Dodaj do ulubionych

Nie studiujesz i nie pracujesz? Dług ci rośnie

14.03.14, 15:17
Kolega ma problem z synkiem. Synek - wyrośnięte jak młody bóg, wysportowane i zdrowe chłopię - dostał się na wybrany przez siebie kierunek (dość trudny, techniczny) i nie pozdawał egzaminów semestralnych. Studia podobały mu się bardzo, nauka nieco mniej, ale zawaleniem roku jakoś dramatycznie się nie przejął.
Młodzieniec wymyślił, że w maju poprawi maturę z jednego z przedmiotów (pozostałe maturalne wybrane zdał znakomicie) i od października pójdzie studiować inny trudny techniczny kierunek. A do tego czasu, no cóż, pouczy się do matury (taaa, jasne - pogląd rodziców) i będzie tak sobie siedział i czekał na październik.
Kolega dostał z lekka szału i zapowiedział młodemu pełnoletniemu, że ma znaleźć dowolną pracę i od kwietnia dorzucać działę do utrzymania w kwocie 800 zł i za każdy miesiąc siedzenia w chałupie bezczynnie będzie mu naliczać dług. Warszawa, więc z pracą dla młodych zdrowych nie ma szczególnych problemów.
Kolega z żoną pracują, nie głodują ale szału finansowego nie mają. Młody był wybitnie zadbanym i zaopiekowanym dzieckiem, jedynak, nie pije, nie pali, nie włóczy się, ma dziewczynę, jeśli chciał/potrzebował to zawsze miał korepetycje, kursy przygotowawcze, uprawiał intensywnie sport.
Oboje rodzice umiarkowanie liberalni, młody dotąd pracą się nie skalał i nie wymagali tego od niego, bo miał studiować i taki był jasny przekaz: studiujesz dziennie na PW - utrzymujemy, nie studiujesz - czas dorosnąć.
Autentycznie jestem ciekawa czy młody się zmobilizuje i czy faktycznie wyegzekwują dokładanie do utrzymania, IMO powinni dla jego własnego dobra.
Edytor zaawansowany
  • rhodesian_ridgeback 14.03.14, 15:21
    Zdrowe podejście. Tylko jeszcze żeby rodzicom starczyło pary i byli konsekwentni.
  • marzeka1 14.03.14, 15:21
    Mam syna na I roku ekonomii- i podobne nastawienie- stąd przy jasnym naszym komunikacie cieszę się, że bez problemu pierwszą sesję zaliczył.
    Opcja "dorosły synek siedzi w domu i nic nie robi" jest moim koszmarem rodzicielskim, bo znam podobnego delikwenta.
  • zazou1980 14.03.14, 15:35
    Nie rozumiem tak postawionego warunku - słuchasz nas i masz wszystko, nie słuchasz to nie masz nic...
    Ja po pierwszym półroczu też zrezygnowałam z pochopnie wybranego kierunku i w następnym roku dostałam się na inny,który ukończyłam. Matka kilka razy narzekała, ale żadnych sankcji na mnie ne nałożyła. Jakby moja córka chciała zrobic sobie rok-dwa przerwy nie miałabym z tym żadnego problemu. Jeszcze się w życiu napracuje...
  • rhodesian_ridgeback 14.03.14, 15:45
    Dorosły, młody, zdrowy na ciele i umyśle człowiek powinien się uczyć lub pracować. Czasem może połączyć jedno z drugim. Jak się nie uczy, ani nie pracuje tylko siedzi w domu i drapie po cojones, to przyzwyczaja się do roli pasożyta, z której to roli trudno się wychodzi. A jak wiemy kochający rodzic chce oszczędzić własnemu dziecko trudnoścismile

    Myślę, że w tej sytuacji rodzice nie zrobili tego na zasadzie musisz, bo zdechniesz z głodu, czy wywalimy cię z domu, ale w celach czysto wychowawczych. Układ jasny i przejrzysty, nikt nikogo nie straszy i nie zakłada pętli na szyję.
  • marzeka1 14.03.14, 15:45
    Ale problemem nie jest: słuchasz nas i dostajesz, co chcesz; problem jest postawiony: albo studiujesz, albo pracujesz i się dorzucasz do rachunków.
    Miałam kiedyś ucznia, który po 1 klasie liceum zrezygnował z nauki: od tego czasu siedzi w domu i nic nie robi, gra w gry na kompie. Truteń doskonały.
    Bo gdyby synowi kierunek się nie spodobał, nie podołał, chciał zmienić- ok, ale niech szuka też chociaż dorywczej pracy, zanim pójdzie na studia.
  • karola1008 14.03.14, 15:46
    zazou1980 napisała:

    > Nie rozumiem tak postawionego warunku - słuchasz nas i masz wszystko, nie słuch
    > asz to nie masz nic...
    > Ja po pierwszym półroczu też zrezygnowałam z pochopnie wybranego kierunku i w n
    > astępnym roku dostałam się na inny,który ukończyłam. Matka kilka razy narzekała
    > , ale żadnych sankcji na mnie ne nałożyła. Jakby moja córka chciała zrobic sobi
    > e rok-dwa przerwy nie miałabym z tym żadnego problemu. Jeszcze się w życiu napr
    > acuje...
    Przy takim podejściu mamusi, to się raczej nie napracuje, jestem dziwnie pewna.
  • e-kasia27 14.03.14, 15:40
    Kolega ma problem z synkiem?
    Jak dla mnie to raczej synek kolegi ma problem z tatusiem tyranem.
  • princess_yo_yo 14.03.14, 16:22
    ale na czym polega to tyranstwo? uczenie sie albo praca tudziez jedno I drugie to jest cos co sie robi po skonczeniu szkoly. mozna oczywiscie zyc alternatywnie w squatach itd ale to tez na wlasny rachunek. nie bardzo rozumiem podejscie osob ktore sie uzalaja nad mlodzianem.
  • scher 16.03.14, 21:13
    e-kasia27 napisała:

    > Kolega ma problem z synkiem?
    > Jak dla mnie to raczej synek kolegi ma problem z tatusiem tyranem.

    ...jak zwykle totalnie na opak.

    --
    Ne puero gladium!
  • ksionzka 14.03.14, 15:45
    Ja pójdę dalej czemu utrzymywanie kogoś na studiach miałoby być normalne. Pomóc owszem ale utrzymywać?
  • marzeka1 14.03.14, 15:47
    To akurat mnie nie przeszkadza, na 1 roku pracy nie wymagam, potem- w wakacje: spokojnie mógłby już popracować, zresztą po maturze złapał jakieś krótkie zlecenia na inwentaryzację.
  • baltycki 14.03.14, 15:55
    Bo rodzice maja taki obowiazek?
  • ksionzka 14.03.14, 15:57
    Teoretycznie to rodzice mają obowiązek otrzymywać dziecko dopóki nie usamodzielni się ekonomicznie. Bezrobotny też się liczy.
  • baltycki 14.03.14, 16:06
    Art. 1441. Zobowiązany może uchylić się od wykonania obowiązku alimentacyjnego względem uprawnionego, jeżeli żądanie alimentów jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Nie dotyczy to obowiązku rodziców względem ich małoletniego dziecka.
  • przystanek_tramwajowy 14.03.14, 16:10
    Niech pozwie starych do sądu. Jak sędzia zobaczy młodego zdrowego byczka, który domaga się, żeby rodzice go utrzymywali, to się będzie przez tydzień śmiał a reszta sądu razem z nim.

    ---
    Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
  • ksionzka 14.03.14, 17:00
    No i o czym to niby świadczy? Może i jeżeli...
  • kawka74 14.03.14, 16:12
    Niekoniecznie. Jeśli dziecko ma możliwość podjęcia pracy zarobkowej, a obija się na studiach (powtarza rok, zmienia kierunki, kombinuje, nie zdaje egzaminów), rodzice mogą przestać takiego delikwenta utrzymywać, a sąd im przyklaśnie.
    --
    Historia człowieka szukającego zemsty w bezwzględnym, brutalnym świecie międzynarodowej archeologii.
  • ksionzka 14.03.14, 16:18
    Dlatego napisałam teoretycznie. Ludzie różnie kombinują i nie takie rzeczy się dzieją. Nie sądzę jednak aby syn z przykładu był do tego zdolny tak jak nie sądzę aby rodzice od niego egzekwowali te 800 zł X powiedzmy 4 miesiące np bezrobocia..Swoją drogą liczą sobie te swoje metry kwadratowe.
  • rhodesian_ridgeback 14.03.14, 16:28
    ksionzka napisał(a):

    Swoją drogą liczą sobie te swoje metry kwadratowe.

    Utrzymanie to nie tylko metry kwadratowe. A suma jest przyzwoita, bo za 8 stów, to nie wiem czy by się w namiocie utrzymał. Widać, że nie chodzi o kasę, ale o zasadę i zapobieżenie rozleniwieniu.
  • ksionzka 14.03.14, 16:49
    Spokojnie by się utrzymał, tyle tylko że niektórych taki poziom nie satysfakcjonuje choć w sumie nie znamy warunków jakie ma w domu rodzinnym. ( 1 pokój, jedna osoba...)Niejeden student za tyle żyje.
    Moim zdaniem jedyne co ci rodzice chcą wnieść to przestraszenie go/ Już widzę te ich naliczenia które potem bd ściągać z niego niczym komornik. A jeśli to nie na serio to jakoś nie widzę pozytywnych skutków może znów w teorii.
  • baltycki 14.03.14, 16:35
    ksionzka napisał(a):

    > Dlatego napisałam teoretycznie.
    Odpowiedz tez byla teoretyczna ))
    Praktyczna zawiera KRiO.

    > Swoją drogą liczą sobie te swoje metry kwadratowe.
    Sugerujesz, ze samotne matki domagajace sie takich alimentow na nastolatka od ojca ich dziecka.. naciagaja? Pewnie tak, skoro do kosztow utrzymania nalezy doliczyc wklad wlasny matki.
  • ksionzka 14.03.14, 16:53
    Teoria i dobry prawnik czynią cuda.


    Ten nastolatek się uczy. Dorosły człowiek, mający płacić rodzicom do czasu podjęcia nauki nie ma z nią związanych wydatków, ubrania i buty też sobie Sam zakupi z własnych zarobionych pieniędzy, na wycieczki też ma ze swoich. Nie porównywałabym.
  • jdylag75 14.03.14, 17:56
    > Teoria i dobry prawnik czynią cuda
    Bezrobotnego na 100% stać na "dobrego prawnika" , w ogóle na prawnika.

    Zawsze śmieszy mnie tekst, ze dobry prawnik sprawę załatwi.
  • ksionzka 17.03.14, 16:27
    Istnieje coś takiego jak prawnik z urzędu. Tyle że sama sobie wybierasz. I nie byle co. To niech cię śmieszy dalej bo wielu uważa, że prawnik z urzędu to miernot, której się nie chce a potem zdziwienie.
  • karola1008 14.03.14, 16:20
    kawka74 napisała:

    > Niekoniecznie. Jeśli dziecko ma możliwość podjęcia pracy zarobkowej, a obija si
    > ę na studiach (powtarza rok, zmienia kierunki, kombinuje, nie zdaje egzaminów),
    > rodzice mogą przestać takiego delikwenta utrzymywać, a sąd im przyklaśnie.
    Dokładnie tak.
  • mamma_2012 14.03.14, 15:51
    Myśle, ze powinno zadziałać, jesli rodzice bedą konsekwentni i zmobilizować chłopaka do działania. W najbliższym otoczeniu mam przynajmniej dwa przypadki, gdzie zaufanie dziecku w sprawie mobilizacji do nauki skończyło sie wielotnim bumelanctwem.
    Także zdecydowanie jestem na tak. Można zarobić kilkaset złotych i wieczorami i zostaje jeszcze mnóstwo czasu na naukę.
    Tyle, ze ja wplacalabym ta kasę na konto z informacja, ze jesli poprawi maturę i dostanie sie na nowe studia wszystko jest dla niego. Jesli nie, to pieniądze przechodzą na poczet opłatsmile
  • joa66 14.03.14, 15:52
    Jeżeli chłopak uczy się do matury (poprawiania) to nie oczekiwałabym, zeby pracował przed egzaminem.

    Po egzaminie , do października - praca jak najbardziej, z tym, że dałabym też 2 tygodniowy "urlop" w czasie wakacji.

    Pomysł rodziców wydaje mi się z serii z armatą na muchę.
  • wuika 14.03.14, 16:06
    Ma poprawić JEDEN przedmiot. Przy nowej maturze, której poziom dobił dna, szoruje dalej i sprawdza, czy można upaść jeszcze niżej. To nie jest egzamin radcowski / lekarski, do którego trzeba zakuwać 16h/d przez długo długo, to jest matura.
    --
    Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
  • joa66 14.03.14, 16:13
    Patrzyłaś sie na poziom rozszerzony matur?
  • wuika 14.03.14, 16:15
    Tak. To jest nadal jeden przedmiot. Skoro człowiek z uczeniem się był całkiem poskładany, to nie startuje od zera. Nawet licząc normalną, 8h robotę - ale nikt mu nie każe zaiwaniać 70h tygodniowo, to z palcem w nosie się wyrobi, bo to nie są osiągnięcia na miarę nobla, żeby każdy pyłek spod nóg usuwać i kawkę zaparzyć, bo się dziecko do matury uczy.
    --
    Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
  • joa66 14.03.14, 16:27
    Alez oczywiscie jest to mozliwe. Ale dlaczego? Czy za piewrszy błąd trzeba tak surowo karać? Nie można pozwolic pouczyc mu się do tej matury na spokojnie, a POTEM skierować do pracy?
  • triss_merigold6 14.03.14, 16:59
    Litości. Na razie po sesji zimowej młody tak rzucił pomysłem, że on poprawi jeden przedmiot, ale jeszcze uczyć się nie zaczął, nawet nie próbuje udawać, że patrzy na testy.
    Spokojnie mógłby się uczyć w weekendy, a pracować w tygodniu albo odwrotnie. Ostatecznie nic innego nie ma do roboty, a zarobienie tego tysiaka (800 zł na utrzymanie, 200 na własne wydatki) nie wiąże się z harówą 16 godzin na dobę.
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 19:00
    Do dorywczych prac często pracodawcy wolą osoby ze statusem studenta, żeby nie płacić za nich ZUS-u. Chętnych jest sporo, więc chłopakowi mogą zostać ochłapy - np. praca w godzinach, w których kumple będą imprezować. Średnio się opłaca zostawać cieciem za 7 zł za godzinę, jeśli trzeba robić np. w sylwestra, nowy rok, świątki, piątki i niedzielę itp.
  • triss_merigold6 14.03.14, 19:23
    A jakie to ma znaczenie, czy mu się opłaca, czy nie?
    Najbardziej opłacało mu się solidnie pouczyć do sesji, tym bardziej że wiedział jaki kierunek wybrał i jakie są wymagania. Wybrał politechnikę, no sorry od stu lat wiadomo, że studia tam są ciężkie.
  • verdana 14.03.14, 23:05
    Być może nie był w stanie nauczyć sie do sesji z tych akurat przedmiotów. Bywa, wyobraź sobie. Może nie jest tak zdolny, jak to sobie wyobrażają jego rodzice, dla których syn ma być doskonały, albo go nie akceptują.
    --
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:08
    Aha, tak z kilku nie był w stanie zdać? No to może nie powinien był wybierać politechniki, bo to były dość podstawowe przedmioty, z którymi na innych studiach inżynierskich też by miał do czynienia.
  • verdana 14.03.14, 23:20
    Nie, bardzo być może, że jeden okazał sie na tyle niezrozumiały, że cała para poszła w próbę zdania go. Albo rzeczywiście - i to mi się też nasuwa - nie powinien próbować na politechnice, chyba, ze na zupełnie innym kierunku. Jak jest na informatyce, a chce na chemię, to OK. Ale w tym wypadku rodzice mogliby o tym z nim pogadać, prawda? Zamiast potraktować jak lesera.
    --
  • wegatka 14.03.14, 18:31
    joa66 napisała:

    > Nie można pozwolic pouczyc mu się do tej matury na spokojnie, a P
    > OTEM skierować do pracy?

    Ależ on rok temu (tak jak każdy inny uczeń ostatniej klasy) chodził codziennie do szkoły, spędzając w niej po kilka godzin dziennie, a popołudniami uczył się do matury, na której musiał zdać egzaminy z kilku przedmiotów. Dał radę? Dał. To czemu teraz, chodząc codziennie na kilka godzin do pracy, nie miałby dać rady z jednym przedmiotem?
    --
    http://gify.magazynek.org/pictures/Cia%C5%82o/Oko,%20oczy/194.gif
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 19:09
    Mi np. bardzo ciężko z wiekiem było łączyć pracę z nauką, teraz (przed 30tką) ciężko by mi było robić kolejne zaoczne studia, bo w weekend nie mam już siły a rano wstawać, a po pracy mam ochotę tylko na jedzenie i relaks oraz słuchanie muzyki.
  • wegatka 14.03.14, 20:05
    Mnie też nie było łatwo, gdy mając już dwoje dzieci pracowałam i uczyłam się w weekendy. Ale gdybym była bezdzietna i miałabym się uczyć tylko jednego przedmiotu, to wykułabym go na blachę bez problemu.
    --
    http://gify.magazynek.org/pictures/Cia%C5%82o/Oko,%20oczy/194.gif
  • rhodesian_ridgeback 14.03.14, 16:19
    Daj spokój. Dla średnio inteligentnego młodziaka przygotowanie do powtórki rozszerzonej matury to nie ciężka orka, tylko lekutki masaż mózgu.
    Egzamin maturalny zszedł na psy.
  • joa66 14.03.14, 16:28
    Egzamin maturalny zszedł na psy.

    Tak, poziom podsatwowy. Rozszerzony nie jest łatwiejszy niż za "naszych czasów"
  • princess_yo_yo 14.03.14, 16:33
    ale za naszych czasow matura tez nie byla jakims specjalnym wyczynem. I z tego co pamietam trzeba sie bylo do niej przygotowywac razem z chodzeniem do szkoly. wiec w przypadku juz studenta mozna wymagac ze jest w stanie zarobic na swoje potrzeby I przygotuje do zdania jednego egzaminu. co prawda rodzice troche sie cenia jesli chodzi o wikt I opierunek w tym w przypadku, ale widocznie taki maja styl wink
  • joa66 14.03.14, 16:37
    Odniosłam się do 'schodzenia na psy" a nie poziomu samej matury. smile

    I na marginesie - zdać mature to nie to samo co zdać mature na poziomie rozszerzonym na np 90% plus.
  • rhodesian_ridgeback 14.03.14, 16:51
    Nie wiem w jakich ty czasach zdawałaś maturę, ale nawet w moich, dość zamierzchłych, zaliczenie tego egzaminu nie było WYBITNYM osiągnieciem. A już na pewno nie wtedy, kiedy człowiek ma się przygotować do jednego przedmiotu i podejść do próby bez stresu "pierwszego razu".

    Matura zeszła na psy, bo edukacja zeszła na psy.
  • joa66 14.03.14, 17:01
    Nie chodzi o zaliczenie tylko o dobry wynik np więcej niż 90%. A wtedy liczą się "milimetry". Chłopak już mature zaliczył.
  • rhodesian_ridgeback 14.03.14, 17:04
    Chłopak już mature zaliczył.

    Tym bardziej nie powinien mieć kłopotu z przyswojeniem nadwyżki materiału.
  • ewe-na 14.03.14, 16:38
    a co ty mozesz wiedziec o egzaminie maturmalny, zdawals go, czy jak.. ze sie wypowiadasz??


    rhodesian_ridgeback napisał(a):

    > Daj spokój. Dla średnio inteligentnego młodziaka przygotowanie do powtórki rozs
    > zerzonej matury to nie ciężka orka, tylko lekutki masaż mózgu.
    > Egzamin maturalny zszedł na psy.
  • rhodesian_ridgeback 14.03.14, 16:54
    ewe-na napisała:

    > a co ty mozesz wiedziec o egzaminie maturmalny, zdawals go, czy jak.. ze sie wy
    > powiadasz??

    Nie zdawałam. Ledwo ukończyłam 4 klasy podstawówki, a potem skierowano mnie do fabryki guzików z nakazu pracy.
  • 3eneduerabe 14.03.14, 21:52
    Na egzamin lekarsko-dentystyczny nie uczylam sie wcale. Zdalam bardzo dobrze z mozliwoscia robienia dalszej specjalizacji. Na mature- ach ta "banalna" nowa matura, zakuwałam równo.
    Moja wspolokatorka nie dostala sie na studia za 1 razem i przez rok przygotowywala sie do poprawki maturalnej i zaden len z niej nie wyrosl. Mysle, ze jakies 60% ematek moze jej zazdroscic w tym momencie zarobkow, a zapewne duzo mlodsza niz wiekszosc z was. Nie poganialabym dziecka do pracy jesli mialoby jakis sensowny plan co do studiow, a juz na pewno nie sciagalabym haracz w wysokosci 800zł..tragedia...ile taki mlodzian moze zarobic bez studiow, bez wyksztalcenia zawodowego? ile 1000zl? a moze i mniej. Wspolczuje rodziny chlopakowi.
  • memphis90 16.03.14, 13:21
    Zdalam bardzo dobrze z
    > mozliwoscia robienia dalszej specjalizacji.
    Żeby robić specjalizację wystarczy "zaliczyć" LDEP/LEP. A niezaliczenie oznacza brak prawa wykonywania zawodu.Tak więc nie wiem, czym się chwalisz.
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • myelegans 14.03.14, 16:04
    Bardzo zdrowe podejscie. 18-19 mlodziez robic COS musi, albo sie uczy, albo pracuje, albo i sie uczy i pracuje w dowolnych proporcjach.
    NIe ma opcji siedzenia na tylku i nicnierobienia przez kilka miesiecy czy rok i czekanie na natepny etap.
    Na szczescie tu gdzie mieszkam 99% rodzin ma takie podejscie, wiec jest peer pressure i mlodziez zaczyna pracowac w jakims tam wymiarze od liceum w gore, czy to czesc wakacji, czy pare godzin w tygodniu w czasie roku szkolnego. Studenci juz wszyscy w wakacje pracuja bez wyjatku.
  • nanuk24 14.03.14, 17:17
    A o tej sprawie slyszalas?
    www.nydailynews.com/news/national/n-judge-denies-teen-request-funds-suit-parents-article-1.1710802
    --
    Dzis jestem w nastroju nieprzysiadalnym.
  • myelegans 14.03.14, 17:48
    NIe, nie slyszalam, ale tu mowimy o tzw. normalnych, nie patologicznych rodzinach, gdzie ojciec zmusza nieletnie dzieci do picia z nim, a matka wyzywa od swin i grubasow.
  • skarolina 14.03.14, 16:10
    Moja siostra zrobiła podobnie - co prawda nie żądała pieniędzy za utrzymanie, ale dziecko nie dostawało ani grosza na swoje wydatki. Rzuciło studia po pierwszym semestrze, bo stwierdziło, że to nie dla niego i zamierzało jeszcze raz startować na kierunek, na który się poprzednio nie dostało.
    Siostra powiedziała "Ok, jak chcesz - do egzaminów masz wikt i opierunek, ale kasę na własne potrzeby zarabiaj samodzielnie, my utrzymujemy w pełni dzieci uczące się. Jak się nie dostaniesz, od października dokładasz się do życia, bo jak dorosłość, to dorosłość". Szok był duży, jak się okazało, że trzeba sobie zarobić na wakacje, wyjścia ze znajomymi, ciuchy itd. Ale dziecku to bynajmniej nie zaszkodziło, ani wzajemnym stosunkom.
    --
    Dzieciaki ze szkół muzycznych
  • a1ma 14.03.14, 16:31
    Uważam, ze reakcja rodziców jednak troche przesadzona.
    Dałabym chlopakowi prawo do JEDNEJ pomyłki i zmiany kierunku studiów, do matury ile mu zostało? 3 miesiące? To niech sie uczy, niech zda na t en nowy kierunek i zacznie z czysta karta. Ale zapowiedzialabym, ze wiecej takich numerow nie bede tolerować.

    --
    chez alma
  • joa66 14.03.14, 16:39
    Dałabym chlopakowi prawo do JEDNEJ pomyłki

    No właśnie - chlopak normalnie funkcjonował, przestrzegał norm , uczył sie, osiagał dobre wyniki i przy piewrszej wpadce włączamy cały aparat karny?
  • przystanek_tramwajowy 14.03.14, 16:49
    Praca to jest kara? Ciekawe podejście, choć dla mnie obce. Aczkolwiek rozumiem, że niektórzy mają takie zawody, że chodzenie do pracy może być tylko karą i to ciężką.

    ---
    Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
  • joa66 14.03.14, 16:59
    Nie, PRACA nie jest karą. Zaciaganie długu z odsetkami u rodziców, kiedy chłopak przygotowuje się do powtóki matury jest karą
  • triss_merigold6 14.03.14, 17:02
    A kto mówi o odsetkach?
    Nie przygotowuje się, a w każdym razie nic na to nie wskazuje. Ot tak rzucił pomysł w nadziej, że strzy mu dadzą spokój do października, a potem będzie myślał.
    Jeden przedmiot, który już zdawał na poziomie rozszerzonym i zdał. Jeden. Poprawić. Matura obecnie jest łatwa, nie oszukujmy się, nawet bardzo łatwa.
  • jakw 14.03.14, 18:55
    triss_merigold6 napisała:

    > A kto mówi o odsetkach?
    > Nie przygotowuje się, a w każdym razie nic na to nie wskazuje. Ot tak rzucił po
    > mysł w nadziej, że strzy mu dadzą spokój do października, a potem będzie myślał
    > .
    > Jeden przedmiot, który już zdawał na poziomie rozszerzonym i zdał. Jeden. Popra
    > wić. Matura obecnie jest łatwa, nie oszukujmy się, nawet bardzo łatwa.
    Matura z matematyki rozszerzonej wcale nie jest łatwiejsza niż matura z matematyki w mat-fizie parę ładnych lat temu.


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • triss_merigold6 14.03.14, 19:25
    Nie poprawia matematyki. Halo, mówimy o chłopaku który wybrał politechnikę i ponownie chce wybrać politechnikę. Wysiłek jaki musi włożyć w poprawienie matury z jednego przedmiotu, jest niczym w porównaniu z wysiłkiem jaki powinien wkładać w naukę na studiach technicznych.
  • jakw 14.03.14, 20:58
    Matematyka to przykładowo - po prostu jestem w stanie porównać trudność swojej matury z matematyki 25 lat temu i obecnych arkuszy egzaminacyjnych. Skoro wybiera się na kolejny kierunek politechniczny to pewnie poprawia fizykę , chemię czy informatykę. Żadna z tych matur banalna nie jest i raczej trudniej niż łatwiej jest zrobić bardzo dobry wynik niż na matematyce.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • triss_merigold6 14.03.14, 21:18
    Owszem, ale studia są znacznie trudniejsze.
    Rozumiesz o co mi chodzi? W porównaniu z poziomem na pierwszym - drugim roku i kilkunastoma egzaminami i zaliczeniami, przygotowanie do matury to łatwizna.
  • jakw 14.03.14, 21:48
    Demonizujesz z tymi egzaminami na studiach. Przygotowanie się do wszystkich egzaminów na studiach zajęło mi mniej czasu niż przygotowanie do matury.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:00
    Mnie też - na humanistycznych. O ile kojarzę opowieści z PW, na inżynierskich było inaczej.
  • jakw 15.03.14, 08:25
    Skończyłam studia ścisłe. Fakt, nie na polibudzie. Ale mój mąż ze znacznie większą zgrozą wspomina swoją naukę w liceum niż późniejsze studia na PW. Może chłopak nie załapał odpowiednio szybko, że studia to jednak nie jest to samo co szkoła? Może wcześniej był po prostu za bardzo "dopilnowany" i nie nauczył się ponosić odpowiedzialności za swoją naukę?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • ewe-na 14.03.14, 19:26
    Skąd ty wiesz jaka jest obecnie matura. Zdawałaś tę maturę. Tę, tę właśnie?


    triss_merigold6 napisała:

    > A kto mówi o odsetkach?
    > Nie przygotowuje się, a w każdym razie nic na to nie wskazuje. Ot tak rzucił po
    > mysł w nadziej, że strzy mu dadzą spokój do października, a potem będzie myślał
    > .
    > Jeden przedmiot, który już zdawał na poziomie rozszerzonym i zdał. Jeden. Popra
    > wić. Matura obecnie jest łatwa, nie oszukujmy się, nawet bardzo łatwa.
  • triss_merigold6 14.03.14, 20:50
    Przygotowywałam do niej cudze dzieci.
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 19:15
    Kumple melanżują, a tu trzeba siedzieć w weekend albo w sylwestrową noc na jakiejś cieciowni.
  • ewe-na 14.03.14, 16:34
    Widac chcą z dziecka zorbic robola-taka tendencja tuskowa. Mam nadzieje, ze chlopak jendak przetrzyma do pazdziernika i poda starych o alimenty. Poza tym-oficjalnie jest jeszcze studentem wiec powinni lozyc, a on nie powinen ich przyzwyczajac do tego, by im placic, za cos, co powinni mu dac... Halo! Rodzice chmascy, z tupetem. Jkaby mi sie stary (lub stara )tak odezwal dostałby po łbiesmile
  • triss_merigold6 14.03.14, 17:03
    Nie wiem co bierzesz, ale bierz połowę.
  • ewe-na 14.03.14, 17:22
    a ty zacznij brac, bo płodzisz juz 10 taki post, rownie glupi jak poprzednie..
    niedowartościowana jakaś jesteś
  • triss_merigold6 14.03.14, 17:27
    Wolno mi. Zamiast czytać i komentować, mozesz znaleźć sobie jakies pożyteczne zajęcie, ziemniaki obrac, pokoj posprzątać.
  • antyk-acap 14.03.14, 17:53
    Pewnie chcą dzieciaka nauczyć konsekwencji i odpowiedzialności. A będzie tak - pójdzie do pracy gdzie dostanie w dupę. Bo teraz młodzi od tego są by zbierać cięgi w pracy. Czyli pracować za miseczkę ryżu na starych. Nauczy się że robota jest dla frajerów. Na miejscu rodziców przycisnąłbym go do nauki - zabrać TV i internet. Zero wyjść na piwo. Szlaban do matury.
  • triss_merigold6 14.03.14, 17:56
    Hm... To jest dorosly człowiek, który maturę już zdał i dostal się na wybrane studia, na których nie zaliczyl pierwszej sesji. Zabranie mu tv i internetu brzmi kuriozalnie.
  • black_halo 15.03.14, 10:17
    triss_merigold6 napisała:

    > Hm... To jest dorosly człowiek, który maturę już zdał i dostal się na wybrane s
    > tudia, na których nie zaliczyl pierwszej sesji. Zabranie mu tv i internetu brz
    > mi kuriozalnie.

    Dorosly czlowiek jakby w tym wieku odszedl z pracy to tez nie mialaby telewizji i internetu bo nie byloby go stac i tyle.


    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • antyk-acap 14.03.14, 16:43
    To dość proste. Młodzi mają pod górkę. Nie ma pracy dla nich? Dlaczego? Bo praca za dużo kosztuje? Dlaczego? Bo 1/3 płacy idzie na ZUS. A co to jest z ZUS? Z niego idzie kasa na emerytury rodziców którzy mają pretensje do swoich dzieci że te nie pracują. To tak oczywiście w uproszczeniu.
  • ewe-na 14.03.14, 16:47
    Zgadzam sie. Na 1 emeryta skaldaja sie w tej chwili 3 mlode osoby....
    Emeryt dostaje emerytury 2.000 a mlody 1200 pensji. Poronione.
    Dlatego jestem przeciw choremu systemowi i utrzymywaniu emerytów. Na początek zacznijmy od ucięcia waloryzacji raz do roku.



    antyk-acap napisał:

    > To dość proste. Młodzi mają pod górkę. Nie ma pracy dla nich? Dlaczego? Bo prac
    > a za dużo kosztuje? Dlaczego? Bo 1/3 płacy idzie na ZUS. A co to jest z ZUS? Z
    > niego idzie kasa na emerytury rodziców którzy mają pretensje do swoich dzieci ż
    > e te nie pracują. To tak oczywiście w uproszczeniu.
  • antyk-acap 14.03.14, 16:55
    Coś jeszcze dodam - co stało się z tą kasą którą za PRL płacili nasi rodzice? Ano poszła za Gierka m.in. w blokowiska. Prawie każdy Pola po 50' ma nieruchomość na własność. Z wolną hipoteką. Ale hipoteki odwrócone jakoś wejść nie mogą.
  • ewe-na 14.03.14, 17:21
    Hipoteki odwrócone nie wejdą, bo dziady masowo ruszyłyby do sądów-tak jak teraz do przychodni na pogaduchy i - jak z tymi garnkami krzyczałyby, ze ich oszukali..


    antyk-acap napisał:

    > Coś jeszcze dodam - co stało się z tą kasą którą za PRL płacili nasi rodzice? A
    > no poszła za Gierka m.in. w blokowiska. Prawie każdy Pola po 50' ma nieruchomoś
    > ć na własność. Z wolną hipoteką. Ale hipoteki odwrócone jakoś wejść nie mogą.
  • najma78 14.03.14, 17:29
    Rodzice mlodzienca postepuja prawidlowo, wyjdzie mu to tylko na dobre. Nianczenie doroslych dzieci to nieporozunienie. Studiujac takze powinno sie pracowac, na swiecie to normalne i nikogo to nie dziwi. Rodzice moga pomoc w miare mozliwosci ale oczekiwanie lub zmuszanie prawem to nieporozumienie.
  • antyk-acap 14.03.14, 17:42
    To fakt że nowe pokolenie charakteryzuje coś takiego jak uwiąd woli. Doświadczyłem tego na własnej skórze. Tyle że się dzieciakowi nie dziwię. Ta praca to nie będzie drugi Wilk z Wallstreet a raczej rozrzucanie gnoju. Dzieciak nie ma zawodu ani wykształcenia. Naprawdę rodzicom potrzebne jest te 800 PLN?
  • najma78 14.03.14, 17:56
    antyk-acap napisał:

    raczej rozrzucanie gnoju. Dzieciak nie ma zawodu ani wykształcenia. Naprawdę rodzicom potrzebne jest te 800 PLN?

    Skoro w pl po maturze to tylko do gnoju to do czego po studiach? Poza tym umiejotnosci nabywa sie pracujac, sama teoria to za malo. Po skonczeniu studiow czlowiek ktory nigdzie nienpracowal ma slebe szanse na rynku pracy. No i osoba po maturze jest dorosla - to nie dziecko.
  • antyk-acap 14.03.14, 17:59
    OK. To pokaż oferty pracy dla ludzi bez doświadczenia i matury.
  • triss_merigold6 14.03.14, 18:02
    Ależ chłopiec maturę ma.
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 18:43
    Dzisiaj sama matura u młodych ludzi nie znaczy nic. Powiedziałbym, że lepiej mieć skończoną samą podstawówkę i za sobą parę lat robienia na budowach na czarno.
  • najma78 14.03.14, 18:23
    antyk-acap napisał:

    > OK. To pokaż oferty pracy dla ludzi bez doświadczenia i matury.

    Polski rynek pracy jest kiepski a poza tym osobliwy. Jak mozna zdobyc doswiadzenie jesli nie ma pracy a uscislajac pracodawacy nie chca z tego powodu zatrudniac? Nie ucza tego w szkole ani na studiach. Aby zostac lekarzem po kilku latach studiow teoretycznych trzeba zrobic jeszczs praktyczne. Praca daje bezcenne mozliwosci nabycia roznych umiejetnosci, ktorych nie da szkola.
    Mlodzi ludzie studiujac moga wykonywac rozne prace, nie musi to byc caky etat w biurze przeciez. Ale w pl nie ma takich ofert a wiele prac jest uwazanych za ujmijmy to uwlaczajace np praca w barach, restauracjach, w firamch na nizszych stanowiskach itp.
  • naplaze 14.03.14, 22:10
    > Skoro w pl po maturze to tylko do gnoju to do czego po studiach? Poza tym umiej
    > otnosci nabywa sie pracujac, sama teoria to za malo.

    Sorry, ale jakie umiejętności zawodowe zdobędzie przyszły inżynier licząc towar w supermarkecie albo serwując kebab?
  • riki_i 14.03.14, 22:14
    Umiejętności inżynierskie żadne, ale poczuje na sobie , że 'życie to nie je bajka" oraz może bzyknie jakąś prostą panienkę od wykładania towaru na półki wink
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:23
    Przepraszam za off top: znajomy mojego partnera, pracujący jako prosty kurier, wyhaczył w markecie panną pracującą na kasie. Doktorantka na filozofii tak sobie zarabiała na utrzymanie.
  • riki_i 14.03.14, 22:29
    Kontynuując off top. To skandal, że doktorantka na filozofii musiała dorabiać na kasie. Dupy nie podciera się złotem.

    Ale niedługo i doktorzy i habilitowani mają szanse wylądować w tym samym miejscu. Zarobki na uczelniach są już prawie równe zarobkom w marketach (habilitowany na UW ma 3600 na rękę, kierownik sklepu w Lidlu z paroletnim stażem prawie 5000 brutto - to z grubsza tyle samo.
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:54
    Cóż, taki life. Najwyraźniej była to praca na umowę w takich godzinach, jakie dziewczynie pasowały. Prosty kurier z umową o pracę i wynajętym mieszkaniem, okazał się dla niej dobra partią, ślub biorą.

    Eeee, jednak habilitowany ma mniej godzin i mniejszą odpowiedzialność niż kierownik w Lidlu.
  • riki_i 14.03.14, 23:00
    Eeee, jednak habilitowany latami na to ciężko zapier.d.alał. Aby zostać kierownikiem w Lidlu nie trzeba się aż tyle napracować.
  • joa66 14.03.14, 23:08
    off top o filozofii:

    www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1572189,1,filozof-na-rynku-pracy.read
    W dyskusji o szkolnictwie wyższym filozofia to dyżurny chłopiec do bicia, jako nauka w porównaniu choćby z dziedzinami inżynieryjnymi zupełnie nieprzydatna, a okazało się, że wskaźniki bezrobocia dla absolwentów tego kierunku są śladowe. To nie były wyrywkowe ankiety, ale precyzyjna analiza danych z poz­nańskich urzędów pracy z ostatnich 12 lat. Najlepiej wypadli absolwenci Akademii Muzycznej (wskaźnik zarejestrowanych jako bezrobotni – 0 proc.) i Uniwersytetu Medycznego (niecały 1 proc.). Na drugim końcu skali są Uniwersytet Przyrodniczy i AWF.
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:23
    Widocznie Warszawa stwarza obecnie inne warunki dla filozofów niż Poznań.
  • verdana 14.03.14, 23:26
    Nie - po prostu filozofowie są elastyczniejsi, niż spora część inżynierów. Z tego, co widzę wśród znajomych dzieci, to ci okropni humaniści mają wszyscy lepsze czy gorsze prace. Paru inżynierów jest bezrobotnych, część oczywiście pracuje.
    --
  • joa66 14.03.14, 23:27
    Nie mam pojęcia. Znam tylko jednego absolwenta filozofii (tak naprawdę nie jestem przekonana czy się obronił). Radzi sobie nieźle, delikatnie mówiąc. W biznesie.

    Bo naiwnością jest sądzić, że absolwent filozofii to z filozofowania żyje/ma żyć.
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:38
    Ja też znam - już w czasie studiów dziewczyna zaczęla pracować w banku, radzi sobie bdb. Inna, która została na uczelni i robi teraz habilitację, jest dofinansowywana przez rodziców, tyle dobrego że bezdzietna więc sama jakoś daje radę przeżyć.
  • joa66 14.03.14, 23:42
    No i co? Znam sporo osób, które nie pracowały w czasie studiów i radzą sobie bdb.
    Znam też takich, którzy pracowali i sobie nie dają rady...

    Na tej podstawie nie da się ułożyć ładnej i prostej reguły.
  • antyk-acap 14.03.14, 23:59
    Sorry ale ktoś powinien cię kopnąć w głowę by rozum wskoczył ci na miejsce. Wiesz ile kosztują podatników takie studia? I tyle kasy by teraz pracowała na kasie?
  • riki_i 15.03.14, 00:02
    10/10
  • jakw 15.03.14, 08:41
    antyk-acap napisał:

    > Sorry ale ktoś powinien cię kopnąć w głowę by rozum wskoczył ci na miejsce. Wie
    > sz ile kosztują podatników takie studia? I tyle kasy by teraz pracowała na kasi
    > e?
    No i dlatego teraz należałoby jej jeszcze więcej dopłacać do tego, żeby nie siedziała na tej kasie? A jak pani filozof stwierdzi, że mimo posiadania stypendium w wysokości np. średniej krajowej , potrzebuje jeszcze więcej pieniędzy i znowu pójdzie na kasę do supermarketu to co wtedy? Jeszcze więcej kasy?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • naplaze 14.03.14, 22:28
    Czyli motywować go do przyszłej nauki mają nie: własna ambicja, tylko strach przed degradacją i deklasacją.
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:54
    Zdziwiona?
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 18:39
    Albo tyrać w weekendy i święta na cieciowni majac zmiany po kilkanaście godzin. Dzisiaj młody absolwent LO z samą maturą, aktualnie niestudiujący dla pracodawców znaczy bardzo niewiele. Wręcz czasem mniej od nieuka po samej podstawówce, bo taki nieuk przynajmniej może kojarzyć się z prostym robotnikiem z krwi i kości.
  • antyk-acap 14.03.14, 18:43
    Dokładnie. A taki po maturze będzie tylko marudził i mądrzył się.
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 18:48
    Wyjąłeś mi to z ust. Dlatego pracodawcy wolą szukać robotników niewykwalifikowanych wśród osób bez wykształcenia, które będą czuć że są właściwymi osobami na właściwym miejscu, a nie wśród bezrobotnych magistrów z pretensjami do całego świata.
  • baltycki 14.03.14, 17:41
    antyk-acap napisał:

    > co stało się z tą kasą którą za PRL płacili nasi rodzice?
    Wyplacano emerytury naszym dziadkom?
  • antyk-acap 14.03.14, 17:43
    Wtedy jeszcze nie. To była powojenna górka demograficzna i była nadwyżka. Stąd złote lata 70'.
  • riki_i 14.03.14, 20:17
    ewe-na napisała:

    > Zgadzam sie. Na 1 emeryta skaldaja sie w tej chwili 3 mlode osoby....
    > Emeryt dostaje emerytury 2.000 a mlody 1200 pensji. Poronione.

    Tiaaa. Najlepiej się autorytatywnie wypowiadać na tematy, o których sie nie ma pojęcia. Średnia emerytura wynosi nieco ponad 1900 zł brutto, ale ponad połowa starszych osób dostaje co najwyżej 1800 zł brutto zł, czyli 1500 zł na rękę.
    Owszem, nowi emeryci dostają obecnie sporo, bo się załapali na kapitał początkowy, ale przecież jest cała masa tzw. starego portfela, ludzi, którzy przechodzili na emerytury 20-30 lat temu (wiek emerytalny przecież był 55 lat dla kobiet) i te osoby , przeczołgane przez złodziejskie waloryzacje PRL-u i lat 90-tych dostają dziś GROSZE.
  • antyk-acap 14.03.14, 20:33
    Problemem nie jest wielkość a ilość tych emerytur.Namnożyło się młodych byków którzy mają mundurówki i teraz to duzi gospodarkę.
  • riki_i 14.03.14, 20:37
    Mundurówki to patologia do sześcianu, ale imho autorka miała na myśli zwykłych zusowskich emerytów.
  • triss_merigold6 14.03.14, 17:47
    Z ciekawości - jaki ma związek moje prowadzenie się z tematem wątku?
  • ewe-na 14.03.14, 19:16
    No to jest przytyk.
    Na zasadzie jesteś szmaciarą to wątek też jest szmatławy.

    triss_merigold6 napisała:

    > Z ciekawości - jaki ma związek moje prowadzenie się z tematem wątku?
  • figrut 14.03.14, 17:55
    Bardzo rozsądne podejście do tematu. Albo zmobilizuje chłopaka do nauki, albo nauczy, że jak skończyły się chęci na naukę, to muszą się zacząć chęci na pracę. Siedzenie w domu na garnuszku rodziców mocno rozleniwia. Dziwi mnie podejście niektórych ematek, że młodzian będzie się musiał do matury uczyć, więc na pracę (lub naukę kiedy pracować będzie) czasu mu nie starczy. Jak ktoś ma głowę do nauki, to maturę ogarnie bez większego wysiłku, a jak do nauki głowy i ochoty nie ma, to niech zakończy edukację na aktualnym poziomie i robi karierę w pracy od wcześniejszych lat.
  • triss_merigold6 14.03.14, 18:00
    Ściślej rzecz biorąc, młody chce poprawić jeden przedmiot. Nie ma żadnej gwarancji, ze na innym trudnym technicznym kierunku sobie poradzi, skoro nie poradzil sobie na obecnym.
  • figrut 14.03.14, 18:20
    > Ściślej rzecz biorąc, młody chce poprawić jeden przedmiot. Nie ma żadnej gwaran
    > cji, ze na innym trudnym technicznym kierunku sobie poradzi, skoro nie poradzil
    > sobie na obecnym.
    Chłopak mało konsekwentny. Jeśli sam wybrał kierunek i w zasadzie olał naukę, bo teraz przy porażce spróbuje czegoś innego zamiast konsekwentnie dążyć do upatrzonego wcześniej celu, to jest małe prawdopodobieństwo, że przy kolejnej porażce na nowym kierunku (również wybranym przez siebie) mimo wszystko się nie podda i nie rzuci się na coś innego zawalając kolejny rok nauki. Może mam skrzywiony obraz widzenia, bo moja córka wybierając europeistykę w międzyczasie doszła do wniosku, że po takich studiach może być trudno zdobyć dobrze płatną pracę i zaczęła studiować na politechnice jednocześnie ciągnąc europeistykę na wysokim poziomie ( za coś musi żyć, a na stypendium trzeba zapracować dobrymi wynikami). W międzyczasie zdążyła się przygotować do rozszerzonej matury z matematyki i chemii, aby się dostać na politechnikę.
    Pisząc, że ktoś nie ma głowy do nauki nie mam na myśli kogoś mało inteligentnego, tylko osobę której się najzwyczajniej w świecie nie chce uczyć, choć nie przychodzi mu to z wielkim trudem.
  • najma78 14.03.14, 18:30
    figrut napisała:

    > Pisząc, że ktoś nie ma głowy do nauki nie mam na myśli kogoś mało inteligentneg
    > o, tylko osobę której się najzwyczajniej w świecie nie chce uczyć, choć nie prz
    > ychodzi mu to z wielkim trudem.

    To jedno a drugie to dorosly mlody czlowiek musi podejmowac decyzje i byc za nie odpoaiedzialnym. To jest doroslosc. Na utrzymaniu rodzicow tego sie nie nauczy.
  • joa66 14.03.14, 18:32
    Triss - ja wyznaję zasadę, że nie ma co się spinac i "wychowywać" jeśli młody człowiek ma pierwszą wpadkę. Zdarza się. Forma w jakiej to opisałaś sugeruje, że wyciąganie armaty na muchę.

    Przypominam, że nie mówimy o sytuacji (a) każdy student ma pracować (temat przerabiany wielokrotnie na forum) (b) młody człowiek konsekwentnie pasożytuje na rodzinie.
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 18:13
    Tak, karę. Bo dzisiaj praca dla osób z samym ogólniakiem to żadna kariera, to raczej chodzenie do pracy za karę. Młody człowiek z samym LO, który nic nie studiuje itp. to dla pracodawców gorsza partia, niż ktoś po podstawówce. Prosty chłopak po podstawówce to przynajmniej może być wykapany robotnik z krwi i kości, a taki z samym ogólniakiem to lane kluchy i lelum polelum, które nie wie czego chce. W związku z tym taką osobę czekają wszelkie możliwe, najbardziej niegodne, ciężkie i mało płatne, wręcz niewolnicze zajęcia.
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 18:20
    Na pewno by chętnie coś znalazł, żeby sobie dorobić, ale dzisiaj chłopakowi po samym LO, który już dalej się nie uczy ciężko znaleźć coś sensownego. Zostają na pewno bardzo niedogodne i nisko płatne prace w systemie zmianowym na produkcji lub na cieciowni, gdzie będzie tyrał w świątki, piątki i niedziele trącąc kontakt imprezowy z rówieśnikami. Na budowę itp. to pracodawcy szukają klasy robotniczej z krwi i kości, a do biur albo osób z wyższym albo studentów albo tych z doświadczeniem.
  • bei 14.03.14, 18:45
    najgorzej, jak trafi się okaz, co to ani do nauki, ani do roboty.
    Ten z tytułowego wątku może dobrze rokować, bo maturę zdal bardzo dobrze, ja bym mu dala drugą szansę- w kierunek studiow można nie trafić, wówczas ciężko uczyc się czegoś, co nas odrzucasmile
    zatrudniłabym młodego boga w domu- niech sprząta , kopie ogródek, myje okna, robi zakupy, gotuje obiady itd.
    --
    olaromanska.blox.pl/html

    www.dlaleszka.cba.pl/
  • antyk-acap 14.03.14, 18:51
    Nie ważne co robi byle się był dobry w tym co robi. Tyle że młodzi nie zawsze to wiedzą więc muszą próbować. Do łopaty to on raczej nadawać się nie będzie. Lepiej niech studiuje ale to co naprawdę lubi.
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 18:53
    No ewentualne jakieś dorywcze prace typu wykładnie towaru np. 8 godzin tygodniowo, żeby się nie zmęczył. smile Jednak zdanie rozszerzonej matury z jakiegoś biologii, fizyki, matmy na ponad 90% to jest wyczyn i trzeba ostro ryć.
  • nangaparbat3 14.03.14, 18:49
    Dla mnie to oczywiste, naturalne i normalne, że skoro się nie studiuje, to sie pracuje i dorzuca do wspólnego gospodarstwa.
    Natomiast w historii, ktorą opowiedziałaś, jest cos bardzo nienaturalnego i przykrego, jakby praca miala byc nie naturalną koleją rzeczy, a karą za niezdane egzaminy. Moim zdaniem niepotrzebnie.
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • tumigutek5 14.03.14, 22:11
    Mam taką sytuację , a nawet powiedzmy gorszą ... jestem wdową (cholera ciężko to napisać) syn w zeszłym roku oblał maturę .... więc właściwie żadnego wykształcenia, doświadczenia, zawodu (ogólniak skończył) dałam mu rok na poprawę - w tym czasie pracuje, uczy się do egzaminu (sytuacja podobna) ale przez myśl mi nie przeszło żeby wymagać aby się dorzucał do budżetu domowego (chyba że mowa o tym że dzieciak sobie kupuje ciuchy takie jak lubi, czasami żarcie na mieście ) wszystko to ma zagwarantowane w domu ... ale wiadomo nastolatka (dorosłego) w domu nie uświadczysz wink
    --
    Moja najkochańsza żabka - Łukaszek
  • nangaparbat3 14.03.14, 22:21
    Jeśli sam się przyodziewa, karmi na mieście, oplaca bilety - nie jest źle. Ale moglby czasem się dorzucic, np. kupić coś do jedzenia na przykład. Nawet symbolicznie.

    --
    Matko jedyna, on to zrobił, ugasił olimpijski płomień nadziei rywali!!!!!!
  • lech.boleslaw.w 14.03.14, 18:56
    Nie zaliczając I semestru roku akademickiego chłopak by musiał na okres zimowania przed podjęciem nowego kierunku studiów załatwić sobie miejsce w jakiejś szkółce policealnej. Zanim powstały różne Cosinusy itp., to takie szkółki były płatne, więc chłopak musiałby pracować, żeby opłacić sobie czesne.
  • ewe-na 14.03.14, 19:20
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • ewe-na 14.03.14, 19:21
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • ewe-na 14.03.14, 19:22
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • baltycki 14.03.14, 19:31
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • ewe-na 14.03.14, 19:33
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • verdana 14.03.14, 19:22
    Dla mnie ocena sytuacji nie jest jasna.
    1. Chłopak zdał maturę, dostał sie na wybrany kierunek studiów, balował przez semestr, nic nie robił, zawalił egzaminy, uznał, że zacznie co innego. Wtedy postawa rodziców jest jak najbardziej słuszna.
    2. Chłopak przyzwoicie pracował, zdał maturę, studiował raczej pilnie, ale po semestrze zrozumiał, ze to nie dla niego. Zawalił egzaminy, bo i tak wiedział, ze nie będzie tego studiował. Sytuacja wątpliwa, powinien wcześniej o tym z rodzicami pogadać. 3. Pierwsze punkty j.w. Chłopak uczył się, ale nie poszła mu sesja, zdarza sie, chce zmienić kierunek. W tym wypadku zachowanie rodziców jest idiotyczne. Ukarać syna, który dotychczas był w porządku za pierwsze niepowodzenie, pokazać, że jest z mety darmozjadem - obrzydliwe. W dodatku byłoby dobrze , aby syn zdał maturę bardzo dobrze, a na niektóre kierunki wymagane jest 98%. Moi znajomi, którzy w takim wypadku nie tylko pogłaskali po głowie, pocieszyli, ale dali jeszcze korepetycje naprawdę nie żałują.
    --
  • triss_merigold6 14.03.14, 19:28
    Jak tylko brzdąknął, że może mieć problem z jednym z przedmiotów, dostał korepetycje przed sesją - osobiście załatwiałam (dobrego, poleconego) korepetytora z uczelni.
    Podczas sesji okazało się, że poległ nie na jednym przedmiocie, a na kilku.
  • antyk-acap 14.03.14, 19:30
    Z tego co piszesz to wynika scenariusz drugi.
  • ewe-na 14.03.14, 19:31
    Tak to przezywasz, ze na forum z tym idziesz? Co cie w tym tak rajcuje?
  • jakw 14.03.14, 20:08
    Myślę, że słowa wypowiedziane i decyzje podejmowane w napadach szału (nawet jeśli szał ma jakieś uzasadnienie) nie zawsze są słowami i decyzjami właściwymi. Osobiście jestem ciekawa, czy młodzian zdoła się zmobilizować do tej poprawy.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • verdana 14.03.14, 20:24
    W przypadku scenariusza II moją pierwsza refleksją było "dlaczego dorosły chłopak boi się przyznać rodzicom, ze nie daje sobie rady". Potem przypomniałam sobie reakcje rodziców, na to, że nie dał sobie rady, ale jednak miał jakiś racjonalny plan, co dalej.
    Relacje w tej rodzinie są chyba chore.
    Chłopak ma 3 miesiące na naukę do matury. Nie można by mu tych głupich trzech miesięcy darować? Czy to jest najlepszy moment, aby pokazywać , kto ma władzę i używać pieniędzy jako argumentu do gnojenia chłopaka?
    Owszem, po zdanej maturze będzie miał 4 miesiące wolne i wtedy na pewno powinien pracować. Ale to, co zrobili rodzice to wyłącznie forma kary, jakby bardzo chcieli mu pokazać, żejak mu sie nie powiodło, to już na żadne oparcie w rodzinie może nie liczyć.
    Chyba, ze to nie pierwszy numer tego typu, ze strony syna. Ale jak pierwszy, to bardzo nieładnie.
    --
  • antyk-acap 14.03.14, 20:40
    Może po prostu zawiódł nadzieje rodziców a ci go karzą?
  • jakw 15.03.14, 08:51
    Do matury to są właściwie 2 miesiące. Przy czym poprawienie np. z 85% na 95% może wymagać znacznie więcej wysiłku niż poprawienie z 40% na 70%.
    Btw osobiście znam osobę, która zawaliła 1 rok studiów ("bo to jednak nie to") i bimbała sobie jeszcze rok w domu poszukując ogólnego sensu życia. W końcu skończyła studia, które, ku jej zdziwieniu, nawet jej się spodobały i ogólnie wyszła na ludzi.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 14.03.14, 20:25
    A ja myślę, ba, wiem, że dorośli ludzie też korzystają z pomocy, zrozumienia, wyrozumiałości itp innych , a nie sa rozliczani za każdą wpadkę " bo na tym dorosłość polega".

    smile

    Niech każdy zrobi rachunek sumienia.smile
  • jakw 15.03.14, 08:53
    Kwestia, czy każdy 20-letni chłopak aby na pewno jest dorosły. Pełnoletni - ale czy dorosły?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • joa66 15.03.14, 09:02
    To należałoby zdefiniować dorosłość . I czy zawsze wiąże się z zarabianiem. Czy na przykład kobieta na urlopie macierzyńskim/wychowawczym jest na urlopie od dorosłości?
  • ghrtth 14.03.14, 20:32
    Postawa: ja gó...arzowi pokażę! Wywołana niespełnieniem oczekiwań rodziców. No cóż, zawsze byłam uczulona na próby wymuszenia na mnie jakiegoś zachowania w ten sposób. Nie lepiej zwyczajnie porozmawiać? Powiedzieć szczerze, czego się oczekuje bez naliczania długu i żądania 800 złotych?

    Nie sądzę, by praca w fabryce otworzyła temu chłopakowi drzwi do wspaniałej kariery. Nauka życiowa płynęłaby z niej też dość smutna. Wolałabym, zamiast przyuczać dziecko do niewolniczej pracy, pozwolić mu wykorzystać wolny czas z jakimś pożytkiem dla jego rozwoju. Może wyjazd połączony z pracą, może wolontariat zagraniczny, może jakieś kursy połączone z pracą w Polsce, ale na pewno nie zmuszanie dzieciaka, by pracował tylko po to, by oddać mi całą pensję (bo ile może zarobić chłopak na śmieciówie? Może się nie orientuję, ale chyba niewiele ponad 800).

    Dopóki syn realizował wizję rodziców miał wszystko, łącznie z drogimi korepetycjami. Popełnił błąd, poniósł jakąś porażkę i nagle jest dla rodziców obcym człowiekiem. I to takim, któremu nie życzy się za dobrze.
  • verdana 14.03.14, 20:44
    10/10

    --
  • ewe-na 14.03.14, 20:47
    ghrtth napisała:

    > Dopóki syn realizował wizję rodziców miał wszystko, łącznie z drogimi korepetyc
    > jami. Popełnił błąd, poniósł jakąś porażkę i nagle jest dla rodziców obcym czło
    > wiekiem. I to takim, któremu nie życzy się za dobrze.


    Wkleję sobie do Worda
  • triss_merigold6 14.03.14, 20:58
    Oczekiwania rodziców były bardzo jasne: dajemy ci możliwość pójścia na studia dzienne i utrzymanie na studiach dziennych i jest to naszym dużym wysiłkiem. Rodzice mają i zapewne będą mieli jeszcze jakiś czas duże comiesięczne zobowiązanie finansowe (koszt opieki nad osobą z bliskiej rodziny) i nie szastają kasą.

    Chłopak nigdy nie miał pomysłów na wolontariat, wyjazdu za granicę w celu pracy/wolonariatu nie rozważał. Tu ma dziewczynę od dłuższego czasu, są zakochani i młody nigdzie się nie ruszy.

    Zdrowy, silny jak koń, wysportowany młody facet może zarobić znacznie więcej niż 800 zł na śmieciówce, bez przesady.
    Zasadniczy błąd jaki popełnił polegał na niesłuchaniu co do niego starzy mówią i co komunikowali otwartym tekstem. A komunikowali, że albo się uczy albo pracuje, siedzieć na tyłku w domu i pachnieć mu nie wolno.
  • joa66 14.03.14, 21:02
    triss - czy jako osoba dorosła zawsze ponosiłaś WSZYSTKIE konsekwencje swoich błędów i nikt nigdy Tobie nie pomógł, nie machnął ręką "
  • joa66 14.03.14, 21:04
    p.s. czy gdyby Twojemu mężowi/partnerowi zdarzyła się podobna przygoda i straciłby pracę ze swojej winy (np bo pokłocił się z szefem) a wczesniej byłby w stosunku do Ciebie w porządku, to wystawiłabyś walizki za drzwi czy zaczęła mu naliczać dług?
  • triss_merigold6 14.03.14, 21:22
    To nie jest mój mąż czy partner i to jest zupełnie inna sytuacja. Porównywanie uważam za absurdalne. Oczekiwałabym, że znajdzie szybko inną pracę i będzie przynosił jakąś kwotę do domu, charakter tejże pracy (byle legalna) mam głęboko w d..ie.
  • antyk-acap 14.03.14, 21:25
    Nie chciałbym być twoim mężem. Bałbym się.
  • triss_merigold6 14.03.14, 21:26
    Ależ nikt Cię nie prosi, nie jestem zainteresowana szukaniem męża.
  • antyk-acap 14.03.14, 21:29
    Jego szczęście...
  • joa66 14.03.14, 21:34
    Wiesz na czym polega inność tej sytuacji? Na tym, że Twój partner/mąż ma twarz. Znasz wszystkie niuanse, charakter, znasz jego historię, potrafisz zrozumieć coś intuicyjnie, między słowami.


    Nie znasz twarzy swojego 19 letniego dziecka, więc teoretyzujesz , operując jednak sloganami.

    p.s. wiem, że wiele osób na forum odwołuje się do Twojego związku, ale ja nie mam o nim pojęcia, bo w żadnym z wątków, które ja czytałam nic o tym nie było. Przykład partnera/męża dotyczy po prostu takiego mężczyzny jaki jest w życiu wielu z nas.
  • triss_merigold6 14.03.14, 21:43
    Cóż Ci mogę powiedzieć... pierwszemu mężowi wystawiłam walizki jak stracił pracę i nie spieszył się do znalezienia następnej. Nie, nie było mi go żal, byłam wk... bardzo, a radosne spoczęcie na laurach z nadzieją, że jakoś to będzie, tylko przeważyło.
    Dorosłe dziecko nie jest partnerem, to jest zupełnie inny układ. Chce być dorosłe = wymagamy jak od dorosłego.
  • joa66 14.03.14, 21:52
    Co to znaczy "nie spieszył się"?

    Powiedział "kochana triss, starciłem pracę, ale jak zdam za 3 miesiące CPE, to mam obiecaną nową pracę" a ty wystawiłaś mu walizki za drzwi, mimo, że wcześnie był odpowiedzialnym partnerem? Czy może wczesniej sobie nagrabił, a niepracowanie przedłużało się w nieskonczoność.

    Chce być dorosłe = wymagamy jak od dorosłego.

    Nie - to nie tak , jeżeli chce być dorosłe, to wymagajmy tyle ile wymagamy od innych dorosłych.

    Chyba, że naszym celem jest dowalenie i sprowadzenie do parteru , z intencją "myślisz, że to takie łatwe byc dorołsym - buch"
  • antyk-acap 14.03.14, 21:54
    Teraz jest nowa przysięga małżeńska: będę z tobą jeśli pensja będzie ponadprzeciętna, nie utyjesz i w ogóle nie będzie z tobą kłopotu.
  • jakw 15.03.14, 08:54
    antyk-acap napisał:

    > Teraz jest nowa przysięga małżeńska: będę z tobą jeśli pensja będzie ponadprzec
    > iętna, nie utyjesz i w ogóle nie będzie z tobą kłopotu.
    oraz przestroga urzędnika/księdza: "Pamiętaj, że od tej chwili wszystko co powiesz, może być wykorzystane przeciwko tobie"...


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • riki_i 14.03.14, 21:54
    Oj, joa66, czy ty jeszcze nie skumałaś, że to taki life-style ? Musi być obóz koncentracyjny, bo inaczej i ona i on popłyną tak, że najazd ruskich wojsk to pikuś.
  • triss_merigold6 14.03.14, 21:57
    Nie, nie miał nagranej nowej pracy i nie szukał szalenie aktywnie kolejnej. Na sprawie rozwodowej 2 lata później nadal deklarował bycie bezrobotnym. tongue_out

    Bycie dorosłym nie jest łatwe, kto powiedział że ma być?
  • joa66 14.03.14, 22:05
    Nie wiem więc dlaczego podałaś jego przykład skoro ma się nijak do sytuacji opisywanej w wątku.

    Bycie człowiekiem nie jest łatwe smile nastoletnim też. Tylko w "moim" dorosłym świecie jeżeli możemy sobie pomóc, zrozumieć błędy czy porażki dorosłych bliskich to robimy to. Życie i tak daje popalić, to kiedy można sobie pomóc to dlaczego nie.

    Co nie znaczy, ze trzeba pozwalac innym pasozytowac na sobie , ale to nie jest przypadek tego chlopaka.
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:11
    Pytałaś, co zrobiłabym z mężem - podałam przykład z życia.
  • joa66 14.03.14, 22:14
    Pytałabym co byś zrobiła w podobnej sytuacji. A sytuacja nie była podobna.
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:29
    Nie zamierzam czekać do matury, żeby najdroższego syna zapoznać z pracą i rynkową wyceną tejże pracy, tu bliższy mi model anglosaski.
  • riki_i 14.03.14, 22:34
    Model anglosaski od kilku wieków produkuje zimnych sqrwieli. Gdyby nie łatwość emigracji (język!), mieliby tam kilka rewolucji z wyrzynaniem warstw wyższych w pakiecie.
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:41
    Po rozważeniu, chyba wolę to niż duszczypatielną żoliborską inteligencję (model: synuś stworzony do wyższych celów) zapijającą się pod śmietnikami na Sadach Żoliborskich w stolicy.
  • riki_i 14.03.14, 22:44
    Granica między inteligentem a menelem bywa baaardzo płynna. Że choćby wspomnę Maklakiewicza, o Himilsbachu już nie wspominając...
  • jakw 15.03.14, 09:18
    triss_merigold6 napisała:

    > Po rozważeniu, chyba wolę to niż duszczypatielną żoliborską inteligencję (model
    > : synuś stworzony do wyższych celów) zapijającą się pod śmietnikami na Sadach Ż
    > oliborskich w stolicy.
    Myślisz, że w modelu anglosaskim nie ma "ludzi stworzonych do wyższych celów"?


    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • triss_merigold6 15.03.14, 10:04
    Myślę, że na pewno są i część z nich stanowi kolejne pokolenie klientów lokalnej opieki społecznej (ale raczej nie jest to inteligencja).
  • joa66 15.03.14, 11:54
    Myślę, że na pewno są i część z nich stanowi kolejne pokolenie klientów lokalnej opieki społecznej (ale raczej nie jest to inteligencja).

    Mam nadzieję, że wiesz kto naprawdę jest klientem opieki społecznej?smile

    Wątpię, że są tam ludzie, którzy skorzystali z pomocy rodziców przy zmianie kierunku studiów.
  • landora 15.03.14, 10:10
    Serio? A znasz jakichś, że się z takim przekonaniem wypowiadasz?
  • joa66 14.03.14, 22:35
    Ale to nie ma związku z tematem...

    Motywacje rodziców młodzieńca są inne.

    p.s. moje osobiste dziecko (teraz ostatnia klasa liceum) już zarabiało okazjonalnie, bo chciało, bo była okazja itp. Co nie znaczy, że zachowałabym się tak samo jak opisani rodzice gdyby podobna sytuacja zdarzyła się nam. Bo wiem, że moje dziecko nie jest leniem śmierdzącym, a gdyby było , reagowałabym wczesniej, bez czekania na spektakularną porażkę.
  • nangaparbat3 14.03.14, 22:14
    triss_merigold6 napisała:


    > Dorosłe dziecko nie jest partnerem, to jest zupełnie inny układ. Chce być doros
    > łe = wymagamy jak od dorosłego.

    Alez z tego co piszesz, rodzice absolutnie nie daja mu dorosnąć. Decyduja za niego, co ma robic, kontrolują, czy, ile i kiedy sie uczy, prawdopodobnie zaspoajali tez jego zachcianki, w zamian podnoszac poprzeczkę - taka postawa rodziców odbiera wszelką motywację. Więc rodzice daja mu teraz kopa i łudzą się, że to bedzie kop do przodu - ale to nie tak, wiklaja sie w coraz wieksza wychowawczą paranoje. Przykre i popularne, mam takich na peczki.

    --
    Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:19
    Yyyy... traktowali go stosownie do wieku. W wakacje w liceum miał wakacje, do pracy go nie gonili. Nie podnosili poprzeczki, ona zawsze była wyraźna - uczysz się na studiach dziennych albo pracujesz. Nic szczególnego w tym nie widzę.
    Poza tym, że od jakichś 3 lat koledze mówiłam, zeby młodego jednak na część wakacji do pracy pogonił.
    Kolega z tych, co po 18' wyniósł się z domu na własny wypas przez toksyczną mamusię, nikt mu nie ułatwiał i chciał synowi ułatwić maksymalnie.
  • antyk-acap 14.03.14, 22:27
    Ty go po prostu nie lubisz. Takie odnoszę wrażenie.
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:33
    Małolata? Kolegę lubię bardzo, aczkolwiek o ponad dekadę ode mnie starszy. Odkąd go znam, on i jego żona byli dla mnie wzorem dbających, starających się rodziców - takich co poświęcą czas, własną wygodę, dowiozą, przypilnują, pomogą, nie oczekują szóstek. Za bardzo mu ułatwili IMO.
  • antyk-acap 14.03.14, 21:06
    Naprawdę wierzysz że dziś człowiek bez doświadczenia i bez wykształcenia zarobi więcej niż minimalną? To raz. Dwa to sprawa studiów. Czy te studia są płatne? Bo jeśli nie to w czym problem?
  • triss_merigold6 14.03.14, 21:24
    Bezpłatne. Kwestia utrzymania i demoralizacji. Zdrowy 19-latek, którego roznosi energia nie może ot tak kwitnąć w domu bez sensu i celu, bo to głęboko demoralizujące.
    Minimalna wystarczy, ostatecznie do domu ma dorzucać 800 zł. Tyle zarobi stojąc za barem w byle pubie weekendowo czy na 1/2 etatu w empiku.
  • antyk-acap 14.03.14, 21:28
    A skąd wiesz że nie może? Taki układ? To może on to samo powie gdy rodzice będą starzy? Ten układ niesie wymagania ale tylko w jedną stronę. Na miejscu chłopaka wybrałbym emigrację i rozwiódł się z rodzicami. Bo skoro z takiej rzeczy jak niezdana sesja robią problem to co zrobią gdy problemy będą duże?
  • triss_merigold6 14.03.14, 21:37
    Hm... ponieważ mam iluś znajomych z dziećmi w wieku pomaturalnym?
    Wydaje mi się, że kwestia znalezienia płatnego zajęcia powinna być dla niestudiującego 19-20-latka dość oczywista, zwłaszcza że nic innego szczególnie ważnego nie ma w tej chwili do roboty. Dla moich rówieśników i ich rodziców było to oczywiste, a po maturze byliśmy we wczesnych latach 90-tych i bezrobocie wynosiło prawie 20%.
  • antyk-acap 14.03.14, 21:45
    Nie jestem przeciwko temu by dzieciak pracował. Tylko że z sensem. Teraz nie musi pracować dla kasy bo rodzina chyba aż tak nie jest biedna. Nie musi zarobić na studia. Dla zasady? Jakiej? Że nie zawodzi się rodziców? To kij z taką rodziną na której nie można polegać w kłopotach. Gdyby chłopak zawalił sesję i nic nie miał żadnych innych planów poza leżeniem na kanapie to rozumiem. Ale tak to jaki to ma sens poza pokazaniem mu kto tu rządzi?
  • riki_i 14.03.14, 21:49
    Ja dzienne studia zacząłem w 1989 roku, na pierwszym roku absolutnie NIKT nie pracował (no sorry, jedna ciut przeterminowana studentka chyba od początku była stewardessą). Zacząłem dorywczo pracować na trzecim roku i byłem w nielicznej mniejszości. Nie wierzę, że 3-4 lata później wszystkich 19-20 latków goniono zaraz po maturze do roboty. Ponadto, jeśli chodzi o studentów, to w owym czasie były jeszcze spore stypendia socjalne i naukowe.
  • triss_merigold6 14.03.14, 21:55
    Mówię o niestudiujących. Jak ktoś po maturze/zawodówce nie wybierał się nie studia, to szedł do pracy. Ja pracowałam wakacyjnie po maturze w 93', moi rówieśnicy tak samo, podsyłaliśmy sobie fuchy - jakieś targi, tłumaczenia, komitety wyborcze. To był piękny czas kiedy komitety wyborcze płaciły nawet za durne rozdawanie ulotek.wink
    Na studiach mogłam stałą pracę zlewać, miałam 2x najwyższe naukowe, co wynosiło wtedy więcej niż najniższa krajowa, dorabiałam zawsze.
  • antyk-acap 14.03.14, 21:59
    Ale przecież on planuje powrót na studia.
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:06
    Planuje. A nowy rok akademicki zaczyna się w październiku. Od lutego chłopię kwitnie w chałupie, robiąc nic. Nie ma cholernej depresji, nie pracuje wolontaryjnie w hospicjum dla dzieci czy schronisku dla psów, nie ma zespołu rockowego w garażu z nadzieją na karierę muzyczną. Z nudów chociażby powinien roboty poszukać.
  • joa66 14.03.14, 22:16
    I oczywiście na czole ma napisane "nie mam depresji" a rodzice zainstalowali kamerę w domu i obserwują co młodzieniec robi. I wiedzą, że NIC.



  • triss_merigold6 14.03.14, 22:45
    Przepraszam, o czym Ty mówisz? Rodzice nie pracują po 12 godzin na dobę i zwracają jakąś uwagę na syna. Młody apetyt ma, śpi zdrowo, z panną się spotyka, z kolegami rozmawia, nie nadużywa alkoholu. Nic mu nie dolega, poza brakiem chęci na konstruktywne zajęcie w tej chwili.
  • joa66 14.03.14, 22:52
    ale nie siedzą non stop w domu. Wiesz, ja też "nie widzę", zeby mój syn w ogóle się uczył..
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:14
    Trudno żeby siedzieli, ktoś musi pracować. uncertain Sugerujesz, że jak wychodzą, to młody człowiek zaczyna się ciąć depresyjnie i pisać na stronach dla samobójców, a jak wracają to jest wszystko ok?
  • joa66 14.03.14, 23:16
    Nie- sugeruję, że może sie uczyć.
  • riki_i 14.03.14, 22:02
    triss_merigold6 napisała:

    > Na studiach mogłam stałą pracę zlewać, miałam 2x najwyższe naukowe, co wynosiło
    > wtedy więcej niż najniższa krajowa

    No właśnie o to mi chodziło. Pamiętam owe wygodne czasy dobrze.

  • triss_merigold6 14.03.14, 22:15
    Bosko było, za tłumaczenia kretyńskich seriali Polsat płacił dzikie pieniądze, a tłumaczyło się toto na stop klatce z wideo w czasie rzeczywistym prawie. Każde kelnerowanie na czarno to była dobra kasa.
  • riki_i 14.03.14, 22:19
    Tak, była wtedy łatwa kasa. To niestety rozleniwiało - zamiast iść do porządnej roboty w korpo i piąć się po szybkich wówczas szczeblach, zarabiałem od niechcenia grubą kasę za nic. W dużej mierze na czarno. To się później w moim przypadku zemściło.
  • ewe-na 14.03.14, 21:11
    Sam zmyślias tę historyjkę na potrzeby własnego ego.
    Rodzice mają obowiązek wychowania dziecka w pierwszej kolejności..
    jakbyś skończyła prawo - najlepiej uniwersyteckie no i w polskiej metropolii, jakbys odbyła aplikacje i jakbyś za kilka dni podchodziła do egzaminu zawodowego, to miałabyś większe rozeznanie w temacie i nie bajdurzyłabyśsmile

    A jakbyś byla po tym wszystkim, to byc tu nie pisałatongue_out


    triss_merigold6 napisała:

    > Oczekiwania rodziców były bardzo jasne: dajemy
  • nangaparbat3 14.03.14, 22:05
    triss_merigold6 napisała:

    > Zasadniczy błąd jaki popełnił polegał na niesłuchaniu co do niego starzy
    > mówią i co komunikowali otwartym tekstem. A komunikowali, że albo się uczy alb
    > o pracuje, siedzieć na tyłku w domu i pachnieć mu nie wolno.

    Skrajny optymizm pedagogiczny - ja mu powiem, a on wyslucha i zrobi, co powiedziałem - w zyciu najczęsciej nie tylko się nie sprawdza, ale przynosi rezultaty odwrotne do zamierzonych.

    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:09
    Oczywiście, że to optymizm. Przecież nie wysyłamy otwartych komunikatów z dziką nadzieją, że zostaną olane, wręcz przeciwnie.
    No więc się nie sprawdziło i teraz rodzice - dla dobra dorosłego już syna - powinni być konsekwentni. Praca nie jest karą, jest oczywistym wyborem pełnoletniego człowieka, który ma w cholerę czasu i zero środków finansowych.
  • nangaparbat3 14.03.14, 22:18
    Praca nie jest karą, jest oczywistym wyborem pełnoletnie
    > go człowieka, który ma w cholerę czasu i zero środków finansowych.

    To fakt, zależy jednak, w jakiej formie te fakty młodemu przedstawiono. Jesli tak ja tu na forum - wyglada to na karanie go.
    --
    Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:20
    Przedstawiano mu alternatywy na długo przed maturą.
  • bi_scotti 14.03.14, 22:32
    nangaparbat3 napisała:

    > zależy jednak, w jakiej formie te fakty młodemu przedstawiono.

    Ja tam nie wiem czy ta forma az taka wazna, raczej moze cale wychowanie wczesniej. Bo gdyby/jesli ten nieudany student mial od dziecka wkladane w glowe, ze "bez pracy nie ma kolaczy" i opcja ani nie pracuje, ani nie studiuje, mam wylacznie plany i w miedzyczasie niech mnie utrzymuja mama z tata nie jest zadna opcja akceptowana w ich domu, to sam z siebie po zawaleniu sesji dawno juz znalazlby jakas tam prace i dyskusji by nie bylo. Poniewaz jednak najwyrazniej taka message wczesniej nie byla zapodawana to teraz jest wielki znak zapytania jak raczy zareagowac mlody czlowiek i na ile rodzicom starczy guts zeby konsekwentnie czegos tam oczekiwac.
    W ogole nie rozumiem postow sugerujacych, ze nie da sie uczyc i pracowac jednoczesnie. Kurcze, wlasciwie wszyscy imigranci, ktorych znam, to ludzie, ktorzy przez kilka pierwszych lat imigracji uczyli sie (czesto i angielskiego, i jeszcze jakiegos zawodu), pracowali (czesto na zmiany + w weekends), wychowywali dzieci, niektorzy jeszcze wspomagali finansowo rodziny gdzies tam po swiecie. Mielismy wtedy wszyscy po 20 pare - 30 lat, ciezko bylo, nikt nie ukrywa ale wszystko dzialalo i jeszcze czasem udalo sie w niedziele spotkac na BBQ smile A tu sie okazuje, ze 18/19latek bez zadnych zobowiazan nie jest w stanie popracowac i pouczyc sie JEDNEGO przedmiotu! C'mon, jakie on ma IQ? Jest jakis niepelnosprawny? What's wrong with this guy??? Ja sie moge zobowiazac, ze poprawie stopien, ktory dostalam na maturze z francuskiego - czy ktoras z emam tu chetna zeby mnie w tym czasie poutrzymywac? Bede grzeczna, bede sie uczyc codziennie - obiecuje!
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:38
    Jest zdrowy, do 16. roku życia był sportowcem (klasa młodzików na poziomie europejskim), nic mu qźwa nie dolega poza nadzieją, że starzy pogadają i odpuszczą.
    Message była zapodawana klarownie wcześniej, bo kolega ojciec nie szczypie się ze słowami. Bi Scotti tu jest inny klimat najwyraźniej i młody człowiek teraz sam z siebie nie rozumie, że siedzenie przed kompem w oczekiwaniu na obiad mamusi jest głeboko nie fair. Trzeba go kopnąć w głowę żeby zrozumiał?
  • riki_i 14.03.14, 22:42
    No, ale jak niby kopnąć? Wieszając w przedpokoju codziennie aktualizowane wezwanie do zapłaty? Wyrzucając z domu na bruk jak nie zapłaci?
  • triss_merigold6 14.03.14, 22:49
    Szczerze mówiąc, nie wiem jak kolega z żoną to rozwiążą. Relacje mam na bieżąco. tongue_out Teraz jest etap młody szuka, okaże się co z tego wyjdzie.
  • verdana 14.03.14, 22:49
    Ojciec nie szczypie się ze słowami i w związku z tym syn przez cały semestr bał sie powiedzieć, ze mu nie idzie. Chłopak nie wygląda na lenia - sportowiec, maturę zdał nieźle, bo na politechnikę się dostał. Nie chodzi tu o życie na koszt rodziców, tylko o TRZY MIESIĄCE. Równo. Od lutego do matury. Naprawdę, wiadomo - przez trzy miesiące musi nastąpić demoralizacja.
    Nie mówisz tu o leniu, którego z trudem przepchnęli przez szkołę, ani o facecie, który przebalował semestr, tylko o chłopaku, któremu coś sie nie udało. Może chyba zacząć pracować od maja? I to nie na zasadzie "jak nie dostaniesz pracy od razu, to ci lecą odsetki". Tak, to można mówić do notorycznego lesera, a nie do chłopaka, który nic złego jeszcze nie zrobił, ma plany na przyszłość i na te plany potrzeba mu naprawdę niewiele czasu.
    Chłopak być może siedzi przed kompem, bo jest załamany. Ma prawo być, przy pewnej klęsce, jaką jest zawalenie sesji i rodzicach, którzy najwyraźniej uważają, że albo syn spełnia ich wszystkie oczekiwania, albo należny go natychmiast kopnąć w d...
    Swego męża wywaliłaś, chyba także dlatego, że przestałaś go kochać, nie tylko dlatego, zę natychmiast nie znalazł pracy. Zwróć uwagę,z ę komunikat jest właściwie w obu przypadkach taki sam - żądanie 800 złotych (plus odsetki, o ile chłopak nie znajdzie pracy natychmiast), nie zatroszczenie sie o to, czy starczy mu czasu, aby sie nauczyć do matury też nie sprawia wrażenia, aby rodzicom zależało na chłopaku, aby go zwyczajnie lubili.
    Nie można było zwyczajnie wyrazić współczucia, dać czas trzy miesiące i potem wysłać do pracy? Niekoniecznie za 800 zł z odsetkami?
    --
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:05
    A skąd info o odesetkach? Tak z ciekawości pytam, bo jesteś drugą w dyskusji, która owe odsetki wyciąga jak królika z kapelusza. Czy gdzieś wspominiałam o odsetkach, jeśli tak, to wskaż gdzie.

    Małolat się nie uczył wystarczająco, rozumiesz? Nie uczył. Krótka piłka, na politechnice trzeba się uczyć, dużo i systematycznie. Teraz do tej maturyz jednego przedmiotu, którą - jak twierdzi - zamierza poprawiać - też się nie uczy.

    O, przy pierwszym mężu, nieaktywne szukanie pracy było wisienką na torciku. Rozkwitowi miłości nie pomogło na pewno.
    800 zł jest niewygórowaną kwotą pokrywającą koszty mieszkania, mediów, wyżywienia, internetu, środków czystości i kosmetyków. To pół etatu w empiku czy castoramie.
  • joa66 14.03.14, 23:11
    A skąd info o odesetkach

    To moja wina, bo tak odebrałam informację, że dług się zbiera.
  • joa66 14.03.14, 23:12
    triss - po czym poznasz, że Twoje dziecko dorosłe się uczy?
  • verdana 14.03.14, 23:15
    Jak to po czym? Jak by sie uczyło, to by zdało.
    --
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:17
    Brawo! Właśnie tak jest. Jeden przedmiot zawalić - zdarza się. Ale nie kilka w pierwszym semestrze, na pierwszym roku, który na niehumanistycznych studiach jest rokiem odsiewowym. A wiedza o w/w nie jest tajemna.
  • verdana 14.03.14, 23:22
    Triss, wybacz, ale mam nieco większe doświadczenie. Można się uczyć i zawalić wszystko. Nie z lenistwa. Można na przykład być niezdolnym. Albo w cholernym stresie. W tym wypadku rodzice chłopaka sami stres generują.
    --
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:28
    Niezdolny tym bardziej powinien szukać pracy czy szkoleń zawodowych, zamiast tkac iluzję, że skończy wymagające studia.
    Przez okres gimnazujm i liceum nic nie wskazywało na to, że młody jest jakoś szczególnie podatny na stres egzaminacyjny i szalenie wrażliwy.
  • verdana 14.03.14, 23:31
    Niezdolny nie oznacza niezdolny do wszystkiego. Ktoś może nie skończyć Inżynierii Lądowej, a dać sobie radę na informatyce czy chemii.
    Być moze w liceum rodzice nie stawiali sprawy w ten sposób. Poza tym, jeśli w liceum było wszystko OK, to skąd wybuch wściekłości rodziców przy pierwszym potknięciu dziecka, jakby mieli do czynienia ze zdemoralizowanym, obijającym się pijaczkiem, który po raz kolejny zamiast sie uczyć, idzie na piwo z kumplami?
    --
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:41
    Było ok o tyle, o ile. Zdawał, orłem nie był, z jednych przedmiotów lepiej z innych gorzej. Do super hiper liceum go nie pchali, przeciętne skończył i od czasów gimnazjum słyszałam, że młody jest leniwy.
    To chyba jasne, że się wściekli. Chłopaka mogli ulgowo traktować jak był uczniem, pełnoletni student to inna bajka - jeśli leseruje, to na własne ryzyko.
  • joa66 14.03.14, 23:46
    triss - nie traktuje się dzieci "ulgowo" do osiemnastki, a po osiemnastce daje kopniaka. Zarówno wychowanie jak i relacje to PROCES rozłożony w czasie. I ważne, żeby w wyniku tego procesu dziecko szło we właściwym kierunku, nawet jeżeli raz czy dwa się potknie po drodze.
  • joa66 14.03.14, 23:24
    Ale jeżeli chłopak już wiedział, że źle wybrał kierunek studiów to chyba nic dziwnego?

    Triss- mam wrażenie, że jesteś przewrażliwiona na tym punkcie i wszędzie widzisz młodych leni , nierobów i ciamajd.
  • verdana 14.03.14, 23:28
    Też tak może być - a rodzicom , jak widać, trudno było powiedzieć, że sie chce zmienić kierunek... Być może, gdyby rodzice byli życzliwsi, to w grudniu chłopak zwyczajnie zrezygnowałby ze studiów, pogadał z rodzicami, co dalej robić, dostał korepetycje do matury, poszedł z własnej woli do pracy i trochę rodzicom dopłacał do utrzymania.
    --
  • joa66 14.03.14, 23:32
    Przypomniało mi sięsmile Dziecko znajomych też zawaliło pierwszy rok na PW (informatykę). Dziecko zdolne, pracowite, juz trochę zarabiające na projektach informatycznych. Bywa. Rodzice dali mu drugą szansę na TYM SAMYM kierunku, na tej samej uczelni. Chłopak jest teraz na studiach magisterskich. I nic złego się nie dzieje.
  • verdana 14.03.14, 23:34
    Jak to nie? Rodzice ponieśli wydatki! Na dorosłe dziecko, co samo w sobie jest złem.
    --
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:15
    Po owocach go poznacie, czy jakoś tak.
  • verdana 14.03.14, 23:16
    I tu Ci powiem zwięźle Triss.
    G... prawda.
    --
  • joa66 14.03.14, 23:18
    Znam wiele "owoców" i to z róznych kręgów kulturowych. smile I dlatego twierdzę to co twierdzę.
  • verdana 14.03.14, 23:14
    Za każdy miesiąc siedzenia w chałupie nalicza dług. Nawet, jak rozumiem, gdy w dzisiejszych czasach chłopak nie znajdzie od razu pracy za min. 800 zł. Innymi słowy, jako że pracy nie dostaje się następnego dnia, podejrzewam, ze dług będzie minimum miesiąc-dwa narastał, po czym przy pracy dla niewykwalifikowanego chłopaka stanie sie nie do spłacenia.
    Być może chłopak się nie uczył wystarczająco. Być może nie jest taki zdolny, jak sie rodzicom wydaje - skoro nawet korepetycje nie pomogły.
    Triss, dlaczego Ty tak nie znosisz młodzieży? 19-20 latki to na ogół zupełnie sympatyczna grupa, nie gó...arze, nie małolaci, ale bardzo często osoby, którym z wielką trudnością idzie przestawienie sie z trybu szkolnego na uczelniany. Co nie zawsze oznacza, ze są leniwi. Czasem może znaczyć, ze źle wybrali studia. Albo, że rodzice zbyt ich pilnowali w szkole i nie nauczyli samodzielności.
    Chyba nie masz zielonego pojęcia, ile teraz może zarobić niedoświadczony chłopak po maturze, szczególnie jeśli szuka rozpaczliwie pracy, a nie może wybierać. I nie masz pojęcia, ze nie ma teraz pracy na pół etatu w empiku czy castoramie - jest to bardzo porządna praca i wybiera sie do niej studentów, oraz krewnych i znajomych królika, chłopak ma minimalne szanse, nawet jeśli sa miejsca.
    --
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:34
    To mój prywatny koszmar - pełnoletnie dzieci, które pracę zarobkową traktują jak dopust boży i karę niezasłużoną. Obserwacje iluś znajomych z dorosłycmi dziećmi tylko te stresujące wizje potęgują.
  • verdana 14.03.14, 23:38
    Czy Ty rozumiesz, co czytasz? Nie chodzi o to, że praca jest dopustem bożym i karą, tylko, ze praca za karę jest dopustem bożym i karą. I w dzisiejszych warunkach nie można oczekiwać, że się ją znajdzie w tydzień.
    Poza tym Triss, mnie sie wydaje, że Twoim prywatnym koszmarem, zupełnie serio to mówię, są po prostu dorosłe dzieci. Takie, które mają własne zdanie, mogą nie mieć ochoty wybierać takiej drogi życiowej, jaką Ty im wskażesz, a będziesz musiała choć trochę do nich dokładać. W dodatku będą młodymi ludźmi, a Ty do młodych ludzi masz zero szacunku.
    Pytanie dnia - po cholerę - oprócz zaspokojenia instynktu - były Ci dzieci?
    --
  • riki_i 14.03.14, 23:52
    verdana napisała:

    > Pytanie dnia - po cholerę - oprócz zaspokojenia instynktu - były Ci dzieci?

    Wtrącę się między wódkę a zakąskę.

    pierwsze - nie wiem

    drugie - dla przyszpilenia chłopa
  • morekac 15.03.14, 09:20
    Opierając się na twórczości TM w internecie, już współczuję jej dzieciom.
    Obawiam się, że córka będzie traktowana jak potencjalna ladacznica (jako że wszystkie panienki to dziwki są), a syn jak ostatni gnój/ nierób/ lesser (bo takie są chłopaki). Bez względu na ich osobiste cechy charakteru i zachowania.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • joa66 14.03.14, 23:39
    No właśnie widać, że koszmar. Wyluzuj. Jest przepasć między melanżującym nierobem a niepracującym studentem medycyny, który oprócz normalnie funkcjonuje w domu, czyli nie tylko nie oczekuje obsługi, ale włącza się w obsługę innych.
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:44
    Do studenta medycyny zero zastrzeżeń.
    Wybacz, ale obsługa innych w domu dorosłych ludzi (niedużym mieszkaniu, a nie rezydencji z trawnikami, psami, przyjęciami) ma trzeciorzędne znaczenie.
  • joa66 14.03.14, 23:49
    ale obsługa innych w domu dorosłych ludzi (niedużym mieszkaniu, a nie r
    > ezydencji z trawnikami, psami, przyjęciami) ma trzeciorzędne znaczenie.


    Nie, nie ma znaczenia trzeciorzędnego. Wychowujesz nie tylko pracownika, ale też partnera lub singla, być może rodzica.

    Do studenta medycyny zero zastrzeżeń.

    To tylko przykład. Jest wiele innych sytuacji kiedy praca zarobkowa nie ma większego sensu. I na pewno aby to ocenić nie wystarczy, żeby mamusi się podobał kierunek studiów.
  • black_halo 15.03.14, 14:34
    verdana napisała:

    > Ojciec nie szczypie się ze słowami i w związku z tym syn przez cały semestr bał
    > sie powiedzieć, ze mu nie idzie. Chłopak nie wygląda na lenia - sportowiec, ma
    > turę zdał nieźle, bo na politechnikę się dostał. Nie chodzi tu o życie na koszt
    > rodziców, tylko o TRZY MIESIĄCE. Równo. Od lutego do matury. Naprawdę, wiadomo
    > - przez trzy miesiące musi nastąpić demoralizacja.

    6 lat temu jakos mature zdawala moja kuzynka i byla zbulwersowana, ze jej kolega z klasy zdal fizyke na 31% i dostal sie na kazde studia jakie wybral a wybieral PW, AGH i P Slaska. Nie wierze, ze od tamtego czasu cos sie zmienilo i na politechnikach ustalili jakies limity studentow czy punktow. Tyle w kwestii studiow.

    Zreszta pomijajac juz cala trudnosc studiow to moim zdaniem sytuacja wygladala tak, ze chlopak wyjechal na obcego miasta, wpadl w ciag imprez, rodzicom sie poskarzyl ze sesja moze nie pojdzie, zaplacili za korki (to nie jest normalne placic za korki studentowi ale to inna dyskusja), zawalil wiecej przedmiotow, wrocil do domu i oswiadczyl, ze pojdzie na kolejne studia. Jeszcze trudniejsze, znow za kase ktora musza wylozyc rodzice, zeby utrzymac dziecko w obcym miescie.

    Jak szlam na trudne studia to rodzice powiedzieli, ze moge zaczac drugi kierunek ale ten co zaczelam mam dosciagnac conajmniej do inzyniera. Tym sposobem wybralam studia tak, zeby je skonczyc, po studiach miec prace i nie martwic rodzicow swoja przyszloscia.
    --
    Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
  • verdana 15.03.14, 16:16
    A owszem, zmieniło się. Nawet bardzo. Kierunki ścisłe mają znacznie więcej kandydatów, niz miały.
    Sądzę, jako, ze Triss jest z Warszawy, że chłopak nie wyjechał nigdzie.
    --
  • riki_i 15.03.14, 16:20
    verdana napisała:

    > A owszem, zmieniło się. Nawet bardzo. Kierunki ścisłe mają znacznie więcej kand
    > ydatów, niz miały.

    Nie wszystkie. Na fizykę czy chemię mało kto chce iść.
  • verdana 15.03.14, 16:26
    Totez nie sądzę, aby poszedł na fizykę. Widocznie idzie na coś , na co potrzebna jest dobrze zdana matura.
    --
  • jakw 15.03.14, 17:20
    verdana napisała:

    > Totez nie sądzę, aby poszedł na fizykę. Widocznie idzie na coś , na co potrzebn
    > a jest dobrze zdana matura
    Niemal na wszystkich wydziałach PW (z wyj architektury) fizyka na poziomie rozszerzonym jest liczona z wagą 1. Na inne z wagą 1 liczona jest też chemia czy informatyka. A limity są różne - w zależności od tego ilu i jacy kandydaci są skłonni studiować na danym wydziale. Czyli na jedne wydziały trzeba zdać maturę bardzo dobrze, a na inne wystarczy matura zdana trochę gorzej. Na niektóre wydziały można też wystartować z maturą z biologii.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 15.03.14, 17:23
    black_halo napisała:
    >
    > 6 lat temu jakos mature zdawala moja kuzynka i byla zbulwersowana, ze jej koleg
    > a z klasy zdal fizyke na 31% i dostal sie na kazde studia jakie wybral a wybier
    > al PW, AGH i P Slaska. Nie wierze, ze od tamtego czasu cos sie zmienilo i na po
    > litechnikach ustalili jakies limity studentow czy punktow. Tyle w kwestii studi
    > ow.
    Ilość punktów potrzebna do dostania się zależy od wydziału czy kierunku. Na uczelnie techniczne startują zwykle ludzie z maturą z fizyki i matematyki. Przy czym średnia ogólnopolska z matury z fizyki chyba zwykle wynosi 40% z jakimś stosunkowo niewielkim kawałkiem.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • morekac 15.03.14, 17:24
    Cóż, jeśli chodzi o informatykę na UW, to trzeba mieć bardzo dobre wyniki z matury.
    --
    -------------------------------------------------------------
    "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
  • sen.bon 15.03.14, 20:27
    Z tego co wiem to startując na MEL PW i mając 90% z rozszerzonej matmy, fizyki i angielskiego jest się na granicy przyjęcia. Dopiero wynik ~95% z każdej matury daje w miarę spokojną rekrutację. Z tego co wiem podobna sytuacja jest z informatyką.
  • joa66 15.03.14, 20:37
    Z tego co wiem to niektóre emamy osiągnęłyby 95% po pijaku , obudzone w środku nocy, bo matura "zeszła na psy", nie to co kiedyś wink
  • rhodesian_ridgeback 15.03.14, 20:46
    A ty musiałabyś zakuwać jeden przedmiot przez cały rok po 8 godzin dziennie, żeby w ogóle podejść do poprawki wink

  • joa66 15.03.14, 20:48
    Błąd. 2 lata po 12 godzin. Happy?
  • rhodesian_ridgeback 15.03.14, 20:56
    Cudze ułomności mnie nie cieszą, więc nie happy.
  • joa66 14.03.14, 22:50
    Biscotti - to nie chodzi o niechęć do pracy studentów, tylko o elastyczność w myśleniu , a nie robienie urawniłówki. Sytuacja studenta jest wypadkową kierunku studiów, sytuacji materialnej rodziców , charakterów ich wszystkich, sytuacji na rynku pracy w danej miejscowości i pewnie miliona innych rzeczy.

    Przecież najważniejsze, żeby nikt w układzie nie był pokrzywdzony , nikt nie pasożytował, a młodzież zmierzała ku samodzielności. I są sytuacje kiedy tej samodzielności sprzyja fakt, że człowiek na studiach nie musi pracować, sa takie kiedy ta praca jest niezbędna z punktu widzenia przyszłego zawodu. Są sytuacje kiedy odnosi się porażkę z własnej winy i wtedy trzeba podac pomocna dłoń, dopóki nie jesteśmy wykorzystywanymi łosiami.
  • triss_merigold6 14.03.14, 23:12
    Wiesz, to bardzo ciekawe, ale jak wyjaśnisz fakt, że studenci w USA, Kanadzie czy UK generalnie pracują w tracie studiów bez względu na kierunek? Stypendia - o ile ktoś ma - pokrywają koszt czesnego, a nie utrzymania.
  • joa66 14.03.14, 23:15
    Bardzo prosto wyjaśnię - (1)studia są płatne. (2) Wynagrodzenie nawet z McDonalda ma większą siłę nabywczą

    I oczywiście możliwe jest wszystko, pytanie czy warto, czy ma to sens?

  • triss_merigold6 14.03.14, 23:31
    Najwyraźniej warto. Moi rodzice mieli przyjaciół w Kanadzie (polska emigracja wojenna), którzy trzech synów wysłali na studia gigantycznym wysiłkiem finansowym, nie pytali młodych czy oni uważają, że warto pracować podczas studiów, to było oczywiste.
  • verdana 14.03.14, 23:32
    Triss, czy Ty naprawdę skończyłaś politologię? Bo nieznajomość elementarnych różnic w rynku pracy, szczególnie dla studentów, w Polsce, Kanadzie i USA jest dla mnie w tym momencie niepojęta.
    --
  • joa66 14.03.14, 23:35
    triss - połowa mojej rodziny, w tym najbliższej, siedzi w Kanadzie, niektórzy od wojny.


    Nie wiem czy warto. Na pewno nie zawsze.
  • verdana 14.03.14, 23:16
    Może dlatego, ze tam są inne studia, a przede wszystkim - inny rynek pracy?
    --
  • bi_scotti 15.03.14, 02:18
    verdana napisała:

    > Może dlatego, ze tam są inne studia, a przede wszystkim - inny rynek pracy?

    OK, studia u nas sa na pewno trudniejsze niz w PL no i na dodatek sa platne so what? Rynek pracy? Well, w prawie wszystkich krajach rozwinietych (do ktorych i PL sie przeciez tez juz zalicza) bezrobocie mlodych graduates (colleges & uni) do 30 roku zycia wynosi sredno 2 x tyle, co srednie bezrobocie danego kraju wiec relatywnie jest tak samo - da sie porownac. Pies wiec jednak lezy w tym, co w sumie najwazniejsze choc najtrudniejsze do zdefiniowania: attitude. Attitude tak rodzicow/doroslych jak i samych mlodych/studentow. I chyba o to w tym watku chodzi, ze Triss ma myslenie jak spod mojego adresu a wielu innych wpisujacych sie jak z adresow PRLowski ... I tak to sie kreci, eh.
  • joa66 15.03.14, 08:39
    OK, studia u nas sa na pewno trudniejsze niz w PL

    tia....

    o i na dodatek sa platne so what?

    No właśnie pomyśl dlaczego i czy jest możliwe, że jak musisz za coś płacić to trzeba dorobić


    Rynek pracy? Nie patrz na bezrobocie , tylko siłę nabywczą wynagrodzenia za proste prace.

    Attitude? Jest wypadkową warunków, a triss teoretyzuje bo nie ma dziecka studenta


    I obawiam się bi, ze niestety Ty reprezentujesz myślenie peereleowskie - "wszyscy tak samo"
  • najma78 15.03.14, 09:43
    joa66 napisała:

    > Attitude? Jest wypadkową warunków,

    big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

    > I obawiam się bi, ze niestety Ty reprezentujesz myślenie peereleowskie - "wszys
    > cy tak samo"

    big_grinbig_grinbig_grinbig_grin to bylo wszytkim po rownobig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
  • nangaparbat3 15.03.14, 09:49
    najma78 napisała:

    > joa66 napisała:
    >
    > > Attitude? Jest wypadkową warunków,
    >
    > big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
    A czemu tak Cie to smieszy? Nie wierzysz, ze ludzie zachowują sie zależnie od sytuacji?
    Chyba sama jesteś na tę zależność dowodem.

    --
    "Kość jest wystarczająco twarda, by zdewastować pocisk, który w nią wpada."
  • najma78 15.03.14, 10:52
    nangaparbat3 napisała:

    > najma78 napisała:
    >
    > > joa66 napisała:
    > >
    > > > Attitude? Jest wypadkową warunków,
    > >
    > > big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
    > A czemu tak Cie to smieszy? Nie wierzysz, ze ludzie zachowują sie zależnie od s
    > ytuacji?

    Nie chodzi o zachowanie a o ugruntowana droge myslenia i odczuwania. Dla przykladu mlody ale dorosly czlowiek ktory nie ma bogatych rodzicow uwaza i oczekuje ze bedzie utrzymywany i ze moze nieprzykladac sie do nauki i zmieniac kierunek studiow bo tak uwaza. Tak samo moze postepowac syn/corka bogatych rodzicow. Rodzice natomiast w obu przypadkach moga sie z tym nie zgadzac i oczekiwac ze mlody czlowiek ma podjac prace (wymiar czasu, zakres pomocy itp do wyboru). Inny przyklad, para majaca dzieci moze uwazac ze dziadkowie maja obowiazek zajmowac sie wnukami a inna para bedzie uwazac cos odwrotnego. O tym attitude pisala biscotti, mlodzi, dorosli ludzie bez wzgledu na warunki moga miec taki sam sposob myslenia i odczuwania.
  • wyznawczyni_wielkiego_czerwia 15.03.14, 08:51
    Studia w Kanadzie trudniejsze niż w Polsce? HŁE HŁE HŁE HŁE HŁE. Nieznajomość podstawowych różnic między rynkiem pracy w Pl i Kanadzie- wstyd.
    --
    "Chodzi o to, by poszło w świat i dotarło tam, gdzie trzeba: tu nie ma politycznej poprawności i są niskie zasiłki. Mamy już rodzimych chamów i prostaków, nie potrzebujemy importu is.......go czy innego maczo, więc WY......AĆ" - by totorotot
  • ghrtth 15.03.14, 09:07
    Nie znasz realiów. Bezrobocie młodych sięga w Polsce 30% i niczyje wspaniałe, światowe, kanadyjskie i niePRL-owskie attitude tego nie zmieni. Ludzie po studiach z braku pracy godzą się na bezpłatne staże! Odwalają normalną pracę za darmo, tylko po to, by mieć coś w cv i łudzić się, że gdzieś ich zatrudnią z tym doświadczeniem.

    To nie jest problem braku chęci i lenistwa. Ludzie zgadzają się na pracę za 2,5 zł za godzinę (obieranie cebuli). Młodzi zasuwają za darmo, wyjeżdżają, np. do Kanady (co chyba świadczy o tym, że sytuacje tych krajów nie są identyczne). Przykro mi, ale po prostu nie wiesz, co mówisz.
  • triss_merigold6 15.03.14, 10:12
    W Warszawie obierają tę cebulę?
    Ok, ja się zgadzam z tym, że chłopak po ogólniaku i maturze, który nie potrafi niczego konkretnego, nie znajdzie dobrej pracy. Znajdzie pracę raczej ciężką lub nudną i raczej za grosze. I dlatego dla własnego dobra powinien był się przejąć truciem starych i przyłożyć do nauki, tym bardziej że warunki do tej nauki miał i ma dobre.
    To jest dość oczywiste i 19-latek nie powinien wypierać brutalnej rzeczywistości - albo będzie się uczył i wtedy ma szansę (tylko szansę, a nie gwarancję) na fajny zawód, albo nie będzie się uczył i wtedy szanse nikłe bądź zerowe. Firmy, warsztatu czy pola w spadku nie dostanie, niestety.
  • nangaparbat3 15.03.14, 09:18
    bi_scotti napisała:
    I chyba o to w tym watku
    > chodzi, ze Triss ma myslenie jak spod mojego adresu a wielu innych wpisujacych
    > sie jak z adresow PRLowski ... I tak to sie kreci, eh.

    Moj prapradziadek się hazardował i tracil kasę. Mial trzech synow. Najstarszy, moj pradziadek, rocznik gdzieś 1870, skończył jakąś średnią szkołę zawodową i pracował, utrzymując dwóch młodszych braci, żeby mogli studiować. Z tego co wiem, podczas studiow nie pracowali. I to było za Franza Josefa.
    Moj tato, studiujacy na przełomie lat 40/50, pracował jako student. PRL.

    Naprawdę, mity na temat tego sa jest pozostalością PRLu, co nie, powinny doczekac sie jkiegoś powaznego opracowania, to bardzo ciekawy temat (podobnie jak autorytaryzm polskich nauczycieli, też przypisywany pływom PRL - moja mama, ktora chodziła do szkoły w II RP, a potem za okupacji sowieckiej, utrzymuje, że nikt tak nie rozpuszczal dzieci jak sowiecka szkoła; z drugiej strony wiadomo, ze część szkolnej obyczajowowści wywodzi się z musztry pruskiej, bo nauczycielami byli emerytowani wojskowi - ech).
    --
    Matko jedyna, on to zrobił, ugasił olimpijski płomień nadziei rywali!!!!!!
  • nangaparbat3 15.03.14, 09:23
    www.sfora.pl/Polski-student-wiecej-pracuje-niz-sie-uczy-a33143

    --
    Matko jedyna, on to zrobił, ugasił olimpijski płomień nadziei rywali!!!!!!
  • joa66 15.03.14, 11:23
    Polscy studenci pracują najwięcej w Europie m.in dlatego, że otrzymują niskie wynagrodzenie. Pracują często kosztem samych studiów.


    Czasami nie ma innego wyjścia, ale czy zawsze jest to wyjście najlepsze?
  • landora 15.03.14, 10:35
    Studiowałam w UK na dość wymagającym kierunku i z mojego roku nie pracował nikt - owszem, w wakacje tak, ale nie w ciągu roku akademickiego. Ja pracowałam, bo stypendium Erasmusa mizerne było, i było ciężko, naprawdę. Z innych kierunków studiowali pojedynczy Brytyjczycy, oraz Polacy, Słowacy i niektórzy przybysze spoza UE.
  • panirogalik 14.03.14, 22:54
    Nie pozdawał egzaminów semestralnych na dziennych, technicznych studiach tak? No cóż, zdarza się. Jeśli chodzi o uczelnie techniczne, naprawdę nic w tym nadzwyczajnego. Za moich czasów studenci matematyki potrafili zawalić na innym, technicznym kierunku właśnie matmę. Na inny kierunek przyjęto czterystu studentów z czego do końca dotrwało mniej niż dwadzieścia osób. Tak więc nie robi to na mnie wrażenia, że chłopak odpadł. Dałabym mu jeszcze szansę, niech się uczy, niech poprawia maturę i próbuje na innym kierunku. Pracować może ale przede wszystkim, niech się uczy, jeszcze bez presji na pracę.
  • verdana 14.03.14, 23:03
    Jaką szansę? Przecież własne dziecko to gó...arz, leser, głupia panienka, albo coś z tych rzeczy. Poza tym gó...arz powinien jeszcze wiedzieć, że rodzice nie będą finansować żadnych jego fanaberii typu - niewłaściwe (ich zdaniem) studia, zmiana kierunku, albo o zgrozo, jakiegokolwiek drobnego potknięcia. Gó...arz ma jedną szansę, więcej nie ma co dawać.
    I powinien pamiętać, ze nie jest u siebie, jest w cudzym domu, na cudzych warunkach.
    Nie mogę zrozumieć, jak to jest. Człowiek chce dziecko, ma dziecko, męczy sie z niemowlęciem, wychowuje ucznia, stara się i nagle przestaje to dziecko lubić? Zrobi wszystko, aby maksymalnie go od siebie uzależnić i jednocześnie w niczym nie pomóc? Gdzie tu sens? Jeśli przez tyle lat nie potrafiło sie wychować dziecka, to nie ma co zaczynać, gdy ma ono 20 lat. A jak sie potrafiło, to chyba absurdem jest karać za każdą niedoskonałość.
    Ps. Nie pisze o pracy na studiach ,tylko o postawie "posłuszny, albo won z domu".
    --
  • antyk-acap 14.03.14, 23:08
    To pokolenie tak ma. Dzieci są, nie trzeba się o nie starać. Obowiązkiem dzieci jest dbać o rodziców, najlepiej pracując w polu. W drugą stronę to nie obowiązuje.
  • miedzymorze 15.03.14, 00:26
    Zagalopowałaś się w drugą stronę.
    Nikt chłopaka nie wyrzuca.
    Może zrobić to co zaplanował - poprawić przedmiot i spróbować na innym kierunku.
    Ponieważ do rozpoczęcia nowych studiów ma tylko naukę do poprawki to spokojnie może popracować. Nawet jak nie zarobi tych 800 zł, to bez obciążenia nauką na studiach powinien poczuwać się do dołożenia kasy do domowego budżetu i w moim odczuciu, tego właśnie wymagają rodzice.
    Owszem, pracę jest znaleźć trudniej, ale przecież nie szuka jej na wieki wieków tylko na kilka miesięcy.

    pozdr,
    mi
  • jakw 15.03.14, 09:13
    miedzymorze napisała:
    > Ponieważ do rozpoczęcia nowych studiów ma tylko naukę do poprawki to spokojnie
    > może popracować.
    Realnie poprawkę ma za 2 m-ce. W tym czasie ma znaleźć pracę , pracować , przypomnieć sobie to co umiał i nauczyć się jeszcze więcej.
    Btw ciekawe co w sytuacji gdy zostanie wydymany przez pracodawcę i mu nie zapłacą? Też mu dług będzie rósł?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • triss_merigold6 15.03.14, 10:17
    W zasadzie to przekaz dostał po sesji, więc nie wczoraj.
    Znając kolegę, mogę przypuszczać, że gdyby młody natychmiast usiadł nad testami i książkami do poprawki, wykazał jakąś inicjatywę, to by mu odpuścili do tej matury. Rodzice się wściekli głównie z powodu olewczo beztroskiego podejścia, na zasadzie no stało się i o co wam chodzi.
  • jakw 15.03.14, 10:33
    triss_merigold6 napisała:

    > W zasadzie to przekaz dostał po sesji, więc nie wczoraj.
    Sesja poprawkowa skończyła się chyba całkiem niedawno?

    > Rodzice się wściekli głównie z powodu olewczo beztroskiego podejścia, na
    > zasadzie no stało się i o co wam chodzi.
    Wcześniej miał inne?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • triss_merigold6 15.03.14, 10:43
    Nie śledzę terminów sesji więc nie pomogę w ustaleniu daty.
    Miewał podejście i obowiązkowe i olewcze, taki płodozmian jak u nastolatka, teraz - w mało odpowiednim momencie najwyraźniej - zaprezentował olewcze.
  • verdana 15.03.14, 13:19
    Sesja poprawkowa w zależności od uczelni skończyła się w połowie lutego, lub pod koniec lutego. Innymi słowy, chłopak może nie pracować i nie uczyć sie od dwóch do czterech tygodni.
    Rozumiem też, ze prawo do zmartwienia mają wyłącznie dorośli. Młody człowiek, któremu cos sie nie udało, nie ma prawa nawet dwóch tygodni mieć gorszego nastroju i chęci do działania. OK. Pod warunkiem, ze również rodzice nie dają sobie prawa do gorszych dwóch tygodni po utracie pracy. I ze nie tylko nie liczą na żadne współczucie, ale na ostre postawienie sprawy "Skoro straciłaś prace, to miałaś do niej olewczy stosunek. Oczekuję, że w ciągu tygodnia zaczniesz nową, a jak nie, to twój dług rośnie". I nie, proszę tu nie mówić o wspólnocie majątkowej, bo nie o to chodzi - chodzi o stosunek do kogoś, kto podobno jest rodziną.
    --
  • 0ldjoanna 15.03.14, 11:05
    verdana napisała:

    > Jaką szansę? Przecież własne dziecko to gó...arz, leser, głupia panienka, albo
    > coś z tych rzeczy. Poza tym gó...arz powinien jeszcze wiedzieć, że rodzice nie
    > będą finansować żadnych jego fanaberii typu - niewłaściwe (ich zdaniem) studia
    > , zmiana kierunku, albo o zgrozo, jakiegokolwiek drobnego potknięcia. Gó...arz
    > ma jedną szansę, więcej nie ma co dawać.
    > I powinien pamiętać, ze nie jest u siebie, jest w cudzym domu, na cudzych warun
    > kach.

    > Nie mogę zrozumieć, jak to jest. Człowiek chce dziecko, ma dziecko, męczy sie z
    > niemowlęciem, wychowuje ucznia, stara się i nagle przestaje to dziecko lubić?
    > Zrobi wszystko, aby maksymalnie go od siebie uzależnić i jednocześnie w niczym
    > nie pomóc?
    Niektórzy rodzice są chyba jak zwierzęta - kochają dziecko do 18 r.ż., a potem won z gniazdasad

    --
    Kto ma, będzie miał dodane, aż będzie miał nadmiar; kto zaś nie ma, będzie miał odebrane nawet to, co ma
  • snakelilith 15.03.14, 11:54
    0ldjoanna napisała:

    > Niektórzy rodzice są chyba jak zwierzęta - kochają dziecko do 18 r.ż., a potem
    > won z gniazdasad

    A kto tu kogo wyrzuca z gniazda? Bo w całym wątku, a Triss bardzo cierpliwie i szczegółowo opisała sytuację, tego nie znalazłam. I o jakiej miłości piszesz? Bezwarunkowa miłość rodzicielska jest głupotą. Czy jak dziecko zechce zrobić sobie krzywdę, bo taki ma kaprys, to powiesz, kocham cię, więc rób synku co chcesz? Za kilka lat, to ten młody człowiek będzie wdzięczny swoim rodzicom, że dali mu szansę zobaczyć jak wygląda dorosłe życie, ale bez nieprzyjemnych konsekwencji, gdy takie życie jest się zmuszonym podjąć bez askeuracji rodzinnego domu. Pod most nikt go bowiem nie wygania. Ma przecież tylko troszkę popracować, by z nudów nie zgnuśniał. Coś strasznego mu się stanie, jak na kilka miesięcy zmiesza się z proletariatem i nie będzie miał już sił na nocne balangi z kumplami, bo ja nie rozumiem? Skąd tu wniosek, że rodzice go już nie kochają? Dla mnie to rodzicie na medal - jasne reguły, jasne konsekwencje, wszystko dopasowane do możliwości deilkwenta, żaden nadludzki wysiłek, czy wyzysk. Stopniowe branie odpowiedzialności za własne decyzje. Przyda się w życiu, chłopak załapie i przeżyje kiedyś mniej rozczarowań, bo dżungla za oknem jest za brutalna, by hodować potomstwo w cieplarnianych warunkach.
  • joa66 15.03.14, 11:56
    Za kilka lat, to ten młody człowiek będzie wdzięczny swoim rodzicom

    Pod warunkiem, że nie zabraknie mu 1 punktu, żeby się dostać na ten inny kierunek.
  • pierwszalitera 15.03.14, 12:43
    joa66 napisała:

    > Pod warunkiem, że nie zabraknie mu 1 punktu, żeby się dostać na ten inny kierun
    > ek.

    A co jak będzie siedział w domu i też zabraknie mu tego punktu? I z czego wnioskujesz, że stanie się to akurat przez pracę zarobkową, a nie przez byczenie przed internetem/telewizją, randkowanie z dziewczyną, czy imprezy z kolegami? No sorry, ale młody tryskający energią mężczyzna siedzi non stop nad książką i uczy się od rana do wieczora JEDNEGO przedmiotu? Naprawdę taka naiwna jesteś? Poza tym młody człowiek wyrwany nagle na dłużej z normalnego życia (szkoła, studia, narzucone z góry terminy i obowiązki) traci całkowicie strukturę, a w domu nie ma nikogo, kto by mu przypominał, że należy teraz plan dzienny ułożyć sobie samemu i się go trzymać. Rodzice przecież pracują i nie przypilnują. A zawaleniem sesji udowodnił, że tego jeszcze nawet w zalążku nie potrafi i tej struktury potrzebuje. Taką strukturą jest obowiązek regularnego wstawania z kanapy i chodzenia do pracy od do.
    A jak nie dostanie się na wymarzone studia, to możliwe, że się na nie nie nadaje. Tu lepiej często przekonać się o tym od razu. Ile razy ma bowiem próbować? Gdyby nie dostał się na pierwsze studia, nie przeżył by frustracji zawalenia sesji.
  • 0ldjoanna 14.03.14, 23:50
    Współczuję chłopakowi rodziców. Niech potem na starość nie miauczą, ze jedynak ich ma w d.. i są sami.
    --
    Kto ma, będzie miał dodane, aż będzie miał nadmiar; kto zaś nie ma, będzie miał odebrane nawet to, co ma
  • konwalka 15.03.14, 01:30
    cieszę sie, że moi rodzice, radośnie obdarzeni miliardem wad, nie ustalali mi lombardowej stawki za życie i nie ściagali należności z komornicza skrupulatnością. No cieszę
    --
    Co zrobić żeby ludzie Cię nie obrażali?

    Nie wybierać ich na kolejną kadencję.
  • bi_scotti 15.03.14, 02:27
    Naprawde? Naprawde uwazacie, ze to jest OK, ze 18 letni byku siedzi w domu robiac zero i tylko potencjalnie planujac cos od pazdziernika (mamy marzec!) gdy mama i tata zapylaja codziennie po 8 godzin na elektrycznosc, gaz, wode, podloge, dach nad glowa, zawartosc lodowki, szmaty na grzbiet etc. tegoz doroslego faceta robiacego nic? Naprawde uwazacie, ze to jest w porzadku? Przyznam, ze nie rozumiem i nie chce rozumiec. Ciesze sie jedynie, ze zadne z moich dzieci nie wytrzymaloby psychocznie nawet 3 dni w takich okolicznosciach przede wszystkim dlatego, ze one nas tak zwyczajnie acz przyznaje sentymentalnie, kochaja i byloby im po prostu glupio nic nie robic w takich okolicznosciach ... Dobrze poczytac taki watek, bo czlowiek zaczyna bardziej lubic wlasne dzieci wink Cheers.
  • konwalka 15.03.14, 05:03
    naprawde
    naprawde tak uwazamy
    ps. brak zarobkowania, placenia starym zaleglosci wraz z karnymi odsetkami i takie tam, nie oznacza NICNIEROBIENIA
    --
    Co zrobić żeby ludzie Cię nie obrażali?

    Nie wybierać ich na kolejną kadencję.
  • najma78 15.03.14, 09:12
    konwalka napisała:

    > naprawde
    > naprawde tak uwazamy

    nie, nie wszyscy tak uwazamy.

    > ps. brak zarobkowania, placenia starym zaleglosci wraz z karnymi odsetkami i ta
    > kie tam, nie oznacza NICNIEROBIENIA

    A co tami 20-latek ROBI? Uczy sie do jednego przedmiotu z matury. To nie jest wysilek wiekszy niz nauka i pozdawanie egazminow na studiach - co mu sie nie udalo, pomimo ze nie pracowal, mial sie tylko uczyc.
    I tak jak napisala biscotti wielu w tym watku prezentuje postawe rodem z PRL-u a nieliczni podchodza do tego realnie. Nigdzie mlodym ludziom nie jest latwo prace zdobyc, zwlaszcza bez doswiadczenia ale to o nastawienie chodzi wlasnie. Po studiach wcale nie bedzie latwiej - im dluzej beda utrzymywani tym trudnien bedzie sie przestawic i dlatego dorosli wciaz oczekuja pomocy finansowej , wrecz wielu uwaza to za cos oczywistego chocby w postaci np opieki nad dziecmi czy dachu nad glowa itp. Padaja pytania czego moze sie nauczyc mlody czlowiek ktory ma zostac inzynierem pracujac w McDonalds czy supermarkecie? To przeciez nie jest oczywiste, wszak mlody ksiaze stworzony do bycia inzynierem wiec po co mu praca ponizej kwalifikacji, ktorych jeszcze nie ma? Wlasnie na tym doroslosc polega aby miec swiadomosc ze nadszsdl czas aby podejmowac decyzje, aby byc za nie odpowiedzialnym. Szukanie pracy daje umiejetnosci, to nie jest latwe i tez trzeba sie tego nauczyc, rozmowy z pracodawca ucza wlasciwego zachowania, odpowiadania na pytania, ubioru itp, praca wyrabia systematycznosc, punktualnosc, konsekwencje, umiejetnosc wspolpracy z ludzmi na roznych pozycjach np klkent - pracownik itd to sa realne umiejetnosci ktore studentowi tylko pomoga, ulatwia a nie utrudnia. Studia to juz nie jest szkola srednia, to sa calkiem inne zasady.
    W tym nastawieniu o ktorym wspomniala biscotti wlasnie jest problem, mlody czlowiek dorosl, wiec teraz musi tez finansowac swoje potrzeby. Miara doroslosci jest wslanie ta umiejetnosc. Pracuje, studiuje, mam cel i daze do niego. Dla rodzicow to jest wlasnie powod do dumy i widzac to w miare mozliwosci sami pomoga. Natomiast niezdanie egazminow na studiach oraz zaplanowanie sobie pol roku nicnierobienia (nauka jednego przedmiotu maturalnego) jest kpina tegoz mlodzienca. Zle wybral kkerunek studiow, chce zmienic ok ale w miedzyczasie mam pomysl na siebie, szukam pracy i zarabiam bo jestem dorosly.
  • joa66 15.03.14, 09:21
    Kolejna ekspertka .

    Czy Ty wiesz na czym polega osiągnięcie 95% na poziomie rozszerzonym z jednego przedmiotu?

    I czy Ty wiesz co może kupić sobie za dniówkę pracy w McDonaldzie tu i w Kanadzie?

    I czy potrafisz wyciągnąć z tego wnioski, że to nie o pracę jako taką chodzi tylko o najlepsze rozwiązanie w KONKRETNEJ sytuacji?

  • najma78 15.03.14, 09:37
    joa66 napisała:

    > Kolejna ekspertka .
    >
    > Czy Ty wiesz na czym polega osiągnięcie 95% na poziomie rozszerzonym z jednego
    > przedmiotu?

    Ups, to trudniejsze niz studia?
    Mowimy o jednym przedmiocie? Skoro on ma zamiar studiowac tak trudny kierunek to jak sobie poradzi? Bedzie do nauki znacznie wiecej niz jeden przedmiot.

    > I czy Ty wiesz co może kupić sobie za dniówkę pracy w McDonaldzie tu i w Kanad
    > zie?

    Ale takie sa realia tam gdzke zyne i mlody czlkwiek musi o nich wiedziec. Pieniadze ktore zadabiaja jego rodzice tez maja mniejsza sile nabywcza.

    > I czy potrafisz wyciągnąć z tego wnioski, że to nie o pracę jako taką chodzi ty
    > lko o najlepsze rozwiązanie w KONKRETNEJ sytuacji?
    >
    Alez o prace w tym watku cbodzi. Nie rozumiesz tego co czytasz?
  • joa66 15.03.14, 08:42
    e 18 letni byku siedzi w domu robiac zero i tylko potencjalnie planujac cos od pazdziernika

    Uważamy, że młody byk niekoniecznie robi ZERO

    Uważamy, że matura jest w maju i o tym jest mowa - żeby pracował PO maturze

    To co opisałaś nie jest w porządku, tyle, że ta opisana historia powstała w Twojej głowie i nie o niej dyskutujemy.
  • najma78 15.03.14, 09:19
    joa66 napisała:


    > Uważamy, że młody byk niekoniecznie robi ZERO

    A co robi? Pozmywa naczynia, odkurzy i uczy sie do jednego przedmiotu. Wiele osob studiuje i pracuje i czesto jeszcze ma rodzine - dzieci.

    > Uważamy, że matura jest w maju i o tym jest mowa - żeby pracował PO maturze

    A dlczego nie moze pracowac i sie uczyc? Przeciez dzien ma ponad 12h.
  • joa66 15.03.14, 09:23
    A ile godzin Ty pracujesz?

    Dlaczego nie pracujesz więcej, żeby opłacić dzieciom szkołę prywatną , o której kiedyś pisałaś?
  • najma78 15.03.14, 09:40
    joa66 napisała:

    > A ile godzin Ty pracujesz?

    Wystarczajaco.

    > Dlaczego nie pracujesz więcej, żeby opłacić dzieciom szkołę prywatną , o której
    > kiedyś pisałaś?

    Nie pomylilo ci sie cos? Ja nie mialam zamiaru wysylac dzieci do szkol prywatnych. Nie ma i nie bylo takiej potrzeby.
  • joa66 15.03.14, 11:12
    Moja corka ma 11 lat i za kilka dni dowiemy sie do ktorej szkoly sie dostala. Na liste wpisalam 5 w tym 3 tylko dla dziewczat. Glownym kryterium byly wyniki szkol. Wszystkie szkoly sa bardzo dobre. Dwie z nich sa prywatne z ilus tam miejscami finasowanym przez miasto.

    forum.gazeta.pl/forum/w,567,149744599,149746602,Re_Przemoc_w_gimnazjach.html
  • najma78 15.03.14, 11:28
    joa66 napisała:

    > Moja corka ma 11 lat i za kilka dni dowiemy sie do ktorej szkoly sie dostala
    > . Na liste wpisalam 5 w tym 3 tylko dla dziewczat. Glownym kryterium byly wynik
    > i szkol. Wszystkie szkoly sa bardzo dobre. Dwie z nich sa prywatne z ilu
    > s tam miejscami finasowanym przez miasto.


    ???? No i? Szkoly te oferuja miejsca bezplatne a wybralam je bo za dobrymi szklami a nie dlatego ze sa prywatne. Tak jak wpisalam na liste szkle D a nie T choc obie sa panstaowe. Corka dostala sie do szkoly D ktora prywatna nie jest i byla pierwszym wyborem, drugim tez byla szkola panstwowa a dopiero trzecim byla szkola prywatna z miejscami publicznymi.
    o co ci wiec chodzi?
    > forum.gazeta.pl/forum/w,567,149744599,149746602,Re_Przemoc_w_gimnazjach.html
  • joa66 15.03.14, 11:34
    Nie twierdz więc, że nigdy nie myślałaś o prywatnych, bo nie widzisz potrzeby

    eot
  • najma78 15.03.14, 12:06
    joa66 napisała:

    > Nie twierdz więc, że nigdy nie myślałaś o prywatnych, bo nie widzisz potrzeby

    Nie, nie myslalam aby ja poslac do prywatnej szkoly, bo aplikowala o panstowe/publiczne miejsca. Jak zwykle nie widzisz roznicy, ale nie dziwi mnie to.
  • joa66 15.03.14, 12:13
    państwowe miejsca w szkole prywatnej -) Może gdybyś więcej pracowała, mogłabyś normalnie zapłacić zamiast starać się o te darmowe skoro szkoła Ci się podobaławink

    teraz już naprawdę eot, bo każdy może przeczytac co napisałaś.
  • najma78 15.03.14, 12:17
    joa66 napisała:

    > państwowe miejsca w szkole prywatnej -) Może gdybyś więcej pracowała, mo
    > głabyś normalnie zapłacić zamiast starać się o te darmowe skoro szkoła Ci się p
    > odobaławink
    >
    > teraz już naprawdę eot, bo każdy może przeczytac co napisałaś.
  • najma78 15.03.14, 12:30
    joa66 napisała:

    > państwowe miejsca w szkole prywatnej -) Może gdybyś więcej pracowała, mo
    > głabyś normalnie zapłacić zamiast starać się o te darmowe skoro szkoła Ci się p
    > odobaławink

    A dlaczego uznalas ze chcialabym za ta lub jakakolwiek inna szkole placic? Szkola z 90 miejscami byla na liscie szkol councilu, miala dobre wyniki wiec o nia zaaplikowalam tak jak o 4 inne ktore byly dostepne. Dodatkowo szkola nie byla pierwszym wyborem a trzecim wiec jakos specjalnie mi na niej nie zalezalo. Zalezalo mi na innej i do niej corka sie dostala i jest calkowicie publiczna. Nie imponuj mi wiec czegos co moim zamiarem nie bylo. Dodatkowo dlaczego zalozylas ze mnie nie stac? Bo nie chce za cos placic? Wyhamuj bo twoj tok myslenia nie dotyczy wszystkich. Poza tym co cie obchodzi ile ja pracuje? Jakie to ma znaczenie w tym watku? Ja studentka nie jestem.

    Ps na sytuacje finansowa nie narzekam.
  • triss_merigold6 15.03.14, 10:22
    Obecnie pracuję 8 godzin dziennie 5x w tygodniu. Obecnie. W czasie studiów pracowałam wiele razy znacznie więcej (w wymiarze czasowym). Potem przez parę lat miałam etat i fuchę weekendową + dziecko więc nie pitol o przeciążeniu nauką do poprawienia jednego przedmiotu w połączeniu z zarobieniem kilku stów.
  • joa66 15.03.14, 11:14
    W czasie studiów miałaś takie możliwości pracy jakich teraz młodzi ludzie nie mają.
    Dwadzieścia lat temu ja więcej brałam za lekcję angielskiego niż biorą ludzie teraz.

    Widzisz różnicę?
  • joa66 15.03.14, 11:16
    Czy ktoś w tym wątku twierdzi, że student nie powinien pracować z zasady?
  • najma78 15.03.14, 11:32
    joa66 napisała:

    > Czy ktoś w tym wątku twierdzi, że student nie powinien pracować z zasady?

    ty zdaje sie tak twierdzisz.
  • joa66 15.03.14, 11:35
    Zdaje się.

    a konkretnie?


    ech....
  • najma78 15.03.14, 12:15
    joa66 napisała:

    > Zdaje się.
    >
    > a konkretnie?
    >
    Konkretnie to przeczytaj swoje wypowiedzi.
  • joa66 15.03.14, 12:19
    Może najpierw Ty je przeczytaj zanim stwierdzisz, że jestem przeciwna pracy studentów z zasadywink

    btw - moje dziecko pracowało w liceumwink - to tak jeżeli chodzi o moje poglądy - też tutaj o tym pisałam
  • najma78 15.03.14, 11:30
    joa66 napisała:

    > W czasie studiów miałaś takie możliwości pracy jakich teraz młodzi ludzie nie m
    > ają.
    > Dwadzieścia lat temu ja więcej brałam za lekcję angielskiego niż biorą ludzie t
    > eraz.
    >
    > Widzisz różnicę?

    dzis ludzie po studiach tez maja gorszy start niz 20 lat temu. I co?
  • joa66 15.03.14, 11:38
    To, że w każdym wypadku należy wykonać rachunek zysków i strat.

  • najma78 15.03.14, 12:32
    joa66 napisała:

    > To, że w każdym wypadku należy wykonać rachunek zysków i strat.

    Nie martw sie, zapewne sie go wykonuje.
  • 0ldjoanna 15.03.14, 10:56
    Tak, ja też naprawdę tak uważam.
    --
    Kto ma, będzie miał dodane, aż będzie miał nadmiar; kto zaś nie ma, będzie miał odebrane nawet to, co ma
  • verdana 15.03.14, 13:24
    Nie do października. Do początku maja, czyli dwa miesiące. Po maturze powinien pracować, ale raczej nie ma szans, aby szukając pracy, a potem zaczynając pracować zdążył w tym czasie nauczyć się do matury, nie aby ja zdać, ale zdać bardzo dobrze. To jednak spora różnica - mówimy o daniu chłopakowi szansy, a nie o pozwoleniu mu na nic nie robienie.
    Ok, rozumiem, ze Twoje dzieci nie wytrzymałyby nawet 3 dni, zawdzięczając komukolwiek cokolwiek cokolwiek. Wolałyby wybrać gorsza przyszłość, aby tylko nie narazić rodziców na zbędne wydatki, bo pieniądze (niewielkie) sa w zasadzie ważniejsze dla rodziców od nich. Tylko ja nie wiem, czy to jest aż taka zaleta. I czy jest sie czym chwalić, ze dziecko w trudnej sytuacji wie, ze nie może na nikogo, poza sobą, liczyć. .
    --