnego podałabym wszystkie składniki ,zakupione przez najwspanialszego z mężów, na surowo - chyba, ze zapłaciłby za ich przetworzenie w zjadliwą formę! Oczywiście poinformowałabym go o kwocie należnej za tranformację i domagałabym się jej!
      Jeju, że takie pawiany chodzą jeszcze po ziemi - myślałam, ze ewoluja wszystkich wyeliminowała!
      --
      come to the dark side, we have cookies
    • mellona Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 22.02.11, 19:36
      podliczylabym koszty robocizny ktore na pewno beda wyzsze niz marchewka i innesmile podsunelabym mezowi rachunek i poprosila o zaplacenie. wtedy mozna przyprawiac.

      najlepiej arszenikiem.

      lepiej zawczasu egzekwowac szacunek do siebie, niz potem byc adresatem kampanii "bo zupa byla za slona"
    • iamhier Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 23.02.11, 12:05
      To się nazywa różnica charakterów.Różnica zbyt duża w poziomie inteligencji.Tak,tak,,,,nie pozycji zawodowej tylko INTELIGENCJI,ktora jest najwazniejsza by zwiazek mogl trwac POD JEDNYM DACHEM.Nie da sie mieszkac z kim mniej inteligentnym zgodnie o nizszym IQ.Różnice w IQ i upodobaniach (a te tez zaleza od IQ) widac w 2 kwestiach 1) sexu,2) kuchni,3) zdolnosci do przezycia....I faktem jest,ze mezczyzna ,ktory kieruja sie kwestia:daje wiec wymagam,bo place....sposnoruje,moze byc wyrachowany i nietradycyjnie rozumiec role,ale tez robi to z podwiadomego przekonania,ze zwiazal sie z kobieta o nizszym IQ,ktora jego zdaniem osiąga sukces,a nie powinna.....Wiec probuje zaprowadzic taka walke sił.Ja wiem,ze to co pisze wielu paniom sie nie spodoba,ale IQ nie zalezy od stania w kuchni,tczy od systematycznosci posilkow tylko od wrodzonej inteligencji,nawet nie wyksztalcenia.I on podświadomie uwaza,ze ona nie jest w stanie o niego zadbac intynktownie na takim poziomie jak on o nia.Wiec bedzie walka.Walka ,ktora zawsze konczy sie nienawiscia i rozpadem zwiazku.A kobieta czesto podaje mezowi śmierc na talerzu.Czesc kobiet jest sprytna i widzac,ze nie sprosta wymaganiom ,bo nie ma wystarczajacego IQ w ogole nie chce sie w to bawic....i toczy pseudo boje feministyczne.A to kobieta KARMI.Taka prawda....
    • wj_2000 Gdy delikatne sugestie są olewane 23.02.11, 13:40
      uszatek-2 napisała:

      > dodam jeszcze, że to nie była grzeczna sugestia typu: wiesz co, a może tym raze
      > m spróbuj tak i tak przyprawic, zobaczymy jak będzie smakowało, zawsze warto s
      > próbować czegoś nowego itp

      Ech baby, baby!
      Delikatne sugestie to ja swojej robię już 45 lat, a jak gotuje coś dłużej w osolonej wodzie (ostatnio fasolę) to nie uzupełnia wygotowującej się wody (zapomina) doprowadzając dokoncentracji soli czyniącej fasole niejadalną.
      Nie może spamiętać że na wywar czy na rosół mięso wkłada się do zimnej wody i podgrzewa powolutku, a na sztukę mięsa wrzuca się na wrzątek i utrzymuje pełny gaz aż do początku ponownego zagotowania i potem skręca na minimalny.
      I stale jej się zdarza położyć befsztyk na zimną oliwę, etc. etc.
      No po prostu antytalent (wydawało by się).
      Ale ja myślę, że to gra. Bo w praktyce to ja więcej przy garach spędzam czasu, bo nie mogę znieść psucia potraw. Bez powodu. Bez innych korzyści. Z samej głupoty.
      Po 400-setnej "sugestii" może człowieka szlag trafić i użyć nawet argumentu nie fair o tym kto to wszystko utrzymuje.
      --
      "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
      • marinellla Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 23.02.11, 15:02
        Brzmi trochę jak typowa historyjka zmyślona a kontrowersyjna. Co byście zrobiły? Hm.
        A co zrobiła ta pani?

        Ja mogę nabić posta i powiedzieć tak: nie wyszłabym w ogóle za człowieka zachowującego się w ten sposób. Jakbym znalazła się w rzeczywistości alternatywnej, tobym mu na takie pyskówki rzekła "tu nie restauracja, dopraw sobie sam" i zaczęła kombinować rozwód.
    • xezaq Re: płacę więc wymagam w małżeństwie 24.02.11, 08:11
      uszatek-2 napisała:

      (ciach)

      >
      > mnie ręce i cycki opadły
      >
      > i teraz pytanie za 100 punktów: co byście zrobiły w takiej sytuacji?


      Współczesna chirurgia radzi sobie z takimi problemami zadziwiająco dobrze.
      np. tu: www.klinikasfera.pl/redukcja-i-podniesienie-piersi
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka