• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Skąd się to bierze? Dodaj do ulubionych

  • 26.01.14, 18:20
    Mianowicie WSZY. Wiem, wiem, że teraz politycznie jest mówić, że nie z brudu. No, ale przecież też nie ze sterylności. Taki przykład... Wielka, nowoczesna szkoła, do której uczęszczają głównie dzieci e-matek. Takich wiecie klasycznych e-matek - wąskich specjalistek, z bidetem i milionem zajęć, na które wożą dzieci wypasionymi furami. I w tej szkole jak bumerang wraca wszawy temat. Wszyscy oburzeni tępią te wszy, a one znowu się pojawiają. I tak już drugi rok. Czy to oznacza, że te wąskie specjalistki tyłki w bidecie myją namiętnie, ale głów pod prysznicem to już nie? Przecież, gdyby wszyscy faktycznie dbali o higienę, to w końcu problem czyli wszy udałoby się załatwić.

    ---
    Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
    Zaawansowany formularz
    • 26.01.14, 18:25
      Moja ciotka zaraziła się u fryzjera ,różne są przyczyny ,nie tylko brak higieny.
    • 26.01.14, 18:26
      Mnie się wydawało, że już gdzieś w okolicach renesansu przestawano wierzyć, że robaki się biorą z brudu, a myszy ze szmat, ale e-matka jednak zawsze potrafi zaskoczyć.
      --
      Jaram sie Śląskiem
      • 27.01.14, 12:37
        Nikt nie twierdzi, że wszy biorą się z brudu, każdy może wszy złapać, ale nie udawajmy, że nie mają nic wspólnego z brakiem higieny. Jak złapie wszy brudas, to wszy ma, jak złapie ktoś czysty, to wytępi, jak się zorientuje. Mój brat regularnie przynosił wszy od dwóch kolegów (to byli bracia), mój brat złapał kilkanaście razy wszy, oni tylko raz, ale pewnie hodują już kolejne pokolenia żyjątek. Matka tych dzieci nie czyściła im głów, bo jej wszy nie przeszkadzały. Moja klęła na czym świat stoi i iskała brata codziennie.
        --
        Nie o te Hiny chodziło
    • 26.01.14, 18:27
      U mnie na prowincji wszawicy w szkole nie ma i nie pamiętam, żeby była tongue_out
      Może to domena Warszawy? wink
      --
      Misterni
      • 27.01.14, 09:23
        Kiedyś nawet było o tym artykuł, że na prowincji już nie ma wszy, bo słoiki wszystko do Warszawy wywiozły
        --
        Musiałam się po prostu wyżalić.
    • 26.01.14, 18:27
      ale od mycia głowy zwykłym szamponem wszy ci się nie spłuczą, zostawiają one jajeczka mocno przyczepione do włosów.
      poza tym, wystarczy, że nad twoim wymytym i pachnącym dzieckiem nachyli się inne dziecko z wszami albo na w-fie "się styknie" głowami i już twoje dziecko będzie też zaliczać się do "tych brudasów"
      • 26.01.14, 18:34
        Zupelnie nienaukowo ale jak najbardziej empirycznie moge zeznac, ze niektorych wszy lubia a innych nie, jak komary wink Ja z polskich wiezien i izb przesluchan zawsze wracalam z "bagazem", moj maz nigdy - oboje krotkie wlosy, oboje grupa krwi A+. Mnie, skubane, lubily az nadto, jego omijaly szerokim lukiem. I innych tez omijaly, znam tylko kilka kobiet, z ktorymi "bywalysmy na tych samych salonach", ktore tez byly lubiane przez wszy, innym sie jakos nie trafialo. Czy to jest jak z obsraniem przez ptaka - przynosi szczescie? big_grin
        PS. Dwa razy zalapalam wszy w podrozy PKP, raz u fryzjera w Katowicach. Cholerna robota zeby sie tego dziadostwa pozbyc, dzieciom wspolczuje!
        • 27.01.14, 08:44
          O tak, ja też mam takie obserwacje. W podstawówce byłam pierwsza, żeby złapać wszy, chyba ze 3 razy miałam. A komary do dziś gryzą mnie mniej, niż przeciętnąsmile
        • 28.01.14, 13:38
          bi_scotti napisała:

          > Zupelnie nienaukowo ale jak najbardziej empirycznie moge zeznac, ze niektorych wszy lubia a innych nie, jak komary wink <

          Dokładnie, tak jest. Jednego z bliźniaków lubią. Już trzy razy przyniósł z przedszkola. Drugi nie miał ani razu, mimo, że w tej samej grupie maja styczność z tymi samymi dziećmi, ba przebywają ze sobą całymi dniami, lubią się przytulać a wieczorami przed snem siedzą w jednym łóżku i albo graja na tablecie, albo wspólnie bajki oglądają. i nigdy drugi nie złapał od brata.
          Jak młody przyniósł kolejny raz to myślałam że mnie krew zaleje. Robota przekichana, i dziecka żal. masakra
          Komary też "lubią" tylko jednego wink


          --
          <"Byłam idealną mamą... dopóki nie urodziłam dzieci"!>
      • 26.01.14, 18:41
        Wiem, że nikt nie jest bezpieczny, nawet największy czyścioch. Wiem, że zwykły szampon nic nie da. Ale mówię o sytuacji, gdy problem jest znany i obecny już od 2 lat. I ciągle wraca, a nawet narasta i obecnie przybiera rozmiary klęski żywiołowej. Wszyscy walczą, stosują się do zaleceń pielęgniarki, a wszy mają się świetnie. Czy to oznacza, że jak się już raz pojawiły, to się szkoła ich nie pozbędzie?

        ---
        Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
        • 26.01.14, 18:57
          skoro problem istrnieje tyle czasu to nie wszyscy widać walczą i stosują się do zaleceń.
          • 26.01.14, 19:00
            Po prostu nie zawsze da się tak szybko zareagować aby nikogo nie zarazić po drodze. O czym tu główkować?
            --
            "Do you really enjoy living a life that's so hateful?
            Cause there's a hole where your soul should be
            Your losing control of it and it's really distasteful
            Fuck you"
          • 26.01.14, 19:05
            Niekoniecznie, być może przechowują się gdzieś w tapicerkach, materacach na sali WF, czy zasłonach? Wszy podobno potrafią się przyczaić w niekorzystnych dla siebie warunkach bardzo długo, a gdy pojawi się obiekt, to oblężenie zaczyna się odnowa.
            Ciekawe, czy w tej szkole robili dezynsekcję.
            --
            Misterni
            • 26.01.14, 19:11
              Dezynsekcja została zrobiona niedawno. Byłam świadkiem, jak przyjechała ekipa.

              ---
              Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
              • 26.01.14, 19:15
                Dziwi mnie to tym bardziej, że sama byłam dzieckiem w czasach permanentnego niedoboru środków czystości, a w moim mieście nie było ciepłej wody w kranach. A jednak problemu wszy w szkołach nie było na taką skalę. Owszem, pojawiały się. Zazwyczaj po wakacjach, przywożone z kolonii. Sama miałam i brat też. Ale w ciągu roku problem nie istniał. A do szkoły chodziły dzieci z bardzo różnych domów, brudne i zaniedbane też.

                ---
                Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
            • 28.01.14, 13:40
              misterni napisała:

              > Niekoniecznie, być może przechowują się gdzieś w tapicerkach, materacach na sal
              > i WF, czy zasłonach?<

              podobno też mogą przetrwać w kocach, leżakach. A dzieci w przedszkolach leżakują...

              --
              <"Byłam idealną mamą... dopóki nie urodziłam dzieci"!>
              • 28.01.14, 13:58
                Wystarczy, że jedni rodzice będą obojętni na ten problem i załatwiają całą szkołę.
                W podstawówce mojego syna było na raz chyba czworo czy pięcioro rodzeństwa z rodziny, w której to ignorowano - im nie przeszkadzało, więc odwszawianie reszty mogło sobie trwać, ile chciało, a oni wciąż roznosili kolejne pokolenia.
                Trzeba chyba przetrwać takich, bo nawet na sprawdzanie głów trzeba mieć pozwolenie rodziców.

                --
                - Pani ma, zdaje się, coś wspólnego z książkami?
                - Coś tam mam...
                - Świetnie. Gdzie we Wrocławiu można kupić ortografię dla sześciolatka?
        • 26.01.14, 19:27
          Rany gościa.
          Wszy łażą, jak wlezą, nie od razu się zorientujesz i niekoniecznie od razu skutecznie usuniesz i wszy i gnidy.
          U mnie w szkole jeszcze nie było roku, żebym nie dostała choć raz (a często dwa - trzy razy) maila, że znów się pojawiły wszy.
          A jak przeskakują? Pożyczanie szczotek, pożyczanie ręczników, czytanie głowa przy głowie. Pożyczanie kasków i hełmów (moje dziecko właśnie z pożyczonego toczka złapało. Obawiam się, że przekazałam dalej prezent hełmem z parku linowego).
          --
          Życie w Zatoce Perskiej
    • 26.01.14, 18:35
      Łatwo się zarazić w miejscach publicznych, np. w szkole, w pociągu, w tramwaju nawet. Dzieci często łapią różne pasożyty, nie tylko wszy, wystarczy że jedno dziecko w grupie jest zaniedbane i szybko się przenosi. Nie masz kontroli nad każdym z kim się stykasz codziennie i podajesz rękę.
      • 26.01.14, 18:38
        Moje jeden jedyny raz przywiozły z obozusad
        --
        Marta
        Mama Danielka ( 16-11-2000 ) i Gabi ( 05-07-2002 )
        DZIECI ROCZNIK 2000
        • 26.01.14, 19:02
          A w tej szkole sprawdza sie dzieciom głowy aby znaleźć żródło czy też ematki-wąskie specjalistki nie wyrażają zgody?
          • 26.01.14, 19:08
            No właśnie sprawdza się (dosyć często) i rodzice są informowani, że ich dziecko ma wszy. Nie wiem, czy były przypadki, że ktoś nie wyraził zgody na kontrolę.

            ---
            Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
            • 28.01.14, 13:59
              Zgoda na kontrolę nie zawsze w konsekwencji prowadzi do działań rodziców na rzecz odwszawienia ich pociech/ich samych/pościeli/ręczników/ubrań...

              --
              - Pani ma, zdaje się, coś wspólnego z książkami?
              - Coś tam mam...
              - Świetnie. Gdzie we Wrocławiu można kupić ortografię dla sześciolatka?
      • 26.01.14, 19:02
        No skoro te ematki wożą dzieci furami, to w tramwaju raczej nie zlapią. Ale już w szatni teatru, gdy kurtka dziecka zostanie powieszona obok kurtki dziecka, które jechało tramwajem i tam złapało... swoją drogą o przypadku złapania u fryzjera tez słyszałam.
    • 26.01.14, 19:19
      Wszy uwielbiają czyste włosy i czyste głowy-łatwiej się na żywicielu można utrzymać.
      Poza tym świetnie się przemieszczają, szybko się rozmanażają i w takiej szkole mają jak w raju-bo nie ma szans by wszyscy na raz zaczęli kuracje, dlatego problem trwa kilka miesięcy. Poza tym wszy-to insekty, które występują tam, gdzie jest masówka, najczęściej po wakacjach i feriach-obozy kolonie, hotele pensjonty itd.
      --
      Polecam sportowy krem do rąk
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
    • 26.01.14, 19:44
      >>Mnie się wydawało, że już gdzieś w okolicach renesansu przestawano wierzyć, że robaki się >biorą z brudu, a myszy ze szmat, ale e-matka jednak zawsze potrafi zaskoczyć.


      No jasne! wszy biorą się pewnie z powietrza. Morowego najpewniej. Jak zresztą prusaki i inne robactwo.
      Moi synowie chodzili do szkoły podstawowej w połowie lat 90-tych. W Warszawie, czyli miasto duże, ludzi duzo. I nigdy żaden wszy nie miał. W ogóle tego problemu nie było w żadnej szkole.
      Ani w podstawówce, ani w gimnazjum, że nie wspomnę dalej.
      Ale wtedy, kiedy oni zaczynali nauke to w kazdej szkole jeszcze była pielęgniarka (higienistka) lekarz, także stomatolog, chociaż to już ze wszami nie ma nic wspólnego ale pokazuje ogólnie, jak jeszcze niedawno uczniowie byli "zaopiekowani' w szkołach.
      No i, niestety muszę to napisać, nie było fali przyjezdnych. Róznych przyjezdnych.
      Wszy nie wyrastają z brudu. Ale brak higieny sprzyja ich spokojnemu rozwojowi na" żywicielu". Jesli ktos myje się raz na jakis czas, a wlosy jeszcze rzadziej, już nie wspomne o zmianie ubrania na czyste, to to sa idealne warunki dla wszelakich żyjątek.
      Jeśli ktos dba o higienę swoją i swoich ubrań oraz swojego środowiska, to robactwo nie będzie miało dogodnych warunków do rozwoju.
      U mnie w budynku mieszkał alkoholik. Nowe osiedle, wydawałoby się, mieszkają ludzie na poziomie a tu trafił się jeden "wrzód", który zrobił syf w swoim mieszkaniu. natychmiast pojawiły się prusaki, które też przecież z brudu się nie legną. Ale brud stwarza mu idealne warunki do życia. I na nic były różne dezynsekcje i środki stosowane przez innych mieszkańców. Dopiero, jak alkoholik wyprowadził się, razem ze swoim syfem, to robactwo w cudowny sposób zniknęło. Po prostu, nie miało już dogodnych warunków do życia.
      Podobnie wszy - z brudu się nie biorą ale w brudzie idealnie sobie żyją.
      U mnie w budynku wystarczył 1 lokatar - syfiarz.
      W szkole widocznie też wystarczy jakiś jeden uczeń (2-3) z domu brudasów.
      Kiedy ja chodziłam do szkoły to raz (dosłownie raz) zdarzyła się wszawica. I wtedy cała szkoła, na lekcjach, została przeleczona. Czyli wylano nam głowy czymś tam. Nie rodzice, którzy by to zrobili, lub nie. Higienistka robiła to na lekcjach. Całą szkołę naraz. No, ale wtedy nie trzeba było zgody rodziców żeby dotknąć dziecka.
      • 27.01.14, 08:16
        No wlasnie, nami sie tak pani stomatolog opiekowala... dentysci sie dziwia, ze mimo, ze mam mocne zeby to tyle plomb. Trenowala sobie. Ze nie wspomne, ze jak jakies dziecko plakalo, to albo je wysmiewala, albo dostawalo w buzie.

        --
        obrazy, malunki i nie tylko
        • 27.01.14, 11:27
          OT- co to były za czasy wstrętne. A nasi rodzice jacyś tacy... sama nie wiem. Że na to pozwalali. Jakby mi ktoś dziecko uderzył- ba, gdyby bez mojej zgody dotknąć spróbował, obojętnie czy dentystka, czy nauczyciel- to bym jesień średniowiecza zrobiła. A oni nic, przyzwalali na to jak tępe owce jakieś... "Czasy inne" bla bla. Nie czasy, tylko oni jacyś emocjonalnie upośledzeni...
          --
          To jest noworodek, nie przepina się pasami w kroczu, bo się zwyczajnie nie da, zazwyczaj i tak jest w beciku lub omotany kocykiem. Przewozenie noworodka jest na innych zasadach niż dziecka kilkumiesięcznego i starszego.(by atteilow)
    • 26.01.14, 20:17
      Z zakazu sprawdzania czystości głowy u dzieci - całkiem sporo rodziców nie wyraża zgody na takie czynności. Z nie informowania ogółu, że w szkole jest wszawica co powoduje, że rodzice nie sprawdzają głów, z posyłania zawszawionych dzieci do szkoły, mimo że jest wiedza o wszach we włosach.
      Z braku higieny. W szkole czy przedszkolu wystarczy jeden i leci.
      --
      Nie zatrudniaj fachowca - bądź
      bohaterem w swoim domu.
    • 26.01.14, 20:23
      W dzisiejszych czasach wszy nie są powszechnym zjawiskiem. Myślę, że rodzice z byt późno orientują się że dziecko złapało wszy, nie każda 7-9 latka wymaga obsługi przy czesaniu a już chłopak.
      • 26.01.14, 20:30
        mynia_pynia napisała:

        > W dzisiejszych czasach wszy nie są powszechnym zjawiskiem. Myślę, że rodzice z
        > byt późno orientują się że dziecko złapało wszy, nie każda 7-9 latka wymaga obs
        > ługi przy czesaniu a już chłopak.

        Bardzo się mylisz. Są powszechniejsze niż w moich szkolnych czasach.

        ---
        Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
        • 26.01.14, 22:01
          Nie, ona ma rację.
          Pokolenie wojenne by wyłapało w sekundę, że to jacyś goście się pojawili na głowie dziecka.
          Ja wszy na oczy nie widziałam, to i nie rozpoznałam u dziecka - dwa dni się biedne drapało, znanim zadziałałam. Jeszcze paszczę darłam, żeby przestało się skrobać.
          --
          Życie w Zatoce Perskiej
          • 26.01.14, 22:12
            > Ja wszy na oczy nie widziałam, to i nie rozpoznałam u dziecka - dwa dni się bie
            > dne drapało, znanim zadziałałam. Jeszcze paszczę darłam, żeby przestało się skr
            > obać.

            To u dziecka. Ja w zeszłym roku sama od dziecka podłapałam i przez dobre kilka dni byłam święcie przekonana, że mam alergię na nowy szampon. (Bo, proszę szanownych pań wypisujących nonsensy o braku higieny, codzienne mycie głowy absolutnie przed wszami nie chroni.) Wszy musi być już naprawdę dużo, żeby dały się łatwo dostrzec.

            Teraz będę już bardziej wyczulona, bo na bank po feriach nas czeka powtórka z rozrywki - z pewnością 95% przynajmniej jedno dziecko w klasie przywiezie wszy z zimowiska.
    • 26.01.14, 20:27
      Klasyczna wąska specjalistka trzyma swój bidet w rezydęsji za miastem i trendi prowadza dzieci do wiejskiej szkółki na wypi...wiu, na którym mieszka, więc co się dziwisz.
      --
      'Bóg zapłać, pradawni bogowie!' by król Julian
    • 26.01.14, 20:29
      Siostrzenica mojego męża chodzi do przedszkola przy pewnej szkole katolickiej. Płaci się za nie ponad 1tys. miesięcznie a za szkołę niekoedukacyjną, z mundurkami jeszcze więcej. Politycy i celebryci tv tam posyłają swój. Wszy pojawiają się tam 5 razy do roku. Jej znajoma mająca 3 córki w tej szkole wzdycha, że zaliczyli już wszy, wielokrotnie owsiki i inne pasożyty.
      --
      Dzieciaki 2002
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
      • 26.01.14, 21:59
        katolicka, to wiele wyjaśnia tongue_out
        --
        I po co czytasz komentarze sfrustrowanych miernot?
        Niech się durnie trują jadem, oszczędź sobie złego.(Coma)
    • 26.01.14, 20:41
      W każdej rejonówce, w każdej klasie, superhiperwypasionej może trafić się przynajmniej jedno dziecko z patologii, śpiące w barłogu, brudnymi psami, kurami lub niedomytymi gośćmi rodziców. Choćby cała klasa lśniła i pachniała, jedna hodowla wszy/świerzbowca/kurzajek na świetlicy, mokrej gąbce, wspólnym dywanie, materacu, wfie - może narobić sporo zamieszania

      --
      Prawdomówność - to brak umiejętności szybkiego wymyślenia innego wariantu
      • 26.01.14, 22:15
        A ja kontrowersyjnie uwazam ze zapracowani bogaci rodzice gorzej tepia wszy niz biedota u brudasy.
        A. Dzieci puszczone samopas - nie sprawiaja klopotow dobrze sie ucza rodzice mijaja sie z nimi w drzwiach.
        B. Rodzice sami w zyciu wszy widzieli nie wiedza ze trzeba wybrac jajeczka brzydza sie nie chca nie wiedza ze trzeba tez dom zdezynfekowac (i kto mialby te 175m2 dezynfekowac? Chyba nie mamusia specjalistka!?
        C. Uwazaja ze wszy maja brudasy i patologia - moje super dziecko??! Przeciez mamy bidety'
        D. Zlewaja i nic ich to nie obchodzi a w ogole to wszy nie istnieja (u nas - to inne bachory sa zawszone)

        Biedni skromni normalnie ludzie z wsza rozprawia sie od razu bo to przeciez wstyd i hanba.
    • 26.01.14, 21:31
      moj starszy syn chodzi do placowek oswiatowych 4 rok. jeszcze ani razu nie przyniosl wszy do domu. raz zdarzylo sie, ze przyniosl do domu kartke, ze w szkole pojawily sie wszy i zeby przegladac dziecku glowe. ALE nikt sie nie certoli z dzieciakami, a raczej rodzicami, nie ma zabawy w karteczki i proszenie szanownych rodzicow. kilka razy w roku wszystkie dzieci maja sprawdzane glowy i jesli u jakiegos dziecka zostana znalezione wszy lub gnidy, to od razu w szkole ma potraktowana glowe odpowiednim preparatem, a rodzice dostaja informacje, ze cos takiego mialo miejsce oraz instrukcje, kiedy wolno dziecku umyc glowe. o tym, ze dzieci mialy sprawdzane glowy zawsze dowiadywalam sie po fakcie, bo za kazdym razem moj syn przynosi kartke, ze sprawdzano glowy, ale u niego nic nie znaleziono (jak do tej pory, odpukac).

      moim zdaniem to jest jedyny w miare skuteczny sposob walki z wszawica. jesli sprawe odda sie w rece rodzicow, to naprawde przylozy sie do tego moze co 10, a znajdzie sie tez niemalo takich, ktorzy nie zycza sobie, zeby ktos dotykal wspaniale wloski jasnie oswieconego synusia/coreczki. moj syn jakos traumy z tego powodu nie ma. nigdy nawet slowem sie nie poskarzyl, a czesto nawet sam nie pamietal, ze glowy sprawdzali. dowiadywalam sie z kartki w tornistrze.
      • 26.01.14, 22:42
        A ja bym sobie nie życzyła, żeby skóra mojego dziecka była traktowana jakimś preparatem niewiadomego pochodzenia - zresztą to chyba nawet nie jest w Polsce dozwolona praktyka. Środki odwszające są toksyczne i wolałabym wspólnie z naszym lekarzem wybrać coś odpowiedniego.

        Misterni
        • 27.01.14, 00:16
          ale co to znaczy niewiadomego pochodzenia? srodki na wszy mozesz kupic normalnie w aptece. nie kupuje sie tego od pani krysi w kiosku spod lady. nie wiem, czy w polsce to jest dozwolone. ja mieszkam w szwajcarii i zapewniam cie, ze szkola nie sprowadza srodkow przeciwwszowych z jakichs podejrzanych zrodel. w tej kwestii przepisy tu sa bardziej rygorystyczne niz w polsce. poza tym srodki na wszy nie musza byc toksyczne, a cala operacja przeprowadzana jest przez pielegniarke, nie nauczycieli.

          ty sobie nie zyczysz, musisz uzgodnic z lekarzem, przemyslec itd. tylko caly problem polega na tym, ze w przypadku stwierdzenia wszawicy trzeba zadzialac od razu i u wszystkich, u ktorych cos wykryto. zanim ty sie zastanowisz, uzgodnisz z lekarzem i wybierzesz twoim zdaniem najlepszy srodek, to twoje dziecko zdazy sprzedac wszy 15 kolegom z klasy i cala operacja psu w d... w taki sposob, to mozna z wszami walczyc w nieskonczonosc i zawsze beda powracac.

          a swoja droga, jakos nie zauwazylam, zeby w naszej szkole dzieci padaly jak muchy po potraktowaniu ich glowy "preparatami niewiadomego pochodzenia" tongue_out
          • 27.01.14, 00:25
            Wiele leków można kupić w aptece, nie wszystkie są bezpieczne. Nie ma czegoś takiego jak nietoksyczny środek przeciwpchelny, może być jedynie mniej lub bardziej szkodliwy dla człowieka.
            Tak, chcę mieć wpływ na to, co serwuje się mojemu dziecku w razie choroby czy wszawicy, chociażby z racji tego, żeby mieć pewność, czy na jakiś składnik leku nie jest uczulone i jako rodzic mam do tego prawo. Zresztą dyskusja jest w zasadzie o niczym, bo w Polsce musi być zgoda opiekuna nawet na kapsułkę witaminy C.
            --
            Misterni
            • 27.01.14, 07:38
              misterni napisała:

              > Wiele leków można kupić w aptece, nie wszystkie są bezpieczne. Nie ma czegoś ta
              > kiego jak nietoksyczny środek przeciwpchelny, może być jedynie mniej lub bardzi
              > ej szkodliwy dla człowieka.

              po pierwsze nie rozmawiamy o pchlach, tylko o wszach. to naprawde nie ten sam robaczek. po drugie musze cie zmartwic, bo nie masz racji. sa srodki na wszy, ktore nie zawieraja trucizny, tylko sa np. na bazie silikonu. nie truja wszy, tylko je obklejaja i powoduja, ze wszy sie dusza, a gnidy nie wylegaja, tylko usychaja. np. pierwszy z brzegu, po wpisaniu w google: www.test.hedrin.pl/leczenie-hedroztwor.html

              ja osobiscie wole, zeby wszy byly zwalczone raz dwa niz mialabym sie bawic z nimi miesiacami.
              • 27.01.14, 08:07
                Chyba zdajesz sobie sprawę, że "przeciwpchelny" napisałam przez pomyłkę i wiem, że pchła i wesz to co innego? I zdajesz sobie sprawę, że dobrotliwe wyjaśnianie, że to nie to samo, wygląda na próbę ośmieszenia mnie jako rozmówcy?
                Co do tego środka, o którym piszesz - właśnie o to chodzi, są ludzie silnie uczuleni na silikon i w przypadku zastosowania takiego preparatu należy sprawdzić, czy osoba, której go damy może go używać.
                --
                Misterni
                • 27.01.14, 09:16
                  jak napisalam, podalam pierwszy z brzegu preparat, ktory mi sie wyswietlil po wpisaniu hasla w google. nie jedyny. poza tym glow nie sprawdzaja przypadkowe osoby z lapanki na ulicy, tylko pielegniarka, ktora opiekuje sie dziecmi w naszej szkole. kazde dziecko ma w szkole cos w rodzaju ksiazeczki zdrowia i tam jest wpisane wszystko, co wazne dla nauczyciela, pielegniarki i lekarza. rowniez alergie, wiec raczej nie sadze, zeby ktos potraktowal dziecko preparatem, na ktory jest uczulone. rowniez dlatego, ze mogloby go to drogo kosztowac. nie mowiac o innych konsekwencjach. wystarczyloby, zebym zawiadomila moja kase chorych, ze reakcja alergiczna nastapila po podaniu dziecku danego preparatu przez pania x (jesli to odwszawianie, to nie problem udowodnic) i pani pielegniarka pokrywalaby wszystkie koszty z tym zwiazane. bylyby to kwoty rzedu tysiecy frankow, wiec raczej nie sadze, zeby ryzykowala i nie spojrzala w ksiazeczke kazdego dziecka.

                  ok, przyznaje sie, ze to wyjasnienie zrobilam troche zlosliwie, bo rozsmieszyla mnie twoja pewnosc, ze "nie ma srodkow nietoksycznych" podczas, gdy nie zadalas sobie nawet tyle trudu, zeby to sprawdzic chocby w googlu.
                • 27.01.14, 10:50
                  na takich rodziców co sobie nie życzą w mojej szkole był telefonik z prośbą o natychmiastowy odbiór dziecięcia, które już czeka na ochronie(przy szlabanie a nie w budynku szkoły) ubrane w kurteczkę.

                  i zaproszenie do klasy gdy ani jedna weszka po łebku skakać nie będzie(i gnida siedzieć) co osobiście stwierdzi szkolna komisja.

                  no, ale szkoła niepubliczna więc że sobie nie będziesz życzyć jest zakontraktowane w regulaminie - stąd i dalsza procedura jest ci znana, telefonem nikt z sekretariatu wówczas nie zaskoczysmile
                  • 27.01.14, 11:15
                    u nas procedury tez sa znane i w sumie nie wiem, czy jest ktos, kto sobie "nie zyczy". od zadnej znajomej mamy tego nie slyszalam. wszyscy wiedza, ze szkola prowadzi profilaktyke antywszowa raczej rodzice sa z tego zadowoleni, bo wszy sie nie rozprzestrzeniaja dzieki temu.

                    ja w ogole nie rozumiem tego strachu rodzicow przed dotknieciem glowy ich dziecka przez pielegniarke. moj syn tego nawet nie rejestruje w pamieci. jak przynosi kartke, ze byla kontrola, to pytam, czy pani sprawdzala glowy i wtedy potwierdza, ale nigdy nie bylo to na tyle duze przezycie, zeby musial to sam z siebie zakomunikowac czy przezywac w domu. tak po prostu jest, wszystkie dzieci przyjely to do wiadomosci i nikt nie robi z tego afery.
                    • 27.01.14, 11:21
                      u nas sobie rodzic mógł nie życzyć, co oznaczało, że nie podpisywał przy przyjęciu do szkoły regulaminu.
                      jeśli nie godził się na regulamin to mu mogli odmówić przyjęcia do szkoły, bo obowiązku takiego nie ma. niech se szuka innej szkoły w której będą spełniać jego życzenia i nieżyczenia.

                      no, ale to przewaga niepublicznej, która sobie sama uczniów i rodziców współpracujących dobiera.
                      • 27.01.14, 11:29
                        A czy można coś stosować profilaktycznie, żeby wszy dziecka nie polubiły? Włosy ma krótkie, co zdaniem niektórych e-matek upodabnia go do dziecka patologii, ale przynajmniej łatwiej kontrolować.

                        ---
                        Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
                        • 27.01.14, 12:25
                          mozna kupic tzw. repelenty, czyli srodki odstraszajace wszy. np. takie:
                          stop-wszawicy.pl/pl/repelenty-czyli-preparaty-odstraszajace-wszy
                  • 27.01.14, 13:34
                    volta2 napisała:

                    na takich rodziców co sobie nie życzą w mojej szkole był telefonik z prośbą o natychmiastowy odbiór dziecięcia, które już czeka na ochronie(przy szlabanie a nie w budynku szkoły) ubrane w kurteczkę.

                    No i ok, wolę takie postępowanie, niż aplikacje dziecku czegoś, co może mu zaszkodzić.

                    --
                    Misterni
                    • 27.01.14, 16:17
                      żadna aplikacja nie zaszkodzi bardziej niż wszy.
                      • 28.01.14, 13:30
                        A czy ja twierdzę, że żadnego środka bym nie użyła? Użyłabym tego, co do którego miałabym pewność, że nie szkodzi. Kurcze, nawet jak kot miał pchły, to nie użyłam czego podleci, tylko konsultowałam z weterynarzem i hodowcą, co byłoby najmniej szkodliwe dla kota, a jednocześnie skuteczne.
                        --
                        Misterni
      • 27.01.14, 10:58
        Dokładnie tak, z niewłaściwego zwalczania. U nas w szkole trzeba podpisać zgodę na sprawdzanie głowy dziecka przez pielęgniarkę - wystarczy, że ktoś sobie "nie życzy" i pozamiatane. Choć odpukać, od 4 lat mam dzieci w tej szkole, głowy mają sprawdzane regularnie i wszy jeszcze nie przyniosły, choć raz pojawiło się info, że są "w szkole" i rodziców prosi się o wzmożoną kontrolę i interwencję w razie W.

        --
        Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
        • 27.01.14, 11:17
          wlasnie, jeden sobie "nie zyczy", drugi "zapomni" o regularnym sprawdzaniu i mozna walczyc z wszami do urs...nej smierci. a tak glowy sprawdzane regularnie, w razie potrzeby potraktowane z miejsca odpowiednim preparatem i problem jest pod kontrola.
    • 26.01.14, 21:56
      Moje dzieci są w regularnym kontakcie z innymi dziećmi od lat. Przedszkola, szkoła, wiadomo.
      Ale dopiero w tym roku wszyscy w domu mieliśmy wszy i to, suki jedne, kilka miesięcy nawrotów zaliczylismy. Dlaczego właśnie teraz? Nie mam pojęcia.
      Albo dlaczego nikt z mojej lekarskiej części rodziny do tej pory nie złapał od żadnego pacjenta.
      Albo dlaczego w klasie kilkoro dzieci ma wszy, kilkoro się zarazi, a inne nie.
      Tyle, że mnie to niezbyt interesuje.
      Szły wszy i przeszły.
      --
      I po co czytasz komentarze sfrustrowanych miernot?
      Niech się durnie trują jadem, oszczędź sobie złego.(Coma)
    • 26.01.14, 22:14
      znam tylko 1 dziecko mające wszy. to dziecko mojej koleżanki z patologii, w domu brudno i wstrętnie
      oczywiście ona twierdzi, że to nie z brudu, bo ona dzieci myje. ja mam inne zdanie
      --
      butelkowy.blox.pl/html
      • 26.01.14, 22:49
        U nas w szkole wychowawczyni mówi, że wszy się biorą z zeszłorocznych czapek wink

        Faktem jest, że ZWYKŁY szampon wszom nic nie robi tongue_out Możesz myć dzieciaka dwa razy dziennie a i tak jak się z kimś , kto wszy ma, zetknie - to złapie.
        --
        Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
        • 27.01.14, 07:53
          Ja też zawsze sądziłam, że pewne zwierzątka legną się tam, gdzie brakuje higieny.... do momentu, kiedy i
          u nas zaczęła się jazda z wszami i świerzbem.... o ironio losu: to drugie złapałam i ja - maniaczka mycia rąk, prania i prasowania.
          --
          To jest moja sygnaturka i będę się jej trzymać:
          FORUM TYCHY DOBRE MIEJSCE
          Rodzicielstwo oznacza, że chce się równocześnie przytulić i udusić swoje dziecko (by tata Calvina)
    • 27.01.14, 09:40
      Dzieciom nie sprawdzaja glow a jak sprawdza to juz jest hodowla taka, ze ciezko to to wytepic. I to dotyczy dzieci naprawde wyksztalconych rodzicow. Moje kolezanki m.in. lekarki dzieciom wszawice wykrywaly jak sie juz wlosy same ruszaly. A najlepsza byla ta, ktora sie zorientowala dopiero jak sama zlapala i pojawila sie u niej jakas wysypka na szyi i karku W wyniku zaawansowanej wszawicy). Zadzwonila wtedy do znajomego dermatologa i ten przez telefon jej zasugerowal wszy. Przez 3 mce sie z tym nie mogla uporac a w tym czasie jej dzieci roznosily. Kiedys tu na forum byla jedna babcia, ktora byla zla bo dziecko z kolonii od marginesu przywloklo a jej bidna wyksztalcona corcia przerazona pedzila do pediatry bo ona nie wie jak wesz wyglada. Wiec z tego sie bierze i wraca, z ignorancji. Ja tez jestem zla jak moje dzieci przywloka zwlaszcza ze naprawde rzetelnie sprawdzam im glowy raz w tygodniu i nigdy nie dopuscilam do takiego zaawansowanego stanu a przez takich rodzicow, ktorzy nie wiedza jak wesz wyglada moje moga lapac w nieskonczonosc. Poza tym zglaszam nauczycielce w szkole nawet jesli znajde jedna weszke.
      • 27.01.14, 10:23
        dokladnie franczi, najbardziej bierze sie z ignoracji rodzicow. przeciez ona taka wyksztalcona i czysciutka, myje sie w bidecie ochnascie razy dziennie, to po co bedzie glowy dzieciom sprawdzac. potem takie czysciutkie dzieci roznosza wszawice po szkole, a mamusia twierdzi, ze to z brudu sie bierze. dlatego moim zdaniem najskuteczniejszym sposobem jest nie system karteczkowy do rodzicow, tylko sprawdzanie i straktowanie glow odpowiednim preparatem od razu w szkole. systematycznie i bez wyjatkow. tak jest w naszej szkole i moj syn ani razu wszy do domu nie przyniosl, choc chodzi do szkoly juz 3 rok.
    • 27.01.14, 10:41
      Niestety temat znam. Choć w szkole u syna są, pojawiają się co jakiś czas, to jego się nie czepnęły. Co jakiś czas dostawaliśmy karteczkę o potrzebie regularnego sprawdzania głowy. Ale jakoś w połowie semestru syn przyniósł kartkę, że w dany dzień głowy będzie sprawdzała pielęgniarka. I sprawdzała w jego klasie cyklicznie co tydzień - podejrzewam, że pojawiło się coś akurat w tej klasie. Od świąt cisza.
      Natomiast w przedszkolu córki (podobnym do opisu szkoły, tylko wiele mniejszym) problem wszy trwa dwa lata. Młoda miała już 2 razy. Wcześnie wykryte, było po 5-7 sztuk, wytępione skutecznym środkiem.
      Ciągle powtarzały się informacje, prośby o sprawdzanie, takie pitu pitu. Aż wreszcie przedszkole zdecydowało się na wynajęcie pielęgniarki do sprawdzenia głów. Rodzice musieli wyrazić zgodę. I jakoś od świąt cisza, problem jak na razie nie wraca.
      Wniosek: nie wszyscy się przejmują, sprawdzają, czytają ogłoszenia, dopuszczają do siebie myśl, że moje dziecko mogłoby mieć wszy. I jeśli wytępi ten, który pierwotnie zarażał, to któryś z kolei zarażony nie wytępi, bo rodzice problemu nie chcą zobaczyć. A roznosi się to to bardzo uncertain
      • 27.01.14, 10:53
        a mój syn tak nie cierpiał sprawdzania głowy że wykrzykiwał na całą chałupę

        "co ci te wszy tak przeszkadzają, niech sobie żyją, też zwierzaki" ja tam mogę ze wszami chodzić, mi to nie przeszkadza itp., itd.
        • 27.01.14, 11:02
          big_grin Dobre ma serduszko big_grin
          Moja córka tak się przejęła, że przestała nawet marudzić przy zwykłym myciu głowy.
        • 27.01.14, 11:08
          hehe, niezle. moja tesciowa za to opowiada historyjke o tym, jak kiedys moj maz, jako chyba 4-latek przyniosl wszy do domu z przedszkola. tesciowa wytepila, ale synek czul sie dumny i glosno wszem i wobec oswiadczal "a ja mialem wszoly!"
    • 28.01.14, 12:18
      oczywiscie, ze sa dzieci z zaniedbana wszawica. ale rownie oczywiscie problem z uporczywymi nawrotami wszawicy polega na prostym fakcie: zanim ktos wszawice u dziecka zauwazy, to ono juz inne dzieci poczestuje. wszak nawet po alarmie ze szkoly, ze wszawica jest, nie ma szans wytropienia tej pierwszej wszy. nawet kilka nowych lokatorek trudno zauwazyc, bo szybkie sucze sa. zauwaza sie dopiero gnidy. na takich plowych wlosach dopiero skupiska gnid. a do tego czasu, to juz kilka innych dzieci zostalo zarazonych.
      tym sposobem raz przyniesiona do klasy wszawica moze krazyc bardzo dlugo.

      i faktycznie jak pisze biscotti: jednych bardzo lubia, innych w ogole. moich dzieci jakos nie lubi. alerty ze szkoly byly, wszawicy nie mielismy. za to moja Mloda komary zra pomimo zlania autanem i pomimo bryczesow na tylku.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.