Dodaj do ulubionych

Co robić...

28.05.12, 07:03
Mój narzeczony chce żebyśmy się przeprowadzili do jego rodziców. Ja nie bardzo.

Teraz wynajmujemy oboje mieszkanie w mieście, gdzie skończyliśmy studia. Ja zawsze chciałam tutaj zostać - miasto jest w miarę tanie (w porównaniu z innymi) i przytulne (bo nieogromne), z dosyć szeroką ofertą rozrywkowo-kulturalną, co jest dla mnie bardzo ważne i stanowi o 'smaczku życia'. Tutaj mam też 3 bliskie koleżanki.

To tyle jeśli chodzi o plusy. Jak na panujące warunki zarabiamy całkiem dobrze - razem mamy miesięcznie ponad 5000 tysięcy złotych. Jednak koszty życia i tak nas wykańczają. Fakt, że spłacam kredyt na samochód - 400 zł miesięcznie (jeszcze tylko 2 miesiące), kolejne 400 to moje dojazdy do pracy - 40 km w jedną stronę. Oprócz tego rutynowe rzeczy jak ubezpieczenie, wymiana opon, olej, drobne naprawy też sporo wynoszą. Mieszkanie 1200 zł całość. Często robimy zakupy w biedronce, staramy się raczej oszczędzać. Nie ma szaleństw jak drogie ciuchy, fryzjer czy kosmetyczka, kosmetyki też niższa półka. Pod koniec miesiąca często musimy już liczyć się z groszem, żeby wyrobić się do następnej wypłaty.

W naszym mieście sytuacja sytuacja z pracą jest delikatnie mówiąc tragiczna. Ludzi mnóstwo, zarówno tych starszych jak i młodych po studiach. U mnie i u niego atmosfera w pracy fatalna, on już zrezygnował bo nie wytrzymał, dostał odprawę, wystarczy na jeszcze ok. 2 miesiące. Ja trafiłam do maleńkiego projektu w bardzo dużej firmie i niestety do psychopatycznej szefowej. To wulgarna prostaczka, uwielbiająca pomiatać ludźmi.

Trafiłam tam po tym jak nie przedłużono mi umowy w pracy za granicą (bardzo chciałam wrócić do Polski), następnej szukałam przez 8 (sic!) miesięcy. W międzyczasie imałam się różnych zajęć, czasami poniżej kwalifikacji, które umożliwiały mi zatrzymanie się w 'moim' mieście na dłużej aby tylko być bliżej fajnej paczki znajomych i nie wrócić do lekko dysfunkcyjnego domu na totalnej wsi. Jak dostałam obecną pracę byłam bardzo zdesperowana, miałam już naprawdę złe myśli itp. W obecnej pracy jestem już rok. Sama praca jest fajna, ale takiej okropnej atmosfery nie widziałam ani nie odczuwałam nigdzie indziej. Czuję, że długo tam nie wytrzymam.

No i teraz jego rodzice proponują nam żebyśmy się do nich wprowadzili. Rodzice fajni, mądrzy i niekonfliktowi, dlatego w ogóle zastanawiam się nad taką opcją. Tam mielibyśmy o 2/3 mniejsze koszty życia. Jakbyśmy mieli znowu okropną sytuację w pracy to nie musielibyśmy się kurczowo jej trzymać 'bo za co będziemy żyli', tylko będziemy mogli zamienić chwilowo na coś mniej 'popłatnego' i szukać czegoś innego. Ogólnie dużo większa stabilizacja. Poza tym tam, na prowincji miałabym jeszcze większą możliwość dorabiania na boku (nauka angielskiego) niż tu gdzie jestem .

Minusy oczywiste - powstało już chyba pierdylion kawałów na temat życia z teściami, ale... najgorsze dla mnie jest to, że oni mają gospodarstwo rolne, hodują warzywa. Trzeba będzie im pomagać. N. mówi, że nic ode mnie nikt nie będzie wymagał, ja będę tylko chodziła do pracy i od czasu do czasu ugotuję obiad. Jasne - teściowa pójdzie w pole a ja będę oglądała telewizję i malowała paznokcie... Możecie zwymyślać mnie od 'wielkich dam' itp, ale poważnie na myśl o tym, że zamiast iść na siłownię, kurs tańca/języka, czy zwykły spacer/rower będę musiała zasuwać w polu robi mi się niedobrze.

Ostatnio byliśmy na urodzinach teściowej, była część rodziny, rozmowy w większości o sadzeniu i plonach, co się będzie sprzedawało a co nie... Bardzo delikatnie mówiąc nudziło mnie to i irytowało, czekałam aż impreza się skonczy. Poza tym... Czuję się tam całkiem dobrze.

Mam do wyboru - spokojne i ciche życie, stabilizacja finansowa i życiowa z teściami i polem do obrobienia w pakiecie czy niepewność jutra i nienawiść do dnia powszedniego, usranego docinkami szefowej i współpracownicy, przetykana myślami, że dłużej tego nie wytrzymam?
Edytor zaawansowany
  • 18_lipcowa1 28.05.12, 07:20
    Wolałabym nadal liczyc grosz do grosza niz mieszkac z jego rodzicami na olaboga gospodarce.
    Na bank ci mili i niekonfliktowi ludzie staną sie niemili i konfliktowi a ty będziesz źle postrzegana jak nie zaczniesz siać, zbierać, uprawiac i pomagac.
    Brr nigdy w zyciu bym na takie cos nie poszła, raczej bym robila wszystko by zarabiac wiecej, zmienic moze miasto ale nie do tesciów.
  • azile.oli 28.05.12, 07:52
    Odradzam Ci przeprowadzkę. Po pierwsze, pod wspólnym dachem czasem mili ludzie stają się mniej mili , bo to nie jest to samo, gdy się jest golśc iem w czasie odwiedzin.
    Druga sprawa to to gospodarstwo. Jak już teraz nie lubisz tego robić, to nawet pomagając sporadycznie wkrótce znienawidzisz wszelkie prace na roli. Piszę to z całą świadomością, bo mam doświadczenie w tej kwestii - moi dziadkowie prowadzili gospodarstwo i wszelkie akcje pomocowe traktowałam jak dopust, nie lubię tego i już.
    A, niestety, mieszkać tam i całkowicie nie pomagać się chyba jednak nie da, bo nawet sama będziesz się z tym źle czuła i raczej nie wybierzesz rozrywki w tym czasie, wiedząc, że oni tam pracują.
    Zresztą, w takich sytuacjach wcześn iej czy później pojawiają się różne komentarze i aluzje, co nie wpływa dobrze na kontakty między domownikami.
  • default 28.05.12, 08:03
    decyzja28 napisał(a):
    > Mam do wyboru - spokojne i ciche życie, stabilizacja finansowa i życiowa z teśc
    > iami i polem do obrobienia w pakiecie

    To zdanie zaweira w sobie podstawową sprzeczność - spokojne życie i stabilizacja to nie jest coś co idzie w parze z mieszkaniem z teściami.

    > czy niepewność jutra i nienawiść do dnia
    > powszedniego, usranego docinkami szefowej i współpracownicy, przetykana myślami
    > , że dłużej tego nie wytrzymam?

    W opcji z teściami będziesz mieć to samo, z tą zmianą, że docinki będą od teściów. Nie daj się zwieść, że są "fajni, mądrzy i bezkonfliktowi" - nikt takim nie pozostaje, kiedy przychodzi razem zamieszkać.
  • nabakier 28.05.12, 08:26
    NIE RÓB TEGO.
    Nie będę uzasadniała.
  • kosmitka06 28.05.12, 08:47
    Znam jedną taką dziewczynę która miała niemalże identyczną sytuację jak Ty. Również przeprowadzili się do teściów (tyle tylko że dwa domy na jednym podwórku). Rodzice rolnicy, mąż pracował gdzieś dorywczo na boku ale w taki sposób aby mógł pomagać rodzicom przez określoną część dnia. Ona- praca biurowa, czyli musiała być zadbana i odpicowana- przynajmniej tak jak kultura tego wymaga. Teście od niej nic nie wymagali, nie uczestniczyła bezpośrednio w ich pracy ale męża nie miała przy sobie zbyt często dlatego że rodzice prosili o opryskanie sadu, wyjazdy na skup itp. Wcześniej idealne małżeństwo teraz widać że żyją raczej ze względu na dzieci.
    Teraz ta dziewczyna mówi że już się przyzwyczaiła bo ma zajęcie, są przecież dzieci ale wcześniej ciężko jej było kiedy ona myślała o kinie, wyjściu do pubu a mąż tylko o sadach bo przecież rodzice sami nie dadzą rady.
  • decyzja28 28.05.12, 15:13
    Wcześniej idealne małżeństwo teraz widać że żyją raczej ze w
    > zględu na dzieci.

    Myślisz, że to przez to że mieszkali z teściami i jej mąż miał dla niej mało czasu?
  • thorgalla 28.05.12, 09:21
    Skoro to narzeczony to oni nie są Twoimi teściami.To zupełnie obcy ludzie i wcześniej czy później dojdzie do sytuacji,że wytknął Ci,że nie jesteś u siebie i nie będziesz miała żadnego wpływu nawet na takie pierdoły jak np.przestawienie mebla.
    Nie przeprowadzaj się !
    --
    Mówi plemnik do plemnika: "Widzimy się dziś na fejsie?"
  • jagienka75 28.05.12, 09:30
    N. mówi, że nic ode mnie nikt nie będzie wym
    > agał, ja będę tylko chodziła do pracy i od czasu do czasu ugotuję obiad. Jasne
    > - teściowa pójdzie w pole a ja będę oglądała telewizję i malowała paznokcie...
    > Możecie zwymyślać mnie od 'wielkich dam' itp, ale poważnie na myśl o tym, że za
    > miast iść na siłownię, kurs tańca/języka, czy zwykły spacer/rower będę musiała
    > zasuwać w polu robi mi się niedobrze.



    On sobie może gadać, co mu ślina na język przyniesie, byle na wieś Cię ściągnąć.
    Jego rodzice będą mieli w stosunku do Ciebie wymagania i nie łudziłabym się, że będzie inaczej.
    Jesteś miastowym stworzeniem i jeśli czujesz, że od samej pracy w polu flaki Ci się wywracają, nie pakuj się na wieś. Sama byłabym chora, gdybym miała przeprowadzić się na wieś i zostawić miasto.
  • triss_merigold6 28.05.12, 09:34
    Pozwolisz, że się podpiszę?
    Wieś toleruję agroturystycznie w wakacje, na myśl o pracach polowych czy innych w gospodarstwie robi mi się słabo. Szczerze wolałabym niezłą pracę z parszywą atmosferą niż obrabianie sadu u teściów za dach nad głową.
  • papalaya 28.05.12, 09:35
    wielkomiastowa się znalazła...w biurze od 8 do 16



    --
    dobra rzona tem sie hlubi, gdy gotuje, co monż lubi
  • jagienka75 28.05.12, 09:59
    papalaya napisała:

    > wielkomiastowa się znalazła...w biurze od 8 do 16
    >



    Tak wielkomiastowa)
    Nie każdy kocha wieś do tego stopnia, żeby tam zamieszkać na stałe i ja do takich osób należę. Jak widać, nie ja jedna.
    Boli cie to?

  • triss_merigold6 28.05.12, 10:03
    Praca na wsi przy gospodarstwie tym się różni od pracy w biurze, że trwa dłużej niż 8-16 i nie ma urlopów, weekendów, dni wolnych.
  • yenna_m 28.05.12, 09:33
    w rankingu głupich pomysłow, jakie jest w stanie wymyslic człowiek, przeprowadzka to tesciów znaduje się niezwykle wysoko

    nie rób tego - to, co Cię w tej chwili tylko drażni, po wprowadzeniu do tesciow zacznie wyprowadzac Cię z równowagi

    o "bonusach" wynikających z obecności "dwóch mioteł" na jednym terenie chyba opowiadać nie muszę... wink
    --
    Sweet child in time you’ll see the line / The line that’s drawn between the good and the bad / See the blind man shooting at the world / Bullets flying taking toll / If you’ve been bad, oh lord I bet you have / And you’ve not been hit by flying lead / You’d better close your eyes and bow your head / Wait for the ricochet. (Child in time, Deep Purple)
  • amonette 28.05.12, 09:42
    Dla mnie by była pierwsza do rozważenia. Wam obojgu by było łatwiej znaleźć pracę. Rozumiem, że paczka przyjaciół, ale ... nowa paczka się szybko zbiera.

    Pomyśl, że z tym gospodarstwem pewnie byście zostali na wieki wieków, ku radości teściów, którzy by mieli kontynuatorów. Może takie życie polubisz (kilka moich "miejskich" znajomych zdecydowało się na taki ruch, mają fajne gospodarstwa agroturystyczne i autentyczną frajdę z życia), może nie.

    Minusem przeprowadzki na wieś jest też edukacja dzieci. Nawet jak rodzice są wsią urzeczeni się tam świetnie realizują, ta kwestia nie jest łatwa.
  • decyzja28 28.05.12, 15:16
    N. tego w ogóle nie beirze pod uwagę, on chce koniecznie do rodziców...

    Ma napady czarnowidztwa, że do niczego nie dojdzie w zyciu poza domem, bo życie tyle kosztuje itp. Tam miłaby pole do popisu jeśli chodzi o własną działalność, o której marzy i do której ma smykałkę.
  • drinkit 28.05.12, 09:45
    Nie ma czegoś takiego jak relaks na wsi. Bardzo prędko dostaniesz etykietkę darmozjada, jezeli nie będziesz pomagać na roli. Osobiście wolałabym jeść przez caly tydzień ziemniaki z kefirem, ale mieszkac na swoim i szukac pracy niż przenieść się na wieś.
  • decyzja28 28.05.12, 15:27
    Może aż tak strasznie nie będzie, bo z domu jego rodziców wyprowadzają się jego siostra i mąż. Mieszkając kilka lat z teściami mogli zaoszczędzić na wymuskane duże mieszkanie w pobliskim mieście, gdzie pracują. Fakt, wzięli kredyt, ale na 10 lat, a nie 30 albo 40...

    Ale do czego piję - bacznie poobserwowałam sobie jak traktują męża owej siostry, jak dla mnie naprawdę ok. Widziałam nawet taki obrazek - niedziela, super pogoda, my wszyscy na polu zbieramy cebulę (miałam zakwasy na całym ciele przez ponad tydzień) a ów mąż wybrał się na rowerek, nawet jeszcze przystanął żeby porozmawiać jak przejeżdżał obok. Jak specjalnie podpuściłam Narzeczonego i zapytałam czy nie uważa, że zachowanie męża jego siostry było trochę 'dziwne', to N. powiedział, że on duzo pracuje i ma prawo do odpoczynku, poza tym i tak sporo pomaga.

    Tak wiem, to 'sporo pomaga' to kolejny minus... Ale jak będę chciała, to będę mogła czasami się wyrwać z pola... wink
  • decyzja28 28.05.12, 15:38
    Wszystkie jak jeden mąż krzyczycie, że mam tego absolutnie nie robić. Ja już prawie dałam się namówić, a teraz im bliżej terminu możliwej wprowadzki, tym bardziej czuję jakby ktoś narzucił mi plastikowy worek na szyję i coraz mocniej go zaciskał... brrr...

    Wiem, że mnie obśmiejecie, ale ja jestem przekonana, że on będzie bogaty. Nie dlatego, że skończył studia prawnicze i wybiera się na aplikację, ale dlatego, że ma niesamowitą smykałkę do biznesu, robienia interesów itp. Teraz pewnie usłyszę salwy śmiechu, ale dla mnie osobiście to człowiek, któłry g... zamienia w złoto. Już są na to przykłady. Nigdy nikogo takiego nie poznałam. Jeśli moje proroctwa się sprawdzą to nigdy nie będę musiała robić na żadnym polu, a nawet jeżeli, to raczej krótko (co mogę przecierpieć...).
  • cherry.coke 28.05.12, 15:47
    Wtedy chyba aplikacje powinien rozwijac w miescie, a nie na wsi? A smykalka do biznesu do tej pory powinna was ochronic przed biedowaniem? Jakos zygzakiem to uzasadniasz smile

    A moral z tego taki, ze jesli wyjedziesz, to odwrotu za bardzo nie bedzie, bo jak narezczonemu sie spodoba, a tobie nie, to wolami go stamtad nie wyciagniesz. A czynnikow krytycznych sporo (zmiana stylu zycia, tesciowie jako tacy, pomoc w gospodarce)...
    --
    Kobieta jeszcze do niedawna miała status i prawa porównywalne do zwierzęcia domowego. Kurki dawały jajka, krówki mleko, a kobiety dupy, dzieci i jeść. Jak koń się znarowil, to dostawał bacikiem, podobnie kobieta. (totorotot)
  • eliszka25 28.05.12, 16:10
    hm, ja napisze z drugiej strony, bo ja sie na wsi wychowalam i wiem, ze moze byc gospodarstwo i gospodarstwo. w jednym trzeba zapitalac od switu do nocy i wszystko robic recznie, a w innym zona siedzi niemalze jak ksiezniczka, a maz obrabia wszystko maszynami. pytanie tylko do jakiego rodzaju zalicza sie to, na ktore mielibyscie sie przeprowadzic. jesli ten pierwszy, to nie dalabym sie wrobic, jesli to drugie, to bym nawet sprobowala. poza tym, jesli jest to gospodarstwo nastawione na warzywa, owoce itp, to pracy jest tak naprawde tylko przez kilka miesiecy w roku. przez cala zime nie musisz robic praktycznie nic. do tego mozna miec zaufanego sasiada/pracownika i dzieki temu praktycznie w kazdej chwili mozna sie wyrwac na urlop. jesli natomiast jest tez sporo inwentarza zywego roznej masci, to jestes uwiazana na amen przez caly rok.

    co do tesciow, to juz ty musisz wiedziec, jacy sa i czy faktycznie mozna z nimi dobrze zyc pod jednym dachem. ja wiem, ze nie moglabym na stale mieszkac ani z tesciami ani z moimi rodzicami. wazna jest tez kwestia taka, czy bedziecie u tesciow miec kompletnie osobne mieszkanie, wlasna kuchnie, lazienke itd., czy tez np. 2 pokoje wasze, ale wszystko inne wspolne. na ten drugi uklad w zyciu bym nie poszla.

    jednak to ty musisz podjac decyzje i niestety, tylko sobie bedziesz mogla wyrzucac, jesli okaze sie zla. zycze dobrej decyzji.
  • zuzanna56 28.05.12, 15:53
    Życzę ci powodzeniasmile
    Jako mężatka z prawie 21 stażem, która mieszkała rok z teściową (tylko rok) w bloku, w dużym mieście, w całkiem dużym mieszkaniu, niedaleko rodziców, napiszę tak:- nigdy więcej. A teściowa nie była niby taka zławink
  • imasumak 28.05.12, 16:10
    To dlaczego ledwie wiążecie koniec z końcem?
    --
    kliknij
    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
  • imasumak 28.05.12, 16:24
    Nie uważam, że nie ma na świecie takich teściów, z którymi nie mieszałoby się dobrze. Tylko czy jesteś przekonana, że los Cię obdarował ideałami w tym zakresie? Bo jeśli tak, to zamieszkaj z nimi ale wcześniej porozmawiaj szczerze, czego mogą od Ciebie oczekiwać, a czego nie. Moim zdaniem narzeczony ma racje, że fakt wykonywania przez Ciebie pracy zawodowej, zwalnia Cię od konieczności pomocy w polu i w tym punkcie nie miałabym absolutnie żadnych obaw, pod warunkiem że teściowie są rzeczywiście mądrzy i bezkonfliktowi. Jeśli tak jest, to ustalanie zakresu Twoich obowiązków domowych i trzymanie się planu, powinno najzupełniej wystarczyć.
    Na Twoim miejscu pogadałbym z owym zięciem, który mieszkał tam 10 lat. Ale nawet jeśli Ci powie, że było dobrze, musisz brać poprawkę na to, że w niektórych rodzinach inaczej traktuje się zięcia, a inaczej synową.
    --
    kliknij
    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
  • organza26 28.05.12, 16:39
    > Na Twoim miejscu pogadałbym z owym zięciem, który mieszkał tam 10 lat. Ale nawe
    > t jeśli Ci powie, że było dobrze, musisz brać poprawkę na to, że w niektórych r
    > odzinach inaczej traktuje się zięcia, a inaczej synową.

    Ooo, Imasumak, właśnie chciałam to napisać, ale zapomniałam:F Tego też szczerze mówiąc się obawiam.
  • thorgalla 28.05.12, 16:21
    Widzę,że już właściwie podjęłaś decyzcję.
    Proszę Cię o jedno:za parę miesięcy nie przychodź na ematkę aby się wypłakać i poradzić.
    --
    Mówi plemnik do plemnika: "Widzimy się dziś na fejsie?"
  • glinka22 28.05.12, 16:15
    Jezlei facet jest po prawie, a przed nim aplikacja to jest g.. a nie prawnikiem. Prawo dzisiaj kiepsko stio, trudno o prace, trudno nawet o pracep latną, bo oferuja praktyki i staze dartmo. Dlatego spie..do ordzicow. Tak, chocby robil dzien w dzien przy burakach, wiecej zarobi niz jako aplikant, bo teraz jest jednym z miliona prawników na rynku BEZ PRACY.
    A ona, jak sama napisala, jest z glebokiej wsi, wiec nie ma wyobrazenia o tym, jak jest... Poza tym, nie powinna rezygnowac z pracy, ktora daje jej te 2.000 na czysto, bo tam tyle nie zarobi, a bedzie nieu siebie-jak jest teraz, a u jego rodzicow. Facet ją w d.. kopnie, bo sie pokłocą i nawet do tego wynajmowanego nie wroci.
    Dziewczyno, zostan, tam gdzie jestes.
  • organza26 28.05.12, 17:04
    Pominę obraźliwy ton Twojej wypowiedzi, bo jako jedna z bardzo niewielu zdajesz sobie sprawę jaka jest sytuacja obecnych absolwentów np takiego prawa właśniei chwała Ci za to.

    > Jezlei facet jest po prawie, a przed nim aplikacja to jest g.. a nie prawnikiem
    > . Prawo dzisiaj kiepsko stio, trudno o prace, trudno nawet o pracep latną, bo o
    > feruja praktyki i staze dartmo. Dlatego spie..do ordzicow. Tak, chocby robil dz
    > ien w dzien przy burakach, wiecej zarobi niz jako aplikant, bo teraz jest jedny
    > m z miliona prawników na rynku BEZ PRACY.

    Jest dokładnie tak jak mówisz, pomimo pochodzenia z głebokiej wsi, świetnie zdaję sobie z
    tego sprawę, On też. Dlatego ma doły, że tutaj nie czeka nas żadne życie, a jego żadna przyszłość.

    No i właśnie o to się wszystko rozbija, że nawet jakby robił przy tych burakach, to nie wyklucza to robienia aplikacji. Do tego jeszcze nie musielilibyśmy płacić tyle za mieszkanie i szeroko pojęte życie, więc jego zarabianie max 1200 zł przez min. kilka najblizszych lat (jak to jest na poczatku w zawodach prawniczych), byłoby o wiele mniej dokuczliwie, niż tutaj, gdzie obecnie mieszkamy.

    Poza tym, nie powinna rezygnowac z pracy, ktora daje jej te 2.000 n
    > a czysto, bo tam tyle nie zarobi,

    No właśnie mylisz się, w pobliżu są 2 miasta powiatowe, z samych szkół językowych, których razem jest ponad 10 zarobiłabym więcej. Tam jest mniejszy rynek, ok, ale nie ma też tylu studentów-chałturników obiżających stawki. To właśnie na prowicji np korepetytorzy dyktują stawki, a nie na odwrót. Gdybym do tego jeszcze dostała etat w szkole (ja mam wykształecenie i doświadczenie w tym kierunku, a co dużo ważniejsze jego rodzina ma znajomości) to mogłabym kosić o wiele większą sumkę niż tu. Przy podobnym wysiłku - pamiętaj, że dojeżdżam 40 km w jedną stronę samochodem, w domu nie ma mnie bite 10 h, czasami więcej.
  • cherry.coke 28.05.12, 17:21
    Tylko ze wszystkie wymieniane przez ciebie plany i talenty pozostaja na razie w sferze planow i talentow. Wydajesz sie myslec, ze tam na pewno sie ulozy i ze lokalizacja wszystko zalatwi... ale skoro jestes tak dobrej mysli, jesli chodzi o perspektywy zawodowe, to dlaczego choc po czesci nie zrealizujecie ich tu, gdzie jestescie? Rynek moze i gorszy, ale za to juz go znacie. Uczenie moze okazac sie zmora, tak jak zmora okazala sie szefowa, a nie pracujac od cebuli juz sie nie wywiniesz, o towarzystwie, kinie i fitnessie zapomnij. Troche to wszystko ma klimat gruszek na wierzbie...

    Plus jest tylko taki, ze to niezla proba ogniowa dla narzeczenstwa - poglady moga wam sie rozjechac diametralnie.
    --
    Kapitalizm to zwykly wyzysk czlowieka przez czlowieka. A socjalizm - wrecz przeciwnie.
  • decyzja28 28.05.12, 17:24
    > Tylko ze wszystkie wymieniane przez ciebie plany i talenty pozostaja na razie w
    > sferze planow i talentow.

    No wiem wiem... sad
  • madi138 28.05.12, 21:14
    z ciekawosci- dlaczego odpowiadasz uzywajc dwoch nickow?
  • jagienka75 28.05.12, 17:22
    Decyzję już podjełaś.
  • decyzja28 28.05.12, 17:26
    No właśnie nie. Ja podrzucam wam pozytywne strony, Wy je obalacie, no taka burza mózgówsmile
    Bardzo tego potrzebuję...
  • bpatch 28.05.12, 17:34
    Jaki jest Twój plan awaryjny z tej sytuacji? Czy to aby na pewno ten jedyny...?
  • decyzja28 28.05.12, 17:41
    Plan awaryjny jest taki, że nie daję się wrobić w żadne dzieci (w sumie na razie na myśl o ciąży dostaję zimnych dreszczy), przez pierwsze 4-5 lat małżeństwa. Popatrzę, podumam, a co najważniejsze oczekuję po max tych 5 latach oddzielnego mieszkania albo nawet domu (nawet w stanie surowym, niechby był), zależy jakby nam się powodziło.
  • bpatch 28.05.12, 17:48
    Dom w przeciągu 5 lat?! wtf?
  • decyzja28 28.05.12, 17:50
    No z kredytem, ale np na 10-15 a nie 30-40 lat... Działki nie musielibyśmy kupować przecież a mnie 100m2 w zupełności by wystarczyło.
  • madi138 28.05.12, 21:23
    masz dosc nieciekawe podejscie do tego zwiazku... nie piszesz, ze go kochasz czy cokolwiek, tylko, ze on ma smykalke do interesow i wiesz, ze pewnie dojdzie do wielkich pieniedzy. ponadto OCZEKUJESZ wlasnego domu, w przeciagu kilku lat i z tego, co mowisz to on ma na niego zarobic- ty poczekasz az on ci go 'zabkach przyniesie'. no i nie 'dasz sie wrobic w dziecko'- po pierwsze w tej materii zdarzaja sie czesto niespodzianki, po drugie w zdrowym zwiazku mezczyzna tez powinien miec cos do powiedzenia... przepraszam, ale wyrachowana i samolubna z ciebie osobka i chocby z tego wzgledu, mieszkanie z tesciami z pewnoscia nie skonczy sie dobrze...zacznij liczyc na siebie, a nie ze twoj facet cie ustawi w zyciu...
  • decyzja28 28.05.12, 22:14
    Po wpisie o jego zdolnościach biznesowych, czekałam na taki komentarz jak twójsmile

    Zrozum, że jego zdolności biznesowe, poza tak oczywistym faktem, że mogą przynieść pieniądze po prostu mnie fascynują, podziwiam go, z resztą nie tylko pod tym względem. Te i inne cechy to coś co sama chciałabym mieć. Wspomniałam o tym, bo sądzę, że dzięki temu ani ja ani on nie musielibyśmy osobiście w polu tyrać, a przynajmniej nie za długosmile

    > ponadto OCZEKUJESZ wlasnego domu,

    Podejrzewam, że tak może być, nie oczekuję. Jakbym oczekiwała to już siedziałabym u teściów.

    > z tego, co mowisz to on ma na niego zarobic- ty poczekasz az on ci go 'zabkach
    > przyniesie'.

    Nigdzie tak nie napisałam, ja mogłabym nawet sama wziąć kredyt na siebie. Ten cudzysłów to też nie wiem za bardzo do czego się odnosi...

    po drugie w zdrowym zwiazku mezczyzna tez po
    > winien miec cos do powiedzenia...

    To też nie wiem a propos czego, mam go tutaj do dyskusji zaprosić, czy jak?
  • kamelia04.08.2007 29.05.12, 01:51
    decyzja28 napisał(a):

    > No z kredytem, ale np na 10-15 a nie 30-40 lat... Działki nie musielibyśmy kupo
    > wać przecież a mnie 100m2 w zupełności by wystarczyło.


    oj, naiwna, naiwna, naiwna.

    działki byscie nie musieli kupowac, bo wy jego rodzice wam dali. Jesli by wam dali, tzn., ze formalnie on by to dostał.
    Tu mamy dwa zagadnienia. Pierwsze, jakby "wam" dali, to pewnie by pewnie uważali, ze maja prawo mówic jaki ten dom ma byc i z twojego 100m2 nici.

    Druga sprawa, jesli ta dzial by była jego, to i dom postawiony w czasie waszego małzeństwa tez by był jego własnoscia. W razie czego wracasz z jedna walizka i z tym co przyszłas. Oczywiscie przysługiwałoby ci prawo do zwrotu nakładów, ale to jest zabawa na długie lata, a i efekt tez niepewny.

    --
    tutiturum
  • bpatch 28.05.12, 17:56
    Nie wiem czy on jest wart tych poświęceń.
  • cherry.coke 28.05.12, 17:40
    Moze opcja czasowa? Na przyklad przeprowadzacie sie na pol roku z umowa, ze po pol roku sprawa jest rozpatrywana ponownie? Pracujecie tu gdzie teraz, czyli mozecie odkladac, i rozgladacie sie za opcjami na miejscu - sprawdzicie namacalnie, co z tymi gruszkami na wierzbie i jak ci sie zyje bez fitnessu.
    --
    Kapitalizm to zwykly wyzysk czlowieka przez czlowieka. A socjalizm - wrecz przeciwnie.
  • imasumak 28.05.12, 17:48
    Nie no, ja zakładam że fitness by był, tylko raczej dojazdowy, podobnie jak praca. Tak przynajmniej zrozumiałam.
    --
    kliknij
    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
  • decyzja28 28.05.12, 17:51
    Dokładnie.
  • cherry.coke 28.05.12, 17:57
    Z mojego doswiadczenia jak sie nie ma pod oknem, to czestotliwosc rozrywek zdecydowanie spada, wymaga planowania itp. Ale u autorki i tak jest jakies dziwne dojezdzanie (to jak to miasto, miejsce pracy i wiec maja sie do siebie nawzajem na mapie?), wiec moze bedzie inaczej.
  • cherry.coke 28.05.12, 17:58
    wiec = wies
  • lisciasty_pl 28.05.12, 17:39
    > - razem mamy miesięcznie ponad 5000 tysięcy złotych. Jednak koszty życia i tak nas wykańczają

    Mając miesięcznie 5 milionów wykańczają was koszty życia? To na co wy wydajecie???
  • decyzja28 28.05.12, 17:48
    Na Maybachy, brown sugar i loty na księżyc.

  • imasumak 28.05.12, 17:50
    Sprawdź, czym Wam rakiet tankują, może da się coś obciąć w kosztach wink
    --
    kliknij
    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
  • totorotot 28.05.12, 18:11
    decyzja28 napisał(a):
    > Na Maybachy, brown sugar i
    loty na księżyc.


    smile))


    Poszukaj innej pracy. Na wsi, u tesciow zwiedniesz. A jak pod kuratelą rodziców z męża wyjdzie to, co wyjdzie, to w ogóle klops.


    --
    no alarms and no surprises
  • decyzja28 28.05.12, 18:34
    > Poszukaj innej pracy. Na wsi, u tesciow zwiedniesz.

    No właśnie tego uwiądu się boję.

    A jak pod kuratelą rodziców
    > z męża wyjdzie to, co wyjdzie, to w ogóle klops.

    Tego też. Teraz jest kochany, czuły, sprzątający, gotujący i w ogóle. Jego mama jest raczej osobą starszej daty, lubiącą skakać nad syneczkiem...
  • totorotot 28.05.12, 19:15
    No to na próbę spędź tam 2 tyg. urlopu i obserwuj.

    I zajrzyj na forum życie rodzinne


    --
    no alarms and no surprises
  • nutka07 28.05.12, 18:27
    No to wyobraz sobie, ze minal rok od dzisiaj, konca swiata nie bylo, bo go odwolali wink i co nam teraz piszesz?


    --
    Całujcie mnie wszyscy
  • kosheen4 28.05.12, 21:00
    zapaliłaby mi się lampka, gdyż:

    widzę podstawową sprzeczność: jakoś pan który gnój zamienia w złoto nie koresponduje mi z człowiekiem, który rzuca pracę "bo już w niej nie może".

    nie widzę w tym działaniu bardziej dalekosiężnego planu - może o tym nie piszesz, ale - co dalej po przeprowadzce? pan zapewnia, że od czasu do czasu ugotujesz obiad i nic więcej nie będziesz musiała - a on? jaki jest gry plan?

    załóżmy że z tą smykałką do robienia biznesów to prawda. jaka jest szansa, że będą to biznesy rolnicze? jeśli ci nie pasuje i nudzi rozmowa o plonach, to tym bardziej na twoim miejscu byłabym wyczulona, czy nie o to chodzi - będzie z tego forsa, ale może w pewnym momencie obudzisz się z ręką w nocniku i stwierdzisz, że brałaś prawnika, a masz zamożnego rolnika. a im będzie lepiej finansowo, tym bardziej możesz się zagrzebywać na wilidżu, którego nie kochasz.

    możesz się śmiać (i cała reszta też może), ale zanim się sprowadzisz, to skoro planujecie wspólne życie, myślę że najpierw lepiej byłoby wziąć ślub. twoje akcje skoczą o kilka oczek - w takim sensie, że będziesz miała coś do powiedzenia. narzeczona-gołodupiec, który marudzi, że nie chce żyć na wsi, nie będzie się cieszyć sympatią rodziców narzeczonego. jeśli będziesz żoną i już naprawdę po dziurki w nosie będziesz miała życia na wsi, jest szansa, że uda ci się wytargać stamtąd męża. nieformalnego narzeczunego rodzina i rola przytulą do łona i po zawodach.

    istnieje także pewna szansa, że oni mają już plan w rodzaju: młodzi przyjadą, a my im pomaleńku wybudujemy dom na tej działeczce pod lasem, wiążąc ich ze sobą i terenem na dobre i na złe, znaaaajdę wreszcie, czy tego chcę czy nie,moooje szczęęęście... ups, nie ta bajka, sry.

    przewrotnie na koniec - a może rozważ, czy nie da się jednak pokochać wsi i wykorzystać atutów terenu, bez tradycyjnego grzebania się w glebie - może są warunki i miejsce na sadzenie roślin energetycznych? jak narzeczony ma biznes w łapach, pewnie by bez trudu uzyskał dopłaty na wierzbę czy inny miskantus, a potem znalazł odbiorców.

    no to miłej rozkminy big_grin

    --
    Ląduj, dziadu!
  • marzeka1 28.05.12, 21:14
    Dla mnie opcja : przeprowadzam się na wieś i mieszkam z teściami, to opcja: PO MOIM TRUPIE. Opcja: pracuję na polu- także.
  • chomiczkami 28.05.12, 21:32
    Ja bym brała małą stabilizację z polem. Bez teściów. Wynająć pokój w tej miejscowości i sobie mieszkać. N. sobie robi działalność z kim chce, ty sobie szukasz pracy i sobie robisz, co chcesz, przychodząc do przyszłej teściowej na ciasto i tyle.

    --
    Choć nieraz mówię o durnej Polsce, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę.
  • marina2 28.05.12, 22:11
    Twoje wypowiedzi są jakieś takie kalkulacyjne zimnne brrr
  • decyzja28 28.05.12, 22:18
    Mogłabym, napisać wątek dziękczynny na jego cześć bo tacy mężczyźni jak on to promil męskiej populacji. Ale ja to wiem i nikogo nie muszę przekonywać, tym bardziej nikt nie musi przekonywać mnie.

    W tym wątku opisuję coś co zaważy na całym moim życiu i wybacz ale będę kalkulowała do bólu.
  • decyzja28 28.05.12, 22:29
    No i argumenty 'za', kalkulacje to są w większości jego słowa, rozmawialiśmy już o tym wszystkim parę ładnych razy.

    Fakt, że logicznie to jest dużo plusów, ale tak jak mówiłam, im bliżej możliwej wyprowadzki tym ja coraz bardziej staję okoniem i czuję, że to jednak nie dla mnie(?)... Wiem, też że on w domu odżywa, a tutaj trochę wegetuje i chyba wręcz jest nieszczęśliwy.
  • cherry.coke 29.05.12, 11:22
    decyzja28 napisał(a):

    > Mogłabym, napisać wątek dziękczynny na jego cześć bo tacy mężczyźni jak on to p
    > romil męskiej populacji. Ale ja to wiem i nikogo nie muszę przekonywać, tym bar
    > dziej nikt nie musi przekonywać mnie.

    Hm ale co on tej pory konkretnie osiagnal poza tym, ze praca mu nie lezy i chce wrocic do rodzicow?... Opisujesz go jak jakiegos tytana biznesu (tez cenie, jak ktos ma taki popych), ale w sferze faktow to sie nijak nie ujawnia. Facet jak miliony, a nie zaden promil.
    Jesli podajesz to jako wazny argument, to nie miej pretensji, ze komus ten argument sie wydaje palcem na wodzie pisany smile
  • decyzja28 28.05.12, 22:15
    Proponowałam, nie jest zainteresowany...
  • mruwa9 28.05.12, 22:31
    no to wtopisz.
    Moze sie zastanow, czy wlasciwie zainwestowalas uczucia i czas (aha..przeciez ta smykalka do interesow i wizja $$$$$).
    Darowalabym sobie zwiazek z facetem, ktory nie umie sie odpepnic od rodzicow. A jesli jeszcze wezmiecie slub i sie przeprowadzicie do tesciow, to juz mozesz sie czuc ubezwlasnowolniona. No, ale potem nie placz.
  • decyzja28 28.05.12, 22:40
    , ktory nie umie sie odpepnic od rodzicow. A
    > jesli jeszcze wezmiecie slub i sie przeprowadzicie do tesciow,

    No to teraz uderzyłaś w czuły punkt. Mnie też się wydaje czasami, że perspektywy perspektywami a tak naprawdę chodzi też o to, że on po prostu bardzo chce z rodzicami mieszkać, bo jest z nimi bardzo związany...
    Mam wrażenie, że trochę chce mieć ciastko i zjeść ciastko - mieć nieco wyemancypowaną, wykształconą żonę, która z chęcią przystanie na mieszkanie z teściami na wsi i w niedzielę wszyscy razem będą pomykali radośnie na mszę do pobliskiego kościółka.
  • mruwa9 28.05.12, 23:00
    no to sama sobie odpowiedz na pytanie, czy chcesz mec partnera, na ktorym mozesz polegac, czy wystarczy ci dzieciuch, ktory majac do wybru ciebie i mamusie, zawsze wybierze te druga.
    I z tego powodu mozesz zapomniec o dobrych relacjach z tesciowa. Tak, jak woj facet jest dla niej malutkim syneczkiem, ktoremu trzeba ciagle pupke podcierac i skarpetki w szufladzie ukladac, tak samo ty bedziesz jedynie nic nieznaczaca doklejka do synka. Zaloze sie, ze po przeprowadzce nie bedziesz miala w domu tesciow zupelnie nic do powiedzenia Nawet w kwestii ulozenia wlasnej bielizny we wlasnej komodzie.
    W zyciu nie wpakowalabym sie w takie zamieszkanie, a i sam zwiazek z maminsynkiem bylby bardzo watpliwy..
  • decyzja28 28.05.12, 23:14
    Nie, to nie jest dzieciuch.

    Matkę potrafi przywołać do porządku bardzo szybko, choć ona też w sumie czasami coś chlapnie bardziej z lekkomyślności, niż chęci zrobienia przykrości/postawienia na swoim/manipulacji. To nie jest zła osoba.

    On jest bardzo związany z ojcem, bardzo. Ojciec jest stary, ma problemy zdrowotne a N. chyba czuję się zobowiązany do przejęcia sterów w domu. Ja to wszystko rozumiem, tylko że moglibyśmy mieszkać w pobliżu a on chce z nimi, przynajmniej niby na początku... Po prostu dobija mnie to, że koniecznie z nimi, że ton pole, kościółek...
  • kamelia04.08.2007 29.05.12, 02:22
    jednak dzieciuch, w spodniach mu to i owo ursoło, ale nadal jest niedojrzałym chłopcem, który mamie i tacie kobiete do domu przyprowadził.
    Facet chce miec ciatkjo i zjeśc ciastko. Chce miec kobiete do figofago, a jednoczesnie od mamy i taty odwiazac sie nie che.

    tez bym nie chciala wszystko wspólnie i w komunie, razem pole, razem obiad, razem kosciółek.
    wszystko bedziesz musiala usgadniac z rodzicami, beda ci pod kołdra siedzieć, zero prywatnosci.

    --
    tutiturum
  • edorka1 28.05.12, 23:44
    Przeczytałam cały wątek i uczucia mam mieszane.
    Fakt, że z teściami (nie-teściami !!!) może być rożnie, ale prawda jest taka, że jeśli nie sprawdzisz empirycznie, to się nie dowiesz i pewnie będziesz żałowała.
    Jeśli facet jest poważnym kandydatem na przyszłego męża lub ojca dzieciom, to może warto spróbować. Jasno wyznaczyć granice i spróbować. Raz się żyje.
    Bo może to być koszmar, ale nie musi.
    A oni tam w tym polu to wozami drabiniastymi i końmi robią??? Musiałabyś tam orać, siać i zbierać na kolanach ???Obrabiać to pole solo ??? Bo w końcu wiek 21 więc może nie jest tak źle ??? No i własne warzywka to jest rarytas spory.
    Generalnie jestem w opozycji do wszelkiej maści strasznych historii o potwornych teściowych. Mogłabym opowiedzieć kilka pięknych historii z życia wziętych o teściowych mądrych i serdecznych. Zdarzają się, wbrew pozorom dość często.
  • mruwa9 28.05.12, 23:47
    a sama mieszkasz z tesciami na wsi?
  • edorka1 28.05.12, 23:50
    jak to sama - a ten potencjalny maż???
  • edorka1 28.05.12, 23:59
    Tu kwestia zresztą jest i taka, że pracę ma dziewczyna niefajną, a mieszkanie wynajmuje, więc i tak nic nie traci.
    Jak jej wieś spokojna i wesoła da popalić to wróci do miasta.
    Zresztą dość oczywiste jest, ze on pewnie i tak na tą wieś wyjedzie, z nią czy bez niej. Więc to nie jest kwestia wsi, tylko całości - pomysłu na życie po prostu. Którego jakby w całej tej historii brakuje. Bo tu byle jak a tam pole i teściowa. Skoro pomysłu barak a miasto już znane i entuzjazm do obecnej sytuacji średni, to można zobaczyć jak będzie na wsi. Tyle.
  • mruwa9 28.05.12, 23:59
    ale czy TY mieszkasz z tesciami na wsi?
  • edorka1 29.05.12, 00:02
    A dlaczego? Nawet jeśli, to wieś wsi i teściowa teściowej nierówna.A jeśli ja nie na wsi, to też nieistotne, bo dziweczyna nie pyta o zdanie tylko tych mieszkających na wsi z teściami.
  • myelegans 29.05.12, 01:55
    Nie rob tego. Widzialam juz wiele rodzin w roznych konfiguracjach zamieszkalych z tesciami, nawet w polowie domu z osobnym wejsciem i gospodarstwem i nidgy nie widzialam szczesliwego pozycia. Widzialam za to karczemne awantury, obgadywanie po wsi, wyprowadzki jednego z malzonkow, rozwody, i nierozmawianie z tesciami latami. To po prostu nie dziala niezaleznie od charakterow.
  • kamelia04.08.2007 29.05.12, 02:02
    nie dla mieszkania z rodzicami, czy to moimi, czy jego
    nie dla mieszkania z rodzicicami na wsi
    nie dla robienia w cudzym polu przy kapuscie, czy cebuli.

    Nie, nie i jeszcze raz nie.

    To nigdy nie bedzie twoje. Wymagania zawsze beda wobec ciebie, bedziesz darwoym parobkiem i kucharko-służącą, kregosłup sobie zjedziesz i zawsze bedzie, że to oni ci łaske zrobili, bo cie przyjęli, mimo ze ty im to 100 razy odrobisz w polu.


    Zapomnij o kinie, kursie jezyka, rowerze. Nawet na twoje udzielanie korepetycji beda patrzec krzywo, bo przeciez wszyscy zaperdzielaja w polu, a ty sie guwernantke bawisz.


    mentalnośc wiejska jest inna, a mentalnośc miejska inna. Jak hektarów nie wniesiesz w posagu, to znaczy ze goła (__.__) dupa jestes, a pomoc w polu sie nie liczy.
    Teraz jest fajnie, ale potem moze byc niefajnie.

    --
    tutiturum
  • ilonka001988 29.05.12, 12:09
    Nie poniosło Cię przypadkiem?

    Wieś moich rodziców. Krowy nie uświadczysz, za to sznurek samochodów rano i wieczorem - wszyscy pracują na etaty w pobliskim mieście. Jeśli komuś się chcę robić w polu to jest traktowany jako dziwadło.
    Co to ewentualnych mórg wniesionych w posagu panieńskim to ostatnim pokoleniem od którego słyszałam tekst w tym stylu była moja prababka.


  • ledzeppelin3 29.05.12, 12:56
    Albo się facet odpępni, albo proponuję rozstanie. Jest na tym świecie trochę facetów reformowalnych albo już odpępnionych.
    --
    Karmienie piersią to wspaniałe przeżycie,
    które będę pamiętała przez całe życie.
    Te chwile bliskości wież stworzyły wielką,
    dlatego nie karmiłam nigdy butelką.
  • ira_07 29.05.12, 13:21
    > Wieś moich rodziców. Krowy nie uświadczysz, za to sznurek samochodów rano i wie
    > czorem - wszyscy pracują na etaty w pobliskim mieście. Jeśli komuś się chcę ro
    > bić w polu to jest traktowany jako dziwadło.

    Ale dziewczyna pisała o gospodarstwie, nie czytałaś? Są wsie i wsie. Wsie podmiejskie, sypialniane i wsie, gdzie prawie każdy jakieś poletko obrabia.

    Ja bym się na to nie pisała. Bo podsumowując:
    - narzeczony na razie zrezygnował z pracy, więc ewidentnie powodu do powrotu szuka i szukał będzie. mógł chociaż poszukać czegoś innego i wtedy się zwolnić
    - przez najbliższe lata będzie zarabiał mało albo nic, będzie płacił za aplikację, więc o domku czy mieszkaniu nie masz co marzyć
    - jak skończy aplikację i zacznie zarabiać to myślisz, że schorowanych rodziców zostawi? wtedy będzie nowy pretekst, żeby zostać, bo ojciec ma chore serce, bo pieniędzy mają mało
    - może w ich mniemaniu nie będą od Ciebie nic wymagać, ale w rzeczywistości starsi ludzie na wsi przyzwyczajeni są do tego, żeby coś robić, ciągle i ciągle. Szwagra się nie czepiali, ale to facet, z Tobą może być inaczej

    Widać, że Twój facet szuka pretekstu, żeby wrócić na wieś i będzie Cię chciał przekonać snując wizję wsi spokojnej, wsi wesołej. Sama pisałaś o to, jak studenci w Waszym mieście "psują rynek" (rozumiem, że Ty na studiach też psułaś?), że na wsi czy mieście powiatowym mniejsza konkurencja, a bierzesz pod uwagę, ze rynek też mniejszy, ludzie biedniejsi?

    Nawet jeśli praca na roli Cię o minie, to nie minie męża. Na wsi wiecznie jest coś do zrobienia, jak nie w polu to w ogrodzie, przy maszynach. To, że, jak niektórzy myślą: wszystko robią maszyny, to nieprawda. Bo maszyna nie posortuje warzyw, nie pozbiera owoców, nie sprzeda. Mąż będzie uwiązany pracą i raczej na karierze prawniczej się nie skupi, a jak się skupi to dla Ciebie czasu mu całkowicie braknie. Bo praca w kancelarii, nauka, egzaminy, potem praca w polu. I gdzie on będzie miał siłę na jakieś kino czy restaurację?
  • jagienka75 29.05.12, 16:20
    > Nawet jeśli praca na roli Cię o minie, to nie minie męża. Na wsi wiecznie jest
    > coś do zrobienia, jak nie w polu to w ogrodzie, przy maszynach. To, że, jak nie
    > którzy myślą: wszystko robią maszyny, to nieprawda. Bo maszyna nie posortuje wa
    > rzyw, nie pozbiera owoców, nie sprzeda. Mąż będzie uwiązany pracą i raczej na k
    > arierze prawniczej się nie skupi, a jak się skupi to dla Ciebie czasu mu całkow
    > icie braknie. Bo praca w kancelarii, nauka, egzaminy, potem praca w polu. I gdz
    > ie on będzie miał siłę na jakieś kino czy restaurację?





    Najprawdopodobniej narzeczony już jest po pogadance z rodzicami, którzy chcą przepisać na niego gospodarstwo, więc jeśli w mieście mu nie wychodzi, co będzie tam dłużej robił?
    Dlatego chce na wieś, będzie w końcu u siebie, na swoim i sam sobie panem.
    Co do decyzji28, wszystko się okaże, kiedy na tą wieś z nim pojedzie.
    Dziś czytałam gdzieś post kobiety, która za mężem poszła na wieś do domu jego rodziców i dziś pluje sobie w brodę. Niby niczego od niej mieli nie wymagać, ponieważ pracowała zawodowo a teraz jest tą najgorszą. Nie ma dokąd wrócić, gdyż u rodziców nie ma dla niej miejsca i tak sobie tkwi u teściów, którzy jej nienawidzą. O mężu ani słowa. Pewnie się odcina od wszystkiego, dla świętego spokoju.

  • ira_07 29.05.12, 19:48
    > Najprawdopodobniej narzeczony już jest po pogadance z rodzicami, którzy chcą pr
    > zepisać na niego gospodarstwo, więc jeśli w mieście mu nie wychodzi, co będzie
    > tam dłużej robił?

    A narzeczona nic o pogadance nie wie... Chłopak jest na aplikacji/przed aplikacją, to co mu ma wychodzić? Dopiero zaczyna, nie będzie od razu Prokuratorem Generalnym!
  • mnb0 29.05.12, 12:58
    > na myśl o tym, że zamiast iść na siłownię, kurs tańca/języka, czy zwykły spacer/rower będę
    > musiała zasuwać w polu robi mi się niedobrze.
    Przeciez praca w polu to tez cwiczenia, sama piszesz ze mialas zakwasy. Wiec co za roznica - harowka na polu czy na silowni (za ktora w dodatku trzeba placic)?

    --
    "nie chcialo mi sie [gotować obiadu] wiec mam rosół i mielone,moze jakiegos ziemniaka do tego" annaa77
  • ledzeppelin3 29.05.12, 15:46
    I opalić się może, więc solarka odpada
    I spocić, więc sauna odpada

    --
    Karmienie piersią to wspaniałe przeżycie,
    które będę pamiętała przez całe życie.
    Te chwile bliskości wież stworzyły wielką,
    dlatego nie karmiłam nigdy butelką.
  • delecta 29.05.12, 16:45
    W niespecjalnie dużym mieście nie starczało Wam 5 tysięcy? Zakładając nawet, że nie bierzecie wałówy ze wsi?
  • premeda 29.05.12, 16:52
    A ktoś z państwa zuważył, że oni we dwójkę mają 5000zł koszty to ok. 2000 i im jest mało? Ja miałam dużo mniej ok. 3000zł, opłat porównywalnie i dawaliśmy bez problemu radę, fakt kursów tańca i fitnessu nie było ale kino jak najbardziej (nawet co tydzień). Zamiast myśleć o przeprowadzce do teściów radzę rozsądnie zagospodarowac finanse.
  • cherry.coke 29.05.12, 16:58
    Ale pan rzucil prace ostatnio...
  • premeda 29.05.12, 18:30
    A ja sierota całe życie myślałam, że pracę to się rzuca jak się ma drugą zaklepaną, no jeszcze są nieliczni co rzucają po wygraniu w Lotto. I nie widziałam w życiu prawnika co by w polu robił,
    (chyba, że jeszcze prawnikiem nie został, czyt. jako dziecię szkolne), przecież te dwa zajęcia się wykluczają. Obstawiam, że narzeczony autorki to raczej rolnik niż prawnik i tych jego superbiznesów to ja nie widzę.
    --
    "Śmierć jest przejawem skrajnego niedoboru zdrowia" Beleth
  • draconessa 29.05.12, 17:43
    Twoj narzeczony juz chyba podjal deczje? Przepeowadzka na wies nie jest dla kazdego - jakos w Tobie nie widze do tego wiekszego zapalu, a raczej zimna kalkulacje. W takim razie pokombinuj sobie - skoro ow narzeczony to taki Midas, to jakim cudem ledwie wiazecie koniec z koncem.? Dodatkowo - jak juz na tej wsi osiadzie i przejmie gospodarstwo - to o aplikacji zapomnij. Nie bedzie mial na to czasu ani energii. Dodatkowo - bedziecie poczatkowo u tesciow i na lasce tsciow, a potem - jak zrozumialam - w jednym obejsciu z tesciami. Konflikt to tylko kwestia czasu. Skoro narzecony taki nieodpepniony, to niech sie odpepni ( jedna z forumek napisala, ze opcja bylaby przeprowadzka do innego, wiekszego miasta) a jesli nie - to przemysl, czy na pewno chcesz z nim byc.
    --
    I saw it. I wanted it. I had a fit. I got itsmile
  • cherry.coke 29.05.12, 18:51
    No ja tez mam wrazenie, ze autorka wystepuje tutaj w roli chwosta na kundelku, ktory se nim macha jak chce smile

    Prace chcial rzucic, to rzucil - ona swoja ciagnie dalej, choc tez ja uwiera.
    Chce wyjechac na wies, to wyjezdzaja - ona nieprzekonana, ale co tam.
    Chce byc z rodzicami, to bedzie - ona to by chciala, zeby sie odpepowil.
    Zechce role uprawiac, to tez bedzie - ona go widzi jako biznes-prawnika.

    Czyli syn rodziny robi, co chce, a miastowa narzeczona przy nim na doczepke, oczekuje sukcesow zawodowych i odpepowienia, czyli czegos dokladnie przeciwnego do kierunku, w ktorym wlasnie zmierzaja.
  • triss_merigold6 29.05.12, 19:06
    Spoko, za 2 lata będzie w ciąży i wróci na ematkę z płaczem, że ma przerąbane.
    Ale przynajmniej była uczciwie ostrzegana.
  • madi138 29.05.12, 20:00
    spoko spoko- dziewczyna ma plan, ze w dziecko przez conajmniej 5 lat wrobic sie nie da i poczeka az jej facet dorobi sie fortuny i zbuduje jej palacyk... smile w realu zas, mlodzi sproadza sie do rodzicow, wkrotce bedzie ciaza, szybki slub, a potem posty na emamie i kochanej tesciowej, w stylu 'tesciowa ciagle sie wtraca i kaze mi pomagac w gospodarstwie, a ja jeszcze karmie piersia mojego dwulatka. co robic?'
    ale jestem dzisiaj zlosliwa tongue_out a na serio- po co sie pchac na wies, skoro sie jej nie znosi i to jeszcze po to, aby mieszkac z obcymi ludzmi? chodzi oczywiscie o kase i to zdaje sie lekko uposledza autorce logiczne myslenie. finansowo bedzie jej lzej, ale w innych aspektach niekoniecznie...
  • madi138 29.05.12, 20:12
    zaciekawilo mnie pisanie z dwoch nickow...dziewczyna z wlasnym facetem nie potrafi ustalic sobie domowego budzetu i uzala sie na forum- coz wiec bedzie, gdy przyjdzie jej zyc z tesciami...forum.gazeta.pl/forum/w,16,128497282,128497282,Taka_oto_sytuacja_.html
  • decyzja28 29.05.12, 20:46
    Doeceniam 'życzliwość', ale to już naprawione.
  • decyzja28 29.05.12, 20:48
    Halo, drogie koleżanki, czy ktoś zauważył, że ja jeszcze nigdzie się nie wyprowadzam?!

    A pracę trzymam właśnie dlatego, że mam punkt zaczepienia?!
  • cherry.coke 29.05.12, 20:51
    No i trzymaj, bardzo dobrze. Szukaj sobie lepszej.
    Ale co do powyzszego watku to wynika z niego, ze twoj narzeczony rzucil prace zapewniajaca wam 2/3 dochodu?
  • decyzja28 29.05.12, 21:01
    Nie chce mi się odpisywać bo pewnie go zwymyślasz, ale tak, to była dobrze płatna praca, jak na absolwenta baaardzo dobrze.
  • totorotot 29.05.12, 21:49
    Ale Ty już u nich obrabialas cebule. Ja tego nie rozumiem. Mnie by końmi nie zaprzęgli do takiej roboty nawet jako mężatki, a Ty, gość, już za darmo wykonujesz ich prace zawodowa?

    Wejdź na forum życie rodzinne i tam są dziesiątki wątków o miastowych krolewnach, które książę wraz z czarownicą zmienił w kopciuszka. Do tego złe siostry księcia i szwagierka z zanikiem mięśni do opieki i jej dziecko do opieki i dziadek z alzheimerem do opieki i obiadki i sprzątanie i zamknij mordę, bo masz tu u nas dach nad głową, wielka pani z miasta ksztalcuna, za darmo.

    Jeszcze będziesz wspominać wredną szefową z rozrzewnieniem i tęsknotą. I się jarać swoją emancypacja, jak za 10 lat, po pierdylionie łzawych wątków na ematce, uda Ci się zatrudnić w najbliższym spożywczaku na pół etatu.


    Uciekaj.



    --
    I już wiem, dlaczego po 30 poprawia się seks. To nagroda za obwisającą mordę wink (Mathiola)
  • decyzja28 29.05.12, 22:13
    jak za 10 lat, po pierdylionie łzawych wątków na ematce,
    > uda Ci się zatrudnić w najbliższym spożywczaku na pół etatu.

    No rzeczywiście tu gdzie mieszkam mogę uczyć, a tam już nie bo tylko spożywczak na pół etatu zostajesmile
  • totorotot 29.05.12, 22:38
    >
    > No rzeczywiście tu gdzie
    mieszkam mogę uczyć, a tam
    już nie bo tylko spożywczak
    > na pół etatu zostajesmile


    A masz już zaklepane zatrudnienie w tej szkole? Nagrane korepetycje? Nic nie masz, ani Twój narzeczony prawnik, ani biznesmen, ani Ty nauczycielka.
    To nie dosrywka, tylko znajomość życia.

    --
    no alarms and no surprises
  • organza26 29.05.12, 22:52
    Wiesz, nie chce być złośliwa, ale czy ty zdajesz sobie sprawę, że między szkołą językową a państwową jest pewna różnica czyt. w tej pierwszej to raczej nie problem się zaczepić?

    Kilka/kilkanaście godzin korepetycji w tygodniu to też jakaś fatamorgana w porównaniu ze spożywczakiem na pół etatu, rzeczywiście.
  • totorotot 29.05.12, 23:10
    No pewnie, na bank Ci się uda zaczepić w wiejskiej prywatnej szkole językowej, ba, sami się do Ciebie zgłoszą. A po te korki to normalnie kolejka się będzie ustawiać, taaaki ogonek! A Ty po pracy będziesz wracała do domku i ziu! tylko męża pod łapkę i na fitnesy, do kina, jeszcze Wam teściowa kanapki na drogę zrobi, a teść będzie stał przy drodze i machał ręką: bawcie się dobrze, dzieciaki!

    --
    I już wiem, dlaczego po 30 poprawia się seks. To nagroda za obwisającą mordę wink (Mathiola)
  • decyzja28 29.05.12, 23:19
    O matko, uważam że 100tysięczne miasto (oddalone o 15 km), drugie 20tysięczne (taka sama odległość) to nie wieś, ale co ja tam wiem, w końcu wiejska dziewucha jestemsmile

    Totorotot, za twoją opinię i te życzliwe wpisy dziękuję a złośliwościami już nie mam zamiaru się z Tobą przerzucać.
  • totorotot 29.05.12, 23:46
    Przepraszam, że na Ciebie wsiadłam, ale żal by sympatyczna i dowcipna dziewczyna zmarnowala sobie życie. To nie tak łatwo odmówić teściom, jak się dałaś wkręcić w tę cebulę? I jak planujesz nie dać się wkręcić ponownie? Jestem świeżo po lekturze wątków synowych wkręconych tak, że mała bania.

    Cały wątek dziewczyny Ci odradzają ten krok, ale Ty jak gdyby wyszukujesz tylko te, które mogą Cię przekonać do tej decyzji, której w istocie nie chcesz.

    Mówię- jedź tam na urlop i sama się przekonaj.


    --
    A.D.I.D.A.S.
  • mruwa9 30.05.12, 06:58
    Doladnie. Pojechac na kilka tygodni, pomieszkac i przekonac sie na wlasnej skorze.
    Ja rozumiem, ze ilosc jest slepa (ale zeby az tak?), i ze glupich nie sieja...
  • madi138 29.05.12, 22:09
    skoro rzucil te prace, to znaczy, ze on juz podjal decyzje i teraz, tak ustawia sytuacje by ciebie na te wies zaciagnac IMO... wiesz, ja rozumiem, ze jak sie czyta takie ostrzezenia, to chocby z czystej przekory, czlowiek zaczyna myslec, ze przesadzaja, czarnowidza, lub zle zycza... ale w twoim przypadku wszystko wskazuje na to, ze jesli ulegniesz to to nie skonczy sie dobrze... ja tez zanim zamieszkalam z tesciami, myslalam, ze bedzie dobrze, bo to tacy mili ludzie... a w praniu wyszlo, ze jak mieszkam u nich, to powinnam ich SLUCHAC, ze na niczym sie nie znam i ze musze sie zmienic... to wpsolne mieszkanie wiele nerwow nas kosztowalo, wiele w naszym malzenstwie zepsulo i dlugo trwalo zanim relacje znow staly sie poprawne, juz po wyprowadzce oczywiscie... jesli zamieszkasz z nimi, to nigdy nie bedziesz u siebie i nigdy nie bedziecie w pelni niezalezni... lepiej tego nie rob...
  • cherry.coke 29.05.12, 22:50
    Wcale nie zamierzam nikogo zwymyslac; wyciagamy ci tylko takie aspekty sytuacji, ktorych "bedac w srodku" nie zauwazylas, albo zauwazylas, ale nie rozwazylas smile

    A z doswiadczenia zyciowego moge ci powiedziec, ze ja tez robilam zmiany hej ho na gleboka wode... i naprawde na dluzsza mete oplacaja sie te, ktore sa przygotowane i robione "rozkrokiem", z etapami przejsciowymi i zabezpieczaniem sie. Twoj narzeczony zdaje sie nie dziala w tym stylu. A jedynym twoim zabezpieczeniem (gdyby sie rypnelo z wsia/planami narzeczonego/waszym zwiazkiem) jest twoja praca. Trzymajze sie jej chociaz, na wypadek gdybys musiala awaryjnie wracac, i nie rzucaj niczego, dopoki nie zgarniesz w tych szkolach czegos konkretnego.
  • decyzja28 29.05.12, 22:55
    > Wcale nie zamierzam nikogo zwymyslac;

    No nie wiem, w końcu ja już jestem rzepkiem na psie, czy jak to tam leciało.

    Trzymajze sie jej chociaz, na wypadek gdybys musiala awaryjnie wracac, i
    > nie rzucaj niczego, dopoki nie zgarniesz w tych szkolach czegos konkretnego.

    To oczywista oczywistość.
  • cherry.coke 29.05.12, 23:02
    A bo mi sie z kreskowka skojarzylo big_grin
  • decyzja28 29.05.12, 23:06
    smile
  • anorektycznazdzira 29.05.12, 19:32
    NIE przeprowadziłabym się do teściów, szczególnie do gospodarstwa, do którego nie mam powołania wcale i o tym wiem. Jak słusznie zauważyłaś, facet nie oczekuje, a jednak sytuacja wymusza. Ze wszystkich sił starałabym się zorganizować życie inaczej,
    ale:
    DLACZEGO PISZESZ O TYM NA FORUM E-MAMA???


    --
    -mamo, nie poszłam na imprezę do K. (ja: ???) no bo nie miałam czasu, wyszykować kreację i w ogóle...
    -dziecko, TY?! KREACJĘ?!
    -maaaamo, chodzi mi o wypastowanie glanów.
  • decyzja28 29.05.12, 20:59
    > DLACZEGO PISZESZ O TYM NA FORUM E-MAMA???

    Bo szukam opinii kobiet doświadczonych życiowo, a szczególnie jakichś opowieści z życia i za te forumkom bardzo dziękuję, mimo że są bez happy endu.

    Jak słusznie zauważyłaś, facet nie oczekuj
    > e, a jednak sytuacja wymusza.

    Ja nie jestem aż tak bardzo pod presją, jak on. Wytrzymałam rok to bez problemu wytrzymam jeszcze parę miesięcy, tym bardziej, że okazało się, że szefowa odchodzi (będzie w firmie, tylko gdzie indziej) i od tego czasu ta druga jest słodka jak miód (bo nikt nie będzie już jej dupy chronił jak będzie sobie chciała po mnie pojeździć).
  • kai_30 29.05.12, 21:20
    Hm.

    A ja Cię pamiętam, organza - pewnie z racji tego samego wykształcenia, chociaż doświadczenia zawodowe mamy kompletnie inne. Pamiętam wątki, z których niespecjalnie ciekawy obraz Twojego faceta się wyłaniał. Najpierw, nie pamiętam kiedy, pisałaś, że jego zarobków nie możesz brać pod uwagę, bo pomaga finansowo rodzicom. A niedawno, że od kilku miesięcy nie pracuje, siedzi w domu (!), dokłada na życie z oszczędności (!), a mimo to niespecjalnie angażuje się w prowadzenie domu. Miał mieć pracę nagraną od maja, i co? Nic z tego? No i kariery wielkiej z tym swoim wykształceniem prawniczym nie robił zdajsię jako ten kierownik rejonu, co?

    No sorry, ale ja tu nie widzę materiału na szczęśliwe pożycie, ani z teściami, ani z narzeczonym. Czarny scenariusz jest taki, że utkniesz z facetem nieodpępnionym od rodziców i niespecjalnie garnącym się do "pomocy" w domu, do pracy też chyba nie bardzo. Nie przeprowadzałabym się za żadne skarby. No, ale z drugiej strony, jeśli Twój partner nie zacznie wreszcie pracować, możesz nie mieć wyjścia.
  • madi138 29.05.12, 22:17
    zabawne, ze dziewczyna pisala najpierw, jako 'decyzja', a potem zapomniala sie przelogowac... zapewnie nie chciala, zebysmy wiedzialy wiecej o jej facecie, bo to jednak zmienia obraz sytuacji. byl tylko super-zdolny i dobrze rokujacy, a oprocz tego jest bezrobotny i sam rzucil dobrze platna prace. jak dla mnie facet szuka pretekstu, zeby wrocic na swoja wies i tyle... natura kombinatora dobrze nie wrozy. a skoro nie pomagal w domu w miescie, to na wsi, gdzie jest kupa roboty- z pewnoscia nie bedzie sie garnal...
  • decyzja28 29.05.12, 22:27
    Weź już przestań tak się dosry/wać do tego 2 nicka. Odnoszenie wszystkiego do swojej własnej osoby to narcyzm jakbyś nie wiedziała.

    Napisałam przez przypadek z drugiego nicka bo nie chcę, żeby mnie ktoś znajomy rozpoznał a przede wszystkim ON. Wystarczy?

    Najlepsze jest to ile beznadziejnych postów musiało polecieć z twojej strony zanim napisałaś coś naprawdę wartościowego i konkretnego czyli jak się miało mieszkanie z twoimi teściami.
  • madi138 29.05.12, 23:14
    no to narcyzm czy watosciowe rady, z wlasnego doswiadczenia? przeczysz sama sobie.
  • decyzja28 29.05.12, 23:23
    Dobrze wiesz o co mi chodzi. Jedyny wartościowy wpis z twojej strony to ten, w którym piszesz o własnych doświadczeniach.

    Pisanie o tym, że zadałam sobie trud żeby założyć drugie konto ze względu na twoją wspaniałą osobą jest narcyzmem.
  • madi138 30.05.12, 11:03
    no i nie zrozumialas- drugie konto zalozylas nie ze wzgledu a mnie, ale po to, aby nie wyszly twoje wczesniejsze watki, w ktorych swoja sytuacje przedstawialas nieco inaczej... IMO jest tak, jak pisal ktos wczesniej- szukasz tu argumentow dla czegos, czego sama nie chcesz. chcesz zebysmy cie jednak przekonaly. moze dlatego, ze wiesz, ze odmowa moze oznaczac koniec waszego zwiazku? odpowiedz sobie sama...
  • decyzja28 29.05.12, 22:35
    > A ja Cię pamiętam, organza - pewnie z racji tego samego wykształcenia, chociaż
    > doświadczenia zawodowe mamy kompletnie inne. Pamiętam wątki, z których niespecj
    > alnie ciekawy obraz Twojego faceta się wyłaniał.

    Napisałam o dwóch konkretnych rzeczach, które rozwiązały się dla mnie w sposób w miarę zadowalający. Poza tym raczej nie zakłada się wątków o swoim związku pt 'jak jest wspaniale', zauważyłaś?

    > omu. Miał mieć pracę nagraną od maja, i co? Nic z tego? No i kariery wielkiej z
    > tym swoim wykształceniem prawniczym nie robił zdajsię jako ten kierownik rejon
    > u, co?

    Wybacz, ale widzę, że bardzo mało wiesz o sytuacji absolwentów prawa, a szczególnie o tym ilu z nich robi 'wielką karierę'.

    niespecjalnie garnącym się do "pomocy" w domu, do pracy też
    > chyba nie bardzo.


    Daj se siana. Można mu zarzucić, że jest nieodpępniony, ale takie sugestie sobie wypraszam.
  • totorotot 29.05.12, 22:49
    A wiesz co? Jedź. Baw się dobrze smile


    --
    I'm a creep, I'm a weirdo. What the hell am I doing here?
  • mruwa9 29.05.12, 22:51
    totorotot napisała:

    > A wiesz co? Jedź. Baw się dobrze smile
    >
    >
    a potem przysylaj raporty z frontu, bo ematka ciekawa (i zeby moc powiedziec: a nie mowilam?)
  • decyzja28 29.05.12, 22:56
    Dziękuję za życzliwość.smile W końcu się jej doczekałamtongue_out
  • kai_30 30.05.12, 08:09
    Napisałam bardzo długą odpowiedź, i mnie wylogowało. No nic, zaczynamy jeszcze raz.

    > Napisałam o dwóch konkretnych rzeczach, które rozwiązały się dla mnie w sposób
    > w miarę zadowalający. Poza tym raczej nie zakłada się wątków o swoim związku pt
    > 'jak jest wspaniale', zauważyłaś?

    No to super. Zastanów się tylko, czy to rozwiązanie się nie zmieni, jak chłopak wyląduje pod okiem nadopiekuńczej mamusi, która po nim każdą łyżeczkę będzie do zlewu wrzucać (no bo skoro po Tobie chciała, to po synusiu tym bardziej...). Jak ewentualnie zniesiesz to, że przestał robić cokolwiek? I że właściwie NIE MA jego pieniędzy w Waszym wspólnym budżecie, bo cokolwiek zarobi (o ile w ogóle coś), to ładuje w gospodarkę? A co do zakładania wątków - tak, zauważyłam, i ja na przykład nie zakładam wcale wink

    > Wybacz, ale widzę, że bardzo mało wiesz o sytuacji absolwentów prawa, a szczegó
    > lnie o tym ilu z nich robi 'wielką karierę'.

    Wiem wiele o sytuacji absolwentów w ogóle, i nie zazdroszczę. To nie było wyśmiewanie "kariery", tylko odniesienie do tego, co pisałaś w tym wątku (o tej zamianie w złoto itp). Nie wygląda na to, zwyczajnie. Rzucanie pracy w mieście o dużym bezrobociu to porażka, nawet jeśli trudno jest wytrzymać ciśnienie - o czym akurat sporo wiem, mój mąż też pracuje na korpolskim kierowniczym stanowisku, i od dwóch lat (!) przegląda ogłoszenia o pracę, żeby się stamtąd wyrwać. Ale w życiu, never ever, nie pozwoliłby sobie na kilkumiesięczny urlop i życie z odprawy.

    > niespecjalnie garnącym się do "pomocy" w domu, do pracy też
    > > chyba nie bardzo.


    Wiesz, to naprawdę wygląda tak, jakby Twój facet decyzję już podjął - w momencie, kiedy rzucił pracę. Chyba, że o czymś nie napisałaś - np o tym, że intensywnie nowej pracy szuka. Ale obraz wyłania się raczej taki, że zrobił sobie wielomiesięczne wolne, a jak się oszczędności skończą, zamierza się przenieść do rodziców. Może jest wypalony zawodowo, to się zdarza, niekoniecznie miałam na myśli lenistwo, pisząc o tym, że nie bardzo się garnie.

    Wiesz, decyzja, ja jestem od Ciebie z 10 lat starsza pewnie, wchodziłam na rynek pracy w zupełnie innym momencie, i nie miałam problemów z zatrudnieniem, nigdy. Zawsze wydawało mi się, że gdziekolwiek się przeprowadzę, praca (w szkole) będzie na mnie czekać - i tak było. Dopóki cztery lata temu nie zlikwidowano szkoły, w której uczyłam, i okazało się nagle, że jedyne, co znalazłam, to zastępstwo w gimnazjum w pipidówce. Masakra po prostu. Pracy dla nauczycieli jest coraz mniej - nie ruszałabym się na Twoim miejscu, dopóki nie będziesz miała zaklepanego etatu, bo starzy doświadczeni wyjadacze tracą zatrudnienie, a nowe etaty się po prostu nie pojawiają. Popatrz na to także pod tym kątem, oraz rozważ to, że będziesz startować z samego dołu drabinki, Twój facet również (jeśli pójdzie na aplikację/staż). Jest spore ryzyko, że nie będziecie w stanie odłożyć ani grosza przez dłuższy czas, a Ty snujesz marzenia o domu za pięć lat. No weź! Jeśli rzeczywiście w tamtych okolicach masz większe szanse na prace, to ją najpierw znajdź, a potem się tam przeprowadź - do wynajętego mieszkania. Bo jak już utkniesz na wsi, to marne szanse, że Ci się uda wydostać z tych cebul - chyba że samej, gołej i wesołej, bo kasa władowana w gospodarkę.

    Aha, i jeszcze - rodzice mojego pierwszego męża mieli - mają - gospodarstwo. Wystarczyły mi jedne wakacje, żeby wiedzieć, że never ever. Niby nikt mnie do niczego nie zmuszał, ale jakoś nie do pomyślenia było, żebym nie poszła "pomóc" w polu - dokładnie tak, jak Ty, przy cebuli. A byłam gościem, a nie domownikiem. Nie wierz w obietnice, że nic nie będziesz musiała robić. Nawet jeśli nie dostaniesz polecenia wprost, to z pewnością odczujesz ciężar ich potępienia - no bo jak to, oni wszyscy harują, a Ty dupę po fitnesach wozisz??

    Weź sobie kartkę (albo otwórz Worda wink) i stwórz tabelkę. Po jednej stronie wypisz argumenty Twojego faceta, za przeprowadzką, po drugiej wynotuj wszystko to, co zostało napisane w tym wątku (nie zapominaj o kwestii braku Twojego prawa własności do czegokolwiek, w tym do domu, który moglibyście ew. wybudować na działce jego rodziców). I zobacz, jak mizernie te argumenty wyglądają.
  • credaq 29.05.12, 21:10
    O zaczyna się wywlekanie wątków... norma tutaj

    Tak więc jak już wiesz twoja przyszłość została już dokładnie opisana. Nie ma innej opcji -ematki powiedziały, no i nie waz się tu przychodzić skarżyć bo ematki wypomnąwink
    Padłam ze śmiechusmile

    A tak poważnie myślę ze opcja jest do rozważenia, zwłaszcza jesli facet ma iść na aplikacje. Znam troche te realia i niestety jeśli nie ma znajomości to może robić jedynie praktyki półdarmo. Aplikanci to tak naprawdę uczniaki i tak ich niestety traktują kancelarie. Tak wiec możliwość dorobienia sobie u rodziców i jednoczesne zmniejszenie kosztów życia, pozwoli wam to żyć na poziomie, a moze nawet zaoszczędzic.
    Jedno mnie tylko zastanawia. Piszesz że narzeczony ma smykalkę do interesów. Wszystko fajnie tylko czemu idzie na aplikacje? Nie mozna być biznesmenem i dobrym prawnikiem, bo prawo wymaga czasu i poświęcenia. Więc co on tak naprawde chce robić?
    Po drugie, niepokojące jest to ze właściwie sama nie jesteś przekonana do tego pomysłu, co oznacza ze z negatywnym nastawieniem będziesz sama szukała dziury w całym.
    Jesli chłop jest taki bardzo napalony, to raczej trudno go będzie odwieść od pomysłu, dlatego możesz spróbować, ale z limitem czasowym np. koniec aplikacji wyprowadzka. Musisz jednak liczyć sie z tym, ze ci nie podpasuje a on wsiąknie na całego. I wtedy niestety kiepsko to widzę.
    Zycze udanego wyboru
  • decyzja28 29.05.12, 22:21
    i niestety jeśli nie ma znajomości to może
    > robić jedynie praktyki półdarmo. Aplikanci to tak naprawdę uczniaki i tak ich n
    > iestety traktują kancelarie. Tak wiec możliwość dorobienia sobie u rodziców i j
    > ednoczesne zmniejszenie kosztów życia, pozwoli wam to żyć na poziomie, a moze n
    > awet zaoszczędzic.

    To jest właśnie to co on mówi.

    > Po drugie, niepokojące jest to ze właściwie sama nie jesteś przekonana do tego
    > pomysłu, co oznacza ze z negatywnym nastawieniem będziesz sama szukała dziury w
    > całym.

    Ja jestem zaje/biście nieprzekonana. On wariuje jak tylko wspomnę, że przecież ja mogłabym zostać tu gdzie jestem a on byłby tam i spotykalibyśmy się w weekendy.

    Musisz jednak liczyć sie z tym, ze ci nie podpasuje a on wsiąknie na
    > całego.

    On mówi, że to wcale nie tak a ja się tego właśnie boję.
  • poppy_pi 29.05.12, 21:22
    W życiu bym się nie zgodziła na taki układ! Ani się obejrzysz jak po powrocie z pracy będziesz codziennie (i w weekendy!) zaganiana do gracowania buraków i pielenia marchwi. Prześledźcie jeszcze raz Wasze wydatki może uda się gdzieś coś zaoszczędzić. Zagryź zęby, może uda Wam się zmienić prace na lepiej płatną i wszystko się samo rozwiąże.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka