Dodaj do ulubionych

Nie mam swojego miejsca :(

29.10.13, 14:29
Musze sie wygadac sad Wrocilismy po tych 8 latach z uk i klasyka - nie wiemy gdzie jest nasze miejsce. Maz wraca do domu po 7, caly dzien sama (jeden dziec w przedszkolu, drugi ze mna w domu). Czy to norma czy to my jakos nie bardzo sobie to zorganizowalismy? Czy to kwestia duzego miasta? Czy i w duzym sie da inaczej?

Nie umiem odpowiedziec sobie na pytanie czy to jest to miejsce w ktorym chcialabym zostac na zawsze. Tam bylo byle jak tu jest trudno...

Moze to kwestia wynajmowanego mieszkania. Czy jak zamieszkalyscie we wlasnym lokum to poczulyscie sie "jak w domu"? Na pewno w glownej mierze winna jest ta totalna zmiana otoczenia. Ale czy to oczucie kiedys sie zmieni? Czy poczuje sie jak u siebie?

I jeszcze powiem tak - zawsze (bedac w uk i tutaj) bronilam polskosci i tego ze jako narod nie jestesmy zbyt pogodni w tej naszej codziennosci. Ale dzis chyba zabraklo mi argumentow sad Poszlam do lekarza z dzieckiem i poczulam sie jakbym krowe czy inna swinie do lekarza zaprowadzila. Lekarz mruk nawet slowem sie do dziecka nie odezwal, traktowal tego swojego malego pacjenta delikatnie mowiac przedmiotowo. I to byl taki typ z ogolnym nastawieniem takim ze mialam wrazenie ze powinnam mu sie klaniac w pas i przepraszac ze smialam wejsc do jego krolestwa sad Dobrze ze dzieci nie sa wyczulone na taka ignorancje tak bardzo jak dorosli bo bym musiala sie jeszcze za tego buca tlumaczyc. Jak mozna sie tak zachowywac?? Przeciez to jego praca. Ja nie wymagam fajerwerkow ale normalnych, ludzkich odruchow.

Smutno mi ze nie wiem co zrobic ze soba. Emigracja rozwala psychicznie. Gdziekolwiek nie zamieszkamy bedzie start od zera. Po jakim czasie zadomowilyscie sie w nowym miescie? Buuu
Edytor zaawansowany
  • neffi79 29.10.13, 14:31
    nie chcę Cię urazić, ale bardzo szkoda mi tych wszystkich polskich emigrantów, szczególnie UK
    moj brat gdy wracał nie mógł się pozbierać, nie da się tego opisać
    powodzenia
    --
    http://lb2m.lilypie.com/poKFp2.pnghttp://lbym.lilypie.com/VXlop2.png
  • konwalka 29.10.13, 14:34
    nie wiem, co ci poradzic
    moze sprobuj pogadac z psychologiem? jest nowa specjalizacja podobno, celujaca w powracajacych z emigracji, ktorzy nijak nie potrafia sie dostosowac

    ps. czy decyzja o powrocie nioe byla jednak zbyt pochopna?
    pozdrawiam
    --
    Kobieta, która jęczy w nocy, nie warczy w dzień

    ---
  • mx3_sp 29.10.13, 14:35
    ja z racji zawodu męża chyba nigdy nie zapuszczę korzeni. Już tyle razy się przeprowadzaliśmy, na terenie Polski, że dom to dla nas mieszkanie, które szybciej się sprzedaje. Niektórzy może już tak mają.
  • gazeta_mi_placi 29.10.13, 14:36
    Z jakiego powodu Twój brat nie mógł się pozbierać? Nie mógł się odnaleźć w Polsce czy też emigracja tak go przeczołgała, że wrócił wykończony?
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7o8b3x6acm8oyc9h.png
  • marianna72 29.10.13, 14:40
    gazeta na pewno to drugie wink))
  • neffi79 29.10.13, 14:43
    To drugie. nadmienie na wstępie, że mój brat już nie zyje i zmarł własnie tam (tragicznie).
    Dlatego serce mi się sciska jak o tym piszę, pamietam co mówił: że czuje się sponiewierany, nic nie wart, czasem zeszmacony. Zarabiał dużo ale co z tego. Mieszkał tam 5 lat i nie miał najgorszej roboty. Zmiany lokali, wynajmy, nieciekawe kontakty i rywalizacja z innymi emigrantami (gł. pakistan, turcja)
    zawsze wracał taki biedny, zagubiony, samotny. Miał rodzine dzieci ale i tak.
    --
    http://lb2m.lilypie.com/poKFp2.pnghttp://lbym.lilypie.com/VXlop2.png
  • kropkacom 29.10.13, 15:49
    Ta, emigracja zabija. Wyjedziesz za granicę na dłużej i tak się po prostu dzieje.

    A tak poważnie, albo jak zawsze ściemniasz, albo nie umiesz uszanować pamięci brata podając go za przykład do jakieś chorej teorii. Mogę ci wyjaśnić jak nie rozumiesz.
    --
    "Rasizm w stosunku do czarnych, antysemityzm - są już passe. Teraz trzeba pilnować, by nie obrażać uczuć rosyjskich komunistów oraz arabskich terrorystów! " Frustracja XXI wieku by lech.boleslaw.w
  • neffi79 29.10.13, 16:15
    kropkacom napisała:

    > Ta, emigracja zabija.
    chamskie to byłosad

    --
    http://lb2m.lilypie.com/poKFp2.pnghttp://lbym.lilypie.com/VXlop2.png
  • kropkacom 29.10.13, 16:20
    To był sarkazm, ale to co ty napisałaś chyba pod sarkazm nie można już podpiąć.
    --
    "Rasizm w stosunku do czarnych, antysemityzm - są już passe. Teraz trzeba pilnować, by nie obrażać uczuć rosyjskich komunistów oraz arabskich terrorystów! " Frustracja XXI wieku by lech.boleslaw.w
  • snowdust 29.10.13, 14:49
    Dlatego ja zanim wyjechalam z PL to zawsze myslalam ze nigdy nie chcialabym wyemigrowac bo to wiaze sie z wiecznym rozdarciem. I okazalo sie ze niestety mialam racje.
  • neffi79 29.10.13, 14:52
    myslę, że lekarstwem, jak w wielu przypadkach będzie czas.
    Odpoczynek, spokój. Będzie lepiej.
    --
    http://lb2m.lilypie.com/poKFp2.pnghttp://lbym.lilypie.com/VXlop2.png
  • guderianka 29.10.13, 14:34
    Może na mniejszą skalę ale chyba Cię rozumiem
    Wyprowadziłam się z rodzinnego miasta (100 tys mieszkańców) do większego (500 tys mieszkańców). Tam już nie czuję się swojsko bo w międzyczasie wszystko się zmienia,nikną "moje"miejsca, powstają nowe budynki, inne zarastają. Tu-gdzie mieszkam obecnie- nie czuje się u siebie bo nie znam kontekstu miejsca, nazw używanych przez tubylców, które nadal funkcjonują mimo że miejsca się zmieniły. Ani tu ani sru-do bani uncertain
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • gazeta_mi_placi 29.10.13, 14:37
    A dawno się przeprowadziłaś?
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7o8b3x6acm8oyc9h.png
  • guderianka 29.10.13, 14:43
    Gazeto-jeśli pytanie do mnie-prawie 9 lat
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • gazeta_mi_placi 29.10.13, 14:49
    To już powinnaś ta się czuć jak swojak, chyba że miasto generalnie do kitu. Przeprowadzałam się po Krakowie po trzech dzielnicach i tylko w jednej (obecnej) niemal od początku czułam się jak u siebie.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7o8b3x6acm8oyc9h.png
  • guderianka 29.10.13, 14:52
    kwestia charakteru chyba a nie czasu mieszkania
    poza tym-ja początkowo też czułam się swojsko-jak oswoiłam najbliższe otoczenia, nawiązałam nowe znajomości ale z czasem dostrzegam jak bardzo pozorne to było i jak wielu rzeczy nie wiem /nie znam
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • lily-evans01 29.10.13, 17:53
    Miasto zdecydowanie do kitu.
    Wiem co mówię, mieszkam w nim od urodzenia.
    --
    Zginę, jeśli się obejrzę
  • gazeta_mi_placi 29.10.13, 18:47
    A co to za paskudne miasto? Sosnowiec?
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7o8b3x6acm8oyc9h.png
  • girl.anachronism 29.10.13, 19:19
    Tak, 500 tys. ludzi w Sosnowcu.

    --
    Gdzie kota nie ma, tam misie szaleją.
  • guderianka 30.10.13, 09:21
    Szczecin
    Nie uważam by było do kitu- jest wiele fajnych miejsc, zklimatem, z przeszłością, jest wiele fajnych nowych jest, poznałam super ludzi. Tylko po prostu "nie moje" -wciąż tworzę swoją przeszłość, swoje miejsca
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • snowdust 29.10.13, 14:50
    Dokladnie to jest to. I piszesz ze po 9 latach nic sie nie zmienilo, malo pocieszajace sad
  • guderianka 29.10.13, 14:55
    Dla mnie to nie jest ból ,który spędza sen z powiek. Znam swoje otoczenie-i je lubię, znammiasto-i historycznie i praktycznie, osberwuje od 9lat przemiany i są mi one bliskie, znane, mam jakieś wspomnienia z odwiedzin w wieku dziecięcym, potrafię dojechać wszędzie -autem, tramwajem lub autobusem ale łapię się na tym, że nie znam "żargonu". Ostatnio-gdy koleżanka -z forum zresztą-rejestrowała mnie do lekarza i uzyła nazwy " w budowlance" Nie wiedziałam o jaki rejon miasta jej chodzi-podczas gdy tubylcy-do razu wiedzą
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • agaja5b 29.10.13, 14:38
    Wiesz co, to nawet nie trzeba z emigracji wrócic, bo przeprowadzka i zakorzenienie w nowym miejscu zawsze wymagają czasu. Ja 2 lata temu przeprowadziłam się do innego miasta (w Polsce) i też czułam się obco, źle, ale najpierw oswoiłam nasze mieszkanie. W końcu po jakichś 5 miesiącach poczułam że to moja dziupla, z przedszkolami, lekarzami (a musiałam córce załatwiać kilku specjalistów na miejscu) było gorzej. Dziecko tęskniło, ja tez ciągle musiałam się do przyzwyczajać do czegoś, co działało inaczej niż gdzie indziej, nawet traktowane pacjentów się różniło, ale się nie dałam, miałam za to kilka wymian zdań nt. tego czego oczekuję (choć raz mi nerwicę zdiagnozowano na podstawie moich wątpliwości co do obsługismile Daj sobie trochę czasu, wszystko się stopniowo będzie układać.
  • snowdust 29.10.13, 14:55
    No ja tez licze ze sie przyzwyczaje tylko mam jakies hamulce bo nie wiem czy to jest wlasnie TO miejsce (nie mowie w sensie PL czy UK, tak ogolnie)
  • agaja5b 29.10.13, 15:55
    Ale ja też nie wiem czy to właśnie TO moje miejsce, tym bardziej że nigdy nie lubiłam tego miasta, teraz też nie pałam wielka sympatią, widzę, że to nie do końca moja bajka, dużo rzeczy mi tu nie pasuje, ale traktuję to jako pewien kolejny etap w moim życiu i na tym etapie zamierzam być jak najbardziej szczęśliwa z tym co mam i tam gdzie jestem. Myslę że powinnaś przestać traktować miejsca życia jako coś docelowego, zresztą w dzisiejszych czasach, gdzie trzeba być mobilnym by mieć pracę lepsza jest elastyczność.
  • mid.week 29.10.13, 14:39
    Zmiana miejsca do zycia to ogromna wywrotka całej naszej rzeczywistości. Duzy stres, destabilizacja, chaos organizacyjny. Tak jest. Jedni to znosza lepiej, inni gorzej ale nie da się przejść do porządku dziennego ot tak. To jak z aktywnymi kobietami, które po urodzeniu chcą aby ich zycie wyglądało dokładnie tak samo jak przed ciązą i mają poczucię klęski jak im to nie wychodzi. Na ogarnięcie się i znalezienie swojego miejsca w nowym wydniu życia trzeba czasu. Bywa, że psycholog nie zawadzi. Uszy do góry, a lekarz to buc nawet dla mnie choć tych z UK na oczy nie widziałam - wymień gada na innego.
  • snowdust 29.10.13, 14:55
    Dzieki smile
  • krecik 29.10.13, 15:03
    Po 7 latach to to nie jest powrot. To jest re-emigracja.

    > Nie umiem odpowiedziec sobie na pytanie czy to jest to miejsce w ktorym chciala
    > bym zostac na zawsze. Tam bylo byle jak tu jest trudno...

    A czy nie jest tak, ze bedac tam bylas w zawieszeniu, bo chcialas badz tez wiedzialas, ze musisz wrocic? I dlatego tam bylo "byle jak", bo po co budowac zycie, jesli i tak trzeba bedzie je porzucic?

    A kiedy re-emigrowalas, nagle widzisz te gorsze strony, bo nie stalo sie nagle cudownie swojsko?

    > Moze to kwestia wynajmowanego mieszkania. Czy jak zamieszkalyscie we wlasnym lo
    > kum to poczulyscie sie "jak w domu"? Na pewno w glownej mierze winna jest ta to
    > talna zmiana otoczenia. Ale czy to oczucie kiedys sie zmieni? Czy poczuje sie j
    > ak u siebie?

    Jak juz inni pisali, daj sobie czas. Z tego, co mowisz dla mnie wynika, ze nie jestes pewna swojej decyzji. Nie jestes pewna, ze dobrze zrobilas wracajac. A po 7 latach, cokolwiek bys nie mowila, to jednak wroslas w tamta rzeczywistosc. Zaczelas pewne rzeczy, obyczaje przyjmowac za oczywistosc i dlatego razi cie polska mentalnosc - ale daj sobie rok i przyzwyczaisz sie. Moze.

    > Ja nie wymagam fajerwerkow ale normalnych, ludzkich odruchow.

    Nie wiem, moze po prostu trafilas na buca, ale moze byc tak, ze calkowicie nieswiadomie oczekujesz, ze bedziesz traktowana tak jak w UK. Oczekujesz British politeness.
    Jedyna porada, jaka ci moge dac, to przeanalizowanie swoich oczekiwan i zestawienie ich z rzeczywistoscia i tym, co mozesz w Polsce dostac w ich miejsce. I postawienie krechy miedzy chwila obecna a siedmioma latami za granica. To se ne wrati, a jesli nie odpuscisz, bedziesz sie miotac.

    Ag
    --
    Zapomnianki
    www.flickr.com/jazzwink/
  • snowdust 29.10.13, 15:39
    Dzieki, bardzo fajny i madry wpis.

    > A czy nie jest tak, ze bedac tam bylas w zawieszeniu, bo chcialas badz tez wied
    > zialas, ze musisz wrocic? I dlatego tam bylo "byle jak", bo po co budowac zycie
    > , jesli i tak trzeba bedzie je porzucic?

    Dokladnie tak bylo!

    > A kiedy re-emigrowalas, nagle widzisz te gorsze strony, bo nie stalo sie nagle
    > cudownie swojsko?

    Niekoniecznie, polskimi realiami nie jestem specjalnie zaskoczona. Bardziej mnie meczy obawa ze to nie jest to miejsce i dlatego boje sie zaangazowac. Miejsce niby ok ale nie odnajduje sie tu i nie wiem czy dlatego ze jestem nowa czy dlatego ze to nigdy nie stanie sie moim miejscem.

    > Jak juz inni pisali, daj sobie czas. Z tego, co mowisz dla mnie wynika, ze nie
    > jestes pewna swojej decyzji. Nie jestes pewna, ze dobrze zrobilas wracajac. A p
    > o 7 latach, cokolwiek bys nie mowila, to jednak wroslas w tamta rzeczywistosc.
    > Zaczelas pewne rzeczy, obyczaje przyjmowac za oczywistosc i dlatego razi cie po
    > lska mentalnosc - ale daj sobie rok i przyzwyczaisz sie. Moze.

    Tak wlasnie robimy. Tylko jeszcze zebym nie czula tej presji ze chce wiedziec co ze mna bedzie JUZ teraz.

    > Nie wiem, moze po prostu trafilas na buca, ale moze byc tak, ze calkowicie nie
    > swiadomie oczekujesz, ze bedziesz traktowana tak jak w UK. Oczekujesz British p
    > oliteness.

    To raczej nie to. O tym lekarzu nie pisalam "w porownaniu do UK". Ja ogolnie jestem odporna na takich typow ale jakos tak dzis naszlo mnie na refleksje. Ci ludzie chyba tego nie widza jak sie zachowuja.

    > Jedyna porada, jaka ci moge dac, to przeanalizowanie swoich oczekiwan i zestawi
    > enie ich z rzeczywistoscia i tym, co mozesz w Polsce dostac w ich miejsce. I po
    > stawienie krechy miedzy chwila obecna a siedmioma latami za granica. To se ne w
    > rati, a jesli nie odpuscisz, bedziesz sie miotac.

    Dzieki!
  • claudel6 29.10.13, 15:04
    ja się dlugo nie mogłam odnaleźć, a na emigracji spedzilam "tylko" 4 lata. ale miałam dobry osobisty powód, żeby wrócić i on nie stracił wazności, dlatego ułozyłam się z tym powrotem. no i nie da się ukryć, ze Warszawa, z której wyjeżdżałam, a Warszawa Anno Domini 2013 to są jednak inne miasta. na plus oczywiście.
    no i pomogło kupno własnego mieszkania, nawet nie w sensie osadzenia sie w miejscu co w sensie życia w przestrzeni, o ktorej wygladzie mogę decydować swobodnie w 100%. wykonczyłam mieszkanie dokładnie tak jak chciałam, w wynajmowanych to zawsze były czyjes pomysły, lepiej grające z moim gustem lub gorzej.
  • pole_koniczyny 29.10.13, 15:20
    Trudno cos konkretnego doradzić, nie znając szczegołow twojej sytuacji, ale spróbuję napisać wszystko, co mi przychodzi do głowy, jako że temat jest mi bliski.

    Piszesz, że życie w Polsce jest trudne. Co konkretnie TOBIE sprawia największą trudnosć? Czy to kwestia finansowa? Czy może decyzja o powrocie nie wyszła od ciebie i teraz żałujesz? Czy chodzi o to, że nie masz na miejscu nikogo? Czy może to, że nie może znaleźć pracy?

    Z kontekstu wnioskuję, że w Polsce znalazlas się w obcym miescie, bez rodziny, bez znajomych. To jest sytuacja w której nie da się długo funkcjnować. Moim zdaniem powinnas zacząc od znalezienia sobie jakiegos zajęcia, które pozwoli ci poznac na miejscu ludzi i wyznaczy ramy życia tu i teraz. W sposób naturalny taką rolę spełnia oczywiscie praca, ale nie wiem jak jest w twojej sytuacji, jak duży jest maluch, czy i kiedy możesz sobie pozwolić na powrót do pracy. Czy może problem jest w tym, ze nie możesz znalezc pracy i to Cię dodatkowo frustruje? Jeżeli praca jest wykluczona postaraj się wyjsc do ludzi w inny sposób. Piszesz, że mieszkasz w dużym miescie – jestem pewna, że istnieją możliwosci poznania kogos. Poszukaj na forach jakis spotkań dla mam w Twojej okolicy, może są spotkania dla ludzi, którzy wrocili z emigracji i mają podobne problemy? Zacznij od tego – znalezienia ludzi, a w dalszej kolejnosci zajeć, które mogłabys tu wykonywać.

    Własne lokum na pewno daje pewne poczucie bezpieczeństwa, ale to nie w jego braku tkwi twój problem moim zdanien.

    Powodzenia. Jestem za granicą od 2007 roku i nieobce są mi przemyslenia o braku własnego miejsca, irytacja na nieuprzejmosć wielu osób w Polsce, której kiedys kompletnie nie dostrzegałam. Emigracja w poszukiwaniu lepszej pracy, wykształcenia itd to zawsze sa takie trochę złote kajdanki, nie da się tego uniknąć. Ale wierzę, że wszędzie da się zbudowac dobre życie, jesli Ty i rodzina tego chcecie.
  • kietka 29.10.13, 15:38

    z doswiadczenia wiem, ze syndrom emigranta nigdy cie nie opusci, bedzie gnało, ale rozsadek musi zwyciezyc smile
  • snowdust 29.10.13, 15:55
    OMG! Tylko nie to!
  • snowdust 29.10.13, 15:54
    Czemu jest trudne? Dobre pytanie. Musze na spokojnie usiasc i sie zastanowic czemu jest trudno. Na chwile obecna obstawiam to ze troche za duzo wzielismy na glowy na starcie (praca meza caly dzien, ja sama z dzieciakami, przedszkole daleko, przestawienie finansowe, rozterki z maluchem - isc do pracy czy z nim jeszcze posiedziec, trudny egzamin za pasem do ktorego probuje przygotowywac z dzieckiem biegajacym po domu, studia meza i pewnie cos jeszcze). Musze jakos to na spokojnie przemyslec. Sa rozwiazania na pewno.
  • kropkacom 29.10.13, 15:27
    > Musze sie wygadac sad Wrocilismy po tych 8 latach z uk i klasyka - nie wiemy gdz
    > ie jest nasze miejsce. Maz wraca do domu po 7, caly dzien sama (jeden dziec w p
    > rzedszkolu, drugi ze mna w domu). Czy to norma czy to my jakos nie bardzo sobie
    > to zorganizowalismy?

    Jesteś cały dzień sama i tu jest problem. Popatrzcie czy coś w tym układzie można zmienić. Potem dopiero kombinuj dalej.

    > Po jakim czasie zadomowilyscie się w nowym miescie? Buuu

    Nie wiem. Nie pamiętam. Może od razu. Może nie potrzebuje jakiś szczególnych powodów aby czuć się "swoja". Kiedyś to obczaję. smile Faktem jest, że trzeba mieć jednak odpowiednią konstrukcje psychiczną i żeby mieszkać całe życie w jednym miejscu, i aby to miejsce zmienić kilka razy w życiu. Trzymaj się.
    --
    "Rasizm w stosunku do czarnych, antysemityzm - są już passe. Teraz trzeba pilnować, by nie obrażać uczuć rosyjskich komunistów oraz arabskich terrorystów! " Frustracja XXI wieku by lech.boleslaw.w
  • vvipp 29.10.13, 15:44
    Lekarza buca się zmienia na innego, popytaj swoich sąsiadek.
  • mruwa9 29.10.13, 16:01
    a dlaczego wrociliscie?
    Moze to kwestia charakteru? Jestes z opcji osob, dla ktorych szklanka zawsze do polowy pusta? A moze depresja puka do drzwi?
    Ja jestem z przeciwstawnej opcji (szklanka do polowy pelna) i w kazdej zmianie widze potencjal zmiany na lepsze, nawet, jesli przejsciowo oznacza to krok w tyl (np. przeprowadzka z wlasnego mieszkania do wynajmowanego pokoju z kuchnia, bez internetu, tv, wlasnego samochodu czy telefonu- piszac o czasach przedkomorkowych; przeprowadzka z duzego miasta do dziury zabitej dechami, z najblizszym sklepem o 40 minut drogi od domu i sniegami, ktore potrafily skutecznie odciac od cywilizacji. Emigracja i awans na bezrobotna, itd itp). Ale jesli patrzy sie ciut dalej, niz tu i teraz, latwiej zobaczyc pozytywny potencjal zmian i do nich dazyc, traktujac chwilowe obnizenie standardu zycia jako trampoline, od ktorej mozna sie odbic wzwyz.
    U nas taka filozofia dziala.
    I na emigracji znalezlismy swoje miejsce w zyciu, czujac sie swietnie, zawodowo i rodzinnie.
  • paul_ina 29.10.13, 17:17
    Szkoda, że nie mieszkasz w Warszawie, mieście "uchodźców" (zwanych też słoikami wink) Tutaj każdy jest u siebie, można się odzywać do każdego albo nie gadać z nikim.

    Może zajrzyj na forum lokalne dla Twojego miasta, podpatrz, co ludzie piszą, może się jakoś organizują. Znajdź sobie jakąś własną przestrzeń - choćby tylko mentalnie, np. nowe hobby, ulubione miejsca do spacerów, wyszukiwanie każdego dnia coś pozytywnego - żeby rozpędzić złe myśli i jakoś oswoić zmianę. Powodzenia.

    --
    Lenka
    Tymek
  • lauren6 29.10.13, 18:15
    Może poszukaj pracy? Jak pójdziesz do ludzi i zajmiesz się robotą nie będziesz miała czasu na analizowanie i żałowanie.
    Służba zdrowia wygląda jak opisałaś, niestety.
  • bi_scotti 29.10.13, 19:02
    Rozumiem, ze nie wrocilas do "swojego" miasta, tak? Mieszkalam w PL w 3 miastach, w Warszawie, Krakowie i Gdansku; moje rodzinne miasto, moje pierwsze pod kazdym wzgledem miejsce na ziemi, moj korzen forever to Warszawa - gdybym z jakiegos powodu wrocila teraz do PL i miala zamieszkac gdziekolwiek poza Warszawa, czulabym sie mocno pokrzywdzona i tez "bez swojego miejsca". Gdybym musiala wrocic i mogla zamieszkac w Warszawie, wkurzaloby mnie pewnie wiele z tego, co by bylo "inaczej" ale bylabym na "swoim" miejscu. Bo "swoje" miejsce to chyba jednak nigdy nie jest "cala" PL, wherever in PL - to musi byc ten "wlasny kat" albo z urodzenia, albo z ukochania/zakochania ...
  • malwa51 29.10.13, 19:09
    Z lekarzem to nie przesadzaj, ze typowo polskie - ot, trafilas na buca i tyle. W Polsce trafialam na wielu swietnych lekarzy, takich "do tanca i rozanca" - konkretnych, takich co opiernicza za nawyki wink (nie po chamsku), ale i zazartuja, i pogadaja. I to na NFZ.
    A tutaj trafilam na lekarza (Hindus, Pakistan?), ktory traktowal mnie jak powietrze i nie odezwal sie slowem, jego polecenia moge z grubsza przetlumaczyc na "rozbierze sie" "odwroci sie", poki nie przyszedl do gabinetu moj spozniony tlumacz (mezczyzna) - wtedy zrobil sie mily, ale zwracal sie wylacznie do niego. U ginki (Rosjanka) bylo jeszcze gorzej, bo okazalo sie ze polska tlumaczka to jej kumpelka, i zaczely sie umawiac na kawke rowniez stawiajac na "ignora". Tlumaczka poza tym przetlumaczyla spojenie lonowe jako "dol brzucha" co mnie wkoowilo i poprawilam. Zmienilam (ba, zmienialam) lekarzy i przychodnie pare razy, teraz mam fajnych. Buc3 zdarzaja sie wszedzie.

    Glowa do gory, przyzwyczaisz sie do "nowego" otoczenia z czasem. Ja tak mysle smile
  • snowdust 29.10.13, 21:25
    Wielkie dzieki za wszystkie wypowiedzi! Podbudowywalyscie mnie, tak naprawde smile Chyba rzeczywiscie trzeba czasu i spokoju w tym wszystkim. Mam nadzieje ze za jakis czas bede mogla Wam napisac ze jest dobrze.
  • hermenegilda_zenia 29.10.13, 22:53
    Idź do roboty, zajmij się czymś to nie będziesz miała czasu na nieskończone rozmyślania i nakręcanie się.
  • plain-vanilla 30.10.13, 11:47
    Na pewno bedzie ci trudno na poczatku. Po tylu latach to raczej jest emigracja, a nie powrot. Ja jestem w UK i powiem, ze mnie bardzo pomogl w zadomowieniu zakup wlasnego lokum, dziecko poszlo do szkoly, ktora uwielbia. Tez jestem sama w domu z mlodszym dzieckiem, ale juz planuje powrot do pracy dla wlasnego psychicznego zdrowia bardziej niz dla pieniedzy. Marzylam o powrocie do Polski przez kilka lat, ale teraz wiem, ze byloby mi strasznie ciezko wrocic do malutkiego mieszkanka w wiezowcu z dwojka dzieci. Maz tez bylby w pracy caly dzien, rodzina pracuje. Czy bylabym szczesliwsza w Polsce? Watpie. Jedyne co moje dzieci traca to regularny kontakt z dziadkami i kuzynami.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka