• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

15 lat po ślubie - podsumowanie Dodaj do ulubionych

  • 24.12.13, 04:27
    Dzień dobry e-matki, dzień dobry Żono.

    ...tak naprawdę, to nie mam komu i gdzie tego z siebie wyrzucić, więc jak to mówi moja żona będę EGOISTĄ i napiszę tu, w "mikserze" feminizmu, zdroworozsądkowej mądrości i takiego stopnia empatii, który spróbuje zrozumieć mnie, ale i pozwoli zrozumieć moją żonę.

    Jestem facetem rocznik 1976 (żona 1977), żonaty od 1998, dwoje dzieci 14 i 12lat. Znamy się od niemal 20lat jeszcze z czasów szkoły średniej i od początku jesteśmy parą (powinienem napisać razem, ale to słowo akurat teraz nie pasuje). Pochodzimy raczej z biednych, robotniczych rodzin, do wszystkiego co mamy doszliśmy sami (ciekawe, żono czy prychnęłaś tutaj i chcesz sprostować, że doszłaś sama - otóż nie doszliśmy razem), dom, samochód, jakiś poziom życia. Mieszkamy w dość sporym mieście, w którym bezrobocie jest ogromne, znalezienie godnej pracy bez znajomości jest niemożliwie ciężkie, niemal niewykonalne (przypadek mojej żony jest właśnie tym wyjątkiem potwierdzającym regułę).
    Ale od początku... Jestem jedynakiem, nie mam rodziców, mama zmarła jak miałem 9, a tata jak 14 lat. Będąc uczniem technikum byłem duszą towarzystwa (wielu znajomych z różnych kręgów), wiele zainteresowań (krótkofalarstwo, komputer, rower), po śmierci rodziców wychowywała mnie ciocia i babcia, z tym, że mieszkałem sam w mieszaniu po rodzicach. Wtedy się poznaliśmy. To ona mnie "wybrała", to ja jej wpadłem w oko, przez pół roku "kochała" mnie na odległość, a ja nie miałem pojęcia o jej istnieniu (to była jakaś impreza ostatkowa, ona była z kimś, a ja sam, bez pary). Przez te pół roku dążyła abym się o niej dowiedział. No i 23-go czerwca 1995r spotkaliśmy się ponownie na ognisku - zaczęło się od wakacyjnej miłości, motyle w brzuchu, dreszcze, różowe okulary. Pamiętasz żono pierwszą randkę? Zdobyłem Twój telefon przez znajomych, umówiliśmy się, na następny dzień i co? Burza - dzwonię, przekładam na następny dzień, znowu burza, ale już nie przesuwaliśmy spotkania. Zobaczyłem Cię na mieście w niebieskiej sukience na ramiączka w drobne białe kwiatuszki i w trampkach, w których wskakiwałaś do kałuż po drodze - taką Cię zapamiętałem - TO MÓJ NAJWIĘKSZY POZIOM SZCZĘŚCIA
    Po maturze zarówno ja jak i Ty - studia dzienne w rodzinnym mieście. Po kolejnych wakacjach - pierwsza ciąża. Szybki ślub, przeprowadzka do mnie wspólne życie, Twój indywidualny tok studiów. Wiem, że bardzo Cię boli/bolała presja ze strony mojej rodziny o to abym to ja skończył studia, a Ty musisz siedzieć w domu najpierw z jednym, potem z dwójką dzieci. Następnie moja pierwsza praca, Twoje studia zaoczne. Korporacja, wyjazdy - a Ty w domu z dzieciakami, z ograniczonymi pieniędzmi (tak zakładając konto w banku na pięć minut przed zamknięciem placówki, nie pomyślałem, żeby założyć konto małżeńskie, wziąć dwie karty itd. - TAK TO MÓJ BŁĄD) - zarabiałem sporo, jak na to co mieliśmy do tej pory, ale nie mogłaś tego odczuć. W końcu się udało, że jak dzieci podrosły do wieku przedszkolnego, znalazłaś pracę - nie marzenie ale jak na start sama przyznasz że nie było źle. Pamiętasz, że przez 3 miesiące pracowałaś w innym mieście, ponad 200km od domu i przyjeżdżałem po Ciebie i zabierałem na weekendy do domu? Wiedzieliśmy, że to okres przejściowy i wrócisz niebawem do domu. Cieszyłem się razem z Tobą, że zaczyna się układać, widziałem jak się rozwijasz przebywając między ludźmi, promieniejesz po wyjściu z pracy, zaczęłaś realizować swoją pasję - perfumy (otóż drogie emamy, moja żona, że tak powiem - ma nosa do perfum). Dla mnie EGOISTY - w tym okresie od 2006 kończy się "bezpieczny" okres życia. Zachowywałaś się podobnie jak teraz, nie potrafiłaś żyć w kłamstwie i dość szybko powiedziałaś, że kochasz innego (kochasz nas obu, mnie i "kolegę" z pracy). To trwało około rok, po pracy wracałaś do domu, do dzieci, ale pracę, nadgodziny i kilka weekendów spędziłaś z nim. Nie mam pewności czy to Ty to skończyłaś, czy on, ale skończyło się. Dzięki dzieciom, które siedem lat temu były jeszcze małe, Twoim wizytom u psychologa, upływowi czasu, naszym staraniom o poprawę stanu rzeczy, postanowiliśmy jakoś pociągnąć to dalej. W międzyczasie zmiana pracy i u mnie (na gorszą, mniej płatną) i u Ciebie (najpierw na niechcianą, a później na wymarzoną i z możliwościami), budowa domu, której poświęciłaś się, a raczej uciekłaś w budowę, Twoja kariera i rozwój. Czy się udało - NIE. Znowu odnoszę wrażenie, że mimo iż zapewniasz mnie, że teraz jesteś sama sobie statkiem, żaglem, wiatrem - nie chcesz być ze mną i nie chcesz się z nikim wiązać, to zachowujesz się tak, jak byś już komu innemu kupowała męskie perfumy i żyjesz życiem dla kogoś innego. Te Twoje rady, żebym jak najszybciej się z tym pogodził, że nie będziemy razem, żebym sobie kogoś znalazł innego, żebym nie był sam. Zarzucasz mi, że nie jestem przewidywalny, nie czujesz się przy mnie bezpieczna, gnuśniejesz, a Ty chcesz żyć pełną piersią. Mamy problem ze wspólną komunikacją - wiem, że dla czytających zabrzmi to dziwnie ale tak jest. Zarzucasz mi, że oddalam od siebie problemy i że jak o nich nie rozmawiamy to ich nie ma. Ale nie umiem z Tobą rozmawiać, jesteś cyniczna, złośliwa, masz cięte riposty - z każdej tej rozmowy wychodzę jak z ringu po walce z Mike Tysonem - zmasakrowany i z odgryzionym uchem. Dlatego tej nocy napisałem tu a nie rozmawiałem z Tobą, bo potem zarzucisz mi że rozmawiam, z Tobą tylko po to, że myślę o jednym i żeby się potem do Ciebie "dobrać". Otóż zdaję sobie sprawę, że nie jestem niesamowitym kochankiem i że mam problem z onanizowaniem się i że masz do mnie uraz również w temacie sexu.
    To nie wszystko, wiele rzeczy nie napisałem, chyba nie do końca mi o taki proces postu chodziło - zrobił się bardziej list do mojej żony. Jeśli temat się rozwinie pewnie coś napiszę.

    Co chciałem uzyskać pisząc - nie mogę spać i tak chciałem EGOISTYCZNIE odreagować - chciałem żeby mi ktoś napisał, żebym się nie poddawał, żebym walczył, ale również, żebyście mi jak i mojej jeszcze żonie, ematki poradziły jak przez to przebrnąć, niezależnie czy skończy się szansą na wspólne życie, czy rozwodem. A co dostanę, od was nie wiem, ale jak żona to przeczyta, to nic dobrego mnie nie czaka - najłagodniejszy będzie komentarz, że robię z siebie ofiarę.

    Pozdrawiam

    P.S.
    KOCHAM CIĘ M.
    Zaawansowany formularz
    • 24.12.13, 05:24
      Zdecydowanie za szybko był ten ślub., tzn wiek nie ten na takie decyzje.
      • 26.12.13, 17:58
        To akurat nie reguła. Mam 37 lat i od 14 jestem szczęśliwą mężatką, na zmiany się nie zanosi.
        --
        Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

        Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
    • 24.12.13, 05:58
      Przykro że takie refleksje musisz snuć w święta. A czy żona chce walczyć? Po za tym mimo długiego postu napisałeś wszystko bardzo ogólnikowo. Dlaczego żona zdradziła? Ty wyjechałeś do pracy a ona została sama z dziećmi? Nie jest to dobry początek małżeństwa. Ona pewnie czuła się bardzo samotna, najpierw jedno dziecko potem drugie, pewnie mało pomocy od babć. Szczerze pie...a można dostać... Problem z onanizowaniem się? Pewnie czuła się mało atrakcyjna w Twoich oczach, pojawił się problem z onanizmem więc przypuszczam że trochę za dużo razy byleś sam ze sobą niż z żoną.
      • 24.12.13, 08:43
        Ty wyjechałeś do pracy a ona została sama z dziećmi? Nie jest to dobry
        > początek małżeństwa.

        ONA pracowała 200 km od domu. ON zabierał ją do domu na weekendy.
        ONA "zakochała" się w koledze z pracy.

        --
        Ludzie często domagają się prawdy, ale rzadko lubią jej smak.
    • 24.12.13, 07:48
      Może powinieneś napisać tutaj klik
      --
      Etam Kubek dostał orgazmu brandzlując się swoją dobroczynnością, to i mu się chlapło .Nigdy Ci sie nie wymsklo "o ku..." w trakcie szczytowania? No widzisz. Ja tam Kubka rozumiem i wielu orgazmów jej zycze, także tych pozaforumowych ;DD by totorotot
    • 24.12.13, 07:51
      No coż facet, było Ci fajnie, póki miałeś nad żoną władzę - czyli : trzymałeś ją w domu z dzieciakami, bez kasy, której podobno nie brakowało, bo Ty pracowałeś i sporo zarabiałeś. Tekst: "Ty w domu z dzieciakami, z ograniczonymi
      > pieniędzmi (tak zakładając konto w banku na pięć minut przed zamknięciem placó
      > wki, nie pomyślałem, żeby założyć konto małżeńskie

      rozwalił mnie zupełnie, Ty naprawdę wierzysz w to co tu napisałeś ???? "Nie pomyślałem " ???? Sądzę, że raczej podobało Ci się, że z powodu wydzielania jej kasy jest od Ciebie zależna. Jak się zresztą wkrótce okazało, ta wymuszona zależność tak jej dojadła, że jak tylko poszła do pracy, między ludzi, to Ci się od razu wymknęła. No, ale niestety - to nie jest sposób na utrzymanie kobiety przy sobie (kochającej kobiety) : uwiązać ją do siebie dziećmi i zależnością ekonomiczną. A mam wrażenie, że poza tym niewiele jej dawałeś. No to teraz masz.
      Ja Ci nie napiszę - walcz.
      • 24.12.13, 08:58
        A o co ty chcesz walczyc? Zona zostala z toba najprawdopodobnie ze wzgledu na dzieci, wiele (jesli nie wiekszosc malzenstw) tak dziala, wychowuja wspolnie dzieci, laczy ich tez czesto wspolny majatek, u was budowa domu itp. Dla wielu par rozstanie i zwiazki z nowymi partnerami na stale nie sa celem, szczegolnie wlasnie w takim okresie zycia (dzieci wciaz jeszcze nie dorosle, budowa domu itp) dlatego twoja zona do rozwodu nie dazy ale tez ma swoje zycie i jest ono inne niz twoje. Pogodz sie z tym i daj jej spokoj. Ciete riposty nie biora sie bez powodu, jak to mowia nie ma dymu bez ognia. Nie macie raczej wiele wspolnego, wydaje sie ze to ona ma ciekawsza prace, jest w nia zaangazowana podobnie jak w budowe domu, a ty spac nie mozesz i rozmyslasz. Nawet nie potrafisz jasn okreslic z czym masz problem ale wyglada ze z soba.
    • 24.12.13, 08:46
      byliście dzieciakami, kiedy zaliczyliście wpadkę i wzieliście ślub.
      ja w tym wieku nie nie miałam ochoty na randki się umawiać i od zauroczonych mną młodzieńców uciekałam, jak diabeł od święconej wody.

      czy warto walczyć?
      gdybym była na Twoim miejscu, kopnełabym w tyłek taką żonę.
      a dzieci? są już duże. zrozumieją.
      myślisz, że one nie widzą, że Wam się nie układa?

      --
      Ludzie często domagają się prawdy, ale rzadko lubią jej smak.
    • 24.12.13, 10:30
      Dopisek, że kochasz był niepotrzebny, to było czuć od początku. Twój problem polega na braku wzajemności, a do miłości jej nie zmusisz, więc szkoda mi ciebie i pozdrawiam cieplutko...
      --
      ***Gwiazdki 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców dwunastolatków
      Austria - miejsce spotkań dla pasjonatów tego pięknego alpejskiego kraju
    • 24.12.13, 10:48
      Drogi Kolego,

      jesteś PCDD. Co oznacza ten skrót, dowiesz się z książki-poradnika "Hieny, Modliszki, Czarne Wdowy, czyli jak kobiety zabijają..." autor Paweł Śląski.

      Kup ją sobie jak najprędzej, a znajdziesz odpowiedź na wszystkie swoje rozterki. 29 zł a zwróci się wielokrotnie
      • 24.12.13, 11:05
        daj spokoj, facet "zapomnial" o stworzeniu konta malzenskiego (nie mozna bylo potem tego zmienic?), zarabial dobrze, ale "zona tego nie odczula", brandzluje, dumny jest, ze cieszyl sie jak "zona odzyla wsrod ludzi" zamiast w domu zamknac i teraz pisze lzawe listy, dziwiac sie, ze zona nie chce z nim byc? no halo.
        • 24.12.13, 11:35
          Moim zdaniem ocenianie tutaj ciebie czy twojej żony nie ma sensu,ile ludzi tyle dobra i zła.
          Jednak ja nie wiem po co ty chcesz walczyć o co o te zgliszcza po związku? W jakim celu,szczęśliwy w nim tak do końca już nigdy raczej nie będziesz. Zostaw to i poszukaj szczęścia gdzie indziej.Takie łatanie na siłę na długo i tak się nie uda.
    • 24.12.13, 11:31
      A ja jestem bardzo ciekawa wyjaśnień wątkodawcy i wcale nie jestem taka pewna jego wyłącznej winy. Sorry, ale zahukane, poddane przemocy kobiety raczej rzadko nawiązują romanse i wydają rozporządzenia i deklaracje.

      Co do tego wypominanego konta to mam wrażenie, że pani dopiero po kilku latach, jak się jej sytuacja finansowa zmieniła, wyrzygała mężowi ten brak dostępu do konta. Owszem on sam mógł się domyślić, ale takich mężczyzn, co to zawsze wiedzą co zrobić i jak się zachować i nigdy nie popełniają błędów związkowo-małżeńskich po prostu NIE MA.

      Bardzo ciekawa też jestem reakcji kobiet, na wyznanie faceta, że w obliczu problemów w związku wdał się w romans z koleżanką z pracy. Na pewno spotkałby się ze zrozumieniembig_grin
      • 24.12.13, 12:16
        Mylisz się. Zahukane kobiety będące ofiarą przemocy często zdradzają.
    • 24.12.13, 11:41
      A ja nie rozumiem jaki problem stanowi onanizowanie się??? Tj. jeśli poza tym jest normalny seks i nie przekładasz prawicy nad połowicę- to o co chodzi? Robią to faceci, robią to kobiety- normalka.

      Ogólnie- tak, macie mega kryzys w związku, coś tam nie gra z jej i Twojej strony również (choć widać, że kochasz i chcesz dobrze). Gdyby kryzysu nie było, to żona nie wyciągałaby teraz pierdół sprzed 15 lat typu brak karty do konta. Idźcie na terapię - albo się rozstańcie.
      --
      "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
      Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
      Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
      • 24.12.13, 12:21
        Onanizowanie się to może być taki sam nałóg jak każdy inny. Raz dziennie przez 10 min nie zauważysz nawet, ale trzy razy na godzinę, w kiblu w centrum handlowym, u teściów w piwnicy, w łazience u znajomych, przy tym nałogowe oglądanie coraz "oryginalniejszych" filmów pornograficznych - można mieć dosyć.
    • Spoko, chłopie, nie to forum. Tutaj za sam fakt bycia mężczyzną będziesz winny. No i nie pomyliłam się czytając komentarze. Też jestem ciekawa, co by panie pisały gdyby facet pracujący w delegacji związał się z koleżanką z pracy. Podwójne standardy, jak zwykle i wszędzie. Ona biedna, on winny.
      --
      "tamponów nie używasz? to może zacznij, bo w podpaskach picz śmierdzi." -by jagienka75 to 18lipcowa3.
      • 24.12.13, 12:44
        a dlaczego akurat to forum? Żona jest tu stałym bywalcem i masz nadzieję, że przeczyta?
        --
        „Każdy człowiek jest jak księżyc. Ma swoją drugą stronę której nikomu nie ukazuje.”
    • 24.12.13, 14:21
      napisz do mnie na priv
      • 25.12.13, 10:30
        Wiek zbyt młody na zakładanie rodziny. Oboje nie mieliście czasu na poznanie samych siebie, swoich potrzeb i marzeń. Gdy pojawiły się dzieci było juz za późno na refleksję, zreszta aby do tej refleksji moglo dojśc też potrzebny jest czas i odrobina doświadczenia. Twoja żona wikłając się w romans już czuła że to nie to, że chciałaby jeszcze czegoś w życiu innego zasmakować. Ty przez to cierpisz i obawiam się jesteście na równi pochyłej. Jednak dla pełnej rodziny dla dzieciaków warto powalczyć, tym bardziej że ją kochasz.

        Ps. ja również w 1998 brałam ślub wink i staram sie z moim synem który jest w tym samym wieku co twój rozmawiać już teraz na temat wchodzenia w związki i gotowości do zakładania rodziny, bardzo nie chciałabym aby wdepnął w małżeństwo gdy będzie niedojrzały do takiej decyzji.
        Mimo wszystko Wesołych Świąt
    • 25.12.13, 11:13
      Mężu, nie lubię takiego ekshibicjonizmu, ale skoro nie potrafimy inaczej ...
      Bardzo wiele rzeczy istotnych dla sprawy pominąłeś, np. fakt, że jak na początku naszego małżeństwa dostałeś pierwszą pracę w korporacji i jak sam napisałeś tylko ty miałeś dostęp do pieniędzy a ja w domu z dziećmi, doprowadziłeś do tego, że pomimo tego, że nieźle zarabiałeś, to mieliśmy długi, bo nie potrafiłeś na czas opłacić zwykłych rachunków. Przestałam ci ufać i jak znalazłam pracę to ja przejęłam całą odpowiedzialność za finanse w domu. Miałam dość zadawania dorosłemu człowiekowi pytań czy zapłaciłeś rachunek, a najlepsze było to że dostawałam odpowiedź, że tak, do momentu kiedy nie zaczęły przychodzić monity ... albo fakt, że mijający rok był bardzo trudny i z problemami zostawiłeś mnie samą, bo jak to powiedziałeś nie miałeś odwagi zapytać czy sobie radzę. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że mąż był prawie pół roku bez pracy, a utrzymywaliśmy się z mojej pensji i zasiłku dla bezrobotnych, gdzie opłaty i kredyty zjadały całą moją wypłatę. On się bał, a ja nie ... i mój narastający żal o to, że jestem z tym sama ... I twoja wypowiedź sprzed kilku dni, że przecież nic niesamowitego nie robiłam, być może nie, ale chciałam chociaż usłyszeć, że nieźle sobie radzę ...
      Poza tym nasze "rozmowy" to zazwyczaj był niekończący się monolog z mojej strony, a na końcu monologu na moją prośbę o jakąś reakcję była odpowiedź "i co ja mam ci powiedzieć". To i tak dobrze, bo wcześniej wstawał i wychodził.
      Tak, byliśmy gó...arzami, ja byłam zakochana i ślepa, chciałam uciec z domu i wydawało mi się, że będzie cudownie i fantastycznie ... i wtedy tak wydawało mi się, że tak jest, a może rzeczywiście tak było. Nie miałam wsparcia w mamie, zawsze jak chciałam się pożalić słyszałam tekst, że przesadzam, a jak się pokłóciliśmy pytanie, co ja mu znowu zrobiłam ... więc przestałam mówić i próbowałam sobie radzić sama.
      Tak, ja w tym domu zaczęłam nosić spodnie i mam już tego serdecznie dość, chciałabym żeby się wreszcie ktoś mną zaopiekował. Nie, nie jestem księżniczką, potrzebuję tylko zwykłego rozłożenia odpowiedzialności za życie na dwie osoby, skoro jesteśmy razem. Jestem teraz na takim etapie, że ja sobie świetnie poradzę sama i to właśnie mój mąż mnie do tego małymi krokami przygotował ...
      • 25.12.13, 11:44
        Ciekawe jak wyglądała budowa domu. Bo coś mi mówi że pan raczej nie brał w tym udziału.
        --
        Ja chciałam współcześnie banana z widelcem
      • 26.12.13, 18:32
        cóż za łzawa historyja...
        --
        http://images44.fotosik.pl/266/58ea10722a7ca480m.jpg
    • 25.12.13, 12:31
      > ać - chciałem żeby mi ktoś napisał, żebym się nie poddawał, żebym walczył,

      No to ja napiszę: nie poddawaj się, walcz.
      Przede wszystkim o siebie.


      --
      'Jedyna szansa [aby się wydostać] to pracować jako zespół. Dlatego wy dwaj siedzieć i się nie ruszać a ja będę Zespołem' by król Julian
    • 25.12.13, 12:49
      Po takim numerze (tych wynurzeniach na forum) u mnie nie miałbyś żadnych szans. Ja wiem, że - tonący brzytwy się chwyta - ale to nie był dobry pomysł. Moim zdaniem pogorszyłeś sytuację.
      A odpowiedź żony chyba nie po Twojej myśli.
      • 25.12.13, 19:10
        Świetnie rozumiem twoje reakcje, taki facet przestaje pociągać. Nie ma na to mądrych.
    • 25.12.13, 22:18
      Facet, a Ty chcesz nadal żyć w takim związku? Gdy jedna strona zdradza i mówi wyraxnie poszukaj sobie kogoś innego? O co chcesz walczyć? Żeby Cię pokochala ? Myślisz, ze to jest zależne od Ciebie? Czy można kogoś zmusić żeby pokochał? Sorry, żona ma Cię za nic.
      Wiem, ze Ci ciezko, ale milosc nie powinna upokazac, a Ty sie upokarzasz i uzalasz nad sobą. chcesz walczyć? Powalcz o siebie, swoją godność i szacunek do siebie samego. Powodzenia.
    • 26.12.13, 02:35
      Jeczysz jak baba (nie mylic z kobieta).

      Przy tej sukience w kwiatuszki zaczelam czuc niestrawnosc, dalej bylo tylko gorzej.

      Nim doszlam do slowa ofiara, sama o tym pomyslalam.
      Dokladnie zachowujesz sie jak ofiara, takie cieple miekkie kluchy.
      Chyba by mnie krew zalala gdybym miala takiego chlopa w domu, choc moj idealem tez nie jest.

      Problem w tym ze nie czujesz sie panem i wldaca.
      Zaloz sobie konto i nie daj dostepu zonie, moze Ci sie polepszy.

      Do tego wiesz ze jestes slaby w lozku i masz problem z onanizowaniem sie.
      Robisz cos z tym?
      Czego wladciwie chcesz?

      Wcale sie nie dziwe ze znalazla sobie gacha, dziwi mnie budowa domu i dalsze bycie z Toba.

      Ogarnij sie, zacznij cos robic ze soba.
      Zonie daj narazie spokoj.



      --
      Całujcie mnie wszyscy
    • 26.12.13, 15:47
      cóż, sam piszesz, że żonie ciężko było znieść idiotyczną stereotypową presję, że Twoje studia są ważniejsze od jej - w efekcie skończyła zaoczne i później niż mogła. Może marzyła o dalszej nauce? Może chciała zostać na uczelni?

      Z tego co piszesz - to nei jest kobieta, której światem może stać się li i jedynie pieczenie ciasteczek. Wymusiłeś, wraz z rodziną, zbędne poświęcenie.

      Nie należy brać od ludzi tego czego dać wcale nie chcą.
      Nie należy urabiać i cisnąć, bo wymuszone poświęcenie kiedyś i tak się uleje.

      Twoja żona to silny człowiek, nie dała się zepchnąć w róg kuchni, mimo braku konta, mimo presji, mimo utrudnień.
      Nie udawaj, że nie widzisz. Nie ób z błędów przeszłości tematu tabu.
      Porozmawiaj z żoną poważnie o wszystkim, może opowie ci o swoich emocjach, może uwierzy, że rozumiesz jej żal, może jeszcze ci zaufa.
      Ale nie daję gwarancji.
      • 26.12.13, 18:18
        Musze przyznac ze ten scenariusz sie powtarza. znam 2 takie przypadki jak twoj, wiele tu wspolnego. Musisz sie pogodzic ze to juz koniec waszego "szczesliwego zycia", mozesz tylko przedluzyc to twoje cierpienie, wydac wiecej kasy na twoje terapie nic wiecej.
        Racja ze te kobiety to zwykle silne jednostki, niespelnione, ktorym zycie pokrzyzowalo plany, ale wkoncu stanely na nogi zauwazajac przy okazji ze facet ktory powinien je wspirac I doceniac tak naprawde nigdy tego nie robil.
        Jego praca byla wazniejsza, w domu nie widzial zony na trasie miska z zupa - telewizor. One czyly sie samotne, nie docenione. Pewnego dnia spotkaly kogos kto zauwazyl w nich kobiete, nie tylko sprzataczke z wyksztalceniem, nie tylko praczke, czy samotna matke ktora ogarnia wszystko sama, bo facet nawet jak sprobuje to wszystko spiep..... Znalazl sie ktos kto pierwszy raz uswiadomil im ze sa piekne i moga sie podobac.
        Zawsze tu kobieta jest ta ktora pierwsza mowi "dosc" to ona chce rozwodu. Zarowno twoja zona, jak kobiety z dwoch wspomnianych przypadkow powiedzialaly 'nie rozumiesz ze to juz koniec, poszukaj sobie kogos i pamietaj zeby codziennie mowic jej ze ja kochasz"
        Te kobiety nie mialy szczesliwego dziecinstwa, zabraklo milosci, moze slub byl za wczesnie. Nie znam sytuacji twojej zony, ale jedna z kobiet o ktorych mowie nie miala milosci rodzicow, ojciec chcial zeby urodzila sie chlopcem, wiele razy mowil "szkoda ze sie wogole urodzilas". Druga jako 5 latka byla molesowala przez starszago step-brata, ktory zmuszal ja do sexu oralnego. Do dzis nienawidzi sexu. Brat nigdy nie zostal ukarany, nigdy nie wyszlo to na swiatlo dzienne, do dzis go widuje na rodzinnych uroczystosciach.
        One nie chcialy tego przeniesc do swojej rodziny, chcialy zeby byla idealna, a tu znalazly tylko osamotnienie. Zdradzily, ale sa konsekwentne (ambitne i silne) nie chca zyc w takich zwiazkach.
        Teraz o facetach mezach. Im tez nie brakuje sily przebicia, potrafia pracowac, ale nie potrafia zaspokoic potrzeb emocjonalnych rodziny i pogodzic tego z praca.
        Jeden z moich bohaterow powiedzial "gdyby moja zona mnie wspierala bylbym dzis prezydentem" Faktycznie niesamowicie uzdolniona jednostka. Spiewa country , koncertowal, jak mowi do dzis jego plakaty wisza w wielu domach. Byl zaproszony do Neshville, ale odmowil bo zona powiedziala ze sie skompromituje, ze on tylko skrzeczy, ze nienawidzi jego glosu. Napisal jej wtedy piosenke "I wish i never met you girl" ona sie smiala. Przeslal mi te piosenke do posluchania...Dzis ma inna prace, zarabia dobrze, ale nie jest to to co lubi. Kocha ja, nie chce odejsc, tez ja zdradzil, ale jak mowi " w nowym zwiazku po 10 latach bedzie to samo"
        Drugi maz , gral na gieldzie, szlo mu dobrze, ale w czasach burzy w domu stracil wszystko.
        Bylo to wszystko "nienawidze cie, brzydze sie toba, znajdz sobie kogos" bylo i wiecej.
        Tylko dzieci szkoda, bo one kochaja bezwarunkowo, ale moze lepiej zeby nie byly swiadkami tych wszystkich scen
        • 26.12.13, 18:19
          Wszystkie metody ratowania zwiazku maja sens tylko jezeli obie strony chca tego. Nie zmusisz nikogo do milosci
    • 26.12.13, 18:39
      buhaha

      Korporacja, wyjazdy - a Ty w domu z dzieciakami, z ograniczonymi
      > pieniędzmi (tak zakładając konto w banku na pięć minut przed zamknięciem placó
      > wki, nie pomyślałem, żeby założyć konto małżeńskie, wziąć dwie karty

      Wzruszyłam się big_grin

      Jak bym, nie daj pan buk, była twoją żoną, to spierniczałabym z prędkością światłą, byle daleko.
    • 26.12.13, 20:38
      A moze zona zdradziła bo po prostu chciała seksu? I to nie z Tobą tylko z kims innym. W grę wszedł zwykły popęd. Może Ciebie kocha, przyzwyczaiła się, są dzieci i nie planuje rozwodu ale tęskni za pozadaniem , które w dlugich zwiazkach zanika. Moze to po prostu przyjemna chwila z innym kawałkiem mięsa?
      --
      http://img685.imageshack.us/img685/5541/userbarac.png
    • 26.12.13, 20:40
      I wylecz się z onanizmu bo to rujnuje życie seksulane. Obu stronom.
      --
      http://img685.imageshack.us/img685/5541/userbarac.png
    • 27.12.13, 10:37
      Ale wywód, o rany. Biedactwo, kura domowa zaczęła żyć tak jak chce, a nie według twoich potrzeb i teraz problem, żenujący jesteś.
      Chanelko! Powodzenia!
      --
      Wiedźmy nikt tu nie widział od lat.Podobno wykończyła ją ostatecznie na dobre para dzieciaków, które uciekły z domu.-Dzisiejsza młodzież-mruknął Rincewind.-Moim zdaniem to wina rodziców-oświadczył Dwukwiat.
    • 31.12.13, 13:53
      Ja pitole jakie to forum jest głupie. Jak facet zdradza to baba jest biedna a tu macie odwrotną sytuacje i co? Piszecie o kobiecie znając sytuacje po łebkach w superlatywach. Ponadto gdy była na łaskach pana to nawet miała tupet poszukać sobie kolesia a teraz się odbiła i ma męża w dupie. Ja tak to odebrałam. Mnie też mąż próbował na początku małżeństwa wydzielać z kasy ale wystarczyła rozmowa i dwa ciche dni abym postawiła na swoim. Czy Ty rozmawiałaś z nim na ten temat? W życiu każdy popełnia błędy. Ponadto strata rodziców w dzieciństwie mogła być powodem iż nie wiedział, że nie tędy droga. Życzę Wam szczęścia w Nowym Roku.
      --
      „Każdy człowiek jest jak księżyc. Ma swoją drugą stronę której nikomu nie ukazuje.”
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.