• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Małżeństwo/związek z rozsądku Dodaj do ulubionych

  • 18.02.11, 12:00
    Co o tym sądzicie? Czy to ma przyszłość? Da się tak bez uczuć, bez emocji?
    --
    http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
    Zaawansowany formularz
    • 18.02.11, 12:03
      Moi rodzice się tak pobrali. Jako dobrzy przyjaciele.
      Założyli się, że jak do któregoś sylwestra się nie zaręczą z kimś, to się pobiorą.
      W sumie byli świetnymi przyjaciółmi, ale jako związek i rodzina nie bardzo sobie radzili.
      Ja wyszłam za mąż z miłości - dla seksu, jak powiedziała moja mama i też różnie bywa.

      --
      Kura podchodzi do stołu i mówi:
      "Tu radość,
      gdy kura u stołu tak punktualna!"
      • 18.02.11, 12:16
        Miłośc i sraczka przychodzi z nienacka - tak mi się skojarzyłowink Ja wyszłam z rozsądku miłośc przyszła z czasem i dziś tworzymy super partnerski związek pełen namiętności i miłości. No i mamy 2 dzieci chciane planowane smile
        --
        Mój kochany syneczek

        Moja kochana córeczka
        • 18.02.11, 12:18
          Myślę, że jak bym nie kochała, ślub by mi nie przyszedł do głowy.

          --
          Kura podchodzi do stołu i mówi:
          "Tu radość,
          gdy kura u stołu tak punktualna!"
      • 18.02.11, 12:21
        pewna dziewczyna która znam związała się z facetem dla rozsądku.Bo miała"już" 27latHeh.Poprzedni facet ją olał,po kilku latach to z rozsądku poszła do innego,który kiedyś miał do niej"zapędy"I tak teraz mają dziecko...Ona mieszka i pracuje w innym kraju,ona z dzieckiem siedzi u rodziców,nie widzieli się już pół roku,ale...ma faceta?ma!jak by ktoś pytał w rodzinie czy ze znajomych.Ja sobie nie wyobrażam takiego małżeństwa czy związku.
        --
        http://www.suwaczki.com/tickers/dqpr20mmf4mewjv9.png
        • 18.02.11, 14:41
          "pewna dziewczyna która znam związała się z facetem dla rozsądku.Bo miała "już" 27lat"

          Bardzo rozsądny powód, rzeczywiście. Nazwałabym to raczej małżeństwem z głupoty.

          • 19.02.11, 16:16
            mgla_jedwabna napisała:

            > "pewna dziewczyna która znam związała się z facetem dla rozsądku.Bo miała "już"
            > 27lat"
            >
            > Bardzo rozsądny powód, rzeczywiście. Nazwałabym to raczej małżeństwem z głupoty

            toż napisałam "już"wink i to było jej ocena sytuacji.




            --
            http://www.suwaczki.com/tickers/dqpr20mmf4mewjv9.png
      • 18.02.11, 21:44
        broceliande napisała: > Ja wyszłam za mąż z miłości - dla seksu, jak powiedziała moja mama

        wybacz ale uważam, że twoja mama jest w tym miejscu bezczelna. Jej można zarzucić że hajtnęła się z "bratem" bo "faceta" to sobie znaleźć nie potrafiła.
        --
        Krzyki o 4.00 nad ranem: "LUUUDZIE czemu wy jeszcze nie śpicie?"
    • 18.02.11, 12:15
      Moim zdaniem tak się nie da... nie ma przyszłości taki związek.
      Strata czasu.. i po co komu taka desperacja.

      http://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png
      • 18.02.11, 12:17
        insomnia0 napisała:

        > Moim zdaniem tak się nie da... nie ma przyszłości taki związek.
        > Strata czasu.. i po co komu taka desperacja.

        No widzisz a mi/nam sie udałotongue_out
        >
        > [url=http://www.maluchy.pl]http://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png[/
        > url]


        --
        Mój kochany syneczek

        Moja kochana córeczka
        • 18.02.11, 22:09
          ok.. ale nie wiem wspolczuc Ci, że nie jestes z osobą którą kochasz..

          http://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png
          • 19.02.11, 10:22
            insomnia0 napisała:

            > ok.. ale nie wiem wspolczuc Ci, że nie jestes z osobą którą kochasz..
            >
            > [url=http://www.maluchy.pl]http://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png[/
            > url]

            Współczuć nie musisz bo kocham i to bardzo (tak jak pisałam wczesniej). Miłośc przyszła z czasem nie każdemu to sie udaje a mi się udało. Jesteśmy ze sobą już 10 lat.
            Niektórzy wychodzą za mąż z wielkiej miłości i z wielką nienanwiścia potrafią się rozstać wytykając brudy w sądzie.
            --
            Mój kochany syneczek

            Moja kochana córeczka
            • 19.02.11, 20:37
              aaaaaa chyba , że taksmile to gratuluję.
              Mi raczej chodziło o taki związek-układ, gdzie wiadomo, że miłości tam nie ma i nie będzie..

              Fskt z drugim stanowiskiem tez się zgadzam wielka miłość a poniej wielka nienawiść.. ale przynajmniej nie obojetność..

              --
              http://suwaczki.maluchy.pl/li-17938.png

              http://suwaczki.maluchy.pl/li-37215.png
    • 18.02.11, 12:20
      Moim zdaniem związek bez emocji i uczuć jest bez sensu - jak można żyć z kimś kogo się nie kocha, komu sie nie ufa , i na kim nie można polegac . Katastrofa
      • 18.02.11, 12:24
        dekorynka napisała:

        > Moim zdaniem związek bez emocji i uczuć jest bez sensu - jak można żyć z kimś k
        > ogo się nie kocha, komu sie nie ufa , i na kim nie można polegac . Katastrofa
        No pewnie że uczucia być powinny, do tego zaufanie etc. Mój związek opierał sie na przyjaźni, zaufaniu i chęci bycia z tą osobą ale nie byłą to z mojej strony taka typowa miłość z motylami w brzuchu smile Z czasem takie motyle poczułam i czuję do dnia dzisiejszego smile

        --
        Mój kochany syneczek

        Moja kochana córeczka
      • 18.02.11, 14:03
        jak można żyć z kimś k
        > ogo się nie kocha, komu sie nie ufa , i na kim nie można polegac

        Pomieszanie pojec.Mozna kogos kochac,jednoczesnie mu nie ufajac i nie mogac na nim polegac oraz nie kochac, ale miec wielkie oparcie w partnerze.
        --
        Koci kalendarz- uratuj kocie życie
    • 18.02.11, 12:22
      Milosc nie ejst dla mnie koneiczna, choc pozadana, natomiast musi byc silny pociag seksualny - wzajemny oczywiscie. bez tego sobie nie wyobrazam.
      --
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
    • 18.02.11, 12:23
      bez jakichkolwiek uczuć i emocji sądze, że się nie da. szczególnie w dzisiejszym, zwariowanym i pędzącym świecie.
    • 18.02.11, 12:23
      Myślę, że jest dużo trudniej taki związek utrzymać. Jednak to, że kogoś kochamy powoduje, że bardziej się staramy o przetrwanie związku, o zadowolenie tej drugiej osoby, o niezgubienie wspólnoty. Związek z rozsądku ma pod tym względem trudniej - mniejsza odporność na przeszkody.
    • 18.02.11, 12:24
      Moja mama wyszła drugi raz za mąż właśnie z rozsądku. Są razem już 14 lat, ale żyją raczej obok sieie niż ze sobą.

      Bratowa wzięła mojego brata bo doszła do wniosku że i tak lepszy kandydat się nie trafi a miała już wówczas 27 lat i pora była coś ze sobą zrobić. Są razem niecałe 3 lata, ale już widać, że jedyne co ich łączy to dziecko niestety. Szczególnie brat jest zawiedziony, bo chyba liczył na coś innego. Bratowej sytuacja pasujesmile

      • 18.02.11, 12:26
        No i muszę też dodać, że moja mama po raz pierwszy wyszła za mąż także z rozsądku-miała 30 lat, zjawił się kandydat i rodzina ją namówiłasmile Smutne jest tylko to, że tata nas zostawił tak poprostu gdy miałam 3 m-ce.
        • 18.02.11, 12:47
          ja bym nie potrafiła byc z kims z rozsądku, dla mnie musi być miłość
    • 18.02.11, 12:53
      Wszystko sie da. Pytanie tylko po co?
      Znajomi wzieli slub z rozsadku. Zadnej milosci miedzy nimi nie bylo. On po 10 latach od slubu bywa w domu dla dzieci. Ona planuje kolejny romans.
      No i po co im to bylo?
      --
      A Kiira na to :"Sadosiu, moja Ty dobra kobieto"
      Cóż... nie będę się spierać, że jest inaczej smile
    • 18.02.11, 13:06
      Czasem przychodzi miłość, ale chyba w niewielkim procencie tego typu małżeństw. Jeśli jest wzajemna akceptacja, zrozumienie i szacunek to jest szansa na trwały związek. Niektórzy decydują się na takie rozwiązanie z lęku przed samotnością lub z powodu presji społecznej
      --
      NOPLE.pl - nowy serwis bez skrajności
      Eko - przepisy, wiadomości ekologiczne, eko - gadżety i prezenty, zdrowe życie, eko- dziecko, ekologiczny dom
      Trujące zabawki
      • 18.02.11, 13:21
        nople napisała:

        > Czasem przychodzi miłość, ale chyba w niewielkim procencie tego typu małżeństw.
        > Jeśli jest wzajemna akceptacja, zrozumienie i szacunek to jest szansa na trwał
        > y związek. Niektórzy decydują się na takie rozwiązanie z lęku przed samotnością
        > lub z powodu presji społecznej

        A niektórzy z rozsądkuwink U mnie nic z powyższych. Wyszłam za mąż w wieku 24 lat wiec jako młoda dziewczyna. Ja miałam wybór pomiędzy facetem w którym niejedna kobieta by sie zakochala o charakterze Piotrusia Pana a pomiędzy statecznym, ułożonym facetem który kocha mnie na "zabój" i który "niebo i ziemie przychyli". Fakt jest jeden uczucie być powinno, zaufanie i .... jak dla mnie super sekssmile
        --
        Mój kochany syneczek

        Moja kochana córeczka
        • 18.02.11, 15:46
          Ja miałam wybór pomiędzy facetem w którym niejedn
          > a kobieta by sie zakochala o charakterze Piotrusia Pana a pomiędzy statecznym,
          > ułożonym facetem który kocha mnie na "zabój" i który "niebo i ziemie przychyli

          A co stalo na przeszkodzie opcji : "nie zwiaze sie z zadnym z nich, poczekam na takiego, ktory bedzie 2 w 1"?
          • 18.02.11, 21:11
            dynema napisał:

            > Ja miałam wybór pomiędzy facetem w którym niejedn
            > > a kobieta by sie zakochala o charakterze Piotrusia Pana a pomiędzy statec
            > znym,
            > > ułożonym facetem który kocha mnie na "zabój" i który "niebo i ziemie przy
            > chyli
            >
            > A co stalo na przeszkodzie opcji : "nie zwiaze sie z zadnym z nich, poczekam na
            > takiego, ktory bedzie 2 w 1"?

            To że tacy faceci nie istnieją??.
            Mojego męża nie zamieniłabym za nic na świeciesmile
            --
            Mój kochany syneczek

            Moja kochana córeczka
            • 19.02.11, 21:08
              Istnieją, istnieją.
              Cieszę się, że W KOŃCU pokochałaś męża i nie zamienisz go na nikogo innego, ale jak dla mnie byłaś zwykłym tchórzem. Kolejną panienką, która bała się być sama, więc raz dwa wybrała chłopaka, który będzie dla niej dobry, nieba przychyli, mimo iż go nie kocha.
              Cóż, smutne, tak słabo się cenisz?
              • 19.02.11, 22:20
                e_dita.garniak napisała:

                > Istnieją, istnieją.
                > Cieszę się, że W KOŃCU pokochałaś męża i nie zamienisz go na nikogo innego, ale
                > jak dla mnie byłaś zwykłym tchórzem. Kolejną panienką, która bała się być sama
                > , więc raz dwa wybrała chłopaka, który będzie dla niej dobry, nieba przychyli,
                > mimo iż go nie kocha.
                > Cóż, smutne, tak słabo się cenisz?

                Nie musiałam na "szybko" szukać męża, miałam 23 lata więc byłam młoda i miałam wybór i nie było to raz dwa. Byle kogo za męża nie wybrałabym to w końcu decyzja na całe życie której rezultatem jest 10 letni staż małżeński i dwoje chcianych i kochanych dzieci.. Widać mi się udało. Wszystkim "tchórzom" życzę takiego wyboru tongue_out

                --
                Mój kochany syneczek

                Moja kochana córeczka
                • 20.02.11, 15:53
                  No to po co ten ślub brałaś?
                  Młoda byłaś, mogłaś jeszcze poznać kogoś, kogo pokochasz i kto będzie "się nadawał", nie dla kasy, nie z miłości.... no to czemu?

                  Pytan, bo szczerze nie rozumiem takiego postępowania.
                  • 20.02.11, 16:59
                    e_dita.garniak napisała:

                    > No to po co ten ślub brałaś?
                    > Młoda byłaś, mogłaś jeszcze poznać kogoś, kogo pokochasz i kto będzie "się nada
                    > wał", nie dla kasy, nie z miłości.... no to czemu?
                    >
                    > Pytan, bo szczerze nie rozumiem takiego postępowania.

                    Bo był wyjątkowy miał w sobie to coś nie umiem tego tak jednoznacznie wytłumaczyć. Pociągał mnie jako mężczyzna, w łóżu było (i jest) bardzo dobrze, przy nim czułam (i czuję) się bezpiecznie i statecznie i to było dla mnie miernikiem bycia razem, a nie szalona wielka miłośc z motylami w brzuchu, którą rzecz jasna przeżyła ale później z tym właśnie mężczyzną ( moim mężem) smile
                    --
                    Mój kochany syneczek

                    Moja kochana córeczka
                    • 20.02.11, 22:11
                      No i to rozumiem smile
          • 19.02.11, 16:30
            > A co stalo na przeszkodzie opcji : "nie zwiaze sie z zadnym z nich, poczekam na
            > takiego, ktory bedzie 2 w 1"?

            Moze to, ze gdyby wiecej ludzi prezentowalo taka postawe to by ludzkosc wymarla wink
    • 18.02.11, 13:19
      A małżeństwa z tzw.wpadki?To też jest w dużym stopniu jakaś forma związku z rozsądku.Często ci "wpadający" pobierają się z partnerami z którymi nie związaliby się gdyby nie fakt nieplanowanej ciąży.
      • 18.02.11, 17:56
        Nie bardzo, pary z wpadki często się kochają, tylko po prostu jeszcze nie planowały małżeństwa.
    • 18.02.11, 13:24
      Ankietę przeprowadzasz, czy kroi ci się perspektywa?
      --
      Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
      • 18.02.11, 13:48
        Perspektywa. Ale sama nie wiem. Rozsądek podpowiada: wejdź w to. Ale facet jest mi obojętny. Nie czuję do niego NIC. A to nic dotyczy również fascynacji seksualnej.
        Najgorsze jest to, że ja tak bardzo lubie być sama i jestem szczęśliwa. Nie potrzeba mi wcale faceta i nie mogę wyobrazić sobie stałej obecności w domu jakiegos osobnika.
        Nie wiem co robić... sad
        --
        http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
        • 18.02.11, 14:06
          Zawsze możecie się po prostu spotykać i zobaczysz co z tego wyniknie. Po co od razu ślub czy wprowadzanie się do kogoś?
          A skoro Ci tak dobrze samej to po co w ogóle rozważasz związek?
          • 18.02.11, 14:19
            Nie wpadłam. Nawet seksu między nami nie było. I jakoś mnie do tego nie ciągnie. Potrzeba mi po prostu drugiej zarabiającej osoby w domu...
            --
            http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
            • 18.02.11, 14:26
              A pan gotów łożyć na dzieci innego pana?
              • 18.02.11, 14:32
                Tak, on jest na to gotów.
                --
                http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
            • 18.02.11, 14:29
              > Potrzeba mi po prostu drugiej zarabiającej osoby w domu...

              Przynajmniej jesteś szczera, ale to chyba kiepska motywacja. Nie chciałabym wiązać się z kimś, z kim mogłabym iść do łóżka tylko po odpowiedniej dawce alkoholu.

              --
              „Za górami, za lasami, za morzami i rzekami był sobie kraj, a w tym kraju stał złoty pałac. Mieszkała w nim piękna królewna. Któregoś dnia królewna wyszła na balkon w swoim pokoju, ogarnęła wzrokiem bezbrzeżne dale i powiedziała: „Cholera jasna, jak ja mam wszędzie daleko!”
            • 18.02.11, 14:34
              zebra12 napisała:

              > Nie wpadłam. Nawet seksu między nami nie było. I jakoś mnie do tego nie ciągnie
              > . Potrzeba mi po prostu drugiej zarabiającej osoby w domu...

              Rozumiem, to jest twoja konkretna potrzeba i chcesz ją zaspokoić. A teraz pomyśl ROZSĄDNIE i najlepiej spisz na karteczce:

              - czy pan jest gotów zaspokajać tę twoją potrzebę i przynosić do domu KONKRETNĄ kasę nie skąpić (!) na wasze wspólne wydatki?
              - czy toleruje i lubi twoje dzieci?
              - czy dzieci lubią jego?
              - jak ty tolerujesz jego obecność, nawyki, zachowania?
              - no jakie on ma potrzeby i czy ty jesteś w stanie je zaspokoić?

              Mam wrażenie, że masz tendencje do nazywania "związkiem z rozsądku" związki z głupoty, desperacji i braku lepszego pomysłu na życie. Zweryfikuj pogląd na sprawę.

              --
              Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! wink
              by Zakletawmarmur
            • 18.02.11, 22:21
              zebra12 napisała:

              > Nawet seksu między nami nie było. I jakoś mnie do tego nie ciągnie
              > . Potrzeba mi po prostu drugiej zarabiającej osoby w domu...


              powiedz to panu szczerze.
              I przekaż mu moje szczere wyrazy współczucia - że też trafił na taki obiekt uczućsad

              • 19.02.11, 12:37
                Fakt. Smutne to trochę.
        • 18.02.11, 14:10
          >Rozsądek podpowiada: wejdź w to

          A jakie ma argumenty "za"?


          --
          Koci kalendarz- uratuj kocie życie
        • 18.02.11, 14:11
          > Najgorsze jest to, że ja tak bardzo lubie być sama i jestem szczęśliwa. Nie pot
          > rzeba mi wcale faceta i nie mogę wyobrazić sobie stałej obecności w domu jakieg
          > os osobnika.

          Czyli wpadłaś?
        • 18.02.11, 14:51
          Jesteś pewna, że ro rozsądek podpowiada "wejdź w to"? Bo mnie się wydaje, że podpowiada ci to albo obawa "samotności" (mimo wszystko) albo coś w rodzaju presji otoczenia itp., a rozsądek właśnie odradza.

          Skoro NIC dotczy również fazy seksualnej... hmm, poczytaj sobie forum "Brak seksu w małżeństwie", tam jest pełno takich, które powychodziły za facetów mimo braku iskrzenia, chyba liczyły na to, że z czasem pożądanie się pojawi, a teraz chodzą po ścianach i wyją jak wilczyce w rui.

          Generalnie nie rozumiem tego podziału na "z miłości" i "z rosądku". Do worka "z rozsądku" wrzuca się wszystko, co nie pasuje do worka "z miłości" (wiek, presję otoczenia, wpadkę, kompleksy "leszego nie znajdę", brak lepszego pomysłu na samotność, parcie na dziecko z pominięciem kwestii odpowiedniego partnera), chociaż te rzeczy nie mają nic wspólnego z rozsądkiem, za to często z głupotą w postaci czystej.

          W ogóle wychodzenie za mąż bez miłości świadczy IMHO o braku rozsądku, a wychodzenie za mąż bez rozsadku, choćby i z miłości, jest też często skazane na klęskę.
        • 19.02.11, 08:07
          Zebra, to co chcesz zrobić nosi nazwę 'prostytucja'.
          Znamy się z innego forum dlatego pozwoliłam sobie tak ostro...
          Zastanów się co będzie jak w czasie tego związku zakochasz się? Co bedzie jak pojawi się dziecko? Albo pan straci możliwości zarobkowe?

          Nie wyobrażam sobie życia z kimś kogo nie kocham. Miłość to nie zawsze motyle w brzuchu i grom z jasnego nieba. Myślę, że tę która przychodzi po cichu, każdego kolejnego dnia bez fajerwerków, trudniej po prostu poznać.
          • 19.02.11, 10:55
            Jaka prostytucja??? On nie chce być sam, ja nie daję rady sama. Nawet nie planujemy na razie jakiegokolwiek seksu. Nie jesteśmy juz nastolatkami, chłop ma pół wieku, mnie niewiele doń brakuje. Zwykły układ. A jak się pojawią uczucia to dobrze chyba, nie?
            --
            http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
            • 19.02.11, 11:21
              Zebra tradyjnie próbujesz podejść do sprawy od d...y strony.
              Zmuś eksa, żeby łożył na to co spłodził. To jego rodzicielski obowiązek, a nie obcego pana.

              Facet coś z układu musi mieć, platoniczna satysfakcja z łożenia na trójkę cudzych dzieci jest mało prawdopodobna. Bardziej prawdopodobne, że to znowu jakiś niedostosowany świr.
              Wspólne mieszkanie wymusza dostosowywanie się, jak sobie wyobrażasz postawę córek? Będą zachwycone? Poinformujesz otwarcie "tatuś na was nie płaci, płaci od dziś pan X". Kto płaci ten wymaga, jeszcze się nie nauczyłaś.
              • 19.02.11, 11:29
                Nie, nie, nie zamierzam zwalniac eksa z obowiązku łożenia na dzieci. Po drugie z "moim" A. znam się długo, jakieś 20 lat. Kiedyś nawet chodzilismy ze sobą. Teraz spotykamy się od jakiegoś czasu. Uznałam, że zawsze latwiej z kims żyć niz samemu. Dlatego się zastanawiam nad takim układem.
                Uważasz, że nie mogę się znikim związać? W miłość nie bardzo wierzę.
                --
                http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
                • 19.02.11, 11:35
                  No dobrze.
                  Pomysl tylko, ze bedziesz musiala ten seks z nim jednak uprawiac.Bo facetowi na tym zapewne zalezy.I co? Zrobisz to z przyjemnoscia czy jak za kare? Raz i drugi przezyjesz, ale regularnie?


                  --
                  Koci kalendarz- uratuj kocie życie
                  • 19.02.11, 11:41
                    I co powie córkom. "Pan X z nami mieszka i mamusia z nim sypia, mimo, że tego nie lubi, bo trzeba zapłacić czynsz oraz kupić wam ciuchy/podręczniki więc bądźcie miłe dziewczynki i nie denerwujcie go, bo jak pójdzie w cholerę, to będziecie jadły suchy chlebek i z wycieczek szkolnych nici".
                    Bardzo qrwa wychowawcza perspektywa dla dziewcząt, bardzo.
                • 19.02.11, 11:36
                  A sex?Tez nie?
                  • 19.02.11, 11:38
                    myślę, że seks to najmniejszy problem, wiele kobiet uprawia go bez miłości do partnera
                    --
                    Penis w erekcji nie ma sumienia.
                    www.anielska.blog.pl
                    • 19.02.11, 11:45
                      No po tym co zebra napisała to będzie cięzki obowiązek.
                      • 19.02.11, 11:49
                        "Zamknij oczy i myśl, że zapłacisz za zieloną szkołę/kurtki/zakupy w Tesco".
                        • 19.02.11, 11:51
                          Niefajne delikatnie mówiąc.
                    • 19.02.11, 11:47
                      Jasne, że można bez miłości, czysto sportowo i rekreacyjnie dla przyjemności. Ale po co nazywać to związkiem?
                      Ja bym w pełni rozumiała dyskretne umilanie sobie życia przez samotną matkę, bez wiedzy dzieci i bez ich towarzystwa - sama tak robiłam.
                      • 19.02.11, 22:19
                        Ja też tak robię. Nie mam ochoty na związek, więc umilam sobie życie od czasu od czasu , nie robiąc dziecku przy tym wody z mózgu. Uważam, że to bardziej wychowawcze niż wprowadzanie córce w życie obcego faceta.
                • 19.02.11, 11:36
                  oczywiście, że można się związać z kimś bez uczuć, ale moim zdaniem to ma dość krótkie nogi, w końcu zacznie dochodzić do konfliktów i wyszukiwania problemów, braku tolerancji na 'dziwactwa' drugiej strony i eskalacji wzajemnej agresji.
                  --
                  Penis w erekcji nie ma sumienia.
                  www.anielska.blog.pl
                • 19.02.11, 11:37
                  To egzekwuj zamiast rozważać jak bardzo Ci eks nieroba żal.
                  Komornik, prokuratura, rób coś.
                  Możesz się z kimś związać oczywiście tylko zastanów się na jakich warunkach i czy jesteś w stanie owe warunki wyegzekwować. Sądzisz, że pan będzie się dorzucał na TWOJE dzieci za frajer? Za samą przyjemność konwersacji?
                  Miłość miła rzecz, nie wierzysz nie musisz. IMO bardziej spaja silny pociąg fizyczny
            • 20.02.11, 17:37
              Świadczenie usług seksualnych za pieniądze to prostytucja. Jesli tylko sprzątasz, pierzesz, gotujesz to chcesz być płatną służącą.
              Masz dzieci i decydujesz się na układ? Co będzie jak się zakochasz w kimś innym? Jeśli jest szansa na uczucia z nim to może poczekaj.
              Pięćdziesięciolatek nie jest jeszcze do niczego w sprawach łóżkowych. Mam brata w tym wieku i nasłuchałam się swego czasu. Możesz się przeliczyć.
              Poza tym może przyjrzyj się sobie. Myślę że jednak coś między wami może być skoro rozpatrujesz taką ewentualność. Miłość to nie zawsze motylki w brzuchu i chemia pożądania.
        • 19.02.11, 21:04
          Hmmm... Czyli:
          - nie ma love
          - nie ma pociągu seksualnego
          - nie ma żalu z powodu samotności
          - nie ma potrzeby


          A co jest? Jaki jest argument ZA?

          Bo ja do każdego napotkanego na ulicy faceta czuję to co ty - czyli nic. Dlatego w życiu bym za takiego losowego nie wyszła. No chyba że by mi zapłacił pierdyliard ojro wink I rozwiodłabym się po roku tongue_out
          Jaki jest twój wabik? suspicious
          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/km5sdf9h1qxjsl6v.png
    • 18.02.11, 13:54
      Z rozsądku? Da się, czemu nie. Byleby tylko był to rzeczywiście ROZSĄDEK, a nie tylko brak uczucia i lepszego pomysłu na życie. Można, a nawet trzeba, rozsądnie podjeść do rzeczy przy okazji wchodzenia w każdy związke i wyważyć sobie: czego potrzebuję bezwzględnie od mężczyzny, co mogę olać, czy ten egzemplarz mi do daje i ja czy spełniam jego potrzeby. Rozsądek to rzecz bardzo pożądana. W związkach "z miłości" też.

      --
      Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! wink
      by Zakletawmarmur
      • 18.02.11, 14:20
        Otóż to.

        Zresztą dobrze by było rozróżnić pojęcia. Związek z rozsądku nie oznacza automatycznie całkowitej obojętności... Można się szanować, lubić, darzyć zaufaniem, nawet pożądać.

        Wszystko rozbija się o definicję "miłości", jak zawsze wink
        • 18.02.11, 14:26
          idea 'malzenstwa z milosci' jest dosc mloda, pochodzi z XIX wieku

          do wtedy wiekszosc malzenstw zawieranych bylo z rozsadku i byly to zwiazki niezwykle trwale, w przeciwienstwie do malzenstw wspolczesnych, z ktorych 1/3 albo wiecej sie rozpada

          mysle, ze mamy dzis mocno rozdmuchane oczekiwania od malzenstwa i to nas gubi

          • 18.02.11, 14:43
            Cytat> do wtedy wiekszosc malzenstw zawieranych bylo z rozsadku i byly to zwiazki niez
            > wykle trwale, w przeciwienstwie do malzenstw wspolczesnych, z ktorych 1/3 albo
            > wiecej sie rozpada


            Pytanie - klucz: dlaczego wtedy małżeństwa się nie rozpadały?
            Podpowiedź: ilość kobiet posiadających pracę i pieniądze.


            --
            Eee ja mam gadajacy telefon. jak ktos dzwoni to mi mowi np. Tesciowa dzwoni. tesciowa dzwoni. ale ma wade fabryczna nie dodaje : nie odbieraj kretynko! nie odbieraj! / sadosia75
            • 18.02.11, 14:44
              Druga podpowiedź: presja społeczna i religijna.

              --
              W pewnym zakresie mężczyźni nadal nie zeszli z drzewa i podobni są do małpy - nie puszczają gałęzi, dopóki nie złapią drugiej / martishia7
              • 18.02.11, 23:53
                z tą presją religijną a i społeczną bym nie przesadzała jednak. drzewiej bywało, że się skakało z kwiatka na kwiatek, ani ślub, ani religije żadne nikomu w tym za bardzo nie przeszkadzały. żeniło się z rozsądku, a z miłości bzykało się po kątach nieraz wink
            • 18.02.11, 14:55
              "ilość kobiet posiadających pracę i pieniądze."

              Pracy nikomu nie brakowało, kobietom również, tylko utrzymać się z niej nie dało. Czyli w zasadzie można się ograniczyć do pieniędzy, a do tego należałoby dodać presję społeczną oraz fakt, że pozostanie dzieci prz matce nie było tak oczywiste, jak obecnie.
              • 18.02.11, 15:07
                Dzieci zostawały przy PANU smile
                Praca zarobkowa kobiet powszechna? W, dajmy na to, XVII, XVIII wieku? czy w pierwszej połowie XIX?

                --
                No więc to forum jest dlatego zabawne że nigdy nie wiadomo za co oberwiesz / ewag12
                • 18.02.11, 19:33
                  > Praca zarobkowa kobiet powszechna? W, dajmy na to, XVII, XVIII wieku? czy w pie
                  > rwszej połowie XIX?

                  Praca zarobkowa kobiet jak najbardziej od zarania dziejów.
                  A skupiając się na czasach nowożytnych: rolnictwo, z którego do niedawna utrzymywało się około 80-90 % społeczeństwa funkcjonowało przy takim samym zaangażowaniu kobiet, jak i mężczyzn. Wyobrażasz sobie kobietę ze wsi, która nie robi w polu, nie obrządza zwierząt domowych, nie uprawia przydomowego ogródka? Wytwory jej i męża rąk: zboże, drób, świnie, jajka, warzywa były NA SPRZEDAŻ. Za uzyskane pieniądze kupowało się rzeczy, których wyhodować się nie dało np. sprzęty domowe, ubrania, narzędzia rolnicze wink Poza ludźmi posiadającymi swój kawałek ziemi było bardzo dużo ludzi jej nie posiadających (zwanych na przykład bandosami). Bandoski, jak ich rodziny, też wynajmowały się do pracy.
                  W miastach rzesze służących, pokojówek, kucharek, szwaczek, tkaczek, pracownic różnych manufaktur, nianiek, mamek, guwernantek, położnych - to kobiety zatrudniane bezpośrednio przez pracodawcę. I do tego rzesze kobiet pracujących w warsztatach, karczmach i innych interesach należących do ojców i mężów. Chociaż... czytałam, że w średniowieczu, kiedy to położenie kobiety było znacznie lepsze, niż w czasach późniejszych, kobiety były jak najbardziej oficjalnie właścicielkami prywatnych interesów (karczmy, warsztaty rzemieślnicze różnej maści). Figurowały w dokumentach, podejmowały decyzje i zbierały kasę. Acha, i jeszcze były lekarkami (nie wiejskimi znachorkami, tylko lekarkami).
                  Potem nadeszła era przemysłowa i ... co ja ci będę mówić: czytałaś "Germinal" i "Ziemię obiecaną"? wink Jeśli kobieta z warstwy robotniczej nie pracowała w fabryce, to albo była żoną jakiegoś świetnie zarabiającego majstra (wtedy mogła sobie nie pracować całe życie), albo właśnie obficie się rozmnażała i uwiązana była drobiazgiem wiszącym u cyca. Przeciętna zaś kobieta z tego środowiska szła do fabryki jako nastolatka, przerywała pracę, jak zaczynała rozpłód i wracała, jak odchowała dzieci/owdowiała/miała leniwego lub chorego męża.
                  Do tego nadal były krawcowe, handlarki, służące, kucharki, niańki, guwernantki, położne, bo drobnomieszczanin-średniak nie był w stanie wyżywić rodziny sam. No i oczywiście nadal były rolniczki. Nie żony rolników, jak się nazywało, tylko de facto laski zapitalające w rolnictwie.

                  Niepracująca (w znaczeniu: nie wytwarzająca dóbr na sprzedaż) żona to luksus i oznaka statusu społecznego i majątkowego mężczyzny. Niewielu mogło sobie na to pozwolić. W nowożytnej Europie tylko naprawdę zamożne mieszczaństwo i arystokracja. Kobieta z zamożnego mieszczaństwa XVIII i XIX wieku nie mogła znaleźć żadnej, odpowiadającej jej statusowi społecznemu pracy - nie miała wykształcenia i zawodu takiego, jak jej ojciec i bracia (lekarze, prawnicy, nauczyciele akademiccy szkół średnich, inżynierowie). Owdowiała, nagle zbiedniała, porzucona lub po odejściu od męża była rzeczywiście w czarnej d...e.

                  Praca zarobkowa kobiet nie jest więc żadna nowością, a tym bardziej przywilejem. Powiedziałabym nawet, że jest oczywistością od zawsze. Co się zmieniło? A proszę bardzo:

                  - Prawo do powszechnie honorowanego i dobrego jakościowo WYKSZTAŁCENIA
                  - Dostęp do zawodów przynoszących konkretną KASĘ (to się ściśle wiąże z punktem pierwszym)
                  - Dostęp do zawodów przynoszących UZNANIE społeczne (wynika z punktu drugiego)
                  - Prawo do DYSPONOWANIA własnymi pieniędzmi - odziedziczonymi czy zarobionymi (jeszcze całkiem niedawno to niemożliwe)

                  Radziłabym więc nie tęsknić do mitycznego złotego wieku, kiedy to podobno kobieta "nie pracowała" (panowie z prawicy celują w takim pier.....u i opowiadaniu rzewnych kawałków), tylko zdać sobie sprawę, że pracować tak czy siak trzeba i inaczej nie będzie. Może być tylko gorzej, jak się koło historii odwróci i będzie, jak za dawnych, paskudnych lat. No, chyba, ze się będzie miało szczęście należeć do tych paru procent społecznie uprzywilejowanych.

                  --
                  Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! wink
                  by Zakletawmarmur
                  • 18.02.11, 21:07
                    Dziękuję za obszerne i ciekawe wyjaśnienie smile Lubię twoje wyjaśnienia smile
                    Oczywiście wiem, że kobiety zawsze pracowały, chodziło mi raczej o pracę, z której się można samodzielnie utrzymać, a tym to chyba raczej było ciężko.

                    --
                    No więc to forum jest dlatego zabawne że nigdy nie wiadomo za co oberwiesz / ewag12
                    • 18.02.11, 23:44
                      CytatOczywiście wiem, że kobiety zawsze pracowały, chodziło mi raczej o pracę, z któ
                      > rej się można samodzielnie utrzymać, a tym to chyba raczej było ciężko.


                      No owszem, ale większości mężczyzn też samodzielnie się utrzymać było ciężko i właśnie dlatego ich żony i nastoletnie (albo i młodsze też) dzieci musiały pracować zarobkowo.

                      --
                      "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
                      • 20.02.11, 12:23
                        Też mi się wydaje, że naprawdę samodzielnie mogły się utrzymać tylko jednostki posiadające kapitał (ziemia, nieruchomości, ruchomości) albo bardzo dobry zawód( i do tego uprawiany na wysokim poziomie). No i, w przypadku kobiet, musiały trafić na czasy, kiedy miały prawo dysponować swoimi pieniędzmi. Chyba niewiele się zmieniło, bo mam wrażenie, że to jakaś ponadczasowa zasada.
                        Malarka Elisabeth Vigee-Lebrun utrzymywała nie tylko siebie i dzieci, ale i męża nieroba, ale ona była wybitnym i bardzo pracowitym fachowcem. W tych samym czasie pomniejsi malarze-rzemieślnicy cienko przędli wspierając rodzinny interes pracą żon i dzieci wink

                        --
                        Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! wink
                        by Zakletawmarmur
                • 18.02.11, 23:34
                  Wyobraź sobie, że w Polsce(Królestwo polskie) dopiero Kodeks napoleona (1812) zniósł dziedziczenie przez kobiety. W odrodzeniu, kobiety były pożądane jako komornicy (zarządczynie majątku). Gdy się pozna historię prawa polskiego, to się okaże, ze Polki są po prostu tradycyjnie wyemancypowane, dlatego nie musza być sufrażystkami.
          • 18.02.11, 14:45
            Związki były niezwykle trwałe, bo rozwiązać je było bardzo trudno. Dla zdecydowanej większości ludzi rozwodów (eufemistycznie zwanych np. unieważnieniem małżeństwa) po prostu nie było. Trwałość w takich warunkach nie jest żadnym dowodem na rzeczywistą, wewnętrzną trwałość i zadowolenie ze związku. Teraz rozwodzimy się, bo po prostu MOŻEMY.
            Małżeństwa aranżowane, uzgadniane między rodzinami nie muszą być nieszczęśliwe. Pod warunkiem wszak, że w zakres tzw. rozsądku wchodzi uważne obserwowanie głównych zainteresowanych i branie pod uwagę ich preferencji. Jeśli decydenci (zazwyczaj rodzice) nie kierują się zwyrodniałymi i pozbawionymi empatii pobudkami, to czemu nie, taki rozsądek może prowadzić do szczęśliwego zakończenia.
            --
            Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! wink
            by Zakletawmarmur
          • 18.02.11, 14:52
            Jestem za tym, żeby głowa w dużej mierze brała udział przy planowaniu małżeństwa, a nie tylko brzuch z motylami, dreszcze namiętności itd. Warto jednak mieć oczy otwarte czy facet mnie szanuje, czy współuczestniczy w obowiązkach, czy nie nudzimy się razem, czy mam w nim oparcie, a nie tylko, czy zatracam się w jego oczach, a on w moich. Potem są lamenty na forach, że mąż powiedział, że on zarabia, więc on rządzi, że nie zajmuje się domem i dziećmi tylko kompem, że nie ma go całe dnie, że nieodpępowiony, etc. Jasne, że wszystkiego nie da się przewidzieć. Ale bardzo wiele by się dało, gdyby nie patrzyło się przez pryzmat ślepego zakochania. Zobaczcie ile widzą osoby postronne czego nie widzi kandydatka na żonę i uważa, że wszyscy się uwzięli na Bogu ducha winnego misia.
            Tak więc jestem za rozsądkiem. A jak to zrobić. Nie wychodzić za mąż pochopnie - odczekać aż motyle miną..
            • 19.02.11, 20:59
              Jedno drugiego chyba nie wyklucza, no chyba, że ktoś tuz po dostaniu strzałą amora pędzi do ślubu. Miłość nie zawsze odmóżdża wink
          • 18.02.11, 21:51
            kasia191273 napisała:

            > do wtedy wiekszosc malzenstw zawieranych bylo z rozsadku i byly to zwiazki niez
            > wykle trwale, w przeciwienstwie do malzenstw wspolczesnych, z ktorych 1/3 albo
            > wiecej sie rozpada

            Jakkolwiek opowiadam się mocno za używaniem rozsądku w planach małżeńskich, to argumentacja o trwałości "niegdysiejszych" małżeństw pochodzi chyba spoza naszej galaktyki. Skoro technicznie NIE MOŻNA było wziąć normalnego rozwodu, to ja można porównywać statystycznie to, co było kiedyś i to, co jest teraz?!
        • 18.02.11, 22:24
          No właśnie. Ja zdecydowałam się na związek z moim teraz mężem też z rozsądku. Dlatego, że czułam się z nim swobodnie i naturalnie. Nie pociągał mnie seksualnie... aż do pierwszego razu wink A potem z czasem pojawiły się i te motyle w brzuchu, chociaż ja uważam że one są tylko dodatkiem do miłosci.
          Aha. Kochamy się bardzo ale bez wielkiego romantyzmu - może to też kwestia mojego charakteru wink
    • 18.02.11, 15:35
      Moja mama poznała ojczyma jak była młodą dziewczyną, wielka szalona pierwsza miłośćsmile
      Po kilku latach się rozstali. Mama wyszła za ojca, ojczym też się ożenił, ale wciąż się kochali. Po kilku latach ojczym się rozszedł z żoną, mój ojciec zmarł. I mama z ojczymem zeszli się znowu po 20 latachbig_grin
      Są razem do dzisiaj. Ale znam też pary z rozsądku, które całkiem nieźle funkcjonują.
    • 18.02.11, 21:47
      ma przyszłość, świetnie działa, pod warunkiem że strony się lubią i taki im układ pasuje.
      • 18.02.11, 23:34
        Z moich obserwacji czynionych na dziesiatkach par z roznych kultur stwierdzam z pewnym zazenowaniem, ze malzenstwa aranzowane czy te z rozsadka sa trwalsze i bajczesciej szczesliwsze niz malzenstwa z milosci przy czym "pies pogrzebany" jest w byciu wychowywanym z taka wlasnie wizja malzenstwa. My, w naszej kulturze, wzrastalysmy z wizja kochankow, zakochania, zauroczenia, motyli w brzuchu i "slepej milosci", ktora "wszystko wybacza". I tego w jakims sensie oczekujemy w zyciu malzenskim, nawet jezeli z latami nabieramy rozsadku i dystansu do marzen wink Natomiast jezeli sie wzrasta w poczuciu, ze bycie z drugim czlowiekiem to obowiazek wobec rodziny, religii, spolecznosci, ze o ta druga osobe trzeba dbac i wzajemnie sie troszczyc o wspolne dzieci, ze TRZEBA SIE DOGADAC niezaleznie od tego czy on/ona "sie podoba", to z zupelnie innymi oczekiwaniami i w zupelnie innym stanie ducha wchodzi sie w malzenstwo. Inaczej tez definiuje sie "uczucie" (milosc?) pomiedzy malzonkami.
        Oczywiscie, w kazdej z opisanych sytuacji mozna trafic paskudnie na kogos z nalogiem, z problemem przemocy, na kogos zwyczajnie glupiego czy wrednego - przed takim pechem ani milosc, ani rozsadek nie wydaja sie chronic 100% populacji.
        Mysle, ze w przypadku arranged marriage czy malzenstwa z rozsadku najwazniejsze jest zeby OBIE STRONY mialy pelne zrozumienie tego, w co wchodza - zeby z zadnej strony nie bylo zludzen. A z tego, co pisze Zebra, to ten chetny pan chyba jakies zludzenia ma (?) i to mnie by sie wydalao raczej nie fair wobec niego ...
        • 19.02.11, 00:06
          Da się i moim zdaniem lepiej rokuje.
        • 19.02.11, 07:38
          Z moich obserwacji związków, które się związały bez wielkiej miłości - znam kilka, wynika, że rzeczywiście często te związki są trwalsze. Może dlatego, że w takim związku nieco trudniej o rozczarowanie?
          • 19.02.11, 17:10
            Raczej ze wzgledu na realistyczne podejscie.
            • 19.02.11, 20:33
              To się ze sobą wiąże - żadna ze stron nie oczekuje czegoś, czego nie może dostać.
              Ale żeby taki związek trwał, musi być dobre porozumienie między partnerami - no i obie strony muszą mieć świadomość, że jest to związek z rozsądku/przyjaźni, etc.
              • 19.02.11, 20:38
                Moim zdaniem dobrze fukcjonuje zwiazek w ktorym on jest zakochany a ona z rozsadku.
                Facet dostaje wklad pracy i opieka, ona adoracje i nie truje mu o uczuciach. Obie strony zadowolone.
                Ale moze to moje seksistowskie podejscie wink
        • 19.02.11, 07:54
          Dobry z Ciebie psychoanalityk: tak, on ma złudzenia. ale ja się go staram cały czas z nich wyprowadzić. Nie wiem na ile to skutkuje, ale nie robię mu nadziei na coś, czego spodziewać się nie może. Ale on zdaje sobie sprawę, że nie jest już najmłodszy, a chciałby jeszcze przeżyć kawał czy kawałek zycia z kobieta u boku. Moje oczekiwania zna. Wygląda na wyrachowanie? Pewnie tak, ale ja się nie chcę naciąć znów na zwiażek, któy mi nie odpowiada. Nie szuakm faceta do seksu. Szukam gościa, który ze mną pociągnie ten wózek. Jeśli się ma okazać, że znów ja ciągnę sama, to po co mi takie związek? Dla mnie największym problemem jest to, że ja lubię być sama i nie mam potrzeby a nawet czuję niechęć do zamieszkania z kimś. On pragnie bliskości. Tu widzę dysonans. Bo ja raczej widziałabym nasze zycie obok siebie, nie razem. A on znów chce wspólnego życia.
          --
          http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
          • 19.02.11, 11:32
            No to zamykaj oczy i myśl o Anglii w imię dodatkowej pensji na utrzymanie dzieci.
            BTW dlaczego w ogóle rozważasz taką opcję zamiast zająć się SKUTECZNĄ egzekucją kasy na potomstwo od eksa?
            I jak sobie wyobrażasz zaprezentowanie takiego układu córkom? Pan musi być nieprzytomny kompletnie nie orientując się jakie problemy wychowawczo-organizacyjne mogą sprawiać cudze dzieci. One nie muszą go lubić, akceptować, mogą mu obrzydzić życie na setki sposobów - co wtedy zrobisz? Powiedz "morda w kubeł, bo X płaci za wasze ciuchy, wycieczki, gadżety i karmę w lodówce"?
            • 19.02.11, 11:53
              Trochę przesadzasz. Mało to ludzi łączy się w pary z jakiegoś powodu? On nie chce samotnosci, chce przyjaźni, rodziny, a ja potrzebuję kogoś do wspólnego życia. No i tyle. Jedni biorą ślub, bo dziecko, inni, bo już czas, a jeszcze inni by im było łatwiej. Ja z tych ostatnich. Zresztą ja się nad tym zwyczajnie zastanawiam na razie.
              A co do miłości: nie wierzę, ze coś takiego istnieje. To raczej pożadanie lub, w późniejszej fazie, przywiązanie do drugiej osoby. U nas nie ma pożądania, ale lubimy się. Dobrze nam się rozmawia. Uważasz, że nie mamy szansy na związek? Znamy się od ponad 20 lat.

              http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
              • 19.02.11, 11:57
                Ale,że jak będziecie tylko ROZMAWIAĆ i planować wydatki?
                A co dziewczyny na to?
              • 19.02.11, 12:05
                - masz toksyczną matkę, która nie akceptuje Twoich dzieci i w niczym Ci nie pomaga
                - masz eksa, który okrada własne dzieci nie płacąc alimentów i siedzi u Ciebie w chałupie, bo nie ma żadnego pomysłu na wychowywanie/opiekowanie się córkami
                - masz denne warunki mieszkaniowe
                - brakuje Ci forsy
                I sądzisz, że wprowadzając na scenę pana X, który jest Ci potrzebny w charakterze znajomego i dodatkowej pensji, rozwiążesz którykolwiek z tych problemów?!
                Dopiero będziesz miała cholerny problem jak pan zechce konkretów za swój wkład. A zechce na bank.

                Pan X - o ile jest normalny - chce życia w rodzinie, a to zakłada wspólne garnki, korzystanie z tej samej łazienki oraz łóżko. Od "dobrze nam się rozmawia" do poziomu "wspólne życie" daleka droga.
                • 19.02.11, 12:18
                  Tak, rozwiąże każdy:
                  - będę mieć przy sobie kogoś, komu na mnie zależy i mnie akceptuje
                  - eks nie będzie przesiadywal u mnie w domu, bo A. zajmie jego miejsce
                  - poprawią się warunki mieszkaniowe
                  - i finansowe
                  - będę miała z kim pogadać wieczorem, pośmiac się, wyżalić, zwierzyć (to jest bezcenne)
                  - będę miec przy boku kogoś, na kogo bedę mogła liczyć

                  --
                  http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
                  • 19.02.11, 12:21
                    Widzisz tylko plusy.Żadnych minusów nie ma na horyzoncie?
                    CO NA TO DZIEWCZYNY?
                    • 19.02.11, 12:29
                      Minusy też są... Nie będę już sama. le może to jednak okaże się plusem? Może to strach mnie blokuje na innych? Dziewczyny są za. Lubią go, a on je.
                      --
                      http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
                      • 19.02.11, 12:32
                        Ciekawe,czy nadal będa lubiły jak wprowadzą sie do pana i on będzie je wychowywał.
                        • 19.02.11, 12:34
                          Ha, no pewnie mniej. Ale takie są już uroki rodzin rekonstruowanych.
                          --
                          http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
                          • 19.02.11, 12:36
                            Wiesz dla mnie to kanał.Bo jak sprowadzisz się do pana,a jemu nagle coś odbije to nawet nie będziesz miała gdzie wrócić.
                          • 19.02.11, 17:25
                            Sluchaj, a nie mozecie razem z dzieciakami gdzies wyjechac na kilka dni? Zobaczycie, po dluzszym czasie razem nadal mozecie sie na siebie patrzec i czy skakanie do gardel (bo pewnie w jakiejs formie do tego dojdzie) jest konstruktywne, czy raczej powoduje zniechecenie do zycia.
                            Im badziej surviwalowy wyjazd tym lepiej. W trudnych warunkach z czlowieka wszystko wychodzi.

                            Tak na marginesie, to kazda potencjala para powinna zaliczyc razem wyjazd na kajaki lub wyprawe w gory. Pieknie wychodzi: i egoizm, i umiejetnosc pojscia na kompromis, i troskliwosc.
                            Oczywiscie na "normalne" zycie prostego przelozenia nie ma ale mozna sie w sytuacji zorjetowac.
                  • 19.02.11, 12:24
                    A pan co z tego będzie miał?
                    Twoje dzieci wcale nie muszą go zaakceptować.
                    Warunki mieszkaniowe Ci się poprawią? Ciekawe jak, skoro teraz mieszkasz w cudzym mieszkaniu, do którego nie masz żadnych praw. U pana tez mieszkałabyś w cudzym i w każdej chwili mógłby Ciebie z córkami wystawić za drzwi.
                    • 19.02.11, 12:32
                      Nie będę mieszkac u niego. Nigdy bym się na to nie zgodziła! Ani on u mnie, bo nie ma warunków. On sprzedaje swoją nieruchomośc, a ja swoją częśc działki i kupujemy wspólne mieszkanie/domek. Taki mamy plan.
                      Dzieci go lubią.
                      --
                      http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
                      • 19.02.11, 12:38
                        Zebra,ale zdajesz sobie sprawę,że zanim sprzedasz swoja działkę z lokatorami i innymi przypadłosciami to.....lata mogą minąć?
                        • 20.02.11, 17:54
                          Zebra, przyjaźń piękna rzecz tylko chcesz zrobić coś ze złych powodów.
                          Możecie stworzyć udany związek ale zastanów się nad tym dobrze. Nie popieram układów dla kasy.
                          Mnie najbardziej martwi w tym jednak seks. Nie chciałabym 'rozluźniać się i myśleć o Anglii'.
                          Wiem jednak że bliskość psychiczna pociąga za sobą też często fizyczną. Jednak twoja motywacja i jego świadomość, że to o to chodzi, może być trudna do pogodzenia.
                • 19.02.11, 13:05
                  > Pan X - o ile jest normalny - chce życia w rodzinie, a to zakłada wspólne garnk
                  > i, korzystanie z tej samej łazienki oraz łóżko. Od "dobrze nam się rozmawia" do
                  > poziomu "wspólne życie" daleka droga.

                  Święte słowa.
                  Gość będzie oczekiwał ciepłego obiadu, fajnego seksu i miłego spędzania czasu.
                  Poczeka sobie co najwyżej do czasu kiedy wspólnie zakupicie nieruchomość-wtedy nie będziesz miała odwrotu...

                  Zebra-zrozum jedno nikt nie wchodzi w układ, który mu nic nie daje. Sama rozmowa nikomu nie wystarczy. Jeśli nie zamierzasz tego dać temu panu, to nie krzywdź siebie, swoich dzieci i jego.
                  Masz kłopoty teraz. Po zrealizowaniu Twojego planu będziesz mieć giga kłopoty.
                  --
                  17.06.2009smile
        • 19.02.11, 11:33
          Z moich obserwacji czynionych na dziesiatkach par z roznych kultur stwierdzam z
          > pewnym zazenowaniem, ze malzenstwa aranzowane czy te z rozsadka sa trwalsze i
          > bajczesciej szczesliwsze

          A ja znam wylacznie ludzi z kultur w ktorych obowiazuje akie podejscie, ktorzy sa ciezko nieszczesliwi w wymuszonych malzenstwach. Dodam do tego, ze sa kompletnie nieprzygotowani rowniez do samodzielnego wyboru partnera, co oznacza nieszczescie rowniez gdy sie do takich wyborow zabieraja.

          Wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma? Chyba jednak nie.
          --
          Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
          Naomi Wolf

          Wiedzmowo
          • 19.02.11, 17:03
            Malo tych ludzi znasz, albo masz pecha. Ja bym powiedziala ze jest pol na pol, tj. w wiekszasci znosnie, w kilku przypadkach koszmarnie i w kilku bardzo dobrze.

            Bliski przyjaciel przeszedl przez pieklo, (wlacznie z prubami samobojczymi zony, pruba otrucia dziecka i takie tam). Serdecznie podziwialam czlowieka, ktory przez ponad 10 lat walczyl. Wygral. Choc trudno w to uwierzyc, dziewczyna dojrzala, ustatkowala sie, zrozumiala ze lepszy facet jej sie nie trafi (z tym sie zgodze, bo lepszych po prostu nie ma wink i sama tez zaczela walczyc zeby bylo dobrze. No i oboje mowia ze sa wreszcie szczesliwi (i to widac).
            Znam tez kilka przypadkow gdzie ludzie twierdza, ze od zdjecia welonu (meczyzna widzi kobiete pierwszy raz dopiero PO slubie) zakochiwali sie w sobie i sa szczesliwi.
            Przyczyna tragedji jest zwykle egoizm i totalny brak empati (np. wydanie zakochanej w kims innym dziewczyny za "przyjaciela" rodziny, bo kiedys tam mu sie obiecalo lub akurat chce sie z nim ukrecic interes).
            • 19.02.11, 20:51
              O w mordę, ale hard core! Albo się dziewczyna czuła do spodu upodlona i zniewolona, albo była (a więc zawsze jest niebezpieczeństwo recydywy) chora psychicznie. A on po co się żenił nie będąc pewnym jej przychylności? Bo zakładam, że ona niewiele miała do gadania. A może dopiero po ślubie tak jej życie umilił, że targnęła się na życie swoje i dziecka? Jak walczył? Na czym to polegało?
              I jeszcze pytanie: dziewczyna dojrzała, czy została złamana?

              --
              Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! wink
              by Zakletawmarmur
              • 19.02.11, 21:02
                On tez niewiele mial do gadania. Proste?
                Powiedzieli mu ze dziewczyna madra, dobra i mila. Rzeczywistosc okazala sie troche odbiegac od opisu wink

                Kobieta w sumie zdrowa psychicznie (i calkiem sympatyczna), ale strasznie niedojrzala i rozpieszczona; pan jej sie nie spodobal, zycie tez okazalo sie nie byc bajka i postanowila troche sie pobuntowac...
                • 21.02.11, 00:40
                  > strasznie niedojrzala i rozpieszczona

                  ...bo nie chciała żyć w zaaranżowanym małżeństwie?

                  Super.
                  • 21.02.11, 16:32
                    > ...bo nie chciała żyć w zaaranżowanym małżeństwie?
                    To nie tak. Wbrew pozorom akurat ona miala wybor: nie wychadzic za az wogole lub znalezc sobie meza sama.
                    Ile malzenstw na swiatlym Zachodzie, calkowicie z wyboru i przynajmniej teoretycznie z milosci sie rozpada, bo okazuje sie ze rzeczywistosc rozminela sie z wyobrazeniami? 1/3?
                    Roznica jest taka, ze znajomy, gdyby sam wybieral, to jednak wybral by kogo innego.
                    • 21.02.11, 18:26
                      Ok. Dzięki za wyjaśnienie, wycofuję uwagę.

                      Co do aranżowanych małżeństw/szukania na własną rękę: zgadzam się, mit idealnej miłości w zachodnim stylu jest taki, że - tak jakby - idziesz do sklepu, zdejmujesz z półki Mr. Right i wszystko załatwione, na wiek wieków amen, nie musisz niczego w związek inwestować, nic się też nie powinno zmieniać, Mr. Right ma pozostać Mr. Right. A to bull shit jest.
                    • 21.02.11, 19:02

                      > Skąd wiesz? Może skończyłabym (albo i nie) zawodówkę, wyszła za hydraulika, pra
                      > ła mu, gotowała, sprzątała i była zadowolona z życia? wink

                      Czyli jego rodzice nei wykazali się podstawową intuicją i znajomością ludzkich charakterów i spaskudzili mu życie? Hmmm... ja chyba wolę cierpieć za własne błędy. Gdybym się zakochała na zabój i wyszła za mąż z tej szalonej miłości, to nawet gdyby się nie udało życie na dłuższą metę, miałabym zajebiste wspomnienia i świadomość, że coś przeżyłam. A ten facet? Męczy się tyle lat i nawet nie wiadomo, czy w cichości ducha nie uważa, że koszta przerosły zyski. Została mu radość w przymusie ;--P

                      Dla porządku zaznaczam, że dostrzegam dobre strony małżeństw, może nie tyle aranżowanych, czy tym bardziej zatwierdzanych przez rodziców, co małżeństw zawieranych z pomocą dobrej, znającej się rzeczy swatki. Taka fachura wie, kto do kogo pasuje, ma instynkt i wiedzę psychologiczną, czego nie można powiedzieć o większości rodziców wink No i oczywiście ostateczna decyzja musi należeć do samych zainteresowanych.

                      --
                      Kobieta "stosuje szantaż emocjonalny", facet "stawia ultimatum"! wink
                      by Zakletawmarmur
              • 19.02.11, 21:11
                Jak walczyl?
                W uproszczeniu staraja sie cierpliwie przez lata powtarzac, ze jemu na niej zalezy i wszystko bedzie dobrze, znoszac fochy ale nie pozwalajac sobie wejsc na glowe.
                Dziewczyny nikt nie ziewalal, pracowala zawodowo bo chciala, mogla robic co chce, ze dwa razy wrocila do rodzicow...
                Rodzicow tez ponoc ma udanych.
    • 19.02.11, 16:24
      Wszystko zalezy co sie rozumie przez "rozsadek".
      Jesli z rozsadku oznacza:
      -musze wyjsc za marz bo mam x lat i czas na dziecko (wiec potrzebuje posiadacza chromosomow XY) -nie.
      -on jest "ustawiony" , zaradny i z "dobrej rodziny" -nie.
      -on jest zaradny, ma dobre serce (co wielokrotnie udowodnil), dobrze sie nam razem rozmawia, mamy wspolny swiatopoglad, zainteresowania, tylko "motylkow" brak - jak najbardziej.
      Motylki maja to do siebie ze zdychaja pod wplywem codziennosci i pod wplywem codziennosci tez sie rodza.
      • 19.02.11, 22:20
        titta zgadzam się z tym co napisałaś calkowicie!
    • 19.02.11, 17:16
      bo też jestem sama z trójką dzieci i nie odczuwam potrzeby obecności mężczyzny w domu, choć druga pensja bardzo by się przydała. I nie wyobrażam sobie, by w takiej sytuacji wchodzić z kimś w "układ". O seksie bez pożądania pisałam w pierwszym poście. I nawet jeśli się umówisz na platoniczny związek, nie masz gwarancji, że A. nie będzie na coś liczył, bo co innego przyjąć niewygodną prawdę teoretycznie, a co innego skonfrontować się z nią w realu. Najbezpieczniej byłoby zostawić znajomość w obecnej fazie przyjacielskich rozmów, a kasę pozyskać poprzez przyciśnięcie eksa do płacenia i własne dodatkowe fuchy.

      --
      „Za górami, za lasami, za morzami i rzekami był sobie kraj, a w tym kraju stał złoty pałac. Mieszkała w nim piękna królewna. Któregoś dnia królewna wyszła na balkon w swoim pokoju, ogarnęła wzrokiem bezbrzeżne dale i powiedziała: „Cholera jasna, jak ja mam wszędzie daleko!”
    • 19.02.11, 22:00
      Czytam wszystko i dochodzę do wniosku, że nie rozumiem: pisząc o małzeństwie z rozsądku masz na myśli, że chcesz się wydać za faceta, żeby przynosił kasę, organizował ci i dzieciom chatę, był miły i jeszcze, żeby akceptował, że w sumie to ty z nim nie chcesz być bo lubisz byc sama i masz uraz, który pielęgnujesz, no i żeby to było białe małzeństwo??? Czy ja źle widzę???
      Jeśli tak jest, to zebra sorry, ale to się absolutnie nie nazywa małżeństwo z rozsądku, to się nazywa poszukiwanie 100-procentowego jelenia.
      • 19.02.11, 22:51
        Jelenie się zdarzają, choć rzadko, A skoro się trafiają, niedziwne, że ludzie to wykorzystują.

        Być może daloby się to jakoś pogodzić?
        Sama nie wiem, probowalam jednego związku z rozsądku, ale dłużej niż rok nie byłam w stanie udawac,że mi na gościu zależy.
      • 21.02.11, 18:40
        Dzieciom powiesz, że z powodu braku kasy zostałaś płatną panią do towarzystwa?

        Ciekawe tylko, czy pan koniec końców da sobie "wyperswadować" i zgodzi się płacić na utrzymanie cudzych dzieci jedynie za "rozmowy" z ich mamusią...


        --
        "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
        • 21.02.11, 21:37
          Oj no to mu w końcu da. Też mi problem.
    • 21.02.11, 09:41
      Wyszłam za przyjaciela. Zaufanie, szacunek, wspólna hierarchia wartości, łóżko. Pobraliśmy się "dla pieniędzy" - na pohybel fiskusowi. Mamy dwoje zaplanowanych i kochanych dzieci. Miłość przyszła z czasem. Na szczęście-smile.
    • 21.02.11, 10:24
      Moja mama kierowała się raczej przesłankami racjonalnymi niż uczuciowymi wychodząc za mąż za mojego ojca. Miała już prawie 40 lat, za sobą fatalne małżeństwo (przemoc itd), ojciec był młody, szaleńczo zakochany, gotów na rękach ją nosić i pyłek sprzed stóp usuwać - to się zdecydowała smile I nie wyszła na tym źle, bo ojciec zawsze ją wielbił, a i ona z czasaem bardzo się do niego przywiązała... Chociaż może czasem odzywała się w niej taka tęsknota za "szaleńczym uczuciem", takim płomieniem i motylami... No ale motyle też nie trwają wiecznie. To tak jak w "Nocach i dniach" - Toliboski może i był atrakcyjny, efektowny i dostawało się od jego pocałunków ( i nenufarów smile) zawrotów głowy, ale to Niechcic kochał naprawdę solidnie i "na dobre i złe" i zawsze można było na niego liczyć smile
    • 24.02.11, 00:21
      znam taka pare, z bardzo bliskiego otoczenia.
      Nawet mieszkaja osobno. Pan czasem prosi Pania o drobne przyslugi( zwiazek bez seksu). W zamiar wspomaga i rzuca groszem. Dwa lata temu, jak to powiedzial, dal jej URLOP, bo chwilowo nie potrzebuje jej uslug. Jest to ''urlop'' oczywiscie bezplatny. Jedyne co pozostalo tej Pani to czekac na smierc meza, bo wtedy dopiero bedzie miala jakis zastrzyk finansowy. Ogolnie Pan stal sie bardziej obciazeniem niz radoscia, a z racji 'urlopu' nie przynosi zadnej korzysci.
      Trudno mi uwierzyc, zeby facet sie zdecydowal na taki uklad bez zadnej korzysci. Bo jaka mialby miec? skoro nie ma uczuciowej motywacji? Nie wierze w rozsadek. Pan sobie na cos lub na kogos ostrzy zeby. Na dzieci? Na male mieszkanie? Sadysta?
    • 04.03.11, 15:14
      Witam!
      Jestem dziennikarką i pracuję właśnie nad reportażem o współczesnych małżeństwach z rozsądku. Szukam osób (zarówno kobiety, jak i mężczyzn), którzy zdecydowali się na taki układ. Wszystko jedno z jakich powodów, wszystko jedno czy są w tym związku szczęśliwi. Jeżeli chcesz podzielić się ze mną swoją historią, napisz: ulajaponska@gazeta.pl
      Pełna anonimowość gwarantowana!
      Pozdrawiam!
    • 04.03.11, 15:35
      To zależy od wrażliwosci osobnika, który w ten zwiazek wszedł z rozsądku... ale z czasem jest trudny. Jestem przeciw.
      --
      Podawanie pensji brutto to jak podawanie długości członka wraz z kręgosłupem.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.