• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

emamy nauczycielki - powiedzcie mi proszę...

  • 24.02.13, 12:12
    moje dziecię lat 7, obecnie w 2 klasie, właśnie męczy pierwszą lekturę "Zaczarowana zagroda". Wytłumaczcie mi proszę, jakie wielkie wartości niesie ze sobą ta książka, ze dzieciaki muszą się z nią tak męczyć? Słownictwo koszmarne, napisane fatalnym językiem, wg mnie zupełnie nie przystającym do wieku dzieci i do obecnych czasów...
    Męczy się ona, bo książki nie rozumie, męczymy się my, bo musimy wyegzekwować przeczytanie i zrozumienie tekstu...
    Edytor zaawansowany
    • 24.02.13, 12:17
      Nie bardzo Cię rozumiem. Moja córka też to własnie czytała i omawiali w klasie. Zrozumiała wszystko, czytanie zajęło jej chwilę. Znam gorsze lektury. Naprawde nie widzisz w tej ksiązce niczego dobrego?
      • 24.02.13, 12:20
        nie, nie widzę. A osobiście znam lepsze lektury.
        • 24.02.13, 21:44
          Ministerstwo Oświaty nie wzieło pod uwage twoich wytycznych???!!!
          Co za niekompetencja!!!
          Powinnas wyegzekwować to od nich.
    • 24.02.13, 12:25
      I czym to twoje dziecko tak się męczy? To przecież raptem kilkanaście stron! Do przeczytania w pół godziny. W połączeniu z tekstami z podręcznika pozwala dzieciom przyswoić sobie wiedzę o biegunie południowym, jego klimacie, mieszkających tam zwierzętach i ich zwyczajach. Koszmarne słownictwo? No sorry, ale jakie to koszmarne słownictwo ty tam znalazłaś? Chyba, że na co dzień czytasz wyłącznie "Świat seriali", "Plotki z życia gwiazd TV", to faktycznie słownictwo może ci nie leżeć.
    • 24.02.13, 12:26
      Nie jestem nauczycielką, ani fanką tego opowiadania Centkiewiczow, ale dziwi mnie, ze uczeń drugiej klasy ma problem z przeczytaniem tak krótkiego opowiadania.
      Mam drugoklasistę i jest zaprawiony w samodzielnym czytaniu lektur juz w pierwszej.
      Lektury podawane są na początku roku, można je juz czytać w wakacje i wówczas unikniecie czytania pod presją czasu.
      --
      olaromanska.blox.pl/html

      www.dlaleszka.cba.pl/
    • 24.02.13, 13:19
      Nierzadko czyta się w szkole książki po to, żeby wspólnie poszukać tych szczególnych wartości.
      A dzieci ostatnio męczą się nawet z przeczytaniem krótkiego artykułu, 'niecytate' pokolenie rośnie i tyle.
      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
      • 24.02.13, 13:30
        Jak zadba sie wczesnie, to wyrosnie 'cytate'
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/ri/qb/gx5h/xbaRxZlGO5akKr01GX.jpg
        • 25.02.13, 13:25
          Hehe, to najmniejsze jak czyta.
          --
          Nie o te Hiny chodziło
          • 25.02.13, 17:56
            jowita771 napisał:

            > Hehe, to najmniejsze jak czyta.
            to najmniejsze wczoraj skonczylo rok.
            Przed poludniem czyta "niania"smile
    • 24.02.13, 13:28
      Z ciekawości znalazłam pdf tego opowiadania i sama przeczytałam. Bardzo ładnym językiem napisane, ciekawe. Nie wiem o co Ci chodzi, naprawdę.
      --
      Gwardia umiera, ale się nie poddaje
      • 24.02.13, 13:38
        A może za wcześnie dziecko do szkoły puszczone i nie nadąża (ma 7 lat).
      • 24.02.13, 14:26
        Bardzo lubię tę książkę, chociaż trzeba oczywiście dziecku niektóre rzeczy wyjaśnić podczas czytania: na przykład czemu pingwiny miały zielone i czerwone plamki i czemu trzeba było liczyć na wielorybników i rybaków zamiast na GPS wink.

        --
        Jest prawda, półprawda i statystyki. Statystykami można manipulować, a intuicją nie. Ona praktycznie nigdy nie zawodzi. - Z. Bartman
      • 24.02.13, 16:53
        wrednadziewucha napisała:

        > sama przeczytałam. Bardzo ładnym
        > językiem napisane, ciekawe. Nie wiem o co Ci chodzi, naprawdę.

        Nie lubi pingwinow?
        --
        Z punktu widzenia przyrody kotów zawsze jest za dużo. Landora
      • 24.02.13, 17:53
        Ludzie są różni. Każdego interesuje coś innego. Ktoś czyta Prusa, a ktoś - Prousta. Do dzieci również odnosi się ta wielka prawda.
        --
        Życie w Zatoce Perskiej
    • 24.02.13, 14:11
      Mój syn juz po przerobieniu lektury, czytanie to chwila. Nie rozumiem dlaczego się czepiasz opowiadania.
      • 25.02.13, 06:38
        przeciwcialo napisała:

        > Mój syn juz po przerobieniu lektury, czytanie to chwila. Nie rozumiem dlaczego
        > się czepiasz opowiadania.

        też będę czepliwa-moja nauczycielka j. polskiego wbijała nam do głów,że lektur się nie przerabia tylko omawia
        --
        Każde puste pudełko po pewnym czasie generuje kota.
        • 26.02.13, 11:20
          Brzmi zupełnie jak moja nauczycielka w LO ;>
    • 24.02.13, 14:44
      "Wielkie wartości" to nie wiem, ale jest całkiem fajnasmile
      --
      misiedlakazdego.blox.pl/html
    • 24.02.13, 17:03
      panna.sarabella napisała:


      > Męczy się ona, bo książki nie rozumie, męczymy się my, bo musimy wyegzekwować p
      > rzeczytanie i zrozumienie tekstu...

      Zamiast męczyć się i egzekwowac, czytajcie razem z dzieckiem. Ty czytasz większość tekstu, dziecko tylko wskazane przez Ciebie zdania - najkrotsze, najlatwiejsze. Przeplatacie czytanie z rozmową o tym, co jest na ilustracjach, o tym, co przeczytaliscie. UWAGA: nie odpytujesz dziecka, tylko z nim rozmawiasz, wyjaśniasz, wspolnie zastanawiacie się nad tym, co przeczytałyscie.
      Powodzenia smile
      --
      "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
      • 24.02.13, 18:09
        jaka mądra rada smile
    • 24.02.13, 17:43
      Współczuję głęboko.
      A paniom podstępnym podszczypywaczkom wsadzającym szpile powiem tak: kiedy łaziłam do szkoły po dziecko w pierwszej klasie (sześciolatki), widziałam dzieci czytające książki jak dla przedszkolaków ("To rybka. Rybka pływa. Rybka pływa w morzu".) oraz takie, które kończyły właśnie jakąś "Matyldę" Dhala - złożone słownictwo, długi tekst, rozdziały. Takie różnice są normalne, nienormalny jest system nie biorący tego pod uwagę.

      I wiecie co? Jedne i drugie dzieci czytają teraz biegle. Spośród obu grup rekrutują się zapaleni czytelnicy. Bo szczęśliwie w szkole mojego szkraba NIE MA lektur obowiązkowych w pierwszych latach edukacji. W związku z czym czytanie nie zamieniło się dla nich w nudny, ciężki obowiązek. Pozostało przygodą.

      Jeżeli zaś autorce wpisu mogłabym coś radzić na podstawie swoich doświadczeń ze szkołą, to przeczytajcie dziecku książkę na głos - a ono niech sobie czyta codziennie to, co lubi i co je ciekawi.
      --
      Życie w Zatoce Perskiej
      • 24.02.13, 17:55
        moja przeczytała "Zaczarowaną zagrodę" przez godzinkę wink i ok
      • 24.02.13, 17:56
        iedy łazi
        > łam do szkoły po dziecko w pierwszej klasie (sześciolatki), widziałam dzieci cz
        > ytające książki jak dla przedszkolaków ("To rybka. Rybka pływa. Rybka pływa w m
        > orzu".) oraz takie, które kończyły właśnie jakąś "Matyldę" Dhala - złożone słow
        > nictwo, długi tekst, rozdziały. Takie różnice są normalne, nienormalny jest sys
        > tem nie biorący tego pod uwagę.

        Im dzieci starsze, tym różnice mniejsze.
        A między sześciolatkiem a ośmiolatkiem jest jednak spora różnica.

        Bo szczęśliwie w szkole mojego szkraba NIE MA lek
        > tur obowiązkowych w pierwszych latach edukacji.

        W szkole, w której uczę, są lektury. Ich istnienie nie ma wpływu na poziom czytelnictwa, są dzieci, które chętnie czytają, są takie, które nie czytają wcale, bo wolą prostszą rozrywkę. Tych drugich jest więcej i nie dlatego, że lektury są takie czy inne, tylko dlatego, że w rodzinach nie ma nawyku czytania, za to jest nawyk chodzenia na skróty i serwowania prostszych rozrywek. Dzieci przychodzą do szkoły jako sześcio- czy siedmiolatki z już zakodowaną niechęcią do książek albo w ogóle nie wiedzą, po co czytać, bo u nich w domu czyta się tylko gazety, i to sporadycznie.
        Wspólne omawianie lektury może być fajne, ciekawe, może przynieść coś dobrego, o ile nauczyciel zrobi to umiejętnie.

        W związku z czym czytanie nie z
        > amieniło się dla nich w nudny, ciężki obowiązek.

        Pięć czy sześć lektur na dziesięć miesięcy raczej nie ma takiej mocy sprawczej.
        --
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
        • 24.02.13, 18:20
          Różnice w czytaniu wygładzają się zdaje się cos do 10 roku życia.
          A zainteresowanie - to zainteresowanie. Mnie zdumiewa, jak dziwaczne - z mojego punktu widzenia - książki wypożyczają dzieci. Wydawnictwo, w którym moja szkoła sporo kupuje opublikowało raport o czytelnictwie dzieci. Najważniejszy wniosek był taki: najistotniejszy czynnik skłaniający dziecko do przeczytania książki do końca to samodzielny wybór tejże książki. Jeżeli jestes nawet genialną nauczycielką, to nie wybierzesz takiej lektury, żeby wszystkim dzieciom się spodobała. Nie da się.
          Ja mam zresztą stan ostrego uwielbienia dla pomysłów szkoły związanych z zachęcaniem do czytania. Opisałam je kiedyś tu, tu i tu
          --
          Życie w Zatoce Perskiej
          • 24.02.13, 18:40
            Najważniejszy wniose
            > k był taki: najistotniejszy czynnik skłaniający dziecko do przeczytania książki
            > do końca to samodzielny wybór tejże książki.

            Dzieci mają to do siebie, że jeśli cokolwiek zawiera w sobie element przymusu, traktowane jest niechętnie, czy to przeczytanie lektury, czy praca domowa innego rodzaju.

            Jeżeli jestes nawet genialną nauc
            > zycielką, to nie wybierzesz takiej lektury, żeby wszystkim dzieciom się spodoba
            > ła. Nie da się.

            Nie ma takiej książki, która podobałaby się wszystkim, ale każdą można przynajmniej spróbować omówić w taki sposób, żeby każdy znalazł coś dla siebie.

            > Ja mam zresztą stan ostrego uwielbienia dla pomysłów szkoły związanych z zachęc
            > aniem do czytania.

            Mnie do czytania lektur nie zniechęcał przymus ich przeczytania, tylko to, co wyprawiała z nimi moja licealna polonistka - zaczynała od kartkówki z pytaniami w stylu: "Jaką biżuterię miała na sobie bohaterka powieści w chwili, kiedy puściła trzeciego z kolei bąka na czwartym z kolei raucie". Czytanie wymagało skupiania się na pierdołach, a wątek główny, nie wspomnę o pobocznych, ginęły w powodzi dupereli do zapamiętania.
            --
            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
            • 24.02.13, 18:46
              U nas omawianie części lektur jest połączone z zajęciami w domu kultury, dzieci lepiej zapamiętują.
              IMO w klasach I-III lektury mają za zadanie przygotować jakoś dzieci do czytania i wychwycić totalnych analfabetów, którym jeszcze na tym etapie można pomóc.

              Wiesz, ja w sumie od lektur nie oczekuję zbyt wiele.
            • 24.02.13, 21:15
              > Dzieci mają to do siebie, że jeśli cokolwiek zawiera w sobie element przymusu,
              > traktowane jest niechętnie
              Słusznie, nie tylko dzieci zresztą.
              I teraz masz dylemat. Co jest ważniejsze? To, żeby dzieci przeczytały Centkiewiczów, czy to, żeby starać się, aby polubiły czytanie? To, żeby 'omawiać lektury' wybrane przez nauczyciela, czy to, żeby skutecznie zachęcać je do buszowania po literaturze?
              Dla mnie - zdecydowanie punkt drugi.
              I oczywiście zastrzegając się na wszystkie boki - zgodnie z tym, co zeznaje moje dziecko dobrze ponad 50% tak traktowanych uczniów autentycznie lubi czytanie.
              --
              Życie w Zatoce Perskiej
              • 24.02.13, 21:20
                Wszystko pięknie i zgadzam się co do zasady, ale najpierw dziecko musi tę książkę wziąć do ręki i spróbować czytać. Nawyki czytelnicze kształtuje się przede wszystkim w domu i to zanim dziecko w ogóle spróbuje składać litery. Jak dzieciak ma kontakt z książką (komiksem, audiobookiem, e-bookiem, czasopismem) praktycznie od urodzenia, to lektury będzie przyjmować neutralnie, nawet te - jego zdaniem - mniej ciekawe.
              • 24.02.13, 21:24
                > I teraz masz dylemat.

                Nie mam. Lektur nie jest tak dużo, żeby zdominowały lekcje polskiego, poza tym omawianie tychże można, jak już napisałam, tak przeprowadzić i wzbogacić, żeby nie było to tak strasznie bolesne.

                zgodnie z tym, co zeznaje moj
                > e dziecko dobrze ponad 50% tak traktowanych uczniów autentycznie lubi czytanie.

                Nie chcę być nieuprzejma, ale jak na tak znakomitą metodę to trochę mało...
                Ja się będę upierała jednak przy tym, że winy za niechęć do czytania nie ponosi pięć lektur obowiązkowych na rok.
                --
                http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                • 24.02.13, 21:30
                  Wiesz, obserwacje z II klasy podstawówki mam na bieżąco. Są dzieci czytające płynnie dłuższe lektury i są takie, które kilkuzdaniowego tekstu z podręcznika nie ogarną ze zrozumieniem. Śmiem twierdzić, że wpływ nauczycielki nie jest tu najbardziej istotny.
                • 24.02.13, 21:40
                  > Ja się będę upierała jednak przy tym, że winy za niechęć do czytania nie ponosi
                  > pięć lektur obowiązkowych na rok.

                  Zapewne. Ale tez tych pięć lektur nie buduje zamiłowania do czytania.
                  Tak czy inaczej, o ile wierzyć badaniom Biblioteki Narodowej, i o ile zestawić je z badaniami innych krajów, to nie mamy z czego być dumni: czytamy mniej niz Czesi, Brytyjczycy, Francuzi, Amerykanie.... Więc chyba warto szukać sposobów na nastepne pokolenia.
                  --
                  Życie w Zatoce Perskiej
                  • 24.02.13, 22:02
                    > Zapewne. Ale tez tych pięć lektur nie buduje zamiłowania do czytania.

                    Dlaczego? Mam wrażenie, że zakładasz, że wszystkie pięć to nudne piły, a nauczycielka nie umie omówić ich inaczej, niż powodując u uczniów zwichnięcie szczęki z nudów - a niekoniecznie tak musi być. To jest być może ten sposób - stworzyć wokół lektury taką atmosferę, żeby dzieciom chciało się czytać choćby po to, żeby sprawdzić, co to takiego i czy znów będzie tak fajnie, jak poprzednim razem.

                    czytamy mniej niz
                    > Czesi, Brytyjczycy, Francuzi, Amerykanie....

                    Ale element przymusu istnieje tak czy siak - nawet jeśli uczeń może wybrać, to i tak MUSI coś przeczytać. Albo nie ma listy zewnętrznej, za to nauczyciel decyduje (tak jest we Francji czy w Niemczech chociażby), co sprowadza się i tak do tego, że uczeń musi przeczytać coś, co ktoś mu narzucił.
                    BTW Nie wiem, czy wiesz, ale w młodszych klasach w Polsce zewnętrzna lista lektur nie istnieje.
                    Moim zdaniem zamiłowanie do czytania wyrabia się w domu, poleganie na szkole i obwinianie pięciu czy czterech książek o niechęć do książek wydaje mi się wykrętem.
                    A, jeszcze jedno - w badaniu BN na temat czytelnictwa jest też lista, kto czyta, a kto nie. Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby lektury obowiązkowe zniechęciły ubogich, rencistów, ludzi z wykształceniem podstawowym i mieszkańców wsi, a nie przeszkadzały młodzieży, osobom z wyższym wykształceniem i mieszkańcom wielkich miast.
                    --
                    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                    • 24.02.13, 22:49
                      Dlaczego? Mam wrażenie, że zakładasz, że wszystkie pięć to nudne piły

                      Życie nauczyło mnie pokory... Jestem mocno oczytana, moje dziecko lubi czytać, a jednak kupując w Polsce książki mam trafienia na poziomie 30 procent. Dla własnego dziecka, które znam i wiem co czyta! Moim zdaniem dowcip zasadza się więc na tym, że nawet gdybyś w lekturze miała jakiś absolutny ostatni hit, to i tak niektóe dzieci się znudzą - co nie znaczy, że zamiast wybranego przez ciebie n.p. Karolka nie poczytałyby Kajko i Kokosza, albo innej Historii Samochodów. Czyli każda z pięciu książek dla kogoś w klasie zapewne będzie nudną piłą.
                      A jeżeli do lektury odstręczającej pozycji zmuszane jest dziecko jeszcze słabo i powoli czytające, to robi się smutno, bo lektura nie dość, że nie daje żadnej przyjemności, to jeszcze jest upiornym przedzieraniem się przez zbyt trudny tekst. A to zniechęca.

                      Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby lektury obowiązkowe zniechęcił
                      > y ubogich, rencistów, ludzi z wykształceniem podstawowym i mieszkańców wsi, a n
                      > ie przeszkadzały młodzieży, osobom z wyższym wykształceniem i mieszkańcom wielk
                      > ich miast.
                      Mhm, o ile pamiętam jest też spora liczba tych wykształconych i na wysokich stanowiskach, którzy nie czytają niczego w ogóle. Natomiast wielu z tych niewykształconych mieszkańców wsi (oraz tej młodzieży, która po skończeniu szkoły nagle kompletnie siada czytelniczo) zwyczajnie nikt, także szkoła, nie nauczył, że czytanie jest fajne.
                      --
                      Życie w Zatoce Perskiej
                      • 25.02.13, 00:32
                        Dzieci mają znać książkę, rodzice nie muszą ich zmuszać do czytania - pierwszą lekturę obowiązkową mojej córki czytałyśmy na zmianę po kilka stron ona i ja. Ale ludzie nie lubią robić tego, co im słabo wychodzi, a czytać można nauczyć się tylko poprzez ćwiczenie. Sprawność w czytaniu wymaga włożenia pewnego wysiłku i na tym etapie niektóre dzieci nie mają ochoty czytać niczego, bez jakiegoś delikatnego pchnięcia z zewnątrz nauka czytania w ich przypadku może się mocno opóźnić, a brak umiejętności w miarę płynnego czytania po prostu bardzo przeszkadza w nauce czegokolwiek innego.
                        • 25.02.13, 06:20
                          U mnie takim delikatnym popchnięciem jest stały element pracy domowej, czyli codzienne czytanie czegokolwiek. Może być komiks, może być Zagroda, może być Miś Paddington. W pierwszej klasie wymaga się 10 minut, od drugiej - 15 czy 20. Czyli pchnięcie jest, tylko dokłada się do tego szansę na zaciekawienie dziecka - bo statek kosmiczny na okładce, albo świnia w aucie, albo rodzina nad rozlaną zupą.
                          Omawiania książek - w sensie pracy nad dłuższym czytanym w domu przez wszystkich tekstem - w najmłodszych klasach nie ma. Za to są rozmowy o książkach, jest ich codzienne głośne czytanie przez nauczycielkę, w parach, z rodzicami-wolontariuszami, w szkolnej bibliotece. Nieco później jest codzienne samodzielne czytanie poranne przez pierwszy kwadrans lekcji.
                          --
                          Życie w Zatoce Perskiej
                      • 25.02.13, 08:05
                        To chyba jasne, że wśród wymienionych grup większość czyta albo nie czyta, nie wszyscy.
                        Jeśli dziecko ma kłopoty że czytaniem, to rodzic powinien mu pomóc, a nie utyskiwać, że dziecko musi czytać lekturę.
                        IMO Szukasz winnych tam, gdzie ich nie ma.
                        --
                        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                        • 25.02.13, 12:52
                          A tak, tylko że dla mnie 'pomoc' oznacza w tym przypadku szukanie książęk mogących dane dziecko zainteresować, a nie zmuszanie do czytania nakazanej pozycji.
                          Bo ostatecznie co za różnica, czy Jasio przeczyta akurat Plastusia, Karolka czy Paddingtona? Żadna. Absolutnie żadna.
                          --
                          Życie w Zatoce Perskiej
                          • 25.02.13, 18:49
                            Bo ostatecznie co za różnica, czy Jasio przeczyta akurat Plastusia, Karolka czy
                            > Paddingtona? Żadna. Absolutnie żadna.

                            Duża. Omawianie lektur wbrew pozorom jest dość istotne, i to nie ścisłym gronie mama-tata-dziecko, tylko w większym, gdzie różnych zdań, różnego zrozumienia różnych rzeczy, różnych spojrzeń na ten sam temat będzie tyle, ile dzieci.
                            Naprawdę czytanie lektur jest tak bolesne? Nie pytam złośliwie, po prostu dziwię się, ile energii wkładasz w przekonanie otoczenia, że to straszna trauma.
                            --
                            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                            • 25.02.13, 19:33
                              Juz ci wyjaśniłam mechanizm uzyskania takiego poglądu na sprawę, jaki mam: obserwacja szkoły działającej bez lektur obowiązkowych w młodszych klasach (oraz zupełnie innego traktowania tekstów w klasach starszych, ale o to mniejsza), w której to szkole widzę dzieci czytające dla frajdy na przerwach, kolejki w bibliotece, entuzjazm czytelniczy w róznych formach i tym podobne miłe mojemu sercu obrazki. Dochodzi do tego smutna konstatacja, jak dalece kupując książki dla pojedynczego, dobrze znanego mi, czytającego intensywnie dziecka nie trafiam w jego gust i książka nie zostaje przeczytana.

                              A jeżeli pytasz o moje niegdysiejsze lektury, to mimo że uważałam te wszystkie ponure i moralizatorskie Antki i Janki za ciężkie, denne nudy, to nie miałam problemu z łyknięciem tekstu, bo od zawsze czytałam szybko i bezboleśnie.

                              Natomiast co do meritum, to pozwolę sobie się nie zgodzić: dyskusje o tekście nie muszą być prowadzone wśród 7-9 latków na bazie długiego tekstu czytanego (lub nie) w domach. Całkiem dobrze, albo i lepiej szłoby to na bazie tekstu czytanego w klasie.

                              --
                              Życie w Zatoce Perskiej
                              • 25.02.13, 19:44
                                Dochodzi do tego smutna konstatacja, jak dalece kupując książki dla poj
                                > edynczego, dobrze znanego mi, czytającego intensywnie dziecka nie trafiam w jeg
                                > o gust i książka nie zostaje przeczytana.

                                Ale dzięki temu ten gust się kształtuje. Jak można sobie wyrobić jakiś pogląd na to, co się lubi, a czego nie, nie czytając?

                                > Natomiast co do meritum, to pozwolę sobie się nie zgodzić: dyskusje o tekście n
                                > ie muszą być prowadzone wśród 7-9 latków na bazie długiego tekstu czytanego (lu
                                > b nie) w domach. Całkiem dobrze, albo i lepiej szłoby to na bazie tekstu czytan
                                > ego w klasie.

                                Nie chodzi o to, żeby wszystko podać dzieciom na tacy - samodzielne przygotowanie się do lekcji też jest coś warte.
                                --
                                http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                                • 25.02.13, 20:16
                                  > Ale dzięki temu ten gust się kształtuje. Jak można sobie wyrobić jakiś pogląd n
                                  > a to, co się lubi, a czego nie, nie czytając?
                                  Ale do tego, żeby wiedziec, że nie ma się chęci na daną pozycję wystarczy 20 stron.

                                  > Nie chodzi o to, żeby wszystko podać dzieciom na tacy - samodzielne przygotowan
                                  > ie się do lekcji też jest coś warte.
                                  Cóż, mi czytanie wydaje się na tyle ważne, że wpojenie upodobania do książek traktuję jako ważniejsze życiowo niż naukę 'samodzielnego przygotowania się do lekcji' w klasach młodszych.
                                  --
                                  Życie w Zatoce Perskiej
                                  • 25.02.13, 22:00
                                    > Ale do tego, żeby wiedziec, że nie ma się chęci na daną pozycję wystarczy 20 st
                                    > ron.

                                    Lektury w klasach młodszych naprawdę nie są objętościowo powalające. Niektóre nawet nie dobijają do tych dwudziestu stron.

                                    > Cóż, mi czytanie wydaje się na tyle ważne, że wpojenie upodobania do książek tr
                                    > aktuję jako ważniejsze życiowo niż naukę 'samodzielnego przygotowania się do le
                                    > kcji' w klasach młodszych.

                                    Wracając do badań BN i do moich wniosków z nauczania, muszę stwierdzić, że demonizujesz.
                                    --
                                    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
                                    • 26.02.13, 01:08
                                      > Wracając do badań BN i do moich wniosków z nauczania, muszę stwierdzić, że demo
                                      > nizujesz.
                                      Nie sądzę.
                                      W Polsce czytelnictwo stoi bardzo słabo - i spada dalej. W przypadku chłopców można wręcz powiedzieć, że leci na pysk jak wykazują to m.in. ( badania gimnazjalistów
                                      Żeby czytać - trzeba to lubić. Czas na polubienie czytania to okres podstawówki, zwłaszcza wczesnej. Im więcej przymusu - tym mniej cos lubimy, jak sama byłaś łaskawa zauważyć. Jeżeli uda się nauczyć przedszkolne i wczesnoszkolne dzieci przyjemności, jaką daje czytanie, jest szansa, że będą czytać dalej. Jeżeli zaś wpoimy im, że czytanie to nudny przymus, szanse na wychowanie czytelników radykalnie maleją.
                                      --
                                      Życie w Zatoce Perskiej
                  • 25.02.13, 00:14
                    Ja ze swej strony stawiam na to, że dziecko jest niedojrzałe do II klasy (7 lat) i ma problem z samodzielnym czytaniem lektur przewidzianych dla tejże.
                    Niestety, ale wyrabianie nawyków czy odkrywanie pasji lektury, to nie wszystko.
                    --
                    After all this time? - Always
        • 25.02.13, 12:13
          ...są dzieci, które chętnie czytają, są takie, które nie czytają wcale,
          > bo wolą prostszą rozrywkę. Tych drugich jest więcej i nie dlatego, że lektury s
          > ą takie czy inne, tylko dlatego, że w rodzinach nie ma nawyku czytania, za to j
          > est nawyk chodzenia na skróty i serwowania prostszych rozrywek. Dzieci przychod
          > zą do szkoły jako sześcio- czy siedmiolatki z już zakodowaną niechęcią do książ
          > ek albo w ogóle nie wiedzą, po co czytać, bo u nich w domu czyta się tylko gaze
          > ty, i to sporadycznie.

          To chyba niezupełnie tak wygląda.
          W moim domu jest bogaty i różnorodny księgozbiór. Nawyk czytania, nawet ocierający się o nerwicę natręctw też. I dwójka dzieci - nastolatków.
          Syn kompletnie "niecytaty", od maleńkości dostawał spazmów obrzydzenia na widok słowa pisanego. Jest typowym umysłem ścisłym, syntetycznym, konkretnym, nieco introwertycznym. Czyta, kiedy już kompletnie nie ma wyjścia. Co ciekawe pisze bardzo dobrze, ma lekki, przejrzysty styl, bogate słownictwo.
          Córka ubóstwia książki niemal od urodzenia, samodzielnie czyta od piątego roku życia, pochłania wszystko, co jej wpadnie w łapy. Nie ma dla niej znaczenia czy lektura, czy coś innego. Jest czytaczką taśmową. Ona z kolei jest duszą artystyczną, gadatliwym wrażliwcem.

          Nie wiem skąd takie różnice. Ja też czytam nałogowo, ale z dziecięctwa pamiętam, że hasło lektura wywoływało we mnie ogromny opór. Lektury czytałam albo dwa, trzy lata wcześniej nie wiedząc, że mi się przydadzą, albo już po ukończeniu szkół.
          • 25.02.13, 12:20
            Skąd różnice, to nie mam pojęcia. Ale generalnie jest chyba tak, że wszystko co z dziećmi robimy - wychowanie, nauka, budowanie więzi - jest tylko uprawdopodabnianiem jakichś scenariuszy, a nie - gwarancją.
            --
            Życie w Zatoce Perskiej
            • 25.02.13, 12:26
              Owszem, ale jest bardziej prawdopodobne, że po książkę dla relaksu sięgnie osoba wychowywana w "czytającym" domu i obyta z literaturą od dziecka.
        • 26.02.13, 12:43
          kawka74 napisała:
          > bo wolą prostszą rozrywkę. Tych drugich jest więcej i nie dlatego, że lektury s
          > ą takie czy inne, tylko dlatego, że w rodzinach nie ma nawyku czytania,

          Ha, gdybyś poznała moją córkę, zapewne pomyślałabyś że jej rodzicami są tłuki nieczytelne smile
          Sama czytałam książki od 5-go roku życia, mąż podobnie. Córka chętnie popisuje, podczytuje ale jak coś do przeczytania w książce to zaczyna się horror. Nie lubi opowiadań i już. Nie zmuszam, nie chcę zniechęcić, czekam. Czasem tylko z nad książki mówię młodej jaka to przyjemność. Nie dowierza.
          --
          >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
    • 24.02.13, 18:19
      "napisane fatalnym językiem, wg mnie zupełnie nie przystającym do wieku dzieci i do obecnych czasów..."

      lektur, których język nie przystaje do obecnych czasów będzie niestety więcej.
      Tak jak radzą dziewczyny, przeczytajcie wspólnie tę lekturę.
    • 24.02.13, 18:43
      A musi lektura nieść przesłanie? To proste opowiadanie i jakimś wycinku badań pingwinów napisane językiem dla dzieci. Mój syn, ogólnie rzecz biorąc, samodzielnie czyta ze średnim entuzjazmem, ale to opowiadanie zajęło mu może z pół godziny.
      Słownictwo jest proste. Co tu jest qrde do rozumienia?!
      Jeśli uważasz, że dziecko ma problem ze zrozumieniem takiego języka i słownictwa, to popracuj nad zasobem słów dziecka.

      Pojęłabym gdyby ktoś się czepiał boleśnie anachronicznej i nasyconej ówczesnymi ludowymi kolokwializmami "Sierotki Marysi"...
    • 24.02.13, 21:28
      Byłabym zaniepokojona na Twoim miejscu. Dziecko siedmioletnie nie powinno się męczyć przy czytaniu tak prostego tekstu.
      Możesz napisać, na czym polega to koszmarne słownictwo? Za trudne? Za proste? Czy jakie? A ten fatalny język- chodzi Ci o styl?
      Twoja córka lubi czytać w ogóle? Wiem, że nie chodzi o licytację, które dziecko ile i co czytało, ale dla porównania warto wiedzieć. Moje chłopaki w tym wieku czytały samodzielnie np. Narnię. Ciągiem, a nie- po kilka stron dziennie...
      • 24.02.13, 21:32
        Też bym się zaniepokoiła.
        Niech autorka przyjrzy się dziecku krytycznie i sprawdzi jaki ma ono zasób słów i pojęć i czy w ogóle rozumie np. komizm sytuacyjny wynikający z tekstu.
    • 24.02.13, 21:31
      to nie nauczycielki ustalaja liste lektur smile
      • 24.02.13, 21:48
        Ale zdaje się wybierają z listy propozycji MENowskich? I na ogół wybierają z książek które najstarsze forumki miały w lekturze, bo tylko tych tytułów biblioteki mają sporo...
        --
        Życie w Zatoce Perskiej
        • 24.02.13, 21:54
          Nieprawda, nie miały tongue_out
          Za to pamietam książke Centkiewiczow "Biala foka" - czytalam jako dziecko, z wlasnej i nieprzymuszonej woli, i ogromnie mi sie podobala. Bylo to jednak tak dawno temu, że nie pamietam, ile wtedy mialam lat sad
          --
          "Kocham Polskę, to jedyny znany mi kraj, w którym ludzie chcą przestrzegać prawa na złość ustawodawcy". Maggorlo
      • 24.02.13, 22:05
        W klasach młodszych nauczycielki.
        Lista dla klas starszych też jest dość ogólnikowa, pozostawiony jest pewien margines wyboru.
        --
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/lj/ad/lphb/Ywf0dl5Vt68lTJQuzX.jpg
    • 24.02.13, 21:35
      Ty się ciesz, że nie musi czytać "Naszej szkapy" - do tej pory pamiętam swoją rozpacz.
      • 24.02.13, 21:56
        Swego czasu, ucząc w czwartej czy piątej klasie SP, postanowilam na głos przeczytać dzieciom "Janka Muzykanta" - obowiązywal! No i poryczalam sie na oczach przerażonych dzieci.
        --
        Z punktu widzenia przyrody kotów zawsze jest za dużo. Landora
        • 24.02.13, 22:12
          Nieważne, jak piękna i pouczająca będzie książka, jeśli rodzic nie wyrobi nawyku czytania jako formy rozrywki/spędzania czasu itp. Gdy moi synowie byli mali, mieli tak ok. 5-6 lat regularnie raz w tygodniu chodziłam z nimi do miejskiej biblioteki dla dzieci- mieli swoje karty czytelnika, wybierali książeczki do czytania, gdy gdzieś wyjeżdżaliśmy, zawsze pakowało się też książki do czytania, książki często były prezentami- dziś chłopcy mają 14 i 18 lat- czytają, w sumie codziennie ich z książką widzę.
          • 25.02.13, 06:45
            marzeka1 napisała:

            > Nieważne, jak piękna i pouczająca będzie książka, jeśli rodzic nie wyrobi nawyk
            > u czytania jako formy rozrywki/spędzania czasu itp. Gdy moi synowie byli mali,
            > mieli tak ok. 5-6 lat regularnie raz w tygodniu chodziłam z nimi do miejskiej b
            > iblioteki dla dzieci- mieli swoje karty czytelnika, wybierali książeczki do czy
            > tania, gdy gdzieś wyjeżdżaliśmy, zawsze pakowało się też książki do czytania, k
            > siążki często były prezentami- dziś chłopcy mają 14 i 18 lat- czytają, w sumie
            > codziennie ich z książką widzę.

            no cóż-ja od dziecka bardzo dużo czytam,mąż takoż,czytamy przy każdej okazji-w ubikacji,przy obiedzie,w łóżku,podróży
            synowi czytaliśmy codziennie niemal od urodzenia,sam chętnie i szybko nauczył się czytać,pochłaniał książki-do ok. 10 r.ż.
            teraz ma 15 i nie ma mowy,żeby go namówić do przeczytania choćby nafajniejszej pozycji na rynku.
            i czego to wg ciebie dowodzi?
            --
            Każde puste pudełko po pewnym czasie generuje kota.
        • 24.02.13, 22:15
          koszmarna lektura jaką miał mój syn.
          Ewa Szelburg – Zarembina – „Najmilsi”

          Czytaliśmy z googlem, bo wielu słów i ja nei rozumiałam, a co dopiero 7 letnie dziecko
          --
          Marta
          Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
          DZIECI ROCZNIK 2000
        • 24.02.13, 22:18
          To bardzo prosty tekst, jego zrozumienie średnio kumatemu dziecku nie powinno sprawiać kłopotów - piszę obiektywnie, bo nie dalej niż kilka dni temu czytałam to opowiadanie memu sześciolatkowi - maniakalnemu wielbicielowi "Pingwinów z Madagaskaru" i wszystkiego, co związane z biegunami.

          On jeszcze nie umie czytać, ale z rozmowy po przeczytaniu książeczki wnioskuję, że zrozumiał bez problemu i nie zwichnął szczęki z nudy wink

          A czy Twój syn lubi czytać? Bo może problem nie dotyczy akurat tego tekstu, tylko ma głębszy podtekst?
    • 24.02.13, 23:47
      o, a nas właśnie ta książka zainspirowała - już nie pamiętam szczegółów, czy te pingwiny uciekły z klatki? No, to zrobiło wrażenie na moim dziecku, że wspólnie działały, wytrwale itp. Może nie jest to efekt literacki, ale mnie się podoba efekt wychowawczysmile
    • 25.02.13, 17:40
      prostego, krótkiego tekstu napisanego ładnym językiem i zawierająca podstawowe fakty o Antarktydzie i pingwinach - właśnie po to jest lekturą w II klasie, żeby nawet całkiem małe i niekoniecznie gotowe na czytanie opasłych tomiszcz dzieci mogły przeczytać bez bólu "całą książkę" i mieć poczucie sukcesu oraz sensu poznawania na podstawie lektury różnych faktów/historii.
      Gdyby moje dziecko miało w wieku lat 7 problem z przeczytaniem (a tym bardziej zrozumieniem) takiego tekstu, zaniepokoiłabym się poważnie. Jak piszą dziewczyny powyżej - jedno dziecko przeczyta w pół godziny, drugie w godzinę, ale żeby robić z tego dramat, jakby tym 7-latkom co najmniej trzy tomy Harrego Pottera kazali czytać?

      --
      "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
      • 25.02.13, 20:09
        Hmmm, masz 7-latka, który przeczyta 26 stron w pół godziny - godzinę?
        Jestem pełna podziwu, naprawdę...
        --
        After all this time? - Always
        • 25.02.13, 20:34
          W pdf to jest niecałe 5 stron A4. Kilkanaście to rzadkim drukiem, z potrójną interlinią i obrazkami.
          • 26.02.13, 09:27
            Dokładnie tak, jak pisze Triss; te 26 stron to z wliczeniem obrazków (co druga strona de facto) i dużej czcionki. "Zaczarowaną zagrodę" bez problemu w czasie podanym przeze mnie czytały nawet te dzieci z klasy mojego, które są zdecydowanie wolniejsze od ogółu, mają problemy różnego typu (podejrzenie dysleksji m.in.) i zajęcia rewalidacyjne - wiem, bo matka jednego z nich sama w czasie, gdy to omawiali, zaczęła w rozmowie luźny wątek o tej konkretnie książeczce "dobrze, że lektury teraz są na tyle dopasowane do maluchów, że nawet mój X dał radę szybko przeczytać i się nie zniechęcić".

            --
            Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
            Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
            • 26.02.13, 12:38
              Pytam, bo mam to w domu - moje spostrzeżenia, jak powyżej, w odpowiedzi na post Triss.
              U mojej córki pierwszaki czytałyby to o wiele dłużej niż przez godzinę, ale to pierwszaki i pewnie jest jakaś różnica. Nawet te szybko czytające - czyta zupełnie płynnie tylko jedna panna.
              Mniej więcej codziennie robią 1 czytankę z podręcznika, to jest ok. 2/3 strony A4 sporą czcionką - pani na razie nie zadawała żadnych lektur, ale nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
              Książeczka faktycznie jest wizualnie dostosowana do możliwości wzrokowych dzieci i chwała wydawcy za to.
              Jakie będzie tempo, zobaczymy w przyszłym roku. Może niepotrzebnie się przerażam wink)).
              --
              After all this time? - Always
          • 26.02.13, 12:34
            Zgadza się, ale mam w domu tę starą książeczkę i ją sobie odkopałam.
            Te 26 stron rzadkiego druku jest dostosowane w sam raz do możliwości percepcyjnych I- czy też II-klasisty. Np. moja córka miałaby problem z przeczytaniem czegoś czcionką 12 lub 14 (6-latka w I klasie), dlatego pytam. U niej w klasie dzieci czytają tylko te czytanki dużym drukiem, jedne bardziej sprawnie, inne głoskują, ale wątpię, żeby przeczytały w godzinę 5 stron upakowanego pdfa wink.
            Nauczycielka zresztą cały czas powtarza rodzicom, żeby dziecko czytało naraz przez 5 minut, nie więcej.
            --
            After all this time? - Always
            • 26.02.13, 12:36
              Halo, Ty masz dziecko w I klasie. Drugoklasista lekkim twistem będzie czytał dłużej niż 5 minut, oczywiście pod warunkiem, że potrafi czytać. W II klasie powinien tę umiejętność opanować.
              • 26.02.13, 12:40
                Podejrzewam, że jest też spora różnica między drugoklasistą 7- a 8-letnim, o czym wyżej też napisałam założycielce wątku.
                Ja ze względu na m.in. czytanie, co wynika zresztą ze skrzyżowanej lateralizacji i innych dziwnych pierdół, zastanawiam się nad posłaniem córki jeszcze raz do klasy I jako 7-latki właśnie. Na razie jest najmłodsza, wszystko wychodzi jej średnio, a ją to niemożebnie frustruje sad.
                --
                After all this time? - Always
            • 26.02.13, 12:39
              Uwierz, że jest kolosalna różnica między 6 a 7 latkiem. Zobaczysz za parę miesięcy jak umiejętności Twojej córki skokiem pójdą do przodu.
              --
              kliknij
              jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
              • 26.02.13, 12:45
                Chyba nie za bardzo niestety.
                Córka była w zerówce, tam już musieli czytać (nie tylko poznawać litery), a że było to dla niej trudne, to i się zniechęciła. Tak więc te wszystkie mity o książkach w domu, chodzeniu do biblioteki itp. pryskają w kontakcie z brakiem dojrzałości do pewnych zadań albo dysfunkcjami (córka chodzi na terapię SI). Czytanie i książki uwielbia - jak ktoś to robi wink.
                Widzę dużą różnicę między moim dzieckiem, które wszystko po prostu robi w normie, a dziećmi z jej klasy, które obecnie mają po 7,5 a nawet 8 lat. Cóż, mój błąd.
                --
                After all this time? - Always
                • 26.02.13, 12:47
                  Przecież w zerówce w podstawie programowej nie ma czytania. Mylę się?
                  --
                  kliknij
                  jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
                  • 26.02.13, 12:51
                    Jest nauka liter, mój syn w zerówce miał. Do I klasy poszedł jako siedmiolatek.
                    • 26.02.13, 13:30
                      No właśnie, już od kolejnej osoby słyszę, że dzieci w klasie "0" uczą się liter, ale nie czytania.
                      Córka przyszła do klasy 0 od 1 grudnia 2011 i dzieci czytały proste teksty, takie 3-4 krótkie zdania (znały już wówczas chyba 4 czy 5 liter).
                      --
                      After all this time? - Always
                  • 26.02.13, 13:28
                    Nie wiem, jak wyglądała sprawa z podstawą programową na rok 2011/2012.
                    Córka chodzi niestety do szkoły niepublicznej.
                    Pani w klasie "0" kazała czytać, większość dzieci jakoś tam to w miarę szybko załapała, moja córka niestety nie.
                    Najpierw składała sylaby przez całą zerówkę, teraz składa całe wyrazy z głosek, w sumie dość szybko, ale inne dzieci lepiej i sprawniej robią tę syntezę.
                    Jak napisałam, są pewnie dysfunkcje z obszaru SI, jest skrzyżowana lateralizacja - być może ma to wpływ.
                    Szkoła jest tego rodzaju, że ma być więcej, lepiej, mądrzej itp. - ostatnio pewien tatuś wyskoczył na zebraniu, że ma być więcej zadawane. A zajęcia codziennie do 15 + praca rozłożona na tydzień np. 8 stron A4, plus codziennie czytanie i strona kaligrafii. Nie wydaje mi się, żeby to było za mało wink.
                    Mogłabym zresztą napisać książkę o tej szkole, ale szkoda mi zaśmiecać wątek.
                    --
                    After all this time? - Always
                    • 26.02.13, 13:33
                      Dżisas, to zabierz stamtąd dziecko. Zaczęłaś ambitnie z niespełna sześciolatką, ten eksperyment edukacyjny najwyraźniej szkodzi dziecku więc czas się wycofać.
                      • 26.02.13, 14:02
                        Wiem, w przyszłym roku będzie w NORMALNEJ szkole i chyba jednak w I klasie, bo w moim odczuciu jest niezbyt dojrzała emocjonalnie. I o ile nie było to aż tak widoczne w zerówce, to teraz zaczyna to wyłazić. Zresztą porozmawiamy też z terapeutką od SI, jak ona to widzi.
                        Zaczęłam ambitnie, bo niestety nie miałam innej możliwości. Córka poszła najpierw do przedszkola na 5 godzin na przygotowanie 5-latka, była chora bez przerwy, głównie od roztoczy z nie pranych wykładzin i pani dyrektor nas wywaliła stamtąd. A wtedy pozostała mi już tylko zerówka w rejonie albo wolne 1 miejsce w tej akurat szkole. W rejonie też były same wykładziny wink)). Plus wielki budynek.
                        --
                        After all this time? - Always
                    • 26.02.13, 14:22
                      lily-evans01 napisała:
                      > Córka chodzi niestety do szkoły niepublicznej.
                      > Pani w klasie "0" kazała czytać, większość dzieci jakoś tam to w miarę szybko z
                      > ałapała, moja córka niestety nie.
                      (...)
                      > Szkoła jest tego rodzaju, że ma być więcej, lepiej, mądrzej itp. - ostatnio pew
                      > ien tatuś wyskoczył na zebraniu, że ma być więcej zadawane. A zajęcia codzienni
                      > e do 15 + praca rozłożona na tydzień np. 8 stron A4, plus codziennie czytanie i
                      > strona kaligrafii. Nie wydaje mi się, żeby to było za mało wink.
                      > Mogłabym zresztą napisać książkę o tej szkole, ale szkoda mi zaśmiecać wątek.

                      Zabierz dziecko ze szkoły. Mam dejavu z mojej poprzedniej szkoły, skad dzieci z hukiem i świstem zabrałam w zeszłym roku.
                      Zupełnie serio mówię: zabierz dziecko z tej szkoły, zapisz do rejonówki, gdzie będzie dziennie uczyć się 4-5 godzin, a nie 7 (nawet jeśli po tych 4-5h będzie w świetlicy, to i tak jest to zupełnie co innego niż 7h w ławkach). To ważne, szczególnie dla dziecka z problemami, bo takie 7h nauki (siedzenia w ławkach, ciągłego napięcia) ma bardzo duży wpływ. Zły wpływ. I dziecko jest po prostu zmęczone. I dlatego terapia problemów idzie powolutku.

                      --
                      Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                      • 26.02.13, 14:25
                        Wiem, sama już w tym roku do tego doszłam - jak w postach wyżej...
                        A powiem więcej, ten nadmiar ambicji i pracy absolutnie nie służy nawet i tym dzieciom starszym,bardzo dobrze sobie radzącym, bez dysfunkcji itp. Klasa jest niemożliwa, rozwrzeszczana, niegrzeczna (słowa nauczycieli, nie moje) na lekcjach bywa pedagog - pani wychowawczyni stwierdziła, że dzieci są nie wybiegane, nie wybawione i coś w tym jest.
                        --
                        After all this time? - Always
                        • 26.02.13, 14:58
                          Cytat
                          Klasa jest niemożliwa, rozwrzeszczana, niegrzeczna (słowa nauczycieli, nie moje) na lekcjach bywa pedagog - pani wychowawczyni stwierdziła, że dzieci są nie wybiegane, nie wybawione i coś w tym jest.


                          A, tak, wiem. Tyle że u nas nie była "klasa niemożliwa, rozwrzeszczana, niegrzeczna", a moje jedno dziecko-szatan, z którym pani sobie w ogóle nie radziła tongue_out
                          Nowa pani sobie radzi. Ale ona wie, że jak młodemu wali, to znaczy, że się nudzi. I trzeba go wysłać po kredę, do sekretariatu, do szatni, podlać kwiatki, zetrzeć tablicę, albo dać mu spokój i pozwolić na rysowanie czy pisanie własnej książki (w poprzedniej szkole absolutnie nie wolno, no jak to, ma siedzieć i czekać aż pozostali skończą zadanie wink). No i na dwór wychodzą codziennie...

                          --
                          Lizards have gators!
                          I am weird but I am not strange.
                          • 26.02.13, 15:36
                            He he, u nas jest odwrotnie.
                            Córka jest cicha, nieśmiała, wycofana. W końcu ona jedyna zachowuje się spokojnie czy podporządkowuje się poleceniu typu "pakujemy plecaki i ustawiamy się w pary" - reszta jest mega głośna i nie słuchają żadnych poleceń, a ona na tym cierpi.
                            Mam wrażenie, że w dobrze prowadzonej nawet 30-osobowej klasie nie byłoby aż tyle zamieszania.
                            Mają przykładowo 20-minutową przerwę na obiad, horrendalnie drogi dodajmy - zanim się ustawią, wyjdą, to schodzą po 10, 15 minutach i w 5 minut połykają obiady. Grrr...
                            --
                            After all this time? - Always
                      • 26.02.13, 14:29
                        Jakie są teraz Wasze wrażenia z rejonówki?
                        Dzieci się zaadaptowały dobrze?
                        Jak rejon traktuje dziecko z ZA, bo chyba taki macie problem, o ile dobrze pamiętam?

                        U nas na pewno będzie szok - bo jest po 1 klasie na poziomie, 15-19 osób w każdej klasie, nauczyciele wszystkich znają, są osobne stoliki, wszystko odpicowane, takiej łazienki to ja nawet w domu nie mam wink.
                        --
                        After all this time? - Always
                        • 26.02.13, 14:45
                          lily-evans01 napisała:

                          > Jakie są teraz Wasze wrażenia z rejonówki?
                          > Dzieci się zaadaptowały dobrze?
                          > Jak rejon traktuje dziecko z ZA, bo chyba taki macie problem, o ile dobrze pami
                          > ętam?

                          Tak, dobrze pamiętasz.
                          No więc dzieci się zaadaptowały doskonale, większość problemów zniknęła, dzieci zostały z marszu zapisane na warsztaty z komunikacji społecznej. Na początku - pierwsze 2 miesiące - miały tzw. okres próbny, czyli szkoła przymykała oczy na pewne zachowania, niemniej po okresie próbnym mój syn przyniosło ledwie 2 uwagi w ciągu semestru, i to w sumie za rzeczy mało istotne.

                          Natomiast tak, były problemy np. z zapamiętaniem/zapisaniem zadania domowego - szkoła niepubliczna uznawała, że dzieci to cielęta i są malutkie i nie zapamiętają, więc nauczycielka codziennie wlepiała wlepki do zeszytu korespondencji - w rejonówce pani dyktuje, dziecko decyduje czy zapisać, czy zapamięta - córka nie miała nawyku takiego i na początku często bywała nieprzygotowana, bo zadania nie zapisała. Syn był zdziwiony, że lektury trzeba samemy czytać, bo w poprzedniej szkole czytała im pani na głos na lekcji.
                          Ogólnie jest bardzo duża poprawa, dzieci są dłużej w domu, mogą chodzić na ciekawe zajęcia pozalekcyjne (po tamtej szkole nie miałam serca pchać je jeszcze na dodatkowe - a wiem, że dzieci niektóre miewały zajęcia i do 19-20, od 8 rano...). Do szkoły chodzą same, mają o wiele więcej kolegów i koleżanek w pobliżu, co ma wg mnie bardzo duże znaczenie. Ja jestem zadowolona i one są zadowolone.


                          --
                          Lizards have gators!
                          I am weird but I am not strange.
                          • 26.02.13, 15:00
                            U nas w rejonie nie ma niestety żadnych warsztatów, nie ma nawet wdrożonego programu "szkoła bez przemocy", czy jak to tam się zwie. W ogóle szkoła wygląda na dość słabą. Odkryłam, że są publiczne podstawówki, gdzie kładzie się nacisk na zajęcia artystyczne, które córka uwielbia (chodzi na koło teatralne i plastyczne) i chcę je sobie obejrzeć. Ale na pewno pójdzie do publicznej, gdziekolwiek ją przyjmą.
                            --
                            After all this time? - Always
    • 26.02.13, 01:40
      Moje dzieci w II klasie SP czytały Harry Pottera i Opowieści z Narnji - Centkiewiczowie byli do łyknięcia w jedno popołudnie. Co ja mówię, w godzinę.
      --
      kliknij
      jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
      • 26.02.13, 02:47
        No i ślicznie, gratulacje.
        Tylko dzieci są bardzo różne i niektóre osiągają dużą biegłość wcześnie, a inne nadganiają później. W Stanach do prognozowania dalszych losów akademicko-społecznych dziecka używa się miernika biegłości czytelniczej w klasie czwartej - nie wcześniej.
        W szkolej mojego, która nie ma lektur obowiązkowych, ale wymaga 20 minut dziennie/codziennie z dowolnej książki, ograniczono tę dowolność właśnie jakoś w połowie czwartej klasy. Od tej pory dzieciom nie zalicza się już do tych 20 minut tzw. picture books - czyli pojedynczych opowiadań, o krótkim, czesto prostym tekście i dużych ilustracjach na każdej stronie. Z czego wnoszę, że jeszcze w połowie czwartej klasy jakieś dzieci moga wybierać takie 'przedszkolne' teksty, i szkoła usiłuje skłonić je do rozszerzenia lektur.

        --
        Życie w Zatoce Perskiej
        • 26.02.13, 09:33
          No i toteż dlatego, że dzieci są różne, nie ma w spisie lektur obowiązkowych dla II klasy podstawówki Harrego P., tylko króciutka, zwięzła, okraszona ilustracjami i napisana prostym tekstem "Zaczarowana zagroda". I jak zrozumiałabym obiekcje wobec żądania, by dzieci w tym wieku obowiązkowo i samodzielnie wszystkie czytały całą "Narnię" (bo, czego nie neguję absolutnie, jedne takie książki czytają jako 7-8-latki, inne nie podołałyby w żadnym wypadku i tych drugich nie można wszak zdemotywować totalnie na starcie), tak ni w ząb nie pojmuję, o co chodzi autorce wątku. "Zaczarowana zagroda" jest właśnie taką książką "przedszkolną", do przeczytania w 20 min. czy godzinę, dopasowaną do tematyki lekcji, z adekwatnymim do wieku treściami - w czym ten problem?

          --
          "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
          • 26.02.13, 10:00
            Ja nie wiem, jak mogę to prościej wytłumaczyć.
            Książka X może być dla kogoś trudna, dla kogoś innego - łatwa, dla kogoś - nudna, a dla kogoś jeszcze innego - fascynująca. A wszystko to mogą być dzieci z jednej klasy.

            Jeżeli książka jest bardzo ważna kulturowo możemy to olać i zmusić i tego, co się trudzi i tego, co się nudzi do lektury w imię wyższego celu budowania tożsamości czy wspólnoty kulturowej.
            Ale to nie dotyczy małych dzieci, bo ich lektury takiej roli w zasadzie nie pełnią.
            Tu więc mamy kogoś, kto się nudzi i kogoś, kto się trudzi bez żadnych realnych zysków edukacyjnych. Co więcej, ryzykujemy stratę poniesioną w efekcie wdrukowania poglądu, że czytanie jest nudnym marnowaniem czasu wymaganym przez głupią szkołę.
            Poczytaj sobie badania czytelnictwa dzieci, zobacz co je do czytania jako czynności rozrywkowej skłania, a co zniechęca.
            Ja rozumiem, że można uznać konieczność czytania lektury obowiązkowej za element edukacji drugoklasistów. Ale wydaje mi się, że jest to przeciwskuteczne, bo dzieciaki owszem, przeczytają Centkiwiczów, i Puca, i Plastusia, ale zniechęcą się do czytania jako miłego sposobu spędzania wolnego czasu czy źródła zachwytów.
            --
            Życie w Zatoce Perskiej
            • 26.02.13, 10:25
              No, widać pozytywy takiego kompletnego braku przymusu czytania konkretnej rzeczy w poście założycielskim. 7-letnia córka autorki w II klasie MĘCZY PIERWSZĄ lekturę i NIE ROZUMIE jej (nie - nie jest zainteresowana tematem, nie - nudzi się nad nią, ale właśnie jak powyżej). Prosty, krótki tekst, który - nawet jeśli dla tej konkretnej dziewczynki niezbyt porywający, jednak technicznie nie powinien stanowić dla drugoklasisty żadnego wyzwania. Jakoś dziwnie to współgra (a na ile wynika?) z postawą mamusi oburzonej na nieproporcjonalne do wieku wymagania. Gdy tymczasem to wymaganie (przeczytania tej książeczki) może nie budzić entuzjazmu, może być to zadanie nudne, może nawet - przyjmijmy, zgodnie z Twoją teorią - zniechęcić dziecko do lektur jako takich, ale co jest w tym zadaniu nie przystające do standardowych umiejętności 7-latka w II klasie?
              --
              "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
              • 26.02.13, 12:07
                może nawet - przyjmij
                > my, zgodnie z Twoją teorią - zniechęcić dziecko do lektur jako takich, ale c
                > o jest w tym zadaniu nie przystające do standardowych umiejętności 7-latka w II
                > klasie?


                Nie ma pojęcia, Centkiewiczów nie miałam w ręku od stu lat. Nie wiem, jakie jest dziecko autorki wątku, ani dzieci klasowe.

                No, widać pozytywy takiego kompletnego braku przymusu czytania konkretnej rzecz
                > y w poście założycielskim. 7-letnia córka autorki w II klasie MĘCZY PIERWSZĄ le
                > kturę i NIE ROZUMIE jej
                No bo jeżeli jeszcze słabo czyta, to zanim dojedzie do końca zdania nie pamięta, co było na początku. A ponieważ nie zainteresowały jej pingwiny to nie ma imperatywu, żeby zrozumieć mimo wszystko. I przedziera się przez opowiadanie, tak prawie jak ty byś się przedzierała przez ciąg niepowiązanych liczb, które musisz przeczytać bo ci kazali w szkole.

                Więc - niech się przedziera. Założę się, że słabo będzie to wspierało jej kolejne próby lektury. W końcu nauczy się oczywiście technicznie czytać mniej więcej biegle, ale najprawdopodobniej nie nauczy się kochania książek. I pewnie po maturze dołączy do tej ogromnej w ogóle nieczytającej grupy, nad którą łamią ręce spece od książek.
                --
                Życie w Zatoce Perskiej
                • 26.02.13, 12:14
                  I na tym polega problem: dziecko ma jakiś poważny deficyt skoro w II klasie nie jest w stanie przeczytać ze zrozumieniem od początku do końca prostych zdań. Prostych, a nie wielokrotnie złożonych, z abstrakcyjnymi pojęciami i piętrową przydawką.
                  Dziecko w II klasie powinno już wiedzieć, że nie musi być zainteresowane absolutnie każdym elementem z jakim spotyka się w szkole podczas nauki. Brak większego zainteresowania tym konkretnym niewielkim tekstem, nie powinien mieć wpływu na zdolność do zrozumienia owego tekstu.
                  Ten brak zrozumienia i nieumiejętność czytania jest problemem, a nie rozważanie czy tekst jest szalenie interesujący czy wręcz przeciwnie.
                  • 26.02.13, 12:19

                    --
                    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
                • 26.02.13, 12:17
                  W wątku podano co najmniej kilka sposobów zapoznania dziecka nie potrafiącego czytać krótkich tekstów bez wysiłku z treścią dowolnej książki, a już zwłaszcza książczyny o objętości pozwalającej swobodne przeczytanie jej z dzieckiem (i wyjaśnienie wątpliwości) w ramach przysłowiowych "dwudziestu minut dziennie codziennie".
                  Nie pojmuję, dlaczego się upierasz, że wszelkie obowiązkowo przyswajane treści to zło. Tabliczki mnożenia też się będzie musiała nauczyć bez względu na preferencje własne, tak jak i niejeden tekst nieszczególnie wciągający przeczytać I ZROZUMIEĆ - to są podstawy, a nie temat do dyskusji "czy czytanie, liczenie i mycie są konieczne i niezbędne".


                  --
                  "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
                  • 26.02.13, 12:32
                    > to zło. Tabliczki mnożenia też się będzie musiała nauczyć bez względu na prefer
                    > encje własne

                    Tak, ale nie będzie miało znaczenia, czy tabliczkę mnożenia polubi, czy nie.
                    A w kwestii czytania będzie to miało ogromne znaczenie.
                    --
                    Życie w Zatoce Perskiej
                    • 26.02.13, 12:38
                      Jesteś pewna, że jest to bez znaczenia? Tak samo jak nieodpowiednim 'nakłanianiem' do czytania można zrazić dziecko do tej aktywności, tak samo tępym przekazem "masz umieć tabliczkę mnożenia, nieważne, czy wiesz, co za nią stoi, czy też nie" można zrazić dziecko do matematyki i chociażby chęci zrozumienia, po co to komu.
                      --
                      Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
                      • 26.02.13, 12:49
                        Wiesz, już nie chciałam wchodzić w kwestię uczenia matematyki przez zabawę (nawiasem mówiąc, tym, którzy nie lubią edukacji przez przymus polecam stronę multiplication.com - dzieci uczą się bezboleśnie), ale fakt, wyraziłam się niezręcznie. Powiedzmy - ma to mniejsze znaczenie niż przy czytaniu.
                        --
                        Życie w Zatoce Perskiej
                        • 26.02.13, 12:51
                          OK smile
                          --
                          Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
                      • 26.02.13, 12:52
                        Dokładnie. I w tym celu właśnie stopniuje się zarówno naukę matematyki, jak i dobór lektur w zależności od wieku - żeby dziecko zachęcać. Ale to polega właśnie na dawaniu na początku OBOWIĄZKU robienia prostych przykładów i czytania prostych tekstów, a nie na założeniu "a po co komu obowiązek, jeszcze się do idei zniechęci".
                        Dziecko w II klasie dostało lekturę nie przekraczającą możliwości przeciętnego 7-latka; najwyraźniej jest to pierwszy bodziec tego typu albo jakieś poważne dysfunkcje, skoro szok i trud jest tak duży. Dziecko przyzwyczajane stopniowo do tego, o czym pisze Triss (bajki-grajki, słuchowiska, audiobooki, książeczki dla przedszkolaków) może nie być zainteresowane konkretnym tematem, ale jest w stanie w wieku 7 lat w II klasie bez bólu i ze zrozumieniem przeczytać kilka stron tekstu pisanego prostym językiem, ilustrowanego i skierowanego do dzieci - bez względu na to, czy dotyczy on pingwinów z Antarktydy, legendy o Smoku Wawelskim czy przygody kotka zagubionego w lesie.

                        --
                        Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
    • 26.02.13, 10:27
      Opowiadała mi znajoma, że je dziecko w II klasie sp w październiku przerabiało kilka nowelek ze zbioru, którego tytułu ani autora nie pamięta. Nowelki miały treść zdaniem rodziców z tej klasy zupełnie nie dla dzieci w takim wieku, szczególnie ejdna : o dziewczynce, której matka odeszła z domu bo zamieszkała z innym panem, którego też kocha.
      Na uwagi rodziców nauczycielka odpowiedziała, że jest to lektura narzucona odgórnie i musiała ją przerobić. Szczerze mówiąc nie chce mi się wierzyć ze coś takiego jest w kanonie lektur obowiązkowych - o ile jeszcze funkcjonuje pojęcie lektur obowiązkowych. Znacie tę nowelkę? Faktycznie taka ciężka tematycznie? Faktycznie obowiązkowa? Pytam, bo pewnie sama nie będę chciała, żeby coś takiego przerabiało za rok moje dziecko.
      --
      Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
      • 26.02.13, 10:49
        Mam dziecko w II klasie i spis lektur. Tej o której piszesz nie ma w zestawie.
        • 26.02.13, 11:04
          U nas też tej nowelki w zestawie nie było; generalnie spis lektur składa się z części obowiązkowej i "do wyboru", z tym, że wyboru z drugiej sekcji dokonuje nauczyciel mając na względzie poziom i sytuację klasy i ta część spisu różni się też w różnych podręcznikach.

          --
          Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
          • 26.02.13, 11:29
            My mamy ten podręcznik w którym jest sporo fragmentów Kasdepke, całkiem przyzwoity i IMO ze współczesnymi treściami zrozumiałymi dla dzieci.
            Zupełnie nie kupuję narzekań na trudne i niezrozumiałe słownictwo. Litości, przecież na etapie przedszkola dzieci powinny w domu poznać baśnie z różnych kultur i bajki np. Andersena w wersji niedisnejowskiej, wiersze Brzechwy, Tuwima czy Szelburg-Zarębiny właśnie. Są słuchowiska, są piosenki, Bajki-Grajki, to wszystko poszerza zasób słów i pojęć także o terminy już przestarzałe. Wychodzi na to, że siedmiolatek nie ma prawa zrozumieć "Na jagody" czy "Klechd domowych"...
            • 26.02.13, 11:46
              A ja wręcz maniacko czytuję dziecku (bądź podsuwam do samodzielnego czytania) książki, których akcja dzieje się np. 40 lat temu i więcej (Dziewczyna i chłopak, Złota kula, Próba odwagi, Kajtkowe przygody itp). Traktuję to własnie jako poszerzenie jego wiedzy o dawnym zyciu (sławojka na podwórku, brak bieżącej goracej wody w kranie, przygody dzieci spędzających całe dnie poza domem, bez komputera, tableta i komórki, obowiązkowy udział dzieci w pracach gospodarskich, łapy w szkole itp) oraz słownictwa. Niezrozumiałe tłumaczę, zarówno słowa jak i obyczaje. Od tego jestem.
              --
              Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
              • 26.02.13, 14:10
                Cytat
                Niezrozumiałe tłumaczę, zarówno słowa jak i obyczaje. Od tego jestem.


                I tak samo możesz wytłumaczyć dziecku, ze tak, czasem się tak zdarza, że ukochana babcia umiera, a rodzice boją się powiedzieć o tym dziecku i kłamią, bo czasem ludzie kłamią i są przekonani, że tym kłamstwem chronią dziecko przed zbyt bolesną prawdą. I czasem się zdarza, że mama się wyprowadza do pana, którego kocha i nie jest to łatwa decyzja. Albo tata się wyprowadza do pana, którego kocha. Od tego jesteś smile))

                --
                Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                • 26.02.13, 14:31
                  Zgadza się, od tego jestem. Tylko wolałabym wybrać czas, miejsce i sposób nawiązania rozmowy sama, a nie być zmuszonym od tego przez niefortunnie wybraną lekturę. Podejmę temat, jesli umrze dziadek (było), jeśli kolega zostanie bez taty czy mamy, albo jeśli jakiś znajomy młody człowiek zamieszka z drugim tej samej płci. Nie mam zamiaru obciążać dziecka trudnymi tematami bez powodu, na zasadzie "że takie sytuacje w społeczenstwie się zdarzają". Ale dzieki za namiar na książkę, chętnie przeczytam i będę miała "na zaś", na ewentualność trudnych rozmów z synem smile
                  --
                  Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
                  • 26.02.13, 15:07
                    Cytat
                    Nie mam zamiaru obciążać dziecka trudnymi tematami bez powodu, na zasadzie "że takie sytuacje w społeczenstwie się zdarzają".


                    No więc wychodzi na to, że okropna jestem, bo obciążam dziecko trudnymi tematami.

                    Rozmawiamy o Bogu, o śmierci, o rozstaniach, o miłości - też tej trudnej; o chorobach psychicznych, alkoholizmie. Bo takie sytuacje są wszędzie naokoło - bo Sara, mamo, nienawidzi swojego wujka i chce aby umarł, bo on przychodzi do nich i chce pieniędzy na wódkę. A Monika po wakacjach przyszła do szkoły i nie nazywa się już Kowalska, tylko Nowakowska i to jest dziwne, bo ona wcale ślubu nie brała. A wczoraj obok szkoły dwóch panów szło za rękę, a Amelce zdechł pies i zakopała go w ogródku i cały czas teraz płacze. To wszystko jest i dzieci to widzą, wystarczy się rozejrzeć. Zresztą, akurat ta książka podaje to łopatologicznie, na tacy - i może to jest problem. Że nie jest to opakowane w jakąś porywającą fabułę o magii i zwierzątkach, tylko stanowi temat główny, prosto z mostu.

                    Bardzo dobre w zbiorku opowiadanie jest o egoizmie, inne o tolerancji i stereotypach - też doskonałe. Polecam, naprawdę. Choć ja się spłakałam niemal przy każdym smile))

                    --
                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
                    • 26.02.13, 15:30
                      Ale Ty też rozmawiasz z dziecmi jak sie pojawi problem: bo zdechł pies, bo Monika nazywa się inaczej a Sara ma wujka alkoholika. Ja też rozmawiam, nawet dużo: a jak się rodzą dzieci, bo koleżanka z III klasy powiedziała że wie a mi nie powie bo jestem za mały a w ogóle to jest obrzydliwe, a co to są narkotyki bo Krzysio z III klasy coś mówił a ja nie zrozumiałem, a co to jest przerywanie ciąży, bo Jasio oglądał zdjęcia a pani kazała zapytac rodziców, a Franek podrobił pani podpis w zeszycie i pani powiedziała, ze gdyby był starszy to wyleciałby ze szkoły. Mamo, dlaczego?..... Ale w dalszym ciągu uważam, że dopóki dziecko jest w tej fazie wiekowej i edukacyjnej, wolałabym sama wybierać czas, kiedy bedzie gotowe na podjęcie danego tematu. Nie bronię się przed trudnymi tematami, stąd moje pytanie o książkę. Pewnie nabędę, przeczytam i poczekam na odpowiedni moment. A co do spłakania - sama przy wielu ksiązkach płaczę, albo głos mi się rwie. Wystarczyło, ze przy rozmowie z synem o książkach mojego dzieciństwa wspomniałam o "Braciach Lwie serce" albo "Chłopcach z Placu Broni" i byłam ugotowana.
                      --
                      Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
                      • 26.02.13, 15:48
                        Np. kiedy w Warszawie podczas Euro odbywał sie mecz Polska - Rosja, zabrałam syna do centrum, żeby pokazać mu jak wygladają kibole, jak wyglada rozróba z policją (oglądana zza szyby w restauracji), jak wyglada kibicowanie pozytywne i przyjazne, jak wyglada przejście kibiców i cywili w szpalerze policji (szlismy osobiście przez chwile) itp. Dostał mi się za to op.. od wychowawczyni młodego, że traktuje go jak dorosłego a nie jak dziecko i poruszam z nim tematy nieprzeznaczone dla dzieci.
                        --
                        Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
                    • 26.02.13, 15:33
                      A to ja też. Podłam i obciążającam.
                      Zauważcie, że jeżeli wy uciekacie od tematu, to jak zwykle, załatwi go za was trzepak - niekoniecznie w idealnej formie.
                      --
                      Życie w Zatoce Perskiej
            • 26.02.13, 12:05
              "My" wink też mamy "Nowe już w szkole" i zgadzam się całkowicie z Twoją opinią - całkiem adekwatne do wieku treści, w dodatku słowa mogące uchodzić za trudne czy już nieużywane współcześnie zawsze są wyjaśniane w przypisach, zresztą po coś dziecko ma też nauczyciela i rodziców. No, ale skoro są rodzice, dla których opowiadanko Centkiewiczów to "trudny i nieprzystający do możliwości dziecka 7-letniego język", to faktycznie mamy impas. Tyle, że dla mnie to raczej argument za lekturą obowiązkową, w końcu szkoła ma (a na etapie wczesnoszkolnym to jeden z priorytetów powinien być) wyrównywać także deficyty środowiskowe.

              --
              "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
          • 26.02.13, 11:54
            Dzięki, tak mi się wydawało że nauczycielka łga w obronie kiepsko wybranej lektury smile W tym samym zbiorku nowelek jest opowieść o dziewczynce bardzo związanej z babcia, która umiera a rodzice mówią dziewczynce że wyjechała do sanatorium. Syn tej znajomej dostał spazmów jak się odwiedział ze jego babcia wyjezdza do sanatorium na długo.
            A propos, gdzie mogę znaleźć zestaw lektur obowiązkowych? Mój dopiero w I klasie, dopiero beda przerabiać drugą lekture, ale ciekawa jestem.
            --
            Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
            • 26.02.13, 12:12
              W edukacji wczesnoszkolnej właściwie nie ma lektur w 100% obowiązkowych:

              CytatZgodnie z nowym rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 29 sierpnia 2008 r., nie istnieje odgórnie narzucona lista lektur obowiązkowych do zrealizowania z dziećmi w ramach programu edukacji wczesnoszkolnej. Nowe rozporządzenie daje nauczycielowi swobodę dobierania pozycji literackich. Jedyne zastrzeżenie to takie, że wybrane książki powinny zaliczać się do literatury dziecięcej (czyli powinny to być baśnie, bajki, legendy, opowiadania, wiersze czy komiksy). Przy wyborze nauczyciel powinien kierować się możliwościami swoich uczniów, ich zainteresowaniami oraz potrzebami czytelniczymi i edukacyjnymi. Właściwy dobór lektur ma za zadanie rozwijać w dzieciach zamiłowanie do czytelnictwa oraz zachęcać do korzystania z bibliotek.

              Nauczycielowi pozostawia się również dowolność wyboru metody pracy z daną lekturą. Może on zaproponować uczniom samodzielne czytanie tekstu lub jego wysłuchanie (druga opcja prawdopodobnie lepiej się sprawdzi w klasach pierwszych).

              Minister zaleca również, by dzieci uczyły się na pamięć wierszy, fragmentów prozy lub piosenek, nie precyzuje jednak jakich.


              Natomiast poszczególne wydawnictwa zamieszczają w swoich podręcznikach listy "głównych" i "dodatkowych" lektur, dopasowane do tematyki i układu podręcznika, do książek z pierwszej listy są w podręcznikach konkretne ćwiczenia i scenariusze lekcji.
              Ministerialna lista dotyczy klas od 4 podstawówki w górę.

              --
              Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
              • 26.02.13, 12:24
                No własnie wydawało mi sie, ze nie ma. Ale ponieważ obie (Ty i Triss) mi odpowiadałyście nawiązując do listy lektur, dlatego przyjęłam za pewnik ze jest smile Syn uczy się z podręcznika "Od A do Z" Didasko, wiem że jest tam jako dodatkowy zeszyt lektur, ale nauczycielka nie uznała go za niezbędny. Na razie syn przerabiał "Pilot i ja" a teraz będzie "Lotta z ulicy Awanturników".
                --
                Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
      • 26.02.13, 13:50
        Cytat
        Opowiadała mi znajoma, że je dziecko w II klasie sp w październiku przerabiało
        > kilka nowelek ze zbioru, którego tytułu ani autora nie pamięta. Nowelki miały t
        > reść zdaniem rodziców z tej klasy zupełnie nie dla dzieci w takim wieku, szczeg
        > ólnie ejdna : o dziewczynce, której matka odeszła z domu bo zamieszkała z innym
        > panem, którego też kocha.



        Zbiorek to "Najwyższa góra świata" Onichimowskiej. Porusza dość trudne tematy, m.in. właśnie rozwód rodziców, śmierć i inne. Moja córka (II klasa) przeczytała, rozmawiałyśmy potem dlugo.
        Uważam, że napisane jest językiem odpowiednim dla 8-9-latka, poza tym od tego jest rodzic/nauczyciel, aby takie tematy omówił z dzieckiem. Wydaje mi się, że ograniczanie się do bajeczek o zwierzątkach i krasnoludkach to trochę już za mało w tym wieku.

        --
        Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
        • 26.02.13, 13:58
          Cytat
          Nowelki miały treść zdaniem rodziców z tej klasy zupełnie nie dla dzieci w takim wieku, szczególnie ejdna : o dziewczynce, której matka odeszła z domu bo zamieszkała z innym panem, którego też kocha.


          Oraz, dlaczego mam nieodparte poczucie, że nie byłoby takiego oburzenia, gdyby chodziło o dziewczynkę, której tatuś odszedł z domu, bo zamieszkał z inną panią, którą kocha? wink

          --
          http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
        • 26.02.13, 14:02
          I nie tylko.
          W książkach z cyklu Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai (duży druk, dobry dla początkujących czytelników) okazuje się w jednym tomie, że rabusiem jest właściciel kawiarni, który chce uskładać pieniądze na nowe życie. Ale nie z jedną panią, ani nawet z jej córką - chce to nowe życie spędzić z kelnerem Mario.
          Bardzo cobie ceniłam te wstawki jak dzieciak jeszcze łykał Lassego.
          --
          Życie w Zatoce Perskiej
          • 26.02.13, 14:14
            Cytat
            W książkach z cyklu Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai (duży druk, dobry dla początkujących czytelników) okazuje się w jednym tomie, że rabusiem jest właściciel kawiarni, który chce uskładać pieniądze na nowe życie. Ale nie z jedną panią, ani nawet z jej córką - chce to nowe życie spędzić z kelnerem Mario.


            A tak, to też pamiętam. Fajnie napisane i nienachalnie, doskonały wstęp do dyskusji.

            Przy czym to akurat może być dość kontrowersyjne jako lektura szkolna, nie wiem, czy bym chciała, aby akurat na temat homoseksualizmu rozmawiało moje dziecko lat 8 _w szkole_. Co innego w domu.

            --
            Lizards have gators!
            I am weird but I am not strange.
            • 26.02.13, 14:37
              A moje dziecko w ogólnie nie zwróciło na to uwagi big_grin
              --
              'Demokracja ma sens jedynie kiedy jest kontrolowana'
              • 26.02.13, 14:59
                bbkk napisała:
                > A moje dziecko w ogólnie nie zwróciło na to uwagi big_grin

                No bo dziecko potraktuje to naturalnie, poza tym nie jest istotne to dla fabuły książki, ot, wzmianka. Nienachalna, jak pisałam.

                --
                Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
    • 26.02.13, 17:12
      Jestem nauczycielką, polonistką. Nie uczę w klasach młodszych. Uczę dzieciaki od czwartej klasy. Reforma przyniosła znaczną dowolność w dobieraniu lektur. Nie ma już obowiązkowych. Jest jakaś lista, z której się wybiera. Większość z nich to książki dostosowane do dziecka. Zniknęły tzw. nudy. Czytelnictwa to jednak nie zmieniło. Jedne dzieci pożerają książki, inne nie.

      Nie wypowiem się o lekturach dla klas 1-3, bo nie mam doświadczenia.

      Teraz mieszkam chwilowo w Stanach Zjednoczonych. Moje dziecko chodzi do 2 klasy. Wybór książek do czytania - lekkich i przyjemnych, ale też bardziej ambitnych; grubszych i cieńszych - jest dużo większy niż u nas. Wszystkie są świetne. Jak tu dzieci czytają, nie wiem. Wiem jednak, że moja czyta dużo. Aktualnie po 3-4 książki tygodniowo (każda po około 70 stron - dla niej na półtorej godziny czytania). Myślę jednak, że szkoła się do tego przyczyniła. Każde dziecko ma zadanie domowe - 20 minut czytania codziennnie od poniedziałku do piątku. Poza tym kilka razy w roku przyjeżdżają wydawnictwa do szkoły i sprzedają książki - moja córka uwielbia mieć swoje książki, czyta je najchętniej.

      Tylko proszę mi teraz powiedzieć, ile przeciętny Polak może dziecku kupić książek na miesiąc? Powiedzmy - chce na to przeznaczyć 10 zł. (w Stanach niech to będzie 10 $ - to tak mniej więcej odpowiednik 10 zł.) No więc jak za 10 $ kupię tu z powodzeniem 2-3 książki, przy czym co jakiś czas wydawnictwo podeśle mi jeszcze jakąś za darmo. W Polsce za 10 zł. kupię najwyżej 1/3 książki. Co do książkek kupowanych w szkole od przyjeżdżających wydawnictw - wystarczy, że rodzic da dziecku 3 dolary (odpowiednik np. jednej czekolady), a dziecko już jedną książkę kupi. I czyta smile Wybór w bibliotekach i sposób ich obsługi też jest dużo lepszy niż w Polsce.
      • 26.02.13, 18:52
        Cytat
        Aktualnie po 3-4 książki tygodniowo (każda po około 70 stron - dla niej na półtorej godziny czytania).


        70 stron to nie jest żaden wyznacznik, bo to może być 70 stron Franklina, który ma obrazek na całą stronę i 4-5 zdań na stronie, może to być Zaczarowana zagroda z wielkim drukiem i potrójną interlinią, a może to być Harry Potter i Czara Ognia czy inny Felix, Net i Nika.

        --
        Lizards have gators!
        I am weird but I am not strange.
        • 26.02.13, 20:57
          70 stron normalnej książki... Ale nie chodzi mi o chwalenie się, ile córka czyta. Chodzi mi o to, że jak dziecko ma książki dla niego ciekawe, to je czytać będzie. Każde w swoim tempie oczywiście. Chodziło tylko o ustosunkowanie się do wątku autorki - nudne książki czyta się po prostu mniej chętnie.

          I z doświadczenia wiem, że dzieci chętniej przeczytają "Opowieści z Narnii" niż np. "Antka". Oczywiście "Antek" w szkole to już przeszłość, pojawia się raczej we fragmentach czytanych na lekcjach. Ale np. nie przepadają też uczniowie za "W pustyni i w puszczy", a to się pojawia dość często. I mimo że "W pustyni i w puszczy" niesie za sobą wartości, to jednak w czytanie tego tworu należy dzieci mocno wdrożyć. Tymczasem zwykle jest to jednak polecenie: "Proszę przeczytać książkę" Koniec polecenia.

          Jestem przeknonana, że to wybór lektur przez nauczycieli w dużej mierze przyczynia się do alergii młodych na książki.
      • 26.02.13, 19:11
        Nie porównuj. Polska ma niszowy język małego narodu. Angielski to język centrów cywilizacyjnych liczących sobie dziesięć razy więcej nativów niż Rzeczpospolita, oraz lingua franca dla połowy świata- kolejne miliony i miliony odbiorców.

        Jasne, że fajnie jest kupować książki i mieć na to pieniądze - ale nie wydaje mi się to najważniejszą sprawą (o ile, oczywiście, jest dobrze wyposażona biblioteka szkolna).
        --
        Życie w Zatoce Perskiej
        • 26.02.13, 20:59
          A czemu nie porównywać. Szukam tylko powodów małej czytelności w Polsce. To są moje luźne spostrzeżenia.

          > Jasne, że fajnie jest kupować książki i mieć na to pieniądze - ale nie wydaje m
          > i się to najważniejszą sprawą (o ile, oczywiście, jest dobrze wyposażona biblio
          > teka szkolna).

          No i właśnie problem w tym wyposażeniu bibliotek, niestety. A i te planuje się zamykać. Nie ma w Polsce dobrego dostępu do dobrych książek.
          • 27.02.13, 15:09
            Jest sobie książka, o zwierzątkach i przyrodzie podbiegunowej i badaczach tejże. Napisana w formie historyjki z zagadką i puentą-wyjaśnieniem na końcu. Tekst krótki, ilustracje, ładna polszczyzna. 7-latki dostają ją do czytania.
            I dramat, poparty desperackimi nawoływaniami matki na forum, że to zła książka. Proszę zatem o przykład książki dobrej* dla tego wieku i napisanie, czym się różni.

            * Niekoniecznie z kategorii "na bank wzbudzi zachwyt wszystkich", raczej "wszyscy ją dadzą radę przeczytać ze zrozumieniem bez męki i traumy"

            --
            "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
            mniej awanturujący."
            • 27.02.13, 16:50
              Kiedy dowcip polega na tym, że nie ma jednej dobrej książki dla wszystkich, tak samo - jak jednego dobrego męża smile . Ty bys osiwiała przy moim, a ja przy twoim.
              Centkiewiczów nie pamiętam ni cholery, ale mogę ci powiedzieć, co moje dziecko na tym etapie uwielbiało, acz uwielbiało w lengłidżu, bo po polsku książek tego typu nie znalazłam*. Były to przede wszystkim książki zabawne, o bardzo prostych zdaniach, dużej czcionce i świetle.
              Jedna z pierwszych to Mercy Watson o rozpieszczonej świni uwielbiającej grzanki z ogromną ilością masłai inne książki di Camillo dla dzieci. Książka naprawdę zabawna, zdania bardzo krótkie, a jednak treść wciągająca nawet dla mnie. Świetnie zarysowane postacie i za każdym razem happy end pod postacią antagonistów zajadających te grzanki.
              Fantastyczne były rzeczy dr Seussa: poczynając od kota w kapeluszu, przez słonia wysiadującego jajko aż do słonia Hortona. Dalej Cykl o Winnie czarownicy (widzę, że wychodzi po polsku jako 'Czarownica Czesia', ale nie wiem, jak z tłumaczeniem, niemniej sprawdźcie sobie).
              Książki były łatwe - dzieci są uczone, że jeżeli na stronie jest więcej niż pięć słów których nie rozumieją, to oznacza, że książka jest dla nich za trudna. Generalnie w angielskim przyjmuje się bardzo precyzyjne miary osiągnięć w nauce czytania, a wydawnictwa oferują masy książek z oznaczonym poziomem. Zaczyna się powiedzmy od czytania ze wsparciem, potem idzie nauka czytania, dalej zaczynam sam czytać wreszcie czytam sam. Jakoś tak wyglądają te najniższe poziomy.

              *Tzn owszem, znalazłam, ale forma graficzna niestety nie była najlepsza - prześliczne obrazki ale za mały druk! Dotyczy to zarówno cyklu 'Nusia i ' (Pia Lindnebaum) jak i cyklu o kocie Findusie.

              --
              Życie w Zatoce Perskiej
              • 27.02.13, 16:56
                Cytat
                Książki były łatwe - dzieci są uczone, że jeżeli na stronie jest więcej niż pięć słów których nie rozumieją, to oznacza, że książka jest dla nich za trudna. Generalnie w angielskim przyjmuje się bardzo precyzyjne miary osiągnięć w nauce czytania, a wydawnictwa oferują masy książek z oznaczonym poziomem. Zaczyna się powiedzmy od czytania ze wsparciem, potem idzie nauka czytania, dalej zaczynam sam czytać wreszcie czytam sam. Jakoś tak wyglądają te najniższe poziomy.


                Olena, zapytam - jak wyglądają te ksiażki "poziomowe" pod względem literackim? Tzn tak, kojarzę Seussa itp., ale się zastanawiam, czy trzymanie się poziomu czytelnika nie bywa kosztem walorów literackich.

                --
                Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                • 27.02.13, 17:11
                  Z pewnością trochę się traci. Ale mniej, niż możnaby przypuszczać z mojego opisu. I wszystkie te książki pozbawione były nachalnych nauk moralnych....
                  Zresztą jeżeli jesteś wyjęzyczona to połaź sobie po wydawnictwach dla dzieci - jakieś oxfordy, scholastics, itp i sama oceń.
                  --
                  Życie w Zatoce Perskiej
                  • 27.02.13, 17:16
                    Cytat
                    I wszystkie te książki pozbawione były nachalnych nauk moralnych....


                    A tak, to lubię.

                    Pytam, bo spotkałam się z tzw. pierwszymi czytankami dla dzieci, po polsku, i, eufemistycznie rzecz ujmując, nie były one ciekawe. Ani dobre literacko. Były tylko łatwe i miały duży druk.

                    Wyjęzyczona (ochhh, piękne określenie!) jestem, połażę po wydawnictwach i zobaczę. Nie, żebym potrzebowała, ale z ciekawości tak smile

                    --
                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
                    • 27.02.13, 17:28
                      No mówię, jest różnica języka. A do tej świni sobie zajrzyj też, boska jest, naprawdę.
                      Dodam jeszcze, że w tej początkowej fazie dzieci mają w ofercie także książki nie-belletrystyczne. Na przykład 'jeden dzień z życia baletnicy' albo 'psy rasowe' i tak dalej.
                      --
                      Życie w Zatoce Perskiej
                      • 27.02.13, 18:03
                        Cytat
                        Dodam jeszcze, że w tej początkowej fazie dzieci mają w ofercie także książki nie-belletrystyczne. Na przykład 'jeden dzień z życia baletnicy' albo 'psy rasowe' i tak dalej.


                        To akurat wiedziałam. Tyle, że ja nie nazwałabym tego stricte książką - moja córka miała coś o kociętach, jak się rodzą i jak się potem nimi kotka zajmuje, duża czcionka, krótkie zdania, ot, takie zajawki. Bardziej hm, tekst do czytania. Na tej samej zasadzie można czytać instrukcję obsługi pralki i artykuł prasowy smile. Ale rozumiem ideę.

                        --
                        Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                        • 27.02.13, 18:20
                          No ale właśnie o to chodzi, żeby dzieciaki wybierały to, co je interesuje i co dadzą radę przeczytać. Bo na początku czytanie to przecież także umiejętność ściśle techniczna - czytasz, odcodkodowujesz słowa, łapiesz sens. I do nauki to nie muszą być wiekopomne klasyczne dzieła - a nawet, ku mojemu zdumieniu, dzieci bardzo często wybierały takie właśnie pozycje. Grunt, żeby czytały i były zadowolone - na szekspiry czas przyjdzie później.
                          --
                          Życie w Zatoce Perskiej
          • 27.02.13, 16:52
            No nie ma.
            Moim zdaniem po częsci to niestety kwestia języka. Mamy w polskim bardzo mało słów jednosylabowych, prostych w czytaniu - nie da się z nich ułożyć ciekawego tekstu.
            Ale tak naprawdę to nie wiem - więcej od Polaków czytają nie tylko Brytyjczycy czy Amerykanie, ale nawet Czesi! Czyli nie jest to tylko sprawa kosztów.
            --
            Życie w Zatoce Perskiej
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.