Nie chodzi mi o zjawisko emigracji jako takiej ale w tym konkretnym przypadku. Bo chodzi o osobę mi bliską więc tym bardziej źle mi z tym że nie mogę pojąć decyzji.
Dziewczyna w wieku 35+ z ułożonym życiem zawodowym i dobrą pracą. Mąż, dwójka dzieci (jedno miało właśnie rozpocząć szkołę), piękny dom pod Warszawą.
Decyzje o emigracji na Bliski Wschód podjęli nagle kiedy on dostał "propozycję życia"-dużo wyższe zarobki choć porównywalne stanowisko które miał w PL. Ona miała obiecaną pracę w tej samej firmie również w zawodzie. Znaleźli nianię i wyjechali w piątkę. Wynajęli dom, dzieci poszły od przedszkola i szkoły i jakoś się zaaklimatyzowały. On się realizowała zawodowo u niej wyszło gorzej bo okazało się ze stanowisko stworzono na siłę i wpadła niespodziewanie w konflikt z osoba na równoległym stanowisko która ponoć poczuła się zagrożona. Do tego szefem była arab z Arabii Saudyjskiej a ci nie należą do feministów jak wiadomo. W którymś momencie zaczęła szukać innej pracy ale z braku znajomości języka lokalnego nie udało się. Odeszła z pracy i dalej szukała pracy. Dalej bez skutku. W końcu rozszerzyła poszukiwania na Europe i tu faktycznie po 2-3 miesiącach dostała propozycje najpierw z UK którą odrzuciła a później ze Szwajcarii, którą przyjęła. Mąż, niania i dzieci zostali gdzie byli, a ona wyjechała. Z pracy jest zadowolona. Planują że niebawem mąż i dzieci do niej dołączą (po 9 miesiącach totalnej rozłąki). Mąż będzie musiał szukać pracy od nowa a dzieci adaptować się do nowej szkoły i uczyć od podstaw niemieckiego (starszy syn jest obecnie w 3 klasie wg systemu brytyjskiego, młodszy powinien pójść do pierwszej za rok). Ona zarabia nieźle ale jak twierdzi siła nabywcza jest na poziomie 10 000 PLN czyli tyle ile praktycznie miała przed wyjazdem.
I to jest to czego nie rozumiem? Po co? Nie widzę aby jakoś specjalnie i bardziej korzystali z życia, ciągle muszą się organizować i odkrywać "jak żyć" na nowo. Dzieciaki niby się tam łatwo zaadoptowały, choć starszy miał problemy z kolegami (język!), ale są coraz starsze i może przecież być coraz trudniej. Co może ludzi pchać do takich decyzji?
Jadę do niej w maju na tydzień więc nie omieszkam obgadać tematu, ale może Wy rzucicie na to jakieś światło.
--
pozdrawiam
Dorota i Kuba&Bartek
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.