I jeszcze jeden dylemat Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Na fali wątku o strażaku. Jestem ciekawa waszych odpowiedzi. Pytanie niektórym wyda się banalne, a odpowiedz oczywista, ale być może nie wszystkim.
    Gdyby Wasz facet (mąż-niemąż) miał zdecydować, czy ratuje życie Wasze, czy wspólnego dziecka w łonie (takiego, powiedzmy, tuż przed porodem), to jak by wybrał?
    Pytam, bo kiedyś, lata temu, podobne pytanie ktoś zadał mnie. A ja od razu poczułam, że mój ratowałby dziecko. Bo to jego krew, geny, najbliższa rodzina (chociaż jeszcze nieurodzona), sens życia. Już od pewnego czasu jest exem, uświadomienie sobie jego stanowiska (plus setki innych, podobnych rzeczy) miało pewien wpływ na tę decyzję. Chociaż wcale nie uważam, żeby wybranie żony, a nie nienarodzonego dziecka było lepszą decyzją.
    • Na sto procent moje. Zwłaszcza odkąd mamy inne dzieci.
    • Sama nie wiem co odpowiedzieć. Zastanowiłam się chwilę i nadal mam mętlik.
    • Moje. Ja istnieję, a nie jestem tylko (wysokim) prawdopodobieństwem żywego urodzenia się.
      --
      We wczorajszym dniu rząd Platformy Obywatelskiej nie został wybrany przez naród, tylko przez społeczeństwo. Narodem jesteśmy my ! (Zuzanna Kurtyka)
      • Oczywiscie, ze moje. To jest chyba jedyna mozliwa odpowiedz/decyzja dla normalnego mezczyzny.
        • bi_scotti napisała:

          > Oczywiscie, ze moje. To jest chyba jedyna mozliwa odpowiedz/decyzja dla normaln
          > ego mezczyzny.

          No nie jest ,tak do konca jedyna mozliwa odpowiedz.
          Watku o tym kto jest waznejszy maz czy dzieci,wiekszosc kobiet mowila ze dziecko.
          Dlaczego dla mezczny odpowiedz mialaby byc inna?
          Dla kobiety dziecko, a dla niego kobieta?
          Rownie dobrze mezczyzna moze wolec wlasne dziecko.
          Kobieta nie jest zwiazana z nim wiezami krwi,dla niekrotych to wazne.

          Fakt ze roznica polega na tym, ze w tamtym watku chodzilo juz o dzieci urodzone ,tu mowa wlasciwie no o czym,roznicapolega na tym,ze dziecko przed samym porodem to juz pelnoprawny czlowiek,tyle ze nie po tej stronie brzucha.

          Wlasciwa odpowiedz brzmi ,ratujemy tego kto ma wieksze szanse na przezycie.
          Jesli kobieta jest w stanie krytycznym,a dziecku nic nie jest robi sie cesarke i ratuje malucha, (tak mysle) a potem podejmuje probe ratowania kobiety .Ratujac kobiete ktora i tak umiera razem z dzieckiem trac sie dwie osoby.
          Chodz pewnie dla wielu lekarzy kobieta jest tym wazniejszym pacjetem.
          --
          -----------------------
          Myśl o tym co mówisz...
          Nie mów tego co myślisz...
          • 3-mamuska napisała:

            > Watku o tym kto jest waznejszy maz czy dzieci,wiekszosc kobiet mowila ze dzie
            > cko.

            Nie wiem, co mowila wiekszosc kobiet. Statystyki sa takie, ze po smierci dzieci, nawet doroslych, procent matek popelniajacych samobojstwo jest bardzo niski. Natomiast procent samobojstw po smierci wspolmalzonkow/wieloletnich partnerow waha sie w okolicach nascie-dwadziescia w zaleznosci od kraju i wieku wdowy. Czyli ... zyc po smierci dzieci/dziecka matki sa w stanie natomiast bez porownania wiecej kobiet nie jest w stanie zyc bez tego swojego "chlopa". I to nie teoria, to praktyka sad
            I mysle, ze czyms kompletnie innym jest ratowanie potencjalnego czlowieka jakim jest plod vs. faktycznego faceta, ktorego sie zna i ... kocha ... Gdy dziecko juz jest na swiecie to stajemy przed dylematem "Wybory Zofii" czyli nie ma dobrych rozwiazan uncertain
            • Statystyki sa takie, ze po smierci dzieci
              > , nawet doroslych, procent matek popelniajacych samobojstwo jest bardzo niski.
              > Natomiast procent samobojstw po smierci wspolmalzonkow/wieloletnich partnerow w
              > aha sie w okolicach nascie-dwadziescia w zaleznosci od kraju i wieku wdowy. Czy

              O, a skąd te dane? Z Indii? wink Pytam, bo nie zauważyłam fali samobójstw w Polsce wśród wdów, a wdów ci u nas dostatek (chłopy krócej żyją, jak wiadomo). Nie słyszałam też o pladze samobójstw wśród wdów na Zachodzie Europy. Na Wschodzie zaś... no cóż, tam same wdowy - chłopy zapijają się młodo.

              --
              "To,czego nie włączymy do świadomości pojawia się w naszym życiu jako los"
              E. Fromm
              • aandzia43 napisała:

                > Nie
                > słyszałam też o pladze samobójstw wśród wdów na Zachodzie Europy. Na Wschodzie
                > zaś... no cóż, tam same wdowy - chłopy zapijają się młodo.
                >

                Pogadaj z geriatrami i psychiatrami zajmujacymi sie starszym pokoleniem. Stats sa z tych krajow, ktore podaja swoje dane, PL tez podaje ... Poszukaj smile Google najlepszym przyjacielem czlowieka watpiacego wink
                Ale w jednym masz racje - proporcjonalnie wiecej wdowcow nie umie zyc po smierci partnerki niz wdow. Ciezko sie starszec samotnie, eh uncertain
                • A nie nie, nie zrozumałas mnie. Ja dobrze wiem, że w przypadku ludzi w wieku mocno dojrzałym i starszym śmierc współmałżonka to śmierc zazwyczaj tak ogromnego kawałka psychiki owdowiałego partnera, że często trudno się temu owdowiałemu pozbierac. Samobójstwa też się zdarzają. Zdarzają się, ale nie tak często, jak np. wśród mężczyzn w przedizale wiekowym 35-45 lat żonatych i nieżonatych. O te samobójstwa mi chodzi, nie o rozpacz i koniec świata dla starego wdowca czy starej wdowy.
                  A jeśli chodzi o załamanie się psychiki po śmierci dziecka.... Też kwestia wieku. Młoda i wieku średnim kobieta lepiej zniesie śmierc męża niż dziecka. Wdowy zazwyczaj całkiem sprawnie wracają do życia, wychowuja dzieci, cieszą się wnukami, znajdują sobie nowych partnerów. Starą kobietą śmierc dugoletniego partnera, z którym tworzy jeden organizm, rozłoży na łopatki szybciej niż śmierc dziecka, które już od kilkudziesięciu lat jest odrębnym bytem.

                  --
                  "To,czego nie włączymy do świadomości pojawia się w naszym życiu jako los"
                  E. Fromm
          • 3-mamuska napisała:
            > No nie jest ,tak do konca jedyna mozliwa odpowiedz.
            > Watku o tym kto jest waznejszy maz czy dzieci,wiekszosc kobiet mowila ze dzie
            > cko.
            > Dlaczego dla mezczny odpowiedz mialaby byc inna?
            > Dla kobiety dziecko, a dla niego kobieta?
            > Rownie dobrze mezczyzna moze wolec wlasne dziecko.
            > Kobieta nie jest zwiazana z nim wiezami krwi,dla niekrotych to wazne.

            No różnica pomiędzy mężczyzną wolącym dziecko, a kobietą wolącą dziecko jest taka, że kobieta w razie czego ryzykuje swoim własnym życiem, a mężczyzna ryzykuje życiem kobiety. Jego osobiste życie jest jak najbardziej bezpieczne.

            I to powinen być najważniejszy czynnik, a nie czy facet by wolał swoją kobietę czy przedłużenie rodu.
            • soczek_bez_gazu napisała:

              > 3-mamuska napisała:
              > > No nie jest ,tak do konca jedyna mozliwa odpowiedz.
              > > Watku o tym kto jest waznejszy maz czy dzieci,wiekszosc kobiet mowila ze
              > dzie
              > > cko.
              > > Dlaczego dla mezczny odpowiedz mialaby byc inna?
              > > Dla kobiety dziecko, a dla niego kobieta?
              > > Rownie dobrze mezczyzna moze wolec wlasne dziecko.
              > > Kobieta nie jest zwiazana z nim wiezami krwi,dla niekrotych to wazne.
              >
              > No różnica pomiędzy mężczyzną wolącym dziecko, a kobietą wolącą dziecko jest ta
              > ka, że kobieta w razie czego ryzykuje swoim własnym życiem, a mężczyzna ryzykuj
              > e życiem kobiety. Jego osobiste życie jest jak najbardziej bezpieczne.
              >
              > I to powinen być najważniejszy czynnik, a nie czy facet by wolał swoją kobietę
              > czy przedłużenie rodu.
              >

              Tak jesli chodzi o zajcie w ciaze,to tak ,ale na to ryzyko kobieta sie zgadza.
              A w tym watku jest mowa o tym ze zycie kobiety juz jest zagrozone.

              I mezczyzna ryzykuje ze bedzie musial to dziecko sam wychowac.
              -----------------------
              Myśl o tym co mówisz...
              Nie mów tego co myślisz...
              • 3-mamuska napisała:
                > Tak jesli chodzi o zajcie w ciaze,to tak ,ale na to ryzyko kobieta sie zgadza.
                > A w tym watku jest mowa o tym ze zycie kobiety juz jest zagrozone.

                Czyli twoim zdaniem kobieta która zaszła w ciążę zrzekła się już prawa do życia.
                przypominam mówimy tu o sytuacji kiedy urodzenie dziecka grozi śmiercią kobiety.

                > I mezczyzna ryzykuje ze bedzie musial to dziecko sam wychowac.

                Musiał nie musiał, nikt nad nim z kosą nie stoi.
                • soczek_bez_gazu napisała:

                  > 3-mamuska napisała:
                  > > Tak jesli chodzi o zajcie w ciaze,to tak ,ale na to ryzyko kobieta sie zg
                  > adza.
                  > > A w tym watku jest mowa o tym ze zycie kobiety juz jest zagrozone.
                  >
                  > Czyli twoim zdaniem kobieta która zaszła w ciążę zrzekła się już prawa do życia
                  > .
                  > przypominam mówimy tu o sytuacji kiedy urodzenie dziecka grozi śmiercią kobiety
                  > .
                  >
                  Nic nie było ze urodzenie dziecka grozi śmiercią.
                  Mi chodzi np. Kobieta w ciąży ulega wypadkowi i facet siedzi pod sala i myśli ratujcie moja żona, ale są tez pewnie tacy co by myśleli ratuj dziecko.

                  W wypadku gdy urodzenie dziecka grozi kobiecie śmiercią, to ona wiedząc o niebezpieczeństwie podejmuje decyzje urodze to dziecko , i wtedy tak ma świadomość taka ze może pożegnać sie z życiem.

                  Patrz kobiet chore na raka, czekają z leczeniem na urodzenie dziecka.
                  Każda ciąża może dla kobiety skończyć sie tragicznie.

                  --
                  -----------------------
                  Myśl o tym co mówisz...
                  Nie mów tego co myślisz...
                  • > W wypadku gdy urodzenie dziecka grozi kobiecie śmiercią, to ona wiedząc o nieb
                    > ezpieczeństwie podejmuje decyzje urodze to dziecko , i wtedy tak ma świadomość
                    > taka ze może pożegnać sie z życiem.

                    No jeśli to ona podejmuje sama taką decyzję to ok. Pisałam o tym wcześniej.

                    > Patrz kobiet chore na raka, czekają z leczeniem na urodzenie dziecka.
                    No i ok, jeśli taka jest ich decyzja. Przy odrobinie szczęścia mogą nawet zostać świętą.

                    > Każda ciąża może dla kobiety skończyć sie tragicznie.

                    Może, ale to nie znaczy że kobieta samym zajściem w ciąże automatycznie zrzeka się prawa do walki o swoje życie na rzecz ratowania płodu. Ani też prawo do decydowania o jej przeżyciu nie należy się z automatu mężczyźnie.
                    • Sorki początek postu mi się skasował więc dokleje:

                      3-mamuska napisała:

                      > Nic nie było ze urodzenie dziecka grozi śmiercią.

                      Jak to nie było, przeczytaj może raz jeszcze tytułowy post. Cały ten wątek o tym prawi.
          • > Watku o tym kto jest waznejszy maz czy dzieci,wiekszosc kobiet mowila ze dzie
            > cko.
            > Dlaczego dla mezczny odpowiedz mialaby byc inna?
            > Dla kobiety dziecko, a dla niego kobieta?
            To nie jest symetryczne. Dla większości mężczyzn, dziecko jest już urodzone (dla wielu kobiet też). W wątku o tym, kto jest wazniejszy, dyskusja była o ludziach już urodzonych. Sama zresztą to przyznałaś.
            > Fakt ze roznica polega na tym, ze w tamtym watku chodzilo juz o dzieci urodzone
            > ,tu mowa wlasciwie no o czym,roznicapolega na tym,ze dziecko przed samym poro
            > dem to juz pelnoprawny czlowiek,tyle ze nie po tej stronie brzucha.
            No właśnie nie. Pełnoprawnym człowiekiem jest kobieta.
            --
            We wczorajszym dniu rząd Platformy Obywatelskiej nie został wybrany przez naród, tylko przez społeczeństwo. Narodem jesteśmy my ! (Zuzanna Kurtyka)
    • Moje. Przegadaliśmy to (a jakbym jednak zaszła, to co?), bo ze względów zdrowotnych nie powinnam się decydować na dziecko.
    • pytałam jak bylam w ciazy. powiedział że moje.
    • Moje.
    • Moje.
      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
    • bez_gwarancji napisał(a):

      > Na fali wątku o strażaku. Jestem ciekawa waszych odpowiedzi. Pytanie niektórym
      > wyda się banalne, a odpowiedz oczywista, ale być może nie wszystkim.
      > Gdyby Wasz facet (mąż-niemąż) miał zdecydować, czy ratuje życie Wasze, czy wspó
      > lnego dziecka w łonie (takiego, powiedzmy, tuż przed porodem), to jak by wybrał
      > ?
      > Pytam, bo kiedyś, lata temu, podobne pytanie ktoś zadał mnie. A ja od razu pocz
      > ułam, że mój ratowałby dziecko. Bo to jego krew, geny, najbliższa rodzina (choc
      > iaż jeszcze nieurodzona), sens życia. Już od pewnego czasu jest exem, uświadomi
      > enie sobie jego stanowiska (plus setki innych, podobnych rzeczy) miało pewien w
      > pływ na tę decyzję. Chociaż wcale nie uważam, żeby wybranie żony, a nie nienaro
      > dzonego dziecka było lepszą decyzją.

      Ja mysle ze maz ratowalby mnie,przed narodzinami dziecka.
      --
      -----------------------
      Myśl o tym co mówisz...
      Nie mów tego co myślisz...
    • Ależ macie dziewczyny tematy.
      Do swojego dziecka które było w mym łonie nie czułam nic szczególnego, nawet jak czułam już ruchy, nawet wówczas jak głaskałam brzuch i mówiłam po imieniu.
      W sumie po porodzie przez kilka dni też nie czułam nic specjalnego, owszem miałam świadomość że to mój syncio, że krew z mojej krwi, że nie pozwolę go skrzywdzić, ale dopiero później nastąpił wybuch matczynej miłości.
      Nie wiem kogo ratowałby mój mąż. Ja wiem, że w chwili obecnej ratowałbym przede wszystkim dziecko, po męża bym się nawet nie wróciła wink do płonącego budynku - bo co jakby dziecko straciło i mnie.

      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/j5rbtrd8ob9z2fnp.png
      • To, że Ty nie czułaś nic do dziecka w łonie i po porodzie nie znaczy, że to norma.
        Ja w 9 miesiącu byłam już mamą pełną gębą, czułam się odpowiedzialna za dziecko, zdecydowanie kochałam je. Gdyby wtedy ktoś kazał mi wybierać: 9-miesięczny płód czy facet, przenicowałoby mnie pewnie na lewą stronę z żalu, ale wybrałabym dziecko... Dlatego w pierwszym poście napisałam, że stanowisko chłopa dało mi do myślenia nt naszej relacji, ale czymś totalnie chorym i niesprawiedliwym nie było...
        PS. facet nigdy nie powiedział mi, że wybrałby dziecko. Ja to po prostu czułam, wiedziałam.
        • bez_gwarancji napisał(a):

          > Ja w 9 miesiącu byłam już mamą pełną gębą, czułam się odpowiedzialna za dziecko
          > , zdecydowanie kochałam je. Gdyby wtedy ktoś kazał mi wybierać: 9-miesięczny pł
          > ód czy facet, przenicowałoby mnie pewnie na lewą stronę z żalu, ale wybrałabym
          > dziecko..

          Jak sama napisałaś - byłaś mamą. Żaden facet mamą nie jest, a bycie tatą to jednak odrobinę co innego, zwłaszcza w stosunku do płodu, choćby 40-tygodniowego, ale jednak płodu.

          Gdybym ja miała wybierać między facetem a dzieckiem, nawet na wcześniejszym etapie ciązy niz 40 tydzień, to tez nie miałabym wątpliwości i nawet większego żalu nie czuła, dziecko to dziecko, ale dla matki.

          Gdy dziecko staje się bardziej materialne i odłączone od matki stosunek facetów sie zmienia.
          Trochę - bo zauważcie, jaki jest stosunek facetów olewających swoje dzieci i porzucające je do matek olewających i porzucających.
          • Tak bywa, ale przecież nie w każdym przypadku. Jest cała armia facetów, którzy za własne dzieci daliby się pokroić żywcem. Być może jakaś ich część dałaby sie pokroić nawet za swój 40-tygodniowy płód. Bo na dobra sprawę co to za różnica, po której stronie brzucha się znajduje młode? Dla matki na ogół żadna, a może dla faceta czasem podobnie? Nie odbierajmy im człowieczeństwa aż w takim stopniu...
            • > po której stronie brzucha się znajduje młode? Dla matki na ogół żadna, a może
              > dla faceta czasem podobnie?
              Jakieś badania za tym twierdzeniem stoją, czy tylko społeczne przekonanie o tym, co kobieta czuć powinna do fasolki?
              --
              We wczorajszym dniu rząd Platformy Obywatelskiej nie został wybrany przez naród, tylko przez społeczeństwo. Narodem jesteśmy my ! (Zuzanna Kurtyka)
          • andaba napisała:

            > Gdybym ja miała wybierać między facetem a dzieckiem, nawet na wcześniejszym eta
            > pie ciązy niz 40 tydzień, to tez nie miałabym wątpliwości i nawet większego żal
            > u nie czuła, dziecko to dziecko, ale dla matki.

            Sorry ale nie do konca rozumiem ten paragraf. Chcesz powiedziec, ze gdyby zaistniala taka jakas teoretyczna sytuacja, ze mialabys do wyboru ratowac utrzymanie ciazy vs. zycie meza/partnera to ratowalabys te ciaze? Powaznie?
            • bi_scotti napisała:

              > Sorry ale nie do konca rozumiem ten paragraf. Chcesz powiedziec, ze gdyby zaist
              > niala taka jakas teoretyczna sytuacja, ze mialabys do wyboru ratowac utrzymanie
              > ciazy vs. zycie meza/partnera to ratowalabys te ciaze? Powaznie?

              Teoretycznie taka sytuacja jest mało prawdopodobna.

              Ale gdyby zaistniała - dla mnie to oczywiste. Może niekoniecznie w 7 tygodniu, ale juz w 7 miesiącu - tak.
              • andaba napisała:

                > Ale gdyby zaistniała - dla mnie to oczywiste. Może niekoniecznie w 7 tygodniu,
                > ale juz w 7 miesiącu - tak.

                I to sa momenty, w ktorych autentycznie ciesze sie, ze nie jestem heteroseksualnym mezczyzna i nie grozi mi zakochanie sie w kobiecie, ktora moglaby tak odczuwac. Ufffff... smile
                • bi_scotti napisała:

                  > I to sa momenty, w ktorych autentycznie ciesze sie, ze nie jestem heteroseksual
                  > nym mezczyzna i nie grozi mi zakochanie sie w kobiecie, ktora moglaby tak odczu
                  > wac. Ufffff... smile

                  No tak, geje górą, "żona" w ciążę nie zajdzie, nic pozycji nie zachwieje.



                  Nie wiem co cie tak bulwersuje, przeciez to czysta biologia, każda samica broni swojego młodego za cenę życia swojego, a co dopiero życia samca.

                  • andaba napisała:


                    > Nie wiem co cie tak bulwersuje, przeciez to czysta biologia, każda samica broni
                    > swojego młodego za cenę życia swojego, a co dopiero życia samca.

                    Mlodego. Nie PLODU!!! No i wiele samic bez zadnych skrupulow te swoje mlode zjada gdy nie ma innych opcji, my tego nie robimy (poza jakimis naprawde horrentalnymi okolicznosciami typu "hlodomor" na Ukrainie) wiec wszelkie porownania do swiata zwierzecego sa zawsze lekko naciagane.
                  • andaba napisała:

                    > bi_scotti napisała:
                    >
                    > > I to sa momenty, w ktorych autentycznie ciesze sie, ze nie jestem heteros
                    > eksual
                    > > nym mezczyzna i nie grozi mi zakochanie sie w kobiecie, ktora moglaby ta
                    > k odczu
                    > > wac. Ufffff... smile
                    >
                    > No tak, geje górą, "żona" w ciążę nie zajdzie, nic pozycji nie zachwieje.
                    >
                    >
                    >
                    > Nie wiem co cie tak bulwersuje, przeciez to czysta biologia, każda samica broni
                    > swojego młodego za cenę życia swojego, a co dopiero życia samca.
                    >

                    Tylko ze potomstwo odchodzi a kobiecie zostaje partner,czaasem do konca zycia.
                    Kideys widzialm ,ze zona zeby ratowac meza,zaszla w ciaze,usuneli plod pobrali komorki macierzyste i wstrzykneli facetowi z ich nienarodzonego polodu.
                    Mieli inne dzieci a on umieral.
                    --
                    -----------------------
                    Myśl o tym co mówisz...
                    Nie mów tego co myślisz...
                    • 3-mamuska napisała:

                      > Tylko ze potomstwo odchodzi a kobiecie zostaje partner,czaasem do konca zycia.
                      > Kideys widzialm ,ze zona zeby ratowac meza,zaszla w ciaze,usuneli plod pobrali
                      > komorki macierzyste i wstrzykneli facetowi z ich nienarodzonego polodu.
                      > Mieli inne dzieci a on umieral.

                      Jest to pewnie jakos tam logiczne - milosc do noworodka, niemowlecia to czysta biologia, atawizm; milosc do partnera to cala gama wszystkich innych elementow no i to, o czym piszesz - nasz wlasny, zdrowo-rozsadkowy instynkt samozachowawczy - zachowanie partnera na wspolne lata. Dzieci ma sie dla swiata, "chlopa" ma sie dla siebie wink
    • mój stary nie pozostawił mi cienia wątpliwości, ze ratowałby przede wszystkim mnie.
    • Zdecydowanie moje.
      Z biologicznego punktu widzenia ma to sens.
    • moje,twierdzi,ze bez dziecka da sie zyc normalnie beze mnie nie.
      To kobieta jest najwazniejsza dla mezczyzny,a nie dziecko,ktorego jeszcze nawet fizycznie nie ma na swiecie.
    • A w ogóle zachodzi jeszcze taka sytuacja, że lekarz przychodzi do pana męża i pyta "kogo by pan ewentualnie wolał żeby przeżył?Jak tak to się dostosujemy."? Jak dla mnie sytuacja powinna wyglądać tak, że jeśli kobieta stwierdza zdecydowanie i informuje lekarza że woli, żeby zamiast niej przeżyło dziecko to ok ratujemy dziecko. Jeśli takiej informacji lekarzowi nie przekazała to defaultowo ratujemy matkę.
    • moje
    • Mnie
      W sytuacji gdy dzieci są na świecie- dzieci
      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
    • Pytałam w ciąży. Powiedział, że moje.
    • Straszne pytanie.
    • moje

      --
      czlowiek czlowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie...
    • Wybrałby mnie, pytałam go o to, bo właśnie miałam zamiar go uświadomić przed porodem, co ma robić w razie draki. Jego odpowiedź była na szczęście zgodna z moimi przekonaniami.
      --
      angielskie dzieci tez nosza czapki, rekawiczki, szaliki i cieple kurtki, swetry itp. ale jakos tak inaczej to nosza niz polskie /by najma78/
    • przy pierwszym dziecku wolałabym zeby ratował dziecko. Teraz, przy drugiej ciaży, wiedział ze moje stanowisko jest takie: mam juz córkę, która mnie potrzebuje i dla ktorej muszę żyć. Więc powinien wybrać mnie.
    • Moje.
      Miałam duże problemy na początku ciąży i sama musiałam się nad tym zastanawiać (możliwa operacja=prawdopodobieństwo straty dziecka, brak operacji=brak zagrożenia dla dziecka=zagrożenie dla mnie). Całe szczęście mój organizm sam się naprawił, ale strach był. Mąż twierdzi, że dziecko kochał od momentu ujrzenia dwóch kresek. Ja naprawdę zaczęłam kochać jak miało kilka miesięcy. W momencie, kiedy dziecko było w brzuchu, moje życie dla męża było jednak ważniejsze. Teraz nie mam wątpliwości, że wybrałby życie dziecka (np. trzymając obydwoje za ręce nad przepaścią). Ja również.
    • Ratowanie życia matki kosztem życia płodu nie było i nie jest taką oczywistością, jaką by się wydawac mogło. To była oczywistośc przez ostatnie kilkadziesiąt lat, owszem, a teraz powoli nadciąga kres tego zjawiska.

      www.federa.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=187%3Aagata&catid=21%3Apodrzedne
      Zwracam też uwagę na to, że osoba najżywotniej zainteresowana, czyli kobieta, zaczyna miec coraz mniej do gadania. Że kraczę złowieszczo? Moje panie, lepiej to już było, teraz będzie tylko gorzej. Pożyjecie, zobaczycie.

      --
      "To,czego nie włączymy do świadomości pojawia się w naszym życiu jako los"
      E. Fromm
    • Zawsze moje, jakkolwiek brutalne by to nie bylo: jak umrze dziecko a przezyje ja, to teretycznie wciaz moge jeszcze kolejne dziecko urodzic. Jezeli ja umre nastepnych dzieci juz na pewno nie bedzie. Chyba ze z kims innym.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.