Dodaj do ulubionych

Kolega w domu a jedzenie posiłku.

04.09.12, 10:29
Jestem ciekawa co robicie w takiej sytuacji. Wczoraj syn był z kolegą na boisku niedaleko naszego domu i zadzwonił czy kolega może do niego przyjść. Ja nie kupiłam nic na kolację a miałam zamrożone 4 kiełbasy (jest nas czworo) i rozpalałam właśnie gril aby je upiec, do tego były kanapki. Powedziałam, ze nie i wytłumaczyłam dlaczego. Często zdaża się, że mam np. na obiad odliczoną ilość jedzenia np. kotlety, ponieważ jak robię więcej to zostaje i czasem nikt nie ma później na nie ochoty i wyrzucam lub daję psu. Czasem jest tak, ze u syna jest kolega i jego wizyta przeciąga się do obiadu. Parę razy częstowałam obiadem gdy była zupa lub spaghetti ale gdy jest odliczone czasem czekam z obiadem aż pójdą lub zachęcam ich do pójścia np. na boisko a po jakimś czasie dzwonię do syna, ze obiad. Ja dzieci nie puszczam do znajomych w porze obiadowej lub kolacyjnej i mówię, że jeśli zdaży się, że ktoś ma obiad lub szykuje się do obiadu ma przyjść do domu. Kiedy się tu przeprowadziliśmy jeden syn sąsiadów przychodził codziennie o 9 rano a szedł do domu jak robiło się ciemno więc około 22 bo to było lato. Na początku dawałam mu jeść ale stwierdziłam, że nie będę go codziennie karmić cały dzień i przestałam.
Edytor zaawansowany
  • katus118 04.09.12, 10:33
    Nie jesteś PAH, karmić nie musisz. Proste.
    --
    Nie uronię za nich ani jednej łzy
  • noemi123 04.09.12, 10:42
    ja prowadzę dom otwarty,
    przyjaciółka mojej córki przyleciała 2 sierpnia z Anglii na wakacje do babci. Wyleciała 27 sierpnia.
    U babci spała tylko 1 noc, u nas przebywała cały czas, karmiłam ją, prałam ubrania, nie widzę w tym nic nienormalnego.
    Prawie codziennie przychodzą do nas koleżanki córki, jeżeli jest obiad lub kolacja - oczywiście również zostają poczęstowane. Jeżeli w garnku jest zbyt mało obiadu bo gotuję co 2 dni - wtedy albo dorabiam coś na szybko albo zamawiam pizzę lub carbonarę lub jedziemy na gyrosa.
    Rzadko zdarza się aby nie było u nas kogoś ze znajomych córki.
    Córka z kolei jada u znajomych nie częściej niż raz w tygodniu i są to zazwyczaj albo płatki albo kanapki.
    Cztery kiełbasy w domu to brzmi biednie, ja lubię mieć pełna lodówkę, często wpada mi do głowy zrobić coś na szybko, my lubimy zajrzeć do lodówki i coś podjadać.
  • girl.anachronism 06.09.12, 11:27
    > Cztery kiełbasy w domu to brzmi biednie, ja lubię mieć pełna lodówkę

    Aha, czyli lepiej nakupić jak nienormalny i wywalić połowę jak się zepsuje, bo wtedy już nie brzmi biednie?
    Jak masz za dużo pieniędzy to Twoja sprawa, ale wyrzucaniem jedzenia nie ma się co chwalić.

    --
    Gdzie kota nie ma, tam misie szaleją.
  • graue_zone 04.09.12, 10:36
    Nie widzę problemu w nakarmieniu znajomych moich dzieci. Jeśli mam mało, dzielę tak, żeby starczyło. Wydaje mi się wstrętnym odsyłanie dziecka w porze posiłku. Ze swoją koleżanką czy znajomymi też tak zrobiłabyś? Na wakacjach do mojej dwójki przychodzi średnio 1-4 osób codziennie i normalne jest, że wszystkie dzieci dostają obiad.
  • arwena_11 04.09.12, 10:42
    Ja zawsze daję coś do zjedzenia. Jak mam chleb i ser to zrobię tosty dla wszystkich lub grzanki. Pewnie ja oddałabym swoją porcję albo podzieliła kiełbasy tak, żeby starczyło dla wszystkich.
    Pewnie jakby to miało być codziennie, to coś bym zrobiła ( porozmawiała z rodzicami dziecka, że ja nie prowadzę garkuchni ).
    Ale to też zależy jakie to dzieci, jeżeli z zaprzyjaźnionych rodzin, to raz jedzą u nas innym razem moje u kogoś, nikt nie robi problemu.
    A jak dzieciaki się zasiedzą a ja nie mam co dać jeść to zamówie pizzę i też jest ok
    --
    Marta
    Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
    DZIECI ROCZNIK 2000
  • viviene12 04.09.12, 18:59
    arwena_11 napisała:

    > Ja zawsze daję coś do zjedzenia. Jak mam chleb i ser to zrobię tosty dla wszyst
    > kich lub grzanki. Pewnie ja oddałabym swoją porcję albo podzieliła kiełbasy tak
    > , żeby starczyło dla wszystkich.

    Dokladnie, jesli to dla 4 osob da sie podzielic i na 5 porcji i dokroic chleba, pomidora, cokolwiek. Co innego jakby przyszlo dodatkowo 5 osob, wtedy tylko pizza service nas ratuje hehe
  • mama303 04.09.12, 10:42
    Nie uważam, że mam obowiązek karmienia dzieci obcych. Bez przesady. Jeśli koleżanka jest zaproszona na cały dzień to dostanie obiad, ale jak przychodzi bez zapowiedzi /a to sie czesto zdarza/ to jest bardzo grzecznie i delikatnie wypraszana do domu.
    Nie chciałaby również aby moje dziecko jadało obiady u koleżanek, bo akurat tam poszło smilei dlatego na czas obiadu moje dziecko samo wychodzi do swojego domu, wiele jej znajomych też tak jest nauczona.
  • graue_zone 04.09.12, 11:02
    jak przychodzi bez za
    > powiedzi /a to sie czesto zdarza/ to jest bardzo grzecznie i delikatnie wyprasz
    > ana do domu.

    Swoją koleżankę też delikatnie wypraszasz, jeśli niezapowiedziana przyjdzie w porze obiadu?
  • mama303 04.09.12, 11:29
    Koleżanka nie przychodzi niezapowiedziana w porze obiadu.
  • graue_zone 04.09.12, 11:38
    No ale gdyby? To co, zawrócisz ją od drzwi z delikatnym "ale wiesz, właśnie mamy obiad, przyjdź później"?
  • mama303 04.09.12, 11:47
    graue_zone napisała:

    > No ale gdyby? To co, zawrócisz ją od drzwi z delikatnym "ale wiesz, właśnie mam
    > y obiad, przyjdź później"?

    Ale moje koleżanki, znajome nie odwiedzają mnie bez zapowiedzi a juz napewno nie w porze obiadowej. Jakies zasady chyba obowiązują, ludzie leziecie do kogos bez zapowiedzi na obiad? Ja jakos nie wyobrażam sobie, nawet jak idę do rodziny najbliższej to zadzwonię.... i staram się nie w porze obiadowej, chyba że jestem zaproszona.
  • gazeta_mi_placi 04.09.12, 13:21
    Ok, załóżmy jest akurat niespodziewanie w Twojej okolicy i zadzwoni do Ciebie, że akurat jest tu a tu i czy może wpaść za 5 minut na przykład?
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
  • deszcz.ryb 04.09.12, 13:34
    > Ok, załóżmy jest akurat niespodziewanie w Twojej okolicy i zadzwoni do Ciebie,
    > że akurat jest tu a tu i czy może wpaść za 5 minut na przykład?

    Mówimy o koledze/koleżance? No to zależy: jak mam ochotę, posprzątane w domu i wolny czas to zapraszam. Natomiast jeżeli mam inne plany albo mi się po prostu nie chce, to mówię - zgodnie z prawdą - że mam inne plany i zapraszam w innym terminie. Ale mam bardzo mało tak niewychowanych znajomych, którzy by dzwonili do mnie na 5 minut przed wizytą [bo to oznaka złego wychowania, naprawdę]. smile
  • mama303 04.09.12, 13:42
    No to chyba problemu nie będzie, wpadnie załatwi sprawę i pójdzie a my spokojnie zjemy obiad.
  • robitussin 04.09.12, 12:29
    > Swoją koleżankę też delikatnie wypraszasz, jeśli niezapowiedziana przyjdzie w p
    > orze obiadu?

    Ja nie wypraszam, ale proszę o poczekanie, ponieważ właśnie jemy posiłek.
    No sorry, ale nie widzę powodu, dla którego miałabym podejmować obiadem niespodziewanego gościa. Chyba, że głodny, z podróży albo co gorszego.
    Sama też w takich sytuacjach nie oczekiwałabym, że mnie ktoś nakarmi.

    Inna sprawa, że ja nie miewam za często niezapowiedzianych gości.

    --
    R.
  • deelandra 04.09.12, 11:32
    > Nie widzę problemu w nakarmieniu znajomych moich dzieci. Jeśli mam mało, dzielę
    > tak, żeby starczyło.
    ja tyż
    --
    Z cyklu: wojny domowe
  • jola-kotka 04.09.12, 10:36
    Czegoś takiego dawno nie czytalam,hytra jesteś kobieto,straszne jest to co piszesz.
    Chyba że u ciebie bieda aż piszczy to jakoś to zrozumiem.
  • aqua48 04.09.12, 10:43
    Jak miałam to częstowałam tym co mam, jak nie miałam (czasami rzeczywiście zostają odliczone porcje, a zupy do której można chlusnąć trochę wody nie ma, a ktoś wpada z nienacka albo wraca z dzieciem ze szkoły) to podawałam obiad domownikom, a kolega czekał, albo mówił, to ja też pojdę do siebie na obiad i wrócę.
  • maga761 04.09.12, 10:43
    Myślę, że to nie jest tak, że jestem chytra ale jak mam odliczone to komu mam odjąć? Moim dzieciom? Sobie? Czy mężowi? Pisałam, ze jak jest coś podzielnego to częstuję.
  • jola-kotka 04.09.12, 10:58
    maga761 napisała:

    > Myślę, że to nie jest tak, że jestem chytra ale jak mam odliczone to komu mam o
    > djąć? Moim dzieciom? Sobie? Czy mężowi? Pisałam, ze jak jest coś podzielnego to
    > częstuję.

    Może nie hytra ale niegrzeczna tak,dokładnie-oddala bym swoją porcję.
    A na przyszłość nauczona doświadczeniem zamrozila dwie kiełbaski więcej tak na wszelki wypadek.
    No i u mnie jest jeszcze coś takiego jak sklepy czynne nawet całą noc.
  • robitussin 04.09.12, 12:34
    > Może nie hytra ale niegrzeczna tak,dokładnie-oddala bym swoją porcję.

    W imię czego? Przecież to nie chodzi o podejmowanie zaproszonych gości, tylko o uraczenie obiadem dzieciaka, który przyleciał z podwórka się pobawić. Swojego domu i obiadu nie ma?
    Moja znajoma, też taka dobra dusza, dała się wrobić w sytuację, gdy regularnie na obiad przychodziło do niej nawet 5 osób! Bo poszła fama, że u mamy Kuby to można się najeść. I nie wiedziała potem jak ma to odkręcić, bo też jej się wydawało, że taka niewychowana będzie, jak nie da jeść połowie osiedla.

    > No i u mnie jest jeszcze coś takiego jak sklepy czynne nawet całą noc.

    No i co w związku z tym?

    --
    R.
  • gazeta_mi_placi 04.09.12, 13:24
    Ileż empatii było dla zabitej córeczki Katarzyny W. a ile empatii dla żyjących dzieci z najbliższego otoczenia których ciężko zwykłą kiełbaską poczęstować, żenujące jesteście....
    Hipokryzja jak nie wiem....
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
  • robitussin 04.09.12, 13:42
    gazeta_mi_placi napisała:

    > Ileż empatii było dla zabitej córeczki Katarzyny W. a ile empatii dla żyjących
    > dzieci z najbliższego otoczenia których ciężko zwykłą kiełbaską poczęstować, że
    > nujące jesteście....

    Jeśli odpowiadasz na mój post, to sugeruję przeczytać go dokładnie.

    > Hipokryzja jak nie wiem....

    Wskaż mi hipokryzję w moich wypowiedziach.

    --
    R.
  • mama303 04.09.12, 13:46
    gazeta_mi_placi napisała:

    > Ileż empatii było dla zabitej córeczki Katarzyny W. a ile empatii dla żyjących
    > dzieci z najbliższego otoczenia których ciężko zwykłą kiełbaską poczęstować, że
    > nujące jesteście....
    > Hipokryzja jak nie wiem....

    Ale rozmawiamy o dzieciach głodujacych czy dzieciakach od sąsiadów, co mają normalne domy, rodziców i maja co do garnka włożyć?

  • jola-kotka 05.09.12, 02:36
    robitussin napisał:

    >
    > > No i u mnie jest jeszcze coś takiego jak sklepy czynne nawet całą noc.
    >
    > No i co w związku z tym?
    >
    Sklepy to takie mniejsze lub wieksze pomieszczenia z towarami na polkach,jak czegos brakuje w domu,bo np.za chwile ma ktos nas odwiedzic.
    To bierze sie takie papierki prostokatne,lub okragle metalowe monety,zwane powszechnie pieniedzmi,mozna rowniez posluzyc sie takim prostokatnym kawalkiem plastiku isc do tego sklepu albo podjechac wejsc i dokupic np,jedna kielbaske wiecej dla goscia,wychodzac placimy,bo nas policja zgarnie.
    Teraz rozumiesz do czego sluza sklepy?
    Tylko nalezy bardzo rozwaznie ta kielbaske kupowac najlepiej w malych sklepach,tam gdzie towar podaje sprzedawca bo w tych duzych to czesto sa pakowane po kilka sztuk a to moze byc duzym problemem w bilansie tygodniowym wyliczonego jedzenia no bo jak tu wcisanac nadmiar kielbasy jak juz mamy ten ser policzony,no i budzet tego na bank nie wytrzyma nie starczy potem nawet na cztery kaszanki.
  • jolunia01 05.09.12, 12:17
    jola-kotka napisał(a):


    > Sklepy to takie mniejsze lub wieksze pomieszczenia z towarami na polkach,jak cz
    > egos brakuje w domu,bo np.za chwile ma ktos nas odwiedzic.

    Naprawdę? Nie wiedziałam. Jak ktoś ma mnie odwiedzić, to zapowiada się wcześniej. Te "pomieszczenia z towarami na półkach", o ktorych tak pieknie piszesz, nie zawsze znajdują się obok domu odwiedzanego.

    > To bierze sie takie papierki prostokatne,lub okragle metalowe monety,zwane pows
    > zechnie pieniedzmi,mozna rowniez posluzyc sie takim prostokatnym kawalkiem plas
    > tiku isc do tego sklepu albo podjechac wejsc i dokupic np,jedna kielbaske wiece
    > j dla goscia,wychodzac placimy,bo nas policja zgarnie.

    Juz się rwę biec czy jechać do sklepu, jak mi niezapowiedziany smarkacz ładuje do domu w porze kolacji. Rzucam wszystko i pędzę po tę cholerną kiełbaskę, żeby się wykazać "właściwym" podejsciem.
    --
    O, to ja - taka mądra jestem?!
  • dorotkastokrotka 04.09.12, 13:18
    > Może nie hytra ale niegrzeczna tak
    kobieto. Weź się za naukę ortografii, zamiast farmazony po forach wypisywaćtongue_out
  • jola-kotka 05.09.12, 02:37
    dorotkastokrotka napisała:

    > > Może nie hytra ale niegrzeczna tak
    > kobieto. Weź się za naukę ortografii, zamiast farmazony po forach wypisywać:

    Wez sie kobieto odwal.
  • soha2 04.09.12, 13:47
    jest niegrze je swój obiad?
    ma oddać a potem głodna chodzić?
    nikt nie jest jadłodajnią brata Alberta, darmową stołówką i hojnym bogatym chlebodwacą aby karmić każdego kto się nawinie
    co do znajomych - wyżzej - też nie ma takich, co to wpadaja za 5 minut. Na szczęście
    niegrzeczny to ten, co komuś obiad chce zjeść zamiast iść do siebie i tam samemu sobie ugotować
  • viviene12 04.09.12, 19:06

    > ma oddać a potem głodna chodzić?
    ale po co ta dramaturgia? Nie ma w domu naprawde niczego innego poza kromka chleba na glowe?
    > nikt nie jest jadłodajnią brata Alberta, darmową stołówką i hojnym bogatym chle
    > bodwacą aby karmić każdego kto się nawinie

    dla mnie przyjaciele mojego dziecka nie sa kazdym ktos sie nawinie. Ciesze sie, ze ma fajne towarzystwo, ktore lubi do nas przychodzic i nie widze w tym problemu, ze raz zjedza u nas a innym razem u nich, bo akurat sie czyms zajmuja.
    Niemowie o spontanicznych odwiedzinych kilku doroslych osob w porze obiadu, tylko o dodatkowym dziecku - tak jak autorka watku.

  • franczii 04.09.12, 11:05
    Ale kielbasa jest podzielna (no chyba ze to sa jakies glodowe porcyjki po 50 gr jedna big_grin) i do tego mozesz zrobic wiecej kanapek.
  • gazeta_mi_placi 04.09.12, 13:25
    Jak ktoś samolub to niepodzielna tongue_out
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
  • anaisanais 04.09.12, 15:24
    no moza odkroic odrobine z kazdej kielbaski i bylaby porcja. w koncu kolega nie siedzi codziennie.
    --
    tessutimania.wordpress.com/ - moj blog o szyciu
    mipiaceilmondo.wordpress.com/ - moj blog o podrozach
  • soha2 05.09.12, 07:40
    wyobraź sobie, ze twój mąż wraca po 12 ha nieobecnosci w domu, styrany, zmęczony, głody a ty mu proponujesz pół kiełbaski, bo przeca trzeba było nakarmić jakieś obce dzieci, kolegów waszego syna - a twój styrany mąż mówi: "nie szkodzi kochanie, wody się napiję, może przestanę być głody" uncertain
    dla mnie priorytetem jest nakarmnienie swojej rodziny, w ramach wyjątku karmię zapowiedzianych gości i jestem na to przygotowana, znajomi bez zapowiedzenia dostają coś do picia ciepłego/gorącego, jakieś ciasteczka, kawałek bułki drożdżowej - to z zasady zawsze u mnie jest i tyle
    koledzy/koleżanki dziecka - zresztą jeszcze nie za duzi - jeśli są sami, to też coś do picia, słodkie przekąski i finito
  • franczii 05.09.12, 07:46
    Maz styrany i glodny po 12 godzinach ciezkiej harowy a tam tylko jedna marna kielbasa w lodowce na ktora w dodatku chyha zarloczny kolega dziecka. To jest dopiero dramat.
  • soha2 05.09.12, 08:04
    widzisz, dla mnie priorytetem jest nakarmić męża a nie obcego dzieciaka, szczególnie jeśli ów mąż wrzuca 3/4 budżetu do wspólnej skarbonki
    i to bez względu czy mam garnuszek gularzu czy też został mi z gotowanego na 2-3 dni obiadu ostatni kotlet
    dziecko, mąż, ja - na tym samym poziomie
    koledzy/koleżanki syna - mają własny dom
    no ale ja kosztem rodziny nie odejmuje im od ust coby innych dokarmiać
  • franczii 05.09.12, 12:50
    No toz pisze wlasnie, ze dramat, ze jeno na marne petko kielbasy lub 3dniowy kotlet styrany maz moze liczyc po 12 godzinnej robocie.
  • soha2 05.09.12, 14:37
    a wiesz, pracując widzę takie rodziny na codzień....i faktycznie dla nich 3-dniowe pęto kiełbasy to rarytas....i jak tego nie zjedzą, to nie zjedzą nic innego....a ty tu wyjeżdżasz z takimi tekstami....czasem warto ugryźć się w język albo zwyczajnie bzdur nie pisać
    ci faceci to często jedyni żywiciele rodzin, pracują po budowach za grosze i raczej nie przyjęliby tekstów, że żona nakarmiła obce dzieci a dla niego zostały skrawki z 3 kiełbasek....
  • anaisanais 05.09.12, 14:46
    > ci faceci to często jedyni żywiciele rodzin, pracują po budowach za grosze i ra
    > czej nie przyjęliby tekstów, że żona nakarmiła obce dzieci a dla niego zostały
    > skrawki z 3 kiełbasek....
    chyba ze taki facet ma lepsze serce niz zonka ktora mu te kielbase usmazyla
    --
    tessutimania.wordpress.com/ - moj blog o szyciu
    mipiaceilmondo.wordpress.com/ - moj blog o podrozach
  • soha2 05.09.12, 15:35
    o tak pójście spać z pustym żołądkiem to sama słodycz
    widzę, że nadal 3/4 z was ma wyobrażenie codziennego życia jako bezstresowe pasmo dostępności do wszystkiego
    a tak nie jest
    kwestia przeżycia u ludzi ubogich to kwestia takze tego czy się zje ten jeden ciepły posiłek w ciągu dnia czy też nie
    i nie ma możności zadzwonienia po pizzę
    zejdzcie na ziemie
    tak, jasne, ów pan po 12 ha pracy z radością odda swoją kiełbasę albo inne ziemniaki obcemu dziecku - jasne
    szczególnie, że zauważyłam, że często jest tak w tych domach, że ów pan je najwięcej mięsa i dla niego jest ono zostawiane, dzieci jedzą posiłki opłacane przez mops albo szkołę - co w tym wypadku to jedno i to samo często więc w domach jedzą już dania bezmięsne
    ale co ja wam będę tłumaczyć
    Wy i tak wiecie lepiej, że pan powinien iść po całodziennej harówie spać głodny bo przeca jakiś kolega syna przyszedł do nich i trzeba go nakarmić
  • quilte 05.09.12, 15:40
    Skąd wiesz, że autorka wątku jest uboga?
    soha2 napisała:

    > o tak pójście spać z pustym żołądkiem to sama słodycz
    > widzę, że nadal 3/4 z was ma wyobrażenie codziennego życia jako bezstresowe pas
    > mo dostępności do wszystkiego
    > a tak nie jest
    > kwestia przeżycia u ludzi ubogich to kwestia takze tego czy się zje ten jeden c
    > iepły posiłek w ciągu dnia czy też nie
    > i nie ma możności zadzwonienia po pizzę
    > zejdzcie na ziemie
    > tak, jasne, ów pan po 12 ha pracy z radością odda swoją kiełbasę albo inne ziem
    > niaki obcemu dziecku - jasne
    > szczególnie, że zauważyłam, że często jest tak w tych domach, że ów pan je najw
    > ięcej mięsa i dla niego jest ono zostawiane, dzieci jedzą posiłki opłacane prze
    > z mops albo szkołę - co w tym wypadku to jedno i to samo często więc w domach j
    > edzą już dania bezmięsne
    > ale co ja wam będę tłumaczyć
    > Wy i tak wiecie lepiej, że pan powinien iść po całodziennej harówie spać głodny
    > bo przeca jakiś kolega syna przyszedł do nich i trzeba go nakarmić
  • anaisanais 05.09.12, 16:35
    ona pisze o sobie najwyrazniej.

    przykro mi z powodu twojej biedy, naprawde. ale i tak wyczyuwam w twoich postach postawe 'tylko dla mnie a drugiemu nie dam'. niby ze nie ma, tez przeinaczasz, ze dziecko zje cala kielbase mezowi, ktory pojdzie spac glodny, teraz to juz uroslo do zabierania calego obiadu, gdzies tam wyzej bylo ze pol kielbasy odejmusz kazdemu (4 osoby) dla tego chlopca, tu ogolnie chodzi o umiejetnosc dzielenia sie ktorej nie masz, patrzysz pazernie na swoje tylko i sie zaslaniasz bieda, takiemu dziecku wystarczyloby dac kawalek, nawet ten syn mogby sie podzielic i jakias kanapke
    sa biedni ludzie ktorzy i tym co maja sie podziela zycze ci takich spotkac (to bylo do soho wszystko)
    --
    tessutimania.wordpress.com/ - moj blog o szyciu
    mipiaceilmondo.wordpress.com/ - moj blog o podrozach
  • soha2 06.09.12, 11:50
    pisałam o sytuacjach, które w pracy spotykam, nie o swojej tongue_out

    sory panna, zawsze możesz skoczyć do lokalnego mopsu, zgłosić się jako wolontariusz - dobra szkoła życia - pochodzić trochę po domach, a raczej po rodzinach, które podlegają pod ww i poobserwować sobie jakie życie niektórzy prowadzą
    co do tego upratego przez ciebie dzielenia kiełbaski na czworo czy też odjęcia komuś, żeby dać innemu, to proponuję cały dzien przezyc na jednej małej kanapce, potem po cały dniu - nei 8 ha ale całym dniu wrócic do domu i zjesc 2/3 czy też 1/4 posiłku - w ubogich rodzinach scisle wydziela się jedzenie na cały tydizen, bo tak i juz - i wtedy zobaczymy jak radosnie będziesz chciała nadal oddawać znajomym dzieci swój posiłek
  • robitussin 05.09.12, 14:51
    franczii napisała:

    > No toz pisze wlasnie, ze dramat, ze jeno na marne petko kielbasy lub 3dniowy k
    > otlet styrany maz moze liczyc po 12 godzinnej robocie.

    Dramat to jest, jak baby na forum obcym ludziom do lodówki zaglądają i komentują jak kto powinien własnymi zapasami dysponować uncertain

    --
    R.
  • jamesonwhiskey 05.09.12, 14:54
    > ą jak kto powinien własnymi zapasami dysponować uncertain

    4 bidne kielbasy naprawde trudno nazwac zapasami
  • robitussin 05.09.12, 15:01
    jamesonwhiskey napisał:

    > > ą jak kto powinien własnymi zapasami dysponować uncertain
    >
    > 4 bidne kielbasy naprawde trudno nazwac zapasami

    O właśnie, oto przykład tego, co przed chwilą napisałam uncertain
    Weź jej jeszcze powspółczuj, że tylko śląską z Biedry kupiła, zamiast jałowcowej z Krakowskiego Kredensu.
    I jeszcze z niej zadrwij, że tylko 4 kawałki, zamiast 10, bo może jakiś buc bez zapowiedzi wpadnie na sępią kolacyjkę.

    --
    R.
  • jamesonwhiskey 05.09.12, 15:08
    > O właśnie, oto przykład tego, co przed chwilą napisałam uncertain
    > Weź jej jeszcze powspółczuj, że tylko śląską z Biedry kupiła, zamiast jałowcowe
    > j z Krakowskiego Kredensu.
    > I jeszcze z niej zadrwij, że tylko 4 kawałki, zamiast 10, bo może jakiś buc bez
    > zapowiedzi wpadnie na sępią kolacyjkę.

    a wiesz ze ludzie mniej zamozni a wrecz biedni by sie podzielili
    tym co maja
    tylko jakies lemingowate buce robia wielkie halo z kawalka chleba i troche kielbasy
    odrazu jest ze przyszedl sie cham i swinia nazrec za darmo

    ale chyba frank ostatnio skoczyl
    to poprosc pania krojaca ser zeby ci kroila ciensze plasterki
    zawsze to jakas oszczendosc
  • robitussin 05.09.12, 15:09
    Ty naprawdę nic nie zrozumiałeś?????

    --
    R.
  • aneta-skarpeta 05.09.12, 15:11
    dla mnie kuriozum są te 4 kiełbaski, bo wtedy nawet domownik nie moze miec dokladki, nawet jakby chcial, bo np jest wyjatkowo glodny lub wyjątkowo mu smakuje


    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • robitussin 05.09.12, 15:13
    aneta-skarpeta napisała:

    > dla mnie kuriozum są te 4 kiełbaski, bo wtedy nawet domownik nie moze miec dokl
    > adki, nawet jakby chcial, bo np jest wyjatkowo glodny lub wyjątkowo mu smakuje

    I nie przychodzi Ci do głowy, że ludzie wiedzą, ile mniej więcej zjada ich rodzina i że w związku z tym są w stanie poczynić odpowiednie zakupy? Kurczę, u mnie po obiedzie nikt ani nie wstaje głodny ani dla odmiany nie chowam do lodówki zapasów na kolejny tydzień. No ale ja nienormalna jestem, więc może dlatego.

    --
    R.
  • iwles 05.09.12, 15:16

    a tobie nie przychodzi do głowy, że na 4 domowników akurat każdy z nich może nie mieć ochoty na kiełbasę? Ciekawe, co by zrobiła, gdyby dziecko miało ochotę na jajecznicę nie kiełbasę z grilla.

    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • robitussin 05.09.12, 15:21
    > a tobie nie przychodzi do głowy, że na 4 domowników akurat każdy z nich może ni
    > e mieć ochoty na kiełbasę?

    Pardon?
    A Ty dla każdego z osobna robisz oddzielny obiad?
    Czym mnie jeszcze zadziwisz w tym wątku?

    > Ciekawe, co by zrobiła, gdyby dziecko miało ochotę n
    > a jajecznicę nie kiełbasę z grilla.

    Proste - zjadłoby kiełbasę z grilla albo było głodne.
    Nie upadłam jeszcze na łeb, by każdemu (a jest nas piątka) gotować coś innego.

    --
    R.
  • iwles 05.09.12, 15:24

    > A Ty dla każdego z osobna robisz oddzielny obiad?

    zdarzało się, chociaż nie obiad, ale np. śniadanie czy koilacja - meny do wyboru.


    > Proste - zjadłoby kiełbasę z grilla albo było głodne.

    a ja mam taki głupi zwyczaj, że pytam dziecko, na co ma ochotę.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • robitussin 05.09.12, 15:28
    iwles napisała:

    >
    > > A Ty dla każdego z osobna robisz oddzielny obiad?
    >
    > zdarzało się, chociaż nie obiad, ale np. śniadanie czy koilacja - meny do wybor
    > u.

    Każdemu coś innego? Kilka różnych posiłków? Podziwiam Cię.

    > > Proste - zjadłoby kiełbasę z grilla albo było głodne.

    > a ja mam taki głupi zwyczaj, że pytam dziecko, na co ma ochotę.

    A ja pytam WSZYSTKICH. I oczekuję jednej, zgodnej propozycji na jeden dzień, a nie, że ten naleśniki, ten kotlet, ta pierogi, a chłop golonkę. Naprawdę mam co robić w życiu poza staniem przy garach.

    --
    R.
  • iwles 05.09.12, 15:31

    wiesz, dla mnie to trochę strasznie brzmi, bo ja sama lubię jeść to, na co mam ochotę.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • soha2 06.09.12, 11:36
    gdybym pytała się dziecka na co ma ochotę, to codziennie jedlibyśmy pomidorówkę, frytki albo naleśniki tongue_out
  • aneta-skarpeta 05.09.12, 15:31
    u nas zdarza sie, ze ja nie mam specjalnie pomyslu na kolacje, ale moi panowie zapragneli np tosty, choc ja myslalam np o salatce
    i czesto robie tosty- wtedy kara musi byc i którys musi pomócsmile
    np moj syn ciagle jadlby nalesniki i wtedy juz sam wykazuje gotowosc w kuchni, zeby tylko zrobila
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • aneta-skarpeta 05.09.12, 15:20
    domyslam sie ze mozna zyc z wyliczonymi plasterkami sera i miec dokladnie co do kromki wyliczony chleb

    ale wtedy pojawiaja sie takie drobne problemy, ze np ktos jest dzisiaj bardziej glodny i trzeba specjalnie jechac na zakupy dokupic, bo nie ma nic w zapasie

    ja nie mówie ( bo lubisz wyolbrzymiac) o skladowaniu 10 pet kiełbasy, ale dodatkowy ser zółty czy serek do smarowania " na czarna godzinę" czy sloik pesto jest raczej czyms normalny i powszechnym w domu, bo nie jestesmy robotami i czasem mozemy miec ochote zjesc wiecej ( czy ja, czy dziecko czy mąz po 12 h, ktory czasem tylko dziubnie, a czasem ma ochote zjesc prosto z lodówki 2 plasterki szynki bo ładnie wyglada)

    a nie zdarza sie wam np ze zronisz na sniadanie kanapki i dziecku wyjątkowo smakują, bo kupilas nowa wedline i chcialoby zjesc dodatkową kanapkę?
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • robitussin 05.09.12, 15:26
    > nie jestesmy robotami i czas
    > em mozemy miec ochote zjesc wiecej

    No to wyobraź sobie, że naruszasz te swoje żelazne zapasy, bo przyszły niezapowiedziane koleżanki do dzieci, a Twoje drugie dziecko mówi za godzinę, że jest głodne i chce jeszcze, bo się nie najadło. Rozumiem, że pobiegniesz w te pędy do sklepu nocnego dokupić coś na ząb? Bo zamiast pomyśleć o własnej rodzinie wolałaś dokarmić koleżanki?

    > a nie zdarza sie wam np ze zronisz na sniadanie kanapki i dziecku wyjątkowo sma
    > kują, bo kupilas nowa wedline i chcialoby zjesc dodatkową kanapkę?

    No to je. Jaki problem? Przecież nie kupuję na styk, co do plastra, ale nie kupuję też tyle, by móc być przygotowaną na każdy dzień, bo a nuż ktoś przyjdzie. I jeśli nawet mam w zapasie ciut więcej, to jest to zapas DLA NAS, a nie dla niezapowiedzianych gości. Bo takich gości nie karmię (bo ich nie mam). Proste.

    --
    R.
  • jamesonwhiskey 05.09.12, 15:34
    > ci, a Twoje drugie dziecko mówi za godzinę, że jest g
    > łodne i chce jeszcze, bo się nie najadło. Rozumiem, że pobiegniesz#

    to lepiej napisz co ty robisz
    wyliczone plasterki wyszly
    w lodowce swiatlo
  • aneta-skarpeta 05.09.12, 15:38
    > No to wyobraź sobie, że naruszasz te swoje żelazne zapasy, bo przyszły niezapow
    > iedziane koleżanki do dzieci, a Twoje drugie dziecko mówi za godzinę, że jest g
    > łodne i chce jeszcze, bo się nie najadło.

    u mnie w domu nigdy nie ma sytuacji ze jak poczestuje kogos np kiełbasa i nie mam juz na kolacje to mam ser, serek, dzem, pesto, rybe w konserwach, make i jajka na nalesniki- wiec nie ma opcji ze beda glodni

    jak wiem ze np syn marzy o tej kielbasie to nie daje jej kolezance tylko czestuje ją kanapką, bo wiem ze wpadla z podrózy, pracy i moze byc glodna
    choc poza bratem to u nas nikt tak z ulicy nie jada ( mam na mysli doroslych)

    jak syn zaprasza kolege i mam 1 kielbase, a syn chce zeby kolega zostal to kielbasa jest dzielona na pół ( kielbasa dziecka) i do tego wiecej chleba czy owoc na koniec, zeby nie yli glodni

    jak nawet nie mam sera, wedliny to mam mąkę, makaron, pomidory w puszce etc etc
    wiec ZAWSZE bedzie cos jesc
    bo zdarza sie ze generalnie robie zakupy co 2 dni, ale czasem mi sie nie chce ( nieplanowanie) a jesc cos trzeba

    w zwiazku z tym nie mam problemu z niespdziewanymi goscmi syna, a 10latek nie je tyle zeby mialoby mnie toz rójnowac, albo mialabym komus z domowników odjąc od ust

    mało tego moj "dziwny mąż" zaakceptowałby fakt, ze np syn mu zjadł jego kiełbase i mimo ze "kielbasa byla na obiad" to dla meza zrobilam spagetti- bo przyjechal pozniej

    nie są to sytuajce codzinne, wiec nie są męczące

    moj syn chodzi do 2 kolegów do domu i z jego opowiesci wynika ze mamy zawsze dają im cos do jedzenia, wrecz przymuszaja do jedzenia " bo nie beda glodni siedziec"
    wiec nie jestem jakas wyjątkowa
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • franczii 05.09.12, 12:56
    Bo nie to mnie dziwi, ze ktos nie chce odjac od ust sobie i dzieciom i mezowi zeby nakarmic zarlocznego kolege tylko ze ten ktos kto u was dba o zywienie rodziny slabo sie z tego wywiazuje skoro w tej lodowce tylko petko kielbasy , odliczony plasterek lub 3dniowy kotlet.
  • aneta-skarpeta 05.09.12, 11:38
    jesli mam grilla i wyliczone kielbaski, amaz wraca po calym dniu z pracy to robie tak
    mowie chlopakom- synowi i koledze, ze trzeba sie kielbaską podzielic i ich kiełbaske ciach na pół i daje grillowane tosty, do tego pomidora czy ogórka ( jak tam lubią) jak sie nie najedli to po jabłku na koniec

    nie mialam sytuacji zeby dziecko u nas siedzialo calymi dniami, zeby mialo co jesc, a ja juz na dzieciaka patrzec nie mogę

    nie zdarzalo mi sie zeby ktos dzwonil niezaopwiedziany do drzwi, ale zdarzalo sie, ze np byli na dworzu i zamiast syna, mialam syna i kolege z blaganiem- mamoooo proszę mozemy teraz posiedziec u nas? a kolacja za pasem ( w zasadzie gotowa)
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • miacasa 04.09.12, 10:42
    Jak mi dziecię przyprowadza gościa w porze obiadu to dzielę tak by wszyscy dostali, choćby było to pół kotleta smile lubiłam w dzieciństwie jeść w towarzystwie innych dzieci (czy to u mnie czy u nich) i chcę by moje dzieci mogły miło wspominać takie chwile
  • graue_zone 04.09.12, 11:03
    Wracasz mi wiarę w ludzi. smile
  • franczii 04.09.12, 11:07
    Dokladnie, moje dzieci tez sa szczesliwe kiedy jakis kolega zostaje na kolacji.
  • rosapulchra-0 04.09.12, 10:44
    Nigdy nie było dla mnie problemem poczęstować kogoś jedzeniem. Nieważne, czy to byli znajomi dzieci, czy moi.
    --
    Gdy widzisz kogoś odpoczywającego pomóż mu.
    anielska.blog.pl/
  • guderianka 04.09.12, 10:48
    Nigdy nie ma u nas wyliczonej ilości jedzenia. Robię celowo wiecej bo może zostać na drugi dzień, bo może własnie będzie jakiś gość, bo Mąż czasem lubi zjeść na zimno (kotlet).
    Często dzieci u nas jedzą, wiele razy też przygotowują coś z nami-np. ciasto. Niektóre dzieciaki w wieku 9 lat pierwszy raz np. rozbijały jajko wink

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • triss_merigold6 04.09.12, 10:49
    Nie prowadzę domu otwartego, nie jestem PAH ani Caritasem. Znajomych dziecka częstuję owocami, daję picie i jakieś chrupki/wafelki czy ciasto. Mogę poczęstować zupą jeśli mam. Nie zdarzyło się dotąd, żeby jakieś dziecko było w porze obiadowej, ale nie jesteśmy na etapie samodzielnego odwiedzania się przez dzieci - kolega czy koleżanka zawsze przychodzą z matką, tak samo jak chodzę z synem i młodszą.
  • franczii 04.09.12, 10:56
    U mnie by nie bylo problemu, zeby dodatkowa dziecieca gebe nakarmic.
    Moge miec wyliczone plastry miesa ale oprocz tego zawsze cos w domu jest. Kielbase mozna pokroic na kawalki i dorobic wiecej kanapek. ostatecznie jak bida z nedza to moge otworzyc puszke pomidorow i tunczyka i zrobic makaron z sosem. Ale to juz naprawde lodowka musi swiecic pustkami tuz przed wiekszymi zakupami.
  • jolunia01 05.09.12, 12:20
    franczii napisała:

    > U mnie by nie bylo problemu, zeby dodatkowa dziecieca gebe nakarmic.

    U mnie w zasadzie też, niemniej nie zawsze jest to niekłopotliwe.

    > Moge miec wyliczone plastry miesa ale oprocz tego zawsze cos w domu jest. Kielb
    > ase mozna pokroic na kawalki i dorobic wiecej kanapek.

    Autorka wątku pisała o grillu, a nie o kanapkach. Tu widzę zasadniczy problem.

    > ostatecznie jak bida z nedza to moge otworzyc puszke pomidorow i tunczyka i zrobic
    > makaron z sosem. Ale to juz naprawde lodowka musi swiecic pustkami tuz przed
    > wiekszymi zakupami.

    To chyba nie jest nadzwyczajne zjawisko.
    --
    O, to ja - taka mądra jestem?!
  • franczii 05.09.12, 13:25

    >
    > Autorka wątku pisała o grillu, a nie o kanapkach. Tu widzę zasadniczy problem.

    Pisala, ze na kolacje mialy byc kielbaski i kanapki. Czytaj uwaznie.



    > To chyba nie jest nadzwyczajne zjawisko.

    Jak widac dla niektorych jest.
  • robitussin 05.09.12, 14:53
    franczii napisała:

    >
    > >
    > > Autorka wątku pisała o grillu, a nie o kanapkach. Tu widzę zasadniczy pro
    > blem.
    >
    > Pisala, ze na kolacje mialy byc kielbaski i kanapki. Czytaj uwaznie.
    >
    >
    >
    > > To chyba nie jest nadzwyczajne zjawisko.
    >
    > Jak widac dla niektorych jest.

    Dla mnie Ty jesteś nadzwyczajnym zjawiskiem.
    Normalnie nie wierzę, że tacy ludzi faktycznie istnieją smile

    --
    R.
  • jolunia01 05.09.12, 15:34
    franczii napisała:

    > Czytaj uwaznie.

    Dobrze, przeczytałam jeszcze raz: "Ja nie kupiłam nic na kolację a miałam zamrożone 4 kiełbasy (jest nas czworo) i rozpalałam właśnie gril aby je upiec, do tego były kanapki." Stąd wysnułam wniosek, że podstawowym daniem na tę kolację były kiełbaski z grilla, a dodatkowo kilka skromnych kanapek. Autorka wątku wprost pisze, że nie robiła zakupów, więc raczej wszystkie "dobre" rady i krytyczne uwagi są bezprzedmiotowe, bo zwyczajnie mogła nie mieć więcej chleba, masła, jajek, pomidorów, sera* ...

    * wybierz sobie pasująca odpowiedź.



    --
    O, to ja - taka mądra jestem?!
  • murwa.kac 04.09.12, 10:59
    prowadze dom otwarty, wiec dla mnie to zaden problem.
    nigdy tez nie gotuje obiadow na porcje. zawsze robie wiecej, min. na takie sytuacje wlasnie.

    odmawianie wizyty dziecka tylko dlatego zeby go nie nakarmic - z deka moim zdaniem dziwne/wredne
    --
    mam dwa nicki wink
    Dzieci Rocznik 2011
  • sueellen 04.09.12, 10:59
    u mnie jest dom otwarty, pełna lodówka i nigdy nie wiadomo ile będzie osób na kolacji.
    --
    O mnie
  • franczii 04.09.12, 11:00
    I nie potrafie sobie wyobrazic zeby przy rodzinie 4osobowej tak na styk wszystko kupowac z dokladnoscia do plasterka sera i wyliczone plasterki szynki. A jak ktos by sobie chcial cos zjesc w ciagu dnia albo wieczorem albo nie najadl sie na kolacje tya kielbasa?
  • franczii 04.09.12, 11:02
    Aha nie prowadze domu otwartego i gdyby chodzilo o niespodziewane podjecie kilku osob to problem by mogl byc ale jedna dodatkowa geba?
  • triss_merigold6 04.09.12, 11:07
    Nie przejmuj się mam to samo. Oboje pracujemy, jesteśmy w domu po południu, chcemy odpocząć, dzieci też po południu są odbierane ze żłobka i szkoły i sorry, ale nie bardzo tu widzę dobry czas na spontanicznych gości.
  • carmita80 04.09.12, 11:12
    Tez mam 4-osobowa rodzine ale nigdy nie ma odlicznych porcji/plastrow itp. Koledzy dzieci jadaja u nas czesto a moje u nich. Zaden problem. Gdyby zjawil ktos nie spodziewanie (1-2 osoby) zawsze jest cos do jedzenia. Lodowki i spizarnia pelne. Nie przyszedlby mi do glowy taki "problem".
  • maga761 04.09.12, 11:33
    franczii napisała:

    > I nie potrafie sobie wyobrazic zeby przy rodzinie 4osobowej tak na styk wszystk
    > o kupowac z dokladnoscia do plasterka sera i wyliczone plasterki szynki. A jak
    > ktos by sobie chcial cos zjesc w ciagu dnia albo wieczorem albo nie najadl sie
    > na kolacje tya kielbasa?

    Do kanapek coś zawsze jest. A mięso mam zamrożone właśnie w porcjach ponieważ jak pisałam często wyrzucałam. Te kiełbasy to tak akurat się zdażyło. Zazwyczaj kupuję w dniu kiedy stwierdzamy, ze zrobimy grilla. W sumie to zazwyczaj kupuję na bieżąco i tylko na chleb coś jest i w zamrażalniku mięso. Czasem próbowałam planować posiłki na cały tydzień i kupować za jednym razem ale jakoś z tego zrezygnowałam bo czasem nie było czasu w danym dniu aby zrobić to co zaplanowane lub nie mieliśmy na to ochoty. Ogólnie u nas wszyscy mało jedzą i jak jest zapas w lodówce to po jakimś czasie muszę wyrzucać.
  • iin-ess 04.09.12, 19:07
    maga761 napisała:


    >
    > Do kanapek coś zawsze jest. A mięso mam zamrożone właśnie w porcjach ponieważ j
    > ak pisałam często wyrzucałam. Te kiełbasy to tak akurat się zdażyło.

    No to trzeba było zrobić więcej kanapek a 4 kiełbaski podzielić na 5 części
  • robitussin 04.09.12, 12:37
    franczii napisała:

    > I nie potrafie sobie wyobrazic zeby przy rodzinie 4osobowej tak na styk wszystk
    > o kupowac

    U mnie tak właśnie jest. Kupuję/gotuję tyle, ile zjemy. Ponieważ nikt nie lubi zjadać resztek na drugi dzień, więc oduczyłam się gotowania na zapas, który potem i tak lądował w śmieciach. Jeśli coś zostanie w nadmiarze po obiedzie, to zazwyczaj ziemniak albo łyżka surówki. Więc jeśli miałabym podzielić to między dodatkowe osoby, to nikt by się nie najadł.

    --
    R.
  • franczii 04.09.12, 13:29
    My tez nie jaadamy resztek a na 2 razy gotuje tylko i wylacznie potrawy ktore odgrzewane smakuja lepiej np. gulasz, pieczen i u mnie lasagne tez wchodza bardziej odgrzane. Niczego nie wyrzucam,zamrozonych nie uznaje, najwyzej troche miesa na raz, w lodowce mam zapas na 3 dni maks. bo lubie wszystko swieze. A nigdy mi sie nie zdarzylo miec problem co dac dodatkowemu 6latkowi a nawet 40latkowitongue_out Tak jak pisze rozumiem, ze porcji miesa moze byc tylko na 4 osoby ale dzieli sie to na 5 a na stol dostawia cos innego. Nie wierze, ze sa takie rodziny ktore zadnej wedliny czy serow nie maja. Albo paczki makaronu czy ryzu w szafce.
  • robitussin 04.09.12, 13:54
    > na stol dostawia cos innego.

    Ale u nas nie ma czegoś innego, tak trudno to zrozumieć?
    I naprawdę nie widzę powodu, żebym kosztem swojej rodziny miała dokarmiać cudze dzieciaki. Co innego, gdy wizyta jest planowana, uzgodniona, ja mam zrobione dodatkowe zakupy i wiem, że obiadu trzeba przygotować więcej. Nie ma wówczas najmniejszego problemu. Natomiast nie mam ochoty ani na dzielenie porcji na mikroporcje, którymi nikt się nie naje ani na kombinowanie dodatkowego posiłku. Na szczęście ja naprawdę nie mam aż takich dylematów, bo u nas tego typu sytuacje to 1 na 100. Zdecydowana większość kolegów dzieci na hasło "mamy obiad" zwija się, żegna, przeprasza, że się zasiedziała i leci do domu. Niezmiernie rzadko zdarzało się, że ktoś nie zrozumiał aluzji.

    > Nie wierze, ze sa takie rodziny ktore zadnej wedliny czy serow nie maja.

    Ale co ma do tego ser czy wędlina?
    Cała rodzina je schabowego na obiad, a kolegom mam zrobić kanapkę z serem?
    Pomijam już, że wędliny i ser mamy przewidziane na kolację. Własną.

    > Albo paczki makaronu czy ryzu w szafce.

    Wiesz, naprawdę wolę wyjść na prostaczkę nie częstując niczym, niż podać komuś ugotowaną paczkę ryżu.

    --
    R.
  • franczii 04.09.12, 13:57
    No to rzeczywiscie bida az piszczy u was jak tak wszystko wyliczone co do grama. tego wlasnie nie rozumiem.
  • robitussin 04.09.12, 14:27
    franczii napisała:

    > No to rzeczywiscie bida az piszczy u was jak tak wszystko wyliczone co do grama

    Bieda? Po prostu organizacja wydatków. Do biednych nie należymy. Właśnie między innymi dlatego, że nie trwonię kasy gdzie popadnie i nie poczuwam się do roli instytucji charytatywnej.
    Kurczę, jak się cieszę, że obracamy się w kręgu ludzi, którzy mają podobne podejście do życia.

    > . tego wlasnie nie rozumiem.

    Współczuję więc ograniczonych horyzontów myślowych.

    --
    R.
  • iwles 04.09.12, 14:31

    naprawdę masz w lodówce wyliczoną liczbę plasterków żółtego sera ?


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • franczii 04.09.12, 14:37
    To nie wiesz, wyliczony co do plasterka zolty serek to organizacja wydatkow.
    Dzieki temu im sie swietnie powodzi.
  • robitussin 04.09.12, 14:39
    > naprawdę masz w lodówce wyliczoną liczbę plasterków żółtego sera ?

    Tak.


    --
    R.
  • iwles 04.09.12, 14:45

    a jeżeli domownik (nie gość) chciałby zjeść więcej plasterków, to musi iść do sklepu?
    Albo jeśli nikt nie ma ochoty na żólty ser - to i tak musi zjeść ?

    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • robitussin 04.09.12, 14:53
    > a jeżeli domownik (nie gość) chciałby zjeść więcej plasterków, to musi iść do s
    > klepu?

    Napisałam - kupuję tyle, by starczyło i żeby nie było za dużo. Jeśli coś zostaje, to są to szczątkowe ilości. Przepraszam Was za to, że jestem nienormalna, bo planuję zakupy z głową.

    > Albo jeśli nikt nie ma ochoty na żólty ser - to i tak musi zjeść ?

    Że pardon what? Nie, nie musi. Zje to ktoś inny.

    --
    R.
  • iin-ess 04.09.12, 19:12
    iwles napisała:

    >
    > a jeżeli domownik (nie gość) chciałby zjeść więcej plasterków, to musi iść do s
    > klepu?

    Nie może, gdzie do sklepu przecież to by zaburzyło organizacje wydatków. Zjadł swój plasterek i dowiedzenia.
    >
  • franczii 04.09.12, 14:33
    Ciekawe jakie byscie poniesli koszty w skali roku z tytulu zaproszenia kilka razy kolegi na obiad. Nawet 2 razy w miesiacu. Toz to jakas bajonska suma, rzeczywiscie musicie byc bardzo dostatni skoro stanowi to odczuwalna roznicebig_grin
  • mama303 04.09.12, 15:37
    Ale pewnie jak zapraszają to mają przewidziane w wydatkach smile
  • jamesonwhiskey 04.09.12, 17:50
    > Kurczę, jak się cieszę, że obracamy się w kręgu ludzi, którzy mają podobne pode
    > jście do życia.

    krag za wielkim plotem, pelny dorobkiewiczow z nowka skoda oktawia na podjezdzie i swiatlem w lodowce, bida
    to nawet ja bym cos znalazl w lodowce jakas mrozona pizze czy jakies inne gotowe paskudztwo
    ktorego nie jadam ale jak sie ktos napatoczy to sie kryl po katach z jednym kotletem nie bede
    a te pare zloty jakos nie robi mi roznicy
  • melmire 04.09.12, 17:57
    Czyli co, specjalnie dla gosci masz swinstwa ktorych nie jadasz? Ja staram sie nie topic funduszy w jedzenie ktorego nie tykam.
    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • jamesonwhiskey 04.09.12, 18:02
    > Czyli co, specjalnie dla gosci masz swinstwa ktorych nie jadasz? Ja staram sie
    > nie topic funduszy w jedzenie ktorego nie tykam.


    nie, mam jakies tam awaryjne jedzenie na awaryjne sytuacje
    a nie wyliczony cienki plasterek sera i pol kajzerki
    goscie nie maja nic do rzeczy
    te pare groszy "utopione" jakos moge zniesc ,poza tym nie musze nikogo wyrzucac w porze obiadu i udawac ze mnie nie ma , czy chowac sie
  • melmire 04.09.12, 18:07
    No a ja nie mam, i zyje, i moi goscie zyja. Moze dlatego ze nie wpadaja niezapowiedziani w porze obiadu ani kolacji smile
    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • jamesonwhiskey 04.09.12, 18:10
    . Moze dlatego ze nie wpadaja niezapo
    > wiedziani w porze obiadu ani kolacji smile

    a to wogule wpadaja
    bo wyglada ze nie ma zbytnio po co
  • robitussin 05.09.12, 15:08
    jamesonwhiskey napisał:

    > . Moze dlatego ze nie wpadaja niezapo
    > > wiedziani w porze obiadu ani kolacji smile
    >
    > a to wogule wpadaja
    > bo wyglada ze nie ma zbytnio po co

    Jasne, bo normalne relacje to są tylko wtedy, gdy stado bydła wpada do ciebie bez zapowiedzi i siedzi do rana żrąc pizzę ze stacji benzynowej suspicious

    --
    R.
  • iwles 05.09.12, 15:12

    nie, normalne relacje międzyludzkie to są takie, kiedy nie wykluczam takiej sytuacji, a kiedy się zdarzy, to się dobrze bawię, a nie spinam i wyrzucam za drzwi.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • robitussin 05.09.12, 15:18
    > nie, normalne relacje międzyludzkie to są takie, kiedy nie wykluczam tak
    > iej sytuacji, a kiedy się zdarzy, to się dobrze bawię, a nie spinam i wyrzucam
    > za drzwi.

    A ja wykluczam. Nie mam znajomych, którzy wpadają bez zapowiedzi na kawkę (wyeliminowałam ich skutecznie, bo nie zadaję się z niewychowanymi bucami). Ja do nich również nie wpadam. I oni do siebie nawzajem również. Normalnie czary jakieś, bo też są miedzy nami normalne i zdrowe relacje, choć spotkania są planowane. Niech to nawet będzie planowanie dzień wcześniej albo i rano. Ale nie na zasadzie dzwonek do drzwi i "oto jestem!".
    Szanujemy się nawzajem i szanujemy swój czas i swoje plany. Ba! My wszyscy jesteśmy nawet tacy popierdzieleni, że nie dzwonimy do siebie wiedząc, że ktoś jest w pracy, że ktoś ogląda mecz albo że akurat jest pora kąpania dzieci.

    --
    R.
  • aneta-skarpeta 05.09.12, 15:27
    wiadomo, ze jak wiesz ze ktos ma taka prace, ze nie moze rozmawiac to do niego nie dzwonisz w ciagu dnia, jak jest euro to lepiej nie dzwonic etc

    to nic dziwnego

    jak ktos ma malutkie dziecko to wiadomo, ze generalnie ostrozne z dwonieniem, ale np znane mi osoby mialy wyciszony telefon, bo przy malym dziecku nie wiadomo kiedy mozna zadzwonic, bo albo spi, albo jest karmione, albo kąpane, albo płacze

    w sumie np do mnie w czasie euro mozna dzwonic, ale w czasie gdy ogladam serial juz nietongue_out
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • robitussin 05.09.12, 15:29
    > w sumie np do mnie w czasie euro mozna dzwonic, ale w czasie gdy ogladam serial
    > juz nietongue_out

    O tototo big_grin

    --
    R.
  • robitussin 05.09.12, 14:58
    melmire napisała:

    > No a ja nie mam, i zyje, i moi goscie zyja. Moze dlatego ze nie wpadaja niezapo
    > wiedziani w porze obiadu ani kolacji smile

    Normalnie magia, nie? smile

    --
    R.
  • drzewachmuryziemia 04.09.12, 21:58
    Boze, chyba tez jestem jakas dziwna, bo nie trzymam w lodówce mrozonych swinstw, w ógle mrozonek nie uznaje, a jak sie kupuje świeze mieso, to przeciez nie moge kupic duzo wiecej, bo bedzie ciagle zepsute...pododbnie z wędliną, serem - zaczęłam kupowac mało i często, bo jak kupie więcej to mi to wysycha. Ni kazdy ma zepierdzieloną zarciem lodówke - moze jak ktos faktycznie prowadzi otwarty dom, to mu to zawsze ktos zje, ale jak do kogos nagle ludzie nie wpadają, to byłoby to irracjonalne, zeby zawsze miec zapas jedzenia. Poza tym wiecie, to zalezy od regionu, w którym sie zyje. W Wielkopolsce na przykład to jest norma, ze sie nie wpada bez zapowiedzi, a Warszawie norma jest chyba cos odwrotnego.
  • iwles 04.09.12, 22:04

    a dlaczego nazywasz swinstwem moje wlasne pierogi, ktore robie czesto i dlatego czesto mam kilka zamrozonych, he ?


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • drzewachmuryziemia 04.09.12, 22:58
    nie nazywamsmile to nie do Ciebie było, do pizzy sie odniosłam i jakis tam gotowych kupionych mrozoneksmile ale ja w ogóle nie mroze niczego i kazde mrozone jest dla mnie nie ok, bo gotuję wg Pięciu Przemian
  • viviene12 04.09.12, 19:15
    robitussin napisał:

    > franczii napisała:
    >
    > > No to rzeczywiscie bida az piszczy u was jak tak wszystko wyliczone co do
    > grama
    >
    > Bieda? Po prostu organizacja wydatków. Do biednych nie należymy. Właśnie między
    > innymi dlatego, że nie trwonię kasy gdzie popadnie i nie poczuwam się do roli
    > instytucji charytatywnej.

    smile)
    Jesli poczestowanie 1 goscia wlasnego dziecka nazywasz trwonieniem kasy albo w widzisz w kategorii instytucji charytatywnej, to ciesze sie, ze moje dziecko ma przyjaciol z innych srodowisk.



    > Kurczę, jak się cieszę, że obracamy się w kręgu ludzi, którzy mają podobne pode
    > jście do życia.

    Tez licza plasterki sera, zeby czasem jakis nie zostal potajmnie zjedzony?
    To zalosne normalnie


    > >
  • graue_zone 04.09.12, 13:58
    Aluzji? Normalne dziecko, wychowane w normalnym domu, gdzie gościnność jeszcze coś znaczy, ma prawo oczekiwać, że zostanie poczęstowane obiadem.
  • robitussin 04.09.12, 14:34
    graue_zone napisała:

    > Aluzji? Normalne dziecko, wychowane w normalnym domu, gdzie gościnność jeszcze
    > coś znaczy, ma prawo oczekiwać, że zostanie poczęstowane obiadem.

    Jeśli dla Ciebie wpadka znajomego bez zapowiedzi i zasiedzenie się w porze obiadowej rodziny jest oznaką wychowania w normalnym domu, to ja Cię bardzo przepraszam, ale chyba mamy inne wyobrażenia na temat tej normalności.
    Gościnność owszem, w pełnej krasie, gdy kogoś zaproszę albo gdy wiem wcześniej, że ktoś przyjdzie i jestem na to przygotowana. Ktoś, kto przychodzi bez zaproszenia i bynajmniej nie na chwilę w pilnej sprawie, nie ma co liczyć na więcej, niż moją tolerancję jego pobytu.
    Tak, wiem jestem chamką, tylko dlatego, że mam w sobie więcej asertywności, niż niektóre z Was.

    --
    R.
  • graue_zone 04.09.12, 14:35
    A pamiętasz, że mówimy o 8-10-letnich dzieciach?

    Gościnność owszem, w pełnej krasie, gdy kogoś zaproszę albo gdy wiem wcześniej,
    > że ktoś przyjdzie i jestem na to przygotowana. Ktoś, kto przychodzi bez zapros
    > zenia i bynajmniej nie na chwilę w pilnej sprawie, nie ma co liczyć na więcej,
    > niż moją tolerancję jego pobytu.


    Taak, to cieszę się, że wyrosłam w innym domu.
  • robitussin 04.09.12, 14:43
    graue_zone napisała:

    > A pamiętasz, że mówimy o 8-10-letnich dzieciach?

    A co to zmienia? Z tych dzieci kiedyś wyrosną dorośli, którzy też nie będą widzieli niczego zdrożnego w niezapowiedzianym przyjściu do znajomych.

    > Taak, to cieszę się, że wyrosłam w innym domu.

    I sama też wpadasz do kogoś niezapowiedziana w porze obiadu (najlepiej w niedzielę)?
    Nie? A to dlaczego, skoro to takie normalne?

    --
    R.
  • graue_zone 04.09.12, 14:55
    Nie, nie wpadam. Ale jeśli mi się zdarzy lub zapowiedziana przyjdę wcześniej "i się zasiedzę", to wiem, że nie usłyszę z wyczekiwaniem w głosie "bo my teraz siadamy do obiadu", tylko raczej "chodź, zjesz z nami obiad?".
  • robitussin 04.09.12, 15:16
    graue_zone napisała:

    > Nie, nie wpadam. Ale jeśli mi się zdarzy

    No to nie wpadasz czy Ci się zdarzy, bo to się wyklucza.
    Ja sobie po prostu nie wyobrażam przyjść do kogoś do domu, zadzwonić i krzyknąć "surprise! here I am!". Nigdy i w żadnych okolicznościach. Jest to dla mnie szczyt chamstwa.

    > ub zapowiedziana przyjdę wcześniej "
    > i się zasiedzę", to wiem, że nie usłyszę z wyczekiwaniem w głosie "bo my teraz
    > siadamy do obiadu", tylko raczej "chodź, zjesz z nami obiad?".

    Ale dlaczego w ogóle dopuszczasz zasiedzenie się u kogoś aż do pory obiadu?
    Nie masz zegarka, jakiegoś wyczucia taktu, że tak nie wypada?
    Niezależnie od tego, czy ktoś Cię zaprosi do stołu czy nie, to po prostu jest niefajne.

    --
    R.
  • graue_zone 04.09.12, 16:36
    No to nie wpadasz czy Ci się zdarzy, bo to się wyklucza.
    > Ja sobie po prostu nie wyobrażam przyjść do kogoś do domu, zadzwonić i krzyknąć
    > "surprise! here I am!". Nigdy i w żadnych okolicznościach. Jest to dla mnie sz
    > czyt chamstwa.


    Ale może się zdążyć, ze dzwonię i mówię, że jestem w okolicy i czy mogę być za 5 minut.
    > Ale dlaczego w ogóle dopuszczasz zasiedzenie się u kogoś aż do pory obiadu?
    > Nie masz zegarka, jakiegoś wyczucia taktu, że tak nie wypada?
    > Niezależnie od tego, czy ktoś Cię zaprosi do stołu czy nie, to po prostu jest n
    > iefajne.


    Dlatego, że jeśli jestem u przyjaciół, to nie patrzę co minutę nerwowo na zegarek, czy aby się nie zasiedziałam. I oni u mnie też nie.
  • robitussin 05.09.12, 15:11
    > Dlatego, że jeśli jestem u przyjaciół, to nie patrzę co minutę nerwowo na zegar
    > ek, czy aby się nie zasiedziałam. I oni u mnie też nie.

    Ja też nie patrzę nerwowo.
    Po prostu wiem, że w pewnym momencie wypada zakończyć wizytę.

    --
    R.
  • aneta-skarpeta 05.09.12, 15:05
    zadne dziecko mi znane nie wpada SPECJALNIE w porze obiadu., zeby sie zalapac na darmowy obiad

    raczej wynika to z tego, ze po szkole chlopaki zapragneli sie nie rozstawac i wpasc do nas np pograc

    jak kolega wpadał np akurat wtedy gdy nalewalam zupy to jakos specjalnie nie byl chetny sie przyłączyc, raczej wolal poczekac


    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • franczii 04.09.12, 14:42
    > Gościnność owszem, w pełnej krasie, gdy kogoś zaproszę albo gdy wiem wcześniej,
    > że ktoś przyjdzie i jestem na to przygotowana.

    Juz to widze jak chetnie z tej twojej goscinnosci znajomi korzystaja. Pewnie im kolkiem w gardle staja te wyliczone plasterki. Ide o zaklad, ze baardzo rzadko miewasz gosci (nie muszisz zaprzeczac). No ale to musi byc na reke takiemu sknerusowi, ups organizatorowi wydatkow.
  • robitussin 04.09.12, 14:49
    > Juz to widze jak chetnie z tej twojej goscinnosci znajomi korzystaja. Pewnie im
    > kolkiem w gardle staja te wyliczone plasterki. Ide o zaklad, ze baardzo rzadko
    > miewasz gosci (nie muszisz zaprzeczac). No ale to musi byc na reke takiemu skn
    > erusowi, ups organizatorowi wydatkow.

    Zapomniałaś jeszcze dopisać, że strasznie współczujesz moim dzieciom, bo z pewnością głodują, a mąż zapewne ma kochankę, która go dokarmia, bo kto by wytrzymał z taką babą, co to nawet pomidorów w puszce nie ma na zapas.
    No żal po prostu ...

    --
    R.
  • jola-kotka 05.09.12, 02:52
    robitussin napisał:

    > > Juz to widze jak chetnie z tej twojej goscinnosci znajomi korzystaja. Pew
    > nie im
    > > kolkiem w gardle staja te wyliczone plasterki. Ide o zaklad, ze baardzo
    > rzadko
    > > miewasz gosci (nie muszisz zaprzeczac). No ale to musi byc na reke takie
    > mu skn
    > > erusowi, ups organizatorowi wydatkow.
    >
    > Zapomniałaś jeszcze dopisać, że strasznie współczujesz moim dzieciom, bo z pewn
    > ością głodują, a mąż zapewne ma kochankę, która go dokarmia, bo kto by wytrzyma
    > ł z taką babą, co to nawet pomidorów w puszce nie ma na zapas.
    > No żal po prostu ...
    >

    Wez przeczytaj co ty wypisujesz bo normalny czlowiek nie jest w stanie tego ogarnac,mozesz mi podac co to znaczy pora obiadowa?kiedy ona jest,bo ja to jem wtedy kiedy jestem glodna a nie o jakis porach.
    Nie gotuje obiadow,ale jak ktos przyjdzie to nawet ja zrobie cos do jedzenia bo tak wypada i tyle,nie chce mi sie to zamowie,ale nie zachowuje sie jak antyspoleczna kwoka.
    Nie wymagam aby ktos przed przyjsciem do mnie sie zapowiadal bo ja nie jestem krolowa angielska,jesli ktos dzwoni wczesniej to tylko po to aby dowiedziec sie czy jestem w domu.
    Ja robie dokladnie tak samo i nigdy nikt z moich znajomych nie mial z tym problemu.
    Lubie ludzi,lubie gosci i wspolczuje takim samotnikom zapatrzonych tylko w siebie i swoje gniazdo,a skner co kromki chleba nie dadza nie cierpie.
  • robitussin 05.09.12, 15:07
    > Wez przeczytaj co ty wypisujesz bo normalny czlowiek nie jest w stanie tego oga
    > rnac,

    No wiesz, ja zazwyczaj nie mogę ogarnąć tego, co ty piszesz, więc remis smile

    > Nie wymagam aby ktos przed przyjsciem do mnie sie zapowiadal bo ja nie jestem k
    > rolowa angielska,jesli ktos dzwoni wczesniej to tylko po to aby dowiedziec sie
    > czy jestem w domu.

    Ale mnie to dynda, czy ty wymagasz czy nie.
    Dla mnie możesz nawet klucze do własnego mieszkania znajomym porozdawać.
    Ja mam INNE ZASADY. Uszanuj to kobieto, zamiast wyzywać mnie od nienormalnych.
    Bo na razie nienormalna jesteś jedynie Ty, skoro tak prostych rzeczy nie możesz pojąć.

    > Lubie ludzi,lubie gosci i wspolczuje takim samotnikom zapatrzonych tylko w sieb
    > ie i swoje gniazdo,a skner co kromki chleba nie dadza nie cierpie.

    A dlaczego nie lubisz wizyt 2 i 4 latków?
    Jak można nie lubić takich dzieciaków?
    Inni przecież lubią, to dlaczego ciebie dzieci wkurzają?
    Jakaś nienormalna jesteś czy co? suspicious

    Normalnie ręce opadają.
    Kosmos, jacy tutaj ludzie porąbani siedzą.

    --
    R.
  • ciociacesia 05.09.12, 12:27
    ktore musza spławiac kolegów z powodu 'sztywniackiej' mamusi
    --
    'powiedziałabym "odwal się stara prukwo"'
  • franczii 04.09.12, 14:02
    Na sz
    > częście ja naprawdę nie mam aż takich dylematów, bo u nas tego typu sytuacje to
    > 1 na 100. Zdecydowana większość kolegów dzieci na hasło "mamy obiad" zwija się
    > , żegna, przeprasza, że się zasiedziała i leci do domu. Niezmiernie rzadko zdar
    > zało się, że ktoś nie zrozumiał aluzji.

    No to akurat o tobie dobrze nie swiadczy:p
    Tylko sie dziwie ze twoje dzieci nigdy nie chca nikogo poczestowac ani zjesc posilku w towarzystwie kolegi? To mi sie wydaje nieprawdopodobne.
  • robitussin 04.09.12, 14:38
    > No to akurat o tobie dobrze nie swiadczy:p

    Kuźwa COnie świadczy o mnie dobrze?

    > Tylko sie dziwie ze twoje dzieci nigdy nie chca nikogo poczestowac ani zjesc po
    > silku w towarzystwie kolegi? To mi sie wydaje nieprawdopodobne.

    Ależ jedzą i to bardzo często!
    Większość wizyt u nas to wizyty z góry zaplanowane i wtedy jak najbardziej jemy wspólne posiłki, a starsze dzieciaki nawet same je przygotowują.
    Nie karmię w sytuacji, gdy wizyty są nieplanowane i przeciągają się na porę obiadu. I po raz n-ty tłumaczę, zawsze (z małymi wyjątkoami) w takich wypadkach goście po prostu przepraszają za zasiedzenie się i wychodzą do domu. To jest w środowisku naszych znajomych i znajomych moich dzieci NORMA. Moje dzieci robią dokładnie tak samo.

    --
    R.
  • jola-kotka 05.09.12, 02:55
    robitussin napisał:
    go
    > ście po prostu przepraszają za zasiedzenie się i wychodzą do domu. To jest w śr
    > odowisku naszych znajomych i znajomych moich dzieci NORMA. Moje dzieci robią do
    > kładnie tak samo.
    >
    O jeszcze dame przepraszac trzeba coraz lepiej, jest trzecia,ale ja doczytam to do konca bo to dla mnie jak dobra bajka na dobranoc jednak na koncu moralu sie nie spodziewam.
  • jolunia01 05.09.12, 12:33
    franczii napisała:

    > ... Tak jak pisze rozumiem, ze porcji miesa moze byc tylko na 4 osoby ale dzieli
    > sie to na 5 a na stol dostawia cos innego. Nie wierze, ze sa takie rodziny ktor
    > e zadnej wedliny czy serow nie maja. Albo paczki makaronu czy ryzu w szafce.

    Wiesz, oczywiście - przeważnie - można podzielić 4 porcje na 5, ale jakoś trudno mi wyobrazić sobie odcinanie po kawałeczku z 4 kawałków grillowej kiełbasy, po to, żeby dać komuś tę "uzyskaną" porcję, która od razu wyglada jak ochłapy. I jakos nie sądzę, żeby na tym grillu dało się zrobić makaron czy ryż. Co wtedy - podać surowe? czy oderwać się od rodzinnej kolacji i iść ugotować któryś z tych produktów, zrobić sos itp.?
    --
    O, to ja - taka mądra jestem?!
  • franczii 05.09.12, 13:03
    Kielbase sie dzieli na kawalki nie odnina po kawaleczku z kazdego peta tylko kazde peto kroi sie na 3-4 kawalki no chyba ze te petka to po 50 gr kazde. Sos do makaronu robi sie szybciej niz kielbase na grilu a od kolacji sie nie trzeba odrywac bo autorka sie dopiero zabierala za szykowanie. Jeszcez nawet grila nie rozgrzala. W takiej sytuacji albo kroje te kielbase i robie wiecej kanapek (miala i tak w planie zrobic kanapki wiec bylo z czego, po prostu robi ich wiecej) albo szybka zmiana planu i robiszybki sos pomidorowy a grila nastepnego dnia. Ot cala filozofia.
  • iin-ess 04.09.12, 19:05
    franczii napisała:

    > I nie potrafie sobie wyobrazic zeby przy rodzinie 4osobowej tak na styk wszystk
    > o kupowac z dokladnoscia do plasterka sera i wyliczone plasterki szynki. A jak
    > ktos by sobie chcial cos zjesc w ciagu dnia albo wieczorem albo nie najadl sie
    > na kolacje tya kielbasa?

    chociaż nie przytyją wink
  • amonette 04.09.12, 11:08
    Cztery kiełbasy na pięć da się podzielić wink
    U nas w razie spontanicznego najazdu małoletnich czy pełnoletnich i braku weny/czasu mamy zaprzyjaźnioną smaczną pizzerię w odwodzie. Nie widzę problemu.
    --
    Feminizm prowadzi do zaniku uczuć wyższych. By Krystyna Pawłowicz
  • iwles 04.09.12, 11:10

    Nie mam z tym problemu, nie mam obiadów wyliczonych. Poza tym, zawsze mam zamrożone jakieś pierogi czy kotlety.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • triss_merigold6 04.09.12, 11:17
    A nikt już nie przestrzega zasady, że w porze obiadowej dzieci nie odwiedzają się wzajemnie i nie przesiadują? Pytam pracujące w pełnym wymiarze godzin kobiety, bo niepracujące to mają oceany czasu i mogą te otwarte jadłodajnie prowadzić.
  • graue_zone 04.09.12, 11:20
    Co to jest pora obiadowa? Bo u mnie jest rozstrzał od mniej więcej od 13 do 17. Czyli mają się nie odwiedzać cały dzień?
  • triss_merigold6 04.09.12, 11:25
    Toż pytam pracujące. Po 16 jest ta pora obiadowa, chyba, że ktoś je tylko w pracy, a dzieci tylko w szkole/przedszkolu.
  • graue_zone 04.09.12, 11:28
    Czyli dzieci mają nie odwiedzać się wcale? Bo załóżmy, że wracają do domu ok 16., ok 16.30 jest ten nieszczęsny obiad, potem lekcje do odrobienia i w zasadzie dzień minął. Bo chyba jednak dzieci w wieku szkolnym wizyt po 20 raczej sobie nie składają.
  • triss_merigold6 04.09.12, 11:31
    W tygodniu nie. Dzieci mają zajęcia dodatkowe po szkole, obowiązki, a pracujący rodzice też mają prawo do świętego spokoju.
  • ciociacesia 05.09.12, 12:39
    i na zycie towarzyskie potomkowi czasu nie starcza
    --
    'Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele' by mama eps
  • mama303 04.09.12, 11:39
    graue_zone napisała:

    > Czyli dzieci mają nie odwiedzać się wcale? Bo załóżmy, że wracają do domu ok 16
    > ., ok 16.30 jest ten nieszczęsny obiad, potem lekcje do odrobienia i w zasadzie
    > dzień minął. Bo chyba jednak dzieci w wieku szkolnym wizyt po 20 raczej sobie
    > nie składają.

    Moja córkę rzadko odwiedzaja koleżanki w tygodniu, bo nie ma czasu właśnie. A w weeckend i owszem sa często ale nie w porze obiadu, no chyba że jest to wczesniej uzgodniona dłuższa wizyta.
  • maga761 04.09.12, 11:57
    mama303 napisała:

    > graue_zone napisała:
    >
    > > Czyli dzieci mają nie odwiedzać się wcale? Bo załóżmy, że wracają do domu
    > ok 16
    > > ., ok 16.30 jest ten nieszczęsny obiad, potem lekcje do odrobienia i w za
    > sadzie
    > > dzień minął. Bo chyba jednak dzieci w wieku szkolnym wizyt po 20 raczej
    > sobie
    > > nie składają.
    >
    > Moja córkę rzadko odwiedzaja koleżanki w tygodniu, bo nie ma czasu właśnie. A w
    > weeckend i owszem sa często ale nie w porze obiadu, no chyba że jest to wczesn
    > iej uzgodniona dłuższa wizyta.
    Do moich dzieci też nie przychodzą w tygodniu w roku szkolnym. Mają zajęcia po południu lub odrabiają lekcje.
  • robitussin 04.09.12, 12:39
    graue_zone napisała:

    > Co to jest pora obiadowa? Bo u mnie jest rozstrzał od mniej więcej od 13 do 17.

    Poważnie? Jednego dnia jecie obiad o 13 a kolejnego o 17?
    Mało zdrowe.

    --
    R.
  • iwles 04.09.12, 12:44

    żartujesz, prawda ?
    U mnie w tygodniu też jest obiad ok. 17, a w weekendy 13-14. Co mi grozi? Wrzody ?


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • robitussin 04.09.12, 13:00
    iwles napisała:

    > żartujesz, prawda ?

    Nie, nie żartuję. Posiłki jadamy (staramy się) mniej więcej o tych samych, stałych porach.
    Więc skoro w tygodniu ok. 17:00, to i w weekendy o tej samej porze. Nie widzę uzasadnienia, by wtedy obiad robić 4 godziny wcześniej.

    > U mnie w tygodniu też jest obiad ok. 17, a w weekendy 13-14. Co mi grozi? Wrzo
    > dy ?

    Nieregularność posiłków jest generalnie męcząca dla układu pokarmowego. Czy to się kończy wrzodami, problemami trawiennymi czy problemami z wypróżnieniem - wybór należy do Twego organizmu.

    --
    R.
  • iwles 04.09.12, 13:02

    jakoś takim systemem karmię się od 40 lat i nie zauwazyłam problemów z układem trawiennym.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • czarnaalineczka 04.09.12, 13:06
    niezdrowe i koniec
    jeszcze drugie 40 tak pojesz i zobaczysz !!! wink
    --
    czlowiek czlowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie...
  • robitussin 04.09.12, 13:13

    > jakoś takim systemem karmię się od 40 lat i nie zauwazyłam problemów z układem
    > trawiennym.

    To poczekaj jeszcze kolejne 40 smile
    Poza tym mówię ogólnie o problemie nieregularnych posiłków.
    U Ciebie jeszcze nie jest aż tak źle.

    --
    R.
  • iwles 04.09.12, 13:14

    > To poczekaj jeszcze kolejne 40 smile

    ech, marzenie smile

    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • soha2 04.09.12, 13:53
    pora obiadowa to u mnie około 18
    praca 8 ha, dwie godziny na dojazd, godzina w domu na podanie i przygoto, wanie obiadu a także na inne pilne sprawy, które załatwiam przed obiadem, no, może obiado-kolacją. Potem czas dla dziecka, sprawy domowe, sprawy na następny dzień, to nie jest już czas na odwiedzanie się, goszczenie itd
    no ale jeśli ktoś w domu siedzi, to ofkors może gościć obcych ludzi między tą 13 a 17
    bo ja to o 17 jak dobrze pójdzie to wracam do domu dopiero
  • anek130 04.09.12, 11:21
    ja przestrzegam. Rok mieszkamy w nowym domu ,niedawno wprowadzili się sąsiedzi z synem w wieku mojego syna. Najchętniej odwiedzaliby się codziennie i ja zawsze mówię mojemu że może iśc po kolegę lub do niego, ale po obiedzie, nie podobałoby mi się, gdyby przebywał w naszym domu od rana do wieczora. Ja lubię spokój i ciszę , nie lubię otwartych domów. Mi i mężowi tez nalezy się odpoczynek po dniu pracy. Ale kolację już nieraz robiłam chłopakom i akurat przygotowanie 2 kanapek więcej nie sprawia problemu.

    Ania--
    Mój Aluś
  • franczii 04.09.12, 11:25
    No przestrzega ale dzieci sie czasem zasiedziec moga. No tragedia sie stanie jak pracujaca matka ktora i tak kolacje przygotowuje zrobi o 2 kanapki wiecej lub wrzuci garsc makaronu wiecej do garnka.
  • triss_merigold6 04.09.12, 11:27
    To chyba tylko w weekendy czy wakacje? Zresztą u mnie dziecko nie chodzi samo do kolegów i koledzy też sami nie przychodzą, za wcześnie.
  • gryzelda71 04.09.12, 11:33
    Czyli prowadzasz do kolegów?Czy widują się pod nadzorem na podwórku,a domowo tylko dzieci dobrych znajomych?Pytam,bo twoje dziecię chyba już w 2 klasie to nie maleństwo.

    Jak nie mam nie nakarmię,bo i jak,specjalnie nie będę gnała na zakupy.Nigdy nie gotuję na styk.Czy zupy,czy kotletów.Jadają często i gęsto.Nie zbankrutowałam z tego powodu.
    Wiem,ze moje dzieci też u kolegów czasem coś zjedzą.
  • triss_merigold6 04.09.12, 11:42
    Tak, prowadzam do kolegów albo umawiam się np. na placach zabaw. Domowo tylko dzieci, które lubi i z których matkami jestem zaprzyjaźniona.
    Na wewnątrzosiedlowym placu zabaw może szaleć do bólu, widzę go z balkonu. Plac zabaw jest zamknięty oczywiście.
  • gryzelda71 04.09.12, 11:46
    A do jakiego wieku tak?W senie,ze tylko dzieci znajomych do domu i tylko po zapowiedzi i nie w obiad,kolacje podwieczorek.
  • franczii 04.09.12, 13:46
    No to moj 6latek juz od roku chodzi po kolegach beze mnie i przyjmuje kolegow u nas. I to wlasnie w ciagu roku szkolnego, tuz po przedszkolu szedl z mama kolegi do nich albo ja przywozilam po przedszkolu syna i kolege. A potem rodzice odbierali o umowionej porze. Czasem syn mnie pytal, czy kolega moze zostac na kolacje wiec dzwonilam do rodzicow i uzgadnialam.
  • mama303 04.09.12, 15:45
    franczii napisała:

    > No to moj 6latek juz od roku chodzi po kolegach beze mnie i przyjmuje kolegow
    > u nas. I to wlasnie w ciagu roku szkolnego, tuz po przedszkolu szedl z mama ko
    > legi do nich albo ja przywozilam po przedszkolu syna i kolege. A potem rodzice
    > odbierali o umowionej porze. Czasem syn mnie pytal, czy kolega moze zostac na k
    > olacje wiec dzwonilam do rodzicow i uzgadnialam.

    Ale chyba to są uzgodnione wizyty, a nie niezapowiedziane. Sama tez odbierałam niejednokrotnie koleżankę córki z przedszkola czy ze szkoły i wtedy też miałam posiłek przygotowany dla dziecka. Chyba nie o takich sytuacjach jest tutaj mowa.
  • franczii 04.09.12, 20:17
    Nie sa uzgodnione tylko improwizowane w chwili odbierania dziecka z przedszkola.
    Albo w parku bawia sie a kiedy trzeba isc do domu to zabierasz 3 dzieci zamiast 2 albo wracasz bez zadnegobig_grin Bez wczesniejszego planowania, no bez przesady. Zabranie 5-6 latka nie wymaga jakiejs skomplikowanej logistyki.
  • mama303 04.09.12, 21:08
    franczii napisała:

    > Zabranie 5-6 latka nie wymaga jakiejs skomplikowanej logistyki.

    I tak wydają dziecko w przedszkolu, temu kto tam nagle zechce?
  • franczii 04.09.12, 21:33
    No przeciez pisze, ze to improwizowane bylo a nie uzgadniane wczesniej. Przychodzilam po dziecko i normalnie odbieralam a dziecko pytalo "moge isc do A... sie pobawic? Tamto dziecko pytalo sie swojej matki "moge zaprosic B...?" I jesli nie bylo zadnych innych zaprogramowanych zajec to uzgadnialam godzine odbioru i moje szlo z tamta mama i jej dzieckiem. W miedzy czasie dzwonila mama kolegi zeby sie zapytac, czy moj moze zostac na kolacji bo sie swietnie bawia. Tak samo dzialalo w druga strone. czasami bylo tak, ze my szlismy w odwiedziny do kogos, dzieci sie swietnie bawily i trudno im sie bylo rozstac a tamci rodzice mieli juz zaplanowane jakies zajecia na wieczor wiec ja proponowalam ze zabioram dziecko tamtych na kolacje do nas.
  • aneta-skarpeta 05.09.12, 11:24
    > No przeciez pisze, ze to improwizowane bylo a nie uzgadniane wczesniej.

    powiem szczerze, że lekko zszował mnie ten wątek
    nie przypuszczałam, ze dla niektorych dziecko, ktore jest u nich w porze jedzenia to taki problem

    u nas jest jak u franczi

    czesto bywalo tak, ze dzieci po szkole spontanicznie lazły do kogos, a tamten ktos wrecz zmuszał dzieci do zjedzenia " bo musicie zjesc obiad"wink
    u mnie zawsze cos mozna zorganizowac, zawsze cos zapasowego jest w lodówce - a to parówki ( sic!), albo kawalek sera, bułkiw zamrażalniku, czy chleb tostowy, albo makaron i sos pomidorowy

    wiec mozna zawsze cos wykombinowac do tych przykladowych 4 kiełbasek i sie podzielic

    my sami choc jakos strasznie duzo nie jemy to tez nie jemy na akord i czasem zdarzy sie ze po kolacji, w srodku nocy mamy ochotę np na tosty etc wiec nie mamy wyliczonego jedzenia co do plasterka

    mnie cieszy jak dzieciaki, ktore są u nas dobrze sie czują, z apetytem jedzą etc i sama czesto lekko przymuszalam kolegow syna do zjedzenia, bo wiem ze pol dnia nic nie jedli
    jesli czegos nie lubi to moze jabłko, albo serek etc
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • mama303 05.09.12, 14:22
    franczii napisała:

    > No przeciez pisze, ze to improwizowane bylo a nie uzgadniane wczesniej. Przycho
    > dzilam po dziecko i normalnie odbieralam a dziecko pytalo "moge isc do A... sie
    > pobawic? Tamto dziecko pytalo sie swojej matki "moge zaprosic B...?" I jesli n
    > ie bylo zadnych innych zaprogramowanych zajec to uzgadnialam godzine odbioru i
    > moje szlo z tamta mama i jej dzieckiem. W miedzy czasie dzwonila mama kolegi ze
    > by sie zapytac, czy moj moze zostac na kolacji bo sie swietnie bawia. Tak samo
    > dzialalo w druga strone. czasami bylo tak, ze my szlismy w odwiedziny do kogos
    > , dzieci sie swietnie bawily i trudno im sie bylo rozstac a tamci rodzice miel
    > i juz zaplanowane jakies zajecia na wieczor wiec ja proponowalam ze zabioram d
    > ziecko tamtych na kolacje do nas.


    To co opisujesz nie jest wpadnieciem z nienacka kolegi w porze obiadowej tylko uzgodnioną wcześniej z jego rodzicami przejętą opieką nad dzieckiem po przedszkolu. I sama tez tak robiłam pare razy /pod warunkiem że akurat miałam czym poczestować dodatkowe dziecko smile/
  • franczii 05.09.12, 21:19
    pod warunkiem że akurat miałam czym pocz
    > estować dodatkowe dziecko smile/

    No widzisz a ja takiego warunku nigdy nie postawilam. Ciekawe czym sie wykrecalastongue_out
  • 3-mamuska 05.09.12, 00:38
    franczii napisała:

    > Nie sa uzgodnione tylko improwizowane w chwili odbierania dziecka z przedszkola
    > .
    > Albo w parku bawia sie a kiedy trzeba isc do domu to zabierasz 3 dzieci zamiast
    > 2 albo wracasz bez zadnegobig_grin Bez wczesniejszego planowania, no bez przesady.
    > Zabranie 5-6 latka nie wymaga jakiejs skomplikowanej logistyki.

    Wiesz to co innego iść ze szkoły z dzieckiem dodatkowym, bo wracam i gotuje i mogę zrobić wiecej.
    A co innego gdy juz masz coś w garnku lub nakładając na talerz dzwoni ktoś do drzwi i nasz go nakarmić.

    Mam koleżankę która ma 5 dzieci zawsze ktoś u nich mieszka z doskoku bo dopiero przyjechał do UK, do tego niania był i jeszcze dziadek , i ona zawsze miała co dać jeść bo prowadzi firmę dziewczyny wpadają bez zapowiedzi, i dostają jeść, ale tak to jest jak sie firmę prowadzi z domu.
    A co innego jak rodzina mała spokojna bez wiecznych gości to maja jedzenie wyliczone.
    -----------------------
    Myśl o tym co mówisz...
    Nie mów tego co myślisz...
  • franczii 05.09.12, 07:06
    Wiesz to co innego iść ze szkoły z dzieckiem dodatkowym, bo wracam i gotuje i
    > mogę zrobić wiecej.
    > A co innego gdy juz masz coś w garnku lub nakładając na talerz dzwoni ktoś do d
    > rzwi i nasz go nakarmić.


    Nie co innego bo przeciez sie dowiedzialas z tego watku, ze moglabym miec juz wyliczone 4 plasterki sera i 4 kielbaski, z czego ani rusz nie zrobi sie 5suspicious
    Nie mam gosci codziennie, zakupow wielkich na caly tydzien nie robie bo preferuje swieze, z reguly kupuje na 2-3 dni wiec zawsze cos jest w domu do jedzenia. Jest nas 4 wiec dla 1 dodatkowej osoby zwlaszcza dziecka dodatkowa porcja sie znajdzie, nie ma problemu. Gdyby bylo ich wiecej to problem by sie mogl pojawic ale tu mowa o 1 osobie w dodtatku dziecku. Tylko ze ja nie wyliczam z dokladnoscia co do grama ile plasterkow przypada na glowe.
  • maga761 04.09.12, 14:21
    franczii napisała:

    > No przestrzega ale dzieci sie czasem zasiedziec moga. No tragedia sie stanie ja
    > k pracujaca matka ktora i tak kolacje przygotowuje zrobi o 2 kanapki wiecej lub
    > wrzuci garsc makaronu wiecej do garnka.
    Właśnie chodzi GŁÓWNIE (ale nie tylko) o taką sytuację gdy na obiad lub kolację nie są kanapki lub makaron a coś odliczone.
  • murwa.kac 04.09.12, 11:29
    u nas sie nie przestrzega. i nie ma znaczenia czy dzieci czy dorosli.
    nie robilam problemu z tego jak nie pracowalam, nie robie jak pracuje.
    --
    mam dwa nicki wink
    Dzieci Rocznik 2011
  • iwles 04.09.12, 11:33

    nie znam takiej zasady.

    Znałam tylko taką, że nie powinno się do nikogo dzwonić w porze "Wiadomości", ale to chyba też trochę straciło na aktualnosci, no bo to jak nie wiadomości, to teleexpress, informacje czy inne fakty, nie mówiąc już o tvn24, więc wypadałoby w ogóle do nikogo nie dzwonić.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • czarnaalineczka 04.09.12, 11:58
    nie wiadomosci tylko klanu
    a w weekendy w porze familiady tongue_out
    --
    czlowiek czlowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie...
  • mama303 04.09.12, 11:35
    triss_merigold6 napisała:

    > A nikt już nie przestrzega zasady, że w porze obiadowej dzieci nie odwiedzają s
    > ię wzajemnie i nie przesiadują? Pytam pracujące w pełnym wymiarze godzin kobiet
    > y, bo niepracujące to mają oceany czasu i mogą te otwarte jadłodajnie prowadzić
    > .

    Ja przestrzegam, uważam że to niegrzeczne przychodzic do kogos w porze obiadowej bez zapowiedzi i tego tez ucze moją córkę.
  • guderianka 04.09.12, 11:37
    Triss- to nie tyle kwestia pracy (bo są jeszcze weekendy/ferie/święta/wakacje) co o wiek dzieci. Jak napisałaś-dziecko masz jeszcze niesamodzielne w kwestiach odwiedzania/chodzenia (aczkolwiek ja często zapraszam do siebie koleżanki Mlodszej na obiad)-ale starsze dzieci swoimi drogami i godzinami chadzają wink
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • amonette 04.09.12, 11:48
    U mnie pora obiadowa to 18-19, u niektórych 13.
    Czyli co - zakaz odwiedzin?
    --
    Feminizm prowadzi do zaniku uczuć wyższych. By Krystyna Pawłowicz
  • joanna35 05.09.12, 20:34
    Pytam pracujące w pełnym wymiarze godzin kobiet
    > y, bo niepracujące to mają oceany czasu i mogą te otwarte jadłodajnie prowadzić
    > .
    A w imię czego?
    Owszem, był czas, kiedy hołdowałam przysłowiu gość w dom, Bóg w dom, ale mi przeszło kiedy się okazało, ze okoliczne,świeżo nawrócone po 30/40 latach ateistki go nie znają.
  • lusitania2 06.09.12, 10:07
    joanna35 napisała:

    > > .
    > A w imię czego?


    a w imię własnego dobrego samopoczucia, że pominę dobre wychowanie, miłość bliźniego i inne kulturowe bzdurywink.

  • taka-sobie-mysz 04.09.12, 11:23
    Jestem w szoku!!!!!!! Nawet nie wiedzialam, że są tacy ludzie jak ty!

    Jak byłam dzieckiem naturalne było, że nie przerywało się zabawy tylko dlatego, że była pora czegoś tak prozaicznego jak obiad. Ja jadałam u koleżanek, koleżanki u mnie i nie było żadnego problemu, nigdy nie widziałam, by był to problem dla którychś z rodziców.

    Tak samo zamierzam robić jak moja córka będzie starsza i będzie chodzić do koleżanek a one do nas - pomimo tego, że nie jestem zbyt towarzyska zamierzam tak robić.
  • triss_merigold6 04.09.12, 11:28
    A u mnie rodzice pilnowali, żebyśmy z siostrą nie przesiadywały komuś na głowie nachalnie.
  • mama303 04.09.12, 11:43
    triss_merigold6 napisała:

    > A u mnie rodzice pilnowali, żebyśmy z siostrą nie przesiadywały komuś na głowie
    > nachalnie.

    U mnie podobniesmile jak rodzina koleżanki szykowała sie do obiadu to grzecznie wychodziłam do swojego domu.
  • iwles 04.09.12, 11:45

    a ja zawsze słyszałam od mam koleżanek (kiedy mówiłam, że ja za obiad bardzo dziękuję): podziękujesz jak zjesz.
    Ech, to były czasy, głęboka komuna, stan wojenny, a ludzie taaaacy bogaci.

    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • graue_zone 04.09.12, 11:51
    O właśnie! I nie chodzi tu o nachalne przesiadywanie codziennie, ale jeśli się zdarzyło, to nikt nikogo nie wypraszała, siadali do obiadu wszyscy, "obce" dzieci też.
  • gryzelda71 04.09.12, 11:53
    Łezka się w oku i ciepła na żołądku robi prawda?
  • lauren6 04.09.12, 13:53
    Ja właśnie czytam ten wątek i przecieram oczy ze zdumienia.

    W podstawówce miałam różne koleżanki, z bogatszych domów, uboższe dzieci samotnych matek itd. Nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś odmówił mi obiadu, choć odwiedzałyśmy się o różnych dziwnych porach. Wręcz przeciwnie, mamy widząc, że córka ma koleżanki szykowały jakiś frykas: a to frytki zamiast ziemniaków do obiadu, a to np. omlet na słodko z dżemem.

    Nie wyobrażam sobie wyliczania porcji i odmowy posiłku dla obcego dziecka. Gdyby kolega mojego dziecka przychodziłby często w czasie obiadu uznałabym, że być może w domu tego dziecka panuje bieda, samo nie ma co jeść i tym bardziej bym je częstowała. Nie wyobrażam sobie kombinowania, jak tu pozbyć się takiego "intruza".

    Moja babcia opowiadała, że w czasie wojny jej mama dokarmiała wiele jej koleżanek z biedniejszych rodzin, dla których obiad u sąsiadki bywał często jedynym posiłkiem. A przecież wtedy wszyscy byli biedni. Teraz mamy czasy gdy prawie wszyscy mają komórki, komputery, telewizory z płaskim ekranem, ale dziecku sąsiadów skąpi się głupiej parówki uncertain

  • mama303 04.09.12, 21:11
    lauren6 napisała:

    > Moja babcia opowiadała, że w czasie wojny jej mama dokarmiała wiele jej koleżan
    > ek z biedniejszych rodzin, dla których obiad u sąsiadki bywał często jedynym po
    > siłkiem.

    No i zaraz wyjdzie że chodzi o wygłodzone dzieci z biednych rodzin, które zazdrośnie patrzą na pełne talerze smile
  • lauren6 05.09.12, 11:20
    Myślisz, że dziecko z bogatej rodziny nie jest upokorzone jak wywołujesz swoje na obiad, a tamto ma siedzieć głodne samo w pokoju?
  • czarnaalineczka 04.09.12, 12:00

    taka-sobie-mysz napisała:

    > Jestem w szoku!!!!!!! Nawet nie wiedzialam, że są tacy ludzie jak ty!
    >


    to co ty robilas jak klasa Zapolska przerabiala ?
    --
    czlowiek czlowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie...
  • sarling 04.09.12, 11:29
    Niestety, dzieci jeszcze za małe na sprowdzanie kolegów, ale nie mogę się juz doczekać, kiedy będę mogła ich karmić smile
    Nawet 4 kiełbasami na 10 osób.

    Mam gdzieś zdjęcia, przedpotopowe jakieś, na których, u mnie w pokoju czy w kuchni siedzi pełno moich znajomych, talerze pełne kanapek czy różnych innch masowych i szybkich potraw. Super czasy!
    --
    Nie bądź LEMINGIEM
    Zostań REBELYANTEM
  • eliszka25 04.09.12, 11:46
    ogolnie nie bardzo lubie sytuacje, kiedy ktos nagminnie sie u kogos stoluje i gdyby to byla taka sytuacja, to bym postarala sie to ukrocic. jednak, jesli moj syn czasem zostanie czyms poczestowany u kolegi, a innym razem to ja poczestuje jego kolege, to nie widze w tym zadnego problemu. gdyby mi sie nagle zwalilo na obiad z 5 doroslych osob, to musialabym sie zorganizowac i przygotowanego wczesniej obiadu dla wszystkich by z pewnoscia nie starczylo. na codzien nie gotuje na oddzial wojska. jednak w domu mam jakies zapasy i w nagorszym razie wrzucilabym do gara makaron, na patelnie gotowy sos ze sloika i wszyscy by sie najedli. w opisanej przez ciebie sytuacji z kielbaskami dorobilabym troche kanapek, kielbasy podzielila na kilka czesci kazda i wszyscy by sie najedli. nie przyszloby mi do glowy odsylac kolege syna, bo zal mi kilku kanapek.

    acha, nas tez jest 4 osoby, przy czym dzieci jeszcze male, bo 6 i 3 lata, ale 4 kielbaski z grilla, to dla nas za malo na kolacje.
  • makurokurosek 04.09.12, 11:30
    Nie widzę problemu w poczęstowaniu gościa kanapkami czy obiadem. Zawsze mam w lodówce jakiś dżem, ser żółty, wędlinę, czy serki homogenizowane nie ma więc problemu że nie ma z czego zrobić kolacji.
    Z twojego opisu wynika, że raczej sami nie macie zbyt dużo, stąd pusta lodówka, rozumiem więc twoją niechęć. Sama pewnie gdybym nie miała za bardzo co do gara wrzucić nie byłabym tak skłonna do dzielenia się tym co mam.
    Niestety czasy są jakie są nie każdy ma nawet na zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb. Jedyna rada rozglądać się za lepiej płatną pracą i jak tylko będzie możliwość zmienić ją, tak by jednak lodówka choć trochę była wypełniona i podstawowa potrzeba jaką jest jedzenie została w pełni zaspokojona.
    przykre, ze wracamy do czasów przedwojennych gdzie ludzie nie mają nawet na jedzenie.
  • graue_zone 04.09.12, 11:33
    Swoją drogą jak to możliwe, ze kiedyś, gdy na półkach był tylko ocet i dżem, w większości domów nie było problemu z nakarmieniem obiadem dodatkowej osoby lub osób. Pamiętam, że nigdy nie zdarzyło mi się, żeby któraś matka wyprosiła mnie od koleżanki na czas posiłku i odwrotnie, moi znajomi byli zawsze częstowani przez moich rodziców. A teraz sklepy pełne, półki pełne, zamrażalniki nabite, a tyle osób ma problem z poczęstowaniem znajomych dziecka obiadem.

    I ponawiam pytanie do osób przeciwnych/wypraszających. Czy swoich znajomych też tak traktujecie, czy tylko dzieci?
  • maga761 04.09.12, 11:45
    graue_zone napisała:

    > Swoją drogą jak to możliwe, ze kiedyś, gdy na półkach był tylko ocet i dżem, w
    > większości domów nie było problemu z nakarmieniem obiadem dodatkowej osoby lub
    > osób. Pamiętam, że nigdy nie zdarzyło mi się, żeby któraś matka wyprosiła mnie
    > od koleżanki na czas posiłku i odwrotnie, moi znajomi byli zawsze częstowani pr
    > zez moich rodziców. A teraz sklepy pełne, półki pełne, zamrażalniki nabite, a t
    > yle osób ma problem z poczęstowaniem znajomych dziecka obiadem.
    >
    > I ponawiam pytanie do osób przeciwnych/wypraszających. Czy swoich znajomych też
    > tak traktujecie, czy tylko dzieci?
  • maga761 04.09.12, 11:49
    maga761 napisała:

    > graue_zone napisała:
    >
    > > Swoją drogą jak to możliwe, ze kiedyś, gdy na półkach był tylko ocet i dż
    > em, w
    > > większości domów nie było problemu z nakarmieniem obiadem dodatkowej osob
    > y lub
    > > osób. Pamiętam, że nigdy nie zdarzyło mi się, żeby któraś matka wyprosiła
    > mnie
    > > od koleżanki na czas posiłku i odwrotnie, moi znajomi byli zawsze częstow
    > ani pr
    > > zez moich rodziców. A teraz sklepy pełne, półki pełne, zamrażalniki nabit
    > e, a t
    > > yle osób ma problem z poczęstowaniem znajomych dziecka obiadem.
    > >
    > > I ponawiam pytanie do osób przeciwnych/wypraszających. Czy swoich znajomy
    > ch też
    > > tak traktujecie, czy tylko dzieci?
    Ja nie jadałam obiadów u znajomych ani oni u mnie. Zresztą rzadko bywaliśmy u siebie w domach. Moi znajomi przychodzą umówieni a jeśli się zdaży, że ktoś przyjdzie bez zapowiedzi częstuję kawą.
  • graue_zone 04.09.12, 11:52
    Czyli co, Ty zajadasz kotlet, a znajomy siedzi przy kawie?
  • makurokurosek 04.09.12, 12:47
    graue, weź pod uwagę że nie każdy zarabia dużo. Jeżeli autorka miała w lodówce tylko odliczona ilość kiełbas to raczej nie należy do grona tych zarabiających 8 tysięci . Niskie zarobki i niemożność dociągnięcia od 1 do 1 to nie jest problem tylko autorki, wielu ludzi nie ma kasy i w takiej sytuacji faktycznie może nie być z czego poczęstować niezapowiedzianego gościa.
  • czarnaalineczka 04.09.12, 13:08
    no fakt za komuny to ludzie miliny zarabiali tongue_out
    --
    czlowiek czlowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie...
  • maga761 04.09.12, 14:45
    makurokurosek napisała:

    > graue, weź pod uwagę że nie każdy zarabia dużo. Jeżeli autorka miała w lodówce
    > tylko odliczona ilość kiełbas to raczej nie należy do grona tych zarabiających
    > 8 tysięci . Niskie zarobki i niemożność dociągnięcia od 1 do 1 to nie jest prob
    > lem tylko autorki, wielu ludzi nie ma kasy i w takiej sytuacji faktycznie może
    > nie być z czego poczęstować niezapowiedzianego gościa.
    Nie chodzi o to, że mnie nie stać tylko nie kupuję na zapas a są dni, tak jak wczoraj gdy jestem tak zabiegana, że nie mam czasu kupić nic konkretnego i albo kombinuję z tego co mam albo muszę jechać specjalnie do sklepu. Staram się nie robić na kolację kanapek dlatego, ze dzieci wolą co innego i dlatego, ze chcę schudnąć i odchudzić córkę a główne co powiedziała kiedyś dietetyczka i czego nauczyłam się stosując kiedyś Montignaca to nie jeść słodyczy i chleba na kolację (słodycze oczywiście ogólnie a nie na kolację) A jeśli chodzi o dochody to nie narzekamy. Mąż pracuje i nieźle zarabia, ja prowadzę działalność, która też przynosi dochód. Ale naprawdę może być tak, że kogoś nie stać na poczęstowanie kogoś kolacją i nie ma co z tego drwić.
  • iwles 04.09.12, 14:48

    dlatego, ze chcę s
    > chudnąć i odchudzić córkę a główne co powiedziała kiedyś dietetyczka i czego na
    > uczyłam się stosując kiedyś Montignaca


    i dlatego na kolację podajesz ciężkostrawną kiełbasę z grilla ?


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • maga761 04.09.12, 14:53
    iwles napisała:

    >
    > dlatego, ze chcę s
    > > chudnąć i odchudzić córkę a główne co powiedziała kiedyś dietetyczka i cz
    > ego na
    > > uczyłam się stosując kiedyś Montignaca
    >

    > i dlatego na kolację podajesz ciężkostrawną kiełbasę z grilla ?
    Właśnie dlatego, ze nie miałam czasu kupić nic innego.

  • iwles 04.09.12, 14:56

    o wiele zdrowiej już by było pokroić kiełbasę na kawałki, poddusić i dorzucić pomidory. Do tego np. ryż, dla tych, którzy nie muszą zachowywać diety. I bardziej podzielne danie, i zdrowsze, naprawdę.



    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • makurokurosek 04.09.12, 17:22
    w takim razie nie rozumiem, dobrze zarabiacie i masz całkowicie pustą lodówkę, to albo tak świetnie nie zarabiasz albo zwyczajnie oszczędzasz na jedzeniu i na prądzie, wszak pusta lodówka=lodówka nieużywana , czyli nie pobierająca prądu. Zawsze rozwalał mnie taki styl życia, typowe życie na pokaz,a czego nie widać zwyczajnie zgniłe.
  • jola-kotka 04.09.12, 21:44
    makurokurosek napisała:

    > w takim razie nie rozumiem, dobrze zarabiacie i masz całkowicie pustą lodówkę,
    > to albo tak świetnie nie zarabiasz albo zwyczajnie oszczędzasz na jedzeniu i na
    > prądzie, wszak pusta lodówka=lodówka nieużywana , czyli nie pobierająca prądu.
    > Zawsze rozwalał mnie taki styl życia, typowe życie na pokaz,a czego nie widać
    > zwyczajnie zgniłe.

    To nie ma jedno z drugim nic wspolnego mam znajomych,kasy duzo maja,ale prowadza dziwna teorie żywieniowa,przed sniadaniem do sklepu,przed obiadem do sklepu i przed kolacja w lodowce same sloiki z musztarda,a o 22 gospodarz domu wychodzi na stcaje benzynowa po puszke piwa.
    Nie wyobrazam sobie tak zyc,ale oni twierdza,ze zawsze maja swieze jedzenie na stole.
  • czarnaalineczka 04.09.12, 21:59

    > Nie wyobrazam sobie tak zyc,ale oni twierdza,ze zawsze maja swieze jedzenie na
    > stole.


    ee to oni mysla ze przed obiadem i przed kolacja w sklepie jest inny nowy towar niz ten rano ? big_grin

    --
    czlowiek czlowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie...
  • aneta-skarpeta 05.09.12, 15:09
    jak to juz ktos napisal
    biedny predzej sie podzieli

    moja babcia zyla zawsze bardzo skromnie, dom byl zadbany, ale skromy
    ale tez bywali goscie- dzieci sasiadów, sasiadki

    babcia zawsze cos na szybko wyczarowala- nawet chleb z masłem i dzemem

    nie chodzi mi teraz o to czy mozna jesc chcleb na noc, tylko o zasadę chęci dzielenia się z innymi osobami, ktore są bliskie nam lub naszym bliskim
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • annajustyna 04.09.12, 13:12
    Moja kolezanka ma takiego sasiada. Goscie pija kawe, a on je ciasto...
  • graue_zone 04.09.12, 11:54
    "Ja nie jadałam obiadów u znajomych ani oni u mnie. Zresztą rzadko bywaliśmy u siebie w domach."

    To współczuję dzieciństwa.
  • smutekmamwekrwi 04.09.12, 11:46
    ja karmilam kolegow syna, czasem 1 a czasem 4, ba - potrafilam isc do sklepu po dodatkowe pol kg. mielonego zeby dorobic kotletow, a po obiedzie jeszcze dawalam synowi kase na loda, bo lato przeciez a sam nie bedzie jadl bo to nie wypada. I zdarzylo sie raz, ze syn poszedl do kolegi, upal byl, a przez 2 godziny nawet szklanki soku nie dostal. Drugi raz kolega na moje pytanie czy mama nie bedzie go wolala na obiad (a byl to kolejny dzien z kolei kiedy jadl u nas obiad) odparl dumnie ze u nich nie ma obiadow. Dzien pozniej przyszedl rano z jednym wafelkiem i zjadl go cichaczem a siedzial u nas do 19 (sama go potem wywalilam). I zauwazylam, ze czesc rodzicow jest wrecz zadowolona z takiego obrotu sytuacji, dzieci maja zajecie, sa nakarmione, a do domu wracaja tylko spac. Teraz obiad proponuje tylko sporadycznie, najczesciej wolam syna do jadalni a koledzy czekaja na niego w pokoju. I pisze o wakacjach, bo w czasie roku szkolnego obiad jest wspolny po powrocie ze szkoly/pracy i wtedy nie ma odwiedzin, kolegow z czystym sercem oddelegowuje do domu.
  • jola-kotka 05.09.12, 03:26
    smutekmamwekrwi napisała:

    > ja karmilam kolegow syna, czasem 1 a czasem 4, ba - potrafilam isc do sklepu po
    > dodatkowe pol kg. mielonego zeby dorobic kotletow, a po obiedzie jeszcze dawal
    > am synowi kase na loda, bo lato przeciez a sam nie bedzie jadl bo to nie wypada
    > . I zdarzylo sie raz, ze syn poszedl do kolegi, upal byl, a przez 2 godziny naw
    > et szklanki soku nie dostal. Drugi raz kolega na moje pytanie czy mama nie bedz
    > ie go wolala na obiad (a byl to kolejny dzien z kolei kiedy jadl u nas obiad) o
    > dparl dumnie ze u nich nie ma obiadow. Dzien pozniej przyszedl rano z jednym wa
    > felkiem i zjadl go cichaczem a siedzial u nas do 19 (sama go potem wywalilam).
    > I zauwazylam, ze czesc rodzicow jest wrecz zadowolona z takiego obrotu sytuacji
    > , dzieci maja zajecie, sa nakarmione, a do domu wracaja tylko spac. Teraz obiad
    > proponuje tylko sporadycznie, najczesciej wolam syna do jadalni a koledzy cze
    > kaja na niego w pokoju. I pisze o wakacjach, bo w czasie roku szkolnego obiad j
    > est wspolny po powrocie ze szkoly/pracy i wtedy nie ma odwiedzin, kolegow z czy
    > stym sercem oddelegowuje do domu.


    Brawo,dzieciak ci powiedzial,ze u niego nie ma obiadow a ty go wywalilas.
  • smutekmamwekrwi 05.09.12, 08:34
    skoro matka/ojciec/ktokolwiek z rodziny tego dzieciaka uznaje, że nie ma potrzeby robienia i podawania dzieciom obiadu (i nie koniecznie chodzi o ziemniaki+kotlet+surówkę) a zamiast tego dzieci dostają złotówkę na loda/czipsy i do wieczora biegają po podwórku to ja powinnam czuć się w obowiązku karmić tego chłopca? Jak już pisałam to nie był pierwszy raz, dawałam wcześniej obiad i nawet mi się to oczywiste wydawało, ale nie muszę na siebie przyjmować obowiązku dokarmiania OBCYCH dzieci, bo u nich nie ma obiadu. A już wysyłanie dziecka rano do kolegi z jednym wafelkiem i zero zainteresowania się przez cały dzień zupełnie odebrało mi chęci na kombinowanie jak z 4 kotletów zrobić 5.

  • mama303 04.09.12, 11:55
    graue_zone napisała:

    > Swoją drogą jak to możliwe, ze kiedyś, gdy na półkach był tylko ocet i dżem, w
    > większości domów nie było problemu z nakarmieniem obiadem dodatkowej osoby lub
    > osób.

    To nie chodzi o problem w sensie finansowym, myślę.
  • iwles 04.09.12, 12:00

    > To nie chodzi o problem w sensie finansowym, myślę.


    no to w jakim ?

    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • triss_merigold6 04.09.12, 12:05
    W takim, że jedni prowadzą dom otwarty i lubią mnóstwo ludzi wokoło, a inni nie.
  • graue_zone 04.09.12, 12:09
    Ale tu nie chodzi o "mnóstwo ludzi wokoło", tylko o jedno dziecko, które przyszło do (załóżmy) Twojego dziecka.
  • mama303 04.09.12, 13:56
    graue_zone napisała:

    > Ale tu nie chodzi o "mnóstwo ludzi wokoło", tylko o jedno dziecko, które przysz
    > ło do (załóżmy) Twojego dziecka.

    Nie ma problemu z przyjściem, to i nie ma problemu z wyjsciem. Coś się stanie? Po obiedzie dalej może byc zabawa.
  • graue_zone 04.09.12, 13:59
    Czyli obiad gospodarza ma przeczekać na klatce schodowej (zakładając, że np. w domu swój ma później)?
  • mama303 04.09.12, 14:14
    graue_zone napisała:

    > Czyli obiad gospodarza ma przeczekać na klatce schodowej (zakładając, że np. w
    > domu swój ma później)?

    Gdzie sobie tam chce, może byc na klatce schodowej, może na podwórku, może pójśc do domu i umówić sie na telefon po obiedzie.
  • graue_zone 04.09.12, 14:31
    To gratuluję wychowania. Wyrzucać głodne dziecko z domu, nie proponując jedzenia....
  • soha2 04.09.12, 14:38
    spoko
    głodne dziecko ma swój dom, swoich rodziców, oni go nakarmią
    od tego w końcu są
    w końcu swojego dziecka się nie wyrzuca
  • mama303 04.09.12, 16:02
    graue_zone napisała:

    > To gratuluję wychowania. Wyrzucać głodne dziecko z domu, nie proponując jedzeni
    > a....

    A ja nie wiem czy ono jest głodne, jak jest to może iśc do domu.
  • soha2 05.09.12, 07:45
    no właśnie
    przecież owe głodne dziecko ma swoich rodziców, nie jest bezdomnie, nie pałęta się samopas po ulicach, może iść do domu i tam wspólnie z rodziną zjeść obiad
  • iwles 04.09.12, 12:09

    Jeden kolega raz na jakiś czas to dom otwarty ?

    Czyli, że to nie w obiedzie tkwi problem, tylko ogolnie w przekraczaniu przez dzieci intymnej strefy dorosłych i burzenie bezpieczeństwa, że "mój dom - moja twierdza"?


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • mama303 04.09.12, 13:58
    iwles napisała:

    > Czyli, że to nie w obiedzie tkwi problem, tylko ogolnie w przekraczaniu przez d
    > zieci intymnej strefy dorosłych i burzenie bezpieczeństwa, że "mój dom - moja t
    > wierdza"?

    No coś w tym jest. Dziecko samo w tym domu nie mieszka, musi sie liczyc z innymi domownikami i to raczej rodzice powinni ustalac zasady.
  • melmire 04.09.12, 12:07
    A to nie bylo tez tak ze w dawnych dobrych czasach gotowalo sie generalnie rzeczy latwiej "rozmnazalne" i podzielne? Zupy na dwa dni, kartofle, kasze, nalesniki, racuchy, michy surowek, stosy kanapek?
    Pamietam za to jak do naszej mini rodzinki, czyli mamy i mnie, przyjechali niezapowiedziani goscie, czyli wujostwo z dwoma corkami. I nasz obiad w zadna strone nie chcial sie rozmnozyc, dla kazdego starczylo po pol miseczki zupy i po kartoflu, a moja mama, grzecznie usmiechnieta, byla wsciakla bo to mialo byc dla nas na dwa dni, i rujnowalo jej plany i budzet.
    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • mama303 04.09.12, 13:54
    iwles napisała:

    > no to w jakim ?

    W takim, że nie czuję obowiązku ani tez mi sie nie chce, nie lubię jadac obiadu z dzieckiem, które akurat sie napatoczyło z wizytą do mojej córki. Nie bardzo tez wiem, czy dziecko może, czy rodzice nie będa mieć pretensji, bo akurat matka tam obiad szykuje, a może dziecko jest na specjalnej diecie, może ma na cos uczulenie..... Nie pomyślałas o tym.

  • iwles 04.09.12, 14:05

    9-latek to już kumate dziecko i sam wie, co mu wolno jeść, a na co jest uczulony. Ma też język w buzi i potrafi się chyba odezwać, że mama zabroniła mu jeść gdziekolwiek poza domem.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • mama303 04.09.12, 14:12
    iwles napisała:

    >
    > 9-latek to już kumate dziecko i sam wie, co mu wolno jeść, a na co jest uczulon
    > y. Ma też język w buzi i potrafi się chyba odezwać, że mama zabroniła mu jeść
    > gdziekolwiek poza domem.

    A skad ja to mam wiedziec czy on kumaty, czy niezbyt i czy nie boi sie odezwać? Patrząc na kolegów, koleżanki mojej córki różnie z tym bywa....
    >
    >
  • tempera_tura 04.09.12, 14:56
    Nic dziwnego że sie do ciebie nie odzywają....
  • mama303 04.09.12, 16:10
    tempera_tura napisała:

    > Nic dziwnego że sie do ciebie nie odzywają....

    Dla mnie to dziwne, ale sa takie dzieci co to ani be ani me. Co ja poradzę? smile Myslisz że to dlatego, że im posiłku nie daję? wink
  • tempera_tura 05.09.12, 16:51
    Coś w tym jest, wiedzą że super wychowaniem nie grzeszysz to cie olewają.
  • graue_zone 04.09.12, 12:07
    Więc jaki to problem? Bo o ile mogę zrozumieć, że ktoś nie ma, bo ma wyliczone, na ile go stać (choć takie osoby najczęściej najchętniej się dzielą obiadem), to żadnego innego argumentu nie umiem znaleźć.
  • czarnaalineczka 04.09.12, 12:08
    ja to z dziecinstwa pamietam ze wytlumaczenie mamie kolezanki ze naprawde nie jestem glodna bylo trudniejsze niz wytlumaczenie tego samego przyslowiowej babci wink

    jadlam u kolezanek kolezanki jadly u mnie
    jak sie dorobie dzieci bedzie tak samo

    --
    czlowiek czlowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie...
  • lib 04.09.12, 12:18
    U mnie też dzieci jedzą. Jeśli taki osobnik przyjdzie w chwili, kiedy nakładam na talerze i więcej nie ma, to mu to mówię. Pytam, czy mu coś zrobić. Dogotować makaronu np. czy dać coś innego. Albo matka dzwoni i mówi, że jej dziecko do mnie idzie i że właśnie zjadło obiad. Czasem rano dzwoni sąsiadka i mówi, że mam nie gotować obiadu dla dziecka, bo ma dzisiaj zupę, którą to moje dziecko lubi. Bardzo to wygodne. Dzieci siedzą u nas w domu i wrzeszczą, ale mnie to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Syn ma towarzystwo, a ja mogę popracować. A jak chcą jeść, to coś się znajdzie. I trzeba przyznać, że dzieci to wspólne jedzenie uwielbiają.
  • robitussin 04.09.12, 13:23
    > I ponawiam pytanie do osób przeciwnych/wypraszających. Czy swoich znajomych też
    > tak traktujecie, czy tylko dzieci?

    A ja Ci zadam pytanie odwrotne - czy Ty chadzasz do kogoś niezapowiedziana w porze posiłku lub wysyłasz w takiej porze swoje dzieci? Co im mówisz? Że jak mama kolegi poczęstuje, to ma zjeść, czy że ma grzecznie podziękować, odmówić i powiedzieć, że obiad ma w domu. I jednocześnie wrócić do tego domu?

    --
    R.
  • piekielna-diablica 04.09.12, 12:06
    moim zdaniem jedzenia się nie żałuje a zwłaszcza dziecku
    nie rozumiem takiego postępowania
  • kkalipso 04.09.12, 12:07

    Nie rozumiem z jakiej racji obowiązuje nakaz częstowania,czy to nie przeżytek w tych czasach,każdy jest zaganiany i nie wszyscy z różnych powodów mają ochotę karmić wszystkich gości którzy się przewijają przez dom!Moja córka zaprzyjażniła się z taką starszą dziewczynką,po zabawie w ogrodzie przychodziły razem do domu ,pobawić się zabawkami,na początku częstowałam itd.po jakimś czasie zauważyła,że po 30min.zabawy dziewczynki chcą do domu i koniec(okazało się,że starsza,mówiła na ucho mojej"idziemy do domu jeść" i moja jej słychała i wracały do domu.Tylko nie mówcie,skąd to wiem bo domyśliłam się i zobaczyłam na własne oczy jak to się dzieje,powiedziałam starszej(5L),że nei życzę sobie,żeby moijej mówiła,że mają wracać do domu bo ja mam dużo pracy i wysłałam dziecko,żeby pobawiło się na zewnątrz a nie w domu.

    Zrobiłam się taką chamką po tym jak zaobserwowałam,że większość lubi tak sobie podjeść w cudzym domku często i dobrze ,za to nigdy nie częstując u siebie.Albo proponują składkową pizze.Jedna moja kol.zanim weszła,już głowę miała w lodówce,jak przychodził po nią jej chłopak,to pierwsze co mówiła to "kochanie pewnie jesteś głodny X ugotowała obiad"zjesz prawda? Powiedziałm jej co o niej myślę!

    Nie lubię jeść u nikogo i nie mam ochoty karmić pasożytów!

  • iwles 04.09.12, 12:14

    Pasożytem nazywasz 8-9-letniego kolegę syna ?


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • kkalipso 04.09.12, 12:26

    Wszystkich którzy notorycznie stołują się u obcych!
  • iwles 04.09.12, 12:27

    ale opisana sytuacja nie dotyczy notorycznego stołowania się u obcych, zamiast we własnym domu, kosztem zaoszczędzenia sobie (pieniędzy, przygotowań itp.) !


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • kkalipso 04.09.12, 13:30
    Autorka jako pani domu ma prawo do podejmowania decyzji względem własnego widzimisię,oskarżanie o pustki w lodówce,czy brak pieniędzy na jedzenie i proponowanie podjęcia lepiej płatnej pracy jest poniżej zera ,bo jaki to ma związek z sytuacją.

    Wybrała nakarmienie SWOJEJ rodziny,jej sprawa!Tak samo bym zrobiła,z jakiej racji ma zamawiać pizze bo niespodziewany gość się zjawił!Chłopiec nie był głodnym bezdomnym tylko sąsiadem,drogę ma krótką do domu,żeby się najeść.
  • robitussin 04.09.12, 12:25
    Jeśli wizyta jest z góry ustalona to jasne, że robię obiad/kolację także dla znajomych dzieci. Jeśli to spotkanie ad hoc, niezapowiedziane, kolega/koleżanka wpadli "na chwilę" i siedzą Bóg wie ile, to nie, bo zazwyczaj mam zapasy wyliczone tylko na naszą rodzinę. I jeśli w tym czasie mamy akurat posiłek, to wołam dzieciaki do jadalni. Kolega/koleżanka jeśli są dobrze wychowani, odczytują to jako sygnał do wyjścia. Jeśli nie odczytają - czekają w pokoju dziecka aż skończymy jeść. Nie widzę powodu, by w takich sytuacjach dokarmiać towarzystwo.
  • franczii 04.09.12, 12:57
    bo zazwyczaj mam zapasy wyliczo
    > ne tylko na naszą rodzinę.

    I ty to jeszcze nazywasz zapasami?big_grin
  • robitussin 04.09.12, 13:01
    franczii napisała:

    > > bo zazwyczaj mam zapasy wyliczo
    > > ne tylko na naszą rodzinę.
    >
    > I ty to jeszcze nazywasz zapasami?big_grin

    Jak zwał tak zwał. Mam nadzieję, że sens wypowiedzi pojęłaś smile

    --
    R.
  • gazeta_mi_placi 04.09.12, 13:22
    Nie ma jak gościnność uncertain
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
  • mama303 04.09.12, 14:04
    franczii napisała:

    > I ty to jeszcze nazywasz zapasami?big_grin

    Jej dom, jej sprawa.
  • graue_zone 04.09.12, 13:28
    To właśnie jest chamstwo.
  • robitussin 04.09.12, 13:35
    graue_zone napisała:

    > To właśnie jest chamstwo.

    Co konkretnie jest chamstwem?

    --
    R.
  • graue_zone 04.09.12, 13:43
    " Jeśli to spotkanie ad hoc, niezapowiedziane, kolega/koleżanka wpadli "na chwilę" i siedzą Bóg wie ile, to nie, bo zazwyczaj mam zapasy wyliczone tylko na naszą rodzinę. I jeśli w tym czasie mamy akurat posiłek, to wołam dzieciaki do jadalni. Kolega/koleżanka jeśli są dobrze wychowani, odczytują to jako sygnał do wyjścia. Jeśli nie odczytają - czekają w pokoju dziecka aż skończymy jeść. "

    Właśnie to. Trzymanie znajomych dzieci w innym pokoju, a samemu zajadanie obiadu. Nie poczęstowanie jedzeniem kolegów/koleżanek dzieci, dlatego, ze wpadły znienacka i "się zasiedziały". Czy swoim dzieciom też nie pozwalasz niczym częstować ich gości?
  • robitussin 04.09.12, 14:08
    > Właśnie to. Trzymanie znajomych dzieci w innym pokoju,

    A czy ja kogoś tam trzymam tam na siłę i nie pozwalam wyjść?
    Przeczytaj może dokładnie to, co napisałam.
    Dla mnie chamstwem jest brak wyczucia i siedzenie komuś na głowie w porze obiadu, mimo tego, że aluzje są nader wyraźne. Ja spaliłabym się ze wstydu za własne dziecko, które by wywinęło taki numer.

    > Nie poczęstowanie jedzeniem kolegów/koleżanek dzieci, dlatego, ze wpadły zni
    > enacka i "się zasiedziały".

    Tak, nie widzę w tym niczego nienormalnego. To, że toleruję niezapowiedziane "najścia", choć po powrocie z pracy mam ochotę na ciszę i spokój w domu, nie oznacza, że mam dodatkowo wykarmiać całą bandę szykując im posiłki. Nie wiem, skąd pomysł, że to jest oznaka chamstwa.

    > Czy swoim dzieciom też nie pozwalasz niczym częstować ich gości?

    A co to ma wspólnego z tematem? I czym niby miałyby tych swoich gości częstować?
    BTW - moje dzieci zostały tak wychowane, że jak są w gościach, to same żegnają się w momencie, gdy widzą, że w domu gospodarzy zaczynają się przygotowania do obiadu. Rozumiem, że Twoje twardo siedzą i czekają na poczęstunek?

    --
    R.
  • franczii 04.09.12, 14:29
    > BTW - moje dzieci zostały tak wychowane, że jak są w gościach, to same żegnają
    > się w momencie, gdy widzą, że w domu gospodarzy zaczynają się przygotowania do
    > obiadu.

    Bardzo czesto wychowani rodzice proponuja pozostanie na posilek i nalegaja. Nie wszyscy sa takimi dusigroszami , ze maja wyliczone co do kromeczki i plasterka. Co wtedy robia twoje dzieci? Pewnie nie zostaja bo im glupio skorzystac, ze nie moga nigdy sie zrewanzowac ze wzgledu na sknerowata skapa matke.
  • robitussin 04.09.12, 14:58
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • franczii 04.09.12, 15:19
    Juz nie bede cie denerwowac bo widze ze cisnienie ci skoczylo, jeszcze wylewu dostaniesz czy cus tongue_out
  • sokhna 04.09.12, 15:29
    big_grin big_grin big_grin
    --
    Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...
  • robitussin 04.09.12, 15:36
    > Bardzo czesto wychowani rodzice proponuja pozostanie na posilek i nalegaja. Nie
    > wszyscy sa takimi dusigroszami , ze maja wyliczone co do kromeczki i plasterka
    > Co wtedy robia twoje dzieci? Pewnie nie zostaja bo im glupio skorzystac, ze
    > nie moga nigdy sie zrewanzowac ze wzgledu na sknerowata skapa matke.

    Dziękuję pięknie kochanej moderacji za stronniczość w poglądach uncertain
    Rozumiem, że ktoś może mnie wyzwać od dusigroszy czy sknerowatych i skąpych matek, ale ja już nie mogę napisać, co o tym sądzę.
    Żal.


    --
    R.
  • imasumak 04.09.12, 15:58
    Sknerowata czy dusigrosz nie jest jeszcze inwektywą. Lepiej przyznaj się co Ty napisałaś wink
    --
    kliknij
    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
  • graue_zone 04.09.12, 14:34
    Nie, nie czekają. Ale też raczej nie zdarza się, by nie zostały poczęstowane, a przynajmniej zaproszone do stołu. Właśnie to są przypadki jednostkowe, gdy inni idą jeść, a goście zostają. Wśród moich znajomych normalne jest, że jeśli ktoś się zasiedzi, to je razem z domownikami.
  • gazeta_mi_placi 04.09.12, 14:37
    Dokładnie.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
  • robitussin 04.09.12, 15:00
    graue_zone napisała:

    > Nie, nie czekają. Ale też raczej nie zdarza się, by nie zostały poczęstowane, a
    > przynajmniej zaproszone do stołu.

    Zatem dlaczego nie zostają? Nie pojmuję tego w świetle tego, co piszesz na temat zwyczajów u Was panujących. Dlaczego wychowujesz dzieci w świadomości, że nie wypada komuś siedzieć na głowie w porze obiadu, a u innych ten brak kultury tolerujesz? Brakuje Ci konsekwencji w poglądach.

    > Wśród moich znajomych normalne jest, że jeśli ktoś się zasiedzi, to je razem z
    > domownikami.

    A wśród moich nie. Mamy się zbiorowo powiesić z tego powodu?

    --
    R.
  • graue_zone 04.09.12, 15:06
    Zostają, jeśli chcą. Zawsze zapraszam, a decyzja należy do gości. Jeśli chcą, jedzą z mani, jeśli nie, idą do siebie na obiad. Takie to skomplikowane? Moje dzieci uczę, że jeśli są zaproszone - mogą zostać, jeśli widzą pewne, eee, niezdecydowanie gospodarzy, idą do domu.

    > > Wśród moich znajomych normalne jest, że jeśli ktoś się zasiedzi, to je ra
    > zem z
    > > domownikami.
    >
    > A wśród moich nie. Mamy się zbiorowo powiesić z tego powodu?

    Brak Ci argumentów?

    I co, taki gość siedzi tyłem, albo w innym pokoju i ślinkę łyka?
  • naomi19 04.09.12, 18:47
    I co, taki gość siedzi tyłem, albo w innym pokoju i ślinkę łyka?

    Tak właśnie to wygląda.
    Wiem, bo niestety spotkało mnie coś takiego... Miałam wtedy 14 lat, odwiedziłam przyjaciółkę, była godzina popołudniowo/wieczorna, ona mnie przeprosiła i wyszła do jadalni na kolację, jadła tam ok. 15 min, po czym wróciła, jedli całą, 5-osobową rodziną, osoby majętne. To były moje ostatnie odwiedziny u tej 'przyjaciółki', do dziś czuję to upokorzenie, które czułam wtedy. Koleżanka również odwiedzała mnie w takich samych porach i moja rodzina by jej czegoś takiego nie wywinęła, nie ten poziom, na szczęście.
    --
    "Nic nie stoi na przeszkodzie, aby się dildem posługiwać tak, jak radiem. Jedno i drugie służy rozrywce." — prof. Mirosław Bańko, UW
  • naomi19 04.09.12, 18:49
    Minęło od tamtego zdarzenia kilkanaście lat i teraz mam nieco inne spojrzenie na tę rodzinę- mają teraz oni opinię dziwaków, nowobogackich, taki typ, jak jedna ematka pisze, że jest taka bogata, bo ma w lodówce odliczone plasterki sera, dokładnie ten typ.
    --
    butelkowy.blox.pl/html
  • jola-kotka 05.09.12, 03:46
    naomi19 napisała:

    > Minęło od tamtego zdarzenia kilkanaście lat i teraz mam nieco inne spojrzenie n
    > a tę rodzinę- mają teraz oni opinię dziwaków, nowobogackich, taki typ, jak jedn
    > a ematka pisze, że jest taka bogata, bo ma w lodówce odliczone plasterki sera,
    > dokładnie ten typ.

    Gorzej jak dwa plasterki sie skleja ze soba i ktos zje wiecej niz bylo dla niego wyliczone.
  • jola-kotka 05.09.12, 04:01
    Czytalam ten watek momentami bylam zalamana.
    Z dawnej polski,tej gdzie szanowalo sie gosci,tej gdzie ludzie cieszyli sie z odwiedzin znajomych,z tej kiedy nie liczylo sie tylko-ja,za 20 lat nic nie zostanie.
    Nie bedzie zadnej spontanicznosci w stosunkach miedzy ludzkich,goscinnosci itd.
    Wasze dzieci drogie mamy beda nasladowac wasze zachowania.
    Mam nadzieje,ze nadal jest wiecej tych podzielajacych moj poglad na ta sytuacje,wtedy moze jest szansa na zachowanie naszych tradycji w tej kwestii.
    Postawa niektorych pan tutaj pasuje do takiego powiedzenia-gdybym mogla gow... bym z pod siebie zjadla,byle tylko zlotowki wiecej nie stracic,byle ktos nie pozywil sie moim kosztem.
    Bardzo przykre.
  • burina 05.09.12, 08:04
    No np. w takiej Holandii jest tak, że jak się idzie do kogoś do domu na kolację, to trzeba się liczyć z tym, że zanim się wyjdzie, gospodarze postawią na stole koszyczek z rachunkiem za produkty i wyliczeniem ile to na głowę wypadło.
    Placek imieninowy do pracy owszem przyniosą, ale jest wydzielone: jeden kawałek na osobę, bo po pracy jeszcze idą babcię/grupę pilatesową poczęstować.


    Ciekawe, co usłyszymy, jak jednak zdarzy się, że dziecko takiej gościnnej emamy będzie musiało jednak w porze obiadu u kolegi zostać (jakiś referat, zadanie grupowe) i przez kilka godzin na głodniaka będzie musiało siedzieć. Dziecko, zwłaszcza nastolatek, nawet jeśli na codzień dobrze wykarmiony, to jednak jeśli nie ma o odpowiedniej porze dostarczonego posiłku, to i tak będzie głód odczuwać, jakby tydzień nie jadło.
  • robitussin 05.09.12, 10:51
    burina napisała:

    > No np. w takiej Holandii jest tak, że jak się idzie do kogoś do domu na kolację
    > , to trzeba się liczyć z tym, że zanim się wyjdzie, gospodarze postawią na stol
    > e koszyczek z rachunkiem za produkty i wyliczeniem ile to na głowę wypadło.

    A co, Wy nie znacie czegoś takiego jak imprezy składkowe?
    Też coś niespotykanego?

    > Ciekawe, co usłyszymy, jak jednak zdarzy się, że dziecko takiej gościnnej emamy
    > będzie musiało jednak w porze obiadu u kolegi zostać (jakiś referat, zadanie g
    > rupowe) i przez kilka godzin na głodniaka będzie musiało siedzieć.

    No i kolejna, co to nie czyta ze zrozumieniem. Kobieto - jeśli wiem z góry, że dzieciaki będą siedzieć dłużej, to żarcie jest dla każdego. Nie dokarmiam jedynie takich, co to akurat bez zapowiedzi wpadli, bo coś tam. Tak trudno to pojąć? Do Twoich dzieci kolega przychodzi pisać referat tak znienacka, dzwoni do drzwi i wchodzi mówiąc "ja do Jacka, będziemy pisać referat"?

    Dziecko, zwł
    > aszcza nastolatek, nawet jeśli na codzień dobrze wykarmiony, to jednak jeśli ni
    > e ma o odpowiedniej porze dostarczonego posiłku, to i tak będzie głód odczuwać,
    > jakby tydzień nie jadło.

    To jak się jest głodnym, to się do własnego domu wraca na obiad, a nie idzie do kolegi w porze posiłków. I ponownie - jeśli wizyta wcześniej planowana, to obiad taki dzieciak u nas dostanie bez problemu. Nie wiem, może po chińsku zacznę pisać, wtedy ktoś zrozumie.

    --
    R.
  • gazeta_mi_placi 05.09.12, 10:54
    >A co, Wy nie znacie czegoś takiego jak imprezy składkowe?

    Za czasów wczesnej młodości (studenckich) owszem.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
  • gazeta_mi_placi 05.09.12, 10:57
    >Do Twoich dzieci kolega przychodzi pisać referat tak znienacka, dzwoni do drzwi i wchodzi mówiąc "ja do Jacka, będziemy pisać referat".

    Łezka mi się w gazecianym oku zakręciła, tak właśnie to kiedyś wyglądało, wręcz kropka w kropkę. Z tym, że nikt koledze (koleżance) dziecka nie żałował miski strawy mimo, że społeczeństwo ogólnie było dużo bardziej uboższe niż obecnie.
    A te kopy kanapek z wędliną i ogórkiem sad
    "Macie, jedzcie".
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
  • maga761 05.09.12, 12:17
    robitussin napisał:

    > burina napisała:
    >

    > > Ciekawe, co usłyszymy, jak jednak zdarzy się, że dziecko takiej gościnnej
    > emamy
    > > będzie musiało jednak w porze obiadu u kolegi zostać (jakiś referat, zad
    > anie g
    > > rupowe) i przez kilka godzin na głodniaka będzie musiało siedzieć.
    >
    > No i kolejna, co to nie czyta ze zrozumieniem. Kobieto - jeśli wiem z góry, że
    > dzieciaki będą siedzieć dłużej, to żarcie jest dla każdego. Nie dokarmiam jedyn
    > ie takich, co to akurat bez zapowiedzi wpadli, bo coś tam. Tak trudno to pojąć?
    > Do Twoich dzieci kolega przychodzi pisać referat tak znienacka, dzwoni do drzw
    > i i wchodzi mówiąc "ja do Jacka, będziemy pisać referat"?
    >
    Po prostu niektóre osoby nie potrafią zrozumieć o co chodzi i dorabiają swoje teorie. Do mojej córki przychodzą koleżanki robić jakieś referaty, gazetki itp. i ZAWSZE wiem o tym wcześniej. Zdażyło się, że koleżanka przyszła na obiad ale też było to ustalone dzień wcześniej i wtedy nawet zapytałam co lubi i to zrobiłam. Ale to różni się od siedzenia do obiadu lub przychodzenia w porze obiadowej BEZ ZAPOWIEDZI. Zresztą jak pisałam w pierwszym poście, gdy miałam czym poczęstowałam. Ale coż, trzeba umieć zrozumieć o czym się czyta.
  • graue_zone 05.09.12, 12:47
    Ale to różni się od siedzenia do obiadu lub przychodzenia w porze obiadowe
    > j BEZ ZAPOWIEDZI


    Ależ ja się cały czas odnoszę do takiej właśnie sytuacji.
  • robitussin 05.09.12, 13:49
    graue_zone napisała:

    > Ale to różni się od siedzenia do obiadu lub przychodzenia w porze obiadowe
    > > j BEZ ZAPOWIEDZI


    > Ależ ja się cały czas odnoszę do takiej właśnie sytuacji.

    Czyli do jakiej konkretnie??


    --
    R.
  • graue_zone 05.09.12, 15:28
    Konkretnie do takiej, że dziecko przychodzi w porze obiadowej z niezapowiedzianą koleżanką / kolegą lub dzwoni znajomy i pyta, czy może za chwilę wpaść. I to dla mnie nie jest tragedią, ponieważ jestem gotowa podzielić posiłek na więcej osób, co więcej, nie stanowi to dla mnie problemu. Czy Ty czytać nie umiesz, czy Ci się nie chce, czy może usiłujesz znaleźć w moich postach coś, do czego można się przyczepić?
  • burina 05.09.12, 15:16
    Heh, zawsze to lepiej być 'niektórymi ludźmi', niż szarą masą.

    Na szczęście pamięć mi jeszcze dopisuje i pamiętam doskonale, że nie wszystko dało się z tymi referatami i zadaniami domowymi, czy po prostu odwiedzinami tak do końca zaplanować.

    No nic, życzę Tobie i Twoim dzieciom, żeby zawsze wszystko takie zorganizowane było, borń Boże żadnych odstępstw od regulaminu.
  • robitussin 05.09.12, 16:24
    > Na szczęście pamięć mi jeszcze dopisuje i pamiętam doskonale, że nie wszystko d
    > ało się z tymi referatami i zadaniami domowymi, czy po prostu odwiedzinami tak
    > do końca zaplanować.

    Pacz pani, a nam się jakoś i udawało i udaje.
    Widocznie nie każdy ma taki dar wink

    --
    R.
  • mama303 05.09.12, 14:42
    jola-kotka napisał(a):

    > Mam nadzieje,ze nadal jest wiecej tych podzielajacych moj poglad na ta sytuacje
    > ,wtedy moze jest szansa na zachowanie naszych tradycji w tej kwestii.


    A ja mam nadzieję, że tradycja wysyłania dzieciaka na obiad do domu kolegi jest w zaniku smile zdziwiona jestem że tak wiele z Was uważa to za normalne smile
  • gazeta_mi_placi 05.09.12, 11:03
    >Gorzej jak dwa plasterki sie skleja ze soba i ktos zje wiecej niz bylo dla niego wyliczone.

    Kupować ser w kawałku.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
  • graue_zone 05.09.12, 11:19
    I koniecznie odmierzyć, jakiej grubości plasterki kroić, tabelkę zrobić i na drzwiach lodówki przykleić, ile kto ma prawo zjeść.
  • robitussin 05.09.12, 10:44
    naomi19 napisała:

    > Minęło od tamtego zdarzenia kilkanaście lat i teraz mam nieco inne spojrzenie n
    > a tę rodzinę- mają teraz oni opinię dziwaków, nowobogackich, taki typ, jak jedn
    > a ematka pisze, że jest taka bogata, bo ma w lodówce odliczone plasterki sera,
    > dokładnie ten typ.

    Masz z tym jakiś osobisty problem?
    Pilnuj swoich plastrów sera, nie zaglądaj innym do lodówki.

    --
    R.
  • naomi19 05.09.12, 23:49
    Dzięki bogu ja nie muszę odliczać plasterków sera w lodówce, by czuć, że się niesamowicie przez to wzbogaciłam, mam nadzieję, że nigdy takiej biedy nie zaznam, szczególnie, że mam dziecko. Dzieci zabiedzone mają w dorosłym życiu problemy z jedzeniem, znam osobiście taką osobą, ma 35 lat i nigdy nie zaznał uczucia nasycenia, je dopóki jedzenie się nie skończy, potem może znowu kilka dni nie kupować jedzenia (przecież wszystko taie drogie), u kogoś rzuca się na jedzenie i pochłania wszystko ze stołu, jak można świadomie takie schizy dziecku własnemu fundować...
    --
    "pańcia idzie z pieskiem, piesek robi kupę na krawędzi chodnika. Pani wyciąga z kieszeni papierek/chusteczkę, u mnie oczy jak pięć złotych, że miłośniczka zwierząt sprzątnie po swoim pupilu. Babka wyciera kuper piesiowi i chusteczkę rzuca obok kupy"sarah_black38
  • an_ni 04.09.12, 12:35
    do mojej corki zagladaja kolezanki z podworka - 2 bloki obok siebie i zamkniete podworko, oprocz jednej - zostawionej sobie samopas - inne maja powiedziane na pol godziny a do tego musza zapytac czy kolezanka moze przyjsc i czesto rodzice odmawiają bo : jest balagan, mamy gosci, odpoczywamy, wychodzimy, robimy to, siamto
    wiadomo ze pol godziny sie przeciaga nie raz, ale nie ma przesiadywania od rana do nocy
    nie ten wiek moze - 1 klasa a moze nie te zwyczaje? nie wiem
    w dziecinstwie bywalo ze przesiadywalam u kolezanek cale dnie i odwrotnie, ale czesto na obiad bylysmy wywolywane do siebie, chyba ze sie ustalilo miedzy rodzicami - ty dzis u mnie, ja jutro u ciebie
    otwarty dom to nie dla mnie , chyba ze bedzie to jedna stala psiapsiolka, tak jak ja mialam w dziecinstwie to wiadomo, nierozlaczki i nie poradzisz , traktujesz jak druga corke wink
  • sokhna 04.09.12, 12:51
    U nas jest tak, ze nawet jak mialoby wpasc 10 niezapowiedzianych osob zawsze mam pelno jedzenia. Co najwyzej moze to troche potrwac, bo cos jest np.: w zamrazalce. Z dziecmi tymbardziej nie widze prolemu, moge dac im cos innego (zawsze mam zamrozone frytki, krokieciki, pierogi czy cokolwiek innego), w Twoim przypadku dalabym im po prostu kanapki a synowi powiedziala, ze albo sie kielbasa podzieli, albo zje ja sam pozniej. Ugotowanie makaronu z sosem to tez kwestia 10-15 minut.


    Tak mnie w domu nauczono, moj maz tez pochodzi z kraju gdzie jedzenie i podejmowanie gosci to swietosc wiec nie wyobrazam sobie zeby to mialby byc dla mnie jakikolwiek problem.
    Nawet jak mielismy prawie 3 mce robotnikow i budowe wokol domu to dostawali napoje zimne i gorace na caly dzien oraz prawie codziennie obiad, nawet jak byla to tylko zupa.
    Nie ma to tez nic wspolnego z tym czy ktos ma pieniadze czy nie, bo po prostu zawsze sie cos znajdzie.

    Sytuacja kojarzy mi sie niestety z wiekszoscia niemieckich rodzin sad Tutaj jak czlowiek nie jest wyraznie zaproszony to moglby zdechnac a jedzenia by nie dostal, u niektorych to i z kawa czy herbata bylby problem (w ogole pomijam, ze samo przyjscie bez zaproszenia to cos prawie niedopuszczalnego).


    --
    Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...
  • melmire 04.09.12, 13:00
    Chcialabym byc taka bogata i zorganizowana zeby nie robilo mi roznicy czy karmie trzy osoby czy dziesiec smile
    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • sokhna 04.09.12, 13:14
    To naprawde nie o "bogactwo" chodzi, czasem robie zwykla zupe na obiad czy makaron z sosem i juz. Nie szykuje 2-daniowych obiadow z deserem smile Jasne, ze nie jest tak caly rok, ale czesto mamy gosci np. moja rodzine, ktora zostaje u nas min 3 tyg, bo na krocej sie po prostu nie oplaca przyjechac.
    Plusem jest to, ze mam miejsce i taka zamrazalke jak w sklepach sa smile Tam sie pomiesci baaaaaaaaaaaaaaaardzo duzo i zawsze mam pozamrazane rzeczy. Bardzo czesto tez gotowych, ktorych za duzo ugotowalismy i nie dalismy razdy zjesc. Nie wyrzucam jedzenia i nic sie nie marnuje.
    --
    Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...
  • melmire 04.09.12, 14:40
    Ja nawet nie mam garnkow w ktore by sie taka ilosc jedzenia zmiescila smile
    --
    "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
    "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
  • agrestka1 04.09.12, 13:08
    a ja wypraszam na czas obiadu może i podła jestem i już. Wywoływanie dzieci do kuchni nie zdawało egzaminu bo zaraz przychodziła cała reszta i pytała czy też dostanie bo są głodni. Byłam za mało asertywna i zawsze dawałam co oznaczało, że dla męża który przychodzi później nic już nie zostawało. Miałam tak przez jakiś miesiąc. Można zamówić pizzę? pewnie można ale nie stać mnie na zamawianie pizzy codziennie dla 2 dorosłych i 6 dzieci w tym tylko 2 mojej. Można ugotować makaron? Niby można ale do tego makaronu coś trzeba dać a poza tym przychodząc po 17 z pracy radosna jak skowronek właśnie szykuję drugi obiad bo koleżeństwo przyszło w trakcie robienia pierwszego. Mam gdzieś co inni o mnie pomyślą po miesiącu żywienia wszystkich znajomków wymiękłam i mówię, że dziewczyny teraz będą jadły obiad więc przyjdżcie za pół godziny.
  • mama303 04.09.12, 14:10
    agrestka1 napisała:

    > a ja wypraszam na czas obiadu może i podła jestem i już.

    Ja też, a w zasadzie zwalam na córkę. Nie zauważyłam jakiejś obrazy z tego powodu. Po obiedzie jest dalej świetna zabawa.
  • olakociak 06.09.12, 10:02
    agrestka1 napisała:

    > a ja wypraszam na czas obiadu może i podła jestem i już. Wywoływanie dzieci do
    > kuchni nie zdawało egzaminu bo zaraz przychodziła cała reszta i pytała czy też
    > dostanie bo są głodni.

    Ten post wstrząsnął mną najbardziej...dzieciaki mówią wprost, że są głodne a ty je spławiasz....wtf? co się z tym światem porobiło...szok....
    żeby mężowi nie odbierać od pyska tej jakże drogocennej porcji, to było trzeba nie wiem...budyń, kisiel im ugotować?? z jakiegoś starszego chleba tosty zrobić...? cokolwiek...ale tak bezdusznie wywalać...brzydko, oj brzydko bardzo...
  • robitussin 04.09.12, 13:10
    > Nawet jak mielismy prawie 3 mce robotnikow i budowe wokol domu to dostawali na
    > poje zimne i gorace na caly dzien oraz prawie codziennie obiad, nawet jak byla
    > to tylko zupa.

    Pardon?? Tak mało im płaciliście za pracę, że trzeba ich było dokarmiać?

    > Nie ma to tez nic wspolnego z tym czy ktos ma pieniadze czy nie, bo po prostu z
    > awsze sie cos znajdzie.

    Nie, nie zawsze. Dla mnie kuriozalne jest to, co piszesz o horrendalnej ilości zapasów w swojej lodówce czy spiżarni i możliwości podjęcia nawet 10 niezapowiedzianych osób. Ja mam tylko to, co jemy na bieżąco. Nie widzę potrzeby magazynowania żywności ponad miarę.

    > (w ogole pomijam, ze sam
    > o przyjscie bez zaproszenia to cos prawie niedopuszczalnego).

    Nie widzę w tym niczego nienormalnego. Ja również nie toleruję niezapowiedzianych wizyt i sama ich nie praktykuję. Nie ma nic gorszego od wizyty znajomych w momencie, gdy leżysz sobie w rozciągniętych gaciach przed TV i masz ochotę na odpoczynek.

    --
    R.
  • sokhna 04.09.12, 13:19
    Ja im nie placilam bo to byla wynajeta firma, a zarabiaja akurat bardzo dobrze i zawsze mieli tez wlasne termosy i jedzenie. Po prostu tak u nas jest, niewazne czy jest to robotnik, czy ogrodnik czy kto inny, zawsze jak jest w porze posilku jest pytany i czestowany jedzeniem.

    To co pisze nie jest kuriozalne, bo poczytaj pare wypowiedzi wyzej - jest wyjasnienie: mamy w domu ogromna zamrazare taka jak w sklepach i tam cala mase jedzenia. Czesto jest to tez jedzenie, ktore zostaje np. wlasnie po godciach i wiem, ze jak nie zamroze to wyrzuce wiec lepsze to. Kiedys przyjde nie bede miala czasu na gotowanie to wrzucam co mam, rozmrazam i gotowe.

    Ja po prostu wspolczuje takim ludziom jak Ty, dla mnie to wlasnie oni sa bardzo biedni, ale bynajmniej nie z powodu braku srodkow do zycia...
    --
    Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...
  • sokhna 04.09.12, 13:23
    Otoz zeby zaraz nie bylo, ze pewnie samas sie tez wpraszam i wysylam moje dziecko do sasiadow i kolezanek smile Oczywiscie nie praktykuje tego, szanuje prywatnosc i moje dziecko zawsze wychodzi z domu najedzone. U nas jest jednak dom otwarty i jak ktos chce przyjsc to prosze bardzo.
    --
    Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...
  • robitussin 04.09.12, 13:38
    sokhna napisała:

    > Otoz zeby zaraz nie bylo, ze pewnie samas sie tez wpraszam i wysylam moje dziec
    > ko do sasiadow i kolezanek smile Oczywiscie nie praktykuje tego, szanuje prywatnos
    > c i moje dziecko zawsze wychodzi z domu najedzone.

    No ale dlaczego nie?
    Znaczy się swoje dzieci uczysz grzeczności i kultury, ale u innych ten brak kultury i poszanowania dla cudzej prywatności honorujesz podejmując obiadkiem?
    To jest dopiero rozdwojenie wink

    --
    R.
  • franczii 04.09.12, 13:54
    Ja po swoje sie zglaszam przed kolacja (o umowionej porze) ale bardzo czesto rodzice kolegow (na szczescie nie takie sknery jak niektore w tym watku) proponuja zeby dziecko zostawic na kolacje i odebrac po. Mnie jest bardzo milo, moje dziecko wnibowziete, dziecko tamtych to samo, tamci rodzice zadowoleni, ze ich dziecko szczesliwe i ogolnie wszyscy sa happytongue_out I zrezygnowac z tego bo ma sie tylko 4 kielbasy? Plakac, ze sie w 5 nie najedza 4 kielbasami i ze musza otworzyc pomidory w puszcze i wrzucic dodatkowa garsc kluchow do gara?
  • sokhna 04.09.12, 13:58
    Dokladnie franczii. Ja to bym wziela te wszystkie kielbasy i chociazby na male kawalki pokroila, kazdy wzialby po trochu i wszyscy byliby zadowoleni. Albo jajka bym ugotowala czy usmazyla... No tylko nie piszcie, ze jajek w domu nikt nie ma....
    --
    Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...
  • robitussin 04.09.12, 14:13
    sokhna napisała:

    > Dokladnie franczii. Ja to bym wziela te wszystkie kielbasy i chociazby na male
    > kawalki pokroila, kazdy wzialby po trochu i wszyscy byliby zadowoleni.

    Z czego? Z tego, że się nie najedli?

    > No tylko nie piszcie, ze jajek w domu nikt niema....

    Ma. Wyliczoną ilość. Pomijam to, że u nas się jajek na obiad nie jada.

    --
    R.
  • sokhna 04.09.12, 14:23
    No to zalozmy ze masz te wyliczone jajka (jajka leza bo i tak robisz kielbysy na kolacje)
    Mowisz wtedy tak: chlopaki/dziewczyny mam niestety tyle i tyle kielbasek (to nie wstyd, rownie dobrze mozesz miec tyle, bo sie koncza, a nie bo masz wyliczone), ale jak chcecie to proponuje wam zamiast tego jajecznice. Nie sadze, zeby mieli cos przeciwko. Zawsze znalazloby sie rozwiazanie. Poza tym autorka pisala, ze zawsze nma chcleb i obklad, to dzieciakom zrobilabym po prostu kanapki.

    --
    Trzeba umieć być okrągłym w kuli i długim w rurze...