Dziewczynka czy chłopak - kogo trudniej wychować? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Nie chodzi o małe dzieci, ale już o te starsze, nastoletnie a nawet już te dorosłe. Kogo ciężej wychować Waszym zdaniem? Z kim są większe kłopoty, większe obawy, stresy, nerwy? O co się najbardziej boicie?
    Jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie patrząc na Was samych, na Waszych rówieśników, rodzinę, a może już na Wasze dzieci?

    Gdybym miała patrzeć na siebie, powiedziałabym dziewczynkę. Byłam OKROPNA. Dałam mojej mamie prawdziwą szkołę życia. Szybko weszłam w fazę buntu i długo z niej nie wychodziłam. Nie słuchałam się, krzyczałam, uciekałam, zamykałam się w pokoju itp itd Byłam zawsze ciężkim dzieckiem w wychowaniu. Nie działały na mnie kary i tłumaczenia, potrafiłam wyjść z domu nie mówiąc gdzie idę i kiedy będę. Rodzice, głównie mama straszliwie się o mnie bała. Wiadomo jakie były i są zagrożenia - złe towarzystwo, narkotyki, ciąża, a dziewczyny potrafią być naiwne. Zaczęła mnie kontrolować, przeglądać moje rzeczy, a to już zupełnie zepsuło stosunki między nami.
    Dzisiaj też najłatwiej nie jest. Mam ciężki charakter w przeciwieństwie do mojego brata, z którym mama ma zdecydowanie lepszy kontakt. Mój brat zresztą nie stwarzał też w młodszym wieku większych problemów wychowawczych.
    Czasem sobie myślę, że sama będę miała takie kłopoty jako kara od losu za moje zachowanie uncertain
    • od rodziców dorosłych już dzieci słyszałam że chłopcy są trudniejsi w dziecinstwie, ale dziewczyny dają gorzej popalić w okresie dojrzewania. pewnie zresztą zależy głównie od osobnika.
    • Od ponad 9 lat mam do czynienia z chłopcami i dziewczynkami. I mogę stwierdzić, że tzw. trudności wychowawcze wynikają a) z charakteru dziecka i b) z charakteru rodzica.

      Moje osobiste dzieci wychowuje mi się raz lepiej raz gorzej, w zależności od tego, jak na danym etapie dopasowują się do moich wyobrażeń o danym etapie big_grin. Nijak nie potrafię stwierdzić czy łatwiejszy w obsłudze jest chłopiec, czy dziewczynka. Każde ma swoje humory, każde histeryzuje, każde rozrabia. Oczywiście w sposób zgodny z własnym charakterem.

      Największe zagrożenie w wychowywaniu dzieci widzę właśnie w przykładaniu miary własnej do cudzej osoby.

      --
      NTNR
      NoToNaRazie
      • Sama mam 2 synów, teraz nastolatków- jakoś większych problemów z nimi nie mam- za to gdy byli mali, to cieszyłam,że mam chłopców, gdy widziałam cyrki niektórych dziewczynek z ubieraniem, włosami itp. (u mnie do ok. 12 roku życia było tak , że ubrali to, co przygotowałam).
        Za to ucząc w szkole (liceum),widzę jedno:gdy zaczynają się kłopoty z dziewczynami, są często poważniejsze, także konsekwencje są trudniejsze dla rodziców (problem niechcianych ciąż itp.).
        • marzeka1 napisała:
          > Za to ucząc w szkole (liceum),widzę jedno:gdy zaczynają się kłopoty z dziewczyn
          > ami, są często poważniejsze, także konsekwencje są trudniejsze dla rodziców (pr
          > oblem niechcianych ciąż itp.).

          No ale to wynika chyba bardziej z oczekiwań społecznych i innej miary dla dziewczyn i chłopców.
          Agresja, rozwiązłość itp. są udziałem obu płci, ale w przypadku chłopców społeczeństwo je akceptuje, a nawet pochwala.
          Te same zachowania podnoszą wartość chłopaka i stygmatyzują dziewczynę.
          --
          NTNR
          NoToNaRazie
    • Jako dziecko sprawiałam więcej kłopotów, niż brat. Byłam łobuz, nie dałam się dyscyplinować ani rodzicom ani szkole. Brat był bardzo grzeczny, posłuszny, dobrze wychowany, spokojny. Ja odwrotnie.

      Teraz mam synów, więc nie mam porównania.

      Pytanie uszczegóławiające brzmi: chować wy wychować? Bo to dwie różne sprawy. ktoś może być łatwo w chowaniu, ale i tak pozostać niewychowany. I odwrotnie.
    • Mam dwóch synów i boję się co będzie dalej?
      Zawsze się śmieję,że jak byłam młoda(czas dyskotek) to miałam tak fajnie,że dyskoteka była po drugiej stronie ulicy i mama miała na mnie okowink
      A miała też dlatego,bo prowadziła w tej dyskotece bar.
      Ja mam gorzej.Przeprowadziłam sie do dużego wojewódzkiego miasta i w swojej pracy obserwuję zachowanie dzieciaków.
      Boję się nawet kiedy mąż wychodzi na miasto z kumplami,a co dopiero chłopacy sami pójdą? wink
      Wiem,że dużo zalezy od wychowania,ale chyba mi sie trochę moja teoria wali w gruzy.Mój bratanek własnie wchodzi w ciężki okres.Zawsze stawiałam go za wzór,ale odkąd poszedł do gimnazjum bratowa mówi,że jest coraz gorzej.A był takim ułozonym chłopakiem.Nie ma tragedii,ale wiem ,ze smok się zmienia.Niestety pod wpływem znajimych.
      Czy z dziewczynką miała bym łatwiej?nie wiem...Na razie sami chłopacy dookoła.Jest jedna dziewczynka,ale akurat ona na ten czas jest o wiele gorsza od reszty kuzynostwa razem wziętych(sami chłopacy).
      Po sobie mogę stwierdzić,że złą córką nie byłam.Jak dostałam karę,trzymałam sie jej,nie przyszło mi do głowy urywać się z domu mając karę,albo wychodząc nie mówić gdzie idę.Poza tym jak miałam tak 10/15lat miałam ustaloną godzinę powrotu do domu.Zima była to 19ta,latem 21smile
      I nie zawsze,ale słuchałam chyba bardziej niż mój najmłodszy brat.Ma 16lat i widzę,że ...jest gdzieś "pies pogrzebany".
      Nie jest to co my za dzieciaka...
      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/relgx1hpc1cmjze3.png
      http://www.suwaczki.com/tickers/relgx1hpasc15nfm.png
    • agnieszka77_11 napisała:

      > Gdybym miała patrzeć na siebie, powiedziałabym dziewczynkę.
      Gdybym miał patrzeć na siebie, powiedziałbym chłopaka.

      > Nie działały na mnie kary i tłumaczenia,
      > potrafiłam wyjść z domu nie mówiąc gdzie idę i kiedy będę.
      Nie działały na mnie kary i tłumaczenia, potrafiłem na tydzien wyjechac z dziewczyna na autostop nie mówiąc dokad i kiedy wrocę. (17-latek)

      > Mój brat zresztą nie stwarzał też w młodszym wieku
      > większych problemów wychowawczych.
      Moja siostra nie stwarzała większych problemów wychowawczych.

      I badz teraz madra smile
      • (17-latek)

        Korekta, 17-latek mogl otrzymac ksiazeczke autostopowa, ja nie moglem, za mlody bylem.
        • Moim zdaniem nie tyle trudniej wychować dziewczynkę co wychowywać.

          Tzn. mam takie wrażenie, że tak naprawdę efekt wychowawczy w przypadku dziewczynki jest lepszy, ale poprzeczka jej stawiana i tak jest b. wysoko.
          Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Bo w zasadzie od niej się oczekuje i tego, że będzie jak dawniej np. zajmie się rodzicami na starość, ale i będzie dobrą mamą, żoną. No i oczywiście zrobi karierę. Generalnie same wiemy, że trudno tym wszystkim rolom sprostać, ale w sumie też nie raz słyszymy, że ktoś dobrze córki nie wychował, bo ona w którejś z tych ról zawiodła.
          Chłopiec, mężczyzna jak nie jest pijakiem, przestępcą to już w sumie OK. Coś jak z tym, że wystarczy by był trochę ładniejszy od diabła.

          Dodatkowo dziewczyna w naszym społeczeństwie, oczywiście też trochę z powodów naturalnych, ponosi większe konsekwencje swoich złych wyborów i my rodzice się tego bardziej boimy i stąd bardziej ją przyciskamy i pewnie stąd większy jej bunt i tak koło się zamyka.

          A w końcu to my matki więcej wymagamy od córek, bo wydaje się nam, że jak my mozemy to i one. Syn to jednak taki trochę dla nas nieznany gatunek i przez to pozostawiamy mu większą autonomię.

          Podsumowując - myślę, że gdyby kosmita czy komputer miał wychować dziewczynkę lub chłopca miałby z nimi porównywalne problemy, jednak my będąc uwarunkowani poprzez kulturę i swoje własne doświadczenia mamy więcej problemów z dziewczynkami (w dużej mierze na własne życzenie).
    • Tak jak już tutaj zostało napisane powyżej trudności wychowawcze wynikają z charakteru dziecka, ale też rodzice. I coś w tym jest.
      Moja mama bardzo dobrze o nas dbała. Zawsze było posprzątane, ugotowane, wyprane. Siedziała w domu, nie pracowała, więc była praktycznie zawsze.
      Ale z drugiej strony bardzo mało było rozmów moich z mamą w związku z tym nie byłam i nie jestem z nią aż tak zżyta jak powinna być matka z córką. Moja mama nigdy nie usiadła i nie porozmawiała o życiu, o problemach, o dorastaniu, a jedynie wymagała i kontrolowała. A wspólne tematy z matką są dla dziewczynki szczególnie bardzo ważne. Może dlatego nie traktowałam jej po przyjacielsku i nasze drogi w pewnym momencie się rozmyły. Nie było nigdy takich zażyłych relacji matka-córka.
      Moja mama ograniczała raczej bycie matką do tego, żeby dać jeść i sprawdzić czy są lekcje odrobione. Nie była wsparciem, kompanem do rozmów o wszystkim o niczym, czy taką mamą-przyjaciółką. Sprawdzała i wymagała. Nie bawiła się z nami, mało poświęcała uwagi na takie bliższe relacje.
    • Chłopcy i dziewczyny są inne i są inne zagrożenia.

      Dziewczyny są może bardziej naiwne. Często kierują się sercem nie rozumem. Nawet jeżeli są grzeczne i dobrze się uczą to boimy się tego, że mogą się nieszczęśliwie zakochać i zostać w podły sposób wykorzystane i porzucone z pamiątką w postaci brzucha.
      Mam wrażenie, że dziewczyny szybciej się załamują, są mniej twarde od mężczyzn (może to stereotypy wpajane w chłopaków sprawiają, że utwierdzeni są w przekonaniu, że muszą sobie radzić) i częściej mogą zrobić coś złego.
      Są i dziewczyny łobuziary, gdzie jest duże zagrożenie w postaci złego towarzystwa, narkotyków itp itd

      A chłopcy lubią życie na krawędzi. Szybką jazdę samochodem, motory i sporty ekstremalne. Lubią pokazać jacy są silni i odważni i tutaj mam duże obawy, że często zapominają o ryzyku i nie myślą racjonalnie. Do tego lubią jarać skręty i pić duże ilości alkoholu. Mogą wdać się w złe towarzystwo lub w bójkę.

      Są grzeczne dziewczynki i chłopaki łobuzy, ale są też dziewczyny bez zasad i mądrzy chłopcy. Ciekawe jakie będą nasze dzieci?! A to w dużej mierze też przecież od nas zależy ... chociaż w pewnym momencie to nie my będziemy ich wzorami do naśladowania ...
    • TY bylaś okropna.
      Ja nie byłam na przykład.
      Za to kłopot mieli moi rodzice z bratem.
      Więc nie ma na to reguły. Wszystko zalezy od rodziców oraz samego dziecka.
      • Mam dorosłą córkę i syna i syna - starszego nastolatka, też niemal dorosłego.
        Kompletnie nie widzę ŻADNEJ różnicy, jeśli chodzi o płeć. W zalezności od charakteru, tak. Tylko charakter raczej jest dosyć luźno związany z płcią, jeśli w ogóle.
        Jesli jest jakiś problem, to bywa z rodzicami - gdy uznaje sie, zę dziewczynka ma byc grzeczna i pracowita, potulna i pomocna, a chłopak musi się wyszumieć, to wychowanie dziewczynki faktycznie bedzie trudniejsze i miejmy nadzieję - bezowocne.
        --
        zpopk.blox.pl
    • agnieszka77_11 napisała:

      > Zaczęła mnie kontrolować, przeglądać moje rzeczy,
      Zaczął mnie kontrolować, przeglądać moje rzeczy
      a ja zacząlem zostawiac napisane a nie wyslane listy..
      -a to do dziewczyny o naszej "wpadce",
      -a to do kumpla, zeby schowal ukradziony przez nas zegarek,
      -a to o dniach otwartych w stoczni remontowej, mozliwosciach "zadekowania sie" na statku...

      Rezultat? Nie wiedzial, co prawda a co fantazja (jaja)wink

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.