Co robią w wakacje biedni ludzie?? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Przeczytałam sobie kilka wątków dot. wakacyjnych wydatków , sprawdziłam ceny półkolonii i zastanawiam się, co robią niezamożni ludzie w wakacje. Tacy co mają dwie pensje poniżej średniej krajowej, dwójkę lub trójkę dzieci. No bo ile można spacerować, jeździć na rowerze czy siedzieć na placu zabaw?
    • Dzieci z kościołem lub caritasem można wysłać.
      I tak,niektórzy spędzają jak opisałaś.Bo co niby mają zrobić?
    • Kiedy bylam biedna studentka, bralam rower i ze znajomymi jechalam na grilla, nad wode. Spalo sie w tanich kwaterach albo u czyjejs babci na wsi i bylo bardzo fajnie.

      Jesli rodzina nie ma kasy, nic nie stoi na przeszkodzie organizowac jednodniowe rodzinne wycieczki, nawet co 2-3 dni, czasem jakies koncerty sie trafia, festyny, kazdy weekend mozna zagospodarowac. Wycieczka do lasu czy na jakas gore nic nie kosztuje, prowiant mozna brac ze soba. Moi sasiedzi kupili tanio przyczepe i co roku na miesiac jechali nad wode z dzieciakami. Wracali opaleni, zadowoleni i wypoczeci.
      --
      Niecodziennik
    • Oferta domu kultury- full wypas łącznie z wycieczkami po mieście 20 zł za tydzień. Drugi dom kultury 2 zeta na dzień, w tym jest drożdżówka i picie.
    • Popadają w depresję.. prawda jest taka, ze wcale nie 50% rodzin w tym roku nie pojedzie na wakacje ale z 80%. Bo naprwde mnostwo osob zarabia ponizej sredniej krajowej, a wydatki sa ogromne.Zrobiła się wielka bieda wokol. Nie tylko ty autorko w tym roku nigdzie nie pojedziesz jest wiele takich rodzin. podkocem pisze o wycieczkach ok fajny pomysł ale jesli ktoś wmieszka w mało atrakcyjnym miejscu ? np taki śląsk gdzie wokol blokowiska? a nad morze zeby jechac z przyczepka to uwiez tez trzeba miec pieniadze na benzyne bo to sporo km i nie pojedziesz tam na 1 dzien, nie pojedziesz tez na 1 dzien na mazury..festyny hmm coraz mniej festynow i koncertow organizuja bo bieda dopada miasto i wszedzie szukaja oszczednosci, zostaja jakies swietlice dla dzieci w ktorych organizuja jakies zajecia. To wszystko jest bardzo przykre.
      • Bieda to jest jak kogoś nie stać na jedzenie, a nie na wakacje.
      • Popadają w depresję....Zrobiła się wielka bieda wokol.. i nie pojedziesz
        > tam na 1 dzien, nie pojedziesz tez na 1 dzien na mazury.. bieda dopada miasto..To wszystko jest bardzo przykre.

        współczujemy głębokiej depresji ale (mi) nie jest przykro- są leki na to


        --
        przynajmniej słońce jest zawsze za darmo...wink
      • > np taki śląsk gdzie wokol blokowiska? a nad morze zeby jechac z przyczepk
        > a to uwiez tez trzeba miec pieniadze na benzyne bo to sporo km i nie pojedziesz
        > tam na 1 dzien, nie pojedziesz tez na 1 dzien na mazury.

        Aleś wymyśla uncertain Ze Śląska to akurat pikuś pojechać w jakieś fajne miejsca na dzień czy dwa.
        Masz do wyboru od Kotliny Kłodzkiej przez Opolszczyznę, Jurę po całe Beskidy ( wszystkie). No i nawet za granicę można się wybrać. Do takich Czech na przykład.
        • No dokładnie - kiedy byłam parę lat temu w Ustroniu, sporo ludzi dojeżdżało tam ze Śląska na krótkie wycieczki. Ja sama też jeżdżę tylko na kilkudniowe wypady z tanimi noclegami. A jeśli ktoś jest naprawdę biedny, to nie jeździ wcale, a co za tym idzie - nie ma rozbudzonej potrzeby podróżowania. Znam takich ludzi.

          --
          "Kiedy wycięte zostanie ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zostanie zatruta i zginie ostatnia ryba, odkryjemy, że nie można jeść pieniędzy."
    • Za biednych czasów jedździliśmy autostopem, z namiotami. Czasem rozbijaliśmy je na dziko, lub za 'dziękuję'. Kiedyś pod koniec lata żywiliśmy się przez ponad tydzień głównie grzybami (na cebulę i śmietanę jeszcze starczało forsy). Matko, ile ja się tego obżarłam wtedy.... Nawet forsy na gaz już nie było, gotowaliśmy wyłącznie na ognisku. Podpłomyki na drożdżach z maczajką czosnkową, pierogi (tak,tak!) z mielonki turystycznej, zupki w proszku. No, ale te rozrywki to uprawialiśmy w licealno-studenckich czasach, z dziećmi jest trudniej.
      Tanie są obozy zuchowe. Półkolonie bywają tanie - przy domach kultury, na przykład.
      Sensowne jest zapraszanie cudzych dzieci i wysyłanie swoich do przyjaciół -koszty umiarkowane, a dzieciaki coś innego zobaczą.
      Za moich czasów masy dzieci dysponowały babcią na wsi, i jechały zwyczajnie do dziadków.
      Kiedy moje dziecko było niemowlęco - przedszkolne, to zacinając zęby jeździłam pod miasto do teściowej daczy - zieleń, cisza, drzewa, jakś rzeczka do zamoczenia pięt. Dla mnie żadna atrakcja, ale dla małego dziecka - bomba. Wyjazd podówczas w dalekie i drogie strony wydawał mi się absurdalnym marnowaniem forsy i czasu, bo jechać z niemowlakiem latem na południe, po to, by potem nieustannie siedzieć w klimie albo latać za dzieckiem z kremem przeciwsłonecznym - słaba atrakcja.
      Na starsze dzieci namiot i woda wystarczą - naprawdę, nie trzeba koniecznie stołować się po knajpach! Pewnie, że to trochę męczący wyjazd dla rodzica, ale dzieci mają frajdę, wskaczą się po łąkach i rowach.
      Mozna pojechać na rowerową rajzę - na weekend, na tydzień, na dwa.
      --
      Życie w Zatoce Perskiej
    • Rozglądają się intensywnie, co miasto ma im do zaoferowania.
      U mnie na przykład, pobliski dom kultury co roku organizuje zajęcia dla dzieci, w dwutygodniowych blokach, można zapisać potomka na wsyztskie albo na wybrane. I w takim bloku są zajęcia plastyczne, sportowe, spacery, spotkania z policją, straża miejską, strażą pożarną, wyjścia na basen, wycieczki. Koszt: drugie śniadanie (i tak trzeba dziecku dać) plus kilka zł, jak gdzies jadą autobusem czy grilla mają mieć, no i jeszcze kilka zł na lody ewentualnie. Bilety do zoo czy właśnie na basen są dużo tannsze dla takiej grupy niż indywidualne, no i tylko dla dzieci, nie dla rodziców.
      Pracownie plastyczne działające w ramach ośrodka kultury i sztuki też coś organizują, niby tylko 2 godziny przez dwa tygodnie,ale już czas jest jakoś zorganizowany, coś się dzieje ciekawego.
      Miejska biblioteka też oferuje różne atrakcje gratis, a że ma kilka filii, to jest w czym wybierać.

      I tak dalej.
      --
      Buziak kobiety, którą zęby bolą, pożądanym nie jest. (z lektur szkolnych)
    • W moim mieście jest całe mnóstwo darmowych lub za niewielką odpłatnością atrakcji dla dzieci; obozy organizuje Caritas; dodatkowo zależy, gdzie się mieszka, ja mieszkam na Mazurach, od własnego domu na plażę z ratownikiem mam 5 min. piechotą- kto tak mieszka, za darmo ma plażę, jezioro, wypoczynek. A w moim mieście są 3 kąpieliska z ratownikiem- masz wypoczynek za darmo, gdy jest pogoda.
    • W Warszawie jest "Lato w mieście" - 7 zł dziennie, opieka od 7.00 do 17.00, basen, wycieczki, kino itd. A ci, co nawet tych 7 zł nie mają, są zwolnieni z opłat.


      --
      Doda musiałaby sobie wyjąć na wizji macicę, aby mnie zszokować (z forum e-matka)
      • Siedzą w domu, co mają robić.

        Tak naprawdę, to niewiele ludzi wyjeżdża, a większosc do rodziny, gdzie ma mieszkanie za darmo, a nawet jedzenie, jeżeli w zamian np pomagają w polu.

        Na prawdziwe wczasy niewielu stać, tylko ich bardziej widać smile
    • Nic nie robią. Siedzą w domu, to jakaś zbrodnia? Jest jakiś przymus robienia czegoś specjalnego w wakacje?
      Dzieciaki biegają po podwórku z innymi dzieciakami.
      Wyjątkiem są dzieci wiejskie, które dodatkowo pracują w polu/sadzie/i Bóg wie gdzie jeszcze.
      • Zbrodnia? Oczywiscie?! najgorsze co dziecku mozna zafundowac to siedzenie w domu, w miescie i zajmowanie sie soba samopas. Ja to przezylam i nigdy wiecej nie dopuszcze do tego. Trzeba zrobic cokolwiek ale wyslac to dziecko na kilkunastodniowy odpoczynek- tez mu sie nalezy.
        • a lato w miescie tez przezylam i niestety wcale nie jest to dobry pomysl jak sugeruja tu dziewczyny. Popytalabym jak pisalam w caritasie, kosciele jakis organizacjach pomagajacym biednym rodzinom.
          • Marcelam, ale ty miałaś ciężkie i smutne dzieciństwo. sad

            --
            Doda musiałaby sobie wyjąć na wizji macicę, aby mnie zszokować (z forum e-matka)
            • I te parszywe domy kultury...
              • Ja tak to odbirałam jako dziecko- paryszywe domy kultury, wlasnie tak odbierałam.
                • Nie wiem ile masz lat ale za moich czasów wiekszość dzieci wyjeżdżała przynajmniej na jedne kolonie a niektóe na dwie. Zakłady pracy organizowały kolonie za symboliczną opłata dla dzieci pracowników.
                  • No niestety ja nie wyjezdzalam bo takowych nie bylo i nie bylo moich rodzicow nawet stac z przyczyn niezaleznych od nich, losowych, dopiero jak mialam lat 14 i moja ojciec zaczal pracowac w kopalni wtedy pojawily sie wycieczki, nawet zagraniczne.

                  • przeciwcialo napisała:

                    > Nie wiem ile masz lat ale za moich czasów wiekszość dzieci wyjeżdżała przynajmn
                    > iej na jedne kolonie a niektóe na dwie. Zakłady pracy organizowały kolonie za s
                    > ymboliczną opłata dla dzieci pracowników.

                    A za moich czasów, dzieciaki z mojej miejscowości nie wyjeżdżały nigdzie. Jeżdziła tylko "elita", dzieci lekarzy, nauczycieli - kilka osób w sumie na cała szkołę. Pochodzę z miejscowości niewiekiej, rolniczej i raczej biednej. Nie było (i nie ma teraz) zakładów pracy, które organizowały kolonie, domu kultury z jakąś letnią ofertą. Tak więc w wakacje czytałam masę książek, czasem z koleżankami urządzałyśmy przejażdżki rowerem lub spacery do lasu i musiałyśmy z siostrą (inne dzieci też) pomagac w domu, karmic zwierzęta, pomagac przy żniwach, pielic ogród. Rzadko jeżdziłyśmy do rodziny, bo za bardzo pieniędzy nie było nawet na takie wyjazdy, poza tym jak byłam trochę starsza i rozumiałam uwagi kuzynów w stylu: "wy ze wsi gnojem śmierdzicie", "ale macie głupio obcięte włosy" ( a włosy obcinała nam mama, żeby było taniej) to już przestałam chciec jeżdzic i nikt mnie na siłę nie wysyłał. I zawsze zazdrościłam innym dzieciom, że gdzieś jadą, robią coś innego, mazury, wyjazd nad morze? - marzenie.
                • > Ja tak to odbirałam jako dziecko- paryszywe domy kultury, wlasnie tak odbierała
                  > m.
                  Mam nadzieje, ze nie mówiłaś tego rodzicom...
            • Ale za to teraz jade na 2tyg nad morze w miare bez ograniczen finansowych jako takich, potem Paryz, Deuville, zamki nad loarą a na deser......ARGENTYNA(nieplanowany wyjazd a sie przytrafił) smile. Jak pisałam kiedyś poprzysiegłam sobie, ze nigdy więcej nie dopuszcze do takiej sytuacji. Niedługo wyjazd emigracyjny do Fr.
              Takze odbijam sobie po stokroć dziecinstwo. Smutne jest to, ze teraz tyle dzieci bedzie przyzwac to co ja 20lat temu, a mamy mysla ze dzieci szczesliwe idac do domu kultury- niestety nie, trzeba ruszyc glowa i dziecie gdzies wyslac, sprobowac wszystkich metod, poszukac, prosic gdzies o dofinansowanie.
              • Mam nieodparte wrażenie, ze parszywość Twoich wakacji z dziecinstwa nie polegala na ich słabej jakości, tylko na Twoim wlasnym nastawieniu... To zresztą widac po sposobie, w jaki teraz chwalisz się dorosłymi wyjazdami- jakbyś próbowała coś sobie udowodnić, zrekompensować.
                W dzieciństwie wakacje miałam różne, czasem były kolonie, czasem wczasy z rodziacmi, czasem lato na działce, ale bywało tez uczestniczenie w połkoloniach szkolnych czy po prostu ganianie po podworzu- żadna z wersji wypoczynku nie wywolywała we mnie traumy, ot-zycie. iedzieliśmy, ze czasem rodzice nie mają kasy i nie było and czym rozpaczać.
                • Oczywiscie, że chce sobie zrekompensować i jak pisalam kiedys obiecalam sobie ze do tego nigdy wiecej nie dopuszcze. Jesli ktoś przezyl biede to nie chce znowu do niej dopuscic. Dla mnie to akurat trauma było bo chodziłam do klasy własnie z dzieciakami dobrze sytuowanymi, pamietam dobtrze jak czasami zmyslałam gdzie to ja nie byłam, bo było mi po prostu wstyd, ze tak naprawdę nigdzie nie byłam. I uwiez nie moje nastawienie. Jesli po raz kolejny idziesz do tego samego zoo, na ten sam basen, kiedy widzisz ze twoja przyjaciolka chwali sie, ze jedzie nad morze- jak ktos iu napisal kiedys marzenie to nie jest to nastawienie, tylko czujesz zwyczajna przykrosc, a z drugiej strony nie chcesz ranic rodzicow mowiac im wprost. I jestem pewna, ze niektore dzieci maja taka sama metodę jak ja- dobra mina do zlej gry. Tak chwale sie wyjazdami, nawet zamierzam mnostwo fotek na fb wstawic i niech kazdy widzi smile.
                  \Bardzo przykro mi z tego powodu, ze spoleczenstwo tak biednieje, ze naprawde widac te okropna biede, ze tyle dzieci nigdzie nie pojedzie, ze musza przezywac to co ja. Dlatego wlasnie gdybym byla biedna matką robiłabym wszystko, kombinbowała jakoś żeby to dziecko mogło jechać- caritas, fundacje jakies. Zreszta uwazam, ze polacy powinni wyjsc na ulice i zaczac ostro strajkowac, bo gdyby trylko chodzilo o wakacje, wiekszosci nie stac zeby sie utrzymac od 1 do 1.

                  • marcelam1 napisała:

                    jak ktos iu napisal kiedys marzenie to nie jest to nastawienie, tylk
                    > o czujesz zwyczajna przykrosc, a z drugiej strony nie chcesz ranic rodzicow mow
                    > iac im wprost.

                    No właśnie. Pamietam jaki żal czułam, że muszę wyrywac zielsko z zagonów ziemniaków w upalny wakacyjny dzień, że nigdzie na pewno nie pojadę, że muszę w domu siedziec. Zapytałam wtedy mamę dlaczego nigdzie nigdy nie pojedziemy i pamietam jak posmutniała. Aż mi do dzisiaj głupio, że się nie powstrzymałam.
                    • Pieprzenie w bambus, za przeproszeniem. Jak ktoś chciał, to sposób znalazł. Mój ojciec, półsierota wychowywana przez dziadków, w latach 50-tych jeździł na kolonie. Po prostu twoim rodzicom szpil było wygodniej zagonić cię do tych kartofli i wykorzystać jako tanią siłę roboczą, niż zorganizować ci wypoczynek. I o to możesz mieć do nich pretensje. Bieda miała z tym niewiele wspólnego.


                      --
                      Doda musiałaby sobie wyjąć na wizji macicę, aby mnie zszokować (z forum e-matka)
                      • No oczywiście. Bo ty wiesz najlepiej jaka była sytuacja.
                      • Przystanek, a w jakiej miejscowości mieszkał ojciec w latach 50-tych? Warszawa? Duże miasto? Miasto powiatowe? Siedziba gminy? Wieś 15 km od siedziby gminy, 5 od najbliższej szkoły?

                        --
                        http://img25.imageshack.us/img25/9809/errormr.jpg
                        • Nie Warszawa, nie miasto powiatowe, nie siedziba gminy, mała wieś oddalona od tej siedziby kilkanaście kilometrów. Szkoły była - całe 4 sale lekcyjne. W każdym razie dziadkowie bidni byli, jak przysłowiowe myszy kościelne.


                          --
                          Doda musiałaby sobie wyjąć na wizji macicę, aby mnie zszokować (z forum e-matka)
                          • No właśnie. Zawsze można było wyjechać z harcerzami, oazą, Caritasem, iść na pielgrzymkę, a jak człowiek skończył 15 lat to były OHP, z którymi można było wyjechać nawet za granicę. Ale lepiej było siąść na kartoflisku i zapłakać nad swoim ciężkim losem.


                            --
                            Doda musiałaby sobie wyjąć na wizji macicę, aby mnie zszokować (z forum e-matka)
                            • I wbrew pozorom dzieci rolników też miały kolonie - KRUS organizował i organizuje. Tylko trzeba było chcieć wysłać dziecko. A po co, jak to darmowa siła robocza? Krowy może paść, kartofle okopywać i po piwo do GS-u też skoczy.


                              --
                              Doda musiałaby sobie wyjąć na wizji macicę, aby mnie zszokować (z forum e-matka)

                              • przystanek_tramwajowy napisał:

                                > I wbrew pozorom dzieci rolników też miały kolonie - KRUS organizował i organizu
                                > je. Tylko trzeba było chcieć wysłać dziecko. A po co, jak to darmowa siła roboc
                                > za? Krowy może paść, kartofle okopywać i po piwo do GS-u też skoczy.

                                Cóż, pewnie do tej pory w lecie w mojej miejsowości roi się od ofert wakacyjnych z KRUSu, nieistniejącuch zkładów pracy i domu kultury. Tylko ci ludzie tacy niezaradni i głupi, że nie wiedzą jak z tych dobrodziejstw skorzystac.
                      • > Pieprzenie w bambus,

                        Fakt, pieprzenie w bambus- kolonie i obozy były organizowane przez fabryki i zakłady pracy- jak niby rolnik mialby na nie zapisać swoje dziecko, jako niezatrudniony w takiej fabryce, skad miałby uzyskać dofinansowanie? Jesli szkola nie miała druzyny harcerskiej i nie organizowała obozu, to wiejskie dzieci nigdzie nie jeździły i tyle.
                  • > Oczywiscie, że chce sobie zrekompensować i jak pisalam kiedys obiecalam sobie z
                    > e do tego nigdy wiecej nie dopuszcze.

                    W ten sposob definiują Cię twoje pieniądze- co zrobisz, kiedy życie potoczy sie tak, ze ich zabraknie? Czy naprawdę swoją wartosć mierzysz zawartością portfela i to chcesz przekazać swoim dzieciom? U mnie w domu sie nie przelewało, ale nie przyszlo mi do glowy wstydzić sie wakacji na działce- moi rodzice potrafili włożyć nam do glowy inne wartości. Nie buduję poczucia swojej wartości na tak kruchej podstawie, jak kasa.

                    > Dlatego wlasnie gdybym byla biedna matką robiłabym wszystko, kombinbo
                    > wała jakoś żeby to dziecko mogło jechać- caritas, fundacje jakies.

                    Jaaaasne- bo te, których nie stać, to nie nadają sie na matki, trzeba im zabrać dzieci- trauma domu dziecka będzie lepsza, niż trauma braku wakacji...
                  • Wiesz, Marcelam, udane wakacje to rzecz subiektywna wink Ja zawsze jeździłam z rodzicami na wczasy lub agro na wieś, a marzyłam o tym, by poznać inne duże miasta, pojechać choć raz do Rumunii lub Bułgarii jak moja przyjaciółka albo chociaż z innymi dzieciakami na kolonie.

                    --
                    "Kiedy wycięte zostanie ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zostanie zatruta i zginie ostatnia ryba, odkryjemy, że nie można jeść pieniędzy."
              • Marcelam, jeśli tak ci żal tych dzieci, to może powinnaś zafundować jednemu z nich kolonie? W końcu masz tyle kasy, że ci nie ubędzie.


                --
                Doda musiałaby sobie wyjąć na wizji macicę, aby mnie zszokować (z forum e-matka)
                • Oj, jeszcze na ARGETNTYNĘ nie wystarczy i co wtedy? Trauma do starości będzie!
                  --
                  "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
                  Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
                  Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
                  • memphis90 napisała:

                    > Oj, jeszcze na ARGETNTYNĘ nie wystarczy i co wtedy? Trauma do starości będzie!

                    Faktycznie, nie pomyślałam! O, ja bezduszna! Przecież, jak człowiek miał ciężkie, beznadziejne dzieciństwo i jeszcze na dodatek Argentyny w dorosłym życiu nie zobaczy, to nic tylko się wieszać. Zaczynam odkładać na Argentynę dla mojego dziecka, które od poniedziałku będzie na "Lecie w mieście". Tylko wyjazd do Argentyny może go w dorosłym życiu uratować.

                    --
                    Doda musiałaby sobie wyjąć na wizji macicę, aby mnie zszokować (z forum e-matka)
                    • Ja to powinnam mieć traumę - za dzieciaka trafił mi się co prawda wyjazd zagraniczny, ale zamiast siedzieć nad basenem i sączyć bezalkoholowe drinki z kokosa, to siedziałam na poboczu pola, na którym rodzice zbierali ogórki... Takie wakacje! I jeszcze spaliśmy na dziko na plaży. Dobrze, że niewiele z tego pamiętam, bo chyba bym się kwalifikowała na leczenie- taki uraz!
                      --
                      "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
                      Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
                      Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
                • Nie mam wcale wysokich zarobkow. Na wakacje oszczedzilam. Frnacja i Argentyna- jadę do znajomych.
                  • Jasne, zarabiasz najniższą krajową, ale jesteś tak zorganizowana, że wystarcza na światowe życie uncertain
                    --
                    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
                    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
                    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
                  • Kochani znajomi... wink

                    --
                    Blog
                    "Run, you clever boy; and remember."
                    • kropkacom napisała:

                      > Kochani znajomi... wink
                      >
                      A wiesz, ze fajnie jest miec blizszych znajmoych czy rodzine w roznych zakatkach swiata wink my z takimi znajomymi bylismy na Kubie, wspaniale wakacje, fakt zaplacilismy z bilety (niemala sumka za 4 osoby) ale zakwaterowanie i wyzywienie za darmo a do tego niezwyczajna mozliwosc zobaczenia prawdziwego zycia w tamtym kraju. Jezdzimy tez prawie co roku do Portugalii gdzie mamy do dosypozycji duzy dom nad oceanem i pusta plaze (z dala od osrodkow turystycznych) a dom nalezy do krewnych (brat z zona) meza. Zazwyczaj 2 razy w roki Niemcy i Francja, moi rodzice tam mieszkaja, zwiedzamy wiec sporo tamte kraje. Inni znajomi w Marbelli w Hiszpanii. Mamy juz dwa zapraszonia na przyszly rok, jedno Ameryka Pld znajomi jada i chca abysmy pojechali z nimi, maja duzy dom wiec zakwaterowanie za free i bez problemu a reszta tania, brat meza zaprosil nas do Kanady, w oba miejsca nie pojedziemy bo bilety za drogie wiec musimy zdecydowa.
                      • Pewnie, ze fajnie. Tylko to nie jest tak, ze zakwaterowanie i wyzywienie jestvza darmo - placa za ti Twoi znajomi i mi by nie przyszlo do glowy sie stolowac u kogos za free...zakwaterowanie jeszcze ok, ale jedzenie? Toz bym chociaz przysluge darmowego zakwaterowania oplacila robieniem zakupow i gotowaniem przez czas wakacji...sorry, ale pasożytujesz na znajomych po prostu.
                        • ofelia1982 napisała:

                          > Pewnie, ze fajnie. Tylko to nie jest tak, ze zakwaterowanie i wyzywienie jestvz
                          > a darmo - placa za ti Twoi znajomi i mi by nie przyszlo do glowy sie stolowac u
                          > kogos za free...zakwaterowanie jeszcze ok, ale jedzenie? Toz bym chociaz przys
                          > luge darmowego zakwaterowania oplacila robieniem zakupow i gotowaniem przez cza
                          > s wakacji...sorry, ale pasożytujesz na znajomych po prostu.

                          Wow, nie wszyscy maja takie podejscie ja w pl, ze maja silna potrzebe odwdzieczania sie bo jedza czym sa czestowani, to jedno a drugie, to nigdzie nie napisalam, ze nie kupowalismy sobie jedzenia. Z tymi zakupami i gotowaniem to juz wogole jakis absurd ale co kto lubi. Gdy ja kogos zapraszam, nie oczekuje ze bedzie robil zakupy, ani gotowal, zeby sie odwdzieczyc za zakwaterowanie. Zreszta duzo jada sie w terenie, bo zwiedzajac ze znajomymi latwo dzieki nim znalezc dobre i tanie jedzienie lokalnie. Sorry, ale ty raczej nie masz pojecia, bo nie doswiadczylas niczego podobnego, nie zazdroszcze uncertain
                          • Ofelia ma rację, takie goszczenie się z free w gardle by mi stawało- przyjeżdżasz czteroosobowa rodziną i nawet zakupow spożywczych nie robisz? Bo napisałaś, ze wyżywienie za darmo, więc chyba znajomi stawiają...
                            • kk345 napisała:

                              > Ofelia ma rację, takie goszczenie się z free w gardle by mi stawało- przyjeżdża
                              > sz czteroosobowa rodziną i nawet zakupow spożywczych nie robisz? Bo napisałaś,
                              > ze wyżywienie za darmo, więc chyba znajomi stawiają...

                              Nie musze sie tlumaczyc jakie mamy uklady z bliskimi znajomymi i rodzina, co kupujemy i za co placimy a za co nie, faktem jest, ze dzieki super ukladom towarzyskim mozemy pozwiedzac kawalek swiata i podejrzec realne zycie czesto dosc egzotyczne, mozemy tez to samo zaoferowac.
                              Widac jednak, ze niektorym w gardle staje gdy czytaja, mentalnosc robi swoje i zazdrosc burzy krew w zylach, eh, smutne uncertain
              • > Smutne jest to, ze teraz tyle dziec
                > i bedzie przyzwac to co ja 20lat temu, a mamy mysla ze dzieci szczesliwe idac d
                > o domu kultury- niestety nie, trzeba ruszyc glowa i dziecie gdzies wyslac, spro
                > bowac wszystkich metod, poszukac, prosic gdzies o dofinansowanie.

                Mnie 30 lat temu wysyłano na kolonie - zazwyczaj nad jezioro, gdzieś w Lubuskie,
                bo tam zakłady pracy rodziców organizowały kolonie.
                Szczerze tego nienawidziłam. Na koloniach co i rusz organizowano dyskoteki,
                których nie znosiłam, oraz kwitły romanse i intrygi, co mnie kompletnie nie bawiło.
                W dodatku miałam cały czas poczucie, że zupełnie nie ma z kim pogadać o czymś
                ciekawym - większość współkolonistów to były dzieci robotnicze, o dość prostych
                gustach kulturalnych i bez szczególnych zainteresowań literackich czy naukowych.
                To już w rejonowej podstawówce miałam lepiej pod tym względem, bo mieszkałam
                w dobrej dzielnicy, więc pół klasy stanowiły dzieci z rodzin inteligenckich.
                Znacznie bardziej ceniłam sobie pozostałą część wakacji - nie tylko doroczny wyjazd
                nad morze z rodzicami i siostrą, ale też zwyczajne siedzenie w domu i w ogródku,
                w towarzystwie książek z biblioteki i własnej wyobraźni.





                --
                An adventure is only an inconvenience rightly considered.
                -- G.K. Chesterton
                • Mnie na jednej kolonii "koleżanki" z pokoju zwyzywały od nienormalnych bo wzięłam sobie na wyjazd 3 książki i czytałam zamiast pitolić z nimi o blondynie ze starszej grupy. Największa radość była jak miałam wychowawczynię emerytowaną nauczycielkę, która zamiast gnać mnie na tę nieszczęsną dyskotekę, pozwolił mi wieczorami siedzieć z tymi książkami w swoim pokoju. Ale rozumiem rodziców, coś musieli robić ze mną w wakacje. Nie rozpatruję tego w kategoriach tragedii i porażki ;p
                  --
                  kuchniazwyrakiem.blogspot.com/
          • A ja byłam kiedyś na takiej kolonii dla biednych, bo moja matka nie mogła zapewnić mi wakacji i uważała, że lepiej zrobi, załatwiając mi takie kolonie organizowane przez ZNP. Łapały się na to rodziny uczniów spełniające jakieś tam kryterium dochodowe.
            Przeżyłam horror.
            U mnie w domu może było skromnie, ale czysto, wszystko zadbane, ciuchy czyste, jedzenie bez szaleństw, ale głodna czy źle karmiona nigdy nie chodziłam, matka nie piła itp. Na tej kolonii poznałam dzieci w swoim wieku - bluzgające, tłukące się, kradnące sobie jakieś tam drobne czy słodycze, zawszone itp. To było jedno z moich najgorszych życiowych doświadczeń. Moja klasa z szalejącymi chłopakami to były anioły w porównaniu do nich, a przecież sporo dzieciaków u nas też było z bardzo prostych rodzin.
            Wolałabym naprawdę stanąć na głowie i obejść te wszystkie miejskie imprezy z dzieciakiem niż zafundować mu taki kontakt z patologią.
            A, co jeszcze - miałam 9 lat, byłam obmacywana przez starszego chłopaka, nikomu nic nie powiedziałam, bo się wstydziłam. A przez całą IV klasę śniło mi się to po nocach.

            --
            Zginę, jeśli się obejrzę
            • Dodam jeszcze, że matka była nauczycielką i miała wakacje równo ze mną.
              Wolałabym z nią dzień w dzień łazić po mieście niż trafić na taką kolonię, skutki tego wlokły się za mną przez cały rok, stałam się wycofana, pogorszyły się wyniki szkolne, miałam koszmary itp.
              --
              Zginę, jeśli się obejrzę
        • Kilkanaście dni a dwumiesięczne wakacje to spora różnica, nie? I tak zostanie ci z 6 tygodni.
          Pół biedy, jak jest zaludnione podwórko, ale jak na dworze pusto, albo dziecko za małe na smodzielne przezycie całego dnia, to półkolonie jednak lepsze.
          --
          Życie w Zatoce Perskiej
        • a ja własnie uwielbialam to siedzenie samopas...dzieciarni pod blokiem było sporo, od rana do nocy gralismy w cos, bawilismy sie, czasem nawet na obiad nie chodziłam tylko mama mi kanapke przez balkon rzucała smile
        • My jesteśmy w tym roku uziemieni w mieście przez całe lato ze względu na moją ciążę. Byliśmy na rodzinnym wyjeździe w maju, bo lekarz mi zapowiedzał że po 24 tygodniu koniec z wojażami.

          Na stanie dwóch łobuzów (2,5 i 6,5). I troszkę mi ich żal, ale... Moje starsze dziecko jest zachwycone że są wakacje i w końcu może trochę posiedzieć w domu i się sam sobą pozajmować samopas. Ale to taki typ, introwertyczny intelektualista-majsterkowicz-artysta, nigdy nie usłyszałam z jego ust "mamo nudzi mi się" -bawi się nawet nie mając do dyspozycji zabawek, zrobi rakietę z rolki po papierowych ręcznikach, ssamolot z papierowej serwetki, albo narysuje i wytnie jakąś postać z bajki i bawi się tym pół dnia. A młodszy jest wniebowzięty że brat cały dzień w domu i jest towarzystwo. Dziś od 6 rano siedzą w swoim pokoju zagrzebani w klockach lego, wyłażą tylko na siku albo jak zgłodnieją wink

          Na przełomie lipca i sierpnia starszak pojedzie na dwa-trzy tygodnie pod namiot z dziadkami, no i będzie musiało wystarczyć. Poza tym spacery, może jakieś krótkie weekendowe wycieczki, aquapark, zoo, kino od czasu do czasu.

          Nie uważam żeby stała im się z tego powodu krzywda. Ale ja nie uważam że należy dziecku czas wolny w 100% zapełnić atrakcjami.




          --
          doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
          www.trageschule-dresden.de
          • Ojej, a coś się dzieje złego z ciążą? Bo jak wszystko ok, to przecież nad jakieś jeziorko niedaleko można jechać. Ja byłam miesiąc przed porodem, opiekując się w tym czasie dwulatką. W mieście puchłam jak balon, nad wodą wtaczałam się rano do jeziora i siedziałam tak większość dnia, a córa chlapała się w wodzie. Moja siostra w 7 miesiącu pływała po Mazurach żaglówką smile
            --
            "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
            Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
            Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
            • W poprzedniej ciąży całkowicie bezobjawowo skracała mi się szyjka. Po wizycie w 30 tygodniu trafiłam do szpitala z szyjką zgładzoną, rozwarciem na dwa palce i uwpuklonym do kanału workiem owodniowym. Przeleżałam z nogami w górze do 37 tygodnia. No i w tej ciąży lekarz zalecił mocno dmuchać na zimne, jeśli nie mam ochoty na powtórkę z rozrywki. Mam profilaktycznie założony krążek (w 23 tygodniu) i zalecony wypoczynkowy tryb życia. Dodatkowo odezwała się moja stara znajoma - rwa kulszowa. Nie wytrzymuję w pozycji siedzącej dłużej niż pół godziny, o staniu w ogóle nie ma mowy bo po trzech minutach na stojąco tracę czucie w lewej nodze sad Absolutnie nie mogę kucać, schylać się, dźwigać. Odliczam dni do terminu.

              Mam zezwolenie na krótkie rekreacyjne wycieczki i spacery ale sama sama nie ogarnę dwójki dzieci, zwłaszcza ruchliwego dwulatka. Nie wsadzę młodego do auta, nie zmienię galotów jak mi się zleje gdzieś w plenerze, nie wyciągnę torby plażowej z bagażnika, nie rozstawię sobie leżaka. Tak że wycieczki to ew. weekendowe, kiedy mąż ma wolne.

              Cieszę się że mam duże mieszkanie i bezproblemowe dzieciaki, bo inaczej pewnie byłoby ciężko.
              --
              doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
              www.trageschule-dresden.de
            • Furda jeziorko! Słyszałam o ciężarnej, która w dziewiątym miesiącu oblatywała samoloty. Gdy nadszedł odpowiedni czas na chwilę wylądowała, urodziła, i znowu ziuuu, wzbila się w przestworza. Taka była!

              --
              A.D.I.D.A.S.
        • To ja widać byłam silnie nietypowe dziecko, bo marzyłam, żeby wreszcie wszyscy się ode mnie odczepili z organizowaniem mi czasu i dali mi pobyć normalnie. A wizja kolonii mnie głęboko przerażała.
          --
          Ręce za lud walczące sam lud poobcina.
          Imion miłych ludowi lud pozapomina.
          Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie
          Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.
        • moje dziecko zapiera się nogami i rękami, żeby nigdzie nie wyjeżdżać, chyba, że z nami...starszy syn by chciał, ale wie, ze takie cuda to tylko raz na jakiś czaswink zanim nie skrystalizują nam się plany urlopowe cieszą się podwórkiem i wysypem dzieci do nieco późniejszych godzin...i zaprawdę powiadam wam: są zadowoleni. Gdyby mieli łazić tylko ze mną i tylko rodzinne wycieczki ...zerzygaliby sie od nadmiaru kontroli i opiekiwink zachowajmy równowagęwink oczywiście mówię to z pozycji matki domowej, która wie gdzie i mniej więcej z kim przebywają jej dziecismile
          --
          Adulkowy Blog
          "Dlatego nam jeden język i dwie uszy dano, iżby mniej mówiono, a więcej słuchano..."
    • Jak dziecko jest trochę starsze, ma kolegów, to na podwórku może siedzieć i całe wakacje smile Ja lubię wyjeżdżać, ale i w mieście znajduję dzieciakom fajne zajęcia. Zoo, kino, teatrzyk, różne jarmarki, pokazy, jezioro, wycieczki rowerowe, baseny. Jak będą starsi, to pewnie półkolonie i ogródek u babci.
      --
      "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
      Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
      Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
      • Jako biedni mlodzi imigranci na dorobku z 3 dzieci, w tym jednym niepelnosprawnym, oszczedzalismy caly rok na bilety lotnicze dla Najstarszej, potem i dla chlopakow tez na lot do PL do stesknionych dziadkow (chwala im za szczodrosc wakacyjna przez lata!!!) i spedzalismy tez dziecmi 2-3 tygodnie camping'ujac, plywajac na canoe, jezdzac na rowerach, ogolnie cieszac sie pieknem kanadyjskiej przyrody. Oplaty za miejsce camping'owe w Provincial lub National Parks nie byly/nie sa zbijajace z nog, jadalo sie skromnie, zachwyty przyroda i przygody wszelkiego rodzaju byly za darmo smile Moje dzieci nigdy nie czuly sie pokrzywdzone tym, ze nie bywaly w Disneyland czy ze mogly byc w Canada's Wonderland tylko raz kazdego lata - tyle innych fajnych rzeczy sie dzialo za male (lub zadne) pieniadze, ze nie bylo kiedy zazdroscic zamoznym rowiesnikom. Uczciwie tez zawsze odkladalismy pieniadze na choc tydzien nart w zimie, poza tym pokochalismy cross-country skiing - koszty zero smile
    • Jako dziecko z niezamożnej rodziny wyjeżdżałam na wieś do babci na 2-3 tygodnie, a resztę wakacji spędzałam na miejscu. Tyle, że ja mieszkam nad morzem, co trochę zmienia postać rzeczy - lato w mieście u nas równa się latu na plażywink
      Moja siostra z kolei bardzo aktywnie udzielała się w harcerstwie i z tego tytułu na obozy jeździła za darmo lub tylko za niewielką opłatą.
    • Można jeździć nad wodę, do krewnych na działkę, na basen,na spacer y do lasu, do rodziny itp. Wszystko, co robiliśmy my jako dzieci, bo wtedy nie było wakacji ai, a jakoś wakacje spędzaliśmy przecież.
      Mnie na wyjazd super extra stać będzie za jakieś 20 lat, chyba że inflacja zje nasze raty i będą one warte tyle ile bilety do kina.

      --
      enjoy the silence
    • Przełomowym momentem w moim życiu było, gdy dostałam rower - składaksmile Ktoś by rzekł, że obijaliśmy się po miejskich podwórkach, ale dla mnie tak wtedy, jak i teraz wakacje z rowerem były i są jak najbardziej ok. Jeździłam za miasto opalać się i nad rzekę, gdize się kąpaliśmy i w ogóle okolicę w promieniu kilkunastu kilosów zjeździłam wzdłuż i wszerz. Zdarzył mi się wyjazd na kolonie i na wczasy z rodzicami, ale to były sporadyczne wyjazdy, nie co roku.

      A co robią w wakacje biedni ludzie? Kiedyś siedzieli w przydomowych ogródkach i pili do późna w nocy. Teraz chyba też grillująwink, siedzą na działkach, bywają na degustacjach w supermarketach.

      Jeszcze jedną przełomową zmianą w moim życiu wakacyjnym było, gdy odkryłam, że można pracować i zarabiaćsmile Więc tym rowerem do zbiorów truskawek pomykałam, na jagody, pamiętam, że zbieraliśmy też makulaturę, butelki - to były czasy, wtedy skupowali i była z tego forsasmile A gdy już wreszcie miałam 16 lat, poszłam do prawdziwej pracy tzn. takiej z umową na cały miesiąc. Tak się zawzięłam (praca na akord), że na polu zarobiłam jednego m-ca więcej niż moja matka - długoletnia biurwasmile
    • patunki napisała:

      > Przeczytałam sobie kilka wątków dot. wakacyjnych wydatków , sprawdziłam ceny pó
      > łkolonii i zastanawiam się, co robią niezamożni ludzie w wakacje. Tacy co mają
      > dwie pensje poniżej średniej krajowej, dwójkę lub trójkę dzieci. No bo ile możn
      > a spacerować, jeździć na rowerze czy siedzieć na placu zabaw?

      Można znaleźc tańsze obozy: z koscioła, harcerskie, zielona szkoła, wywoża do rodziny jesli maja gdzie...a bywa i tak, że dzieci siedzą w domu całe wakacje sad


      --
      Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
    • Robi to co inne dzieci, które nie są akurat na koloniach lub wczasach.
      --
      Blog
      "Run, you clever boy; and remember."
      • moje wakacje przypadały na lata dziewięćdziesiąte. Na początku będąc dzieckiem tak do 12 roku życia wakacje spędzałam w swoim miasteczku. Wolałam spędzać czas z koleżankami i kolegami, od rana do nocy siedzieliśmy na dworze, bawiąc się w przeróżne zabawy. Czasami chodziliśmy na basen. Chodziło się też z buta do babci, gdzie przyjeżdzało kuzynostwo. Tam również było bardzo fajnie. Później (od 12 do 16 roku życia) z siostrą jeździłyśmy na wakacje do ciotki do większego miasta. Dla mnie osoby z małego miasteczka wakacje w dużym mieście, wypady do Mc Donalda, Aquaparku czy marketu to było coś. Wakacje zrobiły się smutne i nudne gdy byłam w szkole średniej i znajomi wyjeżdzali na dłużej. Wtedy było nudno, ponieważ nie było do kogo wyjść. Jedne z najlepszym wakacji były po maturze, ponieważ ze znajomą w miasteczku obok poznaliśmy grupę ludzi, z którymi spotykamy się do dziś gdy przyjeżdzamy w swoje rodzinne strony. W te wakacje organizowaliśmy dużo ognisk, jeździło się na koncerty czy na stopa. Do momentu pełnoletności z rodzicami byłam 2 razy nad morzem. I raz na jakiś czas wyjeżdzaliśmy na 3-4 dni w góry, ale to tylko dlatego, że mieszkamy w Karkonoszach i góry są w zasięgu ręki.
        Jako dziecko było mi obojętne gdzie spędzam wakacje, gorzej było już później kiedy to inni wyjeżdzali, a w mieście się siedziało samemu.
        --
    • Jak mają urlop, to odpoczywają w domu, spedzając czas z rodziną i znajomymi. Jak nie mają urlopu, to normalnie pracują.
    • Mój okres wakacyjny szkolny przypadał na lata 90. Owszem jeździłam na kolonie obozy itd ale lubiłam to umiarkowanie. Jakaś tam odmiana to fakt ale szału nie robiło.

      Za to kochałam po prostu wakacje w domu. Miałam wąską grupę znajomych z którymi spędzaliśmy ten czas i naprawdę nie nudziłam się ani minuty. I nie korzystalismy z oferty lata w mieście - nawet nie wiem czy taka była.
      Były rowery, samodzielne zwiedzanie okolicy, pikniki, podchody, ogniska (w zależności od wieku). Pod koniec podstawówki stworzyłyśmy z koleżanką teatrzyk do którego pisałyśmy sztuki. Wiele godzin spędziłyśmy na kocu pisząc naszą wersję Dynastii gdzie głównymi bohaterami byli nasi koledzy ze szkoły - skomplikowaniem scenariusza nawet autor mody na sukces by nie pogardził.
      Jak byłam starsza trochę dorabiałyśmy zbierając wiśnie czy inne truskawki - w życiu tak dobrze się nie bawiłam i tyle nie śmiałam.

      Gry w piłkę, tenisa, inteligencję, szachy (wymyślanie własnych zasad do tych gier im bardziej odjechanych tym lepiej). Rozwiązywanie krzyżówek na czas. Konkursy na to kto narysuje trudniejszy labirynt itd.

      Mam wrażenie że dzisiejsza młodzież może ma kasę ale jest uboga w pomysły. Jak nie przyjdzie pan/trener i nie powie - a teraz zrobimy to czy to, to siedzą takie boże krówki i nie wiedzą co ze sobą zrobić.
      Każda minuta była wypełniona atrakcjami i to takimi które sami sobie musieliśmy wymyslic i zorganizować. I dało się. I było naprawdę fajnie i ciekawie.
      Moja mama zawsze mi powtarzała że tylko głupi ludzie sie nudzą. Młodzież teraz do reszty zgłupiała że sobie sama rady dać nie może?


      --
      http://global.thebump.com/tickers/tt16a135.aspx
    • bjednych stac tylko na wakacje w europie
      --
      http://lbdf.lilypie.com/ahzIp1.png
przejdź do: 1-100 101-123
(101-123)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.