Dodaj do ulubionych

Czy według Was dorosłym "dzieciom" ...

29.06.11, 12:13
...już nie należy pomagać?
Piszę pod wpływem wątku, jaki czytałam o dziewczynie, której rodzice mają dwa mieszkania, a oni mieszkają z teściami, sama też znam taki przypadek.
Z resztą i ja mam podobną sytuację, tzn moi rodzice mają duży dom i jeszcze drugire mieszkanie, wszystko planują wynająć, a ja z dziećmi nie mamy gdzie mieszkać. Pozostaje nam tylko wynajem, oczywiście kosztem innych wydatków. Z racji tego, że spłacam długi (wiem zaciągnięte przez własną głupotę w poprzednim związku), to nie mogę sobie pozwolić nawet na mieszkanie na kredyt.
Rozumiem, że gdy dzieci założą własną rodzinę, to powinny być samowystarczalne, ale żyjemy w takiej, a nie innej rzeczywistości, gdzie dla większosci jedyną możliwością uzyskania własnego m jest kredyt 30-letni, a nie każdy ma zdolność kredytową na powiedzmy 300-400 tys., szczególnie jak żyje samotnie.
No i zdażają się też róże sytuacje losowe, typu długotrwałe bezrobocie, rozwód, choroba...

Jak to się dzieje, ze niektórzy chuchają, dmuchają na swoje dzieci, dopóki są małe, ale w dorosłym życiu już o nich zapominają. Wydaje mi się, ze panuje teraz taki społeczny pogląd, że w dorosłym życiu dziecku już nie należy pomagać.
Ja nie mam żalu do rodziców, ale czuję się trochę dziwnie w obecnej sytuacji, bo wiem, ze z palcem w nosie mogliby mi pomóc w sprawie mieszkania, a to baaardzxo ułatwiłoby mi ułożenie sobie wszystkich innych spraw. Pocieszające jest to, że choć moje dzieci będą miały zabezpieczony start w dorosłość, bo odziedziczą coś po dziadkach. Poza tym ubezpieczyłam się na sporą kwotę, żeby moje dzieci coś dostały, gdyby mnie zabrakło.
Dla starszego założyłam fundusz, na który systematycznie odkładam część pieniążków z alimentów, zeby miał na start, bo myślę już teraz o jego przyszłości.

A Wy jakie macie poglądy na to czy powinno się pomagać dorosłemu dziecku (ssprezentować większą gotówkę na start w dorosłe życie, sfinansować część lub całość zakupu pierwszego mieszkania, pomóc finansowo jak się noga powinie?)), czy wręcz przeciwnie? Zaznaczam, ze nie mam na myśli pomocy za wszelką cenę, z wypruwaniem sobie własnych flaków, tylko w miarę mozliwości.
Obserwuj wątek
    • alabama8 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 12:22
      No właśnie ... a prosiłaś rodziców o pomoc, czy też czekasz aż się domyślą?
      Zapytaj czy by ci nie wynajeli mieszkania, zawsze będziesz dbać o nie lepiej niż człowiek z ulicy. Odejdą im koszty remontu po tym jak zamieszka tam 3 osobowa rodzina z psem ...
      --
      Alabama8
    • dziennik-niecodziennik Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 12:29
      ja szczerze sie przyznaje ze jestem z rodziny w ktorej sie pomaga osobom potrzebującym, nie tylko dzieciom, ale np dziadkom czy ciotce jak trzeba.
      rodzina jest od tego zeby sie wspierac w ramach mozliwosci. nie widze w tym nic złego, wrecz przeciwnie, dziwi mnie trend nieudzielania dzieciom pomocy w trudnych sytuacjach (bo o nadmiernym wykorzystywaniu rodziców nie mówię).
      • sonia-3 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 12:39
        Mam jedną córkę, jeszcze małą, ale jak dorośnie, i będę w stanie jej pomóc, to nie wyobrażam sobie, aby tego nie uczynić. Moja Mama nie zdążyła mi pomóc w dorosłym życiu, bo po ciężkiej chorobie zmarła, ale wiem, że gdyby żyła, pomagałaby mi, gdybym tej pomocy potrzebowała. Była cudowną kobietą. Mój Tata natomiast, ma mnie i moją rodzinę głęboko w d.... Ma swoje życie i naszym zupełnie się nie interesuje.
      • praleczka_live Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 12:41
        jamesonwhiskey napisał:

        > > Z racji tego, że spłacam długi (wiem zaciągnięte przez własną głupotę w p
        > oprzednim
        > > związku), to
        >
        > wiec wola sie trzymac z daleka , nie wiadomo czy nie przepuscisz wszytkiego, ew
        > entualnie narobisz nowych dlugow

        Miałam na myśli ogólną dyskusję, no ale jeżeli chodzi akurat o moją konkretną sytuację, to długi zaciągnęłam 2 lata temu, a wynajmujemy mieszkanie już od 5-ciu. A za mąż wychodziłam 9 lat temu (teraz jestem po rozwodzie), przez 3 lata mieszkaliśmy z moimi rodzicami, ale dłużej naprawdę się nie dało...
        • tezee Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 12:51
          czytam twoje watki i uważam ze na te dośc trudną sytuację w jakiej sie znalazłas jestes zaradną kobietą, sama wszystko ciągniesz , spłacasz długi , odkładasz na przyszłosc dziecka i utrzymujesz siebie i dzieci choc chyba pisałas że działalnosc gospodarcza się nie kręci. Dziwi mnie że rodzice nie chcą Ci pomóc
    • nenia1 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 12:47
      Trudno ocenić. Ja nie jestem za tym, żeby nadkładac na rodziców obowiazek moralny utrzymywania dorosłych dzieci. Oczywiście co innego choroba, wypadek czy inne nieoczekiwane zdarzenie losowe które powoduje, że dorosłe dziecko nie jest w stanie utrzymywać się samo.

      Jesteś rozwiedzona, masz długi - być może rodzice uważają, że twoja sytuacja wynika z błędów, które sama popelnialaś, i dlaczego oni teraz je spłacać, wyzbywając się majątku.
      Może też nie mają do ciebie zaufania, uważają, że nie warto czegoś ci dawać - bo np. jesteś rozrzutna, masz tendencje do robienia długów - trudno określić ich motywy, bo nie opisujesz
      klarownie sytuacji.

      Może ten dom czy mieszkanie to zabezpieczenie ich starości, albo chcą wyjechać na straość do Hiszpani i utrzymywać się z wynajmu mieszkań, na które całe życie harowali.

      Generalnie uważam, że jak ktoś chce i ma to niech pomaga. Ale naciskanie na starszych rodziców, twierdzenia typu "po co im na starość duży dom, jak mogą mieszkać w dwóch pokojach" są bardzo nie fair.
      • praleczka_live Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 12:56
        U mnie akurat sytuacja wygląda tak, ze jedno mieszkanie jest po dziadkach, dom po moim drugim dziadku, w którym on jeszcze mieszka, ale właśnie będzie przepisany na moich rodziców, część tego domu jest wynajmowana.
        Moi rodzice mieszkają we własnym domu, który faktycznie wybudowali za włąsne pieniądze, no może z małą pomocą dziadków. No ale to akurat mój przypadek.
        • sotto_voce Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 17:34
          jedno mieszkanie jest po dziadkach, dom
          > po moim drugim dziadku, w którym on jeszcze mieszka, ale właśnie będzie przepis
          > any na moich

          A to jest akurat moim zdaniem dziwne - przepisywać/zapisywać nieruchomości wiekowym już dzieciom mającym swój dom zamiast dorosłym wnukom nie mającym nawet mieszkania. W moim otoczeniu we wszystkich przypadkach (kilka było) spadkobiercami były od razu wnuki. To nawet ma niewiele wspólnego z pomaganiem, bo przecież do grobu nikt nie zabierze.
          • praleczka_live Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 17:59

            >
            > A to jest akurat moim zdaniem dziwne - przepisywać/zapisywać nieruchomości wiek
            > owym już dzieciom mającym swój dom zamiast dorosłym wnukom nie mającym nawet mi
            > eszkania. W moim otoczeniu we wszystkich przypadkach (kilka było) spadkobiercam
            > i były od razu wnuki. To nawet ma niewiele wspólnego z pomaganiem, bo przecież
            > do grobu nikt nie zabierze.

            Rozbieżnosć wiekowa między wnukami jest dosyć spora tj. ja mam 29 lat, siostra cioteczna 20 lat i brat cioteczny 11.
            Dziadek powiedział, ze przekazuje dom do podziału dla dzieci, a niech one dopiero myślą o swoich dzieciach itp.
      • mgla_jedwabna Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 23:52
        A nie uważasz, że to egoizm z tą Hiszpanią, gdy pracującym przecież, nie leniącym się, dzieciom nie starcza na mieszkanie? Prawda jest taka, że zarobki w Polsce pozwalają godnie żyć tylko wtedy, gdy nie jest się zmuszonym wynajmować lub kupować mieszkania po idiotycznie wysokich cenach (porównajcie sobie stosunki zarobków do ceny mkw w innych miastach europejskich).

        Poza tym jest jeszcze kwestia relacji dziadkowie - wnuki. To chyba nie jest fajne, gdy dziadkowie planują sobie egzotyczne wojaże, a wnuki nie mogą nawet pojechać na obóz harcerski, bo trzeba opłacić wynajem mieszkania na wolnym rynku.
        • wuika Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 07:48
          A dlaczego? Dziadkowie i całe życie pracowali, żeby wychować jakoś swoje dzieci, żeby potem te wychowywały swoje dzieci. Jeśli różnica jest znacząca i dzieci/wnuki potrzebują pomocy, ale potrzebują, a nie "nie chce mi się, powinni mi dać", to dziadkowie mogą pomóc. Mogą, z własnej, nieprzymuszonej woli. Nie widzę powodu, dla którego dziadkowie nie mieliby pojechać na wakacje, bo ich wnuki akurat nie mają na obóz.
          • zuzi.1 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 01.07.11, 13:42
            Moja droga, normalni dziadkowie w takiej sytuacji biorą wnuki ze sobą na wyjazd i nie marudzą, nie robią, problemów tylko cieszą się, że mają taką możliwosc... Ale tak jest w normalnych rodzinach, gdzie ludzie się kochają i wspierają się na codzień a nie tylko w sytuacjach podbramkowych. Nie wyobrazam sobie, że ja jestem posiadaczką 2 czy nawet 1 mieszkania i wynajmuję je a moje dziecko/dzieci nie mają gdzie mieszkac lub mają ale mieszkają w wynajmowanym mieszkaniu. Przeciez to jest czysta PATOLOGIA....
            • wuika Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 01.07.11, 14:53
              Normalni dziadkowie mają swoje życie, a nie tylko wnuki, wnuki i wnuki. Naprawdę. Trudno wymagać od nierzadko pięćdziesięciolatków rezygnacji ze swoich planów i marzeń (tak, tacy starzy ludzie też mają plany i marzenia), bo wnuk musi gdzieś pojechać. W życiu nie przyjęłabym niczego dla moich dzieci czy nawet dla mnie, jeśli bym wiedziała, że ogranicza to moich rodziców w tym, co chcieli robić. Moi rodzice przez długi czas nie mieli dużych pieniędzy, od kilku - kilkunastu lat jest lepiej, w końcu mogą jeździć na urlopy kilka razy do roku bez targania się finansowego. Strasznie chcieli kupić wózek dla wnuków, ale gdyby to miało im nie pozwolić np. na najbliższy wyjazd, to bym nie pozwoliła na to. I uważam ich za normalnych przyszłych dziadków.
              • zuzi.1 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 01.07.11, 17:08
                Tak jak najbardziej zgadzam się z Twoim punktem widzenia, jasne, że dziadkowie nie muszą, ale mogą i wielu dziadków nawet samych chce i to bardzo, jasne, że nie wyobrazam sobie pomagania ze strony dziadków, gdy im ledwo starcza na ich własny wyjazd, w takiej sytuacji to nie ma o czym nawet mówic, ale w sytuacji gdy nie stanowi to problemu finansowego ani np. zdrowtnego dla nich i w dodatku sami jeszcze chcą to nie widzę problemu, aby tak się to własnie odbyło z wnukami, jasne, że nie ciągle, ale raz na jakis czas...
        • echtom Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 10:48
          > A nie uważasz, że to egoizm z tą Hiszpanią, gdy pracującym przecież, nie leniącym się, dzieciom nie starcza na mieszkanie?

          Mgła, naprawdę myślisz, że rodzice powinni przez całe życie poświęcać się dla dzieci? Haruję na utrzymanie swoich od 20 lat, przede mną jeszcze 7-10. I nie ukrywam, że mam marzenia i plany, co chciałabym robić, kiedy się usamodzielnią. Uważasz, że powinnam z nich zrezygnować i pakować wszystko w dzieci i wnuki aż do śmierci?

          --
          „W wieku dwudziestu lat przejmujemy się tym, co inni sobie o nas pomyślą, w wieku czterdziestu lat nie przejmujemy się tym, co inni sobie o nas pomyślą, a w wieku sześćdziesięciu lat dowiadujemy się, że w ogóle o nas nie myślą.”
        • gazeta_mi_placi Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 01.07.11, 10:15
          > A nie uważasz, że to egoizm z tą Hiszpanią...

          Kiedy mają spełniać swoje marzenia?

          >To chyba nie jest faj
          > ne, gdy dziadkowie planują sobie egzotyczne wojaże, a wnuki nie mogą nawet poje
          > chać na obóz harcerski, bo trzeba opłacić wynajem mieszkania na wolnym rynku.

          Jak wnuki dorosną i będą zarabiać na siebie i swoje potrzeby też będzie ich stać na egzotyczne wojaże...
          No chyba, że dzieci i wnuki owych wnuków będą od nich ciągli kasę w nieskończoność...
          Poza tym od opłacenia obozu są rodzice a nie dziadkowie.
          Dziadkowie swoje dzieci już odchowali i być może swoim dzieciom jak były małe też fundowali z własnej kieszeni obozy.


          --
          http://kobietaintymnie.pl/suwaczek/cache/6f7abdb1.gif
    • duveen Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 12:59
      moje dzieci, co prawda malutkie jeszcze, ale juz mają kupione działki budowlane. Oprócz tego mamy dla nich po "mieszkaniu" , ktore teraz wynajmujemy i cały czas jednak staramy się w cos inwestowac, by przyszłosc dzieciaki miały sielską.
      Wszystko co robię długoterminowego robię z myślą o dzieciach.
      Mamy ubezpieczenia i fundusze inwest. i we wszystkich oprocz drugiej połówki figurują dzieci jako dziedziczący.
      Szczerze, to chcę jak najbardziej, najlepiej finansowo uposażyc dziewczyny by miały dobry start w przyszłosc. Wolę pomoc finansową niż na przykład nianczenie wnuków.
      Tego chce uniknąc, nie lubię kisic sie z dzieciarnią.
      Chcę podróżowac i się spełniac.
    • attiya Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 18:06
      można pomóc ale nie sprezentować, nie ma wtedy szacunku dla własnej pracy i własnego dorobku, bo się dostało, bo się nie sprezentowało
      poza tym jeśli narobiłaś długów, to jako dorosła osoba powinnaś ponieść konsekwencje swojego działania
      bo rozumie, ze rodzice jak byłaś w poprzednim związku pomogli ci?
      Poza tym na pewno też był wkład w wykształcenie itd itd
      --
      Gość:teddy bear: Odkryłem, że moja żona zwraca się do kolegi z pracy per "misiaczku". Dodam że mnie tak już od dawna nie nazywa... Moim zdaniem to co najmniej "dziwne"... Co o tym sądzicie? Odpowiedz by fragles: Pewnie już się dobrał do miodu, a ty nie możesz być misiaczkiem bo jesteś jelonkiem.
      • bi_scotti Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 18:17
        Pokrylismy w znacznym stopniu (najmlodszemu jeszcze 2 lata bedziemy) koszty under-grad trojki naszych dzieci i to jest Ich posag w przyszlosc smile Na wszystko inne pracowali i pracuja sami - nie widze innej opcji. Nawet gdybysmy byli 100 razy zamozniejsi, uklad bylby dokladnie taki sam. Moze kiedys rozwazymy (ewentualnie) jakas forme pomocy przy potencjalnych wnukach ale to raczej w wymiarze czasowym niz finansowym.
        Samodzielnosc i mozliwosc samodzielnego dorabiania sie "od zera" daje tak ogramna satysfakcje (wiem cos o tym!), ze do glowy by mi nie przyszlo pozbawiac ktorekowiek z moich dzieci takiej mozliwosci.
        • mdmaj2371 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 18:41
          bi_scotti napisała:
          > Samodzielnosc i mozliwosc samodzielnego dorabiania sie "od zera" daje tak ogram
          > na satysfakcje (wiem cos o tym!), ze do glowy by mi nie przyszlo pozbawiac ktor
          > ekowiek z moich dzieci takiej mozliwosci.

          ta tylko ja nie chce zeby moje dzieci dorabialy sie od zera... ja to robilam i do przyjemnosci nie nalezalo. To nie tak ze pomozemy sie dziecku w starcie w dorosle zycie i od razu bedzie roszczeniowym i wymagajacym bachorem... to jest kwestia wychowania i uczenia dziecka szacunku do pieniedzy i cudzej pracy. Nie zamierzamy podac naszmy wszytkiego na zlotej tacy ale oplacimy studia (tu gdzie mieszkamy sa platne) i dostana po kawalerce - reszta bedzie nalezala do nich. Chcesz wieksze mieszkanie to juz dzialaj na wlasna reke - start masz.
          Choc nie wypieram sie ze na tym nasza pomoc sie zakonczy - jesli bede widziala ze sie staraja ale jednak jakies pomocy potrzebuja to na pewno pomozemy.


          Na pomoc finansowa naszy rodzicow nie mozemy liczy i nawet nie chcemy bo po prostu nie jest nam ona potrzebna. Natomiast jestem wdzieczna rodzicom z obu stron za to ze pomogli nam w wychowaniu naszych dzieci - a raczej opiece nad nimi, ogromnemu zaangazowaniu i zainteresowaniu wlasnymi wnukami. Dla mnie to najwieksza i najbardzie wartosciowa pomoc jaka bym mogla dostac od rodzicow.
          • bi_scotti Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 18:55
            mdmaj2371 napisała:

            > ta tylko ja nie chce zeby moje dzieci dorabialy sie od zera... ja to robilam i
            > do przyjemnosci nie nalezalo.

            Proces nie byl przyjemny ALE osiagniecie czegos z niczego wylacznie wlasnym pomyslem i przemyslem jest nieporownywalne z zadna inna satysfakcja. Wiec ja uwazam, ze dawanie dzieciom czegokolwiek procz wartosci moralnych i wiedzy jest rownoznaczne z pozbawianiem ich najfatastyczniejszej przyjemnosci jaka jest wlasnie owa satysfakcja. Nie wszystko da sie przeliczyc na pieniadze ...
            Ja przeszlam biede, bolesna, zawstydzajaca, przygnebiajaca biede. Dzieciom swoim tego nie zycze ale jestem przekonana, ze to, co otrzymaly z domu (pryncypia + umiejetnosci + wyksztalcenie) nawet taka biede, gdyby musialy ja przezyc, przeszlyby dzielnie i daly sobie rade. Doroslym dzieciom moge pomoc glownie rada, ewentualnie jednorazowa (!) pozyczka na lekarstwa gdyby trzeba bylo, ale doroslosc zobowiazuje i w takim duchu cala trojka zostala wychowana. Zadna uczciwa praca nie hanbi, czesto trzeba sie cofnac zeby moc pojsc do przodu, nikomu nic sie z zalozenia nie nalezy, wspieramy sie wzajemnie ale po pomoc trzeba umiec poprosic, trzeba umiec ja przyjac w takiej formie w jakiej jest dana (np. rada!) i trzeba chciec i umiec sie zrewanzowac albo "oddac" komus innemu na swiecie.
            Dlatego naprawde trudno mi zrozumiec oczekiwania autorki watku.
              • bi_scotti Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 23:49
                dziennik-niecodziennik napisała:

                > > ewentualnie jednorazowa (!) pozyczka na lekarstwa gdyby trzeba bylo
                >
                > pozostaje życzyć dzieciom dużo zdrowia, bo nie daj Boże ktores zachoruje przewl
                > ekle lub bedzie wymagało rehabilitacji, z pracy wywalą bo niedyspozycyjne, a ro
                > dzice wspomogą ale RAZ!...

                A o ubezpieczeniach slyszalas? Dorosly, odpowiedzialny czlowiek UBEZPIECZA SIE i na najblizszych sie ewentualnie opiera dopoki ubezpieczenie nie zacznie dzialac, najczesciej kilka tygodni. I o to chodzi - o odpowiedzialnosc samego/samej za siebie.
                W ogole koncepcja doroslych ludzi liczacych na wsparcie coraz starszych rodzicow, ktorzy maja wreszcie czas na zabawe, podroze, szalenstwa niedostepne rodzinom zmalymi dziecmi jest jakims nieporozumieniem.
                • dziennik-niecodziennik Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 10:16
                  > A o ubezpieczeniach slyszalas? Dorosly, odpowiedzialny czlowiek UBEZPIECZA SIE
                  > i na najblizszych sie ewentualnie opiera dopoki ubezpieczenie nie zacznie dzial
                  > ac, najczesciej kilka tygodni. I o to chodzi - o odpowiedzialnosc samego/samej
                  > za siebie.

                  po pierwsze - nie od wszystkiego mozna sie ubezpieczyc.
                  po drugie - dość często ubezpieczenie pokrywa tylko CZĘŚĆ kosztów np rehabilitacji.

                  deklaracja ze "za leki dziecka zapłaciłabym jednorazowo" brzmi okrutnie.
                  gdyby moje dziecko bylo skazane na leczenie na ktore nie byloby je stac a mnie tak - placilabym i do konca zycia.

                  • bi_scotti Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 13:40
                    dziennik-niecodziennik napisała:

                    > gdyby moje dziecko bylo skazane na leczenie na ktore nie byloby je stac a mnie
                    > tak - placilabym i do konca zycia.

                    Rozmawiamy "obok" siebie. Ja zakladam, ze tak przygotowalam moje dzieci do zycia, ze sa w w stanie radzic sobie same w nawet bardzo challenging sytuacjach, rowniez finansowych. W ich wlasnych glowach opcja "mama pomoze" ma prawo pojawic sie wylacznie wtedy gdy juz naprawde nie ma innego wyjscia. I wtedy mama faktycznie pomoze, szczegolnie jest to naprawde bedzie sytuacja kompletnie wyjatkowa i nieprzewidywalna! To, ze ja moge miec chec/poczucie czy co tam jeszcze zeby wesprzec w innych okolicznosciach, bo taki akurat moge miec kaprys, to zupelnie inna sprawa.
                    Ale buntuje sie ostro przeciwko gloszonym tu pogladom, ze mlodzi ludzie nie sa w stanie wystartowac w zycie bez bardzo intensywnej pomocy rodzicow sprowadzajacej sie nie do sugerowanej to opieki w chorobie ale do zakupu mieszkan, lat opieki nad wnukami, zastrzykow gotowkowych itp. To co to jest za doroslosc? A co robia ludzie, ktorzy nie maja zadnych/zamoznych/zyczliwych/zaradnych rodzicow? Popelniaja sepuku? C'mon, poczatki zycia rodzinnego i zawodowego ZAWSZE, WSZEDZIE I DLA WSZYSTKICH sa wyzwaniem, glownie finansowym. Sa wyjatki - jakies tam dzieci milionerow, ksiazat udzielnych i oszalalych z milosci "matek Januszkow", ale tak normalnie to pierwsze lata zawodowego zycia to splacanie dlugow za studia, wynajmowanie pokoju (nie mieszkania!), odkladanie na pierwszy rzech a.k.a. samochod, wakacje pod namiotem albo wdziecznosc za zaproszenie na cottage u cioci ... Ja pamietam, ze w PL zawsze bylo to przekonanie, ze skoro sie skonczylo studia to "sie nalezy" ale nic sie nikomu nie nalezy - wiekszosc ludzi musi wszystko wypracowac sama i na to sa lata po studiach. Rodzice, jesli chca, moga cos tam ulatwic ale przeciez nie organizowac cale dorosle zycie swoim doroslym juz niby dzieciom!
                    Kazdy kraj ma swoja specyfike i nigdzie nie ma raju, nigdzie waluta na drzewach nie rosnie a generalnie starszym ludziom bywa ciezej niz mlodym z wielu wzgledow. Dlatego nalezy "odpuscic" swoim rodzicom i dac im "pozyc" gdy moga sie cieszyc wolnoscia od wydatkow na (dorosle!) dzieci gdzies tam pomiedzy 45 a 70 rokiem zycia, dla wiekszosci ludzi nastepne lata bywaja juz mnie radosne i szalone smile
            • verdana Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 21:45
              A czy zdajesz sobie sprawę, ze w Polsce, w dużym mieście, równowartość 1 metra kwadratowego to ponad 3/4 rocznej pensji moich zaczynających pracę dzieci? A wynajecie kawalerki to 3/4 zarobkow, przy czym reszta nie pozwala na przezycie? Dorabiać się od zera w Polsce oznacza nie satysfakcję, ale niemożność wyjścia z rodzinnego domu, rezygnację z ambicji i założenie rodziny gdzieś po 40-ce. Minimalna satysfakcja.
              Oczywiście, nie zawsze - są mlodzi ludzie zarabiający dobrze, ale tych jest zdecydowana mniejszość. reszta mna niewielkie szanse na dorobienie się od zera.
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • kamelia04.08.2007 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 11:11
                verdana, niestey masz racje. Niestety, bo smutna jest ta rzeczywistosc.

                Jak zaczynałam poważną prace (poważna bo w państwowym i na umowie o prace), to zarabiałam netto niecałe 1000-1100 zł*, po 3 i pół roku rzuciłam te super prace (super bo oferowała stałą nedze), poszłam do firmy i tam zarabiałam 1800 zł netto**.
                Pisze o sytuacji w W-wie, czyli najlepsza w PL.
                Weź tu sie usamodzielnij i zakładaj rodzinę za takie pieniądze, mieszkałam wtedy u rodziców. Faceta nie miałam, potem poznałam takiego, co jeszcze mniej niż ja zarabiał.

                *miałam wtedy wykształcenie wyższe magisterskie
                **byłam po trzecim roku studiów prawniczych
              • burza4 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 01.07.11, 11:04
                verdana napisała:

                > A czy zdajesz sobie sprawę, ze w Polsce, w dużym mieście, równowartość 1 metra
                > kwadratowego to ponad 3/4 rocznej pensji moich zaczynających pracę dzieci?

                W Warszawie metr mieszkania kosztuje ok. 7 tysięcy. Twoje dzieci rocznie zarabiają 5 tysięcy? więcej ma znajomy maturzysta dorabiający w call centre.

                Jeśli ktoś ma życzenie pracować w czynie społecznym, to już - jego wybór. Dla mnie chore jest, jeśli ktoś takich wyborów dokonuje zrzucając tym samym obowiązek utrzymania na starszych rodziców i niejako wymuszając na nich dodatkowy nakład pracy. Jesli ktoś ma hobby, a nie pracę - to niech to robi na własny rachunek. Ambicjami się nie naje, czasem po prostu trzeba trochę spuścić z tonu i dostosować się do możliwości.

                Nie widzę powodu, żeby to rodzice ponosili konsekwencje wyborów i błędów własnych dzieci.
                I wbrew pozorom - wcale nie jest trudno dorobić się, obserwuję nie tylko młode osoby z Warszawy ale i z mniejszych miast - i jakoś nie siedzą na garnuszku u rodziców. Nie bez pomocy rodziców, ale też - nie na ich całkowity koszt.

                Jeszcze raz - nie mylmy pomocy z wyręczaniem.
    • imasumak Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 18:30
      Nie wiem o jakim wątku piszesz, ale się ustosunkuje do Twojej sytuacji - jako rodzic spać bym nie mogła, gdyby moje dzieci nie miały gdzie mieszkać. Więc, gdybym dysponowała odpowiednimi środkami, czy finansowymi, czy to w postaci lokum, nie wahałabym się, żeby ich im udzielić.
      --
      kliknij
      jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
    • guderianka Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 19:00
      Rodzic powinien wyposazyć dziecko w dostęp do wykształcenia/umiejętność radzenia sobie w zyciu/dokonywanie właściwych wyborów. Nie ma obowiazku wspierać dorosłego zdrowego dziecka tylko dlatego, że jest ono niezaradne, zwłaszcza jeżeli miałoby sie to odbywać jego kosztem (spowodowanie gorszego standardu życia itp). Jesli rodzic ma na tyle dużo, że nie odczuje szkody darując mieszkanie, gotówkę, itp-to czemu nie?
      --
      Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.

      George Bernard Shaw
      • kropkacom Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 21:10
        Jak okropnie niezaradne musiałoby być moje dziecko abym nie chciała mu pomóc?

        Uważam, że nie w porządku jest wymagać od rodzica odejmowania sobie przez całe życie bo dzieciom trzeba mieszkania kupić na start. Najlepiej takie rozwojowe mieszkania a nie klitki. Tylko tyle.

        > Nie ma obowiazku wspierać doros
        > łego zdrowego dziecka tylko dlatego, że jest ono niezaradne,


        --
        Kropka w morzu potrzeb...
        • dziennik-niecodziennik Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 21:15
          > Jak okropnie niezaradne musiałoby być moje dziecko abym nie chciała mu pomóc?

          ja nawet niezaradnemu bym pomogła. zaradnosci nie mozna sie nauczyc, niektorzy po prostu tak mają.
          nie pomogłabym tylko bujającemu w obłokach obibokowi, wymagającemu i żądającemu pomocy "bo to obowiązek rodziców". o nie, takiemu nie.
          • ewma Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 21:48
            Moi rodzice pomagali mnie i mojej siostrze i zawsze możemy na nich liczyć.
            Gdy wprowadzaliśmy się z mężem do naszego domu ,kupili nam sprzęt agd bo wiedzieli ,że na to nam już kasy nie starczy.Mieli z tego ogromną radość.
            Nawet teraz lubią nam robić niespodzianki ,kupując coś od czasu do czasu.
            Zwariowalii kompletnie na punkcie 2 swoich wnuków i zawsze pytają czy im na pewno niczego nie brakuje.
            I nie uważam abyśmy się stały przez to jakieś rozczeniowe.
            Mam ogromne wsparcie psychiczne wiedząć ,że w razie W zawsze możemy na rodziców liczyć.
            Uważam to za coś normalnego i tak też będzie wygladała moja pomoc względem naszej córki.Jest jeszcze mała ale już teraz myśle jak ją zabezpieczyć mieszkaniowo aby miała łatwiejszy start .
          • burza4 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 01.07.11, 14:25
            dziennik-niecodziennik napisała:

            > ja nawet niezaradnemu bym pomogła. zaradnosci nie mozna sie nauczyc, niektorzy
            > po prostu tak mają.

            Za to świetnie można nauczyć niezaradności.

            I pomaganie komuś, kto jest niezaradny jedynie ugruntowuje ten stan. Jakby nie musiał - to jakoś by się zmobilizował. Ale po cóż się wysilać, skoro mamusia czuwa?
      • asia_i_p Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 13:16
        Rodzic powinien wyposazyć dziecko w dostęp do wykształcenia/umiejętność radzeni
        > a sobie w zyciu/dokonywanie właściwych wyborów. Nie ma obowiazku wspierać doros
        > łego zdrowego dziecka tylko dlatego, że jest ono niezaradne, zwłaszcza jeżeli m
        > iałoby sie to odbywać jego kosztem (spowodowanie gorszego standardu życia itp).
        No w sumie, jeśli dziecko jest niezradne, to wynika, że nie wyposażył, prawda wink
        Dla mnie kluczowe jest, czy rodzic może pomóc. Zarzynanie się, żeby dziecko miało mieszkanie - nie.
        Ale odkładanie góry kasy, kiedy dziecko do pierwszego nie dociąga - też nie. I w tym wypadku, kiedy rodzice mają to drugie mieszkanie, to o ile nie jest to główna ich kasa, uważam, że fajnie byłoby, gdyby je sprzedali i kupili SOBIE drugie w okolicy, gdzie córka ma pracę i pozwolili jej wynajmować je za czynsz mniejszy niż rynkowy.
        Kiedy ja kupowałam mieszkanie, ojciec dołożył mi trochę pieniędzy, żeby był chociaż minimalny wkład własny i załatwił notariusza, bo termin naglił, a wszyscy mieli kilometrowe kolejki. Gdyby nie dał pieniędzy, nie mrugnęłabym okiem. Ale gdyby powiedział "No sorry, córka, ale notariusza się załatwia miesiąc wcześniej" i zostawił mnie z bigosem, którego sobie nawarzyłam, to chociaż najprawdopodobniej miałby rację, miałabym duży żal. Bardzo doceniam, że w tym momencie zamiast mnie wychowywać, wziął telefon, zadzwonił do znajomego i mi pomógł, powstrzymując się od chociażby napomknięcia, że mogłam się tym wcześniej zająć.
        I dla mnie to jest sytuacja idealna - kiedy dziecko potrzebuje pomocy, to rodzic kieruje się tym, czy może pomóc, a nie tym, czy dziecko na tę pomoc zasługuje (poza przypadkami drastycznymi, kiedy dziecko całą pomoc roztrwoni - ale z drugiej strony ciężko wtedy mówić w ogóle o pomaganiu).
        --
        Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
        że przylecą piraci bombowcem
        i bogatym zabiorą pieniądze,
        a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
    • izabellaz1 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 19:07
      Nie należy mieć o to pretensji. O to chodzi.
      Moja mama oddałaby mi ostatnią złotówkę. Tata już niekoniecznie, ale NIE MAM O TO PRETENSJI. Zresztą nie potrzebuję tego może dlatego tak mówię. Cieszę się niezmiernie, że teraz ja też zarabiam, że mogę im coś fajnego kupić.
      Rozumiem, że przez wiele lat łożyli na moje wykształcenie, życie, wakacje, pomagali na początku małżeństwa finansowo itd. Jak mam mieć pretensje o to, że rodzic jedzie sobie na fajny urlop zamiast "dać te pieniądze mnie". Bo wiesz, że takie głosy roszczeniowe znajomych zdarza mi się słyszeć???

      --
      --------------------
      Si vis pacem, para bellum
    • drinkit Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 20:53
      Jestem za pomaganiem. Oczywiście wiadomo - nie każda rodzina się "lubi", różne są stosunki, etc., ale w świecie "idealnym" uważam że w miarę możliwości należy sobie wzajemnie pomagać - od tego jest rodzina. Dzięki mojej rodzinie mam mieszkanie. Jeżeli będę w stanie, zrobię wszystko żeby moje ewentualne dziecko również miało zapewniony start.
    • kora20 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 21:04
      uważam, że rodzina jest po to aby sobie pomagać, ale to nie znaczy, że rodzice maja obowiązek dać mieszkanie, czy pieniądze dziecku, które sobie słabo radzi w życiu. Co innego losowa nie dająca się przewidzieć sytuacja (ciężka choroba, wypadek, pożar), a co innego niskie zarobki.

      Człowiek dorosły powinien sobie radzić sam i wieść życie na takim poziomie jaki sam sobie jest w stanie zapewnić nie oglądając się na nikogo, zwłaszcza starzejących się rodziców.
    • tully.makker Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 29.06.11, 22:38
      Moglam i moge liczyc na rodzicow. Swiadomosc, ze gdyby np powinela mi sie noga, splaca moj kredyt pozwala mi spac spokojnie, choc mam nadzieje, ze do tego nie dojdzie. Sama ciezka praca i kosztem wyrzeczen zapewnilam juz 2 swoim synom mieszkania na start, teraz kombinuje, jak moge zaoferowac to samo temu, ktory sie dopiero urodzi.

      W mojej rodzinie sie sobie pomaga.


      --
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
        • maxi3 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 01.07.11, 11:01
          gazeta_mi_placi napisała:

          > Zawsze rodzina męża to ta gorsza big_grin
          > Tak samo babcia albo ciocia ze strony męża na ogół jest gorsza od babci ze stro
          > ny e-mamy big_grin
          > Głupie kwoczki big_grin

          Nie wiem czy jesteś facetem czy babka bo różnie się tu gadało ale ktoś nieźle musiał ci dać w dupe ,że teraz jesteś takim/ą wredną istotą ,która wszystkie rozumy pozjadała.
          No niestety tak już jest ,ze to zwykle rodzice męża są tymi gorszymi ,którzy wszystko olewają włącznie z wnukami.
        • deela Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 01.07.11, 23:38
          > Zawsze rodzina męża to ta gorsza big_grin
          a czy ja mówię, że gorsza? wcale tego nie powiedziałam, oni po prostu są inni i zaakceptowałam to tak jak oni zaakceptowali mnie, tesciowie są naprawde nie najgorsi, mają swoje odpały ale jak kazdy, pomocy jako takiej nie odmawiają, jesli jest w zasięgu ich możliwości, może powinnam sprostować - kiedyś było u nich wymawianie a my to a wy to tamto a to a tyle, teraz to się zmieniło, widac, że sie zmienili przez te parę lat kiedy ich znam, zrobili się jacyś tacy bardziej ludzcy.... no trudno mi to opisać
          szkoda mi tylko, że między sobą czasami tak się drą, że aż drzazgi lecą, męcza się przez to, ale myślę, że i przez tą fazę przejdą
          --
          Charakter: praworządny zły
      • heca7 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 00:06
        Nam rodzice bardzo pomogli. Od razu mieliśmy gdzie mieszkać. I teraz to samo staramy się zapewnic dzieciom. Mieszkania albo działki. Można powiedzieć, że to co dostalismy od rodziców oddajemy dzieciomwink moje dzieci nie będą się dorabiac od zera choć nie zamierzam im wszystkiego podawac na tacy. Bo to akurat rozleniwia. Ale mając własny, bezpieczny kąt można pomyśleć o dalszym rozwoju, skupić się na innych sprawach.
        --
        Dzieciaki 2002
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
    • anorektycznazdzira Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 00:23
      Chciałabym, gdyby mnie było na to stać, sprezentować dzieciom kawalerki. Właśnie na start. Sama boleśnie doświadczyłam braku mieszkania swego czasu i ostatecznie pomogła mi (jak mogła, choć na "sprezentowanie" nie było jej stać) moja mama. Przy tym zakładam, że jeśli mój plan wypali, to np. wystawne śluby z pórkiem w doopce i kokardką na czubku kościelnej wierzy niech sobie fundują sami. Nie będę też kupować w takim układzie samochodów, wycieczek, innych pierdół. Ale mieszkanie to baza, strasznie ważne. No i mając e można mieszkać, odkładać i wymienić na większe duzo łatwiej niz zaczynajac od zera.
      • praleczka_live Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 09:19
        Rodzice mojego ex też np. nie mieli kasy, żeby mu pomóc, ale pomogli w ten sposób, że odziedziczył mieszkanie po dziadkach, a oni nie rościli sobie praw do niego.
        U mnie wygląda to tak, ze za życia babci, ktora mnie właściwie wychowywała była jeszcze mowa o tym, że ja dostanę po nich mieszkanie. Później jak wyprowadziłąm się do innego miasta to mieszkanie zostało zapisane na mamę. Teraz trwa "walka" o dom, który ma zostać zapisany na mojego ojca i jego siostrę, ale prawdopodobnie mój tata dostanie cały dom, a ciotka spore mieszkanie, w ktorym od wielu lat już mieszka.
    • asia_i_p Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 09:26
      Zasada się nie zmienia - dziecku powinno się przez całe życie pomagać jak najmniej się da i jak najbardziej doceniać i chwalić to, co zrobiło samodzielnie. Od pierwszych kroków aż do kupowania mieszkania i zakładania własnego biznesu.
      Chociaż dla mnie wynajmowanie mieszkania obcym w momencie, kiedy własne dziecko kredytu wziąć nie może, jest pomaganiem mniej niż to jest konieczne. No chyba, że rodzice własnych dochodów nie mają i pieniądze z wynajmu tego mieszkania to ich źródło pieniędzy na życie - wtedy rozumiem. Ale jeśli to jest kara dla córki, że wcześniej podejmowała złe decyzje finansowe - to taka kara, opóźniająca stanięcie dziecka na własnych nogach, jest bezsensowna.
      --
      Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
      że przylecą piraci bombowcem
      i bogatym zabiorą pieniądze,
      a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
    • gryzelda71 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 10:38
      Hmmmmmmmm
      Fajnie jak można liczyć na pomoc,ale jej wymagać bo tak,to już przegięcie.
      Nie zamierzam teraz,jak dzieci jeszcze szkolne odmawiać sobie wszystkiego,bo trzeba już im mieszkania kupić.Czynimy po drodze jakieś tam inwestycje,co będzie czas pokaże.
      Jak będzie nas stać z przyjemnością dam te mieszkania,ale jak nie,nie będę zaciągać na ten cel pożyczek.
      Jak dzieci się usamodzielnią,zamierzamy trochę pożyć z przyjemnością,a nie odkładać każdy grosik,bo dzieciom trzeba pomóc.Ale jak sytuacje będzie wymagała,to przyjemności poczekają,nawet na następne wcielenie.
    • lejla81 Re: Czy według Was dorosłym "dzieciom" ... 30.06.11, 10:55
      To chyba zależy od wielopokoleniowych układów rodzinnych. Mi moja mama pomaga, nie wyobrażam sobie, żeby wynajęła mieszkanie obcym ludziom, gdybym ja nie miała gdzie mieszkać. Jej pomagały finansowo babcia i prababcia. Oczywiście za to na starość mieszkały razem z mamą. Ja zrobię wszystko, żeby mój syn miał własne M na starcie w dorosłość i nie musiał się obciążać kredytem.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka