• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

"Co to jest ten dżender?" Dodaj do ulubionych

  • 09.01.14, 08:41
    Może temat już omówiony, ale zaryzykuję.

    W Wysokich Obcasach (z 28 grudnia 2013) był - dla mnie - bardzo interesujący wywiad z Barbarą Limanowską o teorii gender. Tu link www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/56,109835,15193918,Barbara_Limanowska_tlumaczy_co_to_jest_gender,,2.html
    Szczerze mówiąc, to czytałam go trochę ze zdziwieniem i zaskoczeniem. Niby wszyscy wiemy, że nie ba równouprawnienia, że mężczyźni częściej robią kariery, że więcej ich u władzy, że lepiej zarabiają, że mniej zajmują się dziećmi i domem i bla bla bla.
    Ale poruszyły mnie informacje odnośnie np. leków, które testuje się głownie na facetach (bo taniej, bo nie ma cyklu hormonalnego) a potem skutki uboczne przede wszystkim dotykają kobiet. Poruszyła mnie informacja, że opis zawału serca medyczny, jest opisem zawału serca u MĘŻCZYZNY. Inny jego przebieg jest u kobiety i dlatego kobiety CZĘŚCIEJ umierają na zawał od mężczyzn, bo nie rozpoznają poprawnie objawów. Koleżanka, z którą rozmawiałam o tym (cudzoziemka), wiedziała więcej na ten temat. Stwierdziła, że o wiele bardziej beztrosko podchodzi się na onkologii do usunięcia piersi u kobiety chorej na raka niż u mężczyzny, który ma raka jąder. Tam walczy się o zachowanie tego męskiego narządu. Już nie mówię o tym, że dało mi do myślenie zauważenie faktu, iż np. Orliki, na które wydaje się kupę kasy, są przede wszystkim dla CHŁOPCÓW (jednak dziewczynki nie tak często grają w nożną).
    Czy wiedziałyście o tym wszystkim? Zastanawia was to? Co o tym sądzicie? Mój mąż stwierdził, że to głupie gadanie i dopóki nie zobaczy wyników badań naukowych (nad tymi testami leków, śmiertelnością kobiet na zawały i liczebnością mastektomii w proporcji do usunięć jąder) to nie uwierzy, to to taka "propaganda". A mnie temat szalenie zainteresował. Wiem, wiem, temat na świecie wałkowany od kilkudziesięciu lat a ja doznałam olśnienie. Ale interesuje mnie, co myślą o tym inne kobiety?
    Zaawansowany formularz
    • 09.01.14, 08:53
      > ę o tym, że dało mi do myślenie zauważenie faktu, iż np. Orliki, na które wydaj
      > e się kupę kasy, są przede wszystkim dla CHŁOPCÓW (jednak dziewczynki nie tak c
      > zęsto grają w nożną).

      Moja trzylatka co przechodzimy koło boiska gdzie chłopaki grają pyta kiedy będzie na tyle duża, żeby też mogła grać. Jak się jeszcze trochę takich dziewczynek znajdzie to chociaż w tej kwestii może samo się wyrówna (pod warunkiem że rodzice przyszłych piłkarek ich nie zniechęcą).
      • 09.01.14, 08:56
        Siostra cioteczna mojego syna od kilku lat jest w dziewczęcej drużynie piłkarskiej, jeździ na zawody i świetnie się w tym sporcie odnalazła, nikt jej nie zniechęcał, wręcz przeciwnie.
        • 09.01.14, 08:59
          Nie, no jasne. Sama grałam w nogę jako dziewczynka. Ale jednak nie zmówicie mi, że jest to sport kobiecy. I z tymi orlikami, to tylko jeden z wielu tematów. Czy generalnie uważasz, że temat naciągany, problemu nie ma, w końcu dziewczyny też grają w nożną i będą z tych boisk tak samo korzystać.
          • 09.01.14, 09:05
            Ona nie gra w nogę tak sobie od czasu do czasu jak chłopcy zwolnią boisko, tylko jest w drużynie i trenuje.
            Nie uważam tematu za naciągany.
            • 09.01.14, 09:30
              Mieszkam obok orlika. Na ileś tam trenujących drużyn chłopięcych jest jedna, w której jest JEDNA dziewczyna. Mój syn uwielbiał się gapić na grających, jak miał już z pół roku, więc często przesiadywałam tam jako widz. Drużyna damska? Nie widziałam.
              Jedna dziewczyna to była i w technikum elektrycznym u mojego męża. Jedna na 5 klas.
              • 09.01.14, 13:08
                nie zastanawiam się nad tym, może i ja jako kobieta nie skorzystam z tego boiska ale moich dwóch synów jak najbardziej - także ciesze się, że powstają.
                --
                http://emots.yetihehe.com/1/chatownik.gif
          • 09.01.14, 09:09
            a widziałas faceta w gimnastyce artystycznej z piłką, wstęgą lub maczugami??

            Ania
            • 09.01.14, 09:14
              Ja widziałam: dorosłych mężczyzn z grupy rekonstrukcyjnej, zajmują się m.in odtwarzaniem tańców średniowiecznych - ze wstęgami i maczugami właśnie.
              • 09.01.14, 09:16
                ale wiesz co mam na myśli, wkurzamy się , ż enie gramy wpiłkę, ale mężczyźni raczej nie wkurzają się, że np. nie uprawiają synchronicznego pływania, przynajmnije ja nie widziałam.
                Ania
                • 09.01.14, 09:18
                  Bo zakładają, że gdyby chcieli, to by uprawiali.
                • 09.01.14, 09:23
                  Ależ ja się nie wkurzam z tego powodu. Zastanawiam się, co by było, gdyby zamiast orlików zbudowano właśnie baseny do synchronicznego pływanie. Ale nikt nie wpada na taki pomysł. Wiadomo, trudno to porównać, bo wiadomo, różne koszty. Ale Państwo dotuje budowę olbrzymich stadionów, głównymi odbiorcami są faceci. A gdyby tak na koszt Państwa budowano dla kobiet darmowe kliniki piękności?
                  • 09.01.14, 09:25
                    Byłyby zbyt kosztowne do utrzymania przez gminy vide liczne aquaparki pobudowane radośnie z funduszy unijnych.
                    Stadiony to ekonomiczna głupota ściśle skorelowana z EURO, takie skarbonki.
                    • 09.01.14, 09:30
                      Męska ekonomiczna głupota skorelowana z męskim Euro. Tak na marginesie, to w przypadku chyba wszystkich sportów mężczyźni-sportowcy zarabiają o wiele więcej od kobiet.
                      • 09.01.14, 11:22
                        I czego to wg ciebie dowodzi?
                        Zaryzukuje stwierdzenie, bez sprawdzania, ze kobiety - gwiazdy porno i konbiety - modelki, zarabiaja wiecej od swoich meskich osobnikow.
                        • 09.01.14, 11:23
                          lol, odpowiednikow, a nie osobnikow rzecz jasna.
                        • 09.01.14, 12:02
                          W przypadku gwiazd porno zaryzykuję stwierdzenie, że głównie mężczyźni są odbiorcami. Ale nie wiem, czy tak jest. Modelki pewnie zarabiają więcej, chociaż nie wiem. Jak się porównuje pensje aktorów, to mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety. Myślę, że niewiele jest takich zawodów, w których kobiety by zarabiały więcej niż mężczyźni.
                          • 09.01.14, 12:35
                            > W przypadku gwiazd porno zaryzykuję stwierdzenie, że głównie mężczyźni są odbio
                            > rcami. Ale nie wiem, czy tak jest.

                            W przypadku sportowcow zaryzykuję stwierdzenie, że głównie mężczyźni są odbiorcami. Ale nie wiem, czy tak jest.
                            W kazdym razie tu lezy sedno.
                            Kobiety-sportowcy nie zarabiaja mniej od mezczyzn-sportowcow dlatego, ze sa dyskryminowane, tylko dlatego, ze mniej osob chce je ogladac. W przypadku porno jest analogicznie, tylko odwrotnie. Czysta ekonomia.
          • 09.01.14, 09:11

            Też grałam w nogę jako dziecko, bardzo to lubiłam i byłam w tym dobra, ale dziewczyny nie mogły u mnie rozwijać się w tym kierunku. Dzisiaj to tak samo jest sport dla kobiet: www.kobiecapilka.pl/ - może mniej popularny, ale jednak...

            Wszystko zależy od naszego podejścia, jeśli uprzesz się, że piłka nie jest dla dziewcząt, a gotowanie dla chłopców, to będzie to podejście krzywdzące i ograniczające. Świat nie jest czarno-biały, a ten straszny gender walczy ze stereotypami.

            --
            Świat jest pełen niesprawiedliwości. Bankier może napisać zły poemat i nic. A niech tylko poeta spróbuje wypisać zły czek.
          • 09.01.14, 12:05
            Co to znaczy "sport kobiecy"?

            Jeśli gra w piłkę nożną kobieta, to jest to sport kobiecy. W Stanach np. piłka nożna jest traktowana jako sport właśnie dla dziewczynek.

            Problem jest - ale rozwiązywać go można na kilka sposobów. Akurat sposób pt. "to nie jest sport kobiecy" nie podoba mi się.
    • 09.01.14, 08:55
      We wszystkich firmach, w których pracowałam, kobiety - współwłaścicielki, ustalały wysokość pensji.Zarobki zatrudnionych kobiet, były zawsze niższe od zarobków mężczyzn na tym samym stanowisku.
      Dżender srender, może najpierw niech kobiety zmienią myślenie, a potem wymagajmy od mężczyzn.
      --
      Wiedźmy nikt tu nie widział od lat.Podobno wykończyła ją ostatecznie na dobre para dzieciaków, które uciekły z domu.-Dzisiejsza młodzież-mruknął Rincewind.-Moim zdaniem to wina rodziców-oświadczył Dwukwiat.
      • 09.01.14, 09:00
        > Dżender srender, może najpierw niech kobiety zmienią myślenie, a potem wymagajm
        > y od mężczyzn.

        Może coś w tym jest...Np. zachwyty koleżanek z prazy nad moim mężem bo i z dzieckiem sam zostanie i obiad ugotuje i posprząta...Tak jakbym ja tego nie robiła. Jakoś mnie to "docenianie" mojego męża wkurza zamiast cieszyć.
        • 09.01.14, 09:11
          Mam to samo. I może robię źle, bo nie wg rad - chwal męża, bo ja nie chwalę, gdy np coś posprząta. Pochwalić mogę dziecko, a nie starego konia.
          --
          Wiedźmy nikt tu nie widział od lat.Podobno wykończyła ją ostatecznie na dobre para dzieciaków, które uciekły z domu.-Dzisiejsza młodzież-mruknął Rincewind.-Moim zdaniem to wina rodziców-oświadczył Dwukwiat.
          • 09.01.14, 09:19
            A potem stary koń znajdzie sobie młodą szkapę chętną do chwalenia, po co mu stara przechodzona magiera od której nawet dobrego słowa nie dostanie bo ono należy się tylko dziecku...
            --
            http://www.suwaczek.pl/cache/42797a896f.png
            • 09.01.14, 09:22
              Trudno smile
              --
              Wiedźmy nikt tu nie widział od lat.Podobno wykończyła ją ostatecznie na dobre para dzieciaków, które uciekły z domu.-Dzisiejsza młodzież-mruknął Rincewind.-Moim zdaniem to wina rodziców-oświadczył Dwukwiat.
          • 09.01.14, 09:21
            Ja też nie chwalę np. za pozmywanie naczyń boby mi chyba nawet taka pochwała przez usta nie przeszła.
          • 09.01.14, 10:39
            Lelija, jak ja Cię rozumiem. Nawet moja własna matka jak widzi zięcia przy zlewie to go chwali jakby co najmniej własnoręcznie te talerze ulepił. A jak coś potłukł to usłyszałam od matki "trzeba było samej umyć". Wrrrrr
            --
            >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
      • 09.01.14, 09:01
        Ale ja nie wymagam od mężczyzn, czy od kobiet. Ja głownie wymagam od siebie i od swojego partnera. Bardziej interesuje mnie to, czy kobiety zauważają takie rzeczy. Ja nawet nie zdawałam sobie sprawy z tych faktów (podobno faktów) medycznych.
        • 09.01.14, 09:04
          No to właśnie o tym piszę, że chyba jeszcze sporo kobiet tego nie widzi, a jak widzi, to uważa to za oczywistą oczywistość.
          I dlatego od kobiet powinno się zacząć - nie jesteśmy osobnym, gorszym gatunkiem.
          --
          Wiedźmy nikt tu nie widział od lat.Podobno wykończyła ją ostatecznie na dobre para dzieciaków, które uciekły z domu.-Dzisiejsza młodzież-mruknął Rincewind.-Moim zdaniem to wina rodziców-oświadczył Dwukwiat.
      • 09.01.14, 09:17
        Może niech kobiety - pracownice nie rozmnażają się na koszt pracodawcy (nie ważne czy kobiety czy mężczyzny) to wtedy pensje będą równe.
        --
        http://www.suwaczek.pl/cache/42797a896f.png
        • 09.01.14, 09:19
          A co to ma do rzeczy?
          --
          Wiedźmy nikt tu nie widział od lat.Podobno wykończyła ją ostatecznie na dobre para dzieciaków, które uciekły z domu.-Dzisiejsza młodzież-mruknął Rincewind.-Moim zdaniem to wina rodziców-oświadczył Dwukwiat.
          • 09.01.14, 09:43
            Sporo.
            --
            http://www.suwaczek.pl/cache/42797a896f.png
            • 09.01.14, 09:45
              Tak, oczywiście, zwłaszcza w przypadku niedzieciatych, do których się wtedy zaliczałam.
              --
              Wiedźmy nikt tu nie widział od lat.Podobno wykończyła ją ostatecznie na dobre para dzieciaków, które uciekły z domu.-Dzisiejsza młodzież-mruknął Rincewind.-Moim zdaniem to wina rodziców-oświadczył Dwukwiat.
              • 09.01.14, 10:30
                Szacuje się ryzyko, Ty jako płodna kobieta jesteś bardziej ryzykowna od mężczyzny który nigdy w ciążę nie zajdzie i nie będzie na niej siedział.
                --
                http://www.suwaczek.pl/cache/42797a896f.png
                • 09.01.14, 10:37
                  Jak chcesz się pokłócić, to szukaj innego rozmówcy, mnie się nie chce. Dobrze wiesz, że to bzdura, akurat mnie nie musisz prowokować.
                  Zadanie do wykonania, babka i facet, pracują w tym samym wymiarze godzin, mają te same wykształcenie, pracują razem, a jednak facet dostaje większą premię.
                  I nie pisz, że to kwestia ewentualnej ciąży big_grin
                  --
                  Wiedźmy nikt tu nie widział od lat.Podobno wykończyła ją ostatecznie na dobre para dzieciaków, które uciekły z domu.-Dzisiejsza młodzież-mruknął Rincewind.-Moim zdaniem to wina rodziców-oświadczył Dwukwiat.
                  • 09.01.14, 10:53
                    Czy tak cieżko zrozumieć, ze ta kobieta SAMA GODZI SIE na taka pensje?! Sama podpisała umowę, powiedziała ok. ta kasa mi pasuje.
                    Pracowałam kiedys zaraz po pierwszych studiach przez krótka chwile w korporacji, miałam wgląd w wynagrodzenia. Jakiez było moje zdziwienie, kiedy okazało sie, ze dziewczyna na rownorzednymi stanowisku, z duzo większym doświadczeniem i podobnym do mojego wykształceniem zarabia 3 razy mniej niż ja. Ona zgodziła sie zasuwac za x, ja za trzy razy tyle. Nie było równouprawnienia, tylko chłodna kalkulacja kosztów, skoro sie zgodziła to jej tyle zapłacili (minimum z "firmowych widełków").
                    Jesli kobieta niepewna swojej wartosci przychodzi i mowi, ze bedzie pracować za 3000, to tyle dostaje, przychodzi facet mowi, ze on przyjdzie za 6000, tysiąc mu odejma w ramach negocjacji i tyle z równouprawnienia, gdy w grę wchodzą prawa ekonomii.
    • 09.01.14, 08:59
      Prawda prawda niestety. Wielkie wyzwanie dla matek w sumie.
      • 09.01.14, 09:11
        kolejne tupanie obcasikiem i nadymanie usteczek. wymaganie od facetow zmiany myslenia "bo tak". cel moze szczytny, ale sposob debilny i seksistowski bardziej niz meskie myslenie.

        czy w tych wszystkich komisjach, zespołach ustalajacych prawo, procedury na prawde nie ma kobiet. jezeli zawał serca jest ustawiony pod faceta, to czy przez lata nie znalazła sie ani jedna lekarka, ktora o tym nie wiedziala i nie zareagowala w sposob proceduralny?

        mamy takie same szanse jak faceci, a potrafimy tylko ich prosic o uwage, zamaist zakasac rekawy i dzialac.

        • 09.01.14, 10:33
          > czy w tych wszystkich komisjach, zespołach ustalajacych prawo, procedury na pra
          > wde nie ma kobiet. jezeli zawał serca jest ustawiony pod faceta, to czy przez l
          > ata nie znalazła sie ani jedna lekarka, ktora o tym nie wiedziala i nie zareago
          > wala w sposob proceduralny?

          No wlasnie. Niech najlepiej ktos inny to za mnie zalatwi. A w tych zespolach - czasami sa kobiety - jedna albo dwie. Ich sila przebicia wobec fefnastu facetow jest zerowa, a do tego obowiazuje tam zasada, ze kiedy wlazlas miedzy wrony musisz krakac tak jak one, czyli dostosowac sie meskocentrycznego obrazu i porzadku swiata.


          --
          Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
          Naomi Wolf

          Wiedzmowo
    • 09.01.14, 09:07
      Zespół tego kółka różańcowego pani Klempy: 15 chłopa + ona. Nawet to jej nie daje do myślenia.

      http://bi.gazeta.pl/im/c3/8d/e8/z15240643Q.jpg
    • 09.01.14, 09:07
      Wszystko pięknie, ale sorry, jakby mi facet powiedział jesteśmy w ciąży, to by pożałował.
      Nie, nie jesteśmy w ciąży i nie mamy problemów z prostatą.
    • 09.01.14, 09:08
      Nie miałam pojecia, ale po twoim poście poczytałam zródła i juz wiem, że rzeczywiscie tak jest. Kurde, pierwwsze słyszę róznicach w przebiegu zawału czy tez o testach leków tylko na facetach. Dobrze wiedzieć.
      • 09.01.14, 09:11
        ja np. w wielu źródłach słyszałam i czytałam, ż eu kobiet zawał objawiać się może inaczej, nie jest to dla mnie nowość, więc co kogo interesuje, takie ma pojęcie.

        Ania
        • 09.01.14, 09:15
          Dokładnie. I to, że leki są testowane najpierw na mężczyznach też wiedziałam, żadna tajemnica.
          • 09.01.14, 09:16
            ja tego akurat niesad(
            • 09.01.14, 09:17
              Każdy to wie.
              --
              http://www.suwaczek.pl/cache/42797a896f.png
              • 09.01.14, 10:42
                A jednak jak zapytałam znajomych to każdy gały wywalił z niedowierzaniem i o herezje mnie tutaj pomawiają.
                --
                >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
          • 09.01.14, 09:18
            Ok. I co jeszcze wiesz? Mnie to ciekawi autentycznie. Cieszę się, że są kobiety, które to zauważają i walczą o zmianę tego. Nie chcę przyjmować leków, które wcześniej były testowane tylko na facetach a ja będę żeńskim królikiem doświadczalnym bez mojej wiedzy o tym. Przecież w ulotkach się nie pisze "Uwaga. Lek testwowany tylko na mężczyznach. Skutki uboczne u kobiet mogą być inne. Jakie, nie wiemy. Kobieto, daj znać, czy u ciebie wystąpiły takowe."
            • 09.01.14, 09:53
              Zanim odkryjemy nowy sposób nękania kobiet, to trzeba zapytać dlaczego tak sie dzieje.
              Czy moze jest tak, ze do badan zgłasza sie większa ilosc mężczyzn, to po pierwsze?
              Po drugie, takie badania, przeprowadza sie na osobach wyselekcjonowanych, badającym nie sa potrzebne osoby, ktore w arkuszu wpisują, ze maja zdiagnozowane 20 innych schorzeń i przyjmują garść tabletek dziennie, a nie jest tajemnica, ze to domena kobiet.
              Po trzecie, czesc kobiet korzysta z antykoncepcji hormonalnej, to dla badających działanie kolenkretnej substancji jest niepożądane, oni chcą wiedzieć jak działa konkretny specyfik, a nie specyfik w interakcji z czymstam.
              Niestety wyciaganiem głupich argumentów, my kobiety, same wyrzadzamy sobie krzywdę.
              • 09.01.14, 10:04
                Tak, ale jeśli w przyszłości specyfik mają łykać kobiety, to musi być też testowany na kobietach. Gdyby płeć nie miała znaczenia (płeć w sensie różnice hormonalne i fizjologicznie), to chyba nie byłoby mowy, że kobiety bardziej odczuwają skutki uboczne leków. Chodzi o to, by wyselekcjonować taką grupę ludzi (kobiet i mężczyzn) by stworzyć optymalny lek dla jednej i drugiej grupy ludzi.
                • 09.01.14, 10:07
                  W jednym z linków wskazano, że z 10 leków w USA wycofano 8, bo pojawiły się skutki uboczne u kobiet.
                  • 09.01.14, 10:08
                    Jeszcze nie doczytałam. Przegryzam się.
                  • 09.01.14, 10:09
                    Ale wiesz, że w USA są znacznie mniej rygorystyczne normy dopuszczające żywność i leki niż w UE?
                    • 09.01.14, 10:13
                      Na razie zbieram info, możliwe,że masz racje i ma to Jak zbiorę, napiszę.
                      • 09.01.14, 10:15
                        Dostałam informację, że tak było, ale juz nie jest. Z reguły po przejsiu testów w USA, lek jest dopuszczany i u nas. Po problemach w przeszłosci wprowadzili bardziej rygorystyczne normy.
                • 09.01.14, 10:14
                  W wielu przypadkach kobiety mocniej beda odczuwamy skutki uboczne leków niż mężczyźni, bo bardziej sie ich doszukuja.
                  Z badan nie wyklucza sie kobiet, jak sie nie zgłoszą odpowiednie kandydatki to ich nie ma i tyle. Jesli producent szuka 100 zdrowych ludzi w wieku 20-40 lat, nie cierpiących na żadne choroby, nie przyjmujacych żadnych leków, gotowych zagwarantować, ze przez np. dwa, trzy czy nawet piec lat nie zajdą w ciążę (a jak zajdą i plod zostanie uszkodzony to nie beda dochodziły odszkodowań), to sie moze okazać, ze chętnych brak i tyle (nawet jakby zaproponowali podwójna stawkę, chociaż byłaby to dyskryminacja mężczyzn).
                  Tak samo jak chetnie popadliby działanie leków na kobiety w ciąży, tyle, ze ktora sie zgłosi nawet za olbrzymie pieniadze?
              • 09.01.14, 13:49

                Po pierwsze Nie sadzę żeby brakowało kobiet do badań. Po prostu faceci są tańsi w badaniu.
                Po drugie. Czyli wg ciebie kobiety biorące pigułki nie mają np. zawałów i nie powinno badać się wpływu antykoncepcji na inne leki?
                To nie jest odkrywania nowych sposobów nękania kobiet. To są fakty które można sobie sprawdzić,
          • 09.01.14, 10:29
            pewnie nie jest to tajemnica ale jak sie zdarza ze trzeba jakies leki potem brac I radzic sobie debilitarnymi skutkami ubocznymi to ta wiedza w niczym tak na prawde nie pomaga jesli nie masz praktycznej alternatywy jak zyc w miare normalnie.
            akurat od szukania lepszych rozwiazan I wlaczania/zachecania do aktywnosci I korzystania z dobrodziejstw cywilizowanego spoleczenstwa nikomu nie ubywa.
            to jest dokladnie tak samo jak przekonanie ze jesli dwoch facetow nazwie swoj zwiazek malzenstwem, cos ubedzie mojemu malzenstwu albo jesli jakis facet sie spelnia w roli domowego ojca to mi ubywa kobiecosci/albo jakiegos innego atrybutu ktory jest oczywiscie najwazniejszy na swiecie.

        • 09.01.14, 09:24
          Zgoda, akurat tematem zawałów u kobiet się nigdy nie interesowałam, bo w mojej rodzinie nie było chorób serca i nie miałam potrzeby. Co do leków- tez nie słyszałam,że sa głównie testowane na męzczyznach a jestem w rodzinie otoczona przez ludzi pracujących w ochronie zdrowia. Moze zakłada się, że jest to wiedza ogólnie powszechna? Wydaje mi sie, ze jednak nie jest.
    • 09.01.14, 09:13
      wytwór chorej wyobraźni lesbijek nienawidzących mężczyzn

      o czym świadczy chociażby fakt, że to mężczyźni umierają częściej ( na ten prawidłowo zdiagnozowany męski zawał)


      --
      przynajmniej słońce jest zawsze za darmo...wink
      • 09.01.14, 09:19
        > o czym świadczy chociażby fakt, że to mężczyźni umierają częściej ( na ten pra
        > widłowo zdiagnozowany męski zawał)

        Ja nie znam żadnej kobiety po zawale za to mężczyzn kilku (jeden nie żyje). Wiem, że nie ja jedna na świecie, ale wydaje mi się, że jednak mężczyznom zawał częściej się zdarza.
        • 09.01.14, 09:21
          Ja znam. Nie żyją.
          --
          Wiedźmy nikt tu nie widział od lat.Podobno wykończyła ją ostatecznie na dobre para dzieciaków, które uciekły z domu.-Dzisiejsza młodzież-mruknął Rincewind.-Moim zdaniem to wina rodziców-oświadczył Dwukwiat.
        • 09.01.14, 09:22
          Ja znam - 90-letnia babcia mojego partnera. Zawał miała 3 tygodnie temu, przeżyła, już ją wypisali ze szpitala.
        • 09.01.14, 09:45
          Moja babcia miała nie jeden zawał. Zmarłą, że tak to ujmę, ze starości w wieku 93.
      • 09.01.14, 09:20
        Czy tak jest? Masz może jakieś linki do badań? Wyników? Testów? Też się zastanawiałam, czy to może być prawda.
        • 09.01.14, 09:25
          jak zwykle bicie piany, nic wiecej feministki nie potrafia niestety.
          • 09.01.14, 09:32
            o właśnie, święta prawda
          • 09.01.14, 09:33
            Ale co jest biciem piany? Mogę prosić o konkretny przykład? Czyli to nie prawda:
            - że mimo, że 57 % studentów to kobiety, to tylko 12% profesorów to kobiety. Czyli co? jako studentki i młode dziewczyny kobiety są mądre a potem głupieją?
            - To nie prawda, że kobiety z reguły pracują w gorzej płatnych zawodach?
            - To nie prawda, że w radach nadzorczych dużych firm są w 90% mężczyźni?
            itd..
            Gdzie konkretnie kłamie się i bije pianę?
            • 09.01.14, 10:01
              nie spotkałam sie, zeby ktokolwiek zabronił kobiecie robic kariere zawodowa oprocz meza. jezeli godzi sie na taki ukłąd, to nie wina systemu, tylko wlasnej głupoty. widzialam niejedna zdolna laske zakopana w pieluchy na wlasne zadanie, bo pan i wladca robi kariere.
              mezczyzn w pracy jest wiecej, bo baby siedza w domu, poczytaj sobie watki, jakie one 4 lata szczesliwe, zajeb... roczny macierzynski.
              nikt im nie zabrania robic kariery, oprocz mezow.
              jakby wiecej wydostalo sie z tych pieluch, to byloby ich wiecej i w radach nadzorczych i mialy wieksze pensje, bo szef tez bylby kobieta czesciej.

              dzialac, a nie tupac obcasem.
              • 09.01.14, 10:07
                Kietka, ja wróciłam do pracy po macierzyńskim. Jestem przeciwniczką rocznego macierzyńskiego a wielką zwolenniczką innych rozwiązań (równy podział? albo przynajmniej 6 miesięcy dla mam i 3 dla tatusiów?). Ale mnie nie tylko chodzi o karierę i zarobki. Bardziej chodzi mi o takie niewidoczne na pierwszy rzut oka "męskie" rządzenie światem.
                • 09.01.14, 10:12
                  na czyje zyczenie?

                  najwiekszym sukcesem dzisiaj jest upolowanie statecznego misia i "nie manie" problemow ze wspolnym kontem i brakiem wlasnych dochodow.
                  potem tupanie obcasem, ze "ja kce zeby kobiety byly rowniej traktowane, no ja kce!"

                  ciekawe ile babek uwazajacych sie za nowoczesne feministki idzie trudna droga kariery, a ile pisze bzdury siedzac na kanapie i szukajac pracy juz 6 rok, ale misiu i tak zarabia.

                  latanie za facetami, zamiast za wlasna godnosia tutaj jest problem, a nie w meskim swiecie, ktory spokojnie stalby sie bardziej kobiecy, jakby jedna z druga przestała kłapac dziobem, a wziela sie do roboty.
                  • 09.01.14, 10:20
                    Ale ja myślę, że o tym równouprawnieniu to nie kłapią wcale te, które złapały misia i siedzą w domu. A uważam, że powinny mieć do tego też prawo. Nie powinno uszczęśliwiać się innych wbrew ich woli. Jeśli kobieta chce realizować się w jako matka, żona to jej sprawa.
                    Ja myślę, że w dużym stopniu "kłapią" te, które wybrały drogę kariery i widzą, że muszą być dużo lepsze od facetów, by osiągnąć taki sam sukces. Nie znoszę takich jednostkowych przypadków w stylu "a moja babcia, to ...." ,ale jednak zaryzykuję. Mam koleżankę, która jest w zarządzie dużego banku. Ma trójkę dzieci. Niestety odkąd ją znam (a znam od 15 lat), to te dzieci wychowują jej nianie. Nieraz narzeka, że jak facet powie, że nie przyjdzie na walne zebranie, bo dziecko chore, to uważany jest za bohatera przez kobiety i przez facetów (chłopie, trzymaj się. rozumiem, musi być ciężko itd.). Jak ona powie, że nie przyjdzie, bo dziecko chore, to panowie z politowaniem wywracają oczy "no tak, jak się jest matką, to trzeba wybierać".
                    • 09.01.14, 11:18
                      zmiany to proces, nikt sie tutaj PMS nie przestraszy i nie da.
                      trzeba zmieniac myslenie kobiet, a nie zadac od facetow, zeby zmienili swoje.
              • 09.01.14, 10:25

                kietka napisała:

                > nie spotkałam sie, zeby ktokolwiek zabronił kobiecie robic kariere zawodowa opr
                > ocz meza. jezeli godzi sie na taki ukłąd, to nie wina systemu, tylko wlasnej gł
                > upoty. widzialam niejedna zdolna laske zakopana w pieluchy na wlasne zadanie, b
                > o pan i wladca robi kariere.

                System to tez rodzina, dalsze otoczenie, ktore ustawia kobiete wedlug wlasnych przekonan. Ogladalam wlasnie podczas swiat - dwoje doktorantow, on skonczyl pisac, ona jeszcze pisze, swieta u jej rodziny. "Dziecko, trzeba zrobic xyz", "kochanie, trzeba zrobic xyz", "juz robie, nie ma sprawy", "ale ja Ciebie prosilam, nie jego, przestan go ciagle gonic". I co z tego, ze on ma wolne, a ona probuje pracowac zawodowo? Nie, to ona powinna skoczyc po zakupy, umyc podloge, zrobic herbate, pan i wladca niech sobie odsapnie, w koncu swieta sa.
                Jakie sa szanse, ze ktos ja wspomoze pozniej, gdy beda juz dzieci? Kto odbierze dziecko z przedszkola, bo ona ma rade wydzialu, kto przyjedzie na weekend, bo ona ma konferencje, kto zabierze dziecko na spacer, zeby ona mogla skonczyc pilny artykul, kto przyjedzie pomoc w opiece, gdy meza i dziecko zlapal ten sam wirus, a ona wlasnie musi napisac recenzje doktoratu?
                --
                Pani Grzyb tlumaczy
                • 09.01.14, 10:28
                  czy wy wszystkie jestescie ubezwłasnowolniene, jak Boga kocham. kolejny raz nie ogarniam.
                  co to za argumenty, nic dziwnego, ze mamy to, co mamy.
                  • 09.01.14, 11:15
                    Jak pieknie, jak nie ma argumentow rzeczowych, to zaczynaja sie ataki personalne. Tylko tak troche kula w plot, skoro opisuje zaobserwowane zjawisko sciagania dziewczyny z drabiny kariery przez jej wlasna rodzine. I to mimo rownosciowego chlopa.
                    --
                    Czajniczek Pana R.
                    • 09.01.14, 11:19
                      pytam po raz kolejny, czy dziweczyna jest chora psychicznie, nerwowo, uposledzona, ubezwlasnowolniona?
                      • 09.01.14, 11:35
                        O, teraz pytasz sie, czy dziewczyna jest uposledzona, a nie czy wspoldyskutantki, w koncu pytanie, a proba obrazania.
                        Tyle ze pytanie bezsensowne, bo jak fakt, ze nie jest uposledzona czy ograniczona prawnie ma sie do tego, ze jej wlasna rodzina wpycha ja w obowiazki rodzinne zamiast wspierac kariere? I to juz jak sobie znalazla sensownego chlopa, ktory te obowiazki bez problemu przejmuje. I oczywiscie moze sobie probowac zorganizowac zycie, angazowac nianki, szofera, sprzataczke, kucharke. Ale brak wsparcia jest brakiem wsparcia. Ma pod gorke i te gorke usypuje jej wlasna rodzina. U wielu te gorke sypie tez chlop, jego rodzina. Sypia ja tez koledzy na uczelni. I sypie reszta otoczenia. I oczywiscie czesc osob daje rade pod gorke, ale czesc przegrywa z tymi, ktorym nikt takich gorek nie sypie. Mimo ze materail wyjsciowy byl taki sam a nawet lepszy. I stad te roznice w liczbach miedzy studentkami i profesorami.
                        --
                        Pani Grzyb tlumaczy
                        • 09.01.14, 11:39
                          jezeli nie jest ubezwlasnowolniona, to robi to z pelna swiadomoscia konsekwencji i nie widze powodu zeby jej wspolczuc.
                          jest to piekny przyklad dlaczego jest duzo studentek, a malo profesorek. problem siedzi w glowach kobiet, pozwalajacych wbic sie w schematy, majac po kilka fakultetów.
                        • 09.01.14, 11:51
                          > Tyle ze pytanie bezsensowne, bo jak fakt, ze nie jest uposledzona czy ograniczo
                          > na prawnie ma sie do tego, ze jej wlasna rodzina wpycha ja w obowiazki rodzinne
                          > zamiast wspierac kariere?

                          Jak to "wpycha"? Mowienie, zeby zrobila cos ona, a nie jej partner naprawde mozna zignorowac. To kwestia priorytetow, po prostu zadowolenie rodziny jest dla niej wazniejsze niz wlasna kariera i tyle.

                          > owac zycie, angazowac nianki, szofera, sprzataczke, kucharke. Ale brak wsparcia
                          > jest brakiem wsparcia. Ma pod gorke i te gorke usypuje jej wlasna rodzina.

                          Nie ma "pod gorke", co najwyzej nie ma z gorki, rodzina nie stawia przed nia zadnych realnych przeszkod, jest to tylko kwestia jej wyboru.
                          • 09.01.14, 11:54
                            jezeli jej to pasuje i głaska po głowie takie chore schematy, to jest to idealny przykład, ze baby same sa winne tej sytuacji, majac tyle mozliwosci, zeby ja zmienic.
                            • 09.01.14, 11:55
                              poza tym to idealny argument, zeby przestac narzekac na meski swiat, a zaczac na kobiecy i to winnym swietle niz dotychczas robia to feministki.
                              • 09.01.14, 11:58
                                dlaczego? Matka tej dziewczyny to po prostu strazniczka patriarchatu, zjawisko stare i bardzo dobrze opisane.
                                --
                                Come and complain
                                • 09.01.14, 12:01
                                  dlatego sie pytałam o stan psychiczno -prawny dziewczyny.
                                  Temo TRZEBA sie przeciwstawiac i to, dziewczyna tak dobrze wykształcona, to jest dramat, a nie nizsze pensje.

                                  Zaczelabym walke od zmiany myslenia kobiet, zamiany roszczen na działanie. zaakceptowanie, ze jest to proces i wymaga poswiecen i ruszenia du y z kanapy, nawet jezeli same lubimy tam siedziec. tak zmienia sie swiat.
                          • 09.01.14, 12:05
                            Równie dobrze można powiedzieć, że marzący o karierze naukowej faceci mają pod górkę. Mój syn na przykład zrezygnował z doktoratu i poszedł pracować do biznesu, bo "co to za facet, którego nie stać na sushi z dziewczyną". Albo który w wieku 26 lat mieszka z rodzicami. A ile wynosi stypendium doktoranckie? Jakieś śmieszne pieniądze - i w tym sensie dziewczynom jest łatwiej piąć się po szczeblach kariery naukowej, bo kobiety w mniejszym stopniu dotyczy społeczne oczekiwanie szybkiego finansowego usamodzielniania się.
                            • 09.01.14, 12:07
                              jakby miał zaradna dziewczyne, ktora nie szuka misia z dobra pensja, bylo by im latwiej sie usamodzielnic.
                              szkoda, ze feministki to same ustatkowane panie.
                    • 09.01.14, 11:35
                      No, ale mówimy o dorosłej osobie uzależnionej emocjonalnie od rodziny. Pewnie jest w wieku ok. 30 lat, więc wypadałoby się już odpępowić; może w tym pomóc psychoterapia.

                      Nijak się to ma jednak do gender.
                      • 09.01.14, 12:05
                        menodo napisała:

                        > No, ale mówimy o dorosłej osobie uzależnionej emocjonalnie od rodziny. P
                        > ewnie jest w wieku ok. 30 lat, więc wypadałoby się już odpępowić; może w tym po
                        > móc psychoterapia.

                        Momencik, w moim opisie nie bylo nic na temat tego, jak dziewczyna reagowala na zachowanie jej matki. Czy myla te garnki, czy powiedziala "matko, ja mam artykul, a chlop ma wolne, wiec on robi prace domowe, a ja pracuje zawodowo."
                        Ja tylko opisalam, co robilo otoczenie.


                        > Nijak się to ma jednak do gender.

                        Gender to teoria opisujaca relacje miedzy mezczyznami i kobietami. Ktora stawia pytania o to, kto i dlaczego ma wladze, przywileje, korzysci, obowiazki.

                        Np. pytanie, dlaczego ktos ma obowiazek podzielenia swojego czasu miedzy prace zawodowa i obowiazki domowe, a ktos inny moze lezec na kanapie z ksiazka.


                        --
                        Come and complain
                        • 09.01.14, 12:16
                          Nikt nie ma obowiązku dzielenia czasu miedzy prace, obowiązki domowe i dzieci. To jest wybór niektórych kobiet. Zakładając, ze jesteśmy równie mądre i poczytalne jak faceci, to przewidujemy konsekwencje związku z konkretnym mężczyzna, posiadania z nim określonej ilosci dzieci itd.
                          Podzial obowiazkow to jest wybór i wewnętrzne ustalenia danej rodziny, wiązac sie z facetem zwykle wiesz jaki to model, czy zostaniesz sama ze wszystkim, a on na kanapie czy bedzie inaczej.
                  • 09.01.14, 11:23
                    co to za argumenty, nic dziwnego, ze mamy to, co mamy."

                    No dokładnie. Gdybym tylko chciała - znalazłabym czas i możliwości organizacyjne, aby robić karierę naukową. Mogłabym dzieci zostawiać z matką/opiekunkami/ ojcem, mogłabym zatrudnić gosposię.
                    Ale mi na tym kompletnie nie zależało, na pewno nie bardziej niż innym koleżankom czy kolegom. Nie miałam w sobie tak wielkiej pasji do nauki albo ją straciłam, kiedy urodziły się dzieci - ale to nie jest niczyja wina, na pewno nie jest to wina "niesprzyjającego karierom kobiet otoczenia".
                    • 09.01.14, 11:36
                      nie dziwmy sie wiec, ze facetow jest wiecej u władzy i w firmach, ze sa lepiej opłacani.
                      kobiety maja prawo poczuc zew natury, ale jezeli zadaja rownouprawnienia, to ten zew nie wystarczy, zeby zmienic to, co uwaza sie za dyskryminacje.
                      kazdy bedzie załatwiał swoj biznes, taki jest wposlczesny swiat i bez prawdziwej pracy u postaw nic sie nie zmieni w kwestii o ktorej traktuje watek.
                      chcemy rownoupranienia, czas porzucic przyjemnosci, weziasc sie do roboty, nie kazdy ma w zyciu to, co lubi, nie przyleca kosmici i nie zrobia tego za nas. w przeciwnym przypadku dokładamy sie do dyskryminacji kobiet.
                      Same układamy siwiat wokol siebie, tak jak nem pasuje, nie dziwmy sie wiec facetom, ze robia to samo.
                • 09.01.14, 12:15
                  Zrozumiałam, że dziewczyna jest już spacyfikowana przez rodzinę, która ściąga ją ze ścieżki kariery naukowej do kuchni.
                  I cały czas będę się upierać, że ona ma wybór - może urządzić sobie życie tak jak chce.
                • 09.01.14, 12:27
                  To o czym piszesz to niepoukładane w głowie tej pani. Owszem biedactwo jest wytworem pewnego systemu, ale jako osoba kształcona, powinna chociaż wiedzieć, w czym problem (nie czytała nic, nie dyskutowała o niczym?). Groźniejsze są faktyczne, twarde regulacje (gdzieś tu wspomniałam o grantach dla młodych naukowców powiązanych z wiekiem metrykalnym) czy takie coś - za komuny wiele uczelni prowadziło żłobki, teraz niektóre wracają do tego na próbę. Groźniejsze są stawki stypendiów doktoranckich czy pensji adiunktów (bez dorabiania nie da się wyżyć, a czas dla rodziny ucieka). Oczywiście jedno z drugim się łączy. Byłabym jednak za tymi żłobkami przy uczelniach najpierw - jako coś przydatnego, jako sygnał, model i komunikat także.
                  • 09.01.14, 12:59
                    Owszem biedactwo jest wyt
                    > worem pewnego systemu, ale jako osoba kształcona, powinna chociaż wiedzieć, w c
                    > zym problem (nie czytała nic, nie dyskutowała o niczym?).

                    Wiedziec, co sie z kims dzieje, a sie temu przeciwwstawic to dwie rozne rzeczy. Walka tez zuzywa energie. Ktora mozna by lepiej zainwestowac.

                    Groźniejsze są faktyc
                    > zne, twarde regulacje

                    Tu sie z Toba zgadzam, wbrew temu co ktos w tym watku twierdzil, ze wszystko juz zalatwione.

                    Byłabym jednak
                    > za tymi żłobkami przy uczelniach najpierw - jako coś przydatnego, jako sygnał,
                    > model i komunikat także.

                    Ja tez. smile
                    --
                    Czajniczek Pana R.
                    • 09.01.14, 13:47
                      Bo ja jestem ogólnie tak trochę post-gender (ale nie w tym pejoratywnym sensie, że zaprzeczam istniejącym problemom), chciałabym aby ludzie skupiali się na prawach jednostkowych bez kategoryzowania, bez przypisywania bagażu cech do rasy czy płci. Dlatego bardziej podchodzę do tematu od strony wykluczenia ekonomicznego, niż od strony opresji kobiet. Stąd moja fascynacja żłobkami (przy okazji, znam kobiety wykluczone ekonomicznie na sztywno - bo straciły pracę jako opiekunki w takich placówkach).

                      Dziewczyna z przykładu ma przechlapane, bo jej misio owszem deklaruje, ale nie działa, dla mnie to nie deklaracja. Faktycznie pełna zgoda, co innego wiedzieć, a co inne ruszyć się i zawalczyć. Do tego trzeba chcieć, a kto ma chcieć za nią? Zresztą, może ona faktycznie chce-chce a nie tylko poddaje się cudzej woli? Właśnie to mnie niepokoi w tym całym dyskursie. Jakby negować fakt, że niektóre z głębi macicy chcą pomatkować i pokwoczyć. Bosz, ja ta miałam i miewam. Mój rodzony ojciec robił mi awantury, ewentualnie pasywnie-agresywnie strofował - na cholerę wieszasz te firanki, na cholerę gotujesz obiady? przestań. Rób karierę. Twój mąż robi, przestań gotować, rób swoje. Obiady kupuj gotowe (miałabym za co). Ale ja chciałam trochę kariery, a trochę ładnych firanek (ok wiem ematka powie, że gołe okna bardziej in vouge). Czy to tylko imprinting kulturowy? skojarzenie z domem? coś w moim biologicznym hardware? Czy to coś złego, że lubię te firanki? Nie czuję się zmuszana, aby je wieszać, czy to znaczy, że sama nie wiem, co czuję, czy raczej - że ktoś uważa, że wie lepiej ode mnie?

                      Co do naukowców - gdyby społeczeństwo wyceniało ich pracę nieco lepiej, dziewczę z przykładu miałoby kasę na opiekunkę do dzieci, i nie byłoby problemu, kto pisze recenzję, a kto pilnuje dzidzi. Obecnie koszt działań naukowców przenosi się na ich bliskich (vide doktoranci na garnuszku rodziny). Wszystko tak czy inaczej sprowadza się do pieniędzy. A tu faktycznie, pełna zgoda, silniejsi zawsze znajdą słabszych, albo wymyślą słabszych, żeby sobie dać, a nie im. Ogólnie przygnębiające to wszystko. Jak zwykle.

                • 09.01.14, 12:40
                  Dziewczyna, chyba wiedziała z kim sie wiąże, jakie jest podejście faceta i jego rodziny do podziału obowiązków i czy jej to pasuje.
                  Jesli zdecyduje sie na dziecko, to z uwzględnieniem łatwych do przewidzenia konsekwencji itd.
                  Jesli zanosi sie, ze bedzie zle, to moze trzeba poszukać np. hydraulika chętnego do prac domowych i poświęcenia "kariery" dla rodziny.
                  Przeraża mnie, ze oczekujemy od państwa (cokolwiek by to znaczyło) przejęcia odpowiedzialności za nasze decyzje.
                  Myślenie niektórych kobiet, to fajnie jest byc w zwiazku z przystojnym mamisynkiem robiącym karierę i deklarującym niechęć do prac domowych, ale którego zazdrościć mi beda wszystkie koleżanki, a potem trzeba postulowac wprowadzenie ustawy nakazujacej facetom odkurzanie w środy.
                  • 09.01.14, 12:55

                    mamma_2012 napisała:

                    > Dziewczyna, chyba wiedziała z kim sie wiąże, jakie jest podejście faceta i jego
                    > rodziny do podziału obowiązków i czy jej to pasuje.


                    Popatrz, w jaka koleine wpadlas: Skoro dziewczyna ma pod gorke, to mogla sobie sama wybrac faceta i jego rodzine. A tu facet jest nad wyraz w porzadku, jego ona sobie wybrala starannie. Ale nie moze wybrac sobie wlasnej rodziny, tylko poniekad moze wybrac sobie kolegow z pracy (od ktorych czasem jednak sporo zalezy), nie moze sobie wybrac np. kto jest specjalista pulmonologiem w jej miescie (moja kolezanka zostala zjechana z gory do dolu, bo z dzieckiem podczas choroby siedzial jej maz, wiec ona nie znala jakiegos szczegolu - wyrodna matka, co porzuca chore dziecko).
                    Tylko czesc naszego otoczenia zalezy od nas. A czesc zalezy od panstwa, Szwecja 40 lat temu wygladala inaczej, prawo wywoluje zmiany w mentalnosci. Dlatego przeforsowanie niektorych ustaw zmienia warunki milionow kobiet bardziej niz gdyby same walczyly przez cale zycie.
                    --
                    Come and complain
                    • 09.01.14, 13:17
                      Żadne prawo nie zmieni mentalności ludzi. Ostatni przykład to wypadki po alkoholu, nie ma prawa, ktore bedzie myśleć za ludzi.

                      A ta kobieta z przykladu nie ma języka w buzi, zeby zgasic osobę, ktora jest niemiła? Myślisz, ze jakikolwiek przepis zmieniłby kulturę tego lekarza? Znów wrazamy do tego, ze ktos ja wychował na osobę, ktora nie potrafi sie odnaleźć w takiej czy inne sytuacji i to ona musi popracować nad soba, zeby to sie zmieniło, bo jesli urodzi jej sie corka to pewnie wychowa ja podobnie i zabawa samochodzikami, walki bokserskie zamiast lekcji baletu i chodzenie w męskich ciuchach nic nie zmienia.

                      • 09.01.14, 13:31
                        > A ta kobieta z przykladu nie ma języka w buzi, zeby zgasic osobę, ktora jest ni
                        > emiła?

                        Mamusia jest mila, dba o to, zeby dziecku zwiazek sie udal.

                        > emiła? Myślisz, ze jakikolwiek przepis zmieniłby kulturę tego lekarza?

                        Grozba nagany ze wpisem do akt wiele zmienia, takze jezyk. tongue_out

                        I znowu, ja nie pisalam, jak moja kolezanka zareagowala na zjechanie przez lekarza, czy kazala mu sie wypchac, czy zlozyla na niego skarge, czy wrocila do domu i odplakala pare godzin. Pisalam, ze taki lekarz jest elementem ukladanki, jednym z tysiecy kamyczkow. (Przy okazji mezata i dzieciata, to nie ta sama, co doktorantka z chlopem.)

                        To nie jest tak, ze cokolwiek z tego co opisalam ostatecznie determinuje los. Ale wspoltworza jakas calosc, ktora moze ulatwiac kobietom zycie lub utrudniac.
                        --
                        Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
                        • 09.01.14, 13:49
                          Skargę na lekarza mozna napisac i przy obowiązujących regulacjach, jesli ktos sie lepiej od tego poczuje, ma czas i lubi sie w takie rzeczy bawić. A co, gdyby z takim tekstem wyjechała jej lekarka, a nie lekarz?

                          Widac ja mieszkam na innej planecie, bo nie znam żadnej kobiety (z naszego pokolenia), ktora siedzi w domu wbrew swojej woli, musiała zrezygnować z kariery itd. Te, ktore siedzą sa bardzo zadowolone z sytuacji i to tez ich święte prawo. Znam mnóstwo rodzin, ktore rozsądnie rozwiązały sprawy dzieciowo-domowe.
                          Te, którym uklad nie pasował powiedziały panom dowidzenia, przeorganizowaly swoje zycie itd.

                          Wychowywana byłam w rodzinie, gdzie występował skrajny patriarchat, wiec wzorce miałam jak najgorsze. W dorosłym życiu raz tylko doświadczyłam dyskryminacji z racji na to, ze jestem kobieta i tez była to sytuacja w rodzinie, ktorej żadna ustawa by nie zmieniła. Dlatego jestem skłonna stwierdzić, ze problem nie jest aż tak powszechny jak sie próbuje kobietom wmówić.

                    • 09.01.14, 13:18
                      Skoro dziewczyna ma pod gorke, to mogla sobie sama wybrac faceta i jego rodzine. A tu facet jest nad wyraz w porzadku, jego ona sobie wybrala starannie. Ale nie moze wybrac sobie wlasnej rodziny, tylko poniekad moze wybrac sobie kolegow z pracy (od ktorych czasem jednak sporo zalezy), nie moze sobie wybrac np. kto jest specjalista pulmonologiem w jej miescie (moja kolezanka zostala zjechana z gory do dolu, bo z dzieckiem podczas choroby siedzial jej maz, wiec ona nie znala jakiegos szczegolu - wyrodna matka, co porzuca chore dziecko). "

                      Wiesz co, ale ja nadal nie rozumiem: czy ta dziewczyna mieszka z tymi rodzicami i oni na co dzień kontrolują jej życie i dlatego nie może zrobić kariery naukowej?
                      Z tego, co piszesz naprawdę wyłania się obraz jakiejś wyjątkowo niedojrzałej, zewnątrzsterownej osoby z dużymi problemami emocjonalnymi. Żadne regulacje prawne nie wyrównają jej szans na zrobienie jakiejkolwiek kariery: nie tylko w konkurencji z facetami, ale też z wieloma kobietami.
                  • 09.01.14, 12:56
                    > Myślenie niektórych kobiet, to fajnie jest byc w zwiazku z przystojnym mamisynk
                    > iem robiącym karierę i deklarującym niechęć do prac domowych

                    Czy Wy ludzie nie umiecie czytać? Ten facet jak najbardziej deklaruje chęć wykonuje prace domowe.
                    • 09.01.14, 13:03
                      To co stoi na przeszkodzie, matka mu ręce i nogi wiąże? Języka nie ma, zeby odpowiedzieć?
                      • 09.01.14, 13:07
                        Nie, ma podsluch na jej uszach i podglad na jej oczach. Wiec jak mamusia idzie do coreczki i mowi, dziecko trzeba kupic to i tamto, to facet od razu sie podrywa, bo juz wie, ze trzeba isc na zakupy. A moment, google glasy to jeszcze przyszlosc...

                        Nie byli w jednoizbowej chalupie, a mamusi jakos zawsze blizej bylo do coreczki niz do jej chlopa. A jak coreczka podnosila glowe znad ksiazki i wolala "kochanie, pojdz na zakupy", to dostawal po uszach, ze gania faceta.
                        --
                        Pani Grzyb tlumaczy
                      • 09.01.14, 14:09
                        mamma_2012 napisała:

                        > To co stoi na przeszkodzie, matka mu ręce i nogi wiąże? Języka nie ma, zeby odp
                        > owiedzieć?

                        Mylisz dwie rzeczy. Zjawisko, które występuje, z reakcją na nie. Można zareagować prawidłowo, ale to nie znaczy, że ochrzan od matki nie miał miejsca.
                        Moja mama też potrafiła wyskoczyć z tekstem, że jak mąż mi zmywa gary, to mam mu podziękować. Zjawisko zaszło. Co odpowiemy, to poniekąd inna sprawa. Ja odpowiedziałam, że chyba raczej nam pozmywał, mąż olał i zmywał dalej. Co ciekawe, nie wiem, skąd się mojej mamie to wzięło, bo ona raczej z królewien, co palcem potrafią nie kiwnąć nawet siedząc w domu (choć to się zmieniało z latami, w stronę królewny), tylko czekać aż chłop wróci i pozmywa, sprzątnie, ugotuje i jeszcze zahaczy całodobowe Tesco wracając z roboty o północy. I jakoś nigdy nie widziałam, żeby mu dziękowała suspicious
                        Kto wie, jaka bym była, gdybym wychowała się w domu, gdzie panuje typowy patriarchat? Nie można tego lekceważyć.
                        Na szczęście to tata tłukł mi do głowy, nie tylko słowem ale przede wszystkim czynem, że facet też ma dwie ręce, dom, dzieci i wszelkie sprawy z tym związane są wspólne. To on głównie sprzątał, zmywał, robił zakupy - mamie nie chciało się nawet wyjść do sklepu obok domu, tylko dzwoniła, żeby tata kupił, jak będzie wracał z pracy. Gotował, kąpał nas, przewijał, jeździł po lekarzach (a chorowałyśmy, że hej), chodzil na wywiadówki, nosił, kiedy się z siostrą darłyśmy, prał pieluchy (choć jego matka omal nie dostała zawału na ten widok - jak to, Twoja żona leży, a Ty pierzesz?! Tata: Jak ci nie pasuje, mamusiu, to sama możesz wyprać). Cieszę się, że z domu nie wyniosłam przekonania, że od roboty w domu i w pracy jest chłop, a kobieta po pracy ewentualnie poleży, popachnie i porozwiązuje krzyżówki - chociaż teraz wiem, ze taki układ nie jest na tyle powszechny, żeby atakował z każdej strony.
                        Nie można udawać, że to, jak Cię wychowują nie ma wpływu na to, czy potrafisz zareagować, kiedy Cię dyskryminują, i czy w ogóle zauważysz, że jesteś dyskryminowana. A kiedy jesteś wbijana w dany schemat i w domu, i w szkole (ach, te podręczniki dla dzieci), i w wielu innych miejscach, w których sie znajdziesz, to nie jest łatwo ten schemat przełamać.
                        • 09.01.14, 14:29
                          Tyle, ze po raz któryś powtórzę, ze ustawy tego nie zmienia, a to zamieszanie, ktore powstało, niemadre argumenty i dziwne pomysly tylko ośmiesza to co jest dobrego w równouprawnieniu.
                          Chcemy miec ładne opakowanie w nadziei, ze wtedy i środek sie poprawi, tyle, ze tak to nie działa. Dla mnie to zły kierunek i tyle.
                          • 09.01.14, 15:12

                            mamma_2012 napisała:

                            > Tyle, ze po raz któryś powtórzę, ze ustawy tego nie zmienia

                            Bo?


                            > Chcemy miec ładne opakowanie w nadziei, ze wtedy i środek sie poprawi, tyle, ze
                            > tak to nie działa. Dla mnie to zły kierunek i tyle.

                            To opisz pokrotce, jak osiagnac zmiane srodka. Jakimi metodami?
                            --
                            Come and complain
                • 09.01.14, 14:30
                  > System to tez rodzina, dalsze otoczenie, ktore ustawia kobiete wedlug wlasnych
                  > przekonan. Ogladalam wlasnie podczas swiat - dwoje doktorantow, on skonczyl pis
                  > ac, ona jeszcze pisze, swieta u jej rodziny. "Dziecko, trzeba zrobic xyz", "koc
                  > hanie, trzeba zrobic xyz", "juz robie, nie ma sprawy", "ale ja Ciebie prosilam,
                  > nie jego, przestan go ciagle gonic". I co z tego, ze on ma wolne, a ona probuj
                  > e pracowac zawodowo?
                  Byłaś u mnie na świętach?
                  Bo tak to właśnie wyglądało. Ja --- etat i doktorat, mąż --- tylko doktorat i cała moja rodzina ma do mnie pretensje, że powinnam coś tam zrobić i że się mężem wyręczam.
                  Ja mam akurat dzikie szczęście w zyciu, bo mam teściową feministkę, która  żelazną ręką równy podział obowiązków w swoim małżeństwie, więc mój mąż nie ma problemu z ogarnięciem domu, samotnym rodzicielstwem przez trzy miesiące, bo akurat jestem na stypednium, itp.
                  --
                  Loitering with content.
                  • 09.01.14, 14:55
                    No, ale właśnie Twój przykład jest dowodem na to, że można się rozwijać zawodowo, pochodząc z rodziny, w której rolą kobiety jest usługiwanie panu.

                    Zresztą, moim zdaniem, akurat w Polsce problem patriarchalnych rodzin i ciemiężonych w nich kobiet, jest problemem wyolbrzymionym przez trzy na krzyż pokręcone feministki. Już w pokoleniu moich rodziców, które startowało w życie w latach 50/60, kobiety pracowały, studiowały, uciekały ze wsi do miasta i niezależność finansowa oraz równouprawnienie była dla nich realną wartością. Ale nawet te, które nie pracowały miały w domu realną władzę, także finansową - zwyczaj oddawania żonie całej pensji wydawał mi powszechny. Często miałam wrażenie, że to ona rządzi, a on się czuje władczy smile
                    • 09.01.14, 16:40
                      > No, ale właśnie Twój przykład jest dowodem na to, że można się rozwijać zawodow
                      > o, pochodząc z rodziny, w której rolą kobiety jest usługiwanie panu.
                      I tak i nie. Model był zawsze taki, że kobieta pracuje, tylko że na dwa etaty -- w domu i w pracy. Mężczyzna ma jeden etat, "bo jego praca jest cięższa". U moich rodziców też tak było, mimo że to chyba moja mama miała cięższą pracę (była inżynierem w fabryce).
                      Mój przykład jest raczej dowodem na to, że można się rozwijać, jak się odrzuci obowiązek tego "drugiego etatu". Ja w ogóle przez dziesięć lat ciężko pracowałam, żeby pozbyć się wszystkiego, co mnie mama uczyła (m.in. głodne kawałki o tym, że w domu ma być czysto, bo inaczej mąż odejdzie), bo najnormalniej mi to przeszkadzało we własnym życiu rodzinnym. Nie mówiąc o tym, że każda z tych mądrości okazała się bzdurna.
                      --
                      Loitering with content.
            • 09.01.14, 10:06
              Zle stawiasz pytania.
              Zacznij od zastanowienia dlaczego tak sie dzieje. Czy sa jakies szczególne powody, ktore w sposob instytucjonalny uniemożliwiają kobietom zostanie profesorem? Czy tez one same w którymś momencie dopuszczają, z sobie znanych powodów?
              Zawód jak dobrze wiemy każdy wybiera sobie sam. Niewiele jest chyba takich (jesli wogóle), gdzie przepisy nie pozwalają kobietom podjąć pracy.
              Czemu kobiety niechętnie podejmują stosunkowo dobrze płatne prace fizyczne np. górnika, elektryka, operatora koparki czy inne? Panom nikt nie zabrania zostawania nauczycielami w przedszkolach czy pielęgniarkami, a niewielu sie na to decyduje (moze biorą pod uwagę, ze niewiele zarobią)
              A jak wyglada sytuacja w przypadku firm, gdzie prezesem sa kobiety? Czy rzeczywiscie odbierają sobie za współpracowników inne panie? Zreszta nie wobrazam sobie, aby prawo "nakazalo" mi zatrudniać kobiety, jesli akurat miałabym kaprys (uwazalabym, ze to lepsze dla firmy) zatrudnić sobie panów?
              • 09.01.14, 10:14
                Ależ ja nie jestem za tym, by prawo nakazywało zatrudnianie kobiet. Myślę, że odpowiedzi na postawione przez ciebie pytania są bardzo złożone. Nie wszystkie da się wytłumaczyć tym, że kobieta rodzi dziecko. To zapewne też ma duże znaczenie. Bo to ona potem zostaje na macierzyńskim (obecnie rocznym) i ewentualnie rodzicielskim. Przy dwójce dzieci, to często oznacza wypadnięcie z obiegu na kilka lat. Myślę, że nie da stworzyć się takiego 100% równouprawnienia, to fikcja. Pamiętam jak na studiach niemiecka dziennikarka, która pracowała dla niemieckich mediów w Polsce informowała nas o tym, że badania wykazały, że w Niemczech kobiety zarabiają ponad 30% mniej na takich samych stanowiskach jak mężczyźni. Nie porównywano więc pielęgniarki z górnikiem, tylko pracowniczkę biurową z pracownikiem biurowym i lekarkę z lekarzem. Ciekawe, czy w Polsce jest podobnie.
                • 09.01.14, 10:18
                  kobieta nie musi zostawac na macierzynskim, ani na wychowawczym.

                  chcecie rownouprawnienia, badzcie konsekwentne, nie mozna zadac super traktowania przez pracodawcow, uwazajac, ze mozna zniknac z pracy na kilka lat i po powrocie powinno sie zarabiac tyle ile mezczyzna, ktory takich planow nie ma i miec nie bedzie, bo jak widac kobieta mu nie pozwoli.

                  wypadniecie na kilka lat z pobiegu, to wystarczajaca podstawa do mniejszych zarobkow na tym samym stanowsku. sa takie badania, uwzgledniajace doswiadczenie kobiet i ich kulkuletnie przerwy w pracy?
                  • 09.01.14, 10:22
                    Tak, badania porównywały kobiety i mężczyzn na tych samych stanowiskach z tym samym stażem pracy. wyniki były dołujące. mężczyźni o wiele szybciej też awansowali.
                    • 09.01.14, 10:29
                      czy w staz pracy był wliczony macierzynski/wychowawczy? czy tylko czas od rozpoczecia pracy ogolnie?
                      • 09.01.14, 10:31
                        kto wg ciebie powinien byc lepiej opłacany ktos, kto przepracowal 10 lat "ciurkiem", czy ktos kto przerpacowal 10 lat w ciagu 16 lat, majac dwie dlugie przerwy w pracy (dwoje dzieci i wychowawczy)
                        • 09.01.14, 10:35
                          Wiesz, idealnie by było, gdyby jedno i drugie miało 15 lat pracy i po roku "rodzicielskiego" i jedno i drugie za tę samą wykonywaną pracę zarabiało tyle samo.
                          • 09.01.14, 10:40
                            rozumiem, ze populistyczne badania tego nie uwzgledniaja.
                            podpowiem, ze ma ogromne znaczenie, to sa zachowania czysto ekonomiczne. takie jest zycie i swiat.
                            chcecie wiec rownouprawnienia, wezcie sie do robory, pozwolcie mezczynom wychowywac dzieci, zadajcie rownoupranenia we wlasnym domu, potem chodzcie na manify i tupcie obcasikami "bo tak", nie pozwalajcie misiom sie utrzymywac, miejcie wlasna godnosc i plany.
                            dopiero wtedy jakakolwiek zmiana jest mozliwa, bo to, co sie dzieje teraz, to koncert zyczen.
                            • 09.01.14, 10:45
                              Kietka, ale czemu ty do mnie piszesz w liczbie mnogiej. Wyraźnie napisałam, że nie uważam się za feministkę, że pracuję, że nie mam misia, który mnie utrzymuje i nie staram się zmienić świata. Czy możesz starać się dyskutować bardziej merytorycznie, a nie powtarzać po raz kolejny coś o tupaniu obcasikiem. Ja nie tupię obcasikiem, bo chodzę na płaskich butach. Staram się odpowiadać Ci spokojnie i merytorycznie a ty podchodzisz jakoś tak strasznie emocjonalnie. Coś ci dziś nie wyszło?
                              • 09.01.14, 10:50
                                pisze ogolnie, do oburzonych statystykami.
                                tupanie obcasem to przenosnia, chodzi o bardzo seksistowski ton dyskusji, dajcie bo ja tak chce, zobaczcie jaka jestem biedna i mala. wszedzie mnie kopia w moj zgrabny tyłeczek, a ja chce do rady nadzorczej.

                                to tylko wodzenie za nos takich jak ty, nie obraz sie. siła feministek, badania smile
                                rozejrzyj sie wokół, zobacz ile babek siedzi w domu, a mogłyby spokojnie sie kształcici i pracowac, narzekaja na swoj los i los kobiet, a nie robia nic, zeby to zmienic.
                                • 09.01.14, 10:58
                                  Ależ w tym akurat wątku nikt nie "tupał obcasikiem" i nie był oburzony tym, że go kopią w jego zgrabny tyłeczek. Chodziło NAM o zwykłe pogadanie o artykule, o opisanych zjawiskach. Więc się uspokójcie kietka. Radzę dobry seks z mężem i wyluzujecie. Ja ze swojej strony kończę rozmowę w WAMI (w sensie z tobą), bo nie zauważyłam, byś coś interesującego wniosła do dyskusji, mimo że starałam się bardzo wyciągnąć od ciebie jakiś konkret.
                                  • 09.01.14, 11:00
                                    samo oburzenie tymi statystykami swiadczy paradoksalnie o duzej ignorancji w temacie.
                                    jezeli takie badania sa konkretem, to winszuję.
                                • 09.01.14, 11:11
                                  kurcze, lubię Cię- lepiej bym tego nie ujęła- mam takie samo zdanie jak Ty.

                                  Ania
                      • 09.01.14, 10:34
                        Wiesz, to było już jakiś czas temu. Nie, macierzyński i wychowawczy nie był wliczany. Brano pod uwagę ludzi, którzy nieprzerwanie na danym stanowisku pracują 3 lata. O ile wiem, to w Polsce te różnice nie są aż tak duże. Niemcy słynęły z tej różnicy proporcji, szczególnie zachodnie Niemcy. Nam socjalizm wywalczył jednak trochę więcej tego uprawnienia (Kobiety na traktory! darmowe żłobki itp.).
                        Ja nie wiem, czy jestem feministką. Traktuję z reguły świat otaczający mnie bez wielkiej walki. Sama staram się dla siebie wywalczyć w pracy, w moich stosunkach z mężem, z synem jak najwięcej równouprawnienia i odstąpienia od myślenia "mama to ugotuje" a "tata przyniesie kasę na to".
                        Ale jestem pewna, że świat jest ukształtowany bardzo patriarchalnie i cieszę się, że są ludzie, którym chce się walczyć o zmianę tego stanu.
                    • 09.01.14, 10:36
                      Znów, pomysl dlaczego tak sie dzieje. Taka sytuacja ma oczywiscie swoje powody.
                      Zreszta wolniej awansują tez niscy faceci (ciekawostka: prezydentem USA praktycznie zawsze zostaje wyższy kandydat), otyłe kobiety itd.
                      Mozna tez zapewne znalezc statystyczna zależność miedzy wysokości pensji a uroda kobiety itd.
                      Równouprawnienie to bzdura, walka o nie to, niepotrzebna strata energii i pieniędzy, ktora nic nie zmienia (no poza tym, ze sie kilka osob w mediach wypromuje), a zycie i tak toczy sie po swojemu. Jesli cos chcemy zmienic naprawde efektywnie to możemy zrobic to tylko ze soba i własnym potomstwem, a nie nieralnymi do spełnienia postulatami.
                      • 09.01.14, 10:39
                        Ale to, co piszesz to już jest bzdura. Gdyby walka o równouprawnienie nie miała sensu, to przecież nie miałybyśmy prawa do głosowania. To dzięki tej walce dążymy do zdobycia należnych nam praw. Najpierw zdobywa się te oczywiste. Prawo do pracy w pewnych zawodach (przecież przez setki lat kobiety nie mogły być prawnikami), prawo do głosowani, prawo do wyjazdu zagranicznego bez zgody męża. To właśnie dziś mamy takie prawa, bo byli ludzie (kobiety i mężczyźni), którzy o to walczyli.
                        • 09.01.14, 11:12
                          Tyle, ze to co mozna było zrobic urzędowo, to w zasadzie zrobiono. Nie ma formalnych przeszkód, żebyśmy były kim chcemy, miały pasje jakie chcemy, żyły jak i z kim chcemy itd.
                          Cała reszta to sprawa zmiany mentalosci, w tym przede wszystkim samych kobiet, do wypracowania tylko i wyłącznie powoli, na najniższym poziomie (jednostka, rodzina).
                          To co próbuje sie zrobic teraz to zabieranie sie do problemu od doopy strony, z góry skazane na niepowodzenie.
                          A kobiety wychodzą na krzykaczki i awanturnice, pyskujace miedzy soba, licytujace sie na absurdalne postulaty. Faceci stoją sobie z boku i sie przyglądają z poblazliwie uśmiechem. Dobrze wiedza, ze moga dowolnie zmieniać przepisy, ustawy itd., bo to i tak nic nie da, póki nie nastąpi zmiana na zupełnie innym poziomie.
                • 09.01.14, 10:25
                  Jesli kobiety godzą sie na niższa płace, to szef byłby idiota, gdyby zapłacił kobiecie wiecej niż ta sama zaakceptowała, tylko dlatego, ze jest kobieta.
                  To, ze wlasciciel fitprmy zakłada z góry (nawet błędnie), ze facet lepiej sie sprawdzi jako ów pracownik biurowy, ze bardziej zwróci sie firmie, to jego święte prawo, ryzykuje bowiem swoje własne pieniadze. Niech mu ktos udowodni, ze jest inaczej.
                  W ostateczności mozna ten problem rozwiązać "odgórnie" np. w budzetowce, ale nie w prywatnych firmach.
                • 09.01.14, 15:26
                  Właśnie dlatego roczny macierzynski w obecnej formie to upupiająca kobiety porażka. Połowa powinna być przypisana do mężczyzny, niewykorzystany przepada.
                  • 09.01.14, 15:49
                    Ale kto o ten urlop walczył? Czy nie same kobiety? A juz zapomnialyscie jakie oburzenie było, jak niektore mogły nie miec szans skorzystać z tego okrutnego upupienia (zapomnialyscie o matkach pierwszego kwartału). Urlop powinien byc do dyspozycji rodziny, jak ktos ma ochotę zapraszamy do pracy po dwoch tygodniach, jak którejś rodzinie pasuje niech ojciec siedzi cały rok, w innej matka. To rodzice powinni decydować jak jest dla ich rodziny lepiej, a nie rząd czy bezdzietne feministki.
            • 09.01.14, 12:13
              > - że mimo, że 57 % studentów to kobiety, to tylko 12% profesorów to kobiety. Cz
              > yli co? jako studentki i młode dziewczyny kobiety są mądre a potem głupieją?

              Przepraszam, czy ty niechcący nie implikujesz, że jeśli kobieta nie jest profesorem, tylko np. wychowuje dzieci w domu - to jest "głupsza" od profesora?

              Nie, kobiety nie głupieją. Z różnych powodów wybierają częściej inną drogę, niż tzw. kariera naukowa. I problemem według mnie jest wyłącznie to, czy wybierają bo lubią, czy wybierają, bo się im coś utrudnia. Oraz czy inne wybory nie stawiają ich w sytuacji wykluczenia.

              Tak, w naszym pięknym kraju dyskryminuje się kobiety-naukowców btw. Np. system grantów dla młodych naukowców oparty o kryterium wieku metrykalnego = zgroza, zgroza i dyskryminacja (rodzisz, masz macierzyński, a licznik bije i już się nie załapiesz na te granty). Z drugiej strony, nie jest to takie jednoznaczne - nie upraszczałabym. Niwelujmy sztuczne podziały, walczmy z dyskryminacją, ale pozwólmy po prostu wybierać.
        • 09.01.14, 09:35
          Wprawdzie częściej z powodu ChUK umierają kobiety niż mężczyźni (w 2006 r.
          współczynniki rzeczywiste dla obu grup wynosiły odpowiednio 451 i 432 na 100 tys.) ale
          wynikało to ze starszej struktury wieku kobiet. Po wyeliminowaniu różnic w obu strukturach
          wieku okazuje się, że choroby te są znacznie większym zagrożeniem życia mężczyzn gdyż
          standaryzowany współczynnik zgonów w 2006 r. dla mężczyzn był o ok. 2/3 wyższy niż
          dla kobiet (tabela 2.5 i 2.6)

          www.pzh.gov.pl/page/fileadmin/user_upload/PZH_Raport_2008.pdf
          Tu ogólnie o chorobach układu krążenia. Szukam dalej.
          • 09.01.14, 09:40
            Super. Dzięki. Ale to oznacza chyba, że prawda jest trochę po środku. Ja kojarzyłam zawał jako chorobę typowo męską. A może chodzi o to, że mimo, że mężczyźni mają częściej zawały, to w stosunku do dużej liczy zawałów i tak mniej facetów umiera??? A kobiety mają rzadziej zawały, ale jak już mają, to umierają??? Właśnie dlatego, że nie rozpoznaje się "męskich" symptomów?
            • 09.01.14, 09:43
              I chyba też dlatego, że mają je w starszym wieku więc pewnie ogólnie organizm słabszy.
              • 09.01.14, 09:46
                Pewnie też. Ale to kolejna rzecz, która dla mnie jest zastanawiająca. Bo naprawdę kojarzyłam zawał głównie z facetami.
                • 09.01.14, 09:52
                  Ja też, ale tak jak pisałam pewnie dlatego, że w otoczeniu o przypadku zawału wśród kobiet nie słyszałam. Z drugiej strony dziwne, ze nas to dziwi-mamy serce więc i zawał mieć możemy.
              • 09.01.14, 13:17
                Nie podam źródła, ale czytałam, że akurat zawał statystycznie dużo częściej zabija młodych ludzi, starszy ma większą szanse przeżycia.
                A co do kobiet - zdaje się, że wiele z nich nawet nie wie, że miało zawał, bo objawy rzadko są tak charakterystyczne jak u mężczyzn.
            • 09.01.14, 09:46
              Tak, włąsnie tak. Wiecej mezczyzn ogólnie choruje i umiera, ale wsród hospitalizowanych przypadków smiertelnośc jest większa u kobiet.
              • 09.01.14, 09:48
                I teraz pytanie: czy jest to efekt zwykłej fizjologii (kobiety mają zawały w starszym wieku, więc organizm słabszy i kobieta umiera) czy właśnie męskiego opisu zawału i brak umiejętności poprawnego szybkiego rozpoznania tegoż zawału nawet przez lekarzy?
                • 09.01.14, 10:08
                  Sa rózne powody, ten jest jednym z kilku.

                  I nie starsze, tylko młodsze umierają częsciej.
            • 09.01.14, 10:11
              Ja o tym czytalam juz wieki temu, ktores z czasopism popularyzujacych nauke mialo taki cykl, nie pamietam dokladnych liczb, ale jest mniej wiecej tak, jak opisujesz.
              Znacznie wiecej facetow ma choroby ukladu krazenia - nie sa chronieni przez estrogeny, sa mniej zdyscyplinowani jesli chodzi o okresowe badania i branie lekow, maja mniej ruchu (ogladanie meczu vs. mycie chocby i dziecka). W zwiazku z czym znacznie wiecej facetow w przeliczeniu na np. 1000 ma zawal. I czesc na ten zawal umiera. Tak wiec w przeliczeniu na ogolna populacje owszem choroby krazenia kosza mezczyzn. Ale jesli porownamy odsetek osob umierajacych na zawal uwzgledniajac tylko zawalowcow, to umiera znacznie wiecej kobiet. Bo damski zawal bywa mylony z niestrawnoscia czy nadwyrezeniem miesni reki. Trafilas w sedno: " kobiety mają rzadziej zawały, ale jak już mają, to umierają".
              --
              Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
        • 09.01.14, 09:37
          www.dailymail.co.uk/health/article-437247/Viewpoint-Womens-lives-risk-test-drugs-men.html
          www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15692277
          www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2815290/
          www.slate.com/articles/health_and_science/medical_examiner/2010/07/drug_problem.html
          www.nature.com/nature/journal/v465/n7299/full/465688a.html
          www.nature.com/nature/journal/v465/n7299/pdf/465665a.pdf

          Nie mam nic o mastektomii/orchidektomii. Ale moze znajdę w wolnym czasie.
          • 09.01.14, 09:42
            Mój angielski nie powala, ale to, co rozumiem, to jednak daje do myślenia. Bardzo. To nie jest zwykłe "bicie piany", jak niektóre piszą. Dobrze, że są kobiety i pewnie też mężczyźni, którzy te fakty wyciągają na światło dzienne i chcą to zmienić. Dzięki za linki.
    • 09.01.14, 09:33
      Ja też czytałam ten wywiad i mam podobne odczucia jak ty. Nie wiedziałam o tych sprawach wcześniej, myślę, że z biegiem czasu zostanie ujawnionych więcej takich informacji. Ja jestem zwolenniczką gender i przeraża mnie fakt jak mało kobiet rozumie to zjawisko godząc się na swoją rolę służącej.

      Pracując parę lat temu w prywatnej uczelni Rektor, Prorektorzy i Dziekani i dyrektorzy instytutów byli w 90% mężczyznami (na ogół starszymi), zarabiali krocie, a ich sekretarkami/asystentkami były w 100% kobiety zarabiające kilkakrotnie mniej. Zawsze mnie to wkurzało.

      Podobnie jest z karierą naukową - niby jest więcej doktorantek niż doktorantów, ale później (po habilitacji) te proporcje odwracają się, bo kobiety rodzą i wychowują dzieci i nie mogą robić takich karier jak mężczyźni.
      • 09.01.14, 09:41
        Odnioslam podobne wrazenie i tez jestem zadziwiona reakcja dziewczyn tutaj, jezeli chociazby czesc z inforacji zawartych w linku jest prawda to jest dla mnie naprawde szok.

        --
        "Wiem, że już nigdy nie napotkam niczego i nikogo, kto mógłby wzbudzić moją namiętność. Wiesz, żeby móc kogoś pokochać, to całe przedsięwzięcie. Trzeba mieć energię, ciekawość, zaślepienie... Jest nawet taka chwila na początku, kiedy trzeba przeskoczyć nad przepaścią: kto się zastanowi, nie zrobi tego."

        Jean-Paul Sartre "Mdłości"
        • 09.01.14, 10:08
          nie ogarniam waszego toku myslenia, jak mame kocham.
          w wymienionych przypadkach pewnie dezycje i procedury dla was szokujace podejmuja kobiety, chociazby z racji nizszych kosztów, co to ma wspolengo z rownoupranieniem, na Boga nie wiem.
        • 09.01.14, 10:15
          A ja myślę, że to nic nowego. Po prostu nazwa do zjawiska, które jest społecznie akceptowane u nas nawet przez kobiety. I to jest problem. Ale postrzegam go jako jeden z wielu. Uznawana jestem za osobę roszczeniową, bo "wymuszam" na mężu różne rzeczy (przez rodzinę moją i teściów) w towarzystwie mężczyźni zaczynają patrzeć ciekawym wzrokiem jak zaczynam dyskutować big_grin (bezcenne) a w pracy mówią mi że powinnam się cieszyć i doceniać to co mam a jak mi nie pasuje to zawsze mogę iść gdzie indziej(to ostatnie między wierszami). I dobrze, że się o tym mówi. Tylko szkoda, że w takiej atmosferze sad
      • 09.01.14, 11:45
        > Podobnie jest z karierą naukową - niby jest więcej doktorantek niż doktorantów,
        > ale później (po habilitacji) te proporcje odwracają się, bo kobiety rodzą i wy
        > chowują dzieci i nie mogą robić takich karier jak mężczyźni.

        Nie nie mogą, tylko nie chcą, bo wolą rodzić i wychowywać dzieci.
        Nikt im nie broni zrezygnować z tego na rzecz kariery.
        • 09.01.14, 11:55
          > Nie nie mogą, tylko nie chcą, bo wolą rodzić i wychowywać dzieci.
          > Nikt im nie broni zrezygnować z tego na rzecz kariery.

          Moj promotor ma czworo dzieci, w tym dwoje niewidomych. Jakos mu to na kariere nie wplynelo. Dlaczego?
          --
          Pani Grzyb tlumaczy
          • 09.01.14, 11:58
            Zaryzykuję stwierdzenie, że pewnie żona siedzi z tymi dziećmi w domu.
        • 09.01.14, 12:07
          ale facet może mieć i dzieci i karierę, więc nie karz kobiet za rodzicielstwo,
          chodzi o to ze kobiet tez powinna mieć prawo do dzieci i do kariery, faceci nie muszą dokonywać takich wyborów!
          • 09.01.14, 12:37
            > ale facet może mieć i dzieci i karierę, więc nie karz kobiet za rodzicielstwo,
            > chodzi o to ze kobiet tez powinna mieć prawo do dzieci i do kariery, faceci nie
            > muszą dokonywać takich wyborów!

            A teraz wyobrazmy sobie takiego faceta, ktory chce tego, co ma zwykle kobieta, czyli chce od malego wychowywac dziecko siedzac w domu. Jakie ma na to szanse?
          • 09.01.14, 13:10
            Ale kobieta ma prawo do takich wyborów, w czym problem?

            --
            „Każdy facet boi sie tego, że po ślubie dziewczyna zetnie włosy,
            przybierze na wadze i przestanie dawać mu dupy"
          • 09.01.14, 13:21
            Jeszcze jedno. Moja koleżanka ma 3-letnie dziecko i narzeka strasznie na swoją sytuację finansową, na to, że mąż pracuje całymi dniami. Brak własnych pieniędzy strasznie ją deprymuje, czuje się sfrustrowana i niedowartościowana. Ale jednocześnie nie chce iść do pracy na cały etat gdyż nie wyobraża sobie niewidzenia dziecka przez 8-9 godzin dziennie. I co? Nikt jej na siłę nie zatrzymuje w domu, sama jest sobie przeszkodą. Myślę, że tak jak ona, ma mnóstwo kobiet. Wybór jest, ale nie wszystkie kobiety chcą z niego korzystać.

            --
            „Każdy facet boi sie tego, że po ślubie dziewczyna zetnie włosy,
            przybierze na wadze i przestanie dawać mu dupy"
    • 09.01.14, 10:48
      Przeczytane informacje też mnie zaskoczyły. W sumie logiczne i oczywiste a jednak.
      Co do podejścia do pewnych spraw kobiet to wystarczy tak prozaiczna sprawa jak prawo jazdy. Każda powie że facet takowe posiadać musi. A to kobieta? A tam, dla własnej fanaberii ma i po co jej to (przynajmniej starsze pokolenie tak ma).
      --
      >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
      • 09.01.14, 10:57
        Gdzie tak jest? To jakies sytuacje sprzed 20 lat!
        Inna sprawa, ze wiele kobiet powie, ja sie boje, ja sie nie nadaje, bo to nie na moja głowę, a co jesli cos pójdzie nie tak itd.
        To nie presja środowiska tylko myślenia samych kobiet o sobie.
        • 09.01.14, 10:59
          A uważasz, że na fakt, jak postrzegamy siebie sami nie ma wspływu środowisko, w którym żyjemy?
        • 09.01.14, 11:15
          No, ale tego sie ustawami nie zmieni. Jesli kobieta chce pracować nad soba ma prawo i mozliwosci. Jesli rodzice chcą wychować pewna siebie kobietę maja wszelkie mozliwosci i robi sie to w domu codzienna praca, a nie bzdurnymi zarzadzeniami.
          • 09.01.14, 11:23

            mamma_2012 napisała:

            > No, ale tego sie ustawami nie zmieni. Jesli kobieta chce pracować nad soba ma p
            > rawo i mozliwosci. Jesli rodzice chcą wychować pewna siebie kobietę maja wszelk
            > ie mozliwosci i robi sie to w domu codzienna praca, a nie bzdurnymi zarzadzenia
            > mi.


            Zmieni sie, zmieni. Wychowanie to nie tylko rodzice, to takze przedszkole, szkola, harcerstwo, kolonie, kluby sportowe. Na spora czesc tych insytytucji ustawy maja wplyw.
            A poza tym taki drobiazg "ustawowy" - jakby wygladala opieka nad dzieckiem, gdyby bylo tak: matka 100% macierzynskiego przez pol roku lub 80% przez rok matka lub 100% macierzynskiego przez pol roku i ojciec 100% macierzynskiego przez pol roku? Ile rodzin zdecydowaloby sie na wariant trzeci? Ile kobiet dzieki temu mialoby lepsze szanse na rynku pracy? Jak reagowaliby pracodawcy, gdyby zatrudnienie kobiety i mezczyzny wiazaloby sie z takim samym ryzykiem, ze pojdzie na polroczny urlop? To jest konkretna zmiana, ktora mozna wywolac konkretna ustawa.
            --
            Entropia i chaos dnia codziennego
            • 09.01.14, 12:04
              Taki pomysł upadłby z hukiem, bo ile mam radośnie zostawiloby potomstwo na pol roku pod opieka tatusia i ochoczo udało sie do pracy, widujac dziecko dwie godziny dziennie?
              Pozwól, ze pomyśle ile znam takich kobiet? Odpowiedz ZERO, kazda ze znanych mi rodzin postawiłaby na 80 % wynagrodzenia matki. Oczywiscie jestem sobie w stanie rodziny żyjące na styk, gdzie kobieta zarabia tyle co mąż lub wiecej i tam moze by sie to sprawdziło, tyle, ze wiele takich rodzin zwyczajnie by nie przetrwało, to taki skutek uboczny odgornych regulacji prywatnych spraw obywateli.

              A wychowaniem moich dzieci zajmuje sie głównie ja i nie zycze sobie, aby ta funkcje przyjmowały instytucje i przypadkowe osoby. One maja nie psuć mojej roboty i wystarczy. Zdrowy podział, przy niepatologicznych rodzinach wiedzę tak: 85% wychowania rodzice, 10 reszta rodziny, 5 szkola. Szkola, ma uczyć moje dziecko, od wychowania jestem ja.
              • 09.01.14, 12:32
                Facet widujacy dziecko dwie godziny dziennie - norma.
                Babka widujaca dziecko dwie godziny dziennie - rarog.

                No i jak to jednak srodowisko wplywa na doswiadczenia, ja akurat znam pare par, gdzie ojciec bral czesc opieki nad dzieckiem. Niektorzy nawet w tym celu specjalnie oszczedzali, bo inaczej nie mogliby sobie finansowo na taki eksces pozwolic. Przyczyny byly rozne, ale wiekszosc jako jeden z waznych argumentow podawala, ze bliski kontakt z ojcem bardzo pozytywnie wplywa na zycie dziecka jako jednostki, a do tego stabilizuje rodzine jako calosc. Moze dlatego ze w razie rozwodu dziecko nie jawi sie ojcu jako obowiazek alimentacyjny, ale jako zywy czlowiek, ktory na jego oczach po raz pierwszy wspial sie na zjezdzalnie?


                Zdrowy podział, przy niepatologicznych rodzinach wiedzę tak: 85%
                > wychowania rodzice, 10 reszta rodziny, 5 szkola. Szkola, ma uczyć moje dziecko
                > , od wychowania jestem ja.

                Moze siegnij po jakies opracowanie na ten temat i zweryfikuj swoje wyobrazenia o tym, jaki masz wplyw na wlasne dziecko. 85% to masz na niemowlaka, potem zaczyna sie proces socjalizacji. Nieunikniony. Nauczyciela od matematyki i tak dziecko spotka, lepiej zeby mu nie wmawial, ze szostka jest nieosiagalna, bo przeciez dziewczynki sie do matematyki nie nadaja.
                --
                Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
                • 09.01.14, 13:00
                  Czyli jak sama widzisz nie ma problemu z tym, zeby to mężczyzna przejął wychowanie dziecka, jesli taka jest decyzja obydwojga rodzicow.

                  Dalej zupełna pomyłka pojęc, wychowanie i socjalizacja to dwie zupełnie rożne rzeczy. Jednym z najwiekszych bledow popełnianych przez rodzicow, jest oddanie inicjatywy wychowawczej instytucjom i obcym osobom.
                  Jesli w domu chowasz dziecko na potulna, zależna sierotke a potem wierzysz, ze pani od plastyki przerobi ja na kogos innego, to nie wroże sukcesu.
                  Jesli dziecko w domu widzi silna, świadoma swojej wartości kobietę (nawet jesli siedzi w domu i wychowuje dzieci) to prawdopodobieństwo sukcesu bedzie o niebo większe, niezależnie od regulacji prawnych
                  • 09.01.14, 13:19
                    mamma_2012 napisała:

                    > Czyli jak sama widzisz nie ma problemu z tym, zeby to mężczyzna przejął wychowa
                    > nie dziecka, jesli taka jest decyzja obydwojga rodzicow.

                    Widzialam dosc liczne problemy. Na przyklad reakcje firmy na zapowiedz faceta "to ja za rok wezme wychowawczy na pare miesiecy". A prawo moze pewne zmiany ulatwiac lub utrudniac. Ja bym wolala, zeby ulatwialo rownouprawnienie niz utrwalo partriarchat.
                    --
                    Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach
                    • 09.01.14, 13:28
                      Żadne prawo nie sprawi, ze pracodawca z radością przyjmie wiadomość, ze pracownik odchodzi na pol roku, trzeba znalezc zastępstwo i rozwiązać inne problemy.
                      Nie wazne czy bedzie to kobieta czy mężczyzna.
                      Patriarchat jest w głowach niektórych ludzi, a nie w prawie!
                      • 09.01.14, 13:35
                        Ale jesli robi to praktycznie kazdy pracownik miedzy 25 a 35 rokiem zycia, to na kolejnego reagujesz inaczej niz gdy jest to jeden jedyny. Wliczasz taka polroczna przerwe w koszta pracownika prawie automatycznie, masz wypracowane procedury wyszukiwania zastepstw.

                        > Nie wazne czy bedzie to kobieta czy mężczyzna.

                        Jak to nie? Jesli robia to tylko kobiety, to unikasz problemow, unikajac kobiet. Jesli robia to wszyscy, to nie masz jak unikac problemow i musisz je rozwiazywac.
                        --
                        Entropia i chaos dnia codziennego
                        • 09.01.14, 13:54
                          Dlatego przerwa nie powinna być półroczna, tylko krótsza (dla jednej osoby) i tak, zgoda, dla każdego, nie tylko dla kobiet. Dobrze tłumaczysz.
        • 09.01.14, 11:17
          mamma_2012 napisała:

          > Gdzie tak jest? To jakies sytuacje sprzed 20 lat!
          > Inna sprawa, ze wiele kobiet powie, ja sie boje, ja sie nie nadaje, bo to nie n
          > a moja głowę, a co jesli cos pójdzie nie tak itd.
          > To nie presja środowiska tylko myślenia samych kobiet o sobie.

          Tak, ale takie myślenie (zgadzam się że ze strony zarówno mężczyzn jak i kobiet) wytwarza presje. Bo jak się wyłamujesz i mówisz o rzeczach niewygodnych to nikomu się to nie podoba. Sytuacje? A proszę: u mnie w firmie, gdzie większość kobiet zatrudniona big_grin) mężczyźni awansują łatwiej i zarabiają więcej. I co? Jak o tym mówię to słyszę, że niepotrzebnie się "rzucam", że mam o tym nie mówić bo jeszcze dyrektor usłyszy (może gdyby ciągle słuchał to by nad tym pomyślał ?! może zwróciłby uwagę na nastroje w firmie?) albo: mąż coś zrobił w domu, mówię popraw - źle zrobiłeś i z czego mąż w tym momencie korzysta? z mojej matki która biegnie i mówi: daj spokój to przecież mężczyzna big_grin Ja tylko zdążę pomyśleć to eee co że on upośledzony czy jak?! I tak mogłabym mnożyć.

          To nie są ważne problemy wg mnie ale warto na to zwracać uwagę. I warto jasno mówić i tupać nogą nawet przy najmniejszych pierdołach aż wokół wszyscy się nauczą pewnych rzeczy.
        • 09.01.14, 11:18
          O tym piszę, kobiety same tak uważają. Inna sprawa że i faceci ciągle powtarzają anegdoty o "babie za kółkiem". Sytuacje owszem z przed lat (chociaż nie tylko) ale do dziś w tych rodzinach jedyne prawo jazdy w domu ma pan mąż. W rodzinie mam przypadek, gdzie rodzice wysłali młodszego syna na kurs bo "przyda mu się, pracę łatwiej znajdzie". Starsza ich córka nie kursuje bo "a po co jak ją auta nie interesują". (tak, to u szwagra tongue_out)
          --
          >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
        • 09.01.14, 13:46
          mamma_2012 napisała:
          > Gdzie tak jest? To jakies sytuacje sprzed 20 lat!
          Wiesz co, sama bym tak powiedziała gdyby nie to, że na kursie prawa jazdy (fakt parę lat temu, ale nie dwadzieścia) pan instruktor zaczął coś tłumaczyć, początkowo nie mogłam zrozumieć o co się temu chłopu rozchodzi. A rozchodziło się o to, żeby się nie przejmować, jeśli mąż przeciwny temu prawu jazdy, że często mężowie są przeciwni, bo żonę z prawem jazdy trudniej kontrolować, bardziej niezależna się robi, ale trzeba myśleć o sobie i tak dalej w ten deseń. Także wnioskuję, że takie sytuacje są i to wcale nie rzadko sad
    • 09.01.14, 12:17
      Czy usunięcie jądra (produkującego hormony) to to samo co usunięcie tkanki nie produkującej hormonów (sutka)? Jeśli już porównujemy - to może usunięcie przydatków z usunięciem jąder.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.