• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Brak instynktu macierzynskiego Dodaj do ulubionych

  • 16.06.11, 05:58
    Ciekawi mnie jak powszechny jest brak instynktu macierzynskiego. Dla mnie dziecii rodzina zawsze byly trescia zycia w tym sensie ze nie wyobrazam sobie ich nie miec (co nie znaczy ze nie zajmuje sie niczym innym bo zajec poza-domowych mam az nadto), przewiduje ze bardzo trudny bedzie kiedys dla mnie okres wyfruwania dzieci z gniazda dzieci. Natomiast mam dwie kolezanki ktore nie chca nigdy miec dzieci, obie mezatki z pewnym stazem.

    Jedna ma nieciekawa historie rodzinna - ojciec hazardzista dal noge jak miala chyba z 12 lat, matka i brat od lat zmagaja sie z ciezka depresja, , ona mowi wiec ze cale zycie im matkowala i wystarczy. Pozatym szalenie sympatyczna i zawsze pogodna dziewczyna. Druga - odkad pamietam zawsze chciala byc pepkiem swiata i cierpiala gdy nie byla na pierwszym planie. Otwarcie mowi ze w zyciu nie chce dzieci bo sa obrzydliwe a centrum swiata jej meza ma byc ona sama. jej maz za to wydaje sie stworzony do bycia ojcem, dzieci go uwielbiaja i on wydaje sie je tez.

    I tak sie zastanawiam skad sie bierze brak instynkt macierzynskiego u kobiety? Nie zebym nie akceptowala ich wyboru bo dla mnie to rybka czy beda mieli te dzieci czy nie. Ale pamietam tez czasy kiedy podczas studiow pracowalam w domach starcow i zawsze najbardziej mi zal bylo tych ludzi ktorzy byli bezdzietni. Znajomi powymierali, a oni czekali na swoja kolej w samotnosci...Wiadomo tez ze posiadanie dzieci nie musi gwarantowac lepszej starosci, chodzi mi bardziej o to ze w pewnym momencie nie zostaje na swiecie nikt komu by na nas w jakims stopniu zalezalo.

    Edytor zaawansowany
    • 16.06.11, 07:40
      powszechne raczej jest przekonanie, że jak kobieta nie chce mieć dzieci to coś z nią nie teges. I mnóstwo kobiet się za nic nie przyzna że macierzyństwo ich nie kręci.
      Ja też nigdy nie chciałam mieć dzieci ( a mam ). kocham dziecko nad życie, ale doskonale potrafię sobie wyobrazić swoje życie jakbym się na to dziecko nie zdecydowała.
      Jedni chcą mieć dzieci inni nie, a jeszcze inni mają dzieci bo tak wypada, a pewnie szczęśliwsi byliby bez.
      Instynkt macierzyński jest wymysłem naszych czasów kiedy to trzeba dorabiać ideologię do wszystkiego niekoniecznie potrzebnie.
      najbardziej jest żal starych ludzi którzy mają dzieci a są sami, bo to znaczy, że nie potrafili sobie z własnymi dziećmi dobrych relacji poukładać
      • 16.06.11, 08:00


        > powszechne raczej jest przekonanie, że jak kobieta nie chce mieć dzieci to coś
        > z nią nie teges.






        --
        ''Ja nie byłam w ogóle na macierzyńskim i żyję, dwie koleżanki z pracy również. I nie potrafię zrozumieć tego biadolenia, że prawie rok wolnego to za mało.Ciąża= L4 + macierzyński 4miesiące.Po tygodniu już można normalnie funkcjonować. Ściągają szwy i jazda do roboty...''
    • 16.06.11, 07:53
      Wg mnie nie ma czegoś takiego jak instynkt. Albo sie dzieci chce- z róznych powodów- efekt ten sam- sie je ma albo się ich z róznych powodów nie chce.
      Ja instynktku żadnego nigdy nie czułam, nie miałam. Po prostu pewnego dnia mnie trafiło, zaszłam, urodzilam, kocham i wychowuję.


      Koleżanka skupiona na sobie- z Twojego wątku może potem miec poklepane w głowie.
      • 16.06.11, 12:22
        Oczywiście, że jest takie coś jak instynkt macierzyński. Ty nazywasz to 'chceniem posiadania dzieci', ja instynktem.


        • 16.06.11, 15:11
          Tyle że jeśli nazywa się to chceniem, to niechcenie jest łatwiejsze do zaakceptowania. Ale jeśli mówi się o tym 'instynkt', jego brak wiąże się w wielu umysłach z jakimś potężnym defektem.
          --
          Oto Ernest Pismak. Twórca dowcipów.
          Za chwilę napisze najzabawniejszy dowcip świata i w konsekwencji umrze ze śmiechu.
          • 17.06.11, 10:05
            > Tyle że jeśli nazywa się to chceniem, to niechcenie jest łatwiejsze do zaakcept
            > owania. Ale jeśli mówi się o tym 'instynkt', jego brak wiąże się w wielu umysła
            > ch z jakimś potężnym defektem.

            Przyznaję rację.
    • 16.06.11, 08:26
      u mnie brak instynktu bierze sie z 12 lat pracy w szkole. serio! bardzo lubie dzieci ale wiem, ze bylabym okropna matka bo po pracy nie mialabym juz sily na wychowywanie wlasnych.
      --
      MÓJ BLOG O SZYCIU & HANDMADE
    • 16.06.11, 09:00
      Mnie to nie dziwi - poniewaz i ja nie mialam przenigdy pociagu do dzieci. Bronilam sie sporo lat (dziecko w wieku 29 lat) i decyzja to nie byl plan, ze zajde w ciaze a raczej, ze sprobuje odstawic tabsy i zobaczymy... Maz marudzil mi jeszcze w czasach panienskich - tak od 20-stego roku zycia (po operacji na jajniku nagadali mu, ze powinnam miec dziecko czym predzej i sie nakrecil na temat).
      Bedac w ciazy caly czas zastanawialm sie jak to bedzie - czy ja pokocham to dziecko, czy bede cierpliwa. Naprawde tego nie wiedzialam co mnie czeka i wcale nie podchodzilam do tematu euforycznie. Dodatkowo kilogramy in plus nie wprawialy mnie w zachwyt.
      No ale urodzilam, pokochalam i nie wyobrazam sobie inaczej. Poklady cierpliwosci mam jak ocean - moze nie jest to Pacyfik ale daje rade smile

      Co do drugiego dziecka - mam analogiczne podejscie jak do pierwszego - nie chce smile
      Jednym slowem - instynktu BRAK smile
    • 16.06.11, 09:10
      Nigdy nie miałam instynktu, dzieci mam z rozsądku i całkiem lubię. Swoje i nieswoje. Nigdy nie umierałam z rozkoszy na widok niemowlaków, za małymi dziećmi nie przepadam w dalszym ciągu, lubię takie 5+, a najlepiej starsze, z którymi można aktywnie spędzać czas na tym co JA lubię.
      A skąd się to bierze? A nie wiem. Geny trudno winić, przynajmniej dwa pokolenia wstecz. Chyba, ze nie do końca znam swoje pochodzenie wink
      --
      Dwa procent populacji zajmuje się kreowaniem rzeczywistości, pozostali robią to, co im podpowiadają kreatorzy.
    • 16.06.11, 09:13
      Ja bardzo długo nie miałam instynktu, po prostu nie lubię dzieci. Instynkt pojawił się, gdy byłam 4 lata w związku, rok po ślubie, postaraliśmy się i mam najukochańsze dziecko na świecie. Wiecej nie zamierzam. Nie mam żadnej traumy, rozbitej rodziny, patologii w otoczeniu chocby, tylko nigdy nie lubiłam dzieci.
    • 16.06.11, 09:17
      "powszechny jest brak instynktu macierzynskiego" - skoro powszechny jest brak, to znaczy, że to nie jest żaden instynkt. A tak naprawdę to jest pomylenie pojęć: instynkt macierzyński to nie jest "parcie na dziecko", tylko potrzeba chronienia i dbania o potomstwo już narodzone. I ten instynkt większość kobiet jednak ma (jeśli jest zaburzony to zazwyczaj przez alkohol lub narkotyki). A kwestię parcia na dziecko natura rozwiązała za pomocą popędu płciowego. Przed wynalezieniem antykoncepcji to wystarczało. Dla przetrwania gatunku nie miało żadnego znaczenia czy kobieta chce mieć dziecko czy nie: ważne, żeby miała popęd płciowy i instynkt chronienia potomstwa. I tak naprawdę nic nie wiemy o tym, czy nasze poprzedniczki chciały czy nie chciały mieć dzieci. Podejrzewam, że nic się w tej sprawie w kobiecej psychice nie zmieniło na przestrzeni wieków - zmieniły się tylko możliwości.

      > zawsze najbardziej mi zal bylo tych ludzi ktorzy byli bezdzietni.

      Ale to jest Twoja ocena sytuacji. Czy oni też żałowali swojej bezdzietności? Zakładając oczywiście, że była ona wyborem, a nie losem. Mnie najbardziej jest żal wielodzietnych, bo dla mnie macierzyństwo okazało się koszmarną pułapką. Ale nie wyskakuję do nich ze współczuciem, bo domyślam się, że ich ocena sytuacji jest diametralnie różna.
      • 16.06.11, 09:34
        Biologicznie piszesz słusznie.
        Ale chyba jest jednak zróżnicowanie między zachwytem nad każdym spotykanym dzieckiem i wręcz fizyczną potrzebą posiadania swoich i kolejnych, a instynktem opieki (ma go większość zdrowych ludzi obu płci).
        Pierwszego nigdy nie rozumiałam i nie rozumiem, ale widzę, że istnieje nie tylko jako figura literacka czy stereotyp społeczny.
        --
        Dwa procent populacji zajmuje się kreowaniem rzeczywistości, pozostali robią to, co im podpowiadają kreatorzy.
        • 16.06.11, 10:06
          > Pierwszego nigdy nie rozumiałam i nie rozumiem, ale widzę, że istnieje nie tylk
          > o jako figura literacka czy stereotyp społeczny.

          Oczywiście, że istnieje, ale ani nie jest powszechne, ani tym bardziej nie jest instynktem!

          > a instynktem opieki (ma go większość zdrowych ludzi obu płci).

          W kwestii mężczyzn polemizowałabym.
          • 16.06.11, 10:59
            Hmmm, jedna z definicji mówi o "działaniach, które nie są wynikiem racjonalnego i świadomego namysłu" i "dyspozycji biopsychicznej która powoduje, że osobnik chce się zachowywać lub zachowuje się w określony sposób".
            Jak dla mnie zaczadzenie okołoprokreacyjne spełnia definicję w 100%. Szczególnie w aspekcie racjonalności i imperatywu biologicznego. Czasem aż mi trudno uwierzyć, że posiadanie dziecka może być aż tak silną potrzebą, niemal jak głód. Ale tak bywa.
            Instynkt opiekuńczy mężczyźni mają rozwinięty bardzo dobrze (w większości), ale ponieważ jest to eliminowane w procesie wychowania i życiu społecznym (zostaw, połamiesz dziecko, nie umiesz itp), czasem rzeczywiście nie może rozkwitnąć.
            Wystarczy popatrzeć, jak mali chłopcy potrafią się opiekować młodszymi, zwierzętami... Potrafią też dręczyć, ale i dziewczyny nie są lepsze.
            --
            Dwa procent populacji zajmuje się kreowaniem rzeczywistości, pozostali robią to, co im podpowiadają kreatorzy.
            • 16.06.11, 21:11
              Czasem aż mi trudno uwie
              > rzyć, że posiadanie dziecka może być aż tak silną potrzebą, niemal jak głód. Al
              > e tak bywa.

              oj, tak. Jest też coś takiego jak niejasna potrzeba bycia w ciąży. Zauważyłam też, że u mnie tego rodzaju potrzeba nie ma związku z ilością posiadanych już dzieci i ogólną sytuacją życiową. Za to ma wielki związek z tym, czy mam akurat owulację smile - nie miałam tego prawie w ogóle, kiedy brałam przez wiele lat tabsy. Zastanawiam się, ile z tego "powszechnego braku kwiczenia nad każdym wózkiem" to jest zasługa miren i tabsów, czyli powszechnego braku spontanicznej owulacji u kobiet smile
              --
              Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
              • 16.06.11, 22:24
                owulacja
                to taka sprytna półapka natury big_grin
                --
                Nieprzestrzeganie prawa w naszym państwie ma niestety również dobre skutki.
              • 17.06.11, 05:22
                Oczywisice ja jestem jednostka, wiec to zaden dowod wink, ale ja tam nigdy nie kwiczalam nad niemowletami, a tabletek nigdy nie bralam. Ciumkanie nad niemowletami raczej bardziej kulturowe jest.
                --
                "Ask a mind of your dancing" - Tokyo T-shirt
                • 17.06.11, 06:24
                  > Oczywisice ja jestem jednostka, wiec to zaden dowod wink, ale ja tam nigdy nie k
                  > wiczalam nad niemowletami, a tabletek nigdy nie bralam. Ciumkanie nad niemowlet
                  > ami raczej bardziej kulturowe jest.

                  O to, to. Pozwolę się podpisać.
                • 17.06.11, 06:30
                  To nie jest kulturowe.
                  To jest fascynacja, chyba do pewnego stopnia jest to fascynacja innym, działającym na kompletnie innych zasadach. Mój mąż twierdzi, że to są tacy mali kosmici.
                  --
                  Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
                  że przylecą piraci bombowcem
                  i bogatym zabiorą pieniądze,
                  a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
                  • 17.06.11, 09:04
                    Też się uprę, że to nie jest kulturowe. Wiadomo, że dzieciaki mają te same cechy fizyczne, co małe kotki i petshopy smile i sporo osób reaguje na nie odruchowo "ooojakiesłodkieeee" i chce je brać do domu i to jest element wrodzonego instynktu opieki i nierobienia krzywdy młodym, podświadomej reakcji na konkretne cechy fizyczne. Ale wiadomo że nie każdy w tym samym stopniu i niektórym bardziej przeszkadza cieknąca ślina, za to starają się być uprzejmi. A to, co robi z kobietami owulacja (znowu - nie z każdą kobietą w tym samym stopniu, to wiadomo) to insza inszość. Fizyczne reakcje na owulacje przeciez są różne, tak samo jak każda kobieta ma trochę inne miesiączki, czy inaczej rodzi, prawda? Ale jakaś ogólna zasada jest.
                    --
                    Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
                    • 17.06.11, 09:34
                      > Wiadomo, że dzieciaki mają te same cech
                      > y fizyczne, co małe kotki i petshopy smile

                      Dla mnie nie mają. Małe kotki i pieski są słodkie, a niemowlaki są raczej obrzydliwe. Ewentualnie o sfotoszopowanym niemowlaku z reklamy mogę powiedzieć, że jest słodki, o naturalnym - jeszcze mi się w życiu nie zdarzyło. Raczej budzą moją niechęć.
                      • 17.06.11, 10:40
                        No to uwierz, że mają, tylko kotki i petshopy mają bardziej spektaktularne, więc działają bardziej ewidentnie. To są proporcje głowy do ciała, oczu, nosa. Może niemowlak ma dla ciebie słabsze bodźce, ale skoro reagujesz na kotki, to reagujesz i tyle.
                        --
                        Biegnąca z wampirami, czyli dlaczego kobiety kochają Zmierzch
                        • 19.06.11, 00:41
                          Słyszałam o tej teorii i przyznam, że na mnie też niemowlaki nie robią wrażenia. Niemowlakiem zachwyca się najbliższa rodzina, podejrzewam że moje własne dziecko też będzie dla mnie przesłodkie, cudowne i wszelkie wady zanikną. Póki co nawet dom w którym jest niemowlak mnie odrzuca. Ten specyficzny zapach i nie mówię tu o sytuacjach związanych z przewijaniem, etc. Samo dziecko też nieatrakcyjne, śpi, je, ryczy i tak w kółko. Do tego się ślini i trzeba zmieniać pieluchy. Mam teraz "wysyp" dzieci w pracy i robi mi się niedobrze na widok kolejnych zdjęć i słyszenie historii jak to Jaś otworzył oczko, a Małgosia się uśmiechnęła. I ma tak każdy z rzeczonej pracy dzieci nie posiadający. Ofc każdy ogląda, uśmiecha się i mówi że cudne. Ot żeby przykrości nie sprawić.

                          Tak dla odmiany mam psa, jak był szczeniakiem, to nie ciężko było z nim na spacer wyjść, bo non stop ktoś mnie zaczepiał, chciał pogłaskać, pobawić się. Ba teraz jest dorosły i też robi furorę. Za to tłumów łaknących kontaktów z niemowlakami nie zauważyłam.


                    • 17.06.11, 22:46
                      www.antykwariat.waw.pl/ksiazka,1046265/irenaus_eibl_eibesfeldt_milosc_i_nienawisc,17726.html
                      Eibesfeld zwraca właśnie uwagę, że wszystkie noworodki ssakow mają podobne cechy zewnętrzne, są rozpoznawane jako młode, i automatycznie (instynktownie) wywołują potrzebę opiekowania się nimi.
                      --
                      "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
            • 17.06.11, 06:23
              > Czasem aż mi trudno uwierzyć, że posiadanie dziecka może być aż tak silną potrzebą,
              > niemal jak głód. Ale tak bywa.

              Ale bardzo rzadko. Znacznie rzadziej niż decydowanie się na dziecko z przyczyn czysto racjonalnych, na zasadzie "nie chcę, ale muszę" (bo zegar, bo mąż, bo coś tam). Co dobitnie świadczy o tym, że nie jest to instynkt. Gdyby był, byłby powszechny (co nie znaczy, że dotyczyłby 100% osobników).

              > Instynkt opiekuńczy mężczyźni mają rozwinięty bardzo dobrze (w większości), ale
              > ponieważ jest to eliminowane w procesie wychowania i życiu społecznym (zostaw,
              > połamiesz dziecko, nie umiesz itp), czasem rzeczywiście nie może rozkwitnąć.

              Nie twierdzę, że mężczyźni nie potrafią się zaopiekować. Ale obserwując ich en masse (a nie konkretną grupę społeczną w konkretnej kulturze) można zaobserwować, że mają znacznie swobodniejszy stosunek do zagrożeń życia i zdrowia własnego potomstwa i mniej ich obchodzi co się z tym potomstwem stanie. I to też jest biologicznie uzasadnione - mężczyźni ponoszą mniejsze koszty rozrodu, więc mogą "pójść na ilość".
              • 17.06.11, 09:26
                Z tego co widzę to jest właśnie kulturowe (mówię o mężczyznach), niejednokrotnie się pewne "słabości" chłopcom z głowy wybija.
                Z tym głodem to najprawdziwsza prawda, wielokrotnie obserwowałam totalne zaczadzenie, zupełną zmianę zachowań i priorytetów, nastawienie tylko na prokreację, które zupełnie nic nie miało wspólnego z "dojrzewaniem" czy zdrowym rozsądkiem. Nagle zaczął się liczyć jeden cel, brak spełnienia powodował dosłownie fizyczny ból...
                Dosłownie biologiczny imperatyw, coś, z czym dana osoba nie ma szans i nie chce dyskutować. JA CHCĘ DZIECKO!!!! TERAZ! Nic innego nie ma znaczenia.
                Nie wiem, jak to działa i jakie trzeba mieć predyspozycje, ale mam wrażenie, że to jest rzecz daleko spoza zdrowego rozsądku, z rodziny popędów wink

                A propos owulacji - niektóre kobiety mają ją chyba latami... I wcale nie są marginesem populacyjnym. Czasem mam wrazenie, ze to te "zimne" są wink
                --
                Dwa procent populacji zajmuje się kreowaniem rzeczywistości, pozostali robią to, co im podpowiadają kreatorzy.
                • 18.06.11, 14:32
                  > Nie wiem, jak to działa i jakie trzeba mieć predyspozycje, ale mam wrażenie, że
                  > to jest rzecz daleko spoza zdrowego rozsądku, z rodziny popędów wink

                  Nie przeczę, ale nadal będę protestować przeciwko nazywaniu instynktem czegoś, co nie jest powszechne.
      • 16.06.11, 11:28
        > instynkt macierzyński to nie jest "parcie na dziecko", tylko potrzeba chronienia i dbania o potomstwo już narodzone.

        Dobrze mówisz. Chciałam mieć dzieci tak po prostu, bez parcia i tykającego zegara, instynkt uruchamiał mi się prawidłowo przy noworodkach.

        --
        „W wieku dwudziestu lat przejmujemy się tym, co inni sobie o nas pomyślą, w wieku czterdziestu lat nie przejmujemy się tym, co inni sobie o nas pomyślą, a w wieku sześćdziesięciu lat dowiadujemy się, że w ogóle o nas nie myślą.”
    • 16.06.11, 09:57
      mysle (opierajac sie na obserwacji), ze brak instynktu macierzynskiego jest dosc powszechny. skad sie bierze? ...moze to zle zadane pytanie? bo wynika z niego, ze instynkt macierzynski jest norma, a jego brak - czyms nietypowym. wcale nie jestem pewna, czy tak jest.

      natomiast w wiekszosci znanych mi przypadkow, po urodzeniu dziecka (nie zawsze od razu!) biologia zaczyna dzialac pojawia sie przywiazanie. tylko znowu nie wiem, czy nazwac to instynktem.

      --
      -Mieliscie zamiar z zimna krwia strzelac do tych ludzi?
      -Nie, sir. Tylko ostrzegawczy strzal w glowe, sir.
    • 16.06.11, 10:06
      Ja też nie wiem, czy brak parcia na dzieci to już od razu ten sławetny "brak instynktu". Wydaje mi się czasem, że to trochę jak z orgazmem - niektóre kobiety mają ot tak, bez wysiłku, inne muszą się go uczyć smile czyli wszystko dzieje się po porodzie.

      --
      I nieustannie mnie zaskakuje, że ktoś potrafi opracować budżet gminy, a nie potrafi wydepilować brwi / lilly_about
      • 16.06.11, 10:27
        Mam 33 lata i juz 3 lata odwlekam zajsciew ciąze. niedobrze mi się robi na mysl o byciu w ciązu. to jest obrzydliwe. ciezkie, nie mozna robic co się chce. rozstepy, zylaki i hemoroidy. Leków nie mozna brać i łeb moze napieprzac często. Na dziecko sie pewnie zdecyduje aby za jakis maz nie stwierdził,ze on jednak chce i zebym nie została sama. Obcych dzieci nie lubie, nie zagaduje, są jak powietrze. akceptuje tylko trójkę dzieci mojej siostry i to wszystko. Boję sie,ze dziecko mi przeszkodzi w realizacji moich planów, ja niezyje z dnia na dzien. mam cele w zyciu i staram sie realizować. Uwielbiam byc panią swojego czasu i woli. moge po pracy uwalic się z ksiązką, moge pojedzic na rowerze, isc na basen a tu ktos bedzie wymagał obsługi. Mam juz uzbierana forse na cc - nie widze najmnijeszego powodu katować swojego ciała dodatkowo porodem. Jak juz musze byc w ciazy to byle urodzic i niech maz dalej się buja z dzieciakiem. ja mogę zarobic na dom i taka rola by mi najbardziej odpowiadała. Na szczęscie mam cudownego męza, który mnie rozumie i byłby skłonny zostac z dzieckiem w domu.
        --
        http://img685.imageshack.us/img685/5541/userbarac.png
        • 16.06.11, 10:58
          izak31 napisała:
          >niedobrze mi się robi na mysl o byciu w ciązu. to jest obrzydliwe. ciezkie, nie mozna robic co się chce. Obcych dzieci nie lubie, nie zagaduje, są jak powietrze. Boję sie,ze dziecko mi przeszkodzi w realizacji moich planów. Uwielbiam byc panią swojego czasu i woli. moge po pracy uwalic się z ksiązką a tu ktos bedzie wymagał obsługi. ja mogę zarobic na dom i taka rola by mi najbardziej odpowiadała.>

          Miałam i mam mniej więcej takie samo podejście do kwestii ciąży i dziecka. Ale zdecydowałam się nie z uwagi na to, że mąż mógł mnie opuścić, ale z uwagi na myśl, że mogę zacząć myśleć inaczej, a będzie potem za późno i że skoro prawie 99% rodziców mówi, że warto się zdecydować, to coś w tym musi być smile I rzeczywiście jest. Kłopot i smycz koszmarna taki maluch, ale jak się uśmiecha do ciebie, to jakoś człowiek przestaje się irytować tym uwiązaniem. I chyba to jest ten właśnie instynkt macierzyński. Przy czym uważam, że powinien nazywać się rodzicielskim. Jak ojciec ma od samego początku podobny kontakt i zakres obowiązków przy dziecku jak matka, to jemu też rośnie odpowiednio poziom tolerancji dla braku wolności i potrzeby opiekowania się i bycia z maluchem. Przynajmniej ja to obserwuję u mojego M. A był jeszcze większym kontestatorem posiadania dzieci niż ja.
        • 16.06.11, 14:29
          >to jest obrzydliwe. ciezkie, nie mozna robic co się chce. rozstepy, zylaki i hemoroidy

          Niekoniecznie, roznie bywa. Zylaki owszem, ale to genetyczne, w moim wypadku oboje rodzicow z zylakami wiec jak powiedzial specjalista ktory mi je potem usuwal arteroslerotykiem - nie bylo sily zeby mnie ominely. Hemoroidow nie mialam, rozstepow tez nie. W 6tym miesiacu prowadzalam wycieczki po gorskich szczytach, w 7mym bylam na splywie kajakowym, plywalam do ostatniego dnia przed rozwiazaniem, pracowalam do tydzien przed. Czyli - robilam to co chcialam. Znajoma jezdzila konno cala ciaze - pojechala rodzic prosto z lekcji ktora dawala grupie w 38mym tygodniu.
        • 17.06.11, 06:37
          > niedobrze mi się robi na mysl o byciu w ciązu. to jest obrzydliwe. ciezkie, nie mozna
          > robic co się chce.

          E, tam. Ciąża to tylko 9 miesięcy. A opieka nad dzieckiem to minimum 20 lat (pod warunkiem, że będzie zdrowe). No i ograniczenia w ciąży są nieporównywalnie małe z tymi później.

          > Leków nie mozna brać i łeb moze napieprzac często.

          A to jest horror. Poczucie, że możesz zdechnąć pod płotem i NIKT Ci nie pomoże, bo przecież jesteś w ciąży. A kobieta w ciąży to tylko wór na dziecko. Ja takie wrażenie odnosiłam przy jakichkolwiek problemach zdrowotnych w czasie ciąży. Tylko śladowe ilości leków są przebadane pod kątem wpływu na płód.

          > rozstepy, zylaki i hemoroidy.

          Też mnie to przerażało. A potem okazało się, że to są właściwie niezauważalne drobiazgi w porównaniu z koszmarem opieki nad niemowlęciem i małym dzieckiem.

          > Na szczęscie mam cudownego męza, który mnie rozumie i byłby skłonny zostac
          > z dzieckiem w domu.

          A on wie, co to znaczy dziecko? I całodobowa opieka nad niemowlęciem? Bo jeśli nie, to weź pod uwagę, że jak już się dowie to mu się może odmienić i wtedy zacznie się dla Was piekło.
    • 16.06.11, 10:55
      Bo z tym wrodzonym instyktem to bujda jakaś! To chyba normalne, że młode dziewczyny myślą o wszystkim innym, tylko o nie o niańczeniu "bachorów". Jak przypomnę sobie siebie sprzed lat, jak ja nienawidziłam dzieci! I z jaką wyższością wygadywałam farmazony o głupocie świeżo upieczonych matek - coś a'la Anna Mucha na swoim blogu. Zapierałam się, że ja nigdy, przenigdy nie dam się w to wrobić. Dostawałam piany, kiedy moja mama powtarzała mi: "zobaczysz, kiedyś zmienisz zdanie, własne dziecko to największy skarb, nie wiem co ja bym zrobiła gdybym ciebie nie miała". Oczywiście wydawało mi się, że plecie truizmy spowodowane działaniem matko-mózgo-ogłupiacza, a ja i tak wiem swoje smile Dodam, że nie byłam wcale nastolatką, byłam już grubo po dwudziestce!
      Dzisiaj mam dwoje dzieci, za którymi świata nie widzę smile Rozumiem wszystko co mówiła moja mama i wszystkie inne matki na świecie, zachwycałam się tradycyjnie każdym pierwszym słowem i krokiem i w nosie miałam, że jakaś osoba z zewnątrz mogła uznać, że kaszka mi się na mózg rzuciła smile
      • 16.06.11, 16:08
        masz więcej szczęścia niż rozumu że ci się poskładało tak jak ci wróżyła matka

        Ja byłam na tyle głupia że w końcu dałam się namówić życzliwym i... nic nie ruszyło.
        --
        Krzyki o 4.00 nad ranem: "LUUUDZIE czemu wy jeszcze nie śpicie?"
      • 17.06.11, 06:35
        Nie bujda, tylko nie każdy ma i nie przez cały czas ma.
        Ja miałam bardzo silny pod koniec liceum - ciągnęło mnie do dzieci strasznie, potem zainteresowanie osłabło i własne dziecko urodziłam raczej w okresie, kiedy potrzeba nie była taka silna, chociaż dziecko było planowane i chciane. Teraz mam znowu fazę i na widok każdego niemowlęcia odczuwam zachwyt.
        --
        Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
        że przylecą piraci bombowcem
        i bogatym zabiorą pieniądze,
        a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
    • 16.06.11, 22:21
      Ja nie mam instynktu macierzynskiego. Jak sie urodzil moj synek, to myslalam sobie- co a mam z nim zrobic??? A zaszlam w ciaze bo tak trzeba i tykal mi zegar biologiczny (31 lat).
    • 17.06.11, 05:37
      Niektóre wypisują tutaj głupoty. Oczywiście, że taki instynkt istnieje i jest to jeden z najbardziej pierwotnych instynktów u zwierząt i ludzi. Najlepiej istnienie instynku obrazuje... jego brak! Obserwujemy, gdy czasem zwierzę (ssak czy ptak) rodzi, ale porzuca młode, lub niewłaściwie się nimi opiekuje. Czyli i w przyrodzie zdarzają się takie przypadki. Są matki, który udaje się odchowac każdy miot, a sa takie, którym żadnego.
      U ludzi włącza się element świadomości, wpływów środowiska, mozliwości planowania i dokonywania wyborów. Dlatego niektórzy nie chcą dzieci, ale to z instynktem niekoniecznie musi miec związek. Nie chcą, bo... ( i tu moga znaleźć się przeróżne poglądy na temat rodzicielestwa, samych dzieci a także powody finansowe, bytowo-socjalne, chęć zycia bez zobowiązań, swobody itd itp)
      To tak jak każde zwierzę posiada instynkt samozachowawczy, a jednak i człowiek i zwierzę czasem zdaje się jakby go nie mieli... smile
      --
      http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
      • 17.06.11, 06:53
        Ależ to, co opisujesz to jest właśnie instynkt opieki nad potomstwem, a nie instynkt posiadania potomstwa!

        > Są matki, który udaje się odchowac każdy miot, a sa takie, którym żadnego.

        Ale nie to jest kwestią instynktu czy się udaje, tylko czy matka odrzuca miot. I to też jest złożona sprawa, bo wiele zwierząt odrzuca potomstwo w niewoli, podczas gdy te same osobniki na wolności mogły z powodzeniem odchować wiele miotów. A to, że niektórym się nie udaje (choć podejmują się zadania) nie świadczy o braku instynktu, tylko o braku umiejętności lub możliwości (np. zdobycia odpowiedniej ilości pożywienia). Skoro matka podjęła się opieki nad potomstwem to znaczy, że instynkt opieki ma.

        > To tak jak każde zwierzę posiada instynkt samozachowawczy, a jednak i człowiek
        > i zwierzę czasem zdaje się jakby go nie mieli... smile

        Hmmm... Nauka od jakiegoś czasu zaczęła wątpić w istnienie instynktu samozachowawczego.
        Patrz np. tu



        • 17.06.11, 09:43
          nie chcialam miec dziecka a mam... nigdy nie ciagnelo mnie do tego...nie mialam zachciank i instynktu...
          czasem los decyduje za nas... mam dziecko ale zastanawiam sie czy powinnam byc matka czy jestem wystarczajaco dobra...
          ja widze ze macierzynstwo to orka i zmaganie sie z zyciem.... a na starosc?
          czesto i gesto dzieci sa niewdzieczne za trud wychowania, tak to widze.



          --
          Coraz cześciej sobie uświadamiam że z każdym dniem, mam coraz więcej ludzi w dupie.
          • 17.06.11, 09:52
            > czesto i gesto dzieci sa niewdzieczne za trud wychowania, tak to widze.

            Kwestia ustawienia oczekiwań. Jeśli sobie założysz, że po to się teraz męczysz, zeby dzieci później ci się za to odwdzięczyły, na bank się rozczarujesz. Toksyczne cierpiętnice wywołują raczej zdrowy odruch ucieczki wink

            --
            „W wieku dwudziestu lat przejmujemy się tym, co inni sobie o nas pomyślą, w wieku czterdziestu lat nie przejmujemy się tym, co inni sobie o nas pomyślą, a w wieku sześćdziesięciu lat dowiadujemy się, że w ogóle o nas nie myślą.”
        • 17.06.11, 09:47
          > A to, że niektórym się nie udaje (choć podejmują się zadania) nie świadczy o braku instynktu, tylko o braku umiejętności lub możliwości (np. zdobycia odpowiedniej ilości pożywienia). Skoro matka podjęła się opieki nad potomstwem to znaczy, że instynkt opieki ma.

          Właśnie - kotki na podwórku dostarczały mi przez parę lat ciekawego materiału obserwacyjnego. Pamiętam jedną, która wyprowadziła kilkutygodniowe, zdrowe na oko kocięta, czyli ich nie odrzuciła. Niestety, nie umiała ich upilnować i większość młodych zginęła. Inne kotki bez problemu doprowadzały całe mioty do dorosłości.

          --
          „W wieku dwudziestu lat przejmujemy się tym, co inni sobie o nas pomyślą, w wieku czterdziestu lat nie przejmujemy się tym, co inni sobie o nas pomyślą, a w wieku sześćdziesięciu lat dowiadujemy się, że w ogóle o nas nie myślą.”
        • 17.06.11, 15:30
          Ale ja nigdzie nie napisałam, że instynkt macierzyński to jedynie chęć posiadania dziecka. To są z pewnością pewne cechy, które sprawiają, że interesujemy się dziećmi, nie odrzuca nas od nich, mamy do nich ciepłe uczucia i w końcu umiemy się nimi opiekować (pradziej czy mniej poradnie).
          --
          http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
          • 17.06.11, 16:25
            A co z plemionami czy społecznościami, w których matki nie opiekują się specjalnie dziećmi? Antropolodzy i lekarze opisali kilka z nich. Musiałabm sięgnąć do notatek, aby podać nazwy, ale np. był opisany przypadek nieleczenia rocznego dziecka i pozwolenie na jego śmierć. I było to normalne w tej kulturze.
            Socjolodzy dzisiaj uważaja tzw. instynkt macierzyński u ludzi za produkt kultury a nie natury.
    • 17.06.11, 10:06
      A miałaś może dzieci z wpadki?
      Bo zwykle tak mówią ich mamy, że "nie wyobrażają sobie nie mieć". Miałaś szansę być kilka lat tylko żoną?
      Jeśli nie i tak, to dziwi mnie taki brak empatii. Jeśli ktoś wyobraża sobie życie bez dzieci, to mu wolno.
      Jeśli znajoma matkowała bratu, to się spełniła, bo inwestując w rodzeństwo inwestuje się w swoje geny. Dziecko jest identycznym krewnym - w jednej drugiej.

      --
      Kura podchodzi do stołu i mówi:
      "Tu radość,
      gdy kura u stołu tak punktualna!"
      • 17.06.11, 12:38
        Oczywiście, że istnieje instynkt posiadania potomstwa. Jestesmy ssakami i go mamy. To wycie macicy o płód. Jesli ktoś tego nie doswiadczył, nie znaczy, że to nie istnieje. Niektóre kobiety moga albo go nie posiadać, albo wypierać. Nie wiem, bo nie znam dostępnych badań naukowych na ten temat, ile kobiet deklarujących, że nie cha dzieci, wypiera instynkt, a ile po prostu nie ma instynktu z uwarunkowań biologicznych. Jest to, swoją drogą, rewelacyjny temat na doktorat. Z moich obserwacji wynika, że dzieci nie chca mieć kobiety, które miały opresyjne matki.
        --
        Ja też ze śląskiego i uważam, że to bzdura i u nas takiego zwyczaju nie ma. Prezent za urodzenie dziecka, za trudy przy porodzie? Uważam, że tak nasza rola, że urodzenie dziecka to zasługa obydwu rodziców (w normalnym, zdrowym związku). Ja nie dostałam nic. Mąż płakał z radości i to było wzruszające.
        • 17.06.11, 13:02
          Ciężko uwierzyć w istnienie tego instynktu, podobno to taki wynalazek dwudziestego wieku.
          Wcześniej przecież dzieci traktowano jako efekt uboczny bycia kobietą. Już wiele dyskusji było na ten temat.
          Nie pamiętam, co to było, ale jest książka o tym, autorka opisuje, jak to było kiedyś - nawet ci, których stać było na dzieci (arystokracja) traktowała je... nie tak jak dzisiaj.
          No a co z tymi matkami - morderczyniami, uciekinierkami?
          Czy instynkt pozwoliłby na to?

          --
          Kura podchodzi do stołu i mówi:
          "Tu radość,
          gdy kura u stołu tak punktualna!"
          • 17.06.11, 21:32
            Każdy przypadek jest indywidualny, byc może całkiem spora część kobiet nie ma instynktu, z drugiej strony wystarczy wejść na forum Niepłodność- ludzie latami walczą, wydają każde pieniądze na in vitro, z chęcią oddaliby nerkę za ciążę i poród- to jest coś więcej niż chęć posiadania "bo wszyscy mają".
            --
            Ja też ze śląskiego i uważam, że to bzdura i u nas takiego zwyczaju nie ma. Prezent za urodzenie dziecka, za trudy przy porodzie? Uważam, że tak nasza rola, że urodzenie dziecka to zasługa obydwu rodziców (w normalnym, zdrowym związku). Ja nie dostałam nic. Mąż płakał z radości i to było wzruszające.
            • 18.06.11, 14:30
              > to jest coś więcej niż chęć posiadania "bo wszyscy mają".

              Czy miałaś kiedyś okazję poznać osobę niepełnosprawną (lub ciężko chorą), która miała jeden, jedyny cel w życiu: przeskoczyć chorobę, udowodnić sobie i całemu światu, że nie jest niepełnosprawna? W przypadku bezpłodności może działać ten sam mechanizm psychiczny.
          • 17.06.11, 21:49
            Badinter "Historia miłości macierzyńskiej" czy jakoś tak. Kulturowe uwarunkowania ówczesnego podejścia do potomstwa też opisywała.
            Istnieje instynkt nakazujący ochronę potomstwa w imię przetrwania własnych genów ale - jak wszystkie instynkty - nie wszyscy posiadają go w takim samym stopniu.

            Na pierwsze dziecko zdecydowałam się z powodów innych niż dzika potrzeba posiadania dzieci. Na drugie, na skutek czysto biologicznego i trwającego długo, ciśnienia na rozród.
    • 17.06.11, 21:59
      Parom, które uważają że nie chcą mieć dzieci - bo nie, bardzo współczuję, albo dopatruję się pewnego rodzaju wymówki, w związku z niemożnością ich posiadania. Natura matka dała nam pewien dar. My kobiety musimy mieć dzieci, by czuć się szczęśliwymi.
      • 17.06.11, 22:02
        > Natura matka dała nam pewien dar. My kobiety musimy mieć dzieci, by czuć się s
        > zczęśliwymi.
        co za bzdura
        --
        Nic nie stoi na przeszkodzie, aby się dildem posługiwać tak jak radiem. Jedno i drugie służy rozrywce.
        — Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
      • 17.06.11, 22:29
        Piękny przykład betonowego myślenia, i to tego należy współczuć. Chociaż istotnie, nie mam bladego pojęcia, czy mogę mieć dzieci, bo nigdy tego nie sprawdzałam.
      • 19.06.11, 00:46
        Jasne, jak kobieta nie ma dzieci, to na pewno jest nieszczęśliwa.

        Razi mnie strasznie to uszczęśliwianie się dzieckiem. Czyli co? Jestem nieszczęśliwa w życiu - zajdę w ciążę! Tylko jak się jednak okaże, że dziecko w magiczny sposób nie wpływa na wzrost szczęścia, to zaczynają się problemy... IMO najpierw rodzice powinni być szczęśliwi sami ze sobą, a dopiero później myśleć o sprowadzeniu na świat istotki z którą to szczęście będą mogli dzielić.
    • 17.06.11, 23:03
      Bo może pamiętacie to słynne doświadczenie na makakach (albo rezusach, nie przysięgnę), które natychmiast po urodzeniu odbierano matkom i chowano bez najmniejszej czułości, karmiąc z butelek umieszczonych na metalowych stelażach. Kiedy dojrzały fizycznie, i dopuszczono do nich doświadczone samce, nie chciały seksu. A tu, zdaje się, nikt nie ma wątpliwości, że instynkt seksualny istnieje?
      Zapłodniono je sztucznie, urodzone dzieci odrzuciły, przed niektórymi trzeba nawet było te dzieci ratować.
      I tyle.
      Acha - w którejś wersji doświadczenia małpki miały do wybory stelaże metalowe z mlekiem i obciągnięte miękką tkaniną bez butelek - kiedy tylko mogły, spędzały czas przytulone właśnie do tych. Do metalowych zbliżały się tylko na chwilę, by zaspokoić głód (chodziło o sprawdzenie, czy karmienie powoduje, że dziecko przywiązuje się do karmiącej je osoby).
      Malpki mogące przytulać się do tkaniny były mniej niespokojne, mniej agresywne i nie miały aż takiej skłonności do samookaleczeń jak te, którym wstawiono wyłącznie stelaże metalowe.
      Bardzo ciekawe doświadczenie, niestety nie pamiętam nazwiska małżeństwa, które je przeprowadzało i nie umiem znaleźć.
      --
      "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
      • 18.06.11, 14:25
        To były rezusy, a eksperyment przeprowadził Harry Harlow ("Natura miłości" 1958 r.).

        Bardzo ważny głos w tej dyskusji, tak naprawdę niewiele wiemy o instynktach, o tym czym są i jak działają.
        • 19.06.11, 00:12
          Bardzo Ci dziękuję, zapamiętałam to nazwisko jako Harrow i zawsze mam z nim kłopoty.
          Dzieki Tobie znalazłam bardzo dobry opis jednego z jego eksperymentów (własnie ten z dwoma różnymi stelażami) i chciałam umieścić w wątku o karmieniu, bo tam bardzo się nadaje, ale wyskakuje, że znaleziono SPAM. Artykuł jest na chomikuj - moze link do tego jest spamem?
          --
          "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
          • 19.06.11, 07:23
            Czy chodzi o artykuł "Narodziny miłości czyli potrzeba przytulenia silniejsza niż głód" Przemysława Bąbla? wink

            To nie jest link do strony z artykułem tylko do ściągnięcia pliku *.doc - może dlatego wyskakuje jako SPAM.
            • 19.06.11, 11:00
              A rzeczywiście. Dzieki smile
              Myślałam już, ze spamują słowa "Karmienie piersią"
              --
              "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
    • 19.06.11, 00:08
      Instynt maja zwierzeta no i niektore emamy jak sie przyznaly.
    • 19.06.11, 13:16
      To co one mówią to jest jedno. A to co myślą to drugie.
      --
      www.kochamylaure.pl/
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.