emamy nauczycielki - powiedzcie mi proszę... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • moje dziecię lat 7, obecnie w 2 klasie, właśnie męczy pierwszą lekturę "Zaczarowana zagroda". Wytłumaczcie mi proszę, jakie wielkie wartości niesie ze sobą ta książka, ze dzieciaki muszą się z nią tak męczyć? Słownictwo koszmarne, napisane fatalnym językiem, wg mnie zupełnie nie przystającym do wieku dzieci i do obecnych czasów...
    Męczy się ona, bo książki nie rozumie, męczymy się my, bo musimy wyegzekwować przeczytanie i zrozumienie tekstu...
    • Nie bardzo Cię rozumiem. Moja córka też to własnie czytała i omawiali w klasie. Zrozumiała wszystko, czytanie zajęło jej chwilę. Znam gorsze lektury. Naprawde nie widzisz w tej ksiązce niczego dobrego?
    • I czym to twoje dziecko tak się męczy? To przecież raptem kilkanaście stron! Do przeczytania w pół godziny. W połączeniu z tekstami z podręcznika pozwala dzieciom przyswoić sobie wiedzę o biegunie południowym, jego klimacie, mieszkających tam zwierzętach i ich zwyczajach. Koszmarne słownictwo? No sorry, ale jakie to koszmarne słownictwo ty tam znalazłaś? Chyba, że na co dzień czytasz wyłącznie "Świat seriali", "Plotki z życia gwiazd TV", to faktycznie słownictwo może ci nie leżeć.
    • Nie jestem nauczycielką, ani fanką tego opowiadania Centkiewiczow, ale dziwi mnie, ze uczeń drugiej klasy ma problem z przeczytaniem tak krótkiego opowiadania.
      Mam drugoklasistę i jest zaprawiony w samodzielnym czytaniu lektur juz w pierwszej.
      Lektury podawane są na początku roku, można je juz czytać w wakacje i wówczas unikniecie czytania pod presją czasu.
      --
      olaromanska.blox.pl/html

      www.dlaleszka.cba.pl/
    • Nierzadko czyta się w szkole książki po to, żeby wspólnie poszukać tych szczególnych wartości.
      A dzieci ostatnio męczą się nawet z przeczytaniem krótkiego artykułu, 'niecytate' pokolenie rośnie i tyle.
      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
    • Z ciekawości znalazłam pdf tego opowiadania i sama przeczytałam. Bardzo ładnym językiem napisane, ciekawe. Nie wiem o co Ci chodzi, naprawdę.
      --
      Gwardia umiera, ale się nie poddaje
    • Mój syn juz po przerobieniu lektury, czytanie to chwila. Nie rozumiem dlaczego się czepiasz opowiadania.
    • "Wielkie wartości" to nie wiem, ale jest całkiem fajnasmile
      --
      misiedlakazdego.blox.pl/html
    • panna.sarabella napisała:


      > Męczy się ona, bo książki nie rozumie, męczymy się my, bo musimy wyegzekwować p
      > rzeczytanie i zrozumienie tekstu...

      Zamiast męczyć się i egzekwowac, czytajcie razem z dzieckiem. Ty czytasz większość tekstu, dziecko tylko wskazane przez Ciebie zdania - najkrotsze, najlatwiejsze. Przeplatacie czytanie z rozmową o tym, co jest na ilustracjach, o tym, co przeczytaliscie. UWAGA: nie odpytujesz dziecka, tylko z nim rozmawiasz, wyjaśniasz, wspolnie zastanawiacie się nad tym, co przeczytałyscie.
      Powodzenia smile
      --
      "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
    • Współczuję głęboko.
      A paniom podstępnym podszczypywaczkom wsadzającym szpile powiem tak: kiedy łaziłam do szkoły po dziecko w pierwszej klasie (sześciolatki), widziałam dzieci czytające książki jak dla przedszkolaków ("To rybka. Rybka pływa. Rybka pływa w morzu".) oraz takie, które kończyły właśnie jakąś "Matyldę" Dhala - złożone słownictwo, długi tekst, rozdziały. Takie różnice są normalne, nienormalny jest system nie biorący tego pod uwagę.

      I wiecie co? Jedne i drugie dzieci czytają teraz biegle. Spośród obu grup rekrutują się zapaleni czytelnicy. Bo szczęśliwie w szkole mojego szkraba NIE MA lektur obowiązkowych w pierwszych latach edukacji. W związku z czym czytanie nie zamieniło się dla nich w nudny, ciężki obowiązek. Pozostało przygodą.

      Jeżeli zaś autorce wpisu mogłabym coś radzić na podstawie swoich doświadczeń ze szkołą, to przeczytajcie dziecku książkę na głos - a ono niech sobie czyta codziennie to, co lubi i co je ciekawi.
      --
      Życie w Zatoce Perskiej
      • moja przeczytała "Zaczarowaną zagrodę" przez godzinkę wink i ok
      • iedy łazi
        > łam do szkoły po dziecko w pierwszej klasie (sześciolatki), widziałam dzieci cz
        > ytające książki jak dla przedszkolaków ("To rybka. Rybka pływa. Rybka pływa w m
        > orzu".) oraz takie, które kończyły właśnie jakąś "Matyldę" Dhala - złożone słow
        > nictwo, długi tekst, rozdziały. Takie różnice są normalne, nienormalny jest sys
        > tem nie biorący tego pod uwagę.

        Im dzieci starsze, tym różnice mniejsze.
        A między sześciolatkiem a ośmiolatkiem jest jednak spora różnica.

        Bo szczęśliwie w szkole mojego szkraba NIE MA lek
        > tur obowiązkowych w pierwszych latach edukacji.

        W szkole, w której uczę, są lektury. Ich istnienie nie ma wpływu na poziom czytelnictwa, są dzieci, które chętnie czytają, są takie, które nie czytają wcale, bo wolą prostszą rozrywkę. Tych drugich jest więcej i nie dlatego, że lektury są takie czy inne, tylko dlatego, że w rodzinach nie ma nawyku czytania, za to jest nawyk chodzenia na skróty i serwowania prostszych rozrywek. Dzieci przychodzą do szkoły jako sześcio- czy siedmiolatki z już zakodowaną niechęcią do książek albo w ogóle nie wiedzą, po co czytać, bo u nich w domu czyta się tylko gazety, i to sporadycznie.
        Wspólne omawianie lektury może być fajne, ciekawe, może przynieść coś dobrego, o ile nauczyciel zrobi to umiejętnie.

        W związku z czym czytanie nie z
        > amieniło się dla nich w nudny, ciężki obowiązek.

        Pięć czy sześć lektur na dziesięć miesięcy raczej nie ma takiej mocy sprawczej.
        --
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
        • Różnice w czytaniu wygładzają się zdaje się cos do 10 roku życia.
          A zainteresowanie - to zainteresowanie. Mnie zdumiewa, jak dziwaczne - z mojego punktu widzenia - książki wypożyczają dzieci. Wydawnictwo, w którym moja szkoła sporo kupuje opublikowało raport o czytelnictwie dzieci. Najważniejszy wniosek był taki: najistotniejszy czynnik skłaniający dziecko do przeczytania książki do końca to samodzielny wybór tejże książki. Jeżeli jestes nawet genialną nauczycielką, to nie wybierzesz takiej lektury, żeby wszystkim dzieciom się spodobała. Nie da się.
          Ja mam zresztą stan ostrego uwielbienia dla pomysłów szkoły związanych z zachęcaniem do czytania. Opisałam je kiedyś tu, tu i tu
          --
          Życie w Zatoce Perskiej
          • Najważniejszy wniose
            > k był taki: najistotniejszy czynnik skłaniający dziecko do przeczytania książki
            > do końca to samodzielny wybór tejże książki.

            Dzieci mają to do siebie, że jeśli cokolwiek zawiera w sobie element przymusu, traktowane jest niechętnie, czy to przeczytanie lektury, czy praca domowa innego rodzaju.

            Jeżeli jestes nawet genialną nauc
            > zycielką, to nie wybierzesz takiej lektury, żeby wszystkim dzieciom się spodoba
            > ła. Nie da się.

            Nie ma takiej książki, która podobałaby się wszystkim, ale każdą można przynajmniej spróbować omówić w taki sposób, żeby każdy znalazł coś dla siebie.

            > Ja mam zresztą stan ostrego uwielbienia dla pomysłów szkoły związanych z zachęc
            > aniem do czytania.

            Mnie do czytania lektur nie zniechęcał przymus ich przeczytania, tylko to, co wyprawiała z nimi moja licealna polonistka - zaczynała od kartkówki z pytaniami w stylu: "Jaką biżuterię miała na sobie bohaterka powieści w chwili, kiedy puściła trzeciego z kolei bąka na czwartym z kolei raucie". Czytanie wymagało skupiania się na pierdołach, a wątek główny, nie wspomnę o pobocznych, ginęły w powodzi dupereli do zapamiętania.
            --
            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
            • U nas omawianie części lektur jest połączone z zajęciami w domu kultury, dzieci lepiej zapamiętują.
              IMO w klasach I-III lektury mają za zadanie przygotować jakoś dzieci do czytania i wychwycić totalnych analfabetów, którym jeszcze na tym etapie można pomóc.

              Wiesz, ja w sumie od lektur nie oczekuję zbyt wiele.
            • > Dzieci mają to do siebie, że jeśli cokolwiek zawiera w sobie element przymusu,
              > traktowane jest niechętnie
              Słusznie, nie tylko dzieci zresztą.
              I teraz masz dylemat. Co jest ważniejsze? To, żeby dzieci przeczytały Centkiewiczów, czy to, żeby starać się, aby polubiły czytanie? To, żeby 'omawiać lektury' wybrane przez nauczyciela, czy to, żeby skutecznie zachęcać je do buszowania po literaturze?
              Dla mnie - zdecydowanie punkt drugi.
              I oczywiście zastrzegając się na wszystkie boki - zgodnie z tym, co zeznaje moje dziecko dobrze ponad 50% tak traktowanych uczniów autentycznie lubi czytanie.
              --
              Życie w Zatoce Perskiej
              • Wszystko pięknie i zgadzam się co do zasady, ale najpierw dziecko musi tę książkę wziąć do ręki i spróbować czytać. Nawyki czytelnicze kształtuje się przede wszystkim w domu i to zanim dziecko w ogóle spróbuje składać litery. Jak dzieciak ma kontakt z książką (komiksem, audiobookiem, e-bookiem, czasopismem) praktycznie od urodzenia, to lektury będzie przyjmować neutralnie, nawet te - jego zdaniem - mniej ciekawe.
              • > I teraz masz dylemat.

                Nie mam. Lektur nie jest tak dużo, żeby zdominowały lekcje polskiego, poza tym omawianie tychże można, jak już napisałam, tak przeprowadzić i wzbogacić, żeby nie było to tak strasznie bolesne.

                zgodnie z tym, co zeznaje moj
                > e dziecko dobrze ponad 50% tak traktowanych uczniów autentycznie lubi czytanie.

                Nie chcę być nieuprzejma, ale jak na tak znakomitą metodę to trochę mało...
                Ja się będę upierała jednak przy tym, że winy za niechęć do czytania nie ponosi pięć lektur obowiązkowych na rok.
                --
                http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                • Wiesz, obserwacje z II klasy podstawówki mam na bieżąco. Są dzieci czytające płynnie dłuższe lektury i są takie, które kilkuzdaniowego tekstu z podręcznika nie ogarną ze zrozumieniem. Śmiem twierdzić, że wpływ nauczycielki nie jest tu najbardziej istotny.
                • > Ja się będę upierała jednak przy tym, że winy za niechęć do czytania nie ponosi
                  > pięć lektur obowiązkowych na rok.

                  Zapewne. Ale tez tych pięć lektur nie buduje zamiłowania do czytania.
                  Tak czy inaczej, o ile wierzyć badaniom Biblioteki Narodowej, i o ile zestawić je z badaniami innych krajów, to nie mamy z czego być dumni: czytamy mniej niz Czesi, Brytyjczycy, Francuzi, Amerykanie.... Więc chyba warto szukać sposobów na nastepne pokolenia.
                  --
                  Życie w Zatoce Perskiej
                  • > Zapewne. Ale tez tych pięć lektur nie buduje zamiłowania do czytania.

                    Dlaczego? Mam wrażenie, że zakładasz, że wszystkie pięć to nudne piły, a nauczycielka nie umie omówić ich inaczej, niż powodując u uczniów zwichnięcie szczęki z nudów - a niekoniecznie tak musi być. To jest być może ten sposób - stworzyć wokół lektury taką atmosferę, żeby dzieciom chciało się czytać choćby po to, żeby sprawdzić, co to takiego i czy znów będzie tak fajnie, jak poprzednim razem.

                    czytamy mniej niz
                    > Czesi, Brytyjczycy, Francuzi, Amerykanie....

                    Ale element przymusu istnieje tak czy siak - nawet jeśli uczeń może wybrać, to i tak MUSI coś przeczytać. Albo nie ma listy zewnętrznej, za to nauczyciel decyduje (tak jest we Francji czy w Niemczech chociażby), co sprowadza się i tak do tego, że uczeń musi przeczytać coś, co ktoś mu narzucił.
                    BTW Nie wiem, czy wiesz, ale w młodszych klasach w Polsce zewnętrzna lista lektur nie istnieje.
                    Moim zdaniem zamiłowanie do czytania wyrabia się w domu, poleganie na szkole i obwinianie pięciu czy czterech książek o niechęć do książek wydaje mi się wykrętem.
                    A, jeszcze jedno - w badaniu BN na temat czytelnictwa jest też lista, kto czyta, a kto nie. Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby lektury obowiązkowe zniechęciły ubogich, rencistów, ludzi z wykształceniem podstawowym i mieszkańców wsi, a nie przeszkadzały młodzieży, osobom z wyższym wykształceniem i mieszkańcom wielkich miast.
                    --
                    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                    • Dlaczego? Mam wrażenie, że zakładasz, że wszystkie pięć to nudne piły

                      Życie nauczyło mnie pokory... Jestem mocno oczytana, moje dziecko lubi czytać, a jednak kupując w Polsce książki mam trafienia na poziomie 30 procent. Dla własnego dziecka, które znam i wiem co czyta! Moim zdaniem dowcip zasadza się więc na tym, że nawet gdybyś w lekturze miała jakiś absolutny ostatni hit, to i tak niektóe dzieci się znudzą - co nie znaczy, że zamiast wybranego przez ciebie n.p. Karolka nie poczytałyby Kajko i Kokosza, albo innej Historii Samochodów. Czyli każda z pięciu książek dla kogoś w klasie zapewne będzie nudną piłą.
                      A jeżeli do lektury odstręczającej pozycji zmuszane jest dziecko jeszcze słabo i powoli czytające, to robi się smutno, bo lektura nie dość, że nie daje żadnej przyjemności, to jeszcze jest upiornym przedzieraniem się przez zbyt trudny tekst. A to zniechęca.

                      Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby lektury obowiązkowe zniechęcił
                      > y ubogich, rencistów, ludzi z wykształceniem podstawowym i mieszkańców wsi, a n
                      > ie przeszkadzały młodzieży, osobom z wyższym wykształceniem i mieszkańcom wielk
                      > ich miast.
                      Mhm, o ile pamiętam jest też spora liczba tych wykształconych i na wysokich stanowiskach, którzy nie czytają niczego w ogóle. Natomiast wielu z tych niewykształconych mieszkańców wsi (oraz tej młodzieży, która po skończeniu szkoły nagle kompletnie siada czytelniczo) zwyczajnie nikt, także szkoła, nie nauczył, że czytanie jest fajne.
                      --
                      Życie w Zatoce Perskiej
                      • Dzieci mają znać książkę, rodzice nie muszą ich zmuszać do czytania - pierwszą lekturę obowiązkową mojej córki czytałyśmy na zmianę po kilka stron ona i ja. Ale ludzie nie lubią robić tego, co im słabo wychodzi, a czytać można nauczyć się tylko poprzez ćwiczenie. Sprawność w czytaniu wymaga włożenia pewnego wysiłku i na tym etapie niektóre dzieci nie mają ochoty czytać niczego, bez jakiegoś delikatnego pchnięcia z zewnątrz nauka czytania w ich przypadku może się mocno opóźnić, a brak umiejętności w miarę płynnego czytania po prostu bardzo przeszkadza w nauce czegokolwiek innego.
                        • U mnie takim delikatnym popchnięciem jest stały element pracy domowej, czyli codzienne czytanie czegokolwiek. Może być komiks, może być Zagroda, może być Miś Paddington. W pierwszej klasie wymaga się 10 minut, od drugiej - 15 czy 20. Czyli pchnięcie jest, tylko dokłada się do tego szansę na zaciekawienie dziecka - bo statek kosmiczny na okładce, albo świnia w aucie, albo rodzina nad rozlaną zupą.
                          Omawiania książek - w sensie pracy nad dłuższym czytanym w domu przez wszystkich tekstem - w najmłodszych klasach nie ma. Za to są rozmowy o książkach, jest ich codzienne głośne czytanie przez nauczycielkę, w parach, z rodzicami-wolontariuszami, w szkolnej bibliotece. Nieco później jest codzienne samodzielne czytanie poranne przez pierwszy kwadrans lekcji.
                          --
                          Życie w Zatoce Perskiej
                      • To chyba jasne, że wśród wymienionych grup większość czyta albo nie czyta, nie wszyscy.
                        Jeśli dziecko ma kłopoty że czytaniem, to rodzic powinien mu pomóc, a nie utyskiwać, że dziecko musi czytać lekturę.
                        IMO Szukasz winnych tam, gdzie ich nie ma.
                        --
                        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                        • A tak, tylko że dla mnie 'pomoc' oznacza w tym przypadku szukanie książęk mogących dane dziecko zainteresować, a nie zmuszanie do czytania nakazanej pozycji.
                          Bo ostatecznie co za różnica, czy Jasio przeczyta akurat Plastusia, Karolka czy Paddingtona? Żadna. Absolutnie żadna.
                          --
                          Życie w Zatoce Perskiej
                          • Bo ostatecznie co za różnica, czy Jasio przeczyta akurat Plastusia, Karolka czy
                            > Paddingtona? Żadna. Absolutnie żadna.

                            Duża. Omawianie lektur wbrew pozorom jest dość istotne, i to nie ścisłym gronie mama-tata-dziecko, tylko w większym, gdzie różnych zdań, różnego zrozumienia różnych rzeczy, różnych spojrzeń na ten sam temat będzie tyle, ile dzieci.
                            Naprawdę czytanie lektur jest tak bolesne? Nie pytam złośliwie, po prostu dziwię się, ile energii wkładasz w przekonanie otoczenia, że to straszna trauma.
                            --
                            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                            • Juz ci wyjaśniłam mechanizm uzyskania takiego poglądu na sprawę, jaki mam: obserwacja szkoły działającej bez lektur obowiązkowych w młodszych klasach (oraz zupełnie innego traktowania tekstów w klasach starszych, ale o to mniejsza), w której to szkole widzę dzieci czytające dla frajdy na przerwach, kolejki w bibliotece, entuzjazm czytelniczy w róznych formach i tym podobne miłe mojemu sercu obrazki. Dochodzi do tego smutna konstatacja, jak dalece kupując książki dla pojedynczego, dobrze znanego mi, czytającego intensywnie dziecka nie trafiam w jego gust i książka nie zostaje przeczytana.

                              A jeżeli pytasz o moje niegdysiejsze lektury, to mimo że uważałam te wszystkie ponure i moralizatorskie Antki i Janki za ciężkie, denne nudy, to nie miałam problemu z łyknięciem tekstu, bo od zawsze czytałam szybko i bezboleśnie.

                              Natomiast co do meritum, to pozwolę sobie się nie zgodzić: dyskusje o tekście nie muszą być prowadzone wśród 7-9 latków na bazie długiego tekstu czytanego (lub nie) w domach. Całkiem dobrze, albo i lepiej szłoby to na bazie tekstu czytanego w klasie.

                              --
                              Życie w Zatoce Perskiej
                              • Dochodzi do tego smutna konstatacja, jak dalece kupując książki dla poj
                                > edynczego, dobrze znanego mi, czytającego intensywnie dziecka nie trafiam w jeg
                                > o gust i książka nie zostaje przeczytana.

                                Ale dzięki temu ten gust się kształtuje. Jak można sobie wyrobić jakiś pogląd na to, co się lubi, a czego nie, nie czytając?

                                > Natomiast co do meritum, to pozwolę sobie się nie zgodzić: dyskusje o tekście n
                                > ie muszą być prowadzone wśród 7-9 latków na bazie długiego tekstu czytanego (lu
                                > b nie) w domach. Całkiem dobrze, albo i lepiej szłoby to na bazie tekstu czytan
                                > ego w klasie.

                                Nie chodzi o to, żeby wszystko podać dzieciom na tacy - samodzielne przygotowanie się do lekcji też jest coś warte.
                                --
                                http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                                • > Ale dzięki temu ten gust się kształtuje. Jak można sobie wyrobić jakiś pogląd n
                                  > a to, co się lubi, a czego nie, nie czytając?
                                  Ale do tego, żeby wiedziec, że nie ma się chęci na daną pozycję wystarczy 20 stron.

                                  > Nie chodzi o to, żeby wszystko podać dzieciom na tacy - samodzielne przygotowan
                                  > ie się do lekcji też jest coś warte.
                                  Cóż, mi czytanie wydaje się na tyle ważne, że wpojenie upodobania do książek traktuję jako ważniejsze życiowo niż naukę 'samodzielnego przygotowania się do lekcji' w klasach młodszych.
                                  --
                                  Życie w Zatoce Perskiej
                                  • > Ale do tego, żeby wiedziec, że nie ma się chęci na daną pozycję wystarczy 20 st
                                    > ron.

                                    Lektury w klasach młodszych naprawdę nie są objętościowo powalające. Niektóre nawet nie dobijają do tych dwudziestu stron.

                                    > Cóż, mi czytanie wydaje się na tyle ważne, że wpojenie upodobania do książek tr
                                    > aktuję jako ważniejsze życiowo niż naukę 'samodzielnego przygotowania się do le
                                    > kcji' w klasach młodszych.

                                    Wracając do badań BN i do moich wniosków z nauczania, muszę stwierdzić, że demonizujesz.
                                    --
                                    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                                    • > Wracając do badań BN i do moich wniosków z nauczania, muszę stwierdzić, że demo
                                      > nizujesz.
                                      Nie sądzę.
                                      W Polsce czytelnictwo stoi bardzo słabo - i spada dalej. W przypadku chłopców można wręcz powiedzieć, że leci na pysk jak wykazują to m.in. ( badania gimnazjalistów
                                      Żeby czytać - trzeba to lubić. Czas na polubienie czytania to okres podstawówki, zwłaszcza wczesnej. Im więcej przymusu - tym mniej cos lubimy, jak sama byłaś łaskawa zauważyć. Jeżeli uda się nauczyć przedszkolne i wczesnoszkolne dzieci przyjemności, jaką daje czytanie, jest szansa, że będą czytać dalej. Jeżeli zaś wpoimy im, że czytanie to nudny przymus, szanse na wychowanie czytelników radykalnie maleją.
                                      --
                                      Życie w Zatoce Perskiej
                  • Ja ze swej strony stawiam na to, że dziecko jest niedojrzałe do II klasy (7 lat) i ma problem z samodzielnym czytaniem lektur przewidzianych dla tejże.
                    Niestety, ale wyrabianie nawyków czy odkrywanie pasji lektury, to nie wszystko.
                    --
                    After all this time? - Always
        • ...są dzieci, które chętnie czytają, są takie, które nie czytają wcale,
          > bo wolą prostszą rozrywkę. Tych drugich jest więcej i nie dlatego, że lektury s
          > ą takie czy inne, tylko dlatego, że w rodzinach nie ma nawyku czytania, za to j
          > est nawyk chodzenia na skróty i serwowania prostszych rozrywek. Dzieci przychod
          > zą do szkoły jako sześcio- czy siedmiolatki z już zakodowaną niechęcią do książ
          > ek albo w ogóle nie wiedzą, po co czytać, bo u nich w domu czyta się tylko gaze
          > ty, i to sporadycznie.

          To chyba niezupełnie tak wygląda.
          W moim domu jest bogaty i różnorodny księgozbiór. Nawyk czytania, nawet ocierający się o nerwicę natręctw też. I dwójka dzieci - nastolatków.
          Syn kompletnie "niecytaty", od maleńkości dostawał spazmów obrzydzenia na widok słowa pisanego. Jest typowym umysłem ścisłym, syntetycznym, konkretnym, nieco introwertycznym. Czyta, kiedy już kompletnie nie ma wyjścia. Co ciekawe pisze bardzo dobrze, ma lekki, przejrzysty styl, bogate słownictwo.
          Córka ubóstwia książki niemal od urodzenia, samodzielnie czyta od piątego roku życia, pochłania wszystko, co jej wpadnie w łapy. Nie ma dla niej znaczenia czy lektura, czy coś innego. Jest czytaczką taśmową. Ona z kolei jest duszą artystyczną, gadatliwym wrażliwcem.

          Nie wiem skąd takie różnice. Ja też czytam nałogowo, ale z dziecięctwa pamiętam, że hasło lektura wywoływało we mnie ogromny opór. Lektury czytałam albo dwa, trzy lata wcześniej nie wiedząc, że mi się przydadzą, albo już po ukończeniu szkół.
        • kawka74 napisała:
          > bo wolą prostszą rozrywkę. Tych drugich jest więcej i nie dlatego, że lektury s
          > ą takie czy inne, tylko dlatego, że w rodzinach nie ma nawyku czytania,

          Ha, gdybyś poznała moją córkę, zapewne pomyślałabyś że jej rodzicami są tłuki nieczytelne smile
          Sama czytałam książki od 5-go roku życia, mąż podobnie. Córka chętnie popisuje, podczytuje ale jak coś do przeczytania w książce to zaczyna się horror. Nie lubi opowiadań i już. Nie zmuszam, nie chcę zniechęcić, czekam. Czasem tylko z nad książki mówię młodej jaka to przyjemność. Nie dowierza.
          --
          >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
    • "napisane fatalnym językiem, wg mnie zupełnie nie przystającym do wieku dzieci i do obecnych czasów..."

      lektur, których język nie przystaje do obecnych czasów będzie niestety więcej.
      Tak jak radzą dziewczyny, przeczytajcie wspólnie tę lekturę.
    • A musi lektura nieść przesłanie? To proste opowiadanie i jakimś wycinku badań pingwinów napisane językiem dla dzieci. Mój syn, ogólnie rzecz biorąc, samodzielnie czyta ze średnim entuzjazmem, ale to opowiadanie zajęło mu może z pół godziny.
      Słownictwo jest proste. Co tu jest qrde do rozumienia?!
      Jeśli uważasz, że dziecko ma problem ze zrozumieniem takiego języka i słownictwa, to popracuj nad zasobem słów dziecka.

      Pojęłabym gdyby ktoś się czepiał boleśnie anachronicznej i nasyconej ówczesnymi ludowymi kolokwializmami "Sierotki Marysi"...
    • Byłabym zaniepokojona na Twoim miejscu. Dziecko siedmioletnie nie powinno się męczyć przy czytaniu tak prostego tekstu.
      Możesz napisać, na czym polega to koszmarne słownictwo? Za trudne? Za proste? Czy jakie? A ten fatalny język- chodzi Ci o styl?
      Twoja córka lubi czytać w ogóle? Wiem, że nie chodzi o licytację, które dziecko ile i co czytało, ale dla porównania warto wiedzieć. Moje chłopaki w tym wieku czytały samodzielnie np. Narnię. Ciągiem, a nie- po kilka stron dziennie...
    • to nie nauczycielki ustalaja liste lektur smile
    • Ty się ciesz, że nie musi czytać "Naszej szkapy" - do tej pory pamiętam swoją rozpacz.
      • Swego czasu, ucząc w czwartej czy piątej klasie SP, postanowilam na głos przeczytać dzieciom "Janka Muzykanta" - obowiązywal! No i poryczalam sie na oczach przerażonych dzieci.
        --
        Z punktu widzenia przyrody kotów zawsze jest za dużo. Landora
        • Nieważne, jak piękna i pouczająca będzie książka, jeśli rodzic nie wyrobi nawyku czytania jako formy rozrywki/spędzania czasu itp. Gdy moi synowie byli mali, mieli tak ok. 5-6 lat regularnie raz w tygodniu chodziłam z nimi do miejskiej biblioteki dla dzieci- mieli swoje karty czytelnika, wybierali książeczki do czytania, gdy gdzieś wyjeżdżaliśmy, zawsze pakowało się też książki do czytania, książki często były prezentami- dziś chłopcy mają 14 i 18 lat- czytają, w sumie codziennie ich z książką widzę.
          • marzeka1 napisała:

            > Nieważne, jak piękna i pouczająca będzie książka, jeśli rodzic nie wyrobi nawyk
            > u czytania jako formy rozrywki/spędzania czasu itp. Gdy moi synowie byli mali,
            > mieli tak ok. 5-6 lat regularnie raz w tygodniu chodziłam z nimi do miejskiej b
            > iblioteki dla dzieci- mieli swoje karty czytelnika, wybierali książeczki do czy
            > tania, gdy gdzieś wyjeżdżaliśmy, zawsze pakowało się też książki do czytania, k
            > siążki często były prezentami- dziś chłopcy mają 14 i 18 lat- czytają, w sumie
            > codziennie ich z książką widzę.

            no cóż-ja od dziecka bardzo dużo czytam,mąż takoż,czytamy przy każdej okazji-w ubikacji,przy obiedzie,w łóżku,podróży
            synowi czytaliśmy codziennie niemal od urodzenia,sam chętnie i szybko nauczył się czytać,pochłaniał książki-do ok. 10 r.ż.
            teraz ma 15 i nie ma mowy,żeby go namówić do przeczytania choćby nafajniejszej pozycji na rynku.
            i czego to wg ciebie dowodzi?
            --
            Każde puste pudełko po pewnym czasie generuje kota.
        • koszmarna lektura jaką miał mój syn.
          Ewa Szelburg – Zarembina – „Najmilsi”

          Czytaliśmy z googlem, bo wielu słów i ja nei rozumiałam, a co dopiero 7 letnie dziecko
          --
          Marta
          Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
          DZIECI ROCZNIK 2000
        • To bardzo prosty tekst, jego zrozumienie średnio kumatemu dziecku nie powinno sprawiać kłopotów - piszę obiektywnie, bo nie dalej niż kilka dni temu czytałam to opowiadanie memu sześciolatkowi - maniakalnemu wielbicielowi "Pingwinów z Madagaskaru" i wszystkiego, co związane z biegunami.

          On jeszcze nie umie czytać, ale z rozmowy po przeczytaniu książeczki wnioskuję, że zrozumiał bez problemu i nie zwichnął szczęki z nudy wink

          A czy Twój syn lubi czytać? Bo może problem nie dotyczy akurat tego tekstu, tylko ma głębszy podtekst?
    • o, a nas właśnie ta książka zainspirowała - już nie pamiętam szczegółów, czy te pingwiny uciekły z klatki? No, to zrobiło wrażenie na moim dziecku, że wspólnie działały, wytrwale itp. Może nie jest to efekt literacki, ale mnie się podoba efekt wychowawczysmile
    • prostego, krótkiego tekstu napisanego ładnym językiem i zawierająca podstawowe fakty o Antarktydzie i pingwinach - właśnie po to jest lekturą w II klasie, żeby nawet całkiem małe i niekoniecznie gotowe na czytanie opasłych tomiszcz dzieci mogły przeczytać bez bólu "całą książkę" i mieć poczucie sukcesu oraz sensu poznawania na podstawie lektury różnych faktów/historii.
      Gdyby moje dziecko miało w wieku lat 7 problem z przeczytaniem (a tym bardziej zrozumieniem) takiego tekstu, zaniepokoiłabym się poważnie. Jak piszą dziewczyny powyżej - jedno dziecko przeczyta w pół godziny, drugie w godzinę, ale żeby robić z tego dramat, jakby tym 7-latkom co najmniej trzy tomy Harrego Pottera kazali czytać?

      --
      "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
      • Hmmm, masz 7-latka, który przeczyta 26 stron w pół godziny - godzinę?
        Jestem pełna podziwu, naprawdę...
        --
        After all this time? - Always
        • W pdf to jest niecałe 5 stron A4. Kilkanaście to rzadkim drukiem, z potrójną interlinią i obrazkami.
          • Dokładnie tak, jak pisze Triss; te 26 stron to z wliczeniem obrazków (co druga strona de facto) i dużej czcionki. "Zaczarowaną zagrodę" bez problemu w czasie podanym przeze mnie czytały nawet te dzieci z klasy mojego, które są zdecydowanie wolniejsze od ogółu, mają problemy różnego typu (podejrzenie dysleksji m.in.) i zajęcia rewalidacyjne - wiem, bo matka jednego z nich sama w czasie, gdy to omawiali, zaczęła w rozmowie luźny wątek o tej konkretnie książeczce "dobrze, że lektury teraz są na tyle dopasowane do maluchów, że nawet mój X dał radę szybko przeczytać i się nie zniechęcić".

            --
            Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
            Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
            • Pytam, bo mam to w domu - moje spostrzeżenia, jak powyżej, w odpowiedzi na post Triss.
              U mojej córki pierwszaki czytałyby to o wiele dłużej niż przez godzinę, ale to pierwszaki i pewnie jest jakaś różnica. Nawet te szybko czytające - czyta zupełnie płynnie tylko jedna panna.
              Mniej więcej codziennie robią 1 czytankę z podręcznika, to jest ok. 2/3 strony A4 sporą czcionką - pani na razie nie zadawała żadnych lektur, ale nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
              Książeczka faktycznie jest wizualnie dostosowana do możliwości wzrokowych dzieci i chwała wydawcy za to.
              Jakie będzie tempo, zobaczymy w przyszłym roku. Może niepotrzebnie się przerażam wink)).
              --
              After all this time? - Always
          • Zgadza się, ale mam w domu tę starą książeczkę i ją sobie odkopałam.
            Te 26 stron rzadkiego druku jest dostosowane w sam raz do możliwości percepcyjnych I- czy też II-klasisty. Np. moja córka miałaby problem z przeczytaniem czegoś czcionką 12 lub 14 (6-latka w I klasie), dlatego pytam. U niej w klasie dzieci czytają tylko te czytanki dużym drukiem, jedne bardziej sprawnie, inne głoskują, ale wątpię, żeby przeczytały w godzinę 5 stron upakowanego pdfa wink.
            Nauczycielka zresztą cały czas powtarza rodzicom, żeby dziecko czytało naraz przez 5 minut, nie więcej.
            --
            After all this time? - Always
            • Halo, Ty masz dziecko w I klasie. Drugoklasista lekkim twistem będzie czytał dłużej niż 5 minut, oczywiście pod warunkiem, że potrafi czytać. W II klasie powinien tę umiejętność opanować.
            • Uwierz, że jest kolosalna różnica między 6 a 7 latkiem. Zobaczysz za parę miesięcy jak umiejętności Twojej córki skokiem pójdą do przodu.
              --
              kliknij
              jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
              • Chyba nie za bardzo niestety.
                Córka była w zerówce, tam już musieli czytać (nie tylko poznawać litery), a że było to dla niej trudne, to i się zniechęciła. Tak więc te wszystkie mity o książkach w domu, chodzeniu do biblioteki itp. pryskają w kontakcie z brakiem dojrzałości do pewnych zadań albo dysfunkcjami (córka chodzi na terapię SI). Czytanie i książki uwielbia - jak ktoś to robi wink.
                Widzę dużą różnicę między moim dzieckiem, które wszystko po prostu robi w normie, a dziećmi z jej klasy, które obecnie mają po 7,5 a nawet 8 lat. Cóż, mój błąd.
                --
                After all this time? - Always
                • Przecież w zerówce w podstawie programowej nie ma czytania. Mylę się?
                  --
                  kliknij
                  jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
                  • Jest nauka liter, mój syn w zerówce miał. Do I klasy poszedł jako siedmiolatek.
                  • Nie wiem, jak wyglądała sprawa z podstawą programową na rok 2011/2012.
                    Córka chodzi niestety do szkoły niepublicznej.
                    Pani w klasie "0" kazała czytać, większość dzieci jakoś tam to w miarę szybko załapała, moja córka niestety nie.
                    Najpierw składała sylaby przez całą zerówkę, teraz składa całe wyrazy z głosek, w sumie dość szybko, ale inne dzieci lepiej i sprawniej robią tę syntezę.
                    Jak napisałam, są pewnie dysfunkcje z obszaru SI, jest skrzyżowana lateralizacja - być może ma to wpływ.
                    Szkoła jest tego rodzaju, że ma być więcej, lepiej, mądrzej itp. - ostatnio pewien tatuś wyskoczył na zebraniu, że ma być więcej zadawane. A zajęcia codziennie do 15 + praca rozłożona na tydzień np. 8 stron A4, plus codziennie czytanie i strona kaligrafii. Nie wydaje mi się, żeby to było za mało wink.
                    Mogłabym zresztą napisać książkę o tej szkole, ale szkoda mi zaśmiecać wątek.
                    --
                    After all this time? - Always
                    • Dżisas, to zabierz stamtąd dziecko. Zaczęłaś ambitnie z niespełna sześciolatką, ten eksperyment edukacyjny najwyraźniej szkodzi dziecku więc czas się wycofać.
                      • Wiem, w przyszłym roku będzie w NORMALNEJ szkole i chyba jednak w I klasie, bo w moim odczuciu jest niezbyt dojrzała emocjonalnie. I o ile nie było to aż tak widoczne w zerówce, to teraz zaczyna to wyłazić. Zresztą porozmawiamy też z terapeutką od SI, jak ona to widzi.
                        Zaczęłam ambitnie, bo niestety nie miałam innej możliwości. Córka poszła najpierw do przedszkola na 5 godzin na przygotowanie 5-latka, była chora bez przerwy, głównie od roztoczy z nie pranych wykładzin i pani dyrektor nas wywaliła stamtąd. A wtedy pozostała mi już tylko zerówka w rejonie albo wolne 1 miejsce w tej akurat szkole. W rejonie też były same wykładziny wink)). Plus wielki budynek.
                        --
                        After all this time? - Always
                    • lily-evans01 napisała:
                      > Córka chodzi niestety do szkoły niepublicznej.
                      > Pani w klasie "0" kazała czytać, większość dzieci jakoś tam to w miarę szybko z
                      > ałapała, moja córka niestety nie.
                      (...)
                      > Szkoła jest tego rodzaju, że ma być więcej, lepiej, mądrzej itp. - ostatnio pew
                      > ien tatuś wyskoczył na zebraniu, że ma być więcej zadawane. A zajęcia codzienni
                      > e do 15 + praca rozłożona na tydzień np. 8 stron A4, plus codziennie czytanie i
                      > strona kaligrafii. Nie wydaje mi się, żeby to było za mało wink.
                      > Mogłabym zresztą napisać książkę o tej szkole, ale szkoda mi zaśmiecać wątek.

                      Zabierz dziecko ze szkoły. Mam dejavu z mojej poprzedniej szkoły, skad dzieci z hukiem i świstem zabrałam w zeszłym roku.
                      Zupełnie serio mówię: zabierz dziecko z tej szkoły, zapisz do rejonówki, gdzie będzie dziennie uczyć się 4-5 godzin, a nie 7 (nawet jeśli po tych 4-5h będzie w świetlicy, to i tak jest to zupełnie co innego niż 7h w ławkach). To ważne, szczególnie dla dziecka z problemami, bo takie 7h nauki (siedzenia w ławkach, ciągłego napięcia) ma bardzo duży wpływ. Zły wpływ. I dziecko jest po prostu zmęczone. I dlatego terapia problemów idzie powolutku.

                      --
                      Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                      • Wiem, sama już w tym roku do tego doszłam - jak w postach wyżej...
                        A powiem więcej, ten nadmiar ambicji i pracy absolutnie nie służy nawet i tym dzieciom starszym,bardzo dobrze sobie radzącym, bez dysfunkcji itp. Klasa jest niemożliwa, rozwrzeszczana, niegrzeczna (słowa nauczycieli, nie moje) na lekcjach bywa pedagog - pani wychowawczyni stwierdziła, że dzieci są nie wybiegane, nie wybawione i coś w tym jest.
                        --
                        After all this time? - Always
                        • Cytat
                          Klasa jest niemożliwa, rozwrzeszczana, niegrzeczna (słowa nauczycieli, nie moje) na lekcjach bywa pedagog - pani wychowawczyni stwierdziła, że dzieci są nie wybiegane, nie wybawione i coś w tym jest.


                          A, tak, wiem. Tyle że u nas nie była "klasa niemożliwa, rozwrzeszczana, niegrzeczna", a moje jedno dziecko-szatan, z którym pani sobie w ogóle nie radziła tongue_out
                          Nowa pani sobie radzi. Ale ona wie, że jak młodemu wali, to znaczy, że się nudzi. I trzeba go wysłać po kredę, do sekretariatu, do szatni, podlać kwiatki, zetrzeć tablicę, albo dać mu spokój i pozwolić na rysowanie czy pisanie własnej książki (w poprzedniej szkole absolutnie nie wolno, no jak to, ma siedzieć i czekać aż pozostali skończą zadanie wink). No i na dwór wychodzą codziennie...

                          --
                          Lizards have gators!
                          I am weird but I am not strange.
                          • He he, u nas jest odwrotnie.
                            Córka jest cicha, nieśmiała, wycofana. W końcu ona jedyna zachowuje się spokojnie czy podporządkowuje się poleceniu typu "pakujemy plecaki i ustawiamy się w pary" - reszta jest mega głośna i nie słuchają żadnych poleceń, a ona na tym cierpi.
                            Mam wrażenie, że w dobrze prowadzonej nawet 30-osobowej klasie nie byłoby aż tyle zamieszania.
                            Mają przykładowo 20-minutową przerwę na obiad, horrendalnie drogi dodajmy - zanim się ustawią, wyjdą, to schodzą po 10, 15 minutach i w 5 minut połykają obiady. Grrr...
                            --
                            After all this time? - Always
                      • Jakie są teraz Wasze wrażenia z rejonówki?
                        Dzieci się zaadaptowały dobrze?
                        Jak rejon traktuje dziecko z ZA, bo chyba taki macie problem, o ile dobrze pamiętam?

                        U nas na pewno będzie szok - bo jest po 1 klasie na poziomie, 15-19 osób w każdej klasie, nauczyciele wszystkich znają, są osobne stoliki, wszystko odpicowane, takiej łazienki to ja nawet w domu nie mam wink.
                        --
                        After all this time? - Always
                        • lily-evans01 napisała:

                          > Jakie są teraz Wasze wrażenia z rejonówki?
                          > Dzieci się zaadaptowały dobrze?
                          > Jak rejon traktuje dziecko z ZA, bo chyba taki macie problem, o ile dobrze pami
                          > ętam?

                          Tak, dobrze pamiętasz.
                          No więc dzieci się zaadaptowały doskonale, większość problemów zniknęła, dzieci zostały z marszu zapisane na warsztaty z komunikacji społecznej. Na początku - pierwsze 2 miesiące - miały tzw. okres próbny, czyli szkoła przymykała oczy na pewne zachowania, niemniej po okresie próbnym mój syn przyniosło ledwie 2 uwagi w ciągu semestru, i to w sumie za rzeczy mało istotne.

                          Natomiast tak, były problemy np. z zapamiętaniem/zapisaniem zadania domowego - szkoła niepubliczna uznawała, że dzieci to cielęta i są malutkie i nie zapamiętają, więc nauczycielka codziennie wlepiała wlepki do zeszytu korespondencji - w rejonówce pani dyktuje, dziecko decyduje czy zapisać, czy zapamięta - córka nie miała nawyku takiego i na początku często bywała nieprzygotowana, bo zadania nie zapisała. Syn był zdziwiony, że lektury trzeba samemy czytać, bo w poprzedniej szkole czytała im pani na głos na lekcji.
                          Ogólnie jest bardzo duża poprawa, dzieci są dłużej w domu, mogą chodzić na ciekawe zajęcia pozalekcyjne (po tamtej szkole nie miałam serca pchać je jeszcze na dodatkowe - a wiem, że dzieci niektóre miewały zajęcia i do 19-20, od 8 rano...). Do szkoły chodzą same, mają o wiele więcej kolegów i koleżanek w pobliżu, co ma wg mnie bardzo duże znaczenie. Ja jestem zadowolona i one są zadowolone.


                          --
                          Lizards have gators!
                          I am weird but I am not strange.
                          • U nas w rejonie nie ma niestety żadnych warsztatów, nie ma nawet wdrożonego programu "szkoła bez przemocy", czy jak to tam się zwie. W ogóle szkoła wygląda na dość słabą. Odkryłam, że są publiczne podstawówki, gdzie kładzie się nacisk na zajęcia artystyczne, które córka uwielbia (chodzi na koło teatralne i plastyczne) i chcę je sobie obejrzeć. Ale na pewno pójdzie do publicznej, gdziekolwiek ją przyjmą.
                            --
                            After all this time? - Always
    • Moje dzieci w II klasie SP czytały Harry Pottera i Opowieści z Narnji - Centkiewiczowie byli do łyknięcia w jedno popołudnie. Co ja mówię, w godzinę.
      --
      kliknij
      jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
      • No i ślicznie, gratulacje.
        Tylko dzieci są bardzo różne i niektóre osiągają dużą biegłość wcześnie, a inne nadganiają później. W Stanach do prognozowania dalszych losów akademicko-społecznych dziecka używa się miernika biegłości czytelniczej w klasie czwartej - nie wcześniej.
        W szkolej mojego, która nie ma lektur obowiązkowych, ale wymaga 20 minut dziennie/codziennie z dowolnej książki, ograniczono tę dowolność właśnie jakoś w połowie czwartej klasy. Od tej pory dzieciom nie zalicza się już do tych 20 minut tzw. picture books - czyli pojedynczych opowiadań, o krótkim, czesto prostym tekście i dużych ilustracjach na każdej stronie. Z czego wnoszę, że jeszcze w połowie czwartej klasy jakieś dzieci moga wybierać takie 'przedszkolne' teksty, i szkoła usiłuje skłonić je do rozszerzenia lektur.

        --
        Życie w Zatoce Perskiej
        • No i toteż dlatego, że dzieci są różne, nie ma w spisie lektur obowiązkowych dla II klasy podstawówki Harrego P., tylko króciutka, zwięzła, okraszona ilustracjami i napisana prostym tekstem "Zaczarowana zagroda". I jak zrozumiałabym obiekcje wobec żądania, by dzieci w tym wieku obowiązkowo i samodzielnie wszystkie czytały całą "Narnię" (bo, czego nie neguję absolutnie, jedne takie książki czytają jako 7-8-latki, inne nie podołałyby w żadnym wypadku i tych drugich nie można wszak zdemotywować totalnie na starcie), tak ni w ząb nie pojmuję, o co chodzi autorce wątku. "Zaczarowana zagroda" jest właśnie taką książką "przedszkolną", do przeczytania w 20 min. czy godzinę, dopasowaną do tematyki lekcji, z adekwatnymim do wieku treściami - w czym ten problem?

          --
          "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
          • Ja nie wiem, jak mogę to prościej wytłumaczyć.
            Książka X może być dla kogoś trudna, dla kogoś innego - łatwa, dla kogoś - nudna, a dla kogoś jeszcze innego - fascynująca. A wszystko to mogą być dzieci z jednej klasy.

            Jeżeli książka jest bardzo ważna kulturowo możemy to olać i zmusić i tego, co się trudzi i tego, co się nudzi do lektury w imię wyższego celu budowania tożsamości czy wspólnoty kulturowej.
            Ale to nie dotyczy małych dzieci, bo ich lektury takiej roli w zasadzie nie pełnią.
            Tu więc mamy kogoś, kto się nudzi i kogoś, kto się trudzi bez żadnych realnych zysków edukacyjnych. Co więcej, ryzykujemy stratę poniesioną w efekcie wdrukowania poglądu, że czytanie jest nudnym marnowaniem czasu wymaganym przez głupią szkołę.
            Poczytaj sobie badania czytelnictwa dzieci, zobacz co je do czytania jako czynności rozrywkowej skłania, a co zniechęca.
            Ja rozumiem, że można uznać konieczność czytania lektury obowiązkowej za element edukacji drugoklasistów. Ale wydaje mi się, że jest to przeciwskuteczne, bo dzieciaki owszem, przeczytają Centkiwiczów, i Puca, i Plastusia, ale zniechęcą się do czytania jako miłego sposobu spędzania wolnego czasu czy źródła zachwytów.
            --
            Życie w Zatoce Perskiej
            • No, widać pozytywy takiego kompletnego braku przymusu czytania konkretnej rzeczy w poście założycielskim. 7-letnia córka autorki w II klasie MĘCZY PIERWSZĄ lekturę i NIE ROZUMIE jej (nie - nie jest zainteresowana tematem, nie - nudzi się nad nią, ale właśnie jak powyżej). Prosty, krótki tekst, który - nawet jeśli dla tej konkretnej dziewczynki niezbyt porywający, jednak technicznie nie powinien stanowić dla drugoklasisty żadnego wyzwania. Jakoś dziwnie to współgra (a na ile wynika?) z postawą mamusi oburzonej na nieproporcjonalne do wieku wymagania. Gdy tymczasem to wymaganie (przeczytania tej książeczki) może nie budzić entuzjazmu, może być to zadanie nudne, może nawet - przyjmijmy, zgodnie z Twoją teorią - zniechęcić dziecko do lektur jako takich, ale co jest w tym zadaniu nie przystające do standardowych umiejętności 7-latka w II klasie?
              --
              "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
              • może nawet - przyjmij
                > my, zgodnie z Twoją teorią - zniechęcić dziecko do lektur jako takich, ale c
                > o jest w tym zadaniu nie przystające do standardowych umiejętności 7-latka w II
                > klasie?


                Nie ma pojęcia, Centkiewiczów nie miałam w ręku od stu lat. Nie wiem, jakie jest dziecko autorki wątku, ani dzieci klasowe.

                No, widać pozytywy takiego kompletnego braku przymusu czytania konkretnej rzecz
                > y w poście założycielskim. 7-letnia córka autorki w II klasie MĘCZY PIERWSZĄ le
                > kturę i NIE ROZUMIE jej
                No bo jeżeli jeszcze słabo czyta, to zanim dojedzie do końca zdania nie pamięta, co było na początku. A ponieważ nie zainteresowały jej pingwiny to nie ma imperatywu, żeby zrozumieć mimo wszystko. I przedziera się przez opowiadanie, tak prawie jak ty byś się przedzierała przez ciąg niepowiązanych liczb, które musisz przeczytać bo ci kazali w szkole.

                Więc - niech się przedziera. Założę się, że słabo będzie to wspierało jej kolejne próby lektury. W końcu nauczy się oczywiście technicznie czytać mniej więcej biegle, ale najprawdopodobniej nie nauczy się kochania książek. I pewnie po maturze dołączy do tej ogromnej w ogóle nieczytającej grupy, nad którą łamią ręce spece od książek.
                --
                Życie w Zatoce Perskiej
                • I na tym polega problem: dziecko ma jakiś poważny deficyt skoro w II klasie nie jest w stanie przeczytać ze zrozumieniem od początku do końca prostych zdań. Prostych, a nie wielokrotnie złożonych, z abstrakcyjnymi pojęciami i piętrową przydawką.
                  Dziecko w II klasie powinno już wiedzieć, że nie musi być zainteresowane absolutnie każdym elementem z jakim spotyka się w szkole podczas nauki. Brak większego zainteresowania tym konkretnym niewielkim tekstem, nie powinien mieć wpływu na zdolność do zrozumienia owego tekstu.
                  Ten brak zrozumienia i nieumiejętność czytania jest problemem, a nie rozważanie czy tekst jest szalenie interesujący czy wręcz przeciwnie.

                  • --
                    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
                • W wątku podano co najmniej kilka sposobów zapoznania dziecka nie potrafiącego czytać krótkich tekstów bez wysiłku z treścią dowolnej książki, a już zwłaszcza książczyny o objętości pozwalającej swobodne przeczytanie jej z dzieckiem (i wyjaśnienie wątpliwości) w ramach przysłowiowych "dwudziestu minut dziennie codziennie".
                  Nie pojmuję, dlaczego się upierasz, że wszelkie obowiązkowo przyswajane treści to zło. Tabliczki mnożenia też się będzie musiała nauczyć bez względu na preferencje własne, tak jak i niejeden tekst nieszczególnie wciągający przeczytać I ZROZUMIEĆ - to są podstawy, a nie temat do dyskusji "czy czytanie, liczenie i mycie są konieczne i niezbędne".


                  --
                  "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
przejdź do: 1-100 101-136
(101-136)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.