skończa się przywieleje dla nauczycieli? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
    • autor artykułu pisze sporo nieprawdziwych stwierdzeń.

      żaden nauczyciel nie ma urlopu w wysokości 10 tygodni. o tym mówi karta nauczyciela i inne rozporządzenia, a nie sama karta. żeby coś pisac, trzeba na poczatek poznać przepisy szczegółowe i wykonawcze.

      już dzisiaj pensum wynosi 20 godzin tak naprawdę / mamy 2 karciane, które podlegają ścisłej ewidencji/. wymiar pracy to 40 godzin tygodniowo, podczas których dyrektor może nakazać siedzenie w pracy i dac jakies obowiązki. bzdurą jest więc to, że chca wprowadzić 40 godzinny tydzien pracy, bo taki właśnie tydzień pracy jest w tej chwili!!

      co do urlopów zdrowotnych - uważam, że powinien je przydzielac lekarz specjalista / w tej chwili może to robić każdy lekarz/, i tylko na choroby związane z zawodem - czyli wypalenie zawodowe, kręgosłup, gadło i krtań. i rzeczywiście, płacić za to powienien ZUS.
      • jeszcze niedawno pracowałam jako nauczycielka i mój etat tygodniowo wynosił 18 godzin + 2 godziny społeczne, wszystkie ponad to były traktowane jak nadgodziny
        • i w ogóle nie mogę słuchać/czytać wiecznie niezadowolonych nauczycielek, u mnie w szkole średnia płaca była na poziomie 2500 netto, bo też średni staż pracy wynosi 15 lat, każdy miał dodatki za wychowawstwo, nadgodziny, dodatkowe zajęcia opłacane z funduszy Unii Europejskiej, co roku któraś z koleżanek szła na urlop zdrowotny, a mimo tego wiecznie były niezadowolone. Pracuję teraz w innym kraju i w innym systemie, ale z perspektywy czasu tamta praca była wręcz idealna zwłaszcza dla mam z dziećmi, bo nie trzeba było się martwić o opiekę w nadliczbowe wolne dni typu wolny piątek po Bożym Ciele, albo tygodniowy długi weekend bo we wtorek i czwartek przypada święto. Przecież w żadnej pracy tego nie ma. Zaraz odezwą się głosy że sprawdziany, szkolenia, rady pedagogiczne, świadectwa - jasne, ile tego jest w ciagu roku?
          • zapiekanka-z-pieczarkami napisała:

            > i w ogóle nie mogę słuchać/czytać wiecznie niezadowolonych nauczycielek, u mnie
            > w szkole średnia płaca była na poziomie 2500 netto, bo też średni staż pracy w
            > ynosi 15 lat, każdy miał dodatki za wychowawstwo, nadgodziny, dodatkowe zajęcia
            > opłacane z funduszy Unii Europejskiej, co roku któraś z koleżanek szła na urlo
            > p zdrowotny, a mimo tego wiecznie były niezadowolone.

            Właśnie, właśnie. Ciagle niezadowoleni, narzekający, jacy biedni ci nauczyciele. Widzący własny czubek nosa. I mający pretensje do rodziców nie płacących komitetów rodzicielskich, tych co zapie...jąc ostatkiem sił po 8 godzin ( często dużo więcej) dziennie flaki sobie wypruwaja ,żeby zarobić 1200zł...

            >Pracuję teraz w innym kraju i w innym systemie, ale z perspektywy czasu tamta praca była >wręcz idealna z właszcza dla mam z dziećmi, bo nie trzeba było się martwić o opiekę w >nadliczbowe wolne dni typu wolny piątek po Bożym Ciele, albo tygodniowy długi weekend bo
            > we wtorek i czwartek przypada święto. <
            >Przecież w żadnej pracy tego nie ma.<

            Dokładnie, nikt tego nie ma, więc najwyzszy czas pozbawić tego i innych przywilejów szanownych nauczycieli smile

            > Zaraz odezwą się głosy że sprawdziany, szkolenia, rady pedagogiczne, świadectwa...<

            I co z tego. A co to takiego? Przecież to takie same obowiązki jak siedzenie 45 min. w klasach. Niech robią to w ciągu tych 40-godzinach tygodniowo. Przecież nikt nie ma dodatkowych pieniędzy za to, że zamisat np. siedzieć przed monitorem komputera, poszedł z dokumentami do innego pokoju...Będzie uczciwie i sprawiedliwie.
            • bardzo przepraszam, czy ja się użalam albo jestem niezawodolona czy marudząca?

              napisałam tylko, że artykul jest kłamliwy i tyle.

              po co te nerwy, to ogólnie - nie rozumiem big_grin
              • > napisałam tylko, że artykul jest kłamliwy i tyle.

                w którym miejscu autor artykułu skłamał?


                podaj proszę te "rozporządzenia i przepisy szczegółowe i wykonawcze" które w inny sposób kształtują rozumienia Art. 64. ust.1 i 2 Karty nauczyciela.

                • pisałam o tym wyżej, piszę niżej.

                  a przepisy są ogólnodostępne, na stronie MEN - poszukaj sobie. ja co roku od mniej więcej od 17 sierpnia jestem już w pracy, wszystko zgodnie z przepisami, jeden tydzien ferii zasuwam przy feriach w szkole, a w tym roku pójdę na urlop około 10 lipca.

                  to, że dzieci mają wolne nie oznacza, że mają je nauczyciele.
                  • a co to za ferie w szkole? nie słyszałam o działającej w ferie żadnej szkole, chyba że to prywatna, co robisz do 10 lipca? Uzupełniasz dziennik? Sprawdzasz sprawdziany? Malujesz ściany? Zupełnie nie mam pomysłu co można robić tyle czasu w szkole, w której nie ma uczniów... Chyba, że pracujesz jako pracownik administracyjny. Zawsze było rozdanie świadectw i siuuu do domu, wakacje do 27-28 sierpnia, 2 rady po 2 godzinki, sprzątnięcie sali i 1 września rozpoczęcie.
                    • pracuję w szkole państwowej.

                      mam rady, narady, i nie trwają po 2 godzinki - zapewniam big_grin mam szkolenia, bo wciąz się zmieniają przepisy - nowy przepis - świadectwa z peselem na przykład - i od razu szkolenie z tego tytułu. sporo czasu zajmuje przygotowanie dokumentacji, dzienniki wypełnia się na bieżąco, bo taki mamy obowiązek, ale już arkusze ocen i inna dokumentacja przebiegu toku nauczania to inna bajka, i można to robić po zakończeniu roku. z każdego przemiotu pisze się sprawozdania dotyczące stopnia realizacji programu, jak testy idą źle, pisze się program naprawczy.

                      w sierpniu kolejne rady szkoleniowe, potem plenarna, w międzyczasie egzaminy poprawkowe i takie tam. i do tego przygotowanie pełnego planu pracy na kolejny rok, dla każdej klasy i każdego ucznia z obniżonymi wymaganiami. naprawdę sporo papierków, które trzeba przygotować w zespole przedmiotowym. więc trzeba się spotkać - najlepiej w szkole.

                      naprawdę sporo jest pracy w papierach - jak tu juz ktoś wspomniał - nikomu to niepotrzebne, ale robić trzeba.

                      zapraszam na wschód, widać tu nauczyciele bardziej pracowici big_grin w większości szkół w mieście sa ferie dla dzieci, można dziecko zapisać i jak myślisz - kto się nimi opiekuje i organizuje im czas? wink
                      • Powiedz uczciwie, pracujesz 40 godzin tygodniowo? Twoje koleżanki nauczycielki pracują tyle?
                        --
                        A tu mam znów piżamę lila
                        gdy przyjdzie chwila na jakieś słodkie sam na sam.
                        W takiej piżamie do gustu damie przypadnie nawet zwykły cham.
                        • tak, uczciwie mówię - czasem pracuję znacznie więcej niż 40 godzin, czasem w soboty i niedziele / specyfika szkoły - koncerty/, czasem pracuję mniej niż te 40 godzin. dla mnie wychodzi po równo.

                          wiem, że są obiboki, którzy kończa lekcję i wychodzą ze szkoły i to tyle ich pracy.

                          ale to nie moja sprawa, ja ze swoich obowiązków wywiązuję się najlepiej jak potrafię, angazuję się w pracę, i tak mam od 16 lat wink
                          • tak bo w innych zawodach nie ma nowosci
                            niem a szkolen
                            tylko ci nauczuyciele tacy chlonni wiedzy
                          • A te koncerty wekendowe to rozumiem co tydzień macie? Wycieczki kilkudniowe raz na miesiąc? To jest właśnie przykład cierpiętnika nauczyciela, haruje po 50 godzin tygodniowo, do tego jeszcze dopłaca bo papieru na ksero nie ma.
                            To, że ktoś wychodzi z pracy po zakończonych lekcjach to nie znaczy, że jest obibokiem, może potrafi tak sobie zorganizować czas, żeby nie siedzieć potem w pracy. Szczerze mówiąc nie bardzo też wiem, co można robić w szkole po lekcjachsmile
                            • >Szczerze mówiąc nie bardzo też wiem, co można robić w szkole po lekcjachsmile

                              i już wiem, dlaczego nie jesteś nauczycielem big_grin

                              koncerty mam mniej więcej raz w miesiącu, weź pod uwagę, że kiedyś je trzeba przygotować, a na lekcjach robić się tego nie da. ja w tym roku wypracowałam prawie 160 godzin pracując do koncertów, i samych koncertów nie licząc.

                              a jak się już zrobi program, to na jednym nigdy się nie kończy, szkoda pracy na jeden koncert. i tak weekendy lecą sobie wink

                              i uprzedzając Twoje kolejne złośliwości wink robiłam to wszystko w ramach swojego pensum i 40 godz. tygodnia pracy. dobry nauczyciel się angazuje w pracę, ale skoro nie wiesz, co można robić dla szkoły po lekcjach - no to wybacz, ale nie mamy o czym rozmawiać wink
                              • Muszę cię zmartwić, jestem nadal nauczycielem, tyle że nie w Polsce i nie w szkole>
                                Ale będąc w Polsce zdążyłam zrobić 2 dodatkowe kierunki studiów, nauczyciela dyplomowanego i nadal nie zajmowało mi to 40 godzin tygodniowo, no może 2, 3 tygodnie w roku.
                                Nie wiem na ile będzie to wyznacznikiem mojego zaangażowania, ale jeszcze przed wyjazdem dostałam nagrodę kuratorium, a moi uczniowie zdobywali miejsca na ogólopolskich olimpiadach. Ale mimo tego wszystkiego nie siedziałam po lekcjach w szkole, może to jednak kwestia organizacji czasu.
                                Poza pracą miałam akurat inne zainteresowania, pasje i to im wolałam poświęcać wolny czas.
                                • >a moi uczniowie zdobywali miejsca na ogólopolskich olimpiadach. Ale mimo tego wszystkiego nie siedziałam po lekcjach

                                  to w jaki sposób przyczyniłaś się do tego, że uczniowie zdobyli te nagrody? big_grin albo im pomagałaś/ kiedy? na przerwach?, albo się podpisujesz pod nie swoimi osiągnięciami wink

                                  licytowac się z Tobą nie będę ani na nagrody, ani na studia, sama mam zrobione 3 kierunki i zaczynam od września czwarty. to nic nie znaczy. można mieć studia, nagrody od samego ministra, i być nauczycielskim dyletantem - mam takich u siebie na pęczki.

                                  • uczniów do olimpiad przygotowywałam na przykład podczas kółka, które prowadziłam w ramach etatu czy wspomnianych wyżej godzin społecznychsmile Kilka razy zdarzyło się spotkać z uczniami po godzinachm ale były to tak sporadyczne przypadki, że nie wypada mi o nich pisać.
                                    • No widzisz, a ja etatową godzinę społeczną mam jedną, a potrzeb dużo więcej - osobne kółko wyrównawcze i osobne dla przygotowujących się do matury rozszerzonej, więc kiedy przygotowuję do konkursu, to nie zabiorę czasu kółkowiczom, tylko dołożę sobie jeszcze jedną godzinę, podobnie kiedy mam przeprowadzić maturę próbną ustną dla 45 osób (czyli potrzebuję 15 lekcji, po 15 minut na łebka, nie licząc omawiania wyników), to przecież nie przerwę kółka na 15 tygodni, prawda? tylko przez 7 czy 8 zostanę dwie godziny po lekcjach.

                                      Ja wiem, że samorządy próbują się dobrać do skóry tym, którzy nie robią nic - ale jeśli przegną, to zabiorą czas, który ci pracujący dobrze poświęcali indywidualnie uczniom. Nie da się tego zorganizować - bo jeżeli się zaordynuje odgórnie, że ma być 25 godzin tygodniowo, z czego 5 godzin to ma być praca indywidualna/ w małych grupach z uczniem o szczególnych potrzebach, to i tak, jak się ktoś uprze, to wypełni te godziny fikcją. Jedyne możliwe rozwiązanie widzę w ułatwieniu zwalniania źle pracujących, a nie w dowalaniu wszystkim na wszelki wypadek tak, jakby źle pracowali.
                                      --
                                      Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
                                      Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
                          • solaris31 napisała:

                            > tak, uczciwie mówię - czasem pracuję znacznie więcej niż 40 godzin, czasem w so
                            > boty i niedziele / specyfika szkoły - koncerty/, czasem pracuję mniej niż te 4
                            > 0 godzin. dla mnie wychodzi po równo.


                            Szkoła średnia niepubliczna (dużo godzin) plus uczelnia (malutko godzin tu). Pracuję 40 godzin tygodniowo, ale dydaktycznych mam 27, do tego kilka na uczelni. Jak zliczę te dydaktyczne (ponad 30) plus inne (wiadomo, sprawdzanie klasówek, spotkania z rodzicami itp) to wyjdzie mi 40 godzin, ale też pensję mam wyższą, jak za ponad 1,5 etatu.
                        • uczciwie - pracuję ponad 40 godzin, a płacą mi za 18.
                      • solaris31 napisała:

                        > pracuję w szkole państwowej.
                        >
                        > mam rady, narady, i nie trwają po 2 godzinki - zapewniam big_grin mam szkolenia, bo w
                        > ciąz się zmieniają przepisy

                        ja tez mam rady i narady czasem do póznych godzin nocnych ( nie w ramach 40 godz) mam szkoelnia w weeeknedy bo mi tez sie pzrepisy zmieniaja srednio 1-2 razy do roku i nie zarabiam nawet 2,5 tysiaczków
                        wiec o la boga nei wzruszaja mnei te utrudnienia i chce zeby cie traktowali równo ze mną
                        i jesli wpisanie peslu na swiadectwie wymaga szkolenia ponad 2 godzinnego to chyab was za debili maja. U mnei w firmie odbywa sie to tak ze idzie obiegówka ze sie kady zapoznał z nowym formularzem/drukiem/wytycznymi. Trzeba to zrobic miedzy wykonywaniem obowiazków. Gdyby to nei była budzetówka szybko by sie ukróciło a szkolnictwo nabrało moze poziomu.
                        Ja wiem ze to nei Twoje wytyczne szkolic z pesla na swiadectwie ale bronisz systemu który cały jest chory wiec jako posrednika musiałam "zaatakować" ciebie
                        • to słówko wyjaśnienia - szkolenie nie było z peselu, tylko z programu drukującego świadectwa, bo zmieniły się wszystkie szablony , czyli cały program tak naprawdę big_grin

                          a, że system chory, to mnie nie musisz przekonywać, naprawdę wink ja sama pogoniłabym część chorych przepisów, z niektórymi z karty na czele.
                      • w większości s
                        > zkół w mieście sa ferie dla dzieci, można dziecko zapisać i jak myślisz - kto s
                        > ię nimi opiekuje i organizuje im czas? wink

                        mam nadzieję że osoby do tego przygotowane profesjonalnie, rozumiem że w twoim mieście są to nauczyciele i na pewno nie robią tego w ramach 40 godz. tygodnia pracy ale za dodatkowym wynagrodzeniem
                        z racji profesji znam wiele szkół we wrocławiu, w żadnej zamknięcie roku szkolnego i przygotowanie do nowego nie zajmuje więcej niż 4-5 dni, skoro w waszym mieście musicie poświęcić na to tak wiele czasu to znaczy że macie ciulowe zarządzaniesad, sporadycznie niektórzy nauczyciele są zmuszeni do dłuższego zaangażowania ale są za to dodatkowo rozliczani poza pensją podstawową
                        i nie ośmieszaj się pisząc o naradach i szkoleniach bo w każdej profesji jest to standard, nawet kasjerki w tesco muszą od czasu do czasu podszkolić się z nowego typu kas...
                        • oczywiście, że nauczyciele. częśc gmin za to płaci - u nas stawka tygodniowa wynosiła niecałe 60 zł na rękę, chętnych nie było, wię cdyrektorzy zaczęli nas zmuszać - i skutecznie, bo tak mówi przepis z karty. dyrektor ma 7 dni w czasie ferii, podczas których może dac mu obowiązki do wykonywania. i tak się też stało.

                          sporadycznie niektórzy nauczyciele są zmuszeni do dłuższego zaangażowa
                          > nia ale są za to dodatkowo rozliczani poza pensją podstawową

                          nigdy nie dostałam żadnych pieniędzy za cokolwiek dodatkowego zrobionego do pracy to mój obowiązek.

                          zarządzanie jest kijowe, to fakt - ale zarzadzanie to jedno, a mnożenie sprawozdań, papierów i planów pracy to drugie. to sa odrębne przepisy i nie zależą od kijowego zarządzania.

                          nie ośmieszam się pisząc o szkoleniach i naradach, nie skarżę się, że muszę na nie chodzić - polemizuję z mitem, że nauczyciel tylko uczy. bo nie tylko uczy. a niedługo będzie urzednikiem, a nie nauczycielem.

                  • > a przepisy są ogólnodostępne, na stronie MEN - poszukaj sobie.

                    niestety miałam słabych nauczycieli, nie nauczyli mnie szukać nieistniejących przepisówsad

                    jeżeli chodzi o urlop jest jeden obowiązujący, ten wynikający z Art.64 KN, to że godzisz się na inną organizację roku szkolnego w swojej szkole wynika widocznie z twoich chęci

                    autor nie skłamał w artykule jedynie przedstawił projekt który przygotował ktoś inny, jak by nie patrzeć pensum wynosi 18 godz. i jest inaczej rozliczane niż 2 godz. tzw karciane, a 40 godz. tydzień pracy nauczyciela jest w ogóle nie ewidencjonowany.
                    zauważ że projekt stworzyli samorządowcy którzy bezpośrednio ponoszą koszty zatrudniania nauczycieli...
                    • owszem, nieprawdziwe są informacje o czasi epracy. dodam jeszcze, że nie wszyscy nauczyciele mają w etacie 18+2, część ma więcej, o tym tez karta mówi.

                      > zauważ że projekt stworzyli samorządowcy którzy bezpośrednio ponoszą koszty zat
                      > rudniania nauczycieli...


                      o, to to. samorządowcy, którzy w szkole widzą jedynie koszty. i nie jest to do końca ich wina, bo rzeczywiście, nie jest tajemnicą, że musza dokładać do edukacji sporo, subwencja jest za mała.

                      to ja się pytam - od czego mamy państwo? czy wszystko muszą robić samorządy? samorządy nie powinny ponosić kosztów oświaty, powinno to robić państwo. a państwo daje ochłap w postaci subwencji, i z resztą każe sobie radzić samodzielnie. i stą dwszystkie problemy i najazdy na nauczycieli, podczas gdy inne grupy zawodowe mają przywilejów znacznie więcej, a nikt o tym głośno nie mówi, bo płacone są z budżetu bezpośrednio.

          • właśnie, właśnie. Mam koleżankę, która pracuje w 2 szkołach na 2 pełne etaty. To jakim cudem to się udaje, mimo tych niby dodatkowych godzin, sprawdzania sprawdzianów, tej niby ciężkiej pracy w domu? Jak to jest możliwe że nauczyciel jest w stanie ogarnąć czasowo 2 etaty? A tak, drogie panie, że naprawdę wykonywana praca to ta stricte w szkole - 20 godzin, a ta cała reszta to ściema.
            Mam też w rodzinie nauczycielkę, ta pracuje normalnie na jeden etat, całe życie jest tak wybyczona i wynudzona, że nie daje spokoju innym tylko ciągle wymyśla jakieś rodzinne imprezy, grille, wycieczki i inne duperszmity (i to w nieludzkich godzinach gdzie inni pracują), a jak ktoś odmówi, bo zwyczajnie w tym czasie pracuje albo chce odpocząć po pracy, to jest święcie oburzona jak to my tak ciągle pracujemy, toż to niemożliwe żeby się tak zarzynać!
            • a jeszcze odnośnie tej mojej ciotki nauczycielki, szlag jasny może mnie kiedyś trafić, gdy ona dzwoni do mnie np. o 14 godzinie w środę i pyta co robię? W środku tygodnia, normalne godziny pracy, a ona zdziwiona że nie jestem w sklepie, na basenie, nie na spacerze, nie śpię, nie opalam się tylko PRACUJĘ! Normalnie zgroza! Zamorduję ją kiedyś!
              • w godzinach pracy na forum? Pisanie komentarzy nalezy do Twoich zawodowych obowiazkow?
                --
                Early to bed and early to rise makes a man wealthy and healthy and wise wink
                • moje zawodowe obowiązki są takie jakie sobie sama ustalę. Jestem szefem sama sobie i prowadzę własną rodzinną firmę, mogę pracować jak chcę, gdzie chcę, mogę nawet zrobić sobie pół roku przerwy i nikt się nie przyczepi. Ale nikt mojej pensji nie sponsoruje, muszę sama ją sobie wypracować, nie żeruję na innych, pracy nie mam po znajomościach, i właśnie to jest dla mnie powodem do dumy.

                  Gdybym została nauczycielem, bo wyżebrałam sobie pracę po znajomości to spaliłabym się ze wstydu. A gdybym wychodziła z pracy po 4 godzinach, a na moją pensję składałoby się całe społeczeństwo, które pracuje 8 godzin dziennie to spaliłabym się ze wstydu po raz drugi.
                  • No więc wyobraź sobie, ze po swoich 20 godzinach lekcyjnych i ewentualnych zebraniach w szkole resztę moich obowiązków wykonuję gdzie chcę (czyli w domu, bo w pracy nie mam warunków) i kiedy chcę (w tygodniu i/lub w weekend). Tylko, ze do mnie wszyscy mądrzy się czepiają, bo skoro nie siedzę w miejscu pracy to znaczy, ze nie pracuję.
                    • To jak to możliwe, że nauczyciel da radę pracować na 2 etaty? Mnie nie interesuje gdzie pracuje, ale nie jest możliwe pracować po 16 godzin dziennie. A jednak znam taką osobę, od lat pracuje na 2 etaty w szkole, a dlatego daje radę, bo każdy z etatów to dla niej 20 godzin, a te kolejne 20 które powinna wypracować w domu to ściema i fotomontaż.
                      Miałam okazję w życiu zaobserwować życie niejednego nauczyciela, każdy pracujący na 1 etat pracuje 20 godzin i jest wybyczony na maxa, o 13 w domu, a jak mu się już totalnie znudzi 4 godziny pracy dziennie, to szuka jakiejś fuchy na boku.
            • Tak oczywiści. Jeśli Ty masz taką znajomą - to norma.
      • > co do urlopów zdrowotnych - uważam, że powinien je przydzielac lekarz specjal
        > ista / w tej chwili może to robić każdy lekarz/, i tylko na choroby związane z
        > zawodem - czyli wypalenie zawodowe, kręgosłup, gadło i krtań.

        a to sie juz chyba i tak zmieniło? bo moja szwagierka nauczycielka ostatnio sie dowiadywała w temacie i wyszło na to własnie ze tylko ortopeda, laryngolog lub psychiatra wchodzą w grę do wystawienia odpowiednich papierow smile
      • oj oj oj 40godzinny tydzien pracy oj jaka masakra no kto to widział tyle w robocie siedziec
        oj beidni ci nauczyciele
        i jeszcze 2 godziny karciane ewidencjonować - no doprawdy to niewolnictwo wrecz
      • solaris31 napisała:

        > żaden nauczyciel nie ma urlopu w wysokości 10 tygodni. ...o>
        > już dzisiaj pensum wynosi 20 godzin tak naprawdę ... wymiar pracy to 40 godzin tygodniowo>>


        co ty pieprzysz? Jeszcze w życiu nie widziałem nauczyciela ,który zapiernicza 40 godz. tygodniowo! Urlopy? Takiego wymiaru jak nauczyciel to chyba żaden inny zawód nie ma. Wakacje wolne, ferie wolne, weekendy, święta,długie weekendy, nawet dzień nauczyciela bywa często dniem wolnym od pracy. W dupach się im poprzewracało!
        Mam nadzieje, że te zmainy wejdą w życie i nauczyciele zaczną tak samo pracować jak inni, po 8 godzin dziennie ( a więc te 40 h. tygodniowo) mając prawo do max. 26 dni urlopu.
        Urlopy na podratowanie zdrowia? Sorry, a ci co zapie...ja fizycznie, traca zdrowie, siły ? Dlaczego oni nie maja prawa do urlopów na podratowanie własnego, tak samo ważnego jak u nauczycieli , zdrowia?
        Gdzie to równouprawnienie, ja sie pytam?
      • > żaden nauczyciel nie ma urlopu w wysokości 10 tygodni. o tym mówi karta nauczyc
        > iela i inne rozporządzenia, a nie sama karta. żeby coś pisac, t

        a co to za wielka roznica co to gwarantuje
        jest urlop jest , wiec [przestan bredzic



        > ięc to, że chca wprowadzić 40 godzinny tydzien pracy, bo taki właśnie tydzień
        > pracy jest w tej chwili!!
        >

        siedzisz 40 godzin w szkole
        watpie wiec nie pisz bzdur
      • solaris31 napisała:
        wymiar pracy to 40 godzin tygodniowo, podczas których dyrektor może nakazać siedzenie w pracy i dac jakies obowiązki. bzdurą jest więc to, że chca wprowadzić 40 godzinny tydzien pracy, bo taki właśnie tydzień pracy jest w tej chwili!!
        I co? Siedzisz w robocie 40 godzin tygodniowo? To jak to jest - nauczyciel generalnie powienien być w pracy 40 godzin i wykonywać obowiązki zlecone przez dyrektora, ale przyjęło się że tego nie robi i zwyczajowo siedzi w robocie tyle co pensum - 20 godzin? Czy to nie jest przypadkiem urywanie się z roboty?
        --
        Alabama8
    • Najwyzszy czas.
      Przywileje dla wybranych grup zawodowych to w ogole pomylka.
      --
      Koci kalendarz- uratuj kocie życie
      • Podpisuję się.
        --
        pieczywo zeby nie obsychalo trzymaj w wiadrze z woda
        a dluga rura z wrotka na kazdym koncu bedzie wspanialym samochodem dla węża /moofka/
      • Też bym chciała być 40 godzin w pracy, tak, żeby w tych godzinach były rady i wywiadówki. NIe jest to możliwe i większość to powinna wiedzieć (ale widac nie wiesmile) W takim układzie przydałyby się gabinety dla nauczycieli, z kompem chocby, zeby można było przygotowac sie do zajęć i swięty spokoj, zeby sprawdziany poprawić. A to tez nie jest możliwe w polskich realiach. Prawda jest taka, że mamy coraz więcej bezsensownej , papierkowej roboty, ktora uczniom nie służy, a być musi. Mi do głowy narzekanie nie przyjdzie,( bo zawsze chcialam pracowac w szkole, lubię mlodzież, lubię to, co robięsmile, ale faktem jest, że kiedys się lepiej/ łatwiej pracowało. A co do urlopu zdrowotnego, to pewnie większość nie zdaje sobie sprawy, że finansowo to rewelacyjnie wtedy nie jest (a tak ładnie jest napisane, ze dostaje się 100 % wypłaty). I też uważam, że jakas zmiana by sie przydała, ale niekoniecznie drastyczna.
        • alfa36 napisała:
          A co do urlopu zdrowotnego, to pewnie większość nie zda
          > je sobie sprawy, że finansowo to rewelacyjnie wtedy nie jest (a tak ładnie jest
          > napisane, ze dostaje się 100 % wypłaty)


          A niby jak jest? Nauczyciel dostaje wynagrodzenie zasadnicze + wysługę lat. W przyoadku nauczyciela dyplomowanego z 20 letnim stażem to jest 2995 + 599 zł czyli 3594 brutto, a 2504,25 na rękę. To tak mało za nicnierobienie?
      • Ja również.
        Nie widzę powodu, żeby jakakolwiek grupa zawodowa była faworyzowana.
        Mogą być rozwiązania dostosowane do specyfiki pracy, ale nie w opcji 'przywilej', tylko 'ułatwienie'.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • Al;e to chyba tylko kwestia nazewnictwa w twojej głowie. Naprawdę, czy nazwiesz coś "specyfika pracy/warunkami kontraktu" czy "przywilejem" - to różnica siedzi tylko w twoje głowie.

          Już kiedyś pisałam, ale niech tam, powtórzę się: moja przyjaciółka ma służbowy samochód i blueberry oraz laptop, może także płacić na koszt firmy za dowolnie wymyślone ekskluzywne posiłki w restauracjach, oraz zarabia tyle a tyle, oraz ma tyle a tyle dni urlopu - bo takie są warunki jej pracy (praca także w terenie, reprezentowanie firmy, ciągły kontakt z szefostwem, podwładnymi i współpracownikami), bo na to przystał jej pracodawca. Czy ja mam nazywać jej blueberry "przywilejem posiadania telefonu" i mam jej tego gadżetu zazdrościć? No chyba zacznę pod wpływem tego wątku - ojojoj, czemu ach czemu nikt nie dał mi blueberry i samochodu służbowego, ja wypraszam sobie takie przywileje żeby dawać komuś!!! Jak to tak - ja siedzę w pracy, a ona sobie w restauracyjce gawędzi niby to z klientem, a właściwie to się smakołykami opycha!!! No jak tak można?!
          • Ale to państwowa praca, czy tak się obżera w tych restauracjach na koszt jakiegoś prywaciarza jednak?
            --
            Dobrze, że pan przyszedł. Właśnie takie coś jak pan jest mi potrzebne. Takie ni to ni owo.
            • Facepalm bym wkleiła, ale nie chce mi się nawet szukać obrazka smile

              Ona się - uwaga, teraz trzeba się skupić - nie "obżera", tylko negocjuje z klientami. Jednak jakby na to z boku spojrzał dyletant-idiota, to mógłby tak sobie pomyśleć. Warunki i specyfika jej pracy jest taka, że od czasu do czasu trzeba zjeść obiad z klientem. To nie jest przywilej, tylko konieczność, związana z warunkami pracy.

              Specyfika pracy dyktuje warunki pracy. Za pracę ustala się wynagrodzenie. Ok, rozumiem, że w państwowych firmach powinno się w ogóle pracować za darmo, albo niezależnie od specyfiki - zawsze tak samo. Najlepiej tak jak tacy, co odbijają kartę zegarową o siódmej wink

              Nota benka tu w wątku płaczą niektórzy, że zarabiają na rękę 1.200, a ci niedobrzy nauczyciele mają taaaaakie wieeeeelkie pieniądze, ale ja się pytam, te 1.200 to na państwowej czy prywatnej posadzie? Śmiem przypuszczać, że to drugie.
              • hellulah napisała:
                Nota benka tu w wątku płaczą niektórzy, że zarabiają na rękę 1.200, a ci niedob
                > rzy nauczyciele mają taaaaakie wieeeeelkie pieniądze, ale ja się pytam, te 1.20
                > 0 to na państwowej czy prywatnej posadzie? Śmiem przypuszczać, że to drugie.

                no i tym przypuszczenie pograzasz jeszcze bardziej nauczycieli. Bo jest kryzys i tym prywatnym jest ciezko wiec i ciezko dac 2,5 na reke pracownikowi ale jak z panstwowego to co? to juz kryzys nie obowiazuje. Czyli panstwowa to ciepła posadka i czy sie stoi czy sie lezy...
                Jak nauczyciel popracowąłby troche własnie u prywatnego to szybko by docenił co ma i nei narzekał
                • Ale dlaczego uważasz, że "czy się stoi..."? Masz jakieś konkretne pojęcie o pracy nauczycieli? Czy tylko powtarzasz ploteczki i propagandę?

                  Rozumiem, że jak jest kryzys, to zafundujmy sobie za kilka lat jeszcze większy - ale na szybko zaoszczędzimy niewielkie sumy - pozamykajmy szkoły, niech w klasach będzie po 36 uczniów, skasujmy godziny i przedmioty, no po co naród uczyć i edukować, czemu mielibyśmy np. rozwijać nowe technologie, być innowacyjni, mieć mniejszą przestępczość, większą demokrację bezpośrednią i tak dalej? To co - proponujesz jak Kononowicz? Jak nie będzie tych okropnych leniwych nauczycieli nie będzie też tych okropnych, drogich szkół, nie będą się biedne dziateczki uczyć, jeszcze nie daj boże byłyby choć nieco bardziej wyedukowane od rodziców, super, prawda? O to chodzi?
                  • troche ni erozumiem co ma jedno z drugim.
                    Ty narzekasz ze chca wymagac od nauczyciela 40godzin pracy i wysmiewasz innych ze maja nizsza płace za te 40godz.
                    Sama tym podkreslasz ze sporo osób ma gorzej wiec moze takie narzekanie jest nietaktem zwykłym.
                    Ja naprawde chciałabym miec 2,5 tys pracowac kilak godzin poza domem a potem nawet do pólnocy siedziec nad dokształcaniem konspektem i sprawdzianami. Jak jzu uda mi sie wrócić od lekarza z chorym dzieckiem, odebrac drugie z przedszkola ugotowac im obiad i pobawic sie z nimi.
                    Dostrzeż wszystkie plusy i je wyceń a nie tylko narzekaj i narzekaj.
                    Ponieważ pracujesz za państwowe jesteś bardziej pod obstrzałem niz ja i wszystko.
                    A co ma przestępczość i technologie do tego ze wyśmiewasz ze u prywaciarza zarabia sie 1200zł w dobie kryzysu i wysokoch podatków (m.in. na nauczycieli) to nei wiem
                    • > Ponieważ pracujesz za państwowe jesteś bardziej pod obstrzałem niz ja i wszystk
                      > o.

                      Skąd pomysł, że pracuję na państwowej posadzie? Bo potrafię docenić pracę nauczycieli? Aha.

                      Nie droga nowi-jko, nie jestem nauczycielem.

                      > troche ni erozumiem co ma jedno z drugim

                      A to widać smile

                      > Ty narzekasz ze chca wymagac od nauczyciela 40godzin pracy i wysmiewasz innych
                      > ze maja nizsza płace za te 40godz.

                      Po pierwsze, nauczyciele pracują minimum 40 godzin, w tym 20 godzin przy tablicy.

                      Po drugie, jak ktoś płacze, że ma ledwo 1.200 to do kogo pretensje? no, może do pracodawcy? a zakładam, że mowa o pracodawcy prywatnym. A co ma pracodawca prywatny do tego, ile zarabiają państwowi nauczyciele?

                      Nie dlatego prywatny pracodawca daje komuś 1.200 na rękę, że nauczyciel zarabia więcej. Daje, bo na tyle wycenia jego pracę. Tyle jest warta na rynku. (Ok, podatki i tak dalej, ale to nie jest bezpośrednie i proste przełożenie, skąd pewność, że przy mniejszych podatkach prywatny właściciel nadwyżkę odda pracownikowi? poza tym podatki idą na wiele rzeczy, akurat nie wyłącznie, ani nawet nie głównie, na szkoły).

                      > Ja naprawde chciałabym miec 2,5 tys pracowac kilak godzin poza domem a potem na
                      > wet do pólnocy siedziec nad dokształcaniem konspektem i sprawdzianami.

                      To czemu nie zdobyłaś odpowiedniego wykształcenia i kwalifikacji i nie zawalczyłaś o posadę?
                  • hellulah napisała:

                    > Ale dlaczego uważasz, że "czy się stoi..."? Masz jakieś konkretne pojęcie o pra
                    > cy nauczycieli? Czy tylko powtarzasz ploteczki i propagandę?

                    To, co prawda nie mbyło do mnie, ale owszem, mam pojecie i wiele innych osób też. Nauczyciele są tak liczną grupą zawodową, że trudno któregokolwiek nie znać.

                    > ... - pozamykajmy szkoły, niech w klasach będzie po 36 uczniów, skasujmy godziny
                    > i przedmioty, no po co naród uczyć i edukować, czemu mielibyśmy np. rozwijać nowe
                    > technologie, być innowacyjni, mieć mniejszą przestępczość, większą demokrację bezpośrednią i tak dalej?

                    W klasie mojej córki już teraz były 34 osoby. Różnica będzie niewielka, jak będzie 36. A co do kasowania godzin i likwidacji przedmiotów - po cholerę komu historia, matematyka czy biologia, skoro wystarczy religia. Jakoś nikt nie postuluje choćby zmniejszenia jej wymiaru.

                    > Jak nie będzie tych okropnych leniwych nauczycieli nie będzie też tych okropnych,
                    > drogich szkół, nie będą się biedne dziateczki uczyć, jeszcze nie daj boże byłyby choć
                    > nieco bardziej wyedukowane od rodziców,

                    Tu jest ewidentny dysonans. Lepiej wykształcone od rodziców mogą być tylko dzieci nauczycieli, ale do tego nauczyciele nie dopuszczą.

                    > super, prawda? O to chodzi?

                    Wiesz, jakoś nie widzę przełożenia nakładów na oświatę na realne wyniki. Jestem za bonem oświatowym. wtedy jest szansa, że ktoś sie postara i jednak będzie uczył.
                    --
                    O, to ja - taka mądra jestem?!
                    • > Nauczyciele są tak liczną grupą zawodową, że trudno któregokolwiek nie znać.

                      Aha, aha, i to czyni cię ekspertem od oświaty. Fajnie. Wiesz, ja znam kilkoro lekarzy, a jakoś nie czuję się upoważniona do stawiania diagnoz, ordynowania leków itp.

                      > W klasie mojej córki już teraz były 34 osoby. Różnica będzie niewielka, jak będ
                      > zie 36.

                      Rozumiem, że jesteś super zadowolona z tej liczby osób w klasie i że absolutnie nie chciałabyś, o nie, broń boże, aby dzieci w jej klasie było np. 16? Ooookeeey, nie mam więcej pytań. No nie, trochę jeszcze mam smile

                      > A co do kasowania godzin i likwidacji przedmiotów - po cholerę komu his
                      > toria, matematyka czy biologia, skoro wystarczy religia. Jakoś nikt nie postulu
                      > je choćby zmniejszenia jej wymiaru.

                      Dlaczego zakładasz, że np. ja postuluję zamianę biologii na religię? Dlaczego zakładasz, że nikt nie postuluje zmniejszenia wymiaru godzin religii w szkołach? Troll harder smile

                      > Tu jest ewidentny dysonans. Lepiej wykształcone od rodziców mogą być tylko dzie
                      > ci nauczycieli, ale do tego nauczyciele nie dopuszczą.

                      To smutne, że nie chcesz, aby twoje dziecko (zakładam, że ty nie jesteś nauczycielką) nie rozwinie się nigdy i nie zajedzie dalej, nie będzie lepiej wykształcone niż ty. Skoro twierdzisz, że żadne dziecko nie-nauczyciela nie może być lepiej wykształcone od rodziców... Oj, smutne to smile

                      > Wiesz, jakoś nie widzę przełożenia nakładów na oświatę na realne wyniki.

                      A są jakieś konkretne nakłady? Czy raczej interes się zwija?

                  • > i edukować, czemu mielibyśmy np. rozwijać nowe technologie, być innowacyjni, mi

                    a jaka ty niby chcesz inowacyjnas osiagnac w podstawowce czy gimazjum

                    > Jak nie będzie tych okropnych leniwych nauczycieli

                    jak beda pracowac jak normalni ludzie nie po 15h w tygodniu
                    beda tansi
                    polowe bedzie mozna wyjebac
                    zostanie wiecej pieniedzy na edukacja jako taka pomoce naukowe czy szkoly
                    narazie gminy ledwo ciagna bo musza oplacac ta bande darmozjadow
                    bo oni tak strasznie ciezko pracuja
                    • > > i edukować, czemu mielibyśmy np. rozwijać nowe technologie, być innowacyj
                      > ni, mi
                      >
                      > a jaka ty niby chcesz inowacyjnas osiagnac w podstawowce czy gimazjum

                      Wiem, że lubisz zgrywać mądrego inaczej, ale teraz to już przesadziłeś smile

                      Jak myślisz, skąd się biorą wykształceni, innowacyjnie myślący dorośli? aaa, pewnie wyjmują ich takich gotowych z pudełka, no wiesz, rozpakowują z folii w wieku lat 24 smile

                      (podpowiedź - ma coś z tym wspólnego cały proces wychowania i nauczania, od urodzenia do dorosłości)

                      > jak beda pracowac jak normalni ludzie nie po 15h w tygodniu
                      > beda tansi
                      > polowe bedzie mozna wyjebac

                      Bój się żaby, james, chcesz jebac nauczycielki? Połowę pogłowia w Polsce...?! Ambitny...!

                      James, james, one nie pracują po 15 godzin. Część pracy wykonują przy tablicy, a część zdalnie. O, jak np. freelancerzy pracujący zdalnie przy własnym sprzęcie.
                      • ak myślisz, skąd się biorą wykształceni, innowacyjnie myślący dorośli? aaa, pewnie wyjmują ich takich gotowych z pudełka, no wiesz, rozpakowują z folii w wieku lat 24 smile

                        (podpowiedź - ma coś z tym wspólnego cały proces wychowania i nauczania, od urodzenia do dorosłości)



                        no to obecny system zupelnie nie dziala
                        ci wielece zapracowani nauczyciele sie poprostu opie...ja albo nie wiem co robia
                        bo jakios innowacyjnosci nie widze wiec efekt ich pracy mizerniutki
                        gdyby takie mieli efekty w zakladzie prywatnym no to nie wiem czy by tam jeszcze pracowali
                        nie mowiac o dwoch miesiacach wakacji i rocznych urlopach
                    • > jak beda pracowac jak normalni ludzie nie po 15h w tygodniu
                      > beda tansi
                      > polowe bedzie mozna wyjebac
                      > zostanie wiecej pieniedzy na edukacja jako taka pomoce naukowe czy szkoly
                      > narazie gminy ledwo ciagna bo musza oplacac ta bande darmozjadow
                      > bo oni tak strasznie ciezko pracuja


                      Synu, bende sie za ciebie modlić!
                      Urzywanie obrażliwyh słuf jest niegodne meszczysny, ktury pije łiski.
                • Pracuję u "prywatnego" i zdarza mis się być zmęczoną i nawet czasem ponarzekam.
          • Dla Ciebie przywilej to ekstra dodatki.
            Dla mnie to np. wcześniejsza emerytura.
            I o takim dostosowaniu - typu możliwość odejścia ze służby po krótszym, niż normalnie emerytalny, czasie mówię jako o dostosowaniu do specyfiki pracy. Przy czym od razu zaznaczam, że nie mam na myśli wcześniejszej emerytury.
            I widzę różnicę między indywidualnie dawanymi 'dodatkami' w związku z wykonywaną pracą (i zapewne zależnymi od jej jakości), a czymś, co się z mocy prawa (i za publiczne pieniądze) należy tylko za to, że się jest tym, a nie innym.
            --
            Oddaj 1% na Dom Misi
            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
          • > moja przyjaciółka ma służbowy
            > samochód i blueberry oraz laptop, może także płacić na koszt firmy za dowolnie
            > wymyślone ekskluzywne posiłki w restauracjach, oraz zarabia tyle a tyle, oraz m
            > a tyle a tyle dni urlopu - bo takie są warunki jej pracy (praca także w terenie
            > , reprezentowanie firmy, ciągły kontakt z szefostwem, podwładnymi i współpraco
            > wnikami), bo na to przystał jej pracodawca. Czy ja mam nazywać jej blueberry "p
            > rzywilejem posiadania telefonu" i mam jej tego gadżetu zazdrościć? No chyba zac
            > znę pod wpływem tego wątku - ojojoj, czemu ach czemu nikt nie dał mi blueberry
            > i samochodu służbowego, ja wypraszam sobie takie przywileje żeby dawać komuś!!!

            tan post to jakieś nieporozumienie. Jeśli jesteś nauczycielką, to gratuluję bystrości umysłu na poziomie dwunastolatka.

            Różnica między nauczycielem a twoją koleżanką jest taka, że na pensję nauczyciela składa się całe społeczeństwo, a pensję twojej znajomej płaci prywatna firma w której jest zatrudniona.

            Jeśli szkoła jest prywatna to nauczyciele mogą pracować nawet 1 godzinę w roku za milion zł miesięcznie i ja nie mam nic do tego, bo to jest ryzyko finansowe prywatnego właściciela szkoły. Ale jeśli jedna grupa zawodowa wywalczyła sobie przywileje i żeruje na całym społeczeństwie, to ja mówię "nie"

            • Jak miło zacząć argumentację od argumentu ad personam smile Mam w rewanżu nazwać ciebie kobietą z demencją, czy może wolisz babę ze sklerozą? No, skoro ja jestem bystra na umyśle jak dwunastolatek smile Wybieraj, skoro najwidoczniej lubisz ten ton dyskusji smile

              Ja naprawdę rozumiem tezę o kontrolowaniu finansów publicznych. Co broni jednak, także i tobie, posługiwać się neutralnymi określeniami w miejsce nacechowanych emocjonalnie i wartościujących? Inaczej odbiera się konstruktywną krytykę, a inaczej pitolenie o "przywilejach". "Przywilej" w obecnym dyskursie ma nacechowanie pejoratywne, od razu zakłada - o, jest niesłuszny, jest zły. Tymczasem np. to, że nauczyciel nie jest w stanie gadać przy tablicy dłużej niż te ileś tam godzin dziennie, bo wykończy krtań, to nie jest z powietrza wzięty "przywilej" tylko realia (fizjologia człowieka). To, że wykształcony pracownik, odpowiadający za bezpieczeństwo powierzonych mu dzieci, zarabia mniej niż średnia krajowa, ale nie mniej niż 1.000 (co pewnie zadowoliłoby wiele tych nowych nicków w wątku - swoją drogą, wysyp jakiś, urodzaj czy coś?) to owszem - może podlegać dyskusji.

              BTW, z przyjaciółką i blueberry - widzę, że myślenie abstrakcyjne u szanownej baby z demencją barbibarbi kuleje smile Przykład nie po to, że ona ma akurat drogi sprzęt w pracy - przykład na to, że częścią pracy może być coś, co np. ja odbieram jako przyjemność (obiady w restauracjach) albo co ma wymiar finansowy (samochód służbowy). U nauczycieli częścią pracy (wynikającą ze specyfiki pracy) jest to, że w święta mają wolne, a część zadań wykonują zdalnie.

              • nacechowanie pejoratywne, od razu zakłada - o, jest niesłuszny, jest zły. Tymczasem np. to, że nauczyciel nie jest w stanie gadać przy tablicy dłużej niż te ileś tam godzin dziennie, bo wykończy krtań, to nie jest z powietrza wzięty "przywilej" tylko realia (fizjologia człowieka). To, że wykształcony pracownik,

                to jest dosc intersujace
                za granica moze pracowac pelen etat i nie musi przy tablicy moze sie przygotowywac prowadzic kolka zainteresowan czy cos innego moze nawet grabic teren wokol szkoly
                w polsce zas nauczyciele zapadja na tajemnicze choroby krtani no i nie moga
                chieli by ale nie da rady
                • james, nigdzie za granicą nauczyciel nie pracuje głosem 40 godzin w tygodniu. A przygotowywać można się gdziekolwiek. Budynek szkoły to nie Hogwart, nie ma w tym magii.
                  • > james, nigdzie za granicą nauczyciel nie pracuje głosem 40 godzin w tygodni

                    to pewnie tez nigdzie w call center nie mowia non stop po 12 godzin
                    ale pewnie ich krtanie sa mniej podatne na urazy niz nauczycielskie
                    • Tak, masz rację james, wreszcie udało ci się napisać coś z sensem - staraj się tak dalej smile

                      W call center nie trzeba głośno, bardzo głośno i w miarę wyraźnie wydobywać głosu tak, żeby wypełnić nim całą dużą salę i zagłuszyć szumy/hałas, bez mikrofonu, często przy otwartych oknach (więcej hałasu).

                      Aha, i jeszcze raz: nigdzie na świecie nauczyciel nie pracuje na etacie głosem 40 godzin w tygodniu.
                      • hellulah napisała:

                        > W call center nie trzeba głośno, bardzo głośno i w miarę wyraźnie wydoby
                        > wać głosu tak, żeby wypełnić nim całą dużą salę i zagłuszyć szumy/hałas, bez mi
                        > krofonu, często przy otwartych oknach (więcej hałasu).

                        Jeśli uważasz że tak pracują non stop nauczyciele to sie bardzo mylisz. Przejdź się do szkoły na lekcję to sie przekonasz.
              • hellulah napisała:

                >Tymczasem np.
                > to, że nauczyciel nie jest w stanie gadać przy tablicy dłużej niż te ileś tam
                > godzin dziennie, bo wykończy krtań, to nie jest z powietrza wzięty "przywilej"
                > tylko realia (fizjologia człowieka).

                Przestań, kto mu każe gadać non stop przy tablicy?
    • i jeszcze jedno, bo sprawdziny czekają tongue_out wink

      wiele grup zawodowych ma swoje odrębne przepisy i przywileje. sędziowie, adwokaci, lekarze, górnicy, dziennikarze, część służb mundurowych. że o tych paniach i panach nie wspomnę:

      supernowosci24.pl/poslowie-maja-pensje-i-bajeczne-emerytury/
      nauczyciele uczą nasze dzieci, opiekują się nimi i je także wychowują. należy się im uznanie, a nie wyliczanka ostatniego przywileju w posiaci urlopu, który także i moim zdaniem powinien być zmieniony.

      dobry nauczyciel pracuje czasem i więcej niż te 40 godzin. niewatpliwą zaletą jest to, że można część pracy wykonac w domu, w nocy, jednym słowem wtedy, kiedy człowiek ma czas. ale bywa też tak, że człowiek na zakręcie nie wyrabia. jadąc na wycieczkę pilnuje się dzieci całą dobę. będąc ostatnio na wyjeździe nie spałam po nocach, bo pilnowałam licealistów, którzy bardzo chcieli imprezki robić. odsypiałam w autobusie.

      dajcie mi gabinet, biurko, komputer, moge siedzieć te 40 godzin w szkole, nie ma problemu. teraz muszę płacić za własny komputer i kupuję własny papier.

      każda praca ma swoje zalety i wady. nie do każdej pracy człowiek się nadaje. ja nie mogłabym być lekarzem, z wielu powodów, ale nie zazdroszczę im ani pozycji, ani pieniędzy ani niczego innego, bo zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężko do tego dojść.

      ja się nie skarżę, bo lubię swoją robotę, zarabiam przyzwoicie i na chleb mi starcza. ale jeździć po sobie i tolerowac pisania kłamstw nie będę.
      • dajcie mi gabinet, biurko, komputer, moge siedzieć te 40 godzin w szkole, nie ma problemu. teraz muszę płacić za własny komputer i kupuję własny papier.


        to chyba jedyne co nauczycielom wychodzi najlepiej
        dajcie dajcie i dajcie jescze wiecej
        • pokaz mi urzędnika, który w pracy uzywa własnego komputera i kupuje sam papier do drukarki big_grin big_grin big_grin

          nie chodzi o "daj", ale jeśli się chce nas trzymac w szkole, to trzeba stworzyć pracownikowi jakieś warunki. nawet głupie przepisy BHP o tym mówią.
          • Nie znam ani jednego nauczyciela kupującego papier do drukarki. Znam za to całe mnóstwo rodziców, którzy na początku roku szkolnego taszczą do szkoły po trzy ryzy papieru, żeby nauczyciel miał za co drukować. A tonery i drukarki szkoły kupują z, niestety, wpłat na komitet rodzicielski.
            • to że Ty nie znasz to nie znaczy, że takich nie ma! Ja kupuję i toner i papier i trochę innych rzeczy też.
              A tak poza tym to nie rozumiem tego plucia na nauczycieli. Każdy zawód ma swoją specyfikę, nauczycielski też. Nie bronimy się rękami i nogami przed zmianami w karcie nauczyciela ale nie możemy zaakceptować, że się nas wyzywa od nierobów i pasożytów. Nasza praca jest ważna i też płacimy podatki.
            • black-cat napisała:

              > Nie znam ani jednego nauczyciela kupującego papier do drukarki

              No to się poznajmy. W tym roku szkolnym kupiłam 3 ryzy papieru, bloki rysunkowe, kolorowy papier na gazetki, długopisy, teczki , koszulki ... a nawet zeszyt uwag ( który jest ,wg mojej pani dyrektor, dokumentem urzędowym i zostaje w archiwum podobnie jak dziennik), czyste płyty CD, pamięć USB też mam kupioną za swoje big_grin

              Mało tego moje koleżanki kupują podobnie.

              >A tonery i drukarki szkoły k
              > upują z, niestety, wpłat na komitet rodzicielski.

              Wpłaty na Radę Rodziców są tak żenująco niskie , że brak jest pieniędzy dosłownie na wszystko.
              --
              Poddasze...
            • > Nie znam ani jednego nauczyciela kupującego papier do drukarki. Znam za to całe
              > mnóstwo rodziców, którzy na początku roku szkolnego taszczą do szkoły po trzy
              > ryzy papieru, żeby nauczyciel miał za co drukować.

              Moja kumpela nauczycielka się wkurzała, jak do przedszkola trzeba było zanieść ryzę papieru, mówiła, że pewnie też panie drukują sobie prywatne papiery, jak jej koleżanki z pracy drukują sobie do awansu zawodowego.
              --
              Sądzę więc, że z Twoją d... wszystko w porządku. Nawet przejęła funkcje innych narządów. Taka d... to skarb.
              /by braktalentu/
        • pokaz mi tokarza, który do roboty własna tokarke przynosi? Urzędnika który własny długopis i papier a kasjerke która z własną kasą fiskalną zapitala na zmianę. Za to nauczyciela nikt się nie pyta SKĄD weźmie na ten papier. Nawet długopisu jednego na rok nie dostanie "służbowego" i już.
          Ja na prawde nie rozumiem CZEMU tak uwierają was ci nauczyciele? Gnębili was w szkołach czy jak? Jest to jeden z bardziej odpowiedzialnych, kiepsko opłacanych, pogardzanych zawodow. Pogarda jaka okazują dorośli przechodzi też na dzieci i mamy w szkołach jak mamy. Ja rozumie, że nie każdy musi znać specyfikę każdego zawodu ale do ciężkiej ku... nędzy kierowca tez nie zapier...dala za fajerką 24/dobę? Nie umiecie zrozumieć, że na prawdę 18 godzin DYDAKTYCZNYCH to nie jest CAŁA praca nauczyciela????
          I tak, uważam, że jeżeli wymagać się chce aby naucyciel pracował 40 godzin tygodniowo W SZKOLE to do ciężkiej cholery, ospy i żołtej febry to pracodawca ma zakichany obowiązewk zapewnić sprzęt i miejsce do pracy. W końcu pani urzędniczka w wydziale komunikacji dostaje biurko, komputer, krzesło a nie przyjmuje interesantów stojąc na korytarzu.
          --
          65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
          • wiesz jak ci moge prywatne firmy pokazac z rotujacymi biurkami
            czyli jak sobei nie zajmiesz ot nie masz
            i ze trzeba sobie skombinowac dlugopis i paier
            takze roszczeniowa postawa az zeby bola
          • Pracowałam rok w urzędzie, uwierz, że nie dostałam tam ani złamanego ołówka, ksero było dostępne raz w tygodniu, jak przychodziła pani do jego obsługi, a komputer mieliśmy 1 na pokój - 5 osób.

            A i w szkołach nie tragizujmy nie jest tak źle, w mojej starej właśnie w tym roku nauczyciele dostali swoje komputery, akurat od wydawnictwa, w zamian za wybranie ich podręczników. Papier do ksero też zawsze był, a jak nie było to uczniowie sami przepisywali. Zresztą podręczniki uczniowie też posiadają, a większość nauczycieli narzeka na ten brak papieru do ksero, jakby zeszytów nawet nie było...
            • no i fajnie, że nauczyciele dostali. Tylko może nie powinno być norma że od wydawnictwa za wybór podręcznika, ale od samorządu z definicji np.? Wiesz są szkoły i są szkoły. W jednej np. tak rozwiązano sprawę kserowania że uczniowie płacili za ksero a nauczyciele nie, ale pod warunkiem że to na lekcje, wpisywało sie w zeszyt i ok. A kasa na papier i toner szła z kasy za ksero dla uczniów. A w innej ksero było bo było, kserować mozna w ograniczonym zakresie. W okolicach sesji semestralnej (taki typ szkoły) ksero ledwie zipało a księgowa kręciła nosem "jak to, JUŻ się skończył toner?"
              Zazwyczaj w szkołach jest mizeria i kiepsko z kasą na wszystko. Kolezanka anglistka np. zakupiła sobie wlasne ksero do domu. Ale niestety, domowe urządzenia tego typu są mało wydajne, po półtora roku musiała wymienić.
              I nie, nie w każdej szkole, nie w każdej klasie uczniowie mają podręczniki. W szkole dla dorosłych np. gdzie pracowałam rarytasem było jak uczeń MIAŁ książkę. I wyobraź sobie że jak sie sprawdzało wyniki nauczania to nikogo nie interesowała z jakimi uczniami pracuje nauczyciel. Jak nie umiał uczeń znaczy że nauczyciel do dupy. Szkoda tylko że uczeń najczęściej w dupie miał czy sie nauczy czy nie, on chciał zdać.
              --
              65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
            • mojej starej właśnie w tym ro
              > ku nauczyciele dostali swoje komputery, akurat od wydawnictwa, w zamian za wybr
              > anie ich podręczników.

              Że co?? a można wiedzieć jakie to wydawnictwo?
          • a pokoi nauczycielskich to juz nie ma w szkołach??
            niema tam kazdy swojego krzesła ??
            bo zawsze najwieksze larum o sprawdziany to przeciez komutera nie tzreba do sprawdzania, tzreba dlugopis i tu rzeczywiscie porazka ze nie ma zaplecza biurowego
            kilka kompów kompatybilnych z 1 drugarką/kserem by sie jednak przydało w tym pokoju nauczycielskim to sie zgodze ale przeciez chyba sa pracownie komputerowe z których mozna korzystać po godzinach zajeć
            Jesli bedziecie walczy o komp w pokoju nauczycielskim lub słuzbowy długopi to ja popre was z całej mocy ale nie jak wam zel bo ktos wymaga pełnej pracy za pełna płace to nie zrozumiem i nei popre
            • nowijka, pracowałam co prawda w jednej szkole, ale mogę Ci powiedzieć. Pokój nauczycielski miał długi stół i jakieś 12 krzeseł do tego, jeden stary komputer, teoretycznie działający ale w praktyce róznie bywało. Natomiast Rada pedagogiczna liczyła sobie około 45-50 osób, w porywach. Bo zmieniało sie to semestralnie. Załóżmy teraz że choćby tylko połowa z tych nauczycieli chciała pracować w tygodniu 40 godzin w szkole.... hmmm kłopotliwa sprawa by była. Aha, sal lekcyjnych było 11. Z tym, że jednak część dnia były zajęte, na lekcje....
              --
              65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
              • paskudek1 napisała:

                > nowijka, pracowałam co prawda w jednej szkole, ale mogę Ci powiedzieć. Pokój na
                > uczycielski miał długi stół i jakieś 12 krzeseł do tego, jeden stary komputer,
                > teoretycznie działający ale w praktyce róznie bywało. Natomiast Rada pedagogicz
                > na liczyła sobie około 45-50 osób, w porywach.

                No i to jest skandal. Zgadzam się. Bo naprawde te szkoły takie ciasne ze nie mozna zrobic przyzwoitego pokoju dla nauczycieli albo dwóch zeby wszyscy sobie na głwoei nei siedzieli.
                Tu sie zgodze. trzymac w takich warunkach ito kretynstwo ale na samym poczatku było ze "dyrektor może wymagać bycia 40godz w szkole" MOZE czyli chyba jak wie ze nie ma krzeseł dla wszystkich to nie wymaga
            • pokusiłam się o spradzenie, ze strony szkoły podstawowej mojego dziecka wynika, że poza dwiema dyrektorkami w radzie pedagogicznej jest 32 nauczycieli. Dyrektorki maja jakis gabinet, pozostaje nam 32 osoby do umieszczenia w pokoju nauczycielskim. Byłam tam raz, zapewniam Cię że NIE MA tam miejsca dla 32 osób jednocześnie. Jeszcze tak, żeby KAŻDA mogła sobie swobodnie te sterty papierzysk wszelakich porozkładać.
              --
              65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
      • solaris31 napisała:

        > opiekują się nimi i je także wychowują.

        Hłe hłe hłe. NIEKTÓRZY na pewno.

        > należy się im uznanie

        Tym, którzy faktycznie robią to, co wyżej - owszem.
        Nie wszystkim 'z mocy prawa'.
        Jak sobie myślę o przywilejach nauczycielki matematyki mojego dziecka, to bym jej jeszcze dwa razy tyle dała. Bo sercem i głową jest z uczniami.
        Ale jak myślę to samo o jego wychowawczyni, to mnie trafia. Bo paskudny babsztyl (rzadko mi się zdarza, ale tutaj jest to w pełni uzasadnione), nawet na podstawową pensję nie zasługuje.

        > dobry nauczyciel

        I tu jest clue.
        Niestety przywileje przysługują niezależnie od tego, jakim się jest nauczycielem.
        A w tej chwili tych dobrych jest niewielu.

        Mam świadomość tego, w jak dużym stopniu przyszłość naszych dzieci zależy od nauczycieli.
        I dlatego mnie skręca na myśl o tym, że moje dziecko musi obcować z babsztylem pokroju swojej wychowawczyni, która nie potrafi współpracować (dopiero wyraźny nacisk dyrekcji wymusił stosowanie zaproponowanych przeze mnie - bo ona psychologię dawno temu na studiach miała i nie wie - rozwiązań i nagle dziecko się odmieniło o 180 stopni).
        A jeszcze bardziej, że ma ona od groma przywilejów, na które po prostu nie zasługuje.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
      • Solaris- sprawa jest prosta.Zlikwidowac przywileje i finito.Nikt nie bedzie sie czul poszkodowany.
        --
        Koci kalendarz- uratuj kocie życie
      • ja bym postulowała jeszcze za ukróceniem w szkołach tzw. długich weekendów kiedy to bezceremonialnie oswiadcza sie rodzicom ze szkoła nie pracuje. jak sobie pani nauczycielka chce miec wolny dzień to nich wezmie urlop. dwa - chociaż tego nie regulują przepisy- co to za pomysł zeby rodzice przerabiali z dzieckiem materiał ktory powstał jako zaległość z powodu nieobecności nauczycielki? jak jestem na zwolnieniu czy urlopie to moje projekty nadzoruje wyznaczona osoba z działu. dlaczego nauczyciel przychodzący na zastępstwo nie realizuje programu?
        • kajmanik pie...sz za przeproszeniem farmazony. Dyrektor ma 10 dni do dyspozycji i te dni może dać wolne, zazwyczaj wykorzystuje z tego może 5. Długie weekendy? JAKIE długie weekndy? U mojego syna w szkole nawet jak jest to wolne dyrektorskie to dostajemy do podpisu karteczki czy dziecko ma zapewniona opiekę czy nie. Bo jak nie to jest świetlica. I co, uwqżasz że krasnoludki na tej świetlicy gó...ażerii pilnuję?
          Jak przyszła majówka to pani powiedziała nam wprost, że lekcje są "normalnie" ale jak ktoś ma zaplanowany wyjazd to ona zabronić nie może. Co zrobi z dziećmi w tym czasie to juz kwstia tego ilu ich przyjdzie. Sama nauczucielka długiego weekendu NIE miała. Więc nie pieprz że wszędzie i że zawse bo tak NIE jest. Aha i czesto gęsto odpracowywac nie pozwala np. organ prowadzący a to jest samorząd a nie dyrekcja szkoły.
          --
          65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
przejdź do: 1-100 101-189
(101-189)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.