Dodaj do ulubionych

edukacja dawniej a dziś- która lepsza?

25.03.11, 12:04
heja,
bardzo jestem ciekawa waszych refleksji. Biore udział w takim seminarium na poziomie uniwersyteckim. Przewija sie miedzy profesorami dyskusja o studentach- jako "fatalnie obrobionym materiale". Nic nie umieją, nie chcą umiec, sa oczywiściwe bezczelni- fatalne produkty fatalnych szkół. Uniwersytet to uj, spijajacy jeszcze śmietanke studentów z kraju (choć pewnie juz niedługo). i
Czy szkoła tak fatalnie teraz uczy? Czy było lepiej? Jak pamiętacie waszą szkołę/uni? Stymulujące, motywujące, bez plagiatów, ściąg? Z wiedzą i umiejetnościami, które wam przydaja sie w życiu?
A jak oceniacie ogólnie teraz edukację waszych dzieci? Czy faktycznie lepiej było kiedyś czy jest to tylko takie wybielanie i idealizowanie przeszłości?
Bedę wdzięczna za opinie, posttram sie tez wyrazic swoja.
Edytor zaawansowany
  • gaskama 25.03.11, 12:15
    Najwięcej danych mam z zakresu wiedzy uniwersyteckiej. W ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba studentów zwiększyła się czterokrotnie, z niewiele poniżej 500.000 na początku lat 90-tych do prawie dwóch milionów. W tym samym czasie liczba kadry naukowej prawie nie drgnęła. W Polsce na jednego samodzielnego pracownika nukowego przypada prawie 20 studentów, co teoretyczne daje nam średnią niewiele gorszą od średniej OECD, ale średnia ta jest fikcyjna, ze względu na wieloetatowość pracowników naukowych (często więc w statystykach ten sam profesor liczony jest na dwóch albo trzech uczelniach a jego dostępność dla studenta jest praktycznie żadna). W ciągu ostanich 20 lat powstało ponad 300 prywatnych uczleni, wiele to takie "wyższa uczelnia czegoś i czegoś". Aktualnie uczelnie toczą walkę o studentów. Prognozy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego są pesymistyczne, wiele uczelni będzie musiało zostać zamkniętych, bo będzie brakowało studentów. Obniża się więc poziom przyjmowanych maturzystów, bo obniżają się wymagania wobec kandydatów. Wyższe wykształcenie dziś, to uogólniając zdecydowanie nie to, co 20 lat temu. To oczywiście taka średnia statystyczna.
  • mal_gra 25.03.11, 12:26
    nie chodzi mi o dane statystyczne- te znam- chodzi o wasze odczucia. sorki, skonczylam 2 kierunki jeszcze w systemie 5 letnim- razem ze mna setki kretynów. prawie 20 lat temu. osobiscie uwazam, ze moi studenci sa w zasadzie LEPSI niz 20 lat temu moi koledzy. a jak nie, to jest WINA uniwersytetu - bo fatalnie uczy, nie tylko materialu...
    prowadze zajecia ze studentami- i widze fajnych, czasami zagubionych ludzi. większośc z nich miałabym ochote adoptowaćbig_grin
    a szkola waszysch dzieci- bez statystyki, chodzi o odczucia?
  • gaskama 25.03.11, 12:31
    No to ja też uczyłam na UW. Odczucia były zgodne ze statystyką. Przyjmuje się coraz więcej słabych kandydatów. Ale bardziej upatruję winy w tym, że uczelnie mają mniejszy wybór, bo mniej kandydatów.
    Poza tym mogę porównać tylko naukę w szkole podstawowej. Wydaje mi się, że u mnie było dużo szlaczkowania, dużo kucia na pamięć. Mój syna ciągle ma jakieś projekty, plakaty, duż zadań na logikę już w 1 i 2 kl. SP. To mi się bardziej podoba. Ale syn chodzi do szkoły społecznej, może dlatego tak ma.
  • mal_gra 25.03.11, 12:39
    Ale bardziej upatruję winy w tym, że uczelnie mają mniejszy wybór, bo mniej kandydatów.
    hmm, z jednej strony racja, ale uczelnie sa po prostu pazerne ze wzgledu na system finansowania- prowadzi sie i duzo wiecej kierunków, przyjmuje sie wiecej kandydatów, zamiast wybrac najlepszych.
    moj syn m podobne projekty w szkiole normalnej, matematyke na duzo wyzszym poziomie niz ja mialam!
  • agata_abbott 25.03.11, 12:18
    Cześćsmile

    Fajny temat poruszyłaś.
    Ja jestem ostatnim rocznikiem "starego systemu", rok niżej szalała już reforma. Tak więc zetknęłam się z ludźmi kończącymi szkoły w obu systemach.
    O ile podstawówkę i liceum wspominam wspaniale (podstawówka - mała szkoła na wsi, liceum - miasto ok. 80 tys., ale liceum w pierwszej 50 w rankingu ogólnopolskim), to studia już nie za bardzo. Studiowałam na dwóch uczelniach ekonomicznych w Polsce, obie z pierwszej 5 rankingów. Rozczarowałam się bardzo - brak chęci zarówno studentów, jak i wykładowców, co potwornie zdemotywowało i mnie. Ściąganie na porządku dziennym, nikogo to nie rusza. Wykładowcy zajęci tylko własną karierą, student jest tylko problemem.
  • ciastolina84 25.03.11, 12:50
    Ja również mialam to szczęście że załapałam się na "stary system". Uważam że był lepszy. Jeśli chodzi o studia, to za czasów mojego dziadkasmile studiował ten kto miał pieniądze. Teraz może studiować praktycznie każdy (chociaż pieniądze sa potrzebne oczywiście). Niestety wybrać teraz dobrą uczelnię prywatną to moim zdaniem nie lada sztuka. Ja studiowałam dziennie, jednak co najmniej połowa mojej grupy to ludzie, którzy studiowali tylko dla papierka i całe 5 lat na ściągach. Moja znajoma wykładała na prywatnej uczelni, jednak była rozczarowana postawą studentów. Znaczna większość roszczeniowa i leniwa,aby załapać 3 do indeksu. Jesli chodzi o podstawówki czy gimnazja to obserwując zadania jakie ma do zrobienia mój siostrzeniec, to są całkiem ciekawe, ale co z tego jak zrobienie ich nie zajmuje mu dużo czasu bo wszystko jest w necie. W czwartej klasie pod okiem babci napisał pracę dodatkową z historii na zasadzie "kopiuj-wklej" i dostał za nią ocenę dobrą. Kiedyś człowiek musiał sie pomęczyć i poszperać w bibliotece żeby zrobić referat, a teraz dzieciaki (nie wszystkie ale bardzo wiele z nich) idą na łatwiznę i szukają wszystkiego w internecie. Myślę że edukacja dziś sprzyja lenistwu, chociaż to tylko moje zdaniesmile
  • solaris31 25.03.11, 12:44
    ja uważam, że edukacja dawniej była sto razy lepsza - acz nie doskonała oczywiście. ale teraz to, co się dzieje, przechodzi moje wszelkie pojęcie.

    kończyłam starą szkołę, stare studia i zaczęłam pracę na 2 lata przed reformą, czyli w 1998 roku. widzę, jak bardzo się szkoła zmienia - niestety na niekorzyść. miał być nacisk na indywidualizcję - jest nauka myślenia pod testy, a nie nauka wyciagania wniosków. miał być mniejszy materiał - tymczasem podstawy programowe wołają o pomstę do nieba - tyle tam tego jest, że nauczyciele się nie wyrabiają.

    szkoła nie uczy ani logicznego myślenia, ani myślenia w ogóle - najważniesze sa punkty, testy - a to zabija własne pojmowanie świata i problemu, bo uczen się musi dopasować do klucza odpowiedzi. wszyscy, którzy sprawdzają prace testowe i maturalne musza to robić pod klucz - a to jest przeciez organiczanie inwencji twórczej dziecka!

    sztandarowym dowoem na to jest fakt, iż Wisława Szymborska poproszona o wypełnienie testu polonistycznego kilka lat temu nie zdała nowej matury ze swojego własnego wiersza wink
  • yenna_m 25.03.11, 12:47
    > sztandarowym dowoem na to jest fakt, iż Wisława Szymborska poproszona o wypełni
    > enie testu polonistycznego kilka lat temu nie zdała nowej matury ze swojego wł
    > asnego wiersza wink
    dobre i prawdziwe
    --
    Sierściuchy
  • halapta 26.03.11, 14:57
    yenna_m napisała:

    > > sztandarowym dowoem na to jest fakt, iż Wisława Szymborska poproszona o w
    > ypełni
    > > enie testu polonistycznego kilka lat temu nie zdała nowej matury ze swoje
    > go wł
    > > asnego wiersza wink
    > dobre i prawdziwe



    Urban legend
    wygooglajcie

    --
    Założyłam forum: Rodzicielstwo profesjonalne Zapraszam!
  • yenna_m 25.03.11, 12:46
    stary system lepszy
    testy nie sprawdzaja wiedzy, wbrew pozorom masa ludzi ma szczescie wink
    jesli test jednokrotnego wyboru, to wystarczy co-nieco wiedziec, zeby zdac

    generalnie nic tak dobrze nie sprawdza wiedzy, jak egzamin w formie rozmowy - face to face smile zupelnie nieporownywalny do testow czy innych pisemnych egzaminow
    za moich czasow wink byly tylko takie egzaminy wink

    poza tym taki ustny egzamin swietny sposob na uczenie sie radzenia sobie w sytuacjach stresowych

    aaa... kola tez zaliczalam ustnie. Sama sobie narzucilam taki rezim, zeby nie kusilo i zeby nie sciagac wink
    --
    Sierściuchy
  • morekac 25.03.11, 12:53
    Moja szkolna rzeczywistość wcale nie była stymulująca ani motywująca. Była dołująca. Zamordyzm, dużo kucia przeróżnych głupot- naprawdę niewiele z tego przydaje mi się w dorosłym życiu.
    Nie przepadałam za szkołą, a uczyłam się dobrze.
    Ściąganie było, może było mniej plagiatów - z braku internetu i opracowań.
    BTW1: jako że 20 lat temu mniejszy % ludzi studiował, to i ich poziom był wyższy. Być może gdyby badać ten sam % najlepszych maturzystów - ich przygotowanie do studiów wcale nie byłoby gorsze niż dawniej.
    BTW2: takie same teksty puszczali wykładowcy 20 lat temu wink. Sokrates też narzekał na młodzież. Ale to było jeszcze dawniej.

    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • solaris31 25.03.11, 13:10
    BTW1: jako że 20 lat temu mniejszy % ludzi studiował, to i ich poziom był wyższ
    > y. Być może gdyby badać ten sam % najlepszych maturzystów - ich przygotowanie d
    > o studiów wcale nie byłoby gorsze niż dawniej.


    zapewniam Cię, że tak by nie było - dzisiaj młodzież jest przygotowana gorzej, inaczej, bardziej schematycznie. te schematy spowodowały mniejszy rozwój intelektualny, a więc i umiejętności mniejsze. dzisiaj dzieci nie myślą, nie wyciągają wniosków - kiedyś tak nie było. jak wpsomniałam - pracowałam w obu systemach i widze, jak logiczne myślenie leci na łeb i na szyję, a niedługo skręci sobie kark.

    nie rozumiem tez, dlaczego każdy musi kończyć studia wyższe. wypuszczamy całkiem niedouczonych absolwentów, na uczelniach prywatnych dzieje się całkowity kosmos, bo uczelnie studentów trzymają - muszą przecież zarabiać i ściągac czesne, nie będa się więc pozbywać tych najsłabszych, tylko będą ich ciągnąć za uszy do końca, jako źródełko kasy sad

    a tymczasem brakuje nam coraz bardziej rzetelnych i wyuczonych fachowców, mechanikó, budowlańców, krawców i tak dalej, do których ja mam osobiście ogromniasty szacunek.
  • solaris31 25.03.11, 13:11
    wypuszczamy całkiem sporo niedouczonych absolwentów - miało być wink za dużo wykasowałam wink
  • gaskama 25.03.11, 13:22
    > nie rozumiem tez, dlaczego każdy musi kończyć studia wyższe. wypuszczamy całkie
    > m niedouczonych absolwentów,

    Nasz system edukacyjny na poziome studiów jest absolutnie denny. Po piersze kształci się ludzi na pięcioletnich studiach magisterskich, które do wykonywania zawodu absolutnie nie są potrzebne. W niemieckim systemie istnieje tzw. system dualny, gdzie w przypadku wielu ścieżek zawodowych (rehabilitacja, pielęgniarstwo, turystyka, gastronomia itd. itp.) istnieją szkoły wyższe, które współpracują z przemysłem. Kształcą one na poziome licencjackim we współpracy z odbiorcą (czyli firmą, fabryką, szpitalem, domem opieki społecznej) ludzi w określonych zawodach. Poza tym jest w wielu krajach (Wielka Brytania, także Niemcy) istnieje dobry system kształcena zawodowego. U nas licencjat nie znaczy nic. Taka abgrejdowana matura. A potem ludzie wypacają jakieś nikomu niepotrzbne prace magisterskie. A na rynku pracy brakuje ludzi z językami, dobrą obsługą komputera, inżynierów, itd.
  • morekac 25.03.11, 14:34
    Pięcioletnie jednolite studia magisterskie ostały się tylko na niektórych kierunkach.
    Z reguły jest licencjat + magisterskie.
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • landora 26.03.11, 09:41
    Ale i tak wszyscy robią mgr, prawie nikt nie idzie do pracy po licencjacie. I w efekcie mamy takie stada bezrobotnych magistrów.
  • morekac 25.03.11, 14:14
    Widzisz, bo teraz masz do czynienia również z ludźmi, którzy w starym systemie nie dostaliby się na studia w żaden sposób.
    A że zbiorowisko potencjalnych studentów to zapewne rozkład normalny, to zgarniając na studia 10% najlepiej przygotowanych zgarniasz śmietankę, zaś - jeśli zgarniesz 50% danego rocznika - łapiesz całe mnóstwo średniaków i ci najlepsi w tym nikną. Logiczne myślenie się rozrzedza. Słowem; dawniej w 10 osobowej grupie miałaś pewnie samych logicznie myślących, teraz zaś - masz 2 (o ile).
    Sądzę, że dla uczelni lepszy był system, kiedy wydziały robiły sobie swoje własne egzaminy - dostawali tych studentów, których chcieli - takich, co przeszli przez ich własne sito - a i tak zawsze ileś tam % odpadło na I roku.
    Z jednej strony - ogarniająca wszystkie szczeble edukacji testomania nie jest dobra, zwłaszcza jeśli chodzi o nauki humanistyczne i pisanie pod klucz, z drugiej - w dawniejszej szkole była dosyć duża niewymierność matur i czasami ocenianie wg. widzimisiów.
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • mal_gra 25.03.11, 14:31
    w zasadzie zgadzam sie z tym co piszesz- tylko 2 uwagi
    Sądzę, że dla uczelni lepszy był system, kiedy wydziały robiły sobie swoje włas
    > ne egzaminy - dostawali tych studentów, których chcieli - takich, co przeszli
    > przez ich własne sito - a i tak zawsze ileś tam % odpadło na I roku.

    szkoły wyższe nie moga sobie na to pozwolic- panuje walka o studenta.
    inna kwestia to te egzaminy- oj, co to było za pole do nadużyć i korupcji uncertain lepiej zeby nie wracało
    zgadzam sie tez jezeli chodzi o nieporównywalnośc matur- sama byłam swiadkiem jak sie je oceniało- oj, ile tam było znów nadużyc.
    a teraz przynajmniej matura maturze rowna- test tez moze sprawdzac, mozna tez wyeliminowac strzelanie poprzez przypisanie "kar" za bledne odpowiedzi- jest to zreszta standardowa praktyka w testach np uniwersyteckich
  • morekac 25.03.11, 14:49
    ten system był lepszy pod tym względem, że uczelnie otrzymywały surowiec dostosowany do swoich potrzeb. Z oczywistych względów nie zapewnia jednak odpowiedniej ilości studentów - w każdym razie nie wszystkim.
    Natomiast dla mnie nowa matura ma też zalety - właśnie ową porównywalność. Główną wadą jest nieszczęsne pisanie pod klucz i sposób punktacji, nie niwelujący 'strzelanki'. Przecież przy tym systemie nawet córkom mówię - że jak na teście nie znają odpowiedzi, to strzelać. Jest spora szansa na punkt.
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • mal_gra 25.03.11, 15:00
    ja to nawet ucze moje dzieci strzelac jak nie ma przypisanych kar (w konkursie Kangur dla III i IV klasisty np są- poinformowalam mlodego, zeby nie strzelał), podobnie studentów. Ucze eliminacja odpowiedzi bdzurnej, i wybór najbardziej prawdopodobnej z wielu przesłanek. Czyli tzw intelligent guessbig_grin
    bardzo zyciowa umiejetnośćbig_grin
  • mal_gra 25.03.11, 13:13
    uff, dzieki morekacsmile
    poraza mnie to narzekanie na "nowe pokolenie" - zawsze gorsze niz poprzednie, a to wlasnie dowód ograniczenia umyslowego.
    zgadzam sie z twoim opisem szkoly- dodalabym jeszcze, ze niewiele rzeczy mi sie przydalo, poza czytaniem i pisaniem i liczeniem. pantofelka cały czas nie spotklałam, robaka palolo takze. doswiadczenia fizyczne teraz moge przynajmniej synowi na YouTubie pokazac, nie byly wykonywane wczesniej i nie sa teraz.
    a tak w ogóle: ciesze sie, ze nie musi do moich szkół chodzićsmile
  • solaris31 25.03.11, 13:19
    ale czy ktoś tu narzeka na nowe pokolenie? bo nie zauważyłam uncertain

    ja narzekam na system, który jest zły, i który z fajnych, młodych ludzi robi osoby ograniczone do wypełniania testów pod idiotyczny klucz, zamiast promowania indywidualnego rozwoju młodego człowieka.

  • gaskama 25.03.11, 13:25
    > ale czy ktoś tu narzeka na nowe pokolenie? bo nie zauważyłam uncertain
    >
    > ja narzekam na system

    Wow, powiało Orwellem. System powiadasz. Ktoś ten system tworzy. Tak na logikę biorąc, to jacyś ludzie. I to pewnie ci, którzy tak bosko wyksztłacili się te 20 czy 30 lat temu.
  • solaris31 25.03.11, 13:29
    przesadzasz z tym Orwellem wink system zawsze jakiś musi być - to jest jasne jak słońce.

    ale ten nie jest dobry. stary nie był także dobry, ale był lepszy.

    to, że ktoś się uczył 20 lat temu nie oznacza od razu, że się bosko wykształcił, nie uogólniaj. pomysł reformy był niezły, ale wykonanie fatalne, a teraz się niby ulepsza całośc, podczas gdy rzeczywistość wygląda nieco inaczej, bo te poprawki jeszcze bardziej destabilizują szkoły i nauczanie. to takie doklejanie kolejnych elementów do puzzli, które niekoniecznie do siebie pasują.

    mam bardzo krytyczne zdanie o obecnej pani minister, to jest stosunkowo młoda babka, ale to, co wyprawia ze szkołami nie jest dobre. juz chyba byłoby lepiej, gdyby zrobiła całościową druga refomę, a nie nieudolnie poprawiała starą.
  • sabciasal 28.03.11, 17:22
    Ja też nie postrzegam starego systemu w różowych barwach. Moja własna sąsiadka zdała maturę w latach jeszcze 90-tych, mimo że nie przyczytała w życiu ani jednej książki. Potwierdzone osobiście przez obmawianą.
    Nie wiem do końca jak wygląda dzisiejszy system - testowy. Moja córka ma tylko 11 lat, wszystko przede mną. Ale pamietam cyrk wokół matury, sciagi w kanapkach, wielostronicowe wypracowania które oceniała własna polonistka (gdzie obiektywizm? w ocenie własnych dokonań?) rozprawki maturalne z biologii i jednocześnie korki aby nauczyć się zdawać testy na medycynę;
    Widzę więc plusy obecnego systemu. A co do poziomu studentów - poza stetryczałym gadaniem (niestety) chyba to normalne, że zwiększenie ilosci studentów spowoduje, że nie same orły dostaną się na studia, zdarzą się i przeciętniacy. Choć zawsze przeciez tak było, w końcu długo o przyjęciu na studia nie decydowała jedynie wiedza a rownież inne czynniki (na przykład pochodzenie).
    A narzekania na młodzież? to chyba normasmile Całe zycie słyszę, że poziom czytelnictwa spadł drastycznie, że młodzież nie potrafi liczyć itd. Można przywyknąć.
  • kocianna 28.03.11, 17:43
    Gaja, ale tak szczerze: ile pamiętasz z liceum?
    Pamiętam, że robiliśmy badanie przebiegu funkcji, ale wzoru na deltę już nie pamiętam. Liznęliśmy logarytmy, było coś z kombinatoryki i rachunku prawdopodobieństwa - w życiu mi się to nie przydało.
    Coś gdzieś mi dzwoni o podwójnej helisie, ale głębszą (szkolną!) wiedzę utrwaliłam dopiero wtedy, kiedy abberacja chromosomalna wystąpiła w mojej rodzinie. A Grosophila Melanogaster utkwiła w mojej pamięci tylko dlatego, że rysowałyśmy sobie na ławce zbereźnych supersamców i supersamice.
    Historię skończyliśmy na II WŚ, resztę mieli ci, co ją chcieli zdawać na maturze. Zresztą, mogliśmy w środku klasówki pisać bajki o Czerwonym Kapturku, profesor czytał tylko wstęp i zakończenie.
    Nazwę stolicy Boliwii zapomniałam NATYCHMIAST po kartkówce i nie znam jej do dzisiaj.
    Na chemii profesorka stwierdziła, że "za takie pieniądze to sobie w książce przeczytajcie", w efekcie chemię znam tylko i wyłącznie z podstawówki, gdzie miałam niezłą nauczycielkę.
    Barańczaka cenię za genialne przekłady Szekspira, ale z jego własnych wierszy przeczytałam tylko ten w podręczniku, pozostawiając go bez głębszej analizy.

    Przypomnę: najlepsze liceum w mieście, 100% zdawalności na medycynę i SGH, 100% absolwentów szło na państwowe uczelnie w innych miastach, bo w naszym nie było wystarczająco dla nas godnej smile Patronki nam nie zmieniono, mimo, że "niesłuszna", bo była marką. Za samą nazwę szkoły dostawaliśmy chyba punkty na egzaminach. Po sześciu-siedmiu olimpijczyków w klasie. Bardzo cenię swoich nauczycieli, zdecydowana większość była wspaniałymi, mądrymi ludźmi, kochającymi swoją pracę i nas chyba też.

    A moje ogólne wykształcenie faktograficzne... leży i kwiczy. Choć średnią miałam przyzwoitą.

    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Z dzieckiem w Moskwie
  • gaja78 28.03.11, 17:58
    kocianna napisała:

    > Gaja, ale tak szczerze: ile pamiętasz z liceum?

    Jeśli chodzi o podstawy każdej dziedziny, to chyba nie mam większych zaników pamięci. I prawdę mówiąc przydaje mi się to teraz - kiedy mam własne dzieci i trzeba odpowiadać na ich pytania. Fajnie jest usłyszeć w przedszkolu, że mam dzieci rozbudzone poznawczo i fajnie jest myśleć sobie, że będę mogła uczestniczyć w ich edukacji w szkole podstawowej.

    Druga korzyść jest taka, że bez wiedzy ogólnej byłoby mi wstyd się odzywać wśród współpracowników na uczelni wyższej.

    > Pamiętam, że robiliśmy badanie przebiegu funkcji, ale wzoru na deltę już nie pa
    > miętam. Liznęliśmy logarytmy, było coś z kombinatoryki i rachunku prawdopodobie
    > ństwa - w życiu mi się to nie przydało.

    Logarytmy przydają się chociażby do rozumienia, co to są decybele. Pytanie o decybele zadało mi ostatnio moje przedszkolne dziecko.

    > Przypomnę: najlepsze liceum w mieście, 100% zdawalności na medycynę i SGH, 100%
    > absolwentów szło na państwowe uczelnie w innych miastach, bo w naszym nie było
    > wystarczająco dla nas godnej smile (...)
    > A moje ogólne wykształcenie faktograficzne... leży i kwiczy. Choć średnią miała
    > m przyzwoitą.
    >

    A ja jestem z małej prowincjonalnej szkoły i nie narzekam na wykształcenie ogólne.

    --
    Bazuna 2011
    Moje dzieci
  • morekac 28.03.11, 20:30
    Poczekaj jeszcze z 10 lat, to może się dorobisz zaników pamięci. wink Ponad 2o lat po maturze - niestety, z matematyki pamiętam wyłącznie materiał dawnej szkoły podstawowej (mniej więcej),a z fizyki - wzór na prędkość. uncertain
    Cóż, jak czegoś nie wiem, łapię się za stosowną pozycję z domowej biblioteki bądź posiłkuję się internetem. W przypadkach pilnych jestem w stanie pomóc córkom w wielu dziedzinach - głównie dlatego, że wiem, gdzie szukać. wink
    Za to dziecię wspomaga starszych członków rodziny w innych kwestiach.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • aretahebanowska 28.03.11, 21:13
    Widzę, że zrobiła się mała licytacja - kto pamięta mniej. Po co na siłę udawadniać, że kiedyś szkoła była gorsza? Była inna. Co nie znaczy, że obecna jest lepsza. Bo też jest mnóstwo rzeczy, których nie pamiętam. I też uważam, że były rzeczy, które nie przydały mi się praktycznie w późniejszym życiu. Ale zawsze miałam poczucie, że im więcej wiem tym lepiej i fajniej. Szeroka wiedza ogólna daje chyba lepsze pojęcie o otaczającym świecie. Szukanie pewnych informacji w razie potrzeby, z doskoku daje wiedzę ale fragmentaryczną i nie pozwoli na łączenie faktów, wyciąganie wniosków. Jeśli czyta się pewne informacje z doskoku, nie posiadając już pewnych podstaw wiedzy z tej dziedziny to nie zapamięta się wiele i wiele nie zrozumie. Stąd, jak gaja napisała np. powodzenie wielu szarlatanów, wciskających ludziom leki homeopatyczne, wypisujących po internecie, że mleko to trucizna a szczepionki wywołują autyzm, albo są śmiertelnym zagrożeniem. Ciężko niektóre zjawiska dobrze zrozumieć bez podstawowej znajomości faktów. Częsty błąd moich studentów, to właśnie fragmentaryczność wiedzy. Oni uczą się od kolokwium do kolokwium. Nie łączą ze sobą poszczególnych partii materiału, ponieważ próbują go opanować właśnie w taki sposób. Doraźnie potrzebują jakiejś informacji, to sprawdzają. Ale ich niewielka wiedza podstawowa nie pozwala na połączenie wielu z nich ze sobą i nie pozwala na wykorzystanie praktyczne tej wiedzy. Potem chodzą i mówią, że im to niepotrzebne, bo faktycznie tak poszatkowane wiadomości nie są im potrzebna. Powinni ogarniać całość zjawisk, o których się uczą, wtedy zobaczyliby, że jednak potrzebne jest.
    Ja na edukację patrzę nie z perspektywy mnie samej, jako ucznia. Ja porównuję poszczególne roczniki studentów ze sobą. I tu niestety widzę stopniowy regres, nie tylko jeśli chodzi o samą znajomość faktów, ale także jeśli chodzi o umiejętności dotyczące samodzielnego poszukiwania wiedzy, krytycznej analizy, zdolności do syntezy zdobytej wiedzy. Już pisałam, że moim zdaniem to nie ich wina, niestety, a obecnej szkoły właśnie, która stawia właśnie na fragmentaryczność i powierzchowność zdobywanej wiedzy.
  • morekac 28.03.11, 23:00
    Ale w ten sposób uczyli się też ludzie kończący edukację przed reformą... Pamiętam, jak koleżanki z pracy przygotowywały się do jakiś egzaminów i ich poegzaminacyjne dyskusje - jeśli czegoś nie było na wykładzie, to pomstowały na wykładowcę - a literaturę miały podaną. A chociażby ze względu na 'zaawansowany' wiek ani nie zdawały 'nowej' matury, ani nie gimnazjum na oczy nie widziały. Na studiach też miałam takich kolegów (i koleżanki).

    obecnej szkoły właśnie, która stawia właśnie na fragmentaryczność i po
    > wierzchowność zdobywanej wiedzy.
    To może wyciąć trochę przedmiotów i innych uczyć dogłębniej? Bo wszystkiego nauczyć porządnie się nie da.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • kadfael 21.12.13, 21:45
    Drozofila smile A ja np. biologię miałam w małym palcu, choć jestem humanistką, bo miałam świetną biolożkę w liceum. Do dziś pamiętam masę rzeczy.
  • yenna_m 25.03.11, 13:24
    morekac, wiesz, jam z tych niewartosciujacych - generalnie lubie mlodych ludzi i to bardzo smile
    im bardziej odjechany wizualnie, tym moje uwielbienie wieksze tongue_out
    ale kurna, od kiedy ruszyly gimnazja, to naprawde poziom studentow spadl
    dla mnie szokiem bylo, gdy wrocilam po macierzyskim i wlasnie dostalam taka grupe (to byl pierwszy rocznik)
    masakra - cos te gimnazja psuja w mlodych ludziach, bo widzialam spore niedobory w obyciu towarzyskim (no, kurde, niegrzeczni ci ludzie byli - jeden student wrecz wyslal do mnie w ramach swietnego zartu kartke z pijanym mikolajem spiewajacym, ze renifer dostal sraczki uncertain)

    kurcze, ja wiele rozumiem wink np przestawienie wykladowcy w ramach glupiego dowcipu zagarka czy inne psikusy. Z tego moge sie posmiac. Renifer i zapijaczony Mikolaj rozsmieszylby mnie, gdybym dostala toto nie od studenta ale od osoby, z ktora jestem w bardzo zazylych stosunkach wink Ale jakos w kontaktach sluzbowych to nie teges wink

    Kombinatorstwo i niechec do nauki - jak wszedzie. Gorzej, ze szla za tym niechec do samodzielnego myslenia. Ale sądze, ze to ogolnie bolaczka polskich szkol (od wielu, wielu lat) - tam po prostu zle sie patrzy na samodzielnie myslacego mlodego czlowieka, ktory wyciaga tez dobre wnioski, ale swieze i zupelnie inne niz nauczyciel wink

    generalnie jednak trudniej sie tych ludzi uczylo

    pomijam juz fakt, ze w pewnym momencie szkoly (panstwowe czy prywatne) zaczely przypominac wyzsze szkoly wydawania dyplomow. Teraz mnie nie dziwi kryzys na rynku pracy i trudnosci ze znalezieniem zatrudnienia, z jakimi spotykaja sie ludzie z wyzszym wyksztalceniem.
    Niestety - to, co powszechne, przestaje byc wiecej warte. Nastepuje jakas deprecjacja wyksztalcenia. I teraz doszlismy do takiej sytuacji, ze generalnie wyzsze zaczyna byc porownywalne rangą sredniego jakies 20 lat temu. A doktorat powoli zaczyna miec range (z racji dostepnosci i podobno rowniez nie zawsze porazajacego poziomu) wyksztalcenia wyzszego sprzed 10-15 lat.


    --
    Sierściuchy
  • morekac 25.03.11, 14:25
    Yenna, ale pokaż mi szkołę, w której uczą savoir-vivre'u czy ogólnie pojętej etykiety? Nie ma takiego przedmiotu, nigdy zresztą nie było - czy więc strzelanie takich gaf to wina reformy czy też nie? wink
    I jeszcze jedno: dawniej, żeby zostać kosmetyczką, sanitariuszem czy asystentką - z reguły wystarczało wykształcenie średnie + szkoła policealna/kursy zawodowe. A teraz - wyższe szkoły kosmetologii, wyższe szkoły turystyki - a absolwenci robią dokładnie to, co dawniej robiliby po rocznym czy dwuletnim kursie (albo i bez niego).

    A w szkołach zawsze niechętnie patrzono na osobników z innymi poglądami.
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • martishia7 25.03.11, 14:33
    Yenna, ale pokaż mi szkołę, w której uczą savoir-vivre'u czy ogólnie pojętej et
    > ykiety? Nie ma takiego przedmiotu, nigdy zresztą nie było - czy więc strzelanie
    > takich gaf to wina reformy czy też nie? wink

    Wydaje mi się (z akcentem na "wydaje" smile ), że nauczyciele drzewiej dużo skuteczniej to egzekwowali. Teraz chyba za bardzo boją się (?) reakcji rodziców niesfornego dzieciaka. Albo mają ręce związane zaświadczeniem o dyskulturii. Chyba jest to jeden z elementów reformy, pamiętam jak byłam w szkole podstawowej i nadciągały gimnazja, to nauczyciele powtarzali taki frazes "szkoła ma uczyć, a rodzic wychowywać". No to nie wychowuje.
  • morekac 25.03.11, 14:41
    Frazes "Szkoła ma uczyć, a rodzic wychowywać" wyświechtał się już dawno temu. Za moich czasów też był w użyciu. Lekcje etykiety to pewnie za czasów pensjonarek bywały.
    Poza tym tu nie chodzi o ukracanie jakiś chuligańskich wybryków, tylko studenciak z nieco infantylnym ( na poziomie przedszkolaka mniej więcej) poczuciem humoru wysłał kartkę - strzelił gafę/nietakt/ nie dotarło do niego, co wypada, a co nie. Pewnie nawet nie przyszło mu do głowy, że było to niestosowne...
    --
    - Kwadrat z jednym kątem zaokrąglonym, trójkąt niedorysowany do końca, dwa końce koła schodzą się jak w spirali. Najmniejszy kłopot dzieci miały z krzyżem, ale to już nawet trzylatek potrafi
  • 5justi 21.12.13, 11:58
    "jam z tych niewartosciujacych - generalnie lubie mlodych ludzi i to bardzo
    im bardziej odjechany wizualnie, tym moje uwielbienie wieksze"

    no ale co cię tak zniesmaczyło w tej kartce świątecznej???
    jak sama piszesz powyższe słowa, że im bardziej odjechany... itd

    moim zdaniem ww. student chciał być oryginalny a ty się obraziłaś, że okazał się taki odjechany...
    nie lubię właśnie takich nauczycieli co to tacy wyluzowai, tacy nowocześni i otwarci a tu na "śmieszną" kartkę wielce oburzeni...
    sama sobie przeczysz:
    " Ale sądze, ze to ogolnie bolaczka polskich szkol (od wielu, wielu lat) - tam po prostu zle sie patrzy na samodzielnie myslacego mlodego czlowieka, ktory wyciaga tez dobre wnioski, ale swieze i zupelnie inne niz nauczyciel wink"

    no i student błysnął świeżością i dowcipem... a gdzie twoja otwartość? i świeże spojrzenie?

    konsensus?
    ano taki, że jednak szkoła musi uczyć pewnych NORM i wytykać złe zachowania, aby później nie mieć takich kwiatków
    i tak wszem i wobec krytykowany krytycyzm nauczycieli MUSI istnieć.
    wkurzają mnie takie ogólnikowe frazesy typu: szkoła nie rozwija indywidualizmu, samodzielnego myślenia - TO SĄ KOMPLETNE BZDURY.
    żyjemy w społeczeństwie i szkoła ma uczyć tak właśnie żyć - co to znaczy ten indywidualizm?
    ano właśnie owy student pokazał swój iddywidualizm - więc co cię tak zgorszyło?
  • gk102 25.03.11, 13:20
    Jestem już bardzo starawink więc stwierdzam, że największą szkodę dziecku dzisiaj robi:
    - wprowadzenie do systemu szkolnego gimnazjów (rywalizacja od najmłodszych lat, szybkie oderwanie od swojego środowiska, patologie),
    - sprawdzanie wiedzy tylko i wyłącznie przy pomocy testów (nauczyciele wogóle nie uczą, tylko są nastawieni na wpajanie dziecku "klucza" wg. którego ma napisać test, a prowadzi to do tego, że samodzielne napisanie zdania jest wyczynem)
    - popieranie ściagania (szczególnie na studiach),
    - przekonywanie społeczeństwa że TRZEBA koniecznie mieć średnie/wyższe wykształcenie, przez co produkuje sie niedouczonych magistrów z wybujałymi aspiracjami, przy braku specjalistów w wielu zawodach technicznych.
    Jestem w komisji rekrutacyjnej i nagminne są przypadki, gdy przychodzą absolwenci wyższych uczelni - nie umieją napisać pisma - zwykłego biurowego. Panienka zaczyna pisanie w górnym lewym rogu, bez daty, miejscowości, akapitów, z błędami. Na uwagę o błędach mówi, że to i tak word za nią poprawi.... Absolwet politechniki bierze do ręki mapę terenu...do góry nogami, nie umie okreslić strony świata na tej mapie.... żenada!!
    Uważam, że połowa ludzi kończąca studia i machająca tytułami - powinna poprzestać na dobrym wykształceniu średnim.






  • yenna_m 25.03.11, 13:27
    gk, ano dokladnie!

    --
    Sierściuchy
  • solaris31 25.03.11, 13:32
    ja także się zgadzam w pełnej rozciągłości.
  • martishia7 25.03.11, 13:34
    Mój kolega ze studiów, poza swoją regularną pracą uczy WOSu dziewczynki w jakimś dobrym, żeńskim, katolickim LO. Co jakiś czas rzuca garść historii. Np. o tym jak dziewczynki na mapie szukały Bangladeszu w Afryce...
    Ogólnie matura to bzdura big_grin www.youtube.com/watch?v=PSaVcztMCLM
  • esr-esr 25.03.11, 14:10
    ja dopiero od tego roku mam kontakt ze studentami jako nauczyciel i z jednej strony rzeczywiście poziom studentów jest przerażający (studia techniczne a matematyka lezy i kwiczy), a z drugiej skostniały system nauczania i nudne sposoby prowadzenia wykładów nie pomagają młodym ludziom się rozwinąć. dostałam do prowadzenia bardzo niewdzięczny przedmiot, z którym sama (sic!) miałam problemy bo prowadzony był na sucho. po przełożeniu tego na praktykę okazuje się że wcale nie jest taki straszny. myślę, że tak samo jest w gimnazjach i szkołach średnich. pomagam córce sąsiadów z angielskim w podstawówce i tak nudnego i źle napisanego podręcznika jaki ma ta dziewczynka to ja już dawno nie widziałam, a pani leci z tematem i ma w poważaniu czy dzieci nadążają z nową regułą gramatyczną na każdych zajęciach.
    reasumując: poziom wiedzy młodych ludzi jest niższy niż nasz w ich wieku, ale moim zdaniem to wina przede wszystkim sposobu nauczania i traktowania szkołay jako zło konieczne przez uczniów, rodziców i nauczycieli.
  • drinkit 25.03.11, 14:10
    Gdy do mnie na korepetycje zaczęli przychodzić ludzie po nowej maturze to zauważyłam jak bardzo poziom wiedzy ogólnej się zmniejszył. Minimalny background, za to interesują ich wyłącznie praktyczne wycinki wiedzy, której mogą użyć tu i teraz. Co z tego że potrafią robić rzeczy "praktyczne" (chyba o to chodziło w reformie szkolnictwa), jak nie potrafią poszczególnych faktów połączyć ze sobą, ani odnieść ich do szerszego kontekstu. Ja tam stara szkoła jestem: myślenie logiczne + umiejętności praktyczne + wiedza ogólna systematycznie nabywana.
  • kobieta_z_polnocy 25.03.11, 14:32
    Ja bardzo ostrożnie podchodzę do opinii typu "kiedyś było lepiej". A już w temacie edukacji szczególnie.

    Mam wrażenie, że - nie pomijając problemów i błędów - jest to w dużej mierze dyskurs. Zawsze i wszędzie się narzekało na młodych ludzi, a za naszych czasów oczywiście trawa była zieleńsza.

    Przyznam, że jakoś nie widzę w pokoleniu 40, 50+ latków tych wspaniałych owoców lepszej edukacji. Z tego co ja pamiętam (szkoła jeszcze bez gimnazjów), moja edukacja ograniczała się do kucia na pamięć mnóstwa niepotrzebnych szczegółów. Czy to rzeczywiście było lepsze niż to co teraz?

    Nie wiem o jakiej grupie mówimy. Studenci to nie to samo co licealiści. Również rodzaj uczelni wyższej ma znaczenie. Styczności ze stereotypowymi studentami prywatnych uczelni w Pcimiu Dolnym w zasadzie nie mam, to trochę odrębna grupa od mojej.

    I tak jak teraz studenci podobno nie potrafią napisać naukowego tekstu, tak nie potrafili tego również 10, 20 lat temu.

    Na marginesie: tu gdzie mieszkam też marudzi się niezwykle na zmiany w edukacji. Ma się wrażenie, że młodych ludzi nikt niczego nie uczy i zmierzamy wprost ku katastrofie. Wnioskuję z tego, może mylnie, że narzekanie nt. edukacji to nośny temat w każdej szerokości geograficznej, co daje trochę do myślenia.
  • sarah_black38 25.03.11, 20:04
    Częściowo to wina systemu. Jak ja chodziłam do podstawówki to w programie było 6-7 godzin tygodniowo j. polskiego ( nie było dnia bez ojczystego języka), tyle samo matematyki, biologii, geografii po 2 godziny/tydzień od czwartej klasy, fizyki od szóstej klasy 2 godz./tydzień , chemii po 2 lekcje zdaje się od siódmej klasy.Historii również uczono od czwartej klasy. Godzin było dużo, materiału też.

    Obecnie w gimnazjum ( nie wiem jak w podstawówce) j.polskiego jest mniej, matematyki również ( 4-godziny/tydzień), a z biologią, fizyką, chemią czy geografią to już całkowita żenada - cztery godziny w trzyletnim cyklu kształcenia. Czyli 1 godzina tygodniowo, w jednej klasie - 2.

    Nic dziwnego , że ów student czyta mapę do góry nogami i kierunków nie potrafi wskazać. O kierunkach w terenie litościwie nie wspomnę ... Bo kiedy miał się tego nauczyć? W gimnazjum liznął wiedzy, w liceum być może był w klasie z rozszerzoną fizyką lub matematyką. I nie było kiedy, tak po prostu ...

    Druga przyczyna leży w samych uczniach ... młodzież w większości nie czyta, nie uczy się , ściąganie ciągle jest w modzie.

    Obecnie studentów jest więcej, upowszechniło się szkolnictwo wyższe, a zatem ilość nie idzie w parze z jakością.

    Co do pokolenia 40, 50- latków - dwa lata temu byłam na spotkaniu klasowym ( ósma klasa rocznik '83). Był również nasz wychowawca. Każdy powiedział kilka słów o sobie. Na dwadzieścia kilka osób tylko dwie skończyło studia wyższe. Pamiętam,że do liceum szło tylko kilka osób ( ci z samymi piątkami), uczniowie z czwórkowym świadectwem wybierali technika, pozostali szli do szkoły zawodowej. Była jakaś taka naturalna selekcja. Dziś do liceum idzie prawie każdy, szkolnictwo zawodowe jakże potrzebne upada. Stąd też produkcja, a raczej nadprodukcja ludzi z wyższym wykształceniem ( o różnej jakości) , którzy nie mogą znaleźć pracy w zawodzie...
    --
    Poddasze...

    brawo
  • aretahebanowska 25.03.11, 20:23
    No to teraz ja trochę napiszę. Pracuję na uczelni, która nie walczy o studenta. Limity, o ile się nie mylę, są (w pewnych granicach) narzucane przez ministerstwo. Mamy od lat, z grubsza tę samą liczbę studentów. Więc teoretycznie selekcja jakaś jest. Ale to teoria. Nic tu po selekcji, jak nie ma z kogo wybierać. Najpierw gimnazja, a potem nowa matura skutecznie wpłynęły na to jakich ludzi teraz dostajemy. Ja osobiście nic do nich nie mam. Jest wśród nich kupa fajnych osób. Fajnych i inteligentnych, ale niestety to nie jest warunek wystarczający do studiowania u nas. Schematyczność w przyswajaniu wiedzy, brak elastyczności, brak wyobraźni, niezdolność do skupienia się na analizie danego zjawiska (lub niechęć), fragmentaryczność wiedzy i brak zdolności do syntezy. Nieumiejętność przekazania wiedzy, nawet jeśli się ją posiada. W dodatku przyzwyczajeni są do podawania wszystkiego na tacy. Wszystko musi być podyktowane, narysowane, strony w książce ściśle określone i najlepiej nie za dużo. Kompletny brak umiejętności jeśli chodzi o samodzielne wyszukiwanie informacji - jedyne źródło to internet, a z niego najlepiej Wikipedia (w mojej dziedzinie to niestety nie plus). Najgorsze z tego wszystkiego, że to nie ich wina. Nikt ich tego wcześniej nie nauczył i nie wymagał. Niestety, z roku na rok coraz więcej osób ma problemy z naszym przedmiotem i obawiam się, że będzie coraz gorzej. Gdybym miała, w tej chwili, stawiać takie wymagania jakie stawialiśmy np. 15 lat temu (mówię o poziomie trudności a nie zakresie materiału bo ten, z oczywistych względów, uległ zmianie) to byłoby jeszcze gorzej.
    A co do dawnych prac magisterskich. Ja swoją robiłam przez prawie 2,5 roku. Nie mówię tu o pisaniu, bo to akurat poszło dość szybko. Jak teraz można zrobić porządną pracę magisterską czy licencjacką? Nie wiem. To chyba po prostu niemożliwe.
  • 5justi 21.12.13, 12:15
    no i tu właśnie jest problem!

    NIKT NIGDY tak do końca NIC od dzieciaków nie wymaga!
    stąd wszystkie problemy...
    dzieci się nie uczą absolutnie niczego, nie czytają książek, wszystko jest podane na tacy, oglądają w nadmiarze tv - która nie pomaga rozwijać wyobraźni.
    rodzice nie mają czasu by rozmawiać z dziećmi, poczytać im bajek.
    nie ma szacunku do szkoły, nauczycieli.
    olewa się obowiązki.
    i rosną takie pokolenia wychowywane bezstresowo i przepychane z klasy do klasy.
    i czemu potem się wszyscy dziwią, że młodzież taka a nie inna?
  • cruzbos 25.03.11, 20:31
    Jak porównuję swoje szkoły ze szkołami córek (obecnie 1 kl gimnazjum i 2 kl liceum) to te drugie wychodzą zdecydowanie na plus. Zaznaczam, że mogę się wypowiedzieć tylko na podstawie indywidualnego doświadczenia i jest to opinia subiektywna.
    Ja się uczyłam wielu rzeczy na pamięć, bez zrozumienia, wielu nawet przydatnych w życiu rzeczy nie umiem, po prostu nie pamiętam mimo że się kiedyś tego uczyłam, a uczennicą byłam piątkową. Nie wiem, może trafiłam na kiepskich nauczycieli. Moje córki mam wrażenie mają większą wiedzę w różnych dziedzinach niż ja w ich wieku, potrafią wykorzystać ją w praktyce, w rozmowie. W ogóle można z nimi całkiem mądrze porozmawiać, mają swoje zdanie na tematy polityczne, społeczne - jest to mz też zasługa szkoły (wos, przesiębiorczość, po, lekcje wychowawcze).
    Nauczyciele są teraz mniej skostniali, bardziej skłonni do ciekawszego uczenia, lekcje są bardziej urozmaicone, zadania domowe również. Ja mogę powiedzieć, że w całej swojej edukacji miałam 2 świetne nauczycielki, historii w podstawówce i w liceum. Moje córki są wręcz zachwycone wieloma swoimi nauczycielami. Ich nauczeciele są bardziej dostępni dla uczniów, podchodzą bardziej indywidualnie, prowadzą konsultacje, kółka zainteresowań, przygotowują do olimpiad, jeżdżą na wycieczki (jednodniowe, do teatru, do muzem, do galerii) na pewno częściej niż za moich czasów, prowadzą ciekawe lekcje wychowawcze. Z mojego jako matki pkt widzenia są chętni do spotkań z rodzicami i wspólnego działania w razie problemów wychowawczych czy z nauką.
    Jest więcej różnorodnych zajęć dodatkowych, a to rozwija dzieci nie tylko "naukowo". Nie pamiętam tego zbyt dużo ze swoich szkół. Moje córki chodziły i chodzą za darmo na wiele zajęć w szkole: kółka plastyczne, matematyczne, przyrodnicze, historyczne, informatyczne, turystyczne, teatralne, szachy, sksy (treningi piłki ręcznej, wyjazdy na zawody), "chór" fletowy, dodatkowe języki. Szkoły ogranizuję mnóstwo konkursów, angażują się w wiele akcji, ogólnie każdy znajdzie coś dla siebie. Również w-f jest dużo lepiej prowadzony niż kiedyś, szkoły mają lepszy sprzęt, więcej boisk, jeżdżą na basen.
    Poziom nauczania języków obcych jest o wiele wyższy, więcej godzin tygodniowo, lepiej przygotowani nauczyciele. Ja się w szkole uczyłam rosyjskiego, a i tak niewiele umiem, w liceum przez 4 lata łacina i też już mało pamiętam. Jak ja zdawałam maturę z angielskiego (a zdałam na 5!) po 4 latach nauki w liceum 2 lub 3 godziny w tygodniu to byłam mniej więcej na takim poziomie jak moje córki po 6 kl podstawówki (angielski od 1 kl).
    Mówi się, że teraz dzieci mniej piszą dużych prac w szkole i nie umieją się wypowiadać. Ja twierdzę wręcz odwrotnie, prace pisemne w klasie po każdej omawianej lekturze już w podstawówce, wypracowania zadawane do domu. Moja córka w liceum w kl mat-geo, gdzie j.polski jest tylko na poziomie podstawowym pisze chyba więcej prac (i czyta więcej lektur) niż ja w kl humanistycznej (a podobno mieliśmy najlepszą nauczycielkę polskiego w szkole, liceum w pierwszej piątce ówczesnych najlepszych w moim mieście).
    Ogólnie poziom nauczania jest chyba wyższy, dokładnie określone i bardziej wyśrubowane normy do spełnienia dla każdej oceny. W moim liceum to było często widzimisię nauczycieli, niektórzy uczniowie jechali po prostu na dobrej opini i zbierali same piątki.
    Co do matury to nawet nie wiem czy mogę to pisać, bo może mi dyplom odbiorąbig_grin O poziomie z j.ang wyżej. Mieliśmy nakaz, żeby wszyscy mieli te same długopisy, ten sam kolor, żeby nauczyciele w razie czego mogli coś poprawić. Oczywiście chodzili między stolikami i podpowiadali jak ktoś coś źle wyliczył na matmie np. Ściągi mieli wszyscy najczęściej ukryte w maskotkach. Na ustnej nauczyciele naprowadzali na dobrą odpowiedź, dopowiadali sobie sami część odpowiedzi. Wątpię, żeby to teraz było możliwe.
    Co do niższego poziomu obecnych maturzystów, to myślę, że po prostu nauczyciele akademiccy jeszcze się nie dostosowali do zmian w systemie edukacji. Wydaje im się, że młodzież powinna umieć to samo, co kiedyś po liceum. I nadal wg tego stanu wiedzy chcą uczyć. A program liceum zmienił się totalnie, więc trzeba też gruntownie zmienić, a właściewie
    od nowa napisać programy studiów, uwzględniając również nowy podział 3 lata licencjat + 2 lata magisterka.
  • aretahebanowska 25.03.11, 20:53
    > Co do niższego poziomu obecnych maturzystów, to myślę, że po prostu nauczyciele
    > akademiccy jeszcze się nie dostosowali do zmian w systemie edukacji. Wydaje im
    > się, że młodzież powinna umieć to samo, co kiedyś po liceum. I nadal wg tego s
    > tanu wiedzy chcą uczyć. A program liceum zmienił się totalnie, więc trzeba też
    > gruntownie zmienić, a właściewie
    Ja nie mogę dostosować programu nauczania z mojego przedmiotu do poziomu studentów, bo to niestety oni muszą dostosować swój poziom. Muszą posiadać odpowiedni zakres wiedzy z tego przedmiotu i tyle. Inaczej nie będą mogli parę lat porządnie wykonywać swojej pracy (podkreślam słowo porządnie, bo jest ono ważne). I akurat nasz program się zmienia, ale dlatego, że ta dziedzina szybko się rozwija. I to studenci muszą sie do tego dostosować.
  • esr-esr 25.03.11, 21:14
    dokładnie tak - jak dostosować program nauczania przedmiotów ścisłych gdy dzisiejsi maturzyści mają bardzo duże braki w wiedzy matematycznej i fizycznej? kto i kiedy ma to nadrobić? uczelnia? wtedy trzeba by wydłużyć studia o rok żeby wyłożyć brakujące tematy. ja jestem przerażona tym, że 'moi' studenci nie mieli pochodnych bo wszystkie nauki fizyczne w tym momencie leżą i kwiczą. a najgorsze jest to, że zamiast usiąść i się tego nauczyć oni mają pretensje że zajęcia z fizyki są zbyt trudne.
  • mal_gra 25.03.11, 22:00
    ja jestem przerażona tym, że 'moi' studenci nie mieli pochodnych bo wszystkie nauki fizyczne w tym momencie leżą i kwiczą.
    hola hola. to akurat pamietam doskonale- pierwszą rzecza, ktorej sie uczylam OD ZERA na matematyce na studiach ekonomicznych były pochodne i całki- ich tez nie bylo w programie- a byłam w liceum w latach 88-92.
    moi studenci np informatyki narzekają, że pierwsza rzeczą, która słysza na zajeciach jest że maja zapomniec tego , czego sie uczyli w szkole. narzekają też, że uważa się że tego czego nie mieli w szkole a w ocenie wykładowcow, ktorzy NIE MAJA ZIELONEGO POJECIA O PROGRAMACH nauczania w szkołach, maja sie po prostu sami douczyc! przeciez jest to paranoja- chyba by warto jednak tym studentom pomoc??? a przynajmniej dostosować program ilośc godzi na przedmiot do realiów ( kosztem przedmiotów, ktore nie maja dla nich zadnego znaczenia)
  • aretahebanowska 26.03.11, 00:45
    pierwszą rzecza, ktorej sie uczylam OD
    > ZERA na matematyce na studiach ekonomicznych były pochodne i całki- ich tez ni
    > e bylo w programie- a byłam w liceum w latach 88-92.
    To akurat dla mnie dziwne. Ja chodziłam do liceum w latach 86-90 i pamiętam, że całki i pochodne były. Byłam w biol-chem.
  • morekac 26.03.11, 08:13
    Byłam mniej więcej w tym samym czasie w mat-fiz- tam całki i pochodne były. Ale klasa ogólna i humanistyczna ich nie miała.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • agmusz 26.03.11, 10:23
    oj niesmile Podstawa programowa wówczas zawierała pochodne, natomiast całki juz do dyspozycji nauczyciela,- za wyjątkiem mat-fiz, gdzie były obowiązkowe.
    Obecnie pochodne tylko w mat-fiz, całki jak nauczyciel pasjonat i swój czas prywatny poświęci.
    --
    Pozdrawiamy
    Agnieszka i Dominka (25.06.03)
    "Umysł dziecka- las, którego wierzchołki lekko się poruszają, gałęzie splatają, liście drżąc dotykają"
  • mal_gra 26.03.11, 10:42
    oj, nie moja droga. skonczyłam na rachunku prawdopodobienstwa, zapewniam cie. pochodne były wprowadzane jako NOWY materiał na I roku studiów.
  • agmusz 27.03.11, 12:24
    może skończyłaś technikum albo liceum zawodowe, ew. Twój nauczyciel nie zrealizował podstawy programowej dla liceum ogólnokształcącego (w technikum i liceum zawodowym była inna, stąd inne zadania na maturze).
    --
    Pozdrawiamy
    Agnieszka i Dominka (25.06.03)
    "Umysł dziecka- las, którego wierzchołki lekko się poruszają, gałęzie splatają, liście drżąc dotykają"
  • mal_gra 26.03.11, 08:31
    byłam w klasie ogólnejsmile
  • kocianna 26.03.11, 09:04
    O tempora, o mores!
    Zakrzyknięto ok. 2000 lat temu. Mówiono co prawda o korupcji, a nie o młodzieży, ale generalnie krytykowano zepsucie obyczajów. Każde pokolenie opowiada, że za "moich czasów", a cywilizacja jednak jakoś nie chyli się ku upadkowi.

    Kiedy studiowałam, też nas krytykowano, że niewiele umiemy, że nie znamy łaciny - i jak w ogóle można bez łaciny mieć średnie wykształcenie (ja w klasie ogólnej nie miałam, moja siostra na studia poszła po technikum - jaka łacina???), że zdolność logicznego myślenia, pamięciowego opanowania materiału leży i kwiczy... - a skończyłam jedno z najlepszych wówczas w kraju liceów, byłam laureatką olimpiady i w ogóle uważałam się za dość inteligentną i umiejącą się uczyć osobę.

    A teraz - tak, zmieniono program, zmieniono podejście do uczenia. Dziś nauka zaczyna się tam, gdzie kończy się google smile Dziś mój uczeń (upraszczam) nie musi wiedzieć, kiedy była bitwa pod Grunwaldem. Ma umieć znaleźć źródło, w którym się tego dowie, i przeczytać to źródło ze zrozumieniem, czyli - również znać ogólny kontekst historyczny. Dziś uczeń nie musi znać różnicy między pytaniem o rzeczownik policzalny a niepoliczalny, tylko ma umieć się dogadać. Wszystko jedno, czy zapyta w kontekście sytuacyjnym "how much" czy "how many", jeśli na swoje pytanie uzyska odpowiedź.

    Matura na poziomie rozszerzonym, zamieniająca egzaminy wstępne, naprawdę nie jest łatwa, i naprawdę wymaga od zdającego nie tylko dość szerokiej wiedzy, ale i umiejętności. Które... nie są wykorzystywane na studiach, bo uczelnie nie poszły za reformą szkolnictwa. A reforma miała na celu dostosowanie tego, co człowiek wynosi ze szkoły, do wymagań współczesnego świata.

    Kto z nas pracuje w wyuczonym zawodzie? Kto nie zmienił ani razu pracy czy choćby zakresu obowiązków? Kto nie musi się BEZ przerwy czegoś uczyć, w formalny czy nieformalny sposób?
    I - z ręką na sercu - kto swojego zawodu nauczył się na studiach?
    Bo ja nie.
    Powiem więcej - cała podstawa teoretyczna, która miała mnie przygotować do praktyki, była o kant tyłka potłuc. Również dlatego, że w momencie jej podawania była już przestarzała. A studiowałam na "elytarnym" kierunku na "elytarnej" uczelni.
    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Z dzieckiem w Moskwie
  • aretahebanowska 26.03.11, 09:41
    > I - z ręką na sercu - kto swojego zawodu nauczył się na studiach?
    > Bo ja nie.
    > Powiem więcej - cała podstawa teoretyczna, która miała mnie przygotować do prak
    > tyki, była o kant tyłka potłuc. Również dlatego, że w momencie jej podawania by
    > ła już przestarzała. A studiowałam na "elytarnym" kierunku na "elytarnej" uczel
    > ni.

    Widzisz. Ja pracuję na uczelni, która właśnie przygotowuje do zawodu. Bez tego nie da się w tym zawodzie (i pokrewnych) pracować. Uczymy specjalistów tej dziedzinie i ta wiedza jest niezbędna do pracy (mówię tu ogólnie o uczelni). My trzymamy rękę na pulsie, modyfikujemy zakres materiału, z tym że najczęściej go po prostu poszerzamy. Jest tak dlatego, że w większości przypadków to dziedziny bardzo szybko rozwijające się, gdzie nowe fakty potrafią pojawiać się co parę dni. Ale żeby łyknąć nowe rzeczy trzeba mieć dobrze opanowane podstawy. I tego nie ma. Przychodzą do nas (teoretycznie) ludzie ukierunkowani, którzy świadomie (teoretycznie) wybrali ten zawód. Niestety mają coraz większe problemy z nauką bo tych podstaw nie opanowali w szkole, a w dodatku nie nauczono ich jak samemu zdobywać wiedzę, podchodzić krytycznie do podawanych informacji, jak ustalać hierarchię ważności poszczególnych zagadnień. Okazuje się, że wielu rzeczy, których ja się w liceum uczyłam, z tej dziedziny, w programach już nie ma. A to były podstawy. Teraz musimy pędzić z programem, żeby mogli te podstawy opanować i jeszcze trzeba ich nauczyć bardzo wielu nowych, dużo trudniejszych rzeczy. I jest płacz i zgrzytanie zębów. Dodam, że studenci, którzy do nas trafiają, już w liceum, z reguły, wybierają odpowiedni profil.
  • burza4 27.03.11, 19:05
    kocianna napisała:

    > Dziś mój uczeń (upraszczam) nie musi wiedzieć, kiedy była bitwa pod Grunwaldem. Ma umieć znaleźć źródło, w którym się tego dowie, i przeczytać to źródło ze zrozumieniem, czyli - również znać ogólny kontekst historyczny.

    Upraszczam - dziś twój uczeń nie ma cienia powodu, żeby sprawdzić kiedy była bitwa pod Grunwaldem, a kontekst historyczny mu tym bardziej wisi i powiewa, bo nikt tego od niego nie wymaga, więc kończy edukację nie mając zielonego pojęcia nie tylko o Jagiellonach, ale i o II wojnie światowej. Dzieła literatury też sobie wygooglują? Zatrzęsienie maturzystów z klas humanistycznych nie czytało "Pana Tadeusza", co widać było w wątkach parę lat temu, kiedy ten temat się na maturze pojawił.


    Dziś uczeń nie musi znać różnicy między pytaniem o rze
    > czownik policzalny a niepoliczalny, tylko ma umieć się dogadać. Wszystko jedno,
    > czy zapyta w kontekście sytuacyjnym "how much" czy "how many", jeśli na swoje
    > pytanie uzyska odpowiedź.

    Mnie nie satysfakcjonuje konwersacja na poziomie "Kali być, Kali mieć", bo to jest wystarczające dla kogoś, kto szuka pracy w Londynie przy łopacie.

    > Matura na poziomie rozszerzonym, zamieniająca egzaminy wstępne, naprawdę nie je
    > st łatwa, i naprawdę wymaga od zdającego nie tylko dość szerokiej wiedzy, ale i
    > umiejętności.

    Wybacz, ale w to nigdy nie uwierzę - po tym, jak moje dziecko zdało maturę walnąwszy byka, wołającego o pomstę do nieba i dowodzącego że nie ma zielonego pojęcia o utworze, który omawia. I po tym, jak lajtowo rozwaliłam 1/3 testu z geografii na bazie zwykłego myślenia, z resztą się nie mierzyłam, bo z geografią nie miałam do czynienia od 20 lat.

    Po maturach wyczytałam gdzieś komentarz, który idealnie oddaje sedno sprawy, mniej więcej szło to tak: "dzisiejsze matury nie sprawdzają wiedzy, a jedynie to, czy delikwent nie jest ciężko upośledzony".

    Co do studiów - to się zgadzam. W edukacji za mało jest podejścia praktycznego, w sensie przygotowania do zawodu, a wciskane są bezsensowne gnioty, z zerową przydatnością.
  • morekac 27.03.11, 19:18
    kończy edukację nie mając zielonego pojęcia
    > nie tylko o Jagiellonach, ale i o II wojnie światowej.
    Ponad 20 lat temu moja klasa zakończyła historię w okolicach I wojny światowej... Część utworów z literatury streściła nam polonistka. Z informatyki uczniowie umieli więcej od nauczyciela, zaś o matematyce nie wspomnę...
    Żeby nie było: warszawskie lo z obecnej pierwszej 20/30-tki, wówczas też uchodziło za dobre.
    wink

    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • ewa_mama_jasia 21.12.13, 14:13
    No patrz. Liceum w Warszawie, wcale nie z pierwszej 10ki, w zasadzie nie wiem z której pozycji, ponad 20 lat temu. Klasa humanistyczna. Do przedmiotów ścisłych do II klasy włącznie, byli najlepsi nauczyciele w szkole. Dopiero w III nam odpuszczono. Polonistka wymagała znajomości literatury w stopniu wykluczającym nieczytanie. Historyczka wykładając przedmiot wymagała wiadomości dodatkowych, znaliśmy kontekst wszystkiego i w zasadzie od pierwszej klasy byliśmy przygotowywani do omawiania tematu przekrojowo, na zasadzie: przyczyna, przebieg, skutki. I tak z każdym kolejnym tematem. Jedno wiązało się z drugim. Każda wolna lekcja, która się przydarzyła, była "brana" przez nauczycieli przedmiotów maturalnych. Łącznie z 2 godz. kółka mieliśmy w klasie maturalnej po 10 godzin polskiego i historii tygodniowo. Był czas na wyłożenie tematu, dyskusje, referaty własne, obejrzenie filmów tematycznych. Informatyki w programie nie było.
    Może nie zawsze nauczyciel zgodził się z oceną ucznia danego zdarzenia czy motywów postępowania postaci, ale pozwolił przedstawić i była na ten temat dyskusja.
    Ksiądz na religii (pierwszy rok religii w szkole) dyskutował z nami na najbardziej palące tematy : aborcję, eutanazję, rozwody i życie bez ślubu itp.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • gaja78 27.03.11, 22:51
    kocianna napisała:

    > A teraz - tak, zmieniono program, zmieniono podejście do uczenia. Dziś nauka za
    > czyna się tam, gdzie kończy się google smile Dziś mój uczeń (upraszczam) nie musi
    > wiedzieć, kiedy była bitwa pod Grunwaldem. Ma umieć znaleźć źródło, w którym si
    > ę tego dowie, i przeczytać to źródło ze zrozumieniem, czyli - również znać ogól
    > ny kontekst historyczny.

    W dobie internetu potrzebna jest jeszcze umiejętność odsiewania dobrych źródeł informacji od tych bezwartościowych lub przekłamujących rzeczywistość. A do tego jednak potrzebna jest wiedza.


    --
    Bazuna 2011
    Moje dzieci
  • kocianna 28.03.11, 08:38
    A jak zdefiniujesz wiedzę?
    Czego mamy w szkołach uczyć? Jaki produkt (tak, to modne słowo jest obecnie stosowane do absolwenta) mamy uzyskać?

    Bo ja myślę, że obecne PODSTAWY wielu nauk są tak szerokie, że niemożliwością jest podać je w szkole. I tak naprawdę znajomość faktów nie jest we współczesnym świecie konieczna. Konieczne są pewne UMIEJĘTNOŚCI - od tak podstawowej (i niedocenianej) jak czytanie ze zrozumieniem, przez wnioskowanie, wyszukiwanie i ocenianie informacji, łączenie faktów z RÓŻNYCH dziedzin. Oglądam podręcznik do pierwszej klasy podstawówki mojej córki i jestem pełna podziwu - gdyby udało się ten rodzaj myślenia o edukacji utrzymać do końca gimnazjum, byłoby wspaniale.

    Trzeba nauczyć młodego człowieka, jak się uczyć - bo będzie musiał to czynić, w odróżnieniu od pokolenia naszych rodziców, przez całe życie. Można mu też próbować sugerować, czego ma się uczyć, i podpowiadać źródła. Zasygnalizować pewne problemy.

    Radośnie zapomniałam 70% tego, czego wymagano ode mnie w liceum. Pamiętam za to, że , bo żeby zdobyć materiały o pakcie Ribbentrop-Mołotow, musiałam zapisać się do biblioteki wojewódzkiej i po raz pierwszy w życiu wypełnić rewers. Umiem określać style architektoniczne, bo trzeba było samemu opracować wycieczkę poglądową na ten temat i poszukać odpowiednich materiałów. Pamiętam większość organelli, bo kazano nam pójść na lokalną uczelnię i wyżebrać oryginalne zdjęcia z mikroskopu elektronowego. Wtedy moja szkoła uważana była za nowatorską. Dziś zakłada się, że te metody są stosowane w każdej szkole.

    Ani budowa komórki, ani wiedza o II WŚ, ani odróżnianie baroku od klasycyzmu niespecjalnie mi się przydały w życiu. Przydała się za to umiejętność korzystania z dużej biblioteki, organizowania wycieczek i rozmawiania z pracownikami naukowymi.

    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Z dzieckiem w Moskwie
  • aretahebanowska 28.03.11, 08:55
    > Konieczne są pewne UMIEJĘTNOŚCI - od tak podstawowej (i nie
    > docenianej) jak czytanie ze zrozumieniem, przez wnioskowanie, wyszukiwanie i oc
    > enianie informacji, łączenie faktów z RÓŻNYCH dziedzin.
    Problem w tym, że studenci, którzy do nas trafiają nie opanowali tych umiejętności. Gdyby było inaczej to, przy braku znajomości pewnych faktów też byłoby nam trudno ich uczyć, ale na pewno łatwiej niż teraz. A znajomość pewnych podstawowych faktów jest niestety konieczna. Jeśli ktoś zdaje na poziomie rozrzerzonym maturę z chemii a potem okazuje się, że nie rozumie na czym polega zmiana pH lub co to są rekacje utleniania i redukcji, to jest to dla mnie jakaś masakra. A takich studentów znam mnóstwo. Ba, ja spotkałam się z takimi, którzy mieli problem z określeniem czym jest DNA. Nie chodziło mi o odklepanie regułki, której nauczyli się do sprawdzanej wg klucza matury.
  • gaja78 28.03.11, 09:19
    kocianna napisała:

    > Bo ja myślę, że obecne PODSTAWY wielu nauk są tak szerokie, że niemożliwością j
    > est podać je w szkole.

    Bez przesady, nie aż tak szerokie, żeby nie można było ich nauczyć przez co najmniej 2 czy 3 lata nauki w szkole podstawowej i tyle samo w średniej.

    > Konieczne są pewne UMIEJĘTNOŚCI - od tak podstawowej (i nie
    > docenianej) jak czytanie ze zrozumieniem, przez wnioskowanie, wyszukiwanie i oc
    > enianie informacji, łączenie faktów z RÓŻNYCH dziedzin
    .

    Do tego potrzebna jest wiedza podstawowa z danej dziedziny.

    > Ani budowa komórki, ani wiedza o II WŚ, ani odróżnianie baroku od klasycyzmu ni
    > especjalnie mi się przydały w życiu. Przydała się za to umiejętność korzystania
    > z dużej biblioteki, organizowania wycieczek i rozmawiania z pracownikami nauko
    > wymi.
    >

    Jak wybierasz książki w bibliotece ?
    Miejsca na wycieczki ?
    O co pytasz pracownika naukowego ?

    Swoją drogą to lekki nietakt zawracać głowę komukolwiek, żeby opowiedział o czymś, co można znaleźć samodzielnie w książkach. To takie robienie z wiedzy podstawowej jakiegoś rodzaju wiedzy tajemnej, którą tylko pracownik naukowy może wyjaśnić. A to niedobrze, bo tą wiedzą tajemną powinny być wąskie, trudne zagadnienia, których znalezienie w książkach przysparza trudności. Takie awansowanie wiedzy podstawowej do rangi wiedzy tajemnej świadczy o naszym ogłupieniu jako społeczeństwa. Ogłupienie jest szkodliwe. Dzięki ogłupieniu mają się dobrze homeopaci, przeciwnicy mleka, zwolennicy uczulenia na pole elektromagnetyczne i inni specjaliści od magii i teorii spiskowych.

    --
    Bazuna 2011
    Moje dzieci
  • gaja78 28.03.11, 09:25
    przeciwnicy szczepionek, których ogromna rzesza istnieje m.in. dlatego, że znakomita większość ludzi słysząc hasło "rtęć" dostaje gęsiej skórki, nie wnikając w taką "wiedzę tajemną", jak związki rtęci.

    Inna klasyka - badania kliniczne. Brak rozumienia podstaw statystyki prowadzi do tego, że hasło "badania kliniczne" jest niedoceniane czy wręcz spychane na margines teorii spiskowych. Homeopaci robią biznes na ludzkiej niewiedzy.

    Podstawy trzeba znać. Każdej dziedziny. Inaczej nie da się być odpornym na bzdury na co dzień wciskane nam przez innych ludzi.

    --
    Bazuna 2011
    Moje dzieci
  • gaja78 27.03.11, 22:45
    esr-esr napisała:

    > wtedy trzeba by wydłużyć studia o rok żeby wy
    > łożyć brakujące tematy. ja jestem przerażona tym, że 'moi' studenci nie mieli p
    > ochodnych bo wszystkie nauki fizyczne w tym momencie leżą i kwiczą. a najgorsze
    > jest to, że zamiast usiąść i się tego nauczyć oni mają pretensje że zajęcia z
    > fizyki są zbyt trudne.

    Ja się z kolei spotkałam kilka lat temu z takim kwiatkiem, że studenci drugiego roku studiów technicznych mieli problem z określeniem wartości podstawowej funkcji trygonometrycznej dla standardowych, najczęściej wałkowanych wartości typu "pi/2". Rzecz miała miejsce na kierunku dość "elitarny", czyli teoretycznie byli to jedni z najlepszych w obszarze nauk ścisłych w swoim roczniku. Panowie ostatecznie wyciągnęli kalkulator i bez mrugnięcia okiem oświadczyli, że wynik to 0,999.
    Sama nie byłam w czołówce na studiach, ale już ze szkoły średniej (czasy przed reformą) wyniosłam przekonanie, że historia jak powyżej jest z gatunku "pod ziemię bym się zapadła ze wstydu".

    --
    Bazuna 2011
    Moje dzieci
  • sanciasancia 20.12.13, 19:52
    > Ja się z kolei spotkałam kilka lat temu z takim kwiatkiem, że studenci drugiego
    > roku studiów technicznych mieli problem z określeniem wartości podstawowej fun
    > kcji trygonometrycznej dla standardowych, najczęściej wałkowanych wartości typu
    > "pi/2".
    Tacy studenci byli zawsze. Widywałam takie okazy w mojej grupie i 10 lat temu.
    --
    Loitering with content.
  • nangaparbat3 25.03.11, 21:35
    tygodnik.onet.pl/30,0,60775,godne__bo_wygodne,artykul.html
    --
    - Ja mam swoje zdanie, że każdy ma prawo do swojego zdania.
    - Czyli jakie jest pani/pana zdanie?
    - No właśnie, że każdy ma swoje zdanie.
  • mal_gra 25.03.11, 22:02
    czytalam.
    jakos nie jest to dla mnie specjalnie wiarygodna analiza.
    wiele z poruszonych kwestii można by odnieśc do naszego pokolenia.
    ot, taka faza młodości?
    a może szkoła i młodziez sa w w zasadzie od zawsze takie same?
  • kali_pso 26.03.11, 10:01
    > wiele z poruszonych kwestii można by odnieśc do naszego pokolenia.

    O dokładnie, jakbym o ematce czytaławinkp
    --
    "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko zobaczy światło egzystencji"

    Andreas Corelli
  • nangaparbat3 26.03.11, 10:45
    kali_pso napisała:

    > O dokładnie, jakbym o ematce czytaławinkp

    O! Właśnie o to mi chodziło, dokładnie takie miałam wrażenie czytając.
    Będę powtarzać (za moją przyjaciółką) do znudzenia: młodzież to nie desant spuszczony przez kosmitów.

    --
    - Ja mam swoje zdanie, że każdy ma prawo do swojego zdania.
    - Czyli jakie jest pani/pana zdanie?
    - No właśnie, że każdy ma swoje zdanie.
  • aniorek 25.03.11, 21:49
    Rany, jakie marudzenie, ze to nowe pokolenie to takie niewyksztalcone. Stara zgredziala spiewka, ziew. Zawsze to samo i ach ta dzisiejsza mlodziez.

    Troche wiecej wiary w ludzi, pokolenie waszych dzieci na 100% bedzie madrzejsze od was, obojetnie czy sie z tym teraz zgadzacie, czy nie.
  • mal_gra 25.03.11, 22:04
    pokolenie waszych dzieci na 100% bedzie madrzejsze od was, obojetnie czy sie z tym teraz zgadzacie, czy nie.

    noo, zgadzam się big_grin
    własnie mam takie same wrażenie- odwieczny problem- ja w twoim wieku.....
  • prigi 26.03.11, 14:16
    nie czytałam całości, więc możliwe, że się powtórzę.
    przez ok 1 rok dawałam korepetycje z matematyki dziewczynie (przełom ostatniej klasy podstawówki i pierwszej klasy gimnazjum). szczerze mówiąc byłam i jestem załamana zarówno jej poziomem wiedzy, jaki sobą repezentuje, jak i również poziomem wymaganym w szkole.
    owszem dziewczę nie było zbyt lotne, ale wytłumaczcie mi jak dotarła do gimnazjum z całkiem dobrymi ocenami nie potrafiąc czytać cyfr tysięcznych, że o większych nie wspomnę. na zegarku się nie zna, ułamki zwykłe leżą i kwiczą, wzorów na figury płaskie nie zna itd. dziewczyna głupia nie jest, ale gdzieś po drodze nauczyła się, że wiedzę zdobytą należy szybko i skutecznie wyrzucić z głowy. a matematyk nie zawraca sobie głowy tym, że w wyrazie mózg uczennica robi 3 błędy ortograficzneuncertain nie ma łączności pomiędzy przedmiotami i wyciągania konsekwencji płynących z olewania tematów.
    przyznaję, że owszem, wkładano nam mnóstwo wiedzy do głowy, niekoniecznie potrzebnej, ale teraz panuje całkowite odwrócenie-Pitagoras gdzieś kiedyś w przyszłości, nie daj Boże dziewczyna zrobi zadanie wyprzedzając program (akurat nauczyłam ją metody, która wprowadzona była chyba ca.0.5 roku później, ale szybko ją zrozumiała i wolała ją stosowac do wyliczeń niż tą jedyną słuszną), ba! wynik jest dobry i tok myślenia też, to i tak punktów 0, bo miała wyliczyć zadanie inaczej. tak więc indywidualizm i myślenie dalej nie są mile widziane.

    mam tylko nadzieję, że z innymi przedmiotami jest zdecydowanie lepiej

    --
    Każdy z rodziców ma w sobie coś z masochisty i mordercy
  • morekac 26.03.11, 22:27
    Wiesz, ci, co umieją matematykę, z reguły nie potrzebują korków. wink
    Godzin matematyki jest teraz chyba mniej niż dawniej - to się nie utrwala.
    Inna sprawa, że w dawnych dobrych czasach weryfikacja stopni następowała 2 lata później.

    m
    > atematyk nie zawraca sobie głowy tym, że w wyrazie mózg uczennica robi 3 błędy
    > ortograficzne
    musk napisała? może ona dyslektyczka jest? Co poniekąd może tłumaczyć zegarek, nieczytanie cyfr tysięcznych i problemy z ułamkami.
    --
    -------------------------------------------------------------
    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
  • kunnegunnda 27.03.11, 09:43
    swoja droga poczatek gimnazjum- czyli 6-7 klasa., tak?
    oj, a ja pamietam mase osob, ktore mialy klopoty z ulamkami i matma ogolnie- pokonczyly jakies technika/szkoly zawodowe i juz. przepychane z klasy do klasy wcesniej.
    wg was wszyscy mieli dawniej material opanowany i nie zdarzały sie takie osoby? hmmm, w mojej zwykłej podstawówce było mnóstwo takich.
  • joxanna 26.03.11, 22:07
    Ja napiszę z trochę innej beczki. Jestem na etapie wybierania szkoły podstawowej. Obejrzałam, popytałam, poznałam 4. 1 bardzo dobrą i 3 przeciętne - przeciętne wyniki, bardzo średnia dzielnica. I (nie zlinczujcie mnie!) nie dość, że są dobrze przygotowane na przyjęcie 6-latków, to jeszcze wyszłam z poczuciem, że są dużo bardziej przyjazne niż za moich czasów. Wiem, wierzę, że dzieci są zaopiekowane, obtroszczone, lubią swoją szkołę i żaden woźny nie wyskoczy na maluchy z wrzaskiem 'gdzie juniorki durniu' i myśli się o tych dzieciach - o ich możliwościach odnośnie czasu, materiału, cierpliwości. O tym jak je pozytywnie nastroić do szkoły od początku. O tym jak sobie radzić z problemami - i szkoły w mojej dzielnicy otwarcie mówią o problemach.

    Z materiałem - mam problem, bo rzeczywistość tak się zmieniła, że nie wiem, czy nasze kształcenie w ogóle można porównywać do dzisiejszego. U nas chodziło nie o umiejętności, ale o taką trochę bardziej erudycję - wbijaną niestety na pamięć bezrozumnie. Teraz szkoła ma ambicje być praktyczna - no i fajnie, być może dzisiejszy świat tego potrzebuje, ale gdzieś szkoda iluś książek przeczytanych w całoścismile itp.

    Super, że dużo można znaleźć w googlach, ale dyskusja - co powinien obejmować ten powszechny kontekst kulturowy. Mnie się wydaje, że to jest bardzo ograniczone - sądząc po rozmowach z moich licealnym bratankiem, skądinąd bardzo oczytanym i błyskotliwym. On też twierdzi, że nie ma sensu uczyć się np. podstawowych faktów historycznych, bo można znaleźć w internecie - ale potem nie łapie żartów, które wymagają podstawowej znajomości historii - paru dat i nazwisk.

    Ktoś tu napisał, że nie pracuje w zawodzie i pracę zmieniał wiele razy. Dla mnie to jest tylko świadectwo dużej elastyczności i świetnego przystosowania do życia! Czyli dawna szkoła nie była aż taka zła.

    --
    Marta 12/2005
    Szymon 01/2008
    Jakub 07/2010
  • burza4 27.03.11, 18:46
    Cóż, osobiście uważam, że moja córka kończąc liceum prezentowała poziom wiedzy ogólnej porównywalny ze mną za czasów podstawówki. Jej wiedza o literaturze, znajomość dzieł z kanonu, czy znajomość historii jest żenująca, mimo że liceum niezłe.
  • jkl13 28.03.11, 12:37
    Ja może wypowiem się o studiach, bo syna mam dopiero w zerówce, choć i tak jego szkoła podoba mi się ona bardziej niż moja edukacja wczesnoszkolna.
    Gdy kończyłam studia (ponad 10 lat temu) na rynku pracy panowało przekonanie, że dobry pracownik to pracownik z mgr przed nazwiskiem. Stąd każdy, kto szukał innej pracy niż fizyczna, musiał się tym mgr wylegitymować. W naszej miejscowości dotyczyło to nawet ludzi chcących pracować na kasach w "ekskluzywnym" sklepie typu empik. Dlatego ludzie szli na studia nie dla wiedzy, a dla papierka. I stąd też zapewne taka liczba "szkół wyższych tego i owego" - gdzieś ci ludzie tego mgr musieli zdobyć. Podobnie u mnie w prcy - pracuję w urzędzie, gdzie na większości stanowisk wystarczyłaby biegła obsługa komputera, poprawna ortografia i umiejętnośc logicznego myślenia. Czyli człowiek ze średnim wykształceniem, ale kumaty, poradziłby sobie znakomicie. Ale nie - prezes wymyślił, że każdy ma mieć mgr przed nazwiskiem. I ludzie - nie chcąc stracić pracy - poszli na byle jakie studia, gwarantujące im otrzymanie tego mgr po 5 latach płacenia. Wiedza zdobyta na studiach nikomu tak naprawdę nie była potrzebna w pracy, więc i o nią nie zabiegali. Efekt - setki "absolwentów" dla papierka, podwyższających tylko statystykę osób kończacych cyle jakie uczelnie.

    Z drugiej strony jest mój mąż - gdy kończył informtykę, dla zdobycia pracy wystarczal mu tytuł inżyniera. Na studiach i tak niczego się nie nauczył - bo program nauki nie nadązał za zmianami w tej dziedzinie, ale męczył się tylko 3 lata. teraz postanowił się przekwalifikować - studiuje budownictwo, chce projektować drogi. Ale tym razem zmiana przepisów zmusza go do studiów magisterskich, bo z tytułem inżyniera nie może zrobić żadnych uprawnień. A bez uprawnien nie może pracować w zawodzie. I znowu - ponieważ współpracuje już z biurem projektowym wie, że "wiedza" zdobyta na uczelni w żaden sposób nie przyda mu się w późniejszej pracy, bo na kierunku drogowym z projektowania drogowego mają 1 przedmiot na semestr, reszta to zagadnienia ogóle (typu konstrukcje żelbetowe), w ogóle niepotrzebne w przyszłej pracy. A więc znowu odbębnia studia, tylko tym razem 7-letnie, bo uczelnia sudentów zaocznych postanowiła doić 7 lat, zanim zdobędą tytuł mgr.

    Wniosek - niewiele jest w kraju uczelni i kierunków, chcących wykształcić prawdziwych fachowców. Większośc studentów wiedzę zdobywa już podczas pracy, a studia służa im tylko do zdobycia papierka. Dlatego jaka uczelnia - tacy studenci i absolwenci.
  • vi_san 20.12.13, 19:32
    Obecną edukację [niestety] najlepiej kwitują słowa polonistki i wychowawczyni mojej bratanicy, słyszane przeze mnie "na własne uszy". Po pierwszej lekcji w klasie maturalnej nauczycielka oznajmiła: "Wy nie macie umieć, wy nie macie myśleć! Wy macie zdać testy! I tylko to mnie interesuje."...
    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • srubokretka 20.12.13, 19:45
    To sie nauczysz nizaleznie od uczelni. Tak bylo zawsze i wszedzie. Zwlaszcza teraz, jak jest taki latwy dostep do materialow, informacji. Doswiadczenia chemiczne juz 6 latki moga swobodnie wykonywac... Idziesz do sklepu, kupujesz zestaw i gotowe. Tylko zeby sie chcialo.
    Gdyby szkoly byly lepsze w przeszlosci, to takiego postepu by nie bylo. Ne ma nad czym sie zastanawiac.
  • sanciasancia 20.12.13, 19:50
    Z moich doświadczeń wynika, że studenci są daleko bardziej wymagający niż kiedyś i trzeba ich przekonać, dlaczego ta a nie inna wiedza jest warta przyswojenia. Trochę się trzeba czasem przy tym nagimnastykować. Profesorom starej daty trudno się czasem z tym pogodzić.
    --
    Loitering with content.
  • morekac 20.12.13, 20:06
    Doskonale pamiętam narzekania, że studenci niczego nie umieją, nie to co dawniej. Było to ćwierć wieku temu - podejrzewam więc, że narzekania profesorskie są niezależne od poziomu studentów.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • rozwielitka3 20.12.13, 20:19
    Szkoła teraz nie uczy fatalnie, tylko inaczej. Podręczniki są lepsze, nie przeładowane, z ilustracjami, są fajne zeszyty ćwiczeń, no i wlaśnie uczeń ma wszystko na gotowe. Nie trzeba przepisywać lekcji bo się skseruje, nie czyta się książek ( niestety prawie wcale nie czytają tylko siedzą w necie) co powoduje, że jeden mój 6-klasista nie umie czytać - składa sylaby i bardzo słabo piszą. Jak mają napisać dłuzszą notatkę do zeszytu (myśmy rocznik 77 pisali trzy razy więcej) nawet najlepsi uczniowie próbują oponowaćwink. Z roku na rok to pokolenie internetowo-obrazkowe, tak je nazywam, ma coraz mniejszy zakres wiedzy, to obserwuję w klasie 4 sp, ale koleżanki w klasie 1 też podzielają moje zdanie. Podsumowując dzieci są coraz bardziej leniwe, mało dociekliwe, chcą wszystko na gotowo.
    Nie wszyscy nauczyciele uczą pod testy.
  • kol.3 20.12.13, 22:51
    Tak, rozwija się cywilizacja obrazkowa.
  • kol.3 20.12.13, 23:06
    Można to porównać na podstawie filologii obcojęzycznych. Dawniej większą część kadry na filologiach obcych stanowili pracownicy naukowi zagranicznych uczelni, pracujący na paroletnich kontraktach. Nie było mowy, aby zajęcia praktyczne z języka prowadził Polak.

    Z tego co słyszę obecnie na filologii obcej w całym instytucie są 2-3 osoby z kraju języka, którego się uczy, niekoniecznie pracownicy naukowi, czasem kompletni amatorzy jeśli chodzi o nauczanie, reszta to Polacy. Języka praktycznego uczą Polacy.

    Ja już nie mówię o tragicznym programie nauczania, który nijak nie przystaje do potrzeb
    rynku pracy. Sporo absolwentów filologi obcych idzie do biznesu, do handlu zagranicznego, do instytucji publicznych. Brakuje im umiejętności napisania listu biznesowego, napisania prostego zaproszenia na targi, napisania prostej umowy, kontraktu.
    Programy nauczania jak były, tak i są przeładowane akademickimi pierdołami, które nigdy nikomu do niczego nie będą potrzebne. Przez całe lata nikt tego nie analizuje i nie wyciąga wniosków. Mam wrażenie że nie ma także żadnej kontroli poziomu prowadzenia zajęć przez władze instytutów, katedr, uczelni.
  • asia_i_p 21.12.13, 20:22
    W mojej dziedzinie - językach obcych - o niebo lepsza.
    Moi uczniowie w liceum mówią lepiej niż ja mówiłam na początku studiów, a dostałam się na w sumie niezły Uniwersytet - Wrocławski i wcale nie z listy rezerwowej.
    --
    Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

    Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
  • simply_z 21.12.13, 21:24
    niestety poziom jest niski...zresztą to czasami widac na forach.
    Piszą świergoczące ,wszystko zdrabniające panienki o włoskach ,cerze ,ząbkach itd. a ich poziom intelektualny leży

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.