Ja miałam podobnie.
Przez całą ciążę byłam bardzo pozytywnie nastawiona nie tylko do macierzyństwa, ale w szczególności do karmienia piersią. Przed porodem nie mogłam zrozumieć wypowiedzi w stylu "Jak uniknąć terroru laktacyjnego?" - karmienie piersią wydawało mi się nie tylko najnaturalniejsze i najzdrowsze, ale też najtańsze i najwygodniejsze. Niestety po porodzie to się zmieniło. Miałam poranione, popękane brodawki, piersi - przedtem takie w sam raz, ani za małe ani za duże - stały się wielkie, ciężkie, jakby nie moje. Ponieważ smarowałam je maściami, praktycznie przez cały czas musiały być wywalone na wierzch, i miałam poczucie, że przez to już nigdy ich nie odzyskam, że już zawsze będę je traktowac tylko jak przyrząd do produkcji mleka, a nie jak przedtem jako intymną i przysparzającą wielkiej przyjemności część ciała

Doszło do tego, że kiedy córeczka w nocy budziła się i płakała, ja udawałam, ze nie słyszę, byle tylko nie musieć jej karmić

Dopiero kiedy mój partner się budził, ja tez udawałam że dopiero co się obudziłam. Wiem, że to było okropne, bo poza tym dziecko kochałam bardzo. Wytrzymałam tak 10 dni i przeszłam na butelkę. Może powinnam zacisnąć zęby i się przyzwyczaić, ale z drugiej strony dziecko ma prawo do tego, żeby mieć kochającą i w miarę spokojną matkę, zamiast zfrustrowanej i pogrążającej się w depresję. Mleko to sprawa bardzo ważna, ale nie najważniejsza w tym przypadku.
Były tez inne problemy, po porodzie przez parę tygodni praktycznie nie wychodziłam z domu bo nie miałam w czym, w ubrania sprzed ciąży się nie mieściłam ze względu na brzuch, nie wspominając już o bliźnie po cięciu, która długo piekła mnie żywym ogniem. Szczególnie w nocy bałam się poruszyć czy obrócić na drugi bok, bo wtedy bolało najbardziej.
Ale to wszystko minęło po paru miesiącach, fakt że bez wielkich starań z mojej strony, bo bez problemu wróciłam do dawnej wagi, brzuch wrócił do formy, dziś (córka ma 20 miesięcy) jestem nawet szczuplejsza niż przedtem. Z perspektywy czasu oceniam decyzję o przejściu na butelkę jako jedną z najlepszych w moim życiu - nie wiem jak by się to mogło skończyć, gdybym próbowała dalej ciągnąć karmienie piersią. Dziś wiem, że ten "zwierzęcy" aspekt macierzyństwa nie jest dla mnie, bez względu na to, jak bardzo wydawał mi się przedtem pociągający ze względu na swą naturalnośc.
I pamiętaj: jesli ktokolwiek będzie protestował przeciw decyzji o przejściu na butlę, o ile ją podejmiesz - mąż, matka, przyjaciółka, lekarz, pani w aptece (zdarzyło mi się, że zostałam przez taką skrytykowana) - tylko ty masz prawo do decydowania o swoim ciele, ty i nikt inny. Taka decyzja nie oznacza braku miłości do dziecka. Jesteśmy ludźmi, istotami rozumnymi, mamy inne sposoby na karmienie naszych młodych niż tylko te naturalne. Masz prawo wyboru i nikt nie ma prawa ci go odbierać.