Dodaj do ulubionych

Jak pokonać strach?

21.09.13, 23:19
Zacznę od tego, że sama ze sobą dojść do ładu nie mogę, w głowie mętlik totalny, mam wrażenie jakby mi mrówki w mózgu mrowisko zrobiły....

Jestem DDA nie żebym sobie robiła tarczę z tego faktu, ale tak dla jasności obrazu to piszę.
Całe życie wszystkiego się bałam, od dziecka czułam się gorsza, inna. Najgorzej było w podstawówce(szara, zakompleksiona myszka siedząca w kącie), później zaczęło być lepiej.
Niestety tak do końca idealnie nie jest.
Mam męża, dzieci i marzę o studiach.
Liceum skończyłam będąc już matką. Chciałam iść na studia, ale zawsze było jakieś "ale"...
Obecnie jestem na urlopie wychowawczym, za rok wracam do pracy, w której zajmuję stanowisko na najniższym szczeblu, zarabiam najniższą krajową co nie jest szczególnie motywujące.
Chciałabym skończyć studia w branży, w której pracuję. Nie twierdzę, że ten kierunek to szczyt moich marzeń, ale mam po nim bardzo realną szansę pracować w swoim zawodzie.
Wiąże się to z większą płacą i mniejszym obciążeniem fizycznym. Praca raczej pewna, ryzyko bezrobocia małe. Jednym słowem same plusy.
Zresztą zawsze jest sens spróbować tym bardziej, że z samą maturą, bez żadnych znajomości daleko nie zajdę, a na obecnym stanowisku nie dam rady pociągnąć zbyt długo, ze względu na spore obciążenie fizyczne, co w połączeniu z moimi problemami z kręgosłupem nie pozwoli mi na normalną pracę do 67 wiosny.
Znalazłam uczelnię gdzie jest interesujący mnie kierunek, zapoznałam się z warunkami rekrutacji z wypiekami na twarzy po czym.....zwyczajnie się wystraszyłam. Nowego, nie znanego, że nie dam rady, że sobie nie poradzę, że okaże się, iż nie jestem wystarczająco bystra aby to ogarnąć, że zawalę egzaminy.
Ten strach mnie paraliżuje, a jednocześnie zdaję sobie sprawę, że jeśli go nie pokonam, całe życie będę stała w miejscu.
Mam ogromne kompleksy związane z brakiem wyższego wykształcenia. Wiem, że wraz z dyplomem nie otrzymuje się większej inteligencji, a tylko wiedzę z danego zakresu, wiem, że brak wyższego wykształcenia nie czyni mnie gorszym człowiekiem, ale pomimo tego źle się z tym czuję.
Jak pokonać ten paraliżujący strach?
Edytor zaawansowany
  • verdana 21.09.13, 23:27
    Czytam co piszesz. Zaręczam Ci, ze na dziennych studiach dobrej państwowej uczelni spora część studentów nie potrafi tak pisać - gramatycznie, po polsku i do rzeczy.
    Nie gadaj bzdur, tylko składaj papiery. Na uczelni na pewno sobie poradzisz.
    --
  • coca-cola100 21.09.13, 23:40
    Nie raz w życiu przekonałam się,że strach to bzdura,zawsze na koniec wychodzi,że nie było się czego bać bo wszystko jest ok.
    Teraz też tak na 100% będzie nie myśl o strachu tylko rób swoje.
    Powodzenia.
  • ichi51e 21.09.13, 23:37
    A jak sobie nie poradzisz to co sie stanie? Swiat sie zawali? Przynajmniej bedziesz wiedziec.
    Najtrudniejszy pierwszy krok. Skladaj papiery i nie mysl o tym w ogole - zrob to na automacie jak cos oczywistego.
  • mwiktorianka 21.09.13, 23:55
    verdana dzięki Ci za wsparcie i dobre słowo smile. Tego mi potrzeba jak rybie wody.

    ichi51e Tobie też dziękuję.

    Pewnie, że jak sobie nie poradzę to świat się nie zawali, ale nie pomoże mi to również w podniesieniu własnej samooceny. Kurczę dziewczyny co ja piszę, ja w głębi serca wierzę, że dam sobie radę, a boję się sad.
    Pomimo to w poniedziałek dzwonię na uczelnię i zaczynam kompletować dokumenty. Czasu zostało nie wiele.

    Łatwiej będzie mi zacząć studia teraz, kiedy jestem w domu niż w przyszłym roku, kiedy wrócę do pracy i wszystko się skumuluje. Poza tym mam już 41 lat i to chyba ostatni dzwonek, aby dokonać zmian.


    Jest jeszcze jedna kwestia; mianowicie uczelnia proponuje promocję, 0 opłat za pierwszy semestr jeśli zadeklaruję się, że skończę studia (licencjat). Jeśli nie ukończę będę musiała zwrócić kasę za ten semestr z nadwyżką.
    To bardzo nęcąca propozycja zważywszy, że w obecnej chwili krucho z kasą.
    Z drugiej strony boję się takiego zobowiązania, choć przecież zaczynam naukę aby osiągnąć cel.
  • ichi51e 22.09.13, 08:14
    Na pewno dasz sobie rade. Na studiach czlowiek uczy sie inaczej - bo dla siebie. Jako osoba ktora chwilowo (mam nadzieje) utknela w trakcie doktoratu powiem ci ze studia da sie zawalic tylko w jeden sposob - na wlasne zyczenie. Nic tam nie bedzie takiego czego czlowiek by nie ogarnal - jedyne co cie moze pokonac to wlasne lenistwo bo nikt nad toba stac nie bedzie i do nauki zmuszac nie bedzie. Egzaminy mozna zdawac praktycznie do skutku a zeby studenta uczelnia wywalila to chyba by musial uniwersytet podpalic i nasikac w plomienie zawiniety w flage korei polnocnej nadajac uszami audycje z kosmosu. I to dopiero po 2-3 latach i jak przestanie sie pojawiac na uczelni.
    Minie w jednek chwili. Uszy do gory.
  • ichi51e 22.09.13, 08:58
    Dobra dopisze jeszcze dlaczego warto isc na studia. smile poza nauka.
    Poznasz nowych ludzi - czesc bedzie odwazna przebojowa i beda mieli pozjadane wszystkie rozumy, czesc pracowita i cicha czesc taka jak ty nie wierzaca we wlasne sily - od wszystkich sie czegos nauczysz. Poznasz wykladowcow z ktorych niektorzy beda bucami o jakich swiat nie slyszal i ktorych misja zyciowa bedzie pokazac ci ci gdzie twoje miejsce (mniejszosc) i naprawde madre i cieple chcace sie bardziej podzielic swoja wiedza niz ty bedziesz chciala sie nauczyc - osoby ktore zobacza w tobie wiecej niz ty sama widzisz.
    Brzmi banalnie ale dla mnie studia byly przede wszy cenne zyciowym doswiadczeniem i mysle ze nawet gdyby nie udalo mi sie ich skonczyc warto bylo sprobowac.
    Moja przyjaciolka poszla na studia lata po liceum (i to w innym kraju jak juz miala male dziecko). Byla jedyna z 3 rodzenstwa ktore nie mialo wyzszego wyksztalcenia. Rodzina nieidealna ojciec pijak przemocowiec na szczescie marynarz i zapracowana matka. Imala sie roznych prac miedzy liceum a studiami - rowniez pracowala w barze ze stripteasem i dealowala. Wyszla tragicznie za maz za ukrytego biseksualiste ktory namawial ja na trojkaty z obcymi ludzmi. W koncu rozwiodla sie, wyjechala zaczela studia poznala dobrego czlowieka i dzis ma 3 dzieci skonczone religioznawstwo z ktorego nie korzysta ale ktore daje jej satysfakcje ze jak chce to umie i ze nie jest najgorsza z rodzenstwa.
    Na automacie! Ja tam uwielbiam uniwersytety (na roznych bylam) i zawsze czulam sie jak mile oczekiwany gosc.
  • morekac 22.09.13, 14:22
    ale nie pomoże mi to również w podniesieniu własnej samooceny.
    Jak nie pójdziesz, to też ci samoocena nie wzrośnie.
    Znam kilka osób, które zaczynały studia w 'podeszłym' wieku lat czterdziestu. 'Co gorsza' - nawet je skończyły.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • kota_marcowa 21.09.13, 23:40
    Jak cię to pocieszy, to miałam podobnie. Z tym strachem i niewiarą w siebie. Aż któregoś dnia obudziłam się, to był piątek pamiętam jak by to było wczorajtongue_out I powiedziałam sobie co ma być to będzie, to był wrzesień, ostatnie dni rekrutacji, zebrałam jakieś 4 swoje zdjęcia, każde z innej parafii tongue_out, wypełniłam podanie, zrobiłam badania i złożyłam, na kierunek kompletnie dla mnie abstrakcyjny ale "wymarzony", Myślałam, że mi się nie uda, ale udało się, mało tego, przez całe studia miałam stypendium, za wyniki big_grin To był strzał w 10.

    Tak więc, ja na twoim miejscu pomyślałabym, że po pierwsze może być już tylko lepiej, a w razie czego przecież nic nie tracisz.
  • lisciasty_pl 22.09.13, 00:09
    Strach przed uczelnią to rzecz normalna, do dziś pamiętam dwumetrowych byczków,
    waga 120 kg, jak garbili się i pocili przed panią z dziekanatu tongue_out
    Pomyśl sobie, że tylko składasz papiery. Wchodzisz, kładziesz i uciekasz.
    Z nikim nie rozmawiasz, nikt nic nie chce ani nie wymaga. Powinno pójść tongue_out
  • larrisa 22.09.13, 00:29
    A znasz ludzi po studiach? Bo ja znam całkiem sporo i wierz mi, obecnie nie trzeba być orłem, żeby mieć dyplom wyższej uczelni. Kiedyś osoby z maturą były lepiej wykształcone, więc raczej nie masz się czego bać.
  • exina 22.09.13, 00:42
    mwiktorianka napisała:


    > Mam ogromne kompleksy związane z brakiem wyższego wykształcenia.

    Tez jestem DDA, ale rzuciłam prestiżowe studia na ostatnim roku i wcale nie czuję się z tym źle. Widać po tobie nie DDA, ale brak obycia i własnie braki w wykształcenu, ale nie w tym sensie, o jakim myślisz. Studia wyższnie nie przyczyniają się do "nauki zawodu", ale do ogólnego obycia w świecie, zwłaszcza jesli studiujesz z dala od toksycznego domu. Spotykasz różnych ludzi i widzisz bez czytania miliona opinii w necie, że studia nie gwarantują ani pracy, ani pozycji. Nie znaczy to, ze musisz teraz jechać do innego miasta i zamieszkac w akademiku, by się o tym przekonać, choć niestety jako DDA przydałby ci się jakiś wyjazd zdala od twojego środowiska.
    Duze znaczenie ma tez to, jakiego typu jestes DDA, przypuszczam, że jeśli rodzic zyje, to podcierasz mu tyłek, albo zamartwiasz się, ze musiałas zerwac z nim kontakt. Ja byłam i jestem typem DDA - mordercy, wynajdywałam sposoby usmiercenia tatusia, na szczęscie sam z siebie dokończył przedwczesnie zywota, z powodu pijanstwa zresztą, i to było dla mnie najlepszą terapią. Choc umarł wtedy, kiedy byłam juz na studiach, wiec w sumie niewiele mnie to obeszło.
    Reasumując - studia tak, ale dzienne z dala od rodziny, na stancji lub w akademiku. Studia dla wiedzy to pomyłka, jeśli chcesz się uczyć, odpal tutoriala w necie. Dla papierka - w Twojej sytuacji tylko zaocznie i bez gwarancji, ze to cokolwiek da.
  • mdro 22.09.13, 00:49
    Ale czy Ty przeczytałaś, jaka jest sytuacja mwiktorianki? Bo to, co piszesz, jakoś nijak się ma do tego, co ona napisała...
  • mdro 22.09.13, 00:45
    Po przeczytaniu Twojego wpisu od razu przyszło mi na myśl to, co Verdanie - dziewczyno, osoba tak dobrze potrafiąca wyrazić na piśmie swoją myśl poradzi sobie na studiach bez problemu. A wytrwałości też Ci pewnie nie brakuje.
  • gretchen184 22.09.13, 08:05
    też jestem DDA (zaczęłam terapię), przez 20 lat przechodziłam regularne pranie mózgu p.t. "jesteś nikim,,nic z ciebie nie wyrośnie,jesteś beznadziejna".
    efekt jest taki jak u ciebie,zerowe poczucie własnej wartości,brak studiów i poczucie,że faktycznie jestem do niczego.
    sobie nie potrafię pomóc, tobie niestety też nie sad
    --
    Walka z komarami w mieszkaniu rozwija słuch, czujność, koordynację, szybkość i paranoję.
  • vilez 22.09.13, 08:19
    Spróbuj przyswoić, że ten strach to rodzaj choroby. "Tak, wiem, że się boję, ale to ma źródło w tym, że jestem DDA, to nie jestem cała ja, ja to także moje zdolności i inteligencja". I jak Cie będzie dopadać, to próbuj stosować do tego takie zdystansowane podejście. Bo naprawdę ten strach to TYLKO Twoja przypadłość, a nie- Ty smile Ty to coś o wiele wiele większego i lepszego, niż ten strach.
  • best_bej 22.09.13, 09:27
    mwiktorianko, też jestem dda, bardzo często mam poczucie że jestem gorsza/glupsza od innych. ze inni to hoho (zwłaszcza ematki) a ja im nawet do pięt nie dorastam. I wobec tego nie powinnam nic chcieć więcej, niczego nie oczekiwać. Bo jakże to tak. I powiem ci tak- ze po studiach zaczełam drugi kierunek, pierwsze studia byly malo wymagajace (choć może też umniejszam), ale te drugie- tam zbierala sie elita z dużą wiedzą kierunkową i znajomościa języka wykladowego. A ja? Nic. Ot poprostu chciałam tam studiować (troche też nie wiedziałam co ze sobą zrobić po I studiach), miałam jakąś tam wiedzę (zdałam b. trudne egzaminy) ale przy nich byłam tylko dziewczyną po pedagogice. Pierwszy rok ciężko pracowalam- nadrabialam zaległości, uczyłam się intensywnie języka i jakoś poszło. Ale nie było to coś czego intelektualnie nie mogłam ogarnąć. Po prostu musiałam więcej doczytać, co wyszło mi tylko na dobre, bo tego nigdy za wiele. Koledzy okazali sie tez nie tacy elitarni, którzy owszem mają wiedzę przedmiotową, ale np. totalnie nie radzą sobie z filozofią (na pedagogice co semestr jest jakas filozofia), z ktorej ja mialam 5!
    Teraz od października rozpoczynam nowe- i tez się bardzo boję, ale ciąge przypominam sobie tamte studia i wiem że nie taki diabeł straszny.
    A jeśli nie spróbujesz, nigdy sie nie dowiesz, a zadra i kompleksy pozostaną.
    --
  • faustine 22.09.13, 09:37
    Zbieraj dokumenty i fruwaj do dziekanatu! Od roku studiuję na kierunku , który co prawda nie ma nic wspólnego z moją dotychczasową karierą(he, he) zawodową , ale jest zbieżny z moimi zainteresowaniami, a nauka sprawia mi po prostu wielką frajdę . Może nawet załapię się na stypendium rektora smile I też miałam obawy , zwłaszcza że jest to kierunek , na którym raczej nie spotyka się czterdziestolatkówsmile Powiem Ci , że już nie mogę się doczekać inauguracji roku akademickiego i spotkania z tą dwudziestokilkuletnią, zwariowaną młodzieżą smile
    Pozdrawiam i odwagi życzę !
  • faustine 22.09.13, 09:41
    Aha , tak się rozochociłam , że myślę o kolejnym ciekawym dla mnie kierunku - niestety można go studiować tylko na Uniwersytecie Gdańskim smile . To ciut daleko , ale może coś wymyślę smile
  • mwiktorianka 22.09.13, 10:16
    Dziękuję dziewczyny za wsparciesmile.
    exina nie jestem typem DDA, który podciera rodzicowi tyłek. Owszem było mi trudno uwolnić się psychicznie od tego bagna (oboje rodzice uzależnieni), ale udało mi się. Jestem zdystansowana i przestałam się nimi przejmować.

    Mam pod opieką troje dzieci i 41 lat jak sobie wyobrażasz wyjazd do innego miasta na studia? Akademik dla pani po 40-ce?

    Pozdrawiam Was serdecznie.
  • best_bej 22.09.13, 10:21
    aaa na studiach dziennych miałam kilka koleżanek po 40, które okazywały się prymuskami, zawsze były przygotowane no i miały najlepsze notatki!smile smile smile
    Mama mojej koleżanki też studiowała mając 3 dzieci i dojeżdzała na uczelnie 120 km, a mąż był marynarzem. Serio. Dasz radę!
    --
    Hej z cokołu
  • rosapulchra-0 22.09.13, 09:58
    Idź, a potem chwal się wynikami ze wszelkich kolokwiów i egzaminów. Mocno trzymam kciuki za ciebie!!
    --
    Penis w erekcji nie ma sumienia.
    anielska.blog.pl/
  • beliska 22.09.13, 10:09
    Jesli cos mnie przeraża, staram się podejść lajtowo, czyli a co mi zalezy. Dam radę to ok. nie to trudno. Coraz więcej luzu w zyciu przychodzi mi z wiekiem, bo juz wiem, ile kwestii, spraw ma znikome znaczenie tak naprawdę lub niewielkie. Realnie, rozsądnie podchodzisz do zycia, wyluzuj trochę, będzie Ci łatwiej także spełnić marzeniasmile
  • mayaalex 22.09.13, 10:28
    Strach pokonujemy malymi kroczkami smile jutro bierzesz papiery, idziesz do dziekanatu i skladasz je. A potem zaczynasz zajecia. Uczysz sie, zaliczasz testy, kolokwia, egzaminy. I tak az do uzyskania stopnia licencjata (a motywacja finansowa bardzo dobra, bedziesz miala dodatkowy powod, by nie rezygnowac w chwili ewentualnego zniechecenia).
    Pracowalam przez pewnien czas na uczelni - nigdy mi sie nie zdarzylo, zeby problemy z nauka mialy mamy okolo czterdziestki. I niebezpieczna jest raczej zbytnia wiara w swoje mozliwosci niz troche kompleksow. Zobaczysz, bedzie dobrze. Tym bardziej, ze Ty juz pracujesz w sektorze, ktory Cie interesuje, wiec na pewno okaze sie, ze wiele rzeczy juz wiesz.
    I tak krok po kroku, z kazdym zaliczeniem, bedziesz tez budowac wiare w swoje mozliwosci.
    Dasz rade. Studia to swietny pomysl.
  • ira_07 22.09.13, 11:06
    Chyba nie ma innego sposobu jak stawić mu czoła. Studia to jest stres, nie Ty jedna będziesz się stresowała egzaminami. Jak nie podołasz, to nie podołasz i co się stanie? Nic. Będziesz najwyżej w tej samej sytuacji co teraz. Jak nie spróbujesz to na pewno będziesz w tej samej sytuacji. Przecież nic nie ryzykujesz. Co to w ogóle za kierunek? Interesuje Cię? Widzisz się tam?
    --
    Until the very end
  • gazeta_mi_placi 22.09.13, 11:27
    > Praca raczej pewna, ryzyko bezrobocia małe.

    Może powiedzieć jaka to praca? Może być na priv.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7o8b3x6acm8oyc9h.png
  • mwiktorianka 22.09.13, 12:59
    Ten kierunek to pedagogika i choć przyznam szczerze, że bardziej interesowałaby mnie resocjalizacja to zdaję sobie sprawę, że mogę później nie znaleźć pracy.
    Zdaję sobie również sprawę, że praca z dziećmi to ciężki kawałek chleba i nie powinno się do niej pchać jeśli się tego nie lubi.
    Ja ogólnie bardzo lubię dzieci i one mnie chyba też.
    Jedyne co mi nie pasuje to atmosfera w tzw."babińcach", plotki, podkładanie świni, donosicielstwo jest na porządku dziennym, a ja tego nie znoszę, nie potrafię (i nie chcę) się dostosować.

    Jest jeszcze kwestia wyboru uczelni, wiadomo najlepszy byłby uniwerek, tych prywatnych szkół jest obecnie tyle co grzybów po deszczu, ale ile wart jest dyplom takiej uczelni, to już inna kwestia.
    Znalazłam uczelnię, która jak pisałam oferuje darmowy pierwszy semestr w zamian za deklaracje ukończenia studiów. Poczytałam opinie i są różne, co jest raczej normalne (ile ludzi tyle opinii), ale ogólnie ponoć poziom jest bardzo przyzwoity. Sama uczelnia jednak wielu kojarzy się z tandetą (zaczynali od liceów dla dorosłych).
    I powiem szczerze, że wolałabym nie mieć tej presji w postaci przymusu skończenia idąc na pierwsze zajęcia. Zawsze to lepiej mieć alternatywę. Ta alternatywa i w tej opcji oczywiście jest , wiąże się jednak ze sporymi (jak na moją kieszeń) konsekwencjami finansowymi w przypadku rezygnacji z dalszej nauki.

  • ira_07 22.09.13, 13:31
    A masz jakąś pewną pracę po tych studiach (np. koleżanka ma prywatne przedszkole i obiecała zatrudnienie)? Bo pedagogika to chyba najpopularniejszy kierunek w Pl, a dzieci coraz mniej. Dać sobie radę dasz na pewno, to nie biotechnologia czy budownictwo.

    Nie zrozum mnie źle - jeśli chcesz iść na studia to warto iść i na pewno dasz sobie radę, ale warto rozważyć kierunek. I jeśli już pedagogika to lepiej startować na uniwerek. Rozumiem, że finanse są ważne, ale jeden darmowy semestr na sześć semestrów to nie będą jakieś kokosy, potraktuj to jako inwestycję.
    --
    Until the very end
  • best_bej 22.09.13, 13:44
    Studia pedagogiczne dają całkiem niezła wiedzę o człowieku od jego biologii (jest nawet taki dość obszerny przedmiot: biomedyczne podtsawy rozwoju i wychowania) po funkcjonowanie społ- kulturalno- artystyczne. To zlepek filozofii, psychologii i socjologii, wiec dla humanisty raj. Dużo czytania i dyskusji o tym co się przeczytało.
    Nie jest powiedziane ze po pedagogice pracuje sie tylko z dziecmi. U mnie bardzo popularna była specjalizacja andraogiczna, która przygotowuje do pracy w HR, jako doradca zawodowy, couch etc.
    Mnóstwo ludzi po pedagogice to terapeuci, mediatorzy, kuratorzy.
    Więc to nie tylko dzieci, bo do pracy w przedszkolu przygotowuje i daje uprawnienia edukacja przedszkolna i wczesnoszkolna. Ja ze swoim mgr pedagogiki mogłabym tam byc co najwyzej dyrektoremwink
    --
    Hej z cokołu
  • ira_07 22.09.13, 23:42
    Co nie zmienia faktu, że absolwentów pedagogiki jest mnóstwo, a ile jest pracy dla trenerów, mediatorów czy HR-owców, którzy mogą mieć też inne wykształcenie (socjologia, zarządzanie zasobami ludzkimi, psychologia)? Ogłoszeń dla HR-owców to akurat jest sporo, ale zazwyczaj kluczowy jest j. obcy nie wykształcenie, a jeśli wymagają konkretnego wykształcenia to własnie zarządzania zasobami ludzkimi czy pokrewnych.

    Do autorki wątku: jeśli tak jak piszesz, masz znajomości w branży i mogłabyś liczyć na pomoc, to tym bardziej się nie zastanawiaj.
    --
    Until the very end
  • blond_suflerka 22.09.13, 13:36
    Ja bym Ci radziła poczytać o DDA i strzelić sobie taką autoterapięwink Poznanie tych mechanizmów i ciągów przyczynowo-skutkowych pozwoli Ci nabrać dystansu do pewnych 'objawów', jak na przykład strachu.
    Jednocześnie będziesz mogła zacząć robić pewne ćwiczenia, które będą pomocne przy budowaniu nowych, zdrowych przekonań.
    Ze sposobu pisania widać, że jesteś mądrą i inteligentną kobietą. Najważniejsze to zrozumieć, że przekonania jakie masz o sobie w tej chwili to nie jest obiektywna prawda tylko coś co wytworzyło się za sprawą niewłaściwego wychowania. To mniej więcej tak jakby jakiś rodzic mówił dziecku przez lata, że Ziemia jest płaskawink
    Daj sobie szansę na rozwój i radość. Powodzeniaze studiami!
  • mwiktorianka 22.09.13, 15:50
    Dziewczyny, pewności mieć nie mogę, że pracę po tym kierunku znajdę, ale wydaje mi się, że jest to bardzo prawdopodobne.
    Pracuję właśnie w przedszkolu i z tej branży znam trochę ludzi, mam też koleżanki, które uczą w szkole. Dyrekcja też ma kontakty i myślę, że pomogłaby mi w znalezieniu pracy.
    Nawet jeśli w roli nauczycielki byłby to dla mnie debiut, to jestem już obyta z dziećmi po tych latach pracy wśród dzieci, a właściwie z dziećmi również bo mam taką pozycję w obowiązkach.
    Łatwiej byłoby mi startować niż dziewczynie, która odbyła tylko praktyki. Zresztą sporo widziałam (na praktykach u nas właśnie), takich studentek, które przychodziły albo zbyt wystraszone aby choćby bliżej podejść do dzieci (taka ilość chyba je przerażała) lub takie, które przychodziły tylko po to aby te praktyki zaliczyć i kombinowały jak najszybciej się urwać.
    A najlepsi studenci, którzy mieli doskonałe podejście do dzieci ...byli z resocjalizacji.
    Ja tez tak sobie myślę, że lepszy uniwerek niż jakaś dziwna prywatna szkoła, nastawiona tylko na kasę.
  • mwiktorianka 22.09.13, 15:55
    W przedszkolu u mojej siostrzenicy była właśnie pani zatrudniona na takim stanowisku jak ja. Skończyła studia w tym roku i od września pracuje w innym przedszkolu jako nauczycielka. Siedząc w branży jest łatwiej.
    Kurczę, sprawe praktyk tez miałabym z głowy bo odbyłabym je w pracy smile.
  • verdana 22.09.13, 16:08
    Skad jesteś?
    --
  • best_bej 22.09.13, 16:17
    mwiktorianko jestes pewna ze chodzi ci o pedagogikę a nie eduk. wczesnoszkolną?
    --
    Hej z cokołu
  • mwiktorianka 22.09.13, 16:24
    Tak oczywiście, że edukację przedszkolna i wczesnoszkolną, ale to również kierunek pedagogiczny.
    verdana jestem z Łodzi (miasta Łodzi- jak kto woli).
  • kamea_chateau 22.09.13, 16:28

    napisałam do ciebie na priv . odbierzsmile
  • best_bej 22.09.13, 16:38
    to dobrze. To jakis konkret. No i masz status nauczycielasmile
    --
    Hej z cokołu
  • marminia 22.09.13, 17:25
    Wiek nie jest absolutnie przeszkodą. Moi studenci są w różnym wieku, ci starsi zresztą częściej bardziej zaangażowani w pracę, lepiej im idzie na studiach. Nasz przyjaciel, 40-letni technik mechanik, dał się mi namówić (ku uciesze swojej żony też pedagoga) i złożył papiery na zaoczną pedagogikę na jednym z naszych uniwersytetów. Teraz jest już na trzecim roku, ma stypendium naukowe (średnia ocen w II semestrze II roku: 5,0!), cieszy się, że będzie mógł robić w przyszłości to, co cały czas bardzo chciał, ale w czym brak studiów mu przeszkadzał, a nie wierzył, że da radę studiować (też jest DDA). Jestem z niego dumna i cieszę się, gdy widzę, ile mu te studia dają nie tylko jeśli chodzi o wykształcenie. Tylko jedna drobna rada, a właściwie mała podpowiedź do przemyślenia: może nie prywatna szkoła (WSHE?), a Uniwersytet. Tak czy owak cokolwiek wybierzesz - trzymam kciuki!
  • sarah_black38 22.09.13, 18:30
    > Mam ogromne kompleksy związane z brakiem wyższego wykształcenia

    Niepotrzebnie. Na forum panie mające doktoraty robią ortografy tongue_out
    Idź na te studia, dasz radę.

    > Wiem, że wraz
    > z dyplomem nie otrzymuje się większej inteligencji,

    Nad tym tez można trochę popracować wink Przeczytać fajne książki, pójść na dobrą sztukę do teatru,opery, mieć jakieś ciekawe hobby ...
    --
    Poddasze...
  • lolinka2 22.09.13, 19:16
    mwiktorianka, ja też jestem DDA plus parę innych przypadłości mam...
    I też się boję. ROZUMIEM, na serio rozumiem, co przeżywasz.
    Mój sposób: boję się nadal (to trudno zmienić), ale działam tak, jakbym się nie bała. Udaję. Gram. I to działa, a w pewnym momencie przestaję się bać.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • mwiktorianka 22.09.13, 19:52
    marminia bardzo Ci dziękuję za to co napisałaś.
    Studia to nie tylko poszerzenie wiedzy i uzyskanie papierka, a coś więcej. Coś to daje satysfakcję, dla mnie to byłby swoisty rodzaj terapii.
    Cieszę się, że jest ktoś kto to rozumie.

    lolinka2 Tobie też dziękuję za słowa otuchy i zrozumienie. Tym bardziej, że w moim bliskim otoczeniu nie mam nikogo kto by mnie w pełni zrozumiał, tzn. jest moja siostra, ale ma tyle swoich problemów, że nie chcę jej jeszcze obarczać swoimi.
    Mój mąż niestety nie podziela mojego zdania, uważa to za rodzaj fanaberii, która jest do niczego nie przydatna sad.
  • kietka 22.09.13, 20:01
    przewrotnie powiem ci, zacznij te studia, ale w momencie, kiedy nie bedziesz miala tak duzej potrzeby potwierdzenia slusznosci swoich wyborow. inaczej wtopisz kase przy pierwszej syt, kiedy nikt nie poklepie cie po ramieniu. sam fakt zalozenia tego watku poki co nie najlepiej wrozy.
    musisz stac sie samodzielna, odrebna jednostka...nie podlaczac sie pod innych, zaczac pisac swoja bajke. trzymam kciuki.
  • mwiktorianka 22.09.13, 21:08
    Masz rację, że powinnam być bardziej pewna siebie i ja to wiem.
    Sądzę jednak, że nie utopię tej kasy, jeśli już zacznę studia to zrobię wszystko aby je skończyć.
    Do liceum też bałam się pójść (mama wmawiała mi ileś tam lat wcześniej,że nie dam rady), pomimo strachu zdecydowałam się i skończyłam z najwyższą średnią w szkole.

    Ale masz rację dam sobie czas.
    Przemyślałam to i wiem, że choćbym nie wiem jak się bała, to ten strach nie może mnie powstrzymać. Nie chodzi tu tylko o kwestię samego wykształcenia, ale o możliwości jakie ono daje. Tutaj jest kilka aspektów życia, które ulegną zapewne zmianie dzięki temu.
    Teraz jestem bardzo sfrustrowana, właśnie przez brak możliwości realizacji swoich planów.
    Czuję się tak jakbym miała cegłę przywiązaną do nogi i pomimo chęci nie mogła nic zrobić.
    Po drugie muszę stać się bardziej niezależna finansowo, pomijam obecną sytuację (która jest chwilowa), kiedy jestem na urlopie wychowawczym. Ale uwierzcie, że najniższa krajowa na koncie nie daje swobody finansowej, zwłaszcza przy mężu, który uważa, że o wydatkach pieniędzy, które on zarobił (a zarabia sporo więcej niż ja), on ma prawo decydować.

    Doszłam też do wniosku, że nie ma sensu pchać się do jakiejś prywatnej uczelni.
    Lepszy będzie uniwersytet. Niestety na to aby opłacić czesne muszę poczekać do momentu aż wrócę do pracy, czyli rok.
    Ale przygotuję się do tego solidnie. Pouczę się języka angielskiego, który na studiach będzie, a którego nigdy się nie uczyłam.
    Wiem, że głupio to pewnie brzmi; pisze baba, że chce iść na studia, a tu zaczyna się wycofywać. Nie wycofuję się, właściwie dopiero teraz widzę wszystkie plusy studiowania i jestem pewna swojej decyzji. Jedyną przeszkoda są finanse. Ale zrobię wszystko aby wystartować w przyszłym roku.
    Dzięki za wsparcie. Naprawdę mi pomogłyście smile.
  • verdana 22.09.13, 22:26
    Szkoda, że nie z Warszawy jesteś, tu mogłabym Ci coś polecić.
    --
  • verdana 22.09.13, 22:30
    I jeszcze jedno. Najlepiej studiować zaocznie nie na Uniwersytecie, ale na niezłej prywatnej uczelni. Serio. Przede wszystkim uczelnie państwowe dosyć często traktują studentów zaocznych jako "gorszy gatunek", profesorom nie chce się pracować w weekendy. Poza tym bardzo często - choć nie zawsze, oczywiście - na zaocznych są ci, którzy nie dostali się na dzienne, wcale nieszczególnie zmotywowani. Czasem lepsi studenci zaoczni są na prywatnych uczelniach. Na dobrej prywatnej masz też często lepsza kadrę, bo tam pensum na dziennych nie wyrobisz. Ale oczywiście, sa też fatalne prywatne uczelnie, wiec trzeba wybierać ostrożnie.
    --
  • merit_p 23.09.13, 08:17
    Mwiktorianko!
    Rok to bardzo dużo, ja bym nie odkładała decyzji. Niż demograficzny działa na Twoją korzyść, nawet teraz jeszcze możesz spokojnie znaleźć uczelnię i studia dzienne. Nawet jeśli nie będzie to dokładnie ten kierunek, jaki chciałaś zacząć - warto poszukać czegoś pokrewnego - jest opcja przeniesienia się, zaliczenia części egzaminów - będziesz startowała z innego poziomu.

    Powiem brutalnie - jeśli zawiesisz decyzję na rok na kołku, studia pozostaną w sferze marzeń i pewnie dowcipasów męża i będą jego kolejnym powodem do satysfakcji. Nie wycofuj się.
  • kietka 23.09.13, 08:45
    to nie chodzi o pewnosc siebie, ale o potrzebe akceptacji swoich wyborow. podejrzewam, ze dla ciebie kazdy jest autorytetem, byleby sie schylił nad twoim problemem.

    coz takiego sie stanie, jak podejmiesz studia i z jakochs przyczyn ich nie skonczysz? grozi ci za to smierc, kalectwo? nie smile

    powodzenia smile
  • merit_p 22.09.13, 22:32
    Wiesz, co, "jakość" studentów jest teraz na uczelniach taka, że z miejsca poczujesz się intelektualistką z bardzo wysokiej półki wink. Nie piszę tego, żeby Ci dogryźć, sama będziesz zdziwiona, kto startuje po magistra i go z zastanawiającą łatwością zdobywa.

    Po prostu zacznij, reszta już pójdzie siłą rozpędu.
  • mwiktorianka 22.09.13, 23:15
    verdana dzięki za porady dotyczące wyboru uczelni.
    Z pewnością z nich skorzystam.

    merit_p też słyszałam o tym wink.
    Pozdrawiam Was serdecznie.
  • kremciapciulkowy 23.09.13, 07:10
    Jakbym czytała o sobie. Też jestem DDA, też zawsze byłam szarą, zakompleksioną myszką. Ale dałam radę. Niestety, z DDA będę żyć do końca moich dni. Każdy dzień to walka. Zdarza mi się obudzić z walącym sercem i gardłem ściśniętym z lęku przed następnym dniem. Ale wstaję, bo gdybym chociaż raz się poddała następnego poranka mogłoby nie być. Walcz o siebie, trzymam kciuki.
  • verdana 23.09.13, 09:11
    Pamiętaj też, ze jest niż. Wiele uczelni zamyka kierunki. Dlatego naprawdę lepiej zacząć w tym roku.
    --
  • noemi123 23.09.13, 08:27
    To, czego nie umiem i się wstydzę właśnie zaczęłam realizować i narazie daje mi to wielką frajdę pomimo mojego cholernego DDA,
    Srrach ma wielkie oczy a wstyd ciężką dupę tongue_out
  • mwiktorianka 23.09.13, 11:08
    Dziewczyny ja wiem, że lepiej zacząć w tym roku, ba ja chciałabym zacząć w tym roku...
    W sumie o skończeniu studiów myślę od ok 5 lat.
    Wiem, brzmi to niepoważnie, w końcu jak się ma tyle lat co ja to należy nie tylko myśleć, ale też działać. Zdaję sobie sprawę, że zawalam sprawę.
    Powiem szczerze, że spory wpływ na moją decyzję mają finanse, z roku na rok obiecuje sobie, że spróbuję odłożyć kasę, ale kurcze ...no nie mam z czego bo ciągle brakuje. Domowy budżet dopinam z ołówkiem w ręku.
    Są oczywiście, wydatki, które powiedziałby ktoś -nie są koniecznością, jak chociażby lekcje angielskiego dzieci, ale dla mnie to priorytet. Nie zrobię nic kosztem dzieci. To nie ich wina, że matka w młodym wieku nie skończyła studiów.
    Nie mam w tym , jak już wspominałam, żadnego wsparcia męża.
    Owszem studiować mogę, jeśli czuje się na siłach finansowo- tak mi powiedział. Znaczy to mniej więcej tyle, że jeśli mam kasę to mogę studiować, bo on kasy mi nie da.
    Oczywiście ja jego zgody nie potrzebuję i wcale o nią nie pytałam, ale o kwestię jak to ogarnąć finansowo.
    Niestety na tle finansów od jakiegoś czasu panuje miedzy nami totalna niezgoda, w ogóle nie potrafimy się w tej kwestii porozumieć. Mój mąż uważa, że każdy ma prawo decydować o zarobionych przez siebie pieniądzach, a ponieważ ja w obecnej chwili nie zarabiam więc nie za bardzo mam o czym decydować.
    Wiem, że tkwię w chorym układzie, ale uwierzcie mi, ze nie jestem w stanie tego zmienić, a próbowałam wielokrotnie.
    W dużej mierze właśnie ta sytuacja zmotywowała mnie do podjęcia wreszcie decyzji o studiach, konkretnie chodzi o to (pomijając chwilowo inne aspekty), aby stać się niezależną finansowo,czego pracując za najniższą krajową nie osiągnę.
    Teraz dopiero z całą wyrazistością widzę, że MUSZĘ SKOŃCZYĆ STUDIA, bo to jedyna droga do tego aby nie skończyć jako sfrustrowana stara jędza, a powoli do tego zmierzam.

    Właśnie pod wpływem impulsu po kłótni z mężem o finanse znalazłam tę uczelnie, która oferuje 1 semestr gratis pod warunkiem ukończenia studiów. Jeśli jednak nie skończę, muszę zwrócić kasę za cały semestr z nadwyżką.
    I tu jest pies pogrzebany; raz, że ta uczelnia to cosinus (nie wiem czy słyszałyście), ale raczej renomy nie ma żadnej.
    Dwa, jak dla mnie to za duże obciążenie psychiczne, mam na mysli presję , że nie mogę nic zawalić bo nie będę miała z czego oddać kasy.
    Stąd ten rok zwłoki, tak wiem kolejny rok. Ale tym razem obiecałam sobie, że ostatni.
  • merit_p 23.09.13, 11:26
    Na uczelnię marki cosinus zdecydowanie szkoda czasu i kasy. Czy jest wielką tajemnicą specjalność jaką byś chciała studiować i miejscowość? Czy mogą to być studia dzienne (wcale to nie jest taka masakra jak się wydaje pod względem czasowym - ludzie czasem ciągną 2 kierunki i jeszcze pracują wink)?
  • ichi51e 23.09.13, 11:36
    Spokojnie skladaj papiery na publiczna uczelnie. To nic nie kosztuje.
    W twojej sytuacji wydaje mi sie ze dalsza edukacja to nie jest widzimisie tylko koniecznosc. Z przyczyn zawodowych osobistych i w ogole co to za pozostawianie zony na srodku oceanu jak sie siedzi na luksusowym jachcie a ona na tratwie bez wiosla pod haslem "plyniemy!"?
    Finanse domowe macie postawione na glowie btw. Ale sama to widzisz i coz mozna zrobic tak sie ulozylo. Koniecznie zloz te papiery.
  • ichi51e 23.09.13, 11:39
    A i dlazego ty placisz za angielski dziecka? W sensie to za co ojciec placi? Niech on placi ty odkladaj.
    Zreszta dziecku rok bez ekstra angielskiego nic bynsie nie stalo a tym w tym czasie zaiwestujesz w przyszlosc.
  • kamea_chateau 23.09.13, 11:45

    w PWSZ w Skierniewicach trwa nabór, jest wydział pedagogiczny.
    Na dzienne też cię przyjmą, i jeśli poprosić dostaniesz IOS. A dzienne na państwowej uczelni są za darmo, i bez ograniczenia wieku.
    Wiem bo własnie przyjęto takiego 40 latkasmile
  • merit_p 23.09.13, 11:53
    Pedagogika w Łodzi. Są miejsca

    rekrutacja.uni.lodz.pl/katalog.php?op=show&kierunek=P&kategoria=&aktywne=
  • mwiktorianka 23.09.13, 12:17
    Dzięki za link.
    Wiem, że są miejsca, z tym, że nabór na UŁ już zakończony z tego co widziałam w załączonym linku.
    Jest sporo prywatnych uczelni, ale skąd wziąć tą kasę już teraz?
    Za rok wracam do pracy więc będę mogła opłacić studia.
    Jeśli chodzi o tryb studiowania to raczej nie zdecyduję się na dzienny. Nie sądzę aby udało mi sie pogodzić pracę, z wychowywaniem trójki dzieci i studiowaniem na dziennych.
    Dziewczyny ja naprawdę podjęłam decyzję i z niej nie zrezygnuję, ale nie mam innego wyjścia jak odłożyć to na rok, choć wcale tego nie chcę.
  • merit_p 23.09.13, 12:28
    Przejdź się do dziekanatu, popytaj, wolne miejsca na bank są.
    Moja przyjaciółka skończyła ciężkie studia z bliźniakami wyprodukowanymi na trzecim roku.
    Za rok będzie Ci jeszcze trudniej, gwarantuję.
  • ichi51e 23.09.13, 12:31
    Hmm - a mi sie wydaje ze na dziennych latwiej - dzieci w szkole/zlobie ty w szkole :p chyba ze chcesz pracowac no to ciezko bedzie dzieci praca szkola ustawic. Gdybys studiowala na dziennych masz szanse na stypendium wtedy mozesz mniej pracowac. Na dziennych tez masz wieksza motywacje di samodzielnej nauki. Na zaocznych za to stracisz weekendy z dziecmi.
  • ichi51e 23.09.13, 12:32
    Matko i corko! Nie samodzielnej tylko regularnej!
  • jkl13 23.09.13, 12:10
    Jeśli dobrze cię kojarzę z innego forum, to masz 4 dzieci. I ty - matka czwórki dzieci - uważa, że nie da rady skończyć studiów??? No jak nie ty, to kto?? Wszystko, co potrzebne do studiowania, a więc logistykę, samodyscyplinę, ustalenie odpowiednich priorytetów - masz opanowane do perfekcji. Nic, tylko studiować.
    Moja ciocia ukończyła studia właśnie po 40-tce - i była najlepsza na roku. Również z mojego doświadczenia wynika, że im starszy student, tym bardziej się stara i osiąga lepsze wyniki. Więc i ty na pewno dasz radę. Tylko nie odkładaj studiowania na później, bo za rok czy za dwa lata na nowo będziesz roztrząsać, czy to się uda, czy się w "tym wieku" opłaca itp. Zepnij się finansowo, proś o rozłożenie czesnego na miesięczne raty, ewentualnie wystąp do zakładu pracy o pożyczkę czy zapomogę celową o działaj. Na pewno ci się uda!! Ja w to wierzę!
  • mwiktorianka 23.09.13, 12:22
    Dzięki za wsparcie. Tak dobrze mnie kojarzysz, mam czwórkę, to jedno dorosłe.
  • kokoszkam 23.09.13, 20:47
    mwiktorianka trzymam za Ciebie ogromne kciuki! powodzenia zycze i ukonczenia studiów ze stypendium smile
    Ja nie jestem DDA, ale czytając Twoj pierwszy post troche jakbym siebie widziała... nie wiem skąd mi sie to wzięło, ale tez zawsze wydaje mi sie, ze kazdy jest ode mnie lepszy, mądrzejszy, bardziej zaradny itd itd... Przez to kilka spraw w zyciu poddałam myśląc "nie nadaje sie do tego, nie dam rady". Mam nadzieje, ze niektóre tylko chwilowo- nadal powtarzam sobie ,ze je dokoncze.... za jakis czas. I mam nadzieje,ze niedługo ja tez dostane takiego kopa na rozpęd i sie wezme w garsc smile
    powodzenia!!!!!
  • redheadfreaq 30.09.13, 17:52
    Od wielu lat zmagam się z lękiem. Nie raz i nie dwa rezygnowałam z często idiotycznie błahych rzeczy, jak pójście do urzędu, bo... na pewno baba w okienku nakrzyczy, na pewno nie zdążę na autobus, na stówę coś pomylę... Strach ma wielkie oczy smile Najbardziej pomogło mi, zamiast dotychczasowego "O boże wszystko się zawali" spokojne wypisanie sobie, czego się obawiam i rozwiązanie każdej z tych sytuacji na zimno w domu, przygotowanie się do nich. Baba będzie wrzeszczeć? Ja nawrzeszczę na nią. Spóźnię się na autobus? Poczekam na następny.

    Tak samo Ty: zawalisz egzamin? Zdasz poprawkę. Pogubisz się na kampusie? Zapytasz w ksero o drogę. Na spokojnie, małymi kroczkami smile Studia to naprawdę nie jest czarna magia - idą na nie ludzie życiowo zieleni jak wiosenna trawka, a Ty jesteś matką - nie z takimi rzeczami musiałaś się już zmierzyć! Będzie dobrze.
    --
    - On twierdzi, że ją kocha. (granatowe_tulipany)
    - twierdzi, twierdzi. To sie rymuje z "pierdzi", ale poza tym nic naprawde nie znaczy.(minor.revisions)
  • ada1214 10.11.13, 10:28
    > Mam ogromne kompleksy związane z brakiem wyższego wykształcenia. Wiem, że wraz
    > z dyplomem nie otrzymuje się większej inteligencji, a tylko wiedzę z danego zak
    > resu, wiem, że brak wyższego wykształcenia nie czyni mnie gorszym człowiekiem,
    > ale pomimo tego źle się z tym czuję.

    Ukonczenie studiow w niczym nie pomoze, jesli chodzi o wzrost samooceny, czy jest sie DDa czy nie. Jesli na to liczysz, to sie rozczarujesz.
    To kardynalny choc nagminny blad w rozumowaniu.
    Myslimy o sobie dobrze (wysoka samoocena) jesli czujemy sie akceptowani takimi jacy jestesmy, jesli wiemy, ze jestesmy kochani, zauwazani, ze nasze zycie i nasze mysli sa dla kogos wazne.
    Owszem, krotkodystansowo i krotkowzrocznie mozna budowac poczucie wlasnej wartosci na osiagnieciach: ukonczylem studia, mam prestizowa prace, mam bogatego meza, mam to mam owo, cokolwiek jest dla nas tym atrybutem wartosci. Tylko, ze wowczas kazda zmiana tego decydujacego czynnika powoduje ze lecisz w dol, nizej niz startowalas. W odniesieniu do Twojego przypadku: jesli z jakiegos powodu nie uda Ci sie ukonczyc tych studiow, mozesz sie zalamac. I wlasnie dlatego sie boisz, podswiadomie to czujesz, choc nazywasz to lekiem przed nieznanym.
    Liczenie na to, ze ukonczenie studiow podniesie Twoja wartosc, to sorry, cos w rodzaju przekonania nastolatow, ze jak zaloza markowy ciuch to ich wartosc rynkowa (czyt: szacunek i miejsce w grupie) poszybuje w gore.

    Dlatego zgadzam sie z kims tam powyzej, ze w Twoim przypadku lepiej byloby, gdybys szla na te studia uporzadkowawszy wczesniej sprawy z samoocena.
    pozdrawiam i zycze trafnych decyzji
  • pade 10.11.13, 11:26
    Skorygujęsmile Poczucie własnej wartości mamy wtedy, gdy sami siebie akceptujemy, nie tylko gdy ktoś nas akceptuje.
    Przede wszystkim sami siebie powinniśmy akceptować, kochać i szanować.
    Oczywiście, akceptacja innych wzmacnia nas, daje poczucie bezpieczeństwa, ale nie sprawi, że nasza samoocena będzie wysoka.

    --
    "Jeśli nie obarczasz winą, nie masz w sobie złości."
  • ada1214 10.11.13, 12:29
    tak, zgadzam sie z Toba, a dokladniej jedno z drugim sie nierozerwalnie wiaze. Innymi slowy trudno mi wyobrazic sobie osobe, ktora kocha i akceptuje siebie, nie majac nikogo, o kim wie ja kocha, akcepuje, szanuje, rozumie. Przeciez to wlasnie dlatego dzieci DDA maja deficyty wartosci, bo zabraklo akceptacji i milosci w dziecinstwie!
    Tym samym lepiej na poprawe samooceny robi przebywanie z wlasciwymi ludzmi, niz nabywanie atrybutow atrakcyjnosci.
  • blond_suflerka 10.11.13, 13:16
    No tak ale tak jak piszesz to się ze sobą łączy. Co buduje poczucie własnej wartości? Akceptacja i miłość rodziców to jedno a drugie to właśnie zbieranie pewnych doświadczeń, które dają pewne poczucie kompetencji, które budują zaufanie do siebie.
    Więc z jednej strony tak, dobrze jest miec obok siebie ludzi, którzy kochają i akcpetują(nawet jak jest się już DDA z deficytami a właściwie szczegolnie wtedy) ale z drugiej strony trzeba też samemu działać. Zbierać kolejne punkty, doświadczać i empirycznie sprawdzać, że daje się radę, że się człowiek sprawdza w róznych sytuacjach, itd. I studia tutaj moga być pomocne.
    Tylko pod warunkiem, że nie będzie się traktowało tych studiów jako dowodu na swoją wartość tylko jako pewne ciekawe doświadczenie.
  • ada1214 10.11.13, 13:34
    Zbierać kolejne punkty, doświ
    > adczać i empirycznie sprawdzać, że daje się radę, że się człowiek sprawdza w ró
    > znych sytuacjach, itd. I studia tutaj moga być pomocne.

    Mylisz dwa pojecia.
    Poczucie wlasnej wartosci, wlasnej godnosci jest bardziej wewnetrznym uczuciem. To przekonanie ze jestem wartosciowy po prostu dlatego ze istnieje. Zasluguje na dobre rzeczy, jestem czlowiekiem, mam duzo pieknych Cech, lubie siebie, lubie swoje towarzystwo.
    To o czym Ty wzmiankujesz tu powyzej to poczucie wlasnych umiejestnosci.
    Niestety, ale piecie sie w gore w postaci gromadzenia umiejetnosci przy jednoczesnym niskim poczuciu wlasnej godnosci (wartosci) zawsze doprowadzi do frustracji, depresji, czasami nawet do katastrofy.


    blond_suflerka napisała:

    > No tak ale tak jak piszesz to się ze sobą łączy. Co buduje poczucie własnej war
    > tości?

    Masz dziecko?
    Pamietasz pierwsze chwile po urodzeniu, pierwsze dni, tygodnie? Na pewno, jak wiekszosc rodzicow, wpatrywalas sie z zachwytem w synka/corke. Zachwycalas sie i zakochalas w tym stworzeniu nie dla jego zaslug i osiagniec, bo ono jeszcze nic nie zdazylo zrobic; Twoj zachwyt i milosc byla spowodowana wylacznie tym ze ono bylo, ze sie pojawilo. Ni ewiem czy rozumiesz co chce Ci napisac? Wlasnie tego potrzebujemy, i jako dzieci i jako dorosli, zeby ktos nas kochal TYLKO datego ze jestesmy (i tu sie buduje poczucie wlasnej godnosci i wartosci) a nie dla naszych dokonan- studia, praca czy zamoznosc (poczucie wlasnych umiejestnosci i zaradnosci).
    Mnostwo ludzi jest nieszczesliwych czy przykladowo zakompleksionych wlasnie dlatego, ze nie rozumieja na czym polega roznica miedzy tymi dwoma kategoriami.
  • blond_suflerka 10.11.13, 14:03
    Nie nie, to chyba Ty się mylisz.
    Poczucie własnej wartości to nic innego jak samoocena. Czyli własna ocena siebie. A ta ocena buduje się od urodzenia. Rodzice cieszą się z tego, że dziecko pojawiło się na świecie, tak. No ale zobacz co dzieje sie potem-dziecko się rozwija i każde jego osiągnięcie i postęp jest budowaniem jego poczucia kompetencji(to jest jego wlasna wiedza, że może więcej i dalej) wspierana przez odpowiednie komunikaty rodzica. To przecież rodzic mówi-'brawo, pięknie, udało się, poradziłaś sobie'.
    Poczucie godności to zupełnie co innego.
    Przekonanie, że ktoś jest wartościowy dlatego, że istnieje to prawda. Ale przecież człowiek nie istnieje jako biała kartka. Taki jaki jest, ma wartość ale przecież człowiek jest jakiś. Praca nad poczuciem własnej wartości(taka psychologiczna) to oprócz zinternazlizowania faktu, że ma się prawo do istnienia i ma się pewną bazową wartość to na następnym etapie-realna ocena siebie. A ta wiąże się ze znajomością swoich zalet, wad, osiągnięć, kompetencji, itd.
    Nie chodzi o zdobywanie kolejnych umiejętności, żeby sobie coś udowodnić. Wtedy jest mowa o pewnym zaburzeniu w samoocenie czyli tym poczuciu wlasnej wartości. Zdrowa samoocena wiąże się z realnym spojrzeniem na siebie. A jeśli tak-to kolejne osiągnięcia czy tytuly zdecydowanie będą budujące a nie frustrujące.
    Frustracja czy depresja jest wtedy jeśli rodzice krytykowali i nie wspierali w rozwoju. Czyli dziecko pomimo tego, że w prawidłowy sposób budowało swoje kompetencje słyszało, że i tak jest nic nie warte. Tym samym zakodowało sobie, że co by nie zrobiło i tak jest nikim. I to kontynuuje w życiu dorosłym.
    Wtedy trzeba zacząć od konfrontacji z prawdą. Nie jest prawdą co mowili rodzice, prawda jest inna. I to tez wiąże sie z sięgnięciem po własne doświadczenia i zobaczenie ich bez tej rodzicielskiej, krytykującej narracji.
  • ada1214 10.11.13, 14:44
    blond_suflerka napisała:

    > Nie nie, to chyba Ty się mylisz.

    Jesli ja sie myle, to nie ja sie myle, tylko myli sie Jesper Jull, psycholog, odsyam do jego ksiazek. NB pierwszy chyba psycholog z tej dziedziny, z ktorym sie zgadzam.



    wspierana przez odpowiednie
    > komunikaty rodzica. To przecież rodzic mówi-'brawo, pięknie, udało się, poradz
    > iłaś sobie'.

    dobrze, ze to napisalas, bo to jest wlasnie kwintesencja wypaczonego sposobu budowania poczucia wlasnej wartosci u dziecka. Co sie kryje za komunikatem "brawo poradzilas sobie"? To samo co za komunikatem "o jaka piekna laurka, cudownie namalowalas, jakie sliczne kwiatki, jestes wspaniala w rysowaniu" i buziak w nagrode.
    Komunikat jaki dziecko otrzymuje, chociaz Ty jako rodzic sobie tego nie uswiadamiasz jest nasteujacy: mama mnie kocha dlatego ze tak swietnie sobie poradzilam, kocha mnie dlatego ze tak pieknie narysowalam laurke. wlasnie dlatego dostalam buziaka."
    Wiec nastepnym razem dziecko bedzie sie staralo narysowac jeszcze piekniejsza laurke, a ty bedziesz sie jeszcze bardziej cieszyc i jeszcz bardziej chwalic. I tak dalej. Wdrukowalas wlasnie schemat: kocham cie za Twoje osiagniecia. Ergo bez osiagniec jestes malo wart. I potem taki czlowiek kolekcjonuje osiagniecia, bo bez nich czuje sie nikim.
    JAk zareagowac mama gdy dziecko wrecza laurke? Najlepiej najprosciej: dziekuje Ci slonko za ten prezent, ale sie ciesze! kocham cie. Przekaz dla dziecka : to ze istniejesz i ze cos dla mnie zrobiles ma dla mnie wielkie znaczenie bo cie kocham.


    Czyli dziecko pomimo tego, że w prawidłowy sposób budowało swoje kompe
    > tencje słyszało, że i tak jest nic nie warte. Tym samym zakodowało sobie, że co
    > by nie zrobiło i tak jest nikim.

    A ja gdzies sueruje, zeby dziecku wpajac, ze jest nikim? Pochwaly i nagrody maja swoje nalezne miejsce, ale na pewno nie jako narzedzie do budowania poczucia wartosci/godnosci wynikajacej z prostego faktu istnienia.
  • ada1214 10.11.13, 15:08
    o, wlasnie zajrzalam do watku "Prosze nie wyreczac dzieci" - to odrabianie zadan za dzieci, to rowniez element polityki rodzicielskiej "kocham cie za osiagniecia" , choc juz w karykaturalnej formie: chec, by MOJE dziecko bylo najlepsze sklania rodzicow do rysowania szlaczkow wink
  • blond_suflerka 10.11.13, 15:37
    ada1214 napisał(a):

    > o, wlasnie zajrzalam do watku "Prosze nie wyreczac dzieci" - to odrabianie zada
    > n za dzieci, to rowniez element polityki rodzicielskiej "kocham cie za osiagnie
    > cia" , choc juz w karykaturalnej formie: chec, by MOJE dziecko bylo najlepsze s
    > klania rodzicow do rysowania szlaczkow wink

    W takich przypadkach nie chodzi o 'kocham cię za osiągnięcia' ale o niskie poczucie własnej wartości rodzica i o brak poczucia odrębności z dzieckiem. Czyli rodzic uważa, że dziecko jest jego przedłużeniem i jeśli ono dostaje słabe oceny to to jest ocena dla niego(rodzica). Stąd dobre oceny dziecka są potrzebne, żeby trwać w iluzji, że rodzic jest świetny i bardzo się sprawdza w swojej roli.
  • blond_suflerka 10.11.13, 15:35
    ada1214 napisał(a):

    > Jesli ja sie myle, to nie ja sie myle, tylko myli sie Jesper Jull, psycholog, o
    > dsyam do jego ksiazek. NB pierwszy chyba psycholog z tej dziedziny, z ktorym si
    > e zgadzam.

    Ale o co teraz jest spór bo już nie rozumiem. Ten psycholog w opozycji do założeń psychologii co twierdzi? Że poczucie własnej wartości to co?
    Każdy człowiek ma wartość, godność i zasługuje na szacunek. Ale tu mowa o poczuciu własnej wartości co psychologia definiuje jako ocenę samego siebie. A ta ocena bierze się z tego jakie komunikaty dawał człowiekowi świat i rodzice kiedy ten był dzieckiem.
    Czyt reagowano na jego płacz i sygnalizowane potrzeby? Czy wspierano, kochano, tulono? Czy pozwalano na zdobywanie doświadczeń i wspierano w kolejnych etapach rozwoju.
    Czy ten psycholog twierdzi coś innego? Co dokładnie w takim razie.


    > dobrze, ze to napisalas, bo to jest wlasnie kwintesencja wypaczonego sposobu bu
    > dowania poczucia wlasnej wartosci u dziecka. Co sie kryje za komunikatem "brawo
    > poradzilas sobie"? To samo co za komunikatem "o jaka piekna laurka, cudownie n
    > amalowalas, jakie sliczne kwiatki, jestes wspaniala w rysowaniu" i buziak w na
    > grode.
    > Komunikat jaki dziecko otrzymuje, chociaz Ty jako rodzic sobie tego nie uswiada
    > miasz jest nasteujacy: mama mnie kocha dlatego ze tak swietnie sobie poradzilam
    > , kocha mnie dlatego ze tak pieknie narysowalam laurke. wlasnie dlatego dostala
    > m buziaka."
    > Wiec nastepnym razem dziecko bedzie sie staralo narysowac jeszcze piekniejsza l
    > aurke, a ty bedziesz sie jeszcze bardziej cieszyc i jeszcz bardziej chwalic. I
    > tak dalej. Wdrukowalas wlasnie schemat: kocham cie za Twoje osiagniecia. Ergo b
    > ez osiagniec jestes malo wart. I potem taki czlowiek kolekcjonuje osiagniecia,
    > bo bez nich czuje sie nikim.
    > JAk zareagowac mama gdy dziecko wrecza laurke? Najlepiej najprosciej: dziekuje
    > Ci slonko za ten prezent, ale sie ciesze! kocham cie. Przekaz dla dziecka : to
    > ze istniejesz i ze cos dla mnie zrobiles ma dla mnie wielkie znaczenie bo cie k
    > ocham.

    Ależ jedno drugiego nie wyklucza. Zauważ co napisałam w poprzednim poście. Dziecko buduje sobie poczucie własnej wartości poprzez zdobywanie nowych doświadczeń i poszerzanie własnych kompetencji plus wspierające komunikaty rodziców. To są dwa istotne elementy i jeden bez drugiego nie może istnieć. Więc dojrzały i dobry rodzic akceptuje odrębność dziecka i daje mu potrzebną przestrzwń do zdobywania doświadczeń, które z kolei budują pewne poczucie sprawstwa i mocy nierozerwalnie związane z poczuciem własnej wartości.
    Nie ma nic złego w chwaleniu. Pod kilkowami warunkami. Przedstawiasz jedną stronę medalu i to przerysowaną. Oczywiście psycholodzy odradzają nadmierne chwalenie albo chwalenie na zapas. Nie do przyjęcia jest też pewne dozowanie miłości czyli kocham cię za piątkę, jestem obrażona, idż sobie bo dostałaś dwójkę. No ale nie ma takiej możliwości,żeby wychować zdrowe i szczęsliwe dziecko bez wskazywania mu jego plusów. Jest chwalenie i chwalenie. Można i trzeba chwalić za intencje, za wysiłek, za próbę zrobienia czegoś. Nie chodzi o bezsensowne chwalenie-ty jesteś naj i wszystko robisz najlepiej. Tu racja, takie coś prowadzi do zewnątrzsterowności i poczucia frustracji.

    Dojrzałe rodzicielstwo zakłada przede wszystkim, że w dziecku widzi się odrębnego człowieka. I rodzic zdecydowanie jest od tego, zeby te prawdziwe i realne zalety dziecku wksazywać i mu o nich mówić. Przy zaznaczeniu, że nie może to być połączone z manipulacją. Ważne jest też pytanie dziecka o zdanie, próba wyrobienia w nim własnej oceny-jak jemu podoba się ten rysunek, który zrobił? Albo czy on sam jest zadowolony z oceny, którą dostał? Jak uważa-czy na tyle zasłużył czy chciałby i mogłby nauczyc się na więcej.
    Ta dojrzała miłość zakłada też pewną bezwarnkowość czyli nawet jak zrobisz coś niefajnego to rodzic nadal kocha.
    Także takie postawienie sprawy, że chwalenie jest niedobre nie jest właściwe.

    > A ja gdzies sueruje, zeby dziecku wpajac, ze jest nikim? Pochwaly i nagrody maj
    > a swoje nalezne miejsce, ale na pewno nie jako narzedzie do budowania poczucia
    > wartosci/godnosci wynikajacej z prostego faktu istnienia.

    Ja nie napisałam, ze tak sugerujesz tylko napisałam skąd się biorą dorośli, którzy zdobywają kolejne rzeczy/tytuły/nagrody i nadal czują się jak zero.
  • ada1214 10.11.13, 16:46
    Dzie
    > cko buduje sobie poczucie własnej wartości poprzez zdobywanie nowych doświadcze
    > ń i poszerzanie własnych kompetencji plus wspierające komunikaty rodziców.

    Posluchaj prawdzwej historii.
    J. 38 lat, wczesiejszy zdobywca nagrod i tytulow w popuarnym sporcie, alkoholik. Podczas terapii terapeuta probuje w ramach rehabilitacji zachecic go pracy jako trener w swojej dziedzinie. J odmawia. Terapeuta tlumaczy to sobie jako brak przekonania co do wlasnych kwalifikacji , intensyfikuje zatem swoje namowy. J replikuje: jednym z powodow dla ktorych zaczalem pic bylo iz zawiodlem sie straszliwie gdy skonczylem kariere czynnego sportowca. Moi tzw. przyjaciele okazali sie falszywi. (czytaj: ludzie szukali mego towarzystwa ze wzgledu na moje osiagniecia a nie ze wzgelu na mnie samego).
    Cofamy sie wstecz w czasie. Okazuje sie ze zarowno rodzice J., jak i jego nauczyciele, zauwazyli, ze J. mial niskie poczucie wlasnej wartosci. Poniewaz zauwazyli, ze J. wykazywal talent sportowy, zrobili wszystko, by J. rozwinal w sporcie skrzydla, mniemajac, iz wlasnie pomagaja synowi w budowaniu poczucia wlasnej wartosci. Wozili go na treningi, w kazdy weekend siedzieli na widowni, angazowali sie w dzialalnosc klubu. Cieszyli sie razem z nim, gdy jego nazwisko zaczelo sie pojawiac w prasie, i gratulowali gdy zaoferowano mu zagraniczny kontrakt. Tych, jak to nazywasz, wspierajacych komunikatow rodzicow, mial J. po kokardki.
    J. byl sportowcem wysokiej klasy i wcieleniem sukcesu, ale jako czlowiek byl kupka nieszczescia. Nie on jedyny: wielu jest takich, ktorzy sadza, ze sa cos warci, dopiero gdy cos osiagna. W tym watku tez to widac.

  • blond_suflerka 10.11.13, 18:04
    No ale dlaczego Ty z całego mojego postu nawiązujesz tylko do wspierających komunikatów? Tam było o wiele więcej w temacie-co jest potrzebne do szczęsliwego dzieciństwa i dorosłości w kontekście wychowania.
    W tej historii ciekawe jest to, że rodzice zauważyli, że syn ma niskie poczucie własnej wartości i zdecydowali się na sport. Nie ma w tej opowieści faktu, że zrozumieli, że się do tego przyczynili i zmienili sposób wychowywania.
    Człowiek rodzi się z naturalną miłością do siebie. Z zachwytem na swoj temat. Rodzic może albo to wspierać albo zepsuć. Jeśli ich syn miał niskie poczucie własnej wartości to popełnili oni jakiś błąd. A tych błędów mogło być wiele.
    Tym samym jeśli jedynym pomysłem na pomoc synowi był sport i sukcesy syna w tym sporcie wiązały się z dużą gratyfikacją ze strony rodzica(dopiero wtedy a nie wcześniej) to logicznie-syn mógł uwierzyć, ze dopiero wtedy oni zobaczyli jego wartość. Że dopiero wtedy zasłużył na ich dobre słowa, pochwały itd. I poszło to tak ja piszesz. Zbudował swoje poczucie wartości tylko na sporcie. Więc jak przestał odnosić sukcesy to wpadl w dól, że jest nic nie warty.
    System wychowania(zdrowego i dojrzałego) to nie tylko wspomniane przez Ciebie komunikaty. To to co pisałam wcześniej-zauważanie odrębności dziecka czyli realna ocena rodzica w czym jest dobry, w czym trochę mniej. Docenianie prób, intencji, wysiłku włożone w pracę ale też pewne ciepło zauważalne na co dzień. Komunikat dla dziecka-'fajnie, że jesteś. dobrze się z tobą bawię czy spędzam czas, lubię na ciebie patrzeć, rozmawiać z tobą' itd. Co ważne-nie chodzi tylko o komunikaty werbalne bo dziecko bardzo dobrze odbiera to czego się nie mówi. Nie wystarczy, ze rodzic mówi-jego akceptacja i miłość(lub jej brak) jest widoczna w gestach, spojrzeniu, mowie ciała ale też wielu innych rzeczach.
    Na przykłąd rodzic, który nie wierzy w siebie, nie wierzy też w swoje dziecko. Nie ma do niego zaufania, w to, że sobie poradzi. Dzieci to czują, tu nawet nie trzeba tego artykułować. To własnie skutkuje tym, że rodzic robi za dziecko. Nie wierzy, że ono samo sobie poradzi. Może ten chłopiec nie był wspierany w budowaniu swojej samodzielności i sprawstwa? Może dopiero przez ten sport rodzice go zauważyli a nigdy wcześniej nie dostał od nich tyle wsparcia i ciepłych słów. Właśnie z racji tylko dlatego, że jest.

    Pisałam o tym wcześniej-wspieranie dziecka odbywa się na wielu roznych poziomach. Komunikaty werbalne są tylko jednym z narzędzi. Bardzo waznym ale nie jedynym.

  • ada1214 10.11.13, 18:50
    To to co pisałam wcześniej-zauważanie odrębności dziecka czyli realn
    > a ocena rodzica w czym jest dobry, w czym trochę mniej.

    No widzisz, a Ty dalej o tym samym. Ocenianie, w czym dziecko jest dobre a w czym mniej jest owszem przydatne jesli chodzi o ukierunkowanie zdolnosci, wyborow zyciowych, ale teoretycznie moze to zrobic ktokolwiek, na przyklad pani z poradni.
    Budowanie wartosci u dziecka jest z zalozenia pozbawione jakiegokolwiek oceniania! Jezeli stawiasz ocene, w jakiejkolwiek plaszczyznie, to tym samym stawiasz sie w roli nauczyciela, sedziego, trenera. Ta rola tez jest niezmiernie wazna, ale nie wtedy, gdy chodzi o budowanie poczucia wartosci/godnosci. W przeciwnym razie musielibysmy uznac, ze np. dzieci niepelnosprawne nie maja szans na nabycie poczucia wlasnej wartosci- no jak tu u dziecka sparalizowanego na przyklad zbudowac takie poczucie, jesli chcielibysmy bazowac na, jak to mowisz, ocenie w czym jest dobry a w czym troche mniej? Jesli ono w niczym nie jest dobre, bo jest sparalizowane od stop do glow? Rozumiesz roznice? Poczucie akceptacji, milosci, szacunku (na ktorych wyrasta poczucie wlasnej wartosci) nie maja nic wspolnego z ocenianiem (umiejestnosci, kwalifikacji etc)
  • blond_suflerka 10.11.13, 19:28
    No nie rozumiemy się. Tym bardziej, że drugi raz z całego mojego postu wyciągasz tylko jedno zdanie, które pasuje Ci do zaprzeczenia temu co piszęwink
    Przeczytaj jeszcze raz co napisałam. Wklejam tylko kawałek:
    Komunikat dla dziecka-'fajnie, że jesteś. dobrze się z tobą bawię czy spędzam czas, lubię na ciebie patrzeć, rozmawiać z tobą' itd. Co ważne-nie chodzi tylko o komunikaty werbalne bo dziecko bardzo dobrze odbiera to czego się nie mówi. Nie wystarczy, ze rodzic mówi-jego akceptacja i miłość(lub jej brak) jest widoczna w gestach, spojrzeniu, mowie ciała ale też wielu innych rzeczach.

    Miłość, akceptacja, radość z tego, że dziecko jest na świecie to jedno. Drugie to pozwalanie mu na własną odrębność i samodzielność po to, żeby miał możliwość zdobywania kolejnych doświadczeń i budowania zaufania do siebie potrzebnego do poczucia własnej wartości. A trzecie to ocena rodzica ale nie taka o jakiej piszesz. Bardziej uważność na ową odrębność, zauważanie indywidualności i wyjątkowości dziecka. I tutaj nie trzeba dyplomów czy sprawności fizycznej ale trzeba dostrzeżenia pewnych cech. Na przykład-'fajnie, że jestes taka wrażliwa na krzywdę zwierząt, podoba mi się, że jesteś taka czuła w stosunku do młodszych dzieci, widzę, ze świetnie sobie radzisz w nowych sytuacjach, podoba mi się, że potrafisz przeprosić, itd itd'. Różne komunikaty, wynikające z realnej sytuacji a nie bezmyślne chwalenie-twój rysunek jest najpiękniejszy na całym świecie.
    Przy zaznaczeniu o czym już też pisałam, że miłość i zainteresowanie rodzica do dziecka nie znika kiedy dziecko zachowa się inaczej niż zazwyczaj lub kiedy zmienią mu się upodobania co do jakiejś kwestii.
    To właśnie najblizsze osoby są od tego, żeby zauważyć w czlowieku to co ma dobrego. Dać mu taki fundament, która zakłada zgodę na jego odrębność(czyli nie ma kary jeśli dziecko jest inne niż rodzic by chciał-zresztą w dojrzałym rodzicielstwie te wyobrażenia na temat dziecka są zminimalizowane) ale też dostrzec w nim wyjątkowość i wiele wspaniałych cech.
  • ada1214 10.11.13, 19:46
    Mysle, ze rozbieznosci wynikaja z tego, iz
    wedlug mojej definicji --> poczucie wlasnej wartosci = poczucie godnosci, szacunku dla wlasnej osoby wyrazajacej sie w szacunku do wlasnego ciala i umyslu
    wedug Twojej definicji --> poczucie wlasnej wartosci = swiadomosc wlasnych plusow (cokolwiek by to mialo oznaczac)

    Nasza dyskusja jest oczywiscie akademicka, bo nie watpie ze w procesie wychowania skutecznie stosujesz obie drogi. Niemniej jednak lektura forum* dostarcza czesto powodow do tego, by mniemac, ze calkiem sporo osob ma niskie poczucie wlasnej wartosci, mimo, ze jednoczesnie sa slusznie swiadome swoich osiagniec, ergo, to potwierdza to o czym tu caly czas pisze, ze poczucie wlasnej wartosci/godnosci a swiadomosc wlasnych kwalifikacji i osiagniec a nawet zadowolenia z nich to dwie rozne sprawy, czasami tak odlegle jak wschod od zachodu.

    * ach te wszystkie przechwalanki nt. zarobkow, posady, lokum, samochodu, wlasnej zaradnosci itd...
  • blond_suflerka 11.11.13, 00:11
    ada1214 napisał(a):

    > Mysle, ze rozbieznosci wynikaja z tego, iz
    > wedlug mojej definicji --> poczucie wlasnej wartosci = poczucie godnosci, s
    > zacunku dla wlasnej osoby wyrazajacej sie w szacunku do wlasnego ciala i umyslu
    > wedug Twojej definicji --> poczucie wlasnej wartosci = swiadomosc wlasnych
    > plusow (cokolwiek by to mialo oznaczac)

    Nie, to nie do końca tak.
    To co mówisz-jak najbardziej tak ale nie wiem czy wiesz jak się takie coś buduje. Otóż buduje się to na podstawie tego jak z dzieckiem obchodzili się rodzice. Kwestia dotykania(delikatnego) pielęgnowania, dbania o potrzeby fizyczne, emocjonalne. To jest właśnie kwestia całego klimatu w domu-jak rodzice odnoszą się do dziecka. Czy szanują jego granice, uczucia, obecność, itd. Na przykład ludzie, którzy działają autodestrukcyjnie(czyli nie szanują swojego ciała) to często ludzie z ktorymi się nie liczono. Mają pełno róznych deficytow.
    Ten szacunek do siebie nie bierze się znikąd.
    Dalej idzie za tym świadomość własnych plusów ale nie chodzi mi o to co Ty masz na myśli-jak masz dyplom to jesteś świetna ale jesteś swietna taka jaka jesteś. Bardziej chodzi o to, że dobrzy rodzice mogli zauważyć Twoją indywidualność, zwrócić Ci uwagę na pewne rzeczy a do tego stworzyć warunki, żebyś sama mogła dowiedzieć się jaka jesteś fajna.


    > Nasza dyskusja jest oczywiscie akademicka, bo nie watpie ze w procesie wychowan
    > ia skutecznie stosujesz obie drogi. Niemniej jednak lektura forum* dostarcza cz
    > esto powodow do tego, by mniemac, ze calkiem sporo osob ma niskie poczucie wlas
    > nej wartosci, mimo, ze jednoczesnie sa slusznie swiadome swoich osiagniec, ergo
    > , to potwierdza to o czym tu caly czas pisze, ze poczucie wlasnej wartosci/godn
    > osci a swiadomosc wlasnych kwalifikacji i osiagniec a nawet zadowolenia z nich
    > to dwie rozne sprawy, czasami tak odlegle jak wschod od zachodu.
    >
    > * ach te wszystkie przechwalanki nt. zarobkow, posady, lokum, samochodu, wlasne
    > j zaradnosci itd...

    Trafne spostrzeżenie. Na przykład mówi się, że DDA czy DDD nie są w stanie przyjąć czyjejś miłości dopóki sami siebie nie pokochają. Dopoki to nie nastąpi to są jak worek bez dna-uciekną od prawdziwej miłości albo będzie im zawsze mało. Dopiero jak wypełnią tę emocjonalną dziurę, miłość otrzymana od innych będzie miała się gdzie zatrzymać.
    Coś podobnego jest z poczuciem własnej wartości. Jeśli nie ma tego bazowego poczucia własnej wartości-że jest się fajnym takim jakim się jest bo nie zostało to zbudowane w dzieciństwie to potem ludzie mają tytuły, kasę i samochody i wciąż nie czują się dobrze. Stąd kupują jeszcze więcej albo są jeszcze bardziej perfekcyjni w tym co robią no albo chwalą się tak jak mówisz. W takich sytuacjach trzeba naprawić to co zepsuli rodzice, pokochać się(hehe) i wtedy wreszcie siebie docenić.
  • aleksandra1357 10.11.13, 12:44
    Nie odkładaj tego na za rok, szkoda tego roku.
    Twój plan zawodowy jest bardzo dobry, leć na te studia.
    I nie poddawaj się, jak coś nie pójdzie. Na każdych studiach są przedmioty, których z pozoru nie da się nauczyć i zaliczyć, ale jakoś wszystkim się w końcu udaje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka