zawiodlam sie na przyjaciolce.... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • bylysmy przyjaciolkami jeszcze ze szkolnej lawki,wszedzie razem o zwierzalam
    sie jej ze swoich klopotow sercowych i ona mi....istne papuzki
    nierozlaczki,po maturze Goska wyjechala na studia ja studiowalam w rodzinnym
    miescie,brakowalo mi jej,tak bardzoi sie cieszylam kiedy przyjezdzala do
    domu...wyszlam za maz,zaszlam w ciaze wszystko bylo miedzy nami oki...los
    chcial ze zamieszkalam w tym samym miescie co ona studiowala wiec znowu
    bylysmy razem...odwiedziny,spotkania w razie czego moglam na nia liczyc no
    i....urodzil sie Kacperek zadzwonila do szpitala z gratulacjami i powiedziala
    ze odwiedzi nas jeszcze w szpitalu to tej pory nie odwiedzila...mialam jej za
    zle,ze w tak waznej chwili nie cieszy sie ze mna moim szczesciem,ze nie
    zadzwoni nie napisze sms no coz myslalam tak bywa,kazdy tlumaczyl,ze ona jest
    zazdrosna i dlatego tak sie zachowuje...skonczylysmy studia i ona wrocila do
    rodzinnego miasta ja zostalam,ostatnio bylam u rodzicow i zadzwonilam zeby
    sie spotkac wieczorem z psami poszlam...gu mojemu zdziwieniu byla oschla i
    malo zainteresowana mna,moim zyciem i synkiem...posiedzialam 10m i poszlam do
    domu,na drugi dzien zaproponowalam spacer z wozkiem myslalam ze moze jej
    glupio jest sie pytac o Kacperka,ze sie wstydzi tego,ze do tej pory go nie
    widziala i wiecie co...nawet nie zajrzala do wozka stala jak wryta i patrzyla
    na swojego psa...no coz poszlam na spacer sama glupio bylo mi mowic mamie ze
    Goska nawet nie zajrzala do wozka,ze ja maly nie interesuje


    moze to glupi problem ale zawiodlam sie na niej...boli mnie to,ze tak latwo
    skreslila nasza przyjazn bo juz w moich oczach nie nosi miana "PSIAPSIÓŁKI"

    asia i Kacperek(za 10 dni 3 miesiace)
    --
    Miłość matki do dziecka:
    najpiekniejsza i najczystsza
    • dobrze wiem o czym mówisz... ja zawiodłam sie juz na wielu "przyjaciółkach"...
      w liceum mialam w klasie wydawało mi sie 2 przyjaciółki a anwet trzy...
      wszystkie póściły mnie kantem - mimo iż dwóm z nich wydaje mi sie pomogłam w
      cięzkich chwilach... jakoś to przebolałam... ale miałam tez "przyjaciółke" z
      którą znałam sie prawie 8 lat i dopiero jak ona mnie wystawiła (kiedyś tu o tym
      pisałam więc powtarzac sie nie będe...) - teraz już nie utrzymujemy kontaktów -
      i dobrze bo to była toksyczna znajomość... wszyscy moi znajomi zawsze
      twierdzili ze jestz zadrosna i mnie wykorzystuje - duzo wody musiało uplynąc
      zanim sama to zrozumiałam...
      na szczęście mam w swoim gronie osoby na których moge polegać...
      nie warto sie zadręczać... uwierz mi...
      nie wiem co ci poradzić i jak skwitowac zachowanie twojej kolezanki bo go nie
      rozumiem - jest dla mnie dziwaczne...

      trzymaj sie!
    • Wiesz co Joasik kiepsko to wygląda i współczuję Ci, bo strata przyjaciela,
      nigdy nie jest błahym problemem.
      Ale zastanawia mnie jedno zdanie, piszesz, że Twoja przyjaciółka w czasie
      spotkania była mało zainteresowana Twoim życiem, Twoim synkiem, Twoim mężem. I
      tak sobie myślę, czy Ty w czasie tego spotkania okazałaś jej zainteresowanie,
      spytałaś o pracę, faceta, rodziców, kłopoty? To może być ślepy strzał, nie
      twierdzę, że mam rację, słowosmile)), ale wiem, że czasem ludzie demonstracyjnie
      okazują nam lekceważenie, gdy sami czują się przez nas lekceważeni. Na
      zasadzie "nie pytasz mnie o pracę czy plany na przyszłość, czy coś tam, to ja
      nie zapytam cię o dziecko, choć widzę, że bardzo chcesz o tym opowiedzieć".
    • Opisze Ci moja historie ;o) Obys nie znalazla w niej niczego podobnego do
      Twojej sytuacji.
      Moja przyjaciolka pewnie teraz tez mysli, ze sie na mnie zawiodla. Ja
      zachowywalam sie tak samo, jak Goska, bo nie mialam juz sposobow na ciagle
      zwracanie uwagi, ze przesadza. Nawet kilka rozmow "wprost", niekoniecznie juz
      pod koniec delikatnych, nie podzialalo. Musialysmy sie rozejsc, bo ja tego juz
      psychicznie nie wytrzymywalam. Wlasciwie nikt tego nie wytrzymal. Moze powinnam
      napisac: nawet ja. Bo "odeszlam" jako ostatnia, majaca jeszcze nadzieje,
      wierzaca w cud, w opamietanie, w przyjazn. Teraz cierpliwie czekam, juz poltora
      roku ponad czekam, az wreszcie bedzie moze chociaz w minimalnym stopniu inaczej.
      Bo to naprawde trudno wytrzymac, gdy sie ciagle, ciagle, ciagle, ciagle,
      ciagle, ciagle, ciagle slyszy o czyims dziecku! Nie wszystkich interesuja
      ciagle, naprawde ciagle: godzina wstawania, godzina spania, historia jedzenia,
      wyglad kupki, wszystki minki podczas dnia, wszelkie nabyte zdolnosci, itd, itd,
      itd... Nawet, gdy czlowiek naprawde sie cieszy i oddalby wszystko za radosc tej
      bliskiej Ci przyjaciolki - nie jest w stanie tego dlugo wytrzymac. Moim
      zdaniem, to mnie i wszystkich innych przyjaciolka porzucila dla swojego
      dziecka. A szkoda, bo naprawde kochalabym i ja, i jej dziecko. Gdyby tylko mi
      na to pozwolila.
      Jesli to nie jest powodem zachowania Goski, to dlaczego po prostu nie zapytasz
      jej, co jest tym powodem? Ja mysle, ze jej jest przykro z jakiegos powodu. Ale
      to tylko moje zdanie, pewnie wiele innych kobiet bedzie zgadywalo tez ten
      powod. Mozesz ja po prostu zapytac, porozmawiac...
      Powodzenia :o)
      • przeciez nie da sie opowiadac o dziecku jezeli widze zero
        zainteresowania...rozmawiajac na spacerze z psami pytalam sie o wszystko co jej
        dotyczy: chlopak,tato,brat,szukanie pracy itp...nie chodze na prawo i lewo i
        trabie :ludzie mam dziecko.....
        --
        Miłość matki do dziecka:
        najpiekniejsza i najczystsza
        • Wierz mi, ze sie da...
          To dobrze, ze to nie to, bo moj "uraz" jest naprawde silny.
          Ja bym zapytala. Skoro naprawde bylyscie przyjaciolkami i zalezy Ci na niej.
          Sprobuj porozmawiac. Gdyby mi zalezalo - probowalabym nie raz i nie dwa!
          • oj ile razy pytalam..czy sie obrazila itp...zawsze mowila ze wszystko oki
            --
            Miłość matki do dziecka:
            najpiekniejsza i najczystsza
            • A może ona też by chciała mieć już męża i dziecko ??? a tu nie ma poważnego
              kandydata, więc i o dziecku nie ma mowy ........... czyli może to jest
              zazdrość ???
              I żeby ktoś nie pomyślał że zazdrości , udaje obojętność ???
              to przykład z życia , może tak będzie i tu ????
              --
              pozdrawiam
              Urszula

              Mama 7 letniej Zuzi i Maciusia dwulatka
              • możliwe że zazdrość... moja "przyjaciółka" zaszła w ciaze 2 mies. po tym jak ja
                zaszłam... choć twierdziła ze nie ejst gotowa na macierzyństwo nagle przyszła
                do mnie i powiedziała ze już jest gotowa , że planowała ta ciąże i tym podobne
                bzdury - słuchac tego nie mogłam ale jakoś to przetrawiłam i cieszyłam sie jej
                ciążą... moja była przyjaciółka własnie taka jest - wszystko robiła tak jak ja -
                począwszy od kupowania takich samych ciuchów skończywszy na zajściu w ciąże...

                wracając do twojej koleżanki dziewczyny mają racje - skoro cie to gryzie -
                zapytaj wprost o co jej chodzi - napisz wszystko co o tym myślisz , jak to
                wygląda... - i wtedy zobaczysz jaka będzie jej reakcja...
                ale naprawde nie przejmuj sie tak bardzo - przynajmniej spróbuj... ja sie
                przejmowałam - łącznie z tym ze nie spałam po nocach i ryczałam - teraz wiem ze
                niepotrzebie spalałam swoją energie na ta osobe...

                pozdrawiam
    • A może ona przeżyła jakąś tragedię ? Może straciła kiedyś ciążę, dziecko, może
      dokonała aborcji i teraz albo nie może mieć już dzieci, może teraz ogromnien
      tego żałuje, albo nie ma z kim ich mieć ? Może to kwestia jakichś jej wyrzutów
      sumienia? Z życia wiem, że różnie bywa... Pozdrawiam Monika
      • truskawkam73 napisała:

        > A może ona przeżyła jakąś tragedię ?

        Dokladnie to samo przyszlo mi do glowy... Może to kwestia lektury pewnego forum
        prywatnego.
        Z drugiej strony - ja mam przyjaciólke od czasów licealnych. Mialyśmy trudne
        chwile, o których nie chcę się rozpisywać. Też mi się w pewnym momencie
        wydawalo, że jej nie interesuje mój syn (który jest jej chrześniakiem). Na
        szczęście udalo nam się pokonać animozje. Po prostu dziewczyna miala swoje
        problemy, które ją przerosly a nie chciala mi o nich mówić.

        Życzę rozwagi...

        Pozdrowienia,
        Dagmara
    • Nie ty pierwsza i ostatnia zawiodłaś się na przyjaciółce. Dlatego ja ufam tylko
      mężowi a "przyjaciółki" traktuję z dystansem.
      • dla mnie słowo PRZYJACIEL ma wyjątkowe znaczenie - moze zbyt wyidealizowane...
        my nie mówimy tutaj o koleżankach , znjomych... mowimy o przyjacielu - którego
        strata boli jak strata kogoś bliskiego - przyjaciel jest jak rodzina...
        przynajmniej dla mnie... ja osobiście z dystansem traktuje koleznaki i znajome
        ale przyjaciółek nie potrafiłabym - a to ze czasami okazuje sie ze ludzie
        którzy byli nam bliscy sa zupełnie inni niz by mogło sie wydawac - to nie nasza
        wina - ale nie da sie tym zupełnie nie przejmować...
        każdy ma inne podejście do tych spraw...
        ja osobiście nie mogłabym ufać tylko mężowi - przeciez musze miec kogoś z kim
        będe mogła pogadac o kłopotach z mężem , ponarzekac na niego troszke smile
        przynajmniej ja tak mam...
    • Twoja historia bardzo przypomina moje nagłe pogorszenie kontaktów z najlepszą
      przyjaciółką.
      Byłyśmy w jednej klasie w liceum, potem co prawda studiowałyśmy w innych
      miastach, ale wcale nie wpłynęło to negatywnie na naszą przyjaźń. Często do
      siebie dzwoniłyśmy, pisałyśmy maile i oczywiście spotykałyśmy sie zawsze
      podczas pobytu w rodzinnym mieście. Była wspaniałą zaufaną przyjaciółką, o czym
      świadczy fakt, że została moją druhną na ślubie.
      Tak było do momentu aż... zaszłam w ciąże. Ona pierwsza (zaraz po moim mężu
      dowiedziała sie o tym fakcie i na mojego radosnego maila odpisała, że ... nie
      ma czasu mi odpisać, bo jest zajęta!!!)
      Zatkało mnie wtedy totalnie. Potem niby było ok, nadal pisałyśmy do siebie, ale
      np. wcale nie spotykałyśmy sie, jak przyjeżdżała do rodzinnego miasta (po
      prostu nawet nie wiedziałam, że przyjechała, bo to przede mną ukrywała).
      Po urodzeniu małej nawet do mnie nie napisała, nie zadzwoniła, to ja sama
      pierwsza sie odezwałam - odpisała, że nas odwiedzi, jak przyjedzie na święta...
      Tylko nie wiem jakie święta miała na myśli, bo dziś właśnie Karolinka skończyła
      20 miesięcy, a "ciocia" jeszcze nie miała okazji jej poznać.
      Przykro mi czasem z tego powodu. Nie wiem dlaczego tak postąpiła - czy to
      zazdrość, czy po prostu nasza znajomość nie była prawdziwą przyjaźnią...

      Monika, mama Karolinki (19.11.2002)
    • Jeśli to była/jest prawdziwa przyjaźń to przede wszystkim powinnaś chyba z nią
      porozmawiać, zapytać się o co chodzi.
      Miałam przyjaciółkę, która była dla mnie jak siostra. Pomogłam jej w
      najczarniejszych chwilach życia, ona i mnie wspierała. Znałyśmy swoje myśli,
      marzenia. Po jakimś czasie zaczęło coś się psuć - długa, wielogodzinna rozmowa
      pomogła. W skrócie: po roku znowu zaczęło być źle - a właściwie ona odeszła.
      Wie, że mnie skrzywdziła, napisała przepraszam, a ja odchorowałam to wszystko.I
      najbardziej boli mnie to, ze nie wiem dlaczego to zrobiła. Więc póki sytuację
      da się uleczyć -radzę pogadać od serca, jak to psiapsiółki potrafią. Tylko
      trzeba wyciągnąć rękę. Może rzeczywiście ona ma problemy, które ją przerastają?
      A moze to jakaś drobnostka, która zazgrzytała jak piasek w mechaniźmie?
      A jeśli się nie uda - no trudno - to jedna z najbardziej przykrych rzeczy w
      życiu, ale czasem niektóre drogi się rozchodza i nic się na to nie poradzi.
      Życzę powodzenia i trzymam kciuki. Przyjaźń to jedna z najpiękniejszych rzeczy
      i warto o nią walczyć!
      ingutka
      --
      To co mam to wiara że naprawdę umiem żyć...
      • Być może pytanie 'o co chodzi" nie ma sensu- może ona sama nie bardzo wie o co
        chodzi...Coś jest inaczej, coś się zmieniło...A może to nie była przyjaźń- taka
        prawdziwa- bo gdyby była, to teraz byś wiedziała co jest grane... czasem trochę
        idealizujemy naszych bliskich...
        Tak czasem bywa...Straciłam kontakt z przyjacielem na 16 lat...nasze drogi
        jakoś tak się rozeszły...Całkiem niedawno znowu się spotkaliśmy...Nie ma między
        nami żadnej granicy...nie ma tych lat...zaczęliśmy od momentu , w którym nasze
        kontakty się urwały i szybko przeszliśmy do chwili obecnej...On jest taki jak
        kiedyś. Pewne stany, rzeczy, cechy nie zmieniają się nigdy.
        Chyba niczego Ci nie poradzę...możesz porozmawiać bardzo szczerze - jeśli
        chcesz- ale nie wiem, czy ma to teraz sens...możesz też odpuścić...ja kiedyś
        odpuściłam...W sumie dobrze zrobiłam...Jeśli to prawdziwa przyjaźń to przetrwa-
        jak przetrwała moja. A jeśli nie - to trudno- czasem drogi się rozchodzą i nic
        się na to nie poradzi.
        Trzymaj się...
        Mammamija
        --
        Kto powiedział, że kury są głupie?
        • Mi sie wydaje, ze zdarza sie, ze ludzie z czasem moga sie zmienic i
          to na tyle, ze przyjazn, mimo ze ma pogata przeszlosc przestaje juz byc
          ta bliska przyjaznia. Nie uwazam, aby wina lezala wtedy po czyjejkolwiek
          stronie. Nie zmienia to faktu, ze sa ludzie, z ktorymi mozna sie
          latami nie widziec, a mimo to przy spotkaniu w ogole sie tego nie
          czuje, bo z czasem "rosna/zmieniaja sie w te sama strone" co my.

          Jezeli faktycznie zalezy Ci na przyjaciolce to uwazam, ze powinnas
          jeszcze raz porozmawiac z nia otwarcie na ten temat. Powiedziec jej,
          ze bardzo zalujesz tego, ze juz nie masz z nia kontakty, a bardzo
          sobie jej przyjazn cenilas. I czy jest cos co zrobilas, co moze ja
          urazilo, nie wiem...
          Jak sie nie uda, to chyba nie pozostaje Ci nic innego jak pogodzic
          sie z tym faktem i zyc terazniejszoscia i przyszloscia.
          • Wiecie co duzo jest racji w tym co napisalyscie...2lata temu umarla jej mama
            juz powoli Goska otrzasnela sie z tego(o ile wogole mozna...),musiala po
            skonczeniu studiow wrocic do rodzinnego miasta i zamieszkac z ojcem,nie ma zbyt
            duzych szans na prace(och takie czasy),ma chlopaka ale nie wiem czy zwiazek sie
            nie rozpadnie bo teraz sa z dala od siebie a ja....mam meza,nie mieszkam z
            rodzicami,chodze modnie ubrana,mam swoja mala szczesliwa rodzine...mowi sie
            trudno jeszcze nie raz bede sie starala odzyskac ta przyjazn,ale ilez mozna
            czekac...

            ps:zamiast mojej siostry druzba byla wlasnie Goska ,siostra sie obrazila ale
            juz nie czuje do mnie zalu...wiec bardzo wazna osoba byla moja przyjaciolka

            ps:nigdy nie byla w ciazy jestem tego pewna
            asia mama 3 miesiecznego Kacperka
            --
            Miłość matki do dziecka:
            najpiekniejsza i najczystsza
      • Ja wsrod swoich przyjaciólek bylam pierwsza która urodzila dziecko i nigdy do
        zadnej nie mialam pretensji, czy zalu ze nie pytaja. Wyczuwalam instynktownie,
        która interesuje naprawde co z moim synkiem, a która zada pytanie "Jak X"bo
        wypada. Wiedzialam której trzeba odp. "w porzadku" i skonczyc temat- bo moje
        dziecko to pepek swiata, ale dla mnie i niewidze powodu do zanudzania komus ile
        je, jakich pieluch uzywam itp(zwlaszcza jak przyjaciólka i tak nie kuma, bo nie
        dziecita), a wyczuwalam której moge powiedziec, ze maly ma problem z
        zalatwieniem sie itd.A moze Twoja przyjaciólka kiedys usunela ciaze, moze nie
        moze miec dzieci?
    • tez jestem zdania, ze nalezy jeszcze wyciagnac reke. Opowiem Ci jak bylo ze
      mna - mialam bardzo bliska, prawdziwa przyjaciolke,bylysmy w sobie doslownie
      zakochane. Mimo ze studiowalysmy w innych miastach spedzalysmy dporo czasu
      razem. Potem ja sie zaangazowalam w organizacje studencka i latalam po swiecie
      a ona studiowala grzecznie, odzywajac sie do mnie regularnie, dbajac bardziej
      niz ja o regularnosc naszego kontaktu. Zawsze nawet po przerwach gadalo nam sie
      tak jakbysmy wczoraj sie rozstaly. Totalna bliskosc. Potem ona poznala chlopaka
      i zaczela troche rzadziej przyjezdzac do rodzinnego miasta. Ja tez coraz mniej
      znajdowalam czasu na wizyty u rodzicow. Potem byl jej slub, na ktorym bylam
      swiadkiem choc jestem na bakier z kosciolem a dla niej (i jej meza...) to bylo
      bardzo wazne - maz nie byl uszczesliwiony. Ja bylam zazdrosna o czas jaki
      poswieca jemu, on o czas i jej uczucia do mnie, nie dogadywalam sie z jej
      mezem, a trudno bylo sie spotykac tylko z nia nie bylo juz "ona" byli "oni". A
      potem zaszla w ciaze. Ja zaczynalam wlasnie burzliwa kariere zawodowa, dzieci i
      stale zwiazki to byl dla mnie totalny abstrakt. Nie widzialam sie z nia przez
      cala ciaze - ja w ogole nie rozumialam jakie to bylo dla niej wazne! Nie
      pojmowalam co sie dzieje w jej zyciu! Naprawde! Widzialam malego chyba gdy mial
      miesiac. Nie wiedzialam co sie robi z takim malym dzieckiem. Ona w roli matki
      byla zupelnie nieznana osoba. Zaabsorbowana swoim synkiem. Czulam ze nie ma dla
      mnie miejsca, zupelnie nie wiedzialam jak sie znalezc w sytuacji - choc ona
      byla jak zawsze serdeczna i ciepla. Ale bardzo zajeta. Urwal nam sie kontakt,
      slyszalysmy sie raz na pol roku czy rok. Wszystko sie zmienilo w kwietniu
      ubieglego roku, kiedy wiedziona miloscia do mnie, niepokojem, przeczuciem -
      zadzwonila w chwili najwiekszego w moim zyciu dolka. Czula ze cos sie ze mna
      dzieje, odnalazla mnie i niesamowicie mi pomogla. Wiekszosc zaszlosci sobie
      wyjasnilysmy, jeszcze na niektore rzeczy przyjdzie czas. Jestesmy mocno innymi
      ludzmi teraz niz 10 lat temu. Ale jestesmy sobie niewiarygodnie bliskie. Gdyby
      byla facetem to nie wiem smile Ona twierdzi podobnie smile
      Pisze to wszystko zeby powiedziec ze zdarza sie i tak ze Twoj przyjaciel nie
      rozumie jak wazne sa rzeczy ktore staly sie w Twoim zyciu - po prostu nie
      rozumie ze Ty jestes juz w innym swiecie, nie umie sie znalezc w tej sytuacji.
      Ale to nie musi znaczyc, ze przestalas byc dla niej wazna. Ja naprawde nic a
      nic nie rozumialam, a mialam chyba jakies 25 lat wtedy. Mnie moja przyjaciolka
      wybaczyla rozczarowanie, ja wybaczylam jej. Warto bylo. Moze Ty tez jeszcze
      sprobuj?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.