• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Co do wspierania (prawie?) dorosłych dzieci

  • 16.12.13, 13:17
    Miałam w bardzo bliskim otoczeniu taką oto sytuację: Jest sobie dziewczyna X. Na ostatnim roku studiów, znalazła pracę całkiem niezłą i w miarę dobrze płatną jak na jeszcze studentkę. Dodatkowo udzielała korepetycji, radziła sobie finansowo, czasami tylko rodzice dosyłali jej jakieś drobniejsze sumy. Tak w ogóle, utrzymywała się mniej lub bardziej sama już od 3 roku. X obroniła się w terminie (na co naciskała jej matka), żeby przysiąść nad pracą magisterską musiała zredukować liczbę godzin w pracy w ostatnich miesiącach przed obroną, korepetycje też pokończyły się maju - matura).

    W miesiącach letnich ze względu na rodzaj pracy, nie było zleceń, więc nie było też pieniędzy, X była w rodzinnym domu.

    Najlepsza przyjaciółka X zaplanowała na wrzesień swoje wesele i poprosiła X na świadka, ta oczywiście bez wahania zgodziła się. No i w tym momencie pojawił się problem - na wesele trzeba w coś się ubrać i dać jakiś prezent. Tutaj niestety matka X zapowiedziała jej, że skoro skończyła studia i jest dorosłym człowiekiem to niech radzi sobie sama. Dodam, że matka dziewczyny zarabia bardzo dobrze, ok 8-10k miesięcznie oraz znała bardzo dobrze i podobno lubiła przyjaciółkę córki... X poczuła żal do matki, że ta nie powiedziała jej wcześniej, że tak się zapatruje na sprawę (a wiedziała o weselu i świadkowaniu córki), to nie godziłaby się na bycie świadkową, tylko poszłaby na ślub do kościoła i wręczyła jakiś skromny upominek.

    Ze sposobu w jaki napisałam, raczej wynika jakie mam zapatrywanie na sprawę, z drugiej strony finansowe pieszczenie się z dorosłym już co bądź dzieckiem to też nic dobrego...

    A co wy myślicie?
    Edytor zaawansowany
    • 16.12.13, 13:22
      Mysle, ze corka moglaby pozyczyc pieniadze na ciuchy i prezent i honorowo oddac, jak juz sama zarobi. Ja jako matka pewnie dolozylabym, gdyby corka powiedziala, ze ma na cos za malo pieniedzy, ale raczej nie sponsorowalabym wszystkiego.
      • 16.12.13, 13:49
        Myślimy, że to dziwne, że córka liczyła pod tym względem na matkę... Co innego, gdyby jej brakowała na czynsz.
    • 16.12.13, 13:23
      a ja jestem ciekaw jak zakonczyla sie ta historia
      • 16.12.13, 13:25
        A później matka zdziwi się, ze stosunki wychłodziły się.....


        --
        olaromanska.blox.pl/html

        www.dlaleszka.cba.pl/
        • 16.12.13, 13:32
          Ale dlaczego mialyby sie wychlodzic? Jesli corka ma swiadomosc, ze matka oddalaby kazde pieniadze na ratowanie jej zdrowia, ale juz niekoniecznie na prezenty dla kolezanek (chyba mozna sie domyslec, ze zareczona przyjaciolka w koncu zaprosi na wesele i odkladac na ten cel). Ja od zawsze wiem, ze mam mocne korzenie, rodzice stana za mna murem w sytuacjach kryzysowych, ale chyba by sie usmiali po pachy, gdybym wyciagala od nich pieniadze na kiecki i prezenty.
          • 16.12.13, 13:35
            ale moglaby zwyczajnie pozyczyc
            --
            Myszka za kotka, kotek za pieska , piesek za wnuczka, wnuczek za babcię , babcia za dziadka - tak mści się sycylijska mafia.
    • 16.12.13, 13:24
      jako matka pewnie nie umiałabym byc taka stanowcza ale skonczyla te studia i co zamierza? dalej na korepetycjach dorabiać? moze matka chce ja zmobilizowac w ten sposób do dorosniecia

      za mało danych zeby potepic
      --
      Szczęście to nie tylko to, co los daje, ale i to, czego nie zabiera.
      • 16.12.13, 13:34
        ??? jakie za malo danych
        >Na ostatnim roku studiów, znalazła pracę całkiem niezłą i w miarę dobrze płatną jak na >jeszcze studentkę. Dodatkowo udzielała korepetycji, radziła sobie finansowo, czasami tylko >rodzice dosyłali jej jakieś drobniejsze sumy. Tak w ogóle, utrzymywała się mniej lub bardziej >sama już od 3 roku.
        --
        Myszka za kotka, kotek za pieska , piesek za wnuczka, wnuczek za babcię , babcia za dziadka - tak mści się sycylijska mafia.
        • 16.12.13, 14:19
          haenyra napisała:

          > ??? jakie za malo danych
          > >Na ostatnim roku studiów, znalazła pracę całkiem niezłą i w miarę dobrze p
          > łatną jak na >jeszcze studentkę. Dodatkowo udzielała korepetycji, radziła s
          > obie finansowo, czasami tylko >rodzice dosyłali jej jakieś drobniejsze sumy
          > . Tak w ogóle, utrzymywała się mniej lub bardziej >sama już od 3 roku.

          ale to było podczas studiów a teraz juz studia sie skonczyły wiec zmeiniły sie dane wyjsciowe
          --
          <*>
          http://emotikona.pl/emotikony/pic/ludek-pa-pa.gif
    • 16.12.13, 13:25
      W tej konkretnej sytuacji, to mysle, ze panie mialy jakis glebszy konflikt, ktory sie akurat w ten sposob zmaterializowal. Pytanie tez czy dziewczyna prosila o kupienie tych rzeczy czy pozyczenie kasy i jaka kwota wydawala jej sie adekwatna na kiecke i prezent? Mysle, ze np. inna ocena tego przez dziewczyne i jej mame mogla doprowadzic do nieporozumienia (np. dalabym 500 zl na sukienke i prezent, ale uwazam, ze tysiac o ktory prosisz to za duzo).

      Co do zasady, to wspieranie moim zdaniem powinno byc coraz bardziej ograniczane w czasie studiow (np. mieszkanie, jedzenie, podreczniki za kase rodzicielska, ale zagraniczne wojaze i wakacje juz niekoniecznie), a po ich zakonczeniu ograniczyc sie do umiarkowanych kwot pomagajacych zachowac mlodemu czlowiekowi plynnosc finansowa (o ile rodzicow rzecz jasna na to stac).
      --
      http://i39.tinypic.com/2006vmg.jpg
      Staś-Ptyś: 20.09.2007, Zosia-Malutka Czarownica: 31.10.2010
      "Najbardziej wartościową rzeczą, jaką można dać dziecku, są korzenie i skrzydła."
      • 16.12.13, 13:29

        Co do zasady, to wspieranie moim zdaniem powinno byc coraz bardziej ograniczane w czasie studio


        czyli narobic dzieci a potem powiedziec radz sobie sam
        • 16.12.13, 13:35
          noo... w mojej rozszerzonej wersji: zrobic dzieci, zaopiekowac sie nimi, wyksztalcic i dalej niech radza sobie same smile.
          --
          http://i39.tinypic.com/2006vmg.jpg
          Staś-Ptyś: 20.09.2007, Zosia-Malutka Czarownica: 31.10.2010
          "Najbardziej wartościową rzeczą, jaką można dać dziecku, są korzenie i skrzydła."
    • 16.12.13, 13:34
      Sorry, ale nie bardzo wierzę w sytuację, kiedy matka zarabia 8 tys. i sępi własnemu dziecku od czasu do czasu kilka stówek. Niezależnie od tego, na co i że dziecko ma swoje pieniądze. To tak nie działa, nawet przy chłodnych stosunkach rodzice-dzieci (znam z autopsji). No, chyba, że mowa o jakiejś głębokiej patologii.
      • 16.12.13, 14:19
        tosterowa napisała:

        > Sorry, ale nie bardzo wierzę w sytuację, kiedy matka zarabia 8 tys. i sępi włas
        > nemu dziecku od czasu do czasu kilka stówek.

        No dokładnie - ja mojej córce, która zarabia mniej więcej trzy razy mniej ode mnie, bardzo chętnie sponsoruję np. zakup ciucha, lepszych kosmetyków czy innego "luksusu", na który by jej z pensji nie było stać. Skoro mnie na to stać, to w imię czego niby miałabym jej skąpić ?
      • 16.12.13, 14:55
        A ja rozumiem ta matke. Przyzwyczaic sie do latwych (dostawanych) pieniedzy jest bardzo latwo, a odzwyczaic trudno. Matka tez nie zarabia tych 8 tys. baki zbijajac tylko sie pewnie uwija po kilkanascie godzic dziennie we wlasnym interesie. JA juz terza nie nauczy corki, ze zycie jest nauka wyrzeczen, planowania i odpowiedzilanosci, to corka bedzie miala wilkie problemy w przyszlosci.
        JA sama dokladalabym corce na codzienne zakupy, w czasie kiedy corka szuka pracy, ale luksusy (a kiecki i prezenty do tej kategorii zaliczam) dziewczyna musi juz nauczyc sie planowac sama. To nie jest tak, ze jak ktos ma dobre dochody to juz dzieci moga sobie folgowac. Niejeden bogacz tak rozpuscil swoje potomstwo, patrz Parys Hilton.
        Sama tez tak bylam chowana i jestem matce wdzieczna za to, bo nie mam w mozgu owsa tylko odpowiedzialnosc. I stac mnie na pomoc matki a nie na odwrot.
        --
        Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
        Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
        • 16.12.13, 15:01
          JA juz terza nie nauczy corki, ze zycie jest nauka wyrzeczen, planowania i odpowiedzilanosci, to corka bedzie miala wilkie problemy w przyszlosci

          Przecież ta córka utrzymywała się na studiach bez pomocy matki to o jakiej nauce tutaj mówisz?

          Odmowa moze być uzasadniona jeżeli (a) zyczenia dziewczyny są zbyt rozbuchane (b) zbija bąki zamiast szukać pracy. Ale tego nie wiemy.

          Potrzeby nauki wyrzeczeń, planowania itp nie widzę, bo córka już udowodniła, że to potrafi.
          • 16.12.13, 15:11
            > Potrzeby nauki wyrzeczeń, planowania itp nie widzę, bo córka już udowodniła, że
            > to potrafi.

            Ta. Gdyby potrafila, to by po pierwsze nie miala problemow z kasa, dwa-nie prosilaby nikogo o kase na ciuchy bo to po prostu nieprzyzwoite. Rozumiem na rachunki za gaz prad, lekarstwa, ale nie na kiecki.
            Pannica patrzy na swiat cukierkowo jeszcze i potrzebuje jeszcze wielu lekcji od zycia, nie tylko w kwestiach finansowych.
            --
            Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
            Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
            • 16.12.13, 15:14
              Czy Ty w ogóle czytałaś post głowny?

              Chyba nie, bo nie pisałabyś "ta".

              Retoryka polegająca na niezauważaniu faktów dla nas niewygodnych nie służy sensownej dyskusji
            • 16.12.13, 15:15
              przypominajka dla kochanicy wink

              Jest sobie dziewczyna X. Na ostatnim roku studiów, znalazła pracę całkiem niezłą i w miarę dobrze płatną jak na jeszcze studentkę. Dodatkowo udzielała korepetycji, radziła sobie finansowo, czasami tylko rodzice dosyłali jej jakieś drobniejsze sumy. Tak w ogóle, utrzymywała się mniej lub bardziej sama już od 3 roku. X obroniła się w terminie (na co naciskała jej matka), żeby przysiąść nad pracą magisterską musiała zredukować liczbę godzin w pracy w ostatnich miesiącach przed obroną, korepetycje też pokończyły się maju - matura).
              • 16.12.13, 15:18
                Znalazla sobie jakas smieciowke dorobila korkami i to uwazasz za szczyt radzenia sobie finansowego? Jestes tak samo dziecinna jak owa X. PObiegaj na caly etat jak owa matka ze 30 lat to pogadamy.
                --
                Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
                • 16.12.13, 15:27
                  Znalazla sobie jakas smieciowke dorobila korkami i to uwazasz za szczyt radzenia sobie finansowego?
                  Rozumiem, że na studiach dziennych to tylko full time 40 h/tydzien inaczej to katastrofa. Czy Ty się dobrze czujesz?

                  • 16.12.13, 15:33
                    Tylko bez takiej poufalosci. Jak ja sie czuje to nie Twoja sprawa. Argumentow sie trzymaj.
                    Mowie, ze taka praca na pol etatu z pomoca rodzicow w razie czego, to jeszcze nie jest doroslosc ani odpowiedzialnosc.
                    Takze praca na 3-4 godziny dziennie niczego jeszcze nie udowodnila. Natomiast wyciaganiem od matki kasy na prezent dla kolenanki udowadnia, ze ma siano w glowie. Myslisz, ze matka nie ma kolezanek i zobowiazan? Ze 8 tys. zostaje jej na czysto bo zyje w darmowym hotelu a jedzenie spada z nieba? Ze nie ma pragnien do zrealizowania, kiedy dzieci juz odchowala i wkoncu po 20 latach moze spokojnie zajac sie soba, wydatkami na swoje kiecki, a nie na cudze?
                    --
                    Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                    Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
                    • 16.12.13, 15:42
                      Sorry, ale ona jednoczesnie studiowała i zgodnie z prawem to matka musiała ja utrzymywac. Dziewczyna pracując i studiując jednoczesnie pokazała, ze umie zarządzac czasem i planami , ze umie się odseparowac od rodziców finansowo . Czego Ty oczekujesz na tym etapie??

                      Jestem matka, z długim stażem pracy wink nic mi nie spada z nieba i nie widzę powodów, żeby nie wspierać dziecka jeżeli jest w (uzasadnionej) potrzebie nie z własnej winy.
                      • 16.12.13, 15:52
                        I bedziesz finansowac dzieciom po trzy wesea rocznie (wiesz w tym wieku wszystkie kolezanki beda brac sluby masowo). Na sukienki bez okazji, kosmetyki, puby i kino tez trzeba dac no nie?
                        Moze Ty marzysz tylko o datkach na przyjemnosci wlasnych dzieci, ale sa matki, ktore maja tez wlasne marzenia i wcale sponsorowanie doroslych dzieci, pilnowanie wnukow itp., nia sa ich marzeniem.
                        --
                        Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                        Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
                        • 16.12.13, 15:55
                          Fantazja Cię poniosła ? wink Nie krępuj się - dodaj jeszcze Seszele, korekcję powiek i karnawał w Rio.
                          • 16.12.13, 16:12
                            No to do jakieg momentu konkretnie sfinansujesz dorosle "dziecko"? A jak partner corki tez bedzie dorosly i chwilowo bez pracy to jego znajomych i jego sukienki tez sfinansujesz?

                            I jeszcze jedno. To prawo co naklada obowiazek na utrzymywanie dzieci to konkretyzuje ile kolezanek i sukienek, jesli w ogole, matka ma obowiazek kupic?
                            Bo skoro corka mieszka u matki to juz matka wystarczajaco ja utrzymuje.
                            --
                            Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                            Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
                            • 16.12.13, 16:18
                              Ja ? Będę pomagac jezeli pomoc będzie potrzebna, a jak będę mogła pomóc nawet kiedy dzieci bedą miały 100 lat.

                              Ale wykorzystywac się nie dam.
                            • 16.12.13, 16:34

                              czyli co?
                              dziecko idzie do pracy i już nic, absolutnie nic od ciebie - rodzica nie ma prawa dostać?
                              nawet na zasadzie - dam jej trochę, żeby miała lżej a przy okazji sprawię jej przyjemność?
                              Cieszę się, że moi rodzice są inni i mimo że nie potrzebuję, to mama robiąc jakieś zakupy, przy okazji swoich i dla mnie, rzadko kiedy chce zwrot kasy.

                              --
                              Paweł

                              Moje dziecko powiedziałosmile
                              • 19.12.13, 19:15
                                Co innego dawac z wlasnej woli i po trochu, a co innego byc postawionym wobec dokonanego juz postanowienia corki i wylozyc naraz z pol tysiaka albo wiecej i to nie na potrzeby wlasne corki a dla kogos obcego matce.
                                --
                                Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                                Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
                        • 16.12.13, 21:18
                          kochanic.a.francuza napisała:

                          > I bedziesz finansowac dzieciom po trzy wesea rocznie (wiesz w tym wieku wszystk
                          > ie kolezanki beda brac sluby masowo). Na sukienki bez okazji, kosmetyki, puby i
                          > kino tez trzeba dac no nie?

                          W tym roku sfinansowałam studiującej córce dwie kiecki weselne, żakiet, dwie pary butów, torebkę 1 prezent i hotel. To w kwestii wydatków okazjonalnych.
                          Poza tym bieżące potrzeby edukacyjne, ubraniowe, obuwnicze i rozrywkowe. Nie widzę powodu, żeby miała nie chodzić np. do teatru tylko dlatego, że nie zarabia.

                          > Moze Ty marzysz tylko o datkach na przyjemnosci wlasnych dzieci, ale sa matki,
                          > ktore maja tez wlasne marzenia i wcale sponsorowanie doroslych dzieci, pilnowan
                          > ie wnukow itp., nia sa ich marzeniem.
                          --
                          Gdyby głupota niektórych wypowiedzi miała masę to internet kupowalibyśmy na kilogramy - by adellante12
    • 16.12.13, 13:43
      haneke_29 napisał(a):
      > No i w tym momencie pojawił się problem - na wesele trzeba w coś się ubrać i dać jakiś
      > prezent. Tutaj niestety matka X zapowiedziała jej, że skoro skończyła studia i jest dorosłym > człowiekiem to niech radzi sobie sama. Dodam, że matka dziewczyny zarabia bardzo dobrze
      > , ok 8-10k miesięcznie

      Moim zdaniem matka zachowała się wrednie i złośliwie - i jak ktoś powyżej napisał, wygląda to na jakiś odwet, konflikt. Ale nawet jeśli to efekt konfliktu, to i tak nie zmienia faktu, że zachowała się paskudnie, tym bardziej że dobrze zarabia i nawet tysiąc złotych mogła córce dać - lub pożyczyć, jeśli koniecznie chciała być taka stanowcza i wychowawcza. W końcu chyba lepiej żeby córka pożyczyła od matki niż od kogoś obcego.
      Dla mnie zachowanie matki zupełnie nie do przyjęcia. Skąpa zołza.
      • 16.12.13, 13:48
        Mnie to też wygląda albo na konflikt, albo na skąpstwo, albo na jakiś chory fundamentalizm. Pomysł, aby w rodzinie nikogo nie wspierać bez absolutnej konieczności jest, hm.. co najmniej dziwny. Tym bardziej, ze dziewczyna pracuje, tylko ma chwilowe załamanie finansowe.
        --
        • 16.12.13, 14:11
          verdana napisała:

          > Mnie to też wygląda albo na konflikt, albo na skąpstwo, albo na jakiś chory fun
          > damentalizm."

          Naprawdę finansowałabyś prezent z okazji ślubu dla znajomych swoich dzieci? Przy czym nie chodzi o prezent skromny, bo na taki bohaterkę wątku jak napisała - stać, ale taki bardziej wypasiony, "na bogato" big_grin

          • 16.12.13, 14:19
            Ja bym kieckę kupiła, a na prezent pożyczyła.
          • 16.12.13, 15:00
            A jak sie ma trojke doroslych dzieci, wlasnie szukajacych pracy, badz sie dorabiajacych (czyt, zawsze maja za malo kasy), a ta trojka kolezanki i kolegow w wieku reprodukcyjnym co owocuje weselami po trzy na kazdego potomka? Toco?
            Finansowac kazdemu z trojki po trzy prezenty rocznie?
            Na randki tez pewnie te dzieci chodza, i do kina i pubow. No co z tej mati taka zolza, niech finansuje. Pewnie o niczym nie marzy ja tylko wydac swoje 8 tys. na prezenty dla obcych ludzi.
            W glowach sie Wam pomieszalo.
            Nie dziwie sie, ze Polska to taki biedny kraj. Kazdy tylko liczy, ze kto im da, a jak nie da to skapiradlo.
            --
            Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
            Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
            • 29.12.13, 13:15
              Ale czym innym jest nie dać/nie pożyczyć, bo się nie ma; a czym innym, bo się dla zasady nie chce. Zwłaszcza, że dziewczyna dopiero skończyła studia. Może z jakiegoś powodu wróciła do rodzinnego miasta, gdzie o pracę trudna. Jeśli matkę stać, a dziewczyna praktycznie sama utrzymywała się w trakcie studiów, studia skończyła w terminie, a teraz intensywnie szuka pracy, a nie się obija, to nie rozumiem.
          • 16.12.13, 16:08
            menodo napisała:

            > Naprawdę finansowałabyś prezent z okazji ślubu dla znajomych swoich dzieci? Pr
            > zy czym nie chodzi o prezent skromny, bo na taki bohaterkę wątku jak napisała
            > - stać, ale taki bardziej wypasiony, "na bogato" big_grin
            >

            Wiesz ale pewnie czasem mozna sie po prostu jakos tam dogadac tak zeby obie strony mialy poczucie, ze pozostaly przy swoich pryncypiach a i owca byla cala. Mozna takiej bezgroszowej corce powiedziec, ze np. sukienka na wesele kumpeli to prezent od mamy na jej urodziny a do prezentu slubnego mama sie dolozy np. 50%, bo te kumpele zna przeciez od lat i tez jej dobrze zyczy albo jakies inne sposoby na to zeby matka nie czula sie wykorzystana a corka nie miala poczucia, ze matka ja olewa. Juz nie wspomne, ze mozna corke wspierac rada na temat atrakcyjnych acz niekoniecznie super expensive prezentow albo otworzyc wlasna szafe i przyzwoitymi kieckami i zaproponowac jakies przerobki etc. etc. Jak zwykle pies polegl na polu komunikacji. Ja zreszta, jak Whiskacz, tez bym sie chetnie dowiedziala co sie stalo dalej, bo mam poczucie ze opowiastka jest wymyslona pod publike wink
            • 16.12.13, 16:55
              Możliwe, że chodzi o komunikację. Inaczej brzmi - mamo, czy mogłabyś mi jakoś teraz pomóc...
              A inaczej - mniej lub bardziej wprost - daj mi pieniądze na ciuchy, buty i prezent, bo przecież muszę jakoś wyglądać i nie byle co dać, a wiem, że masz kasę...
              I jeszcze tekst, że gdyby wiedziała, że matka jej tych pieniędzy nie da nie zgodziłaby się wystąpić jako świadek...Sorry, ale nie wierzę, że propozycję bycia świadka panna dostała w ostatniej chwili...Śmieszne i takie - że tak powiem - prowincjonalne: zastaw się, a postaw sięsmile W tym przypadku dodatkowo żałosne - na koszt rodziców.
              Ja zupełnie nie łapię takich klimatów i nie wyobrażam sobie, aby moje dzieci przyszły do mnie z takimi oczekiwaniami. Bywają na ślubach i weselach, zakup fajnego ciucha - 0K, ale prezenty? Młodzi ludzie zazwyczaj zrzucają się na jakieś składkowe upominki (mogłabym dać ze 100 zł), nikt nie bierze pieniędzy od rodziców na serwisy rosenthala czy co tam teraz na topiesmile

              Ale możliwe, że to troll.
    • 16.12.13, 13:48
      Nie finansuję prezentów dla znajomych swoich dorosłych dzieci.
      Ewentualnie mogłabym zapłacić za ciuch na to wesele, ale na pewno nie za styl "na bogato" smile

      • 16.12.13, 14:07
        Ale dlaczego prawie ??? laska (o ile nie jest jakimś wybitnym dzieckiem które liceum robiło w rok a studia w dwa ) ma conajmniej 24 lata , no sorki ja w tym wieku dziecko miałam i tak byłam dorosła i przez myśł mi nie przeszło żeby mi rodzice dawali na prezenty dla znajomych czy ubrania ....
        a poza tym dziewcze przez trzy lata pracowało i zarabiało w miarę (podobno) to naprawdę nie mogło odłozyć na imprezę , na Boga ... ile lat trzeba to dziecie finansować , do śmietrci mojej czy ich ???
        Oczywiście w sytuacji gdy moje dziecie by głodowało czy nie miało w co swego dziecia ubrac to inna mowa , ale na prezent i ciuch może sama zarobić .
        --
        Moja najkochańsza żabka - Łukaszek
        Moja Żaba
        mój suwaczek
      • 16.12.13, 14:16
        matka naciska, na w zasadzie smofinasujaca sie corke, ze ta ma konczyc studia w terminie (pwenie wie, ze to pozbawi ja dochodu), a teraz juz corka jest dorosła i niech radzi sobie sama?
        głupia matka, naiwna corka, niech pozyczy z baku i sie usamodzielni, bo mamusia, pewnie za pare lat stwierdzi, ze corka ma oboawiazek sie nia opiekowac.
        chore relacje.
    • 16.12.13, 14:04
      A czy koniecznie musi się na weselu pokazać "na bogato"? to slub najlepszej przyjaciółki więc chyba przyjaciółka wie jaka ona ma sytuację materialną. bo chyba przyjaciółka nie zaprasza jej po to, żeby dobrać się do portfela jej matki.
      Dziewczyna dorosła, sama sie od dłuższego czasu utrzymuje, matka sępi jej od dawna - nie wiem o co dziewczyna ma żal, że matka się nie domyśliła iż ona akurat na wesele nie będzie mieć pieniędzy? i że to matka ma się martwić nadal o jej utrzymanie i fundowac prezenty koleżankom? To nie jest 19latka zaraz po szkole, tylko osoba pracująca już od jeakiegoś czasu, ze skonczonymi studiami, itd. Nie wiem też dlaczego podkreślasz że matka cisnęła żeby skończyła studia w terminie. To dziewczyna sama nie chciała ich skończyć? Trzeba ją do tego cisnąć?
      Dziewczyna mogła poprosić matkę o pożyczkę którą zwróci w ratach. Lub pożyczyć od kogokolwiek innego jeśli chce wystapić na ślubie na bogato. A jak ma mało kasy to nie spinac się na drogie suknie i prezenty, jak będzie lepiej zarabiać to da młodej parze bardziej wypasiony prezent na rocznicę ślubu.
      Wygląda, że dziewczyna od dawna ma żal że rodzice za mało ją sponsorują , może matka jest zbyt surowa (a czemu nie poprosiła ojca o kasę?) ale co jej z tego trzymania się żali przyjdzie? pora juz wyfruwac z gniazda a nie trzymać się niezbyt czułej matki.
    • 16.12.13, 14:11
      na wesele trzeba w coś się ubrać i dać jakiś prezent

      Dopóki nie wiadomo co się kryje pod "coś" i "jakiś" trudno miec jakąs opinię.
      • 16.12.13, 14:21
        Dopóki nie wiadomo co się kryje pod "coś" i "jakiś" trudno miec jakąs opinię."

        Napisała, że na skromy skromny prezent od zwykłego gościa byłoby ją stać, stąd wnioskuję, że występując w roli świadka czuje się zobowiązana do wręczenia czegoś na miarę kieszeni zarabiającej 8-10 tysiaków mamy.
        I ciuch z sieciówki też chyba raczej odpada.

        No ale też w sumie jestem ciekawa, o jaką kwotę chodzi.

        • 16.12.13, 14:32
          Cały czas trudno ocenić sytuację wyjściową.

          Moim zdaniem zasda ogólna jest dosyc prosta: pomoc -TAK, jeśli i dopóki mogę, nawet jeżeli dzieci maja 100 lat, pasożytowanie - NIE.

    • 16.12.13, 14:15
      Zawsze pomogę dorosłemu dziecku w potrzebie, jesli mnie będzie na to stać.
      Opisana dziewczyna nie przebalowała zarobionych pieniędzy, tylko skupiła się na pracy magisterskiej i m.in. dlatego dochody miała mniejsze. Matka wredna i to cały moj komentarz.
    • 16.12.13, 14:26
      Matka przyzwyczaiła się do tego, że córka sama sobie radzi finansowo i zapomniała, że ona cały czas jest studentką, więc kiedy na studiach przyszedł cięższy okres (pisanie pracy, które utrudniło jej funkcjonowanie jak w pełni samodzielnej finansowo osobie), to się obraziła. Tak, jak obraziłaby się na zupełnie dorosłego, niezależnego człowieka proszącego o pieniądze na głupotę.

      Prawdopodobnie dziewczyna w czasie, gdy dziergała pracę magisterską żyła głównie z oszczędności. Po obronie, z pustym kontem, przeniosła się do matki. Akurat zbiegło się to z chudym okresem w branży i została bez zaskórniaków i bez możliwości dorobienia.
      Powinna była, w trakcie pisania pracy, prosić matkę o pomoc finansową, "ze względu na ograniczone możliwości zarabiania". Pewnie nie zrobiła tego, bo chciała być dorosła i odpowiedzialna oraz nie prosić matki o pieniądze, skoro ma swoje. Pewnie zakładała, że matka wykaże się podobną odpowiedzialnością i pomoże jej, choćby z tytułu tego, ile zaoszczędziła przez te trzy lata studiów córki, gdy córka de facto sama się utrzymywała.

      No i dziewczyna się przeliczyła, matka zdążyła jej przykleić etykietkę "dorosła i całkowicie samodzielna", odzwyczaiła się od dawania pieniędzy, pomyślała wg najprostszego klucza: córka chce pieniędzy na zachcianki (nie dostrzegając szerszego kontekstu tej sprawy).
      Szczerze mówiąc, nie wróżę dobrze ich wzajemnym relacjom, choć dla dziewczyny może i dobrze się stało - przynajmniej wie, na czym stoi i czego może się w przyszłości spodziewać.
      • 16.12.13, 14:32
        Aha, życiowe doświadczenie mówi mi, że takie mamusie to często kobiety, które dorobiły się wszystkiego od zera, ciężką pracą (ale mają tendencje do powiększania swoich zasług, a umniejszania roli szczęścia) i żyją na przyzwoitym poziomie na tyle długo, że zapomniały już, jak to było, gdy same były na dorobku.
        • 16.12.13, 15:07
          Wlasnie, ze dobrze pamietaja jak to bylo na dorobku: ze ciuchow wcale nie kupowaly a jak juz to w lumpeksie i ze nie mialy o to pretensji do rodzicow. Zamiast tracic energie na zale, trzeba ja skierowac na wlasna prace i zarabianie wlasnych pieniedzy.
          Popieram matke.
          Ilez tego lasego na latwa kase rodzicow potomstwa sie namnozylo ostatniosad(((
          Pewnie wszyscy jestescie modzi, na dorobku i jeszcze macie nadzieje, ze ktos Wam cos da?
          Starzy nie tacy glupi sa.
          --
          Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
          Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
          • 16.12.13, 15:10
            Namnożyło się też sporo rodziców, którzy zamiast zgodnie z prawem utrzymywać dziecko na studiach, mają to gdzieś wink

            Pazerne to takie, ze hej wink
            • 16.12.13, 15:15
              Przeciez autorka pisze ze dziewczyna znalazla prace dopiero na ostatnim roku studiow:
              "Na ostatnim roku studiów, znalazła pracę całkiem niezłą i w miarę dobrze płatną jak na jeszcze studentkę. Dodatkowo udzielała korepetycji, radziła sobie finansowo, czasami tylko rodzice dosyłali jej jakieś drobniejsze sumy."

              > Pazerne to takie, ze hej wink

              Ale pazerne na wlasne, a nie na cudze. No i odporne na manipulacje cwanych mlodych wilczkow, co im sie chce do raju, na garbie kogos innego.

              --
              Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
              Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
              • 16.12.13, 15:19
                to po co matka sie wtraca w terminy samodzielnej corce, a potem sie dziwi, ze bez pracy, ale za to z dyplomem w kieszeni została chwilowo bez kasy.
                jezeli moje dziecko ukonczyłoby studia w terminie (na moja prosbe) i jednoczesnie zaczelo sobie radzic zawodowo, no z małym poslizgiem, ale widac, ze dziecze nie leniwe, tylko zaradne, to nie miałabym sumienia nie pomoc.
                tak jak matka popycha nosem upadajace młode, ktore uczy sie chodzic...
                matka z serii "wiem lepiej", "jak ty ubierasz mi wnuka" "nalezy mi sie opieka"...
                • 16.12.13, 15:40
                  Piszac magisterke predzej czy pozniej musialby zrezygnowac z pracy, wiec lepeij wczesniej, zanim zlapie sie stala prace, niz pozniej, nie?
                  --
                  Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                  Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
                  • 16.12.13, 15:46
                    mogłaby pisac magisterkę pozna wiosna i latem, kiedy ma mniejsze perspektywy na zarobki, zaplanowałaby obrone semestr pozniej, a nie mialaby problemow finansowych i pewnie tak chciala zrobic, skoro matka musiała naciskac na wczesniejsza obronę.
                    jak u was z IQ?
                    • 16.12.13, 15:54
                      Jak juz argumety o IQ leca to ja dziekuje za ten poziom ynteligencji. Sama se dyskutuj z soba.
                      --
                      Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                      Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
                      • 16.12.13, 15:59
                        to se podyskutuje
              • 16.12.13, 15:25
                Tak w ogóle, utrzymywała się mniej lub bardziej sama już od 3 roku

                a jednak kłopoty z czytaniem niewygodnych tekstów.


                BTW pracuję od 30 lat, a z tego 20 na cały etat wink big_grin
                • 16.12.13, 15:28
                  wg mnie matka mogłaby za sponsorować córkę ale generalnie rzecz biorąc nie ma takiego obowiązku
                  --
                  Misterni
                  • 16.12.13, 15:32
                    Wg mnie w ogóle za mało wiemy. A autorka wątku już wie, bo problem dotyczył września. Ciekawe czy podzieli się name wiedząsmile
                  • 16.12.13, 15:37
                    Potencjalne możliwości to np takie, że dziewczyna nie chce podjąć żadnej pracy niezgodnej z jej wykształceniem, "bo nie po to się uczyła", siedzi więc na kanapie i czeka na Godota. Jest też możliwość, że mieszka w miejscowości gdzie faktycznie nie ma żadnej pracy, a poszukiwania na odległośc (jeszcze) nie powiodły się.

                    Jest możliwość, że potrzebuje 500pln na kieckę i present. Jest też możliwość, że "ona w byle czym nie wystąpi, a wszystkie koleżanki będą miały suknie od Diora"
                    • 16.12.13, 15:42
                      Jest też możliwość, ż
                      > e "ona w byle czym nie wystąpi, a wszystkie koleżanki będą miały suknie od Dior
                      > a"

                      Mieszkasz w Warszafce? smile
                      • 16.12.13, 15:43
                        Nie, w Warszawie.

                        a Dior króluje chyba glownie na wsi wink
                    • 29.12.13, 13:21
                      Może też po prostu szukać pracy w zawodzie, a nie czekać na Godota. Z doświadczenia wiem, że lepiej mają te osoby, które 3-6 miesięcy szukały czegoś konkretnego niż takie, które tydzień po obronie brały, co dawali i później próbowały wrócić do zawodu.
                • 16.12.13, 15:37
                  "mniej lub bardziej"
                  Pewnie bardzie to "mniej" niz "bardziej"smile
                  A pierwsze dwa lata to co?
                  --
                  Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                  Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
                  • 16.12.13, 15:45
                    A pierwsze dwa lata to co?

                    A pieniądze rodziców na kolejne lata , to gdzie?
                    • 16.12.13, 15:56
                      > A pieniądze rodziców na kolejne lata , to gdzie?

                      Przeciez napisala, ze "mniej czy bardziej" byly.
                      --
                      Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                      Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
                      • 16.12.13, 15:59
                        a powinny być 'więcej', konkretnie w całości. Tak mówi prawo.
          • 16.12.13, 16:35
            kochanic.a.francuza napisała:

            > Ilez tego lasego na latwa kase rodzicow potomstwa sie namnozylo ostatniosad(((
            > Pewnie wszyscy jestescie modzi, na dorobku i jeszcze macie nadzieje, ze ktos Wa
            > m cos da?
            > Starzy nie tacy glupi sa.

            A ja jestem stara i glupia, rozpieszczana do dzisiaj przez rodzinę, i rozpieszczam wlasną corkę, nie uwazam, żeby zycie bylo pasmem wyrzeczen, nie muszę zaspokajać każdej zachcianki, ale nie cierpię z tego powodu, a jak mogę zaspokoić cudzą, a ktos moją - cieszę się.
            u nas w rodzinie zreszą wszyscy rozpieszczaja wszystkich, poza jednym może wyjątkiem, ale nawet i ten wyjątek zaczyna się upodabniac smile
            Efekt? ta moja rozpieszczana corka od malego potrafiła zaoszczędzić z kieszonkowego, żeby rodzicom przywieźć drobiazg z wycieczki, na przyklad, czy uskladać na coś, co do czego sama podejrzewala, że jest zachcianką, nie potrzebą.

            --
            "Uderzyłam ją lekko w policzek i od razu zrobiono ze mnie matkę bijącą dziecko."
            • 29.12.13, 13:23
              U mnie jest tak samo. Cieszę się, że są inni tacy, bo już myślałam, że my to jakieś Yeti i istniejemy tylko w mojej wyobraźni big_grin
    • 16.12.13, 15:40
      Ok, to może parę słów wyjaśnień.

      Co do wesela na bogato chodziło o prezent taki aby tzw talerzyk się zwrócił czyli ok 300 zł (za dwie osoby). Tak szczerze to nie uważam tego za lansowanie się, czy wesele na bogato. Z tego co zrozumiałam skromnym prezentem byłyby kwiaty plus wino czy książka dane po mszy, potem dziewczyna poszłaby po prostu do domu.

      Do Kochanicy, naprawdę sądzisz, że znalezienie sobie pracy "dopiero" na piątym roku to nic? Ta dziewczyna nie utrzymywała się sama od 5 roku tylko od trzeciego, czytaj proszę ze zrozumieniem. Znam osoby, które na studiach nie przepracowały ani jednego dnia, po studiach (dość szybko albo i nie) znalazły całkiem dobre prace i nikt im nie mówi, że były czy są mało zaradne. Co do umów śmieciowych - wybacz, ale nie żyjesz w Polsce i jak widać nie znasz realiów.

      O naciskaniu na szybki termin obrony napisałam celowo, bo początkowo dziewczyna chciała obronić się we wrześniu, dzięki czemu nie musiałaby rezygnować z godzin w pracy, miałaby i na ubranie i na prezent na wesele... Ale, że matka ambitna to córka musiała się obronić jak najszybciej, bo co rodzina, sąsiedzi i znajomi powiedzą...
      • 16.12.13, 15:48
        potwierdziłas tylko moje przypuszczenia, o ktorych pisałam wyzej.
        corka sobie zaplanowała, a matka i tak postanowiła na swoim, po czym sie wypieła, niech to bedzie nauczka dla niej.
      • 16.12.13, 15:58
        Czyli dziewczyna, z braku pieniędzy, byłaby skłonna zrezygnować z udziału w weselu najlepszej przyjaciółki, a że nie spodziewała się odmowy pomocy ze strony matki, to teraz jest w trudnej sytuacji, bo zadeklarowała się jako świadkowa, a brakuje jej kilku stów na najtańszy przyzwoity podarunek i jakąś sukienkę, żeby nie straszyć przy ołtarzu.

        Myślę, że po takim doświadczeniu:
        a) poważnie zweryfikowałabym moje relacje z matką
        b) przygotowała się, że w przyszłości takich wydarzeń będzie więcej, i to także cięższego kalibru.
        Bo nie chodzi o to, żeby super poważnie traktować tę kiecę i prezent za trzy stówy, ale o to, że z wiekiem mamie będzie się prawdopodobnie pogarszać, a traktując ją uczciwie i przyzwoicie dziewczyna naraża się tylko na krzywdę.
        • 29.12.13, 13:31
          Ja bym porozmawiała z przyjaciółką o całej sytuacji, pieniądze na kieckę pożyczyła od jakichś znajomych, a prezent dała na pierwszą rocznicę ślubu. A tymczasem uciekałabym jak najdalej od takiej matki i zaczęła samodzielne życie bez niej. Podejrzewam, że skoro dziewczyna jest pracowita, a do tego jeszcze ulega matce przy argumentach typu "bo co powie pan Ziutek spod ósemki", to teraz nie siedzi 24/7 przed TV tylko szuka pracy i pewnie matce w domu też jakoś pomaga, a nie tylko czeka na powrót mamusi, która zrobi zakupy i obiad. Ciekawe, co by powiedział pan Ziutek, gdyby córka przez najbliższe 5 lat nie pojawiała się na święta u mamusi. A potrzebę kupienia "wypasionego" prezentu, to mamusia sama zaszczepiła, ucząc córkę życia zgodnie z zasadą "bo co ludzi powiedzą".
      • 16.12.13, 19:04
        > Co do wesela na bogato chodziło o prezent taki aby tzw talerzyk się zwrócił czy
        > li ok 300 zł (za dwie osoby). Tak szczerze to nie uważam tego za lansowanie się
        > , czy wesele na bogato. "

        Dopiero teraz doczytałam.

        Zaraz, czyli ile pieniędzy dziewczyna chciała od matki? Za swój "talerzyk", czy także za talerzyk osoby towarzyszącej? Partner też bezrobotny? I też ma bezdusznych rodziców?

        A na ciuchy ile chciała? Dla partnera też?

        Z tego co zrozumiałam skromnym prezentem byłyby kwiaty
        > plus wino czy książka dane po mszy, potem dziewczyna poszłaby po prostu do domu"

        Aha, czyli panna oczekiwała od matki, że zapłaci za de facto bilet wstępu na to weselisko dla niej i partnerującej jej bezrobotnej osoby?
        I nie nie - to nie jest lans ani na bogato też nie, pod warunkiem, że nie płaci się z własnej kieszenibig_grin
        Chyba jednak trolujesz, bo nie chce mi się wierzyć, że ludzie mają takie problemy.


        • 16.12.13, 20:08
          Rozumiem, że jak szłaś na wesele jako czyjaś osoba towarzysząca to zrzucaliście się po połowie? smile
          • 16.12.13, 21:37
            Nigdy nie byłam na weselu w charakterze wynajętej osoby towarzyszącej, nigdy też nikogo nie prosiłam o dotrzymanie mi towarzystwa na weselu. Po prostu chodziłam sama albo z mężem.

            Więc to nie moje klimaty, ale racja - panna powinna była się przygotować na opłacenie talerzyka również za swojego absztyfikanta albo zrezygnować z tego kosztubig_grin
    • 16.12.13, 15:51
      I jeszcze jedno: ja ze swojej strony absolutnie rozumiałabym matkę gdyby sytuacja finansowa rodziny była taka sobie, czy gdyby matka powiedziała córce ok, pożyczę Ci te pieniądze, ale chcę żebyś mi je oddała albo w ratach albo w całości kiedy zarobisz. Rozumiałabym nawet gdyby to nie było praktycznie tuż po obronie kiedy dziewczyna nie miała za bardzo możliwości zarobkowania. Ale to było coś w stylu "odwal się ode mnie, jesteś dorosła, wykształcona radź sobie"...
      • 16.12.13, 15:58
        nie ma sie juz co na mamusce skupiac, moze sie juz pochwalic kolezankom, ze ma corke po studiach, pewnie o nic innego jej nie chodzilo.
        jezeli jest dla ciebie wazna, wspieraj ja w odcieciu pepowiny i pozycz jej te pieniadze smile
        • 16.12.13, 16:00
          pozycz jej te pieniadze smile

          wesele chyba we wrzesniu było smile
          • 16.12.13, 16:02
            OJP faktycznie smile ok, ide do domu, na kanapie moze mi sie poprawi smile
      • 16.12.13, 16:07
        Mój stryj dawał swoim synom tydzień na wyprowadzenie się z domu, licząc od dnia obrony. Jedno z jego dzieci, uzdolniony historyk-archiwista musiał z tego powodu zrezygnować z asystentury i rozpocząć pracę w wiejskiej szkole (bo tylko ona dawała pracę razem z mieszkaniem), został zgorzkniałym belfrem, który nienawidził swoich uczniów. Tyle, że on doskonale wiedział, z kim mieszka i był na to przygotowany.
        • 16.12.13, 17:58
          Tak się zachowują toksyczni ludzie, holują dzieciaka z wielkim trudem do 18 rż a potem wynocha z domu i radź sobie sam i zero wsparcia, zwyczajni patole

          polecam książkę o takich szujach:
          www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=8&cad=rja&ved=0CF0QFjAH&url=http%3A%2F%2Fwww.dobreksiazki.pl%2Fb524-toksyczni-ludzie.htm&ei=5zCvUueeH6fQ7AbdxIDIDw&usg=AFQjCNHhgwEHQ7scobRlY65Zlfe21-azEQ&bvm=bv.57967247,d.ZGU
        • 16.12.13, 18:20
          dziadek mial racje, nie wierze, ze dorosly facet, bez zobowiazan, majac posade asystenta nie dostal pokoju w hotelu asystenckim, ew nie mogl wynajac pokoju. wygodnictwo. spokojnie mogl pracowac na 2 etaty, a dac sobie rade, no ale jezeli dawali mieszkanie tylko na wsi.....
          • 16.12.13, 18:38
            Uważam, ze dziadek (stryjek?) nie miał racji. Z drugiej strony dorosły mężczyzna, który zna swojego ojca powinien się jakoś przygotować do sytuacji. I co, poszedł pracować do szkoły na złość ojcu, zeby mu pokazac jak zmarnował karierę? Od pewnego wieku powinniśmy się starać pokonywać problemy , które nam stworzyli rodzice , dla własnego dobra. Można walczyć o swoje zycie wbrew decyzjom rodziców, można się też upajac tym, że rodzice mi życie zmarnowali. Oczywiście wszystkiego nie da się przeskoczyć, ale w opisanej historii brakuje informacjo o staraniach młodego człowieka.
            • 16.12.13, 19:06
              I co, pos
              > zedł pracować do szkoły na złość ojcu, zeby mu pokazac jak zmarnował karierę?

              Eeeee, poszedł pracować bo musiał zarobić na dach nad głową i jedzenie po tym jak go ojciec wystawił za drzwi????
              • 16.12.13, 19:09
                Gdybym wiedziała , że mam takiego ojca pracowałabym w McDonaldzie, żeby odłożyć trochę pieniędzy, dawałabym korepetycje, starała się o miejsce w hotelu asystenckim. No kurczę mam przegrać swoje życie , marzenia, plany, bo ojciec beznadziejny się trafił?
                • 16.12.13, 19:44
                  Myślisz, że ojciec opowiadał o swoich planach z kilkuletnim wyprzedzeniem a syn spodziewał się takiego obrotu sprawy?

                  Takiego zachowania po matce dziewczyny też bym się nie spodziewała, bo to naprawdę przemiła osoba. Z drugiej strony coś mi migało już wcześniej, że ona nie zawsze może być taka miła...
                  • 16.12.13, 19:51
                    TAK, AUTORKA TO JASNO NAPISAŁA, ŻE SYN NIE BYŁ ZASKOCZONY.
                    • 16.12.13, 20:06
                      Ok, doczytałam, że był przygotowany, ale ja zrozumiałam, że był psychicznie przygotowany. Poza tym sorry, ale nastolatek raczej nie ma takich możliwości zarobkowania, żeby odłożyć na utrzymanie na czas robienia kariery naukowej... W mojej rodzinnej miejscowości takich możliwości dla nastolatków nie ma w ogóle, ewentualnie zbieranie jagód, czy jabłek w sezonie, no rzeczywiście naodkładałby. Nie każdy mieszka w Warszawie... Nawet jakby mieszkał w większym mieście i mógłby w tym Macu dorabiać to jakoś nie widzę, że odłożyłby kilka tysięcy, tym bardziej przy takim ojcu, który pewnie w takiej sytuacji żądałby od niego dokładania się do rachunków/finansowania potrzeb szkolnych i ubraniowych.
                      • 16.12.13, 20:09
                        Jaki nastolatek?? To on dostał się na studia w wieku 15 lat?

                        Poza tym asystentura to praca - słabo płatna, ale płatna. I naprawdę wyedy można kontynuować dawanie korepetycji.
          • 16.12.13, 20:28
            dziadek mial racje, nie wierze, ze dorosly facet, bez zobowiazan, majac posade
            > asystenta nie dostal pokoju w hotelu asystenckim

            Ależ dostał miejsce w hotelu asystenta! Ale od października! A musiał się wyprowadzić od zaraz. Nie miał pieniędzy na wynajem, stryj-kutwa dawał synom ze 20 złotych na miesiąc, latem chłopacy pracowali przy żniwach, na budowach, ale te pieniądze z konieczności wydawali w ciągu roku. Wynajem na pocz. lat '70 był drogi, wymagano kaucji, były też jakieś problemy z meldunkiem. Chłopak nie przewidział, że nie dostanie miejsca w hotelu na czas wakacji. Nota bene, ojciec wyrzucał jego, a potem jego młodszych braci, żeby odnajmować ich pokoje studentom - i mieć z tego dodatkowy grosz.

            "I co, poszedł pracować do szkoły na złość ojcu, zeby mu pokazac jak zmarnował karierę? Od pewnego wieku powinniśmy się starać pokonywać problemy , które nam stworzyli rodzice , dla własnego dobra."

            Nie, on się jakoś zapętlił, w tamtych czasach możliwości manewrów życiowych były jednak znacznie bardziej ograniczone, z resztą stryjaszek miał dużo więcej odpałów, kto wie, czy nie gorszych. Pamiętam tylko, że ojciec wspominał, jak zasiedział się u kuzyna przy partii szachów. W pewnym momencie przerażony kuzyn, zorientowawszy się, że jest po 22:00, zaproponował mojemu ojcu wyjście przez...okno. Żeby nie rozzłościć stryjaszka, że ktoś mu się po nocy po domu kręci.

            "Ok, doczytałam, że był przygotowany, ale ja zrozumiałam, że był psychicznie przygotowany."

            Tak, w zasadzie to miałam na myśli. Przy takich ludziach można być przygotowanym, że w każdej chwili mogą wpaść na nowy wspaniały pomysł, ale nigdy nie wiadomo "co tym razem".
            • 16.12.13, 20:33
              I z powodu 2-3 miesięcy kłopotów z zakwaterowaniem zrezygnował z planów? Nie mógł jechac zbierać owoce lub do innych prac polowych z zakwaterowaniem? To było dosyć powszechne nawet w latach 70.
              • 16.12.13, 20:45
                Ja teraz nie pamiętam szczegółów, ostatni raz słyszałam tę historię z 10 lat temu, zaszedł tam jakiś splot nieoczekiwanych wydarzeń oraz interwencji przerażającego stryjaszka. Z resztą ów kuzyn do dziś sprawia wrażenie przyzwyczajonego, że pewnych rzeczy się po prostu nie przeskoczy.
      • 16.12.13, 16:08
        Ostatnia odzywka nie podoba mi sie. A moze corka byla namolna i roszczeniowa? "Daj mi nalezy mi sie zgodnie z prawem" i stad taka reakcja? Tak tez bywa w rodzinach. Znam takiego gagatka, ktory po 3-tce jeszcze studiowal i wcale sie nie kryl, ze robi to by szachowac rodzicow i zeby miec znizke na bilety tramwajowe. Zenadasad( I co takiemu "dziecku" powiedziec?
        Mnie mama nie wyzywala, ale i nie rozpuszczala. Na prezenty dla kolezanek nie dostawalam, a tez mialam pare miesiecy siedzenia u rodzicow bez pracy.
        Jest takie powiedzonko: "kto nie ma miedzi to na tylku siedzi".
        POlecam wszystkim rozrzutnym.

        Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
        Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
        • 16.12.13, 16:15
          A może warto wyjść poza swoje "ja"? Ja dostawałam/nie dostawałam, moja mama dawała nie dawała i patrzcie jakim wspaniałym czlowiekiem oto jestem?/



          Pisałam sto razy, ze trudno ocenić tę konkretnie sytuację, natomiast Twoje tyrady o roszczeniowych dzieciach i wyzyskiwanych rodzicach, bez związku z postem, są delikatnie mówiąc na wyrost.
        • 16.12.13, 22:28
          Powiedzieć, że tylko do 26 roku życia jest obowiązek utrzymywania studenta smile więc wiesz, przykład nietrafiony.

    • 16.12.13, 16:40
      Powiem wprost: normalnej - wg mnie - matce sprawiłoby wielką przyjemność kupienie doroslej córce ciucha, tak aby pieknie wygladala na weselu przyjaciółki.

      --
      "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
      • 16.12.13, 17:02
        Wiele razy kupowałam swojej córce piękne sukienki, sprawia mi to ogromną przyjemnośćsmile

        Ale w tym przypadku chodziło o mi raczej o prezent, który zdaniem autorki nie mógł być skromnym upominkiem. Dlaczego nie? Bo ma być "na bogato"?

        • 16.12.13, 17:06
          A to jest osobne wariactwo, śluby "na bogato" szykowane przez rok, a potem zresztą nierzadko rozwód. Nie rozumiem, nie znam aktualnych zwyczajow albo mi sie w głowie nie mieszczą (nowe zwyczaje okoloprezentowe, nie tylko ślubne), jestem w tych sprawach endemitem, trudno.
          --
          "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
          • 16.12.13, 18:57
            Naprawdę tak ciężko bardzo zrozumieć zwyczaj okoślubny, że jeśli rodzinę generalnie stać prezent powinien wynosić równowartość talerzyka??? Po raz kolejny pytam: 300 zł za dwie osoby tak aby zwrócić ten talerzyk to jest wesele na bogato???
            • 16.12.13, 19:48
              haneke_29 napisał(a):

              > tak ciężko bardzo zrozumieć zwyczaj okoślubny, że jeśli rodzinę genera
              > lnie stać prezent powinien wynosić równowartość talerzyka??? Po raz kolejny pyt
              > am: 300 zł za dwie osoby tak aby zwrócić ten talerzyk to jest wesele na bogato?
              > ??
              Staralam się wyjaśnic, że generalnie nie orientuje się w dzisiejszych obyczajach prezentowych, a tym bardziej ślubno-prezentowych. Nie wiem nawet, co znaczy "talerzyk", domyślam się, oczywiście, ale nie wiem, czy na przyklad "talerzyk" zawiera w sobie i "kieliszek", czy nie. Nie wiem też, czy jest to wesele "na bogato" czy nie (chyba nie, bo za studniowke u mnie płacą ponad 200). Nie gniewaj się.

              --
              "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
        • 16.12.13, 19:02
          Mógłby być skromny upominek jakby dziewczyna poszła do kościoła i na nic więcej. Jak się idzie na wesele to wypada zwrócić talerzyk, tak wygląda wesele wg was na bogato w moich stronach...

          > Wiele razy kupowałam swojej córce piękne sukienki, sprawia mi to ogromną przyje
          > mnośćsmile

          No to typowa postawa na forum, w stylu mojej ulubionej sygnaturki jednej z forumek "to bachor sąsiadów tak się drze za ścianą, czy to nasze dziecię tak kwili".
          • 16.12.13, 19:04
            Może lepiej napisz jak to się wszystko skończyło wink
          • 16.12.13, 19:46
            Co innego sukienka, a czym innym jest sponsoring "talerzyków weselnych" dla córci i jej partnerabig_grin
            Zresztą, to nie są moje klimaty; wśród naszych znajomych nie ma takich obyczajów.
          • 29.12.13, 13:41
            A to tego nie rozumiem. Skromny prezent, jeśli się idzie do kościoła? W moich stronach są takie zwyczaje, że jeśli idzie się tylko do kościoła/urzędu, to po prostu grupa znajomych zrzuca się na jakieś ładniejsze kwiaty; a jeśli idzie się na wesele, to albo para, albo grupa znajomych zrzuca się na jakiś fajniejszy prezent, który spodoba się młodym, a jeśli jeden gość, para lub grupa znajomych (zwłaszcza będących tuż po studiach) nie ma zbyt dużo pieniędzy, to zrzuca się na skromniejszy prezent. I tyle. O opłacie za talerzyk pierwsze słyszę, wszak to nie impreza z płatnym wejście, ale ślub młodych przyjaciół - liczy się wspólne przeżywanie chwili.
        • 29.12.13, 13:36
          Bo matka ją nauczyła zasady "co ludzie powiedzą" (przykład z kończeniem studiów w terminie)
    • 16.12.13, 19:17
      Ok, to powiem, jak się historia skończyła: matka dała córce z wielką łaską pieniądze na buty i sukienkę. Gwoli ścisłości wyjaśnię, żeby nie posypały się podejrzenie, że roszczeniowa córunia, miała pełną szafę sukienek balowych od Diora i butów od Manolo Blahnika i od biednej zarobionej matki nowych żądała: matka sypnęła 200-300 zł. Dziewczyna ostatni raz na weselu była w latach nastoletnich i nie miała żadnych paradnych sukienek ani butów. Ubiera się właśnie w lumpeksie. Prezent matka kazała zorganizować córuni samej. Córunia z tego co wiem po prostu pożyczyła te pieniądze. Na wieść o tym wszystkim, znając ich sytuację finansową byłam w szoku, teraz widzę, że jednak słusznie.
      • 16.12.13, 19:23
        Przyznam , że w podobnej sytuacji (zakładając, że córka naprawdę szuka pracy i chce pracować) dałabym w prezencie sukienkę z sugestią, żeby może wybrała coś co jeszcze nie raz załozy na siebie (np kombinując z dodatkami) . Pewnie dałabym/pożyczyła 300 zł na prezent.

        Ale pod warunkiem, że córka chce pracować, a nie wystepuje z pozycji " pójdę tylko do pracy w zawodzie i za minimum 3000 netto".
        • 16.12.13, 19:35
          > Ale pod warunkiem, że córka chce pracować, a nie wystepuje z pozycji " pójdę ty
          > lko do pracy w zawodzie i za minimum 3000 netto".

          Nie sądzisz, że moje wcześniejsze wpisy świadczą o czymś zgoła innym...? smile
          • 16.12.13, 19:39
            Który konkretnie? Nie zauważyłam postu, w którym pisałas co dziewczyna robiła latem., czy szukała pracy np gasrtonomii nad morzem czy gdziekolwiek
            • 16.12.13, 19:51
              Z tego co wiem to szukała pracy wszędzie. Co do gastronomii itp to podejrzewam, że tu właśnie ciotka miałaby obiekcje, bo to nie jest praca dla magistra po studiach, LOL.
              • 16.12.13, 19:55
                miałaby obiekcje czy miała?

                Poza tym - czy ta dziewczyna oczekiwała aprobaty matki ?
      • 16.12.13, 19:27
        Jeszcze dodam, że to nie była zwykła koleżanka, tak i więc nie zwykła imprezka weselna, więcej niezamężnych bliskich przyjaciółek dziewczyna nie ma z tego co kojarzę. Dodatkowo matka znała, bardzo dobrze, tę dziewczynę, znała rodziców, ta koleżanka nocowała u nich nie raz. Sorry dla mnie chore.

        Co ciekawe rodzina panny młodej chyba była zaskoczona skromnym prezentem, ale chyba też nie wiedziała o szczegółach. Tylko, że oni mimo, że o dużo skromniejszych dochodach, nie żałowali nigdy swojej córce w miarę możliwości raczej niczego, z tego co widziałam, także dla nich to może być dziwne.
        • 16.12.13, 19:32
          rodzina panny młodej chyba była zaskoczona skromnym prezentem

          uwielbiam takie klimaty big_grin
          • 16.12.13, 19:37
            No tak na poważnie to rzeczywiście słaba reakcja i dziewczynie było przykro. Tylko z drugiej strony nikt tam chyba nic konkretnego nie powiedział, także może trochę wyolbrzymiła?
            • 16.12.13, 19:44
              to zupełnie off topic , ale wzruszaja mnie imprezy "za talerzyk" wink


              Zaprasza się tyle gości na ile nas stać, gości się ich tak jak nas stać, a nie bawi w "talerzykowanie"
              • 16.12.13, 19:49
                Talerzykowanie, jak to nazywasz, to jest sprawa nastawienia gościa a nie oczekiwań gospodarza imprezy. Naprawdę nie wyobrażam sobie, żeby moi rodzice czy brat poszli na wesele z kompletem kieliszków czy czymś w tym rodzaju gdyby zarabiali 2 średnie krajowe, a i zdziwienie gospodarzy też bym rozumiała, tak jak sobie teraz o tym pomyślałam.
                • 16.12.13, 19:53
                  To jest sprawa zwyczaju jak napisałaś.

                  I to mnie śmieszy, w ogóle taki sposób myślenia, ale tak jak pisałam, to nie moja bajka smile
                • 29.12.13, 13:49
                  A ja nie, bo tym sposobem można podejrzewać, że zaprasza się tylko bogatych gości, bo liczy się na drogie prezenty. Idąc tym tropem - w ogóle nie warto się przyjaźnić z biednymi ludźmi, bo dają kiepskie prezenty na urodziny, ślub, a później na wszelkie imprezy związane z dziećmi.
          • 29.12.13, 13:47
            Ja je znam tylko z dziwacznych filmów, ale widzę, że to istnieje!
        • 16.12.13, 19:32
          Co ciekawe rodzina panny młodej chyba była zaskoczona skromnym prezentem, ale chyba też nie wiedziała o szczegółach. Tylko, że oni mimo, że o dużo skromniejszych dochodach, nie żałowali nigdy swojej córce w miarę możliwości raczej niczego, z tego co widziałam, także dla nich to może być dziwne. "

          Czyli jednak. Miało być na bogato big_grin
          A osoba towarzysząca ile się do prezentu dorzuciła, skoro zła czarownica odmówiła sponsoringu także jej "talerzyka" ?
          • 16.12.13, 20:02
            serio to teraz zapraszajac os. towarzyszaca na wesele wymaga sie jeszcze dokladania do prezentu? zakladam, ze to nie jej staly partner a raczej kolega/ przyjaciel. ja bylam z kumplem na weselu raz, prezent dawalam z wlasnej kieszeni, on kupil kwiaty, stawil sie na miejscu i dobrze sie bawilismy czyli tak jak mialo byc smile
            co do meritum - gdyby nie zrobiloby mi to mega wyrywy w budzecie to dalabym corce i na ciuchy i na prezent. ot, tak niewychowawczo bym to zalatwila. dla mnie sytuacja, ze dziecko nie ma tymczasowo pracy (nawet po ukonczeniu studiow) jest wlasnie momentem kiedy nalezy je wspierac, bo sam fakt utraty/nieposiadania pracy dodatkowo wplywa na nasze poczucie wartosci, a niemoznowc kupienia samodzielnie prezentu jest troche upokazajaca. i tak - pomoc w takiej sytauacji sprawilaby mi dzika radosc
            • 16.12.13, 20:16
              Wydaje mi si> serio to teraz zapraszajac os. towarzyszaca na wesele wymaga sie jeszcze doklad
              > ania do prezentu?

              Menodo najwidoczniej by wymagała, takie podobno zwyczaje panują wśród jej znajomych. smile Dodatkowo swojej córce by kupiła i sukienkę i na prezent dała, ale czyjaś córka w takiej sytuacji to roszczeniowy bezrobotny lewus! smile

              A tak co do całości Twojej wypowiedzi to zgadzam się w 100% Jakbym miała to też bym w takiej sytuacji dała, bez zastanowienia.
              • 16.12.13, 21:10
                Dodatkowo swojej córce by kupiła i sukienkę i na prezent dała, ale czy
                > jaś córka w takiej sytuacji to roszczeniowy bezrobotny lewus! smile"

                Moja córka spoko w kiecce z lumpeksu mogłaby na weselu wystąpić, natomiast na wesele z oczekiwaniami zwrotu za talerzyk zwyczajnie by nie poszła.

                A tamta mama być może dobrze wyczuła, że to jakaś patologia big_grin
                • 16.12.13, 22:13
                  A propos oczekiwan prezentowych wink Nie wydaje mi sie, zeby ktos oczekiwal zwrotu za talerzyk. Ot, wiekszosc ludzi daje taka mniej wiecej kwote + pare groszy ekstra i wiem, ze to postawa wcale nie taka rzadka. 15 lat temu bedac studentka dawalam koleznance 150 pln, co nie bylo wtedy jakas mala kwota smile Skladka byla po polowie z owczesnym chlopakiem. 3 lata pozniej zaprosilam kolege na wesele jako tzw. osobe towarzyszaca - wtedy w calosci ja placilam za prezent. tu autorka nie wspomina o stalym partnerze, wiec zalozylam, ze takowego nieposiada. nie twierdze, ze matka ma obowiazek placic za kiecki/prezenty, bo takowego nie ma. milo by jednak bylo, gdyby corce w takiej sytuacji pomogla tzn. albo dala albo pozyczyla te pieniadze. nie wiem czy kwota 500 pln jest warta kwasow w rodzinie ( bo widze, ze takie sa)
                  • 16.12.13, 22:18
                    *nie posiada
                  • 16.12.13, 22:22
                    A SKĄD WIADOMO ILE ZA TALERZYK?????
                    --
                    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
                    • 16.12.13, 22:31
                      na forach gazety nauczyłam się nowych pojęć : talerzyk, zimna płyta itp.

                      w zasadzie trudno powiedziec, że sie nauczyłam, bo nie do końca pojmuję, ale przynajmniej mam świadomośc, że coś takiego istnieje.
                      • 16.12.13, 22:34
                        na forach gazety nauczyłam się nowych pojęć : talerzyk, zimna płyta itp.

                        co to jest zimna płyta? big_grin
                        • 16.12.13, 22:38
                          chyba chodzi o przystawki, pewności nie mam, ale pojęcie pojawia się przy okazji tematów komunijnych i "chrzcinowych". Za pierwszym razem skojarzyłam z..cmentarzembig_grin
                          • 16.12.13, 22:41
                            Pal licho nazwę, ale powaga i rola zimnej płyty jest ogromna: ma być czy nie ma być i czy rodzina się nie obrazi, że nie było, dyskusja czy obiad z płytą czy bez płyty itp.

                            Czasami ma się wrażenie, że takie spotkania służą tylko wypunktowaniu słabych punktów gospodarza czy gościa i aż dziw bierze, że po skończonym poznaniu goście nie wyciągają tabliczek z punktacja od o do 10.
                          • 16.12.13, 22:58
                            Jak to się mowi teraz? "Zrobiłaś moj dzień"????
                            --
                            "Jako ksiądz muszę to powiedzieć: zarabianie jest suuuuper!"
                            • 16.12.13, 23:10
                              Jest chyba też mnóstwo innych kodów "jedynej słusznej wersji" ale ich nie pamiętam, bo nie mają równie atrakcyjnych nazw.
                      • 16.12.13, 22:51
                        o, mam to samo big_grin Tez nie wiedzialam co to za plyta wiec google image i voila - talerze z przystawkami ( jaja w majonezie, wedliny, galarety i co tam jeszcze robia). myslalam, ze to regionalizm
                    • 16.12.13, 23:05
                      koleżanka mi powiedziała, że albo "młodzi" to mówią, albo rodzice "młodych".
                      I żadnych prezentów - ma być kasa big_grin I podobno niektórzy mają opracowany system identyfikacji kopert, czyli wiedzą, od kogo ile dostali. Ale nie pytaj mnie, jak to działa, bo nie wiem.
                      • 16.12.13, 23:09
                        menodo napisała:

                        > I podobno niektórzy mają opracowany syste
                        > m identyfikacji kopert, czyli wiedzą, od kogo ile dostali. Ale nie pytaj mnie,
                        > jak to działa, bo nie wiem.
                        Ja wiem: obwąchują.


                        --
                        "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
                  • 16.12.13, 22:46
                    czytalam forum slub i wesele i tam ludzie wiedza co, gdzie i za ile wink Ja daje na ile mnie stac ( i mam nadzeje, ze pokrywam koszty tego talerzyka). przez ostatnie 10 lat bylam na zaledwie dwoch weselach -raz dalam 500 raz 1500 pln ( ale to brat i nie bylo to obciazeniem dla budzetu). Ja nie oceniam czy to buractwo czy nie tylko stwierdzam, ze takie sa obecnie oczekiwania smile Tez czasami oczy ze zdziwienia przecieram czytajac/ sluchajac o przygotowaniach/kosztach/oczekiwaniach, ale prawde mowiac nie chce mi sie kopac z koniem, bo i tak to niczego nie zmieni. ot, znak czasow chyba .
                    • 29.12.13, 15:01
                      Juz 20 lat temu, ledwo komuna upadla, a mi kolezanka opowiadala o swoim weselu: jakie to trefne prezenty dostala, jakies badziewiaste "Duraleksy", obrusy, malynki do kawy. I ze w ogole nic na tym weselu nie zarobila, ani nawet jej sie nie zwrocilo, a ludzie to nie maja poczucia przyzwoitosci, zeby taki syf dawac.
                      Od tego czasu na wesela nie chadzam, sama tez nie wyprawialam. Skad wiadomo jaka rodzina ma jakie oczekiwania. Tamta kolezanka tez wygladala na normalna.
                      --
                      Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                      Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
            • 16.12.13, 21:04
              serio to teraz zapraszajac os. towarzyszaca na wesele wymaga sie jeszcze dokladania do prezentu? "

              A od matki się wymaga ekwiwalentu na "dwa talerzyki" ???

              Sorry, ale to nie moje klimaty, wiec może czegoś nie rozumiem. Zakładałam, że dziewczyna idzie do najlepszej przyjaciółki ze swoim chłopakiem.

              Natomiast wiem, że kiedy moja córka szła na wesele do koleżanki, to robili jakąś zrzutkę w większej grupie i nie było mowy o drogich prezentach, "talerzykach", specjalnych ciuchach na tę okazji ani kwasów - że za tanie prezentybig_grin
              • 16.12.13, 21:45
                > serio to teraz zapraszajac os. towarzyszaca na wesele wymaga sie jeszcze doklad
                > ania do prezentu? "
                >
                > A od matki się wymaga ekwiwalentu na "dwa talerzyki" ???

                Ona prosiła a nie wymagała i została przez własną rodzoną matkę spuszczona po brzytwie, kiedy dla matki ta kwota to nie był żaden problem.

                > Natomiast wiem, że kiedy moja córka szła na wesele do koleżanki, to robili jaką
                > ś zrzutkę w większej grupie i nie było mowy o drogich prezentach, "talerzykach"
                > , specjalnych ciuchach na tę okazji ani kwasów - że za tanie prezentybig_grin

                No to dobrze, że miała z kim się złożyć, ta dziewczyna nie miała.

                Ja kiedy miałam 19 lat też byłam świadkiem na ślubie koleżanki i dostała ode mnie komplet ramek, bo tylko na taki prezent było mnie stać, matka też mi nic nie dała, ale nasza sytuacja finansowa nie była jakaś super (zła też nie) i nie mam o to do niej pretensji. Natomiast gdyby zarabiała bardzo dużo, wiedziała od dawna, że idę na ślub koleżanki, mówiła, aha, ok, fajnie, a potem jakby przyszło do przygotowań (wiedząc , że nie mam pieniędzy) wypięła się na mnie to miałabym żal i to duży.
                • 16.12.13, 21:58
                  Natomiast gdyby zarabiała bardzo dużo, wiedziała od dawna, że idę na ślub koleżanki, mówiła, aha, ok, fajnie, a potem jakby przyszło do przygotowań (wiedząc , że nie mam pieniędzy) wypięła się na mnie to miałabym żal i to duży. "

                  Chyba panie mają ze sobą większe problemy niż weselisko u koleżanki, jakieś zadawnione wąty i zawiedzione oczekiwania i dlatego nie mogły się dogadać w tak błahej w sumie sprawie?
        • 19.12.13, 19:32
          "rodzina panny młodej chyba była zaskoczona skromnym prezentem "

          No to teraz wiemy dlaczego matka tak nie chciala finansowac wesela tych ludzi. Wiedziala co to za "rodzina" i ze na skromnym prezencie sie nie skonczy.
          Corka malo doswiadczona w zyciu.
          Dla mnie w ogole wesela to chore zajecie. Ludzie rok biegaja stresujac sie, ze za duzo wydadza, za malo zarobia, za malo dadza, za duzo dadza itp.
          --
          Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
          Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
      • 16.12.13, 23:18
        A czy rodzice sami żyją wystawnie? Bo może matka zarabia ale kredytów tyle mają, że niewiele im zostaje. I czy mają tylko 1 dziecko czy więcej?
    • 16.12.13, 22:20
      Słów mi brak.
      Czy mi się tylko wydaje, że większość emam to młode kobiety z małymi dziećmi i stąd wśród wielu z nich taki fundamentalizm dotyczący usamodzielniania się dorosłych dzieci?

      Normalny rodzic pomógł by córce w skompletowaniu garderoby i kupieniu prezentu dla bliskiej przyjaciółki.
      Tu naprawdę nie ma nic więcej do dodania.
      • 16.12.13, 22:26
        Dzięki za tę wypowiedź - zaczynałam już podejrzewać, że coś ze mną grubo nie tak.
        --
        Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
        • 16.12.13, 22:34
          To ja kolejna. Niemożność uczestniczenia w ważnym społecznie wydarzeniu, jakim jest wesele, poczucie wykluczenia = obniżone poczucie własnej wartości, a to nie robi dobrze, nie sprzyja produktywności i sile przebicia. Ta dziewczyna nie jest leniem, tylko wchodzącą w życie młodą kobietą, na tyle zaradną, na ile potrafi i na ile ma możliwość na rynku pracy. Gdyby mnie było stać (a czy by było, córka by wiedziała doskonale), to bym dała na śliczną kieckę, fajne buty, torebkę i kurde przybranie głowy i jeszcze na prezent, może niekoniecznie ekwiwalent talerzyka, bo to burackie (kurczowe kalkulowanie, czy się talerzyk zwraca), ale taki, żeby się dziecko nie musiało wstydzić.
          • 16.12.13, 22:55
            Gdyby mnie było stać (a czy by było,
            > córka by wiedziała doskonale), to bym dała na śliczną kieckę, fajne buty, toreb
            > kę i kurde przybranie głowy i jeszcze na prezent, może niekoniecznie ekwiwalent
            > talerzyka, bo to burackie (kurczowe kalkulowanie, czy się talerzyk zwraca), al
            > e taki, żeby się dziecko nie musiało wstydzić. "

            Halo, ale tę historię znamy tylko z opowieści koleżanki skrzywdzonej panny, o ile nie jest to troll. Może z perspektywy matki sprawa wyglądałaby inaczej?

            I możliwe, że aby "dziecko" nie musiało się wstydzić - mama musiałaby za te dwa talerzyki co najmniej tysiakiem sypnąć big_grin - bo od świadków podobno oczekuje się droższych prezentów, zwłaszcza kiedy wiadomo, że pochodzą z zamożnych rodzin (koleżanka mi to przed chwilą tłumaczyła smile)
            • 16.12.13, 23:02
              Tak czy inaczej, nawet kalkulujac na chłodno, odpowiednie wyposażenie corki do udziału w środowiskowym wydarzeniu stosunkowo wysokiej rangi to tez inwestycja w jej przyszłość.
              --
              "Uderzyłam ją lekko w policzek i od razu zrobiono ze mnie matkę bijącą dziecko."
              • 16.12.13, 23:14
                odpowiednie wyposażenie corki do
                > udziału w środowiskowym wydarzeniu stosunkowo wysokiej rangi to tez inwestycja
                > w jej przyszłość. "

                To nie są inwestycje, to są koszty, w dodatku zbędne.

                • 16.12.13, 23:19
                  > To nie są inwestycje, to są koszty, w dodatku zbędne.


                  To akurat fakt wink
            • 16.12.13, 23:07
              relacje w tej rodzinie w ogóle są dziwne.."mama nie zaaprobawalaby gdyby jej dorosła córka zajęła się kelnerowaniem przez 2 miesiące czy miesiąc wakacji" (kiedy sezon rekrutacyjny do "firm" jest praktycznie martwy)

              Jeżeli to nie jest historia zmyślona, to rodzina ma chyba jakis problem, a kiecka i prezent to czubek góry lodowej.

              Ale abstrahując od historii głównej, zawsze w podobnych tematach pojawia się fundamentalna opcja "pomoc dorosłym dzieciom tylko po moim trupie" plus "do czterdziestki będziesz jej podcierać tyłek". I to opcja bardzo zaciekła.
              • 16.12.13, 23:11
                I mam wrażenie, że dotyczy corek w dużo wiekszym stopniu niż synow.
                --
                "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
                • 16.12.13, 23:22
                  Synów też. Bo SYN ma w przyszłości być prawdziwym męzczyzną, a nie fajtłapą i musi utrzymac rodzinę! I każdy SYN może z racji płci być murarzem i spawaczem. Ba, nawet powinien, bo jak to, mężczyzna historykiem sztuki??
                  • 16.12.13, 23:34
                    matka mojej znajomej (zawsze oszczędzała by wspierać dzieci) dawała kasę jej mężowi a nie jej. bo facet głową rodziny ma być a kobieta jakoś sobie "przy mężu" poradzi. Dała mu więc na rozkręcenie interesu który padł, na samochód który rozbił, i pomniejsze drobiazgi. kiedyś przyszła z 10tys zł, uzbierała dla nich. I daje oczywiście mężowi. Córka wszczęła raban, że dlaczego nie jej? jak to ona potrzebuje samochodu a nie tylko mąż? Matka w szoku po co właściwie dziewczynie samochód, przeciez normalne, że samochodem jeździ facet w tygodniu a w weekend wiezie żonę na zakupy i do kościoła. Facetowi się należy finansowe wsparcie, a dziewczynie nie. Dziewczynie wystarczy że męża ma.
                    • 19.12.13, 19:33
                      Taka matka to patologia.
                      --
                      Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
                      Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
            • 16.12.13, 23:24
              > Halo, ale tę historię znamy tylko z opowieści koleżanki skrzywdzonej panny, o i
              > le nie jest to troll. Może z perspektywy matki sprawa wyglądałaby inaczej?

              Oesu, no przecież piszę, że zrobiłabym tak, a takiej sytuacji (córka stara się, startuje, nie zarabia, ale nie jest leniem, a ja mam sporo kasy na luzie).

              > I możliwe, że aby "dziecko" nie musiało się wstydzić - mama musiałaby za te dw
              > a talerzyki co najmniej tysiakiem sypnąć big_grin

              ...i napisałam, że jeśli gospodarze oczekują ekwiwalentu pieniężnego za organizację wesela, to jest buractwo; a trochę obok jest problem godnego prezentu. Na godny bym dała, na zaspokojenie buraczanych żądań gospodarzy, niekoniecznie.
          • 16.12.13, 23:01
            otoz to - dziekuje za te posty, bo przywracaja mi wiare w matki. pisalam juz wyzej, za to wystarczajaco upokarzajace dla mlodej kobiety, ze nie ma pracy i pieniedzy na wlasne wydatki, wiec podejrzewam, ze proszenie matki o taka przysluge i tak ja sporo kosztowalo. I teraz czuje matka nie chece pomoc w takiej sytuacji + jeszcze rodzina przyjaciolki tylek jej za plecami obrabia ( swoja droga niefajna ta psiapsiolka, co to rodzicom opowiada co i ile od kogo dostala i pozwala, zeby takie info dotarlo do zainteresowanej)
            • 29.12.13, 15:09
              Juz z samego faktu, ze rodzina przyjaciolki jest pazerna na kase, tlumaczylabym corce by sie wymigala. Matka nie chciala sponsorowac pazernej rodziny i narazac corke na docinaki. Jest dojrzala i lepeij zyciowo doswiadczona. Moze probowala corke bronic przed tatmtymi ludzmi a wyszla na skapa i niezyczliwa dla wlasnej corki? Moze woli odkladca kase na mieszkanie dla corki a nie finansowac wesela kolezanek.
              --
              Rownouprawnienie konczy sie wraz z pierwsza ciaza.
              Prawdziwe rownouprawnienie bedzie, kiedy ciaze bedzie mogl sobie zaaplikowac mezczyzna.
              • 29.12.13, 16:54
                To chyba ogólny styl miejscowości - matka chciała, żeby córka skończyła studia w czerwcu, żeby nie było wstydu przed sąsiadami, a nie dla jej dobra (w tym przypadku lepsze dla córki było poczekanie z obroną do września). Ciekawa jestem co to za miejscowość big_grin
          • 16.12.13, 23:15
            Dziewczyna żre się z matką o pieniądze, córka uważa że matka powinna jej kasę dać, matka zaś uważa że córka ma sobie radzić sama a nie oczekiwać od niej już niczego.

            A nie prościej było wziąć ojca na stronę i powiedzieć "ociec słuchaj, kasy nie mam, wstyd mi będzie iść na wesele bez kasy i w byle łachach. daj lub pożycz parę stówek jak zarobię to zwrócę."

            Córka toczy wojnę babsko-babską z matką. Nie wiemy od jak dawna ale sytuacja jest niezdrowa, więc im szybciej córa pójdzie na swoje i nauczy się stawiać granice matce tym dla nich obu lepiej. Bo jakieś żale "matka ma mi dać teraz kasę bo to ona kazała mi studia w terminie kończyć i przez nią nie mam kasy na wesele! " w ustach ok 25 latki brzmią kuriozalnie. Nasuwa się obrazek, że matka resztką nerwów nią potrząsa "bądź wreszcie dorosła!" a córka nie jest emocjonalnie dorosła, nie chce, nie stawia granic, niby robi co matka mówi (w uszach córki to brzmi, że "matka kazała") po to by potem nie podejmować odpowiedzialności za to co zrobiła, przecież mogła powiedzieć matce, że skończy studia wtedy gdy jej to nie będzie z pracą kolidować i koniec tematu. Jakiś element transakcji tu wchodzi, córka studia skończyła w terminie "bo matka kazała" i teraz tej matce chce wystawić rachunek matka płać bo przez ciebie kasy nie mam.

            i ciągle ta matka. matka dużo zarabia, matka każe, matka nie daje kasy.
            Zapomnieć o matce - zastartować do ojca.
      • 16.12.13, 22:53
        no nie przesadzajcie - przeciez wyzej pisalam, ze ja chetnie zaplace i za ubrania i za prezenty smile
        • 16.12.13, 23:04
          Fakt smile
          --
          "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
    • 17.12.13, 04:16
      Ta sytuacja jakos nie miesci mi sie w ramach wspierania dzieci. Wspieranie kojarzy mi sie raczej z sytuacja losowa, albo jakimis trudnosciami. Tutaj sprawy byly dosc jasne, nop ale w sumie nie o to chodzi jak to nazwac, tylko co z tym fantem zrobic.
      Moja corka w takiej sytuacji po prostu poprosila by mnie o pozyczenie pieniedzy, z zamiarem zwrotu jak jej sie sytuacja finansowa poprawi. Z tym, ze ona na ogol pyta przed planowanym wydatkiem. Ale jestem w stanie zrozumiec, ze dziewczyna podeksdcytowala sie perspektywa bycia swiadkowa i o przyziemnych sprawach nie pomyslala i sie zgodzila sie.
      Ja osobiscie zarabiajac dobrze pewnie pozyczke bym umozyla, albo powiedziala, ze funduje corce kiecke, a na prezent pozyczam, albo sie dorzucam, bo znam i lubie jej kolezanke.
      --
      Contrary to popular belief, one DOES simply drive into Mordor.
      • 17.12.13, 10:35
        Ale ja naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć takiego podejścia. To jakiś zaciekły fundamentalizm albo złośliwość.

        Rodzice mojego partnera - dorosłego, pracującego i wychowującego dziecko - właśnie zabierają nas na narty. To nie pożyczka, ani rewanż ani nawet litość nad biedakami. Jak jego matka wpada w odwiedziny z olbrzymią paczką pieluch też nie życzy sobie zwrotu pieniędzy. Prezenty duże i małe - uzbierałaby się z tego niezła sumka. Z moimi rodzicami jest podobnie. I jakoś żadne z nas nie wyrosło na pasożyta albo tłumoka nie rozumiejącego wartości pieniędzy.
        Dodam również, ku uwadze ematek wyczulonych na wszystko co "zagramaniczne", że facet jest Skandynawem (etos pracy, itd.) i jakoś normalnie w rodzinie się sobie pomaga, bez dziwacznej fiksacji na pieniądzach.
        Zachowanie tej matki jest bardzo nie w porządku, a kategoryczne wypowiedzi wielu forumek traktuję jako przejaw braku doświadczenia osób, które dzieciom dopiero zmieniają pieluchy bądź szykują im tornistry do szkoły.
        • 17.12.13, 11:11
          kobieta_z_polnocy napisała:

          > kategoryczne wypowiedzi wielu
          > forumek traktuję jako przejaw braku doświadczenia osób, które dzieciom dopiero
          > zmieniają pieluchy bądź szykują im tornistry do szkoły.

          A ja mam wrażenie, że to osoby, których rodzice właśnie tak postępowali, tzn. wcześnie odcinali od kasy i to w sposób kategoryczny - teraz odreagowują smile
          Mnie moi rodzice sponsorowali, na ile mogli (choć nie mogli zbyt wiele), także wtedy gdy już zarabiałam pierwsze marne grosze. Nie wyrósł ze mnie pasożyt, wkrótce role się odwróciły, ja zaczęłam wspierać rodziców, bo z kolei moje zarobki wzrosły, a rodziców spadły, gdy przeszli na emerytrurę.
          Swoją drogą, ciekawe jak osoby kategorycznie odcinające się od wspierania dorosłych dzieci zapatrują się na wspieranie starych i schorowanych rodziców. Podejrzewam, że następująco : skoro mnie nie wspierali, to mieli z czego odłożyć na emeryturę. A jak nie odłożyli, to co mnie to obchodzi, ich sprawa, dorośli są.
          W zasadzie słusznie, tylko tak jakoś....
          • 17.12.13, 12:27
            Myslę inaczej. Większosc osób to zapewne takie, ktorych rodzice nie mieli dużo więc wiedzialy, że i tak same sobie muszą radzić a nie doić od rodzicow. Więc zwyczajnie do głowy by im nie przyszło, że w wieku 25 lat miałyby wymagać od rodzicow dawania na kiecki i sponsorowanie prezentow dla "dziecka" znajomych. To po prostu niewłaściwe.
            Nie wiemy po ktorej stronie w tej rodzinie jest większa presja: matki by corka przestała brać - czy corki wymaganie otrzymywania. Na pewno ich komunikacja jest fatalna bo problem mogły przedyskutować wcześniej.

            Ja od rodziców nigdy nie wymagalam, dawali mi sami z siebie, tak samo ja ich wspomagam od dawna w różnych formach. Ale gdyby się ustawili w pozycji "nam pieniądze się gdzieś rozeszły ale przeciez ty masz to nam daj" to szybko bym kurek zakręciła bo nie cierpię, gdy ktos sięga do cudzej kieszeni i chce cudze pieniadze zagospodarowywać.
            Dziewczyna z wątku gdy była zapraszana wiedziala jaki jest stan jej osobistej kasy. Mogła się spiać przez wakacje i dorobić. Założyła z gory, że to matka za nią zapłaci więc się nie musi martwić bo matka "da", nie pożyczy ale da. Nie rozumie, że to nie matka była zaproszona na to wesele.
        • 17.12.13, 13:03
          nie demonizuj paczki pieluch, czy nart dla skandynawskich emerytów smile to jak u nas kupic cos extra w biedronce smile
          • 19.12.13, 19:45
            kietka napisała:

            > nie demonizuj paczki pieluch, czy nart dla skandynawskich emerytów smile to jak u
            > nas kupic cos extra w biedronce smile

            To Ty pojęcia nie masz, ile wyjazd na narty w Skandynawii kosztuje.


            --
            Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.