• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

z dyskalkulią bez matury

  • 24.07.12, 09:43
    krakow.gazeta.pl/krakow/1,35803,12180339,Chorzy_na_matematyke_na_maturze_nie_maja_szans.html
    Ciekawa jestem opinii emam na ten temat. W ostatnim czasie namnożyło się bardzo dużo dyslektyków, dyskalkulików i i nnych dysów. Moim zdaniem średnie wykształcenie świadczy o pewnym poziomie wiedzy i posiadanych umiejętności. Jeśli ktoś nie umie rozwiązać podstawowego zadania z matematyki trzeba się zastanowić czy powinien mieć wykształcenie średnie. Inna sprawa, że nie do końca jestem przekonana o obowiązkowej maturze z matematyki, niemniej, jeśli takowa na maturze jest dla mnie sprawa jest jasna.
    Edytor zaawansowany
    • 24.07.12, 10:03
      Myslę dokladnie na odwrot - matematyka obowiazkowa na maturze powinna byc, natomiast dla osob z dyskalkulia- moze jakaś specjalna tylko dla nich?
      U nas problemy są dwa i poł:

      pierwszy, że na dyskalkulii malo kto sie zna, niby jest, , a jakby jej nie bylo
      drugi, ze ludzie nie majacy zadnej dysfunkcji utrudniajacej naukę w szkole, nie są w stanie wyobrazic sobie, o co chodzi, a juz tym bardziej wyobrazic sobie, że osoba nią dotknieta moze byc wybitnie zdolna, pracowita i mądra
      i pół - ze pojedynczy rodzice zalatwiali/zalatwiaja swoim niedysfunkcyjnym dzieciom zaświadczenia o dysleksji.

      --
      "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
      "Zawstydzona popękanymi piętami?"
      • 24.07.12, 10:15
        Moim zdaniem matematyka powinna być obowiązkowa. Człowiek ze średnim wykształceniem musi ją po prostu znac, a żeby zdać wystarczy marne 30%.
        Jeżeli chodzi o dyskalkulików to jeżeli mają być zwolnieni z normalnej matury to powinni zdawać taką specjalnie dla nich przygotowaną - z teorii matematyki. Powinna być na tyle trudna, zeby nikomu nie opłacało się "załatwiać" zaświadczenia. Ci którym będzie naprawdę zależeć na wykształceniu się do niej przygotują.
        --
        Wspólne czytanie
      • 24.07.12, 10:16
        nangaparbat3 napisała:

        > drugi, ze ludzie nie majacy zadnej dysfunkcji utrudniajacej naukę w szkole, nie
        > są w stanie wyobrazic sobie, o co chodzi, a juz tym bardziej wyobrazic sobie,
        > że osoba nią dotknieta moze byc wybitnie zdolna, pracowita i mądra

        Się zgodzę. Moja Starsza idzie z "papierami" od swojego terapeuty do szkoły, że jej rozwój jest bardzo nierówny, w niektórych dziedzinach dużo poniżej wieku, a w niektórych dużo powyżej wieku plus niedojrzałość emocjonalna. Żeby właśnie jej nie dyskwalifikować, bo to nie jej zła wola, tylko autentyczna niemoc, która potrzebuje odrobinę więcej czasu. Przykładowo odpowie mi w języku ang. sama z siebie (mieszkamy w kraju nad Wisłą wink), używając dobrego czasu, a 5+6 jest już całkowita abstrakcją.


        --
        Pamiętaj.Zawsze.
        • 24.07.12, 10:26
          > to nie jej zła wola, tylko autentyczna niemoc, która potrzebuje odrobinę więcej czasu.
          Skoro potrzebuje troche wiecej czasu, to moze przeciez zdawac mature w wieku 19 lat czy 20, czy do kiedy tam zdola sie tego nauczyc. Wszystkie dzieci, ktore sa "nienajbystrzejsze" nie sa przeciez takie ze zlej woli, tylko dlatego, ze sa mniej bystre niz inne dzieci. I co - tez maja miec 5-tki za samo istnienie, zeby im nie bylo przykro, ze inni maja a oni nie, a oni tez by chcieli?
          --
          "nie chcialo mi sie [gotować obiadu] wiec mam rosół i mielone,moze jakiegos ziemniaka do tego" annaa77
          • 24.07.12, 10:29
            Do matury to ma jeszcze dużo czasu, zaczynamy 1 klasę podstawówki wink.
            --
            Pamiętaj.Zawsze.
            • 24.07.12, 10:36
              Otoz to. Czy 12 lat nauki szkolnej nie wystarczy, zeby sie nauczyc pisac we wlasnym jezyku i podstaw matematyki, wystarczajacych do zdania 30% podstawowej matury? Nawet osobie, ktora ma z uczeniem trudnosci? Takie jest zycie, jeden ma trudnosci z fizyka, inny z jezykiem polskim, inny z matematyka. Jak sie ma trudnosci, to trzeba sie bardziej przylozyc do nauki, a nie zalatwiac zaswiadczenia na wszystkie nasze mozliwe braki.

              --
              "nie chcialo mi sie [gotować obiadu] wiec mam rosół i mielone,moze jakiegos ziemniaka do tego" annaa77
              • 24.07.12, 10:53
                Ależ pieprzysz (sorry).
                Dysortografik zna reguły ortograficzne. Ba, jak pisze dyktando i wie, że to po to, żeby właśnie ortografię sprawdzić, to nawet błędów potrafi nie robić.
                A jak zaczyna pisać tekst ciągły i skupia się na treści, to ortografia zostaje z boku.
                I na tym polega problem.
                Nie na nieumieniu. Na tym, że umie i nie stosuje. Niewidzącemu czy niesłyszącemu też się dostosowuje warunki nauki do możliwości. To jest dokładnie taka sama sytuacji - tylko problem mniejszego kalibru.
                I nie ma powodu, żeby takie osoby leciały na minimum. Bo one mają niejednokrotnie (a wręcz bardzo często) duże większe możliwości.
                Moje osobiste dziecko, z dysgrafią i dysortografią ma spokojnie 4 (a i na 5 ma szanse, tyle, że w tym roku opinię pod koniec roku dostał i ortografia mu oceny obniżyła). Dlaczego ma mieć 30% tylko dlatego, że trafiła mu się dys?
                --
                Oddaj 1% na Dom Misi
                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                • 24.07.12, 11:17
                  > Dlaczego ma mieć 30% tylko dlatego, że trafiła mu się dys?
                  A kto mowi, ze ma miec 30%? Podobno 30% wystarczy zeby zdac mature podstawowa z matematyki, wiec raczej kazdy przecietnie zdolny nie powinien miec trudnosci ze zdaniem matury. A jesli chce miec 100% to niech se ma, tylko niech to bedzie ocena faktycznych umiejetnosci, a nie tego, ze ktos ma zaswiadczenie.
                  --
                  "nie chcialo mi sie [gotować obiadu] wiec mam rosół i mielone,moze jakiegos ziemniaka do tego" annaa77
                  • 24.07.12, 11:21
                    Pisałaś ogólnie o uzyskaniu 30% z różnych przedmiotów.
                    I do tego się odniosłam.
                    Osoba z dyskalkulią raczej nie marzy o 100% z matematyki.
                    Za to osoba z dysgrafią czy dysortografią jak najbardziej szanse na tyle z polskiego ma.
                    --
                    Oddaj 1% na Dom Misi
                    ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                • 24.07.12, 12:58
                  mi powiedziano na studiach że dyslekcja nie istnieje. To wymysł.
                  Wypowiadali się uczeni doktorzy.
                  To jest poprostu zaświadczenie żeby mieć luz.
                  Takie osoby mają te same oceny co inni muszą się nauczyć. To nie sprawiedliwe.
                  Mój mąż mi mówił ze ma dyslekcję, bo nie potrafii nie robić błedów ort.
                  Natomiast mature zdał świetnie.Napewno z błedami. Ale zaświadczenia nie załatwiał sobie, ja mu nie pozwoliłam, on zresztą nie chciał.
                  Uważam że dyslekcja to następna choroba cywilizacyjna,bo tak wygodnie
                  • 24.07.12, 13:11
                    kol.ja napisał:

                    mi powiedziano na studiach że dyslekcja nie istnieje. To wymysł.
                    > Wypowiadali się uczeni doktorzy.
                    > To jest poprostu zaświadczenie żeby mieć luz.
                    > Takie osoby mają te same oceny co inni muszą się nauczyć. To nie sprawiedliwe.
                    > Mój mąż mi mówił ze ma dyslekcję, bo nie potrafii nie robić błedów ort.
                    > Natomiast mature zdał świetnie.Napewno z błedami. Ale zaświadczenia nie załatwi
                    > ał sobie, ja mu nie pozwoliłam, on zresztą nie chciał.

                    1. DysleKcja nie istnieje.
                    2. DyslekSja istnieje. W rzeczywistości, w klasyfikacjach chorób i zaburzeń, w pracach naukowych i gdzie tam jeszcze chcesz.
                    3. W dorosłych nie diagnozuje się dysleksji (czyli u męża, bo jak rozumiem w wieku dorosłym nie pozwoliłaś mu się diagnozować pod tym kątem), zaburzenie to diagnozuje się u dzieci (objawy często od niemowlęctwa, rzetelna diagnoza ok 10 roku życia).
                    4.
                    > Uważam że dyslekcja to następna choroba cywilizacyjna,bo tak wygodnie
                    czyli jest czy jej nie ma? Alergia, nowotwory, miażdżyca naczyń to też choroby cywilizacyjne - nie ma ich czy są?
                    5. gorszych bzdur dawno nie czytałam. Do książek, doucz się trochę zamiast na forum straszyć.
                    • 24.07.12, 14:00
                      jakbabciekocham


                      moze ty sie doucz, literówek sie czpeiasz, wiadomo o co chodzi.
                      Dysleksji nie ma, bo to nie istnieje.
                      Dysleksja istnieje bo sobie ktoś wymyśla i bierze zaświadczenia, na coś co nie istnieje.
                      ROZUMIESZ?
                      • 24.07.12, 14:22
                        > moze ty sie doucz, literówek sie czpeiasz, wiadomo o co chodzi.
                        > Dysleksji nie ma, bo to nie istnieje.
                        > Dysleksja istnieje bo sobie ktoś wymyśla i bierze zaświadczenia, na coś co nie
                        > istnieje.
                        > ROZUMIESZ?

                        O ICD-10 albo DSM-IV-TR słyszałaś? Nie tobie decydować co jest, a czego nie ma. Tego uczone doktory nie mówili???
                  • 24.07.12, 13:39
                    kol.ja napisał:

                    > mi powiedziano na studiach że dyslekcja nie istnieje. To wymysł.

                    I słusznie. Dyslekcja to wymysł.

                    > To jest poprostu zaświadczenie żeby mieć luz.

                    To też ci uczeni doktorzy? Świetnym specjalistOM będziesz po tych studiach,

                    --
                    Oddaj 1% na Dom Misi
                    ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                    • 24.07.12, 14:03
                      e_r_i_n napisała:

                      > kol.ja napisał:
                      >
                      > > mi powiedziano na studiach że dyslekcja nie istnieje. To wymysł.
                      >
                      > I słusznie. Dyslekcja to wymysł.





                      >
                      > > To jest poprostu zaświadczenie żeby mieć luz.
                      >
                      > To też ci uczeni doktorzy? Świetnym specjalistOM będziesz po tych studiach,



                      >
                      o matko, pomyliłam sie literówka, a tobie o co chodzi, masz zły dzień?
                      Za to Ty nie będziesz specjalistOM bo nic nie skończyłas
                      • 24.07.12, 14:09
                        kol.ja napisał:

                        > o matko, pomyliłam sie literówka, a tobie o co chodzi, masz zły dzień?

                        Mam niezwykle dobry dzień, a Tobie się ta literówka notorycznie w wypowiedzi zdarzała.
                        Tak, jak literówki ortograficzne u osób, które potem twierdzą, że dyslekcję mają wink

                        > Za to Ty nie będziesz specjalistOM bo nic nie skończyłas

                        Noo, ciekawe, ciekawe wink Raczej nie sądzę, żebyś się chciała w temacie licytować wink

                        --
                        Oddaj 1% na Dom Misi
                        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                        • 24.07.12, 14:12
                          e_r_i_n napisała:

                          > kol.ja napisał:
                          >
                          > > o matko, pomyliłam sie literówka, a tobie o co chodzi, masz zły dzień?
                          >
                          > Mam niezwykle dobry dzień, a Tobie się ta literówka notorycznie w wypowiedzi zd
                          > arzała.
                          > Tak, jak literówki ortograficzne u osób, które potem twierdzą, że dyslekcję maj
                          > ą wink
                          >
                          > > Za to Ty nie będziesz specjalistOM bo nic nie skończyłas
                          >
                          > Noo, ciekawe, ciekawe wink Raczej nie sądzę, żebyś się chciała w temacie licytowa
                          > ć wink
                          >
                          haha to moze mam dyslekcje, hahahhahahahahaha jak sie tam myle....hahahahaahha


                          wiesz co nie bedziemy sie licytowac bo mam kilka fakultetów, nie sądze ze masz dwa skończone lub więcej.
                          • 24.07.12, 14:18
                            WieŻę, wieŻę, że na bieRZąco je kończyłaś wink
                            --
                            Oddaj 1% na Dom Misi
                            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                          • 24.07.12, 14:22
                            kol.ja napisał:

                            > wiesz co nie bedziemy sie licytowac bo mam kilka fakultetów

                            big_grin big_grin big_grin

                            (tak, wiem, że to post nic niewnoszący, ale musiałam wink )

                            --
                            I used to lift you up, now I get you down
                            • 24.07.12, 14:32
                              gemmavera napisała:

                              > kol.ja napisał:
                              >
                              > > wiesz co nie bedziemy sie licytowac bo mam kilka fakultetów
                              >
                              > big_grin big_grin big_grin
                              >

                              licytuję

                              big_grin big_grin big_grin big_grin

                              wink

                              --
                              Ludzie często nie rozumieją ograniczeń tyranii. Wydaje im się, że skoro mogę robić, co chcę, to mogę robić, co chcę.
                              (Lord Vetinari)
                          • 24.07.12, 16:35
                            Z pewnoscia,w koncu sa fakultety przygotowujace do egzaminu gimnazjalnegobig_grin jaki piekny dzienbig_grin
                            --
                            “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
                      • 25.07.12, 10:58
                        > o matko, pomyliłam sie literówka,

                        Aż się zakrztusiłam ze śmiechu. big_grin Napisałaś ten wyraz kilka razy, zawsze tak samo źle. To się nazywa niedouczenie, nie literówka.
                        --
                        angielskie dzieci tez nosza czapki, rekawiczki, szaliki i cieple kurtki, swetry itp. ale jakos tak inaczej to nosza niz polskie /by najma78/
                  • 24.07.12, 16:31
                    To nie jest literowka,znow wypowiada sie osoba,ktora nic na ten temat nie wie.
                    --
                    “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
              • 24.07.12, 10:55
                Wystarczy. Ale nie po to jej terapeuta wystawił opinię i zaświadczenie, żeby jej ocenę o stopień wyżej dawać, "bo tak", tylko po to, żeby szkoła, która jej nie zna nie zakwalifikowała jej do grupy "nierokujących". Nie oczekuję odpuszczenia w sensie naukowym, oczekuję, że nauczyciel pod pierwszymi trudnościami dostrzeże potencjał. Zresztą ja z gatunku współpracujących i będziemy trudne rzeczy klepać razem wink.
                --
                Pamiętaj.Zawsze.
          • 24.07.12, 10:36
            No to docelowo nie musi miec matury. Nie kazdy musi isc na studia. A juz na pewno przepustka na studia nie jest pisanie wierzy jak mlodzian w artykule. Mojej mamy przyjaciolki syn jest na poziomie 5-latka (a ma pod 40), zas ksiazki czytal i kochal juz w wieku 6 lat. I co? Powinni mu specjalna mature zorganizowac? wink.
            • 24.07.12, 10:55
              Jak facet czterdziestoletni jest na poziomie pięciolatka, to jest niepełnosprawny intelektualnie.
              Tutaj mowa o ludziach w normie, a pewnie często o powyżej. NIE MA analogii.
              --
              Oddaj 1% na Dom Misi
              ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
              • 24.07.12, 12:21
                Twoim zdaniem facet z artykulu nie jest niepelnosprawny intelektualnie?
              • 24.07.12, 14:05
                e_r_i_n napisała:

                > Jak facet czterdziestoletni jest na poziomie pięciolatka, to jest niepełnospraw
                > ny intelektualnie.
                > Tutaj mowa o ludziach w normie, a pewnie często o powyżej. NIE MA analogii.
                erin nie załozyłaś wątku a tak się wkręciłąm w ten wątek, chyba na bierzaco jesteś z załatwianiem zaświadczenia dla dzieci?
                Gorzej się uczą i chcesz trochę im średnią podnieść? oj zapisz na dodatkowe zajęcia zeby miały dobre oceny, nie kombinuj
                • 24.07.12, 14:17
                  kol.ja napisał:

                  > erin nie załozyłaś wątku a tak się wkręciłąm w ten wątek, chyba na bierzaco jes
                  > teś z załatwianiem zaświadczenia dla dzieci?

                  Niczego nie załatwiam DZIECKU. Owszem, dziecko ma opinie o dysortografii i dysgrafii, ale nie miała ona żadnego wpływu na oceny na koniec obecnego roku szkolnego i dziecko ma oceny świetne. Przebadanie w kierunku dys zasugerowali nauczyciele ze szkoły, bo wiedzą, że dziecko inteligentne i pracowite i szkoda, żeby dysfunkcja mu oceny obniżała, skoro nie musi.

                  > Gorzej się uczą i chcesz trochę im średnią podnieść? oj zapisz na dodatkowe zaj
                  > ęcia zeby miały dobre oceny, nie kombinuj

                  Jak przestaniesz popełniać 'literówki' na bieRZąco, to odpowiem na Twoje sugestie wink
                  Życzę Ci dziecka tak zdolnego, jak moje. Pewnie maturę zda od razu po szkole wink
                  --
                  Oddaj 1% na Dom Misi
                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 24.07.12, 10:56
              I jeszcze jedno - dyslektyk faktyczny i pracujący napisze tekst w edytorze i sprawdzi błędy.
              I nawet nie będziesz miała pojęcia, że problem ma.
              --
              Oddaj 1% na Dom Misi
              ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
              • 24.07.12, 12:22
                Ale sprawny intelektualnie do konca nie bedzie, bo jednak cierpi na dyslekcje.
                • 24.07.12, 12:28
                  Dysleksję.
                  I poczytaj najpierw, co to jest niepełnosprawność intelektualna.
                  --
                  Oddaj 1% na Dom Misi
                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                  • 24.07.12, 12:56
                    Poczytalam i wciaz mi to pod to podchodzi.
                    • 24.07.12, 13:26
                      Taak?
                      I w której niby to części podpada po NI?

                      --
                      Oddaj 1% na Dom Misi
                      ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                      • 24.07.12, 13:40
                        W calosci - niemoznosc opanowania czegos, co jest standardem spolecznym, jest dysfunkcja. I jako taka jest niesprawnoscia w jakims tam stopniu. Moze byc w malym, moze byc w duzym - zalezy od przypadku.
                        • 24.07.12, 13:44
                          No to jeszcze raz - poczytaj, co to jest niepełnosprawność intelektualna, jakie są kryteria uznania, że ktoś niepełnosprawny jest oraz analogicznie - te zasady dla dys.
                          --
                          Oddaj 1% na Dom Misi
                          ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                          • 24.07.12, 13:56
                            Byc moze czegos nie zrozumialam i mieszam pojecia. Ale czlowiek, ktory nie jest w stanie nauczyc sie np. pisac jest w jakims sensie ulomny. Nie gorszy, nie tuman, nie wyrzutek spoleczny.
                            • 24.07.12, 14:06
                              Zdecydowanie mieszasz pojęcia.
                              Dyslektyk nie umie pisać?
                              Dyslektyk umie pisać, tylko ma problem np. z graficzną stroną pisma (dysgrafia), ortografią, mimo znania reguł (dysortografia), myli litery (np. p i b), ma problem z czytaniem.
                              To NIE JEST niepełnosprawność intelektualna, która przede wszystkim oznacza obniżoną sprawność intelektualną.
                              Osoby z dys mają co najmniej przeciętny poziom inteligencji. U osoby niepełnosprawnej intelektualnej dys się nie orzeka.
                              Nawet w głupiej Wikipedii termin jest nieźle wyjaśniony.
                              Poczytaj, pomyśl, potem pisz.
                              --
                              Oddaj 1% na Dom Misi
                              ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                              • 24.07.12, 14:11
                                e_r_i_n napisała:

                                > Zdecydowanie mieszasz pojęcia.
                                > Dyslektyk nie umie pisać?
                                > Dyslektyk umie pisać, tylko ma problem np. z graficzną stroną pisma (dysgrafia)
                                > , ortografią, mimo znania reguł (dysortografia), myli litery (np. p i b), ma pr
                                > oblem z czytaniem.
                                > To NIE JEST niepełnosprawność intelektualna, która przede wszystkim oznacza obn
                                > iżoną sprawność intelektualną.
                                > Osoby z dys mają co najmniej przeciętny poziom inteligencji. U osoby niepełnosp
                                > rawnej intelektualnej dys się nie orzeka.
                                > Nawet w głupiej Wikipedii termin jest nieźle wyjaśniony.
                                > Poczytaj, pomyśl, potem pisz.
                                a ty idź wykładaj na uniwerek, jak wiesz lepiej niż doktorzy na mojej uczelni.
                                • 24.07.12, 14:23
                                  kol.ja napisał:

                                  > a ty idź wykładaj na uniwerek, jak wiesz lepiej niż doktorzy na mojej uczelni.

                                  Dziękuję, pracuję gdzie indziej.
                                  A Ty gdzie wykorzystujesz swoje liczne fakultety? W sklepie czy biurze?
                                  --
                                  Oddaj 1% na Dom Misi
                                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                              • 24.07.12, 14:17
                                A ja zawsze myslalam, ze miara umiejetnosci jest moznosc zastosowania zasad w praktyce...A tutaj prosze - nie umie zastosowac praktycznie, wiec nie wolno wytknac mu wlasnie braku umiejetnosci...
                                • 24.07.12, 14:22
                                  Na tym właśnie polega problem człowieka z dysortografią - zna świetnie, ze stosowaniem ma problem. Dlatego to jest dysfunkcja.
                                  --
                                  Oddaj 1% na Dom Misi
                                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                                  • 24.07.12, 19:05
                                    Ale ja znam swietnie gramatyke francuska, a mowic w tym jezyku nie umiem - czy mam w zwiazku z tym zadac certyfikatu jezykowego?
                              • 24.07.12, 14:41
                                e_r_i_n napisała:

                                > Zdecydowanie mieszasz pojęcia.
                                > Dyslektyk nie umie pisać?
                                > Dyslektyk umie pisać, tylko ma problem np. z graficzną stroną pisma (dysgrafia)
                                > , ortografią, mimo znania reguł (dysortografia), myli litery (np. p i b), ma pr
                                > oblem z czytaniem.
                                > To NIE JEST niepełnosprawność intelektualna, która przede wszystkim oznacza obn
                                > iżoną sprawność intelektualną.
                                > Osoby z dys mają co najmniej przeciętny poziom inteligencji. U osoby niepełnosp
                                > rawnej intelektualnej dys się nie orzeka.
                                > Nawet w głupiej Wikipedii termin jest nieźle wyjaśniony.
                                > Poczytaj, pomyśl, potem pisz.

                                Razem z jeszcze wtedy z małżem, zostaliśmy poproszeni o udział w badaniach dorosłych osób z dysleksją. Pani pisała pracę doktorską, a dowiedzieliśmy się o tych badaniach w miejscu terapii naszej starszej córki. Dostaliśmy zadania i... jedna wielka masakra. Byliśmy tam z innymi dys. i na początku z przerażeniem w oczach, a potem z dzikim rechotem wspólnie próbowaliśmy je rozwiązywać. Poziom ich rozwiązania był fatalny, a każde z obecnych bardzo sprawny intelektualnie, mój małż dodatkowo obdarzony talentem plastycznym, ja manualnym. To nie była grupa tępych kmiotków. A że to często dziedziczne ich dzieci też są w terapii. Akurat moja córka ma wyjątkowy talent do języków, ale kiedyś czekając na nią podczas terapii słyszałam dwie dziewczynki dys. (wczesne nastolatki) mające lekcje angielskiego. Pan im tłumaczył różnice miedzy "I am", a "I was". Co z tego, że znały zasady i niby wiedziały o co chodzi, to nie były w stanie użyć tych form poprawnie. Dys. uderza w rożne rejony.
                                --
                                Pamiętaj.Zawsze.
                                • 24.07.12, 14:45
                                  Ależ ja to wszystko wiem smile
                                  Moje dziecko ma dysleksję, wynikającą z zaburzonej percepcji wzrokowo-ruchowej, a czyta świetnie. Dlatego, że poza tą sferę resztę ma ponadprzeciętną i sobie deficyt świetnie kompensuje.
                                  I generalnie bez opinii jest czwórkowo - piątkowym uczniem, który np. językowo stoi świetnie (a dyslektycy zazwyczaj z językami problemy mają).
                                  Dlatego tak irytujące jest pisanie tego, co tutaj się pojawia, przez osoby nie mające pojęcia, czym de facto dys jest. Dla nas to po prostu od groma dodatkowej pracy - a właściwie dla Młodego. Bo to on musi sam ze słownikiem sprawdzać swoje prace, wypisywać wyjątki/trudne słowa/słowa do zapamiętania itd.
                                  I nie ma taryfy ulgowej - wręcz odwrotnie.
                                  --
                                  Oddaj 1% na Dom Misi
                                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                                  • 24.07.12, 14:53
                                    Ja wiem, że wiesz smile. Dopisałam się w ramach wsparcia wink.
                                    Moja siedmiolatka utalentowana językowo, widać to już od jakiegoś czasu, ale liczby są czystą abstrakcją, zdarzają się też dość często błędy językowe w j.polskim. Zapytana wprost, po namyśle odpowiada poprawnie, a w zdaniach to są takie cuda że głowa boli.
                                    --
                                    Pamiętaj.Zawsze.
                                    • 24.07.12, 15:06
                                      Aaa, ok wink
                                      Ja chyba jestem najbardziej wkurzona dys Młodego - bo wiem, że on wie, umie, a na sprawdzianie dys + problemy z koncentracją to mieszanka wybuchowa.
                                      --
                                      Oddaj 1% na Dom Misi
                                      ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                                  • 24.07.12, 15:08
                                    > j pracy - a właściwie dla Młodego. Bo to on musi sam ze słownikiem sprawdzać sw
                                    > oje prace, wypisywać wyjątki/trudne słowa/słowa do zapamiętania itd.
                                    > I nie ma taryfy ulgowej - wręcz odwrotnie.

                                    Ale to tak w zyciu jest, ze jeden sie szybciej czegos uczy, a inny wolniej. Gdybys mnie widziala jakich skrotow myslowych musze uzywac, zeby zapamietac jakakolwiek nowa nazwe, to bys sie zalamala. Dlaczego etapy mitozy kojarze z farba w polmacie, a za miesiac i tak znow zapomne i bede musiala na nowo sobie przypominac i ile takich skojarzen mam do zapamietania. Tylko ja wiem, ze to, ze mam slaba pamiec w niczym mnie nie usprawiedliwia i te nazwy znac musze.
                                    Nikomu, z wyjatkiem bardzo niewielu przypadkow, nauka nie przychodzi ot tak.
                                    • 24.07.12, 15:23
                                      Ale jaki to jest argument?
                                      Problem z dysortografikiem jest taki, że mimo, iż świetnie wie, jak napisać jakieś słowo, w sytuacji faktycznego pisania błąd nadal jest (u Młodego się zdarza, na szczęście, bo u niego nie jest to dys bardzo duża).
                                      I wyraźnie w tym wątku piszę, że posiadanie kwita o dys to nie jest usprawiedliwienie, a wręcz zobowiązanie do pracy.
                                      --
                                      Oddaj 1% na Dom Misi
                                      ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                                  • 25.07.12, 11:09
                                    > Dlatego tak irytujące jest pisanie tego, co tutaj się pojawia, przez osoby nie
                                    > mające pojęcia, czym de facto dys jest

                                    A dla mnie to żałosne, jak wypowiada się osoba, która nawet nie potrafi poprawnie napisać słowa dysleksja.
                                    --
                                    homoseksulaizm jest czyms
                                    niewlasciwym wrecz obrzydliwym [...]
                                    I prosze mi tu nie wyjezdzac z homofobia
                                    by vibe-b
                                • 24.07.12, 15:01
                                  > gielskiego. Pan im tłumaczył różnice miedzy "I am", a "I was". Co z tego, że zn
                                  > ały zasady i niby wiedziały o co chodzi, to nie były w stanie użyć tych form po
                                  > prawnie. Dys. uderza w rożne rejony.


                                  To w jaki sposob nauczyly sie jezyka ojczystego??
                • 24.07.12, 18:45
                  annajustyna napisała:

                  > Ale sprawny intelektualnie do konca nie bedzie, bo jednak cierpi na dyslekcje.


                  Zamiast się ośmieszać powinnaś poczytać o "sprawności intelektualnej smile . Dysleksja nie ma nic wspólnego z dysleksją! Tak na marginesie, czy przeczytałaś jakąkolwiek POWAŻNĄ publikację na ten temat, czy tylko pleciesz co Ci ślina na jezyk przyniesie?
                  • 24.07.12, 19:13
                    mnemozyne.nemezis napisała:

                    Dysleksja nie ma nic wspólnego z dysleksją!


                    Chodziło mi o sprawność intelektualną smile
              • 24.07.12, 14:08
                e_r_i_n napisała:

                > I jeszcze jedno - dyslektyk faktyczny i pracujący napisze tekst w edytorze i sp
                > rawdzi błędy.
                > I nawet nie będziesz miała pojęcia, że problem ma.
                hahahahhahahahaha dobre. Dyslektyk....jeśli taki istnieje powiedzmy to edytor za niego poprawia błedy....nie sprawdza błędów bo sa odrazu korygowane
      • 24.07.12, 10:29
        > drugi, ze ludzie nie majacy zadnej dysfunkcji utrudniajacej naukę w szkole, nie
        > są w stanie wyobrazic sobie, o co chodzi, a juz tym bardziej wyobrazic sobie,
        > że osoba nią dotknieta moze byc wybitnie zdolna, pracowita i mądra

        Ludzie nie majacy zadnej dysfunkcji maja w rezultacie najtudniej, bo musza wszystko zaliczyc i zdac normalnym trybem, bez zadnych ulg, podczas gdy wszyscy wokol maja swoje dyskalkulie i dysleksje i specjalne przywileje z tego powodu.
        --
        "nie chcialo mi sie [gotować obiadu] wiec mam rosół i mielone,moze jakiegos ziemniaka do tego" annaa77
        • 24.07.12, 10:49
          mnb0 napisała:

          > podczas gdy wszyscy wokol maja swoje dyskalkulie i dysleksje i specjalne przywileje z tego
          > powodu.

          Faktycznie - ogromne przywileje. Dodatkowy czas? Otrzymanie zadania wydrukowanego, a nie przepisywanie? Ewentualnie możliwość pisania na komputerze, a nie ręcznie (dla dysgrafików)?
          A do tego obowiązek uczestniczenia w zajęciach korekcyjno - kompensacyjnych i ostra praca na nich, dodatkowa praca samodzielna w domu, śpiewająca znajomość zasad, wyjątków itd - jak się nie wywiązuje, to nauczyciel ma prawo nie respektować opinii.
          Dysfunkcja to problem, nie ulga.
          Jedyne, co trzeba zrobić, to pilnować, kto opinie wydaje - chyba to zostało zrobione, że respektowane są tylko opinie publicznych PPP i niepublicznych o uprawnieniach publicznych (czyli spełniających standardy). Żeby nie było tak, że byle psycholog/pedagog za kasę daje 'kwit' o dys.
          Poza tym, teraz nie ma opcji, że tuż przed egzaminem/maturą dostanie się taką opinię. Diagnoza musi się zakończyć w szkole podstawowej. A potem tylko ciężka praca.


          --
          Oddaj 1% na Dom Misi
          ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
          • 24.07.12, 11:10
            > Poza tym, teraz nie ma opcji, że tuż przed egzaminem/maturą dostanie się taką o
            > pinię. Diagnoza musi się zakończyć w szkole podstawowej. A potem tylko ciężka p
            > raca.

            Nie, potem mozna jeszcze zrobić badania i poradnia moze wydac opinie, tyle tylko, ze zgode na badania musi wyrazic rada pedagogiczna. Przepis skandaliczny, jeśli uczennica/uczeń z jakiegos powodu narazi sie radzie, zabronią wykonania badan - mnie sie to w głowie nie miesci. Skutkiem dysfunkcji nierozpoznanej i niewlasciwego traktowania dziecka jak najbardziej moga byc problemy z zachowaniem, potem za to zachowanie znowu zostanie ukarane. Szatańskie podejście.
            --
            "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
            "Zawstydzona popękanymi piętami?"
            • 24.07.12, 11:24
              No tak, nie dopisałam, że można uzyskać opinię później w bardzo ograniczonych przypadkach.
              Myślę, ze przepis wcale skandaliczny nie jest - jeśli faktycznie jest problem, to się już w podstawówce objawi.
              A jeśli nie, to naprawdę musi być to wyjątkowa sytuacja.
              Zakładanie, że ktoś będzie komuś na złość robił jest przesadą.
              --
              Oddaj 1% na Dom Misi
              ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
              • 24.07.12, 11:53
                e_r_i_n napisała:

                > - jeśli faktycznie jest problem,
                > to się już w podstawówce objawi.
                Pracuje w bardzo dobrym liceum - nie ma roku, zeby się jakaś dysleksja czy dysgrafia nie objawila,i wychwytuja to nauczyciele. Niestety zdarza się wcale nierzadko, ze - z roznych przyczyn - dysfunkcje nie są wychwytywane na czas.

                > A jeśli nie, to naprawdę musi być to wyjątkowa sytuacja.
                Nie sądzę. Pracuje w znakomitym ogolniaku i świetlicy środowiskowej dla dzieci z marginesu. I zgadnij, gdzie jest wyższy procent opinii o dysfunkcji? I w ogóle objetych jakąs specjalistyczną opieką?
                > Zakładanie, że ktoś będzie komuś na złość robił jest przesadą.
                Dlaczego na złość?
                Jeden powie, że wie, ze to leń, inni podchwycą, rady pedagogiczne nie sa odporne na mechanizmy psychologii tlumu. Nie zgodzą się na badania w poradni, bo to niewychowawcze, i w ogóle dla dobra ucznia.
                Ja w ogóle nie pojmuje, jak moze rada pedagogiczna miec tu cokolwiek do powiedzenia. uczenie to uczenie, badanie to badanie.
                --
                "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
                "Zawstydzona popękanymi piętami?"
                • 24.07.12, 12:11
                  Niebardzo wiem, jak się może ujawnić dysgrafia dopiero w liceum.
                  Zastanawiające to bardzo.
                  Nie twierdzę, że to niemożliwe, ale wydaje mi się, że jednak marginalne, nie stałe.
                  Może faktycznie rola rady zbyt duża - ale ruch w kierunku 'nie kwitom w ostatniej chwili' uważam za słuszny.
                  --
                  Oddaj 1% na Dom Misi
                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                  • 24.07.12, 13:11
                    e_r_i_n napisała:

                    > Niebardzo wiem, jak się może ujawnić dysgrafia dopiero w liceum.
                    > Zastanawiające to bardzo.

                    W liceum to sie dzieje coraz rzadziej - mamy bardzo zdolnych uczniow, poza tym z rodzin, w których dba sie o edukację. Ale wciąż bywa, ze dopiero polonistka czy jezykowiec wychwycą.
                    Gorzej w świetlicy - tam sa dzieci spisane na straty na starcie. wszystko zalezy od nauczycieli

                    > Może faktycznie rola rady zbyt duża - ale ruch w kierunku 'nie kwitom w ostatni
                    > ej chwili' uważam za słuszny.
                    Ale dlaczego? Dlaczego ucznia, wobec ktorego system edukacji zawinil nie rozpoznajac na czas dysfunkcji i nie udzielajac wlaściwej pomocy, karac brakiem zezwolenia na dostosowanie warunkow zdawania egzaminu?
                    --
                    "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
                    "Zawstydzona popękanymi piętami?"
                    • 24.07.12, 13:18
                      Bywa że u bardzo zdolnych nie wychwytuje się wybiórczych deficytów, bo nadganiają w innych sferach ("bo on mądry taki, co tam problem z ortografią, wyćwiczy się" - jak się przeczekuje, bo uczeń generalnie piątkowy, to się potem w liceum objawia - na tle średniaków i słabych w podstawówce i gimnazjum błyszczał, a w liceum, w jednorodnej grupie uzdolnionych zwyczajnie odstaje i deficyt w poprawnym pisaniu widać). Trudności w czytaniu zdecydowanie szybciej są zgłaszane, a z dysortografią często się czeka zbyt długo.
                    • 24.07.12, 13:30
                      Jeśli zawinił system, to ok - pewnie to można udowodnić i uzyskać opinię po podstawówce.
                      Ale myślę, że to ruch przeciw osobom, które nagle tuż przed egzaminem gimnazjalnym/maturą stwierdzają, że mają problem.
                      --
                      Oddaj 1% na Dom Misi
                      ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
          • 24.07.12, 11:13
            > Faktycznie - ogromne przywileje. Dodatkowy czas? Otrzymanie zadania wydrukowane
            > go, a nie przepisywanie?
            No a ty nie uwazasz tego za przywileje? Inny uczen musi tracic czas na przepisywanie, wiec ma juz na starcie gorzej.
            Analogie:
            Jesli nie potrafie szybko biegac, to czy powinnam wystartowac 10m przed innymi, zeby miec rowne szanse?
            Jesli nie wchodza mi do glowy daty na historii, powinnam dostac wiecej czasu na klasowce, zeby sobie te daty przypomniec?
            Itd. Itd. Kazdy ma jakies wady i zalety. Przewaznie w jednej dziedzinie wyprzedzamy innych, a w innej - jestesmy w tyle. Wiec nie rozumiem zaswiadczen na to, ze ktos ma "nierownomierny rozwoj".
            --
            "nie chcialo mi sie [gotować obiadu] wiec mam rosół i mielone,moze jakiegos ziemniaka do tego" annaa77
            • 24.07.12, 11:19
              > > Faktycznie - ogromne przywileje. Dodatkowy czas? Otrzymanie zadania wydru
              > kowane
              > > go, a nie przepisywanie?
              > No a ty nie uwazasz tego za przywileje? Inny uczen musi tracic czas na przepisy
              > wanie, wiec ma juz na starcie gorzej.

              Ale ten inny uczeń nie ma żadnych dysfunkcji! To tak jakby napisać, że niewidomy ma przywilej wchodzenia do sklepu z psem, a ty swojego Burka musisz zostawiać na zewnątrz, więc ten niewidomy ma lepiej. Albo człowiek na wózku może ścieżką dla pieszych sobie jechać, a ty zasuwać nóżkami uncertain
            • 24.07.12, 11:20
              mnb0 napisała:

              > No a ty nie uwazasz tego za przywileje? Inny uczen musi tracic czas na przepisy
              > wanie, wiec ma juz na starcie gorzej.

              Nie jest to przywilej. Jest to ułatwienie - dostosowanie warunków do możliwość. Ale biorąc pod uwagę ilość utrudnień związanych z dys, raczej i tak taka osoba ma trudniej.

              > Analogie:
              > Jesli nie potrafie szybko biegac, to czy powinnam wystartowac 10m przed innymi,
              > zeby miec rowne szanse?

              Żadna analogia. Bo takie osoby nie 'nie potrafią', tylko mimo chęci nie są w stanie. Analogią by było inne ocenianie osoby bez nogi, ewentualnie.

              > Jesli nie wchodza mi do glowy daty na historii, powinnam dostac wiecej czasu na
              > klasowce, zeby sobie te daty przypomniec?

              Jeśli 'nie wchodzą' z powodu jakiegoś problemu - owszem.

              > Itd. Itd. Kazdy ma jakies wady i zalety.

              Problem w tym, że to nie wada i zaleta. To dysfunkcja, coś jak niepełnosprawność (ale zdecydowanie lżejsza, niż faktycznie niepełnosprawność).
              To nie jest kwestia chęci, 'przysiądnięcia' i pracy. Bo takie osoby mogą spędzić na nauce milion godzin i umiejętności nie nabędą. Inna to bajka, niż lenistwo i głupota.


              --
              Oddaj 1% na Dom Misi
              ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • 24.07.12, 11:05
          właśnie o to chodzi - nie potrafisz sobie wyobrazic, że problem z jedną konkretną umiejetnoscia moze zablokowac osobę bardzo zdolną, ktora jak najbardziej jest w stanie ucyc sie, pracować, tworzyc, czesto na wyzszym poziomie niz ci bez dysfunkcji - o ile tylko otoczenie nie bedzie sie na tej dysfunkcji koncentrować. \
          To co piszesz, że osobom bez dysfunkcji jest najtrudniej, to troche tak jakbyś miala pretensję do chromych, ze uzywaja lasek - a Ty nie.
          --
          "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
          "Zawstydzona popękanymi piętami?"
    • 24.07.12, 10:20
      Inna sprawa, że nie do końca jestem przeko
      > nana o obowiązkowej maturze z matematyk
      a dla jestem przekonana, jesli ktos nie potrafi zdac matury z matmy to widocznie nie ma wyksztalcenia OGÓLNEGO średniego i nie powinien mieć matury
      --
      Z cyklu: wojny domowe
    • 24.07.12, 11:02
      tyle lat nie było dys i jakoś ludzie szkoły kończyli
      Sama błędy ortograficzne sadziłam straszne wiec zawsze ortografia mi stopień obniazła z polskiego, siedziałam siedziałam i siedziałam nad tym zeby dorównać, za to świetnie radze sobie z mata
      Jest do wyćwiczenia aczkolwiek teraz po tylu latach wróciło i znów "nie widze" błędu. Ktos inny musi odwrotnie ale do cholery niech pzrysiadzie a nie zaswiadczenie.
      A teraz drastycznie ale w takim razie zaświadczenie o znacznym uposledzeniu tez powinno wystarczyć zeby mature czy dyplom dostac, z nic bo chory i nie przyswoi
      Nie mozesz opanowac pewnej umiejetnosci zadowalasz sie nizszym wykształceniem i juz.
      • 24.07.12, 11:07
        O co się ludzie tak ciskacie?
        Posiadanie papiera o dys to żadne danie czegokolwiek za darmo.
        Takie osoby muszą pisać/umieć/wykazać się. I muszą dodatkowo pracować - właśnie 'przysiadać'.
        One mają trudniej, nie łatwiej.
        Niepełnosprawność intelektualna to naprawdę nieco inna bajka.
        Dyslektycy to często ludzie z IQ znacznie powyżej przeciętnej i studia są jak najbardziej dla nich.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • 24.07.12, 11:13
          e_r_i_n napisała:


          > Dyslektycy to często ludzie z IQ znacznie powyżej przeciętnej i studia są jak n
          > ajbardziej dla nich.

          potwierdzam. Rok w rok mamy w szkole osoby z dysfunkcjami i jednocześnie indywidualnym progamem nauki, tylko dla najzdolniejszych (przyznawany po szczegołowych badaniach w poradni).
          --
          "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
          "Zawstydzona popękanymi piętami?"
          • 24.07.12, 12:54
            Rok w rok mamy w szkole osoby z dysfunkcjami i jednocześnie indywi
            > dualnym progamem nauki, tylko dla najzdolniejszych (przyznawany po szczegołowyc
            > h badaniach w poradni).

            Jaki procent takich osob jest w Twojej szkole? ( procent wybitnie zdolnych na tle ogółu osób z dysfunkcjami).


            • 24.07.12, 13:13
              W tym roku to bylo jakies 15% tych z dysfunkcjami i dokladnie 1/3 uczniow z indywidualnym programem.

              --
              "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
              "Zawstydzona popękanymi piętami?"
              • 24.07.12, 13:18
                > W tym roku to bylo jakies 15% tych z dysfunkcjami i dokladnie 1/3 uczniow z ind
                > ywidualnym programem.

                A jak oceniasz poziom tych 2/3 pozostałych?
                • 24.07.12, 13:28
                  Ja pracuje w jednym z najlepszych ogolniakow w uniwersyteckim mieście, u nas po prostu nie ma uczniow niezdolnych, ci z dysfunkcjami nie wyrożniaja sie in minus na pewno. (Jednak rzadko mamy rozpoznanie dysleksji - na ogół dysgrafia i dysortografia, w mniejszym stopniu utrudniaja proces uczenia się.) Natomiast jest coraz wiecej z problemami - dysfunkcje to drobiazg, coraz częściej mamy osoby leczone psychiatrycznie, korzystajace z psychoterapii, albo jej potrzebujace i nie korzystające, to jest najgorsze.

                  --
                  "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
                  "Zawstydzona popękanymi piętami?"
                  • 24.07.12, 13:51
                    > Ja pracuje w jednym z najlepszych ogolniakow w uniwersyteckim mieście, u nas po
                    > prostu nie ma uczniow niezdolnych, ci z dysfunkcjami nie wyrożniaja sie in min
                    > us na pewno.

                    Czyli można powiedzieć, że trafia do was elita.
                    Ja pracuję, że tak powiem, u podstaw. Na 15 dyslektyków przypada 1,2 osoby zdolne, pozostali- to osoby bardzo mało zdolne lub/i bardzo leniwe. Zauwazyłam, że wielu rodzicom tzw. "dyslektyków" o wiele prościej jest załatwić dziecku orzeczenie niż z nim pracować. Tak, tak- załatwic- bo bardzo duzy procent orzeczen to orzeczenia za łapówki- nie majace nic wspolnego z rzeczywistością i prawdziwą dysleksją.
                    • 24.07.12, 15:43
                      rita75 napisała:

                      Zauwazyłam, że
                      > wielu rodzicom tzw. "dyslektyków" o wiele prościej jest załatwić dziecku orzecz
                      > enie niż z nim pracować.
                      Moja corka (dysortografia) bardzo pilnie pracowala. Po niezmiernie starannym wypelnieniu dwoch zeszytow ortograffiti z "ż" i "rz" napisala RZOŁNIEŻ.

                      Tak, tak- załatwic- bo bardzo duzy procent orzeczen to
                      > orzeczenia za łapówki- nie majace nic wspolnego z rzeczywistością i prawdziwą
                      > dysleksją.
                      skoro masz taka wiedzę, to jestes zobowiazana zawiadomić prokuraturę

                      --
                      "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
                      "Zawstydzona popękanymi piętami?"
                      • 24.07.12, 15:50
                        > skoro masz taka wiedzę, to jestes zobowiazana zawiadomić prokuraturę

                        jasne
              • 25.07.12, 16:12
                A podobno dysfunkcje dotycza 3-5% uczniów.....
      • 26.07.12, 01:00
        Alez wszelkie dys- oraz ADHD byly! Tylko inaczej je nazywano. Uczen mial problemy z ortografia- ''musi wiecej cwiczyc'', ,,glupek'', ,,tepak''. Ruchliwy i nadakywny- ,,zywe dziecko'', ,,rozbijacz porzadku'', ,,rozrabiaka''. Skutek? Niskie poczucie wlasnej wartosci, ciagla walka ze soba i otoczniem, czesto konczenie nauki na szkole sredniej, jezeli w ogole starczylo sil na przebrniecie przez mature. Slyszalam kilka swiadectw trzydziestokilkuletnich dzisiaj dyslektykow i przez co musieli przechodzic, zanim rozpoznano dysfunkcje i mogli cos z tym zrobic. Chociazby zrozumiec dlaczego im trudniej. Zreszta kazda dysfuncja jest inna i odpowiednie rozpoznanie oznacza rowniez dostosowana do potrzeb pomoc. Ulatwia to w pewien sposob funcjonowanie dzieci i doroslych w otaczajacym ich swiecie. Ale to rowniez ciezka praca, dzieci z dysfuncjami musza sie uczyc po prostu wiecej. Duzo wiecej.
    • 24.07.12, 12:19
      Jak zwykle najwiecej do powiedzenia na temat dysfunkcji maja ci co w zyciu nie mieli z dysfunkcjami doczynienia.Wiesz czemu sie namnozylo dyskalkulikow?bo w czasach gdy ja szkole konczylam o dyskalkulii nikt nic nie wiedzial,bylam nazywana leniem,obibokiem itp.itd.te wyzwiska poszly w niebyt dopiero gdy zaczelam chodzic na zajecia wyrownujace i na korepetycje trzy razy w tyg po 3h.Nie,‘“nienaumialam“sie,ale wreszcie stwierdzono,ona nie jest leniwa,ona na serio nie potrafi sie nauczyc.Nie wykluczalo to przy tym,ze z innych przedmiotow bylam najlepsza w szkole,wygrywalam konkursy.W liceum zaczelo sie od nowa,bo dla mojej matematyczki dyskalkulia to wymysl.Trzeba bylo kuratorium poinformowac,bo na wieki bym w tym liceum zostala.Matura przypadla na okres gdy matematyka na chwile znikla,alleluja.To jest upierdliwa dysfunkcja,nie trzeba juz rzucac klod pod nogi.Niedysfunkcyjny zakonczy kariere z nielunianymi przedmiotami najpozniej na studiach.Dysfunkcyjny bedzie borykal sie z tym cale zycie jak ja.Imho to nie dysfunkcja jest nakgorsza,najgorsi sa ludzie,ktorzy jak ty uwazaja,ze jak ktos matmy nie potrafi to musi,no musi byc idiota do kwadratu.A potem taki mundry nie raz,nie dwa przychodzi sie o cos spytac z innej dziedziny,“bo ty to wiesz lepiej“

      --
      “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
      • 24.07.12, 12:25
        Nikt nie mowi, ze ktos jest idiota do kwadratu. Ale naprawde nie kazdy musi miec mature. Zyjac w niemczech powinnas to tym bardziej rozumiec.
        • 24.07.12, 12:32
          Tu jest artykul o tym po niem,:
          www.spiegel.de/schulspiegel/wissen/alptraum-mathe-verschaetzt-verrechnet-verkannt-a-464545.html
          I pada jednoznacznie, ze jest to Entwicklungsverzögerung...
          • 24.07.12, 12:53
            Poki co dyskalkulia jest zagadka,wiec pozwole sie nie zgodzic.Dziewczyny maja to co i ja,w ramach durnych wpisow,ze nie musza miec matury powinno mi sie tez mature cofnac.Nie zasluguje na ten zaszczyttongue_out
            --
            “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
            • 24.07.12, 12:57
              Wiesz, czasem po niektorych Twoich wpisach, to faktycznie (bez obrazy). A brak matury nie oznacza od razu tumastwa (spojrz chocby na niemeickie Ausbildung).
              • 24.07.12, 13:11
                Robiac Ausbildung tez jest matematyka.
                --
                “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
                • 24.07.12, 13:17
                  Ale nie ma matury tongue_out. Ale masz racje - matma jest. To chyba przy naborze na studia powinny byc wyzsze wymagania niz przy ksztalceniu zawodowym?
                  • 24.07.12, 13:24
                    Wychodzi na to,ze nietongue_out na studiach nie ma matmy(na tych niematematycznie zwiazanych),ausbildung zalezy ile lat,matma jest i nawet podstawy matmy sprawdzaja przy przyjmowaniu.
                    --
                    “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
                    • 24.07.12, 13:42
                      No to juz wiem, dlaczego w Niemczech pracodawcy bardziej cenia Ausb. niz studia wink. Studia mozna ukonczyc bez podstawowych umiejetnosci, na Ausb. trzeba sie wykazac. wink
                      • 24.07.12, 13:47
                        Dlugo ci zajelowink
                        --
                        “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
                        • 24.07.12, 13:57
                          Ale takie podejscie deprecjonuje studia wyzsze sad.
                          • 24.07.12, 14:03
                            Ahahaha jedynych ktorych znam po studiach to lekarzy i prawnikow,reszta po ausbildung.W sumie jak tak patrze co do ausbildung potrzebne itd.to stwierdzam,ze na ch...sie tyle lat uczylam.
                            --
                            “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
        • 24.07.12, 12:33
          Ale DLACZEGO ma nie mieć matury ktoś, kto jest intelektualnie sprawny, często nawet bardzo sprawny i ma jedynie jakąś specyficzną trudność, która przy odrobinie wsparcia może być niwelowana?
          IMO maturę powinno zaliczać się przy poziomie co najmniej 50%, jak nie 60%. Bo to oznacza faktyczną znajomość tematu.
          I wtedy by się okazało, że dys to nie są osoby, które w większości zdają maturę dzięki pseudoułatwieniom.
          --
          Oddaj 1% na Dom Misi
          ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • 24.07.12, 12:36
          Matura to nie studia. Brak matury zamyka masę drzwi. No Chyba, ze jest się Edytką Górniak.
          --
          Blog
        • 24.07.12, 12:45
          A ja chcialam mature i chcialam studiowac mimo dysfunkcji.Na szczescie matematyka mi w tym nie przeszkodzila.Inni tez chca,odbieranie im tego prawa to jak odebranie niewidomemu laski.
          --
          “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
          • 24.07.12, 12:48
            Co Ty skonczyłaś z dyskalkulią?
            Nawet na filologii jest logika.
            • 24.07.12, 12:55
              No i co z tego,ze jest,nie trzeba miec 5big_grin
              --
              “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
              • 24.07.12, 12:59
                Zawsze mozna odpisac, nie? A powaznie - mlodzian z artykulu nie jest w stanie pojac najprostszych rzeczy (ba, nawet godziny odczytac), wiec nawet troi by nie dostal...
                • 24.07.12, 13:04
                  Ano niekoniecznie,dyskalkulia nie wyklucza swietnego abstrakcyjnego myslenia lub myslenia logicznego.Zalezy od osoby.Nawet jak odpisze to co?akurat nikomu to nie zaszkodzi.
                  --
                  “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
              • 24.07.12, 13:00
                Wiem, ze nie trzeba...można i 3 razy podchodzic i zdac big_grin- wszystko to ciężka praca, można wszytsko- jak się chce- mówię to ja dyslektyczka po filologii.
                • 24.07.12, 13:08
                  Skoro jestes dyslektyczka to wiesz,ze sa jej rozne rodzaje i to co jeden dyslektyk przeskoczy dla drugiego bedzie ostatnim poziomem,ktory mu uda sie osiagnac.To samo z dyskalkulia,sa ludzie ktorzy calkowicie maja zaburzone myslenie matematyczne vide ten chlopak,mylenie cyfr,problem z zegarkiem,a sa tacy co problem zaczyna sie u nich na procentach,ulamkach itd jak u mnie.
                  --
                  “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
                  • 24.07.12, 13:14
                    > Skoro jestes dyslektyczka to wiesz,ze sa jej rozne rodzaje i to co jeden dyslek
                    > tyk przeskoczy dla drugiego bedzie ostatnim poziomem,ktory mu uda sie osiagnac.

                    No własnie i nasuwa sie pytanie " Dlaczego ogórek nie śpiewa?"
                    • 24.07.12, 13:27
                      Mozemy gdybac,jak naukowcy wreszcie dojda do ladu i skladu to sie dowiesz.Mnie osobiscie juz to nie dotyczy i powiem szczerze przyjmuje z ulga ten fakt.To czy sie pomecze probujac dojsc ile cos kosztuje po przecenie to moj osobisty problem.Z nikad mnie za to nie wywala.
                      --
                      “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
        • 24.07.12, 13:19
          annajustyna napisała:

          > Nikt nie mowi, ze ktos jest idiota do kwadratu. Ale naprawde nie kazdy m
          > usi miec mature.

          A nie sadzisz, ze społeczenstwu nie oplaca sie nie dopuszczać do kształcenia sie ludzi, którzy w jakiejś szczegolnej dziedzinie absolutnie sobie nie radzą, za to w innych jak najbardziej, mogą mieć nawet ponadprzeciętne zdolności, i z tych ich zdolności zwyczajnie nie opłaca sie nie korzystac?
          Dyskalkulik naprawde nie musi byc inzynierem, i chyba nawet by nie chcial. Moze za to byc genialnym psychoterapeutą i leczyc zaburzonych nauczycieli matematyki.

          --
          "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
          "Zawstydzona popękanymi piętami?"
          • 24.07.12, 18:08
            W wielu zawodach kształca nadal szkoły policealne. To niekiedy lepszy wybór niz marketing i zarządzanie czy politologia.
            • 24.07.12, 18:34
              Ja rozumiem, ze chcesz pokazac ludziom z dysfunkcja ich miejsce w szeregu. Tez bym chciala pokazać je tym, ktorzy na przyklad biora się za "prace z ludźmi", a z komunikacja i empatia bardzo u nich kiepsko. Ale tego sie nie mierzy, nie bada, nie ocenia. Niestety.
              --
              "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
              "Zawstydzona popękanymi piętami?"
    • 24.07.12, 12:36
      Uważam, że nie każdy powinien mieć maturę, jak również nie każdy powinien mieć prawo jazdy.
      I to się tyczy tego gościa. Współczuję szalenie, że nie zna się na zegarze, nie rozroznia 6 od 9, ale cóż, takie życie. Albo się walczy z uposledzeniami ciężka pracą od dziecińtwa, albo macha zaświadczeniem i idzie do łopaty. Być może dziennikarz może mylić cyfry, ale trudno wyobrazić sobie psychologa bez tej umiejętności. Zresztą, już na studiach psychologicznych jest logika i podstawy statystyki...tutaj tez synalek zamacha zaswiadczeniem?
      • 24.07.12, 13:01
        Z uposledzeniami ciezka praca,z czescia uposledzen chyba.Dyskalkulia sie w to nie wlicza.niewidomy jak bedzie wytezal wzrok lat 30nagle bedzie widzial.Dyskalkulia ma rozne oblicza.
        Tak,tak nie kazdy musi miec mature,w efekcie mature zda len na samych dwojach,a ten co ma piatki i jedynle z matematyki nie.Super.
        --
        “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
        • 24.07.12, 13:11
          .Dyskalk
          > ulia ma rozne oblicza.
          > Tak,tak nie kazdy musi miec mature,w efekcie mature zda len na samych dwojach,a
          > ten co ma piatki i jedynle z matematyki nie.Super.

          Z chemii, fizyki itp. rowniez te piątki? Tam również trzeba umieć liczyć.
          Jeżeli ma piątki z rysunku i techniki, może być świetnym krawcem, bo świetnym architektem bez umiejetności liczenia raczej nie zostanie.
          • 24.07.12, 13:31
            Z fizyki moze miec nawet 4,zalezy od trybu nauczania,kiedys to
            byla glownie teoria i ta 4,a potem 3mialam.Z chemii gorzej,ale sie da te 3w bolach wyciagnac.Rysujac to moze ASP skonczyc,nie kazdy chce byc krawcemsmile
            --
            “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
            • 24.07.12, 13:42
              Na ASP nie trzeba znać sie na zegarze, liczyc do 10?
              • 24.07.12, 13:49
                Jak sobie przypomne egzaminy to tylko mape prac chcieli,a spoznic sie nie dalo rady,bo kolejka byla zawszetongue_out
                --
                “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
    • 24.07.12, 12:43
      Gałczyński Konstanty Ildefons

      Dlaczego ogórek nie śpiewa

      (Z niedokończonej całości
      pt. "Miłosierdzie")



      Pytanie to, w tytule,
      postawione tak śmiało,
      choćby z największym bólem
      rozwiązać by należało.

      Jeśli ogórek nie śpiewa,
      i to o żadnej porze,
      to widać z woli nieba
      prawdopodobnie nie może.

      Lecz jeśli pragnie? Gorąco!
      Jak dotąd nikt. Jak skowronek.
      Jeśli w słoju nocą
      łzy przelewa zielone?

      Mijają lata, zimy,
      raz słoneczko, raz chmurka;
      a my obojętnie przechodzimy
      koło niejednego ogórka.
      • 24.07.12, 13:49
        uważam, że ortografia nie jest sensem znajomości języka, tak, jak zadania wymagające obliczeń nie są sensem matematyki. w dzisiejszych czasach, kiedy ortografię sprawdza nia bierząco edytor tekstu, a obliczenia robimy nawet nie na kalkulatorze, ale w Excelu, utrudnianie lub uniemożliwianie komuś edukacji (bo czym innym jest oblana matura - skoro bez niej nie można studiować) z przyczyn technicznych jest bezsensowne, krzywdzące i wredne.
        ja wiem, na czym polega dysfunkcja: w życiu nie miałam najmniejszych problemów z ortografią, po prostu wiem, jak co napisać, natomiast cyfry kompletnie do mnie nie trafiają, pomylenia 27 z 72 to normalna sprawa, pin do bankomatu, po latach używania, potrafi mi nagle wylecieć z głowy, i spokojnie mogę pomylić godzinę umówionego spotkania, bo cyfr nie zapamiętuję (a wiersze, cytaty, zwroty, wyrazy - bez problemu).
        na szczęście nie musiałam zdawać matury z matematyki, matura językowa zaś była przyjemnością. podobnie jak studia, może poza kolokwiami z matmy na pierwszym roku (bo to było liczenie zadań).
    • 24.07.12, 13:04
      Ciekawe ile dyskalkulii diagnozowanych jest w krajach przodujacych matematycznie takich jak Chiny, Japonia, Singapur?
      W ogole nie wiem co za problem. Jesli ktos jest wybitnym wierszopisarzem, to i bez matury sobie poradzi, znajdzie wydawce, czytelnikow i bedzie mial normalny zawod. Matury naprawde nie musi posiadac.
      • 24.07.12, 13:16
        Nie ma któraś ematka matury i sobie to chwali? Z przyjemnością poczekam na odpowiedzi zanim pojadę popływać w zalewie big_grin
        --
        Blog
        • 24.07.12, 13:33
          Odsyłam do blogu w sygnaturce.
          Autorką blogu jest osoba dysortografią i z dyskalkulia, która szczęśliwie maturę zdawała przez wprowadzeniem matematyki. Statystykę i logikę na obu kierunkach studiów zdała śpiewająco (na jednym kierunku jako jedna z niewielu, na drugim na 5), ponieważ dyskalkulik moze mieć bardzo dobre myślenie matematyczne, a nie być w stanie podzielić 18 przez 2, czy odczytać godziny na zegarku (jak taż autorka bloga).
          Pytanie za 100 punktów - czy powinno się tego typu osoby odsyłać do zawodówek, czy jednak społeczeństwo coś by na tym straciło?
          --
          zpopk.blox.pl
          • 24.07.12, 13:36
            Bardzo lubię zwierza big_grin
            --
            Blog
          • 24.07.12, 14:07
            Zwierz musi popracowac nad interpunkcja, bo na razie to wlos sie jezy na glowie.
            • 24.07.12, 18:45
              Zwierz nie popracuje, albowiem własnie ma dys- który niemożliwia wstawianie przecinków. Ale sa ludzie, dla których niewazna treść, wazne przecinki. --
              zpopk.blox.pl
              • 25.07.12, 13:10
                > Zwierz nie popracuje, albowiem własnie ma dys- który niemożliwia wstawianie prz
                > ecinków.

                Chcesz mi powiedziec, ze zwierzowi trudno zapamietac, ze przed "ze" wstawiamy przecinek? Ze trudno przeczytac zdanie JESZCZE raz, zwracajac uwage na przecinki, "czy postawilem przecinki przed "ze"?
                Sorry Verdana, ale jest to bzdura smile
                • 25.07.12, 13:20
                  Bzdurą jest to, co piszesz. A wynika to po prostu z niezrozumienia problemu.
                  Osoba z dys pamięta i wie, że coś trzeba jakoś zrobić. Ale pisząc to nieszczęsne 'że' nie stawia przecinka. I dlatego ma więcej czasu - na sprawdzenie, czy ten przecinek jest. Ale zdarza się, że nawet sprawdzając nty raz tego nie zauważy, nie skojarzy i po to opinia, żeby nie brać pod uwagę czegoś, co nie wynika z lenistwa i olewactwa, tylko problemu.
                  --
                  Oddaj 1% na Dom Misi
                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                  • 25.07.12, 13:32
                    > Osoba z dys pamięta i wie, że coś trzeba jakoś zrobić. Ale pisząc to nieszczęsn
                    > e 'że' nie stawia przecinka. I dlatego ma więcej czasu - na sprawdzenie, czy te
                    > n przecinek jest.

                    Sugerujesz, ze "normalna" osoba nie musi czytac dwa razy i sprawdzic, czy wszedzie wstawila przecinki i nie potrzebuje na to dodatkowego czasu? Ja potrzebuje. Czy moge dostac zaswiadczenie i dodatkowy czas na egzaminie? Przeciez, kurka, to jest oczywiste, ze trzeba wszystko sto razy sprawdzic, bo inaczej robi sie kupe bledow.


                    > n przecinek jest. Ale zdarza się, że nawet sprawdzając nty raz tego nie zauważy
                    > , nie skojarzy

                    No ale jak nie zauwazy i nie skojarzy skoro czyta tekst i wyszukuje wszystkie "ze" i wstawia przed nimi przecinki?? Sorry, nie kupuje tego.

                    • 25.07.12, 13:41
                      d.o.s.i.a napisała:

                      > Sugerujesz, ze "normalna" osoba nie musi czytac dwa razy i sprawdzic, czy wszedzie
                      > wstawila przecinki i nie potrzebuje na to dodatkowego czasu?

                      Po pierwsze, osoby z dys są normalne.
                      Po drugie owszem, muszą sprawdzić. Ale osobom z dys zajmuje to dużo więcej czasu.

                      > Czy moge dostac zaswiadczenie i dodatkowy czas na egzaminie?

                      Jeśli spełniasz kryteria - oczywiście.

                      > No ale jak nie zauwazy i nie skojarzy skoro czyta tekst i wyszukuje wszystkie "
                      > ze" i wstawia przed nimi przecinki?? Sorry, nie kupuje tego.

                      Widzę, że nie kapujesz.

                      --
                      Oddaj 1% na Dom Misi
                      ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                      • 25.07.12, 14:11
                        > Po drugie owszem, muszą sprawdzić. Ale osobom z dys zajmuje to dużo więcej czas
                        > u.

                        Ale co to znaczy duzo wiecej czasu? Duzo wiecej czasu niz mi przeczytanie tego samego 5 razy? Przeciez egzaminy sa tak ustawiane, ze jak sie umie to rozwiazanie zadan to kwestia 1/3 czasu egzaminu. 2/3 czasu jest wlasnie na sprawdzenie, ze sie nie porobilo bledow, albo na to, aby wszystkie zadania powoli i metodycznie zrobic.
                        W trudnych egzaminach ten czas sie oczywiscie maksymalnie skraca, wlasnie po to by wyluskac ludzi, ktorzy potrafia rozwiazywac od razu bezblednie, ale takich egzaminow nie stosuje sie w szkolach, tylko raczej juz na studiach i wtedy juz problemu z roznymi dys nie ma.

                        Chyba nie rozumiesz na czym polega egzamin i jak pisza go ludzie bez dys.

                        > Jeśli spełniasz kryteria - oczywiście.

                        Genialne, szkoda, ze wczesniej na to nie wpadlam, ze koniecznosc sprawdzania wynikow to juz swiadectwo dysfunkcji...
                        • 25.07.12, 15:40
                          d.o.s.i.a napisała:

                          > Chyba nie rozumiesz na czym polega egzamin i jak pisza go ludzie bez dys.

                          Tak, nigdy żadnego nie pisałam, a ludzie z dys to lenie.
                          To chcesz powiedzieć? Ok, Twoja sprawa.
                          Na szczęście stan faktyczny i prawny jest inny i to najważniejsze.
                          I życzę Ci, żeby w Twoim otoczeniu nie pojawiła się osoba z deficytem jakimś. Toć to ujma.

                          --
                          Oddaj 1% na Dom Misi
                          ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
              • 26.07.12, 15:04
                verdana napisała:

                > Zwierz nie popracuje, albowiem własnie ma dys- który niemożliwia wstawianie przecinków.

                Jest taka funkcja w wordzie: zamień. Klika się: edycja -> zamień (lub też ctrl+h) i wpisuje w jedno okienko: " że", a w drugie okienko: ", że".
                Można potem dla pewności usunąć równie automatycznie zdublowane przecinki -> ",," zamień na ","
                I żadna dysleksja w tym nie przeszkadza. Tylko zła wola.

                > Ale sa ludzie, dla których niewazna treść, wazne przecinki. --

                Przecinków nie stosuje się po to, aby utrudnić życie dyslektykom, ale po to, aby ułatwić czytanie tekstu. Czytanie tekstu bez interpunkcji jest wyjątkowo męczące i zniechęca do być może cennej treści.
      • 24.07.12, 13:33
        Tak,tak bez matury akurat.Kupa szczescia,by byla,a tak to jest przewaga kupy.Nie ma miejsca na dla tylu Gorniaczek.
        --
        “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
    • 24.07.12, 13:51
      Ja widzę tutaj jeszcze jeden problem, który może wynikać z tego, że w swojej wieloletniej pracy z dziećmi i rodzicami trafiłam na pewien "typ" rodziców i dzieci, którego ja bardzo nie lubię. Traktowali oni zaświadczenie o wszelkich dys- jako zwolnienie ze wszystkiego. "Mój syn nie musi, bo ma dysleksję", "Pani nie może mu postawić 1 bo on ma dysgrafię i to wina pani, że nie może się doczytać", "Nie martwię się o egzamin córki, przecież ma dys- i nie musi umieć tyle co inne dzieci" To tylko niektóre teksty jakie były na porządku dziennym. Nie mówię, że wszystkie matki takie są, ale mam alergię na rodziców, którzy załatwiają dziecku zaświadczenie i dziecko więcej już nic nie musi.
      Zgadzam się też z tym, że osoby, które nie mają takich upośledzeń po prostu muszą zdać wszystko w 100%, bez udogodnień. Ktoś tu pisa, że co to za udogodnienie - trochę więcej czasu i polecenie wydrukowane, bez konieczności przepisywania. Nie zgodzę się - to jest przywilej. Mi na maturze zabrakło tych kilka minut, żeby dopisać zakończenie nie dlatego, że jestem tumanem, ale miałam dużo do napisania, robiłam notatki, musiałam to przepisać. Oczywiście nikogo nie obchodziło, że nie wyrobiłam się w czasie i za zakończenie w formie brudnopisu została mi obniżona ocena za to, że praca była mało estetyczna . Dyslektyka by to nie spotkało, ale dlaczego ma się starać mniej niż osoba bez upośledzeń, które nie zaburzają AŻ tak jego funkcjonowania.
      Podtrzymuję też tezę, że nie każdy musi mieć maturę a patrząc na rynek pracy w Polsce to bardziej potrzebni są wszelcy pracownicy po zawodówce niż ze średnim czy wyższym wykształceniem.
      • 24.07.12, 13:59
        kolteta napisała:

        > Ja widzę tutaj jeszcze jeden problem, który może wynikać z tego, że w swojej wieloletniej > pracy z dziećmi i rodzicami trafiłam na pewien "typ" rodziców i dzieci, którego ja bardzo nie > lubię. Traktowali oni zaświadczenie o wszelkich dys- jako zwolnienie ze wszystkiego. "Mój > syn nie musi, bo ma dysleksję", "Pani nie może mu postawić 1 bo on ma dysgrafię i to wina > pani, że nie może się doczytać", "Nie martwię się o egzamin córki, przecież ma dys- i nie
        > musi umieć tyle co inne dzieci" To tylko niektóre teksty jakie były na porządku dziennym.
        > Nie mówię, że wszystkie matki takie są, ale mam alergię na rodziców, którzy załatwiają
        > dziecku zaświadczenie i dziecko więcej już nic nie musi.

        Dlatego też nauczyciel ma prawo i wręcz powinien nie respektować go w przypadku takich tekstów i braku pracy.
        Opinia o dys- to nie tylko prawa, ale i obowiązki.

        > Ktoś tu pisa, że co to za udogodnienie - trochę więcej czasu i polecenie wydrukowane, bez > konieczności przepisywania. Nie zgodzę się - to jest przywilej.

        To ja pisałam.
        I nie napisałam, że to nie jest przywilej w ogóle - to jest ułatwienie, ale w ogólnym rozrachunku niewielkie. Jedynie takie, że de facto, biorąc pod uwagę trudności, czasu osoba z dys i bez mają tyle samo.
        Wydrukowanie polecenia pozwala w ogóle poprawnie zrobić zadanie - bo dyslektyk może np. pomylić '+' i '-' i w ogóle zadanie robić źle. Mając wydrukowane, robi zadanie tak, jak każdy inny, tylko na starcie zmniejsza się ryzyko błędu w ogóle wykluczającego z poprawnego jego rozwiązania.

        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • 24.07.12, 14:14
          > Wydrukowanie polecenia pozwala w ogóle poprawnie zrobić zadanie - bo dyslektyk
          > może np. pomylić '+' i '-' i w ogóle zadanie robić źle.

          Ale wlasnie to czytanie ze zrozumieniem, analizowanie plusow i minusow w zadaniu rowniez trzeba trenowac i to jest czescia nauki matematyki. Mnie sie zdarza robic straszne babole jak mi sie nie chce skupic. Wydaje mi sie, ze dobrze policzylam, a potem kapuje, ze nie o to pytali w zadaniu, albo pomylilam dane wejsciowe z wyjsciowymi i w zasadzie dobrze policzylam, tylko cyferki mi sie poprzestawialy w trakcie. Dlatego ta umiejetnosc skupienia i przenalizowania czy to na pewno plus czy minus, sprawdzenie kilkakrotne, ze sie dobrze policzylo, to tez jest cos co sklada sie na ogolna wiedze i umiejetnosci. I to trzeba zwyczajnie trenowac. Dlatego w moim odczuciu pomylenie plusa z minusem to wina roztargnienia, niedbalosci i braku WYUCZONYCH nawykow, a nie dys-costam. Bo nie chodzi o teoretyczna umiejetnosc policzenia, tylko wlasnie prawidlowe policzenie i zauwazenie wszystkich znakow i cyfr poprawnie.
          • 24.07.12, 14:32
            Dziecko potrafi czytać ze zrozumieniem, wie, że jest '+', a potem zapisuje '-'.
            W tym problem.
            Cały czas powtarzam - ćwiczenie, praca to jest podstawa. Opinia to nie jest zwolnienie.
            Opinia to DOSTOSOWANIE do możliwości rzeczywistości szkolnej - w różnym stopniu, w zależności od poziomu problemu.
            --
            Oddaj 1% na Dom Misi
            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 24.07.12, 14:59
              > Dziecko potrafi czytać ze zrozumieniem, wie, że jest '+', a potem zapisuje '-'.
              > W tym problem.

              Nie, problem w tym, ze dziecko nie skupia sie na tym co pisze, nie sprawdza, czy dobrze napisalo, tylko wszystko mu jedno i leci dalej. A powinno sprawdzic 5 razy, skupic sie na kazdym znaku, przeczytac go "glosno" w myslach, sprawdzic czy plus sie zgadza z minusem i czy dobrze zapisalo. To sie DA wycwiczyc.
              • 24.07.12, 15:02
                To, o czym piszesz, jest takie proste, jak się wydaje, w przypadku dziecka bez dys.
                Oczywiście, że się da mnóstwo rzeczy wyćwiczyć - ale nie wszystko, nie całkiem, a czasami trwa to dłużej, niż nauka w szkole.
                Dlatego rozwiązania - choćby ten wydruk - to nie jest rozwiązanie na zawsze. Może być na jakiś czas na przykład. A może nigdy dziecko nie wyćwiczy się tak, żeby bez wydruku pisać poprawnie.
                Pomijam już to, że są dzieci z deficytami skupienia i to, o czym piszesz, możliwe jest w pracy 1 na 1, a nie w stresowej, np. podczas sprawdzianu.

                --
                Oddaj 1% na Dom Misi
                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                • 24.07.12, 15:11
                  > Oczywiście, że się da mnóstwo rzeczy wyćwiczyć - ale nie wszystko, nie całkiem,
                  > a czasami trwa to dłużej, niż nauka w szkole.

                  Ale tez nikt nie oczekuje, ze kazdy uczen nauczy sie wszystkiego na 100%. Po to sa egzaminy i oceny, zeby ocenic, kto nauczyl sie najlepiej.
                  • 24.07.12, 15:25
                    Oczywiście. Po raz kolejny jednak piszę, że w przypadku dys to często nie jest kwestia nienauczenia się, tylko problemów ze stosowaniem w praktyce.
                    I dysortografik, który nie jest oceniany pod kątem ortografii, może mieć wiedzę z polskiego na poziomie 100%.
                    --
                    Oddaj 1% na Dom Misi
                    ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                    • 24.07.12, 16:21
                      > Oczywiście. Po raz kolejny jednak piszę, że w przypadku dys to często nie jest
                      > kwestia nienauczenia się, tylko problemów ze stosowaniem w praktyce.

                      No, ale to wlasnie umiejetnosc zastosowania w praktyce jest miara wyuczenia! Kazdy nowy kawalek wiedzy trzeba przecwiczyc, zeby byc w nim bieglym. Mozna sie nauczyc zasady, ale jak sie jej pare razy nie przetestuje, a potem jeszcze pare razy powtorzy, sprawdzi, przeczyta jeszcze raz, to nie ma sily, zeby umiec cos zastosowac w praktyce.

                      > I dysortografik, który nie jest oceniany pod kątem ortografii, może mieć wiedzę
                      > z polskiego na poziomie 100%.

                      Jesli ma wiedze na poziomie 100% to potrafi chyba przeczytac wyraz 5 razy i w skupieniu zastanowic sie, czy poprawnie napisal?
                      • 24.07.12, 17:01
                        chcesz powiedzieć, że żeby pisać poprawnie, trzeba znać zasady ortografii? mnie wystarczy, że zobaczę, jak coś jest napisane, i wiem na zawsze. ja mogę zrozumieć, że inni tak mają z cyframi, dlaczego jakoś Ty nie możesz zrozumieć, że można nie przyswajać pomimo powtórzeń? robić te same błędy (proste błędy rachunkowe, wynikające z przestawienia cyfr w liczbie, zamiany + na - i odwrotnie) przez 13 lat edukacji matematycznej?
                        • 25.07.12, 13:06
                          > że można nie przyswajać pomimo powtórzeń? robić te same błędy (proste błędy ra
                          > chunkowe, wynikające z przestawienia cyfr w liczbie, zamiany + na - i odwrotnie
                          > ) przez 13 lat edukacji matematycznej?

                          Nie, nie rozumiem. Bo sama takie bledy robie mimo fakultetu z matematyki i WLASNIE DLATEGO sprawdzam po pare razy i pare razy patrze, czy jest na pewno plus zamiast minusa, bo wlasnie o to w zadaniu pt. dodawanie/odejmowanie chodzi. Zeby sie SKUPIC i zrobic odpowiednie dzialanie. I powtarzam w myslach po 5 razy "tu jest plus, a tu jest 27 a nie 72". Bledy robie tylko wtedy gdy mi nie zalezy, albo sie spiesze i nie sprawdze. I wtedy bledy robie ZAWSZE.
                          To o czym piszesz, to zwykly deficyt uwagi, olewstwo i brak wypracowanej metody wracania ponownie do zadania, a nie jakies dys.
                          • 26.07.12, 16:00
                            dzięki za diagnozę, pani psycholog. co za przenikliwość!
                            jeśli sprawdzasz po pięć razy, i powtarzasz w myślach cyfry, to fakultet z matematyki (czymkolwiek by był) musiał być męką dla Ciebie. z ortografią też tak masz? czyli jesteś taka średnio zdolna, pracowita, taki kujon-paznokietek? i wąski horyzont, nie łapiesz, że inni mogą mieć inaczej?

                            no widzisz, a ja zdałam sobie sprawę, że pewne dziedziny sa dla mnie tak łatwe, że mogę mówić o uzdolnieniach, a inne tak trudne, że mogę mówić o dysfunkcjach. żadnych papierków nie potrzebuję, ale mam odwagę powiedzieć, że przy liczeniu bardzo prawdopodobne jest, że się pomylę. oraz, że nie pamiętam cen, kwot, numerów pinów, numerów telefonów, bo mój mózg nie zapamiętuje takich rzeczy, i już.

                            ps. tak, byłam złośliwa i wredna celowo i świadomie. denerwują mnie ograniczeni ludzie.
                            • 26.07.12, 16:34
                              > jeśli sprawdzasz po pięć razy, i powtarzasz w myślach cyfry, to fakultet z mate
                              > matyki (czymkolwiek by był) musiał być męką dla Ciebie.

                              Alez skad. Kazdy znany mi student matematyki robil to samo. Bo po prostu na egzaminie nie mozna bylo sie pomylic, bo kazdy blad powodowal bledy w rozumowaniu i ostatecznym wyniku. Na tym polega matematyka. NAPRAWDE.

                              > no widzisz, a ja zdałam sobie sprawę, że pewne dziedziny sa dla mnie tak łatwe,
                              > że mogę mówić o uzdolnieniach, a inne tak trudne, że mogę mówić o dysfunkcjach
                              > .

                              Ale KAZDA osoba moze tak o sobie powiedziec, nie rozumiesz?

                              > . żadnych papierków nie potrzebuję, ale mam odwagę powiedzieć, że przy liczeniu
                              > bardzo prawdopodobne jest, że się pomylę. oraz, że nie pamiętam cen, kwot, num
                              > erów pinów, numerów telefonów, bo mój mózg nie zapamiętuje takich rzeczy, i już

                              Ja mam dokladnie to samo. Nie pamietam nawet numeru telefonu (czterocyfrowego, wewnetrzenego) na wlasne biurko. W obliczeniach myle sie tak czesto, ze NAUCZYLAM sie po sobie poprawiac 5 razy. Dys nie mam zadnej, wrecz przeciwnie, uwazam sie za uzdolniona matematycznie.
                              • 27.07.12, 00:05
                                wiesz co, ja Twoich poglądów nie zmienię, i dyskutować też nie mam siły. z Twoich postów wynika, że nie spotkałaś nigdy w życiu ani osoby z dysfunkcją, ani osoby uzdolnionej. sprawdzanie każdej cyfry kilkakrotnie...u studentów matematyki...o matko.
                      • 24.07.12, 18:49
                        Na tym polega dysortografia, ze nie wystarczy. Gdyby wystarczało, to dysortografików by nie było, byliby tylko nienauczeniu ludzie.
                        Dla przykładu - ja nie rozróżniam twarzy. Być może, gdybym usilnie pracowała, to po pewnym czasie udałoby mi się odróżniać aktorów na filnie nie tylko po tym, ze jeden mały i gruby, a drugi duzy i chudy. Może. Nie odrózniam twarzy, ale mogłabym pewnie robić to lepiej, gdyby mi sie chciało.
                        Dyslektyk natomiast w tym wypadku jest jak człowiek bardzo słabo widzacy - ile nie bedzie pracował i jak sie nie bedzie starał, to twarzy nie rozróżni. Byż może, po wielu latach, będzie odróżniał kilka - ale nie wszystkie i nie zawsze.
                        --
                        zpopk.blox.pl
                        • 25.07.12, 12:35
                          właśnie o tym piszę, verdano, że nie tylko nie wystarczy spojrzeć i wiedzieć, ale i nie wystarczy milion razy powtórzyć (to odpowiedź na w/w radę d.o.s.i "ćwiczyć, powtarzać") - bo dalej się nie będzie wiedziało. po prostu. ale chyba trzeba się z tym samemu zetknąć, żeby zrozumieć, a jak widać z tego wątku, większość piszących się nie zetknęła...
                        • 25.07.12, 17:17
                          Verdana. Przepraszam i nie obraz sie, ale trudno mi sie oprzec wrazeniu, ze Twoja rodzina to zbior przedziwnych dziwow natury. Same dysgrafiki, autystyki, dystwarzowce i dysinterpunktowce i jeszcze inne. Az dziw, ze do jakiegos programu badawczego sie nie zalapaliscie nad badaniem mozgu, bo tak czeste wystepowanie powaznych zaburzen w jednej rodzinie, to niemala gratka dla niejednego naukowca wink Bez obrazy oczywiscie, nie chce Cie urazic, tylko taki mi sie obraz przedstawia z wieloletniej lektury Twoich wpisow.
                          • 25.07.12, 17:22
                            wink
                          • 25.07.12, 19:35
                            Mozliwe, w dodatku nie poskąpiono nam umiejętności myślenia - a to w dziesiejszym świecie jeszcze większa anomalia niż dysortografia. Jest tak rzadka, że nawet jej się nie diagnozuje, a już na peewno nie wsród większości tych, co sie wypaowiadają w tym watku.
                            Tak, bywają rodziny obdarzone tak dziwnymi cechami i mają przechlapane - wiekszość ludzi w ogóle nie jest w stanie sie z takimi dziwami porozumieć.
                            --
                            zpopk.blox.pl
                            • 26.07.12, 16:08
                              big_grin
                              dzięki umiejętności myślenia verdana połączyła problemy swych dzieci z opisami dysfunkcji, i poszła do specjalistów je zdiagnozować. jak wynika z tego watku, spora część forumek w podobnej sytuacji stwierdziłaby "leniwy", "bez wypracowanej metody", "mało zdolny" itp. zaprawdę, współczuję ich dziecią big_grin
                              • 26.07.12, 16:09
                                Przede wszystkim spora część forumek w tym wątku ma małe dzieci/nie ma ich wcale. Jak to mówią - nie mów hop wink
                                --
                                Oddaj 1% na Dom Misi
                                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                    • 25.07.12, 17:04
                      I to jest niesprawiedliwe wobec tych co nie robią błedów i też maja wiedze na 100%.
                      • 25.07.12, 19:27
                        Jest jak najbardziej sprawiedliwe, ponieważ robienie błędów nie wynika z nieuctwa i olewactwa.
                        --
                        Oddaj 1% na Dom Misi
                        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                      • 27.07.12, 00:09
                        ale sprawiedliwie to nie jest "każdemu po równo" tylko "każdemu tyle, ile potrzebuje".
                        niektórym się wydaje, że wszyscy mamy takie same żołądki, takie same możliwości, takie same predyspozycje. i potrzeby. trochę to podejście....archaiczne.
      • 24.07.12, 15:47
        Jestes nauczycielką i mowisz o dysfunkcjach "uposledzenia"?
        I ty oceniasz innych, stawiasz dysgrafikowi jedynke, bo nie mozesz odczytac co napisał? No nie masz prawa, matka miala racje.

        --
        "Czy Twoje kurzajki przyciągają niechciane spojrzenia?"
        "Zawstydzona popękanymi piętami?"
        • 24.07.12, 19:40
          Nie jestem nauczycielką i nigdy nie stawiałam dzieciom ocen. Praca z dziećmi to nie tylko bycie nauczycielem. Uważam, że jeśli nauczyciel nie jest w stanie odczytać tego, co napisał uczeń, prosi dziecko w obecności rodzica o odpowiedź ustną na pytania ze sprawdzianu (tak było we wspomnianej przeze mnie sytuacji) a w odpowiedzi słyszy od matki, że jest durniem i jego dziecko nie musi ładnie pisać i się starać bo ma zaświadczenie a nauczyciel nie ma prawa prosić go o odpowiedź ustną to rację ma nauczyciel, nie rodzic. Poza tym, tak, uważam, że jest to pewnego rodzaju upośledzenie (tak jak upośledzony może być układ nerwowy czy oddechowy i nie spełniają swojej funkcji w 100% właściwie).
    • 24.07.12, 14:05
      Gdyby matma nie była obowiazkowa to mogliby zdawać historię czy biologie i mature mieliby.
      Nie wiem dlaczego upieraja się na obowiazkowa matme, nich zdaje ją ktos kto idzie np. na polibude.
      Uwazam natomiast że wiekszośc dysfunkcji to wychodzone przez rodziców papiery żeby dziecku było lżej.
      Wpis o dysfuncji powinien ograniczac potem kierunki kształcenia żeby sie dyskalkulik na inzyniera nie wybrał bo strach potem ...
      • 24.07.12, 14:10
        Równie dobrze można by zapytac po co komuś matura z polskiego jak chce być inżynierem?
        Matura to wykształcenie średnie ogólne. Jak ktoś chce mieć wąskie wykształcenie to wybiera zawodowe.
        --
        Wspólne czytanie
        • 24.07.12, 14:16
          irima2 napisała:

          > Równie dobrze można by zapytac po co komuś matura z polskiego jak chce być inży
          > nierem?
          > Matura to wykształcenie średnie ogólne. Jak ktoś chce mieć wąskie wykształcenie
          > to wybiera zawodowe.


          czasem zdawany przedmiot na maturze nie ma nic wspólnego ze studiami. A jednak trzeba przejść ta maturę, nie wiem tez po co, bo ona mi nic nie dała, studiowałam i ucze się dalej z całkiem innej dziedziny. No cóż
          • 24.07.12, 14:30
            A jednak
            > trzeba przejść ta maturę, nie wiem tez po co, bo ona mi nic nie dała, studiował
            > am i ucze się dalej z całkiem innej dziedziny.

            No cóż, tobie rzeczywiście matura nic nie dała.
        • 24.07.12, 14:20
          Argument od czapy. Język ojczysty zdaje sie w kazdym kraju.
      • 24.07.12, 14:23
        przeciwciało, ja jestem inżynierem smile
        i w tej chwili właśnie coś liczę, ale wymaga to tylko znajomości excela oraz uwagi przy wprowadzaniu danych. na pewno mam trudniej niż koleżanka, która przez lata pamięta rozmaite liczby, w tym numery, ale spokojnie daję radę.
        ja raczej spytam, dlaczego matematyka na maturze polega na liczeniu zadań? a co z teorią, wyprowadzaniem wzorów, itd?
    • 24.07.12, 14:06
      filmie
      • 24.07.12, 14:17
        A ja nie potrafie zapamietywac nazw wlasnych. Dlaczego, dlaczego nie wolno mi studiowac medycyny sad Przeciez ogolnie wiedze mam jak sie leczy kaszel, a ze nie wiem jak sie co nazywa po lacinie to przeciez nie powinno miec znaczenia...
        • 24.07.12, 14:18
          A ja nie znam chinskiego (ale reguly gramatyczne moge wykuc wink), a chce byc prof. sinologii wink.
        • 24.07.12, 18:50
          Błąd. Nie znasz nazw własnych i nie wolno Ci studiować niczego.
          --
          zpopk.blox.pl
      • 24.07.12, 15:54
        Och, jak to się miło ponabijać, jeśli się nie zna tematu i nie dotyczy nas osobiście.

        Popatrzyłybyście na własne dziecko, inteligentne, zdolne, ale z jakąś "dys", wyzwałybyście od leni i matołków i poradziły, że skoro nie daje rady, to niech zawodówkę kończy.
        • 24.07.12, 17:51
          nie może być tak, że 100% po maturze i studiach a robić nie ma komu
    • 24.07.12, 17:14
      Dla mnie ten cały temat z dys- to jedna wielka bzdura.
      Oczywiście są osoby z prawdziwą dys- które wkładają wiele wysiłku i pracy w eliminację problemu.
      Reszta to lenie,które zasłaniają się papierkiem.
      --
      szukam inspiracji na nową sygnaturkę
      • 24.07.12, 17:23
        ale zdaje się, że papierek nie jest sprzedawany w markecie, w promocji, tylko wymaga diagnozy specjalisty? podobnie jak inne papierki, typu renta inwalidzka czy zwolnienie lekarskie?
        teraz będziemy kwestionować każdą opinię specjalisty, a legitymujących się nią wyzywać od leni, nieuków, i nierobów w dodatku? może lepiej uświadomić sobie, po pierwsze, że z lenia papierkiem nie zrobi się prymusa, a po drugie, że mamy wyjatkowe szczęście, że problem nie dotknął nas ani naszych bliskich (bo jeśli kogoś dotknął, to raczej się nie wymądrza).
        • 24.07.12, 17:29
          A ja mam wrazenie że papierek łatwo dostac. Kiedys pisałam juz że połowa młodziezy w gimnazjalnej klasie mojego dziecka ma zaświadczenia o róznych dys. Według szerokich badań jakies 5 % uczniów ma problemy wiec skąd te ilości zaswiadczeń?
          Na takich kombinatorach cierpią faktyczni dys lektycy, graficy itp.
          • 24.07.12, 17:40
            nawet jeśli, jaki widzisz problem? że Twoje dziecko się musi nauczyć, a inni lenie i kombinatorzy? no zawsze tak było, jest i bedzie, że niektórzy kombinują. z drugiej strony, jeśli któreś z tych dzieci rzeczywiście ma dysfunkcję, Twoja opinia, że "papierek łatwo dostać" jest dla niego bardzo krzywdząca. a skoro Ty masz taką opinię, to Twoje dziecko zapewne też. niefajnie.
          • 24.07.12, 18:52
            No i masz tu 100% racji. Na tym własnie polega problem.

            --
            zpopk.blox.pl
        • 24.07.12, 17:47
          >>typu renta inwalidzka czy zwolnienie lekarskie
          he he he he
          nie udało Ci się porównanie
          --
          szukam inspiracji na nową sygnaturkę
          • 25.07.12, 12:40
            właśnie bardzo mi się udało. jako osoba, która nie kombinuje, i innych o to nie podejrzewa, często odczuwam niesprawiedliwość posądzeń o "lewe" zwolnienie. dla mnie takie posądzanie, i sprawdzanie chorych jest poniżające. kwestionowanie w/w (zaświadczenia o dys) przez osobę nie mającą bladego pojęcia o temacie również.
        • 24.07.12, 19:57
          kanga_roo napisała:

          > ale zdaje się, że papierek nie jest sprzedawany w markecie, w promocji, tylko w
          > ymaga diagnozy specjalisty?

          Pamiętam wypowiedź jednej z najlepszych psycholożek w Polsce, która mocno skrytykowała diagnozowanie pod kontem różnorakich dysów i nie tylko. Problem polega na tym, że diagnozę taką się stawia i już się tego później nie weryfikuje. Taka diagnoza przechodzi z uczniem z klasy do klasy, ze szkoły do szkoły. A powinna być powtarzana co roku, bo tak naprawdę nikt nie wie, czy taki uczeń nie opanował tego, z czym miał problem, czy opanował, ale jak ma dys- to nie trzeba tego sprawdzać. Poza tym często jest tak, że to rodzice upierają się, że dziecko musi być zdiagnozowane mimo, że nauczyciel nie widzi ku temu przesłanek.
          • 24.07.12, 20:21
            kolteta napisała:

            > kanga_roo napisała:
            >

            >
            > Pamiętam wypowiedź jednej z najlepszych psycholożek w Polsce, która mocno skryt
            > ykowała diagnozowanie pod kontem różnorakich dysów i nie tylko. Problem polega
            > na tym, że diagnozę taką się stawia i już się tego później nie weryfikuje. Taka
            > diagnoza przechodzi z uczniem z klasy do klasy, ze szkoły do szkoły. A powinna
            > być powtarzana co roku, bo tak naprawdę nikt nie wie, czy taki uczeń nie opano
            > wał tego, z czym miał problem, czy opanował, ale jak ma dys- to nie trzeba tego
            > sprawdzać. Poza tym często jest tak, że to rodzice upierają się, że dziecko mu
            > si być zdiagnozowane mimo, że nauczyciel nie widzi ku temu przesłanek.


            ???????

            Z całym szacunkiem, ale jesteś w błędzie. Badania powtarza się co jakiś czas, może nie co roku, ale jednak; przecież na opinii/zaświadczeniu (zwał jak zwał) jest adnotacja, że ważne do tego i tego. A jak minie ten termin, to od nowa przeprowadza się badania. Ludzie, jak nie macie zielonego pojęcia, to się nie wypowiadajcie! I nie tak łatwo zdobyć ten papierek. Czy podasz nazwisko tej kobiety?
            • 25.07.12, 13:07
              Nie weryfikuje? Moje dzieci były co najmniej 4-5 razy badane i wertyfikowane, przy czym otrzymanie kolejnego zaswiadczenia wymagało systematycznego uczeszczania na reedukację, wypełniania dziesiątków zeszytów. Bez tego kolejnego zaświadczenia się nie otrzyma - przynajmniej legalnie i zgodnie z przepisami.
              --
              zpopk.blox.pl
    • 24.07.12, 18:35
      Mam dysleksje, czyli wg Was jestem upośledzona umysłowo, nie powinnam zdawać matury, iść na studia, bo się nie nadaje. Powinnam iść co najwyżej do zawodówki z patologią (niestety duży % uczniów pochodzi z nie za ciekawych środowisk, mieszkałam niedaleko takiej szkoły i codziennie przechodziłam koło drugiej, widziałam co tam się działo), lub zakończyć edukacje na/po gimnazjum i udawać, że jest super.
      • 24.07.12, 19:07
        Ale polonistyki niekoniecznie musialabys konczyc wink. Mature mozna zdac do - zdaje sie - 3 bledow ort.
        • 24.07.12, 19:11
          annajustyna napisała:

          > Ale polonistyki niekoniecznie musialabys konczyc wink.

          Są jeszcze inne kierunki... Nie mam na myśli zarządzania, czy administracji smile

          Mature mozna zdac do - zda
          > je sie - 3 bledow ort.

          I?
          • 24.07.12, 20:58
            Ad. 1). Wlasnie - a sa dyslektycy, ktorzy maja pretensje wlasnie do studiowania tego kierunku. I to jest chore.

            Ad. 2). Zrobic wiecej chyba trudno?

    • 24.07.12, 20:24
      Matura kiedyś była dla najzdolniejszych, pracowitych 10-30% Teraz kiedy kazdy prawie zdaje maturę (a przynajmniej idzie do liceum jest mnóstwo żali), że za trudna.
      A przecież zawsze był to egazmin dla elity. Jeśli mamy IQ = 100 i jest to średnia to połowa ludzi stoi poniżej tego poziomu.
      Wracając do róznych dys- Moj syn miał chyba wszystkie możliwe. Tak pod koniec podstawówki, okazało się że jest uzdolniony matematycznie.(jak skończyły się głupie zadania tekstowe)

      ALE po to jest rozpoznanie i ułatwienia,żeby dziecko nie załamało się że jest debilem, i nie ma po co się uczyć bo i tak niczego nie osiagnie. Zobaczcie, że ułatwienia zmniejszają się z wiekiem.

      Niestety pokonanie dys wymaga wielu godzin codziennych żmudnych ćwiczeń. I sama nauka też zajmuje wiecej czasu zwłaszcza na początku.Ale da się. Syn nie miał kupowanych zaświadczeń. No i to JA z nim ćwiczyłam i pilnowałam.Gdybym liczyła na nauczycieli i zajęcia w poradni pedagogicznej to nadal by nie czytał.

      A tak wybiera się na medycynę, startuje w olimpiadach (fakt czasem dysgrafia trochę przeszkadza- bo oprócz wiedzy czysto fizycznej czy matematycznej musi się uczyć i trenować zapis. Jak się nie pilnuje to odpowiedzi są na górze, dane gdzieś w środku a obliczenia w dowolnie rozrzucone w pozostałych miejscach.)

      podsumowując.Z mojego doświadczenia wynika,że da się pokonać dys- bardzo ciężką codzienną pracą (pewnie żeby coś trenował tyle czasu został by mistrzem olimpijskim)
      Gdzieś od piatej klasy podstawówki jest już lepiej a w liceum zbieramy śmietankę smile
      • 24.07.12, 20:30
        Wybacz ale przeraza mnie lekarz dysgrafik, dyskalkulik bo jak orta strzeli w epikryzie to pal licho.
        • 25.07.12, 14:08
          Dysgrafik może pisać czytelnie, jestem dysgrafikiem, moje "pismo" jest obecnie ładne i czytelne smile. Większość znanych lekarzy bazgrze i założę się że większość z nich nie jest dysgrafikami.
          • 25.07.12, 14:10
            > Dysgrafik może pisać czytelnie, jestem dysgrafikiem, moje "pismo" jest obecnie
            > ładne i czytelne smile.

            Jakim cudem dokonałaś niemozliwego?
            • 25.07.12, 17:31
              W skrócie: bardziej jest to malowanie niż pisanie, ale efekt jest dobry. Niestety nie sprawdza się jak trzeba szybko coś napisać czyli w szkole.
      • 25.07.12, 07:23
        > Matura kiedyś była dla najzdolniejszych, pracowitych 10-30% Teraz kiedy kazdy p
        > rawie zdaje maturę (a przynajmniej idzie do liceum jest mnóstwo żali), że za tr
        > udna.
        > A przecież zawsze był to egazmin dla elity. Jeśli mamy IQ = 100 i jest to średn
        > ia to połowa ludzi stoi poniżej tego poziomu.

        Matura nie jest dla wybitnych, ale dla przeciętnych. Blisko 70% osób ma wyniki IQ w granicach 90-110 (ew. 85-115), 15% ma inteligencję niższą niż przeciętną, a 15% wyższą - oczywiście mowa tu o populacji ogólnej. IQ to nie średnia arytmetyczna i wcale nie jest tak, że połowa ludzi jest "głupsza" od człowieka z II=100 (statystycznie jakieś 15% właśnie prezentuje jakościowo niższy poziom rozumowania, zapamiętywania itd.). Dla elity to są studia, a nie matura, chociaż ostatnio też się dezawuują - chyba doktorat jeszcze zostaje żeby się odróżniać w tej masie.
    • 25.07.12, 05:58
      Na tej zasadzie niepełnosprawni umysłowo powinni dostawać od razu tytuł naukowy.
      • 25.07.12, 08:31
        Sądząc po głębi tej wypowiedzi, Ty chyba w ten sposób jakiś tytuł dostałaś.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • 25.07.12, 18:47
          A może by tak bardziej merytorycznie? Skoro zaświadczenie, że ktoś nie jest w stanie opanować ortografii (nie wiem dlaczego bo jest to kwestia nauczenia się regułek) ma dać maturę z polskiego, to nie wiem dlaczego ktoś niepełnosprawny umysłowo nie ma dostać doktoratu. Jak operetka to operetka.
          • 25.07.12, 18:50
            > A może by tak bardziej merytorycznie? Skoro zaświadczenie, że ktoś nie jest w
            > stanie opanować ortografii (nie wiem dlaczego bo jest to kwestia nauczenia się
            > regułek) ma dać maturę z polskiego, to nie wiem dlaczego ktoś niepełnosprawny
            > umysłowo nie ma dostać doktoratu.

            No bo rozumiesz. Tylko obce dzieci to tumany, albo niepelnosprawne umyslowo. Moje dzieci sa jak najbardziej normalne i inteligentne, jedynie dysfunkcje posiadaja wink

            • 25.07.12, 19:21
              Owszem, moje dziecko jest normalne, inteligentne i, w przeciwieństwie do Ciebie, kulturalne.
              Osoby niepełnosprawne intelektualnie też Cię w większości przewyższają. Kulturą.
              A że z nimi (a właściwie dla nich) pracuję, tym większy mam do nich szacunek.
              I nawet nie masz pojęcia, jak świetnie sobie potrafią radzić.
              Bez obrażania kogokolwiek.
              Żenada. Tyle w Twoim temacie.
              --
              Oddaj 1% na Dom Misi
              ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
          • 25.07.12, 19:19
            kol.3 napisała:

            > A może by tak bardziej merytorycznie?

            Dostosowuję odpowiedź do komentowanej wypowiedzi.

            > Skoro zaświadczenie, że ktoś nie jest w stanie opanować ortografii (nie wiem dlaczego bo > jest to kwestia nauczenia się regułek) ma dać maturę z polskiego

            <ciach>
            Najpierw się dowiedz, co to jest dysortografia i jak się ją diagnozuje.
            Potem będziemy miały o czym rozmawiać.
            --
            Oddaj 1% na Dom Misi
            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 25.07.12, 20:00
              Masz dziecko z dys.. i się agresywnie przychrzaniasz do wszystkich. Na dodatek jesteś niekonsekwentna w swoich wypowiedziach. Wynika z nich że Twoje dziecko cierpiąc na dys jest w stanie osiągnąc z danego przedmiotu niezłe wyniki. Pewnie dzięki nauce. No więc o jakiej dys jest mowa? Uczysz się, to umiesz - prosta prawda. Tyle że niektórzy pewnych rzeczy muszą się uczyć dłużej, co im się w pale nie mieści, bo prościej załatwić zaświadczenie którymi hojnie szafują psychologowie (niewątpliwie za pieniądze, ponieważ nie da się ukryć że spora część zaświadczeń to lewe papiery.
              Uważam, że żadne zaświadczenia w sprawie jakiejkolwiek dys nie powinny być wydawane.
              • 25.07.12, 20:17
                badania nad dysleksją trwaja juz blisko sto lat
                to nawet juz nie wypada tak farmazonic kobiety - zaprawde
                fachowcem nie kazdy byc musi, ale jak sie nie zna, po co chrzanic
                dyslekCja to wymowka dla tepakow - omatkobosko
                --
                http://blog.standardbanks.com/Portals/23222/images/four_leaf_clover.png
              • 25.07.12, 20:19
                kol.3 napisała:

                > Masz dziecko z dys.. i się agresywnie przychrzaniasz do wszystkich.

                Kulturalna i merytoryczna dyskusja to jest 'przychrzanianie'? Reagowanie na głupoty i niewiedzę to agresja? Logiczne tłumaczenie, że dys to nie niepełnosprawność intelektualna? Bo moje dziecko ma IQ pewnie wyższe, niż Ty, a ONI mają je prawie połowę niższe?

                > Na dodatek jesteś niekonsekwentna w swoich wypowiedziach.

                W którym miejscu?

                > Wynika z nich że Twoje dziecko cierpiąc na dys jest w stanie osiągnąc z danego przedmiotu > niezłe wyniki. Pewnie dzięki nauce. No więc o jakiej dys jest mowa?

                Jak już napisałam, dowiedz się, o czym dyskutujesz, oszczędzisz sobie i innym czasu.
                Dziecko potrafi dobrze pisać (w sensie treściowym), świetnie czyta, dobrze się wypowiada, ma dobrą pamięć. Problemem jest ortografia (MIMO śpiewającej znajomości zasad - bo NA TYM POLEGA DYSORTOGRAFIA). Nauczyciel, wiedząc, że problem z ortografią jest (POWTÓRZĘ - SUGESTIĘ PRZEBADANIA DAŁ NAUCZYCIEL), ocenia treść, nie błędy. Nad nierobieniem błędów, a przynajmniej rzadszym robieniem, dziecko pracuje. Nie ma więc łatwiej. Ma raczej trudniej, bo robi dodatkowo rzeczy, których inne dzieci robić nie muszą, albo zajmuje im to mniej czasu. Na tym polega, powtórzę, dysortografia. Problem w tym, że być może nigdy nie będzie tak, że błędów robić nie będzie. Bo, powtórzę, na tym polega dysortografia - że mimo ogromu pracy (WARUNEK UZNAWANIA OPINII) problem może się nie rozwiązać. Tym się różni, powtórzę, dysortografia od nieuctwa, że w przypadku dys znajomość zasad ortografii musi być perfekcyjna. To pierwszy krok przy diagnozie i dlatego dys diagnozuje się dopiero od 4 klasy.

                Na pomówienia o lewych zaświadczeniach nie odpowiadam - nie ten poziom.

                --
                Oddaj 1% na Dom Misi
                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
              • 25.07.12, 21:01
                kol.3 napisała:

                Wynika z nich że Twoje dziecko c
                > ierpiąc na dys jest w stanie osiągnąc z danego przedmiotu niezłe wyniki. Pewnie
                > dzięki nauce. No więc o jakiej dys jest mowa? Uczysz się, to umiesz - prosta p
                > rawda.

                A Ty nadal nie rozumiesz czym jest dys. Może jak coś poczytasz, to zmądrzejesz...

                Tyle że niektórzy pewnych rzeczy muszą się uczyć dłużej, co im się w pal
                > e nie mieści, bo prościej załatwić zaświadczenie którymi hojnie szafują psychol
                > ogowie

                Ręce opadają. Czy Ty w ogóle myślisz?

                (niewątpliwie za pieniądze, ponieważ nie da się ukryć że spora część zaś
                > wiadczeń to lewe papiery.

                Rozumiem, że prowadziłaś śledztwo.

                > Uważam, że żadne zaświadczenia w sprawie jakiejkolwiek dys nie powinny być wyda
                > wane.

                A ja uważam, że powinnaś zgłębić ten temat, bo Twoja ignorancja jest skandaliczna. Śmieszne jest to, że 90kilka % osób udzielających w tym temacie nie wie czym jest dysleksja. Wasza 'wiedza" na temat dys jest owocem lektury pism w stylu "pani domu", ploteczek z panią Jadzią z warzywniaka i waszej wyobraźni. Zapewne nikt z was nie przeczytał żadnej publikacji, a zachowujecie się tak, jakbyście byli ekspertami. A najśmieszniejsze jest to, że ślepo bronić swojego stanowiska choć brak wam merytorycznych argumentów.
      • 25.07.12, 10:52
        kol.3 napisała:

        > Na tej zasadzie niepełnosprawni umysłowo powinni dostawać od razu tytuł naukowy
        > .


        Ale co Ty kobieto (?) porównujesz?
    • 25.07.12, 11:15
      Choroba jak każda inna i jak każda inna może wykluczać wykonywanie pewnych prac czy kontynuowanie nauki w danym zakresie. Jeśli nie mam ręki - nie zostanę fryzjerem, nie umiem liczyć nie wybieram się na studia konstrukcyjne, nie umiem pisać - nie skończę polonistyki itd. Dlaczego usilnie próbuje się pomagać w czymś do czego ktoś zwyczajnie się nie nadaje?
      --
      >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
      • 25.07.12, 11:24
        Kobieto, ale kto komukolwiek próbuje pomóc w dojściu do czegoś, do czego się nie nadaje.
        Przecież opinia o dys nie oznacza automatycznie otwartej drogi do bycia korektorem tekstów.
        Tu jest mowa o dostosowaniu wymagań w szkole - ogólnokształcącej.
        --
        Oddaj 1% na Dom Misi
        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
        • 25.07.12, 11:44
          Jak najbardziej rozumiem sensowność podpierania się zaświadczeniem o dys w szkole średniej, jednak matura upoważnia do kontynuowania nauki na studiach a także daje obraz o pewnych umiejętnościach maturzysty. Jeśli nie potrafi liczyć - nie zdaje matury z matematyki. Gdyby ułatwić osobom z tymi dysfunkcjami zdawanie egzaminów było by to niesprawiedliwe.
          --
          >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
          • 25.07.12, 11:56
            > Jak najbardziej rozumiem sensowność podpierania się zaświadczeniem o dys w szko
            > le średniej, jednak matura upoważnia do kontynuowania nauki na studiach a także
            > daje obraz o pewnych umiejętnościach maturzysty.

            Uważam, ze nauczyciele zrobili wielką krzywdę temu chlopakowi, przepychajac go z klasy do klasy.
          • 25.07.12, 12:01
            chipsi napisała:

            > Gdyby ułatwić osobom z tymi dysfunkcjami zdawanie egzaminów było by to
            > niesprawiedliwe.

            Mowa o obowiązkowej maturze. Takiej, którą trzeba zdać, co nie znaczy, że się później idzie studiować matematykę.


            --
            Oddaj 1% na Dom Misi
            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 25.07.12, 12:02
              > Mowa o obowiązkowej maturze. Takiej, którą trzeba zdać, co nie znaczy, że się p
              > óźniej idzie studiować matematykę.

              Podaj mi kierunek studiów, na którym nie trzeba umiec zliczyc do 20.
            • 25.07.12, 12:09
              e_r_i_n napisała:

              >
              > Mowa o obowiązkowej maturze. Takiej, którą trzeba zdać, co nie znaczy, że się p
              > óźniej idzie studiować matematykę.


              Zdanie matury nie jest obowiązkowe!
            • 25.07.12, 12:11
              Ale matura chyba jeszcze nie jest obowiązkowa? I studiowanie też chyba nie?
              A tu jest mowa o maturze OGÓLNOKSZTAŁCĄCEJ, czyli takiej, która mówi, że delikwent posiadł znajomość podstaw różnych dziedzin...
              Może zamiast załatwiać dzieciom różne zaświadczenia należałoby trochę się przyłożyć do terapii? I nie czekać na to, że ktoś (szkoła, pedagog, psycholog itp.) za nas i nasze dziecko to zrobi.
              Wiadomo, że człowiek z dyskalkulią nie będzie studiować matematyki, ale dobra terapia da mu szanse na zdanie ogólnokształcącej matury.
              • 25.07.12, 12:37
                Matura nie jest obowiązkowa, ale jeśli ktoś ma ochotę/potrzebę ją zdawać, to ma do tego prawo.
                System prawny pozwala na tworzenie szczególnych warunków osobom z dys, ponieważ ludzie myślący wiedzą, że tego typu problem nie jest równoznaczny z debilizmem, upośledzeniem i czymkolwiek innym. I takie osoby nie kwalifikują się do grupy osób nie zasługujących na maturę.
                Problemu rzeczony człowiek by nie miał, gdyby matura z matmy nie była obowiązkowa - zdawałaby tyle samo egzaminów, co wszyscy inni, bez żadnych ulg.
                Matura z matmy obowiązkowa jednak jest (i dobrze), a że człowiek ma problem, to faktycznie należałoby dostosować wymagania do jego możliwości W TEJ DZIEDZINIE. Ponieważ fakt zdawania matematyki na maturze nie oznacza, że człowiek ten matematykiem będzie (bo nie będzie). Natomiast może być świetnym specjalistą w innej dziedzinie.
                Analogicznie, przy obowiązkowym wfie pewnie osoba bez nogi też miałaby jakieś ułatwienie.
                --
                Oddaj 1% na Dom Misi
                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                • 25.07.12, 12:52
                  człowiek ten mat
                  > ematykiem będzie (bo nie będzie). Natomiast może być świetnym specjalistą w inn
                  > ej dziedzinie.

                  Czyli? W jakiej dziedzinie mógłby sobie poradzić pan Jarek? Uwzgledniając to, że gość ma znaczne deficyty:

                  Jarek:
                  "Pomyli szóstkę z dziewiątką, jedynkę z siódemką, przestawi cyfry i przecinki, tysiąc odczyta jako 10 tysięcy, pomyli znaki mniejszości z większością,... Nie umie odczytać godziny na zegarze tarczowym. Zdarzyło mu się zgubić w mieście, bo źle policzył przystanki autobusowe"

                • 25.07.12, 13:49
                  Ja cały czas piszę o pracy (terapii) nad zmniejszeniem deficytów, a rodzice chcą ulg, które tak naprawdę niczego w życiu ich dzieci nie załatwią.
                  A tak na marginesie, jak sobie wyobrażasz dostosowanie wymagań maturalnych z matematyki dla osoby z dyskalkulią? Nie taką na papierze z poradni, tylko taką prawdziwą?
                  • 25.07.12, 13:58
                    W przypadku pana Jarka- wpisanie swojego peselu w odpowiednią rubryczkę.
                  • 25.07.12, 14:15
                    Jacy rodzice chcą ulg? Mój dysgrafik piszę albo szybko, albo ładnie. Jak ma pisać czytelnie i w tempie, to tego czasu potrzebuje więcej. To jest ulga? Czy pozwolenie na wykonanie założonej pracy w odrobinę dostosowanych warunkach?
                    Przepytane ze znajomości zasad ortografii jest w każdą stronę, zna wyjątki itd, mi mówi, jak poprawnie pisze się wyraz, po czym idzie do pokoju i pisze z bykiem. Więc poprawia, zapisuje i stara się zapamiętać.
                    --
                    Oddaj 1% na Dom Misi
                    ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                    • 25.07.12, 14:17
                      W temacie dyskalkulika i matury z matematyki - nie wiem, jak można dostosować, nie jestem specjalistą.
                      --
                      Oddaj 1% na Dom Misi
                      ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                      • 25.07.12, 14:24
                        W tym sek, ze sie nie da.
                    • 25.07.12, 14:23
                      > Jacy rodzice chcą ulg? Mój dysgrafik piszę albo szybko, albo ładnie. Jak ma pis
                      > ać czytelnie i w tempie, to tego czasu potrzebuje więcej.

                      Jak kazdy.

                      > Przepytane ze znajomości zasad ortografii jest w każdą stronę, zna wyjątki itd,
                      > mi mówi, jak poprawnie pisze się wyraz, po czym idzie do pokoju i pisze z byki
                      > em.

                      A dlaczego po tym jak napisal z bykiem nie zapyta glosno "czy na pewno dobrze napisalem ten wyraz"? To nie jest kwestia pamieci, tylko wlasnie deficytu uwagi i tego, ze nie zadal sobie trudu jeszcze raz spojrzec na wyraz i zastanowic sie "dobrze napisalem, czy zle"?
                      • 25.07.12, 14:41
                        d.o.s.i.a napisała:

                        > Jak kazdy.

                        Nie jak każdy. A na pewno nie w takim stopniu.

                        > A dlaczego po tym jak napisal z bykiem nie zapyta glosno "czy na pewno dobrze n
                        > apisalem ten wyraz"? To nie jest kwestia pamieci, tylko wlasnie deficytu uwagi
                        > i tego, ze nie zadal sobie trudu jeszcze raz spojrzec na wyraz i zastanowic sie
                        > "dobrze napisalem, czy zle"?

                        Świetnie - na odległość diagnozujesz? Jesteś wybitna smile Jaka to jest prosta sprawa - zerknąć drugi raz i pójdzie wink
                        Kończę dyskusję, naprawdę. Dziesiątki specjalistów się mylą, d.o.s.i.a ma rację.
                        --
                        Oddaj 1% na Dom Misi
                        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                        • 25.07.12, 15:49
                          > Jaka to jest prosta spr
                          > awa - zerknąć drugi raz i pójdzie wink

                          Nie napisalam, ze to prosta sprawa. Dlatego pomimo wielokrotnego sprawdzania zawsze zdarza mi sie jakis glupi blad, typu przestawienie cyferek, plusa z minusem, niedoczytanie zadania itp. DLATEGO sie cholernie musze pilnowac i dlatego jest to dla mnie jasne jak slonce, ze wiecej czasu sprawdzam na sprawdzaniu niz na robieniu zadan. Ale to jest oczywista oczywistosc! Na tym polegaja egzaminy.
                          Tylko mam wrazenie, ze dys-ikom sie wydaje, ze norma jest pisanie bezbledne, liczenie bezbledne zawsze i wszedzie i poniewaz oni nie moga to wymyslaja sobie choroby. Bzdura.
                          • 25.07.12, 15:55
                            Piszesz tak, jakbym ja była dys.
                            Ja świetnie wiem, jak wygląda praca osoby bez dys. I dlatego widzę, ile pracy musi włożyć moje dziecko - ile więcej, w porównaniu ze mną, która takich problemów nie miała.
                            --
                            Oddaj 1% na Dom Misi
                            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                            • 25.07.12, 16:21
                              Na wywiadówkach czesto słysze od matek że ich biedne dzieci musza sie więcej uczyc niż one musiały. A nie jest to prawdą, obecnie mają do opanowania mniejszy program a rabanu i wyszukiwania ułatwień co niemiara.
                              • 25.07.12, 19:25
                                Owszem, program jest uboższy, niż za moich czasów.
                                I żadnego rabanu o ilość nauki nie robię.
                                Oraz ŻADNYCH ułatwień dla dziecka nie oczekuję.
                                Więc po co do mnie piszesz 'o matkach'?
                                --
                                Oddaj 1% na Dom Misi
                                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                            • 25.07.12, 16:59
                              > Ja świetnie wiem, jak wygląda praca osoby bez dys. I dlatego widzę, ile pracy m
                              > usi włożyć moje dziecko - ile więcej, w porównaniu ze mną, która takich problem
                              > ów nie miała.

                              Ludzie maja rozny poziom zdolnosci, w dowolnej dziedzinie. To, ze Twoje dziecko musi wlozyc w cos wiecej pracy, jeszcze nie oznacza, ze jest inne od innych dzieci.
                              • 25.07.12, 19:26
                                A ja gdzieś napisałam, że jest ono inne od innych dzieci?
                                Jest zupełnie takie samo.

                                --
                                Oddaj 1% na Dom Misi
                                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                    • 25.07.12, 14:29
                      > Przepytane ze znajomości zasad ortografii jest w każdą stronę, zna wyjątki itd,
                      > mi mówi, jak poprawnie pisze się wyraz, po czym idzie do pokoju i pisze z byki
                      > em. Więc poprawia, zapisuje i stara się zapamiętać.

                      Wiesz, nieliczne osoby znając zasady, piszą od razu bezbłędnie. Niektórym to zajmuje i kilkanaście lat. W szkole podstawowej co drugi dzieciak, znając zasady- robi błędy.
          • 25.07.12, 12:02
            A dlaczego nie ? Jeśli nie zna matmy to nie zda matury i nie pójdzie na studia.... Możesz mi wyjaśnić niby dlaczego miałby nie studiować i nie zostać absolwentem politologii, filologii, językoznawstwa, muzykologii, AWFu, psychologii, europeistyki, dziennikarstwa, sinologii, kierunków typu arabistyka czy dziesiątków innych na których mu znajomość matematyki niepotrzebna ???

            Podobnie jak osobie z zacięciem matematycznym, będącej świetnym fizykiem, specjalistą od atomistyki, budowy maszyn czy inżynierem nie jest niezbędna znajomość drugiego języka.
            Owszem jest bardzo pomocna i w życiu i w studiowaniu...

            Ale zawsze mnie dziwi z resztą już o tym pisałam na forum, że osoba z dyskalkulią to debil ale osoba, w dużym kraju w środku europy nie znająca języków jest jak najbardziej OK...
            • 25.07.12, 12:11
              > ... Możesz mi wyjaśnić niby dlaczego miałby nie studiować i nie zostać absolwen
              > tem politologii, filologii, językoznawstwa, muzykologii, AWFu, psychologii, eur
              > opeistyki, dziennikarstwa, sinologii, kierunków typu arabistyka czy dziesiątków
              > innych na których mu znajomość matematyki niepotrzebna ???

              tu nie chodzi o to, ze gość jest slaby z matematyki, tylko o to, ze nie posiadl podstawowych umiejetnosci- gosc nie potrafi zliczyc do kilkunastu, nie zna sie na zegarze itp. Pisząc, ze gosc może sobie sobie poradzic na studiach jak powyzej, pokazujesz, ze nie za bardzo sobie zdajesz sprawe z programu tych studiow.
            • 25.07.12, 12:11
              Tak? To dlaczego ktoś z zacięciem matematycznym ma problemy przez to że napisze "ogrudek"? Nawet na forum zostaje okrzyknięty nieukiem.
              Druga sprawa to jeśli ktoś ma problemy z matematyką/polskim ale nie na tyle żeby dostać zaświadczenie o dysfunkcji spokojnie może być uznany za debila i na żadne studia nie iść. Wychodzi na to że najlepiej mają wybitni matematycy i dyskalkulaci. Przeciętniacy do łopaty. Ot, taka sprawiedliwość.
              --
              >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
            • 25.07.12, 12:23
              > ... Możesz mi wyjaśnić niby dlaczego miałby nie studiować i nie zostać absolwen
              > tem ...dziennikarstwa,

              Jarek:
              "Pomyli szóstkę z dziewiątką, jedynkę z siódemką, przestawi cyfry i przecinki, tysiąc odczyta jako 10 tysięcy, pomyli znaki mniejszości z większością,... Nie umie odczytać godziny na zegarze tarczowym. Zdarzyło mu się zgubić w mieście, bo źle policzył przystanki autobusowe"

              tu się zgodzę, dla dziennikarzy napisanie, że bylo 100 ofiar czegos tam czy 10.000 to jedno i to samo- tak więc tu gość mógłby sie odnaleźć
              • 25.07.12, 15:08
                Odpowiadając także na twój post powyżej smile Doskonale zdaje sobie sprawę z programu tych studiów jedne z nich skończyłam, inne przez jakiś czas były moim zawodem. Zaufaj mi że ani w jednym ani w drugim przypadku nie była mi potrzebna matematyka. Naprawdę specjaliście od stosunków blisko wschodnich np. nie jest ona potrzebna wink

                Zaskoczę Cię pewnie także w sprawie zegarka. Jako typowy dyskalkulik nie znam się na zegarku do dziś. Nie jest mi to do niczego potrzebne mam zegarek elektroniczny a jak mam trochę czasu to godzinę na analogowym też zgadnę wink Mniejszych liczb nie mylę czyli np. 100 z 10 000 nie pomylę ale już z szybkim odczytaniem 100 000 000 będę miała problem. Pracuję w handlu więc na co dzień mam do czynienia z liczbami, przyznaję jest to uciążliwe bo mam problem z liczeniem sumy czy wydawaniem reszty, ale od tego jest kalkulator. Naprawdę w codziennym życiu, można żyć z dyskalkulią i spokojnie skończyć studia na 5.

                Teraz co do dysleksji, mam ją zdiagnozowaną od liceum, na badania wysłała mnie polonistka, która uważała moje wypracowania za świetne i nie chciała mi za każdym razem stawiać pały, z powodu ilości błędów. Dysleksja nigdy nie przeszkodziła mi w byciu najlepszą w klasie z języka polskiego. Maturę z tego przedmiotu napisałam na db a z ustnej otrzymałam bdb... Poza nie liczeniem błędów, żadnej taryfy ulgowej nie miałam. Z angielskiego zawsze byłam najlepsza, pomimo dysleksji nigdy nie pisałam "tak jak się słyszy" a poprawnie. W odróżnieniu od moich kolegów. Z drugiego języka po miesiącu dostałam się do grupy zaawansowanej, z osobami, które się tego języka uczyły od podstawówki.

                Więc jak widać można osiągać bardzo dobre i dobre wyniki w nauce języków nawet mając dysleksję a z dyskalkulią można normalnie żyć. Naprawdę nie jest się ani upośledzonym ani leniem. Studia też można skończyć. Sama studiowałam 3 lata filologię i nie przeszkadzała mi w tym dysleksja, choć przyznaję było trudno.

                Dysleksja czy dyskallkulia mogą mieć różny stopień i różne objawy, ja np. w odróżnieniu od chłopaka z artykułu mam świetną orientację w terenie...

                Ale idźmy dalej, czy osoba która nie potrafi opanować zasad gramatyki własnego języka jest upośledzonym debilem czy nie ? Bo mnie np. bardziej od tego czy ktoś pakuje wszystkie przecinki tam gdzie trzeba drażni wszechobecne "tatowi, psowi, byłech, kupł żech..." itd...
                • 25.07.12, 15:28
                  > Odpowiadając także na twój post powyżej smile Doskonale zdaje sobie sprawę z progr
                  > amu tych studiów

                  to pewnie wiesz, iz na tych kierunkach pojawiają się takie przedmioty jak logika i statystyka. Jakie szanse ma Jarek w starciu z tymi przedmiotami, biorąc pod uwagę deficyty, które podałam wyżej, których nie był w stanie pokonać ani zminimalizować przez wiele lat?
                  Bardzo proszę, byś odniosła się do Jarka, do człowieka, który jak mniemam skupił się na machaniu zaświadczeniem, a nie pracy nad sobą i swoimi niedociagnięciami.
                  • 25.07.12, 16:04
                    Jeżeli chodzi o statystykę to nie wiem bo ja nie miałam ani na filologii ani na drugim kierunku który studiowałam. Myślę, że nie pojawia się ona na większości kierunków które zostały wymienione.
                    Logika - to zależy miałam styczność ze zwykłą logiką i logiką dla prawników. Ta druga była w miarę do ogarnięcia wink Ale jest to ciężki przedmiot dla takich jak ja przyznaję. I gdyby nie przepisana ocena z właśnie tej logiki dla prawników to nie zdała bym tego na mojej drugiej uczelni.

                    Myślę że Jarek czy jak mu tam jest skrajnym przypadkiem, o bardzo nasilonych objawach i ogólnie może sobie nie poradzić w życiu. Myślę że takich przypadków jest niewiele. W większości są to ludzie, którzy są w stanie się ogarnąć. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy w zwykłych zakupach to to już jest niestety poważny problem życiowy, nie studencki.
      • 25.07.12, 16:26
        To takie poprawne politycznie wmawiac że możesz byc pilotem mając słaby wzrok np. Łudzenie i robienie wiekszej jeszcze krzywdy. Słabe strony poznac i wykorzystac mocne.
        Tylko kiedy rzecz dotyczy dzieci ematek zaczyna się jatka bo one genialne ale z zaswiadczeniem.
        • 25.07.12, 17:13
          > Tylko kiedy rzecz dotyczy dzieci ematek zaczyna się jatka bo one genialne ale z
          > zaswiadczeniem.


          Tez zauwazylam ten trend pt. moje dziecko nie umie pisac, liczyc i rysowac, ale oprocz tego to geniusz smile I nagle sie okazuje, ze wszystkie dzieci takie genialne tylko z zaswiadczeniami przeroznymi.
          • 25.07.12, 17:24
            To, że jakieś dziecko ma zaświadczenie nie oznacza, że nie może być genialne smile Jedno drugiego nie wyklucza. Swoją drogą, dyslektycy świetnie sobie radzą z liczbami smile
            • 25.07.12, 18:18
              > To, że jakieś dziecko ma zaświadczenie nie oznacza, że nie może być genialne smile

              A juz takie, co jest genialne bez zadnych zaswiadczen, to juz w ogole nadczlowiek wink
              • 25.07.12, 23:20
                d.o.s.i.a napisała:


                >
                > A juz takie, co jest genialne bez zadnych zaswiadczen, to juz w ogole nadczlowi
                > ek wink

                daruj sobie, bo po raz kolejny piszesz te swoje głupotki smile
            • 26.07.12, 08:51
              Rany, dlaczego tak ciężko przyjąć do wiadomości że czegoś po prostu nie jesteśmy w stanie się nauczyć czy to będąc dys-ikiem czy zwyczajnie nie łapiąc tematu? Jeśli nie mam do czegoś głowy to się nie pcham na dany kierunek czy do danej pracy. A osoby z dys a szczególnie ich rodzice chcą udowodnić światu że można podpierając się papierkiem. Ma taki problemy z pisaniem niech zostanie murarzem, zapewne zarobi więcej niż polonista. Gdzie jest napisane że musi zdać maturę?
              --
              >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
              • 26.07.12, 08:56
                Dlaczego człowiek mający IQ 140 na przykład, świetny z matematyki, historii czy geografii, ma zostać murarzem, bo mimo wytężonej pracy robi błędy ortograficzne?
                Kobieto, zrozum - dys to NIE JEST obniżenie intelektu.
                --
                Oddaj 1% na Dom Misi
                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                • 26.07.12, 10:58
                  Więc wykaż się proszę intelektem własnym i podaj gdzie sugeruję że dys JEST obniżeniem intelektu? Swoja drogą uważasz że ktoś, kto został murarzem jest debilem? Chodzi mi jedynie o to żeby np. ktoś, kto z różnym względów nie potrafi liczyć nie pchał się tam gdzie matematyka jest niezbędna. I nie ma znaczenia większego czy ma zdiagnozowana dysfunkcję czy po prostu "nie ma głowy" do liczenia.
                  --
                  >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                  • 26.07.12, 12:05
                    Uznanie, że osoba z dys powinna zostać murarzem, a nie mieć matury jest sugerowaniem, że są to osoby o mniejszych możliwościach.
                    Sama podałaś taki przykład - nie musi robić matury, może zostać murarzem.
                    Powtórzę nty raz - nie przypuszczam, żeby dyskalkulik pchał się na matematykę stosowaną i mając kwity na dys na pewno przyjęty przed osobami w temacie utalentowanymi nie będzie.
                    --
                    Oddaj 1% na Dom Misi
                    ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                    • 26.07.12, 12:39
                      Nie napisałam że powinna zostać z murarzem, podałam tylko PRZYKŁAD moim zdaniem niezłego zawodu do którego wyższe wykształcenie nie jest wymagane. Podkreślam też że nie zabraniam nikomu przystąpienia do matury. Osoba niepotrafiąca liczyć JEST osobą o mniejszych możliwościach, tak jak osoba bez ręki czy niewidoma. Nie jest to równoznaczne przecież z określeniem debil czy podgatunek człowieka, prawda?
                      --
                      >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                      • 26.07.12, 16:38
                        napisałaś, że nie musi zdawać matury. napisałaś, że może wykonywać proste prace fizyczne. ale nie bierzesz pod uwagę, że osoba z dysfunkcją może chcieć się uczyć, rozwijać swoje zainteresowania, pracować naukowo, czy wręcz robić karierę naukową. że może mieć nie tylko aspiracje, ale i predyspozycje do pracy bardziej wymagajacej intelektualnie niż kopanie rowów.
                        bo generalnie dla niektórych wyższe wykształcenie to efekt uboczny kształcenia w ulubionym kierunku, wiesz. a tego bez matury nie osiągniesz. troszkę tak, jakbyś odmawiała prawa do studiowania na jakiejkolwiek wyższej uczelni osobie niepełnosprawnej fizycznie. przypomne, mówimy o maturze, która jest przepustką do wszystkich wyższych uczelni, i o dysfunkcjach, które są według mnie "techniczne" - ortografia i liczenie to nie są dziedziny nauki, a jedynie część narzędzi je opisujących. w dzisiejszych czasach, średnio istotna.
                        • 27.07.12, 08:57
                          Na temat matury już sie wypowiedziałam i nie będę kolejny raz tłumaczyć osobie, która sobie przekręca i interpretuje dowoli.
                          Nie namawiam wszystkich do kopania rowów a Ty nie pisz że spawacz to prosta robota. To raz a dwa to tak jak nie każdy nadaje się do pracy fizycznej tak nie każdy nadaje sie na studia (co nie oznacza że za takie uważam wszystkie osoby dysfunkcyjne)
                          --
                          >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                          • 27.07.12, 09:44
                            ... i to wszystko, co zrozumiałaś z mojej wypowiedzi powyżej? aha.
    • 25.07.12, 17:25
      Nie pamiętam gdzie, ale doczytałam, ze bardzo często dyskalkulicy mają problem z abstrakcyjnym liczeniem, ale np. mogą być świetni z geometrii. Nigdy nie miałam zdiagnozowanej dyskalkulii, ale... Całość ocen z matmy nadrabiałam geometrią, zwłaszcza geometrią przestrzenną smile Ja to po prostu widziałam. Obracały mi się figury w przestrzeni, rozwiązanie zadania z treścią z geometrii, obliczanie kątów czy wysokości (i całej reszty) było dla mnie czystą przyjemnością. Natomiast tabliczki mnożenia uczyłam się rok, a równania, całki, potęgi to dla mnie zawsze była czarna magia - ilekolwiek czasu nie poświęciłabym na naukę. Więc może coś z tymi dysfunkcjami jest. Co nie zmienia faktu, że maturę zdawałam z polskiego, historii i angielskiego big_grin Od matematyki przezornie trzymałam się z daleka big_grin
      Ale... Kilka lat temu zainteresowały mnie teorie kwarków i parę innych dziwnych rzeczy i zaczęłam nadrabiać zaległości. Więc nie wiem, po prostu nie wiem, czy byłam po prostu tumanem, czy też jakąś dysfunkcję dałoby się u mnie znaleźć big_grin
      • 25.07.12, 17:31
        Może nauczyciel do luftu. Jedno potrafił wytłumaczyc a inny dział juz nie.
        Miałam kilku matematyków w życiu, jedni tłumaczyli tak że wszystko było jasne a byli tez tacy...że dobrze że podręczniki były napisane z sensem bo za chiny zrozumiec sie ich nie dało. Ci kiepscy jak meteoryty przelatywali przez szkołe, ci dobrzy uczyli latami.
        • 25.07.12, 18:02
          przeciwcialo napisała:

          > Może nauczyciel do luftu. Jedno potrafił wytłumaczyc a inny dział juz nie.
          > Miałam kilku matematyków w życiu, jedni tłumaczyli tak że wszystko było jasne a
          > byli tez tacy...że dobrze że podręczniki były napisane z sensem bo za chiny zr
          > ozumiec sie ich nie dało. Ci kiepscy jak meteoryty przelatywali przez szkołe, c
          > i dobrzy uczyli latami.

          Wątpię. Miałam dwie nauczycielki matematyki, w podstawówce jedną i w technikum jedną. Obie były świetne, były dobrymi nauczycielkami i w sumie miały sporo sukcesów.
      • 25.07.12, 18:22
        > ątów czy wysokości (i całej reszty) było dla mnie czystą przyjemnością. Natomia
        > st tabliczki mnożenia uczyłam się rok,

        A ja do tej pory nie umiem. Pomimo fakultetu z matematyki... Po prostu nawet mi sie nie chce myslec ile jest 6x7. Moj mozg to odrzuca, a reka siega po kalkulator.

        > rzeczy i zaczęłam nadrabiać zaległości. Więc nie wiem, po prostu nie wiem, czy
        > byłam po prostu tumanem,

        Nie bylas tumanem. To naturalne, ze czlowiek chetniej wykonuje to co lubi. Jesli nie zostalas zaszczepiona, zainteresowana calkami to nic dziwnego, ze podswiadomie nie chcialas sie ich uczyc. Co nie oznacza, ze nigdy bys sie ich nie nauczyla.
        • 25.07.12, 19:29
          d.o.s.i.a napisała:

          > Po prostu nawet mi sie nie chce myslec ile jest 6x7. Moj mozg to odrzuca, a reka siega po > kalkulator.

          Ojej, a jak to się ma do 'skupić się, sprawdzić pięć razy, powtórzyć oraz nie być leniem'?

          --
          Oddaj 1% na Dom Misi
          ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
          • 25.07.12, 23:00
            Ano to, ze jak mam na egzaminie pomnozyc 6x7, to sie staram zrobic to poprawnie. Licze na tym kalkulatorze trzy razy i upewniam sie, ze to na pewno mnozenie. A nie wpisuje co badz i lece dalej.
            Masz naprawde wypaczone pojecie o robieniu bledow. Bledy robi kazdy, z pewnoscia prof. Hawkinsowi sie zdaza zle policzyc 6x7. I jest to normalne. Naprawde.
            Drogie mamy dzieci dysfunkcyjnyh, moze pora przyznac, ze wasze dzieci to wlasie te mniej zdolne po prostu.
            • 25.07.12, 23:19
              d.o.s.i.a napisała:


              > Drogie mamy dzieci dysfunkcyjnyh, moze pora przyznac, ze wasze dzieci to wlasie
              > te mniej zdolne po prostu.

              A może warto coś poczytać i nie mówię tego o matkach dzieci - jak to powiedziałaś - "dysfunkcyjnych" (widzisz, nawet napisać nie potrafisz wink ). Gdybyś zgłębiła temat, to byś takich głupot nie plotła smile Bo od kiedy to dys ma coś wspólnego z tym o czym piszesz. Jeżeli wg ciebie dzieci dys są mniej zdolne lub jak ktoś inny napisał - niesprawne umysłowo/upośledzone, to jak wytłumaczysz fakt, że duża część ma wyższe IQ niż dzieci nie majce dys?
            • 26.07.12, 08:21
              Muszę przyznać rację Verdanie - jesteś z tych wypowiadających się w wątku, która również ma dysfunkcję. Dysfunkcję myślenia. A na to już rady nie ma. Przykro mi.

              --
              Oddaj 1% na Dom Misi
              ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
            • 26.07.12, 09:18
              Moze czas przyznac,ze o dysfunkcjach nie wiesz nic?pewnie te konkursy wojewodzkie i krajowe,ktore wygralam to przypadek albo z litosci dali mi wygrac.No bo zdolna z dyskalkulia byc nie mogetongue_out
              --
              “ A co ma zrobić samotna matka tego nie wiem, TO JEST JEJ SPRAWA na pewno jest niezaradną, kłótliwą, wredną i mąż ją kopnął w tyłek -i dlatego samotną-nie oznacza, że inni muszą przejmować opiekę nad jej chorym dzieckiem. Amen.“ by Ania Dentystka
    • 26.07.12, 01:08
      Dodam, ze za moich czasow matura byla obowiazkowa w zaleznosci od typu klasy w liceum. Dlatego kolezanka przed czwarta klasa liceum przeniosla sie do klasy rownoleglej o innym profilu, zeby uniknac zdawania matematyki na maturze. Czas pokazal, ze miala absolutna racje. Nasza nauczycielka tak nas przygotowala do tego egzaminu (a raczej nie przygotowywala w ogole, bo wiekszosc czasu spedzila na chorobowym), ze wiecej osob oblalo mature z matematyki niz z polskiego. I wcale nie z powodu dys- czy wrodzonego lenistwa. Dla mnie matematyka na maturze nie jest konieczna. Za niezbedna natomiast uwazam znajomosc jej zasad w praktyce. Watpie, czy testy sa w stanie tego nauczyc.
      • 26.07.12, 08:57
        I tu jest pies pogrzebany. Jesli ktoś chce teraz pisać maturę musi zdawać matematykę. Gdyby był, jak kiedyś, wybór, nie było by kombinowania z dysfunkcjami, ulgami. Z jednym tylko zastrzeżeniem - zdajesz takie a takie przedmioty - możesz się wybrać na taki a taki kierunek studiów. Po prostu nie wyobrażam sobie sensu ulg np. na maturze z matematyki dla osoby, która następnie wybierze się na studia konstrukcyjne.
        --
        >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
        • 26.07.12, 09:03
          chipsi napisała:

          > Gdyby był, jak kiedyś, wybór, nie było by kombinowania z dysfunkcjami, ulgami.

          Najwięcej opinii dotyczy dysleksji i dysortografii - a polski był, jest i będzie obowiązkowy.
          I opinie te przy starej maturze też były.

          > Z jednym tylko zastrzeżeniem - zdajesz takie a takie przedmioty - możesz się wybrać na
          > taki a taki kierunek studiów.

          A w tej chwili niby jak jest?

          > Po prostu nie wyobrażam sobie sensu ulg np. na maturze z matematyki dla osoby, która
          > następnie wybierze się na studia konstrukcyjne.

          Osoba z dyskalkulią raczej zdawać będzie maturę na poziomie podstawowym. Na studiach, na których matematyka jest kluczowa, jest raczej wymóg matematyki na poziomie rozszerzonym.
          --
          Oddaj 1% na Dom Misi
          ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
          • 26.07.12, 11:05
            > A w tej chwili niby jak jest?
            Sama zauważyłaś że aktualnie matematyka jest obowiązkowa a nie na każdym kierunku studiów jest niezbędna, więc nie rozumiem czego się czepiasz.
            Nie zgadzamy się tylko w kwestii że Ty uważasz że każdy musi zostać studentem (bo reszta gorsza?) i osobą z dys należy to ułatwić co ja uważam za krzywdzące w stosunku do osób zwyczajnie mniej utalentowanymi w danym kierunku jak i samych dys. Z tą różnicą, że dys. mają niezrozumiałe parcie na robienie czegoś, czego zwyczajnie nie potrafią. Osoba bez palców nie upiera się na karierę pianisty.
            --
            >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
            • 26.07.12, 12:03
              chipsi napisała:

              > Sama zauważyłaś że aktualnie matematyka jest obowiązkowa a nie na każdym kierunku
              > studiów jest niezbędna, więc nie rozumiem czego się czepiasz.

              Braku logiku Twojej wypowiedzi, która nawołuje do czegoś, co jest stosowane.

              > Nie zgadzamy się tylko w kwestii że Ty uważasz że każdy musi zostać studentem (
              > bo reszta gorsza?)

              Ja tak uważam? Nie, nie każdy musi i powinien zostać studentem. Ale na pewno kryterium nie jest posiadanie dys, bo dys to nie jest obniżenie intelektu, które oznacza, że poziom zawodówki to maksimum możliwości.

              > i osobą

              Tia wink

              > z dys należy to ułatwić co ja uważam za krzywdzące w> stosunku do osób zwyczajnie
              > mniej utalentowanymi w danym kierunku jak i samych dys.

              Nikt nie ułatwia zostania studentem osobom z dys, ponieważ zazwyczaj osoba z dysortografią na polonistykę się nie wybiera.

              > Z tą różnicą, że dys. mają niezrozumiałe parcie na robienie czegoś, czego zwyczajnie nie
              > potrafią.

              Konkretnie - parcie na co? Czy bohater artykułu chce iść na matematykę stosowaną? Czy opinia o dysortografii oznacza przyjęcie od ręki na polonistykę?
              Na co takiego KONKREKTNIE parcie mają?


              --
              Oddaj 1% na Dom Misi
              ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
              • 26.07.12, 12:34
                > Konkretnie - parcie na co? Czy bohater artykułu chce iść na matematykę stosowan
                > ą? Czy opinia o dysortografii oznacza przyjęcie od ręki na polonistykę?
                > Na co takiego KONKREKTNIE parcie mają?

                Nie odniosłam się bezpośrednio do bohatera artykułu tylko pisałam ogólnikowo. Mój brat na ten przykład ma potwierdzona dysleksję i ludzie dziwili się że postanowił się dalej nie kształcić, wybrał zawodówkę. I na dobre mu to wyszło. Natomiast siostrzenica męża z kilkoma dysfunkcjami, w tym z dostosowaniem się do norm społecznych i z niebywałą nieśmiałością (asperger?) została przez rodziców wysłana do szkoły hotelarskiej gdzie sobie zupełnie nie poradziła (ale udowadniali że dziewczyna jest zupełnie zdrowa).
                reasumując - nie popieram robienia czegokolwiek wbrew własnym predyspozycjom w ramach udowadniania światu własnej idealności.
                --
                >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                • 26.07.12, 12:37
                  I te dwa przykłady pozwalają Ci na uogólnienia, że osoby z dys mają parcie na coś, do czego się nie nadają?
                  --
                  Oddaj 1% na Dom Misi
                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                  • 26.07.12, 12:43
                    Nie. Znam wiele podobnych przykładów i z nich wyciągnęłam wnioski, którymi postanowiłam się tutaj podzielić. Jeśli ktoś (np) nie potrafi liczyć a ambitnie chce zostać konstruktorem to uznam że to nierozsądne, wręcz głupie.
                    --
                    >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                    • 26.07.12, 12:46
                      Ja również. Natomiast dysortografik może być świetnym matematykiem, prawnikiem czy kimkolwiek innym i powinien mieć szanse to zrobić.
                      --
                      Oddaj 1% na Dom Misi
                      ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                      • 26.07.12, 12:57
                        e_r_i_n napisała:

                        > Ja również. Natomiast dysortografik może być świetnym matematykiem, prawnikiem
                        > czy kimkolwiek innym i powinien mieć szanse to zrobić.

                        Dokładnie.
                    • 26.07.12, 17:00
                      mmm, widać, że świetnie sie orientujesz, jak wygląda w dzisiejszych czasach praca inżyniera konstruktora, w tym, jak się dokonuje obliczeń. wiesz, dyskalkulia to może najwyżej przeszkodzić w byciu rachmistrzem, ewentualnie utrudnić pracę takiej sprzedawczyni w sklepie. konstruktor to ktoś, kto zna zasady działania sił (fizyka), i wymyśla konstrukcję,która przeniesie określone obciążenia, a to, co wymyśli, sprawdza za pomocą obliczeń. może sobie wymyślić, niczym Michał Anioł kopułę bazyliki Św. Piotra, a byle asystent mu sprawdzi obliczeniami smile
                      zresztą, nie mam nic przeciwko temu, żeby rzeczywiste możliwości były weryfikowane przez uczelnie wyższe. ale nie rozumiem kasowania ludzi na maturze z powodu niewłaściwego "u".
                      • 26.07.12, 17:41
                        > , co wymyśli, sprawdza za pomocą obliczeń. może sobie wymyślić, niczym Michał A
                        > nioł kopułę bazyliki Św. Piotra, a byle asystent mu sprawdzi obliczeniami smile


                        Tak, srututu kawal drutu, ze tak sie obrazowo wyraze.
                        • 27.07.12, 00:13
                          co doskonale oddaje Twoją orientację w temacie
                  • 26.07.12, 16:02
                    Parcie z reguły maja rodzice niestety.
                    • 26.07.12, 16:08
                      Wiesz, generalnie większość rodziców pewnie chce, żeby ich dzieci były lepsze, nie gorsze.
                      I parcie na więcej, niż możliwe mają rodzice dzieci z dys tak samo, jak rodzice dzieci bez dys, ale i bez szczególność zdolności w jakiejś dziedzinie.
                      --
                      Oddaj 1% na Dom Misi
                      ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                      • 26.07.12, 16:49
                        > Wiesz, generalnie większość rodziców pewnie chce, żeby ich dzieci były lepsze,
                        > nie gorsze.

                        I wielu ma problem z przyznaniem, ze ich dzieci sa po prostu w czyms gorsze. Zamiast tego wymyslaja dysfunkcje. A to dokladnie to samo.
                • 26.07.12, 12:42
                  Podałaś dwa skrajne przypadki. Są osoby, która wprawdzie mają dys, ale stać je na coś więcej niż zawodówka… Czy te osoby powinny iść w ślady Twojego brata? Nie każdy nadaje się do pracy fizycznej.
                  • 26.07.12, 12:50
                    Nie, nie każdy. Dlatego uważam że przymusowe przedmioty na maturze to niesprawiedliwość (piszę to po raz któryś już). A jestem przeciwna niektórym ulgom w czasie matury dlatego, iż nie sposób wtedy stwierdzić czy dana osoba ma problem z jedynie tą dziedziną (tu matematyka). Nie potrafisz liczyć-zdawaj geografię. Jeśli nie idzie ci na biologi, polskim, matematyce i angielskim to nie jesteś dys tylko tłuk.
                    --
                    >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                    • 26.07.12, 12:58
                      chipsi napisała:

                      Nie potrafisz liczyć-zdawaj geografię. Je
                      > śli nie idzie ci na biologi, polskim, matematyce i angielskim to nie jesteś dys
                      > tylko tłuk.

                      A jak komuś dobrze idzie na fizyce, historii, geografii? tongue_out smile
                      • 26.07.12, 13:32
                        Oj tam, przyjmijmy że mam na myśli większość przedmiotów. Bo gdybym wymieniła wszystkie to już nie byłby tłuk tylko debil tongue_out
                        --
                        >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                    • 26.07.12, 13:00
                      chipsi napisała:

                      > Nie potrafisz liczyć-zdawaj geografię. Jeśli nie idzie ci na biologi, polskim, matematyce i
                      > angielskim to nie jesteś dys tylko tłuk.

                      Ciekawe wink
                      A wiesz, że dys może być świetny z polskiego? wink

                      --
                      Oddaj 1% na Dom Misi
                      ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                    • 26.07.12, 14:26
                      > jedynie tą dziedziną (tu matematyka). Nie potrafisz liczyć-zdawaj geografię. Je
                      > śli nie idzie ci na biologi, polskim, matematyce i angielskim to nie jesteś dys
                      > tylko tłuk.

                      Pozwol, ze pociagne ten temat. Skoro osoba majaca trudnosci z zastosowaniem wyuczonych regul to osoba z dysfukcja, to co to w takim razie jest "tluk"? Albo, coby nie przejaskrawiac, co to jest osoba mniej uzdolniona, wolno uczaca sie? Czy klasyczny, nazwijmy to, tluk, nie ma deficytow i dysfunkcji? No chyba ma, bo gdyby nie mial to pisalby przeciez bezblednie, liczyl doskonale i z kazdego przedmiotu bylby dobry, nieprawdaz? A jednak robi bledy, znaczy jest dysfunkcyjny... Czyli

                      Bo ja nie bardzo rozumiem rozroznienie miedzy osoba, ktora "nie umie zastosowac" zasad ortografii, od osoby, ktora nie umie zastosowac zasad ortografii. Jedna i druga napisza dyktando podobnie, wiec dlaczego jedna pisze jako "dys", a druga jako "tluk"? Co odroznia "dys" od "tluka"?
                      • 26.07.12, 14:37
                        d.o.s.i.a napisała:

                        > Bo ja nie bardzo rozumiem

                        To już wiemy.
                        Ale że ja lubię edukować, to proszę:

                        Dysortografia – specyficzne trudności w opanowaniu poprawnej pisowni. Są to trudności w pisaniu przejawiające się popełnianiem różnego typu błędów: typowo ortograficznych, wynikających z nieprzestrzegania znanych uczniowi zasad pisowni, oraz błędów specyficznych, takich jak mylenie liter (zastępowanie), opuszczanie, dodawanie i przestawianie liter i sylab, pisanie liter i cyfr zwierciadlanie. Dysortografię rozpoznaje się uczniów o prawidłowym rozwoju umysłowym, w przypadkach, gdy trudności występują pomimo znajomości zasad pisowni, braku wad zmysłu i zaniedbania psychologicznego, a spowodowane są zaburzeniami opisanych procesów poznawczych i ruchowych oraz ich współdziałania. Dysortografia należy do zespołu zaburzeń określanego jako „dysleksja rozwojowa”.

                        forum.adhd.org.pl/viewtopic.php?t=387&sid=82d5e645f2611cd015380dcfb9eb40b1
                        wikiedu.pl/W/Co-to-jest-dysortografia
                        Poczytaj, zrozum, nie będziesz pisać głupot.

                        --
                        Oddaj 1% na Dom Misi
                        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                        • 26.07.12, 14:50
                          Erin. Ale ja wiem jaka jest definicja dysortografii. Nie wiem tylko czym rozni sie od bycia "tlukiem", jak to ktos okreslil. Potrafisz to wyjasnic?
                          • 26.07.12, 14:56
                            Nie znam definicji tłuka. Twojej definicji.
                            --
                            Oddaj 1% na Dom Misi
                            ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                            • 26.07.12, 15:16
                              > Nie znam definicji tłuka. Twojej definicji.

                              Ja nie mam zadnej, bo dla mnie sa ludzie z roznymi zdolnosciami, jednemu przychodzi to latwiej, a tamto trudniej, ale takie jest zycie.

                              To Ty probujesz udowodnic, ze Twoje dziecko nie jest zwyczajnie niezdolne w czymstam tylko ma jakas dysfunkcje, a oprocz tego jest genialne. A ja sie Ciebie tylko pytam jakie, w takim razie sa dzieci, ktore nie maja papierka, a tez slabo sie ucza, sadza bledy i nie umieja rozwiazac zadan z matematyki. Bo skoro dysfunkcja skutkuje niedolnoscia. To czym jest w takim razie sama niezdolnosc, jak nie dysfuncja i na tej zasadzie wszyscy zle uczacy sie uczniowie to dzieci dysfunkcyjne.
                              • 26.07.12, 15:25
                                Ja niczego nie próbuję udowodnić - moje dziecko nie jest genialne. Jest niezłym uczniem ze sporymi możliwościami. Do genialności mu daleko. I dobrze. Zdecydowanie preferuję harmonijny rozwój - wybitność w jednym zazwyczaj skutkuje problemami w czymś innym.
                                Dysortografia, którą ma moje dziecko, to problem z zastosowaniem ZNANYCH reguł w praktyce. Osoba nieumiejąca reguł jest niedouczona.
                                Co nie znaczy, że jest tłukiem czy jak Ty to określasz.
                                Jak się nauczy, to zastosuje i po problemie. Jak się nauczy i nie będzie umiała zastosować, to może też ma dys.
                                Ot i cała filozofia.
                                --
                                Oddaj 1% na Dom Misi
                                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                                • 26.07.12, 15:57
                                  > Dysortografia, którą ma moje dziecko, to problem z zastosowaniem ZNANYCH reguł
                                  > w praktyce.

                                  ale co to znaczy "zastosowanie znanych regul" przy okazji pisania? Jak to sie w praktyce robi? I pokaz mi osobe, ktora to robi. Albo sie wie jak napisac wyraz, albo nie. Zeby sie nauczyc pisowni trzeba ja widziec (czytac) i uzywac (pisac) wielokrotnie. To nie jest kwestia nauczenia regul, tylko oczytania i praktyki.

                                  > Dysortografia, którą ma moje dziecko, to problem z zastosowaniem ZNANYCH reguł
                                  > w praktyce. Osoba nieumiejąca reguł jest niedouczona.

                                  Ja nie znam regul, a pisze poprawnie. To znaczy, ze jestem niedouczona?
                                  Przysiegam, ze nie mam pojecia w jaki sposob znanie regul pomaga w poprawnym pisaniu. Oczywiscie wiadomo, ze "uje sie nie kreskuje", albo cos tam sie wymienia na cos, ale do regul uciekam sie tylko wtedy gdy NIE WIEM jak cos napisac i probuje to wykombinowac. Twoje dziecko najwidoczniej nawet nie zadaje sobie trudu.

                                  I ponawiam pytanie. Skad wiesz, ze rojace sie od bledow ortograficznych wypracowanie "tluka" to wynik niedouczenia? W jaki sposob to okreslasz?
                                  • 26.07.12, 16:06
                                    d.o.s.i.a napisała:

                                    > ale co to znaczy "zastosowanie znanych regul" przy okazji pisania? Jak to sie w
                                    > praktyce robi? I pokaz mi osobe, ktora to robi. Albo sie wie jak napisac wyraz
                                    > , albo nie. Zeby sie nauczyc pisowni trzeba ja widziec (czytac) i uzywac (pisac
                                    > ) wielokrotnie. To nie jest kwestia nauczenia regul, tylko oczytania i praktyki

                                    Ciekawe więc dlaczego podstawową nauką ortografii jest nauka reguł.
                                    Dzieci masz chyba małe - poczekaj do początku podstawówki, może co nieco się douczysz.

                                    > Ja nie znam regul, a pisze poprawnie. To znaczy, ze jestem niedouczona?

                                    Owszem.

                                    > Twoje dziecko najwidoczniej nawet nie zadaje sobie trudu

                                    A w jaki sposób Ty 'zadajesz sobie trud' stwierdzenia, że coś jest poprawnie napisane?
                                    Dziecko z dysortografią może milion razy widzieć i pisać wyraz, po czym za milion pierwszym nadal napisze z błędem.
                                    Ja Tobie milion któryś raz piszę, że dysortografia to nie nieuctwo i niechciejstwo - widać tłuk jesteś, bo nie przyswajasz.

                                    > I ponawiam pytanie. Skad wiesz, ze rojace sie od bledow ortograficznych wypraco
                                    > wanie "tluka" to wynik niedouczenia? W jaki sposob to okreslasz?

                                    Ja nie wiem. Nie oceniam niczyich prac. Wiem, że dziecko na poziomie kolejnych lat edukacji powinno znać kolejne zasady ortografii (polecam - podstawa programowa) i nauczyciel widzący, że dziecko ich nie zna, odpowiednio je ocenia. Ja tego nie robię, nie jestem polonistką.

                                    --
                                    Oddaj 1% na Dom Misi
                                    ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                                    • 26.07.12, 16:47
                                      > Ciekawe więc dlaczego podstawową nauką ortografii jest nauka reguł.

                                      Bo dobrze miec cos uporzadkowane w glowie i wiedziec DLACZEGO cos sie pisze tak, a nie inaczej, skad sie cos wzielo. Reguly mozna uzyc gdy ma sie watpliwosci co do pisowni i TRZEBA ich uzyc gdy ma sie trudnosci z ortografia.
                                      Ale na Boga, nie nauczysz sie ortografii z samych zasad i regul. Ortografie sie cwiczy poprzez oczytanie i powtarzanie.

                                      > Owszem.

                                      Git, no to jestem nieuk smile Ale pisze poprawnie i nie mam dysfunkcji. Tylko dlaczego Twoje dziecko ma miec taka sama ocene jak ja?

                                      > Dziecko z dysortografią może milion razy widzieć i pisać wyraz, po czym za mili
                                      > on pierwszym nadal napisze z błędem.

                                      Dlatego musi sie nauczyc sprawdzac po sobie.

                                      • 26.07.12, 22:41
                                        Bardzo lubię nieść kaganek oświaty, ale tak samo bardzo nie lubię walić głową w mur. Mur niemyślenia, nierozumienia, żeby nie powiedzieć głupoty.
                                        Oby Twoje dzieci nie miały żadnych problemów - matka myśląca o nich 'tłumoki' to niefajna sprawa.
                                        Dla mnie EOT.
                                        --
                                        Oddaj 1% na Dom Misi
                                        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                              • 26.07.12, 16:49
                                Te z lepszych domów dostaja orzeczenia, te z gorszych dostają łatke tłuka uncertain
                                • 26.07.12, 16:51
                                  > Te z lepszych domów dostaja orzeczenia, te z gorszych dostają łatke tłuka uncertain

                                  DOKLADNIE!
                                  • 26.07.12, 17:15
                                    a nie, ja to wyżej skomentowałam, ale powtórzę: te dzieci, które mają myślących rodziców i nauczycieli, mają szansę zostać zdiagnozowane, dostają wsparcie i mogą się rozwijać mimo dysfunkcji. te, które tego szczęścia nie mają, lądują w zawodówce i zostają spawaczem.
                              • 26.07.12, 17:14
                                d.o.s.i.a napisała:

                                A ja sie Ciebie t
                                > ylko pytam jakie, w takim razie sa dzieci, ktore nie maja papierka, a tez slabo
                                > sie ucza, sadza bledy i nie umieja rozwiazac zadan z matematyki. Bo skoro dysf
                                > unkcja skutkuje niedolnoscia. To czym jest w takim razie sama niezdolnosc, jak
                                > nie dysfuncja i na tej zasadzie wszyscy zle uczacy sie uczniowie to dzieci dysf
                                > unkcyjne.


                                Wtrącę się. Jak była w podstawówce (w 4 może w 5 klasie) duża cześć moich znajomych ze szkoły zostałą przebadana pod kątem sys. To były dzieci mające problem z ortografią i w ogóle z nauką + jeszcze osoby, które zostały wysłane przez rodziców. Wyobraź sobie, że tylko u dwóch osób stwierdzono dys, a problemy reszty były spowodowane czymś zupełnie innym: mniejszymi zdolnościami etc. Nie można porównywać osób z dys do osób mniej zdolnych, bo to dwie różne bajki. Zwykle osoba z dys. jest inteligentniejsza i zdolniejsza od osoby tzw. „normalnej” bez żadnego problemu – to nie jest mój wymysł, takie są fakty, więc nie oburzaj się, bo prawdy nie zmienisz. znałam dyslektyków laureatów rożnych konkursów, oni swoich rywali (najczęściej byli to najlepsi uczniowie) zostawiali daleko w tyle. Miałam w klasie chłopaka z dys, które wprawdzie miała duże problemy z ortografią, ale też ogromny talent literacki; jakie on wspaniałe wypracowania pisał, wiersze coś wspaniałego, nikt tak nie pisał. A najlepsza uczennica mająca 5 i 6, pisała wypracowania bez żadnego błędu, wszystko było na swoim miejscu: idealnie postawiony przecinek, kropka, myślnik, bogate słownictwo etc. i wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że jej wypracowania i wiersze były śmiertelnie nudne, nie miała za grosz wyobraźni, kreatywności. Zresztą ona taka już byłą, nauka przychodziła jej łatwo, ale los (zwał jak zwał) poskąpił jej kreatywności, dowcipu, wyobraźni, pasji i kilku innych rzeczy. To, że ktoś ma 5 i 6 nie oznacza, że jest osoba wybitną,a osoba, która ma gorsze stopnie jest mniej zdolna.
                                • 26.07.12, 17:31
                                  Piszesz ze z dużej ilości osób przebadanych było tylko 2 dyslektyków. A teraz w klasach zadzaja się ilości 30-50% osób z zaświadczeniami. Wniosek z tego że sporo tych nowych dyslektyków jest pewnie z tej puli mniej zdolnych.
                                  Psycholodzy tez z czegos muszą życ wink Wychodzą może z założenia że lepiej dac jałmuzne 9 oszustom niz pomiąć jednego potrzebującego wink
                                  • 26.07.12, 18:01
                                    przeciwcialo napisała:

                                    > Piszesz ze z dużej ilości osób przebadanych było tylko 2 dyslektyków. A teraz w
                                    > klasach zadzaja się ilości 30-50% osób z zaświadczeniami. Wniosek z tego że sp
                                    > oro tych nowych dyslektyków jest pewnie z tej puli mniej zdolnych.

                                    Utrzymuje kontakt z kilkoma szkołami i liczba osób z dys. jest bez zmian. Owszem zdarzają się patologie, jak zawsze. Co do 30 - 50 %, to jeśli klasa jest mała kilkunastoosobowa lub nawet kilkuosobowa, nie dziwie się, ze mogą być takie liczby. Trzeba też wspomnieć o tym, że osób z dys będzie więcej, bo obecnie lepiej/łatwiej się ją diagnozuje, bo wiedza o tych przypadłościach jest większa niż kilkanaście lub kilka lat temu i więcej osób poddaje się badaniom. Duży wpływ na rosnąca ilość dys ma to, że ludzie rodzą się coraz słabsi.

                                    > Psycholodzy tez z czegos muszą życ wink Wychodzą może z założenia że lepiej dac j
                                    > ałmuzne 9 oszustom niz pomiąć jednego potrzebującego wink

                                    Jeśli ktoś dał "jałmużna" to w przyszłości wyjdzie to w praniu, bo na różnych etapach kształcenia weryfikuje się opinie o dys. Nie robi się tego w jednym ośrodku i nie tak łatwo "przerobić" kogoś na dys., bo jeśli pani Kowalska da tym 9 osobom jałmużnę w postaci oświadczenia o dys., a inne pani (dys nie stwierdza jedna osoba) stwierdza, że problemy tych osób nie są spowodowane dys., to pani Kowalska może mieć nie za ciekawą sytuację...
                                    A specjaliści "trzepią" kasę na czymś innym, przecież każda szanująca się osoba musi chodzić do psychologa, grac w golfa, jeździć konno etc. smile Nie słyszałaś o tej modzie?
                                    • 26.07.12, 18:07
                                      Kruk krukowi oka nie wykole kazda grupa zawodowa trzyma sie razem. Juz widzę jak jeden psycholog daje opinie o dysleksji a drugi ja zabiera wink
                                      • 26.07.12, 18:39
                                        przeciwcialo napisała:

                                        > Kruk krukowi oka nie wykole kazda grupa zawodowa trzyma sie razem. Juz widzę ja
                                        > k jeden psycholog daje opinie o dysleksji a drugi ja zabiera wink

                                        To mało widzisz smile
                                        • 26.07.12, 18:54
                                          mnemozyne.nemezis napisała:

                                          > przeciwcialo napisała:
                                          >
                                          > > Kruk krukowi oka nie wykole kazda grupa zawodowa trzyma sie razem. Juz wi
                                          > dzę ja
                                          > > k jeden psycholog daje opinie o dysleksji a drugi ja zabiera wink
                                          >
                                          > To mało widzisz smile

                                          I jeszcze jedno. Jest dużo specjalistów, a mało miejsc pracy, więc nie mówiłabym o solidarności, każdy dba o własny "ogródek" smile
                                      • 26.07.12, 22:48
                                        To mało wiesz.
                                        --
                                        Oddaj 1% na Dom Misi
                                        ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                                  • 26.07.12, 22:47
                                    Dys diagnozuje się zazwyczaj w poradni państwowej, a tam psychologowie mają zdecydowanie dużo do roboty bez diagnozowania dys. To raz.
                                    Dwa - patrząc na klasy dzieciaków (a rozmawia się o różnych rzeczach ze znajomymi), rozmawiając z polonistami stwierdzam, że jakiegoś oceanu opinii nie ma.
                                    --
                                    Oddaj 1% na Dom Misi
                                    ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                                • 26.07.12, 17:39
                                  > ziców. Wyobraź sobie, że tylko u dwóch osób stwierdzono dys, a problemy reszty
                                  > były spowodowane czymś zupełnie innym: mniejszymi zdolnościami etc.

                                  Ale OK. Niech beda dys, tylko CO TO ZMIENIA? Czy dzieci z "mniejszymi zdolnosciami" nie musza ciezko pracowac? skoro maja mniejsze zdolnosci to chyba tym bardziej sa dys, nieprawdaz?

                                  > blemy z ortografią, ale też ogromny talent literacki; jakie on wspaniałe wyprac
                                  > owania pisał, wiersze coś wspaniałego, nikt tak nie pisał. A najlepsza uczennic
                                  > a mająca 5 i 6, pisała wypracowania bez żadnego błędu,

                                  Bo to byly dwie rozne osoby, z dwoma roznymi mozgami i dwoma roznymi zestawami uzdolnien. Dlaczego uczen z dysortografia ma miec fory na egzaminie, a najlepsza uczennica musi sie uczyc wiecej?
                                  • 26.07.12, 18:38
                                    d.o.s.i.a napisała:

                                    > Ale OK. Niech beda dys, tylko CO TO ZMIENIA? Czy dzieci z "mniejszymi zdolnosci
                                    > ami" nie musza ciezko pracowac?

                                    A kto powiedział, że takie dzieci nie muszą ciężko pracować?

                                    skoro maja mniejsze zdolnosci to chyba tym bard
                                    > ziej sa dys, nieprawdaz?
                                    >

                                    A Ty ciągle to samo. Dys nie ma nic wspólnego z tzw. "mniejszymi zdolnościami", ani w ogóle zdolnościami! Nie jedna osoba Ci to tłumaczyła, a Ty nadal swoje. Zastanawiam się, czy Ty może masz problem z czytaniem ze zrozumieniem, co jest dość powszechne, czy po prostu nie potrafisz myśleć, a może jesteś trak zadufana w sobie, że nie dopuszczasz myśli, że prawda może być inna, nie po Twojej myśli.

                                    >
                                    > Bo to byly dwie rozne osoby, z dwoma roznymi mozgami i dwoma roznymi zestawami
                                    > uzdolnien.


                                    Dlaczego uczen z dysortografia ma miec fory na egzaminie, a najlepsz
                                    > a uczennica musi sie uczyc wiecej?

                                    Wiesz jaka jest prawda? wiesz kto ma najbardziej lajtową sytuację? Ci najlepsi, bo nawet jak im się coś nie uda, to inni potrafią przymknąć na to oko, bo przecież "Ola mogła mieć zły dzień". Szkoda tylko, że te dni przechodzą w tygodnie, miesiące, a nawet lata i nadal na taka Olę patrzy się przez pryzmat dawnych dziejów, które z nową sytuacją mają niewiele wspólnego.
                                    Wspomniana koleżanka miała niemały problem z historią: nie potrafiła nauczyć się dat, myliła postacie i wyobraź sobie, że miała ułatwienia, bo "ona jest dobra uczennicą", można przymknąć oko "na drobne niedoskonałości", co z tego, że myliła wojnę 7letnią z 30letnią , Marie Teresę z Katarzyną Wielką i odwrotnie. Co z tego i tak miała 5, bo pani się litowała. To samo było z muzyką, techniką, plastyką beztalencie, bez jakiejkolwiek wrażliwości na sztukę, ale miała 5 choć osoby w podobnej sytuacji miały 3. Dobrze pamiętam, co było: ja na swoją 5 z his pracowałam cały rok: pisałam dodatkowe prace, każdy sprawdzian na 5, brałam udział w konkursach etc. a ona na koniec szkoły dostała 5 za to, że się popłakała, a kobieta od historii miała zbyt miękkie serce. Dlaczego są równi i równiejsi? Dlaczego inni nie mieli takich luksusów. Bo jak to powiedziałaś "Bo to byly dwie rozne osoby, z dwoma roznymi mozgami i dwoma różnymi zestawami uzdolnień"? Co z tego, że ona potrafiła wykuć na pamięć cały podręcznik od biologii i wyrecytować go jak wiersz, jeśli z niektórych przedmiotów była "lewa"? Punkt widzenia zależy od punku siedzenia smile Dlaczego wszyscy mówią o luksusach dys (swoja drogą, gdzie są te luksusy?) jeśli w każdej klasie są "święte krowy" (nie mówię o dys.), których nie powinno się ruszać i które koniecznie muszą dostać 5, bo inaczej się rozpłaczą, skoczą z mostu lub przyprowadza wściekłą mamusię: '"jak to moja córunia dostała 3?! Niemożliwe! Na pewno dostała 5, tylko pani się pomyliła", lub "pani się uwzięła".

                                    • 26.07.12, 18:51
                                      > A kto powiedział, że takie dzieci nie muszą ciężko pracować?

                                      No, ale dlaczego w takim razie nie dostana papierka o jakiejs dys, skoro maja mniejsze zdolnosci. No jak mozna od nich wymagac tyle samo, jesli maja mniejsze zdolnosci??

                                      > A Ty ciągle to samo. Dys nie ma nic wspólnego z tzw. "mniejszymi zdolnościami",
                                      > ani w ogóle zdolnościami!

                                      No jak nie, jak tak? Nie rozrozniam cyfr - nie mam zdolnosci matematycznych. Nie rozrozniam "ó" od "u", nie mam zdolnosci ortograficznych. Brak zdolnosci to wlasnie dysfunkcja i odwrotnie, no nie ma zmiluj.

                                      > Wspomniana koleżanka miała niemały problem z historią: nie potrafiła nauczyć si
                                      > ę dat, myliła postacie i wyobraź sobie, że miała ułatwienia, bo "ona jest dobra
                                      > uczennicą", można przymknąć oko "na drobne niedoskonałości", co z tego, że myl
                                      > iła wojnę 7letnią z 30letnią , Marie Teresę z Katarzyną Wielką i odwrotnie.

                                      No alez przeciez to jest klasyczny przyklad dyshistorii! Ja tak mialam i mam dalej - no ni w zab nowych nazw, numerow telefonicznych, dat, no zabij, pamietam tylko bitwe pod Grunwaldem. Uwazasz, ze mialam fory na historii z tego powodu? Gucio - uczylam sie rozdzialu na pamiec korzystajac z tego, ze chociaz pamiec mam dobra i fotograficznie moge cos tam zapamietac, szlam do tablicy i przypominalam sobie co bylo na jakiej stronie, pod ktorym obrazkiem i dostawalam jakis tam stopien. A nie prosilam matke o zalatwienie zaswiadczenie o dyshistorii. A z pewnoscia daloby sie to udowodnic.

                                      > ział w konkursach etc. a ona na koniec szkoły dostała 5 za to, że się popłakała
                                      > , a kobieta od historii miała zbyt miękkie serce.

                                      No, ale podajesz jeden taki przyklad, czego to dowodzi, ze ktos sie poplakal i dostal stopien. Nie o tym ta dyskusja.

                                      > : ja na swoją 5 z his
                                      > pracowałam cały rok:

                                      Kochana, ja kulam na pamiec a i tak ledwo 4 wyciagnelam i to w jednej klasie. Ogrom pracy jaki w to wlozylam w porownaniu z matma to byl jak praca w kolchozie, a mimo to 5 nigdy nie dostalam, z historii nic nie pamietam. No dyshistoria jak nic.
                                      • 26.07.12, 19:24
                                        „No, ale dlaczego w takim razie nie dostana papierka o jakiejs dys, skoro maja mniejsze zdolnosci. No jak mozna od nich wymagac tyle samo, jesli maja mniejsze zdolnosci??”

                                        Bo dys to coś zupełnie innego? Może powinnaś poczytać o różnych dys.?

                                        „No jak nie, jak tak? Nie rozrozniam cyfr - nie mam zdolnosci matematycznych. Nie rozrozniam "ó" od "u", nie mam zdolnosci ortograficznych. Brak zdolnosci to wlasnie dysfunkcja i odwrotnie, no nie ma zmiluj.”

                                        Akurat mało, który dys ma problem z „ó” i z „u”. Dys to nie tylko takie problemy. Dys nie robią błędów ciągle i zwykle są to błędy typu: mylenie b z p, d z b, m z w; przestawianie liter, wyrazów etc. Natomiast osoba, która nie ma dys, a ma problemy z ortografią, cały czas robi błędy, typu właśnie ó z u, z z rz etc. . Zresztą różnicę można dostrzec tez na innych ‘polach”.

                                        „No alez przeciez to jest klasyczny przyklad dyshistorii! Ja tak mialam i mam dalej - no ni w zab nowych nazw, numerow telefonicznych, dat, no zabij, pamietam tylko bitwe pod Grunwaldem. Uwazasz, ze mialam fory na historii z tego powodu? Gucio - uczylam sie rozdzialu na pamiec korzystajac z tego, ze chociaz pamiec mam dobra i fotograficznie moge cos tam zapamietac, szlam do tablicy i przypominalam sobie co bylo na jakiej stronie, pod ktorym obrazkiem i dostawalam jakis tam stopien. A nie prosilam matke o zalatwienie zaswiadczenie o dyshistorii. A z pewnoscia daloby sie to udowodnic.”

                                        Nie ma czegoś takiego jak „dyshistoria”

                                        „No, ale podajesz jeden taki przyklad, czego to dowodzi, ze ktos sie poplakal i dostal stopien. Nie o tym ta dyskusja.”


                                        Ale o tym, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a Ty nadal nie potrafisz lub nie chcesz zrozumieć prostych rzeczy. Ale to nie moja wina.

                                        „Kochana, ja kulam na pamiec a i tak ledwo 4 wyciagnelam i to w jednej klasie. Ogrom pracy jaki w to wlozylam w porownaniu z matma to byl jak praca w kolchozie, a mimo to 5 nigdy nie dostalam, z historii nic nie pamietam. No dyshistoria jak nic.”


                                        Myślę, że w tym przypadku powinnaś zjeść puszkę kukurydzy, bo jak to mówią „angielska kukurydza – największy przysmak angielskiej kuchni - jest dobra na wszystko: na reumatyzm, ina lunatyzm, i na dyshistorię” . A nuż Cię oświeci i spłynie na Ciebie kukurydziana mądrość smile I tym wesołym akcentem pragnę zakończyć z Tobą tę jakże wesołą i mądrą dyskusję smile
                                        • 26.07.12, 22:51
                                          mnemozyne.nemezis napisała:

                                          > Myślę, że w tym przypadku powinnaś zjeść puszkę kukurydzy, bo jak to mówią R
                                          > 22;angielska kukurydza – największy przysmak angielskiej kuchni - jest d
                                          > obra na wszystko: na reumatyzm, ina lunatyzm, i na dyshistorię” . A nuż C
                                          > ię oświeci i spłynie na Ciebie kukurydziana mądrość smile I tym wesołym akcentem
                                          > pragnę zakończyć z Tobą tę jakże wesołą i mądrą dyskusję smile

                                          You made my day big_grin

                                          --
                                          Oddaj 1% na Dom Misi
                                          ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                • 26.07.12, 12:45
                  > Nie odniosłam się bezpośrednio do bohatera artykułu tylko pisałam ogólnikowo. M
                  > ój brat na ten przykład ma potwierdzona dysleksję i ludzie dziwili się że posta
                  > nowił się dalej nie kształcić, wybrał zawodówkę. I na dobre mu to wyszło. Natom
                  > iast siostrzenica męża z kilkoma dysfunkcjami, w tym z dostosowaniem się do nor
                  > m społecznych i z niebywałą nieśmiałością (asperger?) została przez rodziców wy
                  > słana do szkoły hotelarskiej gdzie sobie zupełnie nie poradziła (ale udowadnial
                  > i że dziewczyna jest zupełnie zdrowa).
                  > reasumując - nie popieram robienia czegokolwiek wbrew własnym predyspozycjom w
                  > ramach udowadniania światu własnej idealności.


                  Nie no super, wiesz czasami brak ambicji lub lenistwo i dys idą w parze heheh vide Twój brat.
                  Ja mam orzeczoną dysortografię, jeszcze w latach 90, wielokrotnie powtarzane badanie! Dramat, że kogoś takiego do matury dopuścili. Dziś jestem inżynierem, a ten tekst pisałam w edytorze smile Brat podobnie, tylko,że dr fizyki jest. Btw, ZA i dys???? Poczytaj, zanim zaczniesz te teorie glosić.
                  • 26.07.12, 13:39
                    Dlaczego dramat? Masz dysortografię, zostałaś inżynierem, witaj w klubie! Też nie wybrałaś się na polonistykę itp, prawda? W czym problem?
                    A że mój brat wolał zostać spawaczem niż dr fizyki to ma czuć się gorszy niż Twój? Chodzi o to że także nie wybrał zawodu, w którym dysleksja by mu przeszkadzała.
                    Więc wyjaśnij mi słonko o czym mam poczytać zanim napiszę rzecz oczywista?
                    --
                    >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                    • 26.07.12, 14:29
                      1. Co to jest dys-?
                      2.Czym jest zespół Aspergera?
                      Twój brat wybrał zawód i jest w nim dobry i w zyciu spełniony, jak mniemam . Czy sam wybrał, bo chciał?Czy miał możliwość pójść w innym kierunku,tylko rozważył za i przeciw?
                      Sprawa druga:język polski jest przedmiotem obowiązkowym na maturze, matma nie była w moich czasach. Tylko,żeby przystąpić do egzaminów na politechnike, UWAGA,musiałam zdać maturę z polskiego.A Ty napisałaś w innym wątku:" Ma taki problemy z pisaniem niech zostanie murarzem, zapewne zarobi więcej niż polonista. Gdzie jest napisane że musi zdać maturę?". KAŻDY,kto chce pójść na studia. Mój brat też usłyszał to niejednokrotnie (obok tumanów,tłuków i idiotów oraz ciągnięcia za ucho przez polonistke w latach 80), ja tylko raz. Nie czujesz,że jest to cholernie krzywdzące?? Zgadzam się z Toba natomiast co do obowiązkowych przedmiotów na maturze. Ale tu raczej system szkolnictwa działać powinien.
                      TAK, niektóre Panie mają rację,że zaświadczenie łatwo dostać i traktować to jako L4, w 1 LO byłam w klasie jedna, pod koniec 3 były już 4 osoby, czyli zdiagnozowane 17-18-latki...przykre
                      • 26.07.12, 14:52
                        Nie muszę tego czytać. Brat ma dysleksję, córka aspergera a ja, podobnie jak Ty jestem inżynierem z dysortografią smile Widzę jednak że nie czytałaś całego wątku (też się nie dziwię). Wiem że upraszczam sprawę w moich wypowiedziach stąd murarz zamiast studiów. Generalnie uważam że wiele osób nie przyjmuje do wiadomości swojej, jakby nie było ułomności i z uporem maniaka robi coś czego zwyczajnie nie potrafi.
                        --
                        >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                        • 26.07.12, 16:37
                          Czytałam ten wątek i Twoje w nim opinie. Info o córce i sobie ujawniasz w tym wpisie. Nie wiem,kim jesteś,bo nie znam całej Twojej historii, wybacz.
                          Tak,system jest do d...,tak wybór przedmiotów na maturze załatwiłby sprawe, tak mnóstwo jest nieuków,leni i debili- rodziców,którzy mają to gdzieś.Tak, da się załatwić zaświadczenie i mieć spokój i to powinno być weryfikowane lepiej, skuteczniej. Dzięki za dyskusję.
            • 26.07.12, 15:29
              Gdyby na świadectwie obok oceny był wpis o dysleksji czy innym problemie to pewnie zamykałoby to droge na niektóre kierunki ale na to dysfunkcyjni nie chcą sie zgodzic wink A i liczba problemowej młodziezy pewnie spadłaby do tych naukowo udowodnionych ok.5%.
              • 26.07.12, 15:38
                Nie widzę problemu z wpisywaniem na świadectwie dys.
                --
                Oddaj 1% na Dom Misi
                ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
                • 26.07.12, 16:04
                  W linkowanym artykule jest inaczej wink
                  • 26.07.12, 16:06
                    Linkowany artykuł o mnie nie jest, o ile mi wiadomo.
                    --
                    Oddaj 1% na Dom Misi
                    ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
              • 27.07.12, 09:12
                Może wtedy odpuścili by ci, którzy dys maja TYLKO na papierku i nie psuli opinii tym, którzy problem maja naprawdę. Niestety prawda wygląda tak że każdy nieuk zasłania się opowieściami o dysleksji itp. co rzuca raczej negatywny obraz na osoby z rzeczywistą dysfunkcja. To tak jak z ADHD. Teraz każdy rozpuszczony bachor "ma" ADHD - tzn tak tłumaczą to jego rodzice. Ale to już inna bajka.
                --
                >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                • 27.07.12, 09:35
                  Ale powiedzieć można wszystko - aby mieć opinię o dys, ważna opinię o dys, trzeba sporo zrobić. A wystarczy lekko popytać takie osoby szafujące informacjami o dys o pewne rzeczy i wychodzi, czy problem faktyczny, czy 'załatwiony', albo nieudokumentowany.

                  --
                  Oddaj 1% na Dom Misi
                  ZOSTAŃ DAWCĄ SZPIKU
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.