Czy tesciowa mi dokucza?(dlugie) Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Wybaczcie, ze sie pozale, ale juz sama nie wiem co o tym myslec. Mieszkam u mojego chlopaka, ktory jest calym swiatem dla rodzicow. Nie mamy mozliwosci zamieszkac oddzielnie (juz nie bede tlumaczyc dlaczego) ale kazde z nas ma swoje pietro, wiec nie przeganiamy sie, mamy oddzielne kuchnie, lazienki itd.
    Ale czy ja sie uczulilam na tesciowa? czy ona chce mnie wykurzyc bo uwaza mnie za zla kandydatke na zone? wszystko co zrobie ona ocenia negatywnie, krytykuje i mam wrazenie ze mi dokucza. moze to wynika z faktu ze jest o 30lat starsza ode mnie i ma inne poglady?? ale to chyba jej nie tlumaczy. podam kilka przykladow:
    1) prosila,zebym ugotowala obiad dla robotnikow,bo ona idzie do lekarza. zrobilam obiad z tego co akurat mialam w lodowce, nie pochwalila, tylko ocenila ze chlopaki to wala jesc to i to, i w zasadzie,to powiedzieli ze taka zapiekanaka to smieciowe jedzenie-czyli wszystkie smieci z lodowki sie wykorzystuje i gdyby nie zrobila zupy to chyba by sie nie najedli tym.. zatkalo mnie
    2) nie ma u niej tradycji wyprawiania urodzin, wiec ja odchodze od hucznych imprez, ale mojemu dziecku upieklam tort o jaki prosilo, kosztowalo mnie to troche wysilku, ale bylam z siebie taka dumna,ze zaraz rozeslalam znajomym zdjecie mojego dziela z usmiechnieta buzia corki. bylam przeszczesliwasmile po jakims czasie tesciowa ogladajac zdjecia tortu skomentowala: ale to glupota robic takie cos,co nie? a mnie jakby ktos w twarz strzelil. zatkalo mnie. nie oczekiwalam pochwaly, ale wysmiania ze zrobilam dziecku tort tez nie-jakby to bylo przestepstwem!
    3) tesciowa mowi ze sie nie wtraca do nas, ale jest nadgorliwa w stosunku do syna i jak zobaczy,ze sie pospieralismy,to mnie wypytuje co sie stalo itd. a ja szczera du...czasem jej powiem o swoich uczuciach, a za jakis czas jak tesciowa jest zla,to wypomina mi to co powiedzialam jej w zaufaniu.
    jak radzilybyscie mi ja "okielznac" zeby zajela sie swoim mezem, a nie synem i mna??? tak jak mowilam, nie mozemy przynajmniej przez najblizsze 2 lata zamieszkac oddzielnie, ale ja nie wiem czy choc te 2lata wytrzymam w atmosferze ciaglej krytyki, oceniania, obgadywania, oczekiwania ode mnie,ze bede tak nadskakiwac swojemu chlopakowi,a jej synowi jak ona. to klasyczny przyklad toksycznego rodzica. rozmowy z chlopem nic nie daja, on nie widzi tej ich chorej wiezi i najczesciej twierdzi,ze to ja powinnam byc inteligentniejsza,sprytniejsza i ustepowac tesciowej, a swoje myslec. wrrrr.
    • no, dobrze
      napisze Ci tu dwadzieścia osób, że teściowa jest bez sensu
      i co z tym zrobisz?
      sama czujesz, że źle Ci w tym układzie, facet Cię nie wspiera, dziecko ma atmosferę jaką ma - to teraz pytanie, co dalej? kurczę, sposób, w jaki ewentualny małżonek zareagował, jak dla mnei jest godzien smarkacza - sam powinien być sprytniejszy i dojść do ładu, z kim spędzi życie - a nie promuje jakies walki podjazdowe

      obawiam się, że będziesz w tym żyła, mając poczucie krzywdy i dając się wplatywać się w wojenkę z kimś, z kim mieszkasz w jednym domu
      współczuję

      --
      Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
    • Żyję dokładnie w takim układzie jak twój- jeden dom- teściowie na dole , my na górze, 2 oddzielne mieszkania, nawet wejścia mamy oddzielne po 2 stronach domu. Mimo to pierwsze 2 lata to był dla mnie istny koszmar. Moja teściowa kiedyś skomentowała, że nie zaprosiłam jej na imieniny, co było nieprawdą. Ale zaprosiłam tylko na herbatę i ciasteczka, bo akurat wtedy pracowałam po 12 godzin dziennie i po prostu nie miałam kiedy piec ciast i wyprawiać imprez dla rodzinki. Długo by opowiadać- gnoiła mnie na każdym kroku właśnie takimi głupimi komentarzami i wtrącaniem się w nie swoje sprawy niby to w dobrej wierze. Przez pierwsze 2 lata znosiłam to w ciszy- ona robiła swoje, ja płakałam po nocach, były momenty że chciałam to wszystko zostawić, zabrać dziecko i uciekać gdzie pieprz rośnie. Aż w końcu zamiast zaciskać zęby i płakać zaczęłam się bronić. Na jej 1 głupi komentarz ja miałam 5 odpowiedzi, zaczęłam stawiać na swoim i wyraźnie mówić, że to nie jej sprawa. Niestety zrobiłam się po prostu pyskata, ale od tamtej pory jest dużo lepiej i z każdym miesiącem do teściowej docierało, że nie dam sobie w kaszę dmuchać i że z moim zdaniem też należy się liczyć. Charakter ma podły więc i teraz nieraz próbuje się pomądrzyć, ale generalnie po takich dyskusjach ona wychodzi zła jak osa, a ja nauczyłam się olewać i nawet czerpać przyjemnośc z tego że mogę jej podokuczać. I właśnie uświadomiłam sobie, że JESTEM CHORA PSYCHICZNIE - DOGRYZANIE TEŚCIOWEJ SPRAWIA MI SATYSFAKCE ;p
    • twoja wypowiedz wskazuje, ze jednak oczekujesz jakiejs reakcji, wsparcia czy jak zwal od tesciowej. Po co? Daruje sobie, jestes dorosla, zyj swoim zyciem a jej ingerencje olewaj. A nigdy nie zrozumiem cz\emu tesciowej sie mowi o problemach w zwiazku....
    • Powiem wprost: pytasz o to, jak zjeść ciastko i je mieć. Nie da się.
    • Olewać. Ignorować. To są drobiazgi, które jednak mogą uprzykrzyć życie, więc po prostu nie zwracaj uwagi.
      --
      To jest moje zdanie i ja je podzielam.
    • a to teściowa w swoim domu nie może się odezwać?
      i chcesz ją w jej domu okiełznąć?

      --
      "Nic nie stoi na przeszkodzie, aby się dildem posługiwać tak jak radiem. Jedno i drugie służy rozrywce." — Mirosław Bańko, UW
    • A może innym sposobem ją załatwisz? Miłością i godnościa osobistą? Mozna pyskować a mozna ją poprsotu rozkochaćw sobie do granic mozliwości. Trzeba mieć trochęsamozapracia na początku ale mozna spróbować. Juz widze jej minę, kiedy przy następnej uwadze np odnośnie ugotowania obiadu usłyszy nastepnym razem - może masz i rację, może nastepnym razem mając większe doświadczenie podpiewsz mi co mam zrobić żeby robotników nakarmić, albo może zrobilmy to razem dzień wczesniej wiczorem ? Na każda uszczypliwa uwage - uśmiech i cichy spokoujny głos.
      Zycze powodzenia.
      • Rozkochanie w sobie teściowej może i tak ale nie poprzez przytakiwanie jej i przyznawanie się do niezaistniałych błędów. Sama tak kiedyś próbowałam. Było jeszcze gorzej. Bo skoro pytam jak ona robi takie dobre kurczaki to wyszło że sama nie potrafię gotować, nawet wodę przypalam itd. Jakiego proszku używa bo ładnie pranie pachnie i widzę że plamy zeszły (g. prawda swoją drogą)? Cóż, brudas jestem (powiedziała ta co się kąpie raz w tygodniu), prać nie potrafię, pewnie mama wszystko robi za mnie.
        Można teściową zabrać do kina czy na obiad a nie pokazywać jej że jest od nas lepsza. Przeciwnie, jeśli się z nią nie zgadzam - mówię wprost.
        --
        >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
    • Najwyraźniej coś zyskujecie na tej sytuacji, skoro wyprowadzić się nie da, więc pozostaje wytrzymać. Niestety nie masz wyjścia jak stać się trochę bardziej asertywna i bronić swojego terytorium. Tzn. odpowiadać tak, żeby nie pozostawiać pola do dyskusji.
      Odpowiedź w sytuacji 1 - Super, na przyszłość niech im Pani sama gotuje skoro ja nie umiem.
      W 2 - Może to i głupota robić radochę swojemu dziecku, w takim razie zrobię ich jeszcze mnóstwo.
      Oczywiście zwierzenia i narzekania na jej syna sobie podaruj, bo Twoją przyjaciółką chyba nie jest.
      Ja z moją teściową nie mieszkam, to układ nie dla mnie. Niemniej też próbowała na samym początku komentować, doradzać jak mnie jeszcze dobrze nie znała. Reakcja była bardzo zdecydowana, grzeczna w miarę choć na pewno nie miła. Były demonstracyjne fochy, olałam. Teraz jest super, jest świetną babcią i za to ją szanuję. W głębsze relacje nie wchodzimy.
    • Musisz się z tym pogodzic i traktować z humorem, jeśli masz z nią dłużej mieszkać.
      A Ty nie jesteś żoną? Napisałaś, że kandydatką. No to sie pobierzcie, może bedzie lepiej...
      Ja bym odpowiadała: wiedziałam, że powiesz coś takiego. Albo : A jak ty byś zrobiła? może mi udzielisz rady na czas następnym razem ( a propos robtników).
      Przede wszystkim traktuj z przymróżeniem oka. Ona nie może wiedzieć, że bierzesz sobie do serca to, co mówi.
      Z tego, co piszesz, to nie jakaś zła kobieta, da się żyć.

      --
      Kura podchodzi do stołu i mówi:
      "Tu radość,
      gdy kura u stołu tak punktualna!"
    • > 2) nie ma u niej tradycji wyprawiania urodzin, wiec ja odchodze od hucznych imp
      > rez, ale mojemu dziecku upieklam tort o jaki prosilo, kosztowalo mnie to troche
      > wysilku, ale bylam z siebie taka dumna,ze zaraz rozeslalam znajomym zdjecie mo
      > jego dziela z usmiechnieta buzia corki. bylam przeszczesliwasmile po jakims czasie
      > tesciowa ogladajac zdjecia tortu skomentowala: ale to glupota robic takie cos,
      > co nie? a mnie jakby ktos w twarz strzelil. zatkalo mnie. nie oczekiwalam pochw
      > aly, ale wysmiania ze zrobilam dziecku tort tez nie-jakby to bylo przestepstwem
      > !


      Problemem jest przede wszystkim Twoja reakcja. Niepotrzebnie odbierasz to jako "strzał w twarz". Po prostu mówisz spokojnie i dosadnie że nie prosiłaś o komentarz i nie życzysz sobie takowego. To samo w kwestii jedzenia dla robotników - "zrobione jedzenie? Zrobione. To proszę nie komentować".
      Co do trzeciej sytuacji - nie angażuj jej w kłótnie z chłopakiem. Nawet jeżeli masz ochotę po kłótni zwierzyć się, to zagryź zęby, bo wszystko co powiesz może być wykorzystane przeciwko Tobie (śmieszne, ale prawdziwe).
      Moja rada w krótkich żołnierskich słowach: więcej asertywności, stanowczości i dyskrecji, przy jednoczesnej uprzejmości. Wyznacz wyraźnie granice i tego się trzymaj. I nie ustępuj.

    • innego sposobu nie ma. tesciowa wyraza swoje zdanie. czasem w sposob wyjatkowo wredny i nietaktowny, ale to tylko gadanie. olej.
      --
      'chciałam zawsze kupić używane glany po jakiejś nastolatce. To tak, jak pić jej krew dla odmłodzenia.' by broceliande
    • Sek w tym, ze ja nie chce jej "uciszac" na jej gruncie, ale skoro sie zgodzila bym tam zamieszkala, to tez powinna uszanowac moje prawa i moje uczucia. Ale tego nie robi,bo ewidentnie ma przewage, jej dom, jej syn, a moj nie maz, w dodatku on nie widzi problemu, bo jemu wygodnie.
      Ja nie pyskuje jej, powiem jej nieraz co mysle, ale tak by jej nie urazic. Ona chyba robi to by mi dopiec. kiedys gotowalam barszcz. skomentowala sarkastycznie "tylko barszcz mezowi gotujesz?to on cie musi kochac". oczywiscie ze moglabym sie wtedy zasmiac i powiedziac-tak, bardzo, ale w takich chwilach robi mi sie przykro,bo odbieram to jako atak na mnie.
      postaram sie dac bardziej na luz, ale nie wiem co z tego bedzie,bo tak na prawde to mam schize, ze jak np nie umyje schodow, czy kotlowni, bo akurat tego dnia nie mam sily, to ze ona kiwnie glowa,ze ok, a obrobi mi d....i przy nastepnej mozliwej okazji wytknie,ze nie zrobilam tego i tego. przy czym trzeba zauwazyc, ze jej syn nie ma w domu zadnych obowiazkow i na niego tak nie nadaje.
      a czemu jej sie zwierzam? teraz mieszkam w innej miejscowosci, nie mam tu kolezanek, jak mi zle to tylko ona jest pod reka, a jak nieraz mam nos na kwinte i nie chce powiedziec o co chodzi, to mowi- no to trudno skoro nie dasz sobie pomoc. nieraz biore po prostu dziecko i idziemy na spacer do lasu, ale potem zdarza mi sie uslyszec, ze tyle roboty wkolo domu a ja na spacery sobie chodze.
      dobra juz nie pisze bo sie zaraz normalnie zbeltam
      • nie mozecie sie wyprowadzic?
        musicie u niej mieszkac?
        im dluzej bedziecie tam siedziec, bedzie tylko gorzej.
      • Oj to chyba taki egzemplarz, że nawet wyprowadzka nie pomoże smile
        Mam taki sam, jakieś 70 m ode mnie mieszka i wiesz mi to za mało!
        nie wystarczy oddzielny dom, potrzebna jest jeszcze to magiczna odległość min. 350 km hahahaha

        albo się naucz ciętej riposty albo miej to wszystko głęboko w d...pie smile
        ja wytrzymałam 8 lat zanim się w końcu baba uspokoiła, bo się okazało, że ta najgorsza synowa to mimo tylu przykrości, nawet na kawę w niedzielę ją zaprosi, na każde święta
        i pamięta o imieninach, i na dzień babci z dwulatkiem, któremu to święto latało koło nosa poszła do niej z badylem ...
        a rodzony drugi syn, który przez lata się wymawiał tym, że to kłopot rodziców ok. 20 km od niego mieszkający na imieniny czy święta zaprosić wink, nie zaprasza ich nawet teraz a mieszka od nich jakieś 150 do 200 m ;P
        także życie kobietę nauczyło pokory
        --
        Piotruś
      • > Sek w tym, ze ja nie chce jej "uciszac" na jej gruncie,

        To zagryz zeby i cierp. I pozwol jej albo zniszczyc ciebie albo twoj zwiazek.

        >ale skoro sie zgodzila
        > bym tam zamieszkala, to tez powinna uszanowac moje prawa i moje uczucia.

        Lehehehehehehhehe... Dobre. Parafrazujac powiedzenie o ciasteczu - dostalas do reki paczek oblany gorzka czekolada (zakladajac, ze gorzkiej czekolady nie lubisz). I albo zjesz go w calosci, z usmiechem, albo zdrapiesz gorzka czekolade mowiac szczerze, ze jej nie lubisz, albo paczek zczerstwieje i wyladuje w koszu.

        Ag
        --
        the world as I see it
        www.flickr.com/jazzwink/
      • Trzeba nad samooceną popracować, skoro takie głupoty Cię ruszają i nie odpowiadasz adekwatnie. Pokazując jej, że jej słowa Cię ruszają, dajesz jej satysfakcję i motywujesz do kolejnych przytyków. Mnie by takie uwagi tylko rozśmieszyły. Zresztą teściowa też próbowała mnie ustawiać w podobny sposób i po moich reakcjach szybko jej przeszło.

        Także albo się będziesz użalać nad sobą i pozwolisz jej niszczyć siebie i wasz związek, albo się weźmiesz w garść i olejesz sikiem prostym. Zagryź zęby i uśmiechaj się zawsze przy niej (choćby w środku było inaczej), przygotuj sobie kilka ciętych ripost (dziewczyny wymieniły, ty też), a o zwierzeniach zdecydowanie zapomnij. Tylko KONSEKWENTNIE.

        Na cudowne uzdrowienie teściowej nie licz - jak ty nie zmienisz swojego postępowanie, będzie coraz gorzej.

      • kobieto kochana.
        Ja miałam rodzoną taką co lepiej wiedziała jak mam czas spedzac, jak myslec itd. Komentarze tez miała niewybredne.... (a matka podobno jest tylko jedna).
        Z radoscia z nia nie mieszkam, a ona do mnie nie przyjażdza, tak samo jak ja do niej.

        Moge ci tylko wspołczuc, ze tak durno sobie ulozylas zycie. Dziecko masz z patafianem, skazana jestes na łaske jakiejś ropuchy, która ci zaglada i komentuje (niczym moja rodzona), ani kawałka wolnosci, bo jak do tego lasu z dzieckiem wyjdziesz, to "po co, tzreba schody szorować".

        Moze pomyśl o wyprowadzce, o kopnieciu tego dupka w ...., moze masz kogos innego, kto ci udzieli schronienia.
        Gnoic sie nie pozwalal, to, że to jej dom, to nie znaczy, ze ma byc chamidłem dla ciebie. Rób swoje i sie jej za nic nie spowiadaj o tym jak zyjesz z facetem swoim. Dzis wysłucha, jutro nóż wbije (znam to...), przy kazdej kłótni zagryx zeby i nie opowiadaj.


        --
        tutiturum
      • > Ja nie pyskuje jej, powiem jej nieraz co mysle, ale tak by jej nie urazic. Ona
        > chyba robi to by mi dopiec. kiedys gotowalam barszcz. skomentowala sarkastyczni
        > e "tylko barszcz mezowi gotujesz?to on cie musi kochac"

        Ja bym się roześmiała i powiedziała "oj musi, musi!"

    • jaka teściowa ?????????

      matka faceta, z którym masz dziecko i która cie z litosci przyjela pod swój dach a nie tesciowa
      --
      Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
      • o to to.
        No ale biedna kobieta nie wiedziala ze sobie ksiezniczke fochne pod dach bierze i ze kazde jej slowo i spojrzenie bedzie strzalem w twarz.

        mi jak bylo zle z tesciowa (tesciowa, nie matka mojego kochanka) to powiedzialam ze albo ja albo ona i maz od razu zaczal mieszkania szukac. Trzeba tylko chciec.

        --
        Pozdrawiam
        Dorota

        Nie kop się po tyłkach z jeżozwierzem.
        • jak na moje oko, to matka tego "kochanka" autorki, pokazuje fochy na kazdym kroku, nie autorka.
          czego dziewczyna by nie zrobila, tak zle i tak niedobrze.


          > mi jak bylo zle z tesciowa (tesciowa, nie matka mojego kochanka) to powiedziala
          > m ze albo ja albo ona i maz od razu zaczal mieszkania szukac. Trzeba tylko chci
          > ec.

          to masz szczescie, ze Twoj "kochanek" jest prawdziwym mezczyzna i poszukal innego lokum.
          z kochankiem autorki moze byc inaczej i jemu jest tam dobrze, wiec o wyprowadzce nie moze byc z jego strony mowy.
          jesli faktycznie bylas w takiej sytuacji i bylo Ci tak zle z ta tesciowa, powinas wykazac teiszke wiecej zrozumienia wobec autorki watku , ale po raz ktorys z rzedu na tym forum/portalu sprawdza sie powiedzenia "kobieta kobiecie wilkiem".
          • jest u siebie , w swoim domu , jest PANIĄ i ( zapewne) włascielkką domostwa - moze sie fochowac 24 godziny na dobe , co komu do tego

            a autorka co ? kim jest ? konkubiną? nawet nie bo ta para nie prowadzi wlasnego gospodarstwa domowego ? co wnosi do domostwa? pracuje ? zarabia? doklada choc złotówke do wydatków ?
            tylko nie mówicie mi ze jej najwiekszy wkład to rozmnożenie sie pokątne bo to wiekszośc kobiet potrafi

            najfajniej ustaił sie ów syn - dziecko potrafił zrobić ale samodzielnie utrzrymac juz nie

            najbardziej podoba mi
            --
            Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
            • mozambique napisała:

              > jest u siebie , w swoim domu , jest PANIĄ i ( zapewne) włascielkką domostwa - m
              > oze sie fochowac 24 godziny na dobe , co komu do tego
              >


              a Ty masz jakies doswiadczenia w tym temacie, ze popierasz takie zachowania?
              widzisz, sa takie egzemplarze, ktore we wlasnym domu moga zmieszac Cie z blotem, napluc Ci w twarz, nawet uderzyc i to wlasnie dlatego, bo sa na swoim terenie i nic nikomu do tego.
              rozumiem, ze Tobie by sie to spodobalo, gdybys miala z takimi indywiduami do czynieniatongue_out
              albo inaczej, sama sie tak juz zachowujesz.



              > a autorka co ? kim jest ? konkubiną? nawet nie bo ta para nie prowadzi wlasnego
              > gospodarstwa domowego ? co wnosi do domostwa? pracuje ? zarabia? doklada choc
              > złotówke do wydatków ?

              nawet jesli jest tylko konkubina, nie Twoja sprawa a wlasciciela domostwa nie obliguje to do chamskiego zachowywania sie wobec niej przez 24 godz na dobe czy tez traktowania jej, jak kogos gorszego.
              Ty oczywiscie radosnie pozwolilabys sobie pluc w twarz wlascicielowi domostwa, bo jest u siebie i mu wolno, zacisnelabys zeby i siedziala cicho?


            • mozambique napisała:

              > jest u siebie , w swoim domu , jest PANIĄ i ( zapewne) włascielkką domostwa - m
              > oze sie fochowac 24 godziny na dobe , co komu do tego


              słuchaj, jak pozwalasz komus mieszkac pod swym dachem, to nie po to by go gnoic na każdym kroku. Owszem dom jest teściowej, ale nie oznacza, ze ma grzebac i zagladac jej do garnkow i szafek.
              Uzyczenie komus kawałka dachu nad głowa obilguje takze tego uzyczajacego, ze uszanuje tego, kto korzysta z gosciny (w druga strone tez to działa). Nie mozna gnoic drugiego czlowieka, bo mieszkasz u mnie na mojej łasce, to sobie zrobie z ciebie worek treningowy.
              Przeciez mogła nie zgadzac sie na zamieszkanie tej dziewczyny.



              > a autorka co ? kim jest ? konkubiną? nawet nie bo ta para nie prowadzi wlasnego
              > gospodarstwa domowego ? co wnosi do domostwa? pracuje ? zarabia? doklada choc
              > złotówke do wydatków ?


              A jakie znaczenie ma, że maja albo nie maja slubu. Zdaje się, że dziecko razem mają, to wystarczy.

              wiesz co, jak zapraszasz kogos na herbate i ciastka, to mu bluzgasz i ublizasz, bo za herbate i ciastka ty zaplaciłaś? Gdzie kultura osobista?


              > najfajniej ustaił sie ów syn - dziecko potrafił zrobić ale samodzielnie utrzrym
              > ac juz nie


              syn jest patafianem skończonym

              --
              tutiturum
            • a gdzie masz te wszystkie informacje?
              ja wyczytałam, że prowadzą oddzielne życie
              coś Ci się kobieto rzeczywistość z netem pomieszała
              --
              Piotruś
              • sadzisz, ze przy takiej osobie mozna prowadzic oddzielne zycie, mieszkajac w jej domu?
                zapomnij.
                nie czytalas/nie slyszalas, ile par mieszkajac u swoich tesciow/rodzicow, prowadzi "oddziele" zycie i jak to rzutuje na ich zwiazek/malzenstwo?

            • To konkubiny syna nie można już sympatycznie traktować? I matki swojego wnuka przy okazji?
              Przytoczone komentarze stanowią dowód że opisywana teściowa albo jest prostsza w konstrukcji psychicznej od tłuczka do mięsa i ze słowem "takt" oraz "wyczucie" nie spotkała się nawet w słowniku.
              Jak jej nieoczekiwani lokatorzy we własnym domu nie odpowiadają, to trzeba było swój pusty i wygodnicki ósmy cud świata pognać kijem do roboty, żeby kobiecie z dzieckiem zapewnił cywilizowane warunki życia, na własną a nie jej rękę. A jeśli chodzi o pracę autorki postu itd- popieram z tysiąca względów, ale teściowa ponoć nie składa zażaleń o to, że młoda nie pracuje ani nawet, ze tam mieszka. Ona młodej ordynarnie docina. Beznadzieja.
    • ja bym jej z przemilym usmiechem na ustach opdowiadała

      - no naprawde nie sądziłam ze zapiekanka z miesem warzywami i makaronem mozna się nie najeść

      - dla mnie robienie d\tortu dla corki nie jest bez sensu bo marzyla o takim i byla to dla mnie ogromna przyjemnosc
      --
      jeśli chcesz wziąć udział w losowaniu mojej poduchy
      szopinistka.blogspot.com/search/label/candy
    • Pytanie zadane w tytule wątku należałoby zadać teściowej.
      Po każdym przytyku informujesz: To co powiedziałaś zabolało mnie, bo bardzo się starałam. Czy tym komentarzem chciałaś mi zrobić przykrość, czy ośmieszyć mnie wobec rodziny?
      Najważniejsze jest jednak wysłuchanie tego co teściowa odpowie. Bo słowa teściowej mogą być wyjątkowo cennym materiałem do oceny, czy teściowa Ci dokucza, czy nie.
      • Popieram.
        ja sama często najpierw mówię potem myślę i pewnie nie będę dobrą teściową.
        ale zwykle nie mam złych intencji /tylko czasemwink/
        może tak samo jest z twoją przyszłą "nową mamusią"
        a poza tym dlaczego ciągle "zatkało mnie"? nie bierz tak wszystkiego do siebie, nie analizuj, nie przerabiaj przez wszystkie przypadki,
        i chyba trochę przesadzasz i wyolbrzymiasz problem
        dlaczego to cię tak dotyka? niska samoocena?
        może powiedz jej co myślisz, że jest ci przykro gdy tak do ciebie mówi
      • Całkowita racja.
    • Będzie tak dopóki będziecie pod jednym dachem, nieważne oddzielne wejścia, mieszkania i co tam jeszcze. Dwie rodziny w jednym domu nie wróży niczego dobrego. Podejrzewam że nie macie kasy na osobne lokum (ja też nie mialam) ale wolałam skromnie ale sama z mężem. Dzięki temu jesteśmy jeszcze razem, doczekaliśmy się synka itp. wiem że w innym wypadku mogło by być różnie... Nie żebym była wróżką ale dla mnie to sytuacja nie do przejścia, zawsze generuje konflikty.
    • Owszem, uczuliłaś się na teściową. To, o czym piszesz, to są niewarte uwagi pierdoły, a ty przykładasz do nich wielką wagę. Teściowa jest niedelikatna i niegrzeczna, ale ty jesteś małostkowa i czepiasz się drobiazgów. Przestań opowiadać o swoim związku, na pytanie o powód sprzeczki odpowiadaj, że to prywatna sprawa. Jeśli jakaś uwaga cię zabolała czy uraziła, powiedz to wprost.

      Jeśli to są jedyne przewiny teściowej, to się zastanów dlaczego aż tak cię dotykają? Jakie ma znaczenie czy teściowa uważa cię za dobrą kandydatkę na żonę, czy złą? W końcu twoim partnerem jest jej syn, nie ona. Facet cię zostawi, bo mamusia cię nie lubi?

      Wyluzuj. Naprawdę na tym forum czyta się takie horrory o teściowych (a i ja niejedno mogłabym opowiedzieć), że grubiaństwo twojej wydaje się niewinną rozrywką.

      Głowa do góry, przyjmij do wiadomości, że ktoś cię nie lubi (w końcu nie musi) i tyle.

    • Musisz wiedzieć jedno... Ty jesteś TYLKO synową a Twój mąż AŻ najukochańszym synkiem na świecie- może brzmi śmiesznie ale tak jest! Ja z własnego doświadczenia wiem, że teściowej nie mów nawet 1/4 Twoich problemów bo przy pierwszej lepszej kłótni je wykorzysta/obgada Cię do innych, itp. Oczywiście nie twierdzę że wszystkie takie są!
      Wiesz że to co robisz jest oki. Sprawiłaś radość dziecku, sobie to miej w nosie to co mówi teściowa. Jak ja mawiam tacy ludzie są starej daty... i ich przyzwyczajeń nie zmienisz!
      I jeszcze jedno... nie daj po sobie poznać że coś co mówi Cię wkurza, że boisz się jej... ja nie jestem wulgarna wobec swojej teściowej, ale nie raz pokazałam co myślę i teraz ona szanuje moje zdanie, wie że nie wciągnie mnie w żadne gierki, nie może mi nic narzucić.
      Głowa do góry... synowo wink
    • Niech zgadne nie tylko uwagi tesciowej ale tez pracodawcy i prawie-meza bola?
      Naprawde zastanawia mnie ze mlode kobiety maja czesto tak male poczucia pewnosci ze w koncu drobne uwagi o torcie, obiedzie czy wychowaniu dziecka maja az taki duzy wplyw na ich funkcjonowanie w rodzinie. Popracuj troche nad soba - inaczej bedziesz zawsze zalezna od tego co inni mysla i mowia o tobie. Pewnosc siebie przychodzi oczywiscie z wiekiem i doswiadczeniem ale tez mozna tez sie tego nauczyc. A rady by sie 'odgryzac' i dokuczac tesciowej to rady osob slabych ktore swoje poczucie wartosci musza budowac na konfrontacji z innymi. Glupie i niepotrzebne.
      • a ja sie z Toba nie zgodze.
        najgorsze,co tylko moze byc,to brak reakcji na przytyki,bo niedoszla tesciowa juz sprawdza,jak daleko moze sie posunac i na co moze sobie pozwolic,ale jak ktos juz wyzej napisal,jest u siebie, to jej wolnosmile
        ona nie mam jej dokuczac( tamtej oczywscie robic to wolno), ale gdy tamta juz za bardzo sie zagalopuje, zwrocic uwage na niestosownosc jej zachowania.
        niestety,poki bedzie na jej lasce/nielasce,takie zachowania beda mialy miejsce,bo nie sadze, zeby matka jej partnera przystopowala.



    • Czy zachowanie teściowej jest niegrzeczne? Bez dwóch zdań.
      Czy mówi takie rzeczy celowo, by ci dokuczyć? Nie wiadomo. Trudno stwierdzić, czy należy do osób, które po prostu czasem palną coś bez namysłu, czy też jest po prostu złośliwa, bo cię nie lubi.
      Jakby nie było, trudno się z taką osobą przyjaźnić. Musisz się nauczyć odpowiednio reagować na jej uwagi. Zamiast trzymać wszystko w sobie i płakać po nocach, należy grzecznie acz dosadnie zwrócić jej uwagę na niestosowność danych słów.

      I nie zgadzam się ze stwierdzeniami, że pani na włościach wszystko wolno.
      • Ale to nie jest Twoja teściowa. I tak zrobiła ci uprzejmość, że zgodziła się, żebyś tam zamieszkała. Płacicie za mieszkanie?
        Ja bym się nie zgodziła, żeby syn bez ślubu mieszkał w moim domu lub mieszkaniu, które JA mu kupię z dziewczyną. Jeżeli jest dorosły i chce żyć po swojemu, wbrew wyznawanym przeze mnie zasadom, to proszę bardzo. Ale na własny rachunek. Zarobi, kupi lub wynajmie mieszkanie , jego sprawa. Staram się wychowywać swoje dzieci tak, aby szanowały siebie i swoich partnerów. A jedną z oznak tego jest ślub kościelny.
        Nie wiem co bym zrobiła na twoim miejscu, ale pewnie nigdy bym nie zamieszkała z facetem przed ślubem, zwłaszcza u rodziców. Zresztą ani z teściami ani z własnymi rodzicami po ślubie też bym nie zamieszkała. Najmniejsze mieszkanie, ale własne, gdzie nikt nie zagląda mi w garnki i nie słyszy jak sie kłócę. Moja mama też tak uważała ( po ślubie 8 lat mieszkała z matką ) i zrobiła wszystko, żebym miała gdzie mieszkać.

        Zastanów się, czy "teściowej" brak ślubu nie przeszkadza. Może tu właśnie lezy przyczyna problemu? Pogadaj z nią jak z człowiekiem i zapytaj dlaczego tak ciebie traktuje.
        Marta
        Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
        DZIECI ROCZNIK 2000
    • Pytasz co masz zrobić. Przede wszystkim dorosnąć. Tak to jest jak się dzieci za robienie dzieci biorą a potem czyta się po forach "mieszkam u mojego CHŁOPAKA z jego rodzicami, na razie nie możemy się wyprowadzić, teściowa jest be itd, itp.".
      Teściowa miła nie jest, to fakt, ale szczerze mówiąc jakby mi syn sprowadził do domu jakąś niedojrzałą dziewuchę i dziecko to też zachwycona bym nie była.
      Zapiekanką z byle czym to faktycznie chłopy pracujący fizycznie mogą się nie najeść, a z tym tortem, to teściowa chyba raczej wyśmiała to że rozsyłasz zdjęcia po znajomych a nie że tort zrobiłaś - dla mnie to też żenujące.
      A już tekst "czasem jej powiem o swoich uczuciach, a za jakis czas jak tesciowa
      > jest zla,to wypomina mi to co powiedzialam jej w zaufaniu." mówi o Tobie wszystko drogie dziecko.
      Zepnijcie pośladki, wyprowadźcie się, poklepcie trochę biedy, doróbcie się czegoś wspólnie i za parę lat porozmawiamy. Bo na razie to jesteście dzieciuchami strasznymi. Trza sobie uzmysłowić, że macie dziecko, tworzycie rodzinę i to Wy jesteście za nią odpowiedzialni. Pora dorosnąć...
      • to ze zamieszkalam z nimi wynikalo z tego,ze mialam wybor: albo sie rozstac,albo zamieszkac,bo inaczej uwazali ze nie traktuje tej znajomosci powaznie. kochalam,wiec nie chcialam go stracic. dziecko akurat w niczym mi nie przeszkadza i ciesze sie ze urodzilam je majac 27lat,bo potem moglabym juz sie nie zdecydowac.nie zaluje tego ze mam dziecko,nawet jesli sie rozstaniemy.
        a wyprowadzic to ja juz chcialam sie po kilku miesiacach tych rzadow,ale do chol...moj facet nie chce puscic spodnicy mamusi. i nie wiem,czy facet ktory skonczyl 40lat w ogole kiedykolwiek dorosnie? bo on nie ma zamiaru sie od nowa dorabiac, ja nie marze o niczym innym jak o wspolnym budowaniu czegos z ukochan osoba,bo takie podane na tacy to sie moze odbic czkawka gdy na kazdym kroku slyszysz i czujesz ze jestes darmozjadem. nie wydaje mi sie bym to ja byla dziecinna w tym zwiazku, moze troche naiwna,bo powinnam spieprz....jak poznalam jego rodzinke, ale ufalam,ze przykryjemy miloscia te drobne roznice zdan. pomylilam sie jak pewnie tysiac dziewczyn. tylko,ze niektore zagryzaja zeby placza po nocach,inne popijaja,jeszcze inne zdradzaja takiego krolewicza, a ja juz nie chce plakac tylko dlatego ze mi zle. ja chce po prostu inaczej zyc. potrzebuje wsparcia a nie krytyki.
    • Nie. Zdecydowanie nie. Przewrażliwiona jesteś.
      --
      gazeta_mi_placi napisała:
      Ja jestem wystarczająco zaradny w kraju aby nie wymiatać zagranicą śmieci
    • bovolenta napisała:


      > 1) prosila,zebym ugotowala obiad dla robotnikow
      > powiedzieli ze taka zapiekanaka to smieciowe jedzenie

      Robotnicy faktycznie najczęściej wolą ziemniaki i mięso. Plus jakiś dodatek warzywny, ale najważniejszy jest dla nich "konkret". Zapiekanka to dobry obiad dla urzędniczki.
      Ona się musiała od nich nasłuchać.
      Minus dla niej, że nie powiedziała ci wcześniej, co im na ten obiad przygotować.
      Za to pouczyła cię na przyszłość. Będziesz wiedziała.

      > 2) tesciowa ogladajac zdjecia tortu skomentowala: ale to glupota robic takie cos,
      > co nie? a mnie jakby ktos w twarz strzelil.

      A nie zapytałaś, co ma na myśli? Może dla niej głupota, dla ciebie i twojej rodziny może nie. Każdy ma prawo do swojego zdania, każdy je może wypowiedzieć.

      > 3) czasem jej powiem o swoich uczuciach, a za jakis czas jak tesciowa
      > jest zla,to wypomina mi to co powiedzialam jej w zaufaniu.

      O, to się nie tylko teściowym udaje. Dobra rada na przyszłość: nie zwierzaj się jej.

      Ogólnie nie widzę dokuczania.

      Starsza jest, bardziej doświadczona, zakłada, że pewne rzeczy powinnaś po prostu wiedzieć, podobnie jak ona, a potem się dziwi, że tak nie jest. Pewnie, jak sama młoda była, tak samo wielu rzeczy nie wiedziała.

      I pewnie jej do głowy nie przyjdzie, że różne luźno rzucone uwagi tak osobiście odbierasz.
      • Co do zapiekanki się zgadzam. W tym wypadku to była raczej rada na przyszłość, a nie złośliwość. Nie wiem, jak tort- czy byla to uwaga rzucona "tak sobie", czy moze teściowa ma dosyć łożenia na syna, jego żonę (niewazne slibną czy nie) i dziecko i uwaza w tym wypadku urzadzanie imprez za przegięcie.
        Tyle, ze nie z tesciowa tu problem. Problem prawdziwy jest z facetem, który staje po stronie matki, nie powstrzymuje jej gadania i nic w domu nie robi. Prawdę mówiąc, w takim wypadku , skoro on nie protestuje, gdy teściowa wyciąga Wasze prywatne sprawy, to ja sie teściowej nie dziwię, ze za dobra nie jest. Bo ona staje po stronie syna - skoro syn, oplotkowany przez zonę przed tesciową, nie staje potem w obroni żony - to jest jasne, ze tesciowa uznaje go za skrzywdzonego i broni syna.

        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • Nie wierzę w sytuacje, kiedy to nie można się wyprowadzić. Może poza opieką nad niepełnosprawnym/ą teściem/teściową. Sprawa zawsze rozbija się o to samo:
      -znacznie pogorszy się standard big_grin
      -przynajmniej jedna osoba się na to pogorszenie nie chce zgodzić.
      W takim wypadku trzeba sobie szczerze odpowiedzieć, jakie wyrzeczenia i kto jest w stanie ponieść dla tego małżeństwa. Obstawiam, ze chuchany synuś się nigdzie nie wybiera. Pozostaje uświadomienie mu, ze jednak trzeba- o ile sama jesteś gotowa na materialne wyrzeczenia, bo nie każda, która deklaruje, ze nieznosi teściowej w istocie wybierze trudną samodzielność. Jak nie, to będziesz zaciskać zęby, udawać wariata i rozmawiać z teściową uprzejmie acz bez treści jeszcze przez 2 lata. A potem przez resztę życia tongue_out

      A swoja drogą: tak, teściowa przegina, co jest wynikiem co najmniej totalnego braku wyczucia i taktu, a nie wykluczone, że złej woli.
    • Przyznaj, że nie tylko mieszkacie u *teściowej*, ale skoro są robotnicy to twój partner pracuje dla rodziców, to bardzo komplikuje waszą sytuację, bo trudno wszystko porzucić i wyprowadzić się, zwłaszcza, że nie jesteście samodzielni. Trudno wyobrazić sobie, że nie chcesz porzucić *szorowania schodów* zamiast usamodzielnić się, pójść do pracy , nawet jak twoje zarobki będą zerowały się z wynagrodzeniem za opiekę nad dzieckiem. Zyskasz doświadczenie zawodowe, pewną emocjonalną niezależność, większy dystans do oczekiwań matki partnera. Warto!
    • ujme to w punktach,by bylo Wam latwiej sie odniesc do sytuacji
      1) zanim tu zamieszkamal,to tesciowa na mnie naciskala,zebym sie wprowadzila,bo jak nie zamierzam z nim byc, to lepiej zebysmy sie rozstali,bo chlop bez baby sie zmarnuje. a ja mam byc blisko niego,bo kazda "zona ma byc przy mezu". zamieszkalam,ale decyzja o zamieszkaniu z nimi zapadla poniekad wbrew mojej woli, ja bym jeszcze zaczekala,ale pod presja i szantazem nie mialam wyjscia. bo zarzunaco mi,ze nie traktuje faceta powaznie,tylko jak sponsora.
      2) ja pracuje caly czas od skonczenia studiow. zarabiam niewiele, ale zarabiam. cala kase z wyplaty oddaje jemu,bo tego wymagal. i bo tak samo robi jego mama,gdyz jego tata rzadzi kasa. dziecko chodzi do przedszkola. staram sie nie prosic nikogo o pomoc przy nim jesli to absolutnie konieczne.
      3) temat slubu-ilez o to bylo klotni z nim,bo on nie zamierza brac slubu koscielnego NIGDY, a cywilny moze kiedys. rodzicom to nie przeszkadza,wrecz wysmiewaja moje marzenia o slubie koscielnym (naleza do innego wyznania,nie maja slubu koscielnego, i bardzo to krytykuja,gdyz uwazaja,ze jak kobieta pojdzie z facetem do lozka to juz sa mezem i zona a slub cywilny to tylko "rejestracja") po tym jak wyszly na jaw ich dziwne poglady sama nabralam watpliwosci,czy chcialabym sie z nim tylko "zarejestrowac"sad dla mnie to profanacja sakramentu malzenstwa.
      4) stac nas na wynajem i skromne zycie,ktorego ja jestem nauczona,ale on niestety chce zyc na poziomie. moglibysmy miec mieszkanie na wlasnosc. jego rodzine maja mieszkanie 200km stad,i mozna by bylo je zamienic,ale czemu tego nie zrobia nie wiem? chyba nie dadza sie synusiowi usamodzielnic. ja bardzo chce sie wyprowadzic nawet do kawalerki,ale on ABSOLUTNIE TO WYKLUCZA, twierdzi ze zostanie z rodzicami,bo dokladal sie do budowy domu i musi sie rodzicami na starosc opiekowac, a ja jak sie wyprowadze,to oznacza koniec zwiazku.
      kiedys rozmawialam z jego mama na temat wynajmu i mowie,ze moze bysmy sprobowali na swoim sie docierac, podsumowala,ze jak jej syn pojdzie na komorne to ona nie chce go juz znac (bo co ludzie powiedza,chalupa wolna stoi a on na wynajetnym-skandal).
      5) kwestia wnukow, maja wnuczke a ile mi oni utruja zebysmy sie postarali o syna. dochodzi do tego,ze mamusia kiedys zazartowala, ze jak nie bede chciala zajsc w ciaze,to "ona mnie przytyrzyma" (w sensie,ze w trakcie bzykanka,zeby syn zrobil swoje,a ja zebym nie uciekla) litosci. moja mina wtedy-bezcenna, zazenowanie 120%.
      6) czesto mysle by rzucic ta rodzine w diably,bo ja nie umiem sie do niech dopasowac. jesli zale sie swoijemu facetowi,ze tesciowa sprawila mi przykrosc,to on sie irytuje ze nie umiem zgodnie zyc i ze mam sie przyzywczaic i olewac,bo oni sa starzy i sie nie zmienia,a w ogole to marudze.
      7) niestety z niewielkimi zarobkami i ewentualnymi alimentami bede miec 1500zl na nas dwie. moja rodzina jest liczna,ale wszyscy zyja ledwo wiazac koniec z koncem,nikt mi nie pomoze, gdyz jak uda mi sie czasem zbunkrowac jakas lewa kase,to jeszcze pozyczam rodzenstwu,mame wspomagam.
      8) nie mam gdzie zamieszkac,sytuacja rodzinna jest krotko mowiac trudna. dlatego mieszkajac tu czuje sie jak kopciuszek, do sprzatania,do rodzenia dzieci,do zarabiania i bez prawa do slubu nawet.
      mysle juz od jakichs 2 lat o tym co tu zrobic ze swoim zyciem i jestem zalamana i nieporadna. moje poczucie wlasnej wartosci jest bliskie zera,dlatego kazde uwagi ze strony domownikow odbieram jak atak na mnie.
      kiedys jak bylam juz na skraju zalamania powiedzialam tesciowej ze wyprowadze sie bo zle sie tu czuje (niepotrzebna,niekochana) a ona na to ze wtedy zejde na ziemie, zaczne klepac biede a syn bedzie mial kasy jak lodu.
      on moze w tak dosadny sposob nie daje mi tego odczuc,ale czuje,ze nie jest ze mnie zadowolony, moze sie juz odkochal, w koncu powinien myslec o naszej wspolnej przyszlosci a nie tylko o sobie, ze jak sie wyporowadzimy to juz nie bedzie wakacji co roku, wypadow na narty itd. a on nie zamierza w srednim wieku zaczynac dorabianie sie od zera.
      tak, wiem powinnam go zostawic... ale moze brak mi sil jeszcze.
      • OMG.
        Dziewczyno, Ty chyba rzeczywiście jesteś z licznej i to baaaardzo licznej rodziny, gdzie niechcący lub celowo nauczono Cię, ze się Twoje potrzeby, zadanie, plany, samopoczucie nie liczą i ze tak a być i się przyzwyczajaj. To co opisujesz dla mnie byłoby NIE DO PRZYJĘCIA, a Tobie jest przykro i się zastanawiasz czy słusznie. O Jezu.

        Napiszę, choć prawie nigdy tego nie pisuje do osób których na oczy nie widziałam i znam tylko z forumowych opowieści: taki związek nie ma przyszłości, żadnej. Może będziesz się latami dawała poniżać i ignorować Twoje potrzeby, może dla dobra sprawy (jakiej właściwie sprawy??? Co Ty masz z tego związku???!) będziesz dla nich miła i w ten sposób będziesz unikać otwartych konfliktów. Ale oni Ciebie nie szanują, ani teściowie (to jeszcze w dupie), ani facet, co już FATALNIE wróży na przyszłość.
        Odpowiedz proszę na jedno pytanie, pytam serio: czy Ty tego nie widzisz?
      • Koszmar.
        Mam wrażenie, że ci państwo z twoich chłopem na czele (chciałam napisać partnerem, ale to chyba ostatnie, co można by o nim napisać) mają w twojej osobie służącą do pomiatania, której nie trzeba płacić, a nawet lepiej, bo sama dopłaca.
        No lepiej się ustawić nie mogli.
        A jeszcze jak dasz im dziedzica, to ho, ho, podejrzewam, że wychowaniem zajmie się Pani Matka, a ty powędrujesz z córką, do sutenery, bądź na strych, coby im w oczy za często nie wchodzić.
        Współczuję ci, bo okropnie to wygląda i w sumie złośliwości jędzy, to pikuś w tym wszystkim.
      • Przeczytałam wszystko i coś Ci napiszę.
        Przed kilkoma miesiącami będąc w identycznej sytuacji uciekła od niemęża moja dobra znajoma, też ma dziecko. Znalazłyśmy w internecie mieszkanie do wynajęcia (super okazja: dwa pokoje umeblowane, pełne wyposażenie, balkon - 900zł/mies). Kilka dni mieszkała u mnie. Założyła sprawę o alimenty, pracuje, dostała dodatek mieszkaniowy. jest ciężko, ale wiąże koniec z końcem.
        Wreszcie się uśmiecha, nie ma miny zaszczutego zwierzęcia i najważniejsze MA ŚWIĘTY SPOKÓJ! I szansę na nowe zycie, z nowym mężczyzną.


        Pomyśl zatem, bo zawsze jest wyjście z sytuacji.
        --
        "Co sie polepszy, to się popieprzy, co się zbuduje, to się zrujnuje, co się ustali, to się obali.
        Polak musi mieć dupę i głowę ze stali." By Babka Kiepska.
      • > mysle juz od jakichs 2 lat o tym co tu zrobic ze swoim zyciem i jestem zalamana
        > i nieporadna.

        No to zajbiście długo myślisz i coś opornie Ci to idzie. Może Ci pomogę: SPIERDALAJ OD TEJ BANDY SKURWYSYNÓW.

        I żeby nie było-nie należę do osób, które na każde pierdnięcie męża pod wiatr zalecają rozwód.
        • Aj waj, nie wykropkowało mi... pewnie mi zaraz zmoderują, więc wklejam wersję light:


          > mysle juz od jakichs 2 lat o tym co tu zrobic ze swoim zyciem i jestem zalamana
          > i nieporadna.

          No to zajbiście długo myślisz i coś opornie Ci to idzie. Może Ci pomogę: SPIER*ALAJ OD TEJ BANDY SKUR*YSYNÓW.

          I żeby nie było-nie należę do osób, które na każde pierdnięcie męża pod wiatr zalecają rozwód.

          --
          Don't let them change ya
          Or even rearrange ya!
      • bovolenta napisała:

        Zwiewaj stamtąd póki czas!!!
      • od takiego faceta i takiej rodziny zwialabym juz dawno? Serio przemysl wszystko, bo tak zyc sie nie da, jakie wzorce przekazujesz dziecku?
        --
        http://images.okazje.info.pl/p/inne/4786/th100/pluszak-looney-tunes-diabel-tasmanski-24-cm.jpg
    • gdybys miala umocnione poczucie wlasnej wartosci, to wieloma pie...mi bys sie nie przejmowala, a z wieloma umiala sobie poradzic w asertywny sposob

      a moze czujesz sie niepewnie i uwazasz, ze nie masz prawa sie odezwac przez to, ze u niej mieszkasz...to niewdzieczna bardzo pozycja

      a twoj chlopac co na to?
    • NIE, taki uklad mi NIE odpowiada. w moim rodzinnym domu nie bylo takiego rygoru,majac 12lat moglam spac z kolezankami w namiocie. majac niemal 30 nie moge pojechac do kolezanki na kawe! nie moge umowic sie z kolezanka na basen, isc na aerobik, piwo w knajpie to juz w ogole=wyrzucenie z domu,goscie w domu?jak chlop sie zgodzi i z nim to wczesniej ustale a najlepiej i z tesciowa,nie ma przyjmowania gosci "z marszu",kiedys moja babcia trafila do szpitala,ubrana czekalam na dworze jak moj chlop wroci z pracy i chcialam do niej od razu jechac...nie dostalam kluczykow (bo babcia ma jeszcze inne wnuczki,wiec po co ja tam?), dzizys! jak o tym pomysle,to mnie rozrywa od srodka. czy teraz sie dziwicie ze moja samoocena w zasadzie nie istnienie i boje sie powalczyc o swoje? jak tylko zaczynam temat z chlopem,to on jak katarynka odpowiada-ze jak sie nie podporzadkuje to mam sie wyprowadzic.
      ja wiem jak fatalnie to wyglada.... poszlam kiedys do pani psycholog i opowiedzialam jej o mojej sytuacji,to powiedziala,ze ma wrazenie,ze jestem najinteligentniejsza osoba w tym domu,ze nie przeliczam wszystkiego na pieniadze i nie zamykam sie na swiat i rodzine,w przeciwienstwie do calej trojki. ale co z tego,jak ja od zawsze mialam kompleks nizszosci, po prostu boje sie, nie wierze we wlasne mozliwosci, chyba tez dlatego z mojego dzialu zarabiam najmniej,choc inne panny nie maja nawet mgr. moja postawa to typowe "przepraszam ze zyje". zdaje sobie sprawe z tak wielu rzeczy,ze az zaczelam siwiec, zrobily mi sie nowe zmarszczki. ale dalej w tym tkwie w obawie przed bieda, przed gadaniem ludzi, przed nastepnym idiota w moim zyciu, ewidentnie mam do nich slaboscsad
      nigdy,ale to nigdy nie przypuszczalam, ze zwykla kawa u kolezanki moze stac sie az takim problemem nie do przeskoczenia, tzn ze nawet tego mi nie bedzie wolno. ale to slysze zarowno od chlopa, jak i tesciowej. nie wiem czy nawet to nie ona mi bardziej rysuje beretuncertain bo jak siedze cicho i nie ujawniam sie ze swoimi "checiami" to moj chlop jest znosnysmile i na basen nas zabierze, i na narty, i ciucha kupi jak mi potrzeba. ale jak juz wspomne o firmowej imprezie,czy lyzwach z kolezanka to sie zaczyna...pokrotce napisze co w takich sytuacjach slysze od niego i tesciowej,bo generalnie ich poglady sa niemal tocka w tocke:
      -zona nie moze wloczyc sie po barach,nie wypada jej,
      - zona nie moze sama chodzic na basen,lyzwy itd, jedynie z mezem,
      -zona ma byc posluszna mezowi,
      -zona i matka nie ma kolezanek, przyjaznie to w ogole wykluczone
      -zona nie ma kolegow
      -zona robi w domu wszystko,na podworzu,przy zwierzatkach jak sa,a maz zarabia kase (przy czym tak malo zarabiam,ze powinnam jeszcze zajac sie np handlowaniem na allegro)
      -jedyna rodzina moja obecnie sa maz,dziecko i tescie, moja rodzina to juz jakby nie rodzina
      -zona na tygodniu nie ma czasu na spotkania z kimkolwiek-mama,siostra,kolezanka, musi prac, prasowac,gotowac
      -w weekendy tym bardziej nie ma mowy o wyjsciu bez meza,bo mam nadrabiac domowe zaleglosci, w gosci-owszem,byle nie do mojej rodziny bo tam chlop sie nudzi
      -zona najlepiej jakby wstawala o 4 i gotowaza mezowi swiezy obiad
      -zona nie powinna odmawiac mezowi wspolzycia i zrozumiec ze on nie zawsze chce (a w praktyce rzadko kiedy chce)
      -zona nie powinna oczekiwac ze jak maz ma zmiane popoludniowa a ona jest w pracy to ugotuje jej obiad (mam to zrobic o 4 rano)
      -chodzenie z dzieckiem na spacery to strata czasu, lepiej jakbym zrobila cos na podworku
      -zupki z proszku, gotowe dania, kupny makaron w tym domu zabronione
      -wyjscie do restauracji - owszem czasem sie zdazy ale w tajemnicy przed tesciami bo by nie przezyli
      -jak bede chciala dac dziecko do komunii i bede chciala chodzic do kosciola to grozi rozstaniem
      -w wielkanoc wzrokiem chcieli mnie zabic ze ide jajka swiecic i nie chceili jesc swieconych
      -pukali sie w czolo ze ide na Pasterke
      -bylam w innym miescie z dzieckiem w szpitalu, w tym miescie mieszka brat z bratowa, dostalam opr ze po wyjsciu ze szpitala pojechalam do bratowej,powinnam przeciez wracac do meza!!
      -.....juz spac mi sie zachcialo a to nie koniec moich obowiazkow, bo praw to chyba zadnych nie mam.
      zyc nie umierac, mysle ze zbiera sie we mnie, i w koncu zepne poslady i w godzine sie spakuje i pojde gdziekolwiek.
      wiem jak smiesznie to dla niektorych wyglada, ze moze zmyslam, ale niestety weszlam w bagno po uszy. poprzednia dziewczyna mojego chlopaka mieszkala tu,ale uciekla. teraz juz rozumiem dlaczego. poza tym nie mogla miec dzieci wiec pewnie zycie miala umilane nakazdym kroku przez tescia ktory czeka na spadkobierce i zeby przekazac dalej nazwiskouncertain
      jutro pon. nawet nie wiece jak sie ciesze jak ide do pracy,gdzie spotykam normalnych ludzi, urlop czy L4 to dla mnie psychiczna masakrauncertain
      • Jestes ich niewolnikiem, to mogą byc przemocowcy psychiczni zarówno mamusia jak i synus, poczytaj sobie o przemocy psychicznej w necie. Ja bym spieprzała stamtąd jak najszybciej.
      • bovolenta, to co tu opisujesz, to jakis hardcor, koszmar.
        naprawde nie mozesz liczyc na pomoc rodziny???
        rozstanie z ta powalona rodzinka to byloby najlepsze, co mogloby Ciebie spotkac.
        zastanow sie nad tym, bo bedzie tylko gorzej!

        • Opcje mam dwie w rodzinie: zamieszkac z mama w pokoju,lub zamieszkac u babci z nia w pokoju,rodzina liczna wiec nie ma kata dla mnie. wiem,ze moze na poczatek...ale moja mama jest od niedawna nie do zniesieniasad jest z mezem w separacji,a my dzieci nie przestalismy sie z nim kontaktowac i obrazila sie na wszystkich,jest chlodna,nie dzwoni,nie interesuje sie,a jak wspomnialam jej o torcie urodzinowym dla corki,to powiedziala,ze juz sie umowila z kolezankami i nie przyjdzie bo ma swoje zycie i swoich znajomych. w kontekscie jej rad-zebym urodzila 2gie dziecko i sporobowala sie tak nie denerwowac na tescow,chyba mozna sie domyslac,ze ona wcale nie ma ochoty zamieszkac ze mna w 1 pokoju!sad
          babcia,ona mi proponuje mieszkanie,ale nie wyobrazam sobie tego.ja,babcia i dziecko w 1pokoju,my chodzimy wczesnie spac,babcia spi malo,oglada glosno TV,wstaje w nocy,czesto choruje,przeszkadza jej jak dzieci halasuja,chce miec w koncu spokoj na starosc,wychowala 5dzieci,4wnuczat,teraz ma tez w domu prawnuczke i jeszcze ja mam sie jej zwalic? chyba nie powinnam. innych opcji w rodzinie brak.
          dalej stoje na tym,ze zarabiam najnizasz krajowa,mieszkania za to nie utrzymamsad rozwazam ewentualnie wynajem mieszkania z 2 kolezankami,ale musze uskladac jakas sumke,bo od rodziny grosza nie dostane.
          • Po pierwsze powinnaś przestać wspomagać finansowo swoją rodzinę (pisałaś że pomagasz rodzeństwu i mamie), zacznij odkładać te pieniądze, tak żeby mąż nie miał do nich dostępu. Co do pensji czy możesz chociaż część zostawiać sobie? Nie pakowałabym się i wyprowadzała się od nich bez wcześniejszego przygotowania się. Co do mieszkania nie wiem skąd jesteś, ale może lepsza byłaby opcja zamieszkania w mniejszej, tańszej miejscowosci i dojeżdżania do pracy. Trzeba byłoby to przeliczyć.
            --
            "No i nie pasuje! Trzeba to posuć, to będzie pasować!" by Piotrek kierownik warsztatu podczas naprawy (hmm) auta
      • Wiej z tego wariatkowa,
        wiej z tego wariatkowa,
        WIEJ Z TEGO WARIATKOWA!!!

        Totalnie NIC nie masz z tego związku, towarzystwo Cię wysysa jak wampiry, masakra. Ucieczka z czegoś takiego będzie w istocie rzeczy bardzo łatwa, bo NICZEGO Ci nie będzie brak, niczego nei poświęcisz wynosząc się z tamtąd. Oni nawet Twojego dziecka nie szanują (bo nie jest "odpowiedniej" płci), więc już w ogóle NIC nie pozostaje, czego byś mogła żałować.
        Wszystko widzisz, wszystko rozumiesz- zabieraj się stamtąd.
    • kobieta wredna, ale widać na kilometr że nie trawisz jej na zapas, bo się utarło że teściowa jest zła i Ty się tego trzymasz. nie chcę być niemiła, ale o byle g...o ciskasz się jak porażona prądem. naprawdę aż tak Cię zabolało to, że powiedziała, że robienie tortu jest bez sensu? może według niej jest, może chciała tylko Ci dosr...... NIEWAŻNE. jesteś przewrażliwiona i reagujesz w najgorszy możliwy sposób, w jaki możesz - pokazujesz jej, że obchodzi Cię jej zdanie. ona powinna nauczyć się taktu, a Ty - podreperować pewność siebie, bo jesteś po prostu nadwrażliwa. gdybym ja tak wszystko przeżywała to już dawno wisiałabym na jakimś drzewie.
      • właśnie doczytałam, że według niej należysz od teraz do niej i swojego faceta. co on w ogóle na to..? reaguje w jakikolwiek sposób? jeśli nie jest w stanie spiąć dupy i wziąć się do roboty żebyście mogli się wyprowadzić, albo jeśli (co gorsze) zgadza się z nią, to uciekaj.
        • A dom samotnej matki nie wchodzi w grę? Bo może jest gdzieś blisko was? Tam można na początek, w między czasie założyć sprawę o alimenty na dziecko. Zawsze to będzie dodatkowa kasa do utrzymania się. Jak będziesz sama, to może i jakieś zasiłki będą ci przysługiwać.
          Uciekaj stamtąd tak szybko jak tylko się da.
          --
          Marta
          Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
          DZIECI ROCZNIK 2000

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.