Strach przed jazdą samochodem

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Czy jest tutaj ktoś taki,kto po prostu bez żadnego uzasadnienia się boi prowadzić i koniec.Blokada totalna ,itp?
    Podzielcie się problemem....
    • 01.01.12, 13:23 Odpowiedz
      Ja mam, odpuściłam robienie prawa jazdy, bo każdą jazdę odchorowywałam fizycznie- bezsenność, bóle brzucha, duszności, sensacje żołądkowe. a instruktora miałam do rany przyłóż. Stres wziął górę, odpuściłam...
    • 01.01.12, 13:25 Odpowiedz
      Ja. Mało tego, boję się również jako pasażerka. Tak mam i już.
      --
      Nie zatrudniaj fachowca - bądź
      bohaterem w swoim domu.
    • 01.01.12, 13:42 Odpowiedz
      Parę lat temu miałam stłuczkę (jako kierowca) i od tamtej pory boję się jak cholera.
      Zbieram się aby to przełamać ale ciężko jest.
      --
      http://fc09.deviantart.net/fs70/f/2010/042/a/b/Funny_Icon_by_OrochiSk.gif
    • 01.01.12, 13:46 Odpowiedz
      ja tak mam, nawet boję się jak przechodzę przez ulicę.
      • 01.01.12, 13:53 Odpowiedz
        Przechodzenie przez ulice to inna rzecz. Mnie kiedyś (na szczęście niegrożnie) poptrąciło babsko na pasach- pani postanowiła w przypływie geniuszu wyprzedzić samochód stojący przed pasami na czerwonym świetle. I jeszcze wiąchę mi puściła, ze jej pod koła wlazłam. Szla z dziećmi, nie wiem jakiom cudem udało mi się je wepchnąć na chodnik tak że pani trafiła tylko mnie a nie mojego przedszkolaka i wówczas jeszcze wózkową córkę uncertain
        • 01.01.12, 14:03 Odpowiedz
          Tez mam, ale troche z innego powodu.
          Prawko "robie" w Irlandi, a tutaj troszke sa inne zasady. Najpierw zdaje test teoretyczny, po nim dostaje tzw. prawo jazdy tymczasowe (na 4 lata, albo dluzej wink) i juz moge wsiadac do auta i uczyc sie jezdzic pod okiem osoby z pelnym prawkiem. Moge rowniez wykupic sobie jazdy szkoleniowe. Kiedy juz naucze sie jezdzic, zapisuje sie na test z jazdy. Biore swoje auto i jade na egzamin. Po nie zdanym egzaminie, wsiadam w auto i wracam do domu wink))))))
          Jak patrze na 16-latki i innych samoukow, ktorzy na drodze tworza tzw. "masakre"....to mi sie odechciewa. Z drugiej strony w Polsce jest teraz pod gorke z egzaminami, wiec chyba musze sie przemuc.
          smile
          --
          "Jeśli spotkasz się z zarzutem, że poleciałaś na jego pieniądze, powiedz, że po pierwsze to absurd, a po drugie, że jeżdżąc kabrioletem porsche, SAM się o to prosił..."
          M. Czubaszek
    • 01.01.12, 14:08 Odpowiedz
      Miałam tak, ale siła wyższa - musiałam się przemóc i nauczyć się jeździć bo zamieszkałam na totalnym zadupiu. Początki trudne - po dwie melisy przed jazdą i jakieś seanse oddechów relaksacyjnych sobie robiłam, a instruktor raczej z tych cierpliwych. Zaczęło iść lepiej jak wyluzowałam, powiedziałam sobie, że nikt nie jeździ idealnie, każdy czasem jakiś błąd popełnia. A na początku jeden błąd już wybijał totalnie z rytmu i powodował totalną rozsypkę psychiczną. Samochód gasł mi na każdym skrzyżowaniu, raz nawet zgasł na środku skrzyżowania, po tym jak niechcący wymusiłam pierwszeństwo...
      Po jakimś czasie nie musiałam się już jednak skupiać się nad każdą czynnością i jazda stała się dużo prostsza. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez samochodusmile.
      --
      I don't believe in a lot of things but I do believe in duct tape.
    • 01.01.12, 16:00 Odpowiedz
      a masz prawko czy dopiero robisz? czego konkretnie się boisz?
    • 01.01.12, 16:32 Odpowiedz
      mobilka123 napisała:

      > Czy jest tutaj ktoś taki,kto po prostu bez żadnego uzasadnienia się boi prowadz
      > ić i koniec.Blokada totalna ,itp?
      > Podzielcie się problemem....

      Nie, bałam się panicznie tylko po odebraniu prawa jazdy, gdy człowiek codziennie korzysta z auta, po kilku latach kieruje już z zamkniętymi oczamiwink))) Musisz się jakoś przełamać, W dzisiejszych czasach z prawem jazdy jest jak z dziećmi, prawie każda kobieta je ma i jeździ.
      --
      Nusia(2009),Piti(2007)
    • 01.01.12, 16:35 Odpowiedz
      ja tak mam, trauma po wypadku
      tyle, ze przemogłam się już jako pasażer, ale ciągle mam wizję kolejnego wypadku i mam fioła na punkcie bezpieczeństwa samochodu i w samochodzie
      prawo jazdy dawno pokryło się grubą warstwą kurzu...
      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/mhsvcbxmytdr0jes.png
      • 01.01.12, 17:02 Odpowiedz
        Dlaczego pytam.
        Prawo jazdy mam od 3 lat.Zrobiłam je ponieważ należało jako jedno z najważniejszych postanowień noworocznych....
        Kurs trwał szybko,egzamin w Krakowie zdany u kobiety (postrach kursantów) za pierwszym razem.Fakt że miałam motywację-mąż obiecał ,że jak zdam egzamin to kupi mi psa.Dlatego oprócz 30 godzin w szkole jazdy -wyjeżdziłam ponad 100 u innych instruktorów-bywało że dziennie siedziałam za kółkiem po 6-8 godzin u 4 różnych instruktorów.Kochałam jazdę-nawet zaczęłam się poważnie interesować zrobieniem kursu dla instruktorów,oraz prawa jazdy na miejski autobus (miałam wtedy cynk że będą przyjmować nowych kierowców do MPK)
        Zawsze interesowałam się motoryzacją,lubiłam jeżdzić szybko-nawet na kursie w ostatnich godzinach jeżdziłąm głównie lewym pasem bo prawym się wlókł korek.Instruktorzy byli ze mnie dumni.
        Egzamin zdałam prawko odebrałam i ....KUKU.
        kONIEC,amen,do widzenia.
        Nie ma opcji kierowania pojazdem -nie było takiej siły.
        Z oporami próbowałam jeżdzić po osiedlu z mężem u boku.Mąż mnie wspierał,wręcz namawiał do jazdy-przekonywał że powinnam.
        Wymyśliłam sobie wtedy,że będę sie bała jeżdzić ponieważ samochód mamy jeden a słuzy on mężowi do pracy.Więc wymówka gotowa.Nie pojadę bo ci zepsuję i jak zarobisz.
        Trwało to 3 lata właśnie do teraz.Mąż,przestał mnie zmuszać-odpuścił przez ten czas-pewnie zdał sobie sprawę że nic nie wskóra.
        Owszem jeździłam,sporadycznie zawsze z kimś u boku.
        Do wigilii.W wigilię otrzymałam od męża samochód mój własny osobisty.Mąż kupił sobie nowe a mnie ofiarował tamto dotychczasowe.Duże kombi,które znam ,umiem jeździc nim ale się bałam.
        Teraz nie mam już wymówki.I jestem w głębokiej doopie.
        • 01.01.12, 17:16 Odpowiedz
          Nie jest żle. Po trzech latach przerwy warto wziąść ze dwie godziny z instruktorem albo po prostu z mężem pojeżdzić. Ja zdałam końcem listopada, jak odebrałam prawko spadł śnieg, nigdy nie jeżdziłam po śniegu, i aby n9ie chodzić z pksu na piechotę 4 km codziennie miałam przymus aby zacząć jeżdzić. Ze trzy razy wybrałam się z mężem po okolicy, a następnego dnia rano do pracy sama. Omal nie zasikałam siedzenia ze strachu sic! Pierwsze dwa tygodnie samodzielnej jazdy szczególnie pierwsze kilka wyjazdów to było bardzo stresujące o wiele bardziej niż nas egzaminie. Przez pierwsze dwa miesiące jeżdziłam z zielonym listkiem, a na pierwszą samodzielną jazdę listka jeszcze nie miałam, nalepiłam kartkę na tylnią szybę: UWAGA ŚWIEŻO PO EGZAMINIE.
          Na pocieszenie powiem, że na początku nie obywa się od błędów ale INNI KIEROWCY NA DRODZE MAJĄ HAMULCE i to nie jest wyprawa życia i śmierci. Z tego co piszesz masz dryg do prowadzenia i na pewno sobie poradzisz.
        • 01.01.12, 17:38 Odpowiedz
          myślę, że się nad sobą rozczulasz
        • 01.01.12, 18:29 Odpowiedz
          ja sie bardzo balam jezdzic wiec ciebie rozumiem.
          Fajnie, ze teraz masz wlasny samochod. Proponuje zaczac jezdzic wczesnie rano w niedziele jak jeszcze nie ma ruchu, taka mala rundke po malych uliczkach. Regularnie, az nabierzesz wiecej pewnosci... Mi problem sprawiala koordynacja, obslugiwanie samochodu rekami, nogami i rownoczesnie obserwowanie ruchu. Jedz na poczatku tylko z mala predkoscia po malych uliczkach np. 30 kmh, wrzucaj najwyzej 3 bieg. I regularnie bierz samochod i jedz.
          Jak juz bedziesz sprawnie zmieniac te 3 biegi, to wyjedz na ulice gdzie sie jezdzi np. 50 kmh. Potem na droge szybkiego ruchu, a na koncu na autostrade..
          Malymi kroczkami do celu. Ja tak sie nauczylam jezdzic.
          Wiem ze na poczatku jest bardzo trudno, jak czlowiek jeszcze sie musi zastanawiac, gdzie hamulec, a gdzie gaz, ale potem to juz rece i nogi same robia to co trzeba...
          Powodzenia smile
        • 01.01.12, 21:12 Odpowiedz
          Normalka - za długo jeździłaś z instruktorem. Moja siostra miała tak samo. Powiedzmy 10 - 15 jazd dodatkowych jest ok, ale 100 to stanowczo za dużo.
          Teraz musisz powoli nauczyć się jeździć sama. Znajdź sobie jakiś ważny powód żeby ze 3, czy 4 razy w tygodniu gdzieś podjechac i zacznij jeździć. Jakiś kurs językowy, haftowania, czy tańca brzucha w miejscu gdzie nie dojedziesz komunikacją, czy coś w tym stylu. Powoli przełamiesz opory.
          • 01.01.12, 21:22 Odpowiedz
            Uważam, że dorry ma rację. Instruktor w jakimś tam sensie zdejmuje z Ciebie odpowiedzialność. W każdej chwili może pomóc, może zasugerować, może zahamować. To nie jest prawdziwa jazda, nic dziwnego, że szło Ci dobrze- no bo co miało iśc nie tak? Znałaś przepisy, jeździłaś dobrze, ale psychicznie byłaś spokojna, bo nie byłaś sama. Samodzielna jazda, bez instruktora i męża u boku- samodzielne podejmowanie decyzji- wjeżdżać czy stać? (niby banalne, ale to sprawia wiele trudności), zdążę zmienić pas ruchu? dam radę tu zaparkować?
            Musisz zacząć jeździć, nie ma innej rady.
            --
            butelkowy.blox.pl/html
    • 01.01.12, 16:55 Odpowiedz
      Ja. Masakra po prostu. Za kierownicą czuję/czułam się jak na ruletce, zero wyczucia przod-tył, prawy bok-lewy bok... Pojeździłam po egzaminie (5 lat temu) kilkadziesiąt razy i skapitulowałam. Stare Miasto w Krakowie mnie przeraża, same jednokierunkowe uliczki, zakazy, nakazy, dramat z parkowaniem. A tu mieszkam, tu muszę się poruszać... Przerzuciłam się na MPK i czasami chce mi się płakać nad tą moja dysfunkcjąsad I co jakiś czas obrywam za to od rodziny, a zwłaszcza od M, który musi czasami robić za szoferasad
    • 01.01.12, 17:40 Odpowiedz
      Ja się boję. Prawko zrobiłam, bo się zmusiłam do tego. I nie jeżdzę.
      --
      http://www.e-gify.pl/gify/zwierzeta/koty/koty7.gif
    • 01.01.12, 18:31 Odpowiedz
      Do tego stopnia przeraża mnie "współpraca" na drodze z ludzmi debilami że nie usiąde za kółkiem nigdy..... Jako pasażer ledwo daje rade...
      Nawet nie próbowałam robić nigdy prawka, nie ma takiej opcji.
      Nie wiem skąd to mi sie wzieło, mam tak od zawsze.

      Na szczęscie jestem ślepa jak pień i i tak nie powinnam prowadzić.
      • 01.01.12, 19:48 Odpowiedz
        Najgorsze a zarazem najśmieszniejsze w tym jest to,że z obsługa auta nie mam problemów.Biegi zmieniam i zmieniałam od początku z automatu-czyli jakbym się z tą sztuką urodziła.kOORDYNACJA SPRZĘGŁO HAMULEC GAZ-SUPER,Obserwacja drogi podczas jazdy też ok.Nie mam problemów z szybką reakcją na sytuacje nagłe.
        Z mężem nie mogę jezdzić bo nie mamy z kim małego dziecka zostawić na ten czas.Kiedys teściowa się zaoferowała ale sie nie zgodziłam,bo gdybyśmy oboje naraz zginęli na drodze.....
        We czwartek się zawzięłam i jeżdzę z instruktorem,codziennie po 4 godziny po trasach którymi mam jeżdzić codziennie .Praca-dom,dom-babcia,dom market,dom-lekarz.
        Instruktor puka sie po czole bo wg niego jeżdżę dobrze.jeździmy moim samochodem.
        Skończyły mi sie wymówki i wiem że teraz poprostu muszę i tyle.Boję się.Nie wiem czego ale się boję sama prowadzić.Dopóki ktoś jest z boku to ok.
        Wczoraj pojechałam sama do marketu,dzis też pod market podjechałam nic sie nie stało.
        Dzisiaj założyłam sobie ,że pojadę do pracy jutro,wyjazd o 5 rano-droga prosta dwa prawoskręty w sumie 10 minut jazdy.Od chwili powstania tej myśli mam boleści brzucha,ręce mi się pocą, drżą,i raczej nie pojadę-może za wcześnie ,może jeszcze pojeżdżę z instruktorem.
        Ale kiedys będę musiała.Wiem że histeryzuję i się rozczulam nad sobą ale jak ja nie umiem tego nie robić?
        Sama siebie nie rozumiem,nawet dzisiaj i wczoraj jechałam do marketu sama- szybko nawet bo mam ciężką nogę -nie odczuwam prędkości.Najlepiej mi się prowadzi przy 70km/h, na czwórce auto płynie.Mam dobre technicznie auto,bezpieczne-kurtyny powietrzne boczne,poduszki dolne,i jeszcze coś tam ale nie pamiętam co.Mąż twierdzi,że jestem w nim bezpieczna.Auto nie zgasło mi nigdy-moje jest w dieslu ciężko go zadusić-więc ten stres odpada.Kurde sama nie wiem dlaczego wyszukuję sobie głupich wymówek.Dodam że na 13 stycznia jestem umówiona do psychiatry w tej sprawie.Może mi pomoże.
        Tak jakbym nie miała innych dylematów.
        Dziwna chyba jestem......Dziwię się sama sobie
        • 02.01.12, 15:18 Odpowiedz
          Ha, ja na samym początku samodzielnego jeżdżenia samochodem też tak miałam. W końcu trzeba się przełamać, uwierzyć w siebie. W końcu samochody są dla ludzi, i nie każdy ma w planie "ustrzelić" akurat Ciebiewink
          --
          "Ja nie zupa pomidorowa, nie każdy musi mnie lubić!!!" by pJ
        • 02.01.12, 21:02 Odpowiedz
          A może spróbuj pojeździć np. rano w niedzielę, jak jest pusto? Ja tak robiłam po egzaminie, no ale tak aż się chyba nie bałam. Albo radio sobie puść, żeby nie myśleć, że się boisz?


          --
          Eliška na blogu
          • 03.01.12, 14:39 Odpowiedz
            Eeee, radio? To chyba nie najlepszy pomysł. Chociaż może sie mylę, bo na każdego działa co innego. Ja tam do tej pory nie przepadam jeździć z włączonym radiem, bo mnie rozprasza, poza tym dobrze jest na początku osłuchać się z silnikiem, co by go za mocno nie piłować na za niskim biegu
            --
            "Ja nie zupa pomidorowa, nie każdy musi mnie lubić!!!" by pJ
    • 01.01.12, 20:37 Odpowiedz
      Ja. I kurs prawka odpuściłam sobie.
      Ale jak się okazało później i tak nie mogę mieć prawa jazdy ze względów zdrowotnych.
      --
      żyj i pozwól żyć innym tak jak chcą:smile
      • 01.01.12, 21:19 Odpowiedz
        Ja tak miałam. Też mamy jeden samochód i każda wymówka aby nie prowadzić była dobra.Swietnie się czuję jako pasażerka. Tak było do 5 stycznia 2011, kiedy się okazalo że mąż zerwał więzadła i przez długi czas nie będzie mógł prowadzić samochodu. W jednej chwili okazało się ze muszę wsiąść i jechać, bo trzeba go zawieźć do szpitala, dziecko do szkoły, do pracy ...... ślizgawica tego dnia była straszna. Wsiadłam i przez 3 miesiące jeździłam, każdego dnia czułam się za kierownicą pewniej. Dzisiaj jak mam znowu wsiąść i jechać denerwuję się ale wiem że jak będzie nas stać na drugi samochód to polubię prowadzenie smile
    • 01.01.12, 21:03 Odpowiedz
      Ja się bałam . Prawo jazdy leżało w szufladzie 18 lat. Ale MPK dało mi już tak w kość ( 16 km do pracy- 3 przesiadki), że po 10 godz jazd z instruktorem ,jeżdżę, nie boję się i już nie wyobrażam sobie powrotu do tego co było kiedyś. Choć początki były koszmarnym stresem.
    • 01.01.12, 21:25 Odpowiedz
      I jeszcze jedno- póki strach Cię nie paraliżuje to jest zdrowym objawem. W Polsce codziennie na drogach umierają ludzie, jeśli ma się świadomość zagrożenia, to jeździ się bezpieczniej i rozsądniej, mniej nerwowo, wolniej. Także jakiś tam strach może działać na korzyść kierowcy.
      --
      "No i dążysz do czegoś tam, po prostu se dążysz, normalnie bezczelnie se dążysz!"
    • 01.01.12, 21:40 Odpowiedz
      Ja. I sytuacja analogiczna do Twojej: prawo jazdy zdane za pierwszym razem, jestem b. dobrym kierowcą, jakbym się urodziła za kółkiem... . Ale przez dłuuugi czas miałam ogromny lęk przed prowadzeniem samodzielnie (jak ktoś - ktokolwiek, nawet nie mający pojęcia o prowadzeniu - był obok, to bez lęku jechałam). Przeszło mi jak przez 6 miesięcy codziennie jeździłam z koleżanką do pracy (zgarniałam ją po drodze)... po 6 miesiącach się tak przyzwyczaiłam, że zaczęłam czuć się swobodnie. Zresztą do tej pracy miałam albo 30 min. samochodem (autostrada), albo 2 godziny komunikacją miejską wink Może ktoś z Twojej pracy mieszka po drodze? Mi to bardzo pomogło, po prostu zajęta byłam rozmową a jakimiś irracjonalnymi bajaniami.

      Btw, rocznie zdarzało mi się robić 50-70 000 km smile Tego lęku da się pozbyć, chociaż na początku myślałam, że prawo jazdy będzie tylko ozdobą w moim portfelu, do tego stopnia nie mogłam się przemóc.
    • 02.01.12, 12:54 Odpowiedz
      ja. Jestem na to za nerwowa. Dlatego nie mam nadal prawa jazdy, a 30-stka na karku sad

      --
      http://www.suwaczek.pl/cache/bf768549d6.png
      • 02.01.12, 13:12 Odpowiedz
        Jesli ktos sie boi jezdzic to niech nie jezdzi.Co mi da,ze mam hamulce jak mi taki sparalizowany strachem w doope wjedzie,albo w bok auta.Jeszcze przede mna to pol biedy,trzymam odstep,by wyhamowac. Na serio nie kazdy musi miec prawko i jezdzic.
        --
        “Mój takie bajki opowiadał piąte razy w miesiącu.Auto okazało się mieć na imię Kasia“ by wioskowy_glupek
    • 02.01.12, 15:09 Odpowiedz
      Przez długi czas miałam opory przed prowadzeniem samochodu - efekt tego, że kiedyś zostałam dosłownie zmieciona z przejścia dla pieszych przez pędzący samochód. W końcu przemogłam się, zrobiłam pól roku temu prawko. Co prawda jeżdżę, nawet sprawia mi to przyjemność, ale tamten wypadek ciągle mi siedzi gdzieś z tyłu głowy.
      --
      "Ja nie zupa pomidorowa, nie każdy musi mnie lubić!!!" by pJ
    • 02.01.12, 18:35 Odpowiedz
      Ja sie balam. Prawo jazdy zrobilam, po czym do samochodu juz nie wsiadlam i nie wsiadlam 6 lat. maz probowala mnie zachecic, kupil mi tani samochod bym na nim mogla zdobywac praktyke i na nic to. Do czasu, kiedy moj maz po wypadku trafil do szpitala, a ja musialam jechac do szpitala dosc daleko. No wiec wsiadlam i pojechalam i teraz nie rozstaje sie z kluczykamiwink

      --
      This boat that we just built is just fine
      And don't try to tell us it's not
      The sides and the back are divine -
      It's the bottom I guess we forgot...(Shel Silverstein)
      • Uwielbiałam prowadzić - relaksowało mnie to, sprawiało przyjemność, za kółkiem czułam się świetnie... do czasu pierwszej stłuczki. Niegroźnej zupełnie, tyle, że bolesnej finansowo. Od tego czasu boję się prowadzić, stresuje mnie to i zupełnie już nie sprawia przyjemności. Nie wiem, co mam z tym zrobić. Próbowałam sobie jakoś to racjonalnie tłumaczyć, ale nie potrafię. Teraz unikam prowadzenia jak tylko mogę.
        • 02.01.12, 21:58 Odpowiedz
          Jak dawno mialas stluczke?

          Ja tez mialam stluczke/itongue_out

          Raz walnelam w samochod sasiada, kiedy wyjezdzalam ze swojego podjazdu, a sasiad mial samochod zaparkowany na ulicy. Tak, to byl finansowo bolesny wypadek(boczne drzwi sie wygiely w jego samochodzie, a mialam kiepskie ubezpieczenie). I wtedy przez jakis czas mialam dusze na ramieniu, jak wsiadalam za kolko, ale mi przeszlo.

          --
          This boat that we just built is just fine
          And don't try to tell us it's not
          The sides and the back are divine -
          It's the bottom I guess we forgot...(Shel Silverstein)
    • 02.01.12, 20:01 Odpowiedz
      Ja się bardzo bałam. Kiedyś tato postanowił zacząć uczyć mnie jeździć. Skończyło się to jednym wielkim niewypałem i moim przekonaniem, że na kierowcę się nie nadaję. Niedawno się przemogłam i poszłam na kurs prawa jazdy. Początkowo jazdy były bardzo ciężkie, zanim jakoś oswoiłam się z autem, z czasem stres zmalał, potem znów się pojawił, kiedy egzamin się zbliżał.
      Mobilizacją była perspektywa kupienia auta. Samochód niedawno kupiliśmy, ja czekam na egzamin. Za kierownicą czuję się coraz lepiej, nie mogę się doczekać, kiedy wsiądę za kierownicą do swojego samochoduwink
      • 04.01.12, 13:29 Odpowiedz
        Dziękuje Wam bardzo.Szalenie mi pomogłyście.Wczoraj pożegnałam instruktora.Stwierdził że szkoda moich pieniędzy na niego bo sobie umiem poradzic sama.Jeżdziłąm z nim moim samochodem więc tylko mnie wspierał na duchu.Objaśnił mi wiele spraw których się bałam.Przestałam wariować na myśl że mi auto zgaśnie,że ktoś zatrąbi.Przez te kilka godzin z nim "psychicznie dojrzałam" bardziej niż podczas tamtych 100 godzin.Jest dobrze.Jeżdzę,nie boję sie-byle nie szarżować i chojrakować na drodze.Spokojnie się trzeba "prowadzić"
        Do pracy pojechałam z powrotem, potem do rodziny,i ciągle mi się chce jeżdzić.Mam nadzieję że wyzbyłam się strachu na zawsze.
        Stłuczki się nie boję-jeżeli chodzi o finanse-mąż zawsze wpajał we mnie i praktukował wyłącznie ubezpieczenie AC I OC w najwyższych pakietach w PZU.Tam nie mieliśmy nigdy problemu.Moje autko ma 13 lat warte jest góra 14 tysięcy a i tak AC wykupujemy.Szkoda potem stresu że pieniądze są potrzebne na tu i na teraz żeby dokonac naprawy.Wspieram duchowo Was wszystkie które się boicie tak jak ja sie bałam kilka dni temu-GWARANTUJĘ,że mozna pozbyc się lęku przed jazdą.Jestem tego przykładem.
        Ps.Kobietkom z Krakowa służę numerkiem do instruktora który mi pomógł.
        Jeszcze raz dzięki.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.