• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

proszone przyjęcie a pomaganie w kuchni Dodaj do ulubionych

  • 13.08.12, 12:14
    Nie chcę zaśmiecać innego wątku, ale chciałabym poznać Wasze zdanie na taki temat.
    Jak to jest u Was - jeśli zapraszacie gości na przyjęcie - nie jakiegoś grilla z papierowymi tackami i plastikowymi widelczykami, tylko takie przy stole z obrusem, porcelaną i ciocią Władziąwink - czy oczekujecie, że ci goście będą Wam pomagać w kuchni?
    Ja, przyznam szczerze, nie. I to bardzo nie. A okazuje się, że są osoby, dla których niepomaganie w kuchni i nieprzyjście z własnym ciastem (sto razy piękniejszym niż moje) równałoby się z plamą na honorze. Nie mówię oczywiście o pytaniu "czy pomóc Ci w kuchni?", które sama zadaję, jak jestem u kogoś. Ale zadawszy je, postępuję według udzielonej odpowiedzi. Jak jest z tym w Waszych środowiskach?

    Z tego co wiem, klasyczny savoir-vivre każe gospodarzowi znieść wszystko, co wymyśli gość, więc wyprosić z tej kuchni, jak już ktoś się w niej rządzi nie można.
    Zaawansowany formularz
    • 13.08.12, 12:22
      > Jak to jest u Was - jeśli zapraszacie gości na przyjęcie - nie jakiegoś grilla
      > z papierowymi tackami i plastikowymi widelczykami, tylko takie przy stole z obr
      > usem, porcelaną i ciocią Władziąwink - czy oczekujecie, że ci goście będą Wam po
      > magać w kuchni?

      nie.
      aczkolwiek mam takich znajomych jednych ktorzy by zwariowali jakby choc troche nie pomogli, wiec zostawiam im cos do zrobienia, w stylu przed obiadem zaniesienie przygotowanej sałatki na stół i znalezienie jej miejsca na nim, a po obiedzie zebranie zamówien na kawe i herbate wink
      • 13.08.12, 16:34
        Już notuję w pamięci. Wymyślić zadania. Zebranie zamówień na kawę i herbatę, zaniesienie potraw na stół. Normalnie jak dzieciom, ale to może być skuteczne również w przypadku starszychsmile
        • 14.08.12, 00:13
          no ja wiem ze to zabawnie brzmi smile ale oni, a zwłaszcza ona taka jest, normalnie jak Wicia i Jadźka. "pomóc Ci" - "nie, dam rade" - "no to Ci pomoge". no musze jej dac jakies zadanie bo mnie zameczy smile
          jak jest duzo czasu do rozpoczecia przyjecia to np daję serwetki zeby poskładali ładnie i poukładali na talerzach, albo łyżeczki do deserów zeby przetrzec i poukładac. po obiedzie tez np prosiłam kiedys zeby pozbierali szklanki i kieliszki i przyniesli do kuchni...
    • 13.08.12, 12:46
      Jesli zapraszam na przyjecie, np z okazji urodzin czy imienin to absolutnie nie chce pomagania ani nawet przyslowiowej salatki.
      Ciasto (tort czy inne) tylko po wczesniejszym uzgodnieniu ze mna (mam kolezanke, ktora super piecze i zwykle sie umawiamy, ze ona mi w prezencie upiecze tort, obie strony sa zadowolone z takiego rozwiazania).

      Natomiast jesli robimy jakas impreze bez okazji, to kazdy przynosi cos (salatke, ciasto, alkohol czy chocby chipsy) i wtedy jakos tak mniej formalnie jest wiec zwykle po imprezie jedna osoba pakuje do zmywarki naczynia, ktore znosi reszta, jedna osoba pakuje i wyrzuca smieci a reszte to juz gospodarze ogarniaja (czyli np pochowanie pozostalego jedzenia itp).
    • 13.08.12, 14:31
      Trudno powiedziec, ze oczekuje, ale goscie (gosciowy znaczy sie wink) zawsze pomagaja.
      Ja tez pomagam u kogos. I szczerze myslalam, ze czasy, kiedy goscie siedza sztywno na krzeslach, a gospodarze lataja wokol nich jak lokaje, juz minely wink.

      Przeciez to nie jest jakas harowa, nikt nie kaze gosciom szorowac parkietow, ale jak przy kolejnym drinku czy lampce wina pomoga poznosic naczynia i pokroic ciasta, to jest szybciej i milej IMO.
      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
      Charty
      • 13.08.12, 15:54
        Nikomu nigdy nie proponuje swojej pomocy w kuchni,jak ktoś mnie czasami poprosi sam to mój facet już wie,że jestem zła i idzie za mnie wykonać co tam komuś się uwidzialo, u siebie robie przyjęcia ale jedzenie zamawiam i zatrudniam dwóch kelnerów koszt żaden a święty spokój,nie robi się przyjęć po to żeby stać w kuchni z grami tylko spotkać się i pogadać z ludźmi.
    • 13.08.12, 14:40
      O ile to nie sa jakies bliskie osoby jak mama, siostra, przyjaciółka, to nie lubię żadnego pomagania w kuchni. Ja sama rzadko gotuję i nie czuję się w kuchni zbyt pewnie. Na bardziej oficjalnym przyjęciu ostatnim czego potrzebuję jest obecność w kuchni osób trzecich.
      Będąc u kogoś, proponuję pomoc i stosuję się do instrukcji gospodyni. Nie jestem z tych co się wyrywają nieproszone do domowych czynności. Właśnie dlatego, że sama też wolę jak gość siedzi, rozmawia i zapleczem się nie interesuje.
      • 13.08.12, 15:17
        nie czuję się w kuchni
        > zbyt pewnie. Na bardziej oficjalnym przyjęciu ostatnim czego potrzebuję jest ob
        > ecność w kuchni osób trzecich.
        Uświadomiłaś mi, że chyba z tym właśnie mam problemwink Wprawdzie gotuję często, ale nie dla takiej liczby osób. Tylko jaka jest typowa reakcja kobiety na czyjąś niepewność? Oczywiście trzeba POMÓC.
        • 13.08.12, 15:50
          Bardzo nie lubię pomocy w kuchni. Szczególnie znoszenia brudnych naczyń i ogólnie jakiegoś sprzątania. Jakoś mi głupio w takich sytuacjach. Trudno to wytłumaczyć ale głupio mi, ze goście sprzątają. Przygotować i podać też wolę sama a właściwie z mężem bo zazwyczaj mi pomaga a tak naprawdę sam przygotowuje większość dań na imprezy. Umie to robić i lubi.
          • 13.08.12, 16:12
            Nie lubię jak ktoś mi się po kuchni pałęta (zazwyczaj mówię idź sobie usiądź, ja zaraz przyjdę) i nie przyjmuję deklaracji pomocy. Gości na dłużej nie zostawiam samych. Lepiej wiem gdzie co ma stać i przed przyjęciem przygotowuję sobie wg własnej wygody i kolejności wydawania. Zwariowałabym gdyby ktoś mi to poprzestawiał.
            A gdyby ktoś mi ciagle przynosił dodatkowe ciasto bez uzgodnienia ze mną, to po podziękowaniu schowałabym do lodówki i po prostu nie podawała go na stół. W razie pytania ofiarodawcy o nie, wyjaśniłabym że nie pasuje do mojej dzisiejszej koncepcji przyjęcia i że z przyjemnością zjemy go rodzinnie jutro. Przypuszczam, że byłby to ostatni taki "prezent"..
            • 13.08.12, 16:24
              To chyba jakis zart z tym ciastem.... wspolczuje Twoim gosciom... musza przychodzic do Ciebie z jakiejs okazji bo "wypada" i siedza zapewnie zestresowani i sztywni.

              U nas to normalne, ze ide i pytam czy pomoc, tak samo jak przychodza do nas to zawsze ktos pomaga. Gotujemy bardzo czesto i na sporo osob i nie wyobrazam sobie, zebym to miala sama ogarnac, no chyba, ze gotuje maz (tez czesto) to wtedy on przy garnkach a ja w czesci organizacyjnej smile

              Ostatnio po posprzataniu ze stolu poszlam do lazienki, a znajoma zapedzila do kuchni swoje corki, jak wrocilam to kuchnia po prostu lsnila smile Az mi sie glupio zrobilo, ale tu tak jest i juz.

              --
              Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...
              • 13.08.12, 16:28
                To zależy od stopnia zażyłości i swobody w byciu ze sobą. Też mam przyjaciół z którymi gotujemy razem, to u nich to u nas. A nawet jeśli nie razem, to każda ze stron czuje się w gościach swobodnie i swojsko. Ale mam też znajomych, którzy mimo że odwiedzają nas dość regularnie, nie są jednak bliscy, ciągle jest dość duzy dystans i pchanie się do kuchni nie jest pożądane smile
                • 14.08.12, 00:13
                  No dobra, moze nie wszystkich to dotyczy, ale wiekszosci. Chociaz wlasciwie to zawsze spotkalam sie przynajmniej z pytaniem czy cos pomoc i ja tez pytam.
                  Nie mowie tu tez o wspolnym gotowaniu bo to robie albo ja albo maz i goscie przychodza na godzine i na te godzine wszystko wjezdza na stol, ale chociazby to podanie i postawienie na stole... zeby bylo szybko i sprawnie i wszystko nie wystyglo. Jakbym miala sama nosic polmisek po polmisku, garnek po garnku i tak przewaznie 12-14 potraw (tyle sie u nas szykuje) to bym padla zanim bym usiadla do stolu smile Potem podobnie po posilku szybkie zebranie i zaniesienie tego do kuchni i wrzucenie na stol slodkiego.
                  Ja nigdy nic nie wymagam i nie pytam czy mi ktos pomoze, ale ciesze sie z kazdej pomocy i uwazam to za naturalne, a nie na zasadzie "wara od mojego stolu, nie przesuwac mi zastawy...."

                  -
                  Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...
            • 14.08.12, 09:03
              Żal mi Twoich gości, mam nadzieję że nie przyjmujesz ich zbyt często.

              > Nie lubię jak ktoś mi się po kuchni pałęta (zazwyczaj mówię idź sobie usiądź, j
              > a zaraz przyjdę) i nie przyjmuję deklaracji pomocy. Gości na dłużej nie zostawi
              > am samych. Lepiej wiem gdzie co ma stać i przed przyjęciem przygotowuję sobie w
              > g własnej wygody i kolejności wydawania. Zwariowałabym gdyby ktoś mi to poprzes
              > tawiał.
              > A gdyby ktoś mi ciagle przynosił dodatkowe ciasto bez uzgodnienia ze mną, to po
              > podziękowaniu schowałabym do lodówki i po prostu nie podawała go na stół. W ra
              > zie pytania ofiarodawcy o nie, wyjaśniłabym że nie pasuje do mojej dzisiejszej
              > koncepcji przyjęcia i że z przyjemnością zjemy go rodzinnie jutro. Przypuszczam
              > , że byłby to ostatni taki "prezent"..
              • 14.08.12, 10:50
                > Żal mi Twoich gości, mam nadzieję że nie przyjmujesz ich zbyt często.

                Dlaczego? Ja bym się chętnie tak gościła. Jako gość nie lubię wyręczać gospodarza bo wiem że pewnie się przygotował i mnie samą by denerwowało gdyby mi ktoś MOJE przyjęcie po swojemu urządzał.
                --
                >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                • 14.08.12, 14:00
                  Ale jakie "po swojemu"? To ze ktos zaniesie i co najwyzej krzywo postawi polmisek na stole??

                  Ja bym zreszta nie umiala tak siedziec i czekac az mi pod nos podstawia... glupio bym sie czula po prostu. No chyba, ze juz bylby kto inny do pomocy to co innego.
                  --
                  Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...
                  • 14.08.12, 14:21
                    Co to jest przyjęcie składkowe?
                  • 14.08.12, 15:11
                    Nie no, nie o noszenie chodziło smile Raczej o dodatkowe potrawy. No chyba że wcześniej było ustalone że to impreza "składkowa". Do pomocy zawsze w domu ktoś jest; mąż/żona, dzieci, rodzice/rodzeństwo. Ani ja ani znajomi nie posiadamy kuchni na tyle dużej by pomieściła kilku kucharzy.
                    --
                    >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
                  • 14.08.12, 20:02
                    > Ja bym zreszta nie umiala tak siedziec i czekac az mi pod nos podstawia... glup
                    > io bym sie czula po prostu.

                    to do restauracji chyba nie możesz chodzić?...
    • 13.08.12, 16:32
      jak jakies oficjalne przyjecia, to nie prosze o zadne pomaganie w kuchni, jesli ktos pyta, to dziekuje i mowie, ze wszystko pod kontrola. Zazwyczaj jakis taki placzacy sie gosc, by tylko mnie wkurzyl. No, chyba ze to moja mama, wtedy jej pozwalam pomoc.
      Dotad nie mialam goscia, ktory uparlby sie w tej kuchni pomagac, wiec nie musialam tego znosic. Na luznych przyjecia w gronie przyjaciol bywa rozniesmile
      --
      http://images.okazje.info.pl/p/inne/4786/th100/pluszak-looney-tunes-diabel-tasmanski-24-cm.jpg
    • 13.08.12, 19:13
      > takie przy stole z obrusem, porcelaną i ciocią Władziąwink - czy oczekujecie, że ci goście będą
      > Wam pomagać w kuchni?

      Tak. U mnie w domu nie ma służby. I od cioci Władzi też oczekuję pomocy, na ile stan zdrowia pozwala. Nie wiem tylko czy myślimy o tego samego rodzaju przyjęciach. Ja nie robię przyjęć dla obcych ludzi, wyłącznie dla bardzo mi bliskich, takich, którzy niejednokrotnie u nas nocowali, więc w jakimś sensie są zadomowieni (wiedzą przynajmniej gdzie kubki, kawa i lodówka - nocujących gości to ja już w ogóle żywieniowo nie obsługuję). Dla prawie obcych to u mnie jest co najwyżej kawa+ciasto - do tego nie potrzebuję pomocy.

      > "czy pomóc Ci w kuchni?", które sama zadaję, jak jestem u kogoś. Ale zadawszy
      > je, postępuję według udzielonej odpowiedzi.

      U kogoś zawsze proponuję pomoc i to chyba zazwyczaj częściej niż raz. Odpowiedź "nie" rozumiem jako "w tej chwili nie". Co nie znaczy, że za 15 minut moja pomoc nadal nie będzie potrzebna. Przyglądam się też sytuacji kiedy, gdzie i do czego można się przydać i jestem w pogotowiu. Nie lubię siedzieć i nic nie robić, nie lubię być obsługiwana.

      Natomiast nigdy nie przywożę jedzenia bez uzgodnienia z gospodarzami i nie lubię, kiedy ktoś przywozi do mnie bez uzgodnienia. Bo zazwyczaj wtedy się okazuje, że czegoś jest dużo za dużo albo brakuje odpowiednich dodatków do tej ilości "czegoś".

      --
      "Singiel jest swoiście zamknięty schizoidalnie." prof. Hanna Świda-Ziemba
      • 13.08.12, 19:36
        Moim znajomi wiedza od lat, ze jak jestem gosciem to 100% gosciem - nalezy mnie obsluzyc, zabawic i w ogole traktowac jak goscia wink Gdy jestem gospodynia to 100% gospodynia - zero wizyt w MOJEJ kuchni, nie zbierac zadnych talerzy ani donosic salatek. Totalna dyktatura w tej kwestii i zadnych negocjacji wink Ale, jak ktos wspomnial wyzej, to kwestia bliskosci znajomosci i zazylosci - nikt z moich znajomych niczego innego ode mnie nie oczekuje i podejrzewam, ze gdybym u kogos zaniosla szklanke do zlewu to zostaloby to potraktowane jak ewidentny koniec swiata. Podobnie zreszta jak akcpetacja tego, ze moj gosc "tak sie zachowal" w moim domu i nie zostal spiorunowany MOIM wzrokiem tongue_out
    • 13.08.12, 19:48
      Ale co z tym ciastem? Przynosić w gości czy nie? Bo powiem szczerze, że ja się głupio czuje jak mi goście mniej lub bardziej bliscy wpadaja ze swoim ciastem. No jakby u mnie nie było, było mało czy niedobre. Ale spotkałam sie w sumie niejednokrotnie z zaproszeniem typu wpadnij na kawę, przywież dobre ciasto (no może nie tak dosłownie ale ewidentnie do zrozumienia) lub gdy zostajemy zaproszeni na grilla a jakiś inny gość o podobnej co my zażyłości z gospodarzami, przynosi zamarynowane mięso, że niby nie wypada z pustymi rekami. To jak w końcu jest zgodnie z etykietą ? smile
      A jeśli chodzi o pytanie autorki: to ja wole wszystko sama ale sama też chętnie pomogam jak widze, że gospodarz tgo oczekuje.
      • 14.08.12, 08:40
        ja tez nie wiem co z takim ciastem zrobic. Podac nie podać.
        Chyab ze to jakas niezosbowiazujaca kawka ze ktos rzeczywiscie dzwoni i mówi "mam super ciasto wpadne na kawke" to wtedy ja wiem ze z słodkiego do kawy jestem zwolniona i nie mam problemu.
        Ale jak jest impreza full wypas proszona, urodziny czy coś to mam problem z takim ciastem. Moje niedobre?, mało było poprzednim razem?
        NIech mnie ktos własnym ciastem przyjmuje u siebie a ja bede u siebie przyjmowac wg własnego uznania.
    • 13.08.12, 19:52
      > czy oczekujecie, że ci goście będą Wam pomagać w kuchni?
      Nie, nie oczekuję i raczej nie utrzymuję kontaktów z ludźmi, którzy oczekują. Po pierwsze od tego jesteśmy gospodarzami aby dbać o gości (jak zwykła mawiać ciotka mojego męża: "Gość nie świnia swoje prawa ma"). Po drugie kuchnia w trakcie przyjęcia jest pomieszczeniem gospodarczym, niezbyt estetycznym więc nieszczególnie chcę ją pokazywać gościom. Po trzecie wizja elegancko ubranej cioci Władzi / wujka Władka myjących naczynia do mnie nie przemawia. Po czwarte, mam wrażenie, że pomoc osób nieobeznanych z daną kuchnią, niewiedzących gdzie co leży itd. jest taką średnią pomocą.
      Przyjęcie, potrawy, talerze, sztućce, dekoracje stołu itd. przygotowuje się przed przyjściem gości, tak by na bieżąco trzeba było robić niewiele rzeczy (wyciągnąć coś z lodówki i podać na stół, dokroić ciasta czy sprzątnąć brudne naczynia), sprząta jak goście już pójdą albo następnego dnia. Kwestia organizacji i nie trzeba wręczać ścierek gościom.
    • 13.08.12, 20:58
      Jak to jest u Was - jeśli zapraszacie gości na przyjęcie - nie jakiegoś grilla
      > z papierowymi tackami i plastikowymi widelczykami, tylko takie przy stole z obr
      > usem, porcelaną i ciocią Władziąwink - czy oczekujecie, że ci goście będą Wam po
      > magać w kuchni?

      absolutnie NIE ,uważam,za nietakt wpraszanie się do kuchni,staram się być na tyle zorganizowana,że długo tam nie siedzę i goście raczej nie odczuwają mojej nieobecności na długo...

      zachowuję się tak wobec wszystkich najbliższych i tych co raz na jakiś czas zapraszam,jeśli kolacje,przyjęcie urządzam ja ...

      jeśli chodzi o grilla to wiadomo,każdy coś tam przynosi,dziewczyny robią sałatki,chłopaki smażą mięsko,my zmywamy oni ogarniają i wyrzucają śmiecie...
      • 13.08.12, 21:16
        dokladnie smile
        nie lubie sie komus platac po kuchni i tego samego wymagam od moich gosci. lubie jak jest im przyjemnie, daze do tego by byli u mnie "wypieszczeni", bo na tym, moim zdaniem, polega goscinnosc.
    • 13.08.12, 23:41
      Absolutnie nie - gość to gość, od "obsługi" są gospodarze. A poza tym nie lubię, jak mi się ktoś po mojej małej kuchni pałęta. Jako gość też się nie wyrywam do pomocy. Wyjątkiem są tylko najbliższe przyjaciółki, poproszona bardzo chętnie przyjadę wcześniej i pomogę w przygotowaniach.
      Przynoszenia jedzenia absolutnie nie wymagam, ale jak ktoś przyniesie, to stawiam na stół, od przybytku głowa nie boli.
    • 13.08.12, 23:57
      Nie oczekuję. I prawdę mówiąc wolę, żeby mi się po tej kuchni nie plątali.

      Mile widziana jest natomiast samoobsługa stołowa: rozkładanie talerzyków,
      rozlewanie herbaty itp.

      --
      An adventure is only an inconvenience rightly considered.
      -- G.K. Chesterton
    • 14.08.12, 08:29
      Nie, nie i jeszcze raz nie. NIENAWIDZE takiego wtracania się do mojej kuchni.

      A opowiem o pomocy przy sławetnym rosole na roczku mojego starszego dziecka.
      Goście za stołem czas podawania obiadu. Dwie babcie siedzące mi na głowie ze "co pomóc" One nie usiada za stołem bo one do pomocy.
      Solenizant obudził sie z południowej drzemki w dodatku okazało sie ze z goraczka dosc wysoką. Zajełam sie małym i mówie do tych "co pomóc" zeby pzrelały rosół do wazy jak chca pomóc. Gdy skończyłam z Małym wchodze do kuchni i łapie sie za przelewanie rosołu bo nadal nei przelany a one obie niemal mi wazówki nie wyrywaja bo przeciez one pomogą.
      Siet. Niech juz lepiej wszyscy goscie za stołem siedzą.
    • 14.08.12, 08:39
      Jeszcze tego brakło żeby u mnie goście musieli po sobie pozmywać...
      Żal czytac tych bredni wypisywanych ze w wiekszości gość musi:
      1. jak długo potrwa jego wizyta... Są przewidziane kary za przeciągniecie czasu?
      2. Przywieźć własny prowiant... Ekwiwalent dzienny czy kwotowy stosujecie?
      3. Posiłki ma sobie sam przygotować . Powinien tez pamietać o przygotowaniu PANI DOMU...
      4. Pozmywać
      5. Pościelić - ocvzywiscie jesli nie przywiózł własnych spiworków posciel ma być wyprana i wykrochmalona..
      6. Absolutnie nie wolno mu pytac czy moze jeszcze kiedyś wpaść z wizytą... A pytaja z własnej woli???


      O rany w zyciu nie odwiedzę zadnej jematki.... Wole znów pojechać na obóz harcerski...
    • 14.08.12, 10:41
      jak jestem w gości to zawsze proponuję pomoc (w duchu licząc że odmówią tongue_out )
      gdy goście są u mnie to jak brakuje mi w kuchni dodatkowych rąk to korzystam z zaproponowanej pomocy albo poproszę kogoś o nią, ale jak ogarnę sama wszystko to miło ale zdecydowanie każę im siedzieć przy stole a nie łazić mi po kuchni.

      natomiast ostatnio przyjechali goście i zaczęli się rządzić przy stole, to znaczy starszy pan bez czekania i pytania dorwał się do butelek z alkoholem jakie były postawione, nalewał sobie w takim tempie i tak się szarogęsił zachłannością w jedzeniu, oraz narzucając innym tematy rozmowy, ze wszystkim chyba szczęka lekko opadła bo na ogół kulturalni goście przychodzą... tego to bym do umycia garów chętnie wysłała.
    • 14.08.12, 11:03
      jestem przedstawicielem starej szkoły-jak wyżej. Gościa należy UGOŚCIĆ, sprawić zeby czuł sie jak najlepiej w domu. Gośc to Gośc a nie służba. Pomijam spotkania tzw. "skłądkowe" i wtedy szwędanie sie po cudzej kuchni też tylko za wyraźnym zezwoleniem gospodarza.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.