Dodaj do ulubionych

Końska zmora..brrr -czytałyście?

07.02.13, 23:00
Przyznam,że miałam ciary uncertain
strefatajemnic.onet.pl/duchy/nocny-przesladowca,1,5412879,artykul.html
--
Historia małej Emmy Marii
Edytor zaawansowany
  • misia-your 07.02.13, 23:19
    Tez mam ciary.poniżej artykulu ktoś opisał o zmorach sennych znam takie historie z opowiadam krewnego,to dopiero przerażające.
  • bellatri.x.lestrange 07.02.13, 23:21
    Ciary są, jak się o tym czyta, ja o tym słyszałam od prababci, pochodzącej z mazowieckiej wsi. Podobno, nie można było rozplątać tych warkoczyków, to gwarantowało koniom przeżycie.
  • deszcz.ryb 07.02.13, 23:24
    Przeraża cię "artykuł" z Onetu? tongue_out
  • bellatri.x.lestrange 07.02.13, 23:44
    deszcz.ryb - są urban legends, to mogą być i village legends, a że na onecie, o nich piszą, to nie znaczy, że nie istnieją.
  • deszcz.ryb 08.02.13, 10:44
    Tak, village legends z pewnością istnieją. Z tym, że na Onecie z reguły piszą takie wyssane z palca bzdury, że ja nie wiem, jak ktokolwiek może te ich "artykuliki" brać na poważnie. :smile

    I też zawsze słyszałam, że to krasnoludki zaplatają koniom warkoczyki! big_grin Czy to czasem Konopnicka o tym nie pisała w "Sierotce Marysi"?
  • lila1974 07.02.13, 23:40
    Kilka razy w życiu byłam świadkiem dziwnych sytuacji.

    Pierwszym raz, jaki pamiętam, gdy miałam 6,5 roku. Dom moich rodziców jest dwupiętrowy. Rodzice, babcia, ciocia i wujek byli w kuchni. Ja z siostrą bawiłam się w naszym pokoju. Ktoś zastukał do drzwi w przedpokoju: puk ... puk ... puk.... Rodzice naturalnie powiedzieli proszę ale po chwili zreflektowali się, że właściwie wszyscy domownicy są razem. Znów nastąpiło pukanie: puk ... puk ... puk ... nieco zdziwieni rodzice znów zaprosili gościa do środka (pewnie pomyśleli, że może drzwi na dole są otwarte i ktoś z sąsiadów chce wejść). Pamiętam też jak potem mówili, że przeszło im przez myśl, że to nasz pies puka ogonem o drzwi.

    Ponieważ rodzice nie ruszyli ku drzwiom, ruszyłam do nich ja, jako, że byłam najbliżej. Kiedy stałam tuż przed drzwiami pukanie rozległo się po raz trzeci ... w tym momencie otworzyłam drzwi ... nikogo nie było ...

    Nie było również szans, by ktoś robił sobie kawał, bo gdyby tak było nie zdążyłby odejść od drzwi w momencie, kiedy je otworzyłam.

    Wtedy babcia wyszła na klatkę i powiedziała: "Chodź Stasiu (mój zmarły przed bodaj miesiącem dziadek). Chciałeś się przywitać z zięciem?" (mój tata dopiero co wrócił z rejsu i nie było go na pogrzebie).

    Wtedy na prawdę byliśmy przekonani, że to dusza dziadka ... utwierdziło nas w tym jeszcze coś ... miesiąc po tym zdarzeniu zmarł mój wujek.

    Dziś jestem bardziej pewna, że to demon a nie dusza ...



    Innym razem byłam nad morzem. Siedziałam sobie na schodach wiodących na plażę. Po jakimś czasie przysiadł się do mnie jakiś chłopak, dość długo rozmawialiśmy, okazało się, że wraz z przyjaciółmi jest tuż obok w ogródku ... po jakimś czasie zapoznał mnie ze swoimi znajomymi. To byli policjanci i policjantki ze Szczecina, bardzo sympatyczni ludzie. W pewnym momencie zaczęli przekonywać jednego z kolegów, żeby mi coś pokazał ... trochę to trwało zanim go namówili ... wreszcie się zgodził ... odsunęli się od stolika, zostałam przy nim tylko ja i po drugiej stronie on ... a przed nim szklanka (lub kieliszek) ... on skupił na niej swój wzrok ... przez chwilę nic się nie działo, ale wreszcie szklanka drgnęła a następnie prześliznęła się po całej długości stołu tak, że gdybym jej nie złapała to spadłaby całkiem. Innego wieczoru zrobił to ponownie ... właśnie dlatego nie pamiętam, co było pierwsze szklanka czy kieliszek. On mówi, że potrafi to zrobić tylko wówczas jak jest po alkoholu zupełnie na trzeźwo nigdy.


    Jeszcze innym razem, kiedy miałam już maleńkie dziecko, musiałem je nakarmić w nocy. Byłam wówczas znowu w domu rodziców. Było ciemno a ja nie chciałam zapalać górnego światła, żeby nie rozbudzić ani małej ani męża. Przez chwilę zastanawiałam się, jak sobie nieco rozjaśnić pokój ... stwierdziwszy, że z dzieckiem na ręku nie ma co kombinować, usiadłem w fotelu ... i w tym momencie włączył się telewizor ... bez programu, po prostu śnieżył ale ta poświata wystarczyła, żebym komfortowo obsłużyła córeczkę. Kiedy parę minut później wstałam telewizor się wyłączył. Zjawisko mnie zadziwiło ale racjonalnie pomyślałam, że najwidoczniej usiadłam na pilocie ale ponieważ nie dawało mi to spokoju poszłam sprawdzić. Na fotelu niczego nie było, pilot leżał na półce na której stał telewizor.


    Dziwnych sytuacji w tym domu było sporo ... pozytywka, która spadła z mebli którejś nocy, tak, że mało z mężem nie padliśmy na zawał i nie dawała się wyłączyć, mąż ją zwyczajnie popsuł. Innym razem coś złapało mojego tatę za rękę, kiedy poszedł do piwnicy, na łóżku obok cioci położył się ktoś (wyraźnie czuła jego ciężar).

    Kiedy tych wydarzeń trochę się nazbierało zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje i wtedy ciocia przypomniała sobie, że w piwnicy stoi stół, który wraz z mężem przywieźli ze wsi, ze starego domu, stół, który posłużył kiedyś do wywoływania duchów.

    Mama i ciocia były wówczas przy tym stole. Mąż mojej cioci miał brata, którego podejrzewali o kontakt ze złym. Kiedy wchodził do kogoś do domu odwracał się i mówił " a ty gdzie? nikt cie tu nie zapraszał, zostań za drzwiami". To on właśnie wywołał ducha. Kazał czterem osobom usiąść na czterech stronach stołu i powiedział "jesli tu jesteś unieś stół" ... przez chwilę podobno nic się nie działo, więc bardziej stanowczo zażądał "jeśli tu jesteś unieś stół" i stół drgnął a potem uniósł się do rąk osób trzymających je nad owym stołem. Mama mówi, że w pierwszym odruchu pomyśleli, że to żrty i zaczęli zaglądać pod stół, czy ktoś aby nie podnosi go nogami ... ale nie ... on znów się odezwał "powiedz ile Sylwia ma lat" ... Sylwia to była jego mała bratanica ... wtedy stół uniósł się tylko na dwóch nogach i puknął o podłogę cztery razy ... tyle lat miało to dziecko ... mama i ciocia uciekły wtedy ... po latach ten stół trafił pod nasz dach. Rodzice postanowili go spalić i rzeczywiście od tamtej pory nic dziwnego się już nie wydarzyło.


    --
    Konstancja
    Kornelia
  • mamaemmy 07.02.13, 23:54

    --
    Historia małej Emmy Marii
  • dziennik-niecodziennik 07.02.13, 23:55
    e tam
    przecież to krasnoludki
    krasnoludki zawsze koniom grzywy plotły wink
  • koza_w_rajtuzach 08.02.13, 07:39
    wink))
    Nie wierzę w takie rzeczy, tak szczerze mówiąc.
    Pewnie bym się nie wypowiadała w tym wątku, ale ktoś pod tym artykułem niżej w komentarzu napisał, że zmory też przychodzą do ludzi i ją babcię dusiło w nocy. Nie wierzę, że to zmora, ale doświadczyłam tego trzy razy. jakieś 2 dni po porodzie córki, jak spałam w szpitalu, nagle poczułam, że ktoś mnie dusi. Nie mogłam otworzyć oczu, czułam ręce zaplecione na mojej szyi. Byłam przekonana, że ktoś jest w pokoju.. Kiedy w koncu udało mi się otworzyć oczy, to odkryłam, że nikogo poza mną w nim nie ma. Po jakimś czasie znów zasnęłam i historia się powtórzyła. Nie spałam już do rana. Po powrocie do domu miałam jeszcze raz taki przypadek. Gdyby nie to, że podczas tego duszenia byłam bezwonna, nie byłam w stanie nawet się poruszyć, byłam jakby sparaliżowana, to bym chyba świeżo-narodzoną córkę zepchnęła z łóżka, bo wydawało mi się, że to ona musi to robić, ale po otwarciu oczu na szczęście od razu odzyskałam przytomność umysłu.
    Tylko, że ja to tłumaczę jakąś dziwną reakcją organizmu na narkozę, albo te zastrzyki, leki uśmierzające ból, nie wiem, cokolwiek, może nawet i była to jakaś reakcja na stres. Na szczęście po drugim porodzie już się to nie pojawiło, ale na wszelki wypadek nie pozwalałam dawać sobie po cc środków zmniejszających ból, choć naprawdę nie wiem z czego to wynikało.

    --
    Klara (26.01.2006)
    Staś (14.01.2009)
  • dziennik-niecodziennik 08.02.13, 08:51
    te wszystkie "zmory" to albo dławica piersiowa, albo reakcje lękowe/nerwicowe, albo reakcje na czynniki zewnętrzne (u Ciebie np mogło byc reakcją na leki). nie ma czego sie bac smile
  • koza_w_rajtuzach 08.02.13, 09:08
    no właśnie, mi nawet przez myśl by nie przyszło, że to zmora, ale widocznie inni ludzie mają lepiej rozwiniętą wyobraźnię ode mnie wink).
    --
    Klara (26.01.2006)
    Staś (14.01.2009)
  • pieskuba 08.02.13, 09:24
    Kozo, paraliż przysenny miałaś. Też miewam, straszne to.
    --
    kuchniapsakuby.blox.pl/
    www.gwiazdanadziei.pl/pomoc_tomek
  • koza_w_rajtuzach 08.02.13, 10:29
    Dzięki. Poczytam na ten temat, bo do tej pory nawet nie szukałam na ten temat informacji. Było to tak nieprzyjemne, że wolałam o tym nie myśleć i jak najszybciej zapomnieć.

    --
    Klara (26.01.2006)
    Staś (14.01.2009)
  • lelija05 08.02.13, 09:29
    Ja mam takie zmory jak śpię na plecach, albo się za przeproszenie nażrę jak, jak nie wiem co, przed snem.
  • lady-z-gaga 08.02.13, 10:52
    koza_w_rajtuzach napisała:
    podczas tego duszenia byłam bezwonna,

    a potem?
  • koza_w_rajtuzach 08.02.13, 10:57
    bezwiedna
    --
    Klara (26.01.2006)
    Staś (14.01.2009)
  • pieskuba 08.02.13, 10:58
    Czepialstwo. Błąd wynikający z zamyślenia, bezwolna była.

    --
    kuchniapsakuby.blox.pl/
    www.gwiazdanadziei.pl/pomoc_tomek
  • pieskuba 08.02.13, 15:06
    a właściwie bezwładna smile bo tak się wtedy ma sad Ja miewam, więc rozumiem, a Wy nie...
    --
    kuchniapsakuby.blox.pl/
    www.gwiazdanadziei.pl/pomoc_tomek
  • lila1974 08.02.13, 12:27
    a potem to się oblała zapewne i już nie była bezwonna big_grin
    --
    Konstancja
    Kornelia
  • wioskowy_glupek 08.02.13, 13:33
    malne Wierzę w zjawiska paranormalne, byłam nawet ich świadkiem ale ten artykuł to są jakieś jaja dla gimbusów przy ognisku...
    Ta jasne facet widział ufo a potem konia z dredami w stajni LOL...
    Że też onet takie durnoty drukuje, kiedyś drukował artykuł o Przełęczy Diatlowa, to dla odmiany powodowało ciary i było ciekawe.
  • mary_lu 08.02.13, 13:49
    Szkoda, że zdjęcia nie zrobił. Ale pewnie w całej wsi nie było aparatu, ani telefonu komórkowego big_grin
  • ginger.ale 08.02.13, 14:56
    ... a następna będzie chupacabra.... no please big_grin

    a może to chupacabra zaatakowała kozę_w_rajtuzach wink (dosł. to znaczy: wysysacz kóz)
    brrr wink
    --
    come to the dark side, we have cookies!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka