• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

pojechalybyscie na porodowke taksowka? Dodaj do ulubionych

  • 12.02.13, 19:55
    ja bym sie chyba bala, ze albo mi tam wody odejda, albo ze nie wyrobie i urodze w taxi. chyba predzej wezwalabym pogotowie i nazmyslala, ze sie fatalnie czuje i chodzic wogole nie umiem. bo chyba tak to porodu, gdzie jeszcze jest czas, nie mozna wezwac karetki? moja szwagierka calkiem niedawno, pojechala sobie na porod.... autobusem. ze szpitala wyslali ja na kilka godzin do domu, znow pojechala sobie autobusem z bolami, po kilku godzinach nie byla w stanie juz jechac autobusem wiec pojechala sobie taksoweczka.
    Zaawansowany formularz
    • 12.02.13, 19:57
      Jasne, że tak - dokładnie tak zrobiłam parę miesięcy temu...
    • 12.02.13, 19:59
      Ja jechałam autobusem i tramwajem, z przesiadką. A z IP powieźli mnie dalej przewozówką, bo u nich był remont, tylko musieli być czynni ze względu na wysoką referencyjność. Że ja miałam ciążę fizjologiczną i poród się też tak zapowiadał, powieźli z centrum Warszawy do... Wołomina.
      --
      On nie jest winny, on jest inny

      Z dzieckiem w Moskwie
    • 12.02.13, 20:01
      Może twoja szwagierka nie miała wyboru?
    • 12.02.13, 20:09
      Jasne, że tak smile Jechałam dwa razy, pierwszy raz po odejściu wód. Nawet udało mi się nie zamoczyć panu tapicerki smile

      --
      Lubię siebie smile
      • 12.02.13, 20:26
        pogotowie wezwac...
        • 12.02.13, 22:53
          a po kiego grzyba??

          Ja tez po odejsciu wód jechałam autobusem - do tego na gapę tongue_out
          --
          Niecodziennik
          • 13.02.13, 10:48

            Suellen?
        • 13.02.13, 00:05
          Od odejścia wód do faktycznego porodu moze być długa droga smile wzywanie karetki pogotowia to przegięcie lekkie imo big_grin
          --
          ------------------------------------------------------------
          "Żeby jeździć samochodem trzeba zdać egzaminy ale żeby mieć dziecko wystarczy dwoje idiotów."
          -------- autor xxx.
          • 13.02.13, 09:34
            zuwka napisała:

            > Od odejścia wód do faktycznego porodu moze być długa droga smile wzywanie karetki
            > pogotowia to przegięcie lekkie imo big_grin

            Dobrze, że dodałaś IMO wink
            Takie są zalecenia. Każdy lekarz ci to powie. Ja nie muszę być specjalistą położnikiem, więc jeśli lekarze zalecają po odejściu wod płodowych wezwanie karetki, to nie widzę nic złego w tym, ze to zrobię. Tym bardziej, jeśli nie ma się samochodu, którym mozna szybko dojechać do szpitala.
    • 12.02.13, 20:11
      a czemu nie mozna karetki? pewnie nie przyjada na sygnale, i pewnie tylko sanitariusze, o ile nie poinformujesz o ciazy zagrozonej, odejsciu wod lub innym ryzyku. ale jakies tam rozpoczecie akcji porodowej wg mojego stanu wiedzy podpada pod transport medyczny ( a nie akcje raunkowa). jak sama piszesz, nigdy nie ma gwarancji, ze wody nagle nie odejda, a wtedy najlepiej sie polozyc - no chyba, ze wiesz na 100%, ze glowka juz lezy w miednicy i pepowiny przytrzasnac nie moze. najlepiej odpowie ci kasa chorych, czy pokrywa koszty, albo jaka ich czesc.
      • 12.02.13, 20:20
        mamusia1999 napisała:

        > a czemu nie mozna karetki? pewnie nie przyjada na sygnale, i pewnie tylko sanit
        > ariusze, o ile nie poinformujesz o ciazy zagrozonej, odejsciu wod lub innym ryz
        > yku. ale jakies tam rozpoczecie akcji porodowej wg mojego stanu wiedzy podpada
        > pod transport medyczny ( a nie akcje raunkowa).

        I potem sie nie dziwmy ze brakuje karetek i przyjazdy ich sie przeciągaja jak mundre do odeszlych wód wzywaja transport medyczny.



        --
        "Don't tell me the sky is the limit when there are footprints on the moon!"
        • 12.02.13, 20:46
          Wiesz, są kobiety które rodzą bardzo szybko. Bezpieczniej i dla matki i dziecka jest żeby taki poród odbierał ratownik w karetce niż taksówkarz z przypadkowymi przechodniami. Przyjazd karetki do rodzącej to nie łaska, ale obowiązek.

          > I potem sie nie dziwmy ze brakuje karetek i przyjazdy ich sie przeciągaja jak m
          > undre do odeszlych wód wzywaja transport medyczny.

          No tak, lepiej zaoszczędzić na karetce i mieć 2 trupy: matki i dziecka. Oszczędna się znalazła.

          O ile mnie pamięć nie myli jeśli wezwie się karetkę do porodu to odwozi ona do najbliższego szpitala. Dlatego jeśli ma się wybrany szpital, lekarza i położną to wiele rodzących woli jednak dostać się do tego szpitala na własną rękę, niż zostać zawiezioną karetką do innego. Stąd te rodzące w taksówkach.
          • 12.02.13, 20:51
            no ale w taksowce jeszcze nikt nie umarl podczas porodu. mi lekarka niemal do samego porodu mowila, ze mam wezwac pogotowie jak wody odejda bo glowka nie byla w kanale. dopiero chyba na dwa dni przed porodem glowka zeszla dopiero do kanalu...
            • 12.02.13, 21:01
              ufff, odetchnelam, ze wiekszosc jednak madra, a nie mundra.
        • 12.02.13, 20:59
          mundre to nie rozrozniaja transportu medycznego od wzywania pogotowia ratunkowego.
          madre (choc to nie sztuka, to polozne na 1 spotkaniu opowiadaja) wiedza, ze przedwczesne odejscie wod plodowych (czyli przy wczesnych skurczach) moze stac sie sytuacja zagrozenia plodu, o ile glowka nie lezy juz szczelnie w miednicy. moje nie lezaly pomimo terminu, wyciek wod stwierdzila lekarka na badaniu kontrolnym i wezwala transport medyczny, nie pozwolila sie ruszyc nawet po majtki wink drugi porod zaczal sie nie wyciekiem, ale potopem... w klinice okazalo sie, ze Mlody w stresie i oddal kal....
          no i kto tu mundry?
        • 12.02.13, 21:01
          Znam przypadek, kiedy do takiej, ktorej odeszly wody, nie chciala przyjechac karetka "bo ma pani jeszcze duzo czasu", a zabrana zaraz po tej rozmowie prywatnym transportem do szpitala, urodzila w kilkanascie minut po przyjezdzie. Zreszta po porodzie wystapily komplikacje, wiec dobrze ze kobieta nie rodzila w mieszkaniu.
          --
          "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
        • 13.02.13, 10:32
          > I potem sie nie dziwmy ze brakuje karetek i przyjazdy ich sie przeciągaja jak m
          > undre do odeszlych wód wzywaja transport medyczny.
          >


          Ale bierzesz pod uwagę, że są mieściny, gdzie nie ma taksówek, już o wsiach nie wspominając a rodząca może nie być zmotoryzowana i naprawdę nie ma czym dojechać na porodówkę?
          Koleżanka 4 lata temu jechała karetką do szpitala po tym, kiedy wody jej odeszły. Samochodu nie mają a do najbliższego szpitala mają 30 km. Mało tego, bo wiezli ją w nocy. Miała iść pieszo???
          • 13.02.13, 10:33
            Mało tego, bo wiez
            > li ją w nocy.


            I na sygnale!
    • 12.02.13, 20:14
      Nie, po co taxi,gdy mam samochód.
      Pojechalam na porodówke samochodem- jako kierowca.Sama.

      --
      Koci kalendarz- uratuj kocie życie
      • 13.02.13, 13:30
        No niby tak,ale tak przypominam sobie szpitale w moim mieście to nie wiem gdzie bym zostawiła samochódsmile
      • 13.02.13, 15:15
        Jechanie jako kierowca jest durne i niebezpieczne - dla Ciebie (alt to Twoja prywatna sprawa) , ale co gorsza dla innych. Nich Cie złapie mocniejszy skurcz, noga się omsnie, albo zamkniesz oczy na chwile..

        Dopuszczam jechanie samochodem, jak mam planowaną cesarkę, ale ze skurczami? Bezmyślność.
        --
        Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
    • 12.02.13, 20:15
      Gdybym nie miala wlasnego auta do dyspozycji, to pojechalabym taksowka, zamiast wymyslac klamstwa zeby dostac karetke. Rozumiem jednak ze kogos na taksowke moze byc nie stac i woli naklamac zeby miec darmowy transport. Rozumiem nie znaczy ze traktuje to jako dobre usprawiedliwienie.
      • 12.02.13, 20:28
        ja mam wrazenie, ze karetka byloby szybciej. poza tym jakos nie wiem. juz wolalabym kogos ze znajomych/sasiadow poprosic...
        • 12.02.13, 20:34
          e-milia1 napisała:

          > ja mam wrazenie, ze karetka byloby szybciej.

          Szczęśliwych z 10 cm rozwarciem po odejściu wód jest znikomy %. Mało kto musi na sygnale jechać, zwykle i tak jeszcze kilka jak nie kilkanaście godzin czasu jest.
          Ja czekałam 48 godzin by zobaczyc swoje dziecie po odejściu wod. Z 20 razy mogłabym obskoczyc w te i we wte

          --
          "Don't tell me the sky is the limit when there are footprints on the moon!"
          • 12.02.13, 20:45
            to mialas fuksa. mi wody odeszly, jak trafilam na porodoke to mialam 6 cm rozwarcia i po niecalych 2 godzinach moj syn byl na swiecie...
            • 13.02.13, 10:58
              Ze mną na sali poporodowej leżała babka, która urodziła po 15 minutach od przywiezienia na IP. Takie błyskawiczne akcje porodowe to nie jest żadne urban legend, tylko na prawdę tak się zdarza u niektórych wieloródek. I co, wygodnie by było rodzić w taksówce w korku?
              • 13.02.13, 13:55
                oczywiscie, ze to nie sa urban legend. Nikt nie pisze zeby do blyskawicznego porodu nie wzywac karetki tylko jechac transportem miejski. Tylko z reguly z przebiegu mozna sie zorientowac ze porod jest blyskawiczny a nie ze dopiero sie rozkreca.
                • 13.02.13, 16:03
                  franczii napisała:
                  Tylko z reguly z prze
                  > biegu mozna sie zorientowac ze porod jest blyskawiczny a nie ze dopiero sie roz
                  > kreca.

                  Wybacz, ale ja, nie mając internetu, nie siedząc na forum Ci... nie czytając miliona historii porodowych, miałam prawo nie wiedzieć, ile czasu minie od odejścia wód do porodu. Nie miałam samochodu, mieszkałam w mamą, a lekarka wcześniej dała mi takie zalecenie - jak odejdą wody, wezwać karetkę. Pani dyspozytorka, jak również załoga karetki również potwierdzili takie zalecenia.
                  • 13.02.13, 17:51
                    Ale to co napisalam wyzej dotyczy porodu blyskawicznego a nie odejscias wod.
                    Sorry ale jak masz porod blyskawiczny to tego nie przegapisz i nie musisz miec wiedzy rodem z cip.
                    A co do twojej historii to ty dostalas takie zalecenie od lekarza bo widocznie w twoim przypadku byly takie a nie inne uwarunkowania. Ale najczesciej uwarunkowania sa inne i wiekszosc kobiet po odejsciu wod nie musi wzywac karetki ani nie musi lezec z nogami do gory tylko normalnie chodza, cwicza i moga miec porod aktywny. Ani ja ani zadna z moich kolezanek zalecen zeby sie udac do szpitala jak najszybciej po odejsciu wod nie mialysmy. Wrecz oprzeciwnie, zachecano nas do czekania jak najdluzej w domu.
                    • 14.02.13, 00:49
                      franczii napisała:

                      > A co do twojej historii to ty dostalas takie zalecenie od lekarza bo widocznie
                      > w twoim przypadku byly takie a nie inne uwarunkowania.

                      Moja ciąża była bezproblemowa, młoda urodziła się w przerwie semestralnej na studiach, niemal do porodu chodziłam na zajęcia, zaliczyłam egzaminy w terminie, nie było żadnych uwarunkowań wyjątkowych w moim przypadku. Lekarka twierdziła, że po odejściu wód tak się postępuje i ja nie miałam powodów, zeby jej wtedy nie wierzyć wink
            • 13.02.13, 13:52
              To raczej ty mialas fuksatongue_out
              Ani za dlugo ani za krotko. 2 godziny to w sam raz zeby dotrzec do szpitala ale nie na tyle dlugo zeby sie umordowac czekaniem.
    • 12.02.13, 20:20
      no pewnie, tak własn ie jechalam smile po odejściu wód i ze skurczami co jakies 5 minut. Nie wiem bo dokładnie nie mierzyłam smile I nawet specjalnie nie "dyszalam" jak to pokazują na wszystkich amerykańskich filmach. Ubralam się, wzięłam torbę, tzn mąż wziął i zjechaliśmy windą na dół. Taksowka już stała. Co za problem
      --
      65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
      • 12.02.13, 20:30
        ja akurat dyszalam i glosno oddychalam przy pierwszym i umieralam niemalze, przy drugim jechalam z lejacymi sie jak z kranu wodami plodowymi, nie wyobrazam sobie tak jechac taksowka, chyba by mnie pan z niej wywalil jakby to widzial...
    • 12.02.13, 20:32
      sasiadka opowiadala mi, ze jej przyjaciolka 40 lat temu, albo i wiecej, do porodum pojechala sobie rowerem...
      • 12.02.13, 21:34
        Moja mama poszła na nogach. 8km zimą. Tata chciał wezwać taksówkę, ale stwierdziła, że spacer dobrze jej zrobi. Zresztą przy mojej siostrze chciała zrobić akcję podobną, ale siostrzyczce się bardziej na ten świat spieszyło i mama zgodziła się dać zawieźć autem. Jakby ruszyli 5 minut później, to by siostra na świat w windzie przyszła big_grin
    • 12.02.13, 20:37
      Urodziłam jedno dziecko w Paryżu. Zawczasu dowiedziałam się w szpitalu, że jak się zacznie poród, to należy zawołać ambulans - są firmy 'ambulansowe', które właśnie tym się zajmują, że m.in. dowożą rodzące kobiety do szpitali. Dostałam listę firm, zadzwoniłam kilka tygodni wcześniej, żeby upewnić się że to robią - tak, tak, jak tylko się zacznie proszę dzwonić.

      Więc kiedy zaczął się poród, a byl to wczesny poniedziałkowy poranek, dzwonimy do jednej firmy - fax się włącza. Druga - w zasadzie wożą, ale nie w weekendy, a weekend kończy się w poniedziałek w południe, trzecia - akurat wszystkie ambulanse pożyczyli służbie zdrowia publicznej... Potem dzwoniła koleżanka zasiedziała we Francji, bo ja już nie miałam siły sama się użerać. Kiedy obdzwoniłyśmy wszystkie firmy i taksówki (a taksówki w Paryżu to osobna porażka), nagle nabrałam siły i pojechaliśmy autobusem. Dojechaliśmy i było dobrze.
      • 12.02.13, 23:09
        koleżanka rodziła w Paryżu, pojechała rodzic taksówka i to w srodku nocy czy nad ranem.
        Normalka, mało kto ma w Paryżu samochód, utrzymanie jego jest zbyt drogie.

        Autobus był dobrym pomysłem, maja swoje pasy autobusowe, nie stoja w korkach, nie ma miliona schodów, jak w metrze i autobus jest mniej anonimowy, można w razie czego kierowcy głowe pozawracac (nie da to wiele, ale jest w głowie spokój, że w "razie czego" można)
        --
        tutiturum
        • 13.02.13, 10:00
          Kierowca zawsze moze wezwac pompiers smile wiec faktycznie autobusem lepiej smile
          --
          "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
          "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
          • 13.02.13, 10:15
            tak! moja sąsiadka z porodówki rodziła tak szybko, że nie zdążyła wyjść z domu - mąż wezwał pompiers i w towarzystwie dziarskich chłopaków urodziła na własnej kanapie. A potem zawieźli ją do szpitala zawiniętą w taką srebrną folięsmile
            • 13.02.13, 10:51
              To sie nazywa porod z klasa!
              --
              "Miotali tuowiami, co wspomagało bólowi świerzo przebitych stóp."
              "Pogoda ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać"
        • 13.02.13, 13:57
          Ja tez w ubiegłym roku w Paryżu do porodu zaczęłam podroż na porodówkę taksówka, a ze był to poniedziałek z rana, to po dwóch kwadransach w korku przesiadłam się do autobusu miejskiego, bo wiedziałam ze bus -pasem, za max 20 min będę kolo szpitalasmile. Tylko współpasażerowie uparcie chcieli mi ustępować miejsca i mąż za każdym razem uprzejmie tłumaczył, ze "bardzo dziękujemy, ale zona chyba woli postać", a ja z bólu i zniecierpliwienia mordowałam wzrokiemsmile
    • 12.02.13, 20:43
      Tak wlasnie zrobilam, co wiecej takie informacje dostalismy w szkole rodzenia i od szpitalnej poloznej, bo szpitale w Londynie gdzie mieszkam nie maja parkingow dla pacjentow i samochodem przyjechac nie mozna. To znaczy mozna, tylko nie ma go gdzie zostawic.
      • 12.02.13, 20:48
        u nas tez jest malo, ale praktycznie pod drzwiami szpitala jest parking z bocianem, na ktorym zmieszcza sie dwa auta. jest to parking dla rodzacych. czesto smiac mi sie chce bo auta tam zaparkowane stoja jakos tak krzywo, w poprzek jakby ci kierowycy nie mieli juz czasu na nic.
    • 12.02.13, 20:54
      Pojechalam. Nie mielismy wtedy samochodu na miejscu, byla noc, taksowkarz przemily, pedzil do szpitala superszybko smile
      Ale kolezanke taksowka najpierw zawiozla nie do tego szpitala co trzeba. Zorientowali sie dopiero po chwili jak ogladali porodowke - miala byc luksusowa klinika i wlasna sala porodowa a tu zonk, parawanik i hala dla kilku rodzacych wink spokojnie zdazyli do wlasciwego smile
    • 12.02.13, 20:55
      dokładniebig_grin

      A co do pytania zawartego w temacie to czemu jadąc na porodówkę miała by nie skorzystać z taksówki?
      Owszem wolała bym limuzynę z szoferemtongue_out
      • 12.02.13, 20:58
        przy drugim byla juz "madrzejsza", wezwala pogotowie, ale sie nasluchala. dostala opierdziel choc odeszly jej w domu wody.
    • 12.02.13, 20:55
      chyba, ze twoja jest glupia.
    • 12.02.13, 21:01
      Jechałam taksówką, nie mam samochodu, a do głowy by mi nie przyszło wzywać karetkę do porodu o czasie i niemal książkowego.
      W domu odeszły mi wody, do szpitala jechałam, jak skurcze przybrały na sile. Jeszcze nie krzyczałamwink
      • 12.02.13, 21:09
        kochaniutka, ja myslalam tez, ze mam tyle czasu. bo wody odeszly, ale skurcze byly minimalne, myslalam wiec, ze mam czasu, ze ho, ho. zadzwonilismy po osobe, ktora miala zostac z corka i mowilismy jej zeby sie nie spieszyla. ja porobilam jeszcze w nocy pare rzeczy w domu, wyszykowalam corce rzeczy do przedszkola. przygotowalam lozko dla goscia, zarcie dla kota. przeszlam sie jeszcze do skyrzynki by wyslac wazne dokumenty firmowe, potem do szpitala na luzie. tam tez nie spieszono sie. ale jak sprawdzili rozwarcie to od razu wyldowalam na prodowce i po dobrej godzince urodzilam. sama bylam w szoku, ze tak szybko poszlo. pierwszy porod trwal i trwal. obawiam sie, ze gdybym miala 3 rodzic, to moglabym wogole nie wyrobic sie do szpitala....
        • 12.02.13, 21:50
          Ja w drugiej ciąży łąziłam z 4 cm rozwarciem i bez szyjki od 38 tc. Lekarka mi powiedziała, ze mogę urodzić w każdej chwili i jeśli odejdą mi wody to mam gnać do szpitala bo piorunem pójdzie. Na szczęście najpierw były skurcze, więc zaczekaliśmy na przyjazd babci do młodego i jechaliśmy w większym spokojem. Wody odeszły mi w szpitalu, po godzince córka była na świecie. Gdyby wody odeszły mi w domu to mogłabym nie zdążyć na porodówkę.
          • 12.02.13, 22:13
            Jak odejdą wody, mozna wezwać pogotowie. Ja wezwałam, bez problemu przyjechali. Fakt, że po godzinie dopiero wink
    • 12.02.13, 21:06
      moja koleżanka pojechała. po odejściu wód, bo mąż był w rozjazdach. urodziła po 6h i bdb to wspomina.
      --
      http://i257.photobucket.com/albums/hh207/dmifit/PredatorWalk.gif
    • 12.02.13, 21:10
      Tylko taka opcja przyszła mi do głowy. Wezwanie karetki nawet mi nie przeszło przez myśl, nawet nie wiem, czy by przyjechała
    • 12.02.13, 21:11
      jako swiezo upeiczona matka kompleteni nei wyobrazam sobei jak moznaby jechac samodzielnie czymkolwiek gdziekolwiek w trakcie odchodzenia wód ???

      w swietej naiwnosci przed moim pierwszym porodem wierzylam ze wody odhcodza raz a a dobrze a potem juz kobitka moze sobie w swiezych ciuszkach robic mejkap wsiadac w taxi i jechac w wycieczke po szpitalach ( tak mniej wiecej pzredstawiono to w szkole rodzenia)

      dopiero sama na sobei musialam sie przekonac ze odchodzenie wód jest procesem ciąglym ( u mnie trwałao prawie 4 godziny) , calkowicie niekontrolowalnym i zrobienei jedengo suchego kroku z w czasie tego procesu jest praktycznie niemozliwe, raczej przypomina to przewracanie sie wiadra

      absolutnie nie wyobrazam sobei w trakcie tego etapu jezdzenie czymkoliwek poza wlasnym prywatnym samochodem ( w pozycji lezacej) lub od razu pogotowiem i Bogu dziękuję ze mi zaczelo sie to pare godzin po przyjeciu do szpitala.
      --
      Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
      • 12.02.13, 22:18
        mozambique napisała:

        > w swietej naiwnosci przed moim pierwszym porodem wierzylam ze wody odhcodza raz a a dobrze a potem juz kobitka moze sobie w swiezych ciuszkach robic mejkap wsiadac w taxi i jechac w wycieczke po szpitalach ( tak mniej wiecej pzredstawiono to w szkole rodzenia)

        A widzisz, u niektórych to właśnie w ten sposób się odbywa tongue_out
        • 12.02.13, 23:00
          j sobie po prostu założyłam taką poporodową podpaskę i normalnie chodziłam.
          --
          Niecodziennik
          • 13.02.13, 19:49
            a moj organizm zareagowal metoda wiadrowa a nie kropelkową i w szpitalu dostalam kategoryczny zakaz chodzenia , nawet do toalety

            moze dlatego ze maluch byl duzy 4,6kg to wód mialam bardzo duzo
            --
            Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
      • 12.02.13, 22:19
        mozambique napisała:

        > jako swiezo upeiczona matka kompleteni nei wyobrazam sobei jak moznaby jechac
        > samodzielnie czymkolwiek gdziekolwiek w trakcie odchodzenia wód ???
        >

        No ale nie u każdej kobiety poród się zaczyna od odejścia wód - u mnie ani razu tak nie było (urodziłam troje dzieci), wody odchodziły przy pełnym rozwarciu dopiero i skurczach partych. Do ostatniego porodu jechałam sobie taksówką, sama, bo mąż dopiero załatwiał zwolnienie z pracy, a mnie gin straszył, że trzecie dziecko, i duże w dodatku, jak się wstawi w kanał to pójdzie błyskawicznie. Tia - pojechałam w niedzielę po południu ze skurczami co pięć minut, urodziłam w poniedziałek rano. Mogłam sobie spokojnie spacerkiem pójść i mejkap robić dowolnie staranny wink
        • 14.02.13, 06:46
          Porody zaczynajace sie od odejscia wod to ok 10%. U mnie nie odeszlo tylko po prostumzanolalo mnie inaczej i tak cos mnie tknelo. Byla niedziela srodek nocy ojciec dziecka na rano do pracy, przyjaciolka ktora miala doulowac juz od 3 tygodni spi na kanapie i czeka. Bylam na 100% pewna ze falszywka no ale mysle dla switego spokoju... Wezwalam taryfe i pojechalam. Jak juz bylam pod szpitalem telefon gdzie jestem - facet sie obudzil i zdziwil. W szpitalu po ktg smiali sie ze to zadne skurcze ale po badaniu (dla swietego spokoju) okażalo sie ze rodze. Porod na serio zaczal sie o 7 faza aktywna 55min (pierwsze dziecko) a wody odeszly jak pecherz "przebil sie" mimo mojej wyraznej prosby i wielokrotnie artykulowanego zyczenia by urodzic dziecko w czepku uncertain
      • 13.02.13, 09:58
        nie wiem czy u wszystkich rodzących odchodzenie wód to proces ciągły bo ja jakos wodospadu po nogach nie pamiętam. ba, nawet szczególnie mocnego chlupnięcia w łazience nie było. Taksówką pojechaliśmy bo wody mi odeszły późno w nocy a samochodu własnego nie mieliśmy. Wspólokator wezwał taksówkę a myśmy sie ubieralii pakowali. Nie wiem ale karetka mi do głowy nawet nie przyszła. W zamysle i tak była jazda komnikacją miejską smile ale to noc była.
        --
        65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
    • 12.02.13, 21:18
      Nie, od czego jest facet?
      Pewnie gdybym nie mogła liczyć na męża/partnera to bym pojechała taksówką albo wzywała karetkę.
      • 12.02.13, 21:26
        Znajoma na porodówkę odwoziła Policja. Tak wyszło.
        • 14.02.13, 06:48
          U nas w szkole porodowej wielokrotnie powtarzali ze wzywanie karetki do porodu o ile wody nie sa zielone etc jest naduzyciem. I radzili ze w takiej sytuacji nalezy wlasnie dzwonic po policje - oni moga przewizc w eskorcie.
    • 12.02.13, 23:08
      ja jechalam do porodu taksowka. Bylo to nad ranem, a m byl w podrozy sluzbowej. Jakos nie przyszlo mi do glowy, zeby wezwac karetke. Bole mialam co 10 min wiec byl jeszcze czas...
      • 12.02.13, 23:10
        no i karetka pewnie zawiozlaby mnie do najblizszego szpitala, a ja chcialam do wybranego...
        • 12.02.13, 23:19
          Jakbym musiała to bym pojechała.
          --
          Wszystko przebiega zgodnie z moim planem. Jestem bezwzględnie inteligentny
          • 12.02.13, 23:28
            Jak byłam na porodówce to pogotowie przywiozło ciężarną, położne klęły ile wlazło, że pewnie kolejny raz przywiozło babkę do porodu, której wody odeszły, a nic poza tym się nie działo.Wściekłe były i nie szczędziły komentarzy, że karetkę to się wzywa jak jest zagrożenie życia...A nie jak wody odejdą.







        • 12.02.13, 23:59
          ola33333 napisała:

          > no i karetka pewnie zawiozlaby mnie do najblizszego szpitala, a ja chcialam do
          > wybranego...

          Mnie bez problemu zawieźli do wybranego.
        • 13.02.13, 18:20

          a najsmieszniejsze, ze jechalam w nocy z mlodym przystojnym kierowca, ktory tak sie przejal, ze nawet zaniosl mi torbe na izbe przyjec i wszyscy mysleli, ze to moj maz big_grin
    • 12.02.13, 23:23
      A ja na porodowke szlam pieszo, szpital byl 500m od naszego mieszkania.
    • 12.02.13, 23:57
      na szkole rodzenia panie prosily wrecz, zeby nie przyjezdzac od razu po odejsciu wod, ale kiedy regularne skurcze beda juz co 6 min, nie ma sensu za wczesnie bo tylko sie w szpitalu umeczymy. Po drugie mowily, ze standardowo faza 1 porodu powinna trwac te kilka godzin, ze urodzenia "komunikacyjne" - szybkie zdarzaja sie baaardzo rzadko (za to tylko takie pokazuja na filmachsmile. Ja licze na meza, ew. wezme taksowke...Raczej nie karetke, chyba ze beda zielone wody lub cos co mnie zaniepokoi.

      Moja mama poszla do porodu spacerem przez park, ale jak sie okazalo jeszcze chwila i mojego brata by zgubila, bo miala niezle rozwarcie...
    • 13.02.13, 09:45
      Jak najbardziej jakby nie było innych zaleceń a auto byłoby niedostęne.
      W pierwszej ciąży takowe miałam. Jakby odeszły wody maiłam się położyć z pupą uniesioną wyżej i zadzwonić po karetkę. Zlecenie na transport było wypisane ze szpitala w którym miałam rodzić i telefon miał być po ten transport tam konkretnie a nie na pogotowie ratunkowe.
      W obu przypadkach zawieziono mnie autem, raz po prostu ze skurczami zawiózł mnie mąż(wody nie odeszły wcześniej), drugi raz nie miałam pojęcia, że jadę rodzić, teść zawiózł mnie tylko na ktg(wody wyciekły wcześniej o czym nie miałam pojęcia)...

      --
      Sygnaturka się zgubiła....
    • 13.02.13, 09:56
      Pojechałam taksówką. Amen.

      p.s. Taksówkarz całą drogę (ok. dwudziestu minut) opowiadał o powikłaniach poporodowych swojej córki smile
      • 13.02.13, 09:59
        Dobra, przejrzałam wątek: nie odchodziły mi wody, te naście lat temu położna nakazała, że jeśli odejdą dzwonić do dyspozytora po transport/karetkę.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.