Nauczyciele pracuja 47 godz/tyg Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • wyborcza.biz/biznes/1,100896,14060111,Ile_pracuja_nauczyciele__Niecale_47_godz__tygodniowo.html
    Kolejny argument w dyskusji o tej wspaniaaalej pracy, w ktorej glownie sie odpoczywa. Nauczycielka w szkole podstawowej bylam pol roku i bylo to najgorsze doswiadczenie mojego zycia, wliczajac rozwod wink Chyle czola i podziwiam!
    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
    • i co z tego że badania, że ankiety skoro ludzi ei tak wiedzą swoje. Miałam okazję poczytać komentarze pod tym artykułem, szkoda gadać. generalnie nauczyciele to leserzy, obiboki, leniwce a do tego kłamczuchy patologiczne bo w ankietach kłamali i już. Bo i tak WSZYSCY wiedzą że oni NIC nie robią i się byczą przez 4 miesiące w roku. W pozostałe pracują 18 godzin LEKCYJNYCH a i tak nic nie robią.
      --
      65FF-G to WCALE nie jest wielki biustsmile
      • paskudek1 napisała:

        > i co z tego że badania, że ankiety skoro ludzi ei tak wiedzą swoje.

        a co? Oczywiście, że ludzie wiedzą i nie dadzą sobie ciemnoty wpajać.

        >generalnie nauczycieleto leserzy, obiboki, leniwce a do tego kłamczuchy patologiczne bo w ankietach kłamali i już. Bo i tak WSZYSCY wiedzą że oni NIC nie robią i się byczą przez 4
        > miesiące w roku. W pozostałe pracują 18 godzin LEKCYJNYCH a i tak nic nie robią

        a nie tak? Ktoś tu napisał, że gdyby mieli jasno określone godziny pracy, np. 8.00-16.00 w ramach ,których wykonywali swoje obowiązki a więc spotykac sie z rodzicami i uczniami, przygotowywać się do zajęć ( faktycznie, biorąc pod uwage że co roku klepią to samo i materiały maja te same) i sprawdzac prace, to wszystko byłoby jasne i uczciwe.
        A tak, to wypełniają ankiety, w których piszą ile to oni czasu nie poświecają swojemu zawodowi, co jest gó... warte.

        I ciekawe, że ciągle się dokształcają tongue_out Od lat majac wyuczone na pamięć i klepiąc te same regułki, definicje, itp. Nie wspomnę o wuefistach, plastkach, muzykach itp. Pitus bajtuś, będzie wiosna...


        Dupa. Jak będą robić po 8 godzin dziennie ( uczciwie) , mieć po 26 dni urlopu, emeryture w wieku 67 lat i jeszcze inne tam, to uznam, że uczciwie pracują tongue_out


        > .
    • Nie byloby tego calego zamieszania gdyby nauczyciele mieli do dsypozycji pokoje w ktorych mogliby pracowac, spotykac sie z rodzicami i uczniami, przygotowywac do zajec i sprawdzac prace. Pracowaliby od 8:00 do 16:00 czy jak tam szkola ma zajecia zorganizowane i wszytko byloby jasne. nikt by sie nie czepial.

      W szkole mojej corki nauczyciele tak pracuja i naprawde widac roznice. Praca w pracy jest duzo bardziej efektywna, bardziej "mierzalna" niz praca z domu.

      Moj ojciec od 30 lat jest nauczycielem akademickim. Nieee, zdecydowanie nie pracuje 46godz tygodniowo. Po prostu od 30 lat prowadzi te same zajecia i nie musi sie jakos specjalnie do nich przygotowywac. Owszem, pracuje w weekendy, ale to juz jest dodatkowa praca ze studentami zaocznymi.
      --
      Niecodziennik
      • jest nauczycielem akademickim. Nieee, zdecydowanie nie pracuje 46godz tygodniowo. Po prostu od 30 lat prowadzi te same zajecia i nie musi sie jakos specjalnie do nich przygotowywac.

        Mam nadzieję, że bajdurzysz i go obrażasz, jeśli nie, to już zupelny dramat. No chyba że uczy laciny.
        --
        „powinniśmy porzucić wszelką etyczną arogancję i pokornie przyznać, jak wiele mamy szczęścia, mogąc działać etycznie” S.Ż.
        • Uczy matematyki i ma bardzo dobra opinie, od lat maturzysci wala do niego na korki drzwiami i oknami bo podobno swietnie uczy.

          Wiem natomist ile czasu jest w domu i spedza na sprawdzaniu prac. Od dziecka pamietam jak jednym okiem oglada mecz w TV, lezy na kanapie i kresli czerwonym dlugopisem prace. Podczas jednego meczu potrafil sprawdzic prace 3 grup. Napisal kilka ksiazek i skryptow dla studentow, poza tym od kilku lat juz tylko czeka na emeryture. Nigdy nie widzialam aby przygotowywal sie do zajec.
          --
          http://www.abotak.com/images/banner.gif
          • Poprawianie prac to też swego rodzaju przygotowywanie sie do zajęć - dowiadujesz się, co już umieja, co trzeba dojasnic, co powtorzyc.

            --
            "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
          • Mój mąż jest nauczycielem w podstawówce- ponieważ uczy informatyki ma pod opieką wszystkie komputery w szkole- w księgowości, sekretariacie, pokoju nauczycielskim, no i u siebie w pracowni- które są stare i wiecznie zepsute. Ciągle je reperuje, siedzi w tej księgowości czy sekretariacie. Nie jest to na pewno 47 godzin w tygodniu-ale sporo. Mnie nieraz szlag trafia- bo on wiecznie jest w szkole-poza swoimi godzinami. Dziś mieli festyn- był od 7.30 do 14. Wrócił wykończony-a ja siedzę wściekła, bo piękna pogoda-a on nie ma siły się ruszać.
            Nie wiem skąd te wyliczenia 47 godzin- aż tak dużo mi się nie wydaje, ale są tygodnie, gdy tyle siedzi. Najgorsze, że o jakiś szkoleniach dowiaduje sie przeważnie dwa dni wcześniej..
          • aaa, to zmienia postac rzeczysmile przez te liczna korki nie ma czasu na przygotowanie do zajęctongue_out
            --
            Moja rodzinka
            FORUM PORONIENIE
            http://www.suwaczek.pl/cache/c3b6fd8bdf.png
      • I nic, absolutnie nic się nie zmienia w jego dziedzinie i nie musi się dokształcać, uzupełniać wiedzy?
        • Nie przypominam sobie jakichs wielkich odkryc w arytmetyce czy geometrii w ostatnich latach tongue_out
          --
          Niecodziennik
          • no ale mieszasz pojęcia
            nauczyciel akademicki to zupełnie inna bajka niż nauczyciel w szkole podstawowej czy gimnazjum.
            Moja siostra też uczy matematyki w podstawówce i gimnazjum.

            Twój ojciec na pewno nie musi:
            - organizować dyskotek,andrzejek, mikołajków, festynów, dni europejskich, pikników, apeli, comiesięcznych zebrań z rodzicami, dni otwartych, wycieczek, wszelkich wyjść poza szkołę, i jeszcze ch...j wie czego.
            przyjdzie pyknie wykład i ma resztę gdzieś a tu pilnuj dzieci, dyżuruj w takim huku, że ja po jednym pobycie raz tam na przerwie, poczułam zlasowany mózg i bierz odpowiedzialność za zdrowie i życie cudzych dzieci.

            Uważam że praca nauczycieli jest bardzo niedoceniana i obecne czasy koszmarne dla opinii tego zawodu.
            Widzę ile ona robi za psie pieniądze...

            ja osobiście bym nie wytrzymała ani jednego dnia w szkole, a za pysknięcie bachorkado mnie strzelałabym od razu w ryj smile
            • Ale nauczyciel akademicki też robi mnóstwo rzeczy dodatkowych oprócz prowadzenia zajęć. Przede wszystkim musimy ciągle aktualizować swoją wiedzę (nie ma chyba dziedziny, która dziś nie rozwijałaby się), czyli każdego roku wzbogacać nasze wykłady o nowe treści, refleksje, badania etc., sprawdzać na bieżąco prace licencjackie i magisterskie (prowadzę około 30 takich prac, a na seminarium, czyli w godzinach płatnej pracy, nie ma szans z tym zdążyć). Do tego ten rok był rokiem, który upłynął pod znakiem wprowadzania nowych zasad jakości kształcenia, co spowodowało, że nad różnego rodzaju dokumentacją przepracowałam lekko licząc 150 godzin (gratis oczywiście). Dwa razy w tygodniu po godzinie mam konsultacje dla studentów (też niepłatne), raz w miesiącu radę instytutu i radę wydziału. Sprawdzanie kolokwium (teraz pod koniec semestru mam do sprawdzenia kolokwia 9 grup, w każdej po 20 osób), egzaminy (na koniec tego semestru mam 5 egzaminów, liczebność grup jak wyżej), recenzje prac (ok. 30 tych, których jestem promotorem i około 20, które recenzuję). Oczywiście uczestniczenie w komisjach egzaminacyjnych (policzcie, ile może trwać obrona 50 prac) niepłatne. Jasne, że są u nas leserzy, którzy pracują wymagane 240 godzin rocznie i nic nie robią dodatkowo, ale większość zasuwa jak ja.
      • no widzisz, a mój mąż jest nauczycielem akademickim i wiecznie siedzi nad komputerem. jak wraca z firmy, je obiad , siada i komputera i do północy sprawdza prace, poprawia magisterki, przygotowuje testy, przygotowuje coś nowego na wykłady. Zreszta z roku na rok wprowadzają nowe zajęcia do których trzeba się przygotowywać.
        Więc to wszystko zalezy od konkretnego przypadkusmile

        a o nauczycielach sie nie wypowiadam, bo pracuje w szkole. Nie, nie ejstem nauczycielem tablicowym, moj etat to 30 godzin. ale wolę się nie wypowiadac.
        --
        Moja rodzinka
        FORUM PORONIENIE
        http://www.suwaczek.pl/cache/c3b6fd8bdf.png
        • Zaraz mnie ktoś tu zjedzie wink ale aż 47 godzin?

          Ja tyle aż nie pracuję (chyba) choć mam w liceum grubo ponad etat (prawie 1,5) i do tego w weekendy lektorat na uczelni. Przy 35 godzinach DYDAKTYCZNYCH to może tyle mi wychodzi...nie wiem. Ale komuś przy 18-20?
        • Mozliwe, moj ojciec wyklada matematyke na uczelni technicznej w związku z tym nie bywa promotorem, nie sprawdza prac magisterskich, nie prowadzi tez doświadczeń no bo jakie to są doświadczenia z czystej matematyki? A program matematyki też od lat pozostaje bez zmian.
          --
          Niecodziennik Matki Polki z Dzieciem Hiszpana na Wyspach Brytyjskich
          • Czyli że jest dydaktycznym (nie że "na uczelni technicznej", tylko że nie jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym) i nie musiał robić habilitacji a potem profesury, nie musi publikować oraz promować magistrów i doktorantów, nie prowadzi badań, nie prowadzi współpracy z zagranicą, nie pracuje na rzecz środowiska oraz nie ma obowiązków administracyjnych, a siatki i ecetesy spadają mu gotowe z nieba. Wow.

            Ale po co, ja się pytam po co, stawiasz taki nietypowy przypadek jako przykład i regułę?

            Weź się ogarnij.
    • Tyle to wyrabiałam tylko jednego roku jak miałam dwa przedmioty w tym jeden - informatyka w dwóch szkołach plus za darmo administrowanie siecią komputerową w obu szkołach i obsługa ich stron internet. Konferencje razy dwa, imprezy i wycieczki, na szczęście nie miąłam wychowowstwa. Nigdy więcej.
      7 godzin tygodniowo to przygotowujesz się jak zaczynasz uczyć przedmiotu albo jak zmieniasz podręcznik. Po 9 latach zajmuje mi ok 3 godziny - udoskonalenie lekcji i przygotowanie sprawdzianów pod konkretną klasę. Dokształcania na bierząco w necie czy czasopismach nie wliczam bo to przyjemność.
    • Ale weź poprawkę na to, że to była podstawówka. Ja pracuję w liceum i to jest naprawdę fajna praca. Ta fajność nie polega na tym, że nic nie robię, pracuję uczciwie, ale jednak to jest bardzo satysfakcjonujące.
      --
      Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

      Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
      • W liceum nie ma chyba tych wszystkich dyskotek, akademii ku czci i co tam jeszcze. Przynajmniej ja niczego takiego nie robię. Mam wychowawstwo, spotykam się z rodzicami, piszemy do siebie maile, mamy sporo spotkań indywidualnych, sprawdzam klasówki, przygotowuję się do lekcji...i tyle chyba. Raz w roku wyjeżdżam na 5 dni i nie znoszę tego. Czasem jeszcze drugi raz na 2 dni.
        • Jest mniej tych apeli, dyskotek nie ma w ogóle, chyba że w gimnazjum.
          --
          Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

          Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
          • U nas apele są 2 w roku. Dyskotek nie ma. Mam 2 wycieczki w roku - jedną 4-5 dniową i drugą 2-3 dniową. Klasa jest fajna- raz w miesiącu gdzieś się wspólnie wybieramy. Ponadto prowadzę koło matematyczne "dla zdolnych" i wyrównawcze dla tych, którzy mają trudności w nauce. I osiągnięcia kółkowiczów są ogromną frajdą. Kilka lat temu bardzo zaniedbany matematycznie uczeń miał 98% z matury na poziomie rozszerzonym. Dla takich warto pracować.
    • Hehehe uwielbiam jak niektórzy niedowartościowani mogą sobie pomyje powylewać na innych tongue_out
      Baaaa....na mnie między innymi smile...i co.. mam to gdzieś...żal mi ich okrutniesmile
      Jestem nauczycielem, pracowałam jako nauczyciel w szkole podst., jako pedagog szkolny również, wybrałam ostatecznie pracę z dziećmi w przedszkolu i kocham to nad zycie. Cieszę się, ze mogę robić to co kocham, między innymi dlatego, że mąż robi to, co przynosi dochody na tyle duże bym ja mogła pozwolić sobie pracować w tym zawodzie. I choć zarobki wiadomo jakie, to jednak czas pracy mnie satysfakcjonuje i to, ze mam dużo czasu dla moich dzieci i dobrze mi z tym tongue_out
      --
      http://lb2m.lilypie.com/iB0Gp2.png http://lbym.lilypie.com/XUTzp2.png
      • a Ty uważasz, że zarabisz mniej niż sprzataczka? czy nauczyciele w ogóle wiedzą ile zarabia się w innych zawodach? sa takie rodziny, których suma dochodów wynosi tyle, co wasza pencja- najniższa krajowa wynois 1600 zł a sama zasadnicza dyplomowanego to 2 x tyle. macie czelność mówić, że jakby mąż duzo nie zarabiał to uciekłybyście z tej pracy? a dokąd jeśłi moge wiedzieć? gdzie was przyjmą z otwartymi rękami. Aaaa pewnie myślicie, że jesteście tak bardzo wykształceni, że wszędzie was przyjmą??????????

        Ania
        • Kobieto, ochłoń, bo Ci żyłka pęknie. Już Cię kojarzę z antynauczycielskich wpisów i jak tylko zobaczyłam Twojego nicka w tym wątku, wiedziałam co napiszesz.
          We wszystkich wątkach tego typu (a co chwilę pojawiają się nowe) wytykasz nauczycielom, że narzekają, a mają przecież takie kokosy. Bo Ty WIELKA KSIĘGOWA wszystko wiesz o naszych pensjach i obowiązkach. To może pokaż mi choć JEDEN wątek założony przez nauczycielkę, w którym domaga się podwyżki i narzeka, że nie może końca z końcem związać. Zwykle jest tak, że jak się na nas psy wiesza, to się bronimy przed zarzutami. Tobie wolno napisać, że nauczyciele są niedouczeni, roszczeniowi, niesprawiedliwi i bezczelni, a w dodatku kłamią, że mają niskie pensje- nam wolno na to odpowiedzieć.
          • a co cię tak dziwi? zdania nie zminiłam w tej kwestii. A wkurza mnie narzekanie na pensje, tylko rzucanie hasłami typu: trzeba było sie uczyć i zostać nauczycielem" i to wasze przekonanie o własnej wyższości.Tyle- a że każdy chce wiecej zarabiać to zrozumiałe- choć Wy nie przyjmujecie do wiadomości, ze zliczając wasze inne przywilej to suma sumarum jest bardzo dobrze!!!!!!!!!!!
    • Jestem nauczycielką matematyki w wysoko progowym liceum. Praca, na szczęście, nie jest koniecznością ekonomiczną, bo wtedy uciekłabym ze szkoły. Lubię uczyć i lubię uczniów, ale jest coraz trudniej.
      @ Stale zmieniające się podstawy programowe, reformy - już nie daje się za tym nadążyć
      @biurokracja, zabierająca czas, który można poświęcić uczniom - i tym zdolnym ( bo takich nie brakuje) i tym mającym problemy w nauce ( też są)
      @bardzo zróżnicowany poziom uczniów w I klasie. Mimo tego, że szkoła znajduje się na topie rankingów trafiają uczniowie z ogromnymi brakami ( w każdym razie z matematyki) przez pół roku wyrównuję poziom zdając sobie sprawę, że dzieje się to kosztem tych zdolniejszych
      @spadek prestiżu zawodu nauczyciela między innymi ze względu na uposażenie. Zamożniejsi rodzice potrafią być chamscy i młodzież , niestety, także.
      @ źle pojmowana szkolna demokracja, mylona z anarchią.
    • Z calym szacunkiem dla nauczycieli ale badanie czasu pracy poprzez ANKIETY???? A co mieli napisać? Pracujemy 10h tygodniowo?

      A ludzie 'wiedzą swoje' bo widzą jacy nauczyciele są. Przygotowywani się do lekcji? Brak - klepanie wciąż tego samego. Wypracowania do sprawdzenia? Jak najmniej się da. Sprawdziany sprawdzane w czasie klasówek innych grup. Dobrzy, ciężko pracujący to raczej wyjątki.


      --
      Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
    • Tak się przy okazji zastanawiam, o ile ja dłużej pracuję niż to jest potrzebne i to niekoniecznie z własnej winy. Weźmy przykładowy sprawdzian.

      Przygotowuję go. Nie mam w domu drukarki, więc jestem zdana na drukowanie szkolne. Wysyłam sobie na maila przygotowany sprawdzian i okazuje się, że w jedynej drukarce podłączonej do komputera podłączonego do Internetu nie ma tonera. Więc muszę znaleźć pendrive'a, na komputerze w klasie otworzyć pocztę, skopiować na pendrive'a, przejść do gabinetu doradcy zawodowego, wydrukować, przejść do czytelni, skserować (ja mam dobrze, bo mam klasę koło czytelni i doradcy). Z tego, co powinno trwać 5 minut, zrobiło się 15. Załóżmy, że w mojej klasie są lekcje. Wtedy pocztę muszę odebrać na ostatnim komputerze w bibliotece, na którym jeszcze chodzi Internet, a że adekwatniejszym określeniem niż chodzi jest tutaj wlecze się, więc z 15 minut robi się 30.

      I tak jest przez cały czas. Jak nie jedno, to drugie. Pamiętać, że komputer podpięty do tej drukarki nie czyta ani nowego Worda, ani PDF (a Adobe Acrobata sobie nie ściągnę, bo nie mam uprawnień administratora), a z kolei podpięty do tamtej nie ma Internetu. Godzina wojowania z komputerem, który nie odtwarza plików dźwiękowych i trzy konsultacje telefoniczne z mężem informatykiem, nim się okazało, że cholerstwo puszcza dźwięk przez kartę graficzną. Serwisant komputerowy - nie żartujcie, robią to informatycy, a i tak już ledwie zipią.

      Podsumowując krótko całe to ględzenie - spokojnie mogłabym pracować jakieś 75% czasu jaki w tej chwili pracuję, z dokładnie taką samą efektywnością jak teraz, gdyby nie to, że połowa cholernego badziewia nie działa.
      --
      Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

      Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
      • Dlatego Asiu ja, żeby spocona po piętrach nie biegać zainwestowałam w swoją drukarkę ze skanerem + tusz co kilka tygodni za 35 zł. Na drukowanie w szkole już dawno przestałam liczyć, bo rano jest do ksero i komputera kolejka jak w sklepie za komuny. Mam w klasie rzutnik ( przeca nowoczesność w szkole i zagrodzie ) , ale do laptopa dopchać się nie można. I co robi Sara - ano bierze swój prywatny i ciągnie PKS-em 20 km w jedną stronę , coby lekcja przeklepana i nudna nie była. o Internecie w klasie przez najbliższą dekadę mogę sobie pomarzyć. A tak poza tym fejsbuka nic nie jest w stanie przebić smile
        --
        Poddasze...
        • W końcu chyba kupię drukarkę - tylko czemu oni je takie duże robią wink ? Miejsca nie mam.

          No i u nas to nie jest takie hop siup kupić przy mężu informatyku. On nie zdzierży kupienia badziewia - musimy czekać, aż będzie nas stać na taką, jaką uważa za przyzwoitą, inaczej cierpi. To w zasadzie jedyna jego wada i pewnie na dłuższą metę jest zaletą, bo dzięki temu sprzęty domowe są praktycznie bezawaryjne - ale z drugiej strony czasem wolałabym mieć coś jakiekolwiek, ale szybko.
          Oczywiście mogę kupić bez ustalania, ale wtedy on za tydzień kupi jaką trzeba i będą dwa graty zamiast jednego. wink
          --
          Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
          Imion miłych ludowi lud pozapomina.
          Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
          Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
      • Asiu, Ty przygotowujesz sprawdziany w domu, musisz nad nimi pomysleć. Ale przyznaj z ręką na sercu, czy znajomi Ci nauczyciele też tak robią? Czy wszyscy? A jeśli nie, to jaka część? Gdyby wszyscy nauczyciele poświęcali czas na przygotowanie sprawdzianu, do każdej klasówki innego, nie byłoby gotowych sprawdzianów przygotowanych przez wydawnictwa. Bo nie byłoby popytu na tego typu materiały. I nie byłoby zakazu brania do domu prac klasowych, zeby dzieci nie skopiowały i nie przekazały innym. Bo skoro za każdym razem nauczyciel układa samodzielnie sprawdzian, a nie robi go naokoło przez kilka lat, to co by mu szkodziło wypożyczyć dziecku sprawdzian do domu, żeby obejrzał rodzic / korepetytor itp. A tak wymaga się od rodziców, żeby przychodzili w godzinach własnej pracy, żeby sprawdzian obejrzeć, ewentualnie porobić notatki.
        --
        Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
        • Mnie nie chodziło o czas na szykowanie sprawdzianów - bo to jest mój obowiązek. Chodziło mi o czas całkowicie i najzupełniej zmarnowany na walkę z badziewnym sprzętem. Który całkowicie sztucznie wydłuża mój czas pracy, z korzyścią wyłącznie dla statystyk i nikogo poza tym. Ministerstwo zamiast radośnie wyliczać, ile ja pracuję, za pomocą tych ankiet, mogłoby uwzględnić, ile czasu marnuje i doposażyć szkoły.
          --
          Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
          Imion miłych ludowi lud pozapomina.
          Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
          Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
    • pozwolę przytoczyć sobie słowa jednej z Pań, z wątku podobnego w tematyce,słowa bardzo mądre, mozna rzec :święte

      "Nie chodzi o to, ile nauczyciel faktycznie pracuje (wierzę, że sporo więcej, niz wynosi pensum), ale o to, ile czasu spędza w miejscu pracy. Sumowanie godzin spędzonych w szkole i tych przepracowanych w domu to czysta demagogia.
      Sprawdzać klasowki i wypracowania mozna nawet na leżaku we własnym ogródku. W tym czasie nauczycielskie dziecko nie musi tułac się po świetlicach, albo opiekunkach, jest w domu z matką.
      Można ugotować obiad na czas i nakarmic psa. Można załatwić sto innych ważnych rzeczy, jak wizyta u lekarz, sprawy urzędowe itp. Klasowki poczekają na spokojny wieczor, a w razie czego pani przyniesie je 2 dni później i nikt złego słowa nie powie. Czy jest tu chociaz jedna matka, ktora nie dopytywała 10 razy swojego dziecka "i co, pani oddała wreszcie sprawdziany? " "nie, pani powiedziała, że nie miała czasu" smile
      Natomiast wyliczanki, ileż to godzin trzeba ciężko pracowac w domu, doprowadzają mnie do szału .Bo praca w domu, w dowolnie wybranym czasie, to komfort innym ludziom niedostępny. "

      Zgadzam sie z tym co napisała owa forumka.
      • Ale właściwie jaki to ma związek z tematem? Święte słowa? Bez żartów. Ja wiem, że to niektórych boli i w oczy kłuje jak dziecko czasem (!) odbieram z przedszkola o 13-tej. Ale tę robotę trzeba kiedyś zrobić! Jak jej nie zrobię do 16-tej (bo niby gdzie mam się podziać, jak nawet pokoju nauczycielskiego nie mamy), to muszę wieczorem albo w nocy albo w weekendy. Samo się nie zrobi.
      • W coraz większej liczbie zawodów można wykonywać część pracy zdalnie z domu. Jeżeli mi taki układ odpowiada, wybieram taki, jeśli wolę dom traktować jako świątynię życia domowego kosztem przebywania w tej świątyni znacznie rzadziej, wybieram inny, ale trudno mieć pretensję o to, że wybrałem pracę w innym układzie niż jest pasujący dla mnie, do osoby, która wybrała taką, jaka mnie bardziej by pasowała.

        Coś jak ja bym miała pretensję do ciotki plastyczki, że "sobie pracuje w domu", a ja jednak część muszę w szkole, albo parę lat temu, kiedy dojeżdżałam, wyrażała żal wobec mieszkających bliżej, że mają tak fajnie blisko, radośnie ignorując fakt, że miejsca pracy i zawód sama sobie wybierałam.

        Jak ktoś lubi pracę z domu albo częściowo z domu, powinien zostać artystą, tłumaczem, informatykiem, w ostateczności nauczycielem, a nie mieć do powyższych pretensje, że im tak fajnie.
        --
        Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

        Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
        • W każdym zawodzie mamy i obiboków i pracoholików. Tylko w szkolnictwie większość obiboków musiała chcąc nie chcąc stracić pracę, bo ich szkoły są likwidowane lub wygaszane. W wiekszości wypadków zostali Ci, którym się chce!

          I to właśnie oni solidnie przygotowują się do każdej lekcji! Śledzą nowości lub doszkalają się non stop! Zwróćcie uwagę jak często zmieniana jest podstawa, programy.

          Ktoś mówił o muzykach - w mojej szkole uczniowie śpiewają piosenki, które powstały kilka tygodni temu, więc muzyk nie próżnuje i ćwiczy nowy repertuar! A często np 2c woli śpiewać
          Enej a np 1a tylko One Direction smile

          Plastyk ślęczy po nocach i przygotowuje odlewy z gipsu, szablony, a po lekcji układa farby, zamyka pojemniczki, pieczołowicie myje pędzle. Jeździ do sklepów plastycznych po specjalne konturówki, farbki, brokaty, podobrazia, pisaki, szablony, najróżniejsze papiery- przecież uczniowie to uwielbiają!

          Czy w Waszych szkołach nie ma pięknych dekoracji i czasochłonnych ozdób?

          Uczniowie tego nie zrobią , przynajmniej bez opieki osoby dorosłej.
          • Ja nie miałam na myśli, że moja ciotka się obija. Jest plastykiem artystą, nie nauczycielem, i kiedy przygotowuje ilustracje albo film, robi to w większości w domu. Pracując po 12 godzin na dobę ale w domu, więc w myśl tych "świętych słów" powyżej, co to za praca.

            Chodzi mi o niemarudzenie. Jeżeli kochałabym pracę głównie z domu, wybrałabym zawód tłumacza i miała to, co chcę, a nie marudziła plastykowi, że mu tak dobrze w domu.
            --
            Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
            Imion miłych ludowi lud pozapomina.
            Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
            Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
      • https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQWpc59L0mBRotjwUa04EwN5J5oryy0gm6-upotcwulPETd5se_Qw
        • to powiedzcie mi jakim cudem wychodzi 47 godzin?

          jedna nauczycielka ma u nas drugie zatrudnienie na cały etat plus godziny ponadwymiarowe i zastępstwa, nie wiem ile w pierwszej szkole ale najmniej też cały etat. czyli ona wogóle nie śpi czy co? i nie jest to wuefista.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.