Rozne wydarzenia zyciowe a lojalnosc znajomych Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Taka sytuacja: Panna lat 27,intensywnie poszukująca faceta,ze stabilną pracą w budżetówce,mieszkająca nadal wygodnie z rodzicami. Poznala 23-letniego goscia,od razu "big love".Po 3 miesiącach wpadka.Koleś do tygodnia czasu zapewnial,ze jakos sobie z tym poradza,a potem zainterweniowala jego mamusia i odbyli wspolna rozmowe,z jego ciotka na dokladke.No i dziewucha zostala sama...Bez chlopaka i bez...znajomych.Towarzystwo mieszane - pare parek,troche samotnych lasek,pojedynczy wolni kolesie. Najblizsza psiapsiolka z piaskownicy,mieszkajaca pare krokow dalej, nie wpadla w odwiedziny ani razu.Reszta kolezanek to samo.Byly wspolne imprezki,wspolne wakacje,spedzanie czasu razem...Tak,taka informacja mogla ich zszokowac,moze niektorzy musieli sie z tym oswoic.Po porodzie rowniez nikt nie odwiedzil,nie zapytal o samopoczucie.Odwiedziny sa...starszych znajomych,znajomych z pracy...Dawna paczka udaje,ze nie wiem o co cho.Czy tak jest zawsze? Czy w kazdej grupie musi sie cos takiego zdarzyc? Pisze bez osadzania w sumie...
    • > Byly wspolne imprezki,wspolne wakacje,spedzanie czasu razem...

      No i tu masz odpowiedź- towarzystwo było imprezowe, a samotna matka słabo się w nie teraz wpisuje...
      • No ale coś musi być jeszcze, bo nawet wtedy kontakty ucinają się raczej stopniowo i raczej ze strony owej matki, typu że nawet jak chce to nie może tak często jak kiedyś albo musi dziecko ciągać ze sobą. Ale nie tak, ze nagle, z dnia na dzień, i wszyscy jak jeden mąż, ani be, ani me, ani całuj psa w nos...
        • Wszystko zależy od naszej bohaterki - jeśli zaczęła zanudzać towarzystwo swoimi problemami, myśląc, że jest pępkiem świata; jeśli oczekiwała (naiwnie), że w sytuacji w jakiej się znalazła, będzie w centrum zainteresowań i adresatem niesionej pomocy, to znajomi pouciekali. Wszak każdy ma swoje problemy i swoje życie. Nie mamy prawa własnym życiem i własnymi problemami obarczać innych.

          Jesteśmy przecież dorośli.
          • Nie mogę zgodzić się z opinią przdmówczyni. Wszystko bowiem zależy nie od naszej bohaterki, tylko od tego czy mówimy o ,,przyjacielach'' , czy o ,,znajomych''. Znajomi mogli pouciekać .Przyjaciel nigdy tego nie zrobi , wręcz przeciwnie. Im będą większe problemy, tym bardziej będzie się starał pomóc. Na tym przecież opiera się przyjaźń. Może ktoś w tym miejscu zarzuci mi nadmierny idealizm , ale ja to piszę to na bazie swoich własnych doświadczeń. Ja też znalazłem się w ciężkiej sytuacji i też moi znajomi znikli z horyzontu, ale przyjaźnie sprawdziły się świetnie. I ta ,, męska'' i ta ,,damska''. Zgadzam się z opinią ze należy ostrożnie używać określenia ,,przyjaciel'', bowiem przyjażń buduje się całymi latami. Moja ,,męska'' przyjaźń trwa od I klasy szkoły podstawowej , czyli lat ok. 40. Z ,,damską'' wychowywaliśmy się po sąsiedzku od dzieciństwa. Nigdy mi nie przyszło na myśl, by w jakikolwiek sposób ,,znikać'' gdy któreś z nich zderzy się z problemami i nadal nie zamierzam tego czynić. Może i ,,nie mamy prawa własnym życiem i własnymi problemami obarczać innych'' , ale niejako obowiązkiem przyjaciela jest nieść pomoc na miarę swych możliwośći .
    • Ona 27 on 23? O matko pedofilia imho
    • jesli łączyło ich wyłącznie imprezowanie to tak sie to musiało skonczyc. młoda matka to nie poimprezuje wiec nie jest atrakcyjna...

      --
      "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
      Pietrek + Solejuk wink
    • Tak to jest, jak się ma znajomych a nie przyjaciół. Smutne.
    • Ja mam 54 lata. Rok temu zmarł w wieku 90 lat mój Ojciec. Matka ma lat 85. Od kiedy Ojciec zaczął chorować, praktycznie nie mogę się do Rodziców, teraz już Matki, dodzwonić, bo stale ktoś do nich/niej telefonuje. Ktoś z ich nielicznych już przecież rówieśników, bo byli tak wychowani, że nie zostawia się przyjaciół w biedzie.
      Ja miałam, jak sądziłam, wielu przyjaciół. Huczne imieniny na ponad 30 osób co roku, dużo kontaktów, stałe telefony. Potem choroba Ojca, miałam mniej czasu. Po śmierci Ojca wyrazy współczucia okazały mi słownie TRZY rodziny (małżeństwo i dwie samotne kobiety) z licznego towarzystwa chętnie goszczącego u mnie na imprezach oraz dwie inne osoby zaprzyjaźnione, chociaż spoza kręgu imprezującego. Kondolencje wysłało mi też dwoje moich profesorów z okresu studiów, chociaż od nich akurat bym tego nie oczekiwała. Niektórzy znajomi zaczęli mnie unikać, bo kontakty z osobą w nieszczęściu, która jeszcze może będzie smutna i się rozklei, to niespecjalna przyjemność.
      Cóż - dwa punkty wyznaczają prostą. Ja jeszcze mogłam liczyć na współczucie pięciorga moich rówieśników. Ktoś młodszy ode mnie raczej liczyć na to nie może, skoro już w moim pokoleniu to postawa szczątkowa.
      Może zacznijmy wychowywać dzieci, żeby były dobrymi ludźmi, a niekoniecznie asertywnymi. Po prostu dobrymi. Dobry człowiek nie zostawia przyjaciół w nieszczęściu.
      • srebrnarybka napisała:

        Niektórzy znajomi zaczęli mnie unikać, bo
        > kontakty z osobą w nieszczęściu, która jeszcze może będzie smutna i się rozklei
        > , to niespecjalna przyjemność.


        Niespecjalna przyjemność to może być dla młodego pokolenia (liczy się tu i teraz, tylko ja i moja D,pa), albo kogoś z kim łączą nas tylko pozytywne wydarzenia, patrz imprezy, urodziny.

        Moja mama jest w podobnym wieku. Ma tylko jedną serdeczną koleżankę, od podstawówki. Może nie są psiapsiółkami od coniedzielnych plotek przy kawie, ale gdy się spotkają to mam wrażenie, że widziały się wczoraj, poza tym są zawsze, gdy coś sie wydarzy (śmierć rodziców, choroba męża) i wspomagają się. Reszta znajomych to tacy hm.. sezonowi.

        --
        Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się ze wszystkich sił, tego czego sie pragnie.
        • miałam 24lata jak straciłam tatę, i nikt z mojej paczki ( kumple, też kilkuletnie znajomości, z jedną dziewuchą przyjaźń trwała od VII klasy podst. ) i nikt z tej paczki nie złozył mi kondolencji. ani po pogrzebie nie odezwał się. zero telefonu. zero czegokolwiek. z jedną panną minęłam się na ulicy bez słowa, nawet nie było cześć.
          cóż, tak to jest, gdy się jest młodym, głupim, znajomych dobiera się wtedy na zasadzie, z kim jest weselej, z kim fajniej poimprezować, pogadać.
          z niektórymi, po kilku latach, odnowiły mi się kontakty i teraz stanowimy zgrane towarzystwo, wspierające się, ale z niektórymi nadal nie mam kontaktu, mieć nie chcę.
          potem oczywiście jak to w życiu miałam jeszcze inne sytuacje równie trudne, ale nie byłam już sama, przede wszystkim ma przy sobie męża- ogromne wsparcie, i miałam też lepiej, bardziej świadomie dobranych przyjaciół. bo tamto doświadczenie nauczyło mnie wiele, bardzo wiele.
          --
          portal-ogrodniczy.pl
          • Też straciłam obydwoje rodzicow na przestrzeni kilku lat po 30stce. Moi znajomi deklarowali pomoc i w pewnej sytuacji kiedy wyraźnie poprosiłam o konkretną pomoc to ją otrzymałam. Jednakże poza tym ludzie mnie raczej unikali. Troche ich rozumiem: nie byli w takiej sytuacji, nie wiedzieli co powiedziec. Chyba rzeczywiście sie bali, ze się rozkleje. Musze przyznac, że jestem nieco zawiedziona.
      • Tak to jest, gdyż nieszczęście jest modne tylko w mediach, tam się je celebruje - wypadki, chore dzieci, imprezy charytatywne... W "realu" panuje moda na wieczną młodość i szczęście, choroba i śmierć są spychane na margines życia, chory ten zabalsamowany świat i ludzie-mumie a będzie ich jeszcze więcej.
      • Dobry człowiek nie zostawia przyjaciół w nieszczęściu.
        --
        Nie miałaś przyjaciół tylko imprezowiczów jak już to ktoś tu wcześniej napisał
        ===
        Rozmowa z pewnym Iwanem:
        Nie lubię Stalina, on mojego dziadka zabił!
        -A kim był twój dziadek?
        - Komunistą
    • Mam nadzieję , że alimenty płaci to po pierwsze.

      Po drugie zawsze mówię "inwestuj" w rodzinę w kontakty z nią i tak dalej .
      Znajomi to znajomi przychodzą odchodzą nie można liczyć na to , że będą kiedy ich najbardziej potrzebujemy , nie można . I tego mam zamiar nauczyć moje dziecko .
      Przez mój dom przetoczyło się setki , z tej setki zostało 3-4 osoby na które mogę liczyć a i tak najchętniej rozmawiam z tymi z którymi znam się od dzieciństwa , bo znamy się jak łyse konie itd.

      Zresztą może to tylko taki okres w życiu i kiedyś wrócą dawne prawdziwe przyjaźnie. Ja z moją naj nie rozmawiałam kilka lat i co i nic każda poszła w swoją stronę . Jednak życie sprawiło , że znów się przyjaźnimy i jest super.
      • Może niekoniecznie inwestuj w rodzinę a po prostu w bliskie kontakty.
        Mam 3 przyjaciółki. Przyjaźnimy się już ponad 15 lat. Jesteśmy dla siebie zawsze - przy dobrych chwilach ale też przy rozwodach, problemach zdrowotnych i kryzysach. To jest bardzo bliska relacja - jak poroniłam one były pierwszymi osobami które się dowiedziały, jak byłam w szpitalu one wiedziały jako niemalże jedyne, jak zaszłam w kolejną ciąże one (a dokładnie jedna z nich) wiedziały przed moim facetem.
        Na innych osobach mi nie zależy. Nie muszę mieć wieeelkiej liczby znajomych. Wystarczy mi parę osób ale bliskich. Dziś to niepopularna postawa. Teraz kolekcjonuje się setki znajomych na facebooku a jak świat się wali nie ma do kogo zadzwonić.
        --
        Bądź biseksualistą, w ten sposób podwajasz swoje szanse.
      • kkalipso napisała:

        > Po drugie zawsze mówię "inwestuj" w rodzinę w kontakty z nią i tak dalej .
        > Znajomi to znajomi przychodzą odchodzą nie można liczyć na to , że będą kiedy i
        > ch najbardziej potrzebujemy , nie można . I tego mam zamiar nauczyć moje dzieck
        > o .

        brrrr.... a dlaczego chcesz uczyć dziecko takiego pesymistycznego podejścia do świata?
        Sorry - twoje złe doświadczenia nie są wykładnią. Trzeba pracować nad relacjami z ludźmi, nauczyć dziecko oddzielać ziarno od plew - i nie mylić znajomości z przyjaźnią.

        > Przez mój dom przetoczyło się setki , z tej setki zostało 3-4 osoby na które mo
        > gę liczyć a i tak najchętniej rozmawiam z tymi z którymi znam się od dzieciństw
        > a , bo znamy się jak łyse konie itd.

        Też mam takich przyjaciół od dawien dawna - na których zawsze mogę liczyć, i polegam na nich znacznie bardziej niż na rodzinie. I vice versa. To jedyne osoby, które potrafią być naprawdę szczere - czasem do bólu.
      • No, tak a propos "inwestowania w rodzinę", zaliczałabym do tego też zaproszenie teściowej z facetem na Wigilię, a chyba inaczej było...
        "Inwestujmy w rodzinę" nie tylko na takich warunkach, jakie dla nas są wygodne, ale na takich, jakie tę rodzinę uszczęśliwią wink.
        --
        "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
        • "Inwestujmy w rodzinę" nie tylko na takich warunkach, jakie dla nas są wygodne,
          > ale na takich, jakie tę rodzinę uszczęśliwią wink.

          A co jeśli "uszczęśliwianie" rodziny jest równoznaczne z krzywdą dla nas? utrzymywać kontakty z toksycznymi osobami, bo to rodzina?
          • Ale tu nie chodziło o "toksyczność" teściowej, a jeno "obcą" osobę w domu... Jakoś tak właśnie dlatego zapamiętałam ten wątek, bo przyczepić się do teściowej ani pana nie było powodów (przynajmniej wnioskując z tego, co wówczas Autorka ujawniała wink ).
            Co do krzywdy - oczywiście, że nie może być tak, że jednych uszczęśliwia to, co innych krzywdzi. Ale mam nadzieję, że mówimy tu o poważnych sprawach, a nie o zwykłych, przeciętnych, nudnych ludzkich małostkach (których zazwyczaj nie brakuje ani jednej ani drugiej stronie konfliktu, co przepięknie wychodzi przy okazji rozwoju danego wątku, gdzieś przy ... dziestym poście autor nieświadomie sam się obnaża wink ).
            --
            "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
        • Widocznie inwestuję wybiórczo .

    • Jak miałam 27 lat umarła moja córka. Holowali mnie i mojego męża przyjaciele i koledzy ze studiów i dwie moje przyjaciółki z liceum ze swoją paczką. Robili to daleko lepiej i ofiarniej niż moja własna rodzina.
      Mam wrażenie, że po prostu dziewczyna nie miała przyjaciół.
      --
      Loitering with content.
    • uwazam ze w pokoleniu dwudzistolatków to normalne

      --
      <*>
      http://emotikona.pl/emotikony/pic/ludek-pa-pa.gif
    • Mieliśmy kiedyś jako małżeństwo skrajnie trudną sytuację życiową. Mój mąż opowiedział przez telefon o naszych kłopotach żelaznemu kumplowi z wojska. Facet odłożył słuchawkę, nie chciał tego w ogóle słuchać. Jak się sprawy ułożyły, kolega dziwił się dlaczego mąż nie chce się z nim spotykać.
    • bo zachowanie wygląda na gimbaze
      • Być może. Oni chodzili do gimnazjum i to ich skrzywilo wink
        --
        Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się ze wszystkich sił, tego czego sie pragnie.
    • Też miałam kiedyś, wydawało mi się, dużo przyjaciół. Kiedy pojawiło się w moim życiu niepełnosprawne dziecko, ten krąg stopniowo się zmniejszał. Zostały cztery przyjaciółki i jeden przyjaciel, ale: ja nie byłam tak dyspozycyjna jak dawniej, wolałam spotkania w domu niż na mieście, zajmowałam się lekarzami, wizytami u specjalistów w całej Polsce, i tak nagle zostały tylko dwie przyjaciółki. Ale jedna ze mną pracuje, a że praca niepewna, bo kryzys, od kilku miesięcy atakuje mnie tekstami " ty to masz dobrze, niepełnosprawne dziecko, nikt cię nie zwolni", " może ja też zostanę samotną matką, to będę pod ochroną" itp głupie teksty. A druga z kolei, gdy ją zapraszam, zgadza się, a o umówionej godzinie spotkania pisze SMSa, że jednak nie może, nie da rady itp. Córka się cieszy na jej przyjście, a ja muszę potem wszystko odkręcać.
      Z wielkiego grona nie został nikt- nikt nie pomógł, gdy dwa lata temu w Sylwestra w moim domu wybuchł pożar, a chwilę potem umarł dziadek, nikt nie wysłał SMSa, gdy córka miała poważną operację, gdy miała kilka poważnych wypadków, gdy w zeszłym roku miałam poważne kłopoty z jej szkołą, kompletnie nikt nie zainteresował się. I w tym roku po raz pierwszy Sylwestra spędziłyśmy tylko we dwójkę, nikt nas nie zaprosił, ani nikt nie chciał przyjść do nas. A ja w sumie się cieszyłam, że dzięki niej wyszło na jaw, że ci przyjaciele byli w zasadzie nic niewartymi znajomymi. Chociaż w głębi duszy jest mi przykro.
    • Miałam w życiu nieco podobną sytuację. Przyznam, że oczekiwałam nieco, nie tyle wsparcia, co odrobiny towarzystwa, od pewnej przyjaciółki. W każdym razie uważałam ją za przyjaciółkę. Cóż, nie miała czasu. Nawet raz mnie nie odwiedziła w szpitalu, jak leżałam na patologii ciąży. Liczył się jej nowy facet i nadchodzący ślub, tylko i wyłącznie, co mi szczerze powiedziała. Aha, i znajomi przyszłego mężusia, bo przecież tylu ich miał i musiała się ze wszystkimi poznać.
      A co ciekawe, jak sama najpierw była na długotrwałym zwolnieniu i urlopie zdrowotnym, a potem na zwolnieniu w ciąży, to bardzo liczyła na towarzystwo moje i innych koleżanek... Ale wtedy to już ja nie miałam czasu wink.
      Z perspektywy własnego życia myślę o prawdziwości pewnego popularnego stwierdzenia: umiesz liczyć, licz na siebie.
      --
      "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
      • Lily, u mnie też czas mojej patologicznej ciąży zweryfikował niektóre znajomości- niektóre "przyjaciółki": nie znalazły czasu, by mnie odwiedzić. A wiesz jak to jest, gdy się leży z czarnymi myślami.
        Prawdziwe jest powiedzenie, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Teraz mam ich mniej, ale są sprawdzeni (mam nadzieję, że i ja się sprawdzam).
        • U mnie tak się stało gdy zachorowałam na raka.
          Wielu znajomych zredukowało kontakty tak jak by się bali, ze się mogą zarazić.
          Największym zaskoczeniem było gdy najlepsza przyjaciółka ze studiów, 25 lat znajomości całkowicie zerwała kontakt.
          No cóż.... żyje, czuję się dobrze, pracuje, mam plany i szczęśliwie mam w doopie takich znajomych
          --
          A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek
          • No właśnie dziewczyny, jak to jest, że każdy ucieka już na zapas od problemów - a wcale nie jest powiedziane, że ten drugi będzie mu chciał właśnie te problemy na głowę zwalać.
            Będąc w ciąży,nie miałam wcale ochoty wypłakiwać się koleżance na podłego chłopa czy oczekiwać od niej wsparcia finansowego czy niańczenia z racji zagrożonej ciąży itp. - raczej brakowało mi swobodnej, luźnej rozmowy o pierdołach, pośmiania się, poplotkowania. Ale najwidoczniej mój rosnący brzuch był przeszkodą wink.
            --
            "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
    • Jak mieszkanie w wieku 27 lat z rodzicami można nazwać "wygodnym". Przecież to jakiś koszmar z ulicy wiązów.
    • Do dupy z takimi przyjaciółmi, przynajmniej sytuacja jest jasna...
      --
      Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wku...ć to już żaden problem big_grin
    • Tak,taka informacja mogla
      > ich zszokowac,moze niektorzy musieli sie z tym oswoic.


      Biedacy, dziewczyna wpadła, a jej znajomi "doznali szoku" i "muszą się oswoić". Litości.
      Swoją drogą posiadanie dziecka reorganizuje i przetrzebia szeregi przyjaciół i znajomych.
      --
      Historia człowieka szukającego zemsty w bezwzględnym, brutalnym świecie międzynarodowej archeologii.
    • Czyli do czasu wpadki utrzymywali kontakt a po wpadce nagle przestali się odzywać, wszyscy? I tak dla jasności, to byli jej znajomi od lat?
      No nawet nie jest smutne, to jest dziwne. Średnia wieku towarzystwa też w okolicach 27?
    • ahhhhh boszzzzzzzz.
      jacy wszyscy niedobrzy, ja chce na nich popasozytowac, a oni myk.
      wiesz, bo oni chca popasozytowac na tobie. a tu, trudno.

      jakie te oni niedobre.
      • Bo w Polsce 27-latki nie wiedzą skąd się biorą dzieci i myślą że cipka to rozrywka tania i dobra bo jest dobra i tania.
        --
        "Jeżeli w 2011 roku wyborów nie wygramy, to JA pozostawię miejsce innym, pewnie młodszym, oni dalej będą to prowadzili"
        (-)Jarosław Zbawiciel
    • Prawda jest taka, że nigdy nie można ludzi przeceniać. Mam na myśli m.in. nazywanie na wyrost przyjaciółmi. Dla mnie osoba, z którą spędzam dużo czasu, imprezuję, pogadam o pierdołach, ale i szczerze jest znajomym. Dobrym powiedzmy, ale znajomym. Na miano przyjaciela pracuje się latami i dopiero sytuacje kryzysowe pokazują, komu tak naprawdę na nas zależy.
      Rozumiem smutek w sytuacji autorki, ale ja z tych, którzy mają dość pesymistyczne wizje i uważam, że nie ma ludzi "krystalicznych". Zachowania moich dawnych znajomych pokazały mi, że człowiek może być nieobliczalny. Nieobliczalna może okazać się też rodzina... Nie potrafiłabym zaufać drugiej osobie w 100% i sądzić, że nigdy mnie nie zawiedzie itd.
    • Słownik jakiego używasz wskazuje na "doły społeczne" a tam się liczy kasa, impreza itp
      --
      Rozmowa z pewnym Iwanem:
      Nie lubię Stalina, on mojego dziadka zabił!
      -A kim był twój dziadek?
      - Komunistą
    • W sumie dziwie sie wam - ja tam zawsze uwazalam ze umiesz liczyc licz na siebie. Znajomi to tylko znajomi.
    • Co to za towarzystwo, które składa się z kolesiów, dziewuch, parek, samotnych lasek i pojedynczych wolnych kolesiów?
      --
      Alabama8
      • Gimbaza smile
        --
        Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się ze wszystkich sił, tego czego sie pragnie.
        • Mnie tam malo co szokuje tak, zebym musiala zrywac kontakt dla odreagowaniawink Ale juz np moja przyjaciolke tak zszokowal fakt mojego zachorowania na depresje, ze ktoregos dnia jej maz, (z ktorym tez sie przyjaznilam, tzn myslalam ze sie przyjaznie) napisal mi maila, zebym nie dzwonila, ani nie pisala, bo oni razem z zona nie chca czytac/sluchac o smutnych rzeczach...

          --
          Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spie...j w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
        • Ja dziś mówię: w ostateczności mam jeszcze siebie tongue_out choć szasem mam ochotę z kimś pogadać o poierdołach czy wychlipać się w rękaw...
          Miałam przyjaciółkę od podstawówki, była dla mnie jak siostra ale nasze drogi rozjechały się. Kontakt od kilku lat(wyjechałam za granicę) ograniczał sie jedynie go GG bo ona nie mogła zmobilizować się by kupic słuchawki do skypa. chciałam ją odwiedzić, wtedy zamilkła na kilka mieś. Ostatnia nasza rozmowa była o facetach i innych intymnych sprawach, w sumie fajnie sie gadało i ona obiecała że kupi słuchawki do skype i się zgadamy. Po czym zamilkłą na....rok. W tym czasie okazało sie że moja córeczka jest niepełnosprawna i parę innych przykrych spraw. Byłam z tym zupełnie sama. Po roku ona znowu zaczepiała na GG a ja nie miałam już ochoty wywnętrzać się o moim nieszczęściu na GG komuś to stał sie dla mnie obcy. Sama urwałam ta znajomość, bo od dawan nie można nazwac tego przyjażnią.
          --
          Czy to nasze dziecię tak kwili, czy bachor sąsiada drze mordę???
    • k874 napisała:
      > Byly wspolne imprezki,wspolne wakacje,spedzanie czasu razem...Tak,taka informacja mogla
      > ich zszokowac,moze niektorzy musieli sie z tym oswoic.Po porodzie rowniez nikt
      > nie odwiedzil,

      Wielu ludzi myli niezobowiązujące znajomości, oparte tylko na imprezowaniu i wpisywaniu się we wspólny obraz, z przyjaźnią, wsparciem, czy choćby realną sympatią i zainteresowaniem tych ludzi Twoim życiem. A oni mają (i tak naprawdę zawsze mieli) Cię w nosie.

      Oczywiście, że nie w każdej grupie tak jest. W każdym życiu zdarzają się problemy i to one najczęściej pokazują siłę relacji, jakie budujesz z innymi ludźmi. To podczas problemów widzisz, kto Cię otacza. I czasem okazuje się, że dałaś się otoczyć pustym ludziom. Ale jak oni już się wykruszą, to lepiej widać wartościowe znajomości, których wcześniej, kierując się podobnymi kategoriami, jak teraz Twoja grupa, mogłaś nie zauważać.

      Ps. Sorry, że się tu w ogóle wypowiadam, ale gazeta wrzuciła ten wątek na pierwszą stronę i jakoś tak wyszło.

      --
      Czy kiecki są dla mężczyzn?

      Lalki indywidualnie dopasowane

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.