Dodaj do ulubionych

jest mi przykro...

04.08.11, 14:05
wiem, wiem temat teść , teściowa poruszany jest dość często....
mam dwoje dzieci 6 i 2 lata. Nie mam rodziców, nie mam brata, jestem sama jak palec ( oczywiście ciocie są ale mają swoje rodziny) . Mąż jest jedynakiem, ma rodziców. Rodzice mieszkają w tym samym mieście co my. Nie mają ochoty widywać naszych dzieci. Spotykamy się tylko na urodziny dzieci,imieniny rodziców, święta. Wtedy wszystko jest oki, jak oni to kochają wnuki. Przykro jest mi kiedy tak bezinteresownie nie chcą się spotkać z dziećmi, przytulić, pobyć choć chwilę z nimi na podwórku, pójść na lody, kina. Teść przyjeżdża tylko po pracy, kiedy teściowa nie ma obiadu, jest to może ze 2 razy w miesiącu. Jest o ok godziny 17 po pracy.Zje obiad, napije się kawy i leci, tyle jego z dziećmi. Wiem,ze weekendy maja dla siebie (wolne) ale przez 6 i pół roku żeby nie spotkać się z wnukami, pójść na mały spacer nawet na te 30 min. Nie wymagam opieki nad wnukami. Nie oto mi chodzi. Szczerze mówiąc wolałabym ,zeby kontaktu nie było wcale, niż takie obiecywanie,ze dziadek Cie zabierze następnym razem, to gdzieś pojedziemy, tylko nigdy z tego się nie wywiązał.
Często mam tak,ze teść mówi,że będzie we wtorek po pracy na obiad. Czekam a on wcale się nie zjawia nawet nie zadzwoni, bo po co. Miałam tak wczoraj. W niedzielę mi powiedział,ze w środę przyjedzie. Lecę z pracy, szybko obiad, ogarniecie mieszkania, nie przyjechał,tel nie odpowiadał. Mąż zadzwonił, to po pracy siedział w domu bo robił słoiki. Ale po co zadzwonić? Siedziałam w domu i czekałam na niego, dzieci czekały , a mogłam siedzieć z dziećmi na dworze. Jest mi strasznie przykro,że tak mnie i nasze dzieci traktuje. W zeszłym roku na wakacje obiecał mi,ze podczas przerwy w przedszkolu, wezmą starszego syna do siebie. (powiedział to sam z siebie, powiedziałam mężowi, byliśmy zaskoczeni i myśleliśmy,ze idzie ku lepszemu) . Mieli wziąć małego od poniedziałku. Dwa dni wcześniej zapytałam się czy my mamy go przywieźć czy oni po niego przyjadą. Okazało się,że teściowa nic nie wiedziała i że absolutnie,nie zgadza się. Teściowa ma co roku wakacji 2,5 miesiąca. Zostałam na lodzie bez opiekunki, bez opieki nad synem.
Czy tak trudno przytulic własnego wnuka, pójść z nim na lody, raz na ruski rok, poświęcić mu trochę czasu, pogadać z nim, co lubi, jakich ma kolegów itd. W te dni kiedy się widzimy: imieniny, urodziny, teść i teściowa biorą na siłę dzieci na ręce, przytulają ale wtedy są obecne też inne osoby. Nie wiem czy to na pokaz. ??? Zazdroszczę rodzicom co dziadkowie się biją z kim teraz ma być wnuczek czy wnuczka. Nie chodzi o pieniądze, tylko o miłość. Tak naprawdę moje dzieci oprócz męża i mnie nie mają nikogo.
Czy mogę mieć żal,że tak mnie olewają,że umawiają się a potem nawet nie zadzwonią,że ich nie będzie. Rozmawiałam dzisiaj z teściem przez telefon, to przecież nic się nie stało, tylko że to nie pierwszy raz tak mnie zrobią w konia. Wolałabym,żeby wcale nie przyjeżdżał i nie obiecywał. Dzieci ich kochają i dla nich dziadkowie są super. Starszy wczoraj od okna do okna latał i czekał. Jestem strasznie zła, nie mam ochoty ich widzieć.
Znowu są wakacje a dzieci po sąsiadkach ( za wynagrodzeniem), a czy nie mogli choć na jedną noc zabrać starszego.
Mąż w niedziele po pracy ma z nimi pogadać, nie wiem co powie. Dla mojego M matka ma zawsze rację ale widzę,ze też go boli.
Wygadałam się...
Edytor zaawansowany
  • maria220 04.08.11, 14:15
    przykro mi... rozumiem Twój ból bo u mnie sytuacja jest podobna, nic na to nie poradzę...nie zmuszę nikogo do miłości, pozostaje chyba tylko Tobie i mi pogodzić się z tym, że naszym teściom nie zalezy na wnukach i żyć dalej
  • saga55-5 04.08.11, 14:23
    Ewidentnie widać ze dziadkom nie zależy.
    Po co chcesz to na siłę zmieniać ?
    Nie ? to nie.
    Ja nie zmuszałam. Moje dziecko widzi babcie kilka razy w roku i jest ok.
  • alanis11 04.08.11, 14:25
    Nie umiem się do tego odnieść właściwie bo ja mam odmienną sytuację tzn może nie chodzi o samo zajmowanie się wnukiem i kontakt z nim ale o chęć intensywnego uczestniczenia teściowej i moich rodziców w moim i męża życiu , oni się bardzo się dobijają a dla mnie zwyczajnie męczącym jest codzienne zdawanie relacji co też takiego robiłam, gdzie jestem , co zamierzam. Ideałem dla mnie byłby własnie taki luźna relacja , która dopuszcza jednak życie swoim życiem , oczywiście nie chcę się odcinać od rodziny ale potrzebuje mieć własną autonomię.A tu z każdej strony mam nacieranie a czesto również fochy... codziennie ze strony matki co 3 dni ze strony teściowej.
  • gosciu-1 04.08.11, 14:26
    no niby tak, pogodziłam się....
    tylko widzę jakby zmianę, obiecują,że zabiorą nie mi tylko dzieciom a potem cisza.... nie wiem co mówić. Młodszy jeszcze nie rozumie ale starszy tak, czeka, czeka pyta dlaczego.... Tak naprawę wolałabym,żeby d...y nie zawracał. Wiem,ze teść by chciał ale zawsze ma wtedy wymyślaną robotę przez teściową, a to słoiki ( tak było wczoraj) albo umycie samochodu itd. po prostu ważniejsze i pilniejsze od dzieci. ( tak powiedział teść dzisiaj jak rozmawiał ze mną,ze czasami są ważne sprawy i dlatego nie zadzwonił i nie przyjechał. Odpowiedziałam,że tak wiem,ze ogórki są ważne i powiedziałam pa i odłożyłam słuchawkę. Nie wiem co mąż powie w niedzielę, bo tak naprawdę nie muszą jak nie chcą spotykać się z dziećmi, nie lubią przebywać z nimi ich sprawa. Jak to rozegrać. Albo chyba tam spokój i tyle...
  • saga55-5 04.08.11, 14:35
    za.... nie wiem co mówić. Młodszy jeszcze nie rozumie ale starszy tak, czeka, c
    > zeka pyta dlaczego...

    Absolutnie nie mów nic złego o dziadkach.
    Możesz np. mówić że dziadek ma dużo pracy czy coś w tym stylu
  • pali-kotka 04.08.11, 14:38
    Kłamać ma? Bardzo uczciwe i wychowawcze.
  • saga55-5 04.08.11, 14:44

    > Kłamać ma? Bardzo uczciwe i wychowawcze.

    Ok, niech mu powie to, co nam. Ciekawe czy dziecku przykro nie będzie.
    Ewentualnie moze obrobić d..pę dziadkom-to będzie bardziej wychowawcze ?
    dziecko nie ma 15 lat ( chyba) że zrozumie więcej.
  • wartosc.energetyczna 04.08.11, 17:28
    pali-kotka napisała:

    > Kłamać ma? Bardzo uczciwe i wychowawcze.

    a bardziej wychowawcze jest powiedzenie: dziadek ma cię gdzieś?


    --
    I recommend wearing trash cans on your heads to avoid any accidental exposure to knowledge
  • mayenna 04.08.11, 16:33
    Dziecko może samo dziadka zapytać. Matka przecież nie wie czemu dziadek nie przyszedł.

    Nie da się poprosić teściów o zajęcie się wnukami?
    Oczekujesz, ze oni domyślą się jak chcesz by wyglądały ich kontakty z wnukami. Może on i wyobrażają je sobie inaczej? O tym się rozmawia, a nie zostawia do domysłów.
    Teścia po prostu poprosiłabym, żeby mnie uprzedził jesli zmieni plany i nie wpadnie na obiad. Powiedziałabym tez skąd ta prośba. Myślę, ze zrozumiałby. W tej chwili to on nawet nie wie że jest ci przykro.
    O spacer, czy inne wyjście, dzieci mogą same poprosić dziadków. Nie musisz być strona w kontaktach między wnukami a dziadkami.
    Zrzucanie rozmowy na męża tez jest dla mnie dziwne. Nie można tych spraw poruszyć wspólnie, np. przy okazji? Przecież postępując w ten sposób rozdmuchujesz problem i zaostrzasz go.Dziadkowie nie wiedza jakie sa twoje oczekiwania wobec nich, a od razu będą mieli coś na kształt wymówek ze strony syna 'posłanego' przez synową.
    Dziadkowie pracują, mają swoje aktywne życie i nie musza zajmować sie wnukami. możliwe że są zmęczeni albo maja inne plany.Nie oznacza to że ich nie kochają albo nie chcą - przecież uczestniczą w ważnych dla nich uroczystościach. Teściowa nie ma obowiązku poświęcania wnukom ani jednego dnia z urlopu. To jej czas na odpoczynek. Dzieci sa twoje i męża i to wy macie się nimi opiekować. Jeśli dziadkowie pomogą to chwała im za to ale niczego nie muszą w tej kwestii.

  • zuzi.1 04.08.11, 17:38
    Jak czytam takie teksty jak Twoje mayenna, to aż mi Ci żal....
  • mayenna 04.08.11, 19:23
    Rozumiem, ze jak będziesz babcią to po pracy będziesz niańczyć wnuki, odgadywać myśli synowej i dogadzać jej we wszystkim, podporządkujesz rodzinie dziecka swoje życie?
    Ludzie maja prawo do życia w taki sposób jak uważają za słuszny.Posiadanie dzieci zobowiązuje rodzica a nie dziadka. Dziadkowie mogą pomagać w wychowaniu i opiece, ale nie jest to ich obowiązek.
    Poza tym dziadkowie tez ludzie. Chcecie 'urawniłowki' w traktowaniu wnuków, dzieci. tak się chyba zwyczajnie nie da. Może dziadowie u drugiego dziecka lepiej się czuja? Może warto ich zapytać czemu do drugiego dziecka jeżdżą częściej?Nie zakładać z góry złej woli.
    O swoich oczekiwaniach względem innych osób trzeba mówić albo się ich pozbyć.
  • zuzi.1 04.08.11, 19:48
    Ależ nie popadaj ze skrajności w skrajnośc...Teściowie autorki wątku nie wykazują minimum zainteresowania wnukami i tu leży problem, jak dla mnie... Jacy to dziadkowie wogóle są...? Sąsiedzi mogą miec dla tych dzieci więcej ciepła i radości z przebywania z nimi, niż ci dziadkowie...dla mnie tacy ludzie to pozbawiona uczuc patologia....pseudo rodzinna... sad
  • madzioreck 04.08.11, 21:16
    > Rozumiem, ze jak będziesz babcią to po pracy będziesz niańczyć wnuki, odgadywać
    > myśli synowej i dogadzać jej we wszystkim, podporządkujesz rodzinie dziecka sw
    > oje życie?
    > Ludzie maja prawo do życia w taki sposób jak uważają za słuszny.Posiadanie dzie
    > ci zobowiązuje rodzica a nie dziadka. Dziadkowie mogą pomagać w wychowaniu i op
    > iece, ale nie jest to ich obowiązek.

    Czy Ty aby umiesz czytać? Kto mówi o niańczeniu, opiece, obowiązku? Dziadkowie życzą sobie widywać dzieciaka tylko przy ważnych okazjach, a na co dzień mają gdzieś, o to chodzi, a nie o to, że nie chcą niańczyć... Nie byłoby Ci zwyczajnie, po ludzku przykro?
  • 18_lipcowa1 05.08.11, 07:33

    > Absolutnie nie mów nic złego o dziadkach.
    > Możesz np. mówić że dziadek ma dużo pracy czy coś w tym stylu

    żartujesz sobie?
    --
    ''Podpisujemy akt małżeński ze świadkami. Pan celebrant żegna wszystkich gości, nasz orszak zaczyna schodzić. Świadkowie biorą piękne kosze z rożkami i rozdają je gościom, sami stają za krzesełkami tworząc taki jakby szpaler. ''
  • ona_bez_ogona 04.08.11, 14:41
    Nie możesz przy kolejnym tekście dziadków powiedziec krótko- nie obiecujcie bo nie dotrzymujecie słowa!

    I dziecku(przy dziadku/ babci).- synku jak chcesz mama z tobą pojedzie na lody itp.



    --
  • forumowiczka.to.ja 04.08.11, 14:44
    gosciu-1 napisała:

    .... nie wiem co mówić.

    Nic nie mów, tylko jak synek zapyta to powiedz "nie wiem, ale zaraz zadzwonię do dziadka i sam go zapytasz". I tak zrób, wykręć dziecku nr telefonu, jak dziadek odbierze to powiedz, że wnuczek chce go o coś spytać, i przekaż słuchawkę, niech się dziadek sam tłumaczy. Po kilku takich akcjach synek zobaczy jaka jest prawda i oleje dziadka.
    I nie piszę tego po to, żeb zantagonizować dzieci z dziadkami, ale po to, żeby oni sami ponosili odpowiedzialność za swoje zachowanie.
  • zuzi.1 04.08.11, 17:39
    Bardzo dobry pomysł forumowiczka.
  • luciam 04.08.11, 17:05
    Obiecaj teściom, że zaopiekujesz się Nimi jak zaniemogą...
  • anetaa 04.08.11, 14:28
    a co by sie stało jakbys im powtorzyła swoj post. Moze oni po prostu nie maja swiadomosci, moze mysla ze boicie sie dac im wnuczki na dluzej (w sumie malo prawdopodobne) ale warto chociaz sprobowac porozmawiac
    --
    ...
  • forumowiczka.to.ja 04.08.11, 14:24
    Człowieka nie zmienisz, nie masz szans. Ale możesz zmienić siebie tak, żeby i tobie było dobrze. Czyli np wykręcać się od obiadów, mówiąc że nie możesz, nie masz czasu, idziesz gdzieś z dziećmi. Tym bardziej, że na te obiady teść przyjeżdża wtedy, kiedy ON chce. To przepraszam, jadłodajnią jesteś czy co? Nie ma, utnij to. Powinien się zastanowić, dlaczego go unikasz, a jak zapyta (w co wątpię, bo uważam że on doskonale wie) będziesz miała okazję porozmawiać.
    Co do spotkań z wnukami...do miłości nikogo nie zmusisz. I choć nie wiem jak bardzo boli cię o to serce, przestań czekać. Wiem, że dla dobra dzieci chciałabyś nie urywać kontaktów, ale tutaj najważniejsze jest dobro twoich teściów, a nie dzieci, więc niczego dzieciom nie odbierasz. Zacznij planować tak życie, jakby ich nie było. Nie narzucaj się, nie dzwoń, wytrzymaj. Jest mała, ale zawsze, szansa, że teściowie upomną się o wnuki, może coś im się zachce. Nic nie tracisz robiąc w ten sposób. Oczywiście w zaplanowany przez ciebie zamiar zmiany zachowania poinformuj męża, powiedz mu spokojnie, że już dłużej czekać na kłamstwa, obietnice bez pokrycia, żyć nie będziesz.
    Bądź dzielna!
  • gosciu-1 04.08.11, 14:35
    to nie chodzi o obiady, bo jest mi miło kiedy mu smakuje, kiedy przyjdzie i jest to naprawdę rzadko. Chodzi o to w jakich okolicznościach wpada, jak teściowa jest na szkoleniu, jak teściowa pojechała na wycieczkę, jak teściowa jest zmęczona, chora, załatwia sprawy. Tak z braku laku.
    Teściowie nie wtrącają się w nasze małżeństwo , nie krytykują jak wychowujemy dzieci, tylko taki zwykły kontakt z wnukiem. Moje dzieci chodzą ze mną do mięsnego, hipermarketu, piaskownicy,na rower, do ciotek, do koleżanek. Są jeszcze za małe,żeby pójść gdzieś bez dorosłej osoby a wiecznie jest to mój mąż lub ja. Chyba było by mi dziwnie jak z mężem zostałabym na 10 min sama w domu a dziadkowie z dziećmi na lodach. wink
  • zona_mi 04.08.11, 23:51
    > Tak z braku laku.

    Raczej z braku obiadu w domu w danej sytuacji.

    Wiesz, co ja zrobiłam? Bo moje dzieci też mają taką jedną babcię, która jest strasznie kocha i jeśli już one zadzwonią, to im nawet to mówi - przestałam się spinać i, choć trwało to bardzo długo, wreszcie przestało mi zależeć na kontaktach, dobrych relacjach i całej "rodzinności" z tą osobą. Sytuacja się nie zmieniła, ja mam wreszcie spokój, a dzieci mają tę babcię, no cóż - tam gdzie ona je miała do tej pory.
    Pewne rzeczy trzeba przyjąć, jakie są.
    Skoro nie mam na coś wpływu, to unikam sytuacji, w których może mnie to dotknąć.
    A dzieciom, na pytania, czemu babcia to, czy tamto, odpowiadałam - nie wiem. Kiedy podrosły, same zrozumialy.
    Teraz z kolei babci smutno samej - trochę za późno, bo więzi z nią wnuki nie czują. Spotkania czy telefony postrzegają wyłącznie jako nieprzyjemne obowiązki, z których wywiązują się, bo nie mają innego wyjścia, ale migają się jak tylko mogą, a ja nie naciskam.

    --
    - Ten pan Gérard Moncomble jest miły, ładny i fajny, ale szczerze mówiąc, dziwię mu się, że mówi po francusku. Przecież z angielskiego, polskiego i francuskiego to język polski jest najłatwiejszy!
  • przeciwcialo 04.08.11, 14:30
    Widocznie nie lubia dzieci i juz.
  • gosciu-1 04.08.11, 14:37
    gdyby nie lubili to w tych dniach kiedy się widzimy nie całowaliby ich, nie przytulaliby, wydawałoby się sielanka.
  • przeciwcialo 04.08.11, 14:41
    Dzieci są męczace szczególnie małe. Może złapia lepszy kontakt jak podrosną. A męża jak wychowywali?
  • gosciu-1 04.08.11, 14:45
    mąż to bardzo dobry człowiek... kochany i sam nie moze tego pojać, bo sami wysyłali na wakacje do babci na dwa miesiace, jak był okres letni.
  • zona_mi 04.08.11, 23:53
    Jak bym czytała o jednej z babć moich dzieci.

    --
    - Ten pan Gérard Moncomble jest miły, ładny i fajny, ale szczerze mówiąc, dziwię mu się, że mówi po francusku. Przecież z angielskiego, polskiego i francuskiego to język polski jest najłatwiejszy!
  • heca7 04.08.11, 14:42
    A nienienie. To jest wtedy pokazówka albo rodzaj zabawy dzieckiem. Czyli oni wtedy chcą się pobawić bez względu na to czy dziecko chce czy nie.
    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • kali_pso 04.08.11, 14:45

    No ale wtedy Ty albo mąz świadczycie opiekę- ubieracie, karmicie itp., prawda?
    To niechęc przed obowiązkiem- wnuki można całowac, opiekowac się nimi to już jednak inna bajka
    --
    "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko zobaczy światło egzystencji"

    Andreas Corelli
  • gosciu-1 04.08.11, 14:48
    tak, my robimy wszystko przy dzieciach,
  • kali_pso 04.08.11, 14:51

    No więc proste- nie chca podjąc się odpowiedzialności, jaka jest opieka nad dzieckiem.
    Z niechęci do dzieci, z lenistwa, z wygody, ze zmeczenia itp. itd.
    Przykre, ale doprawdy nie musi oznaczac, że wnuków nie kochają.
    --
    "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko zobaczy światło egzystencji"

    Andreas Corelli
  • zuzi.1 04.08.11, 17:45
    Tacy teściowie to mogą by zwyczajnie EGOIŚCI, i właśnie z powodu czystego egoizmu nie zamierzają się wysilac przy wnukach, może trochę je kochają, ale zajmowac się nimi nie zamierzają (co ciekawe takie przypadki egoistycznych ludzi nawet wyjście na lody z dziecmi traktują jako obowiązek, a nie przyjemnośc...). Współczuję teściów...
  • ona_bez_ogona 04.08.11, 14:38
    Bo takie zachowanie boli. Nic dziwnego, że jest Ci przykro.
    Twój post powinnaś zadedykować laskom którzy narzekają, że teściowie za bardzo...
  • mel-laa 04.08.11, 15:56
    Hm, może może i zadedykować pomimo, że post autorki smutny ale... ja bym tak chciała. Bo oddychać ciężko. Chociaż...ostatnio jakby troszkę lepiej
  • zuzi.1 04.08.11, 17:46
    Tylko tak Ci się wydaje, ze byś chciała, zarówno Twój przypadek jak i autorki wątku jest nie do pozazdroszczenia... sad
  • alanis11 04.08.11, 18:49
    gwarantuje że jak ktoś ma kumulację w postaci histerycznej nadopiekuńczej wscibskiej teściowej oraz rodziców którzy są bez przerwy na plecach chcą życ twoim dorosłym zyciem, nie dają oddychać , strzelają fochy bo nie odbierasz kolejnego takiego samego telefonu w ciągu dnia ,to można oddać wiele za to by owa rodzina zaczęła się dystansować.
    ja o tym wprost marzę.
  • zuzi.1 04.08.11, 19:50
    Nie przejmuj się, wiem coś na ten temat, a wyobraź sobie teściów, którzy są połączeniem takich 2 opcji j.w. tacy niestety też są...
  • ascii2 04.08.11, 14:38
    u mnie tez to samo, teściowa 150 km od Nas widzi dzieci, raz na rok dosłownie, jak chcieliśmy żeby choć na komunię przyjechała syna, wszystko przygotowałam pod Jej gust ( jedzenie) to nie bo daleko, ale do córki jeździ tam nie daleko odległość prawie taka sama.
    Moja mama dwa bloki dalej i też serca dla dzieci nie ma, córka ma 2,5 roku i już 2 lata jak mama nie wzięła Jej na spacer, do siebie, nie przejawia takich potrzeb, nie interesuje się Nimi.

    Wiem, że to trudne, ale trzeba to zaakceptować i iść do przodu, ja już się staram nie oglądać na innych, tylko żyć dla siebie. Moja mama nie musi ich kochać ( znaczy moich dzieci) jak nie umie, nie ma serca, i ich kocham za wszystkich i to im musi wystarczyć.
    Maż wychował się bez dziadków bo poumierali, i twierdzi, że krzywdy nie czuł, że był szczęśliwy i że żyje. Nikogo nie zmusimy do miłości. To teściów strata, że mają i nie potrafią docenić.

    A nie możesz Ty częściej do teściów jechać jak dzieci chcą, zamiast właśnie w te imieniny i święta?? żeby zbliżyć te kontakty, chyba nie zamkną Ci drzwi przed nosem?

  • alanis11 04.08.11, 14:45
    U mnie jako tej niby laski której tesciowie rodzina chce za bardzo ważnym szczegołem jest to że żadne nie chce opiekowac się moim dzieckiem , natomiast bardzo chętnie by chcieli na nie wyłacznie patrzeć , na zasadzie niech ktoś inny się zajmie. Nie wychodzą z propozycjami zabrania dziecka do siebie natomiast chcą żeby im zdawać codziennie relacje co robimy, co robi dziecko. To jest bardzo męczace , odbieranie kilku telefonow codziennie , fochy bo nie przyjechałam ,bo nie odebrałam. Czytam że ludzie widzą swoje teściowe raz do roku i jest ok żadnej ze stron to nie boli , kontakt z rodzina raz na kilka tygodni tez nie jest dla niektorych powodem do frustracji , b. bym tak chciała.
  • gosciu-1 04.08.11, 14:47
    co do jazdy to teściów to bywa różnie, najczęściej mąż dzwoni,że wpadlibyśmy w niedzielę po obiedzie, to zazwyczaj mają zakupy w planach, mycie samochodu, chcą odpocząć, więc już mąż powiedział,ze nie zadzwoni, a ja tym bardziej
  • marzeka1 04.08.11, 14:59
    Ich raczej nie zmienisz, w sumie rozumiem, że jest ci przykro, może warto na razie dać sobie spokój? Możesz zmienić tylko swoje podejście, np. nie czekać, nie umawiać się, gdy ktoś obiecał, a olewa. Jedna moich szwagierek "spóźniła" się na umówiony obiad 3 godziny (!!!), nigdy więcej jej na obiad nie zaprosiłam, ok, - kawa tak, proszony obiad - już nie.
  • sabciasal 04.08.11, 14:54
    dla mnie jest absolutnie zrozumiałe, ze jest Ci przykro. Niestety teściów nie zmienisz i musisz się z tym pogodzić. Ale nie oznacza to, że masz akceptować każde ich zachowanie i spełniać ich oczekiwania. Najbardziej rażące są niespełnione obietnice w stosunku do dzieci. Skoro mąż nie jest w stanie załatwić sprawy z własnym rodzicami - spada to niestety na Ciebie. Powinnaś zacząć pracować nad stanowczością i przekazywać im swoją ocenę ich zachowania. Była obietnica - fajnie, powiemy synowi, ale dopiero gdy tata potwierdzi, bo poprzednio było dzieciom bardzo przykro, gdy okazało się, że dziadek jednak do nich nie przyszedł (zabrał, poszedł., zadzwonił...). Jeżeli obiecują coś dzieciom publicznie - zapytać również publicznie, czy na pewno mogą tę obietnicę spełnić, bo dzieci im wierzą i bardzo przeżywają każdorazowo. Zawsze z uśmiechem i bardzo grzecznie. Opisane metody stosowaliśmy w stosunku do mojego teścia, również człowieka który nie widzi potrzeby odwoływania zapowiedzianych wizyt, wakacji prezentów i telefonów.
    Niestety oznacza to, że relacje z tesciami mogą się popsuć - choć w tym wypadku chyba właściwie nie ma się co popsuć.

    Pocieszę się, że dzieci im to w końcu wygarną. Ale wcześniej będą przeżywać zal, smutek, dlaczego znowu dziadek obiecał i nie przyszedł. Twoja rolą jest to złagodzić - życzę powodzenia. I pamiętaj, że babcia i dziadek pracują obecnie na relacje z wnukami na starość. Co włożą - to wyjmą.
  • marzeka1 04.08.11, 15:00
    O, właśnie, tego akurat bym nie odpuściła i sprawę poruszyła, bo wam jest przykro, ale wy jesteście dorośli. Za to czymś okropnym jest obiecywanie dzieciom i olewanie tych obietnic. Dlatego bardzo uważam, co obiecuję dzieciom.
  • eilian 04.08.11, 15:00
    Rozumiem co czujesz, bo ja mam bardzo podobną sytuację.
    Ale po kiego grzyba teść na te obiady do Ciebie przychodzi, to nie kumam. Po co Ci to? Jeśli oni olewają własne wnuki, to Wy też ich olejcie, przecież i tak żadnego pożytku z nich nie macie. A Ty mu jeszcze obiadki serwujesz... Słowo daję nie rozumiem jak można dać się tak traktować.
    Ja kilka lat próbowałam utrzymywać kontakt z teściami właśnie ze względu na syna, ale wyglądało to tak, że zawsze inicjatywa z naszej strony, jak my nie przywieziemy dziecka, to go mogą miesiącami nie widywać.
    Aż w końcu powiedziałam dość, przestaliśmy robić cokolwiek i efekt jest taki, że wnuków nie widzieli już pół roku i raczej się to nie zmieni.
    Ale oczywiście oni też wnuki bardzo kochają, tęsknią za nimi, tylko żeby wziąć dziecko na lody, albo na spacer to nie, do głowy im nie przyjdzie. Przecież ja ich nie będę uczyć jak być dziadkami, nie chcą to nie, każdy jest dorosły i postępuje jak uważa a potem ponosi tego konsekwencje i tyle.
    Ale przykro jest, to fakt.
  • zuzanka79 04.08.11, 15:04
    Ja na twoim miejscu poszukałabym dzieciom "babci zastępczej".
    Może mieszka w okolicy miła samotna starsza pani, która albo wnuków nie posiada, albo wnuki już na tyle duże że nie da się ich 'pieścić i przytulać".
    Ja mam taką sąsiadkę której wnuki już dorosłe są, a jedyna mała wnuczka mieszka w Wielkiej Brytanii. Moim dzieciom niebo by uchyliła gdyby mogła.
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/zc/ma/pvku/nHCcjO9rMaZFnEGJrA.jpg
  • she_she_84 04.08.11, 16:47
    Doskonale Cie rozumiem.
    Mieszkamy od tesciow 2h30, mamy 4 letnia corke.
    Tesciowa widziala wnczke 3 dni w grudniu i 1,5 dnia na poczatku lipca, przez caly dzien ja olewala, zero reakcji na slowa; baba chodz na spacer, baba chodz sie pobawic, baba zobacz ...itd
    za to wypila sama 2 butelki wina i obrabala ciasto walac krytyke jaka jestem leniwa suka ze sa wakacje a ja w domu zamiast w pracy( nie pomyslala kto sie dzieckiem zajmie)

    ok 10 lipca pojechala do corki i kochanego wnusia i najukochanszej wnusi na 7 tygodni, mieszkaja sporo dalej, dodam ze do tamtych wnukow jezdzi 4 razy w roku za kazdym razem po 2-3 tyg a na wakacje 7 tygodni, nasza corke odwiedza 2 razy w roku na 2 noce i poltora dnia.

    tamtym gwiazde z nieba by dala a nasza wyzywa i nasmiewa sie ze malo mowi, fakt dziecko 3 jezyczne i placze jezyki.

    dodam ze tesc widzial wnuczke az 2 razy, tamtych wnukow widzi 4 razy w roku po 3 tygodnie.

    olalam, dalam sobie z nimi spokoj, skonczyla sie moja dobroc i cierpliwosc.

    a i jeszcze jedno moja corka dostala od babci na 3 urodziny 4 mini foremki na muffinki a w tym roku ptasie mleczko wedla przeterminowane od lutego tego roku.
    nie bede pisac co dostaja tamte wnuki bo ... mnie strzela, nie nie jestem zazdrosna, prosilam ja o milosc do wnuczki, poswiecenie wiecej uwagi, czasu ale jak grochem o sciane, zreszta dla tesciow nasze dziecko to zero.
    oj mozna by pisac powiesc na temat tescia i tesciowej a zreszta powinnam pisac pan i pani bo na tyle zasluguja.

    moja rada; olej ich, skoro oni tak Was traktuja, zrob to samo.
  • gosciu-1 04.08.11, 20:00
    jestem taka zła,
    mąż koniecznie chce sie spotkać rodzicami w niedzielę na rozmowę ( we trójkę). Dzwoniłam do M do pracy i mówiłam,zeby dał sobie spokój bo jak mówicie nic na siłę. No ale zdążył zadzwonić i już się umówił.
    Z racji tego,że mam do opieki nad młodszym synem sąsiadkę (jak ktoś tu napisał "babcię") i że staramy się ją jakoś odciążyć to mąż okres letni zasuwa w pracy popołudniówki. Rano siedzi on z dwójką , potem sąsiadka a po 15 ja. Staram sobie i dzieciom zapełnić jakoś czas, czyli, spotykam się z różnymi mamami (np z przedszkola) na placu zabaw, w domu na kawę, nad wodę (wtedy idzie nas więcej łatwiej jest przypilnować dzieci).
    Nie jest to za często bo wiadomo jak ma się dzieci to trzeba ugotować, poprać, i nie zawsze mam czas na ploty. Dzisiaj wypadł ten dzień, z dziewczynami i ich pociechami na placu zabaw,ploty , śmiechy, rozmowa o dzieciach, wakacjach itp,
    patrze oczom nie wierze idzie teść, a dobrze wiedział po dzisiejszej rannej rozmowie,że mam spotkanie z mamami na ploty. Dziewczyny się rozeszły, a ja zostałam sama. Rozmowa z teściem się nie kleiła. Poszliśmy do domu, zjadł z dziećmi kolacje, wypił herbatę, pomógł przy kąpieli i poszedł i tak spieprzył mi kolejny dzień. Mąż będzie pracował cały weekend , pogoda ma się popsuć, kumpele po rodzinie a teście na pewno się nie odezwą bo wolne mają dla siebie. No i byście zrobiły, wiedział,ze mam spotkanie.
    Co do tego,że teść je u mnie, to jest tak,że jak on jedzie do nas prosto po pracy i nakładam dzieciom obiad to po prostu pytam się czy mu nałożyć, jakoś głupio byłoby mi nakryć do stołu tylko dla dzieci, skoro wiem,ze on od rana nie jadł.
  • gosciu-1 04.08.11, 20:12
    a teściowie to spokojni ludzie, mama nie jest jakąś kłótliwą osobą , teść też nie. Tylko chodzi mi o kontakt z dziećmi, ale nie taki,że dadzą starszemu 50 zł i kup sobie coś, tylko weź dziadek jak masz gest idźcie razem po auto, czy puzzle.
    Ja pracuję po 8 h dziennie, wracam do domu to gotuje, sprzątam ale też organizuję dzieciom czas. Nie jestem kurą domową, nie wymagam od Nich,żeby mnie odciążyli i zabrali dzieci. Organizacyjnie daje radę. Tylko o uczucie, ciepło od babci. Ja miałam super babcie, (i to kobieta starsza, jak sie urodziłam ona miała 63 lata) i mam z nią najfajniejsze wspomnienia. Mój mąż tak samo, więc nie wiem dlaczego tak jest. Mąż sam był wysyłany do babci na okres 2 miesięcy. Zobaczymy po rozmowie w niedzielę.
  • zuzanka79 04.08.11, 21:17
    gosciu-1 napisała:

    > Co do tego,że teść je u mnie, to jest tak,że jak on jedzie do nas prosto po pra
    > cy i nakładam dzieciom obiad to po prostu pytam się czy mu nałożyć, jakoś głupi
    > o byłoby mi nakryć do stołu tylko dla dzieci, skoro wiem,ze on od rana nie jad
    > ł.

    A no to, że jak sama napisałaś pracujesz. Tak samo pracujesz jak teść. Myślisz, że ktoś ( czyt. teść czy teściowa) martwią się tym, że od rana nie jadłaś ( bo np czasu nie było ), że po pracy musisz uszykować obiad dla siebie, swojego męża i swoich dzieci. Nie. Więc bez sentymentów nakryłabym tylko dla siebie i dzieci.
    Teść ma swój dom i swoją żonę i tam powinien się stołować. A do ciebie może relaksacyjnie na herbatkę wpadać. A jak już chce ten obiad zjeść, niech zje, ale może przecież po obiedzie zabrać dzieci do siebie czy na krótki spacer dookoła osiedla byś mogła zwyczajnie odsapnąć sama z pół godziny.

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/zc/ma/pvku/nHCcjO9rMaZFnEGJrA.jpg
  • minnie_su 04.08.11, 20:09
    gosciu - oni nie lubia zajmowac sie malymi dziecmi. meczy ich to. nie bez powodu przedszkolanki i opiekunki biora za taka opieke pieniadze. to sa soczki, smoczki, pieluchy, klocki i cala masa uciazliwych rzeczy. to nie znaczy ze dziadkowie tych maluchow nie kochaja. ale oni juz swoje dziecko odchowali i chca miec teraz lzejsze zycie. jesli chcialabys zeby cie odciazyli przy dzieciach, to nie masz na co liczyc. i to ich prawo. a jesli chcialabys poprostu wiecej kontaktu dzieci z nimi to organizuj spotkania podczas ktorych to ty zajmiesz sie ta uciazliwa rodzicielska robota a oni beda do rozpieszczania i przytulania.
  • gosciu-1 04.08.11, 20:20
    słuchaj ja nie chcę,żeby mnie odciążyli. Absolutnie !!! Daję sobie spokojnie radę. Moje dzieci są zadowolone więc ja też. Podejrzewam ,że dzieci nie poszły by z nimi do ich domu bez nas, czy nie weszli by do ich samochodu bez nas. Ich po prostu nie znają. Ale powiedz mi czy jak przyjechali by do nas, to czy nie mogli by zabrać starszego na lody, które są 5 min drogi od naszego domu. Na spacer czy do piaskownicy pod blokiem. Młody ma dwa lata jeszcze nie mówi,robi w pieluchy, więc to odpada, bo teściowa nie wiedziałaby co z czym. Zresztą Młodszy by nawet nie poszedł. Albo np ( podejrzewam,ze już za dużo wymagam) dzieci śpią a ja wieczorem z mężem na piwo do pobliskiego pubu. Powiedzmy do 22-23 w domu. Ha ha rozmarzyłam się.
  • gosciu-1 04.08.11, 20:25
    słuchaj a jak się spotykamy na tych imieninach urodzinach to my zajmujemy się dziećmi, karmimy, przewijamy, wszystko. I nie jest źle na tych spotkaniach, tylko,ze oni siedzą przy stole bo przecież jak są imieniny to jest więcej gości niż my. Nie ma takich spotkań oni i my. No ewentualnie Wigilia, ale to jest wtedy taka gadka " nie ruszaj tego, zostaw, nie dotykaj, jedz rybę, teraz opłatek, bajek w święta się nie ogląda, prezenty po kolacji, teraz kolędy " jednym słowem musztra. Jest umęczona jak osioł. Bo robie wszystko pod dyktando teściowej, pilnuje dzieci.
  • minnie_su 04.08.11, 20:57
    gosciu, ja jeszcze chce powiedziec ze, mimo iz swietnie rozumiem brak ochoty twoich tesciow do zmianiania pieluch i zabawy w samochodziki to mysle ze ty akurat jestes w stanie ich po czesci do tego przekonac. masz dwie prawie niespotykane na tym forum (i w zyciu) umiejetnosci: spokojnego wysluchania zdania drugiej strony innego od twojego wlasnego bez natychmiastowego odpierania i patrzenia na tesciowa jak na czlowieka (chocby z wadami ale jednak czlowieka). a, i jeszcze umiejetnosc rozmawiania z mezem (w przeciwienstwie do wymagania, decydowania, postanawiania). no z czyms takim to w zasadzie swiat mozna zmienic smile
  • gosciu-1 04.08.11, 21:11
    miłe to co piszesz.wink Męża mam kochanego, spokojnego, taka głowa rodziny , ja jestem furiatką, jestem w dwóch miejscach na raz. Robię 10 od razu. A do rodziców mojego męża mam szacunek, taki dystans,nie zrobili mi nic złego, nie skrzywdzili, nie napuszczali męża na mnie. Nie potrafiłabym powiedzieć tego wszystkiego, chyba bym w połowie drogi ryczała. Mąż będzie rozmawiał, wiem,ze też się tej rozmowy obawia.
  • mamakasienki1 04.08.11, 20:36
    Bardzo smutny jest Twój post.
    Nie zmienisz teściów i jeżeli nie zechcą to się nie zmienią.

    --
    Kasieńka ma dziś...
    Majeczka ma dziś...
  • gosciu-1 04.08.11, 20:51
    dlatego mi smutno.
    Mam 35 lat, Rodziców nie mam od 9 lat, brata od 4 miesięcy, jestem sama i moje dzieci też oprócz nich nie mają nikogo. W sumie nie mają ich. Maja nas, mnie i męża.
    Kiedyś może nadejść taki dzień,ze oni będą potrzebować pomocy od wnuków, czy zakupy czy pomoc w sprzątaniu....
  • easyblue 04.08.11, 20:55
    Olej to. Nie zmienisz tego, bo tacy sa i tyle. Tłumaczeniami nic nie zdzialasz. Na głupotę też rady nie ma.
  • zuzanka79 04.08.11, 21:20
    gosciu-1 napisała:

    > Kiedyś może nadejść taki dzień,ze oni będą potrzebować pomocy od wnuków, czy za
    > kupy czy pomoc w sprzątaniu....

    Może , i nadejdzie ale życia nie zmienisz, dzieci będą co raz starsze, co raz bardziej będą rozumiały to co się dzieje. I same się przekonają. I nawet gdybyś na rzęsach stanęła nie zmienisz ich postawy.
    Był to niedawno taki wątek o babciach i dziadkach. Możesz zajrzeć forum.gazeta.pl/forum/w,567,127562406,127562406,zaraz_mnie_zjecie.html
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/zc/ma/pvku/nHCcjO9rMaZFnEGJrA.jpg
  • zuzi.1 04.08.11, 21:55
    A jak sądzisz minnie_su kto tym teściom będzie pomagał na starośc jak już sami nie będą sobie radzic? Czy Twoim zdaniem autorka wątku będzie musiała im pomagac, czy też dla własnej wygody będzie zamiast tego mogła skupic się w ciszy na oglądaniu swoich ulubionych seriali np.??? Czy wobec tego temat opieki nad teściami Jej w związku z tym nie dotyczy??? a dotyczy wyłącznie syna?
  • gosciu-1 04.08.11, 22:12
    ja też jako nastolatek pomagałam babci, to zakupy to mycie okiem, oczywiście moja mama też robiła zakupy brała swoją mamę do domu, lekarzu itp. Jak miałam naście lat to wolałam spędzać go na podwórku z koleżankami ale jak mama powiedziała ,że trzeba pomóc babci to nie było rozmowy.
    Nie wiem jak będzie w tym wypadku moich synów nie maja więzi z dziadkami.
  • zuzi.1 04.08.11, 22:25
    A co z Tobą ?, myślisz, że będziesz się poczuwała do pomocy, przy takim podejściu teściów do Ciebie i Twoich dzieci? A Twoi synowie tak jak piszesz z uwagi na brak więzi z dziadkami mogą po prostu wybrac jakieś rozrywki, zamiast pomocy dziadkom na starośc....No ale w końcu to dziadkowie sami sobie będą winni...
  • insomnia0 05.08.11, 08:06
    ja po urlopie tez zauwazyłam, ze jakos tesciowie - tesc wlasciwie nie garnie się do dzieci.
    Wymówki , że praca..
    Niestety byli u dzieci tylko na 1 urodzinach - na drugich i trzecich synka- nie.. teraz na 2 urodzinach drugiego synka- tez sie nie zapowiada..
    Nie wiem czemu dziadkowie nie odczuwają takiej potzreby..

    A oczywiscie zapewnianie..ze tesknią oczywiscie są.Jednka jak mają wreszcie dzieci pod reką- to tez ciezko wybrac sie z nimi gdziekowiek..

    Przykre tosad
    Ale poradzic nic sie nie da.. bo jak ? na siłę?
  • whatsoeverteacher35 05.08.11, 09:12
    Witam na forum po raz pierwszy. Podczytuję, ale nie pisuję, aż do dziś kiedy twój post ściął mnie z nóg. Toż to moja historia. ale wiesz - jestem już o kilka lat do przodu w tej historii, bo moje dzieciaki mają 15 i 11 lat. Ostatni numer, najświeższy; nie przyjechali na urodziny córki, bo: daleko (50 km), nie opłaca się, wy przyjedźcie, to jej życzenia złożymy. Dla córki umiarkowana przykrość, ale jak ci mówię wiek dzieciaków jest moim sprzymierzeńcem - wiele same zrozumiały z czasem. Babcia też ma 2,5 miesiąca wakacji plus piękny dom pod lasem w ślicznej miejscowości. My mieszkamy w dużym przemysłowym mieście. Ja również mam wakacje wolne, więc dzieciaki miały zawsze i wspólny wyjazd rodzinny i mnóstwo zajęć ze mną : wycieczki rowerowe, basen, wycieczki jednodniowe w góry itp. bo ze mnie matka-aktywna-wariatka. Ale żal zawsze był, że nie zaprosi ich choćby na dwa dni. Kiedy z mężem proponowaliśmy przyjazd dzieci do nich na kilka dni - zeszły rok 10 i 14 lat - usłyszeliśmy, że nie, bo to kłopot. Kiedy mąż zapytał o samego syna - nie, bo to też kłopot.
    Zawsze tak było - zawsze my dzwonimy, zero zainteresowania, jaki tam dzień dziecka czy Mikołaj - bu-ha-ha.
    Finał tej historii : rozmowa z moim fantastycznym synem w zeszłym roku - 14 lat. powiedział: Wiesz co mamo? Daj sobie już spokój, widzę te twoje zabiegi przez całe życie, żeby dziadkowie się nami zainteresowali i nie rozumiem po co to wszystkosmile Mamy naszych dziadków (moi rodzice), prababcie, wujków, waszych przyjaciół. jest super, nie odczuwamy z A. (córka) żadnych braków, więc nie rozumiem tych zabiegów i prób wepchania nas tam choćby na dzień. Zobacz jak babcia się męczy, żeby się od tego wymigać.
    dacie wiarę?wink I wtedy zrozumiałam, że drobny problem to mam ja. Czasem przy okazji z dzieciakami wracamy do tamtej rozmowy i one ze śmiechem utwierdzają mnie w tym, żebym znowu nie zaczynała swojej krucjaty.
    Teraz się śmiejemy, kiedyś bolało.
    Mąż też to przeżywał, rozmawiał, usłyszał, że nie czują takiej potrzeby - szczere, ale prawdziwe. Z czasem odpuścił i też mu o niebo lżej.
    Życzę z całego serca cierpliwości. dzieciaczki z wiekiem same na wszystko wpadną, tak jak moi. i wtedy zrobi się spokojniej tobie na duszy, bo nie będziesz musiała desperacko dbać o pozytywny wizerunek "dziadków'. Pozdrawiam..
  • koza_w_rajtuzach 05.08.11, 09:18
    rozumiem Twój ból. Moja mama też nie ma potrzeby kontaktu z wnukami. Do niedawna mieszkaliśmy blisko siebie, ale nigdy nie zabierała żadnego na spacer, na lody itd., patrzyła się na nie wrogo, jedynie przy kimś udawała, że kocha swoje wnuki. Na szczęście wyprowadziła się i teraz mogę udawać, że moje dzieci nie mają w ogóle babci.

    --
    Klara (styczeń 2006)
    oraz
    Staś (styczeń 2009)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka