• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Na złom Dodaj do ulubionych

  • 18.07.12, 21:08
    Nie, ja jeszcze nie smile Autko.

    Miałam je 13 lat. To było moje pierwsze auto, byłam jego pierwszym i jedynym właścicielem. Miałam je, gdy byłam jeszcze sama, bez chłopa i sama o nie dbałam, od początku do końca. I okazuje się, że mimo iż wiele już lat dba o nie mąż, to wciąż jeszcze potrafię go zaskoczyć wiedzą na temat tego samochodu. Żadne auto już później nie było tak bardzo moje jak to (dba mąż, ja tylko jeżdżę). Inne auta się zmieniały, ale Skodzinka była zawsze, stara, zniszczona, ale niezawodna.

    W maju dostałam w tył Bokserem, z taką siłą, że wkomponowałam się w Transita uszkadzając mu ładunek. Ja wyszłam bez szwanku, ona już nie.

    Myślałam, że będzie miała jakieś drugie życie, może na części (jeżdżąca jest!), ale nikt jej już nie chciał. W piątek pojedzie na złom.

    Miotam się między "puknij się w głowę, to przedmiot użytkowy jest" a "moja kochana Skodzinka, nigdy mnie nie zawiodła, tak się nie robi". smile
    Zaawansowany formularz
    • 18.07.12, 21:17
      znam ten bol
      jak sprzedawalismy nasz pierwszy rodzinny samochod (kupiony za pierwsze wlasne pieniadze na mniesmile ) przed przeprowadzka to bylo mi bardzo ciezko, a i lezke uronilam...
      czlowiek sie jednak przywiazuje do przedmiotow, naszym samochodem sporo zjezdzilismy, nigdy nas nie zawiodl, wiele wspomnien mamy z nim zwiazanych (chocby to ze brame zaliczylamtongue_out ), nawet przeszla nam mysl zeby to stare autko przez ocean przetransportowac co juz glupota by bylowink
      jeszcze teraz nasz samochodzik czasem wspominamy....
      --
      Przyjdzie gości w gaciach powitać. Ale po prawdzie, jacy goście, takie i powitanie <by Bonhart>
      • 18.07.12, 21:56
        No, ale sprzedaliście. To chociaż miałaś świadomość, że sobie gdzieś tam to auto jeszcze jeździ, ktoś o nie dba, może też je pokocha. Ale tak na złom?!?! Tego się autu nie robi... wink
        • 18.07.12, 22:03
          sprzedalam mlodej dziewczynie ktora chciala na dojazdy do pracy i nie wygladala mi na taka co to pokocha to auto taka sama miloscia jak mywink raczej podejrzewamy ze nasze auto nie bedzie juz takie zadbane/dopieszczone i w koncu spotka go podobny koniec...
          --
          Posągi moich marzeń strącam z piedestałów
          I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie...
          <Kazimierz Przerwa-Tetmajer>
        • 19.07.12, 11:39
          z_lasu napisała:

          > No, ale sprzedaliście. To chociaż miałaś świadomość, że sobie gdzieś tam to aut
          > o jeszcze jeździ, ktoś o nie dba, może też je pokocha.

          niekoniecznie... jak sprzedawaliśmy nasze ostatnie auto, to mój mąż skomentował tylko: "nowy właściciel zarżnie to auto i nie zdziwię się, jak zawinie się kiedyś na drzewie sad" i, mimo, ze to nie pierwsze auto, które poszło ode mnie w świat to też łezka mi się w oku zakręciła....

          oczywiście pierwszego szkoda najbardziej, dlatego trochę mnie dziwi to, że kupiłaś auto innej marki; bo - o ile rzeczywiście przychodzi czas na rozstanie z tym pierwszym autem - to przynajmniej pozostaje się wiernym marce, przecież sprawdzonej i niezawodnej...
          --
          5/4 Polaków nie zna się na ułamkach!
          • 19.07.12, 20:34
            > o ile rzeczywiście przychodzi czas na rozstanie z tym pierwszym autem - to przynajmniej
            > pozostaje się wiernym marce, przecież sprawdzonej i niezawodnej...

            Żartujesz, prawda? Jeśli pierwszym moim autem byłby maluch, to do końca życia mam jeździć już tylko fiatami?
            Wiesz, to że miałam jedno auto 13 lat, to nie znaczy, że jeździłam wyłącznie tym autem. Pracę mam "jeżdżącą", jak pracowałam "u kogoś" to przychodziłam rano i brałam kluczyki jakie były: matiz, primera, tico, lanos, vectra, atos - codziennie coś innego. Może dzięki temu nie nabrałam przekonania, że jedyną niezawodną marką na świecie jest Skoda smile
            • 21.07.12, 13:32
              z_lasu napisała:

              > > o ile rzeczywiście przychodzi czas na rozstanie z tym pierwszym autem - t
              > o przynajmniej
              > > pozostaje się wiernym marce, przecież sprawdzonej i niezawodnej...
              >
              > Żartujesz, prawda?


              nie żartuję smile
              taki model miłości motoryzacyjnej jest mi znany z mojego otoczenia i z własnego przykładu też...
              nie obdarzam większym sentymentem aut służbowych;
              natomiast prywatne auta - z jednym wyjątkiem - posiadam od jednego (szeroko pojętego) koncernu; albo to magia tej właśnie marki albo jednak to Twoje uczucia do skody to nie jest prawdziwa motoryzacyjna miłość wink

              btw obecnie jeżdżę octavią smile

              --
              5/4 Polaków nie zna się na ułamkach!
              • 21.07.12, 21:31
                Dla mnie to jednak brzmi zupełnie absuradnie. A gdyby moją pierwszą "ludzką" miłością był Francuz, to już do końca życia nie wolno mi zakochać się w Polaku, bo to by oznaczało, że ta pierwsza miłość nie była prawdziwa? Ale gdybym zakochała się nie w Polaku, ale w innym Francuzie to ta pierwsza miłość byłaby prawdziwa? To przecież nonsens. Moja miłość dotyczy konkretnego egzemplarza, a nie producenta.

                Zdajesz sobie na pewno sprawę, że w danej marce są nie tylko mniej i bardziej udane modele, ale też mniej i bardziej udane roczniki danego modelu. Ja też oczywiście nie obdarzam sentymentem aut służbowych, ale jeżdżenie nimi dawało mi możliwość zdobycia praktycznej wiedzy na temat innych marek i modeli niż posiadany. Nie zdradziłam mojej skody - nie sprzedałam jej, dopóki była w stanie jeździć. Ale teraz, gdy - można rzec - zginęła w wypadku, wybrałam najlepszą ofertę w danym przedziale cenowym. Nie, zdecydowanie nie pałam miłością do "producenta" - to obecnie zbyt abstrakcyjne pojęcie.

                --
                "Wybory dokonują się same, ale czasem gracz odnosi wrażenie, że podejmuje je świadomie. Może go to przerazić, wtedy bowiem poczuje się odpowiedzialny za to, gdzie się znajdzie i co go spotka" - O. Tokarczuk "Prawiek i inne czasy"
                • 22.07.12, 13:22
                  jak porównujesz miłość techniczną do ludzkiej to się nie dziwię, że dochodzisz do absurdu smile

                  z_lasu napisała:

                  >Ja też oczywiście nie obdarzam sentymentem aut służbowych, ale jeżdżenie nimi dawało mi możliwość zdobycia praktycznej wiedzy na temat innych marek i modeli niż posiadany.

                  hmmm, wybacz, nie wierzę, że ktoś kto ma szersze praktyczne doświadczenie motoryzacyjne decyduje się na zakup zakup starego, dość nietypowego citroena



                  --
                  5/4 Polaków nie zna się na ułamkach!
                  • 22.07.12, 14:06
                    Na zakup nowego mnie nie stać - to chyba oczywiste. Zostaliśmy bez auta nagle. Kupując "na wczoraj" na rynku wtórnym przy bardzo ograniczonych możliwościach finansowych wybór ma się taki sobie. Xantia z zakupionego przez mnie rocznika oceniana jest przez każdego kolejnego mechanika, z którym rozmawiam, jako auto prawie doskonałe. Ciągle słyszę, że ten model (i rocznik) nie ma wad smile Nietypowość może być uciążliwa jeśli generuje problemy z serwisem, ale zdążyliśmy się już zorientować - nie są to rozwiązania aż tak nietypowe, żeby był z tym jakiś problem.
                    • 22.07.12, 14:11
                      A pomijając już wszystko inne - znam paru fanów motoryzacji, którzy z zasady nie kupują aut młodszych niż 20-letnie (żeby zminimalizować elektronikę, najlepiej, żeby była sama mechanika). I raczej trudno im zarzucić brak praktycznej wiedzy na temat motoryzacji.
                      • 22.07.12, 14:28
                        absolutnie nie mam nic do wieku auta!
                        sama jestem fanką mechaniki klasycznej i kocham stare auta! mam nawet jedną taką zabaweczkę smile tylko ona się za bardzo nie nadaje do codziennego jeżdżenia do pracy...

                        mi chodziło o to, że francuz... ale, co tam! niech Ci się dobrze sprawuje i wozi długo bezpiecznie!

                        --
                        5/4 Polaków nie zna się na ułamkach!
                        • 22.07.12, 16:33
                          Aaaa, no tak! No, wiadomo! Francuzy są podejrzane z samego założenia. Nie to co niemce big_grin Też tak kiedyś myślałam. Ba, miałam nawet bardzo złe doświadczenia z jednym francuzem. Ale Xantia (oraz opinie fachowców o niej) zmieniły moje nastawienie. Póki co sprawuje się nie tyle dobrze, co wręcz doskonale (codziennie minimum 100 km, niekoniecznie po utwardzonych drogach). Ale fakt faktem, że po niemiecku zadbana była (12 lat swojego życia u pierwszego właściciela - Niemca, mamy całą dokumentację serwisu od 12 lat smile ).
                          Dzięki za życzenia smile
    • 18.07.12, 22:01
      Gdybyś ją prawdziwie kochała nie oddałabyś na złom. Stałaby sobie cichutko w zaciszu garażu i nie wadziłaby nikomu. Mogłabyś do niej podejść, poklepać po masce i powspominać.
      Widać bardziej kochasz jednak pieniądze wink
      • 19.07.12, 07:23
        No już tak klepię i wspominam 2 miesiące. Pieniądze też ważne, ale ważniejsze miejsce w garażu. Sentyment sentymentem, ale czymś trzeba jeździć, a nowa Księżniczka moknie na deszczu. A też jest bardzo dzielna i bardzo się stara zaskarbić sobie moje łaski smile

    • 18.07.12, 22:25
      Pierwszym moim autem byl stary cieniasek, psul sie co chwile i same kłopoty z nim byly, po niecalych dwoch latach ukradli mi spod domu. Plakalam jak bobr na policji i w u ubezpieczyciela, dziwiłam sie, po co kradną taka bidę, mowili, ze na pewno na cześci, ze sie juz nie znajdzie, chyba że w kawalkach na gieldzie.
      Przesiadlam sie na nowe i o kilka klas lepsze auto, i nagle telefon (pol roku po kradzieży) z policji, że znaleźli. Pytam, czy cale - cale. A ja w ryk. Ze szczescia, ze cale i zdrowe.
      Podobno tylko z pierwszym samochodem tak jest smile
      --
      "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
      • 19.07.12, 07:26
        Gdyby chociaż był fair wobec Ciebie, ale jak piszesz same kłopoty z nim były. Ty masz naprawdę dobre serduszko... wink
        • 19.07.12, 08:33
          To bardziej zlozone.
          Dostalam go w prezencie i zrobilam prawo jazdy (taki podstęp mojej ciotki - dala mi go zeby mnie zmusic do jeżdżenia) po rozstaniu z mezem, po czterdziestce. I chociaz klopoty byly i psul się, niebywale zwiekszyl moje mozliwosci, pomogł, ulatwil zycie i - mialam tego pelną świadomość - stanowil pierwiastek meski w moim owczesnym zyciu smile

          ---------------
          "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
          • 19.07.12, 10:54
            big_grinbig_grinbig_grin Wiesz, że tego by nawet Freud nie wymyślił?

            Ja jednak jestem bardzo wymagająca: wobec siebie, innych ludzi, przedmiotów. Nie zaprzyjaźnię się z tym, kto/co mnie regularnie zawodzi. Wątpię czy umiałabym się do takiego auta szczerze przywiązać. A instynkt opiekuńczy jest u mnie raczej słabo rozwinięty, zwłaszcza wobec pierwiastka męskiego wink Co innego Fela - przyjaciółka od serca, która nigdy nie zawiodła przez 13 lat, nawet jak dostała z dwóch stron... chlip, chlip...
            • 19.07.12, 11:03
              smile
              Z tym Freudem to masz racje. sama sie dziwilam, jak bardzo -
              e, zawstydzilam się, juz nie opowiem
              --
              "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
              "Zawstydzona popekanymi pietami?"
              • 19.07.12, 14:12
                Dawaj na priv! smile
    • 18.07.12, 22:29
      Ja płakałam za maluchembig_grin
      Myłam go jako dziecko, co sobotę, pucowałam, a tatko wziął i go sprzedałsad
      • 18.07.12, 22:43
        Dwa najukochansze auta odjechaly do Car Heaven gdy przyszedl na nie czas. To charity, ktore zbiera stare auta i nawet sie od nich dostaje rachunek do odpisu podatkowego (chyba na $70.00 czy cos w tym rodzaju). I te metode polecam - przynajmniej czlowiek ma poczucie, ze to ukochanie na 4 kolkach jeszcze na cos dobrego posluzy. Bye bye auteczko ...
        I tak w ramach skojarzen, moze na wieczor "Auteczko" Hrabala? Bardzo urokliwa lektura smile
        • 18.07.12, 23:05
          Ja moim pierwszym autem nadal jeżdżę, ale powiem Wam, że jak je przetarłam jak wyjeżdżałam z garażu to łzy mi poleciały... Jak ja mogłam mu to zrobić... wink
          I jeszcze mąż... jakbyś przetarła mi forda to bym zrozumiał, ale te twoje cacko... brak słów wink
          I serio... Mialam w stosunku do auta "wyrzuty sumienia" big_grin
        • 19.07.12, 07:34
          > auta odjechaly do Car Heaven (...)
          > to ukochanie na 4 kolkach jeszcze na cos dobrego posluzy.

          A na czym to Car Heaven polega? Może w Polsce też jest taka usługa?

          > I tak w ramach skojarzen, moze na wieczor "Auteczko" Hrabala? Bardzo urokliwa lektura smile

          Oj, teraz nie dam rady. Miotam się ostatnio między obowiązkami zawodowymi a zorganizowaniem dziecku jakich-takich wakacji. Ale dziękuję za polecenie lektury, jak tylko się zluzuję na pewno skorzystam z propozycji.
    • 18.07.12, 23:07
      Kiedyś ukradli mi dwunastoletniego malucha. Policja odnalazła go na gdzieś na polu, a raczej jego resztki, bo wiele nie zostało. Ryczałam, jakby mi ktoś bliski umarł. To nie jest przedmiot użytkowy, tylko przyjaciel. Ale i z przyjacielem czasami trzeba się rozstać, pożegnać. To boli, ale trzeba...
      • 19.07.12, 07:41
        Masz rację. To naprawdę jest przyjaciel. Moja Skodzinka ma na liczniku prawie 300 tys. km. To ile to czasu spędzonego razem? Mogłyśmy na siebie nawzajem liczyć. Nawet teraz! Po takim ciosie ona jest jeżdżąca i względnie sprawna. Wróciłam nią do domu z miejsca wypadku i jeszcze kilkakrotnie nią jeździliśmy. Gdyby była całkiem rozbita, taka na lawetę, to może byłoby łatwiej, ale tak?
    • 19.07.12, 00:05
      Nie oddalabym na zlom. I nie sprzedala. Moja wierna Blackie, choc tylko dwa lata jej brakuje do pelnoletnosci, zostaje z nami. Skore mi ratowala pare razy, sluzy wiernie, wiec jak jej zrobic takie swinstwo?
      Maz juz ma zapowiedziane, ze chce byc w niej pochowana.
      --
      Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
      • 19.07.12, 07:43
        Wjechałaś mi na sumienie... sad Ale na to, żeby się dać w niej pochować to bym nie wpadła.
        • 22.07.12, 15:22
          Bo w Polsce pewnie sie nie da...
          --
          Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
    • 19.07.12, 00:35
      Najtrudniejszy pierwszy raz..potem to juz z gorki. Za ktoryms razem pozbyciu sie samochodu beda towarzyszyc uczucia blizsze tym, ktore twarzysza oddaniu ksiazki do biblioteki.
      Ale ja nigdy nie mialam samochodu az tak dlugo.
      • 19.07.12, 07:49
        > Za ktoryms razem pozbyciu sie samochodu beda towarzyszyc uczucia blizsze tym, ktore
        > twarzysza oddaniu ksiazki do biblioteki.

        W moim przypadku nie sądzę. Nowa Księżniczka Xantia już zdobyła moje serce, choć jesteśmy razem niecałe dwa miesiące, to już miałabym problem, żeby się z nią rozstać. Za sprzedaną Astrą tęsknię do dziś, choć mieliśmy ją jakieś 2-3 lata i niewiele nią jeździłam. No, ale oddawanie książek też przychodzi mi z trudem, dlatego nie lubię bibliotek, książki kupuję. Relacja z książką jest dla mnie tak intymna, że korzystanie z biblioteki to jak korzystanie z domu publicznego.
    • 19.07.12, 00:39
      przy pierwszym płakałam jak poszedł na żyletki
      --
      • 19.07.12, 07:51
        Ja też mam łzy w oczach, ale wydawało mi się to głupie, żeby płakać za samochodem.
    • 19.07.12, 01:10
      Moje pierwsze auto zostało ukradzione. Rano, gdy jego miejsce było zajęte przez inny samochód, płakałam. Moje seicento - małe, ale wszędzie wjechałam, "brałam" większe i lepsze samochody, czasem prawie nim frunęłamwink Uczyłam się nim jeździć. Do tej pory z rozrzewnieniem wspominamy "niebieską strzałę" jak nazwała moją furę koleżanka z pracy.
    • 19.07.12, 11:43
      Fajny wątek smile
      My też niedługo złomujemy i też mi smutno!
      --
      "Na co patrzysz? - Na twoje nogi - cały czas chodzą z tobą, zupełnie same!"
    • 19.07.12, 11:45
      Moją Fieścinke mam 12 lat, pierwsze moje auto, identycznie jak Ty jestem pierwszym i jedynym właścicielem i identycznie na początku byłyśmy same wink potem doszedł chłop
      i też zawsze ją zdrobniale nazywam.

      Na samą myśl o sprzedaniu jej już mi sie chce ryczeć, a o złomowaniu to nawet mowy nie ma

      ja z niej po prostu zrobie pomnik w ogródku, bo ja KOCHAM moja Fieścinkę smile

      Trzymaj sie w piątek!
      --
      http://dl3.glitter-graphics.net/pub/124/124973zv9l8g53sa.gif

      Pomoc dla Natalki
      • 19.07.12, 14:17
        smile My też nie myśleliśmy ani o sprzedaży, ani o złomowaniu. Miała nową blachę dostać i godnie się u nas zestarzeć. Ale stało się jak się stało... Teraz to już ani naprawiać ani chętnego na części nie ma. Cóż pozostało?

        > zrobie pomnik w ogródku,

        I będziesz płacić ubezpieczenie do końca świata? Bo wyrejestrować "na kołki" już teraz nie można.
        • 19.07.12, 14:37
          z_lasu napisała:
          > > zrobie pomnik w ogródku,
          >
          > I będziesz płacić ubezpieczenie do końca świata? Bo wyrejestrować "na kołki" ju
          > ż teraz nie można.

          kurza d&pa, zapomniałam

          jeszcze to przemyślę wink
          --
          http://dl3.glitter-graphics.net/pub/124/124973zv9l8g53sa.gif

          Pomoc dla Natalki
    • 21.07.12, 21:52
      Pojechaliśmy. Ja Skodzinką, mąż z Młodym Księżniczką. Mąż z tyłu, bo "chociaż sobie jeszcze na nią popatrzę". Jedziemy sobie nienerwowo, a tu policja wyskakuje z kogutem i spychają mnie na postój. Kurna, służbistka się trafiła, niech ją drzwi ścisną. "JAK!? TAKIM AUTEM?! NA ULICĘ?" "Auto jest sprawne, jedziemy oddać je na złom" "Jak sprawne?! Nie ma lampy!" "Nie ma osłony na kierunkowskaz, kierunkowskaz działa" "Ale nie może być bez osłony! Przecież tu zaraz coś odpadnie!" "Nic nie odpadnie, sprawdziliśmy dokładnie" (wszystko co mogłoby odpaść mąż usunął zaraz po wypadku) "Absolutnie! Nie zezwalam na dalszą jazdę! Zabieram dowód, auto na lawetę". Na szczęście była z kolegą smile Poszli się naradzić, to ją kolega jakoś
      przekonał, żeby nam dowodu nie zabierała w zamian za obietnicę wezwania lawety. Obiecaliśmy.

      W związku z tym wszystko nam się przesunęło w czasie i na złom dotarliśmy dopiero o 15.00. Mąż dzwonił wcześniej i powiedzieli wyraźnie: do 15.00 za gotówkę, do 16.00 na przelew. No, trudno, najwyżej będzie na przelew. A tu niespodzianka: do 16? Nieeee. To chyba nie do nas pan dzwonił, my tylko do 15. Skoda została na parkingu przy złomowisku. Wciąż jeszcze jest moja...
      • 22.07.12, 13:44
        tylko zeby Ci jej jeszcze z tego parkingu nie zlawetowali, ze niby tam tak dlugo parkowac nie mozna wink.
        • 22.07.12, 14:13
          Ja pierniczę... Parking należy do firmy złomującej, ale kto wie? Już bym się nawet specjalnie nie zdziwiła, gdyby znowu coś poszło nie tak.
    • 22.07.12, 14:38
      Dwa auta oddałam na szrot. Pierwsze to był nissan primera, z automatyczną skrzynią biegów, cały w bajerach, ale też został puknięty na tyle mocno, że już nie opłacało się naprawiać. Dostaliśmy za niego chyba 40 albo 50 funtów.
      Drugi w tym roku, w styczniu. Pojechaliśmy po moją koleżankę na lotnisko, do Luton, po drodze auto się zagrzało, puściła jakaś uszczelka pod głowicą, też zupełnie nieopłacalna naprawa. Zostawiliśmy koledze samochód, on go oddał na szrot. To była daewoo leganza, też automat.
      Teraz jeżdżę manualem i muszę przyznać, że nie było mi łatwo się przestawić. Jednak automat, to automat. Gorąco polecam.
      --
      gazeta_mi_placi napisała:
      Pisałaś o zeszytach, podręcznikach i ubraniach więc do tego się odniosłem.
      anielska.blog.pl/
      • 22.07.12, 16:43
        Nigdy nie miałam automatu, ale pojeździłam sobie kiedyś testowo (przyjaciółka ma). Kwestia przyzwyczajenia. Nie zrobił na mnie większego wrażenia. Tyle, że ja w ogóle nie lubię automatów, które za mnie podejmują decyzje. Owszem, doceniam automaty, które fizyczną robotę wykonują za mnie, gdy decyduję ja (robot kuchenny czy pralka automatyczna). Ale mądre urządzenia, które wiedzą lepiej ode mnie doprowadzają mnie do szału. Automatyczna skrzynia biegów jest dla mnie gdzieś na granicy tych dwóch kategorii, może też kwestia przyzwyczajenia.

        --
        "Wybory dokonują się same, ale czasem gracz odnosi wrażenie, że podejmuje je świadomie. Może go to przerazić, wtedy bowiem poczuje się odpowiedzialny za to, gdzie się znajdzie i co go spotka" - O. Tokarczuk "Prawiek i inne czasy"
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.