Dodaj do ulubionych

Kieszonkowe- ile?

26.03.13, 16:44
Już dawno miałam zapytać, jak wygląda u Was sprawa kieszonkowego. A natchnął mnie dziś wątek o "kradzieju" nastolatku. Interesuje mnie przedział gimnazjalny. Ile dajecie, z jaką częstotliwością i na co ma wystarczyć, czy ingerujecie w wydatki?
Zacznę o siebie. Córka - 14 lat dostaje 200 zł kieszonkowego na konto. Na co, na nic, bo wszystko, co chce jej kupujemy, a właściwie mąż kupuje. Tylko, że ona nigdy nic nie chce. Sporadycznie jakieś buty, ale to nie wchodzi w zakres kieszonkowego. Pierdół nie kupuje, płyt nie kupuje, książek nie kupuje, kosmetyków też nie, my kupujemy, ale potrzeb raczej nie dużych. Niekiedy jak pójdzie do PiP do zrobi kartą zakupy do domu, jakaś wędlina, chleb, sok, woda itd. Także jej pieniądze są niepotrzebne. Ale lubi je mieć na kocie w razie czego.
U męża brat- nastolatek 15 lat. Dostaje 1000 złotych, z czego ma opłacić sobie korepetycje z angielskiego ( 480 z 2 x w tygodniu po 60 zł) ,aikido- nie wiem ile, dojazd na korepetycje, ubrania, jedzenie w szkole, kino i wszystkie fanaberie. I on ciągle żądny pieniędzy, wręcz zachłanny. Obydwa modele kieszonkowego uważam za złe, obydwa paczą psychikę. Aha, męża brat wpadł na takie rozwiązanie, gdy jego syn 8 razy w miesiącu dojeżdżał na korepetycje taksówką, koszt w jedną stronę 20 zł x 2 x 4= 160, teraz jeździ autobusem, bo mu żal własnych pieniędzy, więc skutki pozytywne są. A jak to wygląda to u was?
Edytor zaawansowany
  • atteilow 26.03.13, 17:04
    To jakies chore, kieszonkowe jak nazwa wskazuje to drobne sumy chowane do kieszeni, nie przelewane na konto i nie celem oplaty za korepetycje. Wszelkie oplaty tego typu, lezą w gestii rodziców. Dajecie córce 2 stówy, a jednoczesnie wszystko inne tez jej kupujecie, dziewczyna nawet nie ma mozliwości, żeby sobie kupić cos samodzielnie. To co dajecie to nie jest kieszonkowe tylko "przelew zdefiniowany" wink moze lepiej zalożyc lokate, bo skoro ich nie wydaje to za kilka lat uzbiera całkiem fajna sume, moze na wesele, albo na studia.

    Gorszy przypadek to ten drugi, tutaj dzieciak dostaje od rodziców coś w rodzaju alimentów, z ktorych musi się utrzymać - straszne.




  • heca7 26.03.13, 17:08
    Córka 11 lat dostaje 25zł. Wszystkie rzeczy ubraniowe jej kupujemy. Finansujemy też np kino. Te 25 zł może wydać sobie na paluszki wink
    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • atteilow 26.03.13, 17:16
    Lepiej dawać kieszonkowe raz na tydzień niż raz w miesiącu, mniejsze kwoty i bardziej rozciagniete w czasie zapewniaja lepszą płynnosć finansową dziecka smile
  • solejrolia 26.03.13, 17:17
    córka 11lat, co poniedziałek rano dostaje 5zł.

    ale córka raczej odkłada sobie, bo nie bardzo ma jak je wydać, wszystko i tak jej kupujemy, również słodycze. a np do takiego sklepiku szkolnego to jej jeszcze nie wolno chodzić (jest w cześci gimnazjalnej, podstawowka ma zakaz wstępu do tej części budynku) . ewentualnie jak jest ze mną na zakupach to kupi sobie np. krzyżówki, czy jakiś bzdurny gadżet, na który mi żal kasy.
    --
    Dlaczego dziś wstałam o 5.00? Hmmm..żeby się dłużej poobijać???
  • erdbeere40 26.03.13, 17:20
    Za duża lokata by z tego nie była. Lokatę założyliśmy z pieniędzy, które dostawała na różne okazje: Komunia, chrzciny, urodziny, gwiazdka. Wyszła z tego niezła sumka. I to leży i procentuje. A te 200 zł to kieszonkowe, w bardziej nowoczesnej formie, nie musi nosić ze sobą pieniędzy, zawsze może zapłacić kartą np. w pizzerii, w sklepie, jak coś się jej spodoba ( oby się spodobało). Na wycieczkę dostaje osobną kasę, ale kartę bierze też na obozy zagraniczne, w razie czego. Ona czuje się bezpiecznie i my też.
  • erdbeere40 26.03.13, 17:24
    Gorszy przypadek to ten drugi, tutaj dzieciak dostaje od rodziców coś w rodzaju
    > alimentów, z ktorych musi się utrzymać - straszne.
    Też tak sądzę, rodzice są niestety dumni z tego pomysłu. A dzieciak, by zaoszczędzić sępi w szkole od sklepikiem ( wiem, bo chodzi z moją córką do jednego gimnazjum). Ostatnio mój mąż był u nich, ojciec darł się na dzieciak, że bez kapci chodzi. Syn na to, że nie ma. Ojciec, ze dostaje 1000 zł i ma sobie kupić kapcie. Żal dzieciaka. Kapcie za kieszonkowe, nigdy bym nie kupiła, są przyjemniejsze rzeczy. Penie za jakiś czas będzie oszczędzał na korepetycjach. Bo ja bym chyba tak robiła.
  • aguila_negra 27.03.13, 10:04
    > Też tak sądzę, rodzice są niestety dumni z tego pomysłu.

    A ja nie uważam, by był aż taki głupi. Tylko trzeba realnie ocenić kwotę takiego "kieszonkowego", żeby chłopak faktycznie nie zaczął oszczędzać na rzeczach istotnych, bo mu nie starczy na coś innego.
    Ja mojej 15-letniej córce daję miesięcznie dodatkowo ok. 100 zł poza kieszonkowym i ma się za to wyżywić sama jeśli chodzi o lunch czy obiad (śniadania i kolacje jada w domu). Czy zje w szkole czy kupi poza szkołą, to jej wybór. Ale wie, że jeśli wyda na pierdoły, to będzie głodna i nie ma zmiłuj się.

    --
    Agnieszka
  • aneta-skarpeta 27.03.13, 11:01
    mając 17 lat zapewne uważałabym, że mam za mało, żeby kupic kapciesmile

    niezaleznie od sumy
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • iwoniaw 27.03.13, 12:13
    Cóż, moja koleżanka w liceum uznała, że opłacanie obiadów (na które dostawała pieniądze od rodziców, rzecz jasna) to czysta strata kasy, za te kwoty kupowała perfumy w Sephorze big_grin
    No owszem, bywała głodna i podjadała nasze kanapki - sądzę, że w tym wieku to sama racjonalność była w jej przekonaniu...

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • aguila_negra 27.03.13, 12:23
    Wiesz, ja mam znajomą, która kasę wydaje w pierwszej kolejności na ciuchy, kosmetyki i kochanków, a jak jej zabraknie na jedzenie i rachunki to w popłochu pożycza od znajomych. Dorosła kobieta. Rozumiem, że nadal ktoś powinien nią niańczyć i instruować w jaki sposób powinna zarządzać swoim wynagrodzeniem?
    Uważam, że 15 lat to wystarczający wiek, by zacząć uczyć się ponoszenia konsekwencji za swoje decyzje finansowe. Potem bywa już trochę za późno.

    --
    Agnieszka
  • aneta-skarpeta 27.03.13, 12:49
    bez przesady

    ja do 18 r.z nie gospodarowałam kasa na siebie, a o jedzenie zadbac umiemsmile

    moj maż przez cały okres studiów dostawal kasę na zycie- wiekszosc przetrwonił- bo wolał kupic flaszke na sobotnia imprezę w akademiku niz obiad i bez problemu gospodaruje pieniedzmi
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • aguila_negra 27.03.13, 13:00
    aneta-skarpeta napisała:

    > bez przesady
    > ja do 18 r.z nie gospodarowałam kasa na siebie, a o jedzenie zadbac umiemsmile

    A ta moja znajoma nie smile
    Ja w każdym razie nie uważam, by nauka takiego gospodarowania to było coś złego, oczywiście w ramach jakiegoś zdrowego rozsądku, bez skrajnych absurdów. Nie sądzę, by miało to przynieść jakieś zgubne efekty, a pomóc zawsze może. Kieszonkowe też przecież dajemy nie po to, żeby kontrolować dzieci, na co je wydają, ale żeby dzieci same się tej kontroli nauczyły.

    > moj maż przez cały okres studiów dostawal kasę na zycie- wiekszosc przetrwonił-
    > bo wolał kupic flaszke na sobotnia imprezę w akademiku niz obiad i bez problem
    > u gospodaruje pieniedzmi

    No widzisz, a ja znam mnóstwo ludzi, którzy potrafią gospodarować, ale tylko pozornie. Bo niby dają sobie radę, niby wszystko jest ok, ale z drugiej strony bez oporów zwracają się do rodziców, rodzeństwa po pożyczki, bezzwrotne wręcz, nierzadko z pretensjami, że im się należy. To też uważam jest efekt tego, że człowiek został wychowany w przeświadczeniu, że nie musi się zbytnio martwić o swoje finanse, bo zawsze będzie ktoś, kto go wspomoże.

    --
    Agnieszka
  • aneta-skarpeta 27.03.13, 13:28
    ok
    ale spójrz na to tak
    dajesz np nastolatkowi 1000 zł zeby kupował sobie obiady, oplacal korepetycje, kupil buty, miał na kino

    ok, syn chodzi na korepetycje, ale dowiadujesz sie po miesiacu, ze przeciagał zapłate i w efekcie ma nieopłacone korki za cały miesiac- 500zł, a kasy nie ma

    co robisz?

    płacisz, bo nie chcesz robic z siebie idiotki wobec korepetytora

    czyli uczysz dziecko, ze zawsze i tak "ktos to załatwi"

    moim zdaniem dobre jest np uczenie dziecka, ze nawet jak mozemy cos mu kupic, to zeby o tym nie wiedzial, musial sie dolozyc z kieszonkowego, dla zasady powiedziec- w tym meisiacu nie mamy juz na kino, musimy ostatni tydzien zyc oszczedniej.

    mysle ze duzo zalezy od dziecka, ale np w wieku lat 15stu mozna juz dorabiac sobie- jesli jest taka mozliwosc- warto

    pamietam jak mialam chyba z 10 lat i moja mama przynosila do domu jakies etykiety, na ktore trzeba było naklejac naklejki- było tego bardzo duzo

    i moglam zarobic jakies pieniadze ( nieduze) pracując

    dlatego np jestem sklonna np zapłacic synowi za malowanie płotu, niz dac na zycie ( w koncu dostaje z nieba) wiekszą kwotę.


    I oczywiscie znam tez przypadki wiszenia na rodzicach, znam tez przypadek kolegi meza, z akademika- zawsze musial dorabiac zeby miec na zycie- stary koń, prace ma dobrą, ale i tak zyje po studencku- czyli zupki chinskie etc- bo mu szkoda kasy

    niektorzy po prostu tak mają
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • gato.domestico 27.03.13, 12:30
    to juz wiem skad tyle niedozywionyc dzieci w Pl skoro za 100zl dziecko ma sie wyzywic a rodzice jedynie sniadanei i kolacje podaja big_grin niech zgadne platki lub chlebz nutella smile?
  • aguila_negra 27.03.13, 12:50
    gato.domestico napisała:

    > to juz wiem skad tyle niedozywionyc dzieci w Pl skoro za 100zl dziecko ma sie w
    > yzywic a rodzice jedynie sniadanei i kolacje podaja big_grin niech zgadne platki lub
    > chlebz nutella smile?

    A gdzież tam taki wypas.
    Chleb z wodą i cukrem rano, a wieczorem wylizanie puszki po kocie smile

    100 zł bez problemu starcza, bo nie we wszystkie dni córka jada obiady poza domem. Czasem jedzie do dziadków, gdy w pobliżu ma zajęcia dodatkowe.

    --
    Agnieszka
  • kojinsei 29.03.13, 10:29
    kieszonkowe tylko do kieszeni? Przecież starsze dzieci mają portfee, portmonetki etc. Sorry ale to troche łopatologiczne rozumowanie. Czy becikowe jest tylko na becik? Bo tak też nazwa wskazujesmile
  • pawel2571 29.03.13, 16:58
    > To jakies chore, kieszonkowe jak nazwa wskazuje to drobne sumy chowane do kiesz
    > eni, nie przelewane na konto.

    Napiwku przecież też nie trzeba wydawać na piwo.
  • clio_yaga 26.03.13, 17:37
    Syn II gimnazjum dostaje przeważnie co rano 5 zł w dni szkolne. Zwykle wydaje na jedzenie i napoje w szkole, chodzi na 7 na trening, potem od 8.45 zaczyna szkołę i przeważnie kończy o 15.20, więc oprócz kanapek z domu i butelki wody coś w ciągu dnia sobie kupuje.
    Resztę rzeczy my płacimy (doładowanie tel, odzież, bilet miesięczny, jakieś wyjście do kina itd). Od babci dostaje przeważnie 50 zł miesięcznie i czasem zostawia bo na coś zbiera, czasem wyda.
    Córka w IV klasie podstawówki lat dostaje 10 zł na tydzień + j.w.
    --
    Weszłam ostatnio na wagę żeby sprawdzić swój wskaźnik BMI. Ja pierniczę! Jestem za niska!
  • jak_matrioszka 26.03.13, 18:24
    U nas kwotowo podobnie, to znaczy ta czesc ktora jest "kieszonkowym".
    Mloda w drugiej klasie gimnazjum dostaje ok. 50zl co piatek, wydaje to na hobby, kosmetyki (wiekszosc kolorowych), ubrania ktorych my nie zasponsorujemy (piata koronkowa bluzka) i drobiazgi.
    My kupujemy ubrania, dajemy na kino (przewaznie), czasem wozimy na zajecia (mieszkamy w takim miejscu ze bilet miesieczny sie nie oplaca), dajemy pieniadze na prezenty urodzinowe dla kolezanek, odpowiadamy w sumie za wiekszosc wydatkow zwiazanych z zyciem.
    Dodatkowo Mloda ma mozliwosc "dorobienia": sprzata biuro babci, myje w domu kuchnie i lazienki lub odkurza calosc domu, czasem zima odsniezy, popilnuje mlodszej siostry (kiedy my na zakupy jedziemy). Kazda usluga ma swoja stala cene, uslugi specjalne cenowane sa z gory.
    Mloda wlasnie pojechala na narty (przerwa swiateczna). Bilet na pociag placimy my, mieszkanie gratis, wyzywienie placimy my. Na wyciag i wydatki "wyjsciowe" Mloda zaczela odkladac juz 5 tyg. temu (poprosila o niewyplacanie jej kieszonkowego w marcu, latwo jej poszlo bo byla chora i i tak nie wychodzila i nie wydawala), dodatkowo wykonala kilka prac i to co w ten sposob uzbierala my zdublowalismy, wiec ma przyjemna sumke do dyspozycji. Jak ja znam to wszystkiego na wyjezdzie nie wyda (wyrosla juz z pamiatek typu muszelka przyklejona superglue do kamyka).
  • pade 27.03.13, 09:12
    Płacicie dziecku za sprzątanie domu??
  • jak_matrioszka 27.03.13, 11:25
    Tak, placimy dziecku za sprzatanie domu. Moge zaplacic obcej osobie, moge zaplacic wlasnemu dziecku, wybor nalezy do mnie. Mloda uczy sie ze:
    - prace sie bierze jak jest, a nie jak sie potrzebuje gotowki,
    - prace trzeba wykonywac dokladnie, bo jak nie to poprawki sie robi w ramach gwarancji gratis
    - nic nie ma za darmo a bilans przychodow i rozchodow musi sie zgadzac.
    W jej wieku nie wolno jej jeszcze pracowac legalnie zarobkowo, wiec od rodziny zalezy czy jej zorganizujemy pieniadze za friko, czy nauczymy ze pieniadze sie zarabia.
  • pade 27.03.13, 11:30
    Niby słusznie, ale później, jak założy rodzinę mąż jej będzie płacił?

    W mojej domu jest coś takiego jak praca dla rodziny. W zakres tych prac wchodzi własnie mycie podłogi, zamiatanie, rozładowywanie zmywarki, opieka nad psem. Uczę dzieci, że nic się samo nie zrobi, dom tworzymy wspólnie i pracujemy w nim wspólnie.
    Zarobienie pieniędzy poprzez pracę u babci, u sąsiada w ogródku, mycie auta, sprzątnięcie piwnicy jest jak najbardziej ok. Ale sprzątanie mieszkania uważam za obowiązek wszystkich domowników.
  • jak_matrioszka 27.03.13, 11:45
    Mam nadzieje ze wyjdzie za maz za czlowieka, ktory nie bedzie jej wydzielal pieniedzy w okresie kiedy ona sama nie bedzie miala dochodu. Ja studiuje dziennie juz drugi rok, 2-3 przede mna, poza tym ze mamy mniejszy dochod na rodzine nic sie w moim dostepie do pieniedzy nie zmienilo - i tego tez sie Mloda uczy (przez obserwacje).

    U nas pewien podzial i wspolpraca na polu sprzatania tez istnieje, ale mycie lazienek zostalo specjalnie (sztucznie) z tego wydzielone, aby stworzyc Mlodej prace. Kiedy Mloda dorosla uznalismy ze powinna zaczac zarabiac, a nie zaczac nastoletnie zycie od nauki wydawania "darowanych" pieniedzy. Ja doskonale rozumie co Wami kieruje i uwazam ze Wasz wybor jest naprawde dobry, niemniej my wybralismy inaczej i tego sie trzymamy. Ciesze sie ze mamy podjazd ktory Mloda moze odsniezac, bo inaczej pewnie placilabym za sprzatanie trawnika pod blokiem, zeby tylko za darmo nie dac pieniedzy. Uznaj mnie za wariatke jesli chcesz, ale biorac pod uwage warunki srodowiskowe w jakich sie Mloda wychowuje oraz nasz stan finasow, to ja nie widze lepszego wyjscia.
  • pade 27.03.13, 12:01
    Rozumiem, że żadna motywacja do umycia łazienki się nie znalazła?smile
    Wiem, że w życiu nie ma nic za darmo, mnie tego uczono od małego, dlatego ja uważam, ze dzieci się jeszcze napracują i nazarabiają. Mimo to, drobne obowiązki w domu muszą mieć. I wykonują je dość chetnie. Najgorzej jest ze sprzataniem...własnego pokojusmile
  • jak_matrioszka 27.03.13, 12:20
    U kogo motywacja sie nie znalazla? Ja lazienke myc lubie, wogole lubie myc to co sie myje woda, motywacji do odkurzania za to nie mam za grosz (i nawet za oplata tego nie chcialabym robic). Mycie lazienki jest najlatwiejsze do wycenienia, przynajmniej tak nam wyszlo. Swoj pokoj Mloda sprzata w ramach obowiazkow "bezplatnych", z tym ze musi najpierw posprzatac swoj pokoj a potem lazienke (rodzice nastolatkow ucza sie na bledach...).
    Drobne obowiazki to np. pospzratanie ze stolu, nakrycie do obiadu, posprzatanie po obiedzie, przygotowanie deseru - to w calosci dzialka Mlodej.
  • pade 27.03.13, 12:27
    U córki. człowiek zazwyczaj nie chce robić tego, do czego nie ma motywacji. Przeczytałam, że zdecydowaliście się płacić za mycie łazienki i wysnułam wniosek, że córka nie miała motywacji do wykonywania tej czynności.

    <Drobne obowiazki to np. pospzratanie ze stolu, nakrycie do obiadu, posprzatanie po obiedzie, przygotowanie deseru - to w calosci dzialka Mlodej>
    aaa, to u nas nie możemy traktować tych czynności w kategoriach obowiązku, dla dzieci to przyjemność
  • jak_matrioszka 27.03.13, 12:36
    Nie zauwazylam specjalnej niecheci corki do mycia lazienki, ale nie nazeka ze wlasnie te czesc domu sprzata zarobkowo. Przy okazji innego postu zauwazylam ze wiekszosc mysli ze corka tylko lazienke myje, i stad Wasze oburzenie, a tymczasem Mloda pomaga przy reszcie domu bo ona tez tu mieszka. Za darmo pomaga i bez krecenia nosem.

    Nakrywanie do stolu to wkrotce bedzie obowiazek Mlodszej, ktora rzeczywiscie to uwielbia. Tutaj Was pewnie zszokuje, bo Mlodsza zaczela zarabiac jako 2-latka, sprzataniem ubran z naszej sypialni i lazienki. Ja po wypadku nie moglam sie schylac, a jej do podlogi bylo blisko, no i lubila to. Zaczelismy jej wplacac na konto piatke tygodniowo, ja zazartowalam ze powinna dostawac zaplate za wykonywana prace, a maz nie zalapal i zalozyl podkonto na przelew staly big_grin

    Robienie deseru to dla mnie katorga, nienawidze nieomal na rowni z odkurzaniem, wiec gdyby Mloda byla wyrachowana i zazadala zaplaty za robienie ciasta to pewnie bym ulegla, bo jest jednak lubie wink Poki co Mloda kucharzy za darmo, czasem nawet obiad zrobi.
  • aguila_negra 27.03.13, 13:15
    > Zarobienie pieniędzy poprzez pracę u babci, u sąsiada w ogródku, mycie auta, sp
    > rzątnięcie piwnicy jest jak najbardziej ok. Ale sprzątanie mieszkania uważam za
    > obowiązek wszystkich domowników.

    Podpisuję się. Nie mam kompletnie nic przeciwko zarobkowaniu młodzieży, ale POZA własnym domem.

    --
    Agnieszka
  • jak.z.nut 27.03.13, 12:13
    może i czegoś się uczy ale ...nie uczy się że w rodzinie się współpracuje i dzieli obowiązki. Mam to szczęście, że mój syn robi wiele rzeczy za darmo, bo po prostu widzi że my pracujemy i pomaga na ile może.
    I 2 klasa gimnazjum dostaje co tydzień ok 30 zł, nic nie musi z tego kupować oprócz biletów ( jakieś 10zł dowozimy go w jedną stronę) na wydatki typu kino, koncert daję kasę. Większe pieniądze wpłaca na konto.
  • jak_matrioszka 27.03.13, 12:28
    Uczy sie i wspolpracy. Nie wiem jak Wy sobie wyobrazacie moj dom, wiec chyba podpowiem: oprocz lazienek ktore Mloda sprzata zarobkowo, mamy jeszcze 3 przedpokoje, dwa pokoje dzienne, kuchnie, pralnie i sypialnie. Wszystkie te pomieszczenia sprzatamy wspolnie, Mloda w to wlaczajac, wiec nie mam obaw ze kwestia podzialu obowiazkow w rodzinie jest jej calkowicie obca. Jak juz wczesniej napisalam: lazienka zostala sztucznie wydzielona z powierzchni wspolnej, po to aby Mloda mogla na czyms zarabiac, co nie oznacza ze pozostalej czesci domu nie sprzatamy - po prostu robimy to wspolnie i nikt za to nikomu nie placi.
  • pade 27.03.13, 12:46
    jak ja się cieszę, że nie mam takich powierzchni do sprzątania! szkoda by mi było życia, co tydzień takie hektary ogarnąć...
    no to się nie dziwię, ze córce płacicie, mnie tez musiałby ktoś zapłacić, zniechęciłabym się już na samą myśl, że mam tyle roboty, a że lubię czystość i porządek, to z pewnością sobota byłaby najbardziej znienawidzonym dniem w tygodniu, znaczy się zmarnowanymsmile
    macie kogoś do pomocy? robicie to same?

  • jak_matrioszka 27.03.13, 12:58
    Sami, nie same, ja w zwiazku heteroseksualnym jestem wink
    To tylko tak groznie wyglada, te nasze hektary, ale np. ilosc przedpokoi wynika z ilosci pieter, zaden nie jest wielkosci boiska big_grin Mielismy pania do pomocy, przychodzila raz na tydzien, ale pani odkurzala i myla podlogi, plus odkurzala meble, a odgruzowywaniem zajmowalam sie ja (tzn. odkladanie rzeczy na miejsce). Przemyslalam sprawe i wyszlo mi ze ja na tym trace, bo to co bylo moim obowiazkiem, wciaz jest moim obowiazkiem, a to co bylo obowiazkeim malzonka, to robi pani :s Umowe zakonczylismy, ja odgruzowuje, maz odkurza, dziecko myje na mokro, czasem ktos kogos zastapi lub cos pominiemy, da sie zyc.
  • zoskaonly 27.03.13, 11:24
    > Dodatkowo Mloda ma mozliwosc "dorobienia": sprzata biuro babci, myje w domu kuc
    > hnie i lazienki lub odkurza calosc domu, czasem zima odsniezy, popilnuje mlodsz
    > ej siostry (kiedy my na zakupy jedziemy). Kazda usluga ma swoja stala cene, usl
    > ugi specjalne cenowane sa z gory.

    O ile jestem w stanie zrozumieć płacenie za sprzątanie biura babci, bo w sumie to i tak pewnie babcia musiałaby wynając sprzątaczkę, o tyle płacenie za "obowiązku domowe" uważam za chore. No chyba, że jakby ona tego nie zrobiła to byście zapłacili Pani od sprzątania. Brrr...
    A już płacenie za pilnowanie młodszej siostry - ło matko. Czy ona w ogóle wie co to znaczy "bezinteresowna pomoc"?
  • jak_matrioszka 27.03.13, 11:30
    Wbrew Twoim obawom Mloda dobrze wie co to jest bezinteresowan pomoc i chetnie jej udziela. Bawi sie z siostra i zabiera ja na rower / rolki bez placenia, czasem posprzata kuchnie na blysk bo wlasnie miala zajawke na sprzatanie, w czasie mojej nieobecnosci robi pranie (jest w tym lepsza niz moj malzonek) i nie krzyczy za kazdym razem o zaplate. Pewnie ma o wiele zdrowsze podejscie do pieniedzy niz niejedna dorosla ematka.
  • joa66 26.03.13, 17:55
    A ja jestem ciekawa jak inni finansują ubrania starszych nastolatków.
    Ja "mam" już ponad siedemnastolatka i kiedy syn chce/jest konieczność dajemy my pieniądze na buty czy koszulę i zwykle sam sobie kupuje.

    Ale jak czytam o 15 latku, który chyba już planuje długoterminowo zakup garderoby to zastanawiam się czy ja nie "niańczę" syna przypadkiem. Skoro 15 latek musi pamietac przy wydawaniu pieniedzy kiedy mu bedzie potrzebna kurtka, kiedy buty, a kiedy tylko t+shirt.
  • asia_i_p 26.03.13, 18:27
    Siedmiolatka dostaje 7 zł tygodniowo. Za rok, w trzeciej klasie, będzie dostawała 8, od czwartej klasy też swój wiek, ale podwojony, od gimnazjum potrojony, a potem jeszcze musimy pomyśleć. Jej ojciec i ja jesteśmy oboje po tym samym mat-fizie - to tłumaczy, dlaczego nie jest bardziej normalnie.
    --
    Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

    Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
  • skarolina 26.03.13, 19:22
    U nas trzecia klasa 7 zł tygodniowo, pierwsza gimnazjalna - 70 zł miesięcznie (po 10 na klasę).
    Kino, doładowanie telefonu, ciuchy, buty, część książek finansujemy my.
    --
    Dzieciaki ze szkół muzycznych
  • thaures 26.03.13, 20:17
    Syn I klasa gimnazjum dostaje od nas 50 zł na miesiąc, 35 od dziadka ( dostawał do tego miesiąca....), starszy- maturzysta50 zł od nas i 65 zł. Kino, doładowanie telefonu, korepetycje, ciuchy, buty, jakies drobiazgi i kosmetyki ( dla starszego) finansujemy my. Ale jak przyjdą i chcą kasę- to dostają. Ale nie przychodzą.
  • damajah 26.03.13, 20:30
    u nas jest tygodniówka 10zł, dziecię lat 12, kasę zbiera na różne rzeczy (obecnie wchodzimy w etap butów, biżuterii itp.)
    Wszystko co trzeba jej kupujemy (ciuchy też), kasę ma na wydatki ekstra, typu wisiorek, jakiś gadżet wymarzony, albo zwierzaczek schleich bez okazji)
  • annakate 26.03.13, 20:44
    Wszystko zalezy od wieku "kieszonkowca". Mały dzieciak powinien dostawać rzeczywiście na drobne przyjemności, im starsze dziecko, tym więcej - ale z załozeniem, że pewne rzeczy kupuje juz samo. Moja córka na etapie gimnazjum dostawała 100-120- 150 zł, ale pod koniec gimnazjum juz np. z tego kupowała sobie drobne rzeczy papiernicze (wiadomo, na początek roku szkolnego miała cała wyprawkę), rajstopy, kosmetyki do jej uzytku. Teraz jako maturzystka dostaje 500 zł, ale z tego płaci telefon, bilet miesięczny, fryzjera, ciuchy, kosmetyki i oczywiście drobne przyjemności. Trudno to nazwać kieszonkowym, po prostu oddaję do jej dyspozycji część pieniędzy, które i tak bym na nią wydała, ale to ona musi się nauczyć, że pewnych płatności trzeba pilnować, wydatki planować. Musi poznać to uczucie , jak to jest, jak się ma w ręku pieniądze, które wydają się nam relatywnie duże, ale cześć idzie na konieczne wydatki. taki system uważam za dobry dla starszego nastolatka, sprawdzony - moi rodzice sprawdzali go na mnie. W pierwszych latach samodzielności finansowej nie miałam problemu z gospodarowaniem pieniędzmi, nigdy nie miałam czegoś takiego, że jak mam w ręku większą kasę to natychmiast trzeba rozfurmanić.
  • olewka100procent 26.03.13, 23:05
    że co ??????? 1000 zł ?? ja będąc nastolatką dostawałam 2 zł dziennie .....
  • fomica 26.03.13, 23:23
    No, tez mi się wydało, że dużo, ale skoro dzieciak przeznacza to na korki, i na bilety, na kapcie, to ile tak naprawdę mu zostaje "na przyjemności"? Ja dostawałam ok. 50-80 zł miesięcznie, ale pamiętam, że nawet na bilety mama mi dorzucała jakies drobniaki co pare dni, zawsze tez dostawałam osobno na podręczniki, inne szkolne sprzęty.
    No bo wysokośc kwoty zalezy od tego co ma wchodzic w zakres zakupów.
  • morekac 26.03.13, 23:46
    480 - korki
    150 - trening
    50 - bilet miesięczny
    i tak z teoretycznie sporej kwoty 1000 zł zostaje pewnie ze 300-350 zł. Zważywszy, że ma z tego zakupić ubrania i inne rzeczy, to jego sytuacja finansowa nie jest raczej lepsza niż dziewczyny dostającej przelew na 200 zł i mającej zapewnione wszystko, co sobie zażyczy...
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • iin-ess 27.03.13, 09:28
    Córka dostaje tyle zł. tygodniowo ile ma lat. Ma 9 to dostaje 9 zl.
  • kolpik124 27.03.13, 09:37
    Znaczy się w klasie maturalnej dostanie 18? No to panna będzie mogła sobie poszaleć big_grin
  • joxanna 27.03.13, 09:38
    Fajny system.

    U mnie 7latka dostaje 5 zł tygodniowo i kupuje to, czego my jej nie kupimysmile. Np. lody w ciągu tygodnia, jak jest w domu kultury (ale szkoda jej pieniędzy), albo jakieś gazetki - my kupimy Świerszczyka, ale jak kiedyś chciała jakąś głupawą gazetkę, to już sama musiała sobie sfinansować.

    Ale zasadniczo to chomikuje, bo nie ma jakichś rozbudowanych potrzeb. Ostatnio zrobił się szum, bo chciała mieć takie małe figurki 'śmieciaki', zobaczyła w szkole, ale okazja żadna się nie zbliża - mogła poczekać do dnia dziecka, albo kupić sobie sama. Kupiła. To chyba pierwszy taki duży zakup, chyba 40 zł zapłaciła.
  • gaskama 27.03.13, 09:42
    Syn, lat 11, dostaje 25 zł tygoniowo. Wprowadziliśmy mu kieszonkowe jakieś 8 miesięczy temu. Głownie po, by mógł sobie sam zaoszczędzić na wymarzone i wyśnione ogromne zestawy lego. Syn kocha lego i ma klocków tyle, że może konkurowac z niejednym sklepem z zabawkami. Ponieważ nie chcem z mężem kupować mu kolejnego zestawu za kilkaset zł (i nie chodzi o kase, bo to nie problem), bo już nawet nie ma miejsca na to. Więc ustaliliśmy, że jak będzie zbierał ze swoich, to może kupić dowolny zestaw. Syn przerzucił się na oszczędzanie i zebrał już chyba z 800 zł. I jakoś szkoda mu tych pieniędzy wydać. Zastanawia się nad lokatą w banku wink
  • gaskama 27.03.13, 09:44
    Miało być "nie chcemy z mężem", y mi uciekło.
  • aguila_negra 27.03.13, 09:52
    Córka 15 lat - 100 zł miesięcznie na prywatne wydatki + 100 zł na obiady (szkoła lub poza szkołą). Syn 12 lat - 50 zł miesięcznie na prywatne wydatki. Ja przejdą do gim/lic to kwoty się odpowiednio zwiększą.

    My zapewniamy im podstawowe i niezbędne ubrania, jedzenie, niezbędne kosmetyki, książki, obowiązkowe przybory i artykuły szkolne, finansujemy zajęcia pozaszkolne. Cała reszta - płyty, gry, lody, słodycze, kawiarnie, kino, prezenty dla kolegów i koleżanek i inne indywidualne potrzeby finansują z kieszonkowego.

    --
    Agnieszka
  • bergamotka77 27.03.13, 10:12
    prezenty dla kolegow i kolezanek? Toz to cale kieszonkowe takiego 12-latka na przyklad.
    Moj 11 latek dostaje - 10-15 pln tygodniowo. Kupuje z tego tylko jakies drobiazgi do jedzena w szkole, napoje, czasem jakies karty pilkarskie ale zwykle nie wydaje wszystkiego. Czasy gdy wrocil z wycieczki i kupil mi najdrozsza zupelnie bezuzyteczna pamiatke juz dawno minely, juz nie wydaje na bzdury choc ma slabosc do drobnych pamiatek wink Staralam sie nie okazac niezadowolenia bo w koncu wydal na mnie cale "wycieczkowe" ale wytlumaczylam ze to dla niego na przyjemnosci, przekaske itp i dziekuje za pamiec ale niech wydaje nastepnym razem na siebie ew. kupi drobiazdzek typu magnes dla brata jak juz musi wink Slabosc do pamiatek ma chyba po mnie, tez lubilam zawsze przywiezc cos drobnego co mi przypominalo wyjazd i drobiazgi dla rodziny wink Uwazam ze to fajna cecha ze mysli o innych kupujac taka pamiatke a nie tylko dla siebie...
  • aguila_negra 27.03.13, 10:16
    bergamotka77 napisała:

    > prezenty dla kolegow i kolezanek? Toz to cale kieszonkowe takiego 12-latka na p
    > rzyklad.

    Dlaczego? Prezent nie musi kosztować 50 zł. A jeśli nawet, to przecież ma jakieś oszczędności z poprzednich kieszonkowych. Poza tym kto powiedział, że co miesiąc się te prezenty kupuje?


    --
    Agnieszka
  • jak_matrioszka 27.03.13, 11:52
    To ile prezentow urodzinowych sie kupuje, zalezy od ilosci kolegow i ilu z nich urodziny wyprawia. Moja Mloda w tym miesiacy byla na dwoch, rocznie obskakuje min. 40, od kiedy skonczyla 4 lata mniej niz 20 rocznie nie bylo. Nawet jak prezent nie musi kosztowac 50zl ( czym sie zgadzam), to jednak srednio raz na miesiac wypadaja urodziny kolegow z klasy, a jeszcze podworko lub hobby, kiedy tu oszczedzac?
  • aguila_negra 27.03.13, 12:09
    jak_matrioszka napisała:

    > To ile prezentow urodzinowych sie kupuje, zalezy od ilosci kolegow i ilu z nich
    > urodziny wyprawia. Moja Mloda w tym miesiacy byla na dwoch, rocznie obskakuje
    > min. 40,

    Rozumiem, że na swoje urodziny zaprasza potem te min. 40 osób w ramach rewanżu?
    Kurka, to prawie jak małe wesele smile
    No to sorry, ale żadne z moich dzieci nie ma i nie miało nigdy 40 najbliższych znajomych, a zdaje się takich właśnie znajomych zaprasza się na swoje urodziny, a nie wszystkich jak leci smile Pomijam już, że nie każde dziecko urodziny wyprawia.

    --
    Agnieszka
  • jak_matrioszka 27.03.13, 12:41
    11 urodziny corki wyprawialismy po sasiedzku w browarze, do spolki z kolega urodzonym 5 dni wczesniej. Na nasze wesele zaprosilismy mniej osob, to fakt :p Mloda ma to w genach, po tatusiu, ja z zupelnie innej bajki.
    Nie wiem ilu najblizszych znajomych ma przecietne dziecko, za moich czasow urodzin dla kolegow i kolezanek sie nie wyprawialo, ja mialam tylko 18.
  • imasumak 27.03.13, 14:33
    LOL, minimum 40 rocznie?
    Mam bardzo towarzyską dziewięciolatkę, ale rocznie obskakuje maks 8 - 9 imprez urodzinowych - chodzi do tych, których sama zaprasza.
    --
    kliknij
    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
  • jak_matrioszka 27.03.13, 17:52
    Coz, masz po prostu inna definicje towarzyskosci i mlodsze dziecko, i tyle. Klasa mojego dziecka liczy 80 osob, gdyby chodzila do szkoly gdzie w klasie jest 15 osob to pewnie tez by miala mniejszy krag znajomych.
  • misiana 29.03.13, 10:20
    Klasa Twojej córki liczy 80 osób? Czy dobrze przeczytałam, czy może coś ściemniasz?
  • aquarianna 29.03.13, 10:28
    misiana napisała:

    > Klasa Twojej córki liczy 80 osób? Czy dobrze przeczytałam, czy może coś
    > ściemniasz?

    Matrioszka zdaje się z Norwegii nadaje (z góry przepraszam, jeśli coś pomieszałam), ale tym bardziej w przypadku tego państwa tak liczne klasy wydają mi się szokujące. No chyba, że to jedna klasa na całą gminę wink
  • jak_matrioszka 29.03.13, 14:24
    Matrioszka z Norwegii nadaje i nie sciemnia (bo i po co?).
    Klasa liczy 80 uczniow, mniej-wiecej, bo dokladnie to nie wiem (wacham sie miedzy 79 a 83). Nie oznacza to ze wszyscy na raz siedza w tym samym pomieszczeniu. Zajecia odbywaja sie w grupach, a grupy sa tworzone naprzemiennie. Powiedzmy ze kazdy uczen ma numer od 1 do 80. Matematyke maja razem uczniowie 1-20, 21-40, 41-60 i 61-80. Na norweskim spotykaja sie parzyste z przedzialu [1-10 i 41-50], [11-20 i 61-70] i tak dalej, na angielskim jeszcze inny zestaw, niemiecki, francuski i hiszpanski maja do wyboru, pozostale przedmioty tez w grupach. W sumie Mloda spotyka na lekcjach wiekszosc, bo nie wszystkich z 80 uczniow swojej klasy, a przeciez ma jeszcze hobby i kolezanki spoza szkoly i w innym wieku.

    Szkola liczaca ok. 200 uczniow ma chyba ze 4 anglistow, 4 matematykow, conajmniej 2 nauczycieli niemieckiego (a wszystkie 3 roczniki maja w sumie 6 godzin niemieckiego tygodniowo), bo lekcje odbywaja sie rownolegle (cala klasa ma norweski w tym samym czasie, ale kazda grua z innym nauczycielem). Nauczyciele obsluguja kilka przedmiotow, np. znajoma uczy matematyki, niemieckiego i w-f, wychowawca Mlodej uczy norweskiego, nauk spolecznych/historii i religioznwstwa (o ile dobrze pamietam), znajoma anglistka uczy tez niemieckiego i muzyki.
    W szkolach w Oslo czy w centrum innego wiekszego miasta moze to wygladac inaczej, na malej wsi jeszcze inaczej niz u nas.
  • aquarianna 29.03.13, 18:12
    > Klasa liczy 80 uczniow, mniej-wiecej, bo dokladnie to nie wiem (wacham sie mied
    > zy 79 a 83). Nie oznacza to ze wszyscy na raz siedza w tym samym pomieszczeniu.
    > Zajecia odbywaja sie w grupach, a grupy sa tworzone naprzemiennie.

    Eee, to w takim razie to nie jest typowa klasa, jako klasa, tylko po prostu rocznik i podział na wymienne osobowo grupy. Na tej zasadzie, to w każdej szkole dziecko ze swojego rocznika będzie znało ok. 80-100 osób "z klasy" wink

  • jak_matrioszka 29.03.13, 18:18
    No nie wiem jak teraz, ale kiedy ja chodzilam do podstawowki to klasa liczyla 35 osob i zawsze te same 35 osob bylo ze mna na polskim, matmie czy rosyjskim. To ze nasz rocznik liczyl 7 takich klas nie oznaczalo ze mam w klasie 250 osob, bo z uczniami innych klas sie nigdy na lekcjach nie widzialam, a Mloda i owszem.
  • aquarianna 29.03.13, 23:07
    jak_matrioszka napisała:

    > No nie wiem jak teraz, ale kiedy ja chodzilam do podstawowki to klasa liczyla 3
    > 5 osob i zawsze te same 35 osob bylo ze mna na polskim, matmie czy rosyjskim. T
    > o ze nasz rocznik liczyl 7 takich klas nie oznaczalo ze mam w klasie 250 osob,
    > bo z uczniami innych klas sie nigdy na lekcjach nie widzialam, a Mloda i owszem

    No dobrze, ale to wszystko wynika po prostu z innego systemu nauczania w Polsce i Norwegii. Teraz w Polsce jest z grubsza podobnie, jaki kiedyś, choć np. na WF ćwiczą chłopcy ze wszystkich klas z rocznika i tak samo ćwiczą dziewczynki. Podobnie bywa na językach dodatkowych (w zależności od poziomu nauczania), na religii/etyce. W gimnazjach i liceach te podziały są jeszcze większe. Nie wszędzie oczywiście. Poza tym dzieciaki z rocznika po prostu znają się z zajeć pozalekcyjnych czy z przerw. Więc niekoniecznie trzeba z kimś chodzić na daną lekcję i być z nim w klasie, żeby powiedzieć, że się go zna.
    Rozumiem, że taka 80-osobowa klasa w danym roczniku jest tylko jedna w Waszej szkole czy jest ich kilka?
  • jak_matrioszka 29.03.13, 23:19
    Jedna klasa, male miasteczko, nienazbieralo sie na wiecej.
    Ja nie neguje ze dzieciaki znaja sie pomiedzy klasami, wprost przeciwnie. Dziwie jak ktos moze napisac ze ma towarzyskie dziecko z 8-9 dobrymi kolezankami (takimi ktore sie wzajemnie zaprasaja na urodziny). Gdyby moje dziecko bylo zapraszane na 8-9 imprez rocznie, to zastanawialabym sie czy dyskryminacja ze wzgledu na jej pochodzenie, czy tez jej nie lubia za jej osobowosc.
  • aquarianna 29.03.13, 23:51
    > Gdyby moje dziecko bylo
    > zapraszane na 8-9 imprez rocznie, to zastanawialabym sie czy dyskryminacja ze
    > wzgledu na jej pochodzenie, czy tez jej nie lubia za jej osobowosc.

    Nie ukrywam, że dla mnie jednak bliższa jest rzeczywistość, która przedstawia Imasumak, bo u mnie dzieciaki też zapraszały na urodziny góra 10-12 osób w przedszkolu i w młodszych klasach podstawówki.
    Teraz, gdy są starsze, to tych osób jest 5-7. Takich po prostu najbliższych przyjaciół(ek). Raczej mało kto ma w zwyczaju zapraszanie wszystkich, których zna, bo nie chodzi chyba o to, by zrobić wielką bibę, tylko, żeby się fajnie bawić w gronie osób, które się najbardziej lubi. A nie wierzę, że da się jednakowo i bardzo lubić 40 osób, a już tym bardziej 80 wink Dlatego urodziny dziecka wyprawiane na kilkadziesiąt osób to dla mnie osobiście kosmos. Pomijam już koszty takiej imprezy.
  • joa66 30.03.13, 10:46
    Przypomniała mi się wypowiedź profesora Baumana- o piętnastoletniej dziewczynie, która mówiła, że ma ponad 500 "przyjaciół" (facebook) a on, mając ponad 80 lat najwyżej tuzina się może doliczyć wink
  • jak_matrioszka 30.03.13, 13:54
    To i tak ma profesor szczescie i dlugowiecznych przyjaciol. Jak ja bede miala 80-tke, to kilku moich przyjaciol bedzie mialo setke i wiecej, naprawde nie spodziewam sie wtedy posiadania wiecej niz tuzina dobrych znajomych. Co do znajomosci na FB to sie nie wypowiadam, ja tej kategorii znajomosci nie zaliczam do grona przyjaciol, Mloda tez raczej nie (ma na FB niewiele wiecej znajomych niz w rzeczywistosci, "farmowych sasiadow" pokasowala jak skonczyla grac).

    Skoro bardzo towarzyskie dziecko ma az 8 znajomych, to ile ma dziecko przecietnie towarzyskie? Dwoje?
  • joa66 30.03.13, 14:23
    Ale czy na urodziny zaprasza się wszystkich znajomych??? Nawet dobrych?

    Z ciekawości jak wygląda kinderbal dla 80 dzieci?
  • jak_matrioszka 30.03.13, 19:44
    Wszystkich znajomych nie, prawde mowiac to nawet nie zawsze wszystkich u ktorych byla zaprasza. Kinderbal na 80 dzieci wyglada pewnie jak wieksze przedszkole, wymaga pomocy dodatkowych osob, najwieksze pod wzgledem ilosci osob urodziny organizowalam z rodzicami kolegi, jakos poszlo (ale to nie male dzieci byly).
  • mamusia1999 27.03.13, 11:00
    moja 13latka dostaje 15€ (my w Niemczech) plus ulamek finansowych prezentow. odziez/buty wybiera sama, a ja place albo dostaje pule na zakupy i ruszamy w CH. czasem do kina zapraszam, czasem placi sama (na nedznikow zaprosilam, breaking down musiala zaplacic sama). wiekszosc ksiazek, prasy tez place, za thrillery z supermarketu nie.
    mozna by stwierdzic, ze ma to kieszonkowe na potrzeby, ktore wymykaja sie mojej wyobrazni, mojemu zrozumieniu, mojej estetyce, dla mnie odpadaja pod luksus. daje osobno pieniadze na obiady w szkole (u nas wykupuje sie bony co tydzien), jesli woli isc na kebab/pizze/hamburgera roznice finansuje z kieszonkowego.
    finansuje rozliczne hobby w wymiarze podstawowym ja, gadzety finansuje sama (tzn. czarne "podstawowe" bryczesy ja, 2 pary kolorowych ona)
    dorabia: butelkami, bo ja o nich wiecznie zapominam, myciem samochodu, bo ja wtedy do myjni nie musze, prowadzi kolko rekodzielnicze....
  • jak_matrioszka 27.03.13, 11:57
    O, przypomnialas mi o butelkach smile To tez uwazam za dobry sposob na nauczenie dziecka zarabiania. Ja nosilam makulature do skupu (bony dla mamy, kasa dla mnie), a teraz juz tego nie ma (nostalgicznie to szkoda). Butelki Mloda sprzedaje na cukierki dla Mlodszej, bo my za duzego przerobu nie mamy i zarobic sie na tym nie da.
  • mamusia1999 27.03.13, 14:03
    u nas w tej chwili rowniez plastikowe nie-soki sa zwrotne, wiec tak raz na 2 miesiace jeden wor sie usklada.
  • aneta-skarpeta 27.03.13, 11:04
    moj 11latek
    dostaje 150 miesiecznie- tzn za taką kwotę może miesiecznie kupic zabawke, grę, dołądowanie do gry- cos tylko jego. moze tez odkladac np na kupno wypasionej myszki, sluchawek etc

    codziennie dostaje ok6 zł do szkoły- ale to przejada

    jak np zaangazuje sie w pomoc przy pracach domowych- typu remont, sprzatanie cieżkie ogrodu, to ma szanse ze np dolozymy do sluchawek etc
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • guderianka 27.03.13, 12:00
    13 lat-40 zł/m-c
    7 lat-5 zł/m-c

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • swiecaca 27.03.13, 12:06
    nie mam jeszcze dziecka gimnazjalnego. ale mając w pamięci własne wyczyny z młodosci - szczerze odradzam wliczanie do kieszonkowego takich rzeczy jak korepetycje. bardzo łatwo dzieciakowi 'zaoszczędzić' na czymś takim. ja tak robiłam, np rezygnowałam z opłacenia obiadów w szkole żeby mi została kasa na bardziej pożyteczne z mojego punktu widzenia rzeczy.
  • karola1008 27.03.13, 13:27
    Syn lat 10 - 10 zł tygodniowo, córka lat 6 - 5 zł. Te pieniadze są tylko na ich drobne potrzeby, typu karty piłkarskie, gazetka z gadżetem, batonik czy dodatkowy napój w szkole itp. Ubrania, buty, wydatki szkolne, zajęcia pozaszkolne piłka nożna, jazda konna i karate ze strojami i akcesoriami, drugie śniadanie do szkoły-finansujemy my, tzn. rodzice. Książki - też my. Zabawki - my, poza tzw. pie...tami smile. Syna zresztą teraz zabawki interesują coraz mniej,ogranicza się do lego i innych klocków, zdalnie sterowanych modeli samochodów, samolotów czy statków, rożnych modeli do składania, gier planszowych i komputerowych. Droższe, wymarzone zabawki kupujemy na gwiazdkę oraz z okazji urodzin, imienin, dnia dziecka. Poza tym, raz na jakiś czas kupimy dzieciakom taką pierdółkę, którą zasadniczo kupują z kieszonkowego.
    Dzieci mają też swoje oszczędności, na które składa się to, co dostają od dziadków, cioć, wujków itp., a czasem takze od nas, np. czasami dajemy im jakieś drobniaki. ZA te peniadze mogą sobie kupić co chcą, poza alkoholem, narkotykami i bronią palną oczywiście smile. Z reguły kupują sobie za to jakieś droższe rzeczy, które od nas mogliby dostać przy naprawdę ważnej okazji typu gwiazdka lub urodziny, albo i w ogóle, bo są to rzeczy naprawdę drogie. Np. syn za zaoszczędzone pieniądze kupił sobie zestaw lego za 750 zl oraz xboxa i dwie gry. Czasem dokładamy im do tych wymarzonych rzeczy, choćby po to, żeby wiedziały, że widzimy i doceniamy ich starania.
    Generalnie nie mają wszytskiego i nie mają na wszytsko. Ale my z mężem też nie.
  • imasumak 27.03.13, 14:50
    erdbeere40 napisała:

    Już dawno miałam zapytać, jak wygląda u Was sprawa kieszonkowego. A natchnął mnie dziś wątek o "kradzieju" nastolatku. Interesuje mnie przedział gimnazjalny.
    Ile dajecie, z jaką częstotliwością i na co ma wystarczyć, czy ingerujecie w wydatki?


    Mojej 19latce w okresie gimnazjum dawałam 300 zł miesięcznie. Miało jej to wystarczyć na rozrywki, książki (poza szkolnymi, na które dostawała osobno), płyty, kosmetyki, drobne szkolne wydatki typu naboje do pióra, jakiś klej, brulion w ciągu roku szkolnego. Z reguły zostawało jej z tego sporo, miała wtedy więcej kasy na kieszonkowe podczas wakacji.

    Zacznę o siebie. Córka - 14 lat dostaje 200 zł kieszonkowego na konto. Na co, na nic, bo wszystko, co chce jej kupujemy, a właściwie mąż kupuje. Tylko, że ona
    nigdy nic nie chce.......Ale lubi je mieć na kocie w razie czego
    .


    No i dobrze. Skoro nie wyłudza na przyjemności, a swoje pieniądze woli oszczędzić, to jest OK. Są ludzi, którzy wolą mieć pieniądze na koncie, niż wydawać, to im daje poczucie bezpieczeństwa.

    U męża brat- nastolatek 15 lat. Dostaje 1000 złotych, z czego ma opłacić sobie
    korepetycje z angielskiego ( 480 z 2 x w tygodniu po 60 zł) ,aikido- nie wiem ile, dojazd na korepetycje, ubrania, jedzenie w szkole, kino i wszystkie fanaberie. I on ciągle żądny pieniędzy, wręcz zachłanny.


    A jak ma nie być, jak z pewnością mu tej kasy brakuje? Trochę to niepoważne, żądać od 15latka, żeby sobie budżet kompletnie zaplanował, łącznie z ubraniem się i wyżywieniem. Taki model wprowadziłam mojej starszej córce gdzieś w połowie liceum - jedyne co płaciłam sama bezpośrednio, to czesne za szkołę i internat, na resztę robiłam jej przelew na konto, ale była to większa kwota niż 1000 zł.



    Obydwa modele kieszonkowego uważam za złe, obydwa paczą psychikę. Aha, męża brat wpadł na takie rozwiązani
    > e, gdy jego syn 8 razy w miesiącu dojeżdżał na korepetycje taksówką, koszt w je
    > dną stronę 20 zł x 2 x 4= 160, teraz jeździ autobusem, bo mu żal własnych pien
    > iędzy, więc skutki pozytywne są. A jak to wygląda to u was?


    --
    kliknij
    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
  • imasumak 27.03.13, 15:03
    Młodsza córka, prawie dziesięciolatka dostaje 150 zł miesięcznie. Od nas stówkę, od mojej mamy 50 zł. Wydaje z tego średnio około 50-60 zł, czasem więcej, czasem mniej, najczęściej kupuje akcesoria plastyczne, książki poza szkolnymi i od czasu, do czasu lalkę Monster High. Resztę odkłada na większy zestaw lego i kieszonkowe wakacyjne.
    Na jedzenie i picie nie wydaje, wszystko co trzeba ma w domu, drugie śniadanie dostaje kompletne, więc w sklepiku nie wydaje, obiady je w domu.

    --
    kliknij
    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
  • aneta-skarpeta 27.03.13, 16:07
    fakt przy budzecie 1000zł- 480- korki _ aikido- pewnie ze 150

    bilet 100? 150?
    jedzenie w skzole- liczmy 10 zł- 200 zł

    to juz jest prawie 1000zł
    --
    mój blog o filcowaniu, drutach, starociach, wnętrzach i ciastkachwink
    szopinistka.blogspot.com
  • imasumak 27.03.13, 16:16
    No, a chłopak ma się jeszcze za to ubrać. Ciekawe czy w to wchodzą tez kurtki zimowe, buty itp.
    Jego rodzice są całkiem oderwani od rzeczywistości.
    --
    kliknij
    jeśli chcesz nakarmić zwierzaka w schronisku
  • erdbeere40 27.03.13, 17:45
    Już odpowiadam: kurtki zimowe nie, spodnie nie, ale np. fajna kurtka, a właściwie płaszczyk elegancki już nie wchodził w grę, miał sam sobie zaoszczędzić. Dodam, że rodzice z tych bogatszych i nie mających żadnych problemów finansowych. Po prostu wprowadzili takie zasady.
  • pitahaya1 27.03.13, 16:38
    Młodszy 3gimn - 20zł/tydzień, do ręki. Wydaje niemal zawsze na jedzenie i picie w szkole. Wiem, bo mi panie mówią, że każdą złotówkę na kanapkę przeznacza. Z domu brać nie chcewink
    Starszy to doroślak - 100zł na konto. Wydaje j.w.
    Resztę, czyli bilety miesięczne, czesne, kursy, rozrywki, książki, gry, ciuchy, buty...kolonie, sport i wszystko inne opłacamy my.
    Młodszy nie bardzo ma z czego oszczędzać, więc i cudów nie wymagamy.
    Starszy dorabiał, wiec zarobił na komputer, książki, akcesoria do kompa, do nauki.
    Innych zasileń poza naszym praktycznie nie mają.

  • needmoney 29.03.13, 11:38
    Gimbus 14 lat dostaje 25 zł na tydzień, licealista 50 zł na tydzień (też już ma 18 lat i konto) zapewniamy wikt i opierunek (zakup ubrań) oraz wszystko co związane z edukacją (podręczniki, języki, obiady w szkole, bilety). Żadnych wożeń na treningi itp. są autobusy jak się dowiedziałem że 14 letni chłopak znajomych "nie potrafi" jeździć autobusem to mi kopara opadła.
    Na luksusy muszą oszczędzać, "zarobić" lub "wyżebrać" od rodziny, oczywiście dokładamy
    w granicach rozsądku (co 2-3 lata) np. 300zł na telefon, 1000zł do laptopa, na wycieczki "szkolne" też nie żałujemy ale kieszonkowego dodatkowego nie dokładamy co najwyżej doładowujemy telefon żeby mógł zadzwonić ...
    Co z nich wyrośnie to się okaże wink
    --
    Ale jeżeli jest tylko za friko, to to pieprzę ...
    Jestem dowodem na to, że Polska jest w dalszym ciągu dzikim krajem ...
    polska-wolna-od-gmo.org/
    www.ivrp.pl/
  • iupikaiei 29.03.13, 12:18
    Moi synowie (9 i 12 lat) dostają po 50 zł miesięcznie. Jest to typowe kieszonkowe, bo rzeczy do szkoły, kosmetyki, ciuchy, jedzenie, zajęcia dodatkowe itd. mają kupowane przeze mnie. Albo sobie ciułają i nie wydają, albo kupują za to jakieś kolejne maskotki czy inne przyjemności (np. na naszych wakacyjnych wyjazdach, jeśli chcą pograć w air hockey czy automaty). Czasem dostają 10-20 złotych od dziadków za jakąś pomoc w układaniu drewna do kominka czy jakieś prace w ogrodzie. Jest to ich dobra wola, że chcą pomóc, i dobra wola moich rodziców, że im za to w taki sposób dziękują. Chłopcy sami niedawno uciułali sobie prawie całą kwotę na ps3 i teraz kieszonkowe przeznaczają m.in. na doładowanie konta w ps store czy jakieś gry (po zatwierdzeniu wyboru przeze mnie).
  • seren1 29.03.13, 14:09
    Musicie być dobrze sytuowani, że na takie fanaberie sobie pozwalacie, natomiast rozumu u Was nie ma ,,za grosz"... wink Cóż, takie moje spostrzeżenie.
  • naomi19 30.03.13, 07:30
    moja 5-latka dostaje... 2zł tygodniowo big_grin
    --
    butelkowy.blox.pl/html
  • nabakier 30.03.13, 15:14
    Przy drugim dziecku zmądrzałam. Nie daję wcale. Daję na konkretne potrzeby i jak zawoła. No i zawsze stoi u nas miseczka z drobnymi (tzw. szutem), z której każdy bierze na loda czy chipsy bez rozliczania się.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka