Dodaj do ulubionych

Staroświeckie metody wychowawcze

10.02.14, 09:41
Czytalyscie o staroswieckich metodach wychowawczych? Co o tym sadzicie? Mi się podoba, ale niestety jako rodzic nie mam wystarczającej dawki samodyscypliny ;-(

foch.pl/foch/1,132037,15385306,Mistrz_wychowywania_dzieci_czy_kreatura_z_piekla_rodem_.html

--
Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
Naomi Wolf

Wiedzmowo
Edytor zaawansowany
  • ichi51e 10.02.14, 09:45
    Ale co tu odkrywczego?
  • triss_merigold6 10.02.14, 09:53
    Czytałam, mnie się bardzo podoba - jak to ujął w komentarzach - etos pracy, samodzielności, liczenia na siebie. Dodałabym do tego danie dorastającym dzieciom przez rodziców narzędzi i kompetencji do radzenia sobie z wyzwaniami.
    Nie mam aż takiej samodyscypliny, żeby z żelazną konsekwencją egzekwować wszystko i w terminie, aczkolwiek wiele elementów wdrażam skutecznie (rytm dnia, sport, nauka).
  • verdana 10.02.14, 10:11
    Trzylatek nie powinien myć muszli klozetowej. Pracy od trzylatka nie wymagano nawet w średniowieczu, a gdy trzylatku musiały pracować w warszawskim sierocińcu na początku XIX wieku, to był skandal.
    Czytanie w ramach obowiązku? Innymi słowy, rodzicom nie udało się wychować dzieci tak, aby same chciały czytać. Zmuszać jest znacznie łatwiej, niż zachęcać.
    Wymaganie, aby wszystkie zajęcia dzieci miały dla zaawansowanych jest nie tylko zbędne - jest szkodliwe. Dzieko nie uczy się wybioerania tego, co wazne, a co nie, nie ma też czasu na rozszerzanie umiejętność w tym co lubi. Bo musi uczyć się na poziomie zaawansowanym tego, z czego jest słabe i co nigdy mu się nie przyda. Po co? Dla satysfakcji rodziców, tylko i wyłącznie.
    Po co karmić dzieci tym, czego nie lubią? To zdecydowanie sadystyczny pomysł. Można dawać dzieciom zbilansowane jedzenie, pomijając to, czego nie lubią, ale to po rz kolejny wymaga zaangazowania.
    Chwalenie sie, ze żadne z dwanaściorga dziei nie ma alergii. Kolejna bzdura. Dzieci albo genetycznie nie były alergikami, albo zwyczajnie rodzice nie wracali uwagi na objawy alergii.
    Przymus uczestniczenia w pracach społecznych niszczy wartość pracy społecznej - prac społeczna z definicji nie jest przymusowa.
    Brak czasu wolnego oznacza, że dzieci mogą doskonale radzić sobie na zajęciach, ale twórcza raczej nie będą. Aby być twórczym, trzeba mieć czas.
    Pieknie brzmiące "uczyliśmy współpracy" w tłumaczeniu na polski oznacza - mieliśmy 12 dzieci i na starsze dzieci zrzuciliśmyy cieżar opieki nad mlodszymi.
    Nie wydaje mi się, ze w tym domu był terror. Wydaje mi się jednak, ze mając 12 dziei i nie będąc w stanie wszystkimi się zająć, wtłoczono wszystkie dzieci, niezaleznie od ich zainteresowań i zdolności w jeden szablon, który oszczędzał rodzicom maksimum pracy.
    Dla mnie to teks mówiący "nie można mieć 12 12 dzieci. Bo to, co opisują, to nie jest rodzina, tylko wzorowy dom dziecka.
    --
  • ichi51e 10.02.14, 10:17
    Zyadzam sie i dopisze tylko ze alergia u mnie ujawnila sie po 30. Moja mama do dzis twierdzi ze nie mam alergii.
  • kawka74 10.02.14, 10:19
    Wydaje mi się jednak, ze mając 12
    > dziei i nie będąc w stanie wszystkimi się zająć, wtłoczono wszystkie dzieci, ni
    > ezaleznie od ich zainteresowań i zdolności w jeden szablon, który oszczędzał ro
    > dzicom maksimum pracy.

    O, szablon. Tego słowa mi brakowało.
    --
    'How to recognise different trees from quite a long way away'
  • iwoniaw 10.02.14, 10:53
    Cytatverdana napisała:

    > Trzylatek nie powinien myć muszli klozetowej. Pracy od trzylatka nie wymagano n
    > awet w średniowieczu


    Nie przesadzaj, to był tylko przykład na to, że małe dziecko (wczesnoprzedszkolne) MOŻE mieć jakieś PROSTE obowiązki. Z podkreśleniem, że nikt nie oczekiwał, iż trzylatek wykona to perfekcyjnie, a celem zadania było przyzwyczajanie go to faktu, że samo się wokół wszystko nie dzieje.
    Równie dobrze mógłby ten trzylatek podlewać kwiatki, nalewać wody do miski zwierzaka domowego, składać pranie czy coś w tym guście - najwyraźniej tamci rodzice uznali, że przejechanie szczotką po muszli jest najmniej podatne na nieudane akcje i najmniej prawdopodobne, że trzeba będzie poprawiać.

    CytatDla mnie to teks mówiący "nie można mieć 12 12 dzieci. Bo to, co opisują, to ni
    > e jest rodzina, tylko wzorowy dom dziecka.


    Nie, to jest tekst o tym, że mając 12 dzieci trzeba się naprawdę ciężko napracować i faktycznie być konsekwentnym i ogarniętym. Przy 2-3 można trochę (głównie sobie, nie im) odpuścić i nie stracić kontroli nad życiem i domem.
    Osobiście nie wyobrażam sobie mieć 12 (czy choćby 5) dzieci głównie dlatego, że jestem za leniwa, ale sama idea zapewnienia dzieciom poczucia kontroli nad własnym życiem, nauczenia ich podstawowych zasad organizowania dnia (harmonogram pracy, obowiązki, dieta) do mnie przemawia.



    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • verdana 10.02.14, 10:59
    Oczywiście, ze trzylatek może wykonywać drobne prace, typu podlanie kwiatka, nakarmienie psa. Nie powinien jednak myć ubikcji, z wielu względów - od higienicznych począwszy.
    Jeśli człowiek decyduje się na 12 dzieci, to powinien on- a nie dzieci - ponosić tego konsekwencje.
    --
  • memphis90 10.02.14, 19:21
    najwyraźniej tamci rodzic
    > e uznali, że przejechanie szczotką po muszli jest najmniej podatne na nieudane
    > akcje i najmniej prawdopodobne, że trzeba będzie poprawiać.
    Czyli mieli nieustannie brudny kibelek, bo trudno wyobrazić sobie czystość przy 12 osobach, jeśli sprzątaniem sedesu zajmuje się 3-latek. Fuj. To już lepiej, żeby 3-latek karmił zwierzątko domowe, naprawdę.
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • undoo 10.02.14, 21:42
    Mam podobne spostrzezenia.
    Tak, dzieci powinny miec obowiazki, ale 3-letnie dziecko nie powinno myc toalety, zgadzam sie.
    Druga rzecz - tekst o alergiach i niejadkach mnie rozczulil. Mieli szczescie albo slepi byli. Latwo sie wymadrzac, gdy ma sie 12 dzieci i wierzy sie gleboko, ze sa wszystkie bezproblemowe, bo nie maja alergii, bo jadly wszystko. Jedna wielka sciema. Alergie nie zalezy od diety. Powinni sie cieszyc i Bogu dziekowac, ze nie mieli takich problemow.

    Placenie za obowiazki jest smieszne. Taki czlowiek rosnie w przekonaniu, ze mu sie nalezy kasa za udzial w domu i rodzinie. Nie place i placic nie zamierzam moim dzieciom za wykonywanie rzeczy, ktore sa w gestii ich obowiazkow i ktorych wykonanie lezy w interesie dzieci (nauka, ze nic sie samo nie robi i nauka, jak sie robi rozne rzeczy).

    Bledy moga miec b przykre konsekwencje, wiec uczenie dzieci, ze popelnianie bledow jest ok, nie calkiem zgadza sie tym, jak sie zyje w rzeczywistosci.

    Zajecia dla zaawansowanych i przymuszanie dzieci do nich to tortura. Pewnie nie widzieli albo nie chcieli widziec, ze ktorekolwiek z dzieci moglo miec jakis problem.

    Oni nie widzieli w swoich dzieciach poszczegolnych osob, ale stado wymagajacego okielznania i tresury.

    Zmuszanie do sportu - smiech mnie ogarnal. Mieli szczescie i kase, ze wszystkie dzieci mogly uczestniczyc w zajeciach sportowych.

    Zmuszanie do czytania - zenada.

    Brak czasu wolnego szkodzi.

    Oboz pracy swoim dzieciom zafundowali. Wiecej serca dla swoich dzieci maja Duggarowie, ktorzy otwarcie przyznaja, ze ich dzieci moga miec rozne aspiracje, uzdolnienia i potencjal intelektualny.

    Nie robili zadnych wyjatkow w zasadach. Przepraszam, a gdzie jest czynnik ludzki? Czy dziecko, ktore nagle dostalo bolu glowy tez mialo czytac przymusowo, bo byl na to czas akurat?

    Zdecydowanie tresura.

    Z jednym sie zgodze - ja tez nie jestem przyjaciolka moich dzieci, jestem ich mama.
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 21:49
    > Bledy moga miec b przykre konsekwencje, wiec uczenie dzieci, ze popelnianie ble
    > dow jest ok,

    Ale bledy sie zdarzaja, bez wzgledu na to co uwazasz.

    > Zajecia dla zaawansowanych i przymuszanie dzieci do nich to tortura. Pewnie nie
    > widzieli albo nie chcieli widziec, ze ktorekolwiek z dzieci moglo miec jakis p
    > roblem.

    Osiagniecia dzieci mowia same za siebie, wiec nie dopowiadaj sobie czegos czego nie bylo.

    > Brak czasu wolnego szkodzi.

    Dzieci mialy tylko 2 godziny "przymusowego" czytania/nauki. Wyraznie napisano, ze w pozostaly czas mogly robic co chcialy.

    > i? Czy dziecko, ktore nagle dostalo bolu glowy tez mialo czytac przymusowo, bo
    > byl na to czas akurat?

    Oczywiscie, takie dziecko zostawalo sila przywiazane do kaloryfera, w oczy wkladano mu zapalki, a rodzenstwo trzymalo przed delikwentem ksiazke kazac mu czytac z tej ksiazki na glos.



  • undoo 10.02.14, 22:26
    Nie stosuje kar za bledy, ale ucze dzieci, ze pewne bledy moga miec dramatyczne skutki, wiec zanim zaczna sobie rozkosznie eksperymentowac, lepiej, zeby przeczytali instrukcje, spytali i zwyczajnie pomysleli. Na tej zasadzie, ze bledy sa ok, ktores moze wpasc na pomysl, by suszyc wlosy suszarka w wannie. I co? Wtedy tez bedzie ok?

    Im sie udalo, myslisz, ze kazdemu sie uda? I kazdy bedzie szczesliwy? Ja bym nie byla, gdybym musiala robic program zaawansowanej matematyki.

    Inna rzecz, ze w USA juz sie nie da isc do szkoly i powiedziec, ze moje dziecko niezaleznie od testu kwalifikacyjnego ma robic zaawansowana matematyke, moze za czasow szkolnych dzieci pana T tak sie dawalo, teraz tak nie ma i egzaminy kwalifikacyjne sa b wymagajace. Od razu napisze, ze moje dziecko mialo inne plany i ambicje niz klasa z rozszerzona matematyka i je realizuje, ale dzieki wlasnej pracy, a nie moim ambicjom i mojemu zalatwianiu w szkole.

    Fajnie, ze Tobie sie to podoba, powodzenia we wdrazaniu tych metod. Ja w nie nie wierze. Nie wierze, ze to wszystko tak wygladalo, elementy jego zalozen sa sluszne, ale implementacja na odleglosc wonieje korporacja. Rodzina to nie jest korporacja. Nie da oddelegowac na zewnatrz dziecka, ktore na przyklad gorzej sie uczy czy ma dysleksje, bo nie spelnia wymagan rodzicow. Dlatego pisze, ze im sie udalo, bo trafily sie im zdrowe dzieci bez zadnych deficytow.

    Jak rozumiem, jesli komus sie trafi dziecko z problemami, to bedzie wina zlej diety, czy braku zasad pana T?
  • verdana 10.02.14, 22:36
    Ale te dzieci nie mają żadnych szczególnych osiągnięć. Więc po co była ta cała tresura? Zapłaciły za studia i jak się wydaje nic po nich nie osiągnęły.
    --
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 23:00
    > Ale te dzieci nie mają żadnych szczególnych osiągnięć. Więc po co była ta cała
    > tresura? Zapłaciły za studia i jak się wydaje nic po nich nie osiągnęły.

    Znowu gdzies wyczytalas, ze nic po studiach nie osiagnely?

    Alez wlasnie o to chodzilo, ze zamierzeniem tego ojca nie bylo wychowanie super utalentowanych we wszystkich dziedzinach robotow, tylko normalnych ludzi, ktorzy znaja wartosc pracy i nie wyciagaly do ojca reki po kase. Tylko tyle i az tyle. Naprawde, Twoim zdaniem to takie proste wychowac 12 dzieci na normalnych ludzi gdy ma sie do tego mnostwo kasy, ktora moglaby je zepsuc?
  • verdana 10.02.14, 23:05
    Sądzisz, ze facet, który jako osiągnięcie podaje college i założenie rodziny, wstydliwie pomija studia na uniwersytecie i szczególne osiągnięcia? Żeby nikt nie miał wątpliwości, jak dobrze działają jego metody wychowawcze chwali się tylko tym, ze większość (nawet nie wszyscy) skończyła college?
    Innymi słowy, ze po tych wszystkich latach zmuszania do nauki na wysokim poziomie i dodatkowych zajęć dzieci mają wykształcenie gorsze, niż przeciętne dziecko z zamożnej klasy średniej?
    --
  • undoo 11.02.14, 00:11
    I jeszcze jedno, w USA studia studiom nierowne. Nie pisze, czy skonczyly Ivy League. Rownie dobrze mogly skonczyc lokalny community college, co nie jest zadnym specjalnym osiagnieciem ani intelektualnym, ani finansowym.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 20:59
    CC poziomem można przyrównać do naszej szkoły policealnej.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:07
    Właśnie próbowałam znaleźć coś o szczególnych osiągnięciach i nie umiem. Chyba, że tym osiągnięciem jest to, że rodzice mają 18 wnucząt.
  • iksa_igrekowska 10.02.14, 23:59
    Co do zająć dla zaawansowanych - moja koleżanka ze szkoły podstawowej musiała mieć same 5 (nie dlatego że chciała, po prostu rodzice jej kazali). I jej rodzice nie zauważyli nawet w jaki sposób je zdobywa - podstępem odpisywała wypracowania od koleżanek, ściągała na klasówkach, jeśli się dało, to uczyła się na pamięć bez zrozumienia. 5 miała, ale czy to znaczy, że była dobrą uczennicą? Nie, a rodzice tego nie wiedzieli i cieszyli się, że mają takie niekłopotliwe dziecko.
  • kawka74 10.02.14, 10:00
    Myślę, że gdyby pan był w opisie swoich metod mniej kategoryczny, budziłby mniejszą niechęć.
    I faktycznie brakuje relacji żony i dzieci, tego jestem bardziej ciekawa, niż autopromocji ojca.
    --
    'How to recognise different trees from quite a long way away'
  • triss_merigold6 10.02.14, 10:04
    Kładę to na karb amerykańskiego stylu autoprezentacji: konkretnego, z autopromocją, zdecydowanego (wręcz kategorycznego) w tonie, chwilami kaznodziejskiego (element misji musi być).
    IMO dla dzieci taki reżim był normą, traktowały go jako coś naturalnego i spójnego z otoczeniem. Pewnie inaczej by patrzyły gdyby ich było dwoje czy troje, zamiast dwanaścioro.
  • mary_lu 10.02.14, 10:05
    Wszystkie elementy jego metod wychowawczych mi się podobają, oprócz "spoiwa" - żelaznej konsekwencji. Nie lubię jej i już, zwłaszcza do wychowania mi nie pasuje.
  • triss_merigold6 10.02.14, 10:08
    Do wychowanie 1-2-3 dzieci pewnie nie, ale przy dwunastce ta konsekwencja jest chyba organizacyjnie niezbędna.
    Ja tylko odpadam przy campingu i wyprawach z plecakiem, to nie jest mój model wypoczynku.
  • mary_lu 10.02.14, 10:17
    Może... Jestem jedną z czwórki rodzeństwa, moi rodzice o konsekwencji chyba nawet nie słyszeli, ale stosowali większość z opisanych metod i moim zdaniem wyszliśmy im fajnie wink

    Za to ich najbliżsi przyjaciele, z trójką dzieci, konsekwentni do bólu i też wyznawcy tych metod, wychowali niezwykle zdyscyplinowane dzieci i może w przeliczeniu na gotówkę lepiej im wyszło (dzieciaki bardzo parły na zdobycie intratnego zawodu i teraz bardzo ciężko pracują), ale moim zdaniem 2 z tej 3 to kaleki emocjonalne.
  • ledzeppelin3 10.02.14, 11:05
    Mary_lu zawsze jak Ciebie czytam, mam nadzieję, że moja czwórka też mi tak wyjdzie wink
    --
    Musiałam się po prostu wyżalić.
  • vilez 10.02.14, 10:23
    Chore, doprowadzone do absurdu normalne zasady funkcjonowania, stały się własną karykaturą. Strzeżcie wszystkie boginie przed czymś takim. W szczegółach odniosła się Verdana, pod którą się w całości podpisuję.
  • vilez 10.02.14, 10:25
    Jeszcze raz, bo interpunkcja nawaliła:

    Chore - doprowadzone do absurdu normalne zasady funkcjonowania stały się własną karykaturą. Strzeżcie wszystkie boginie przed czymś takim. W szczegółach odniosła się Verdana, pod którą się w całości podpisuję.
  • mary_lu 10.02.14, 10:25
    Chyba Verdanę przeraża zwyczajnie sama myśl o rodzinie wielodzietnej, moim zdaniem w wielu miejscach się myli.
  • vilez 10.02.14, 10:27
    Dzieci - nawet w rodzinie wielodzietnej- to nie trybiki w maszynie zegarmistrzowskiej. Jeszcze inaczej obrazując: panu się rodzina z wojskiem pomyliła.
  • verdana 10.02.14, 10:31
    Przeraża mnie myśl o rodzinie, gdzie nikt nie zauważa poszczególnych dzieci, ich zainteresowań, zdolnosci - wszystkie mają robić to samo, tak samo i w tym samym wieku. Nieważne, ze ktoś nie jest zainteresowany remontem samochodu, a chętnie grałby w tym czasie na trąbie, albo dziergał wspaniałe swetry, albo malował obrazy. Nieważne, ze ktoś nie ma zdolności i chęci do majsterkowania - musi się uczyć czegoś, w czym i tak za parę groszy może go zastąpić specjalista.
    --
  • mary_lu 10.02.14, 10:39
    Ależ nie wiesz, czy tam nie zauważano tych indywidualnych różnic. Facet mówi tylko o pewnych ramach - typu: każdy musiał zająć się własnym komputerem i autem. Tak - każdy nieupośledzony potrafi to zrobić, zapewne jak ktoś był nieco mniej utalentowany, to rodzeństwo najpierw mu pomogło, a potem się podciągnął.

    U nas tak było z naprawą urządzeń, drobnymi remontami. Jestem domowym MacGyverem, jak mój ojciec, pół dzieciństwa spędziłam podając klucze i taśmę klejącą, moje - mądre i utalentowane koleżanki - mają wyuczony odruch załamywania rączek i piszczenia "Miiisiuuu". Na cholerę?

    Każde z tego rodzeństwa mogło sobie wybierać dowolne zajęcia, ale musiało wybrać jakieś.
  • verdana 10.02.14, 10:41
    Bo niutalentowany i nie znoszacy majsterkowanie będzie to robił niechętnie i źle, zamiast zająć sie w tym czasie czymś, co mógłby robić chętnie i perfekcyjnie.
    --
  • mary_lu 10.02.14, 10:48
    Wiesz co, te dzieciaki nie miały grać na harfie, tylko wykonywac praktyczną robote własnymi rekami i mieć z tego potem wymierne korzyści. Tylko osoba lekko skrzywiona mogłaby tego nie lubić. Każde z nich na 100% nie siedziało w tym garażu samo, demonizujesz coś, co z pewnościa było dla każdego fajną przygodą.
  • verdana 10.02.14, 10:58
    Naprawdę sadzisz, ze tylko osoba skrzywiona może nie lubić pczęści praktycznych robót? Przy czym nie wiem, jakie korzyści można mieć , tak naprawdę, w obecnych czasach z umiejętności naprawy starego grata. Nowoczesne samochody i tak wymagają stacji obsługi. W tym samym czasie część osób, nie znoszacych majsterkowania, mogłaby uczyć się rzeczy, które lubią bardziej - malowanie domu, stolarki, robioenia na drutach - czegokolwiek. I tak wszystkiego się nie nauczysz. Więc dlaczego uczyć tego, co wymyślił z góry ojciec, a nie tego, do czego ma sie zdolności?
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:05
    Ale te nastolatki nie dostawały nowoczesnych samochodów.
    Btw, amerykański rynek motoryzacyjny nieco się różni od europejskiego i sporo jeździ dobrze utrzymanych samochodów bez nadmiaru elektroniki, które są naprawiane niemal samodzielnie.

    Użytkownik samochodu (tu owe małolaty) nie musi mieć zdolności, żeby wymienić koło, polakierować etc., tak jak nie trzeba szczególnych zdolności żeby zszyć rozdarte ubranie, ma to umieć zrobić w ramach przygotowania do codziennego korzystania z auta.
  • verdana 10.02.14, 11:10
    Nie, chodzi mi o to, ze spędziły w młodości bardzo dużo czasu, aby nauczyć się umiejętności w rezultacie kompletnie w życiu dorosłym nieprzydatnej.
    Tu nie chodziło o zmianę koła czy polakierowanie, tylko o remont samochodu. Dlaczego dziecko , które tego nie libiło, nie mogło np. zamiast tego zostać kelnerem, a za zarobione pieniądze dać samochód do warsztatu? Odpowiedź jest jedna - bo tata tak chciał.
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:17
    Bo usługi w USA są drogie i nie byłoby małolata stać na wyremontowanie starego samochodu w warsztacie. Jak sądzisz, skąd - od wielu lat - taka popularność w USA wszelkich programów zrób to sam i oferta handlowa skierowana do majsterkowiczów i domorosłych mechaników?
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 17:26
    > Tu nie chodziło o zmianę koła czy polakierowanie, tylko o remont samochodu. Dla
    > czego dziecko , które tego nie libiło, nie mogło np. zamiast tego zostać kelner
    > em, a za zarobione pieniądze dać samochód do warsztatu? Odpowiedź jest jedna -
    > bo tata tak chciał.

    Mam wrazenie Verdano, ze usilnie probujesz dopowiedziec sobie rzeczy, ktorych nie ma.
    Piszesz tak, jakby prezent w postaci samochodu to byla jakas kara dla tych dzieciakow i przymusowe kamieniolomy, bo samochod trzeba naprawic. Twoim zdaniem dzieciaki powinny dostac nowe, lsniace ferrari i straszny ojciec nie raczyl spelnic zachcianek?

    Nie rozumiesz, ze taki stary rzech Mustang to o wiele lepszy samochod niz to na co byloby te dzieciaki stac gdyby musialy na to zarobic? Ze nikt ich nie zmuszal ani do posiadania samochodu, ani do jego remontu? Po prostu jak chcialy miec samochod to MOGLY skorzystac z okazji jaka dal im ojciec i NIE MUSIALY na to pracowac. Idealna sytuacja! Super samochod + minimum pracy i samodzielnosci, zamiast zero samochodu i praca w McDonaldzie za grosze.
    Uwazasz, ze posiadanie samochodu bylo dla tych dzieciakow obowiazkowe? ZE ojciec stawial samochod na podworku i dziecko lancuchem do niego przykuwal i KAZAL remontowac? Toc dziecie moglo zajac sie innymi rzeczami, najwyzej nie mialoby sprawnego samochodu, a Mustang by rdzewial w garazu, w czym problem? W tekscie nie bylo napisane, ze tata ich zmuszal do remontu - to tylko i wylacznie Twoja wyobraznia.

    Co bys wolala Verdano? Dostac od rodzicow stara kawalerke do wlasnorecznego odmalowania i wyszorowania, czy fige z makiem i mnostwo wolnego czasu, zeby zarobic sobie na wlasne mieszkanie? RZeczywiscie straszni rodzice, ktorzy wybieraja pierwsza opcje bo ucza dzieci umiejetnosci "kompletnie w zyciu nieprzydatnej" wg Ciebie.
  • tully.makker 10.02.14, 18:07
    Verdany nie przekonasz, bo za bardzo sie to odnosi do jej ososbistych doswiadczen - artykup nacisnal na jej guziki, bez watpienia.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • verdana 10.02.14, 18:26
    Nacisnął- nie znoszę jak ktoś traktuje dzieci jak niewolników i wyznacza im z góry, jak ma sie potoczyć ich życie.
    Tak samo reaguję, jak słyszę, zę ktoś bije dzieci. Nie bardzo widzę różnicę pomiedzy tak drastycznym ograniczaniem wolności wyboru starszych dzieci, a laniem.
    No, ale nie każdy uwaza, że dziecko to człowiek, niestety. Wielu rodziców cieszy się, ze ktoś nareszcie powiedział, ze rodzice mogą miec nad dziećmki władże, robić , co chcą. Bo nie dziecko się liczy, tylko fakt, ze nareszcie można mieć kogoś, kto ma słuchać i robić, co się mu każe. Jak miło mieć niewolnika!
    --
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 18:32
    > Nacisnął- nie znoszę jak ktoś traktuje dzieci jak niewolników i wyznacza im z g
    > óry, jak ma sie potoczyć ich życie.

    Ale w ktorym momencie ten ojciec zrobil z dzieci niewolnikow? Tym, ze dwie godziny dziennie mialy obowiazek uczyc sie/czytac/pomagac sobie w nauce? DWIE GODZINY, no rzeczywiscie straszne, ze z 24 godzin musialy przez cale DWIE czytac!!!! Wg Ciebie powinno sie pozwolic im pluc do celu, albo patrzec w sufit, bo 22 godziny to za malo.
    Ze musialy WYBRAC sobie jakis sport? Ze zasponsorowal super samochod na urodziny? Verdano, gdzie ty widzisz wyznaczanie jak ma sie potoczyc ich zycie???
    Ojciec po prostu nauczyl dzieci obowiazkow i podstawowych zyciowych umiejetnosci, i to w bardzo umiarkowanej skali, nie zarzucajac dzieci kasa, tylko uczac ich samodzielnosci. Znam rodzicow, ktorzy wprowadzaja o wiele wiekszy dryl w domach, naprawde.
    Ty, za to, masz chyba jakas manie przesladowcza bo widzisz rzeczy, ktorych nie ma.
  • laquinta 10.02.14, 18:51
    d.o.s.i.a napisała:

    > Ty, za to, masz chyba jakas manie przesladowcza bo widzisz rzeczy, ktorych nie
    > ma.

    Tez mam takie wrazenie, ze to jakas mania, nie wiem czy przesladowcza, ale mania na pewno.
    Niewiarygodna niechec do tego, zeby od dzieci i mlodziezy czegos wymagac, czegos oczekiwac. Dla mnie kompletna bzdura. I to niebezpieczna bzdura.
    A w takiej duzej rodzinie, to wrecz niemozliwe, zeby dzieci nie braly na siebie czesci obowiazkow rodzicow.
    Ematki, wymagajcie od swoich dzieci pomocy, wspolpracy i szacunku.
    Nie pozwalajcie na rozwalajace psychicznie lenistwo. Obowiazki ucza odpowiedzialnosci, daja satysfakcje i uczucie wspoluczestnictwa w zyciu rodziny. Niech kazde dziecko bedzie w rodzinie zakotwiczone, poprzez nie tylko uczucia i przyjemnosci, ale tez poprzez obowiazki i odpowiedzilanosc, oczywiscie na miare swojego wieku. Nie ma nic gorszego nic taki rozmemlany mlody czlowiek, ktoremu nic sie nie chce, ani uczyc, ani kibla po sobie umyc.

  • verdana 10.02.14, 19:14
    No tak. Mam manię. Jak widzę dziecko, to widzę osobę, a nie przedmiot do dowolnego kształtowania. Osobę, która ma prawo zjeść jabłko o 12 58, jak jest głodna, a nie tylko obiad punktualnie o 14. Która moze o 19 umówić sie z kolegami, a lekcje odrobiśc co pewien czas o 21. Straszne.
    Pomoc, współpraca i szacunek nie ma z tym nic wspólnego.
    --
  • laquinta 10.02.14, 19:22
    verdana napisała:

    Jak widzę dziecko, to widzę osobę, a nie przedmiot do dowoln
    > ego kształtowania. Osobę, która ma prawo zjeść jabłko o 12 58, jak jest głodna,
    > a nie tylko obiad punktualnie o 14

    W stolwce szkolnej byly obiady na dlugiej przerwie. Wszyscy na nie pedzili - uczniowie, nauczyciele i dyrektor tez, o jednej porze. Mam nadzieje, ze jablko mimo to zjedli jak mieli ochote. Przeginasz tak, ze zatracasz sens. Akurat regularne odzywianie jest dla dzieci i mlodziezy bardzo wskazane.
    Jesli raz na jakis czas sie umowi i odrobi lekcje o 21, jest Ok, ale codziennie, juz nie.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:25
    Ale rodzina to nie szkoła. Na tym właśnie polega różnica - w szkole trzeba robić to, co nam każą (np. o 12. uczyć się biologii, o 14. jeść obiad, a odpoczywać pomiędzy 12.40 a 13.00), a dom to miejsce, w którym można się zachowywać swobodnie. Jestem głodna o 13, to jem; mam ochotę teraz poczytać książkę, to czytam - a nie wszystko o odpowiednich godzinach. Podróże, sport, odrabianie lekcji, obowiązki domowe - to nic złego, ale czy nie lepiej zachęcać do tego dzieci niż zmuszać? Czy nie lepiej powiedzieć dziecku, że jeśli nie lubi francuskiego, to niech się go nauczy tak, żeby zdać, a za to rozwija znajomość angielskiego i niemieckiego? Niech się interesuje tymi krajami, uczy się czegoś o nich, a nie ze wszystkiego będzie najlepsze? Taka wiedza czysto szkolna nie jest aż tak ważna na studiach i w życiu, ale podążanie za pasją i przekładanie jej na rozwój zawodowy już tak.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:29
    A dlaczego odrabianie lekcji po 21 jest złe? Może nie jest zbyt dobre dla 7-letków, ale dla nastolatków? Ja bardzo często o takiej porze odrabiałam lekcje, bo wtedy szło mi to znaczniej szybciej niż o wcześniejszych godzinach - tak po prostu miałam. I nie tylko ja, jest więcej takich osób.
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 19:25
    > ego kształtowania. Osobę, która ma prawo zjeść jabłko o 12 58, jak jest głodna,
    > a nie tylko obiad punktualnie o 14.

    A kto mowi, ze te dzieci nie mogly zjesc jablka???

    > a nie tylko obiad punktualnie o 14. Która moze o 19 umówić sie z kolegami, a l
    > ekcje odrobiśc co pewien czas o 21. Straszne.

    Toc od przyjscia ze szkoly do 18tej dziecko mialo wolne. Mialo wolne tez po 20tej, w czym problem?
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:31
    Ale chodzi o to, że dzieci nie żyją w odosobnieniu od życia zewnętrznego. Jeśli koleżanki umówiły się na 18 lub 19, to dziecko już automatycznie nie może w takim spotkaniu uczestniczyć, a to je jakoś wyklucza z grona znajomych (bo nie raz opuszcza takie spotkanie, ale zawsze). Chyba, że znajomi nie są ważni, liczy się tylko rodzina.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:32
    Kto mówi, że nie mogły zjeść jabłka? Autor: "Podstawową zasadą był brak przekąsek między posiłkami"
  • verdana 10.02.14, 19:12
    W momencie, gdy każde kolejne dziecko było od urodzenia wychowywane wg. odgórnego planu, gdy jeść, wstawać itd wszystkie dzieci, niezaleznie od wieku mogły tylko o określonej porze i za zgodą rodziców, gdy wszystkie dzieci, niezaleznie od zdolności, musiały przejść taki sam schemat kształcenia.
    Innymi słowy - mam dziecko i ono musi sie dopasować do sztywnego schematu, a nie patrzę, kim jest dziecko i dostosowuję wychowanie do jego temperamentu i możliwości.
    Straszne jest, ze dziecko trzeba odgórnie zmuszać do czytania, bo nie starcza czasu, aby je do czytania zachęcić.
    --
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 19:23
    Verdana. Jestes niereformowalna po prostu.

    > lko o określonej porze i za zgodą rodziców, gdy wszystkie dzieci, niezaleznie o
    > d zdolności, musiały przejść taki sam schemat kształcenia.

    A nie oburzasz sie, ze w Polsce istnieje obowiazek szkolny?

    > Innymi słowy - mam dziecko i ono musi sie dopasować do sztywnego schematu, a ni
    > e patrzę, kim jest dziecko i dostosowuję wychowanie do jego temperamentu i możl
    > iwości.

    Po czym wnosisz? Po tym, ze musialo sobie WYBRAC czym chce sie zajmowac?

    > Straszne jest, ze dziecko trzeba odgórnie zmuszać do czytania, bo nie starcza c
    > zasu, aby je do czytania zachęcić.

    Tak, przywiazywali je do kaloryfera, tak to zapewne wygladalo.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:19
    To raczej nie chodzi o te 2 godziny, ale o to, że to musiało być od 18 do 20 i że właśnie MUSIAŁO. Niezbyt wyobrażam sobie siebie w takiej rodzinie. A co jeśli np. moje koleżanki umówiłyby się na dzisiaj na 18. na oglądanie filmów u jednej z nich, a na jutro na 19. na spacer? Nie mogłabym z nimi pójść, bo o tej porze muszę czytać albo odrabiać lekcji? A nie mogę tego zrobić wcześniej albo później? Dla mnie takie funkcjonowanie to jakiś kosmos. A jestem osobą wyjątkowo uporządkowaną.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:15
    Nie mogły skorzystać z sytuacji, ale musiały. One obowiązkowo dostawały samochód na 16 urodziny. Z pewnością wiele osób na ich miejscu by się ucieszyło, ale co z osobami, które wolałyby dostać jakiś inny prezent? Nie lubią jeździć samochodem? Czy te dzieci lubiły, czy po prostu musiały polubić?
  • tully.makker 10.02.14, 11:11
    Ja sobie wyobrazam, ze dziecko nie MUSIALO robic rzeczy przy smaochodzie samo - moglo wezwac na pomoc rodzenstwo, przyjaciol, zreszta zapewne tak zrobilo.

    Dla mnie to jest ciekawe o tyle, ze moj chlop byl tez wychowywany na zasadzie, ze sie nie placi za rzeczy, ktore mozna zrobic samemu, i potrafi rzeczywiscie zrobic wszystko, zarowno rzeczy zwiazane z naprawa samochodu, remontem, ale rowniez ugotowac i zaszyc sobie spodnie - moze nie pieknie, ale skutecznie wink.



    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • verdana 10.02.14, 11:13
    Ok, a nie lepiej wychować dzieci na zasadzie - chcesz zrobić samemu - to rób, wolisz zarobić i zapłacić - to zarób i zapłać? Przy 12 ddzieciach na pewno znalazły się oba typy. Ale ojciec wychowywał wszystkichh identycznie.
    --
  • tully.makker 10.02.14, 11:23
    Wydaje mi sie, ze mylisz pojecia. Ojciec raczej nie dyrygowal dzieckiem, ze ma zrobic to samo - powiedzial tylko, z enie zaplaci za robocizne, tylko za czesci. jestem pewna ze w tak kooperatywnej rodzinie praca byla wspolna.
    Ja jestem ososba z podejsciem - lepiej zarobic i zaplacic niz zrobic samej, i bardoz to sobie chwale, ale teraz po refleksji nie wiem, czy wlasciwie to jest dobre podejscie.
    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • verdana 10.02.14, 11:26
    A ja jestem osobą z podejściem - wolę robić to co umiem i lubie, zarobić i zapłacić. Oba podejścia są równie dobre. Dlatego też nalezy wychowywać dzieci tak, aby mogły wybierać działanie, zgodne z ich charakterem, a nie narzucać jedynie słuszne rozwiązanie.
    --
  • iwoniaw 10.02.14, 11:29
    Toteż one wybierały (zajęcia dodatkowe, sporty i to, w jakim standardzie chcą to auto czy kompa odpicować, a ojciec płacił za wszelkie materiały i kursy). Nikt im nie bronił również poszukać pomocy (darmowej lub opłaconej barterowo inną przysługą) u innych - ba, w gronie rodzeństwa oni byli wręcz do tego zachęcani. Po prostu ojciec nie dał forsy na fachowca ani nie kupił auta spod igły - to takie straszne?

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • verdana 10.02.14, 11:30
    Nie, straszne jest uznanie, ze wszystkie dzieci muszą robić to samo o tej samej porze. Ciekawa jestem też jednego - jedna córka miała przepiękne auto, które sama wyremontowała. A co z pozostałą 11?
    --
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 11:33
    wszystko fajnie jak np ktos ma smykałkę do czegos- a nie na zasadzie, kazdemu dam starego grata, jak nie umie go odrestaurowac to jego problem
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • beatulek 10.02.14, 12:28
    Jeśli dziecko ma tym samochodem jeździć to powinien być w pełni sprawny - tutaj nie ma miejsca na złożenie sobie samemu. Samo to sobie może serwetkę na biurko haftować.
  • verdana 10.02.14, 12:30
    Otóż to.
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 12:44
    Jeszcze raz - facet pisze o realiach amerykańskich. Jeśli coś porusza się po drodze, hamuje i ma światła, to jest sprawne. W wielu stanach nie ma żadnych obowiązkowych okresowych badań technicznych aut.
  • beatulek 10.02.14, 12:54
    Jeśli coś porusza się po dr
    > odze, hamuje i ma światła, to jest sprawne.

    Ale tu nie chodzi o przegląd techniczny a o bezpieczeństwo!!

    Raz jeden miałam coś z hamulcami w aucie no i mój małż miał ochotę mi to naprawić - głupia uwierzyłam, że potrafi. Działało przez jakiś czas ale jak później jechałam estakadą w Gdyni to cóż - ja po hamulcach auto nic, ja ręczny auto nic...całe szczęście, ze miałam na liczniku niecałe 30 czyli chwilkę na przeanalizowanie w co uderzam - w auto z przodu czy barierkę (wybrałam to drugie)i nie chcę myśleć co by było gdybym taką usterkę miała na obwodnicy. Mój mąż często naprawiał mi auto (do tego czasu ) - nie chcę myśleć jak takie auto złoży 16-latek.

    Jestem za uczeniem samodzielności dzieci, składanie komputerów jak najbardziej ale gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo trzeba wezwać fachowca.
  • verdana 10.02.14, 13:02
    Ale wypadki są...
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 13:08
    Trudno żeby ich nie było przy takiej liczbie użytkowników dróg.
  • undoo 11.02.14, 00:02
    i takich umiejetnosciach kierowcow, jak widze na ulicach.

    jak pada deszcz, to panika, bo nie umieja jezdzic w deszczu, o kierunkowskazach nie maja pojecia, bo nie uzywaja, rondo wywoluje u nich panike itd itp
  • sanciasancia 10.02.14, 19:20
    > Jeszcze raz - facet pisze o realiach amerykańskich. Jeśli coś porusza się po dr
    > odze, hamuje i ma światła, to jest sprawne.
    Chyba w Kansas.
    --
    Loitering with content.
  • laquinta 10.02.14, 11:57
    verdana napisała:
    Dlatego też nalezy wychowywać dzieci tak,
    > aby mogły wybierać działanie, zgodne z ich charakterem, a nie narzucać jedynie
    > słuszne rozwiązanie.

    Dzieci trzeba najpierw zachecic i nauczyc, czasem wrecz przymusic, bo czekac az samo dziecko wybierze zgodnie z charakterem to co lubi i umie, to jakas utopia. Owszem czytac moze samo, malowac tez, ale juz naprawic samochod tak samo z siebie dziecko chyba nie potrafi.
    Znalam rodziny wielodzietne i widzialam jak dzieci same z siebie rwaly sie do roboty. Moge Cie zapewnic, ze wcale, ale to wcale.

    Ile trzebaby bylo czekac, aby dziecko z wlasnej nieprzymuszonej woli np. posprzatalo umiejetnie swoj wlsany pokoj?
    Zainteresowaniami mozna zarazic, ale z poczatku moze byc przymus i n ic w tym takiego upokarzajacego dla dziecka nie ma, ani nic niwlasciwego pod wzgledem wychowania.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:02
    są nawet tutaj takie, które były przymuszane np do grania na fortepianie tak skutecznie, że w dorosłym zyciu nie mogą na ten instrument patrzeć

    o to chodzi?

    wg. mnie do takich rzeczy nalezy podchodzic delikatnie i z wyczuciem- oczywiscie trzeba wymagac od dzieci sprzatania, zaangazowania w zycie domowe, lekcje

    ale czy to takie straszne przewinienie gdy dziecko czasem lekcje odrobi wczesniej, bo chce o 18 obejrzeć film, spotkac z kolegą- wyjatkowo- czy np coś podlubać w swoich sprawach?

    jesli dziecko np dobrze sie uczy, jest zaangazowane w zycie jako takie, uczynne, aktywne etc, to naprawdę nie można np nagiać niektórych zasad?
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • laquinta 10.02.14, 12:22
    aneta-skarpeta napisała:

    > są nawet tutaj takie, które były przymuszane np do grania na fortepianie tak sk
    > utecznie, że w dorosłym zyciu nie mogą na ten instrument patrzeć
    >
    > o to chodzi?

    Jedno przymuszane bedzie patrzyla na instrument z obrzydzeniem, inne bedzie rodzicom wdzieczne. Nie ma reguly i dlatego dzieci trzeba przymuszac, oby tylko nie za dlugo i nie uporczywie, ale tez nie za krotko. smile

    > jesli dziecko np dobrze sie uczy, jest zaangazowane w zycie jako takie, uczynne
    > , aktywne etc, to naprawdę nie można np nagiać niektórych zasad?

    Mozna, ale co zrobic z dzieckiem leniwym, niezaangazowanym, nieuczynnym?
    Zostawic same sobie i czekac az znajdzie wlasne zainteresowania zgodne z charakterem?
    Dac mu jeszcze wiecej czasu na 'bezproduktywne lenistwo'?
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:28
    > Dac mu jeszcze wiecej czasu na 'bezproduktywne lenistwo'?

    jest to trudny materiał i nie odpuszczać, ale próbowac, próbować, ale myslę że na poczatek na zasadzie zachety, a nie przymuszania

    moj syn jest taki, ze generalnie szybko się zniechęca do wszytskiego i nie ma czesto "checi"

    i długooo nie mogłam znaleśc do niego drogi- jemu sie nie podoba, jemu sie nie chce, on tego nie lubi, bez sensu- a mnie krew zalewała, bo sie starałam, a tu ciagle ściana niechęci.

    w końcu zaskoczył z jednym -spodobalo mu się, potem z drugim, znowu sodobało, jak sie nie spodobało to odpuszczałam ( a wczensiej przymuszałam, co do niczego nie prowadziło)

    widze ogromną zmianę na plus, juz wiemy jak działać z tym ancymonem- natomiast widzę, że pewnych rzeczy nie przeskoczę i musze to zaakceptować
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • triss_merigold6 10.02.14, 12:33
    Ja mówię krótko: coś robić musisz. Możesz wybrać dowolne zajęcia sportowe, inny język niż angielski, ale ćwiczyć i uczyć się języka obcego musisz i nie ma opcji, żebyś drogie dziecko tylko siedział przed tv/tabletem czy dłubał w lego.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:36
    ok, ale miedzy COŚ ROBIĆ MUSI, a kazde dziecko, które chce miec komputer musi samo sobie go złozyć i myc kibel w wieku 3 lat, bo inaczej sie nie nauczy
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • verdana 10.02.14, 12:37
    Akurat dłubanie w lego jest pożytecznym i kształcącym zajęciem.
    --
  • laquinta 10.02.14, 12:45
    verdana napisała:

    > Akurat dłubanie w lego jest pożytecznym i kształcącym zajęciem.

    Odnosze wrazenie, ze nie rozumiesz o czym jest dyskusja. Trzymasz sie swoich szablonow i idziesz w zaparte.
  • triss_merigold6 10.02.14, 12:45
    Pod warunkiem, że nie robi wyłącznie tego. Stawiam na komplementarność i zróżnicowanie aktywności.
  • verdana 10.02.14, 12:47
    A, to tak. Ale nie każesz mu, jak sadzę, różnicować tych aktywnosci w oparciu o bardzo scisły schemat tego, co ma prawo robić o każdej godzinie.
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 12:54
    Plan lekcji, rozkład zajęć dodatkowych, pory pójścia spać i wstawania rano w dużej mierze narzucają dość ścisły schemat. Nie do do minuty oczywiście.
  • verdana 10.02.14, 13:02
    To jest tzw oczywista oczywistość. I dlatego właśnie, zę dzień dzieci jest dosyć schematyczny z natury, nie należy tego jeszcze pogłębiać wprowadzając sztywny plan dnia, tam gdzie nie jest on konieczny. Szczególnie w wypadku nastolatków.
    Zwróć uwagę, że starszy nastolatek, który musi odrabiać lekcje między 18 a 20, a o 22 musi być w łóżku (jak jego parolatni brat) nie ma na przykład możliwości pójścia do kina. Ani spotkania się z kolegami.
    Dlatego mam wrażenie, że Pan Ojciec nie pisze prawdy. A jak pisze, to to był koszmarny dom dla starszych dzieci.
    --
  • iwoniaw 10.02.14, 13:23
    Przecież te dzieci w wieku 16-17 lat wyjechały z domu na studia. A wcześniej o 22.00 to gasiły światło W TYGODNIU, w weekendy mogły robić co chciały do północy. Całkiem logiczne, jeśli musiały wstawać na rano do szkoły.

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • verdana 10.02.14, 15:53
    Na studia raczej nie wyjeżdzają 16-latki, nawet w Stanach. W tygodniu gasiły swiatło o 22, nie dlatego, zę lekcje się rano zaczynają, ale dlatego, że rodzice zarzadzili wstawanie o 5 rano.
    --
  • przystanek_tramwajowy 10.02.14, 15:55
    Może one w wieku 16 lat miały już tak serdecznie dość metod wychowawczych rodziców, że uciekały z domu byle dalej? Szkoda, że ta ich matka nie mogła uciec. A pewnie miała ochotę. Na tym zdjęciu wygląda na tak zużytą, że szok!

    ---
    Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:40
    Za to ojciec świetnie się trzyma big_grin
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:39
    Raczej w wieku 18-19 lat wyjechały na studia, a nie 16-17. A jeśli miały dużo lekcji do odrobienia, to też musiały gasić światło o 22? Nie mogły się wtedy dalej uczyć? A jeśli nie miały lekcji do odrobienia, to nie mogły np. spotkać się o 21 ze znajomymi i wrócić o 23?
  • laquinta 10.02.14, 12:37
    aneta-skarpeta napisała:

    > > Dac mu jeszcze wiecej czasu na 'bezproduktywne lenistwo'?
    >
    > jest to trudny materiał i nie odpuszczać, ale próbowac, próbować, ale myslę że
    > na poczatek na zasadzie zachety, a nie przymuszania

    Kiedy cala rodzina jedzie na narty albo pod namiot, to dla dzieciaka, ktory nart i namiotu nie lubi jest przymus, nie zacheta.

    > w końcu zaskoczył z jednym -spodobalo mu się, potem z drugim, znowu sodobało, j
    > ak sie nie spodobało to odpuszczałam ( a wczensiej przymuszałam, co do niczego
    > nie prowadziło)

    Nie wiesz czy moze dorosl do polubienia tej wlasnie rzeczy. Moze Ci sie zdawac, ze przestalas przymuszac i dlatego polubil, ale moze byc zupelnie inaczej.
    Zmiany na plus dzieja sie czesto bez naszego udzialu, oraz zmiany na minus, tym bardziej.smile
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:43
    laquinta- oczywiscie nie wiemy tego, ale nie mam zamiaru przedewszystkim sobie marnować urlopu, zeby dziecku go zepsuc, bo moze to coś kiedys da

    byłam inaczej wychowywana i wyszłam na ludzi
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • laquinta 10.02.14, 12:54
    aneta-skarpeta napisała:

    > laquinta- oczywiscie nie wiemy tego, ale nie mam zamiaru przedewszystkim sobie
    > marnować urlopu, zeby dziecku go zepsuc, bo moze to coś kiedys da

    A co jesli pozostale dzieci uwielbiaja narty i namiot? Dalsza czesc historii jest taka, ze dziecko po latach mowi - o jakim ja cholernym dupkiem bylem. smile I gdyby nie przymus, kto wie, moze zostalby takim cholernym dupkiem do konca zycia.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:57
    dlatego mówie- trzeba znaleśc kompromis- inaczej sie wychowuje dzieci gdy jest ich 2, a inaczej gdy 12cioro- to jasne

    ale mysle, ze spokojnie jadac dużą grupą na narty to nielubiace nart może np chodzic na spacery etc z młodszymi etc

    jednym slowem kompromis, a nie- my -rodzice- uwielbiamy narty- anasz syn jedyny tez MUSI je kochać
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 13:00
    np moi rodzice mieli faze jazdy na działkę- ale jak mialam lat 15scie to mnie przestalo to bawic i rodzice mnie nie ciągali na siłę, tylko zostawałam w domu

    obecnie uwielbiam klimaty działkowe, ale też rozumiem, że niekoniecznie może to byc ciekawa forma spędzania czasu np dla mojego 11 latka
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • laquinta 10.02.14, 13:16
    aneta-skarpeta napisała:

    > ale mysle, ze spokojnie jadac dużą grupą na narty to nielubiace nart może np ch
    > odzic na spacery etc z młodszymi etc

    Tak mielismy z najmlodsza. My na stoku, ona w szkolce. Wracamy, szukamy dziecka, a ona w swietlicy maluje obrazki. Po dwoch latach 'wdrazania' jezdzila na nartach jakby sie na nich urodzila. Dzisiaj jest szczesliwa, ze tak swietnie jezdzi.
    Inny przyklad. Dziecko jezdzilo do Polski na wakacje. Drugie dziecko nie chcialo, za nic, wiec nie jezdzilo. dzisiaj ma zal, glownie do siebie, ale do nas tez, ze nie zmuszalismy do wyjazdow.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 13:22
    a ja mam taki charakter, że nie żałuję

    jak coś odpuściłam w dzieciństwie, a mi na tym zależy to się naucze w dorosłości- chocby własnie narty

    mój mąż pochodził z takiego domu, ze narty, łyzwy etc to była niepotrzebna fanaberia- teraz, jako dorosły człowiek nadrabia zaległości, uczysie tego na co ma ochotę i też jest fajnie

    inaczej, ale to też fantastyczne doswiadczenia, inne, wpomnienia, radość, rozwój etc
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 13:30
    aha i byłam dzieckiem, które miało słomiany zapał-jasne mogłabym przy wiekszym rygorze odnieść jakis niebywały sukces, generalnie mogłabym byc bogatsza, zgrabniejsza, mądrzejsza, fajniejsza gdyby...

    ale jest jak jest i mimo swojego słabego charaktery pracuję, mam się dobrze, mimo perturbacji mam udane życie, wyciagam wnioski i uczę się na błedach

    ale miałam tez fajne, swobodne i bardzo wesołe dziecinstwo ze zwariowanymi rodzicami
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • laquinta 10.02.14, 13:00
    Dodam. Dzieci sa rozne - jedne same spiewajaco przejda przez dziecinstwo i okres dojrzewania, zawsze wiedza czego chca, maja pasje i zainteresowania, sa zdolne, blyskotliwe itp. Inne dobrze sobie radza przy malej pomocy, jeszcze inne trzeba nakierowac, podpierac, zachecac a sa takie, co wolami trzeba je ciagnac do jakiegokolwiek dzialania.
  • verdana 10.02.14, 12:49
    He, he. Cała rodzina pojechała na narty, gdy miałam lat sześć. Kazano mi na tych nartach jeździć, bo inne dzieci jeździły. Wtedy podjęłam postanowienie, ze więcej nart nie założę. I nigdy więcej nie założyłam.
    Między zachęcaniem, a wymaganiem jest spora różnica.
    --
  • gazdzinazdaleka 11.02.14, 16:20
    laquinta napisał(a):

    > Jedno przymuszane bedzie patrzyla na instrument z obrzydzeniem, inne bedzie rod
    > zicom wdzieczne. Nie ma reguly i dlatego dzieci trzeba przymuszac, oby tylko ni
    > e za dlugo i nie uporczywie, ale tez nie za krotko. smile

    Hm, znam wielu muzyków (wiem, co piszę, bo sama nim jestem), ale jak długo żyję, to nie widziałam dobrego muzyka (czy w ogóle artysty), który w dzieciństwie byłby przymuszany do gry na instrumencie czy tworzenia czegokolwiek. Za to znam wielu przymuszanych, a potem w dorosłym życiu nieszczęśliwych, bo tak naprawdę, to chcieli być w życiu kimś zupełnie innym. Czasem są to dzieci bardzo znanych artystów. Wdzięczni rodzicom jakoś nie są, niektórzy uciekli od nich na drugi koniec świata. Pod rodzicielską presją można zostać nawet całkiem uznanym fachowcem w jakiejkolwiek dziedzinie, ale z pewnością nie będzie się człowiekiem szczęśliwym. I żeby była jasność w temacie - wcale nie chodzi mi tutaj o obowiązki domowe dzieci.

    PS Uważam, że to fajnie mieć 12 dzieci, ale zrzucanie odpowiedzialności na najstarsze za młodsze jest już świństwem po prostu. Znaczy to tyle, że pan tylu dzieci mieć nie powinien, skoro nie miał dla każdego z nich indywidualnie czasu. To że on osobiście ma świetne zdanie na swój temat nie oznacza, że jego dzieci podzielają jego punkt widzenia. Wytresowane jak w wojsku nigdy mu tego nie powiedzą.
  • sanciasancia 10.02.14, 20:47
    > Dla mnie to jest ciekawe o tyle, ze moj chlop byl tez wychowywany na zasadzie,
    > ze sie nie placi za rzeczy, ktore mozna zrobic samemu, i potrafi rzeczywiscie z
    > robic wszystko, zarowno rzeczy zwiazane z naprawa samochodu, remontem, ale rown
    > iez ugotowac i zaszyc sobie spodnie - moze nie pieknie, ale skutecznie wink.
    >
    A jego fantastyczne zachowanie wobec ciebie wystawia laurkę temu modelowi wychowawczemu.
    --
    Loitering with content.
  • iwoniaw 10.02.14, 11:12
    No dokładnie tak to odebrałam - na litość boską, toż umiejętność przyszycia guzika i zaszycia rozdarcia czy wymiany oleju albo podładowaniu akumulatora to jeszcze nie wymóg, by dziecko było profesjonalnym krawcem i mechanikiem samochodowym!
    Poza tym wyraźnie napisano, że dzieci musiały WYBIERAĆ choć jeden sport i jedne zajęcia dodatkowe wedle własnych UPODOBAŃ (i miały prawo do prób i zmiany, ojciec płacił i nie wydziwiał), zakaz dotyczył bezproduktywnego tkwienia w bezruchu bez żadnych aktywności - nie widzę w tym nic nienormalnego. Też bym nie chciała wychować lebiegi przypalającej wodę na herbatę i nie wiedzącej, którą stroną się młotek trzyma, która w dodatku ani nie pływa, ani nie jeździ rowerem, ani nawet nie wie, czy woli pisanie, grę na wiolonczeli czy programowanie komputerów i nic poza obowiązkową szkołą nie robi.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • verdana 10.02.14, 11:16
    Naprawdę uważasz, ze można wyrosnąć na zdrowego psychicznie człowieka, nie mając w dzieciństwie czasu na bezproduktywne lenistwo? Nie mówię od rana do wieczora, ale choć czasami. Tu nie ma w ogóle czasu wolnego, dzień jest rozplanowany wg jednego schematu dla wszystkich. Dziecko, które wolałoby czytać czy pisać, czy haftować - też musi iść na zajęcia zorganizowane, tak jaby wszystko to, co dziecko robi samo, bez nadzoru, było niewazne i nieistotne.
    Przyszycie guzika - tak. Gotowanie - tak. Składanie komputera - a dlaczego nie naprawa pralki? Nie robienie na drutach? Nie pielęgnacja ogrodu?
    --
  • iwoniaw 10.02.14, 11:25
    No chwila, jakie "nie mając czasu"? Nigdzie nie jest napisane, że oni mieli grafik 24/7 wypełniony do ostatniej sekundy, tylko że oprócz szkoły mieli obowiązek wybrać JEDNE zajęcia sportowe i JEDNE inne dodatkowe wedle własnych upodobań oraz ograniczony był czas przesiadywania po nocach (do 22.00 w tygodniu, do północy w weekendy) i wyznaczone pory posiłków. Mowa, przypomnę, o nieletnich dzieciach szkolnych, po maturze, jak to w Ameryce, zapewne na studia z domu wyjechali.

    Składanie komputera - zapewne dlatego, że akurat komputer chcieli mieć? Te 20 lat temu nie było laptopów czy smartfonów, tylko skrzynki, w których sama sobie komponowałaś parametry w zależności od tego, do czego tego kompa chciałaś używać. Naprawdę, samodzielne przypięcie do płyty głównej kości pamięci czy wypaśniejszej katy graficznej to nie jest jakieś szokujące oczekiwanie. Przeciwnie, niezachęcanie dzieci do tego odbieram podobnie, jakby ojciec nie dość, że kupił im żarówki do lampek na biurko, to jeszcze komuś zapłacił, żeby je dzieciom powkręcał, bo wszak potomstwo się na elektryczności znać nie musi...

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • verdana 10.02.14, 11:28
    Jedne zajęcia sportowe, jedne zajecia dodatkowe, pracę społeczną, naukę majsterkowania i szycia, opieke nad młodszym dzieckiem, naukę dwie godziny dziennie, niezaleznie od zadanych lekcji. Wszysto w ściśle wyznaczonych godzinach.
    Gdzie tu widzisz czas na wypoczynek?
    --
  • iwoniaw 10.02.14, 11:34
    Doba ma 24 h o ile mi wiadomo. Oni minimum 7h mieli spać (słuszny postulat), 2h mieli spokój i warunki wyłącznie do nauki, niechby spędzali w szkole i na zajęciach dodatkowych z 8h (to już liczę z okładem) - pozostaje 7h DZIENNIE na dowolną aktywność własną - to jest mało czasu na odpoczynek?
    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • verdana 10.02.14, 11:37
    Jeść chyba też musieli? Dojechać do szkoły? Na zajęcia? Umyć się? Zająć sie tym młodszym rodzeństwem, ktre zostało im powierzone? Uczyć sie szyć i naprawiać samochód? Moim dzieciom szkoła + zajęcia zajmowała, przy mniejszych odległościach, ok. 10 godzin...
    --
  • iwoniaw 10.02.14, 11:39
    10 h? Zakładając, że jechały godzinę do innego miasta do szkoły, miały codziennie po 7-8 lekcji i przynajmniej jedne zajęcia dodatkowe?

    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • verdana 10.02.14, 11:43
    Dojazd do szoły - od godziny do pół godziny. Lekcje w zalezności od szkoły - do 15 lub do 17. Zajęcia dodatkowe - od trzech, do czterech razy w tygodniu. Plus dojazd. Policz sobie.
    --
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:00
    Wystarczy, że jechały do/ze szkoły po 15 minut (w sumie pół godziny), do/z zajęć dodatkowych po pół godziny i już mamy 1,5 godziny +/- pół na jakieś opóźnienia niezależne od podróżującego. Ja do liceum jeździłam 45 min. w jedną stronę, na zajęcia dodatkowe od 10 minut - do godziny.
    Zależy też, gdzie oni w tej Ameryce mieszkają (umknęło mi to), ale tam często odległości są różne.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:00
    duże nie różne big_grin
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:43
    Nie możesz porównywać dojazdów do szkoły w Polsce i w USA.
    W USA jest rejonizacja i przy odległościach większych niż 1-2 km kwestie dojazdu załatwia schoolbus. Zajęcia w szkole są 9-15 w podstawówce i junior high school.
  • nanuk24 10.02.14, 19:23
    zajecia zaczynaja sie o 9, fakt, ale schoolbus zbiera moje dziecko juz o 8. O 15:30 kniec lekcji, a moje dzieko jest o 16 w domu.

    --
    Dzis jestem w nastroju nieprzysiadalnym.
  • undoo 11.02.14, 00:20
    Bzdura, jaki school bus? Nie przysluguje wszystkim uczniom we wszystkich stanach, chyba ze dziecko ma chodzic do szkoly nierejonowej, tylko ze specjalnym programem lub jest niepelnosprawne.

    Szkola w odleglosci poltorej mili, a pod szkola korki - przy wjezdzie na autostrade, pod gimnazjum i liceum oraz pod podstawowka.
  • undoo 11.02.14, 00:18
    Szkola podstawowa w USA to 6-6.5 godziny dziennie, do tego dojazd/dojscie, gimnazjum to 7 godzin dziennie, liceum pewnie tyle samo. Z dojazdem na obszyl liczac to bedzie 7.5 godziny dziennie.
    5.15 - sniadanie i potem obowiazki domowe do 7.30
    7.30 - wyjscie do szkoly
    8-14.30 - szkola
    14.30 -15 - przegryzka w domu, mycie rak
    15 - 17 - zajecia sportowe, czy inny klubik, dla reszty dzieci skladanie samochodu/komputera/przygotowanie obiadu i pranie (to wcale nie jest duzo czasu)
    17-18 - rodzinna kolacja
    18-20 - lekcje
    20-22 - czas wolny, ale jak sie wstaje o 5 rano codziennie, to sie o 21 pada na nos

    Ile im zostaje czasu wolnego w tygodniu? Godzina-dwie. W weekendy kosciol (zwykle 3/4 dnia zajmuje zaangazowanym parafianom i prace spoleczne).

    To pieknie wyglada na papierze, ale sama widze, jak niewiele czasu maja moje dzieci, ktore nie maja wcale duzo zajec dodatkowych.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:56
    Niezupełnie:
    sen - 7 h
    szkoła - 6-8 h
    odrabianie lekcji - 2 h (czy tyle wystarcza by nastolatek był perfekcyjny we wszystkim?)
    obowiązki domowe - ? h (niech będą ze 2-3 godziny)
    zajęcia dodatkowe - 1-2 h
    czas dojazdu/dotarcia do/ze szkoły, na/z zajęć dodatkowych - 1 h
    kąpiel, posiłki, ubieranie się, poranna toaleta, pakowanie się na zajęcia/do szkoły - 2 h

    Nie wiem jak to możliwe, ale wychodzi mi 21-25 h big_grin.
  • lily-evans01 10.02.14, 13:15
    Ha ha.
    Moje dziecko ma "TYLKO" szkołę muzyczną, zajęcia taneczne, zajęcia sportowe i jakieś tam kółka w szkole, które mu odpowiadają. Każda z tych rzeczy to częstotliwość zaledwie 2 x na tydzień, dni częściowo się pokrywają oczywiście. No i od poniedziałku do piątku wracamy do domu późnym popołudniem... Różnica jest taka, że córka SAMA CHCE robić to wszystko, mało tego, poszła do pani od chóru przygotowawczego i sama się zapisała na zajęcia, które są obowiązkowe dopiero chyba w III czy IV klasie SM.
    U nas jest problem odwrotny, bo ja bym już chciała cokolwiek ograniczyć, żeby też i odpoczęła, a ona sobie znajduje dodatkowe zajęcia wink. Ale nie wyobrażam sobie, żeby NA SIŁĘ przymuszać ją do którychkolwiek z tych zajęć.
    I tak próbuję to rozważyć z własnego punktu widzenia...
    Dla mnie po prostu zgrozą byłaby konieczność uprawiania jakiegoś sportu, nienawidzę tego całą duszą, za to dużo chodzę pieszo, a pomimo wady serca mogę chodzić bardzo szybko, bardzo długo (dodajmy, dźwigając spore siatywink ) i mam całkiem niezłą kondycję. I kwestia jest taka, że jak dziecko nie lubi chodzić na zajęcia sportowe, to można z nim iść na plac zabaw, kupić rolki i towarzyszyć mu, póki małe, grać z nim w piłkę w parku itd. A te dzieci są wepchnięte w pewien grafik, owszem wybierają coś, ale zaledwie spośród pewnych opcji, które są z góry narzucane (w tych młodszych grupach w szkole tańca czasami widzę np. taki obrazek, dziewczynka się zapiera, nie chce iść na salę, wręcz płacze, ale mama spełnia sobie marzenia o królewnie w tiulach). A przecież można bardziej indywidualnie. Ja np. uwielbiam dużo chodzić i szybko, jak pisałam, jest to też pewna pożyteczna aktywność, trenująca mięsień sercowy w dodatku, a nie widzę powodu, żebym męczyła się siłownią, fitnesem, piłką ręczną czy czymkolwiek innym, czego nie znoszę wręcz organicznie.
    No i wreszcie - dla osoby o moim charakterze na przykład bardzo nieprzyjemna byłaby konieczność chodzenia bez przerwy na zajęcia zorganizowane, od zawsze po szkole/zajęciach na studiach/pracy potrzebowałam mieć ileś czasu tylko dla siebie, w ciszy, żeby ochłonąć (nadmiar bodźców mnie męczy, jestem zresztą zdecydowaną introwertyczką) - są i takie dzieci, które muszą po prostu ODPOCZĄĆ po przedszkolu/szkole, a jak nie odpoczną, to są rozkapryszone i rozkojarzone.
    Tak więc - każdy jest inny i te same pożyteczne cele (których nie neguję) można osiągnąć w zgodzie z osobowością każdego z dzieci, niekoniecznie przykrawając je do jednego modelu. Są pewne rzeczy, które nie podlegają dyskusji, czyli np. drobne obowiązki domowe kilkulatka (ale niekoniecznie czyszczenie klozetu wink ), odrabianie lekcji, zdrowy i rozsądny tryb życia, a są takie, które powinny być traktowane jak najbardziej indywidualnie.
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:47
    Mnie najbardziej w tym modelu przeraża brak czasu na znajomych. Mam wrażenie, że te dzieci poza rodzeństwem nie miały kontaktu z innymi. Na nawiązanie przyjaźni potrzebny jest czas, nie tylko ciągłe robienie czegoś, ale właśnie spędzenie popołudnia na "bezproduktywnych" rozmowach, łażenie po osiedlu bez specjalnego celu. Może nie przez całe popołudnia, nie codziennie, ale chociaż kilka razy w tygodniu. A tu tylko wyjazdy rodzinne, odrabianie lekcji, obowiązki domowe i cisza nocna o 22 - jak w domu dziecka.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 00:10
    Jestem skrzywiona big_grin. Cieszę się, że się dowiedziałam!
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:00
    Znów wracamy do amerykańskiego modelu. Samochód jest niezbędny do funkcjonowania, większość małolatów właśnie w wieku 16-18 lat dostaje pierwsze auto i b. często jest to rzęch i w takim jak w tekście podejściu rodziców nie ma nic nadzwyczajnego ani bulwersującego.
  • verdana 10.02.14, 11:02
    Tak, tylko nie każdy musi umieć i chcieć rzęch naprawić. Równie dobrą metodą byłoby zarobienie na naprawienie rzęcha zajmując się tym, co się lubi, albo chce robić. Ale nie. Ma naprawiać i już - bo ojciec tak zadecydował.
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:06
    Jeszcze raz tłumaczę, że te wymagania wpisują się w całokształt modelu, nie są oderwanym elementem z kosmosu.
  • mary_lu 10.02.14, 11:09
    Co to znaczy "musi umieć". 99% szesnastolatków nie ma o tym pojecia, ale niemal kazdy może się nauczyć. A o chcenie zadbał ojciec, dając jako "rzęch" auto, które naprawiać warto.

    Dorastający Amerykanin nie musi brać auta od ojca, może podziękować i popracować rok w weekendy, zarobi na jeżdżące używane auto.
  • verdana 10.02.14, 11:12
    Nie, ni mógł popracować rok w weekendy, bo w weekendy zajmował sie młodszym rodzeństwem. Kazdy starszy miał jedno dziecko pod opieką i rozplanowany cały dzień. Ojciec nie dawał wyboru, ojciec kazał naprawiać auto. Kropka.
    --
  • mary_lu 10.02.14, 11:37
    Gdzieś to jest napisane, czy sama dopowiedziałaś?

    Nie widziałam tam żadnych opisów godzin, które trzeba było wysiedzieć przy mlodszych, w weekendy zwłaszcza.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:05
    Zwłaszcza w Nowym Jorku big_grin. Stany nie są tak jednolite jak województwa w Polsce (a i tu mówić o jednolitości byłoby przesadą), nie wszędzie jest tak, że młodzież i dorośli jeżdżą samochodami - nie dlatego że ich nie stać, po prostu komunikacja miejska jest sprawniejsza.
  • lily-evans01 10.02.14, 11:10
    Przyznam, że ja tam bym nie chciała siedzieć w garażu i brudzić się przy naprawie auta...
    Nie jestem domowym majsterklepką, wolę piszczeć "misiu", a w tym czasie robić rzeczy, których misiu raczej nie potrafi i które misia nie interesują wink.
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • mary_lu 10.02.14, 11:22
    Mnie też już się nie chce i zazwyczaj wołam "Misiu!", albo jadę do fachowca.

    Ale UMIEM. Sama taka nauka, to jak zabawa lego przez malucha - uczy nie tylko tej konkretnej rzeczy, ale otwiera całkiem nowe myślenie.
  • verdana 10.02.14, 11:29
    Tak, tylko jest zapewne wiele rzeczy, których nie umiesz. Nie sposób nauczyć wszystkich wszystkiego - dlatego jestem zwolenniczką uczenia dzieci rzeczy koniecznych, a poza tym tego, do czego mają smykałkę.
    --
  • iwoniaw 10.02.14, 11:38
    No i on właśnie to robił - uczył dzieci rzeczy koniecznych w warunkach, w których żył. Zapewne w Europie np. mógłby sobie darować zakup 12 samochodów i zachęcanie kolejnych dzieci do doprowadzania ich do użytku, a pięć dekad wcześniej pewnie wszyscy musieliby prać na tarze zamiast w pralce - i co w związku z tym?

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • verdana 10.02.14, 11:41
    Nie, uczył dzieci tego, co uznał za konieczne. Nie tego, co dzieci chciałyby i umiały robić. Gotowanie jest konieczne, lakierowanie samochodu i składanie komputera - nie. Ja bym rozumiała, gdyby kazał każdemu dziecku nauczyć sie czegoś pożytecznego. Ale nie - wszyscy, niezaleznie od temperamentu, zdolności, umiejętnosci musieli robić to samo. Takie wychowanie nie uczy jednego - radzenia sobie w życiu, które nie jest schematyczne, gdzie każdego dnia czasem trzeba robić co innego, gdzie się samemu wybiera , co sie robi.
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:44
    Akurat w realiach amerykańskich to bardzo przydatne umiejętności.
    I akurat Amerykanie są nieprawdopodobnie elastyczni jeśli chodzi o podejmowanie wyzwań w postaci zmiany zawodu, zmiany pracy, zamiany miejsca zamieszkania.
  • verdana 10.02.14, 11:47
    Nawet w realiach amerykańskich lepiej jest coś robić dobrze, niż źle. Nie wszyscy dobrze majsterkują, szyją, gotują itd. Dawanie identycznych zajeć 12 różnym ludziom nie sprawi, ze ci ludzie będą dobrzy w tym co robią - cżęść z nich tylko zmarnuje czas, który by mogła przeznaczyć na nauczenie sie czegoś, co zrobią naprawdę dobrze.
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:51
    Nie muszą być dobrzy, wystarczy że potrafili w danym momencie zrobić coś na własny użytek, na własne potrzeby.
  • laquinta 10.02.14, 12:06
    verdana napisała:
    > Nawet w realiach amerykańskich lepiej jest coś robić dobrze, niż źle.

    cżęść z nich tylk
    > o zmarnuje czas, który by mogła przeznaczyć na nauczenie sie czegoś, co zrobią
    > naprawdę dobrze.

    W szkolach dzieci tez marnuje czas, wiec zlikwidujmy szkoly. Niech kazde dziecko robi to, do czego zostalo stworzone, a nie marnuje czas na gramatyke i ortografie.
  • noname2002 12.02.14, 08:27
    W szkolach dzieci tez marnuje czas, wiec zlikwidujmy szkoly. Niech kazde dzieck
    > o robi to, do czego zostalo stworzone, a nie marnuje czas na gramatyke i ortogr
    > afie.

    A jak Twoje dziecko jest z jakiegoś przedmiotu słabsze, bo nie ma w tym kierunku zdolności, to wymagasz, żeby spędzało cały wolny czas się tego przedmiotu ucząc i przynosiło szóstki?

  • d.o.s.i.a 12.02.14, 08:57
    Na poziomie podstawowki, slabe radzenie z przedmiotem najczesciej wynika z braku wysilku w to zeby ten przedmiot zrozumiec albo ze strachu przed nim Owszem, nauczenie dziecka ze przy pewnym wysilku wiekszosc zagadnien jest sie w stanie ogarnac to bardzo cenna lekcja ze nie nalezy sie poddawac bez wysilku.
  • verdana 12.02.14, 09:33
    Naprawdę? Nie istnieją niezdolne, mniej inteligentne dzieci? Jeśli inteligencja i zdolności mają normalny rozkład w populacji, to zawsze pewna niewielka część dzieci nie da sobie rady z programem, a nieco większa - da sobie radę, ale słabo.
    To wiedza na poziomie liceum, nie elitarnej szkoły wyższej.
    --
  • d.o.s.i.a 12.02.14, 09:37
    Oczywiscie. Ale dopoki nie wlozysz minimum pracy w cos dopoty dywagowanie na temat zdolnosci w danym przedmiocie jest tylko dywagacja niczym wiecej.
  • verdana 12.02.14, 09:45
    A kto mówi, aby nie wkładać pracy? I kto ma tę pracę wkładać? Samo dziecko, niezdolne i pozostawione samemu sobie? Raczej nie, tego musza nauczyć rodzice. Tyle, że to się nijak ma do wyznaczania godzin uczenia się.
    --
  • d.o.s.i.a 12.02.14, 10:05
    Nie, nie samo dziecko. Z pomoca rodzicow i rodzenstwa.
  • iwoniaw 10.02.14, 11:49
    Nawet w najbardziej niebanalnym i nieschematycznym życiu trzeba wszelako coś jeść (dobrze umieć w tym celu wykonać coś więcej niż zapłacić za big maca w drive thru), dostać się do pracy (w USA bez auta właściwie niewykonalne poza kilkoma wielkomiejskimi enklawami typu NYC) i nie od rzeczy mieć kompa (20 lat temu kupowanego nie w postaci zalanej plastikiem formy ipada, tylko złożonego z wybranych przez siebie segmentów).
    Oczywiście, można udawać (do pewnego momentu w każdym razie), że nic nie trzeba i każdy sobie znajdzie niszę, w której wąską specjalizacją zarobi nawet na to, by mu inni podcierali tyłek - jednak większość widzi sens posiadania różnych umiejętności, niezależnie od upodobań, temperamentu i aspiracji. Oraz dostrzega fakt, że ponury schemat w postaci konieczności wstania, ubrania się, zjedzenia, pracowania, ogarniania rzeczywistości w różnych aspektach dopada każdego - i jakoś lepiej wtedy coś umieć niż nie umieć, nawet jeśli się za tą czynnoscią nie przepada.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 11:54
    mysle, że 99% z nas ogarnia codzienne wstawanie, chodzenie do pracy, zmywanie garów etc etc

    a rodzice nie wychowywali nawet połowy nas w kieracie, a jednak jakimś dziwnym cudem wyszłysmy na ludzi, choc nie miałyśmy tak zorganizowanego zycia etc
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • iwoniaw 10.02.14, 12:03
    No ale JAK zorganizowanego? Nie miałaś jakichś obowiązków w domu (typu odkurzanie, wywalanie śmieci, rozwieszanie prania)? Nie musiałaś będąc dzieckiem szkolnym w dni powszednie być w łóżku o określonej porze i gasić światła "nie później niż"? Nie oczekiwano, że nie będziesz ledwo ciągła na słabych trójach mając po trzy zagrożenia, tylko przejdziesz przez szkołę na miarę swych możliwości odrabiając lekcję i nie powodując wzywania rodziców minimum raz w tygodniu? Bo u mnie jakoś tak było i bynajmniej nie wspominam tego jako kieratu. Nawet jak mi w pewnej chwili KAZALI chodzić na angielski. Dziwne, nie?

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • tully.makker 10.02.14, 12:06
    Ano wlasnie. Rytm i plan dnia musi byc. Ja mialam po 2 zajecia dodatkowe codziennie, teraz jestem tu, gdzie jestem ( na forum, hehe) a kolega ktory mial cale dnie wolne na przyjemnosci i kreatywnosc jest kierowca autobusu.

    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:22
    ja nie mialam zajeć dodatkowych i tez jestem na "forum";P

    moj mąz nie miał dodatkowych zajęć, rodzice nie pielęgnowali u niego pasji, w wieku 14 lat palił papierosy, a w liceum choc uczył sie dobrze to balangował i dużo pił

    studia, po studencku

    jak skonczył studia to trach- przodownik pracy, rozwija sie, ma dobry zawód

    10 lat temu nikt by nie uwierzył, ze bedzie taki stateczny i odpowiedzialny

    duzo zalezy od charakteru i otoczenia w jakim przyjdzie naszym dzieciom żyć
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:16
    mialam swoje obowiązki, ale
    - nie musialam odrabiac lekcji zawsze miedzy 18-20 a jak nie mialam lekcji to mialam czytac- mialam miec lekcje odrobione
    - nie musialam sobie prac od najmlodszych lat- dość późno zaczelam to robic- ale robilam inne rzeczy- stosowne do wieku, ale generalnie dziecinstwo to było dziecinstwo
    - nie musialam jesc rzeczy, ktorych nie znoszę- tak rodzice gotowali, zebym nie musiala jesc czego nie cierpię- np szpinaku czy marchewki z groszkiem i mnie rodzice tym nie dręczyli- teraz uwielbiam-czasem musiałam zjeść coś co mi srednio pasowało, natomiast mama nigdy mnie nie dręczyła odgrzewanym jedzeniem, mimo ze mi nie smakowało
    - nie musialam "zapracowywac sobie" na wszystko co mialam- czasem rodzice spontanicznie spelniali moje lub brata marzenie, zeby sprawic nam przyjemność

    generalnie byłam wychowywana przez rodziców spontanicznych i lekko szalonych
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • verdana 10.02.14, 12:26
    Miedzy obowiązkami, a obowiązkami wtłoczonymi w nienaruszalny schemat, jest przepaść. Obowiązkiem jest odrobienie lekcji, ale odrobienie lekcji w określonych godzinach, niezaleznie od sytuacji, to już nie jest po prostu wymaganie, aby dzieci były pilne. To wymaganie, aby cały dzień był ustawiony tak, jak to sobie wymyślili rodzice. We własnym domu dzieci funkcjonują jak w placówce wychowawczej - wszystko na gwizdek.
    --
  • lily-evans01 10.02.14, 13:23
    Ja miałam bardzo mało obowiązków domowych, mama tylko cisnęła, żebym kładła się spać wcześnie i nie oglądała zbyt wiele TV. Do ukończenia mniej więcej dwudziestu paru lat zhańbiłam się raptem zrobieniem herbaty, kanapkami, jajecznicą, prostą sałatką itp., jeśli chodzi o umiejętność gotowania. Potem byłam przez jakieś pół roku bezrobotna, a czystego nadmiaru czasu zaczęłam gotować, do dzisiaj gotuję o wiele lepiej niż moja własna matka. Była potrzeba, była chęć zagospodarowania czasu czymś "innym" - i ogarnęłam się błyskawicznie.
    Przy dziecku dopiero z kolei musiałam nauczyć się ogarniać w sposób systematyczny i zorganizowany obowiązki domowe, też nie mam z tym problemu, nie jestem kaleką wink.
    Co do nauki, akurat świetnie sobie radziłam od podstawówki, tak więc nie wiem, jak to jest być przymuszaną - do czegoś, co łatwo przychodziło i co lubiłam generalnie (a dzięki klasie profilowanej w LO bardzo szybko rozstałam się z mniej lubianymi przedmiotami wink).
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • atteilow 10.02.14, 13:45
    Podpiszę się pod tym. Nauka tych wszystkich czynności, nie była przygotowaniem do zawodu, nie była tez rozwijaniem pasji, (ktora w przyszlosci może się stać zawodem), to była nauka po prostu przydatnych rzeczy. Wyrobienie w sobie jakiejś zaradności, sprytu, umiejętności rozwiązywania problemów w wielu dziedzinach. Takie podstawy jak gotowanie, majsterkowanie, sprzatanie, szycie, drobne naprawy to wszystko kiedyś się przydaje. Nawet jeśli w przyszlości częśc z tych prac będziemy zlecać, to będziemy w stanie ocenić, czy jest wykonana dobrze i czy cena adekwatna.
    I ta nauka jest ważniejsza, niż hobby i pasja, bo człowiek czuje się bardziej niezależny wiedząc, że jest w stanie wykonać coś sam. Syn nie prosi matki o wyprasowanie koszuli, a córka ojca o wbicie gwoździa. I kiedy z syna staje się mężem, wie jak umyć kibelek, nie oglądając się na zonę. Myslę, że w kontekscie gender to jest istotne wink
  • lily-evans01 10.02.14, 12:58
    > Tak, tylko jest zapewne wiele rzeczy, których nie umiesz. Nie sposób nauczyć ws
    > zystkich wszystkiego - dlatego jestem zwolenniczką uczenia dzieci rzeczy konie
    > cznych, a poza tym tego, do czego mają smykałkę.

    I tu popieram w pełnej rozciągłości verdanę smile.
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • triss_merigold6 10.02.14, 13:04
    A potem rośnie taki facet pierdoła, który nie potrafi pomalować ściany, posłużyć się wiertarką czy wymienić uszczelki. Oczywiście, można optymistycznie założyć, że zleci komuś w/w usługi + 100 innych, ale wypadałoby żeby jeszcze potrafił zweryfikować i ocenić cudzą pracę i za nią zapłacić.
  • lily-evans01 10.02.14, 13:25
    A Ty potrafisz te wszystkie rzeczy zrobić?
    Bo ja nie.
    Natomiast gołym okiem widać, czy zlecona praca była wykonana prawidłowo - ocena tu jest najmniejszym problemem.
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • triss_merigold6 10.02.14, 13:38
    Nie, ja byłam dziewczynką i miałam się tylko uczyć. Dzięki Bogu, zawsze do takich prac miałam facetów. Własne dzieci jednak wolę wychowywać bardziej praktycznie.
  • landora 10.02.14, 15:18
    O, Triss, to z Ciebie też taka pierdoła tongue_out
    Mój mąż jest antytalentem technicznym. Za to potrafi mi naprawić komputer, ma doskonałą orientację w terenie i podejście do dzieci. Nikt nie jest idealny, nikt nie ma talentu do wszystkiego.
  • triss_merigold6 10.02.14, 15:24
    Dlatego wybieralam mężczyzn ogarniętych technicznie, ktoś w domu umieć musi.
  • landora 10.02.14, 14:45
    Mój mądry, wykształcony i odnoszący sukcesy w swojej dziedzinie ojciec prac "praktycznych" nienawidzi. W zamierzchłych czasach samodzielnie malował ściany i zbijał półki, klnąc na czym świat stoi. Efekty były marne. Teraz po prostu woła fachowca i jest to dla wszystkich zainteresowanych lepsze.
    Ja też nie mam pojęcia o pracach remontowych. Pewnie, że jakbym musiała, to bym się nauczyła, no ale nie chcę i nie muszę. Za to potrafię zaprojektować ogród, dobrać kolory do wnętrza i napisać artykuł w obcym języku tongue_out
  • zla.m 10.02.14, 19:11
    Wygląda, że jestem skrzywiona. Nie widzę nic ciekawego w babraniu się w częściach auta i komputera. Nie mówiąc już o pytaniu "po co?", "dlaczego akurat to?" (a nie np. naprawa kosiarki do trawy, malowanie ścian, składanie mebli z IKEI, kładzenie terakoty...) To, że w roku 85 czy 95 ktoś umiał złożyć komputer, w roku 2013 nie daje wielkich profitów, nawet w Polsce. Osobiście już bym wolała tę grę na harfie wink

    I dla jasności - ogólnie pasuje mi uczenie dzieci od małego, że mają obowiązki, wymaganie od nich ponoszenia konsekwencji swoich błędów, nie podstawianie wszystkie pod nos itp. Nie pasuje mi natomiast ta urawniłowka w wiedzy, oczekiwanie że wszyscy w tym samym wieku będą tacy sami.
    --
    Znam świetny kawał o Poczcie Polskiej, ale nie do wszystkich dociera
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 19:20
    > Wygląda, że jestem skrzywiona. Nie widzę nic ciekawego w babraniu się w częścia
    > ch auta i komputera. Nie mówiąc już o pytaniu "po co?", "dlaczego akurat to?"

    I to wlasnie potwierdza, ze w ogole nie rozumiecie z Verdana o co biega. Po co? PO to, zeby miec auto i komputer. Dlaczego akurat to? Bo dzieci widocznie CHCIALY auto i komputer.

    > Osobiście już bym wolała tę
    > grę na harfie wink

    Ale one pewnie wolaly samochod i komputer, a nie harfe. Rozumiesz, czy jasniej jeszcze?


    > że wszyscy w tym samym wieku będą tacy sami.

    Kolejna, ktora uczepila sie tego, ze oni mieli byc niby tacy sami. Skad w ogole to zalozenie? Przeciez one dostawaly ten komputer, czy samochod, bo SAME GO CHCIALY, a nie dlatego, ze ojciec im kazal! Gdyby chcialy meble, to pewnie dostalyby z ikei do samodzielnego zlozenia, albo kupione na targu staroci do wypolerowania i odmalowania. Ale widocznie nie chcialy mebli tylko samochod i komputer. Boszzzzz.
  • verdana 10.02.14, 19:23
    A jak chciały meble, to musiały sobie same wystrugać? Ubranie same uszyć? Dlaczego akurat komputery musiały składać? Wszystko same? Przecież to absurd, podział pracy nie został wymyślony dlatego, ze samodzielne robienie wszystkiego jest szybsze, tańsze i efektywniejsze.

    --
    >
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 19:30
    > A jak chciały meble, to musiały sobie same wystrugać? Ubranie same uszyć? Dlacz
    > ego akurat komputery musiały składać?

    Bo komputer to jest cos ekstra. Chcesz komputer/samochod to na niego zarob - tak mniej wiecej to wyglada w przecietnej rodzinie. Wiekszosc moich znajomych miala komputery skladaki. Z taka roznica, ze i na czesci musieli sami zarobic, a tutaj ojciec kupowal wszystko i na czesci do samochodu dawal. Rzeczywiscie straszny ojciec, bo nie kupil nowego ferrari.
  • zla.m 10.02.14, 20:13
    Naprawdę, dzieci miały wybór?
    - Każde dziecko na szesnaste urodziny dostawało od nas samochód. Pierwsze nauczyło się szybko, o co w tym wszystkim chodziło. Kiedy laweta przywiozła "nowy" samochód na nasz podjazd, moje najstarsze dziecko krzyknęło "Tato, przecież to wrak!".

    Pięć lat przed szesnastymi urodzinami i otrzymaniem samochodu, każde musiało pomagać przy innych samochodach rodziny.


    Polecam słówka - każde i musiało. Naprawdę, na 100% każda z tych 12 różnych osób marzyła o składaniu auta (i to od 11 roku życia)? Czy może gdyby był wybór: dostaniesz porządne auto-wrak albo byle co, ale na chodzie - to ktoś by jednak wybrał auto na chodzie? Albo czy jest mowa, że można sobie było na 16-ste urodziny zażyczyć, bo ja wiem: wycieczki do Las Vagas albo kilku metrów drogiego materiału na suknię na bal maturalny (do samodzielnego uszycia, jeżeli już koniecznie prezent urodzinowy - na ważne w kulturze amer. urodziny - MUSIAŁ być pedagogiczny, pouczający i praktyczny) ?

    Bo ja widzę w tym urawniłowkę. I uczenie na siłę (bo wszystkich) rzeczy, które nie są akurat konieczne, tylko wtedy rodzicom wydawały się przydatne.
    --
    W Polsce nawet geje są maczo. (c)anuszka_ha3.agh.edu.pl
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 20:42
    > Polecam słówka - każde i musiało.

    A ja polecam rowniez wlaczenie myslenia. Tak, KAZDE - MUSIALO - JESLI - CHCIALO miec samochod. Nie rozumiesz, ze kazdy amerykanski nastolatek marzy o wlasnym aucie i 16 urodziny to wlasnie moment kiedy to auto dostaje?
    I teraz zaloz, ze jestes rodzicem takiego nastolatka i masz do wyboru:
    a. kupic mu nowe, sprawne auto
    b. kupic stare (kultowe) auto plus dac kase na wszystkie czesci zamienne i niech robi samo a przy okazji sie czegos nauczy i pomoze rodzenstwu.
    c. dac mu guzik z petelka.

    Ktora opcje wybierasz? Bo ja wybieram opcje b i bardzo mi sie to podejscie podoba - klasyczna metoda wedki.
    A Ty kazdemu dziecku kupisz nowy samochod na 16tke?
  • zla.m 10.02.14, 22:53
    A ja nie mam i mieć nie będę dzieci 12, a najwyżej 3. I zamierzam włożyć sporo wysiłku w to, żeby te dzieci ZNAĆ. I dostaną prezent spersonalizowany, zależny od ich charakteru i potrzeb. Więc może nawet wszystkie twoje a, b, c - bo jedno jest godne zaufania i ma dużo zajęć w charakterze pianisty, więc spokojnie a), drugie lubi grzebać w motorach i b) je uszczęśliwi, a trzecie woli prosić "pianistę" o podwózkę i dostać jacht.
    --
    Myślałam, że mam ADHD, ale okazało się, że to wszyscy wokół mnie są, k*rwa, nudni.
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 23:13
    A bierzesz pod uwage, ze byc moze KAZDE z tych dzieci chcialo wlasny samochod, a nie jacht?
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:18
    Przecież nie wiemy czy chciały. Bo:
    a. mogły nie wiedzieć, że mogą nie chcieć
    b. mogły zostać uznane za rodzinnych dziwaków, bo przecież KAŻDY chce
    c. mogły nie chcieć, ale nikogo to nie interesowało.

    Ale my tego nie wiemy!
  • d.o.s.i.a 11.02.14, 10:55
    > Przecież nie wiemy czy chciały. Bo:
    > a. mogły nie wiedzieć, że mogą nie chcieć
    > b. mogły zostać uznane za rodzinnych dziwaków, bo przecież KAŻDY chce
    > c. mogły nie chcieć, ale nikogo to nie interesowało.
    >
    > Ale my tego nie wiemy!

    I dlatego wg ematki NALEZY zalozyc, ze dzieci byly zmuszane do posiadania samochodu.
    Bo to przeciez takie logiczne! I jak pasuje do teorii o despotycznym ojcu zmuszajacym wlasne dzieci do pracy w kamieniolomach.
  • araceli 11.02.14, 11:04
    d.o.s.i.a napisała:
    > I dlatego wg ematki NALEZY zalozyc, ze dzieci byly zmuszane do posiadania samoc
    > hodu.

    Argumentem głupoty strzelasz w innych ale sama prostej rzeczy nie potrafisz zrozumieć.

    Ojciec tych dzieci miał zasadzę 'Dzieci mogą coś dostać ale na MOICH zasadach. Chcesz samochód - babraj się w smarze i basta!' Jedyna słuszna droga do celu ojczulka.

    A co z tymi dziećmi, które nie maja zdolności manualnych a chcą mieć samochód? Reżim ojczulka nie przewidywał takich przypadków. Dziecko ma chodzić jak robot wg. ściśle określonego algorytmu.

    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • d.o.s.i.a 11.02.14, 11:24
    Rezim mojego ojca polegal na tym ze dostawalam guzik z petelka. I rezim wiekszosci rodzicow polega na czyms podobnym. To pewnie lepiej, twoim zdaniem? Nie znam nikogo kto dostalby kultowego mustanga z nieograniczonym dostepem do kasy na czesci zamienne. Raczej zaloze sie ze te dzieciaki wolaly taki prezent niz prace nocami za barem. Ja bym wolala.
    Dzieci ktore nie mialy zdolnosci manualnych? Jakos kazde z tych dzieci wypracowalo sobie wlasny samochod wiec jakos ten problem rozwiazali, nie sadzisz?
    Tak, wychowujcie lebiegi tylko potem nie zakladajcie pls watkow pt. moj 21 letni syn nie umie umyc po sobie kibla.
  • araceli 11.02.14, 11:30
    d.o.s.i.a napisała:
    > Dzieci ktore nie mialy zdolnosci manualnych? Jakos kazde z tych dzieci wypracow
    > alo sobie wlasny samochod wiec jakos ten problem rozwiazali, nie sadzisz?
    > Tak, wychowujcie lebiegi tylko potem nie zakladajcie pls watkow pt. moj 21 letn
    > i syn nie umie umyc po sobie kibla.

    No cóż - jestem 'lebiegą', bez zdolności manualnych, w której rodzice potrafili dostrzec indywidualizm, dzięki czemu teraz pracuję zgodnie ze zdolnościami a prace manualne zlecam fachowcom.

    Każdego da się ZMUSIĆ do zrobienia czegoś - jak w tym przykładzie z jedzeniem. Głodny zje wszystko - tylko czy to jest dobre wychowanie??

    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • d.o.s.i.a 11.02.14, 11:38
    Moze i pracujesz zgodnie ze zdolnosciami ale oprocz tego masz dwie lewe rece. Naprawde nie wiem czym tu sie chwalic. Ja co prawda samochodu nie potrafie naprawic ale umiem wiele innych pozytecznych rzeczy od robienia mebli, przez szydelkowanie, lowienie ryb, naprawe rowerow, rozpalenie ognia i inne. Dzieki temu radze sobie w zyciu niezle i Bogu dziekuje ze ojciec mi to wszystko pokazal zamiast kupowac mi gotowce.
  • araceli 11.02.14, 12:19
    d.o.s.i.a napisała:
    > Moze i pracujesz zgodnie ze zdolnosciami ale oprocz tego masz dwie lewe rece.
    > Naprawde nie wiem czym tu sie chwalic.

    A ja się chwalę? Nie - akceptuję siebie ze wszystkimi niedoskonałościami. Odpuszczenie katowania siebie tym, co nie leży w mojej naturze tylko dlatego, żeby 'nie mieć dwóch lewych rąk' zaskutkowało większą ilością czasu i energii poświęconej na to w czym jestem dobra i co lubię robić. Efekt - tak - jestem przykładną forumową specjalistką w swojej dziedzinie big_grin

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • d.o.s.i.a 11.02.14, 13:10
    Kazdy rodzic ma wlasna wizje wychowywania. Jeden bedzie chcial zeby dziecko osiagnelo wysoki status spoleczny, innemu wystarczy fach w reku. Jeden wysle dzieci na zajecia pozalekcyjne, inny nawet do tego przymusi wierzac ze kazdy musi wypracowac w sobie etos pracy, bo nic w zyciu nie przychodzi bez wysilku, inny pozwoli dziecku siedziec przed tv i zbijac baki.
    Ten facet wybral nauczenie dzieci duzej samodzielnosci. Normalny rodzic.
  • noname2002 12.02.14, 08:38
    Co jest, u licha, pożytecznego i przydatnego w tych czynnościach, które wymieniasz, szydełkowaniu czy łowieniu ryb? Jako hobby może być rewelacyjne ale w codziennym życiu jest całkowicie zbędne. Chyba, że zakładasz, że jutro wybuchnie wojna z kosmitami, stracimy wszystkie udogodnienia cywilizacyjne i przeżyją Ci co potrafią rozpalić ogień i złowić rybę smile
  • d.o.s.i.a 12.02.14, 08:54
    A po co chocby istnieja takie organizacje jak skauci albo harcerze skoro to szkola umiejetnosci w wiekszosci kompletnie nieprzydatnych zyciowo? Nie dogadamy sie. Ja jestem ze szkoly ktora mowi ze im wiecej ma sie umiejetnosci tym lepiej - gwarantuje to rozwoj osobowosci w wielu kierunkach, ppzwala odkryc ukryte talenty, rozwija inteligencje i logiczne myslenie. Naprawde wielu rzeczy nie da sie zastapic wybitnoscia w jednej waskiej dziedzinie. Nie wytlumacze Ci jakie sa korzysci z tak dziwnych umiejetnosci jak lowienie ryb i rozpalanie ognia - wielu ludzi to rozumie i nie trzeba tlumaczyc.
    W zyciu codziennym znakomita wiekszosc umiejetnosci jest zbedna, a mimo to sa ludzie ktorzy rozumieja ze czlowiek to nie tylko maszyna do roboty, jedzenia i srania.
  • verdana 12.02.14, 09:35
    Tak - im więcej umiejętności, tym lepiej. Stąd nalezy dziecku dać wybór, pozwalając mu rozwijać te umiejętności, które potem wykorzysta, a nie porzuci. Rozwijanie wwe wszystkich tych samych umiejętnosći)prócz absolutnie koniecznych) , bez patrzenia na zainteresowania to strata czasu, a nie rozwój.
    --
  • d.o.s.i.a 12.02.14, 09:43
    Alez dokladnie tamte dzieci mogly wybrac cokolwiek tylko chcialy (byleby nie kolidowalo z obiadem). Dzieki temu mogly poznac co lubia czego nie, ale nie na zasadzie "wydaje mi sie ze mnie to nie interesuje" tylko "dopoki nie sprobuje nie dowiem sie czy to mnie interesuje".
    Jak widzisz jedno nawet na studiach zajmowalo sie wioslarstwem, drugie graniem na pianinie i innymi hobby. Czy mialyby szanse poznac swoje mozliwosci gdyby nie odrobina pracy i zacheta do wszechstronnego rozwoju?
  • verdana 12.02.14, 10:04
    Byleby nie kolidowało z obiadem - czyli nie to, co chciały.
    --
  • d.o.s.i.a 12.02.14, 10:08
    No rzeczywiscie straszne. A ja nie moglam ogladac Twin Peaks bo w tym czasie musialam byc na angielskim.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 21:23
    Araceli, przecież to nie jest ważne, gdzie pracujesz i jak przebiega Twoja kariera. Jeśli nie umiesz wykonywać robotniczych czynności, jesteś bezwartościowym człowiekiem wink.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 21:07
    A czy relacje rodzinne to tylko dobra materialne? Ja tam wolałam nie dostać mustanga, ale móc zawsze liczyć na pomoc i wsparcie rodziców.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 21:09
    Nie należy niczego zakładać, chociaż pan w wielu fragmentach mówił "dzieci musiały to i to". Pomiędzy musieć a chcieć jest morze możliwości wink
  • d.o.s.i.a 11.02.14, 22:12
    W tlumaczeniu na polski musialy. W oryginale jest troche inaczej.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 22:49
    Jak? Pytam, bo nie czytałam.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:15
    A gdzie było pytanie, czy dziecko chce samochód? Każde go dostawało na 16 urodziny. A może wolało sukienkę, nowe farby albo karnet na wychodzenie ze znajomymi codziennie o 19. Nie dowiemy się, co dzieci chciały, dopóki się nie wypowiedzą na ten temat.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:16
    Prowadziłaś badania i stąd wiesz, że KAŻDY amerykański nastolatek chce mieć samochód? Mogę Ci wymienić kilku którzy nie chcieli, nie mieli i w dorosłym życiu nie potrzebują, bo mieszkają w dużych miastach, gdzie zwyczajnie jazda samochodem jest stratą czasu.
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:12
    "Ale one pewnie wolaly samochod i komputer, a nie harfe. Rozumiesz, czy jasniej jeszcze?"

    Gdzie była zamieszczona ich wypowiedź? Chyba coś przeoczyłam, ale chciałabym doczytać, gdzie dzieci powiedziały, że to wolały.
  • memphis90 10.02.14, 19:26
    > U nas tak było z naprawą urządzeń, drobnymi remontami. Jestem domowym MacGyvere
    > m, jak mój ojciec, pół dzieciństwa spędziłam podając klucze i taśmę klejącą, mo
    > je - mądre i utalentowane koleżanki - mają wyuczony odruch załamywania rączek i
    > piszczenia "Miiisiuuu". Na cholerę?
    A umiesz wydziergać kucyka na szydełku?
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • sko.wrona 10.02.14, 11:48
    Eee, a ja myślę, że dostrzegają indywidualność, dzieci mogą przecież wybierać zajęcia?
  • undoo 10.02.14, 22:27
    Amen!
  • triss_merigold6 10.02.14, 10:43
    Po kolei:
    Ten model wychowania jest spójny z amerykańskim protestanckim etosem pracy, obowiązków i podejmowania wyzwań (challenge).
    Mycie toalety przez trzylatka przypuszczalnie polegało na pomazaniu szmatką, a nie na szorowaniu domestosem.
    Uprawianie sportów i osiągnięcia w jakichkolwiek dziedzinach są b. premiowane w amerykańskich szkołach średnich i mają duże znaczenie przy aplikowaniu na studia, podobnie prace społeczne, wolontariaty i w ogóle aktywność prowspólnotowa.
    Wszyscy jedzą to samo - przy dwanaściorgu dzieciach trudno się bawić w sześć zup do wyboru.
    Wybieranie zajęć na poziomie zaawansownym - też premiowane i umożliwiane przez amerykańskie szkoły, bądź świetny z czegokolwiek, ale bądź. Tu też sądzę, że dzieci wybierały sobie jakieś dziedziny/obszary zainteresowań, a rodzice pilnowali żeby nie rezygnowały zbyt szybko.
  • verdana 10.02.14, 10:47
    A naprawdę trzylatek musi myć toaletę? Nie sposób znależć zadnego innego zajęcia, które jest odpowiedniejsze dla małego dziecka?
    W szkołach amerykańskic promowane jest nie samo uczestnictwo, a osiągniecia. Przypuszczam, ze w szkole sredniej większe osiągnięcia może mieć ktoś, kto skupi się na dwóch- trzech wybranych przedmiotach, niż ten, co równo musi umieć wszystko, a czasu na rozwijanie zainteresowań nie ma.
    Przy dwanaściorgu dzieciach najwyraźniej trudno bawić się w wychowywanie, w zrozumienie, w dostosowywanie wymagań do indywidualnych możliwosci i zainteresowań. Dlatego najwyraźniej nie należy mieć 12 dzieci.
    --
  • mary_lu 10.02.14, 10:54
    Widziałam czego się uczą dzieciaki w amerykańskim liceum, poziom zaawansowany a podstawowy, to jak różnica pomiędzy naszą wieczorówką a dobrym liceum. Do tego dzieciak nie ma przedmiotów tyle, co w Polsce, ale chyba 5 przez cały rok, codziennie to samo? Spokojnie rzecz do ogarnięcia przez każde nieco uzdolnione dziecko.
  • triss_merigold6 10.02.14, 10:57
    Dokładnie. Nawet b. przeciętne intelektualnie dziecko ma szanse być w czymś świetne, tym bardziej, że koła zainteresowań z potrzebnymi materiałami są w szkole za darmo, a nauczyciele są nastawieni na wyłapywanie każdego przejawu uzdolnień (bo uzdolniony uczeń, który zdobywa jakieś nagrody, nawet lokalne, to prestiż dla szkoły).
  • verdana 10.02.14, 11:01
    " W czymś" - otóż to własnie. Tu nie wymagano od dzieci, aby w czymś były swietne. Wymagano, aby były dobre ze wszystkiego równo. Zasadnicza różnica.
    --
  • mary_lu 10.02.14, 11:12
    No to nie doczytałaś, bo ojciec wyraźnie napisał, ze mieli tylko CHODZIĆ na zajęcia zaawansowane, o wynikach nic nie było. To dokładnie to samo, co u nas wymaganie od dziecka, żeby poszło do dobrej szkoły, a nie najgorszej w mieście.
  • verdana 10.02.14, 11:17
    Sądzisz, ze mieli chodzić i nie mieli zdać? Mieli chodzić i mieć złe wyniki - to w takim razie PO CO?
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:26
    Z tego się nie da nie zdać. I nie da się korzystać z zajęć dla zaawansowanych bez współpracy z nauczycielami prowadzącymi te zajęcia, ponieważ robią to w szkole i w ramach szkolnego systemu.
  • mary_lu 10.02.14, 11:27
    A po co chodzi się do dobrego liceum? Dlatego, że więcej zyskamy ciągnąc w górę, niż siedząc spokojnie w dołku.

    Przedmioty można sobie wybierać. Na tym polega amerykańska szkoła. Rodzice wymagali, żeby po wyborze nie zadawalać się słabym poziomem, tylko musieć ciągnąć do tego wyższego. To i tak lajcik w porównaniu np. z moim mat-fizem, w którym, jako dobra klasa, byliśmy maltretowani przez zachwycone nauczycielki wszystkim - od języków, po biologię.
  • triss_merigold6 10.02.14, 10:54
    Bez uczestnictwa nie ma osiągnięć. Na X aktywności w których dziecko uczestniczy, w którejś w końcu osiągnie dobre wyniki.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 11:04
    ale dzieci są różne, maja różne charaktery i zamiłowania i ... inteligencje

    i o ile częśc dzieci chetnie chodzi na rózne zajecia , uczy sie i próbuje nowości, to inne sa bardziej oporne i zrobią dodatkowo tylko to co ich zainteresuje- tzn sa dzieci, które chetnie pojda i na piłke i na garncarstwo i na kółko teoatralne, a inne bedzie chciało chodzic tylko na karate i też bez przesady

    i nie wiem czy dobre i sluszne jest ZMUSZAĆ dziecko do tego, zeby było kimś kim nie jest

    dziecko powinno się zachecac, motywować, pokazywać różne opcje, ale nie w formie dyktatury, tymabrdziej że są badania amerykańskie że nie jest tak do końca dobre tak mocno kierowanie zyciem młodego człowieka- on musi miec czas na nudę, miec prawo na własne, chocby glupie decyzje, bunt, nic nie robienie, na zajecia niezorganizowane, a nie tak, ze zawsze, codziennie o 18 idzie się uczyc-elastyczność też jest ważna, umiejetność dostosowania sie do nowych warunków, do zmiany warunków jeszcze wazniejsza, tymbardziej, ze swiat tak szybko sie zmienia

    nie wiem czy takie dziecko, które zawsze wszystko ma od linijki odniesie sukces, będzie szczęśliwe i spełnione
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • verdana 10.02.14, 11:08
    Tak sobie myślę, że dla części dzieci nakaz uczenia się od 18 do 20, to przekreślenie ich szans na dobra przyszłość. Bo ludzie najlepiej uczą sie czy pracują o różnych porach. O ile przy małych dzieciach systematyczność jest dobra, to nakazanie wszystkim, także nastolatkom, aby dobrze funkcjonowały rano, a o 22 szły do łóżka - to być moze sprowadzenie niektórych zdolnych dzieci "sóę" do poziomu średniaków.
    Zastanawiam się, czy w tym układzie mój mąż oraz dzieci skończyłyby jakiekolwiek studia.
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:11
    Może nie skończyłyby studiów ale znalazły dobrą pracę.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 11:20
    mnóstwo ludzi wychowanych ciut inaczej znajduje dobrą pracę

    niestety dośc czesto jest tak że sumiennie wykształcony człowiek jest po prostu dupowaty z charakteru i wielkiego sukcesu nie osiagnie, a inny co prawda nie bardzo lubił sie uczyc, ale ma smykałke do interesów, albo pasje do mechaniki samochodowej i radzi sobie w dorosłym zyciu swietnie, bo zamiast czytac wolał dlubac w aucie

    ludzie sa rózni, maja rózne charaktery
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • mary_lu 10.02.14, 11:14
    No pacz pani, a u nas wymaga się od wszystkich dzieci, żeby uczyły się od 8 rano do wczesnego popołudnia.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 11:17
    no niestety trzeba to jakoś usystematyzować jesli chodzi o szkołę, ale jesli któremus z dziecki lepiejbyloby np sie uczyc miedzy 16 a 18 bo potem chciałby do 22 naprawiac swój samochód lub skręcac komputer bez przerywania to nie mogą, bo... nie?


    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • mary_lu 10.02.14, 11:28
    Nie, bo mają kilka stałych elementów dnia. Dramat, co?
  • iwoniaw 10.02.14, 11:56
    No, dramatyczny dramat big_grin
    Normalnie niespotykane, że dzieci mają lekcje w ściśle określonych godzinach (a większość rodziców pracę niemniej ściśle wyznaczoną czasowo), nawet zajęcia dodatkowe mają harmonogram - i paCZ pani, nie mogą haftować ani czytać dla rozrywki, gdy akurat czas na matematykę albo wypada godzina pływania na basenie big_grin
    Dostosowując się do tej jakże opresyjnej rzeczywistości, sama też będąc z frakcji rodzica - tyrana, nie pozwalam np. dzieciom rozpoczynającym codziennie o 8.00 lekcje siedzieć dłużej niż do 22.00 i nie ma opcji grania na trąbie do północy ani spacerów po 23.00... Wredna jestem i ograniczająca, nie?

    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • verdana 10.02.14, 12:29
    Tak, dramatyczny. Jesli w domu rodzinnym trzeba wszystko robić o określonej porze, nie ma cienia elastycności, to jest dramat - bo to już nie jest dom. To internat. Owszem, pewne rzeczy muszą być o okreslonej porze - ale dlaczego nie można odrobić lekcji o innej porze? Dlaczego nastolatek nie moze iść spać o 12, a wstać o 8 i sam sobie wziąć śniadania?
    Czym innym sa stałe pory dla dziecka, czym innym stałe pory dla nastolatków, czym innym nie gotowanie sześciu dań na obiad, czym innym brak dostępu do lodówki.
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 12:34
    Hm... bo idzie do szkoły? Jak idzie do szkoły, to wstaje ze wszystkimi.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:37
    a w sobotę? mozna pospać? mozna zjeśc popkorn do filmu ( przekaska)?
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • triss_merigold6 10.02.14, 12:42
    Nie wiem, nie mam dwanaściorga dzieci żeby tak precyzyjnie zarządzać czasem.

    Ale nawet w weekendy wstajemy ok 7-7:30 rano, bo mała nas budzi i budzimy starszaka. Z bardzo prostego powodu, jeśli wstanie normalnie, to nie będzie snuł się bezsennie do 22 wieczorem. Oczekuję, że o 21 (zimą) dziewięciolatek będzie w swoim pokoju umyty, po kolacji i że będzie czytał i starał się zasnąć.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:47
    ok, ale triss wyobrax sobie, ze masz juz duze dzieci- nastolatków

    i w piatek postanawiacie spontanicznie zaszaleć i idziecie na noc muzealną i wracacie o 2 w nocy i spicie do południa w sobotę?

    albo "siwetujecie" i ogladacie głupie komedie do nocy jedząc popkorn na kolacje raz w roku?


    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • verdana 10.02.14, 12:51
    To, co jest odpowiednie dla dzieci, przestaje nim być, gdy dzieci dorastają. I żadna reguła nie jest odpowiednia bezwzględnie, zawsze i niezaleznie od okoliczności. Poza tymi dotyczacymi bezpieczeństwa.
    --
  • triss_merigold6 10.02.14, 12:56
    To wyjątki, które jestem w stanie sobie wyobrazić. wink
  • verdana 10.02.14, 12:58
    A Pan Ojciec najwyraźniej niesmile
    Choc ja jestem zdania, ze cały jego opis to jakaś kreacja nieistniejącej rzeczywistosci, bo mnie się to kupy nie trzyma.
    --
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 13:06
    mnie rozwaliło to, jak 16latka, przez 11 miesiecy, medzy praniem sobie ubrań, nauką, zajeciami dodatkowymi, pomocą w domu, opieką nad dziecmi- zmontowała sobie zabytkowy samochód, włacznie z tapicerką etc

    ciekawe czy wczesniej zbudowała sobie sama kompa z podzespołów- chyba tak, bo pewnie nie robiła auta woparciu o podrecznik- jak zbudowac mustanga

    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • atteilow 10.02.14, 13:56
    mam na stanie nastolatka, nocne szaleństwa dozwolone tylko w wakacje ferie i sylwestra/nowy rok. Weekendy w trakcie trwania szkoły odpadają, gdyz z doświadczenia wiem, że niedziela na odespanie to mało i w poniedziałek jest nieprzytomny.
  • riki_i 10.02.14, 23:12
    Jestem w stanie zamordować siekierą każdego, kto kazałby mi wstawać o 5.15 rano, o 7.00 zresztą też (czasami muszę tak wstawać, ale jest to katorga). W weekendy sypiam do południa.
  • verdana 10.02.14, 12:40
    O 5.15 idzie do szkoły?
    --
  • aandzia43 10.02.14, 13:04
    > O 5.15 idzie do szkoły?

    Pewnie rodzice to skowronki i wydaje im się, że wszyscy powinni być w pełnej gotowości, maksymalnie ożywieni i skorzy do aktywności właśnie bladym świtem wink

    --
    "..żeby dostrzec że to "dziecko" miało już wiele doświadczeń za sobą. Zresztą, pisała już któraś, że nie była ona dziewicą, co pozwala przypuszczać, że być może to wcale nie był gwałt."
    Sanrio
  • iwoniaw 10.02.14, 13:29
    O 5.15 je śniadanie.
    Ja w liceum zaczynałam lekcje o 7.10 - to znaczy o tej godzinie już przebrani siedzieliśmy w klasie. O szóstej rano miałam tramwaj, którym dojeżdżałam do szkoły (nie, nie w innym mieście) akurat na czas, by spokojnie dojść z przystanku, zmienić buty w szatni etc. O której twoim zdaniem powinnam jeść śniadanie w takim trybie?

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • lily-evans01 10.02.14, 13:36
    No widzisz, a ja przez całe LO nie miałam lekcji wcześniej niż na 8.50 ...
    Też jechałam autobusem i kawał drogi szłam, ale wystarczyło wstać po 7...
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • aandzia43 10.02.14, 13:42
    > Ja w liceum zaczynałam lekcje o 7.10 - to znaczy o tej godzinie już przebrani s
    > iedzieliśmy w klasie.

    No to współczuję wink A tak serio: w Stanach lekcje zaczynają się o 9. Nawet jak trzeba dojechać parę kilometrów, to nie i tak nie ma potrzeby wstawać przed 5. Myślę, że takie zrywanie się bladym świtem to pomysł rodziców skowronków.

    --
    "..żeby dostrzec że to "dziecko" miało już wiele doświadczeń za sobą. Zresztą, pisała już któraś, że nie była ona dziewicą, co pozwala przypuszczać, że być może to wcale nie był gwałt."
    Sanrio
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:27
    Codziennie? Ja zaczynałam lekcje o różnych porach i jeśli szłam na 10, to o 9 wychodziłam z domu, czyli wystarczyło wstać o 8-8.30.
  • lily-evans01 10.02.14, 13:35
    O 5.15 to ja jestem gotowa gołymi rękami zamordować każdego, kto by mnie obudził wink.
    A moja młoda śpi do 7, chociaż idzie spać dobrze przed 21 - i faktycznie przesypia ten czas, więc miałabym ją wybudzać dla tortur, czy jak?
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:24
    A jeśli jedno dziecko potrzebuje godziny na wyszykowanie się do szkoły, a drugie 15 minut, to dlaczego muszą wstawać o tej samej porze?
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 17:40
    > na odrobić lekcji o innej porze? Dlaczego nastolatek nie moze iść spać o 12, a
    > wstać o 8 i sam sobie wziąć śniadania?

    Dlatego, ze moze dzieli pokoj z rodzenstwem, ktore chcialoby sie wyspac?
    Bo moze sniadania i obiady to jedyne chwile w ciagu dnia, gdy rodzina mogla spotkac sie w calosci i pobyc ze soba, porozmawiac i dowiedziec sie co u nich slychac?
    Ze gdyby kazdy z 14orga czlonkow rodziny chodzil spac o innej porze, w innej jadl itp. to nie daloby sie w takim domu zwyczajnie funkcjonowac? Nawet ja jestem sobie w stanie wyobrazic, ze zycie rodzinne 14 osob ciut rozni sie od zycia 4 osobowej rodziny.
  • verdana 10.02.14, 17:49
    Tak, naprawdę 5.15 rano to czas, gdy nastolatki tylko marza o rozmowie w gronie rodzinnym.
    Aby porozmawiać , wystarczyłaby wspólna pora obiadu czy kolacji.
    --
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 18:06
    Nie rozumiem o co chodzi z ta 5.15. Dla mnie pora nieludzka, zgoda, co nie znaczy, ze nie znam ludzi, ktorzy o tej wlasnie porze wstaja jak skowronki i bardzo sobie chwala. Moja kolezanka wstaje tak codziennie i cwiczy sobie joge, bo i tak spac dluzej nie potrafi - no tak ma. Znalam tez Amerykanke, ktora wstawala o 4 rano i opowiadala mi, ze w sobote ok. 7 to ona ma juz sniadanie zjedzone, zakupy na tydzien zrobione i samochod umyty - a od 7mej zasiada przy basenie i napawa sie nicnierobienieniem z drinkiem w reku. Byc moze ta rodzina do tego grona nalezy? Dlaczego od razu zakladasz, ze to jakas kolonia karna a wczesne wstawanie to wyraz despotyzmu ojca?
    W dodatku nie wiem gdzie mieszkaja, ale potrafie sobie wyobrazic, ze mieszkajac np. w Californii mozna wstawac o 5 rano i nie miec z tego powodu traumy.
    Wyobrazam sobie rowniez, ze pory posilkow w takiej rodzinie musza byc sztywne - w koncu gotowanie dla tylu osob to jest logistyczne przedsiewziecie, ktore slabo widze, jesli wlasnie zaczynam robic obiad, a do kuchni co 15 minut wchodzi nowa osoba robic sobie sniadanie. Potem zmywanie miedzy jednym posilkiem a drugim, a w kuchni co chwila tabun ludzi sie przewija i kazdy sobie robi sniadanie/lunch/obiad/kolacje itp. Jak mieszkalam w trzy osoby to zabijalismy sie w kuchni o siebie, a tu mowa o 14 osobach!
    Wyobrazni Verdano smile
  • undoo 11.02.14, 00:32
    W dodatku nie wiem gdzie mieszkaja, ale potrafie sobie wyobrazic, ze mieszkajac np. w Californii mozna wstawac o 5 rano i nie miec z tego powodu traumy.

    Naprawde? W kalifornijskim domku mozna nie miec traumy z tego powodu? Coz powinnas zdecydowanie sprobowac big_grin Powodzenia, mam nadzieje, ze trafisz na domek bez ogrzewania, zeby dodac kolorytu temu doswiadczeniu.
  • tully.makker 10.02.14, 18:05
    U mnie w domu tez obowiazuja pory posilkow - rodzina 5 -ososbowa, ale zwariowalabym kazdemu podajac o innej porze. Kto sie nie stawi na posilek z powodow niezaleznych - np praca - ten sobie sam odgrzewa. Dom to nie hotel.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • lily-evans01 10.02.14, 18:23
    Hm, nikt nikomu nie każe mieć 14-osobowej rodziny.
    Dla mnie brzmi to jak jakiś horror. Bliżej takiej strukturze do domu dziecka, kolonii, sanatorium niż do normalnej rodziny.
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 18:28
    > Hm, nikt nikomu nie każe mieć 14-osobowej rodziny.
    > Dla mnie brzmi to jak jakiś horror. Bliżej takiej strukturze do domu dziecka, k
    > olonii, sanatorium niż do normalnej rodziny.

    Ale niektorzy wlasnie takie duze rodziny maja. I musza wypracowac sobie metody, ktore pozwola ten chaos ogarnac. Nie wyobrazam sobie 12tki dzieci, nad ktorymi nie ma zadnej kontroli, ktore niczym konkretnym sie nie zajmuja, jedza i spia o ktorej chca. To jest dopiero hardcore i przechowalnia.

    Model wychowawczy bardzo mi sie podoba. Dwie godziny na przymusowe czytanie? - naprawde to taki horror? W waszych domach dzieci nie maja zadnych obowiazkow? Prezent na urodziny w postaci zajebistego samochodu + wszystkie czesci zamienne za friko? Sama bym chciala. Wspolne wakacje w naturze, zamiast luksusow - rewelka. Wspolne sniadania, obiady? Super.
    Bardzo podoba mi sie ta rodzina, wygladaja na szczesliwych.
  • verdana 10.02.14, 18:31
    Oczywiście, tylko wtedy okazuje się, ze rodzice mają rodzinę, jaką chcieli mieć, a dzieci mają funkcjonować jak w internacie.
    Przymusowe czytanie jest konieczne, jeśli nie ma się ochoty nikogo wychowywać - zachęcanie do czytania to praca, zmuszanie - nie.
    W moim domu dzieci miały obowiązki, ale nie miały sztywnej dyscypliny, nakazujacej kazdemu, niezaleznie od innych planów, usposobienia itd - robieć tego samego w tych samych godzinach.
    --
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 18:37
    > W moim domu dzieci miały obowiązki, ale nie miały sztywnej dyscypliny, nakazuja
    > cej kazdemu, niezaleznie od innych planów, usposobienia itd - robieć tego sameg
    > o w tych samych godzinach.

    Czy w Twoim domu mieszkalo 12cioro dzieci?

    > zachęcanie do czytania to praca, zmuszanie - nie.

    Potrafisz zrozumiec, ze wyznaczenie dwoch godzin na cicha prace to nie jest jeszcze zmuszanie, tylko wyznaczenie pewnego rytmu? Sama bym chciala, zeby mi ktos tak dzien zaplanowal, bo inaczej marnuje czas.
  • verdana 10.02.14, 19:17
    W moim domu nie mieszkało 12 dzieci, bo jako osoba rozsądna wiem, ze 12 dzieci to za dużo. To nie były dzieci, które spadły z nieba. Ja się ma dwanascioro, to też może trzeba pomyśleć, ze to nie jest dwanaście klonów, tylko różni ludzie z różnymi potrzebami.
    --
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 19:26
    > W moim domu nie mieszkało 12 dzieci, bo jako osoba rozsądna wiem, ze 12 dzieci
    > to za dużo. To nie były dzieci, które spadły z nieba. Ja się ma dwanascioro, to
    > też może trzeba pomyśleć, ze to nie jest dwanaście klonów, tylko różni ludzie
    > z różnymi potrzebami.

    NIe wygladaja na nieszczesliwa rodzine.
  • verdana 11.02.14, 22:44
    A po czym się poznaje, ze nie "wyglądają". Nie wygląda ojciec. Ojciec, który opowiadając o metodach wychowawczych chyba nawet nie wspomina o matce...
    --
  • lily-evans01 10.02.14, 19:06
    Dosia, moje dziecko zaczęło czytać, bo lubi, chce i coraz bardziej mu się to podoba. A nie dlatego, że zmuszam, zmuszałam rok temu, podkręcana przez nadmiernie ambitną nauczycielkę (kompletne fiasko).
    Wybieramy razem takie książki, które jej się spodobają, a czyta wtedy, kiedy chce i ma ochotę.
    Mnie nikt nigdy do książek nie przymuszał, po prostu były w domu, czytałam popołudniami, kiedy nie byłam pędzana na dodatkowe zajęcia z musu wink, czytałam leżąc w łóżku z przeziębieniem itp.
    Moja matka ma ok 5 tys. książek, ja obecnie niewiele mniej. Jestem maniaczką czytania, choć nigdy mi nikt tego nie kazał. Po prostu - z obszernego domowego księgozbioru mogłam wybrać to, co mi się spodobało plus był nawyk chodzenia do biblioteki.

    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 19:13
    Ale skad zalozenie, ze te dzieci nie lubily czytac i zmuszano je do czytania ksiazek, ktorych nie lubily? Mam wrazenie, ze Twoim zdaniem tamte dzieci nie mogly sobie samodzielnie wybrac lektury?
    Nie przyjmujesz do wiadomosci, ze te dwie godziny "przymusowego" czytania, to w gruncie rzeczy byl czas na odrobienie lekcji (Twoje dziecko lekcji nie odrabia?), a takze zapewnienie ciszy reszcie rodzenstwa, odpoczynku rodzicom - i stad byc moze taka sztywna rama? Ze byc moze po prostu wszystkim bylo tak wygodniej? A nie, ze jedno chce sie uczyc, a drugie mu nad uchem brzeczy, inne je, trzecie sie drze, czwarte biega, piate probuje sie wyspac, szoste z siodmym sie tlucze itp.. Naprawde nie rozumiem skad w Was takie wizje, jakby te dzieci byly przywiazywane do kaloryfera z ksiazka w reku. Po prostu 2 godziny ciszy w domu - naprawde takie to straszne?
  • verdana 10.02.14, 19:20
    Uwielbiam czytać. Nie rozumiem jednak, dlaczego ktokolwiek miałby nakazywać dwanasciorgu dzieciom w różnym wieku czytanie w określonych godzinach... I po co. Oprócz czytania jest jeszcze wiele innych kształcących zajęć. Tu nie chodzi tylko o ciszę w domu - chodzi też o to, zę starsze nastolatki musiały te dwie godziny w domu siedzieć, zamiast wybrać sobie czas odrabiania lekcji, dla nich optymalny.
    Moje dziecko lekcji nie odrabia, bowiem jest na studiach.
    --
  • lily-evans01 10.02.14, 19:28
    Moje dziecko na szczęście ma obecnie zadania domowe na 10 minut, nie na 2 godziny, więc nie muszę sobie tego wyobrażać wink.
    Co do modelu rodziny, rozumiem tę potrzebę ciszy w ciągu dnia dla różnych celów aż tylu domowników - nie zmienia to jednak faktu, że tak wieloosobowy, super zorganizowany model jest po prostu przerażający i odzierający z indywidualności (nic nie poradzę na to, nie widzę nic złego w odrobinie lenistwa, ale ja mam z kolei w rodzinie niemłode już osoby, zawsze nadmiernie pracowite i ambitne, które płacą obecnie zdrowiem za brak odpoczynku i stresy, a do grobu dóbr materialnych nie zabiorą i widzą to coraz wyraźniej).
    Po prostu - lubię umiar we wszystkim.
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 19:32
    Alez przeciez oprocz tych wyznaczonych 2 godzin na nauke te dzieci mialy 22 godziny czasu wolnego!
  • lily-evans01 10.02.14, 21:11
    Chyba żartujesz?
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • verdana 11.02.14, 23:10
    Naprawdę - nie musiały chodzić do szkoły, na zajęcia, na zajęcia sportowe i nie musiały pomagać w domu, zajmować sie mlodszym rodzeństwem, reperować samochodu? Spać też nie musiały?
    To jest chyba najlepsze, co udało Ci się napisać.
    --
  • memphis90 10.02.14, 19:32
    a takze zapewnienie ciszy reszcie rodzenstwa, odpoczynku rodzicom - i stad
    > byc moze taka sztywna rama? Ze byc moze po prostu wszystkim bylo tak wygodniej?
    Taaa, te starsze na pewno z radością niańczyły młodsze rodzeństwo - z uwzględnieniem czytania im przez 2 h na głos- żeby rodzice mogli sobie odpocząć. Sorry, ale osobiście to przerabiałam i na podstawie osobistych doświadczeń doszłam do wniosku, że jak rodzice sami strzelają sobie ileśtam sztuk potomstwa, to sami powinni się nimi zjmować, a nie wysługiwać starszymi dziećmi.
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • zla.m 10.02.14, 19:46
    Ja UWIELBIAM czytać, ale bym to znienawidziła, gdybym musiała czytać codziennie przez 2 wyznaczone przez kogoś innego godziny. W dodatku godziny, które większości ludzi pasują akurat na: oglądanie TV, spotkania ze znajomymi, wyjścia do kina i inne różne "pozaszkolne" aktywności. Ciekawam na dodatek, jak sobie radzili, kiedy ktoś np. wybrał sport jaki chce i okazywało się, że zajęcia są w godzinach "świętych"? Szedł na zajęcia (no, bo tatus kazali na sport chodzić), a reszta cicho kiwała się w kątku, lecząc traumę naruszenia-godzin?

    A jakbym dostała rzęcha + części, to nawet z dopłatą - rzęch by stał w ogródku do dziś. Nie dlatego, że nie jestem w stanie zrozumieć budowy silnika - dlatego, że mnie to nudzi śmiertelnie. Wolałabym pracować i kupić dużo gorsze auto, ale jeżdżące. Ludzie są różni.

    To samo z wakacjami - MI też się podoba taki model wakacji, ale jestem w stanie uwierzyć, że nawet w jednej rodzinie są osoby, którym on nie pasuje. To wcale nie musi być opcja, że jak nie pod namiot z rodzicami, to hotel i wypas, może ktoś chce pod namiot, ale ze znajomymi. No i co zrobisz? Aaaaa, nie da się każdemu urządzić wymarzonych wakacji? Wyobraźcie sobie, że jest w tej rodzinie ktoś (statystycznie możliwe) kto ANI RAZU nie miał udanych wakacji? No, ale rodzicom się podoba...
    --
    Znam świetny kawał o Poczcie Polskiej, ale nie do wszystkich dociera
  • rosapulchra-0 11.02.14, 15:20
    d.o.s.i.a napisała:
    Nie wyobrazam sobie 12tki dzieci, nad ktorymi
    > nie ma zadnej kontroli, ktore niczym konkretnym sie nie zajmuja, jedza i spia
    > o ktorej chca. To jest dopiero hardcore i przechowalnia.

    A wyobrażasz sobie mieć chociaż jedno dziecko, bo jak na razie żadnego nie posiadasz, a mądrzysz się jakbyś była matką właśnie takiej 12ki suspicious


    --
    Forum uczy! Forum bawi! Forum nigdy cię nie zdradzi!
    anielska.blog.pl/
  • totorotot 11.02.14, 15:32
    > A wyobrażasz sobie mieć
    chociaż jedno dziecko, bo jak na
    razie żadnego nie posi
    > adasz, a mądrzysz się jakbyś
    była matką właśnie takiej 12ki suspicious
    >

    To dlatego, że ochotnicy do zapłodnienia jej wala drzwiami i oknami, a ona nie może się zdecydować, którego wybrać.
    --
    no alarms and no surprises
  • verdana 10.02.14, 18:28
    A kto kaze "podawać śniadanie" osobie wpowyżej 7 roku życia? Chce, to sam sobie weźmie. No, ale te dzieci mają nie tylko jeść o okreslonej porze, ale nie mają równiez prawa zjeść nic ponadto, nawet owoców czy warzyw. To jest dom rodzinny, czy kolonia karna?
    --
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 18:34
    A gdzie ty znowu wyczytalas, ze nie maja prawa zjesc owocow czy warzyw????!!!
  • verdana 10.02.14, 19:20
    Nie miały prawa jeść NICZEGo poza godzinami posiłków.
    --
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 19:27
    Cytat prosze.
  • memphis90 10.02.14, 19:35
    "Rzecz jasna, nie zmuszaliśmy ich do jedzenia, ale zasada była taka, że nie dostaną nic innego, aż do następnego posiłku."
    Mogły zjeść, ale tylko to, czego nie chciały zjeść poprzednio. Czyli zgodnie z zasadą "skoro nadal nie chcesz tej wątróbki, to znaczy, że wcale nie umierasz z głodu".
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • d.o.s.i.a 10.02.14, 20:01
    Ale taka metode poleca sie bardzo czesto na forach dzieciecych jako metode na niejadkow np. Nie wiem skad oburzenie. Poza tym nie oznacza to ze dzieci nie mogly zjesc np. owocu tak jak alarmuje Verdana.
  • przystanek_tramwajowy 10.02.14, 20:16
    Dosia, nie udawaj, że nie rozumiesz. Już parę osób pisało, że metody były ok, ale państwo je wynaturzyli i zrobili w swoim domu kolonię karną. Swoją drogą, gdybym po roku orki usłyszała od męża, że co prawda stać nas na niezły hotel, ale pojedziemy pod namiot, to bym go zadźgała nożem kuchennym.

    ---
    Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
  • verdana 11.02.14, 23:11
    Może poczytaj uwaznie - zadnych przekąsek między posiłkami. Jedzenie w porze posiłku i tylko tego, co na ten posiłek było.
    --
  • rosapulchra-0 12.02.14, 00:28
    Verdana, szkoda klawiatury. Dośka nie czyta zalinkowanych artykułów, ale wypowiada się zawsze autorytatywnie, jakby co najmniej była świadkiem opisywanych problemów. Dotyczy to również ten wątek.
    --
    Bo przecież tam sztućce dla wegan mogą być myte przez tą samą pomywaczkę, co cała reszta. by misiu-1
    anielska.blog.pl/
  • d.o.s.i.a 12.02.14, 00:29
    To teraz zaloz watek pt. moje dziecko wybrzydza przy jedzeniu i poczekaj jaka metode ematki ci poleca.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 11:15
    tak sobie myslę, że u nich w domu nie miałabym komputera tylko dlatego, ze nie potrafiłabym go złożyć

    i to fajne
    - Wysyłaliśmy także dzieci do krewnych w USA i Europie, zawsze latały samodzielnie, a zaczynały już w przedszkolu


    tutaj go trochę poniosło
    Jedenaście miesięcy później, samochód samochód miał wyremontowany silnik, wyremontowaną skrzynię, nowe obicia w środku, nowe zawieszenie i był świeżo polakierowany. A moja córka (tak, to była córka) miała najfajniejszy samochód w całej szkole.

    to wszystko miedzy szkołą, lekcjami i obowiązkami domowymi? nie wspomne o tym, ze aż dziw bierze, ze sa skoły mechaniczne, skoro 16latka w rok nauczyła sie i odrestaurowała zabytkowy samochód



    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • przystanek_tramwajowy 10.02.14, 11:17
    Myślę, że ta "szczęśliwa amerykańska rodzinka" niejedna trupa ma w szafie.

    --
    Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
  • ledzeppelin3 10.02.14, 11:18
    A kto nie ma ?
    --
    Musiałam się po prostu wyżalić.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 11:22
    ale o jakim trupie mówisz? o kłotni z matka o kolor paznokci w wieku 14 lat, czy próby samobójcze dziecka? niechciana ciaża nastoletnia, czy podkradanie pomadki matce jak szło sie do szkoły?
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • ichi51e 10.02.14, 11:22
    Dzieci "same" lataja pod opieka specjalnie oddelegowanej stewardesy. Placi sie ekstra i jest to bardzo bezpieczne.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 11:23
    aha- taka smaodzielność jak wycieczka szkolnawink
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • triss_merigold6 10.02.14, 11:23
    Dokładnie. Płacisz za opiekę stewardesie, to normalna usługa w cenniku linii lotniczych.
  • tully.makker 10.02.14, 11:26
    Brat mojego chlopa, mieszkajacy w Stanach co juz 3 razy wyslal swoja 7-letnia corke do Polski na wakacje sama: w wieku 5, 6 i 7 lat. My odbieramy Mloda z lotniska w Warce, triche jest u nas, troche u jednych i drugich dziadkow.
    Ja bym sie bala swoich dzieci tak puscic...
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • verdana 10.02.14, 11:37
    A ja własnie nie. Dzieci 7 i 10 lat puszczałam autokarem same do Olsztyna...
    --
  • tully.makker 10.02.14, 11:46
    Dzieci 7 i 10 lat puszczałam autokarem same do Olsztyna...

    No i to wlasnie jest nieodpowiedzialnosc i lenistwo dla mnie. Co innego wydslac dziecko saolotem pod opieka stewardesy, a co innego wyslac samopas w dluga trase PKSem. W Stanach zreszta by to nie przeszlo - za pozostawienie dziecka do lat 12 bez opieki idzie sie pierdla a dziecko do foster family.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • verdana 10.02.14, 12:32
    Jakoś przeżyły. I to nie było lenistwo, bowiem albo by pojechały same, albo wcale. Naprawdę, niebezpieczeństwa w autokarze czyhają na każdym kroku.
    --
  • tully.makker 10.02.14, 13:00
    Mysle Verdano, ze opisane metody wychowawcze budza w tobie taki bunt, bo sama jestesm ososba niezdyscyplinowana, leniwa i bardzo niefrasobliwa jako rodzic. Poniwiewaz metody te wymagaja nie tylko od dzieci, ale przede wszystkim od rodzicow, ktorzy w znacznej mierze zreszygnowali z wiekszosci rozrywek i przyjemnosci, zeby zapewnic dzieciom optymalne w ich rozumieniu warunki do wzrostu i rozwoju.

    Co do wysylania malych dzieci bez opieki przez caly kraj PKSem, to nawet mi sie nie chce pisac, dlaczego w przeciwienstwie do podrozy samolotem pod opieka stewardesy byl to szczyt glupoty i nieodpowiedzilnosci. Wiiekszosc forumek rozumie dlaczego, a do ciebie nie dotrze, chocby ci to narysowac.

    --
    W końcu do czego to podobne, żeby inkubator zaniedbał zawartość.
    Wiedzmowo
  • lily-evans01 10.02.14, 13:48
    Ale dobrze, choć pewnie nieświadomie tu piszesz - "optymalne w ich rozumieniu".
    A co, jeśli dla dziecka to wcale nie jest optymalne?
    W tym modelu wychowania brakuje mi właśnie takiej refleksji...

    Ponad dwa lata temu, przymuszona okolicznościami i ostatecznie nie wdrożonym obniżeniem wieku szkolnego wybrałam mojej córce szkołę, cud miód i orzeszki w świetle moich kryteriów - piękną, zadbaną, elitarną, o wysokim poziomie nauczania, z ofertą zajęć dodatkowych, mało licznymi klasami, wyselekcjonowanymi dziećmi, zaporowym czesnym itp.
    I to wszystko diabelnie nie zagrało, tak dalece, że wywalczyłam z tą szkołą poprzez kuratorium nie promowanie ledwie co 7-latki do klasy II. Zmieniłam szkołę na taką, w której dzieci mają dużo luzu i swobody plus bardzo wspierającą i motywującą je wychowawczynię (choć co do kultury zachowania i przejawów agresji dyscyplina jest naprawdę spora) - dziecko odżyło, samo zgłasza się do coraz to nowych inicjatyw, robi postępy w błyskawicznym tempie, interesuje się wszystkim. Nie przymuszana, będąc teraz chora, CZYTA KSIĄŻKĘ (Lasse i Maja wink ). A żeby zrozumieć moje uczucia, musiałabyś zobaczyć ataki histerii nad podręcznikiem z czytankami czy nad jakąkolwiek choćby najkrótszą książeczką w tamtym roku...
    I jedno wiem, czasami trzeba trochę tego luzu, tego lenistwa rodzica, a efekty przychodzą same, bo dziecko nie czuje się tak "śrubowane".
    Co do przyjemności rodzicielskich, które tak zarzucasz verdanie - powiem tak, błędem jest rezygnowanie z wszelkich przyjemności i rozrywek po to, by zawieźć dziecko na kolejne zajęcia, kolejny konkurs, zawody itp. Normalny, zrównoważony człowiek też po prostu umie cieszyć się życiem, pójść na imprezę, poleżeć na leżaku na działce, poczytać głupkowaty romans, a nie tylko inwestować w swoje umiejętności. Jest czas pracy i czas relaksu, dla zdrowia psychicznego trzeba zachować między nimi rozsądną proporcję.
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • triss_merigold6 10.02.14, 13:51
    Tysiąc razy Ci tłumaczono, że posłałaś dziecko do szkoły za wcześnie, w dodatku do szkoły nastawionej na rywalizację i zabranie stamtąd córki było jedynym rozsądnym wyjściem.
  • lily-evans01 10.02.14, 14:06
    Zdaję sobie z tego sprawę, ale widzę też, jak funkcjonuje całość klasy, a większość bynajmniej nie poszła za wcześnie. Nawet te pojedyncze młodsze rodzynki radzą sobie całkiem całkiem.
    Wymaga się generalnie mniej (a jestem w stanie ocenić to chociażby ilościowo, już pomijając, że porównanie poziomu trudności podręcznika nie przekracza moich możliwości intelektualnych). A co ciekawe, dzieci UMIEJĄ WIĘCEJ i SZYBCIEJ. Ot zagadka, prawda?
    W poprzedniej klasie około półrocza większość dzieci czytała sylabowo, generalnie dość słabo, choć były to dzieci starsze od mojej młodej nawet o 1,5 roku niemal i bardzo zadbane, jeśli chodzi o odrabianie lekcji itp. sprawy. Tu około półrocza sylabizują dwie najmłodsze dziewczynki, reszta czyta sprawnie, globalnie.
    I porównując moją córkę z tamtego okresu a obecnego - bynajmniej nie porównuję umiejętności, bo wiadomo, że przy tak wyśrubowanym programie w tamtym roku ma program klasy I w małym palcu. Ale widzę, jak się otwiera, jak zaczyna mieć własne ambicje, dążenia itp.

    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • lily-evans01 10.02.14, 19:10
    I jeszcze jedno Triss - nic mi nie "tłumaczono": forumowa diagnoza nie była wcale taka, że dziecko poszło za wcześnie do szkoły. Moje dziecko jest po prostu głupie, bo przecież inne ematkowe 6-latki poradziły sobie rewelacyjnie w każdej sferze, a nawet znacząco wyprzedziły starszych od siebie tongue_out.
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • pade 10.02.14, 20:30
    Nieprawda Lily, dostałaś tutaj dużo wsparcia i dobrych rad.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • lily-evans01 10.02.14, 21:15
    Owszem, m.in. od Ciebie, chapeau bas...
    Parę nicków jednak nieźle podniosło mi ciśnienie, udając, że całkowicie nie rozumieją sytuacji, do tego stopnia, że przestałam w ogóle odwiedzać np. "Starsze dziecko" - jest tam kilka pań, które w kółko powtarzają tę samą mantrę...
    Na ematce też większość sześciolatków jest cudowna i wyprzedza starszych w klasach mieszanych, jakbyś tak prześledziła z ciekawości wpisy - temat rok temu żywo mnie interesował... Z różnych tego typu dyskusji, pamiętam, że chyba jedynie Triss bardzo rzeczowo i konkretnie opowiadała się za posłaniem do I klasy dopiero 7-latka...
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • pade 11.02.14, 19:03
    Z tego co piszesz Twoja córa jest teraz zadowolona i to jest najważniejszesmile
    Resztą się nie przejmuj.
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • verdana 10.02.14, 16:00
    Rodzice, którzy rezygnują z rozrywek, przyjemnosci wcale nie zapewniają dziecku prawidłowego rozwoju. Do prawidłowego rozwoju bowiem dzieciom potrzebna jest swiadomość, ze rodzice też są ludźmi i mają własne życie. A nie sa tylko od wychowywania dzieci.
    "Verba docent, exepla trahunt" - dziecko powinno w rodzicu miec przykład. Przykład ludzi, którzy rezygnują ze wszystkiego dla dzieci to jest bardzo niewychowawczy przykład.
    Czego nie rozumiem, to strachy przed wszystkim. Tu dziecko wsadzasz do autokaru, tam wysadzasz - cóż strasznego mu sie stanie pod rodze, szczególnie gdy jest w towarzystwie rodzeństwa. No, ale trzeba dla dziecka wszystko poświęcić i pokazać mu, że sam nie może niczego zrobić, bo grozi mu wszedzie niebezpieczeństwo.
    --
  • lily-evans01 10.02.14, 17:32
    Powiem szczerze, że nie bałabym się może jakichś niebezpieczeństw ze strony innych ludzi przy podróży autobusem, ale wypadku to już i owszem, tak.
    Ale ja mam też spory uraz - tatuś mojej córki kiedyś chciał wyświadczyć mi "dobrodziejstwo" i dać możliwość zatrudnienia się jako pilotka wycieczki, na którą mu się nie chciało jechać. Nie widziałam sensu zabierania małego dziecka w autobus na dobę i wleczenia go po różnych europejskich miastach jesienią, nie widziałam też możliwości zostawienia trzylatki na prawie 2 tygodnie.
    Pojechał. Po raz pierwszy w życiu przeżył wypadek autobusu, zresztą skutki zdrowotne ponosi do dziś. Zginęło kilkanaście osób.
    A ja się cieszę, że nie pojechałam...
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • verdana 10.02.14, 17:50
    Wypadek może się zdarzyć, gdy rodzice są w autobusie też. Tak rozumując, nie można puszczać autobusem nawet nastolatka.
    --
  • lily-evans01 10.02.14, 18:20
    Tylko, że 7- czy 10-latek może mniej rozsądnie zachować się w krytycznej sytuacji niż 14-latek, będąc samemu, bez rodziców - a nie sądzę, że w razie wypadku drogowego ktokolwiek będzie myślał o opiekowaniu się cudzym dzieckiem, tylko każdy, kto jest w stanie, czym prędzej wyjdzie z tego pojazdu... Szczerze, w sytuacji problemowej, nie liczyłabym na jakąkolwiek pomoc obcych ludzi wobec mojej 7-latki - podczas gdy np. stewardessa w samolocie jest do niej zobowiązana, po wykupieniu odpowiedniej opcji...
    --
    "Biegaj zanim zaczniesz chodzić! Lataj zanim zaczniesz pełzać! Ale zawsze naprzód! (...) Wszystko albo nic, Tolliverze!"
  • przystanek_tramwajowy 10.02.14, 18:29
    Nie musi być od razu wypadku. Wystarczy, że autobus się zepsuje. Kierowca każe wysiąść i iść np. 2 km, żeby na przystanku czekać na następny, który nie wiadomo kiedy przyjedzie. Samolot z wykupioną opcją opieki stewardesy jest OK, ale podróżowanie 7 i 10 latka po Polsce PKS-em to dla mnie jakiś kosmos.

    ---
    Ja mówię dzieciom: Nie, nie przejedziesz się na koniku, ale jak wrócimy do domu, to co byście przejeździli w 30 sekund, dostaniecie do skarbonki. I też mają ogromne uśmiechy (by upartamama.
  • verdana 10.02.14, 18:32
    W zyciu nie spotkałam sie z tym, żeby kazano iść 2 km na kolejny przystanek. Tak, to można długo - jest wypadek, matka ginie, trzeba jeszcze w dodatku iść dwa kilometry, a na przystanku pedofil...
    --
  • pade 10.02.14, 12:41
    u nas dziecka, póki nie ukończy siedmiu lat też nie można samopas puszczać


    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • verdana 10.02.14, 12:51
    No, to moje ukończyłysmile
    --
  • pade 10.02.14, 12:29
    verdana napisała:

    > A ja własnie nie. Dzieci 7 i 10 lat puszczałam autokarem same do Olsztyna...

    rany boskie...
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • verdana 10.02.14, 12:33
    No, straszne po prostu. Tu się wsiada, na ostatnim przystanku wysiada. Strasznie niebezpieczne to było.
    --
  • pade 10.02.14, 12:38
    oczywiście miałaś szklaną kulę i przewidziałaś, że niczym się nie strują, nie zaczną wymiotować, nie zaczepi je żaden idiota...?
    celowo nie dopiszę tu innych "przypadków"
    na siku też pewnie nie wychodziły...
    --
    „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 12:44
    ja bym w dzisiejszych czasach nie puscila 7latka samego pociagiem czy autokarem
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • triss_merigold6 10.02.14, 12:47
    Ja też nie. Autentycznie boję się PKP po reformie kolei. Samolotem bym puściła.
  • verdana 10.02.14, 12:52
    Koleją bym nie pusciła, nawet 13 czy 14 latka, gdy nmiała gdzieś pojechać, pojechała ze starszym bratem. Autokar jest znacznie bezpieczniejszy.
    --
  • atteilow 10.02.14, 14:02
    Tu się powinna wypowiedzieć biscotti, pisala kiedys o tym, ze jej dzieci tak latały. Wydaje się to bezpieczne.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 14:11
    ok,a jak dziecko jest lękliwe?

    ja taka byłam i bardzo późno wyrosłam, ale wyrosłam i jestem normalna

    czy na siłę wsadzać przestraszone dziecko?

    poza tym nie wiem czy dobrze pamietam, oni tylko pod namiot jeżdzili? co roku na 3 tygodnie?

    przecież zapłakac sie można
    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214
  • verdana 10.02.14, 16:31
    Jak dzieci lubią, to można i pod namiot. Myśmy parolatki ciągnęli po Tatrach i to nie po dolinkach.
    Ale pod warunkiem, że raz wakacje są takie, jak lubią jedni, a raz drudzy. A nie tsk, że co roku część dzeci jeździ na wakacje, których nienawidzi.
    --
  • iksa_igrekowska 11.02.14, 01:20
    Ale jeśli nastolatek ma 2 godzinny dziennie na naukę, a do tego musi być wzorowy ze wszystkiego, to kiedy ma czas na szczególne osiągnięcia? Na udział w olimpiadzie przedmiotowej, na kółko dyskusyjne, konkurs naukowy, wyjazdy z zespołem tanecznym?
  • memphis90 10.02.14, 19:24
    Zgadzam się, ja też tak właśnie to odebrałam. Normalne, zdrowe zasady funkcjonowania w rodzinie zostały wypaczone tak, że rodzina zaczęła przypominać dobrze zarządzany dom opieki.
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • verdana 10.02.14, 19:28
    Otóż to. Żadna z pojednynczych metod nie jest zła. Razem - horror.
    --
  • kikimora78 10.02.14, 10:36
    Chyba bym musiała upaść na głowę, żeby wstawać o 5 na śniadanie...

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/bl9cdf9hgg11vm6o.png
  • cherry.coke 10.02.14, 10:55
    Jak sie taki pan autokrata wypowiada tak idealistycznie o dwunastu przeszczesliwych dzieciach i osiemnastu idealnych wnukach, to ja sie automatycznie zastanawiam, ilu z tych potomkow ma depresje, tnie sie, puszcza itp., o czym pan sie nigdy nie dowie, bo wiedziec nie chce. Bo by mu to zepsulo jego idealny projekt zyciowy.
  • aneta-skarpeta 10.02.14, 10:56
    generalnie jestem na tak, ale nie w takiej formie.

    3latek jak najbardziej wdrożony do sprzątania, ale nie mycia wc, ale np sprzątniecia serwetek po obiedzie, poukładanie gazet etc.

    dla mnie zbyt hardcorowe to wszystko- wiadomo, przy 12 dzieciach trzeba trzymac reżim, ale chyba można to trochę inaczej rozplanować


    --
    "to w takim razie ile będzie-mam 100 zł, a kolega ma o polowe mniej ?? pewnie tez 50? cuda panie."
    "2 x mniej to jest dwa razy cztery równa się 8" by ada1214