• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

skończa się przywieleje dla nauczycieli? Dodaj do ulubionych

  • 15.06.12, 09:47
    www.regiopraca.pl/portal/prawo/zmiany-w-prawie/nauczyciele-moga-stracic-wakacje-urlopy-zdrowotne-i-niskie-pensum
    Jak myślicie czy faktycznie te zmiany sa realne?
    Edytor zaawansowany
    • 15.06.12, 10:05
      autor artykułu pisze sporo nieprawdziwych stwierdzeń.

      żaden nauczyciel nie ma urlopu w wysokości 10 tygodni. o tym mówi karta nauczyciela i inne rozporządzenia, a nie sama karta. żeby coś pisac, trzeba na poczatek poznać przepisy szczegółowe i wykonawcze.

      już dzisiaj pensum wynosi 20 godzin tak naprawdę / mamy 2 karciane, które podlegają ścisłej ewidencji/. wymiar pracy to 40 godzin tygodniowo, podczas których dyrektor może nakazać siedzenie w pracy i dac jakies obowiązki. bzdurą jest więc to, że chca wprowadzić 40 godzinny tydzien pracy, bo taki właśnie tydzień pracy jest w tej chwili!!

      co do urlopów zdrowotnych - uważam, że powinien je przydzielac lekarz specjalista / w tej chwili może to robić każdy lekarz/, i tylko na choroby związane z zawodem - czyli wypalenie zawodowe, kręgosłup, gadło i krtań. i rzeczywiście, płacić za to powienien ZUS.
      • 15.06.12, 10:10
        jeszcze niedawno pracowałam jako nauczycielka i mój etat tygodniowo wynosił 18 godzin + 2 godziny społeczne, wszystkie ponad to były traktowane jak nadgodziny
        • 15.06.12, 10:17
          i w ogóle nie mogę słuchać/czytać wiecznie niezadowolonych nauczycielek, u mnie w szkole średnia płaca była na poziomie 2500 netto, bo też średni staż pracy wynosi 15 lat, każdy miał dodatki za wychowawstwo, nadgodziny, dodatkowe zajęcia opłacane z funduszy Unii Europejskiej, co roku któraś z koleżanek szła na urlop zdrowotny, a mimo tego wiecznie były niezadowolone. Pracuję teraz w innym kraju i w innym systemie, ale z perspektywy czasu tamta praca była wręcz idealna zwłaszcza dla mam z dziećmi, bo nie trzeba było się martwić o opiekę w nadliczbowe wolne dni typu wolny piątek po Bożym Ciele, albo tygodniowy długi weekend bo we wtorek i czwartek przypada święto. Przecież w żadnej pracy tego nie ma. Zaraz odezwą się głosy że sprawdziany, szkolenia, rady pedagogiczne, świadectwa - jasne, ile tego jest w ciagu roku?
          • 15.06.12, 10:37
            zapiekanka-z-pieczarkami napisała:

            > i w ogóle nie mogę słuchać/czytać wiecznie niezadowolonych nauczycielek, u mnie
            > w szkole średnia płaca była na poziomie 2500 netto, bo też średni staż pracy w
            > ynosi 15 lat, każdy miał dodatki za wychowawstwo, nadgodziny, dodatkowe zajęcia
            > opłacane z funduszy Unii Europejskiej, co roku któraś z koleżanek szła na urlo
            > p zdrowotny, a mimo tego wiecznie były niezadowolone.

            Właśnie, właśnie. Ciagle niezadowoleni, narzekający, jacy biedni ci nauczyciele. Widzący własny czubek nosa. I mający pretensje do rodziców nie płacących komitetów rodzicielskich, tych co zapie...jąc ostatkiem sił po 8 godzin ( często dużo więcej) dziennie flaki sobie wypruwaja ,żeby zarobić 1200zł...

            >Pracuję teraz w innym kraju i w innym systemie, ale z perspektywy czasu tamta praca była >wręcz idealna z właszcza dla mam z dziećmi, bo nie trzeba było się martwić o opiekę w >nadliczbowe wolne dni typu wolny piątek po Bożym Ciele, albo tygodniowy długi weekend bo
            > we wtorek i czwartek przypada święto. <
            >Przecież w żadnej pracy tego nie ma.<

            Dokładnie, nikt tego nie ma, więc najwyzszy czas pozbawić tego i innych przywilejów szanownych nauczycieli smile

            > Zaraz odezwą się głosy że sprawdziany, szkolenia, rady pedagogiczne, świadectwa...<

            I co z tego. A co to takiego? Przecież to takie same obowiązki jak siedzenie 45 min. w klasach. Niech robią to w ciągu tych 40-godzinach tygodniowo. Przecież nikt nie ma dodatkowych pieniędzy za to, że zamisat np. siedzieć przed monitorem komputera, poszedł z dokumentami do innego pokoju...Będzie uczciwie i sprawiedliwie.
            • 15.06.12, 10:45
              bardzo przepraszam, czy ja się użalam albo jestem niezawodolona czy marudząca?

              napisałam tylko, że artykul jest kłamliwy i tyle.

              po co te nerwy, to ogólnie - nie rozumiem big_grin
              • 15.06.12, 11:01
                > napisałam tylko, że artykul jest kłamliwy i tyle.

                w którym miejscu autor artykułu skłamał?


                podaj proszę te "rozporządzenia i przepisy szczegółowe i wykonawcze" które w inny sposób kształtują rozumienia Art. 64. ust.1 i 2 Karty nauczyciela.

                • 15.06.12, 11:04
                  pisałam o tym wyżej, piszę niżej.

                  a przepisy są ogólnodostępne, na stronie MEN - poszukaj sobie. ja co roku od mniej więcej od 17 sierpnia jestem już w pracy, wszystko zgodnie z przepisami, jeden tydzien ferii zasuwam przy feriach w szkole, a w tym roku pójdę na urlop około 10 lipca.

                  to, że dzieci mają wolne nie oznacza, że mają je nauczyciele.
                  • 15.06.12, 11:14
                    a co to za ferie w szkole? nie słyszałam o działającej w ferie żadnej szkole, chyba że to prywatna, co robisz do 10 lipca? Uzupełniasz dziennik? Sprawdzasz sprawdziany? Malujesz ściany? Zupełnie nie mam pomysłu co można robić tyle czasu w szkole, w której nie ma uczniów... Chyba, że pracujesz jako pracownik administracyjny. Zawsze było rozdanie świadectw i siuuu do domu, wakacje do 27-28 sierpnia, 2 rady po 2 godzinki, sprzątnięcie sali i 1 września rozpoczęcie.
                    • 15.06.12, 11:21
                      pracuję w szkole państwowej.

                      mam rady, narady, i nie trwają po 2 godzinki - zapewniam big_grin mam szkolenia, bo wciąz się zmieniają przepisy - nowy przepis - świadectwa z peselem na przykład - i od razu szkolenie z tego tytułu. sporo czasu zajmuje przygotowanie dokumentacji, dzienniki wypełnia się na bieżąco, bo taki mamy obowiązek, ale już arkusze ocen i inna dokumentacja przebiegu toku nauczania to inna bajka, i można to robić po zakończeniu roku. z każdego przemiotu pisze się sprawozdania dotyczące stopnia realizacji programu, jak testy idą źle, pisze się program naprawczy.

                      w sierpniu kolejne rady szkoleniowe, potem plenarna, w międzyczasie egzaminy poprawkowe i takie tam. i do tego przygotowanie pełnego planu pracy na kolejny rok, dla każdej klasy i każdego ucznia z obniżonymi wymaganiami. naprawdę sporo papierków, które trzeba przygotować w zespole przedmiotowym. więc trzeba się spotkać - najlepiej w szkole.

                      naprawdę sporo jest pracy w papierach - jak tu juz ktoś wspomniał - nikomu to niepotrzebne, ale robić trzeba.

                      zapraszam na wschód, widać tu nauczyciele bardziej pracowici big_grin w większości szkół w mieście sa ferie dla dzieci, można dziecko zapisać i jak myślisz - kto się nimi opiekuje i organizuje im czas? wink
                      • 15.06.12, 11:24
                        Powiedz uczciwie, pracujesz 40 godzin tygodniowo? Twoje koleżanki nauczycielki pracują tyle?
                        --
                        A tu mam znów piżamę lila
                        gdy przyjdzie chwila na jakieś słodkie sam na sam.
                        W takiej piżamie do gustu damie przypadnie nawet zwykły cham.
                        • 15.06.12, 11:28
                          tak, uczciwie mówię - czasem pracuję znacznie więcej niż 40 godzin, czasem w soboty i niedziele / specyfika szkoły - koncerty/, czasem pracuję mniej niż te 40 godzin. dla mnie wychodzi po równo.

                          wiem, że są obiboki, którzy kończa lekcję i wychodzą ze szkoły i to tyle ich pracy.

                          ale to nie moja sprawa, ja ze swoich obowiązków wywiązuję się najlepiej jak potrafię, angazuję się w pracę, i tak mam od 16 lat wink
                          • 15.06.12, 11:37
                            tak bo w innych zawodach nie ma nowosci
                            niem a szkolen
                            tylko ci nauczuyciele tacy chlonni wiedzy
                            • 15.06.12, 11:43
                              zaręczam, że wolałabym uczyć niż łazić na przynajmniej niektóre bzdrune szkolenia confused na dokształcanie własne poświęcam już swój wolny czas, bo nie mogę się szkolić i jednocześnie uczyć wink

                          • 15.06.12, 11:39
                            A te koncerty wekendowe to rozumiem co tydzień macie? Wycieczki kilkudniowe raz na miesiąc? To jest właśnie przykład cierpiętnika nauczyciela, haruje po 50 godzin tygodniowo, do tego jeszcze dopłaca bo papieru na ksero nie ma.
                            To, że ktoś wychodzi z pracy po zakończonych lekcjach to nie znaczy, że jest obibokiem, może potrafi tak sobie zorganizować czas, żeby nie siedzieć potem w pracy. Szczerze mówiąc nie bardzo też wiem, co można robić w szkole po lekcjachsmile
                            • 15.06.12, 11:51
                              >Szczerze mówiąc nie bardzo też wiem, co można robić w szkole po lekcjachsmile

                              i już wiem, dlaczego nie jesteś nauczycielem big_grin

                              koncerty mam mniej więcej raz w miesiącu, weź pod uwagę, że kiedyś je trzeba przygotować, a na lekcjach robić się tego nie da. ja w tym roku wypracowałam prawie 160 godzin pracując do koncertów, i samych koncertów nie licząc.

                              a jak się już zrobi program, to na jednym nigdy się nie kończy, szkoda pracy na jeden koncert. i tak weekendy lecą sobie wink

                              i uprzedzając Twoje kolejne złośliwości wink robiłam to wszystko w ramach swojego pensum i 40 godz. tygodnia pracy. dobry nauczyciel się angazuje w pracę, ale skoro nie wiesz, co można robić dla szkoły po lekcjach - no to wybacz, ale nie mamy o czym rozmawiać wink
                              • 15.06.12, 11:57
                                Muszę cię zmartwić, jestem nadal nauczycielem, tyle że nie w Polsce i nie w szkole>
                                Ale będąc w Polsce zdążyłam zrobić 2 dodatkowe kierunki studiów, nauczyciela dyplomowanego i nadal nie zajmowało mi to 40 godzin tygodniowo, no może 2, 3 tygodnie w roku.
                                Nie wiem na ile będzie to wyznacznikiem mojego zaangażowania, ale jeszcze przed wyjazdem dostałam nagrodę kuratorium, a moi uczniowie zdobywali miejsca na ogólopolskich olimpiadach. Ale mimo tego wszystkiego nie siedziałam po lekcjach w szkole, może to jednak kwestia organizacji czasu.
                                Poza pracą miałam akurat inne zainteresowania, pasje i to im wolałam poświęcać wolny czas.
                                • 15.06.12, 12:02
                                  >a moi uczniowie zdobywali miejsca na ogólopolskich olimpiadach. Ale mimo tego wszystkiego nie siedziałam po lekcjach

                                  to w jaki sposób przyczyniłaś się do tego, że uczniowie zdobyli te nagrody? big_grin albo im pomagałaś/ kiedy? na przerwach?, albo się podpisujesz pod nie swoimi osiągnięciami wink

                                  licytowac się z Tobą nie będę ani na nagrody, ani na studia, sama mam zrobione 3 kierunki i zaczynam od września czwarty. to nic nie znaczy. można mieć studia, nagrody od samego ministra, i być nauczycielskim dyletantem - mam takich u siebie na pęczki.

                                  • 15.06.12, 12:10
                                    uczniów do olimpiad przygotowywałam na przykład podczas kółka, które prowadziłam w ramach etatu czy wspomnianych wyżej godzin społecznychsmile Kilka razy zdarzyło się spotkać z uczniami po godzinachm ale były to tak sporadyczne przypadki, że nie wypada mi o nich pisać.
                                    • 15.06.12, 15:59
                                      No widzisz, a ja etatową godzinę społeczną mam jedną, a potrzeb dużo więcej - osobne kółko wyrównawcze i osobne dla przygotowujących się do matury rozszerzonej, więc kiedy przygotowuję do konkursu, to nie zabiorę czasu kółkowiczom, tylko dołożę sobie jeszcze jedną godzinę, podobnie kiedy mam przeprowadzić maturę próbną ustną dla 45 osób (czyli potrzebuję 15 lekcji, po 15 minut na łebka, nie licząc omawiania wyników), to przecież nie przerwę kółka na 15 tygodni, prawda? tylko przez 7 czy 8 zostanę dwie godziny po lekcjach.

                                      Ja wiem, że samorządy próbują się dobrać do skóry tym, którzy nie robią nic - ale jeśli przegną, to zabiorą czas, który ci pracujący dobrze poświęcali indywidualnie uczniom. Nie da się tego zorganizować - bo jeżeli się zaordynuje odgórnie, że ma być 25 godzin tygodniowo, z czego 5 godzin to ma być praca indywidualna/ w małych grupach z uczniem o szczególnych potrzebach, to i tak, jak się ktoś uprze, to wypełni te godziny fikcją. Jedyne możliwe rozwiązanie widzę w ułatwieniu zwalniania źle pracujących, a nie w dowalaniu wszystkim na wszelki wypadek tak, jakby źle pracowali.
                                      --
                                      Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
                                      Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
                          • 15.06.12, 16:55
                            solaris31 napisała:

                            > tak, uczciwie mówię - czasem pracuję znacznie więcej niż 40 godzin, czasem w so
                            > boty i niedziele / specyfika szkoły - koncerty/, czasem pracuję mniej niż te 4
                            > 0 godzin. dla mnie wychodzi po równo.


                            Szkoła średnia niepubliczna (dużo godzin) plus uczelnia (malutko godzin tu). Pracuję 40 godzin tygodniowo, ale dydaktycznych mam 27, do tego kilka na uczelni. Jak zliczę te dydaktyczne (ponad 30) plus inne (wiadomo, sprawdzanie klasówek, spotkania z rodzicami itp) to wyjdzie mi 40 godzin, ale też pensję mam wyższą, jak za ponad 1,5 etatu.
                        • 15.06.12, 15:13
                          uczciwie - pracuję ponad 40 godzin, a płacą mi za 18.
                      • 15.06.12, 11:32
                        solaris31 napisała:

                        > pracuję w szkole państwowej.
                        >
                        > mam rady, narady, i nie trwają po 2 godzinki - zapewniam big_grin mam szkolenia, bo w
                        > ciąz się zmieniają przepisy

                        ja tez mam rady i narady czasem do póznych godzin nocnych ( nie w ramach 40 godz) mam szkoelnia w weeeknedy bo mi tez sie pzrepisy zmieniaja srednio 1-2 razy do roku i nie zarabiam nawet 2,5 tysiaczków
                        wiec o la boga nei wzruszaja mnei te utrudnienia i chce zeby cie traktowali równo ze mną
                        i jesli wpisanie peslu na swiadectwie wymaga szkolenia ponad 2 godzinnego to chyab was za debili maja. U mnei w firmie odbywa sie to tak ze idzie obiegówka ze sie kady zapoznał z nowym formularzem/drukiem/wytycznymi. Trzeba to zrobic miedzy wykonywaniem obowiazków. Gdyby to nei była budzetówka szybko by sie ukróciło a szkolnictwo nabrało moze poziomu.
                        Ja wiem ze to nei Twoje wytyczne szkolic z pesla na swiadectwie ale bronisz systemu który cały jest chory wiec jako posrednika musiałam "zaatakować" ciebie
                        • 15.06.12, 11:38
                          to słówko wyjaśnienia - szkolenie nie było z peselu, tylko z programu drukującego świadectwa, bo zmieniły się wszystkie szablony , czyli cały program tak naprawdę big_grin

                          a, że system chory, to mnie nie musisz przekonywać, naprawdę wink ja sama pogoniłabym część chorych przepisów, z niektórymi z karty na czele.
                      • 15.06.12, 11:47
                        w większości s
                        > zkół w mieście sa ferie dla dzieci, można dziecko zapisać i jak myślisz - kto s
                        > ię nimi opiekuje i organizuje im czas? wink

                        mam nadzieję że osoby do tego przygotowane profesjonalnie, rozumiem że w twoim mieście są to nauczyciele i na pewno nie robią tego w ramach 40 godz. tygodnia pracy ale za dodatkowym wynagrodzeniem
                        z racji profesji znam wiele szkół we wrocławiu, w żadnej zamknięcie roku szkolnego i przygotowanie do nowego nie zajmuje więcej niż 4-5 dni, skoro w waszym mieście musicie poświęcić na to tak wiele czasu to znaczy że macie ciulowe zarządzaniesad, sporadycznie niektórzy nauczyciele są zmuszeni do dłuższego zaangażowania ale są za to dodatkowo rozliczani poza pensją podstawową
                        i nie ośmieszaj się pisząc o naradach i szkoleniach bo w każdej profesji jest to standard, nawet kasjerki w tesco muszą od czasu do czasu podszkolić się z nowego typu kas...
                        • 15.06.12, 11:57
                          oczywiście, że nauczyciele. częśc gmin za to płaci - u nas stawka tygodniowa wynosiła niecałe 60 zł na rękę, chętnych nie było, wię cdyrektorzy zaczęli nas zmuszać - i skutecznie, bo tak mówi przepis z karty. dyrektor ma 7 dni w czasie ferii, podczas których może dac mu obowiązki do wykonywania. i tak się też stało.

                          sporadycznie niektórzy nauczyciele są zmuszeni do dłuższego zaangażowa
                          > nia ale są za to dodatkowo rozliczani poza pensją podstawową

                          nigdy nie dostałam żadnych pieniędzy za cokolwiek dodatkowego zrobionego do pracy to mój obowiązek.

                          zarządzanie jest kijowe, to fakt - ale zarzadzanie to jedno, a mnożenie sprawozdań, papierów i planów pracy to drugie. to sa odrębne przepisy i nie zależą od kijowego zarządzania.

                          nie ośmieszam się pisząc o szkoleniach i naradach, nie skarżę się, że muszę na nie chodzić - polemizuję z mitem, że nauczyciel tylko uczy. bo nie tylko uczy. a niedługo będzie urzednikiem, a nie nauczycielem.
                  • 15.06.12, 11:17

                    > a przepisy są ogólnodostępne, na stronie MEN - poszukaj sobie.

                    niestety miałam słabych nauczycieli, nie nauczyli mnie szukać nieistniejących przepisówsad

                    jeżeli chodzi o urlop jest jeden obowiązujący, ten wynikający z Art.64 KN, to że godzisz się na inną organizację roku szkolnego w swojej szkole wynika widocznie z twoich chęci

                    autor nie skłamał w artykule jedynie przedstawił projekt który przygotował ktoś inny, jak by nie patrzeć pensum wynosi 18 godz. i jest inaczej rozliczane niż 2 godz. tzw karciane, a 40 godz. tydzień pracy nauczyciela jest w ogóle nie ewidencjonowany.
                    zauważ że projekt stworzyli samorządowcy którzy bezpośrednio ponoszą koszty zatrudniania nauczycieli...
                    • 15.06.12, 11:25
                      owszem, nieprawdziwe są informacje o czasi epracy. dodam jeszcze, że nie wszyscy nauczyciele mają w etacie 18+2, część ma więcej, o tym tez karta mówi.

                      > zauważ że projekt stworzyli samorządowcy którzy bezpośrednio ponoszą koszty zat
                      > rudniania nauczycieli...


                      o, to to. samorządowcy, którzy w szkole widzą jedynie koszty. i nie jest to do końca ich wina, bo rzeczywiście, nie jest tajemnicą, że musza dokładać do edukacji sporo, subwencja jest za mała.

                      to ja się pytam - od czego mamy państwo? czy wszystko muszą robić samorządy? samorządy nie powinny ponosić kosztów oświaty, powinno to robić państwo. a państwo daje ochłap w postaci subwencji, i z resztą każe sobie radzić samodzielnie. i stą dwszystkie problemy i najazdy na nauczycieli, podczas gdy inne grupy zawodowe mają przywilejów znacznie więcej, a nikt o tym głośno nie mówi, bo płacone są z budżetu bezpośrednio.

          • 15.06.12, 10:59
            właśnie, właśnie. Mam koleżankę, która pracuje w 2 szkołach na 2 pełne etaty. To jakim cudem to się udaje, mimo tych niby dodatkowych godzin, sprawdzania sprawdzianów, tej niby ciężkiej pracy w domu? Jak to jest możliwe że nauczyciel jest w stanie ogarnąć czasowo 2 etaty? A tak, drogie panie, że naprawdę wykonywana praca to ta stricte w szkole - 20 godzin, a ta cała reszta to ściema.
            Mam też w rodzinie nauczycielkę, ta pracuje normalnie na jeden etat, całe życie jest tak wybyczona i wynudzona, że nie daje spokoju innym tylko ciągle wymyśla jakieś rodzinne imprezy, grille, wycieczki i inne duperszmity (i to w nieludzkich godzinach gdzie inni pracują), a jak ktoś odmówi, bo zwyczajnie w tym czasie pracuje albo chce odpocząć po pracy, to jest święcie oburzona jak to my tak ciągle pracujemy, toż to niemożliwe żeby się tak zarzynać!
            • 15.06.12, 11:04
              a jeszcze odnośnie tej mojej ciotki nauczycielki, szlag jasny może mnie kiedyś trafić, gdy ona dzwoni do mnie np. o 14 godzinie w środę i pyta co robię? W środku tygodnia, normalne godziny pracy, a ona zdziwiona że nie jestem w sklepie, na basenie, nie na spacerze, nie śpię, nie opalam się tylko PRACUJĘ! Normalnie zgroza! Zamorduję ją kiedyś!
              • 15.06.12, 12:22
                w godzinach pracy na forum? Pisanie komentarzy nalezy do Twoich zawodowych obowiazkow?
                --
                Early to bed and early to rise makes a man wealthy and healthy and wise wink
                • 15.06.12, 12:39
                  moje zawodowe obowiązki są takie jakie sobie sama ustalę. Jestem szefem sama sobie i prowadzę własną rodzinną firmę, mogę pracować jak chcę, gdzie chcę, mogę nawet zrobić sobie pół roku przerwy i nikt się nie przyczepi. Ale nikt mojej pensji nie sponsoruje, muszę sama ją sobie wypracować, nie żeruję na innych, pracy nie mam po znajomościach, i właśnie to jest dla mnie powodem do dumy.

                  Gdybym została nauczycielem, bo wyżebrałam sobie pracę po znajomości to spaliłabym się ze wstydu. A gdybym wychodziła z pracy po 4 godzinach, a na moją pensję składałoby się całe społeczeństwo, które pracuje 8 godzin dziennie to spaliłabym się ze wstydu po raz drugi.
                  • 15.06.12, 15:29
                    No więc wyobraź sobie, ze po swoich 20 godzinach lekcyjnych i ewentualnych zebraniach w szkole resztę moich obowiązków wykonuję gdzie chcę (czyli w domu, bo w pracy nie mam warunków) i kiedy chcę (w tygodniu i/lub w weekend). Tylko, ze do mnie wszyscy mądrzy się czepiają, bo skoro nie siedzę w miejscu pracy to znaczy, ze nie pracuję.
                    • 15.06.12, 20:54
                      To jak to możliwe, że nauczyciel da radę pracować na 2 etaty? Mnie nie interesuje gdzie pracuje, ale nie jest możliwe pracować po 16 godzin dziennie. A jednak znam taką osobę, od lat pracuje na 2 etaty w szkole, a dlatego daje radę, bo każdy z etatów to dla niej 20 godzin, a te kolejne 20 które powinna wypracować w domu to ściema i fotomontaż.
                      Miałam okazję w życiu zaobserwować życie niejednego nauczyciela, każdy pracujący na 1 etat pracuje 20 godzin i jest wybyczony na maxa, o 13 w domu, a jak mu się już totalnie znudzi 4 godziny pracy dziennie, to szuka jakiejś fuchy na boku.
            • 15.06.12, 15:17
              Tak oczywiści. Jeśli Ty masz taką znajomą - to norma.
      • 15.06.12, 10:15
        > co do urlopów zdrowotnych - uważam, że powinien je przydzielac lekarz specjal
        > ista / w tej chwili może to robić każdy lekarz/, i tylko na choroby związane z
        > zawodem - czyli wypalenie zawodowe, kręgosłup, gadło i krtań.

        a to sie juz chyba i tak zmieniło? bo moja szwagierka nauczycielka ostatnio sie dowiadywała w temacie i wyszło na to własnie ze tylko ortopeda, laryngolog lub psychiatra wchodzą w grę do wystawienia odpowiednich papierow smile
        • 15.06.12, 10:21
          Cóż was tak ci nauczyciele kłują w oczy?

          Obecnie chyba nie ma gorszego zawodu.

          • 15.06.12, 10:46
            Co Ty mówisz? To doskonały zawód, jak ktoś napisał, zwłaszcza dla rodzica małych dzieci, którym trzeba zapewnić opiekę w dni wolne od szkoły. Gdyby tam było tak źle, to nie byłoby takich problemów z załapaniem się choćby na część etatu - tymczasem nie jest tajemnicą, że gdy ktoś z branży szykuje się np. na emeryturę czy urlop, to już siostrzenicy sąsiadki szwagra córka jest wciągana na to miejsce zanim osoba z zewnątrz w ogóle się o wakacie ma szansę dowiedzieć.

            --
            'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
            'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
          • 15.06.12, 11:37
            >
            > Obecnie chyba nie ma gorszego zawodu.

            Błagam... dla porównania proponuję zatrudnienie na kasie w markecie, jako strażnik miejski albo w call center.

        • 15.06.12, 10:42
          nie, nic się nie zmieniło. nie ma listy chórób, uprawniających do urlopu.
      • 15.06.12, 10:23
        oj oj oj 40godzinny tydzien pracy oj jaka masakra no kto to widział tyle w robocie siedziec
        oj beidni ci nauczyciele
        i jeszcze 2 godziny karciane ewidencjonować - no doprawdy to niewolnictwo wrecz
      • 15.06.12, 10:24
        solaris31 napisała:

        > żaden nauczyciel nie ma urlopu w wysokości 10 tygodni. ...o>
        > już dzisiaj pensum wynosi 20 godzin tak naprawdę ... wymiar pracy to 40 godzin tygodniowo>>


        co ty pieprzysz? Jeszcze w życiu nie widziałem nauczyciela ,który zapiernicza 40 godz. tygodniowo! Urlopy? Takiego wymiaru jak nauczyciel to chyba żaden inny zawód nie ma. Wakacje wolne, ferie wolne, weekendy, święta,długie weekendy, nawet dzień nauczyciela bywa często dniem wolnym od pracy. W dupach się im poprzewracało!
        Mam nadzieje, że te zmainy wejdą w życie i nauczyciele zaczną tak samo pracować jak inni, po 8 godzin dziennie ( a więc te 40 h. tygodniowo) mając prawo do max. 26 dni urlopu.
        Urlopy na podratowanie zdrowia? Sorry, a ci co zapie...ja fizycznie, traca zdrowie, siły ? Dlaczego oni nie maja prawa do urlopów na podratowanie własnego, tak samo ważnego jak u nauczycieli , zdrowia?
        Gdzie to równouprawnienie, ja sie pytam?
        • 15.06.12, 10:46
          możesz sie odzywac do mnie w sposób kulturalny, czy jest to poza Twoją zdolnością wyrażania myśli? wink
        • 16.06.12, 22:09
          5kocur napisał:


          >
          W dupach się im poprz
          > ewracało!
          >
          a tobie we łbie. mózg ci się przesunął w inną część ciała? na codzień też jesteś takim wulgarnym chamem czy tylko na anonimowym forum?
      • 15.06.12, 10:50
        > żaden nauczyciel nie ma urlopu w wysokości 10 tygodni. o tym mówi karta nauczyc
        > iela i inne rozporządzenia, a nie sama karta. żeby coś pisac, t

        a co to za wielka roznica co to gwarantuje
        jest urlop jest , wiec [przestan bredzic



        > ięc to, że chca wprowadzić 40 godzinny tydzien pracy, bo taki właśnie tydzień
        > pracy jest w tej chwili!!
        >

        siedzisz 40 godzin w szkole
        watpie wiec nie pisz bzdur
      • 15.06.12, 15:21
        solaris31 napisała:
        wymiar pracy to 40 godzin tygodniowo, podczas których dyrektor może nakazać siedzenie w pracy i dac jakies obowiązki. bzdurą jest więc to, że chca wprowadzić 40 godzinny tydzien pracy, bo taki właśnie tydzień pracy jest w tej chwili!!
        I co? Siedzisz w robocie 40 godzin tygodniowo? To jak to jest - nauczyciel generalnie powienien być w pracy 40 godzin i wykonywać obowiązki zlecone przez dyrektora, ale przyjęło się że tego nie robi i zwyczajowo siedzi w robocie tyle co pensum - 20 godzin? Czy to nie jest przypadkiem urywanie się z roboty?
        --
        Alabama8
    • 15.06.12, 10:44
      Najwyzszy czas.
      Przywileje dla wybranych grup zawodowych to w ogole pomylka.
      --
      Koci kalendarz- uratuj kocie życie
      • 15.06.12, 10:57
        Podpisuję się.
        --
        pieczywo zeby nie obsychalo trzymaj w wiadrze z woda
        a dluga rura z wrotka na kazdym koncu bedzie wspanialym samochodem dla węża /moofka/
      • 15.06.12, 11:00
        Też bym chciała być 40 godzin w pracy, tak, żeby w tych godzinach były rady i wywiadówki. NIe jest to możliwe i większość to powinna wiedzieć (ale widac nie wiesmile) W takim układzie przydałyby się gabinety dla nauczycieli, z kompem chocby, zeby można było przygotowac sie do zajęć i swięty spokoj, zeby sprawdziany poprawić. A to tez nie jest możliwe w polskich realiach. Prawda jest taka, że mamy coraz więcej bezsensownej , papierkowej roboty, ktora uczniom nie służy, a być musi. Mi do głowy narzekanie nie przyjdzie,( bo zawsze chcialam pracowac w szkole, lubię mlodzież, lubię to, co robięsmile, ale faktem jest, że kiedys się lepiej/ łatwiej pracowało. A co do urlopu zdrowotnego, to pewnie większość nie zdaje sobie sprawy, że finansowo to rewelacyjnie wtedy nie jest (a tak ładnie jest napisane, ze dostaje się 100 % wypłaty). I też uważam, że jakas zmiana by sie przydała, ale niekoniecznie drastyczna.
        • 15.06.12, 11:26
          alfa36 napisała:
          A co do urlopu zdrowotnego, to pewnie większość nie zda
          > je sobie sprawy, że finansowo to rewelacyjnie wtedy nie jest (a tak ładnie jest
          > napisane, ze dostaje się 100 % wypłaty)


          A niby jak jest? Nauczyciel dostaje wynagrodzenie zasadnicze + wysługę lat. W przyoadku nauczyciela dyplomowanego z 20 letnim stażem to jest 2995 + 599 zł czyli 3594 brutto, a 2504,25 na rękę. To tak mało za nicnierobienie?
      • 15.06.12, 11:01
        Ja również.
        Nie widzę powodu, żeby jakakolwiek grupa zawodowa była faworyzowana.
        Mogą być rozwiązania dostosowane do specyfiki pracy, ale nie w opcji 'przywilej', tylko 'ułatwienie'.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • 15.06.12, 11:53
          Al;e to chyba tylko kwestia nazewnictwa w twojej głowie. Naprawdę, czy nazwiesz coś "specyfika pracy/warunkami kontraktu" czy "przywilejem" - to różnica siedzi tylko w twoje głowie.

          Już kiedyś pisałam, ale niech tam, powtórzę się: moja przyjaciółka ma służbowy samochód i blueberry oraz laptop, może także płacić na koszt firmy za dowolnie wymyślone ekskluzywne posiłki w restauracjach, oraz zarabia tyle a tyle, oraz ma tyle a tyle dni urlopu - bo takie są warunki jej pracy (praca także w terenie, reprezentowanie firmy, ciągły kontakt z szefostwem, podwładnymi i współpracownikami), bo na to przystał jej pracodawca. Czy ja mam nazywać jej blueberry "przywilejem posiadania telefonu" i mam jej tego gadżetu zazdrościć? No chyba zacznę pod wpływem tego wątku - ojojoj, czemu ach czemu nikt nie dał mi blueberry i samochodu służbowego, ja wypraszam sobie takie przywileje żeby dawać komuś!!! Jak to tak - ja siedzę w pracy, a ona sobie w restauracyjce gawędzi niby to z klientem, a właściwie to się smakołykami opycha!!! No jak tak można?!
          • 15.06.12, 11:57
            Ale to państwowa praca, czy tak się obżera w tych restauracjach na koszt jakiegoś prywaciarza jednak?
            --
            Dobrze, że pan przyszedł. Właśnie takie coś jak pan jest mi potrzebne. Takie ni to ni owo.
            • 15.06.12, 12:11
              Facepalm bym wkleiła, ale nie chce mi się nawet szukać obrazka smile

              Ona się - uwaga, teraz trzeba się skupić - nie "obżera", tylko negocjuje z klientami. Jednak jakby na to z boku spojrzał dyletant-idiota, to mógłby tak sobie pomyśleć. Warunki i specyfika jej pracy jest taka, że od czasu do czasu trzeba zjeść obiad z klientem. To nie jest przywilej, tylko konieczność, związana z warunkami pracy.

              Specyfika pracy dyktuje warunki pracy. Za pracę ustala się wynagrodzenie. Ok, rozumiem, że w państwowych firmach powinno się w ogóle pracować za darmo, albo niezależnie od specyfiki - zawsze tak samo. Najlepiej tak jak tacy, co odbijają kartę zegarową o siódmej wink

              Nota benka tu w wątku płaczą niektórzy, że zarabiają na rękę 1.200, a ci niedobrzy nauczyciele mają taaaaakie wieeeeelkie pieniądze, ale ja się pytam, te 1.200 to na państwowej czy prywatnej posadzie? Śmiem przypuszczać, że to drugie.
              • 15.06.12, 12:21
                hellulah napisała:
                Nota benka tu w wątku płaczą niektórzy, że zarabiają na rękę 1.200, a ci niedob
                > rzy nauczyciele mają taaaaakie wieeeeelkie pieniądze, ale ja się pytam, te 1.20
                > 0 to na państwowej czy prywatnej posadzie? Śmiem przypuszczać, że to drugie.

                no i tym przypuszczenie pograzasz jeszcze bardziej nauczycieli. Bo jest kryzys i tym prywatnym jest ciezko wiec i ciezko dac 2,5 na reke pracownikowi ale jak z panstwowego to co? to juz kryzys nie obowiazuje. Czyli panstwowa to ciepła posadka i czy sie stoi czy sie lezy...
                Jak nauczyciel popracowąłby troche własnie u prywatnego to szybko by docenił co ma i nei narzekał
                • 15.06.12, 12:27
                  Ale dlaczego uważasz, że "czy się stoi..."? Masz jakieś konkretne pojęcie o pracy nauczycieli? Czy tylko powtarzasz ploteczki i propagandę?

                  Rozumiem, że jak jest kryzys, to zafundujmy sobie za kilka lat jeszcze większy - ale na szybko zaoszczędzimy niewielkie sumy - pozamykajmy szkoły, niech w klasach będzie po 36 uczniów, skasujmy godziny i przedmioty, no po co naród uczyć i edukować, czemu mielibyśmy np. rozwijać nowe technologie, być innowacyjni, mieć mniejszą przestępczość, większą demokrację bezpośrednią i tak dalej? To co - proponujesz jak Kononowicz? Jak nie będzie tych okropnych leniwych nauczycieli nie będzie też tych okropnych, drogich szkół, nie będą się biedne dziateczki uczyć, jeszcze nie daj boże byłyby choć nieco bardziej wyedukowane od rodziców, super, prawda? O to chodzi?
                  • 15.06.12, 12:39
                    troche ni erozumiem co ma jedno z drugim.
                    Ty narzekasz ze chca wymagac od nauczyciela 40godzin pracy i wysmiewasz innych ze maja nizsza płace za te 40godz.
                    Sama tym podkreslasz ze sporo osób ma gorzej wiec moze takie narzekanie jest nietaktem zwykłym.
                    Ja naprawde chciałabym miec 2,5 tys pracowac kilak godzin poza domem a potem nawet do pólnocy siedziec nad dokształcaniem konspektem i sprawdzianami. Jak jzu uda mi sie wrócić od lekarza z chorym dzieckiem, odebrac drugie z przedszkola ugotowac im obiad i pobawic sie z nimi.
                    Dostrzeż wszystkie plusy i je wyceń a nie tylko narzekaj i narzekaj.
                    Ponieważ pracujesz za państwowe jesteś bardziej pod obstrzałem niz ja i wszystko.
                    A co ma przestępczość i technologie do tego ze wyśmiewasz ze u prywaciarza zarabia sie 1200zł w dobie kryzysu i wysokoch podatków (m.in. na nauczycieli) to nei wiem
                    • 15.06.12, 15:04
                      > Ponieważ pracujesz za państwowe jesteś bardziej pod obstrzałem niz ja i wszystk
                      > o.

                      Skąd pomysł, że pracuję na państwowej posadzie? Bo potrafię docenić pracę nauczycieli? Aha.

                      Nie droga nowi-jko, nie jestem nauczycielem.

                      > troche ni erozumiem co ma jedno z drugim

                      A to widać smile

                      > Ty narzekasz ze chca wymagac od nauczyciela 40godzin pracy i wysmiewasz innych
                      > ze maja nizsza płace za te 40godz.

                      Po pierwsze, nauczyciele pracują minimum 40 godzin, w tym 20 godzin przy tablicy.

                      Po drugie, jak ktoś płacze, że ma ledwo 1.200 to do kogo pretensje? no, może do pracodawcy? a zakładam, że mowa o pracodawcy prywatnym. A co ma pracodawca prywatny do tego, ile zarabiają państwowi nauczyciele?

                      Nie dlatego prywatny pracodawca daje komuś 1.200 na rękę, że nauczyciel zarabia więcej. Daje, bo na tyle wycenia jego pracę. Tyle jest warta na rynku. (Ok, podatki i tak dalej, ale to nie jest bezpośrednie i proste przełożenie, skąd pewność, że przy mniejszych podatkach prywatny właściciel nadwyżkę odda pracownikowi? poza tym podatki idą na wiele rzeczy, akurat nie wyłącznie, ani nawet nie głównie, na szkoły).

                      > Ja naprawde chciałabym miec 2,5 tys pracowac kilak godzin poza domem a potem na
                      > wet do pólnocy siedziec nad dokształcaniem konspektem i sprawdzianami.

                      To czemu nie zdobyłaś odpowiedniego wykształcenia i kwalifikacji i nie zawalczyłaś o posadę?
                  • 15.06.12, 13:25
                    hellulah napisała:

                    > Ale dlaczego uważasz, że "czy się stoi..."? Masz jakieś konkretne pojęcie o pra
                    > cy nauczycieli? Czy tylko powtarzasz ploteczki i propagandę?

                    To, co prawda nie mbyło do mnie, ale owszem, mam pojecie i wiele innych osób też. Nauczyciele są tak liczną grupą zawodową, że trudno któregokolwiek nie znać.

                    > ... - pozamykajmy szkoły, niech w klasach będzie po 36 uczniów, skasujmy godziny
                    > i przedmioty, no po co naród uczyć i edukować, czemu mielibyśmy np. rozwijać nowe
                    > technologie, być innowacyjni, mieć mniejszą przestępczość, większą demokrację bezpośrednią i tak dalej?

                    W klasie mojej córki już teraz były 34 osoby. Różnica będzie niewielka, jak będzie 36. A co do kasowania godzin i likwidacji przedmiotów - po cholerę komu historia, matematyka czy biologia, skoro wystarczy religia. Jakoś nikt nie postuluje choćby zmniejszenia jej wymiaru.

                    > Jak nie będzie tych okropnych leniwych nauczycieli nie będzie też tych okropnych,
                    > drogich szkół, nie będą się biedne dziateczki uczyć, jeszcze nie daj boże byłyby choć
                    > nieco bardziej wyedukowane od rodziców,

                    Tu jest ewidentny dysonans. Lepiej wykształcone od rodziców mogą być tylko dzieci nauczycieli, ale do tego nauczyciele nie dopuszczą.

                    > super, prawda? O to chodzi?

                    Wiesz, jakoś nie widzę przełożenia nakładów na oświatę na realne wyniki. Jestem za bonem oświatowym. wtedy jest szansa, że ktoś sie postara i jednak będzie uczył.
                    --
                    O, to ja - taka mądra jestem?!
                    • 15.06.12, 15:11
                      > Nauczyciele są tak liczną grupą zawodową, że trudno któregokolwiek nie znać.

                      Aha, aha, i to czyni cię ekspertem od oświaty. Fajnie. Wiesz, ja znam kilkoro lekarzy, a jakoś nie czuję się upoważniona do stawiania diagnoz, ordynowania leków itp.

                      > W klasie mojej córki już teraz były 34 osoby. Różnica będzie niewielka, jak będ
                      > zie 36.

                      Rozumiem, że jesteś super zadowolona z tej liczby osób w klasie i że absolutnie nie chciałabyś, o nie, broń boże, aby dzieci w jej klasie było np. 16? Ooookeeey, nie mam więcej pytań. No nie, trochę jeszcze mam smile

                      > A co do kasowania godzin i likwidacji przedmiotów - po cholerę komu his
                      > toria, matematyka czy biologia, skoro wystarczy religia. Jakoś nikt nie postulu
                      > je choćby zmniejszenia jej wymiaru.

                      Dlaczego zakładasz, że np. ja postuluję zamianę biologii na religię? Dlaczego zakładasz, że nikt nie postuluje zmniejszenia wymiaru godzin religii w szkołach? Troll harder smile

                      > Tu jest ewidentny dysonans. Lepiej wykształcone od rodziców mogą być tylko dzie
                      > ci nauczycieli, ale do tego nauczyciele nie dopuszczą.

                      To smutne, że nie chcesz, aby twoje dziecko (zakładam, że ty nie jesteś nauczycielką) nie rozwinie się nigdy i nie zajedzie dalej, nie będzie lepiej wykształcone niż ty. Skoro twierdzisz, że żadne dziecko nie-nauczyciela nie może być lepiej wykształcone od rodziców... Oj, smutne to smile

                      > Wiesz, jakoś nie widzę przełożenia nakładów na oświatę na realne wyniki.

                      A są jakieś konkretne nakłady? Czy raczej interes się zwija?

                  • 15.06.12, 15:19
                    > i edukować, czemu mielibyśmy np. rozwijać nowe technologie, być innowacyjni, mi

                    a jaka ty niby chcesz inowacyjnas osiagnac w podstawowce czy gimazjum

                    > Jak nie będzie tych okropnych leniwych nauczycieli

                    jak beda pracowac jak normalni ludzie nie po 15h w tygodniu
                    beda tansi
                    polowe bedzie mozna wyjebac
                    zostanie wiecej pieniedzy na edukacja jako taka pomoce naukowe czy szkoly
                    narazie gminy ledwo ciagna bo musza oplacac ta bande darmozjadow
                    bo oni tak strasznie ciezko pracuja
                    • 15.06.12, 15:39
                      > > i edukować, czemu mielibyśmy np. rozwijać nowe technologie, być innowacyj
                      > ni, mi
                      >
                      > a jaka ty niby chcesz inowacyjnas osiagnac w podstawowce czy gimazjum

                      Wiem, że lubisz zgrywać mądrego inaczej, ale teraz to już przesadziłeś smile

                      Jak myślisz, skąd się biorą wykształceni, innowacyjnie myślący dorośli? aaa, pewnie wyjmują ich takich gotowych z pudełka, no wiesz, rozpakowują z folii w wieku lat 24 smile

                      (podpowiedź - ma coś z tym wspólnego cały proces wychowania i nauczania, od urodzenia do dorosłości)

                      > jak beda pracowac jak normalni ludzie nie po 15h w tygodniu
                      > beda tansi
                      > polowe bedzie mozna wyjebac

                      Bój się żaby, james, chcesz jebac nauczycielki? Połowę pogłowia w Polsce...?! Ambitny...!

                      James, james, one nie pracują po 15 godzin. Część pracy wykonują przy tablicy, a część zdalnie. O, jak np. freelancerzy pracujący zdalnie przy własnym sprzęcie.
                      • 15.06.12, 15:43
                        ak myślisz, skąd się biorą wykształceni, innowacyjnie myślący dorośli? aaa, pewnie wyjmują ich takich gotowych z pudełka, no wiesz, rozpakowują z folii w wieku lat 24 smile

                        (podpowiedź - ma coś z tym wspólnego cały proces wychowania i nauczania, od urodzenia do dorosłości)



                        no to obecny system zupelnie nie dziala
                        ci wielece zapracowani nauczyciele sie poprostu opie...ja albo nie wiem co robia
                        bo jakios innowacyjnosci nie widze wiec efekt ich pracy mizerniutki
                        gdyby takie mieli efekty w zakladzie prywatnym no to nie wiem czy by tam jeszcze pracowali
                        nie mowiac o dwoch miesiacach wakacji i rocznych urlopach
                        • 15.06.12, 15:49
                          Dlatego ja chętnie piszę o dofinansowaniu i zmodernizowaniu oświaty. Ale dofinansowaniu i modernizacji, a nie o szczuciu-narodu-na-nauczycieli oraz nie o zamykaniu szkół i zwijaniu interesu.

                          Nauczyciel nie ma dwóch miesięcy urlopu, weź sobie sprawdź smile
                          • 15.06.12, 16:16
                            > ty. Ale dofinansowaniu i modernizacji, a nie o szczuciu-narodu-na-nauczy
                            > cieli oraz nie o zamykaniu szkół i zwijaniu interesu.

                            oj szczuciu ojeje
                            a kto placi pensje nauczycieli
                            moze narod , wiec narod tu jest szefem i ma cos do powiedzenia
                            • 15.06.12, 16:20
                              Oj biedny ty, nie rozróżniasz dyskusji od podpuszczania jednych grup społecznych na drugie?

                              No widzisz, jakby oświata była lepiej finansowana i ogólnie potraktowana serio jako strategiczna sfera działania państwa, byś umiał analizować przekaz medialny, manipulacje społeczne i takie tam tongue_out - no ale - chyba nie o to chodzi narodowi w osobach jego przedstawicieli wink

                              • 15.06.12, 16:24
                                > jako strategiczna sfera działania państwa, byś umiał analizować przekaz medialn
                                > y, manipulacje społeczne i takie tam tongue_out - no ale - chyba nie o to cho

                                to wyanalizuj sobie jedno
                                ludzie maja dosc swietych krow na ktorych przywileje musza placic coraz wyzsze podatki
                                gornikow rolikow nauczycieli policjanot i calego towarzystwa wzajemniej adoracji
                                • 15.06.12, 16:32
                                  Tego, że się ludzie pozwalają prowadzić na sznurku jak szczeniaczki to nie trzeba specjalnie analizować, to widać, słychać i czuć na kilometr smile
                    • 15.06.12, 15:52
                      > jak beda pracowac jak normalni ludzie nie po 15h w tygodniu
                      > beda tansi
                      > polowe bedzie mozna wyjebac
                      > zostanie wiecej pieniedzy na edukacja jako taka pomoce naukowe czy szkoly
                      > narazie gminy ledwo ciagna bo musza oplacac ta bande darmozjadow
                      > bo oni tak strasznie ciezko pracuja


                      Synu, bende sie za ciebie modlić!
                      Urzywanie obrażliwyh słuf jest niegodne meszczysny, ktury pije łiski.
                • 15.06.12, 15:23
                  Pracuję u "prywatnego" i zdarza mis się być zmęczoną i nawet czasem ponarzekam.
          • 15.06.12, 12:08
            Dla Ciebie przywilej to ekstra dodatki.
            Dla mnie to np. wcześniejsza emerytura.
            I o takim dostosowaniu - typu możliwość odejścia ze służby po krótszym, niż normalnie emerytalny, czasie mówię jako o dostosowaniu do specyfiki pracy. Przy czym od razu zaznaczam, że nie mam na myśli wcześniejszej emerytury.
            I widzę różnicę między indywidualnie dawanymi 'dodatkami' w związku z wykonywaną pracą (i zapewne zależnymi od jej jakości), a czymś, co się z mocy prawa (i za publiczne pieniądze) należy tylko za to, że się jest tym, a nie innym.
            --
            Oddaj 1% na Dom Misi
            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
          • 15.06.12, 12:14
            > moja przyjaciółka ma służbowy
            > samochód i blueberry oraz laptop, może także płacić na koszt firmy za dowolnie
            > wymyślone ekskluzywne posiłki w restauracjach, oraz zarabia tyle a tyle, oraz m
            > a tyle a tyle dni urlopu - bo takie są warunki jej pracy (praca także w terenie
            > , reprezentowanie firmy, ciągły kontakt z szefostwem, podwładnymi i współpraco
            > wnikami), bo na to przystał jej pracodawca. Czy ja mam nazywać jej blueberry "p
            > rzywilejem posiadania telefonu" i mam jej tego gadżetu zazdrościć? No chyba zac
            > znę pod wpływem tego wątku - ojojoj, czemu ach czemu nikt nie dał mi blueberry
            > i samochodu służbowego, ja wypraszam sobie takie przywileje żeby dawać komuś!!!

            tan post to jakieś nieporozumienie. Jeśli jesteś nauczycielką, to gratuluję bystrości umysłu na poziomie dwunastolatka.

            Różnica między nauczycielem a twoją koleżanką jest taka, że na pensję nauczyciela składa się całe społeczeństwo, a pensję twojej znajomej płaci prywatna firma w której jest zatrudniona.

            Jeśli szkoła jest prywatna to nauczyciele mogą pracować nawet 1 godzinę w roku za milion zł miesięcznie i ja nie mam nic do tego, bo to jest ryzyko finansowe prywatnego właściciela szkoły. Ale jeśli jedna grupa zawodowa wywalczyła sobie przywileje i żeruje na całym społeczeństwie, to ja mówię "nie"

            • 15.06.12, 15:33
              Jak miło zacząć argumentację od argumentu ad personam smile Mam w rewanżu nazwać ciebie kobietą z demencją, czy może wolisz babę ze sklerozą? No, skoro ja jestem bystra na umyśle jak dwunastolatek smile Wybieraj, skoro najwidoczniej lubisz ten ton dyskusji smile

              Ja naprawdę rozumiem tezę o kontrolowaniu finansów publicznych. Co broni jednak, także i tobie, posługiwać się neutralnymi określeniami w miejsce nacechowanych emocjonalnie i wartościujących? Inaczej odbiera się konstruktywną krytykę, a inaczej pitolenie o "przywilejach". "Przywilej" w obecnym dyskursie ma nacechowanie pejoratywne, od razu zakłada - o, jest niesłuszny, jest zły. Tymczasem np. to, że nauczyciel nie jest w stanie gadać przy tablicy dłużej niż te ileś tam godzin dziennie, bo wykończy krtań, to nie jest z powietrza wzięty "przywilej" tylko realia (fizjologia człowieka). To, że wykształcony pracownik, odpowiadający za bezpieczeństwo powierzonych mu dzieci, zarabia mniej niż średnia krajowa, ale nie mniej niż 1.000 (co pewnie zadowoliłoby wiele tych nowych nicków w wątku - swoją drogą, wysyp jakiś, urodzaj czy coś?) to owszem - może podlegać dyskusji.

              BTW, z przyjaciółką i blueberry - widzę, że myślenie abstrakcyjne u szanownej baby z demencją barbibarbi kuleje smile Przykład nie po to, że ona ma akurat drogi sprzęt w pracy - przykład na to, że częścią pracy może być coś, co np. ja odbieram jako przyjemność (obiady w restauracjach) albo co ma wymiar finansowy (samochód służbowy). U nauczycieli częścią pracy (wynikającą ze specyfiki pracy) jest to, że w święta mają wolne, a część zadań wykonują zdalnie.

              • 15.06.12, 15:38
                nacechowanie pejoratywne, od razu zakłada - o, jest niesłuszny, jest zły. Tymczasem np. to, że nauczyciel nie jest w stanie gadać przy tablicy dłużej niż te ileś tam godzin dziennie, bo wykończy krtań, to nie jest z powietrza wzięty "przywilej" tylko realia (fizjologia człowieka). To, że wykształcony pracownik,

                to jest dosc intersujace
                za granica moze pracowac pelen etat i nie musi przy tablicy moze sie przygotowywac prowadzic kolka zainteresowan czy cos innego moze nawet grabic teren wokol szkoly
                w polsce zas nauczyciele zapadja na tajemnicze choroby krtani no i nie moga
                chieli by ale nie da rady
                • 15.06.12, 15:41
                  james, nigdzie za granicą nauczyciel nie pracuje głosem 40 godzin w tygodniu. A przygotowywać można się gdziekolwiek. Budynek szkoły to nie Hogwart, nie ma w tym magii.
                  • 15.06.12, 22:35
                    > james, nigdzie za granicą nauczyciel nie pracuje głosem 40 godzin w tygodni

                    to pewnie tez nigdzie w call center nie mowia non stop po 12 godzin
                    ale pewnie ich krtanie sa mniej podatne na urazy niz nauczycielskie
                    • 15.06.12, 23:04
                      Tak, masz rację james, wreszcie udało ci się napisać coś z sensem - staraj się tak dalej smile

                      W call center nie trzeba głośno, bardzo głośno i w miarę wyraźnie wydobywać głosu tak, żeby wypełnić nim całą dużą salę i zagłuszyć szumy/hałas, bez mikrofonu, często przy otwartych oknach (więcej hałasu).

                      Aha, i jeszcze raz: nigdzie na świecie nauczyciel nie pracuje na etacie głosem 40 godzin w tygodniu.
                      • 16.06.12, 09:25
                        hellulah napisała:

                        > W call center nie trzeba głośno, bardzo głośno i w miarę wyraźnie wydoby
                        > wać głosu tak, żeby wypełnić nim całą dużą salę i zagłuszyć szumy/hałas, bez mi
                        > krofonu, często przy otwartych oknach (więcej hałasu).

                        Jeśli uważasz że tak pracują non stop nauczyciele to sie bardzo mylisz. Przejdź się do szkoły na lekcję to sie przekonasz.
              • 15.06.12, 22:00
                hellulah napisała:

                >Tymczasem np.
                > to, że nauczyciel nie jest w stanie gadać przy tablicy dłużej niż te ileś tam
                > godzin dziennie, bo wykończy krtań, to nie jest z powietrza wzięty "przywilej"
                > tylko realia (fizjologia człowieka).

                Przestań, kto mu każe gadać non stop przy tablicy?
                • 15.06.12, 22:20
                  no to napisz, proszę, co według ciebie powinien robić nauczyciel
    • 15.06.12, 11:01
      i jeszcze jedno, bo sprawdziny czekają tongue_out wink

      wiele grup zawodowych ma swoje odrębne przepisy i przywileje. sędziowie, adwokaci, lekarze, górnicy, dziennikarze, część służb mundurowych. że o tych paniach i panach nie wspomnę:

      supernowosci24.pl/poslowie-maja-pensje-i-bajeczne-emerytury/
      nauczyciele uczą nasze dzieci, opiekują się nimi i je także wychowują. należy się im uznanie, a nie wyliczanka ostatniego przywileju w posiaci urlopu, który także i moim zdaniem powinien być zmieniony.

      dobry nauczyciel pracuje czasem i więcej niż te 40 godzin. niewatpliwą zaletą jest to, że można część pracy wykonac w domu, w nocy, jednym słowem wtedy, kiedy człowiek ma czas. ale bywa też tak, że człowiek na zakręcie nie wyrabia. jadąc na wycieczkę pilnuje się dzieci całą dobę. będąc ostatnio na wyjeździe nie spałam po nocach, bo pilnowałam licealistów, którzy bardzo chcieli imprezki robić. odsypiałam w autobusie.

      dajcie mi gabinet, biurko, komputer, moge siedzieć te 40 godzin w szkole, nie ma problemu. teraz muszę płacić za własny komputer i kupuję własny papier.

      każda praca ma swoje zalety i wady. nie do każdej pracy człowiek się nadaje. ja nie mogłabym być lekarzem, z wielu powodów, ale nie zazdroszczę im ani pozycji, ani pieniędzy ani niczego innego, bo zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężko do tego dojść.

      ja się nie skarżę, bo lubię swoją robotę, zarabiam przyzwoicie i na chleb mi starcza. ale jeździć po sobie i tolerowac pisania kłamstw nie będę.
      • 15.06.12, 11:06
        dajcie mi gabinet, biurko, komputer, moge siedzieć te 40 godzin w szkole, nie ma problemu. teraz muszę płacić za własny komputer i kupuję własny papier.


        to chyba jedyne co nauczycielom wychodzi najlepiej
        dajcie dajcie i dajcie jescze wiecej
        • 15.06.12, 11:15
          pokaz mi urzędnika, który w pracy uzywa własnego komputera i kupuje sam papier do drukarki big_grin big_grin big_grin

          nie chodzi o "daj", ale jeśli się chce nas trzymac w szkole, to trzeba stworzyć pracownikowi jakieś warunki. nawet głupie przepisy BHP o tym mówią.
          • 15.06.12, 15:58
            Nie znam ani jednego nauczyciela kupującego papier do drukarki. Znam za to całe mnóstwo rodziców, którzy na początku roku szkolnego taszczą do szkoły po trzy ryzy papieru, żeby nauczyciel miał za co drukować. A tonery i drukarki szkoły kupują z, niestety, wpłat na komitet rodzicielski.
            • 15.06.12, 17:37
              to że Ty nie znasz to nie znaczy, że takich nie ma! Ja kupuję i toner i papier i trochę innych rzeczy też.
              A tak poza tym to nie rozumiem tego plucia na nauczycieli. Każdy zawód ma swoją specyfikę, nauczycielski też. Nie bronimy się rękami i nogami przed zmianami w karcie nauczyciela ale nie możemy zaakceptować, że się nas wyzywa od nierobów i pasożytów. Nasza praca jest ważna i też płacimy podatki.
            • 15.06.12, 19:32
              black-cat napisała:

              > Nie znam ani jednego nauczyciela kupującego papier do drukarki

              No to się poznajmy. W tym roku szkolnym kupiłam 3 ryzy papieru, bloki rysunkowe, kolorowy papier na gazetki, długopisy, teczki , koszulki ... a nawet zeszyt uwag ( który jest ,wg mojej pani dyrektor, dokumentem urzędowym i zostaje w archiwum podobnie jak dziennik), czyste płyty CD, pamięć USB też mam kupioną za swoje big_grin

              Mało tego moje koleżanki kupują podobnie.

              >A tonery i drukarki szkoły k
              > upują z, niestety, wpłat na komitet rodzicielski.

              Wpłaty na Radę Rodziców są tak żenująco niskie , że brak jest pieniędzy dosłownie na wszystko.
              --
              Poddasze...
            • 15.06.12, 20:37
              > Nie znam ani jednego nauczyciela kupującego papier do drukarki. Znam za to całe
              > mnóstwo rodziców, którzy na początku roku szkolnego taszczą do szkoły po trzy
              > ryzy papieru, żeby nauczyciel miał za co drukować.

              Moja kumpela nauczycielka się wkurzała, jak do przedszkola trzeba było zanieść ryzę papieru, mówiła, że pewnie też panie drukują sobie prywatne papiery, jak jej koleżanki z pracy drukują sobie do awansu zawodowego.
              --
              Sądzę więc, że z Twoją d... wszystko w porządku. Nawet przejęła funkcje innych narządów. Taka d... to skarb.
              /by braktalentu/
        • 15.06.12, 11:38
          pokaz mi tokarza, który do roboty własna tokarke przynosi? Urzędnika który własny długopis i papier a kasjerke która z własną kasą fiskalną zapitala na zmianę. Za to nauczyciela nikt się nie pyta SKĄD weźmie na ten papier. Nawet długopisu jednego na rok nie dostanie "służbowego" i już.
          Ja na prawde nie rozumiem CZEMU tak uwierają was ci nauczyciele? Gnębili was w szkołach czy jak? Jest to jeden z bardziej odpowiedzialnych, kiepsko opłacanych, pogardzanych zawodow. Pogarda jaka okazują dorośli przechodzi też na dzieci i mamy w szkołach jak mamy. Ja rozumie, że nie każdy musi znać specyfikę każdego zawodu ale do ciężkiej ku... nędzy kierowca tez nie zapier...dala za fajerką 24/dobę? Nie umiecie zrozumieć, że na prawdę 18 godzin DYDAKTYCZNYCH to nie jest CAŁA praca nauczyciela????
          I tak, uważam, że jeżeli wymagać się chce aby naucyciel pracował 40 godzin tygodniowo W SZKOLE to do ciężkiej cholery, ospy i żołtej febry to pracodawca ma zakichany obowiązewk zapewnić sprzęt i miejsce do pracy. W końcu pani urzędniczka w wydziale komunikacji dostaje biurko, komputer, krzesło a nie przyjmuje interesantów stojąc na korytarzu.
          --
          65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
          • 15.06.12, 11:42
            wiesz jak ci moge prywatne firmy pokazac z rotujacymi biurkami
            czyli jak sobei nie zajmiesz ot nie masz
            i ze trzeba sobie skombinowac dlugopis i paier
            takze roszczeniowa postawa az zeby bola
          • 15.06.12, 11:45
            Pracowałam rok w urzędzie, uwierz, że nie dostałam tam ani złamanego ołówka, ksero było dostępne raz w tygodniu, jak przychodziła pani do jego obsługi, a komputer mieliśmy 1 na pokój - 5 osób.

            A i w szkołach nie tragizujmy nie jest tak źle, w mojej starej właśnie w tym roku nauczyciele dostali swoje komputery, akurat od wydawnictwa, w zamian za wybranie ich podręczników. Papier do ksero też zawsze był, a jak nie było to uczniowie sami przepisywali. Zresztą podręczniki uczniowie też posiadają, a większość nauczycieli narzeka na ten brak papieru do ksero, jakby zeszytów nawet nie było...
            • 15.06.12, 11:53
              no i fajnie, że nauczyciele dostali. Tylko może nie powinno być norma że od wydawnictwa za wybór podręcznika, ale od samorządu z definicji np.? Wiesz są szkoły i są szkoły. W jednej np. tak rozwiązano sprawę kserowania że uczniowie płacili za ksero a nauczyciele nie, ale pod warunkiem że to na lekcje, wpisywało sie w zeszyt i ok. A kasa na papier i toner szła z kasy za ksero dla uczniów. A w innej ksero było bo było, kserować mozna w ograniczonym zakresie. W okolicach sesji semestralnej (taki typ szkoły) ksero ledwie zipało a księgowa kręciła nosem "jak to, JUŻ się skończył toner?"
              Zazwyczaj w szkołach jest mizeria i kiepsko z kasą na wszystko. Kolezanka anglistka np. zakupiła sobie wlasne ksero do domu. Ale niestety, domowe urządzenia tego typu są mało wydajne, po półtora roku musiała wymienić.
              I nie, nie w każdej szkole, nie w każdej klasie uczniowie mają podręczniki. W szkole dla dorosłych np. gdzie pracowałam rarytasem było jak uczeń MIAŁ książkę. I wyobraź sobie że jak sie sprawdzało wyniki nauczania to nikogo nie interesowała z jakimi uczniami pracuje nauczyciel. Jak nie umiał uczeń znaczy że nauczyciel do dupy. Szkoda tylko że uczeń najczęściej w dupie miał czy sie nauczy czy nie, on chciał zdać.
              --
              65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
            • 15.06.12, 18:02
              mojej starej właśnie w tym ro
              > ku nauczyciele dostali swoje komputery, akurat od wydawnictwa, w zamian za wybr
              > anie ich podręczników.

              Że co?? a można wiedzieć jakie to wydawnictwo?
          • 15.06.12, 11:48
            a pokoi nauczycielskich to juz nie ma w szkołach??
            niema tam kazdy swojego krzesła ??
            bo zawsze najwieksze larum o sprawdziany to przeciez komutera nie tzreba do sprawdzania, tzreba dlugopis i tu rzeczywiscie porazka ze nie ma zaplecza biurowego
            kilka kompów kompatybilnych z 1 drugarką/kserem by sie jednak przydało w tym pokoju nauczycielskim to sie zgodze ale przeciez chyba sa pracownie komputerowe z których mozna korzystać po godzinach zajeć
            Jesli bedziecie walczy o komp w pokoju nauczycielskim lub słuzbowy długopi to ja popre was z całej mocy ale nie jak wam zel bo ktos wymaga pełnej pracy za pełna płace to nie zrozumiem i nei popre
            • 15.06.12, 11:58
              nowijka, pracowałam co prawda w jednej szkole, ale mogę Ci powiedzieć. Pokój nauczycielski miał długi stół i jakieś 12 krzeseł do tego, jeden stary komputer, teoretycznie działający ale w praktyce róznie bywało. Natomiast Rada pedagogiczna liczyła sobie około 45-50 osób, w porywach. Bo zmieniało sie to semestralnie. Załóżmy teraz że choćby tylko połowa z tych nauczycieli chciała pracować w tygodniu 40 godzin w szkole.... hmmm kłopotliwa sprawa by była. Aha, sal lekcyjnych było 11. Z tym, że jednak część dnia były zajęte, na lekcje....
              --
              65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
              • 15.06.12, 12:15
                paskudek1 napisała:

                > nowijka, pracowałam co prawda w jednej szkole, ale mogę Ci powiedzieć. Pokój na
                > uczycielski miał długi stół i jakieś 12 krzeseł do tego, jeden stary komputer,
                > teoretycznie działający ale w praktyce róznie bywało. Natomiast Rada pedagogicz
                > na liczyła sobie około 45-50 osób, w porywach.

                No i to jest skandal. Zgadzam się. Bo naprawde te szkoły takie ciasne ze nie mozna zrobic przyzwoitego pokoju dla nauczycieli albo dwóch zeby wszyscy sobie na głwoei nei siedzieli.
                Tu sie zgodze. trzymac w takich warunkach ito kretynstwo ale na samym poczatku było ze "dyrektor może wymagać bycia 40godz w szkole" MOZE czyli chyba jak wie ze nie ma krzeseł dla wszystkich to nie wymaga
            • 15.06.12, 12:02
              pokusiłam się o spradzenie, ze strony szkoły podstawowej mojego dziecka wynika, że poza dwiema dyrektorkami w radzie pedagogicznej jest 32 nauczycieli. Dyrektorki maja jakis gabinet, pozostaje nam 32 osoby do umieszczenia w pokoju nauczycielskim. Byłam tam raz, zapewniam Cię że NIE MA tam miejsca dla 32 osób jednocześnie. Jeszcze tak, żeby KAŻDA mogła sobie swobodnie te sterty papierzysk wszelakich porozkładać.
              --
              65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
      • 15.06.12, 11:08
        solaris31 napisała:

        > opiekują się nimi i je także wychowują.

        Hłe hłe hłe. NIEKTÓRZY na pewno.

        > należy się im uznanie

        Tym, którzy faktycznie robią to, co wyżej - owszem.
        Nie wszystkim 'z mocy prawa'.
        Jak sobie myślę o przywilejach nauczycielki matematyki mojego dziecka, to bym jej jeszcze dwa razy tyle dała. Bo sercem i głową jest z uczniami.
        Ale jak myślę to samo o jego wychowawczyni, to mnie trafia. Bo paskudny babsztyl (rzadko mi się zdarza, ale tutaj jest to w pełni uzasadnione), nawet na podstawową pensję nie zasługuje.

        > dobry nauczyciel

        I tu jest clue.
        Niestety przywileje przysługują niezależnie od tego, jakim się jest nauczycielem.
        A w tej chwili tych dobrych jest niewielu.

        Mam świadomość tego, w jak dużym stopniu przyszłość naszych dzieci zależy od nauczycieli.
        I dlatego mnie skręca na myśl o tym, że moje dziecko musi obcować z babsztylem pokroju swojej wychowawczyni, która nie potrafi współpracować (dopiero wyraźny nacisk dyrekcji wymusił stosowanie zaproponowanych przeze mnie - bo ona psychologię dawno temu na studiach miała i nie wie - rozwiązań i nagle dziecko się odmieniło o 180 stopni).
        A jeszcze bardziej, że ma ona od groma przywilejów, na które po prostu nie zasługuje.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
      • 15.06.12, 11:11
        Solaris- sprawa jest prosta.Zlikwidowac przywileje i finito.Nikt nie bedzie sie czul poszkodowany.
        --
        Koci kalendarz- uratuj kocie życie
      • 15.06.12, 11:13
        ja bym postulowała jeszcze za ukróceniem w szkołach tzw. długich weekendów kiedy to bezceremonialnie oswiadcza sie rodzicom ze szkoła nie pracuje. jak sobie pani nauczycielka chce miec wolny dzień to nich wezmie urlop. dwa - chociaż tego nie regulują przepisy- co to za pomysł zeby rodzice przerabiali z dzieckiem materiał ktory powstał jako zaległość z powodu nieobecności nauczycielki? jak jestem na zwolnieniu czy urlopie to moje projekty nadzoruje wyznaczona osoba z działu. dlaczego nauczyciel przychodzący na zastępstwo nie realizuje programu?
        • 15.06.12, 11:44
          kajmanik pie...sz za przeproszeniem farmazony. Dyrektor ma 10 dni do dyspozycji i te dni może dać wolne, zazwyczaj wykorzystuje z tego może 5. Długie weekendy? JAKIE długie weekndy? U mojego syna w szkole nawet jak jest to wolne dyrektorskie to dostajemy do podpisu karteczki czy dziecko ma zapewniona opiekę czy nie. Bo jak nie to jest świetlica. I co, uwqżasz że krasnoludki na tej świetlicy gó...ażerii pilnuję?
          Jak przyszła majówka to pani powiedziała nam wprost, że lekcje są "normalnie" ale jak ktoś ma zaplanowany wyjazd to ona zabronić nie może. Co zrobi z dziećmi w tym czasie to juz kwstia tego ilu ich przyjdzie. Sama nauczucielka długiego weekendu NIE miała. Więc nie pieprz że wszędzie i że zawse bo tak NIE jest. Aha i czesto gęsto odpracowywac nie pozwala np. organ prowadzący a to jest samorząd a nie dyrekcja szkoły.
          --
          65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
          • 15.06.12, 11:55
            taaaa....dostaję w dzienniczku kartkę- 8 czerwca szkoła nie pracuje. nikt mnie o nic nie pyta. w długi majowy była wywieszka ze są to dodatkowe dni wolne. dla kogo - pytam - wolne? powtarzam - jak nauczyciel chce miec wolny dzień to powinien brać urlop wypoczynkowy. a co do zajmowania się dziećmi w dni wolne od zajęć dydaktycznych to nie widziałam tam nigdy np. nauczycieli mojej córki tylko panie ,,ze świetlicy". i zebrania zawsze są o 16.30 a pózniej pretensje ze frekwencja mała ... dla jasności - szkoła w W-wie.
            • 15.06.12, 12:12
              ale zrozum człowieku że jak jest wolne to zazwycaj oznacza to wolne od zajęć dydaktycznych a jak nie masz co z dzieckiem zrobić to opieke szkoła MUSI zapewnić. A co do zebrań to O KTÓREJ mają być? O 20? No wybacz ale nauczyciel tez ku... mac człowiek i do domu by jednak wrócił i pomieszkał oraz z rodziną pobył. Aha "panie ze świetlicy" to też nauczyciele, tylko iinaczej pracujący.
              --
              65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
              • 15.06.12, 12:17
                ja mam zrozumiec? szkoła nie moze zrozumieć ze jezeli pracuję do 16 to nie teleportuję sie do szkoły na 16.30. nie i już. ostatecznie to szkoła jest dla dziecka a nie js (i dziecko) dla szkoły.
                twoim zdaniem komunikat ,,szkoła nie pracuje" nie oznacza dnia wolnego dla nauczycieli????
                • 15.06.12, 14:52
                  kajmanik napisała:

                  szkoła nie moze zrozumieć ze jezeli pracuję do 16 to nie tele
                  > portuję sie do szkoły na 16.30.

                  no i jak ma się do tego pracowanie n-li po 8 godzin dziennie? od 8 do 16 np?
                  bo zebranie z rodzicami to w ramach pracy, więc w godzinach pracy...
                  o wycieczkach kilkudniowych nie wspominając...

                  --
                  I wanna do bad things with you...
                  • 15.06.12, 15:16
                    biorąc pod uwagę ze lekcje w klasie mojej córki zaczynają się codziennie o 8.45 to nie ma 8 godzin. to raz. dwa-wiadomo ze nie kazdego dnia jest te 8 godzin na lekcjach. zresztą - to nauczyciel chce se spotkać z grupą rodziców i normalne jest ze to on powinien się dostosować do 30 matek i ojców a nie odwrotnie.
                    • 15.06.12, 15:20
                      kajmanik napisała:

                      \zresztą - to nauczyciel chce se spotkać z grupą rodziców i normaln
                      > e jest ze to on powinien się dostosować do 30 matek i ojców a nie odwrotnie.

                      a ja myślałam ,że rodzice chcą..a właściwie powinni chcieć się dowiedzieć, jak dziecko się sprawuje i jak jego postępy w nauce, ale widocznie żyję w krainie złudzeń....
                    • 15.06.12, 15:23
                      kajmanik napisała:

                      . zresztą - to nauczyciel chce se spotkać z grupą rodziców i normaln
                      > e jest ze to on powinien się dostosować do 30 matek i ojców a nie odwrotnie.

                      aha, dostałam kiedyś pismo z ZUS że chcą mnie widzieć, proszę aby dostowali swe godziny pracy do moich, bo nie mogę w godz. 8-13, przecież to oni chcą mnie widzieć, a nie ja ichsmile
                    • 15.06.12, 15:24
                      kajmanik a ogarniasz taki myk, że to iż TWOJA córka zaczyna lekcje o 8:45 nie oznacza że pani nauczycielka zaczyna tez o tej porze? Wiesz, nauczyciele uczą zazwyczaj w więcej niz JEDNEJ klasie i te klasy maja lekcje o RÓŻNYCH godzinach.
                      --
                      65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
                  • 15.06.12, 15:19
                    no własnie. Z jednej strony krzyk że przywileje, że nicnierobią, że granda i pouta, i święt krowy. Bo kto to słyszał zebranie o 16:30 robić jak ja pracuję do 16 i się nie teleportuję. Na marginesie, ja TEŻ pracuję do 16 i wyobraź sobie, ze nawet samochodem to na ta 16:30 zdążam ledwo ledwo i to bez obiadu.
                    Ale do rzeczy: z jednej stron niech lenie śmierdzące siedzą w szkole 40 godzin tygodniowo, uczciwie pracują bo tylko w stołki pierdzą i na urlopu zdrowotne chodzą. A z drugiej zebranie to ma byc o 17, a jeszcze lepiej o 18:30, z tym że nie dłużej niż 30 minut bo chcę wrócić do domu. Nauczyciel ma pracować 8 godzin dziennie ale wycieczki mają być bo co to za szkoła bez wycieczek, itd, itp.
                    Weźcie wy się do ku... nędzy ogarnijcie ludzie i zastanówcie troszeczkę. Taka jest specyfika a nie inna tego zawodu. Spróbujcie sobie pogadać do ściany przez 45 minut, no dobra 40, ale cięgiem, bez przerwy. A teraz wyobraźcie sobie że musicie gadać nie do ściany tylko do grupki ludzi, z których np. JEDNO jest zainteresowane tym co mówicie, reszta ma was w dupie ale nie macie prawa nic im zrobić. Z klasy wyprosić też nie. Aha i jesteście, wg przepisów oświatowych, odpowiedzialni za nawet pełnoletnich ludzi. Jak sobie Jasio zwichnie nożkę kopiąc Stasia (Jasio ma lat 19) to też WAS będą ciągać po dyrekcjach, urzędach miasta i starostwach z wyjasnieniami. O kuratorium nie wspomnę. I nie, nie mówię z sufitu, 3 lata pracy w szkole dla dorosłych, wieczorowej i zaocznej dały mi ogląd co do przepisów i sytuacji w szkole. Nauczycielka z wieloletnim stażem pracy, żeby móc zgodnie z przepisami oświatowymi przejść z prawie pełnoletnimi ludźmi, 250 metrów ze szkoły do urzędu, musiała wypełnić papierki pt. plan wycieczki ora okazać stosowne uprawnienia jako kierownik wycieczek szkolnych. Papierek (bo przecież trudno nazwać kursem durnowate szkolenie) kosztował 150 zł, zapewniam że dyrekcja nie zwraca kasy. Ale żeby zrealizować treści programowe i żeby szanowna młodzież wiedziała COKOLWIEK w praktyce a nie tylko teoretycznie to musieli do tego urzędu pójść. Takie są durnowate przepisy, nie wymyslają ich nauczyciele ani nawet nie dyrekcja.
                    Aha, jak się na przerwie dwóch DOROSŁYCH panów pobiło w szkole to: policja nic nie mogła zrobić bo bili się jeden na jednego, dyrekcja nic nie mogła zrobić bo żaden skargi nie wnosił, rozdzielić ich nie można było bo nie wolno tknąć ucznia, a potem była specjalna rada pedagogiczna, sterta pisemek do kuratorium i starostwa oraz na policję.
                    --
                    65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
                    • 15.06.12, 15:24
                      zawodu. Spróbujcie sobie pogadać do ściany przez 45 minut, no dobra 40, ale cięgiem, bez przerwy. A teraz wyobraźcie sobie że musicie gadać nie do ściany tylko do grupki ludzi, z których np. JEDNO

                      i tak to wlasnie gadasz do sciany ANI EUCZYSZ
                      ile teraz jest na maturze potrzeba do zdania 30% ?
                      ten poziom to zdaje sie efekt morderczej pracy nauczycieli
                      niedlugo sukcesem bedzie jak maturzysta bedzie sie umial podpisac
                      • 15.06.12, 15:28
                        jamesonwhiskey napisał:


                        > ile teraz jest na maturze potrzeba do zdania 30% ?
                        >

                        ten próg ustaliło MEN a nie nauczyciele, możesz mi wierzyć wszyscy nauczyciele sa tym oburzeni i stwierdzają, że matura to parodia.

                        to tak jak refundacja leków, winisz lekarzy za to?
                      • 15.06.12, 15:33
                        To akurat nie ma nic wspólnego z nauczycielami. Raczej z pewną tendencją - udawaniem, że mamy rosnącą ilość wykształconej młodzieży. Odkąd zniknęły zawodówki i każdy pcha się na studia, a wcześniej do liceum - poziom jest zaniżany z roku na rok.
                      • 15.06.12, 15:50
                        ja już na szczeście ani nie gadam ani nie uczę. A na marginesie NIGDY nie uczycłam. Pracowałam w szkole i jako bibliotekarz miałam etat nauczycielski. I wybacz ale NIE JA ustaliłam takie przepisy. Wolałabym miec normalny etat administracyjny ale nie miec na głowie durnowatych sprawozdań i dziennikow. Aha a gadanie do ściany to był tylko przykład. Zrób w swojej firmie szkolenie, poprowadź je 6 godzin dziennie, poczuj się odpowiedzialny za uczestników szkolenia także podczas przerw i zmuś ich do panowania materiału. Zrób sprawdzian i oceń. A potem zostań rozliczony z wyników chociaż ten durny Kowalski nie słuchał. Ale to TY jesteś winny że Kowalski nie słuchał i guzik go twoje gadanie interesowało.
                        Takie są realia pracy w szkole. Przykład - klasa druga podstawowki, na wfie dzieci najchętniej grają w dwa ognie, jezeli nauczycielka chce przeprowadzić COKOLWIEK innego dzieci się autentycznie obrażają. I to ONA musi wymyslić sposób żeby robiły to co powinny. A fizycznie nie może zmusic ich do niczego. A to jest tylko druga klasa podstawówki.....
                        --
                        65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
                        • 15.06.12, 16:33
                          paskudek1 napisała:

                          > Takie są realia pracy w szkole. Przykład - klasa druga podstawowki, na wfie dzi
                          > eci najchętniej grają w dwa ognie, jezeli nauczycielka chce przeprowadzić COKOL
                          > WIEK innego dzieci się autentycznie obrażają. I to ONA musi wymyslić sposób żeb
                          > y robiły to co powinny. A fizycznie nie może zmusic ich do niczego. A to jest t
                          > ylko druga klasa podstawówki.....

                          Tym argumentem raczej nauczycielom nie pomagasz.
                          --
                          Oddaj 1% na Dom Misi
                          ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 15.06.12, 22:30
              Niezależnie, czy robiłam zebrania o 16:30 czy 17:30, przychodziło zawsze tych samych 8-10 osób. I te osoby zadecydowały, że jednak wolą 16:30.

              --
              Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
              Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
      • 15.06.12, 12:20
        > dajcie mi gabinet, biurko, komputer, moge siedzieć te 40 godzin w szkole, nie m
        > a problemu. teraz muszę płacić za własny komputer i kupuję własny papier.

        zwolnij się jak ci się nie podoba. Proste.
      • 15.06.12, 22:10
        solaris31 napisała:

        > dobry nauczyciel pracuje czasem i więcej niż te 40 godzin.


        Jak ja lubie ten argument smile w każdym zawodzie mozna sobie pracowac więcej. To jest Twoja prywatna sprawa ile godzin ponad etat pracujesz. No i nie kazdy nauczyciel jest dobry. Jest sporo kiepskich nauczycieli, sporo przecietnych. I nawet nie mozna ich zwolnić smile
    • 15.06.12, 11:17
      Żal wam dupę ściska, czy ke?
      To idźcie do roboty do szkoły, jak to taki miód. Co za problem? uncertain
      Albo zostańcie górnikiem, żołnierzem, policjantem. Szybka emeryturka będzie i inne fajne rzeczy.
      --
      Penis w erekcji nie ma sumienia.
      anielska.blog.pl/
      • 15.06.12, 11:21
        niestety wieleu nauczycieli zdecydowało się na tą pracę ze wzgłedu na (nienalezne) przywileje a teraz ich zgorzkniałość i niechęc odbija się na dzieciach i rodzicach.
      • 15.06.12, 11:22
        Mi nic niczego nie ściska, ale jak ktoś ma przywileje, to przynajmniej niech swoją pracę wykonuje odpowiednio.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • 15.06.12, 11:26
          e_r_i_n napisała:

          > Mi nic niczego nie ściska, ale jak ktoś ma przywileje, to przynajmniej niech sw
          > oją pracę wykonuje odpowiednio.


          Skąd wiesz, że nie wykonują swojej pracy odpowiednio?
          Proponuję zabrać dzieci ze szkól i zacząć uczyć je indywidualnie.
          • 15.06.12, 11:50
            Skąd wiem? Bo jestem rodzicem zaangażowanym i widzę, co się dzieje.
            Nie nadaję się do nauczania domowego i się za to nie biorę.
            Wysyłam dziecko do szkoły, gdzie oczekuję od SPECJALISTÓW odpowiedniej pracy.
            Nie trzeba być nauczycielem, żeby tę pracę umieć ocenić.
            Poza tym akurat ja mam potwierdzenie swojej tezy u fachowców.
            Wystarczy?
            --
            Oddaj 1% na Dom Misi
            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
          • 15.06.12, 12:31
            jagienka75 napisała:
            > Skąd wiesz, że nie wykonują swojej pracy odpowiednio?
            > Proponuję zabrać dzieci ze szkól i zacząć uczyć je indywidualnie.


            Świetny argument. Rozumiem, że jak jesteś niezadowolona np. z usługi fryzjerskiej, to idziesz na kurs i zaczynasz obcinać się sama? A jeżeli firma budowlana zamiast domu wybuduje Ci jakiegoś gniota, to Ty buzia w ciup, nie masz do nich pretensji, tylko idziesz na architektorę, studiujesz pięć lat i budujesz dom sama?
          • 15.06.12, 22:17
            jagienka75 napisała:

            > Skąd wiesz, że nie wykonują swojej pracy odpowiednio?

            A co wszyscy są tacy dobrzy? jak w każdym zawodzie: sporo obiboków. A przywileje mają wszyscy smile szkoda trwonionej kasy.
        • 15.06.12, 11:47
          to może zacznijmy od politykow wszelkiej maści? Zdaje się że i przywilejów i kasy mają znacznie więcej niż ten nauczyciel czy policjant. A może prokuratorów weźmy na tapetę? Czemu u li9cha idzie taki w stan spoczynku a nie na emeryturę???
          --
          65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
          • 15.06.12, 11:59
            Wyraźnie wyżej napisałam, że przywileje są wg mnie do zniesienia w ogóle.
            Mowa o nauczycielach w tym wątku, więc się wypowiadam w temacie.
            --
            Oddaj 1% na Dom Misi
            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
      • 15.06.12, 11:22
        Co się odzywasz, jak ciebie to nie dotyczy? Z twoich podatków są opłacane pensje nauczycieli, którzy uciekają na urlop dla poratowania zdrowia, jak grozi im zwolnienie? Ty masz problem, jak szkoła zamknięta, bo ferie, rekolekcje, piątek po BC, wtorek między 1. a 3. maja i nie wiadomo, co zrobić z dzieckiem?
        --
        Nie o te Hiny chodziło
      • 15.06.12, 11:31
        Do tej pracy trzeba się jeszcze dostać, przeważnie decydujące są więzy krwi lub przynajmniej znajomości.
        • 15.06.12, 15:35
          No, z pewnością. Jakoś szkoły zmieniałam, bez znajomości się obeszło.
      • 15.06.12, 12:00
        a dlaczego reszta społeczeństwa ma sponsorować wyjątkowe przywileje niektórych grup zawodowych? Niech rynek pracy zweryfikuje, czy bycie nauczycielem to rzeczywiście taka ciężka praca i taka nieopłacalna. Jak na razie przyjęciem do szkoły rządzi kumoterstwo a nie rzeczywiste kwalifikacje, nauczyciele trzymają się rękami i nogami swojej pracy, no to wynika z tego że ta praca to rzeczywiście miód.
        Z mojego otoczenia znajomi nauczyciele mają pracę po znajomości, koleżankę wciągnął do szkoły ojciec nauczyciel, a to że może pracować w 2 szkołach na 2 etatach to też kwestia przychylności znajomych dyrektorów . Moja ciotka w szkole pracuje bo ze strony męża ma w rodzinie dyrektorkę szkoły, gdy zaczęła pracę miała tylko średnie wykształcenie.

        To jest zwyczajne żerowanie na innych, te przywileje są wydarte siłą przez związki zawodowe. Przeciętny nauczyciel się byczy a inni za to muszą płacić!
        • 15.06.12, 15:56
          I uważasz, że jak zabiorą nauczycielom te wszystkie przywileje i dołożą godzin przy tablicy, to dzieci będą lepiej uczone? Kto pracuje dobrze, będzie dalej dobrze pracował, kto się obija znajdzie sposób, żeby się obijać . Nadal będzie panowało kumoterstwo, klasy będą równie liczne, pieniędzy na oświatę tak samo nie będzie, bo samorządy przerzucą je na coś innego. Przestańmy też wreszcie pisać o reszcie społeczeństwa utrzymującej nauczycieli. Nauczyciele też płacą podatki, z których są utrzymywani oni, lekarze, urzędnicy i różnej maści pijaczki. Poza tym ja naprawdę liczę, ze wprowadzą ten 40 godzinny tydzień w miejscu pracy. Mam dosyć zabierania roboty do domu.
      • 15.06.12, 15:11
        rosapulchra-0 napisała:

        > Żal wam dupę ściska, czy ke?

        Nie, zal dupy mi ni ściska, bo swoja prace mam super i mimo, że się naharuje jak wół, przynosi mi duzo satysfakcji i jeszcze kilka pozytywów wink.

        > To idźcie do roboty do szkoły, jak to taki miód. Co za problem? uncertain
        > Albo zostańcie górnikiem, żołnierzem, policjantem. Szybka emeryturka będzie i i
        > nne fajne rzeczy.

        Nie o to chodzi. Nie każdy ma predyspozycje zostania nauczycielem, górnikiem, policjantem czy zołnierzem. Tak samo jak nie każdy ma predyspozycje do bycia prostytutka czy łodziejem. I o ile tych dwóch ostatnich należy wywalić poza margines, o tyle wszystkim innym należą sie te same prawa. Nawet powiem więcej, jest wiele zawodów, do których nauczyciel sie nie umywa, a nie ma takich przywilejów, co jest cholernie niesprawiedliwe...
        I o to tu chodzi...


    • 15.06.12, 11:40
      - zdecydowanie za - ale bardzo bym chciała, aby nasz szanowny sejm ponad podziałami zastanowił się nad tym, jak wykorzystać fakt spadku liczby dzieci i wiążącej się z tym większej ugodowości środowiska nauczycielskiego tak, aby przyniosło to w efekcie lepszą szkołę dla uczniów i rodziców, lepsze warunki pracy dla nauczycieli. Zwyczajne odebranie nauczycielom przywilejów nie poprawi bowiem na jotę nauczania. Dobrze byłoby wypracować taki system, który przyciąga do zawodu i promuje najlepszych (a nie tych, którzy chcą dłuższych wakacji), który daje im potrzebne narzędzia od środków dyscyplinujących przez organizację pracy po komputery) do efektywnej pracy.
      --
      Życie w Zatoce Perskiej
    • 15.06.12, 11:42
      Artykuł - ciekawostka świadcząca o tym, że nauczyciel, któremu się NIE CHCE, wcale nie musi dobrze pracować i praktycznie nic mu nie można zrobić:
      wyborcza.pl/1,76842,11928568,Nauczyciel_praktycznie_nie_do_ruszenia.html
    • 15.06.12, 11:45
      Urlopy dla poratowania wykorzystywane są głównie po macierzyńskim do opieki nad dzieckiem zamiast wychowawczego. I to jest chore! Jeżeli taki twór miałby jeszcze istnieć to dla osób z np. 20-25 letnim stażem. I nie wiem czy 2500 netto /przy wysłudze 20%/ na takim urlopie to tak mało za byczenie się w domu.
    • 15.06.12, 11:45
      Jak was tak boli system edukacji i mityczne przywileje nauczycielskie, to zawsze możecie homechoolować dzieci. Zobaczycie, jaki to miodek. Albo zróbcie kursy i idźcie uczyć, np. nauczycieli przedsiębiorczości z prawdziwego zdarzenia brakuje.
      Ja uciekłam ze szkoły, bo ta cała papierologia i roszczeniowi, wymyślający bzdury rodzice mnie zjedli.
      A byłam z tych co po lekcjach siedzieli z własnej woli z problemowymi uczniami, co sami wszystkie materiały opracowywali i tak dalej - więc na swoją pracę poświęcałam lekko licząc te 40h (np. mieściły się w nich dojazdy pksem do pracy - bo miałam tam dyżur i nadzorowałam dojeżdżających uczniów, próby przedstawień i tak dalej).

      Wszystkim szczekającym na nauczycieli zaleciłabym taką terapię w postaci przepracowania miesiąca w szkole. I wtedy pogadamy.
      --
      http://www.miloscniewyklucza.pl/banery/milosc256x30.jpg
      • 15.06.12, 12:05
        Oczywiście, że nie każdy nadaje się na nauczyciela i nie jest to łatwa praca. Ale nigdzie łatwo nie jest, nawet przy kopaniu rowów.
        Ale to ciągłe narzekanie jak im to strasznie źle i jakie mają głodowe pensje i straszenie strajkami to gruuuba przesada.
        • 15.06.12, 12:13
          a czy wiesz, o co ma być ten strajk?

          nie o pensje ani "przyywileje", tylko o pseudoreformę, na której autorytety nie zostawiają suchej nitki / sprawa główna - reforma programowa w liceach, i głośna sprawa ograniczenia historii/, przeciw rozwiązaniom systemowym, które będą ich zdaniem złe dla szkół, i przeciw prywatyzacji systemu.

          o podwyżkach i poborach w ogóle słowa nie było!!!
      • 15.06.12, 12:21
        Niektóre przywileje nie są mityczne. Problem w tym, że te, które istnieją, obejmują WSZYSTKICH nauczycieli, bez względu na jakość ich pracy (patrz link do artykułu kilka postów wyżej).
        Ja nie twierdzę, że wszyscy nauczyciele to lenie, nieroby. Uważam, że jest wielu nauczycieli zaangażowanych w pracę i wkładających kawał serca, często swój prywatny czas, a nawet i pieniądze, w to co robią.
        Chodzi o to, że jednakowo traktowany jest nauczyciel pracujący dobrze i taki, który kompletnie nie nadaje sie do tej pracy.
        Awans zawodowy to przecież kpina - stos papierów, w których można napisać praktycznie co się chce, dyrektor zwykle (żeby nie robić sobie kłopotów, z sympatii czy innych względów), podpisze wszystko. Znam nauczycieli, którzy pisali o biegłej znajomości komputera i wykorzystywania pogramów komputerowych w swojej pracy, a nie znaja podstaw obsługi WORD-a. Nauczyeile w ciągu paru (chyba 9) lat osiągają najwyzszy stopień awansu i właściwie nie muszą już nic robić.
        Urlop dla poratowania zdrowia - należy się trzy razy w ciągu kariery zawodowej, w tym pierwszy po 7 (!!!) latach pracy. Może mi ktoś powiedzieć, co AŻ takiego męczącego jest w tej pracy, że po 7 latach jest się zmuszonym do wzięcia rocznego urlopu? Już nie mówiąc o tym, że zgodę na urlop wydaje zwykły lekarz i w praktyce nie ma możliwości odwołania się od tej decyzji. Nauczyciel może iść do prywatnego lekarza, zapłacić za wizytę i dostać papierek bez problemu.
        Nauczyciela zwolnić praktycznie nie można, chyba, że nie ma już dla niego godzin (znowu odsyłam do artykułu).
        Nauczycieli pracujących dobrze dyrektor może premiować dodatkiem motywacyjnym. Nie wiem, jak jest w dużych miastach, ale u nas większość nauczycieli ma dodatek w granicach 1 - 5% pensji zasadniczej. Czy taka kwota jest w stanie zmotywować nauczyciela do dobrej pracy? Czy lepiej jest mu się nie zngażować, zarobić te 100 - 150 zł mniej i mieć spokojną głowę, wyrobić swoje 20 godzin i iść do domu?
        Uważam, że Karta Nauczyciela sprzyja patologiom i DEMOTYWUJE do pracy. Przywileje - tak, ale dla tych, którzy na to naprawdę zasługują.
        • 15.06.12, 12:32
          Czy wszyscy tak pomstujecie na tych paskudnych nauczycieli siedzac w domu na zwolnieniu, ew. na lezaku na wakacjach? a moze macie przerwe na lunch lub papierosa? Bo niemozliwym jest przeciez, byscie obijali sie w pracy siedzac w necie i klepiac na forum w normalny dzien pracy. Jedyna grupa zawodowa ktora sie obija sa nauczyciele.

          --
          Early to bed and early to rise makes a man wealthy and healthy and wise wink
          • 15.06.12, 12:38
            big_grin też się wiele razy zastanawiałm, skąd e-matka ma tyle czasu na forum do południa big_grin

            ja sama pracuję od godziny 15 / szkoła popołudniowa/ wink teraz bezczelnie się obijam wink
            • 15.06.12, 15:39
              Otóż to, większość postów jest w godzinach 9.00 - 17.00.
              Oczywiście jak je o to zagadnąć to "akurat mam czas bo czekam na klienta który się spóźnia" albo "mam akurat przerwę w pracy".
              --
              http://www.suwaczki.com/tickers/5r9dgrg54d7rcelg.png
              • 15.06.12, 16:05
                gazeta_mi_placi napisała:

                > Otóż to, większość postów jest w godzinach 9.00 - 17.00.
                > Oczywiście jak je o to zagadnąć to "akurat mam czas bo czekam na klienta który
                > się spóźnia" albo "mam akurat przerwę w pracy".


                bo to gupio pszysnać die do tego, rze sie obija w pracy, zamiast pracować. co majo pisać? prafde?
          • 15.06.12, 12:41
            homohominilupus napisała:

            > Czy wszyscy tak pomstujecie na tych paskudnych nauczycieli siedzac w domu na z
            > wolnieniu, ew. na lezaku na wakacjach? a moze macie przerwe na lunch lub papier
            > osa?
            ja z podatków pensji nei biore wiec guzik ci do moich układów z pracodawcą
          • 15.06.12, 12:41
            W naszym pięknym kraju już tak jest, że wielu żyje tym i zaciera ręce z radości, jeśli komuś zle się dzieje, albo zaczyna gorzej się powodzić, czy to na gruncie zawodowym, czy prywatnym.


          • 15.06.12, 12:51
            Ja po nocce jestem. A w pracy też mogę siedzieć na necie. Jak akurat nie ma klienta, nie dzwoni telefon i nie mam maili do odpisania, to szef prywaciarz pozwala czytać książkę czy siedzieć w necie. Nawet telewizor w pracy mam. Taka praca - jest praca, to się pracuje, a jak nie ma, to po prostu trzeba być i czekać, bo może zaraz coś być. W święta często człowieka nie widzę przez 12 godzin, a być fizycznie muszę i za to szef mi płaci.
            --
            A tu mam znów piżamę lila
            gdy przyjdzie chwila na jakieś słodkie sam na sam.
            W takiej piżamie do gustu damie przypadnie nawet zwykły cham.
          • 15.06.12, 18:19
            Ja pracuję od 11 do 15 tongue_out
            --
            Lepsze jutro było wczoraj.
            anielska.blog.pl/
        • 15.06.12, 12:37
          Kasnova, podpisuję się oburącz pod Twoimi słowami.
        • 15.06.12, 12:56
          kiedyś to sobie wyliczałam, minimalny czas pracy - staży na najwyzszy stopień nauczyciela dyplomowanego to 12 lat. Ale fakt, w tych papierach mozna napisać WSZYSTKO, głupota do potęgi nie wiem już jakiej.
          --
          65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
      • 15.06.12, 12:49
        truscaveczka napisała:

        > Jak was tak boli system edukacji i mityczne przywileje nauczycielskie, to zawsz
        > e możecie homechoolować dzieci. Zobaczycie, jaki to miodek. Albo zróbcie kursy
        > i idźcie uczyć, np. nauczycieli przedsiębiorczości z prawdziwego zdarzenia brak
        > uje.

        Ten argument musi się chyba pojawić przynajmniej raz w każdej dyskusji o przywilejach jakiejkolwiek grupy zawodowej. Po prostu NIE WOLNO skrytykować czegoś, co nam się nie podoba, bo zaraz usłyszymy "to trzeba było zostać nauczycielem/policjantem/górnikiem/czymtamkolwiek". Chyba nie o to chodzi, żebyśmy wszyscy robili to samo, ale żeby każdy wykonywał swoją pracę (bo każda jest potrzebna) jak profesjonalista. A jeśli nie ma ochoty wykonywać swoich obowiązków, to albo zmienia robotę albo bierze krytykę na klatę.

        > A byłam z tych co po lekcjach siedzieli z własnej woli z problemowymi uczniami,
        > co sami wszystkie materiały opracowywali i tak dalej - więc na swoją pracę poś
        > więcałam lekko licząc te 40h (np. mieściły się w nich dojazdy pksem do pracy -
        > bo miałam tam dyżur i nadzorowałam dojeżdżających uczniów, próby przedstawień i
        > tak dalej).

        W godziny pracy wliczasz dojazd? Rozumiem, że inne profesje do pracy nie dojeżdżają. Kurczę, może powiem szefowej że od dzisiaj jestem w pracy 7 godzin dziennie, bo dotarcie mi zajmuje pół godziny w jedną stronę.

        > Wszystkim szczekającym na nauczycieli zaleciłabym taką terapię w postaci przepr
        > acowania miesiąca w szkole. I wtedy pogadamy.
        • 15.06.12, 15:45
          xyxzza napisała:
          > Ten argument musi się chyba pojawić przynajmniej raz w każdej dyskusji o przywi
          > lejach jakiejkolwiek grupy zawodowej.
          Bo jest prawdziwy.
          A co do 40h pracy - daj mi gabinet, komputer z drukarką i internetem, to mogę siedzieć (tak miałam w prywatnej szkole, po zajęciach jeszcze była 1h obowiązkowa na prowadzenie dokumentacji itd., miałam miejsce i sprzęt - i mogłam działać.)
          > W godziny pracy wliczasz dojazd? Rozumiem, że inne profesje do pracy nie dojeż
          > dżają. Kurczę, może powiem szefowej że od dzisiaj jestem w pracy 7 godzin dzien
          > nie, bo dotarcie mi zajmuje pół godziny w jedną stronę.
          Ale do szkoły to mało chyba chodziłaś, czytać dokładnie nie nauczyli - w czasie dojazdu miałam na głowie trzydziestkę-czterdziestkę wariujących uczniów, za których byłam odpowiedzialna tak samo, jak na lekcji. Pewnie, że wolałabym w pksie podziergać na drutach albo poczytać książkę, ale life's a bitch.

          Oraz przypominam - zrezygnowałam z bycia nauczycielką. Pomimo tych cudownych warunków i wspaniałych przywilejów, które stawiają nauczycieli na piedestale, ponad prawem i co tam sobie jeszcze zmyślisz.
          --
          "Mazurek charakteryzuje się tym, że jest płaski, i bardzo ładnie dekorowany, a owa dekoracja nawiązuje do swiat. Poza tym mazurek jest kwintesencją polskości: każdy robi co chce i jak chce" /by Miu, forum Kuchnia/
          • 15.06.12, 16:50
            truscaveczka napisała:

            >truscaveczka napisała:

            > Ale do szkoły to mało chyba chodziłaś, czytać dokładnie nie nauczyli - w czasie
            > dojazdu miałam na głowie trzydziestkę-czterdziestkę wariujących uczniów, za kt
            > órych byłam odpowiedzialna tak samo, jak na lekcji. Pewnie, że wolałabym w pksi
            > e podziergać na drutach albo poczytać książkę, ale life's a bitch.

            Kawałka o opiece nad uczniami rzeczywiście nie doczytałam, przepraszam, mea culpa. Tekst o mojej edukacji czy jej braku: łał. Natomiast nie wiem, gdzie w mojej wypowiedzi przeczytałaś o tych

            > cudownych wa
            > runków i wspaniałych przywilejów, które stawiają nauczycieli na piedestale, pon
            > ad prawem i co tam sobie jeszcze zmyślisz.

            i co tam sobie "jeszcze zmyśliłam". Odniosłam się JEDYNIE do używania w dyskusji argumentu o tym, że aby móc coś skrytykować, musisz najpierw sam to robić, żeby zobaczyć, jaki to "miód". Z takiego punktu widzenia nie sposób dyskutować o czymkolwiek, co cię osobiście nie dotyczy.

            Czepnęłam się dojazdów, bo nie doczytałam i przeprosiłam, natomiast cała reszta twojej wypowiedzi to chyba lekka nadinterpretacja
      • 15.06.12, 22:26
        To nie ma zadnego znaczenia.
        Praca w wielu zawodach jest ciezka, trudna, czlowiek musi sie zmagac z głupimi przepisami i z glupimi ludzmi .To,ze praca nauczyciela w praktyce jest taka czy śmaka nijak nie usprawiedliwia przywilejow, wyroznienia na tle innych zawodów.Po prostu- nie ma na to zadnego sensownego argumentu, jest tylko i wylacznie tradycja.
        --
        Koci kalendarz- uratuj kocie życie
        • 15.06.12, 23:06
          lola211 napisała:

          > To nie ma zadnego znaczenia.
          > Praca w wielu zawodach jest ciezka, trudna, czlowiek musi sie zmagac z głupimi
          > przepisami i z glupimi ludzmi .To,ze praca nauczyciela w praktyce jest taka czy
          > śmaka nijak nie usprawiedliwia przywilejow, wyroznienia na tle innych zawodów.
          > Po prostu- nie ma na to zadnego sensownego argumentu, jest tylko i wylacznie tr
          > adycja.

          Ano i w tym rzecz. A wychodzi na to, że nauczyciele pracują najciężej na świecie i to im się po prostu należy jak psu zupa...uncertain Ja nikomu nie żałuję, ale sprawiedliwe to to nie jest.
    • 15.06.12, 15:04
      to chore, co sie dzieje.
      Jestem lepiej wyksztalcona a nie mam takichp rzywilejow!

      GOrzje niz lekarze!
      • 15.06.12, 15:17
        ale strażacy to się mają fajnie, po dyżurze 72 godz wolne 3 pełne dni i im za to płacą. Może o tym napiszecie?
        • 15.06.12, 15:40
          Otóż to, a przecież się zdarza że w ciągu dnia pracy mają góra jeden wyjazd albo i niekiedy w ogóle. To dopiero darmozjady wink
          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/5r9dgrg54d7rcelg.png
      • 15.06.12, 15:39
        Lepiej od kogo? Ode mnie na przykład? A ja myślę, że jestem lepiej wykształcona niż Ty. I co?
    • 15.06.12, 15:37
      20 godzin tygodniowo może być (w tej chwili mam obowiązkowych 19, nazywa się, że o18, ale jestem rozliczana z 19). Jedna w tę czy we wtę naprawdę nie robi mi różnicy. Zaczęłabym się pewnie wkurzać powyżej 25, bo wtedy zaczynam u siebie odnotowywać wyraźny spadek jakości pracy. Rozliczanie się z godzin dodatkowych popieram, wymusi na mnie lepszą organizację pracy i niezostawianie sobie wszystkiego na ostatnią chwilę.

      52 dni urlopu (zakładam, że mówią już wtedy w sumie z dniami wolnymi w okresie urlopowym, bo jeżeli bez, to zmiana jest kosmetyczna - w tej chwili mam 59 dni wolnych roboczych, nie wliczając w to dni, kiedy inni też mają wolne - czyli realnie mam 67 dni wolnych roboczych w porównaniu do 26+8=34 etatowego pracownika) - może być. Pod warunkiem, że prace mieszczące się w czasie będącym różnicą między wakacjami dzieci a moimi, to będą te prace, które mam w umowie, czyli nauczanie angielskiego w liceum/gimnazjum, a nie bycie opiekunką półkolonijną dla gromady podstawówkowiczów wkurzonych faktem, że latem muszą siedzieć w szkole - do tego przygotowania nie mam i na to się na starcie nie pisałam.

      Zabranie urlopów zdrowotnych albo wprowadzenie nad nimi jak najściślejszej kontroli - popieram jak najbardziej.

    • 15.06.12, 15:38
      Przywieje może rzeczywiście za bardzo rozbudowane, ale z 40 godzinami przy tablicy to też przesada, nieprawdaż? Trzeba wziąć pod uwagę, że nauczyciel (zwłaszcza w przedszkolu, podstawówce i gimnazjum) 100 procent czasu musi być zaangażowany w tok lekcji, nawet głowę w drugą stronę obrócić strach, co dzieciarnia nawyprawia. Do tego hałas, konieczność stałego dyscyplinowania, motywowania, zachęcania, oceniania, obserwowania kto aktywny kto nie, kto jak pracuje - to naprawdę wyczerpuje. Większość z Was - nie nauczycieli np. pisze w pracy na forum, gadacie z koleżankami/kolegami, robicie sobie przerwy, zwalniacie trochę obroty przy złym samopoczuciu - trudno to doprawdy porównać z zostawieniem sam na sam z rozwrzeszczaną gromadą, za którą się odpowiada. Pensum powinno się zwiększyć, może o 5-6 godzin, ale nie o 20 - przecież nikt nie będzie w stanie tak pracować!
      • 15.06.12, 16:16
        Lepiej wykształconych, zazdroszczących, wydających opinie na podstawie obiegówek, a zwłaszcza takich, którym pod górkę było do szkoły i właśnie dlatego dowalają się do n-li - ZAPRASZAMY DO SZKOŁY - najlepiej do Gimnazjumsmile pogadamy na koniec następnego roku szkolnegowink
    • 15.06.12, 16:15
      akurat jak mam mieszane uczucia, tak uważam, że urlop zdrowotny w przypadku osoby pracującej głosem to wcale nie żadna fanaberia (bo takie guzki krtani mogą się i nowym tworem skończyć)

      wakacje? może i fajnie by było, gdyby szkoła wzięła na klatę chociaż częściowo opiekę wakacyjną nad dziećmi? ale wtedy nauczyciel musiałby mieć jakoś za to sensownie płatne (i musiałyby mu się te godziny w pensum wliczać)

      czy zmiany są realne?
      nie
      samorządność lokalna nauczycielstwem stoi big_grin sejm być może również big_grin
      --
      Kobieta domowa
      • 15.06.12, 16:20
        Ale akurat z tymi urlopami dałoby się załatwić inną organizacją pracy. Coś jak w Anglii czy Stanach, gdzie obowiązki są bardziej zróżnicowane i można sobie na rok przeskoczyć do prac typu papierowego - osoba, która jest w miarę zdrowa, ale ma jej odpocząć krtań, mogłaby na przykład układać i sprawdzać sprawdziany albo pracować indywidualnie wyrównawczo czy przygotowując do konkursów, odciążając nauczycieli pracujących w klasach.
        Wydaje mi się, że dałoby się istniejące zasoby ludzkie i pieniężne lepiej wykorzystać. I niekoniecznie po prostu zwiększając z klucza wszystkim.
        --
        Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
        Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
        • 15.06.12, 16:36
          Jestem zdziwiona nastawieniem bojowym e-mam. Kilka tygodni temu zakładałam wątek, że nie podoba mi się, że nauczycielki mojego syna w II półroczu 3 klasy praktycznie chodzi w kratkę. Zostałam zlinczowana, jak jak mogę, och jej jaka jestem okropna. Bo pani tata umarł, a teraz jak już wróciła do pracy, to okazuje się, że ma dziecko chore.
          Nauczyciel to taki specyficzny zawód, że nie przekłada się papierów z kąta w kąt tylko dzieci uczy. No ale prawie zostałam zabita w tamtym wątku.
          I doprawdy akurat w stosunku do nauczyciela mało mnie obchodzi czy ma dzieci i tatę.
          Oczywiście nadal podtrzymuje przypuszczenie, że to że chodziło o koniec 3 letniego cyklu nauczania początkowego nie było bez znaczenia (tak, taka jestem cyniczna).
          I też mnie wpienia, że moje dziecko zostało czegoś tam nauczone po łebkach a teraz kolejno mamy: 10 tygodni wakacji letnich, 2 tygodnie ferii międzysemestralnych, po 1 tygodniu na wielkanoc i boże narodzenie + 1,5 x po 1 tygodniu z powodu boże ciało i pierwszy maja. Wszystko płatne, z Zusem i innym KRUSEM odprowadzonym.

          NO i widzę w tym wątku legion dzielnych szermierzy walczących z tą nauczycielską zarazą, ale jak ja chciałam coś powiedzieć, to małoście mnie nie zatłukły.
          • 15.06.12, 16:49
            Ja patrzę na to od wewnątrz, bo jestem nauczycielką. Nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś w rozsądny sposób zwiększył mi obciążenie, tym bardziej, żeby zadbał, aby to, że pracuję sumiennie i uczciwie było normą w moim zawodzie.
            Natomiast dalej oburza mnie stawianie pod ścianą za korzystanie z rozsądnych, wspólnych wszystkim pracownikom przywilejów (zwolnienie chorobowe i opieka nad chorym, nie mogącym samemu sobie poradzić członkiem rodziny) w sytuacji, kiedy ich najbardziej potrzebuję.

            Pracuję z uczniami dużo, bo chcę, jestem w stanie przyjąć, że taki wymiar pracy stanie się moim unormowanym prawnie obowiązkiem, ale jeśli będę potrzebowała pójść na dwutygodniowy urlop, bo mam zapalenie płuc, chore dziecko albo chorego ojca (matki już nie mam) i prawo mi na to pozwoli, to pójdę. Nie nadużyję tego przywileju, ale nie pozwolę się obrażać za uczciwe używanie go.
            --
            Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
            Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
          • 15.06.12, 17:02
            Zdaje się, że te mądrzejsze forumki w tamtym wątku tłumaczyły tobie, że owszem, dyrekcja szkoły powinna sensownie zagospodarować absencje tej nauczycielki. Czemu nie do dyrekcji masz pretensje? Masz taki jeden przypadek? Ok, a ile innych nauczycielek z tej samej szkoły w tym czasie pracowało bez zwolnień? No, dziecko w III klasie, a ty dalej niż pani od początkowego jeszcze nie wybiegasz myślą smile

            Nawiasem mówiąc, człowieczeństwo polega na tym, żeby w stosunku do każdego obchodziło nas, czy ma dzieci i tatę. Jeśli ciebie mało nie obchodzi śmierć rodzica akurat w stosunku do nauczyciela (tak napisałaś), to cóż ja mogę powiedzieć? Bo najbardziej pasuje stwierdzenie, że to takie... prymitywne i podłe.

            > Bo pani tata umarł [...]

            > I doprawdy akurat w stosunku do nauczyciela mało mnie obchodzi czy ma dzieci i
            > tatę.

            Pretensje, że w tamtej szkole zła organizacja pracy, a nie, że nauczyciele uczą wtedy, kiedy są lekcje, a nie np. w środku nocy.

      • 15.06.12, 18:31
        jałowa ta dyskusja bo nigdy to nie przejdzie - 40 godzin pracy.
        Gminy teraz tak tną koszty, że zwalniają nauczycieli, szkoły łączą w zespoły. Przy 40 godzinach musieliby płacić więcej. Bardzo spadła liczba godzin w porównaniu do zeszłego roku.

        Jeśłi chodzi o wakacje: to nie za bardzo jesteśmy chętni na np zielone szkoły w wakacje bo nie byłoby płatne, po prostu. Tak to jest że wstępnie niby dyrektor mówi że będzie płacone ale po wychodzą różne kwiatki - każe sobie to wpisać do karcianych. Już teraz jak brakowało kasy na wycieczkę, dyrekcja KAZAŁA mi za siebie dopłacić z własnych pieniędzy.
        Jeśłi chodzi o zdrowotne to muszą przykręcić.
    • 15.06.12, 18:28
      Jestem nauczycielką już z niezłym stażem. I z ręką na sercu - cieżko pracuję.
      A jak wyglądał mój obecny tydzień? 40 godzin w budynku szkoły + w domu m.in. opracowania sprawdzianów i sprawdzanie testów semestralnych. Te ostatnie sprawdzałam przez dwie noce idąc spać 1.30 i nastawiając budzik na 4.30, żeby dokończyć. A nastepnego dnia w pracy od 7.30 do 20.00 bo dzień otwarty. I mój tydzień pracy jeszcze się nie skończył, bo w weekendowych planach opracowanie testów, sprawozdania, i sprawdzanie testów poprawkowych na które dzieci w ostatniej chwili tłumnie przychodzą. A przyszły tydzień równie intensywny: w poniedziałek z uczniami na konkurs, wtorek rada pedagogiczna, itd.

      A i tak ludzie wiedzą lepiej, że ja mam tyle wolnego i jestem leniem i darmozjadem i ciągle na zwolnieniu i najlepiej jakbym dzieci nie miała.
      Zwyczajnie - przykro mi.


      --
      "Żaden kraj z ambicjami nie może być krajem analfabetów matematycznych." Immanuel Kant
      • 15.06.12, 18:41
        Głos w dyskusji

        A mnie nie jest przykro, bo nie będę kopać się z koniem, aby coś udowodnić.Jak komuś lepiej z poczuciem, że jestem leniem, nierobem i niedoukiem- nie zmienię tego. W mojej pracy, którą bardzo lubię, pracuję 22 lata, nigdy przez ten czas nie brałam urlopu zdrowotnego, bo nie miałam potrzeby. Brały przez ostatnie 10 lat - 2 osoby: naprawdę ciężko chore, po operacjach. I zgadzam się, powinna być lepsza kontrola nad urlopami, by nie były brane ot tak sobie.
        Pracuję w liceum, przygotowuję co roku klasy maturalne + jestem czynnym egzaminatorem; mój maj to to praca w szkole (lekcje), od 13- 19 pytałam na maturach ustnych, dwa weekendy (piątek, sobota i niedziela) to było sprawdzanie pisemne. Do teraz odczuwam skutki psychicznego zmęczenia maturami. A tu końcówka roku, praca przy naborze, rady, wakacje zacznę ok. 9 lipca;
        • 15.06.12, 18:53
          Czytałam ten "Głos w dyskusji".
          Dobrze, że niektórzy mają odwagę trochę tych nauczycieli bronić. Bo po p. Balcerowiczu takiej wypowiedzi się nie spodziewałam.

          --
          "Tylko matematyka gimnastykuje umysł ucznia, w sposób niedostrzegalny, czyni go elastycznym, tak by mógł sobie dawać radę w najbardziej nieoczekiwanych intelektualnie sytuacjach, by był twórczy i samodzielny." S. Wielgus
          • 15.06.12, 19:02
            A ja sobie obiecywałam, że koniec z czytaniem bzdur na temat nauczycieli w necie...i znowu przeczytałam, kolejny wątek. Dodam, że ja akurat nie podlegam karcie nauczyciela, nie mam trzynastki, nie mam urlopu na poratowanie zdrowia, nie mam wolnego w rekolekcje itp. Dziewczyny, nie ma się co denerwowaćsmile Ja tam lubię swoją pracę, lubię uczyć, a niektórzy i tak wiedzą swoje choć minuty w szkole nie przepracowali. Szkoda nerwów.
            • 15.06.12, 19:14
              Ja też sobie obiecywałam, że nie będę się w dyskusje włączać, ale znowu mnie podkusiło. Może tym razem ktoś mi odpowie na pytania: co nauczyciel ma robić w szkole w wakacje? kto zapłaci za ewentualne zajęcia dla dzieci w tym czasie? jeżeli nauczyciel będzie miał urlopu tyle, co każdy inny pracownik, to rozumiem, że będzie mógł go wziąć w dogodnym dla siebie czasie - kto wtedy będzie miał zajęcia uczniami? O duperelach typu brak miejsca do pracy nie będę wspominać. Problrm z tą reformą polega na tym, że do jej przeprowadzenia p0otrzebne będą nakłady finansowe - inaczej zostanie ona wprowadzona równie po łebkach i bez sensu, co godziny "karciane"
              • 15.06.12, 20:05
                kto zapłaci za ewentualne zajęcia dla dzieci w tym czasie? jeże
                > li nauczyciel będzie miał urlopu tyle, co każdy inny pracownik, to rozumiem, że
                > będzie mógł go wziąć w dogodnym dla siebie czasie - kto wtedy będzie miał zaję
                > cia uczniami?

                dokładnie, tego nikt nie analizuje, rozumiem, że e-matka zakłada, że dziecko będzie tam za darmo siedziało i jadło, bo się należy od państwa, bo ona w przeciwieństwie do nauczycielki ciężko pracuje. Za takie półkolonie aby coś się na nich działo, i aby był obiad trzeba zapłacić. Już widzę te tłumy chętnych do płacenia.

                A jak urlopy będą w dogodnym terminie, to znów będzie lament, że "pani pojechała sobie na urlop, a moje dziecko nie ma lekcji tylko zastępstow"
                • 15.06.12, 20:45
                  otóż to. A jeszcze do tego dochodzi całe mnóstwo niuansów, które "wyjdą w praniu" - np nie w każdej szkole da się zorganizować letnie zajęcia, nie w każdej jest sens to robić, w niektórych nie będzie zainteresowania - co wtedy z tymi nauczycielami? Poza tym wzrosną koszty "utrzymania" szkół. Nie wiem jakiego rzędu mogą to być kwoty, ale w skali kraju na pewno niemałe. Może się okazać, że oszczędności poczynione poprzez zwolnienie nadprogramowych nauczycieli wcale nie będą takie duże. Bo jak rozumiem zwiększenie pensum i skrócenie urlopu oraz zmiena organizacji pracy nauczycieli ma na celu dokonanie oszczędności forsy wyrzucanej w błoto "z naszych podatków", a nie zwykłe dokopanie pewnej grupie zawodowej która "ma lepiej".
      • 15.06.12, 19:20
        Kub-ma, takie, a nie inne (negatywne) głosy w dyskusjach o nauczycielach są skutkiem tego, że kompletnie w tym zawodzie nie ma zależności jakość pracy-wynagrodzenie/przywileje.
        To coś jak ze szpitalami i kontraktami z NFZ - zadowolenie pacjentów (wyrażające się ich liczbą) ma decydujące znaczenie przy przyznawaniu kontraktów na kolejne lata.
        W przypadku nauczycieli taki, jak Ty - zaangażowany, pracujący ciężko itd jest na takiej samej pozycji, jak obibok w typie wychowawczyni mojego syna, która ze szkoły równo z dzwonkiem wychodzi i kontaktu praktycznie z nią (poza dniami otwartymi) nie ma.
        Póki nie będzie 'motywowania', póty obrywać będzie cała społeczność - bo niestety negatywne przykłady widać wyraźniej.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • 15.06.12, 19:36
          > obrywać będzie cała społeczność - bo nieste
          > ty negatywne przykłady widać wyraźniej

          Sorry, że nie chce mi się szukać gładkich słów, ale tak do tematu podchodzą debile (nie ty - bo jak rozumiem, ty tak nie postępujesz). Generalizowanie w ten sposób jest najgłupszym błędem logicznym. Coś było podobnego niedawno, aha, o Żydach - złych en masse, bo jedna pani z gazety w USA nienawidzi Polaków.

          Takie negatywne głosy są skutkiem niskiego poziomu dyskursu społecznego.
          • 15.06.12, 20:01
            To jest jak z warszafffką - 8 na 10 jest sensownych, ale przez 2 debili (i to często przyjezdnych, którzy nagle się panami świata czują) opinia o mieszkańcach Wwy jest taka, jaka jest.
            Czy to debilne, czy nie - tak niestety jest, że jednostki widzi się często bardziej, niż 'masę'.
            Dodajmy tego niezaprzeczalny fakt, że kiedyś (za naszych czasów) pojedyncze przypadki to byli nauczyciele do bani, a teraz niestety pojedyncze przypadki to nauczyciele z powołaniem i mamy to, co mamy.
            Ja osobiście mam bardzo dobre zdanie o większości nauczycieli mojego dziecka. Ale świadomość, że jego wychowawczyni jest, jak jest, powoduje, że mnie wkurza jej uprzywilejowanie na takim samym poziomie, jak tych pozostałych.
            I zawsze mnie wkurza uogólnianie, jak w tym wątku - że nauczyciele uczą, wychowują, opiekują się i im się należy z założenia szacunek.

            --
            Oddaj 1% na Dom Misi
            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 15.06.12, 20:24
              > Czy to debilne, czy nie [...]

              Ej, no ja nie mam wątpliwości smile

              > I zawsze mnie wkurza uogólnianie, jak w tym wątku - że nauczyciele uczą, wychow
              > ują, opiekują się i im się należy z założenia szacunek.

              Chyba ja tego nie pisałam?

              O ile sobie przypominam, pisałam np. o tym, że różne typu pracy wiążą się z różną organizacją tejże pracy, więc wolne w wakacje mnie nie szokuje ani nie oburza. Oraz o szkodliwej społecznie, acz przewidywalnej, nagonce na grupy do odstrzału. Oraz o krótkowzroczności naszych milusińskich demokratycznych reprezentantów.

              A szacunek należy się - w sensie podstawowego szacunku dla "obcego", "drugiego" - każdemu.
        • 15.06.12, 19:39
          Z jednej strony to rozumiem.
          Z drugiej, jako od nauczycielki wymaga się ode mnie przede wszystkim indywidualnego podejścia, wyrozumiałości, obiektywizmu, dawania każdemu osobnej szansy, dawania tej szansy wciąż od nowa - i dokładnie tego odmawia mi się w ocenie mojej pracy. To jest frustrujące.
          --
          Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
          Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
        • 15.06.12, 19:58
          Dziwisz się, że nauczyciela nie ma w szkole poza godzinami pracy?? Do urzędu tez chodzisz na 16.30 i się dziwisz, że wszyscy wyszli równo o 16.00??? wink
          --
          Biorę głębszy oddech i robię przerwę w słowie
          Ponieważ cały wyraz nie zmieściłby się w głowie
          • 15.06.12, 20:04
            Ta kobieta jest wychowawczynią.
            Oznacza to, że nie tylko uczy, ale ma też inne obowiązki.
            Powiedz mi, jak je wypełnia, jeśli przychodzi do szkoły na jedną/dwie lekcje (uczy tylko klasę mojego dziecka), wchodzi 2 minuty przed lekcją do szkoły, wychodzi 2 minuty po dzwonku?
            Dzieciaki muszą się z różnymi sprawami wybierać do pedagoga, bo wychowawcy w szkole nie ma.
            A rodzice mają problem i dzwonią, licząc, że się sekretarce uda złapać panią przemykającą po korytarzy, bo telefonu do siebie nie podaje (no, mi w końcu podała, po kilku mcach).
            --
            Oddaj 1% na Dom Misi
            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 15.06.12, 20:06
              e_r_i_n napisała:

              bo telefonu do siebie nie podaje (no, mi w końcu podał
              > a, po kilku mcach).


              a Ty też dajesz wszystkim kleintom swojej firmy swój prywatny numer (nauczyciele nie mają służbowych telefonów)
              • 15.06.12, 20:08
                Ja podaję, dla mnie czymś oczywistym jest, że moi wychowankowie i ich rodzice mają mój numer; nigdy nie było to nadużywane- na zebraniach powiedziałam, że jak mają sprawę , mają dzwonić, najlepiej między 20-21. Nie przeszkadza mi to.
                • 15.06.12, 20:23
                  Ja też podaję - chociaż ostatnio zauważyłam, że trochę mnie to jednak kosztuje. Nie wiem, czy z przyczyn finansowych czy dlatego, że jest to dla nich mniej krępujące, uczniowie nie dzwonią, tylko wysyłają SMS-a i oczekują odpowiedzi. SMS-y mam tanie, ale to się jednak zbiera i ostatnio coraz częściej 50 zł nie starcza mi, jak kiedyś, na trzy miesiące i muszę doładowywać wcześniej.
                  --
                  Moja Mama (z namysłem, usiłuje sobie przypomnieć): "Wyjmij belkę ze swego oka i..."
                  Mój Tato (pomocnie): "i wsadź ją bliźniemu swemu!"
              • 16.06.12, 21:08
                yoka1 napisała:

                > a Ty też dajesz wszystkim kleintom swojej firmy swój prywatny numer (nauczyciel
                > e nie mają służbowych telefonów)

                Nie pracuję w firmie i nie mam klientów.
                Ale osoby, z którymi współpracuję, mają możliwość napisać do mnie maila, na którego odpowiadam. Poza tym w godzinach mojej pracy jest możliwość skontaktowania się ze mną.
                W opisywanym przypadku - takie opcji nie ma.
                --
                Oddaj 1% na Dom Misi
                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 15.06.12, 20:12
              No to miej pretensji do dyrekcji, że jej tyle godzin przydzielili. Nie ma godziny wychowawczej?? Nie macie dziennika elektronicznego z możliwością pisania wiadomości?? Czy ty zostajesz po godzinach w pracy tak na wszelki wypadek jakby ktoś miał zadzwonić i czegoś chciał?? Zawsze mnie powalają pretensje do nauczycieli, że nie chcą pracować za darmo po godzinach tongue_out Ciekawe ile emam ptak po godzinach zostaje za darmo.
              Że nie podaje numeru to się nie dziwię, znam takich rodziców, którzy potrafią z głupotą dzwonić np. o 22.
              A na przerwie pewnie i tak ma dyżury, więc mała jest szansa, żeby ją sekretarka złapała. Taka specyfika pracy w szkole.

              --
              Biorę głębszy oddech i robię przerwę w słowie
              Ponieważ cały wyraz nie zmieściłby się w głowie
              • 16.06.12, 21:07
                iuscogens napisał:

                > No to miej pretensji do dyrekcji, że jej tyle godzin przydzielili.

                Nie mam pretensji. Bardzo mam nadzieję, że nawet to jej zabiorą.
                Ale jeśli nie podaje numeru, to przynajmniej niech umożliwi inny kontakt rodziców z nią w tematach istotnych.

                > Nie ma godziny wychowawczej??

                Jest, ale ona, z tego co wiem, jest dla uczniów. Ja jestem jakby rodzicem.

                > Nie macie dziennika elektronicznego z możliwością pisania wiadomości??

                Nie, nie mamy.

                > Czy ty zostajesz po godzinach w pracy tak na wszelki wypadek jakby ktoś miał zadzwonić
                > i czegoś chciał??

                Nie. Przy czym 'ktoś' może do mnie napisać maila.
                Pani jest w szkole tylko w trakcie lekcji. A wtedy zajmuje się dzieciakami, a nie rozmawia z rodzicami.

                > Ciekawe ile emam ptak po godzinach zostaje za darmo.

                Ja nie mam pretensji, że nie chce pracować za darmo.
                Ale jeśli jest wychowawcą, to rodzice powinni mieć możliwość kontaktu z nią częściej, niż raz na średnio 1.5 mca. I tylko o to mi chodzi.
                Niech sobie maila założy i w dogodnej chwili na niego odpowiada. Albo cokolwiek innego.
                A nie szansa na kontakt praktycznie zerowa.

                > A na przerwie pewnie i tak ma dyżury, więc mała jest szansa, żeby ją sekretarka
                > złapała. Taka specyfika pracy w szkole.

                Nie, nie ma dyżurów. Wypada ze szkoły prawie równo z dzwonkiem. Z ust sekretarki to wiem.

                --
                Oddaj 1% na Dom Misi
                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                • 16.06.12, 21:10
                  I jeszcze w temacie zostawania po godzinach - owszem, jak jest potrzeba, to zostaję. Mam podejście zadaniowe do pracy.
                  --
                  Oddaj 1% na Dom Misi
                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 15.06.12, 21:21
              Pewnie biegnie do/z drugiej pracy skoro ma w tej szkole tylko 1-2 lekcje dziennie. Tacy nauczyciele nie powinni być wychowawcami w tej właśnie szkole. Ale może być tak, że innych kandydatur nie było.



              --
              "Nauczyciel ociera się o wieczność. Nigdy nie może stwierdzić, gdzie kończy się jego wpływ." Henry Brooks Adams
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.