15 lat po ślubie - podsumowanie Dodaj do ulubionych


Dzień dobry e-matki, dzień dobry Żono.

...tak naprawdę, to nie mam komu i gdzie tego z siebie wyrzucić, więc jak to mówi moja żona będę EGOISTĄ i napiszę tu, w "mikserze" feminizmu, zdroworozsądkowej mądrości i takiego stopnia empatii, który spróbuje zrozumieć mnie, ale i pozwoli zrozumieć moją żonę.

Jestem facetem rocznik 1976 (żona 1977), żonaty od 1998, dwoje dzieci 14 i 12lat. Znamy się od niemal 20lat jeszcze z czasów szkoły średniej i od początku jesteśmy parą (powinienem napisać razem, ale to słowo akurat teraz nie pasuje). Pochodzimy raczej z biednych, robotniczych rodzin, do wszystkiego co mamy doszliśmy sami (ciekawe, żono czy prychnęłaś tutaj i chcesz sprostować, że doszłaś sama - otóż nie doszliśmy razem), dom, samochód, jakiś poziom życia. Mieszkamy w dość sporym mieście, w którym bezrobocie jest ogromne, znalezienie godnej pracy bez znajomości jest niemożliwie ciężkie, niemal niewykonalne (przypadek mojej żony jest właśnie tym wyjątkiem potwierdzającym regułę).
Ale od początku... Jestem jedynakiem, nie mam rodziców, mama zmarła jak miałem 9, a tata jak 14 lat. Będąc uczniem technikum byłem duszą towarzystwa (wielu znajomych z różnych kręgów), wiele zainteresowań (krótkofalarstwo, komputer, rower), po śmierci rodziców wychowywała mnie ciocia i babcia, z tym, że mieszkałem sam w mieszaniu po rodzicach. Wtedy się poznaliśmy. To ona mnie "wybrała", to ja jej wpadłem w oko, przez pół roku "kochała" mnie na odległość, a ja nie miałem pojęcia o jej istnieniu (to była jakaś impreza ostatkowa, ona była z kimś, a ja sam, bez pary). Przez te pół roku dążyła abym się o niej dowiedział. No i 23-go czerwca 1995r spotkaliśmy się ponownie na ognisku - zaczęło się od wakacyjnej miłości, motyle w brzuchu, dreszcze, różowe okulary. Pamiętasz żono pierwszą randkę? Zdobyłem Twój telefon przez znajomych, umówiliśmy się, na następny dzień i co? Burza - dzwonię, przekładam na następny dzień, znowu burza, ale już nie przesuwaliśmy spotkania. Zobaczyłem Cię na mieście w niebieskiej sukience na ramiączka w drobne białe kwiatuszki i w trampkach, w których wskakiwałaś do kałuż po drodze - taką Cię zapamiętałem - TO MÓJ NAJWIĘKSZY POZIOM SZCZĘŚCIA
Po maturze zarówno ja jak i Ty - studia dzienne w rodzinnym mieście. Po kolejnych wakacjach - pierwsza ciąża. Szybki ślub, przeprowadzka do mnie wspólne życie, Twój indywidualny tok studiów. Wiem, że bardzo Cię boli/bolała presja ze strony mojej rodziny o to abym to ja skończył studia, a Ty musisz siedzieć w domu najpierw z jednym, potem z dwójką dzieci. Następnie moja pierwsza praca, Twoje studia zaoczne. Korporacja, wyjazdy - a Ty w domu z dzieciakami, z ograniczonymi pieniędzmi (tak zakładając konto w banku na pięć minut przed zamknięciem placówki, nie pomyślałem, żeby założyć konto małżeńskie, wziąć dwie karty itd. - TAK TO MÓJ BŁĄD) - zarabiałem sporo, jak na to co mieliśmy do tej pory, ale nie mogłaś tego odczuć. W końcu się udało, że jak dzieci podrosły do wieku przedszkolnego, znalazłaś pracę - nie marzenie ale jak na start sama przyznasz że nie było źle. Pamiętasz, że przez 3 miesiące pracowałaś w innym mieście, ponad 200km od domu i przyjeżdżałem po Ciebie i zabierałem na weekendy do domu? Wiedzieliśmy, że to okres przejściowy i wrócisz niebawem do domu. Cieszyłem się razem z Tobą, że zaczyna się układać, widziałem jak się rozwijasz przebywając między ludźmi, promieniejesz po wyjściu z pracy, zaczęłaś realizować swoją pasję - perfumy (otóż drogie emamy, moja żona, że tak powiem - ma nosa do perfum). Dla mnie EGOISTY - w tym okresie od 2006 kończy się "bezpieczny" okres życia. Zachowywałaś się podobnie jak teraz, nie potrafiłaś żyć w kłamstwie i dość szybko powiedziałaś, że kochasz innego (kochasz nas obu, mnie i "kolegę" z pracy). To trwało około rok, po pracy wracałaś do domu, do dzieci, ale pracę, nadgodziny i kilka weekendów spędziłaś z nim. Nie mam pewności czy to Ty to skończyłaś, czy on, ale skończyło się. Dzięki dzieciom, które siedem lat temu były jeszcze małe, Twoim wizytom u psychologa, upływowi czasu, naszym staraniom o poprawę stanu rzeczy, postanowiliśmy jakoś pociągnąć to dalej. W międzyczasie zmiana pracy i u mnie (na gorszą, mniej płatną) i u Ciebie (najpierw na niechcianą, a później na wymarzoną i z możliwościami), budowa domu, której poświęciłaś się, a raczej uciekłaś w budowę, Twoja kariera i rozwój. Czy się udało - NIE. Znowu odnoszę wrażenie, że mimo iż zapewniasz mnie, że teraz jesteś sama sobie statkiem, żaglem, wiatrem - nie chcesz być ze mną i nie chcesz się z nikim wiązać, to zachowujesz się tak, jak byś już komu innemu kupowała męskie perfumy i żyjesz życiem dla kogoś innego. Te Twoje rady, żebym jak najszybciej się z tym pogodził, że nie będziemy razem, żebym sobie kogoś znalazł innego, żebym nie był sam. Zarzucasz mi, że nie jestem przewidywalny, nie czujesz się przy mnie bezpieczna, gnuśniejesz, a Ty chcesz żyć pełną piersią. Mamy problem ze wspólną komunikacją - wiem, że dla czytających zabrzmi to dziwnie ale tak jest. Zarzucasz mi, że oddalam od siebie problemy i że jak o nich nie rozmawiamy to ich nie ma. Ale nie umiem z Tobą rozmawiać, jesteś cyniczna, złośliwa, masz cięte riposty - z każdej tej rozmowy wychodzę jak z ringu po walce z Mike Tysonem - zmasakrowany i z odgryzionym uchem. Dlatego tej nocy napisałem tu a nie rozmawiałem z Tobą, bo potem zarzucisz mi że rozmawiam, z Tobą tylko po to, że myślę o jednym i żeby się potem do Ciebie "dobrać". Otóż zdaję sobie sprawę, że nie jestem niesamowitym kochankiem i że mam problem z onanizowaniem się i że masz do mnie uraz również w temacie sexu.
To nie wszystko, wiele rzeczy nie napisałem, chyba nie do końca mi o taki proces postu chodziło - zrobił się bardziej list do mojej żony. Jeśli temat się rozwinie pewnie coś napiszę.

Co chciałem uzyskać pisząc - nie mogę spać i tak chciałem EGOISTYCZNIE odreagować - chciałem żeby mi ktoś napisał, żebym się nie poddawał, żebym walczył, ale również, żebyście mi jak i mojej jeszcze żonie, ematki poradziły jak przez to przebrnąć, niezależnie czy skończy się szansą na wspólne życie, czy rozwodem. A co dostanę, od was nie wiem, ale jak żona to przeczyta, to nic dobrego mnie nie czaka - najłagodniejszy będzie komentarz, że robię z siebie ofiarę.

Pozdrawiam

P.S.
KOCHAM CIĘ M.
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.