Co zrobić, gdy rodzice straszą samobójstwem? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Nowy nick, bo się wstydzę. Forum emama, bo wiem, że są tu mądre babki.
    Piszę, żeby to z siebie wyrzucić. Może liczę tez na jakąś radę, o ile można tu coś poradzić.

    Jestem samotną matką, pracuję, zarabiam. Utrzymuję się z własnych zarobków i alimentów, żyjemy skromnie, odmawiam sobie bardzo wielu rzeczy (na ogół bez większego żalu), ale dziecku niczego nie brakuje (również dzięki jego tacie). Co miesiąc odkładam niewielkie kwoty na czarną godzinę, moja praca nie jest w 100% pewna. Gdyby nie problem z rodzicami, żyłoby mi się dość spokojnie i w miarę stabilnie.

    Matka nigdy nie pracowała, ojciec jest bezrobotny od kilku lat. Niby szuka, ale nie znajduje. W tym momencie mają 0 zł dochodu. Nie piją, nie palą, mają wyższe wykszt., ale po prostu są oboje skrajnie niezaradni, może też leniwi. Mają kilkadziesiąt tys. zł długów konsumpcyjnych, zaciąganych głównie na tzw. "życie". Nawet gdy ojciec bardzo dobrze zarabiał, nigdy nie zaoszczędzili nawet 100 zł, matka wydawała wszystko co do złotówki. Ja z domu rodzinnego wyszłam "goła", choć mieli ogromne możliwości by kupić mi mieszkanie (na kredyt, sama bym go od dawna spłacała, a tak muszę wynajmować). Odkąd ojciec nie pracuje są w czarnej d...ziurze. Pieniądze podkradają babci z emerytury, nie chcą iść do opieki społ (wstydzą się, zresztą "i tak pewnie nic nie dostaną"). Ale nie przeszkadza im to opłacać sobie np. kablówki. Nie chcą z niczego rezygnować, gdy proszę żeby odcięli abonament (mogą, mają go od lat) twierdzą "jeszcze nie jest aż tak źle". Mają zaległości w czynszu (mieszk. własn.), w opłatach. Wciąz próbuję z nimi rozmawiać, jak widzą dalej swoją przyszłość, na zmianę słyszę "wygramy w lotto" oraz "odkręcimy w nocy gaz i będziesz mieć spokój"... Potwornie mnie to obciąża psychicznie, choć przy nich jestem twarda i za takie gadanie dostają ochrzan. Nie wymagają ode mnie (chyba) pieniędzy na utrzymanie, po prostu im pożyczam gdy nie mają ani grosza na chleb czy gazetę (tatuś lubi sobie kupić, chociaż opłacają tez internet), zawsze mi oddają (jak wezmą babci...). Tylko raz nie oddali, ale za moją zgodą. Czasem kupuję im jedzenie.

    Nasze relacje nie są od dawna bliskie, ale nie z powodów finansowych. Bardzo mnie kiedyś zawiedli, zranili, częściowo wyrzekli się mnie. Ojciec ze mną od lat nie rozmawia, mówi że nie ma córki (choć z pieniędzy nieistniejącej córki chętnie korzysta), matka stara się pomagać (np. zostaje z moim dzieckiem, gdy to zachoruje), ale zatruwa przy okazji i mnie i młodego swoim pesymizmem, nienawidzę gdy do nas przychodzi. Potrafi przy małym straszyć mnie, że się zabije. Mam ich serdecznie dość, najchętniej uciekłabym od nich na koniec świata.

    Jestem potwornie rozdarta. Czuję, że z jednej strony być może powinnam ich utrzymywać (zamiast robić oszczędności na czarną godzinę, bo nie mam już z czego zrezygnować), a z drugiej bardzo nie chcę, żeby nienawidzący mnie ojciec przepuszczał na kablówkę (ja nie mam) pieniędzy, które mogłyby być jakimś zabezpieczeniem dla mnie i mojego dziecka. Boję się też, że matka naprawdę zabije którejś nocy jego i siebie, a ja będę z tym musiała żyć. Jestem potwornie, potwornie wściekła, że tak mnie obciążają, dołują, ciągną w tę swoją czarną dziurę. I to straszenie samobójstwem - nie wiem czemu to służy. Może mam wyskoczyć z kasy, żeby się nie zabijali? Tak się z tym czuję.
    Do emerytury ojca jeszcze kilka lat. Babcia do tego czasu prawdopodobnie umrze, ich źródełko wyschnie. Ojciec nie znajdzie żadnej pracy, nie ma się co łudzić. Co dalej?
    Dawałam im ultimatum - będę pożyczać, może nawet dawać jakieś pieniądze pod warunkiem, że załatwią sobie mops i będą SZUKAĆ pracy, oboje, aktywnie. Kiwają głowami, nie robią nic. A potem "zabijają się" bo nie ma na chleb, więc pożyczam... Błędne koło.
    Co o tym myślicie? Tylko proszę, bez złośliwości (chyba, że naprawdę zasługuję). I tak mam dosyć zmartwień.
    • Straszenie samobójstwem olać. Mama regularnie mnie tym szantażuje, bo jest mistrzynią świata we wzbudzaniu poczucia winy, ale udaję, że nie słyszę. Realny problem będziesz miała, kiedy zostaną bez źródła utrzymania, i tu nie doradzę z doświadczenia, bo moi przynajmniej w kwestiach finansowych byli w miarę ogarnięci. Teraz mieszkam z mamą, zarządzam kasą i pilnuję, by nie przepuściła resztek oszczędności, więc mam łatwiej.

      --
      - Jak to możliwe?
      - Nie wiem. Sądzę, że nikt nie wie.
      - Więc dlaczego w to wierzysz?
      - Właśnie dlatego. Wierzę, bo nie wiem. Gdybym wiedział, nie musiałbym wierzyć, prawda?
    • O, matko, bardzo współczuję sytuacji,bo musi być skrajnie trudna psychicznie; tyle ze o ile rozumiem pomoc rodzicom, to mam wątpliwości, czy tutaj to ma sens: bo ty jesteś wykorzystywana- a oni skrajnie nieodpowiedzialni; kupiłabym jedzenie, ale kasy nie dawała.

      Za to po przeczytaniu zdania: " Potrafi przy małym straszyć mnie, że się zabije. "- dla dobra dziecka chyba odcięłabym się; nienawidzę emocjonalnego szantażu, poza tym to zwyczajnie źle na dziecku może się odbić.

      Bo czym innym jest wpieranie rodziców, bo choroba, bardzo niska emerytura, ale tu niezaradność + niefrasobliwość są ich też winą; a próbują odpowiedzialność przerzucić na ciebie.
    • Nie widze powodu dla ktorego mialabys utrzymywac rodzicow, ktorzy moga pracowac. Oni sa zlodziejami (okradaja babcie), leniami (nie robia nic aby znalezc jakiekolwiek zajecie, nawet na czarno) w dodatku szantazuja cie. Naprawde nie pojmuje dlaczago nie zerwiesz z nimi kontaktu? Rodzice to nie swiete krowy, ktorym nalezy sie szacunek i pomoc bo tak.
      • Banalnie - nie mam nikogo poza nimi. Gdybym miała swoją pełną rodzinę, pewnie łatwiej by mi było odciąć się od nich, choć myśleć czy żyją i jak żyją pewnie i tak bym nie przestała. Ale jestem sama z małym dzieckiem. Do tego oni mieszkają w miarę blisko, byłoby trudno zerwać kontakt. Zdecydowałam się za to mocno go ograniczyć.
        I jeszcze coś - odnoszę wrażenie, że jedyną radością życia mojej matki jest teraz moje dziecko. Odcięcie go od niej mogłoby pogłębić jej depresję (bo nie mam wątpliwości, że ona choruje na depresję, ale nie zamierza się leczyć).
        • Banalnie - nie mam nikogo poza nimi. Gdybym miała swoją pełną rodzinę, pewnie łatwiej by mi było odciąć się od nich, choć myśleć czy żyją i jak żyją pewnie i tak bym nie przestała. Ale jestem sama z małym dzieckiem. Do tego oni mieszkają w miarę blisko, byłoby trudno zerwać kontakt. Zdecydowałam się za to mocno go ograniczyć.

          Faktycznie banalne. Twoi rodzice sa dorosli, nie jestes za nich odpowiedzialna. Jestes sama z malym dzieckiem i rodzicami, ktorym pomagasz finansowo, choc to nie jest najgorsze, ale to, ze jestes szantazowana emocjonalnie i czujesz sie odpowiedzialna za nich a oni to wykorzystuja. Dodatkowo ojciec cie nie uwaza za corke. Niektorzy maja jednak sklonnosci do masochizmu;/
          • Co byś zrobiła na moim miejscu? Tak uczciwie, z ręką na sercu, jakbyś radziła komuś bliskiemu, a nie anonimowemu tworowi z netu?
            • zupełnie uczciwie z ręką na sercu zerwałabym kontakty na dłuższy czas.
              --
              Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
            • malinowa_kredka napisała:

              > Co byś zrobiła na moim miejscu? Tak uczciwie, z ręką na sercu, jakbyś radziła k
              > omuś bliskiemu, a nie anonimowemu tworowi z netu?

              Zrobila wszystko aby matka zaczela leczyc depresje plus zrobilabym wszystko aby znalezc jej prace, chocby na czesc etatu. Popytalabym znajomych itp. Ojca zostawilabym w spokoju, w koncu nie uznaje cie za corke.
              Nie pomagalabym finansowo, bo to powoduje, ze nie szukaja pracy ani nie prosza o pomoc panstwa. Sama jestes smaotna matka, ktora nie ma duzo, ale sie starasz i dajesz rade. Gdyby twoi rodzice byli schorowani i nie mogli pracowac to oczywistym jest ze w miare mozliwosci dzieci pomagaja, ale tu tak nie jest.
              • O pracę dla nich (obojga) pytam znajomych od dwóch lat. Przez pewien czas sama rozsyłałam po firmach cv mojego ojca, gdyż podejrzewałam, że on tego nie robi.
                Ponownie porozmawiam z matką o leczeniu. Ale zmusić kogoś, kto uważa się za zdrowego, a jedynie odciętego od kasy (co jest wg niego źródłem wszelkich problemów) nie jest łatwo.
                • O pracę dla nich (obojga) pytam znajomych od dwóch lat. Przez pewien czas sama rozsyłałam po firmach cv mojego ojca, gdyż podejrzewałam, że on tego nie robi.

                  ? Przestan traktowac ich jak dzieci, oni nimi nie sa. Nie jestes za nich opowiedzialna, ty masz swoje zycie.

                  Ponownie porozmawiam z matką o leczeniu. Ale zmusić kogoś, kto uważa się za zdrowego, a jedynie odciętego od kasy (co jest wg niego źródłem wszelkich problemów) nie jest łatwo.

                  Sprobuj, jesli sie nie uda to trudno choc zal.;/

              • carmita80 napisała:


                >
                > Zrobila wszystko aby matka zaczela leczyc depresje

                Ehe. Z doświadczenia wiem, że to niewykonalne.
                --
                "Gdy rozum śpi, budzi się Antoni Maciarewicz i jego zespół." by Leszek Miller
              • carmita80 napisała:


                > Zrobila wszystko aby matka zaczela leczyc depresje plus zrobilabym wszystko aby
                > znalezc jej prace, chocby na czesc etatu.

                Możesz rozwinąć myśl?
                O to leczenie pytam.

                --
                "Trzy­maj się z da­la od ludzi, którzy próbują pom­niej­szać Two­je am­bicje. Ma­li ludzie zaw­sze tak ro­bią, a nap­rawdę wiel­cy spra­wiają, że czu­jesz, że i Ty możesz być wielki. " Mark Twain
            • Twoja mama najprawdopodobniej cierpi na depresję. Stąd to straszenie samobójstwem, a przede wszystkim pesymizm, którym zaraża. Tak właśnie działają na otoczenie ciężko chore osoby. Jeśli teraz odetniesz ją od jedynej radości w życiu jaką jest wnuk to jest olbrzymia szansa, że faktycznie skończy ze sobą.
              Dlatego najważniejsze: wysłać natychmiast mamę do dobrego psychiatry.

              Druga sprawa to Twój ojciec. Ja widzę to tak, że on jest największym problemem w Waszej rodzinie i pewnie konkretnie się przyłożył do stanu psychicznego Twojej mamy. Najlepiej by było jakbyś mamę odseparowała od niego. Myślę, że w tej sytuacji najlepsze dla Was by było żebyście na początku zamieszkali w 3: mama, Ty i dziecko. Mogłabyś na miejscu wspierać mamę, pilnować jej procesu leczenia, nakłonić do pójścia do pracy, a poza tym miałabyś opiekę dla dziecka na miejscu. Jeśli mieszkacie w większym mieście to mama nawet jak całe życie oficjalnie nie pracowała ma szansę na pracę: jako niania, gosposia, sprzątaczka, bo to robiła na codzień.
              Gdyby ojciec został sam jak palec może w końcu dotrze do niego proza życia i ruszy d... w poszukiwaniu pracy, bo inaczej tego nie widzę. Mama po leczeniu jest w stanie wyjść na prostą, o ile odetnie się ją od męża i nakręcanej przez niego spirali długów.
              • Dziękuję za rady. Moja matka powinna odejść od ojca dawno, dawno temu (zdrady, incydentalna przemoc lata temu, itd), ale tego nie zrobiła. Teraz też nie zrobi, już tłumaczę dlaczego. Nigdy nie pracowała, nie będzie miała emerytury, a już jest blisko 60-tki. Gdy kilka miesięcy temu powiedziałam jej, żeby się może jednak rozwiodła, usłyszałam: "a kto mnie będzie do śmierci utrzymywał, ty"? Ona jest z ojcem, bo on będzie miał za kilka lat emeryturę, chyba w miarę przyzwoitą (przez wiele lat miał bardzo wysoką pensję). Jeśli matka przeprowadzi się do mnie, nigdy już nie kiwnie palcem i rzeczywiście ja będę ją utrzymywać do śmierci. Wyłącznie ja. Wzięcie jej do siebie (na wynajem znaczy) dobije mnie psychicznie już do cna, ona zatruwa wszystkich i wszystko wokół siebie. Oczywiście, że częściowo jest za to odpowiedzialna depresja, ale tez jej charakter. Zawsze była pomocna (opieka, gotowanie), ale przy okazji wysysająca z człowieka soki. Lipcowa ma tam poniżej rację - mam totalnie niskie poczucie własnej wartości, głównie dzięki rodzicom. Długie lata ich starań. Ojciec - jawnie. Matka pod płaszczykiem troski.
                Boże, czytam to, co tu wypisuję i mam ochotę wystrzelić się w kosmos. Żeby się od nich uwolnić.
        • jezeli choruje na depresję, nie chce sie leczyc, i dodatkowo ma mysli samobójcze, a Ty boisz sie, ze moze je zrealizowac, to wezwij karetkę, opowiedz to lekarzowi i zabiorą ją do szpitala psychiatrycznego na obserwację - z Twojego opisu wynika, ze ona zagraza sobie i innym. Nie musisz brac na siebie takiej odpowiedzialnosci i się obciązac, bo faktycznie jesli cos by sie stało, miałabys do siebie pretensje, ze nie zareagowałas.Twoja matką powinni zając się specjalisci, ojcem pewnie tez. Sama bym ich zgłosiła do OPSu na przykład i powiedziała o tych groźbach smiercią - nie zrobiłabym tego za plecami, tylko powiedziała wprost, ze jesli nie uda sie ze mna po pomoc do psychiatry i OPS to sama będę działac, bo nie mogę takich rzeczy pozostawic bez działania.
        • malinowa_kredka napisała:

          > Banalnie - nie mam nikogo poza nimi.

          Masz syna. Ja jestem w podobnej sytuacji rodzinnej - rozwiedziona jedynaczka z synem, ale wydaje mi się, że postawiłabym na swoją rodzinę, a nie na wspomaganie rodziców. Co zrobisz, jak Tobie skończą się pieniądze?

          • > Masz syna. Ja jestem w podobnej sytuacji rodzinnej - rozwiedziona jedynaczka z
            > synem, ale wydaje mi się, że postawiłabym na swoją rodzinę, a nie na wspomagani
            > e rodziców. Co zrobisz, jak Tobie skończą się pieniądze?

            Oczywiście masz rację. Dlatego oszczędzam, zgromadziłam już kwotę, która pozwoli nam (mnie i dziecku) przeżyć do ok pól roku bez mojej pracy. W tym czasie powinnam znaleźć coś innego, w zawodzie lub nie. Rodzice nie mają pojęcia, że gromadzę oszczędności, gdyby wiedzieli... prawdopodobnie znacznie łatwiej by im było ode mnie pożyczać lub "pożyczać".
      • A co jak wystąpią o alimenty od córki?
        • noname2002 napisała:

          > A co jak wystąpią o alimenty od córki?

          Watpie aby sad im je przyznal, gdyz corka sama ledwo przedzie, jest samotna matka, a oni na listosc boska moga pracowac. W takim razie moze i dorosli, zdrowi ludzie, ktorym sie nie chce pracowac powinni byc alimentowani przez rodzicow?
          Przeciez mozna leczyc depresje, mozna zglosic sie do panstwa o pomoc w przekwalifikowaniu, mozna sie zglosic po pomoc finansowa itp. Lepiej jednak okradac babcie i oplacac kablowke a w lodowke niech zaopatrzy corka - nie corka, samotna matka.
        • Niestety, znam to z autopsji. Tylko u mnie to tylko matka miala takie pomysly - wygramy w lotto, odkrece gaz ( a mam uzbezpiecznie), a ojciec lewitowal. Tylko dlugow nazbieralo sie na 300 tys., chociaz laska boska, ze byl dom, ktory udalo im sie sprzedac za kwote, ktora wystarczyla na splate zobowiazan i kupno mieszkania. Mama dostala emeryture, ojcu jeszcze troche brakuje, ale pewnie i tak dostanie grosze, bo dlugo bezrobotny. Zaczynaja " nowe" zycie, a ja boje się, ze za rok czy dwa znajda sie w tej samej sytuacji.... sad. Nie ma chyba innej rady, niz emocjonalne odciecie sie od rodzicow. Nie jest to latwe, ja chyba nie dalabym rady, gdyby nie maz i jego rodzice. Ty masz swoje dzieci i to o nie w pierwszej kolejnosci musisz sie martwic. Ja tak powiedzialam moim rodzicom, jak w pewnym momencie mieli pomysl, zebym to ja zaciagnela w ich imieniu pozyczke na te set tysiecy...Musisz postawic granice i myslec przede wszystkim o swoich dzieciach.
      • To nie zawsze jest takie proste..I to jak postąpisz nie zależy od tego, co podpowiedzą "mądre babki" na forum, tylko od tego, jakie priorytety masz wkodowane. A sprzeczne z nimi rady mogą pogłębić Twoje rozdarcie.(A dające rady mogą się w analogicznej sytuacji zachować inaczej, bo "znamy się na tyle, na ile nas sprawdzono".) To, że rodzice teoretycznie "mogą pracować" nie znaczy, że tę pracę znajdą (zwłaszcza oboje). Poza tym jednak korzystasz z pomocy mamy przy dziecku, masz kontakt...Ja (i mam to "sprawdzone") nie ingerowałabym w to, jak rodzice żyją, tylko robiła w myśl tego, co powodowałoby mniejsze rozdarcie. oczywiście szantażowanie samobójstwem jest poniżej krytyki i taki jest fakt, ale "serce ma swoje racje, których rozum nie ma." Trudne to i wykańczające, ale rób to, z czym Ci łatwiej/lżej. Może powinnaś skorzystać z konsultacji specjalistycznej, jeśli sama nie wiesz, co czujesz?
        • To chyba najmądrzejsza od miesięcy wypowiedź na forum. Jak czytam te genialne "odetnij się", "zerwij kontakt" to mi się flaki wywracają. Kontakt to się zrywa, jak ojciec molestował, a matka na to przywalała- na przykład. A nie, jak rodzice sobie nie radzą. Rodzina jest od tego, żeby sobie, w miarę możliwości oczywiście, pomagać. Dawać wsparcie- niekoniecznie finansowa. A nie spieprzać przy byle okazji. Nikt nie obiecywał,że będzie łatwo.
          --
          "Gdy rozum śpi, budzi się Antoni Maciarewicz i jego zespół." by Leszek Miller
    • A babcia mieszka z rodzicami,czy ma własne mieszkanie?
      Z tego co piszesz, to rodzice są na najlepszej drodze do bezdomności i zamieszkania z tobą.
      A może spytałabyś w mopsie? Może jakiś kurator, psycholog by im się przydał?
      I oby im nie przyszło do głowy, by pozwać cię o alimenty dla nich.
    • Jezu dziewczyno, jaką niską masz samoocenę, chyba rodzice sie przyczynili do tego.
      Sądzac po stylu zycia to zwykle lenie, darmozjady, lekkoduchy.
      Poradziłabym ci bys ich olała ale i tak tego nie zrobisz, zgadza sie?
    • Bardzo współczuję i rozumiem: relację z moją matką mam zbliżoną, przy czym tam w grę wchodzi jeszcze nadużywanie alkoholu.
      Oczywiście nie wiem, co doradzić, bo na tego rodzaje sytuacji nie ma mądrych (wyjąwszy nagłe podanie ręki przez los, takie jak wygrana w totka). Wrzucę więc parę luźnych uwag.

      Twoi rodzice mają depresję, stracili kontrolę nad swoim życiem, a są na dobrej drodze, by stracić również podstawy bytu (praktycznie niemożliwe do spłacenia zadłużenie), co sytuacji nie poprawi, a pewnie pogorszy. W tym momencie słuchanie Ciebie (w kwestii pójścia do lekarza po leki na depresję, czy zmiany swoich przyzwyczajeń) to oddanie kolejnego pola, na którym jeszcze resztki kontroli mają. Nie dziwię się, że idzie to ciężko. Co nie znaczy, że nie należy próbować.

      Nie żałuj rodzicom kablówki. To prawdopodobnie jedyne, co pozwala im zagłębić się w "innym świecie".

      Póki najgorsze nie nadeszło - działajcie tak, by w razie czego rodzice mieli gdzie mieszkać. Jeśli mieszkanie należy do gminy - nic im nie grozi, o ile płacą czynsz. Jeśli jest ich własnością, no to katastrofa, bo komornik położy na tym łapę. Póki nie jest za późno, działajcie tak, by ich mieszkanie sprzedać (obcej osobie!) a kwotę ze sprzedaży "wyprać" poprzez wzięcie kredytu hipotecznego, przy czym gotówka pozostaje w skarpecie, po czym kolejne kupić za ten kredyt na Ciebie. Inaczej grozi Wam skarga pauliańska. Uwaga, to nielegalne i niemoralne, za to może się okazać skuteczne, o ile nie będzie jak wykazać, że środki ze sprzedaży mieszkania posłużyły bezpośrednio do zakupu innego. Rodzice zapytani o to, co zrobili z pieniędzmi, powiedzą, że wydali. Ty - wzięłaś kredyt na zakup. Nie ma jak udowodnić, że tak nie było.

      Wyrzuty sumienia nie przechodzą nawet jeśli się odetniesz. Trenowałam.

      Odcięcie nie jest skuteczne - jeśli dożyją starości, i tak będziesz mieć ich zgodnie z prawem na utrzymaniu.
      • Jak to nie zaluj rodzicom kablowki?? Przeciez to kolejne 70 czy 100 zl... Te długi konsumpcyjne wlasnie z takich malych kwot sie biora sad. U mnie a to imieniny na 30 os ( no bo jak to, od 20 lat urzadzamy, albo kosmicznie drogie prezenty - takie zastaw sie a postaw...). Ja przerobilam to wszystko na wlasnej skorze, tylko u nas jeszcze prokurator byl w tle. I wszytsko działo się w tym roku - miesiac temu dopiero skonczylo, wiec wiem, co mowie... Proby samobojcze, odrzucanie psychiatry ( wariatke chcesz ze mnie zrobic??), wylewitowanie w kosmos z cena domu ( udalo sie go sprzedac cudem chyba za kwote 20 % nizsza niz wystawili pierwotnie). Wg mnie - jedyna rada to spieniezyc mieszkanie, a na poczatek byc moze przepisac na Ciebie, zeby uciec przed komornikiem... I niestety, powtorze odciac sie dla swoich dzieci. I fakt, wyrzuty sumienia nie przechodza.
        • > Jak to nie zaluj rodzicom kablowki??

          Normalnie. Jeśli nie będzie czego oglądać, będzie siedzenie i myślenie o swoich problemach.

          > jedyna rada to spieniezyc mieszkanie, a na poczatek byc
          > moze przepisac na Ciebie, zeby uciec przed komornikiem...

          Przepisanie nic nie da, skoro długi już powstały.
          • Carmela, ale naprawde myslisz, ze TV jako wypelniacz czasu jest wlasciwa droga? A poza tym - nikt nie mowi, ze nalezy zabronic im ogladania tv, tylko uciac niepotrzebne koszty. I szukac tych oszczednosci na najmniejszych pie...ch. Ralnie wcale nie trzeba miec kablowki, zeby siedziec przed TV. Cyfrowa telewizja publiczna ma chyba cos ok. 20 kanalow, tez jak na moj gust wystarczy, a kosztuje znacznie mniej...
            • No ok, nie jestem obeznana w telewizji, ta publiczna, którą pamiętam, nie dawała się oglądać. Skoro jest tyle darmowych rzeczy, to przyznaję rację.

              A co do wypełniaczy czasu - patrzę na swoich teściów, którzy, gdyby nie telewizor, pewnie by:
              - umarli z nudów (dla tego pokolenia to jest w zasadzie jedyna rozrywka)
              - pozabijali się nawzajem
              - a gdyby mieli tak fatalną sytuację jak rodzice autorki, to pewnie by i ten gaz odkręcili
              Więc tak, uważam że pozbawianie ich tego w tak podbramkowej sytuacji to jak podstawienie nogi kulawemu.

              Teorie o pozwalaniu staczającym się ludziom znaleźć się na dnie po to, by mogli się podnieść, znam z Al-Anonu i - z całym szacunkiem - za wiele widziałam historii, gdy to dno kończyło się terminalnie, by się zgodzić z tym postępowaniem.

              Właśnie dlatego, że - mimo że wszystkie mądre książki, psychologowie etc zalecają odcięcie się - nikt nie radzi (bo i nikt nie wie) jak sobie skutecznie poradzić z własnym poczuciem winy, że się nie pomogło, a jeszcze dobiło.
      • Carmela, tylko jesli ktoś nie chce sie leczyc - to nikt go do tego nie zmusi, na pewno o tym wiesz.
        A usilując pomóc, samemu mozna wpedzic się w tarapaty finansowe i problemy psychiczne.
        kablówka nie jest lekarstwem, tylko otumaniaczem, ktory nie pozwala im zmierzyc się z rzeczywistością. Skoro cale zycie zyli z dnia na dzień to nie zmienia sie na starośc.
        --
        "Nie chce mi się nawet rozrzedzać wymowy mojego postu żadnym rozluźniającym dowcipem. Pierdolę. " (wilma)
    • Co za masakra.
      Jedyne rozsądne i uzcciwe wobec wszystkich (może przede wszystkim wobec twojego dziecka) wyjście, to odciąć sie o d nich i zyc własnym zyciem.
      Tak jak piszesz - im takie zycie pasuje, nie chcą go zmienić, starszenie odkręceniem gazu to juz idiotyzm i zachowanie poniżej pasa. Gdyby chcieli, spokojnie wyszliby z dlugów iz anleźli dochody, sama piszesz o kablówce, niechęci do pomocy spolecznej. Maja wlasnosciowe mieszkanie - niech zamienia na mniejsze. Mama nie może dorobić jako pomoc domowa czy niania? Ojciec zamiast siedziec przed tv - pomajsterkowac czy wyręczyc matkę z domowych obowiązkow?

      Wg mnie nie ma sie nad czym zastanawiac - to ich życie i ich świadome wybory, zupełnie nie rozumiem, dlaczego ty i twoje dziecko mielibyście na tym w jakis sposób cierpiec (np. oddając im swoja kasę).
      --
      "Istnieje rzeczywistość - i to całkiem przyjemna - bez drewna egzotycznego, skórzanych krzeseł, granitowego zlewu i przepisów wyskakujących z piekarnika" (by malamelania)
    • Mam nadzieję, ze rozumie powagę sytuacji i da sie z nią stworzyc wspólny front. Muszą NAPRAWDĘ nie mieć kasy.
      To na początek. Później oszacowanie finansowej kiły i środków potrzebnych na jej załatanie.
      Nicnierobienie to szkodzenie w tej sytuacji.
      --
      Feminizm prowadzi do zaniku uczuć wyższych. By Krystyna Pawłowicz
    • 1. Ratuj swoja rodzine przed katastrofa finansowa i psychiczna i odetnij sie od rodzcow. Rodzice zabieraja ci pieniadze, ktore potrzebujesz na dziecko. Rodzice deprawuja ci dziecko zachowujac sie w ten sposob. Myslisz, ze zachowanie babci nie odbije sie na twoim dziecku?
      2. Rodzice sa dorosli i powinni o siebie zadbac sami - znalezc prace a jesli nie moga to udac sie do MOPS.
      3. Rodzice maja SWOJA nieruchomosc i to ja powinni sprzedac by pokryc SWOJE dlugi a nie zmuszac do tego corke samotnie wychowujaca dziecko.
      3. Ludzie, ktorzy strasza samobojstwem nie popelniaja samobojstwa. Straszenie ma tylko na celu zmanipulowanie danej osoby. W tym przypadku chodzi im o rozmiekczenie ciebie bys dawala im kase.
    • Bardzo polecam książkę "Toksyczni rodzice". Prawdopodobnie myślisz, że Twoja sytuacja jest jakaś wyjątkowa. Kiedy zauważysz jej typowość może Ci się od razu zrobi trochę lepiej.
      Zerwanie kontaktów na parę miesięcy, poukładanie ich we własnej głowie, a potem ew. odnowienie na Twoich warunkach naprawdę nie jest złym pomysłem. Przed tym możesz umówić matce wizytę u psychiatry (depresję się leczy lekami i psychoterapią, leczenie własnym dzieckiem jest złym pomysłem), a ojcu napisać wniosek do pomocy społecznej. Czy pójdą - ich sprawa, nie zaprowadzisz ich siłą.

      I najważniejsze (a jednocześnie najtrudniejsze) - niczego od rodziców nie oczekuj. A już na pewno, że "się zmienią", "zaczną Cię wspierać", "zaakceptują Cię". To się nie stanie, zmienić możesz tylko siebie. Paradoksalnie dorośli ludzie ze zdrowych rodzin oczekują od rodziców dużo mniej, choć mogliby liczyć na dużo więcej.
      Trzymaj się.
    • Droga kredko,

      to, co robi Twoja mama wespół z Twoim tatą, to podręcznikowy przykład najpaskudniejszego emocjonalnego szantażu.

      Łatwo powiedzieć: odciąć się. Sama mówisz - są blisko, mama Ci pomaga, masz tylko ich... Ale czy na pewno? Czy naprawdę razem z rodzicami mieszkasz na kompletnej pustyni, wokół Ciebie nie ma innych matek, żadnych ludzi? Czy może Twojej mamie zdarza się bąknąć, że bez jej pomocy byś zginęła?

      Depresja-nie depresja. Łatwo wszystko zwalić na chorobę, gdy się NIC nie musi. Też choruję, ale WALCZĘ, żeby żyć normalnie. Ich bezradność i bezczynność jest ICH wyborem wynikającym z wygody: mają córkę, która przyjdzie, pogada, poględzi, pożyczy kasę, zrobi zakupy... Mają Cię i Twoje dziecko na własność. Gdy Twoja mama czuje, że zaczynasz jej się wymykać, rzuca uwagę o samobójstwie. SERIO?

      Twoi rodzice są w super-komfortowej sytuacji: mają wszystko za nic. Mimo, że zrobili kiedyś coś podłego, mimo, że Twój ojciec się Ciebie wyrzekł wiedzą, że wystarczy skinienie, być przyleciała z pieniędzmi, zakupami, troską i opieką. Oni żywią się Twoją samotnością, psychicznie Cię ubezwłasnowolnili. Tak, jak oni uzależnili się od Ciebie, tak Ty jesteś uzależniona od innych. Nawet w swojej wypowiedzi sugerujesz, że BYĆ MOŻE JEDNAK zasłużyłaś na złośliwości!

      Zastanów się, kto jest dla Ciebie najważniejszy: Twoi rodzice? Czy może TY i Twój syn? Oni już mieli swoje 5 minut w Twoim życiu - nie dali Ci nic. Ty swojemu synowi możesz dać WSZYSTKO. Na razie widzi (to, że jest mały, nic nie znaczy - dzieci widzą bardzo dużo) zdruzgotaną i rozdartą matkę, która zamiast skupić się na sobie i jego potrzebach, oddaje ostatni grosz użalającej się nad sobą babci.

      Co możesz zrobić? Po pierwsze - nawiąż kontakt z kimś spoza rodziny, do kogo masz zaufanie. Na pewno są ludzie Ci życzliwi, do których mogłabyś się zwrócić, gdy jest Ci ciężko. Po drugie - zakręcasz kurek. Nie na tydzień, nie na miesiąc - na amen. Będą groźby, prośby, błagania, telefony, histerie, ataki płaczu i symulowanie zawałów, wyzwiska - MUSISZ to przetrwać. Jeżeli się ugniesz, będzie tylko gorzej. Nie szukaj im pomocy - oni jej nie chcą, chcą CIEBIE. Jeżeli będzie trzeba, zerwij kontakt.

      Myśl o sobie, a jeżeli nie o sobie, to o synku. Twoi rodzice są dorośli, mają sprawne głowy i sprawne ręce. Jakoś przeżyli te 50-kilka lat - i to w warunkach o wiele trudniejszych - i dali sobie radę. TO NIE JEST TWOJA WINA, że są w takiej sytuacji, w jakiej są i NIE BĘDZIE TWOJĄ WINĄ, jeżeli Twoja matka jednak postanowi odkręcić ten cholerny gaz - choć jestem dziwnie pewna, że tego nie zrobi.
      --
      szukajacperfekcji.blogspot.com/
      • Redfreak ma racje.
        Ja tez zylam w podobnej sytuacji-nie bylo jedynie straszenia samobojstwem. Kiedy bylam na doktoranckich, rodzice zmienili miejsce zamieszkania (sprzedali mieszkanie, kupili domek na drugim koncu Polski) i mieli wielkie plany jak to zaloza swoj biznes. Pieniadze ze sprzedazy sie rozplynely , pracy nie bylo a oni zaczeli byc ode mnie emocjonalnie kompletnie zalezni. A ja, choc sama w trudnej sytuacji, no bo trudny doktorat, zycie z kilkuset zl stypendium, miotalam sie jak im pomoc, usilowalam zalatwic mamie prace w duzym miescie (w koncu przyjechala, pojechala w dane miejsce, sfochowala sie ze wyobrazenia odbiegaly od rzeczywistosci i pojechala do domu), i tak caly czas sie miotalam jak im pomoc.
        Dostalam kilkaset zl za korki, zrobilam swieta, bo mama plakala mi w sluchawke ze BN idzie i nie maja co na stol postawic, od ojca po fakcie nie uslyszalalm slowa podziekowania tylko oswiadczenie ze przeciez jestesmy rodzina wiec musimy sobie pomagac. Szkoda tylko ze jednostronnie.
        Przeczytalam wiele ksiazek psychologicznych, owych 'Toksycznych rodzicow " rownize, i znalazlam, ze jest to syndrom "rodzicow siedzacych na kolanach dzieci'. Innymi slowy rodzice odwracaja sytuacje, chca byc w pozycji dzieci bo nie chca prejac odpowiedzialnosci za siebie i swoje zycie-przerzucaja te odpowiedzialnosc na wlasne dzieci. O przygniatajacym poczuciu winy ze nie umie sie im pomoc. O depresji z tego samego powodu-tez to wszystko przeszlam.
        Mialam szanse wyjechac po studiach do Stano. Poczatki byly bardzo trudne, dopiero po roku moglam podjac prace w ktorej zarabialam ledwie na utrzymanie. A z telefonu plynal koncert zyczen" "kochane dolarki przyslij mi ", i inne rzeczy, lacznie z samochodem terenowym.
        Musialam sie odciac dla wlasnego zdrowia psychicznego. W miedzyczasie mama zaczela dorabiac niezle pieniadze (wprawdzie szybko je prprzepuszcza-po kilkukrotnym udzieleniu rad, zeby choc czesc odkladala na konto bo nie bedzie miec emerytury i byciu zignorowanym dalam sobie spokoj).
        Musisz sobie uzmyslowic: Nie jestes odpowiedzialna za zycie i wybory rodzicow. Kiedy to do ciebie dojdzie, pozbedziesz sie poczucia winy. To ich wybor i przestan byc ich rodzicem. Pozwol im odpowiadac za siebie i odetnij sie emocjonalnie. Inaczej do konca zycia bedziesz tanczyc jak ci zagraja, a ich roszczenia beda eskalowac.



        --
        Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
    • Gdyby ktoś mnie szantażował,że się zabije to bym zapytała jaką formę wybiera bo mogę dostarczyć mocny sznur,ostry nóż albo wskazać najwyższy most w okolicy.
      Poważnie piszę.
      --
      "Najsłabsze ogniwo"
      - Jakie zwierze widnieje na kostiumie Batmana?
      - Jamnik.
    • No widzisz, że nie jesteś odosobniona... Wprawdzie trudno ocenić, czy to depresja dotyka twoją matkę, czy tylko rozżalenie na los; bo nie umie liczyć i nie rozumie tego świata i nie tak miało być. Nie ona jedna, ponoć 2/3 naszego społeczeństwa żyje od 1-ego do 1-ego, z tych 2/3 jakaś część na wiecznym debecie. Wiesz, ja wykorzystałabym to, że matka tak świetnie opiekuje się twoim dzieckiem i sama zawalczyłabym o "prawdziwe "pieniądze; to nie musi ale może być emigracja, lepsza praca, dodatkowa praca, jakieś kursy. Wtedy i ojcu przypomni się, że ma córkę i rodzice utrzymają mieszkanie, a matka będzie spełniona. Rozumiem, że czytasz forum, wiesz ile tu emigrantek , bo dziewczyny dzielą się swoimi doświadczeniami. A ty piszesz sensownie, poprawna polszczyzną, dasz radę, tylko musisz w siebie uwierzyć. Oczywiście, gdy tylko znajdziesz pracę i mieszkanie zabierzesz dziecko. Za granicą też można wynajmować mieszkanie.
      • Dziękuję. Na wyjazd z kraju z dzieckiem nie zgodzi się jego ojciec, który jest tu, na miejscu i ma z małym doskonały, niemal codzienny kontakt. Moja matka jest fatalną opiekunką i korzystam z jej pomocy tylko w ostateczności (choroba). Gdybym zdecydowała się wyjechać za granicę, dziecko zostałoby z ojcem. Prawdopodobnie musiałabym przejść batalię sądową, żeby mogło do mnie dojechać.
        Marzę o dodatkowych kursach, rozpaczliwie szukam na nie czasu (a raczej męczę eksa, żeby zdeklarował się przychodzić do syna w określonych porach, a nie kiedy mu pasuje). Zawód mam stricte humanistyczny, niestety wink
        Ale nie jest źle. Radzimy sobie finansowo, mamy wszystko, co niezbędne, a mały znacznie więcej, poza tym oszczędzamy. Problemem są tylko obciążający rodzice.
        • Zrozumiałam , że dajesz radę, ale wkrótce twoi "nieogarniający" rodzice zostaną zlicytowani, bo nikt im tego zadłużenia nie odpuści, także twoje przyszłe mieszkanie też odjedzie, jak im nie pomożesz.
          • Nie liczę i nigdy nie liczyłam na to mieszkanie. Moi rodzice są jeszcze dość młodzi (niepełne 60 lat każde), rodzina długowieczna, spokojnie mogą tam mieszkać jeszcze 20-30 lat. Być może kiedyś uda mi się kupić na kredyt coś swojego.
            • Przepraszam za żarcik, co do długowieczności; *jak się matka nie zabije wcześniej z powodu długów*.
            • emigruj. Serio. Rodzice jeszcze cie wycyckaja do golego, jesli wpadna na genialn y pomysl zasadzenia alimentow od ciebie.
              W tej sytuacji naprawde jedynie emigracja pozwoli ci sie odciac od tego bagna, zarowno finansowo, jak i emocjonalnie.
              Kazdy jest kowalem swojego losu. Twoi rodzice wybrali sobie takie, a nie inne zycie, tak jak twoja mama zdecydowala sie na zycie z twoim ojcem. Maja wolna wole i takie podjeli decyzje. Nie jestes njak obowiazana do szukania im pracy ani oplacania ich kablowki.
              Na serio rozejrzyj sie za mozliwoscia emigracji. Zwlaszcza, poki dziecko male i latwiej mu sie bedzie zaaklimatyzowac w innym kraju.
              • Rodzice mogą spróbować wynająć studentowi pokój w swoim mieszkaniu jeśli nie mają dochodów. Ale sądząc z opisu wprowadzałoby to do ich łatwego życia zbyt wiele niewygody. Jak zadłużą mieszkanie to wkrótce je stracą i wtedy dopiero będą mieli ogromny problem. Na dodatek córka zobowiązana jest do alimentów jeśli rodzice są w kryzysowej sytuacji bez środków do życia. Samo odcięcie, typu nie widujemy się nic więc tu nie da.
                Ja bym się odcięła oraz przekazywała im co miesiąc (pocztą lub przelewem, żeby mieć w razie czego DOWÓD na tę pomoc) taką sumę pieniędzy na jaką byłoby mnie stać do czasu otrzymania przez ojca emerytury. Na co rodzice te kwoty przeznaczą, czy na kablówkę, czy na słodycze, czy spłatę długów to już ich sprawa i w to bym absolutnie nie ingerowała. Zgłosiłabym też ich problem (nieporadność, brak środków do życia i choroba matki oraz złe kontakty z rodziną) w odpowiednim MOPS-ie z prośbą o pomoc, dozór i ewentualne odwiedziny opiekunki środowiskowej z namową matki na podjęcie leczenia. Ktoś obcy czasami lepiej potrafi przetłumaczyć niż najbliższa rodzina, zwłaszcza traktowana pogardliwie.
            • A co jeśli po stracie mieszkania za długi będą chcieli zamieszkać z Tobą?
    • Serdecznie współczuję.
      Cóż więcej mogę napisać - najprawdopodobniej nic nie zrobisz, żeby to zmienić, bo jesteś tak wkręcona w odpowiedzialność za rodziców, że nawet jeśli wyjedziesz na koniec świata, strach o nich nie da Ci żyć normalnie. Dlatego uważam, że najpierw powinnaś podjąć pracę nad sobą, żeby umieć odciąć się na spokojnie od toksycznych rodzicieli.
      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
      • Właśnie miałam to napisać.
        Zamiast wysyłać matkę do psychiatry z powodu myśli jakoby samobójczych, powinnaś zadbać o siebie i się sama skonsultować, żeby ocenić na ile jest to możliwe, żebyś się mogła psychicznie uniezależnić od rodziców.
        Może po tylu wypowiedziach na ten temat zaczęłaś to widzieć?
        Nie jest rolą dorosłych dzieci niańczyć rodziców jak małe dzieci, skoro ci rodzice zdecydowali, żeby ich życie to była równia pochyła.
        Ty im nie pomagasz. Ty się dajesz wykorzystywać, wysysać.
        O pomocy jest mowa wtedy, gdy obdarowany stara się ja konstruktywnie wykorzystać, żeby poprawić swoją sytuację.
        Jedyne w czym pomagasz, to w utrwalaniu patologii w tej chwili, która z czasem uderzy w Ciebie i Twoje dziecko jeszcze bardziej.
        Zastanów się jak je krzywdzisz.
        Nie tym, że babcia przy nim wyskakuje z samobójstwem. Tego akurat nie rozumie tak do końca.
        Ale tym, że dla dziecka to Ty jesteś wzorcem postępowania na przyszłość, który będzie powielać.
        Więc pracujesz w tej chwili ciężko na to, żeby Twoje dziecko jak Ty wybrało w życiu rolę ofiary, którą można szantażować, upokarzać, a ona zatańczy jak się jej zagra. Można z nią zrobić wszystko. Idealny materiał do przemocowych relacji w dorosłym życiu.
        Mam nadzieję, że chociaż pomoc ze strony mamy finansowo rekompensuje Ci ponoszone nakłady, bo i tak musiałabyś od czasu do czasu płacić opiekunce.
    • odwrócona hipoteka to jest najlepsze wyjście w twoim wypadku - szczególnie że nie wiem czy wiesz, ale jest też coś takiego jak alimenty na rodziców - mają prawo sięich domagać a pytanie czy ty sama byłabyś w stanie ich olać kiedy na serio mieszkanie zajmie bank, a oni będą przymierać głodem. Odetniesz się? Zignorujesz? Nie wierzę że tak - nie wierzę. W teorii każdy by tak zrobił - w praktyce niewiele osób. Prędzej czy później skończy się to tak, że popadną w jeszcze większe długi, będą mieć problemy nie tylko zdrowotne ale i psychiczne (na to się zanosi) i będziesz ich siłą rzeczy mieć na głowie. Ich albo wyżerające ci psychikę wyrzuty sumienia.

      Jasne - szantaż jaki stosują jest obleśny. Mówienie o samobójstwie - jakaś masakra, ale powiedzmy że to jakaś forma manifestacji. Ty nie masz z czego płącić - widać że odciąć się też nie chcesz. Do pracy nie pójdą - kasy nie wyczarujecie.

      Ja bym zrobiła tak - do banku i odwrócona hipoteka. Nie mam pojęcia czy te pieniądze wypłaca się od razu - jeśli nie i dostaje się w transzach lub małych ratach - problem się rozwiązuje - jeśli w całości - kasa na twoje konto bo to w końcu ma być twoje mieszkanie. I z tej kasy (powiedzmy że dostaniesz przykładowo 200 tyś - wypłacasz im ( bo oni wydatków nie kontrolują - po 2000 zł miesięcznie. Mają za to zjeść, opłącić się, żyć). Wypadało by też pospłacać długi. I tyle. Do emerytury taty mają za co żyć, pracować nie muszą, mogą sobie tkwić w rzeczywistości jaką sobie stworzyli a może jak się przestaną za nimi ciągnąć problemy finansowe to nieco znormalnieją.

      Plusy:

      1. Oni mają mieszkanie i mają za co żyć ale ponieważ to kontrolujesz i wypłacasz im kasę jak kieszonkowe dzieciom - są w stanie sobie jakoś tą codzienność ogarnąć.
      2. Ty masz problem z głowy - bo nie biorą kasy od ciebie no i wiesz że niczego im nie brakuje.
      3. Oni czują się dobrze - bo pieniędzy nie mają od kogoś - tylko za swoje mieszkanie.
      4. Jednocześnie tobie zostanie większość kasy za mieszkanie - (jak tata dostanie emeryturę możesz im wypłacać miesięcznie połowę mniej ) - ale nie dostajesz po nich całości więc nie czujesz się tak, że oni niemal umierali z głodu a ty za x lat masz ich mieszkanie. Jest to sprawiedliwe - przynajmniej wg mnie. Bo ja bym nie chciała być w sytuacji że odbieram klucze z mieszkania po zmarłych rodzicach i wiem że ostatnie 10 lat z nimi nie gadałam a oni nie mieli za co żyć mimo tego jacy byli.

      Przemyśl - może to jest jakieś wyjście? Pozdrawiamwink
      • Jeśli chodzi o alimenty, to mogą się domagać, ale nie muszą ich dostać, bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podjęli pracę.
        --
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
      • Rozwiązanie świetne, plusy bardzo rozsądne. Zapewne sprawdziłoby się w przypadku wszystkich normalnych rodziców. A mój ojciec nigdy się nie zgodzi na to, żebym to JA dostała pieniądze za mieszkanie. I jeszcze mu coś tam kapała ci miesiąc, jak dziecku. Ja przecież nie istnieję. Co innego zaakceptować, że dostane mieszkanie po jego śmierci, co innego dać coś teraz, poniżyć się. Podejrzewam zresztą, że oboje szybko sobie przeliczą jaką ich mieszkanie ma wartość na rynku wtórnym (teoretycznie, wg ogłoszeń, ale dla nich to będzie wyrocznia, bo TAKIE kwoty) i porównają to z tym, co oferuje bank. I wyjdzie im, że "się nie opłaca". Ojciec to typ, który grając w totka nie cieszy się na ew. wygraną tylko martwi, ile milionów będzie musiał oddać w podatku i że to nie fairwink
        Ale propozycję przedstawię oczywiście. Dziękuję bardzo za pomysł i mądre rozpisanie zalet.
        • Nie jestem w stanie uwierzyć, że Twoi rodzice tak jak ich opisujesz, są w stanie oddać się Tobie lub bankowi pod kontrolę i ponieść jednocześnie stratę w postaci pozbawienia ich mieszkania.
          Gdyby byli zdolni do rozwiązań, sprzedaliby to mieszkanie i kupili mniejsze.
          Oni po prostu nie chcą rozwiązań.
          Zaakceptują takie jak wygrana w totka, czyli tam, gdzie zyskają per saldo.
          Chyba, że do drzwi zapuka komornik.
          A póki nie ma wygranej, będą wisieć na Tobie i babci generując coraz większe długi.
          A potem zostaną zlicytowani i nie starczy nawet na kawalerkę.
          Aż dziwne, że do tej pory żadna windykacja się do nich nie dobrała.
        • jesli emigracja nie wchodzi w gre, zajmij sie soba, poszukaj terapeuty, ktory TOBIE pomoze uporac sie z toksycznymi rodzicami. Moze pani ekspert na forum Zycie rodzinne pomoze ci znalezc terapeute w twojej okolicy?
          Rodzicom mozna brutalnie powiedziec, ze zadnego mieszkania po nich nie odziedziczysz, tylko dlugi, i to, co oni uwazaja za nie wiadomo, jaki cymes, jest tak naprawde kamieniem u szyi, ktory pociagnie cie na dno, wiec najlepsze, co moglabys zrobic w razie ich smierci, to odrzucic spadek, zeby dlugow dziadkow jeszcze wnuk nie musial splacac.
      • Odwrócona hipoteka to lichwa w czystej postaci, i trzeba być szaleńcem żeby się na to godzić.
        www.skarbiec.biz/finansowanie/18_01_2012.htm
        wyborcza.biz/finanse/1,105684,11432137,ZBP__Ile_dostanie_emeryt_za_odwrocona_hipoteke.html
        www.dziennikzachodni.pl/artykul/652087,odwrocona-hipoteka-za-dom-dostaniesz-emeryture-brzmi-ladnie,id,t.html?cookie=1
        kwoty wypłacane z tytułu odwróconej hipoteki są po prostu żenująco niskie, i w żadnym wypadku nie pozwolą nikomu na utrzymanie się. Kilkaset zł, które potencjalnie dostaną w żadnym stopniu nie rozwiążą sytuacji.

        Nie wspominając już o tym, że nie ma ŻADNEJ możliwości, żeby mieć wpływ na to, co rodzice zrobią ze swoją było nie było, kasą. Jakim niby cudem dziewczyna miałaby kontrolować, wypłacać im kieszonkowe????

        Raczej próbowałabym skupić się na sobie. Nie bardzo rozumiem, dlaczego autorka tak protestuje przeciwko wyjazdowi za granicę, skoro tu nie ma zbyt fajnych perspektyw. Ojciec dziecka się nie zgodzi? No trudno, to się idzie do sądu - i jest szansa, że dostanie się papiery bez jego zgody.
      • odwrocona hipoteka to baaaardzo zly pomysl
        po pierwsze mozna ja zrobic po ukonczeniu 65 lat
        po drugie dostaje sie grosze - za mieszkanie 200 tysiecy jakies 350 zlotych miesiecznie
        po trzecie nie ma ustawy regulujacej zasady, to lichwa w tej chwili bez zadnych zabezpieczen dla wlasciciela, nie wiadomo jak dlugo moze byc wyplacana, poza tym wszelkie oplaty za mieszkanie musza byc robione na czas, bo jesli lokator zadluza mieszkanie bank go po prostu wyrzuci
        wiec dla rodzicow autorki to zadne rozwiazanie, oddadza mieszkanie za kwoty, ktore pewnie ledwie czynsz pokryja i tyle


        --
        "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
        • A tego to nie wiedziałam, faktycznie hipoteka odwrócona to nie rozwiązanie.

          Do Malinowej Kredki- odrzucasz każde rozwiązanie, które podpowiadają forumki. To czego właściwie byś chciała, czarodziejskiego sposobu na zmianę Twoich rodziców w pracowitych i odpowiedzialnych optymistów? nie ma sposobu, żeby zmienić inną dorosłą osobę, zwłaszcza taką która tych zmian nie chce. W gruncie rzeczy Ty podtrzymujesz tą całą chorą sytuację pomagając, wspierając, kontaktując się z nimi.
          • Dlatego to autorka wątku musi się zmienić i zacząć porządkować SWOJE życie, a nie życie dwojga zdrowych, nieodpowiedzialnych leniwych ludzi.
            --
            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
          • Jakie rozwiązania odrzucam? Znalazłam tu na razie trzy konkretne: 1. emigracja (nie odkryłyście jej dla mnie w tym wątku, rozważam temat od dawna, na razie blokuje go ojciec dziecka), 2.odwrócona hipoteka (temat przyjęłam, obiecałam zapoznać z nim matkę, ale zaraz napisałyście że to lichwa i najgorsze co można zrobić) oraz 3. namawianie na leczenia (no namawiam, namawiam, ale dla nich problem jest tylko w braku kasy, a nie w ich głowach). Jakie jeszcze rozwiązanie odrzuciłam, noname? Przecież mnie nie ograniczają własne zahamowania, tylko postawa rodziców, dwójki dorosłych ludzi, których nie da się ubezwłasnowolnić, zamknąć w psychiatryku, wypchnąć do pracy. Nie da się tez ich zmusić do zamiany mieszkania, co byłoby dobrym pomysłem i sama ich do tego od roku namawiam.
            Gdy zakładałam ten wątek miałam nadzieję głównie na wsparcie. I otrzymałam je, dziękuję. Już wiem, że nie oddając im ostatnich pieniędzy nie robię źle, że moje myślenie jest prawidłowe. Bo często spotykam się jednak z postawą a'la jola_kotka: "to rodzice, rodzicom trzeba pomagać, rodzina musi się wspierać, jak możesz odkładać kilkaset zł na konto, gdy oni nie mają na prąd i gaz?". Takie myślenie jest w PL popularne. Odcięcie się od rodziców z problemami to jak ucieczka w wygodnictwo. No i wiem tez, że gdyby było odwrotnie - ja nie miałabym pracy, a ich stać by było na odkładanie co miesiąc jakichś sumek, to na pewno by mi je przekazywali (to znaczy matka). Nawet, gdybym leżała do góry brzuchem i odrzucała pracę poniżej kwalifikacji (jak mój ojciec). Chyba.
            • Bo często spotykam się jednak z postawą a'la jola_kotka: "to rodzice, rodzicom trzeba pomagać, rodzina musi się wspierać, jak możesz odkładać kilkaset zł na konto, gdy oni nie mają na prąd i gaz?". Takie myślenie jest w PL popularne.

              Bardzo, niestety, stad to absurdalne prawo o alimentowaniu rodzicow i kuriozalne wyroki sadu jak w zalinkowanym artykule. To jak zwykle wynik beznadziejnej polityki panstwa, ktore to trwoni pieniadze (nigdy przeciez nie ma, nie bylo i nie bedzie) i odpowiedzialnosc za pomoc takim ludziom jak twoi rodzice przerzuca na ich dzieci, nie wazne jaka jest ich sytuacja ekonomiczna, jakie miedzy nimi sa relacje itd.

              Odcięcie się od rodziców z problemami to jak ucieczka w wygodnictwo.

              Nie zawsze, czasem udzwigniecie problemow rodzicow jest niewykonalne dla ich dzieci.

              No i wiem tez, że gdyby było odwrotnie - ja nie miałabym pracy, a ich stać by było na odkładanie co miesiąc jakichś sumek, to na pewno by mi je przekazywali (to znaczy matka). Nawet, gdybym leżała do góry brzuchem i odrzucała pracę poniżej kwalifikacji (jak mój ojciec). Chyba.

              Byc moze pomagaliby ci, tylko mysleliby podobnie jak ty teraz. Gdyby jednak przestali ci pomogac i odcieli sie od ciebie to opinia spoleczna nie potepialaby ich tak bardzo jak w odwrotna strone.
            • "Już wiem, że nie oddając im ostatnich pieniędzy nie robię źle, że moj
              > e myślenie jest prawidłowe. Bo często spotykam się jednak z postawą a'la jola_k
              > otka: "to rodzice, rodzicom trzeba pomagać, rodzina musi się wspierać, jak może
              > sz odkładać kilkaset zł na konto, gdy oni nie mają na prąd i gaz?". Takie myśle
              > nie jest w PL popularne. Odcięcie się od rodziców z problemami to jak ucieczka
              > w wygodnictwo."

              To pomyśl, że nie robisz tego z wygodnictwa, tylko dla dobra swojego dziecka. Co ważniejsze opinia społeczna czy dobro Twojego dziecka?
              Może pomyśl o psychologu dla siebie?
              A rodzice zwykle wspierają niezaradne czy nawet leniwe dzieci, żeby pomóc wnukom.
            • koniecznie znajdz terapeute DLA SIEBIE. Terapeute, ktory pomoze ci sie uporac z sytuacja, wyrobic asertywnosc i nabrac dystansu do rodzicow. Ja sie naprawde boje, ze oni w swoim wyrachowaniu sa w stanie podac cie do sadu o alimenty i zedrzec ci z grzbietu ostatnia koszule, ani troche nie majac tych dylematow moralnych, ktore ty masz wzgledem nich. .
              Masz przede wszystkim zobowiazania wobec wlasnego dziecka, a nie wobe dwojga doroslych, pelnosprawnych ludzi, ktorzy nie tyle nie potrafia, ile nie chca sie sami o siebie zatroszczyc. Mieli ku temu wiele okazji, a wybrali, jak wybrali. Jako dorosli musza ponosic konsekwencje swoich decyzji, ty nie musisz tego robic!
            • malinowa_kredka napisała:

              > Jakie rozwiązania odrzucam? Znalazłam tu na razie trzy konkretne: 1. emigracja
              > (nie odkryłyście jej dla mnie w tym wątku, rozważam temat od dawna, na razie bl
              > okuje go ojciec dziecka),

              Ale jak blokuje? powiedział "nie", ty położyłaś uszy po sobie i tyle.
              A wystąpiłaś sądownie o zgodę na wyjazd? czy kolejne kilkanaście lat będziesz się zachowywać jak ubezwłasnowolniona?

              2.odwrócona hipoteka (temat przyjęłam, obiecałam zapo
              > znać z nim matkę, ale zaraz napisałyście że to lichwa i najgorsze co można zrob
              > ić)

              Bo hasełko brzmi obiecująco, ale to tylko reklama.
              Poczytaj artykuły w prasie - wypłacana "renta" z tytułu odwróconej hipoteki jest tak żałośnie niska, że nie wystarczy twoim rodzicom nawet na tydzień.

              3. namawianie na leczenia (no namawiam, namawiam, ale dla nich problem
              > jest tylko w braku kasy, a nie w ich głowach).

              Namówić ich możesz co najwyżej na sprzedaż mieszkania i kupno mniejszego, ale to też kosztowne rozwiązanie (koszty formalności są mocno odczuwalne), podnajęcie pokoju, czy cokolwiek co dałoby im jakiekolwiek pieniądze.

              Pominęłaś za to wszelkie działania własne - leczenie siebie, od którego powinnaś zacząć, realizowanie własnych planów i dążeń. Skupiasz się wyłącznie na tym, co zrobić, żeby zmienić innych, tymczasem wszyscy ci mówią, że NIC nie możesz zrobić. Możesz jedynie zadbać o siebie i siebie zmienić.
              • no..bo moze autorka jednak ma na wzgledzie rowniez dobro dziecka i jego kontakty z ojcem, a nie tylko i wylacznie wlasna osobe?
              • No żesz ku***! Co Ty mnie tak za granicę wysyłasz?! Czy ja gdzieś napisałam, że chciałabym wyemigrować, tylko nie mam jak? Otóż nie zamierzam. Mieszkam w dużym mieście, w miare dobrze mi tu, mam pracę (gdybym żyła w związku i moja pensja stanowiłaby 1/2 budżetu domowego jak u większości z Was - byłoby super, ale jestem sama i już, za granicą też będę). Moje dziecko ma nie tylko mnie, ma też ojca z którym jest bardzo związane, z wzajemnością. Dla Twojej przyjemności mam wynieść się do obcego kraju, w którym nikogo nie mam, z polskim wykształceniem humanistycznym, z dzieckiem w zębach, rozdzielając je z ojcem którego strasznie kocha, rozdzielając z drugimi dziadkami? Czy Ty masz równo pod sufitem velluto? Czy po prostu na siłę chcesz udowodnić, że jestem ofiarą, bo mam niezaradnych rodziców? I co to za gadka z tym ubezwłasnowolnieniem? Jestem ubezwłasnowolniona, bo jeszcze nie kopnęłam w dupę matki i ojca, tylko martwię się ich losem? Dziwoląg z Ciebie i nie zazdroszczę Twoim bliskim.
                • PS. wyjazd za granicę rozważałam jeszcze będąc mężatką, razem z mężem. Niedawno się posypało, więc i rozważać przestałam. Dziecko i ojciec dziecka żyć bez siebie nie mogą i tyle. Pisząc, że ojciec "blokuje" mi wyjazd nie miałam na myśli batalii sądowych, tylko sam fakt, że on istnieje i ma prawa, które ja respektuję.
                  • co zrobic .......?

                    pozbieralabym oferty lokalnych zakladöw pogrzebowych i pokazala rodzicom
                    zeby mogli wybrac sobie material do trumy i kwiaty oraz rodzaj nagrobka
                    i powiedziala zeby sie pospieszyli bo promocja trwa jeszcze 3 tygodnie
                    --
                    "Kobieta to jest człowiek miły w dotyku. A człowiek miły w dotyku to więcej niż człowiek". Jerzy Pilch
    • Zapamiętaj sobie, nie jesteś rodzicem swoich rodziców. Nie możesz przejąć odpowiedzialności za ich życie. Jesteś odpowiedzialna za siebie i swoje dziecko(dopóki nie dorośnie). Nie możesz ich do niczego zmusić, ich życie ich wybór. Co innego to pomoc, ale w Twoim przypadku, Ty nie pomagasz rodzicom, tylko jesteś przez nich wykorzystywana.
      Może warto porozmawiać z babcią?
przejdź do: 1-100 101-115
(101-115)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.