www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,11004786,Dziecko_po_szwedzku.html
Z zaciekawieniem przeczytałam artykuł, o mitycznej krainie szczęścia prorodzinnego, jaką jest Szwecja. Udogodnienia dla rodziców, kobiet, dążenie do równouprawnienia (wychowawczy) - wszystko fajnie.
Fragment o dzieciach nieco mnie zmroził -
Fanny: - Mieliśmy pana od muzyki, który wiecznie się spóźniał, był nerwowy i myliło mu się, w której jesteśmy klasie. Złożyliśmy na niego skargę i został zwolniony.
I wcześniej o przedszkolu, że nawet gdy dziecko pobije drugie, to nie ma kary, a upomnienie nie jest kierowane bezpośrednio do agresora. I jeszcze kilka innych fragmentów.
Czy to rzeczywiście raj? Czy raczej przejaw pajdokracji? A może są tu osoby mieszkające w Szwecji i zaprzeczą albo potwierdzą obraz, który wyłania się po lekturze?