Dodaj do ulubionych

Czy to sprawidliwe? Długie ..

26.03.14, 15:53
są dwie siostry:

1. Starsza siostra, ma męża, roczne dziecko. Mieszka w dużym mieście akademickim, w centrum, mieszkanie 3 pokojowe – (+ 1 mieszkanie na wynajem – ok. 600zł dochodu), 2 auta (oba powyżej 20tys. zł). Oboje pracują – ona ma ok. 7tys netto, on ma ok. 5tys netto. Ona wyższe wykształcenie – studiowała 7 lat za granicą.
2. Młodsza siostra, niezamężna, bezdzietna. Mieszka w domu rodziców. Zarabia na czarno ok. 500 zł/ mies. – na własne potrzeby. U rodziców ma wikt i opierunek i dach nad głową – niby za to utrzymuje dom (200mkw) w jako takiej czystości, robi zakupy, pranie, gotuje codziennie obiady. Nie może skończyć studiów, od ok. 5 lat w zawieszeniu (ponad 10lat „studiowania”wink. Bez pracy (ma tylko dorywcze, na czarno, niewielki dochód miesięczny). Niby choruje na depresje (niby, bo 2x była u psychiatry przepisał leki, ale średnio je brała). Ogólnie można z boku powiedzieć nieudacznik życiowy.

młodsza siostra twierdzi, że rodzice „dzieci” traktują ekonomicznie nierówno, tzn:
- starsza siostra dostała 95tys. Zł na wkład do mieszkania (oczywiście bezzwrotnie)
od 2 miescięcy dostaje (albo inaczej – dla wnuka) miesięcznie 500zł (na opłaty żłobkowe)
dostała 20 tys. Z okazji ślubu i każde urodziny wnuka/chrzest/ urodziny (3-4x w roku) to prezenty gotówkowe rzędu 1-2 tys.
(piszę dokładnie, bo tak wypomniała młodsza siostra)
- młodsza nic nie dostała – tzn. ma „zamrożone” na koncie rodziców pieniądze jeśli skończy studia, to wtedy może iść na swoje i dostanie też 100tys.
młodsza nie dostaje żadnych pieniędzy od rodziców- ma dach i jedzenie darmowe (niby za sprzątanie). Wszelkie zachcianki, tj ubranie, buty, imprezy, dojazdy na uczelnię opłaca ze swoich na czarno zarobionych. Młoda nie ma żadnych perspektyw na samodzielne życie.

jak to wygląda z boku? Czy młodsza ma prawo mieć pretensje, że starsza dostała zastrzyk gotówki i dostaje pieniądze (na wnuka)? Czy warunki stawiane przez rodziców i traktowanie córek jest sprawiedliwe? Czy rodzice powinni postawić kolejne ultimatum młodszej i wyrzucając ją z domu zachęcić do samodzielności? Czy młodszej „praca” w domu jakoś się równoważy za karmienie i dach nad głową? Czy starsza jest wredna, bo uważa, że obie są sprawiedliwie traktowane?
co na to ematka?
Edytor zaawansowany
  • saszanasza 26.03.14, 15:58
    Mnie to zajeżdża spamem. Zbyt podobna sytuacja do tego wątku:
    forum.gazeta.pl/forum/w,567,150270258,150270258,Siostra_przez_3_lata_wydala_100_000_zl_na_ubrania.html
    --
    http://i62.tinypic.com/oiu22t.jpg
  • lauren6 26.03.14, 17:14
    Moim zdaniem to troll.
  • hakeldama 26.03.14, 18:01
    Pudło, sasza. Ten wątek założyłam ja jestem starsza, usamodzielniona póki co bezdzietna i pracuję. W moim wątku młodsza ma 30 lat i jest od 10 lat studentką na garnuszku rodziców
  • raczek47 26.03.14, 20:28
    Hakeldama wybacz, ale to faktycznie baaaardzo podobna sytuacja.tak samo pomyślałam, jak przeczytałam ten wątek,ze ty i autorka tego wątku to te same osoby.Syt.prawie identyczna.
    --
    Człowiek chętnie traci wzrok i słuch i nazywa to spokojem.
  • agata_abbott 26.03.14, 15:59
    Moim zdaniem rodzice traktują swoje córki w miarę sprawiedliwie.

    Chociaż jeżeli młodsza nie ma szans na skończenie studiów, to powinni zastanowić się, kiedy i w jakiej formie jej tej pomocy finansowej udzielić. Chociaż moim zdaniem jeśli nie ma szans na wzięcie kredytu i kupienie mieszkania, to nie ma sensu - co innego włożenie 100 tys. jako wkład w zakup mieszkania, a co innego sprezentowanie 100 tys. w gotówce, które zostanie przep**ona na głupotysmile
  • guderianka 26.03.14, 16:00
    ... w takich chwilach cieszę się, że jestem jedynaczką.. tongue_out
    --
    ZSzM

    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • aguar 26.03.14, 16:10
    Nie traktują sprawiedliwie młodszej! Starsza zarabia 7000 netto i jeszcze jej dają 500 zł na żłobek i jakieś prezenty po 1-2 tys.??!! Skoro młodsza zarabia tylko 500 zł/mies. to raczej jej powinni dać to drugie 500. "Kopciuszka" z niej zrobili, nic dziwnego, że ma depresję. Bardziej niż leków pewnie potrzebuje wsparcia rodziny.
  • priszczilla 26.03.14, 16:19
    Prezenty po 1-2 tys. są dla ich wnuka, podobnie żłobek. Majątek i zarobki starszej siostry nie mają nic do rzeczy.

    Młodsza sama z siebie zrobiła Kopciuszka. Ewidentnie ma jakieś problemy, ale 500 zł miesięcznie kieszonkowego ich nie rozwiąże.
  • beverlyja90210 26.03.14, 16:20
    Nie wiem kogo lepiej bo sie w polowie pogubilam co kto dostal i za co.Dla mnie to jakas paranoja rodzice daja kase swoim doroslym zdrowym dzieciom jednej bo im w domu sprzata drugiej dla dziecka na urodziny kilka tysiecy oplaty za zlobek czy przedszkole jakas porabana sytuacja,pozniej chodzi po ulicach stado niepotrafiacych sobie z zyciem poradzic nieudacznikow.30 latkowie uzaleznieni finansowo od rodzicow w jakikolwiek sposob to nieporozumienie.Pozniej keszcze wyliczaja kto ile powinien dostac dostac to powinny panny kopa w cztery litery.
  • 5justi 26.03.14, 19:29
    big_grin big_grin big_grin
    doskonale to ujęłaś
  • anusia_magda 27.03.14, 11:43
    zgadzam się , o co chodzi ze rodzice niańczą dzieci przez całe życie, w moim otoczeniu jesteśmy praktycznie jedyni gdzie zyjemy ze swojego i na swoim a reszta bez rodziców by zginęła...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22nvcqgup40hae6.png

    "codziennie mnie zachwyca Twoje maleńkie życie"
  • daga_j 26.03.14, 16:17
    Myślę, że młodsza nie powinna mieć pretensji o te 100tys. zł, bo przecież czekają na nią, a gdyby je teraz ot tak dostała to na co niby? Starsza dostała na mieszkanie, super, miły gest, młodsza też dostanie jak jakaś życiowa potrzeba się znajdzie, tak mniemam, a zapewnione ma, także nie powinna się czepiać.
    Młodsza dopóki mieszka przy rodzicach i to na ich koszt to nie powinna nawet wymawiać się, że "w zamian za to sprząta im" - po prostu prowadzą wspólnie to gospodarstwo domowe, nie usamodzielniła się jeszcze ,to żyje z rodzicami ale i ma w domu obowiązki domowe, normalne.
    Nienormalne jest to, że nie ma parcia na usamodzielnienie się, ukończenie studiów, znalezienie pracy, myślenie o rodzinie, no samo nie przyjdzie, a skoro jest już dorosła jakiś czas toi powinna jakieś plany na swoje życie mieć. No taka niezaradna jest aktualnie i nie wiem co poradzić jej rodzicom by ją uaktywnili, no nie wiem.
    Do tego punktu jest sprawiedliwie, choć uważam, że bez sensu, że dziadkowie dają na wnuka 500zł mies. na żłobek gdy jego rodzice dobrze zarabiają. I czemu te prezenty urodzinowe takie drogie, wysoka poprzeczka smile Już chyba lepiej na jakiś fundusz dla wnuka wpłacać, niż ten żłobek fundować, tak sobie myślę.
    Każda z tych sióstr ma inne życie więc nie da się porównać czy rodzice traktują je sprawiedliwie, mi się wydaje że tak, bo pieniądze dla młodszej czekają, też dostanie, tylko kiedy? - no jak będzie potrzeba i widoki, że to na "coś" pójdzie sensownego, a nie... na ciuchy wink
  • afro.ninja 26.03.14, 16:26
    Starsza zarabua z mezem porządną kase i jeszcze dostaje od rodzicow na zlobek???
    Troche przypał...
  • claudel6 26.03.14, 16:27
    zarabiają 12 tys. netto i rodzice dają im na żlobek? czy ja dobrze przeczytałam???
    prezenty rzędu 1-2 tys. dla dziecka to bardzo dużo (ZA dużo), ale mozna powiedzieć, ze to prezenty, ale opłacanie żlobka dziecka to jakieś nieporozumienie. rozumiem, jak im by było cięzko, ale przy 12 tys. i dodatkowych dochodach z wynajmu chyba nie mogą narzekać??
  • aqua48 26.03.14, 16:29
    Młodszą wysłać za granicę, niech tam pracuje, uczy się języka ewentualnie szlifuje go i usamodzielnia się. Przy rodzicach i sprzątaniu rodzinnego domu nigdy nie wyjdzie z dołka niesamodzielności..
  • rosapulchra-0 27.03.14, 18:23
    Dobry pomysł, ale młodsza musi najpierw tego chcieć, a póki co, widać, że całkiem nieźle się ułożyła w tej rzeczywistości.
    --
    A co się okazało jesteś najprawdziwsza z super córkami i mężem.O niebo lepiej wyglądasz niż myślałam(po twoich opisach) jesteś wysoka ,szczupła i fakt w mini chodzisz... by kkalipso
    anielska.blog.pl/
  • karla.on 26.03.14, 16:44
    kto starszej sponsorowal studia zagranica?
  • psiamama6 26.03.14, 16:45
    Dla mnie to totalna abstrakcja, ale skoro rodziców stać to mogą robić z pieniędzmi co chcą. Uważam, że podstawowym błędem jest utrzymywanie pasożyta w postaci młodszej siostry. Jest zdrowa ,więc nic nie stoi na przeszkodzie aby w końcu skończyła studia i wzięła się do roboty. Rozumiem problem w postaci depresji, ale na to są skuteczne leki. Ja bym wyrzuciła 30 letnią pannę za drzwi, a po ukończeniu studiów dałabym te obiecane 100.000 zł
  • ichi51e 26.03.14, 21:25
    Nie pasozyta a sprzataczki 24h/ 7dni w tygodniu za 500zeta plus wikt i opierunek. Daj moze siostrze namiar na mnie - ja niance na 1/4 etatunwiecej place - nawet moze u mnie 700 dostawac z mieszkaniem.
  • cherry.coke 26.03.14, 16:55
    Obdarowywanie dzieci z reguly odbywa sie wedlug jednej z dwoch zasad:
    - "po rowno" (wtedy mlodsza corka jest pokrzywdzona)
    - "temu ktoremu sie gorzej powodzi wiecej" (wtedy rowniez mlodsza corka powinna dostawac wiecej, a nie mniej).

    Tutaj rodzina obdarowuje na zasadzie "bogatemu bedzie dodane, a biedny musi to co dostaje odpracowac". Nic dziwnego, ze mlodsza czuje sie pokrzywdzona.

    Powinni przestac w ogole doplacac do obu corek. Kase zostawic im w spadku i tyle. Ewentualnie oplacic wczesniej mlodszej studia za granica (rozumiem, ze oplacili starszej).
  • helufpi 26.03.14, 18:00
    > Obdarowywanie dzieci z reguly odbywa sie wedlug jednej z dwoch zasad:
    > - "po rowno" (wtedy mlodsza corka jest pokrzywdzona)
    > - "temu ktoremu sie gorzej powodzi wiecej"
    A ja zauważyłam, że często odbywa się według zasady "temu, od kogo spodziewamy się opieki na starość - mniej".
  • cherry.coke 26.03.14, 18:03
    helufpi napisał(a):

    > A ja zauważyłam, że często odbywa się według zasady "temu, od kogo spodziewamy
    > się opieki na starość - mniej".

    No to jesli oczekuja od mlodszej jeszcze opieki, to juz ma kompletnie przerabane...
  • naplaze 26.03.14, 17:46
    Nie wiem, co na to ematka, ale mam podejrzenia, że córki od wielu, wielu lat mogły być traktowane nierówno, tzn. starsza mogła być faworyzowana (finansowo, uczuciowo itd.), co się ostatecznie przełożyło na sukces jednej i porażkę drugiej.

    Jeśli rodzice wyrzucą młodszą ("żeby się usamodzielniła") z wielkim prawdopodobieństwem doprowadzą ją do totalnej klęski życiowej. Sprzątanie i gotowanie w zamian za dach na głową i to żarcie, które zje - to wydaje się być uczciwy deal, ale z drugiej strony to nie pomaga w skończeniu studiów (no bo musi ten obiad na piętnastą ugotować, tzn. że nie może siedzieć w bibliotece do dwudziestej, jest nie tylko studentką, ale przede wszystkim pomocą domową - i nie może z tej funkcji zrezygnować, bo straci dach nad głową).

    Dawanie sporych kwot "na wnuka" (z zastrzeżeniem: ty też dostaniesz, jak będziesz mieć dzieci) również rodzi poczucie niesprawiedliwości, bo przecież ona może nigdy nie mieć dzieci, i w ogóle: starsza póki co spija śmietankę za prowadzenie prawidłowego, normatywnego życia (ślub, dziecko - i "nagrody" z tego tytułu), młodsza pada ofiarą rygoryzmu (nieskończone w terminie studia, brak porządnej pracy i porządnej pensji sprowadza ją do roli pomocy domowej).

    W tej rodzinie musiało coś nie grać, i to od dawna.

    Na marginesie: coraz częściej słyszę o ludziach studiujących po 10 lat (nie tylko tu, na ematce), i to właśnie nie o typowych leserach, co imprezują, zamiast się uczyć, ale o ludziach, wobec których rodzice wykazali się rygoryzmem i konsekwencją, co (w obliczu kryzysu ekonomicznego, bezrobocia etc.) doprowadziło do tego, do czego doprowadziło.
  • cherry.coke 26.03.14, 18:02
    naplaze napisał:

    > Dawanie sporych kwot "na wnuka" (z zastrzeżeniem: ty też dostaniesz, jak będzie
    > sz mieć dzieci) również rodzi poczucie niesprawiedliwości, bo przecież ona może
    > nigdy nie mieć dzieci, i w ogóle: starsza póki co spija śmietankę za prowadzen
    > ie prawidłowego, normatywnego życia (ślub, dziecko - i "nagrody" z tego tytułu)

    > , młodsza pada ofiarą rygoryzmu (nieskończone w terminie studia, brak porządnej
    > pracy i porządnej pensji sprowadza ją do roli pomocy domowej).

    Tez to zwrocilo moja uwage. Jesli mlodsza nie zaliczy obowiazkowych punktow programu (np. nie wyjdzie za maz, nie kupi nieruchomosci) nie dostanie marchewki.
  • psiamama6 26.03.14, 18:14
    Przecież jest napisane, że musi tylko skończyć studia żeby otrzymać pieniądze (o dzieciach, czy znalezieniu męża nic tam nie ma). Jak dla mnie to obydwie miały równy start w życiu, tylko starsza zdobyła wykształcenie i poszła do pracy ,a młodsza postanowiła przedłużyć sobie okres nastoletni. Błąd popełniają rodzice, którzy nie odcinają jej od pępowiny. Dziewczyna nie musi się starać, bo jedzenie ma zapewnione a 500 zł może wydać na fajki. Dajcie spokój, was utrzymują rodzice po ukończeniu trzydziestki? Nie sądzę.
  • konwalka 26.03.14, 18:17
    jesli jest dwoje czy iles dzieci i któres czuje ze jest traktowane gorzej/niesprawiedliwie, to zazwyczaj cos jest na rzeczy
    --
    Zerwania relacji z Rosją najbardziej obawiają się Amerykanie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
    ====================
    www.polish-centre.org
  • cherry.coke 26.03.14, 18:23
    Za slub tez dostala smile i pytanie, kto oplacil tych 7 lat studiow za granica?
  • helufpi 26.03.14, 18:32
    Przeczytaj dobrze cennik, za studia jest 100000, za męża 20000, a za dziecko 500 miesięcznie plus premie. Ale jak masz depresję - twój pech, nie przypilnują nawet, żebyś brała leki.
  • a1ma 26.03.14, 19:06
    Niech dadzą młodszej tę stówkę, pewnie pępowina zerwie się sama.
    Tylko kto im będzie wtedy sprzątał i gotował?? Bo gosposia weźmie więcej niż 500.

    --
    chez alma
  • bri 26.03.14, 18:25
    Moim zdaniem zazwyczaj jest tak, że faworyzowane dziecko (dostające więcej wsparcia i bardziej pobłażliwie przez rodziców traktowane) ma znacznie większe trudności z usamodzielnieniem. Znam kilkanaście przykładów na to zjawisko.
  • fomica 26.03.14, 18:20
    Jak mnie wpieniaja takie płaksiwe, niesamodzielne mimozy, niczego same nie zdobędą a tylko węszą czy ktos nie ma lepiej.
    Niech młodsza skończy studia, pójdzie na swoje, założy rodzinę, urodzi dzieci, ktoś jej broni? a wtedy na bank rodzice dorzuca jej to samo co starszej. Może rodzice czarno na białym widzą że starsza ogarnięta, pracująca, samodzielna, że majątek pomnaża a nie tylko konsumuje, a młodszej szkoda cos dawac bo jest nieodpowiedzialna i straci. Prawie zawsze rodzeństwo ma jednakowe perspektywy i start - a reszta to już wypadkowa dalszych wyborów (np. studiów), odwagi (np. wyjazd), odporności psychicznej, ambicji. Najłatwiej miec do kogoś żale o to że lepiej sobie ułożył życie.
  • naplaze 26.03.14, 18:51
    Prawie zawsze rodzeństwo ma jednakowe perspektywy i sta
    > rt

    No właśnie im jestem starsza, tym częściej widzę, że nie, co więcej - tym częściej widzę przykłady rażąco niesprawiedliwego traktowania rodzeństwa, które burzą moja młodzieńczą, idealistyczną wizję (z grubsza) sprawiedliwego świata.
  • fomica 26.03.14, 19:11
    A ja będe się upierać że właśnie tak. Rodzice swoje dzieci po równo karmią, ubierają, posyłają do szkoły, utrzymuja do zakończenia edukacji. W wieku 30 lat juz każdy jest ukształtowany i musi sie nauczyć podejmowac własne decyzje z określonymi konsekwencjami.
    Nawiasem mówiąc ja mam takie obserwacje, że jeśli w rodzinie sa złe relacje i jakieś niedopowiedzenia to na ogół każde dziecko czuje się najbardziej pokrzywdzone, z różnych przyczyn.
    Nawet w tym przykładzie starsza moglaby się czuć "pokrzywdzona" bo jednak zacisnęła zęby i skończyła szkołe (młodsza nie musi), pracuje i zarabia na własne utrzymanie (młodsza tylko dorabia, przy rodzicach zawsze ma co jeść), ma rodzine, obowiązki, pewnie mniej czasu wolnego (młodsza żyje swobodna jak ptak). Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
  • naplaze 26.03.14, 19:59
    > A ja będe się upierać że właśnie tak. Rodzice swoje dzieci po równo karmią, ubi
    > erają, posyłają do szkoły, utrzymuja do zakończenia edukacji.

    Naprawdę nie widziałaś rodziny, gdzie "jogurty są tylko dla Piotrusia, bo on musi się zdrowo odżywiać, bo jest taki chorowity", czy takiej, gdzie "Kasia dostaje lekcje angielskiego, bo jest dyslektykiem i jest jej ciężko, a ty jesteś zdolna, to jakby ci zależało, to byś się języka z MTV nauczyła"? Ja nie mówię, ze to jest norma, ale to się zdarza.
  • fomica 26.03.14, 20:10
    Szczerze - nigdy nie widziałam. Sprawiedliwie to nie zawsze znaczy "wszystko po równo od linijki", bo dzieci maja różne predyspozycje i potrzeby. Może Piotrus zjada więcej jogurcików, ale za to rzadziej dostaje nowe ubrania, bo nie potrzebuje. Albo Kasia chodzi na lekcje angielskiego a za to jej siostra uwielbia książki i rodzice na to nie żałują.
    W znajomej rodzinie trzech synów miało zapewnione (zgodnie z zainteresowaniami) dodatkowe zajęcia: najstarszy taekwondo, średni zajęcia plastyczne i snycerskie, najmłodszy taniec towarzyski. Pierwsze kosztowało średnio, drugie niewiele - symboliczna złotowka w szkole plastycznej, trzecie - ze strojami i wyjazdami - majątek.
    Czy to znaczy że syn nr 2 był skrzywdzony bo jego hobby kosztowało rodziców mniej niż nr 3? No chyba nie.
  • naplaze 26.03.14, 20:21
    Sprawiedliwie to nie zawsze znaczy "wszystko po
    > równo od linijki", bo dzieci maja różne predyspozycje i potrzeby. Może Piotrus
    > zjada więcej jogurcików, ale za to rzadziej dostaje nowe ubrania,

    Nie, no, nie bądźmy naiwne, nie chodzi o zróżnicowanie wydatków w zależności od potrzeb, ja piszę o regularnej dyskryminacji dziecka/dzieci, często z resztą w imię filozofii "sprawiedliwie nie znaczy po równo" (sic!). Dokładnie tak samo, jak odbywa się wychowanie "ustąp, jesteś starsza".
  • fomica 26.03.14, 20:23
    Powtórzę - nie, nigdy nie widziałam takiego prześladowania i dyskryminacji w rodzinie. Różnicowanie zawsze wynika z tego że dzieci po prostu się różnią.
  • cherry.coke 26.03.14, 20:40
    Ja widzialam. Ale to nie przesladowanie, przeciez ci rodzice uwazaja, ze robia wszystko dla dobra dzieci. Tylko potem jest katastrofa, jak "naukowiec" zostaje hydraulikiem, "opiekunka" emigruje, a "niezgula" ma zal do rodzicow o wieloletnie upupianie.
  • cherry.coke 26.03.14, 20:22
    Wydawanie kasy to pikus, gorsze jest ometkowanie dzieci "to zrobi kariere, to jest niezgula, to bedzie naukowcem, to bedzie rodzinne, to sie nami zajmie na starosc" i ustawianie im zycia pod tym katem.
  • bri 26.03.14, 20:30
    Ja widziałam masę takich rodzin, ale zazwyczaj właśnie taki Piotruś i taka Kasia trzymają się maminej spódnicy znacznie dłużej niż to niefaworyzowane rodzeństwo.
  • lily-evans01 27.03.14, 13:14
    Akurat dyslektycznej Kasi bardzo ciężko byłoby nauczyć się angielskiego na lekcjach w szkole, i faktycznie szukałabym jej odpowiednio ukierunkowanego korepetytora. Jeśli nie byłoby mnie stać na angielski dla dwojga dzieci, to drugie - w normie - musiałoby ograniczyć się do tego, co w szkole. Bo ono ma szansę nauczyć się normalną metodą, a Kasia nie.
    --
    Answer still no, sir (The Last Sentence, oneinspats)
  • a1ma 26.03.14, 19:04
    Rodzice płacą za skończenie studiów i za urodzenie dziecka. Cóż, ich pieniądze, ich sprawa.
    Ale gdyby chcieli być sprawiedliwi, to daliby obu córkom podobną kwotę (wkład na mieszkanie) po osiągnęciu jakiegoś tam wieku (25 lat?), a potem podobne prezenty z okazji urodzin / imienin / świąt, etc.
    Nie jest fair, że podejmując decyzje życiowe nie po myśli rodziców młodsza córka jest odcinana od pieniędzy, jakby za karę. To jej sprawa, czy ukończy studia, wyjdzie za mąż i urodzi dzieci, rodzice w końcu mogliby się pogodzić z faktem, że mają dwie RÓŻNE córki.

    --
    chez alma
  • amandaas 26.03.14, 19:25
    A mi się wydaje, że to nie jest tak do końca, że młodsza córka nie podjęła życiowych decyzji zgodnie z widzimisię rodziców i dlatego ma figę z makiem. Chcę zauważyć, że młodsza córka nie podjęła ŻADNYCH życiowych decyzji. Bycie wiecznym studentem, a także no cóż- nierobem, jest generalnie społecznie niepochwalane. Nie tylko przez rodziców.
    Wydaje mi się, że gdyby córka oznajmiła, że chce być bezdzietną singielką, ale wyjeżdża na wolontariat karmić dzieci w afryce/oddaje się nauce i szuka leku na raka/ po prostu kończy studia, podejmuje normalną pracę i zaczyna żyć na własny rachunek rodzice na pewno rozdzielaliby pieniądze jednakowo. A tak, dorosła baba siedzi w domu i jęczy, więc nie wiem dlaczego KTOKOLWIEK ma ją sponsorować.

    Nie widzę też nic dziwnego w prezentach finansowych z okazji ślubu, dyplomu, chrztu.
  • klamkas 26.03.14, 20:09
    Na pewno nie dałabym niepracującemu dorosłemu dziecku 100 000 ot tak. Niby po co? Żeby nie musiała pracować kolejne X lat?
  • fomica 26.03.14, 19:34
    Wspierać młodszą jak długo? Rok, dwa, dwadzieścia? Skoro studiowała 10 lat to obstawiam że ma najmniej 30 lat. A jak rodzice sie zestarzeją to kto ja wtedy będzie wspierać?
    Gdyby nawet dostała te obiecane 100 tys. to co z nimi zrobi? Wynajmie mieszkanie na dwa lata az stówa się kiedyś skończy i wtedy wróci do rodziców?
    Jej rodzice maja niezły zgryz, szczerze im współczuję.
  • shumi-mi-las 26.03.14, 19:36
    Tak, wg mnie sprawiedliwe
  • jak_matrioszka 26.03.14, 19:54
    Moim zdaniem rodzice jak dotad nie dali powodu do ocenienia ich postepowania jako faworyzujace jedno z dzieci. Uwazam ze postepuja (poki co) sprawiedliwie.
    Wyobrazcie sobie sytuacje kiedy macie dwoje dzieci i miedzy nimi jest 10 lat roznicy wieku. Starsze dziecko konczy 18 lat, na urodziny dostaje wycieczke do Australii albo auto (stac Was). Czy uwazacie ze 8-latek tez powinien dostac rownowartosc prezentu w tym momencie, zeby bylo sprawiedliwie? Kilka lat pozniej starsze dziecko zawiera zwiazek malzenski, dostaje wiec prezent slubny, czy 15-latkowi tez dacie rownowartosc prezentu w gotowce, bo inaczej nie bedzie sprawiedliwie? Wiele lat pozniej starsze dziecko ma jedno swoje dziecko, a mlodsze dorobilo sie trojaczkow juz w pierwszym rzucie: czy obdarowujecie wnuki metoda X zlotych na pokolenie, czy X zlotych na sztuke (tzn trojaczki dostana np. 100zl do podzialu, a jedynak 100zl tylko dla siebie)?
    To ile starsza i mlodsza siostra zarabiaja na wlasna reke nie powinno miec wplywu na wysokosc prezentow ze strony rodzicow. Nie ma tez sensu wypominanie starszej ze dostaje wiecej bo urodzila wnuka, a mlodsza jest przez to jakoby stratna i "karana" za nierozmnozenie sie. Takim samym kosmosem jest dla mnie stwierdzenie, ze mlodsza jest "karana" za bycie singlem (bo prezentu slubnego jeszcze nie dostala).
  • cherry.coke 26.03.14, 20:04
    Tylko wtedy wystepuje wlasnie "dodawanie bogatemu" - cos osiagasz z klasycznej listy, dostajesz wiecej. Nie osiagasz, nie dostajesz nic (bo utrzymanie mlodsza odpracowuje).
    Jest to metoda na marchewke, ktora nagradza dzieci dopiero za osiagniecia.
  • jak_matrioszka 26.03.14, 20:31
    To co, w imie sprawiedliwosci rodzice powinni wystawic za drzwi wszystkie dzieci w momencie kiedy najstarsze ukonczy 18 lat i postanowi sie usamodzielnic i wszystkim dawac po rowno kasy?
    A moze sprawiedliwie byloby gdyby rodzice dawali mlodszej tyle ile starsza zarabia, zeby obie mialy rowno?
    Kiedy starsza mieszkala z rodzicami to pewnie tez "odpracowywala" pomagajac przy sprzataniu czy innymi pracami domowymi, a mlodsza byla wtedy przedszkolakiem i nie musiala gotowac obadow - czy to sprawiedliwe?
    Jezeli jedno dziecko ma wade zgryzu i dostaje aparat na zeby (nie refundowny przez NFZ), to drugie ma podstawe do oskarzania rodzicow o niesprawiedliwe traktowanie, bo ma proste zeby i bez tego?

    Sprawiedliwosc rodzicielska nie oznacza ze kazdemu dziecku daje sie dokaldnie to samo w tym samym dniu, ale ze od kazdego dziecka wymaga sie i kazdemu dziecku pomaga sie w rownym stopniu na tym samym etapie zyciowym.
  • a1ma 26.03.14, 20:58
    > Sprawiedliwosc rodzicielska nie oznacza ze kazdemu dziecku daje sie dokaldnie t
    > o samo w tym samym dniu, ale ze od kazdego dziecka wymaga sie i kazdemu dziecku
    > pomaga sie w rownym stopniu na tym samym etapie zyciowym.

    Dokładnie. Na tym samym etapie życiowym.
    Zakładam, że starsza córka otrzymała wkład na mieszkanie wcześniej, niż na 30-ste urodziny. Więc dlaczego młodsza nie dostaje tych "przeznaczonych dla niej" pieniędzy? Bo wtedy wyprowadziłaby się z domu i nie miałby kto rodziców oporządzać?

    --
    chez alma
  • cherry.coke 26.03.14, 21:00
    Musi zasluzyc, konczac studia.
  • fomica 26.03.14, 21:19
    A ciebie to dziwi, oburza, czy co? Całe życie wymaga kompromisów a w przypadku osób niesamodzielnych, niezaradnych, zdanych na pomoc innych, te kompromisy są wybitnie nieuniknione, wręcz oczywiste. Żeby sobie móc życ "po swojemu", unieść sie honorem, o nic sie nie starać, miec wszystko gdzieś, trzeba mieć niezależność, własne środki, siłę, dystans. Podejście typu "będe żyć jak chce, nie zamierzam na nic zasługiwać, a wy dawajcie kasę bez gadania" to taka dziecinada że szkoda gadać.
    Jeśli córce nie pasują normy i wartości nagradzane przez jej rodziców - w czym problem, zawsze można zyc po swojemu. Tylko w takim przypadku oznacza to również "za swoje".
  • ichi51e 26.03.14, 21:51
    Z tym ze rodzice trzymajac jej marchew nad glowa i fundujac zycie za robote (ma poprowadzic dom i skonczyc studia bedac w depresji??) tak naprawde robia jej krzywde. Moze ona sie do studiow nie nadaje? Niech pojdzie do pracy - ale w sumie po co jak wszystko ma (choc faktycznie nic nie ma) jest w sytuacji wyuczonej bezradnosci dzieki rodzicom. Jak bezrobotny na zasilku - zle zle. Ale w sumie nic nie trzeba wiec po co sie wysilac. Tylko ze dla kazdego czlowieka taka sytuacja (bycia na czyjejs lasce) na dluzsza mete jest dobijajaca.
  • a1ma 26.03.14, 21:20
    Czyli jednak jest cennik.
    Ciekawe, czy za żywourodzone córki i za synów płacą tak samo, czy może za syna będzie więcej.

    --
    chez alma
  • cherry.coke 26.03.14, 21:21
    A za rozwod bedzie oddawac czy odpracowywac? smile
  • jak_matrioszka 26.03.14, 21:10
    W watku zalozycielskim nie ma nic o tym ze mlodsza siostra chce sie wyprowadzic i rozpoczac zycie na wlasna reke, wprost przeciwnie, wynika z niego ze nie ma najmniejszych podstaw do przyjecia takiej sytuacji jako realnej. Ta osoba nie ma pracy ani dochodu, wiec wreczenie jej 100 000zl i wystawienie walizek za drzwi to dopiero bylaby kara (za nieudacznosc zyciowa). Dofinansownie 1-2tys. 3-4 razy do roku niczego nie zmienia, bo za 500zl/mies. plus te prezenty kilka razy do roku sie raczej nie utrzyma. Za to rodzice pewnie maja dosc pieniedzy zeby zamiast utrzymywac i sponsorowac dziecko, zatrudnic w to miejsce sprzataczke i stolowac sie na miescie (w dni kiedy smi nie chca gotowac). W to ze mlodsza corka utrzymuje dom w idealnej czystosci, wykonuje wszelkie potrzebne naprawy i w dodatu gotuje jak Gordon Ramsay czy Magda Gessler to ja nie wierze, wiec zakupienie tych uslug na wolnym rynku pewnie nie wyjdzie rodzicom drozej.
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:19
    Dokładnie.
    Danie jej do ręki 100 tysięcy gotówką spowoduje, że ją wyda beztrosko, do pracy panny nie zmobilizuje i za jakiś czas znów wróci pod rodzicielski dach.
  • cherry.coke 26.03.14, 21:19
    To moze rodzice powinni sie wraz z nia zastanowic, jak zainwestowac kwoty analogiczne do kwot dawanych starszej tak, zeby pomoc jej z motywacja, depresja i praca.
    Bo kuchtowanie ewidentnie jej w tym nie pomaga.
  • jak_matrioszka 26.03.14, 21:34
    Cherry, jak na razie nie ma podstaw do stwierdzenia ze rodzice nie odkladaja takich kwot na konto mlodszej. A co do udzielenia jej pomocy z motywacja, depresa i praca, to mamy za malo danych, zeby cokolwiek oceniac. Wiemy tylko ze mlodsza uwaza, ze powinna dostawac pieniadze od rodzicow za samo bycie ich corka, co jak dla mnie jest malo przekonywujacym argumentem. Moze rodzice juz przerobili model "dawnia" i sie nie sprawdzil, wiec zmienili taktyke?
  • cherry.coke 26.03.14, 21:37
    Alez wiemy, ze odkladaja. I ze nagrodza tylko zaliczanie programu, a problemy corki maja gdzies, pchajac jednoczesnie w "udana" druga.
  • jak_matrioszka 26.03.14, 21:49
    Uparlas sie na to "nagradzaja". Czy w ramach wyrownywania programu rodzice powinni dawac mlodszej kieszonkowe w wysokosci zarobkow starszej? Bo jak dotad "niesprawiedliwosc" oparta jest na tym ze starsza zarabia i ma, a mlodsza nie zarabia a rodzice jej nie daja gotowki (tylko dach nad glowa i wyzywienie, co przeciez jest ich obowiazkiem wzgledem pelnoletniego od dekady dziecka), a na dodatek zadaja wkladu w postaci pomocy we wspolnym gospodarstwie.
  • cherry.coke 26.03.14, 21:52
    Starsza zarabia, ale i dostaje gotowke.
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:55
    Z wyliczenia wynika, że dostaje prezenty pieniężne na dziecko i od 2 miesięcy po 500 zł na żłobek. Ja się absolutnie nie dziwię, że dziadkowie zwariowali na punkcie wnuka i chcieliby go posypać złotą kaszką. W kogo mają kasę ładować jak nie we wnuki?
  • cherry.coke 26.03.14, 21:58
    Hmm moze w wyciagniecie corki z wegetacji?
  • triss_merigold6 26.03.14, 22:11
    Ona wegetuje od 10 lat i nie rokuje.
  • jak_matrioszka 26.03.14, 22:05
    Owszem, starsza dostaje, ale wypominane jej jest ze dostaje mimo iz zarabia - jakby mlodszej zabronili zarabiac, wyjsc za maz, wyprowadzic sie czy miec dzieci.
    Druga sprawa to taka, ze rodzice podjeli decyzje iz chca dawac 500zl/mies. na wnuka: moga dawac w gotowce i nazywac doplata na zlobek, moga wplacac na konto oszczednosciowe zapisane na dziecko - daja ze swoich. Dopiero jak mlodsza bedzie miala wlasne dzieci i dziadkowie sie ich wypra, bedzie mozna powiedziec ze sa pod tym wzgledem niesprawiedliwi. Poki co rodzice daja ze swoich i moim zdaniem nie ma podstaw do stwierdzenia, ze dzieje sie to kosztem mlodszej corki.
  • klamkas 27.03.14, 09:07
    Dlaczego? Pewnie dlatego, że starsza oprócz darowanych jej 100 000 na wkład własny miała pozostałe pieniądze wystarczające na kupno mieszkania, a młodsza nie ma nic łącznie z pracą?

    Rodzice dając taką kwotę mogą mieć oczekiwania co do ich wydania i mają prawo dać je na konkretny cel, albo nie dać wcale - przecież jak dajesz dziecku kasę na spodnie, to oczekujesz, że kupi spodnie, a nie 10 kg cukierków, prawda? A spodnie nie kosztują 100 000...
  • nangaparbat3 26.03.14, 20:54
    Jak to wyglada z boku?
    Ano tak, ze siostra sobie nie radzi z zyciem w ogole, byc moze rzeczywiście ma depresję, gdzieś się zapetliła i tkwi w niszczacym ukladzie. Tobie pewnie zazdrosci meza, dziecka, niezależności, wolnosci od rodzicow. Sama nie umie tego wszystkiego zdobyć, dusi się, jest tą gorszą, nieudaną corką - stąd zlość, zawiść, i pewnie dużo bólu.
    Ty piszesz o niej:
    Niby choruje
    > na depresje (niby, bo 2x była u psychiatry przepisał leki, ale średnio je brał
    > a). Ogólnie można z boku powiedzieć nieudacznik życiowy.


    Zero empatii, zero proby zrozumienia, zero siostrzanej troski, ze juz o miłości nie wspomne.

    Ogólnie przygnębiajace.
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • andaba 26.03.14, 21:10
    Dla mnie nie jest sprawiedliwe ładowanie kasy w jedną córkę, która w dodatku jest swietnie sytuowana, a z drugiej robienie kopciuszka. Bo jak rozumiem nauka jej nie idzie, ma problem ze znalezieniem pracy, ale jednak nie lezy do góry brzuchem, utrzymuje w czystości dom, próbuje dorabiać. jezeli rodziców stac na dawanie bogatej córce to i tej nieporadnej powinni cos dac, choćby po to, żeby sobie ciucha kupiła (bo jak ma 500 na przejazdy, zachcianki, ubrania, materiały do nauki, to raczej jej sie nie przewraca w tyłku).

    Dawanie prezentów dziecku na poziomie żłobka w wyskokości tysiąca czy dwóch to dla mnie zupełna abstrakcja. Zwłaszcza, ze ma bogatych rodziców i pieniędzy na jeździk czy pampersy nie potrzebuje.
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:17
    Że nauka jej nie idzie powinna zauważyć najdalej po 3. roku studiów, po 10 latach to z lekka późnawo. Oczywiście, że ma problem ze znalezieniem pracy, biorąc pod uwagę, że jest coraz starsza, doświadczenie nikłe i właściwie nic nie umie konkretnego. Utrzymuje w czystości dom? Bez przesady, rodzice chyba meliny nie prowadzą i mieszkanie nie wymaga odgruzowywania codziennie.
    Pokrycie kosztów utrzymania to i tak b. dużo jak dla osoby, która jest mocno pełnoletnia, a od lat nie ma żadnego pomysłu co ze sobą zrobić
  • andaba 26.03.14, 21:25
    triss_merigold6 napisała:

    > Że nauka jej nie idzie powinna zauważyć najdalej po 3. roku studiów, po
    > 10 latach to z lekka późnawo.


    Może ona zauważyła, a rodzice nie?


    Mnie w sumie nie gorszy specjalnie siedząca w domu kobieta, jezeli sie zajmuje domem, a rodziców najwyraźniej stać na jej utrzymanie. Co innego, gdyby w domu była bieda, ale 200 m do sprzatania i prezenty dla starszej córki raczej o biedzie nie świadczą.

    A w ogóle to pan Bóg jedynie wie, jak tam naprawde wygląda, ale po opisie zdecydowanie stoję po stronie kopciuszka.
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:28
    Mnie gorszy dorosła zdrowa baba, która robi NIC. Autentycznie uważam to za marnotrawstwo. Żeby jeszcze miała dzieci, męża i gospodarstwo do obrobienia, ale samotna?
    Na czyj kark spadnie jej utrzymanie jak rodzicom się umrze?
  • cherry.coke 26.03.14, 21:30
    Nie nic, tylko studiuje, dorabia i oporzadza dom rodzicow. To siostra z drugiego watku tylko studiuje smile
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:32
    10 lat studiuje, nie żartujmy. Dorabianie jest kul u 18-20-latka, laska ma trzydziechę. Oporządza dom rodziców tj. przejedzie odkurzaczem i gary pozmywa czy poleruje codziennie srebrną zastawę rodową na 12 osób i ręcznie krochmali chusteczki do nosa?
  • cherry.coke 26.03.14, 21:35
    "utrzymuje dom (200mkw) w jako takiej czystości, robi zakupy, pranie, gotuje codziennie obiady. "
  • klamkas 27.03.14, 09:09
    To samo robi mnóstwo kobiet pracujących na etatach, do tego mają dzieci i godziwe zarobki, więc nie róbmy z "kopciuszka" jakiejś zapracowanej bohaterki.
  • andaba 26.03.14, 21:37
    Może mamusia ma bzika na punkcie czystości i każe jej polerowac parkiety?
    Ja miałam taka ciocię, wszystko musiało sie błyszczeć. mieszkanie 48 metrów, a wyświcowanie wszystkiego zajmowało mi dwie godziny dziennie. 200 metrów to jest 8 godzin.

    Niestety, znam takie wypadki, ze dorosła dziewczyna siedzi w domu i haruje jak dziki osioł za wikt i opierunek, a gospodarstwo rodzice przepisują na brata. I po przepisaniu dziewczyna nadal haruje, bo co ma zrobić, w Polskę nie ruszy, bo nie ma z czym. Ja wiem, ze co innego dom, co innego gospodarstwo, ale jednak...
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:43
    To mówisz sayonara (żegnam) i wypad. Co ma zrobić dorosła dziewczyna? Ano wyjechać, wynająć pokój na zadupiu dużego miasta i iść do pracy nawet za najniższą krajową i powoli się odkuwać. Wolność samostanowienia jest bezcenna.
  • andaba 26.03.14, 21:59
    Ano wyjec
    > hać, wynająć pokój na zadupiu dużego miasta i iść do pracy nawet za najniższą k
    > rajową i powoli się odkuwać. Wolność samostanowienia jest bezcenna.


    Najniższa krajowa - 1000 zł, wynajm mieszkania - minimum 600, gdzie jedzenie, bilet miesięczny, rajstopy, pasta do zębów?
    A jak nie znajdzie i za najniższa krajową?

    Znajoma szukała pracy w Krakowie, żaden tam nieudacznik po lo, panna z tytułem inzyniera - na zmywak jej nie chcieli, bo bez doświadczenia, woleli takie po zawodówce gastronomicznej, jedyni, którzy odpowiadali na zgłoszenie to telemarketing, zgodziła się nawet, za to okazało się, ze traktują tam dziewczyny poniżej wszelkiej krytyki - chamstwo, seksizm i mobbing. Potułała się 3 miesiące i wróciła pod skrzydła rodziców. Nawiasem mówiąc rodzice oboje raczej ustawieni, nie byli w do dziś w stanie znaleźć jej pracy, mimo że ma takie samo wykształcenie jak oni i teoretycznie powinni miec znajomości.

    Zwolnili kolegę i współpracownika mojego męża - za czorta roboty nie może znaleźć, a chec brać cokolwiek. Oczywiście fizyczną, o innej nie ma mowy. Ponad 30 lat doswiadczenia zawodowego.

    Bezrobocie jest, niestety...
    Największe szanse maja absolwenci zgłoszeni w UP, bo im częśiowo zarobki, czy ubezpieczenie pokrywa urząd, czy jakoś tak, więc ich pracodawcy najchetniej biorą.
  • nangaparbat3 26.03.14, 21:34
    jakie NIC??? Przeciez obrabia gospodarstwo rodziców. Dziwie sie tylko, ze sie na to godzi - chyba naprawde ma depresję.
    --
    Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:37
    A dlaczego miałaby się nie godzić, czasu ma w cholerę.

    Znaczy - powinna się nie godzić od dawna, tylko podjąć pracę, odpuścić studia, wyprowadzić i żyć jak dorosły człowiek.
  • nangaparbat3 26.03.14, 21:45
    a owszem - ale jest totalnie zablokowana (jesli jest prawdziwa)
    Wydaje mi się, że rodzice w tej rodzinie utrzymują kontrolę nad obiema corkami poslugujac sie kasą - po coz innego płaciliby na wnuka?
    Rodzina jest po .. ona, a ta dziewczyna to najslabsze ogniwo.
    --
    "Kość jest wystarczająco twarda, by zdewastować pocisk, który w nią wpada."
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:50
    Miała 10 lat na zerwanie pępowiny, widocznie jej wygodnie.
    Starsza z mężem mają tyle kasy, że bez tych 5 stów na żłobek i prezentów by się obeszli lekkim twistem.
  • nangaparbat3 26.03.14, 21:54
    wlasnie w tym rzecz, ze by sie obeszli, a rodzice im wpychają. Po co?
    --
    Matko jedyna, on to zrobił, ugasił olimpijski płomień nadziei rywali!!!!!!
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:58
    Bo oczadzieli na punkcie wnuka, proste. Mojej przyjaciółki teściowie, jak się urodził pierwszy wnuk, kupowali obłędnie drogie akcesoria, postawili na działce cały plac zabaw, dołożyli spore pieniądze do większego mieszkania, mimo że i przyjaciółka i jej mąż pracowali i przyzwoicie zarabiali.
  • cherry.coke 26.03.14, 22:00
    Moja ciotka tez oszalala na punkcie wnuczki od jednego syna... Troche nie starczylo na zainteresowanie dziecmi drugiego. Mieli prawo czuc sie z tym kiepsko?
  • triss_merigold6 26.03.14, 22:13
    Tak. Taki przykład mam w rodzinie koleżanki, ale chodzi o faworyzowanie młodszego syna i młodszego wnuka - tu pełen sponsoring przy którym te 500 zł za żłobek to drobiazg.
  • claudel6 28.03.14, 00:29
    opanuj się triss, moi rodzice tez oszaleli na punkcie wnuków, ale nikt mi żłobka ani przedszkola nie opłaca!
  • a1ma 26.03.14, 21:58
    triss_merigold6 napisała:

    > Miała 10 lat na zerwanie pępowiny, widocznie jej wygodnie.
    > Starsza z mężem mają tyle kasy, że bez tych 5 stów na żłobek i prezentów by się
    > obeszli lekkim twistem.

    Ma - bo dostała na start. Ktoś sfinansował jej studia zagranicą, dał wkład na mieszkanie, etc. Trochę łatwiej w ten sposób zaczynać, niż po prostu zapakować ciuchy w walizkę i wyjść z domu, nie sądzisz?

    --
    From 0 to bitch in less than 5 seconds!
  • triss_merigold6 26.03.14, 22:00
    A młodsza chciała studiować za granicą? Tego nie wiemy. Młodsza też na wkład mieszkaniowy ma, warunkiem było skończenie studiów. Starsza skończyła, podjęła pracę i dostała.
  • kropkacom 26.03.14, 22:17
    Nie każdy może lub powinien kończyć studia. To nie szkoła średnia. Rodzice powinni znać swoje dzieci, a nie stawiać z kosmosu warunki.
  • claudel6 28.03.14, 00:31
    ale po co jej te studia? w dzisiejszych czasach to mozna sobie studiami tyłek podeprzeć. lepiej by zrobili jakby zainwestowali w jej realne zainteresowania czy talenty, tak, zeby np. założyła jakiś mały własny biznes.
  • triss_merigold6 28.03.14, 08:44
    Studia, których nie może skończyć są jej doskonale po nic.
    Kwestię sensowności studiów powinna była przedyskutować z rodzicami w wieku 20 lat, czy nawet mając te 25 lat, a nie udawać że studiuje do 30-tki. Nic nie wiemy na temat realnych zainteresowań autorki, nie wiemy też czy i w jaki sposób rodzice (by) je wspierali.
    Wiesz, zwykle masz bardzo realistyczne podejście do rynku pracy, wierzysz, że własny mały biznes poprowadzi osoba do tego stopnia nieogarnięta? Przecież prowadzenie biznesu (cokolwiek to znaczy) nie kończy się z chwilą zarejestrowania działalności gospodarczej, a zlecenia nie spływają w magiczny sposób tylko wypada nad nimi popracować.
  • nangaparbat3 26.03.14, 21:32
    Ciekawe - moja babcia miała gosposię, ktora dom sprzatala (wlasnie koło 200 m), gotowała, prala - jednej dorosłej osobie. Gosposia u babci mieszkala, jadla, otrzymywala pensję, babcia opłacala jej tez ubezpieczalnie. Prowadzenie domu za dach nad głową i utrzymanie to jalmuzna.
    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:44
    Gosposia mogla w każdej chwili zmienić pracodawcę, prawda? Relacje służbowe panie miały, a nie rodzinne.
  • nangaparbat3 26.03.14, 21:24
    niby za to utrzymuje dom (200mkw) w jako takiej czystości, robi zakupy, pranie, gotuje codziennie obiady.

    Dałabym spokoj porównywaniu sióstr - natomiast rzeczywiście, to co robi mlodsza to normalne obowiazki sluzącej, ktora, jesli jest na stale, otrzymuje jeszcze pensje, zdaje mi sie. Tak to wyglada - na bezpłatną obsluge, no chyba ze rodzice też palcem kiwają i nie zrzucaja wszystkiego na nią. Niefajny uklad, paskudny, szczerze mowiąc, nie wiem, czemu dziewczyna nie umie sie wyplątać - czemu nie konczy studiow, nie wyprowadza się. jesli jest prawdą, że zajmuje sama się domem, gotuje, pierze - w zamian dostajac dach nad głową i utrzymanie - coż, wykorzystuja ją, jakos im to musi pasować, może mamusia nie lubi zajmować sie domem?
    Przypomniały mi sie "Przepiórki w płatkach roży".
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • psiamama6 26.03.14, 21:23
    Przygnębiające to musi być dla rodziców, że jedna z córek jest w wieku (co najmniej) 30 lat życiowym nieudacznikiem. A w to, że ona sprząta dom i gotuje to średnio wierzę. Nie rozumiem skąd w niektórych z Was tyle tolerancji dla 30 letnich pasożytów bez wykształcenia, zarabiających 500 zł miesięcznie i żerujących na rodzicach. Przecież oni tylko chcieli ,żeby ich córka skończyła studia.
  • nangaparbat3 26.03.14, 21:36
    skąd wiesz, czego oni chcieli i kto na kim żeruje?
    Zauwaz, ze sytuacje znasz wyłącznie z perspektywy starszej siostry, ewidentnie nieprzychylnie nastawionej do młodszej.
    ----------
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • nangaparbat3 26.03.14, 21:38
    I o jakiej "tolerancji" piszesz? Mnie tej dziewczyny okropnie szkoda, chyba bym sie pochlastala bedąc na jej miejscu, zastanawiam się, co tak strasznie ja blokuje, że nie jest w stanie sie z tego wydostać.
    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • psiamama6 26.03.14, 21:43
    Z perspektywy młodszej siostry znamy sytuację. To nic tylko zostać Twoim dzieckiem, masz tak miękkie serce.
  • nangaparbat3 26.03.14, 21:46
    Na szczęscie mam tylko jedna corkę tongue_out
    --
    Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
  • premeda 27.03.14, 08:39
    Co wy ludzie z tymi studiami, połowa g...o daje i tak ktoś przychodząc do pracy uczy się od podstaw jak firma działa, bo umiejętności żadne. Po drugie przez takich studiujących na siłę dobrych fachowców brakuje i się bujam od roku ze znalezieniem dobrej fryzjerki. W którymś wątku było o hydrauliku, elektryku, krawcowej dobrej też ze świecą szukać itd. itp. Za to jakbym wiedziała, że moi rodzice trzymają dla mnie 100 tys. za studia to też pewnie bym je 10 lat robiła. Depresję chyba lekarz stwierdza i raczej nie symulowała, bo inaczej mielibyśmy rzesze chorych lewych rencistów na depresje, a jakioś ich nie widzę. Upupili dziewczynę, rodzice mogą sobie mówić że nie, że to mobilizacja i takie tam ale ich postepowanie przeczy temu.
    --
    "Śmierć jest przejawem skrajnego niedoboru zdrowia" Beleth
  • claudel6 28.03.14, 00:26
    hmm.. taką relację siostrzaną jakby skądś już znamy...
    nie bez powodu triss staje po stronie tej męzatej i dzieciatej, co jej się powodzi i jeszcze kase dostaje wink
  • zawsze_lola 26.03.14, 21:23
    Dziękuję za wszystkie odpowiedzi - przeczytałam dokładnie i staram się popatrzeć na sytuację z każdej strony.
    jestem młodszą siostrą
    właśni w dyskusji z rodzicami usłyszałam, od ojca: "mam się odpie.r.dolić od tego ile oni dają na wnuka i że jak mi się nie podoba to mam pakować walizki. a 100tys. dostanę, jak będę chciała kupić mieszkanie - inaczej nie!"

    aż mi niedobrze..
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:26
    Słusznie Ci ojciec powiedział. Jesteś na tyle dorosła, że faktycznie, jak Ci się nie podoba, to możesz się wyprowadzić.
  • a1ma 26.03.14, 21:29
    No to bierz te 100 tys. i kupuj mieszkanie. Jak najszybciej!

    --
    From 0 to bitch in less than 5 seconds!
  • psiamama6 26.03.14, 21:33
    To chorujesz na tę depresję, czy niby chorujesz- jak napisałaś. Idź do psychiatry, dobierz odpowiednie leki i działaj bo życie Ci ucieka. Byłoby super ,gdyby rodzice traktowali was sprawiedliwie (wydaje mi się jednak że miałyście równy start), ale nie dziw się im że wolą pomagać tej córce ,która lepiej rokuje.
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:34
    Brutalnie to brzmi, ale faktycznie tak jest. Starsza wykorzystała kapitał jakim były studia, ma rodzinę, oboje pracują, mieszkanie z pomocą rodziców kupiła, pewnie będzie mieć więcej dzieci.
  • nangaparbat3 26.03.14, 21:53
    Dlaczego uważasz, ze miały rowny start?
    Własnie wczoraj przeczytalam, ze kazde dziecko rodzi sie w innej rodzinie - bo juz jest jedno dziecko, bo relacja miedzy rodzicami sie zmieniła - to madre spostrzeżenie.
    ta dziewczyna jest mlodszą siostrą siostry - moze czekali na meskiego następcę i srodze sie rozczarowali? na tyle, by ją pozbawić wiary w siebie, odwagi, nadziei?
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • psiamama6 26.03.14, 22:30
    Czyli generalnie uważasz, że rodzice zniszczyli młodszą córkę. Dziewczyna nie pisała nic na temat swojej przeszłości, rozchodzi się o tu i teraz. Nie ma mowy o tym, że rodzice faworyzowali siostrę od dziecka. Dla mnie punktem zapalnym są dwa zdania- mieszkam u rodziców i nie mogę skończyć studiów przez 10 lat mając trzydziestkę na karku, tym samym nie mam zawodu i żadnych perspektyw. Nie widzisz tego ,że jedna jest po prostu bardziej życiowa i nie chodzi mi tutaj o znalezienie męża i urodzenie dziecka. Oczywiście nie znam tych ludzi, ale są z tych którzy uważają że trzeba zapewnić dziecku w życiu start i dofinansowywać na nowej drodze życia (taka polska tradycja), ale uważam że dziewczyna musi pokazać, że jest dorosła.
  • cherry.coke 26.03.14, 21:33
    Zacznij lykac te tabletki, wez sie za nauke i wyprowadz jak najszybciej. Siostra jest faworytka, bywa, nie przewalczysz tego. Zajmij sie swoim zyciem i soba.
  • fomica 26.03.14, 21:34
    No ale to w końcu chcesz tę kasę już teraz czy jak? A gdybys dostała, teraz, dzisiaj, to co z nią zrobisz? Powaznie pytam, bo z opisu twojej sytuacji zawodowej i finansowej nie bardzo widze jak miałabys się utrzymać osobno, chyba że za pomoca przejadania tych oszczędności, ale one tez się kiedys skończą.
  • andaba 26.03.14, 21:40
    zawsze_lola napisała:

    > jestem młodszą siostrą


    Tego to się akurat można było domyslic po szczegółowym wyliczeniu dochodów starszej smile
  • naplaze 26.03.14, 21:54
    Lola, przepraszam, że tak z grubej rury, ale rodzice cię nie lubią i nie będą lubić. Najwyraźniej ograniczyli się do zapewnienia ci minimum tego, co muszą zapewnić, żeby mieć spokojne sumienie i móc uchodzić wśród rodziny i znajomych za ludzi prawych i sprawiedliwych. Jeśli ojciec mówi ci, że masz się odpie...ć od pieniędzy, które daje twojej siostrze, to nie licz na życzliwość z jego strony, a raczej na to że będzie tylko gorzej. Wyszarp ile się da i spie...j z tego domu jak najdalej.
  • cherry.coke 26.03.14, 21:57
    Dobrze gada naplaze. I moze sie okazac, ze dopiero wtedy odetchniesz, bo wyjdziesz z roli kopciuszka.
  • fomica 26.03.14, 22:25
    > Najwyraźniej ograniczyli się do zapewnienia ci minimum tego, co muszą zap
    > ewnić
    No litości, fundowanie dorosłej, 30-letniej osobie mieszkania, jedzenia, zapewnienie komfortu do nieskończenia szkoły, do niepracowania, pozwolenie na totalna niezaradnośc to twoim zdaniem "minimum"? big_grin A co jeszcze powinni jej dać? Prezent slubny, choc nie wyszla za mąz, opłaty za żlobek, chociaz nie ma dzieci, dawac "kieszonkowe" - 30-latce?? przekazać lekka ręka tę stówę, żeby wydała na nie wiadomo co (bo nie widac tu chęci i możliwości zakupu tego mieszkania)? Oddać jej dom na wyłączność, utrzymywac do śmierci?
    Gdyby ją po maturze wystawili za drzwi i pomachali na pożegnanie to by było minimum. Ta pani ciągnie z rodziców aż miło, aż dziwne że tyle lat to tolerują.
  • naplaze 26.03.14, 22:37
    Na mieszkanie i jedzenie ona pracuje oporządzając chałupę, niżej napisała, że rodzice przestali jej dawać jakiekolwiek pieniądze, gdy skończyła 26 lat, tzn. natychmiast, gdy tylko mogli przestać.

    > Gdyby ją po maturze wystawili za drzwi i pomachali na pożegnanie to by było min
    > imum. Ta pani ciągnie z rodziców aż miło, aż dziwne że tyle lat to tolerują.

    Jeśli studiuje dziennie - mają obowiązek utrzymywać ją na studiach. Nie muszą jej kochać, ale utrzymywać muszą, to jest minimum gwarantowane przez prawo, i oni najwyraźniej o tym dobrze wiedzieli.
  • fomica 26.03.14, 22:48
    > Na mieszkanie i jedzenie ona pracuje oporządzając chałupę,
    Kto ma niby sprzątać i oporządzać, jesli nie po prostu domownicy? Służba? To chyba oczywiste że skoro mieszka to i dba o dom, to akurat żadna zasługa. Każdy normalny, dorosły domownik oporządza mieszkanie w którym mieszka.
    I tak jest do przodu, i to sporo, że rodzice pozwalaja jej mieszkać za darmo, bo na tzw. wolnym rynku potrzebowałaby pewnie co najmniej z 500-1000 na wynajem czegokolwiek, nie mówiąc o jedzeniu, środkach czystości, opłatach itd. Ze swoich dorobionych 500 zł nie miałaby szans, więc mieszkając za darmo jest co miesiąc o te 500-1000 do przodu.
    niżej napisała, że r
    > odzice przestali jej dawać jakiekolwiek pieniądze, gdy skończyła 26 lat, tzn. n
    > atychmiast, gdy tylko mogli przestać.
    No sensacja, rodzice nie dają kieszonkowego 30-latce, powinna to zgłosić do rzecznika praw dziecka.
    > Jeśli studiuje dziennie - mają obowiązek utrzymywać ją na studiach.
    Do 26 roku życia. Pani dawno przekroczyła, teraz już nic nie musza, to tylko ich dobra wola.
    Nie muszą j
    > ej kochać, ale utrzymywać muszą, to jest minimum gwarantowane przez prawo, i on
    > i najwyraźniej o tym dobrze wiedzieli.
    Rozumiem że nadal mówisz o sytuacji "do 26 roku zycia, dopóki sie uczy"? A jakie obowiązki prawo nakłada na nich teraz?
  • a1ma 26.03.14, 23:03
    Obowiązek alimentacyjny nie wygasa z ukończeniem 26 roku życia. Trwa całe życie. Tylko ze dziewczyna musiałaby wykazać w sądzie, że jest niezdolna do samodzielnego utrzymania się, a z tym mógłby być "mały" problem.

    A dlaczego właściwie nie pójdziesz do normalnej pracy i nie usamodzielnisz się?

    --
    chez alma
  • mayaalex 26.03.14, 22:26
    1. Idz do psychologa/psychiatry, popros o tabletki i tym razem naprawde zazywaj je regularnie.
    2. Jestes w stanie zarobic 500PLN na czarno - czyli cos umiesz, ktos Cie zatrudnia. Zastanow sie, czy masz szanse zarabiac wiecej - tak, zeby moc sie wyprowadzic. Pomysl tez, ile rzeczywiscie czasu potrzebujesz na skonczenie studiow (jesli Di na nich zalezy i jesli dyplom pozwoli Ci naprawde znalezc lepiej platna prace, tak zebyc mogla jak najszybciej sie wyprowadzic). Nie wiem, gdzie mieszkasz i jakie masz mozliwosci znalezienia pracy/jakie sa ceny wynajmu. Twoim priorytetem - dla wlasnego zdrowia, spokoju i perspektyw na przyszlosc - musi byc teraz usamodzielnienie sie i wyprowadzka z domu. Chocby do pokoju w mieszkaniu studenckim. Jesli nie natychmiast to w najblizszej przyszlosci.
    3. Zeby dostac te 100000 na mieszkanie musisz miec zdolnosc kredytowa czyli w miare platna i legalna prace - zastanow sie, czy to mozliwe w najblizszym czasie. Jesli nie to wynajmij ale przede wszystkim sie wyprowadz. Prowadzac dom rodzicom nigdy nie bedziesz miala czasu na zarabianie albo studiowanie wiec nigdy sie z niego nie wyrwiesz. A przy takim podejsciu rodzicow do Ciebie moze sie jeszcze okazac, ze tych pieniedzy i tak nie dostaniesz bo zawsze znajdzie sie jakas wymowka.
    4. Zycze Ci duzo sil, odwagi i powodzenia - i pamietaj, gorzej nie bedzie a jak zaryzykujesz to mozesz zmienic swoje zycie na duuuuuzo lepsze.
  • triss_merigold6 26.03.14, 22:53
    Psycholog nie jest lekarzem, nie przepisze jej żadnych tabletek.
    Psychiatra tak, na NFZ bez skierowania. Pytanie czy panna jest ubezpieczona w ogóle, bo studenckie ubezpieczenie już jej nie przysługuje.
  • lily-evans01 27.03.14, 13:26
    Dziewczyno, Tobie te studia-srudia itp. w tej chwili są psu na budę.
    Niezależność ekonomiczną musisz osiągnąć.
    Cóż, tym postem wpuściłaś bombę w mrowisko, a nie tylko włożyłaś w nie kij wink.
    Naczytałaś się pewnie o sobie tego i tamtego - ale przynajmniej wiesz, jak jesteś postrzegana z boku.
    Marsz do lekarza, jeśli masz depresję, psychiatra jest na nfz.
    I szukaj, szukaj pracy. Dojdziesz do momentu, że stać Cię będzie na jakiś kredyt i będziesz mogła przypomnieć o tych stu tysiakach... I wyprowadzić się z domu...
    A ze studiowaniem już 10. rok daj sobie spokój.
    Naprawdę nie każdy musi mieć studia, żeby być samodzielny finansowo. To ostatnie jest o wiele, wiele ważniejsze niż mgr przed nazwiskiem.
    --
    Answer still no, sir (The Last Sentence, oneinspats)
  • zawsze_lola 26.03.14, 21:29
    i gwoli wyjaśnienia - nie, nie dostaję od rodziców 500zł, sama je zarabiam. nie dostaję od nich pieniędzy od skończenia (ustawowo) 26roku życia. za telefon płacę sama, wszelkie dojazdy, ubrania itp.
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:33
    Zdziwiona? Tak się zwykle dzieje jak człowiek jest dorosły.
  • kropkacom 26.03.14, 21:44
    Sprawiedliwie, niesprawiedliwie... Nigdy nie będzie po równo. Tylko czemu przy takim dochodzie bierze się jeszcze 500 złotych od rodziców na żłobek?
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:45
    A tak z ręką na sercu, czemu mają nie brać?
  • kropkacom 26.03.14, 21:49
    A czemu mają brać? Nie styka im finansowo? Czy taka zasada, ze babcia i dziadek płacą za żłobek? Ciekawa jestem tongue_out
  • triss_merigold6 26.03.14, 21:52
    Nic nie wiem o takiej zasadzie, ale skoro rodziców stac i dają, to czemu nie brać? Chyba, że za tymi prezentami idą jakieś konkretne i słabo akceptowalne warunki, które obdarowani muszą spełnić.
  • kropkacom 26.03.14, 21:55
    No ale prezenty to wynika z tekstu są oprócz tego żłobka. Skoro ta trzydziestka jest nieudacznikiem to to dobrze zarabiające małżeństwo ciągnące kasę od starych też tak średnio chyba.
  • klamkas 27.03.14, 09:20
    Wiesz, ja znam taki przypadek - rodzice zgodzili się na to, by dziadkowie płacili, bo dla dziadków to była żadna kwota, a byli przeszczęśliwi, że mogą inwestować we wnuka. Dziadkom przez to nie ubywało, rodzicom było wszystko jedno. Za to dziadkowie czuli się potrzebni i zadowoleni. I woleli wydawać kasę na dobre przedszkole niż na zabawki i gadżety dla dziecka (bo że będą ją wydawać, było pewne).
  • naplaze 26.03.14, 21:54
    Jak dają to bierz, jak biją to uciekaj.
  • kropkacom 26.03.14, 21:56
    No nie wiem. jakaś przyczyna tego płacenia za żłobek musi być. Chyba, ze jakaś zasada w stylu - pierwszemu wnykowi dziadkowie fundują karocę big_grin
  • kropkacom 26.03.14, 21:57
    Przepraszam za błędy.
  • triss_merigold6 26.03.14, 22:04
    Tak, pierwszy wnuk ma cudnie jeśli dziadkowie zaangażowani i zakochani.
    Wiesz, Kropka, mnie (nam) teściowa daje gotowe obiady, tak spokojnie te 3 dni w tygodniu mam z głowy gotowanie, a teściowa jeszcze cuduje dla dzieci. Stać mnie na jedzenie, naprawdę, ale jej to sprawia przyjemność, spełnia się, a ja nie jestem na tyle durna żeby w imię ambicji sobie życie utrudniać.
  • cherry.coke 26.03.14, 22:07
    Triss no to wyobraz sobie ze tesciowa pcha w was kase przy kazdej okazji, chociaz macie, a mlodszej szwagierce kaze odpracowywac za pokoj i jedzenie.
    Nie byloby ci lyso? Mnie by bylo.
  • triss_merigold6 26.03.14, 22:09
    Przypuszczam, że miałabym to centralnie. Bo na siebie tej kasy bym nie wydała tylko na dzieci, a totalnie nieogarnięta 30-latka nie byłaby dla mnie żadnym partnerem do niczego.
  • nangaparbat3 26.03.14, 22:12
    triss_merigold6 napisała:

    > totalnie nieogarnięta 30-latka nie byłaby dla mnie żadnym par
    > tnerem do niczego.
    cala triss big_grin big_grin big_grin

    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • triss_merigold6 26.03.14, 22:19
    No chyba nie dziwne? Ani samodzielności, ani jakiejkolwiek pracy, ani rodziny. Zeby chociaż robiła coś pożytecznego dla innych - wolontariat, praca w schronisku, zbiórki na studnie w Sudanie czy szpital dla kobiet w Zambii, a ta nie robi nic poza użalaniem się nad swoim losem.
  • cherry.coke 26.03.14, 22:21
    Nie nic, tylko studiuje, dorabia i zajmuje sie domem big_grin
  • triss_merigold6 26.03.14, 22:29
    Nie nazywajmy studiowania od 10 lat studiowaniem, ok. Dorabia? Litości, 18-latki w wakacje dorabiają. Zajmuje się domem? No, w końcu ma w cholerę czasu.

    Może tego nie robić. Olać. Jest wolnym człowiekiem, w wolnym kraju. Może się wynieść od rodziców (co już dawno powinna zrobić) i żyć bez starych nad głową. Naprawdę, wolność jest bezcenna.
  • nangaparbat3 26.03.14, 22:46
    Nie jest wolnym człowiekiem.
    Czy mozna miec jej to za zle?
    Nie mam pojecia. Nie mam zielonego pojecia, co od nas zalezy, a co nie. Nikt tego nie wie.
    Jednak widze na co dzien, jak nasze przekonania na temat danej osoby i jej mozliwości warunkują jej postępowanie, samoocene, motywację.
    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • cherry.coke 26.03.14, 22:20
    No to ta starsza siostra mysli tak samo i chapie dalej. A mlodsza powinna spadac z tej rodziny, bo widac gdzie ja maja.
  • premeda 27.03.14, 09:14
    Triss a teściowa te obiady przynosi gotowe, czy gotuje u was?
    --
    "Śmierć jest przejawem skrajnego niedoboru zdrowia" Beleth
  • kropkacom 26.03.14, 22:08
    Może twierdzi, że kiepsko gotujesz. wink

    Nie, nie widzę zakochania w płaceniu za żłobek wnuka kiedy obiektywnie nie ma takiej potrzeby.
  • triss_merigold6 26.03.14, 22:10
    Chłop nie narzeka.wink Oczywiście, że nie gotuję jak jego matka, nikt tak nie gotuje, ale miał czas przywyknąć.
  • andaba 26.03.14, 22:15
    Ja też nie wyobrażam sobie brania pieniędzy od rodziców w takiej sytuacji.

    W sytuacji drugiej siostry tez nie byłoby mi fajnie, ale jednak wspólne mieszkanie jakoś to troche usprawiedliwia.

    Ja to trochę tak widze - jedna zdolna i chłopa złapała, oczekiwania rodziców spełniła, więc wszystko dla niej. Druga nie dość że studiów nie może skończyc, to jeszcze stara panna, g... dostanie.

    Może uznałabym sytuację za przejaskrawioną, gdybym nie miała takiej w rodzinie - gdzie tesciowa do synowej powiedziała że X (czyli mąz synowej) nic nie dostaje, bo nie ożenił sie tak, jak ona chciała. Bez mydlenia oczu.

    Dodam, że nie ożenił sie z narkomanką, tylko z dziewczyną bez posagu, która oprócz owego braku innych nie miała.
  • widosna 26.03.14, 23:00
    Ale moodszej nie zostalo powiedziane, ze nic nie dostanie. Obie siostry mialy rowny start, dla jednej i drugiej rodzice mieli po 100 tys gdy skoncza studia. Dodatkowe prezenty z okazji slubu, chrzcin, itd. - nie mozna powiedziec ze rodzice nie obdarowaliby mlodszej w podobnych okolicznosciach ( ale ich nie bylo). Mlodsza mogla zmienic kierunek studiow, znalezc latwiejszy , jesli pierwszy wybrany okazal sie z trudny. Nie przesadzajmy, skonczenie ekonomii, administracji, innych kieunkow humanistycznych, ... To nie jakies wielkie wyrzeczenie. Przysiasc na d... I sie uczyc. Ot cala filozofia.
    Mlodsza to pasozyt - ze sprzata w domu? Tez mi wielkie obciazenie, w koncu w nim mieszka! Mamusia moze ma uslugiwac we wszystkim coreczce skoro ta nic nie robi? Bo dorabianie, to nie praca. Dorabiac to moga nastolatkowie!
    Co wiecej, nie dosc, ze pasozyt, ktory czuje sie nieziemsko pokrzywdzony, to jeszcze nienawidzi ( a przynajmńiej potwornie nie lubi) swojej zaradnej siostry. Czy siostra ma nosic zgrzebne sukno na karku, zrezygnowac z pracy (pewnie nie tak lekkiej jak przy dorabianiu), zeby mlodsza poczula sie bardziej sprawiedliwie?
    Leniwy pasozyt.
  • nangaparbat3 26.03.14, 23:13
    Ależ ona prowadzi dom! Robi to samo, co wiele kobiet, ktorym nikt tego nie wypomina - bo placi mąż, nie ojciec.
    --
    Matko jedyna, on to zrobił, ugasił olimpijski płomień nadziei rywali!!!!!!
  • miedzymorze 26.03.14, 23:17
    Starsza tez prowadzi _swój_ dom w którym mieszka, i nie dostaje od rodziców kasy z przeznaczeniem na dom (a przynajmniej nie było w zestawieniu suspicious)
    pozdr,
    mi
  • nangaparbat3 26.03.14, 23:18
    A co to ma do rzeczy? Przeciez w tej historii ewidentnie nie o kase chodzi, nie widzisz tego?
    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • widosna 26.03.14, 23:20
    Chodzi o kase!!!
  • fomica 26.03.14, 23:25
    Jaja sobie robisz? big_grin
    Skoro tak to interpretujesz, to proponuję ci deal: jak będziesz kiedyś właścicielem mieszkania do wynajęcia, ja je od ciebie chętnie wynajmę. Ale nie zapłace ci ani grosza, tylko w ramach twojego wynagrodzenia będę w tym mieszkaniu (w którym osobiście zamieszkam) sprzątać i oporządzać. Pasuje ci?
  • cherry.coke 26.03.14, 23:28
    To sie nazywa pomoc domowa z zamieszkaniem i jeszcze im sie doplaca smile
  • nangaparbat3 26.03.14, 23:36
    Kiedy bylam dzieckiem, mieliśmy takie gosposie. Mam czesto mowiła, że "pracuje na gosposie" - że niby zarabia tyle, ile kosztuje utrzymanie i oplacenie gosposi. Ale nie lubila zajeć gospodarkich, za to lubiła swoja pracę, a my mielismy pogodną, wyrozumialą mame, ktora miala dla nas czas po pracy.
    --
    Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
  • nangaparbat3 26.03.14, 23:33
    Ależ bardzo proszę. Corka się wyprowadzi, mam pokoj wolny - bedziesz mieszkać, w zamian sprzątać, robic zakupy, prać, gotować, wychodzić z psem. jestem bardzo chetna.
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • fomica 26.03.14, 23:43
    Nie wyjdziesz na tym dobrze smile Włączenie pralki mnie nie przeraża, zakupy i sprzątanie i tak robię na co dzień, żadna sensacja. Na psa nie wyrażam zgody. W zamian całe mieszkanie i lodówka do mojej pełnej dyspozycji, mogę zapraszać gości kiedy chcę, siedzieć w szlafroku przed telewizorem i gotuję tylko to co sama lubię. Jak w rodzinie.
  • nangaparbat3 26.03.14, 23:47
    W mojej rodzinie nie siedzi sie w szlafroku.
    Co do reszty - nic nie wskazuje na to, by Lola zachowywała sie w opisany przez ciebie sposób.
    --
    "Kość jest wystarczająco twarda, by zdewastować pocisk, który w nią wpada."
  • fomica 26.03.14, 23:51
    A w mojej sie siedzi a przeciez mam się czuć jak w domu. Poza tym lubię dlugie ciepłe kąpiele, ale na szczęście temat opłat za wodę to nie będzie mój problem smile A Lola nic nie napisala o swoich zwyczajach, ale zakładamy że wspolne mieszkanie to układ "równi prawem domownicy" a nie "wynajęta gosposia w fartuszku".
  • nangaparbat3 27.03.14, 11:35
    Właśnie z tego co pisze wynika, że to nie sa "rowni prawem domownicy". Właśnie o to chodzi.
    --
    "Kość jest wystarczająco twarda, by zdewastować pocisk, który w nią wpada."
  • bri 27.03.14, 00:52
    Te kobiety, które prowadzą dom będąc na utrzymaniu męża mają zazwyczaj jeszcze dzieci pod opieką, co daje zupełnie inny nakład pracy, no - i co dosyć kluczowe - nie narzekają na swój ciężki los. Jak im się siedzenie w domu nudzi i chcą mieć więcej pieniędzy to idą do pracy.
  • nangaparbat3 27.03.14, 11:35
    Mają albo nie mają. Znam rozniaste.
    --
    Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
  • nangaparbat3 26.03.14, 22:11
    To jednak co innego - obiad. Obiad trzeba zrobic, wymyslic, zrobic zakupy, przyszykowac, dopilnowac, co by sie nie spaliło. W daniu kasy, jak sie jej ma niemało ( a sie ma najwyraźniej) - nie ma żadnego wysiłku, ot, rzuca sie groszem. Obiad to przekaz: jestem gotowa dać Wam moją uwagę, energię, czas. kasa takim przekazem nie jest 9chyba ze to wdowi grosz by byl).
    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • widosna 26.03.14, 23:06
    Dobrze, ze chociaz obiad ugotuje. Rodzice madrzy, jakby miala gotowac tylko dla siebie to pewnie doszedlby im kolejny problem do rozwazania - wyglodzona, chora corka. Angazujac w prace domowe, przynajmniej zmuszaja lenia do jakiejkolwiek aktywnosci, skoro studiowac nie, pracowac nie. Mialaby lezec i pachniec? Mlodsza powinna sie ogarnac, skonczyc studia, dostalaby kase na mieszkanie, zaczela pracowac, wziela kredyt (jak wiekszosc mlodych teraz) i stanela na swoim. Ale lepiej wyliczac siostrze...
  • jowita771 28.03.14, 09:04
    triss_merigold6 napisała:

    > A tak z ręką na sercu, czemu mają nie brać?

    Bo są dorośli. Tak się zwykle dzieje, gdy ktoś jest dorosły.
    --
    wraz z osiągnięciem pozycji pt. żona, kobieta nabywa +30 kg, zamienia seksy look na rozciągniętą podomkę, ma wałki na głowie i monotonnie brzęczy kup ziemniaki, kup ziemniaki. /triss_merigold6/
  • zawsze_lola 26.03.14, 23:04
    czytam cały czas, co piszecie i macie wiele racji. może i jest mi "wygodnie", ale nie jestem szczęśliwa, nie mam nic, oprócz tego dachu nad głową. moje obowiązki domowe to sprzatanie, codziennie obiad, robienie kawek i kilka razy w roku rozładowywanie drewna (po 6-8 kubików) [ojciec tego nie robi, bo go boli kręgosłup].
    co mnie tu trzyma? choćby ukochany pies. co dziś ojciec tez powiedział (w kłótni), że prędzej psa ubije niż mi go odda, jakbym się miała wyprowadzić. czasem czuję, że nie mam nikogo życzliwego oprócz tego psa uncertain
    co mnie dobiło? że jeszcze nie zasłużyłam, żeby dostać taką samą zapomogę jak siostra, że mnie nikt nie zapytał, czy mam pieniądze na dojazdy (tam i z powrotem na uczelnię, to ok.40zł najtańszymi pociągami i najwolniejszymi - tj. 6h /dziennie w komunikacji miejskiej)
    i pewnie nigdy nie zasłużę, żeby dorównać siostrze, bo już zawsze będę tą gorszą - stara panna, bez wykształcenia.
  • widosna 26.03.14, 23:09
    Przestan biadolic i wez sie do roboty. Dostaniesz tak samo jak siostra, gdy skonczysz studia. Gyby ona studiow nie skonczyla, to pewnie tez obeszlaby sie smakiem. Rodzice w tej kwestii potraktowali Was po rowno a Ty zazdroscisz siostrze, ze wykorzystala kase wlasciwie, ulozylo sie jej. Nie lubisz jej.
    Dostalabys teraz kase i co? Studiow pewnie i tak bys nie skonczyla, roboty nie miala, rozpizdzielila pieniadze?
  • cherry.coke 26.03.14, 23:11
    > co mnie tu trzyma? choćby ukochany pies. co dziś ojciec tez powiedział (w kłótn
    > i), że prędzej psa ubije niż mi go odda, jakbym się miała wyprowadzić.

    Uciekaj stamtad dziewczyno. Z psem oczywiscie. Zacznij zyc po swojemu, bo z twoja rodzina to "ani zyc, ani umrzec" jak to moja babcia mawiala.
    Nie licz na zadne pieniadze, nie zasluzysz w ich oczach.
  • a1ma 26.03.14, 23:14
    lola, sorry, mam dla Ciebie sporo współczucia i sympatii, ale przyjmij do wiadomości, że rodzice nie mają obowiązku dawać po równo. Nie muszą Ci nic dać. Wyprowadź się stamtąd w końcu i zacznij żyć własnym życiem, nie oglądając się na nich. Bo będzie tylko gorzej i trudniej.

    --
    chez alma
  • miedzymorze 26.03.14, 23:14
    lola napisała:

    > czytam cały czas, co piszecie i macie wiele racji. może i jest mi "wygodnie", a
    > le nie jestem szczęśliwa, nie mam nic, oprócz tego dachu nad głową. moje obowią
    > zki domowe to sprzatanie, codziennie obiad, robienie kawek i kilka razy w roku
    > rozładowywanie drewna (po 6-8 kubików) [ojciec tego nie robi, bo go boli kręgos
    > łup].
    > co mnie tu trzyma? choćby ukochany pies. co dziś ojciec tez powiedział (w kłótn
    > i), że prędzej psa ubije niż mi go odda, jakbym się miała wyprowadzić. czasem c
    > zuję, że nie mam nikogo życzliwego oprócz tego psa uncertain

    przeczuwam mistrzynię gry w 'tak, ale' smile

    > co mnie dobiło? że jeszcze nie zasłużyłam, żeby dostać taką samą zapomogę jak s
    > iostra, że mnie nikt nie zapytał, czy mam pieniądze na dojazdy (tam i z powrote
    > m na uczelnię, to ok.40zł najtańszymi pociągami i najwolniejszymi - tj. 6h /dzi
    > ennie w komunikacji miejskiej)

    Yyyy...i przez te 10 lat nie przyszło Ci do głowy, zeby zmienić uczelnię na coś bliżej ? Albo tryb studiowania na zaoczny ? Albo postarać się o akademik/stancję? serio ?

    > i pewnie nigdy nie zasłużę, żeby dorównać siostrze, bo już zawsze będę tą gorsz
    > ą - stara panna, bez wykształcenia.
    Ale wiesz, że sama to sobie fundujesz ?



    pozdr,
    mi

  • kooreczka 26.03.14, 23:33
    Naprawdę nie mogę.
    Oporządzenie domu w którym mieszkasz jest takie ciężkie? Kobieto, wszystko o czym piszesz, robiłam jako gimnazjalistka, łącznie z rozładowywaniem drewna, plus oporządzanie ogrodu i opieka nad kuzynostwem- bo mnie, zdrowej nastolatce wstyd by było, żeby chory na kręgosłup tata z drzewem zapylał czy kopał w ziemi.
    I dobrze Ci napisano, usłyszałaś, że rodzice nie maja obowiązku wyskakiwać z kasy na żądanie to zaczynasz grę w milion powodów dla których nic nie zrobię ze swoim życiem prócz użalania się i pomstowania na wszystkich dokoła.
  • bri 27.03.14, 00:39
    Takie obowiązki jak Twoje ma każda dorosła, samodzielna osoba, a oprócz tego zazwyczaj jeszcze pracuje 8h przez 5 dni w tygodniu i zajmuje się dzieckiem/dziećmi.

    Na psa Cię niestety nie stać - najpierw musisz się sama utrzymać.

    Czemu te Twoje studia tyle trwają? Na jakim jesteś etapie?

    Mam w rodzinie osoby w podobnej do Twojej sytuacji i z podobnymi pretensjami. Reszta ma zupełnie inny obraz sytuacji. Po pierwsze rodzice zapewne zwyczajnie się martwią, co z Tobą będzie jak ich zabraknie. Masz 30 lat i starszą siostrę, więc mają pewnie koło 60-tki. Przez 10 lat nie udało Ci się dorosnąć, nawet emocjonalnie. Rodzice są bardziej skłonni dawać prezenty starszej siostrze, bo Ty kosztujesz ich znacznie więcej psychicznie, Twoja sytuacja jest obciążeniem także dla nich. Szukają sposobu, żeby Cię skłonić do jakiejś zmiany.

    Zachowujesz się jak dziecko, i tak jesteś traktowana. Ty jesteś odpowiedzialna za swoje życie - jeśli jesteś chora to sama powinnaś zadbać o swoje leczenie, masz problem z ukończeniem studiów sama musisz poszukać pomocy lub podjąć decyzję, że je porzucisz i znajdziesz sobie pracę.
  • nangaparbat3 27.03.14, 11:41
    Zawsze mnie rozśmieszania powtarzaniem osobom, którym rodzice nie dali dorosnąć, powtarzanie, że "powinny".
    Bo to od rodzicow w bardzo duzym stopniu zależy, jak ich dziecko dorasta, dojrzewa. Ale o tym - sza.
    Ponoc freud wykombinowal kompleksy Edypa i Elektry, bo nie mogł zaakceptować tego, co pacjenci mowili mu o wykorzystywaniu ich w dzieciństwie, przez najblizszych.
    Dorośli trzymają sztamę - żeby ktos nie wiadomo jak bardzo schrzanil proces wychowawczy, jak tylko dziecko skończy 16/18/26 nastepuje calkowite rozgrzeszenie i obarczenie pelna winą dziecka - wtedy slyszy, że jest "kowalem wlasnego losu". Stek bzdur, i tyle.
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • bri 27.03.14, 12:33
    Wina nie ma tu nic do rzeczy. Może najbardziej winni są rodzice tych rodziców, którzy wychowywali tą dziewczynę. Może istotnie dostała kumulację, parę lat zmarnowała, ale dalsze użalanie się nad sobą nic nie da. W zasięgu wzroku nie widać żadnego anioła, który miałby sfrunąć pośród nich i sytuację uleczyć. Jeśli chce mieć lepiej, to musi na to sama zapracować.
  • nangaparbat3 27.03.14, 12:48
    Owszem, zeby jednak ona przestała sie uzalać, trzeba ten żal z nia podzielić.

    --
    Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
  • triss_merigold6 27.03.14, 08:29
    Muj Bosze... dojazdy Ci dokuczają? Dokuczliwe dojazdy, to jeden z argumentów za skończeniem tych studiów jakieś 5 lat wcześniej, najwyraźniej jednak nie przeszkadzają Ci aż tak bardzo.
    Wiesz, dorosły człowiek wcale nie musi studiować dziennie. Może iść na zaoczne i pracować, przecież kariery akademickiej czy naukowej nie zamierzasz robić.
  • jdylag75 27.03.14, 10:24
    Jak zrozumiałam do 26 r.z. miałaś dofinansowanie, potem zostało ucięte. Domyślam się, że ojciec ma dość Twojej bierności i rozczulania się nad sobą. Szczerze mówiąc też bym miała dość.
    Opisałaś sytuacje starszej siostry jakby wszystko spadło jej z nieba, jakby wszystko co ma było efektem pomocy rodziców. Na pewno pomoc rodziców umożliwiła jej utrzymywanie się na studiach, ale przecież studia musiała skończyć sama, podobnie z dobrą pracą - przyznaj że sama ją zdobyła, mając dobre wykształcenie. Obracała się w ambitnym towarzystwie to i męża ma ambitnego i dobrze zarabiającego. Proste. Twoja siostra jest starsza, wszystko robiła siłą rzeczy wcześniej, a Ty mogłaś korzystać z przetartych szlaków. Sama jestem młodszą siostrą, więc wiem jak to działa, wszystkiego tego, co moja siostra dostała, też się doczekałam w swoim czasie, co więcej, mam lepiej bo pomogła mi dzieląc się swoim doświadczeniem.
    Też miałaś utrzymanie podczas studiów, miałaś swoja szansę, widać wolisz się użalać nad sobą zamiast żyć swoim życiem, tracisz dzień za dniem użalając się nad sobą i nikt Ci tego czasu nie zwróci.
    Proponuję zastanowić się nad wszystkimi możliwościami, zaplanować koniec studiów, ewentualnie definitywnie z nich zrezygnować, poszukać bardziej dochodowej pracy i porozmawiać z rodzicami na temat ewentualnej pomocy, bez wypominania, użalania się, porównywania. To porównywanie na 100% wkurza ojca, a nic nie wnosi, kompletnie nic. A decyzje podejmujesz nie dla rodziców tylko dla siebie. Ostatecznie jak chcesz się zmotywować to pokaż im na co Cię stać.
  • lily-evans01 27.03.14, 13:35
    Lola, co Ty pitolisz, kobieto?!!!!
    Dlaczego masz na coś ZASŁUGIWAĆ??? Dorośnij!!!
    Bo w końcu, co TY chcesz robić? Jak TY planujesz swoją zawodową przyszłość?
    Uzależniłaś się od rodziców, a bardzo możliwe, że i im łatwo i wygodnie jest żyć mając jedną córkę - samicę alfa, a drugą córkę - beee. Ludzie lubią etykietki, a nieraz czerpią satysfakcję z chorych układów rodzinnych.
    Naprawdę widzisz sens w dalszym studiowaniu? Bo może zamiast poświęcać na to czas, warto rozszerzyć swoje "dorabianie" i zamiast 500 zł zarobić chociaż 1500?
    --
    Answer still no, sir (The Last Sentence, oneinspats)
  • rosapulchra-0 27.03.14, 18:30
    zawsze_lola napisała:

    > co mnie dobiło? że jeszcze nie zasłużyłam, żeby dostać taką samą zapomogę jak s
    > iostra, że mnie nikt nie zapytał, czy mam pieniądze na dojazdy (tam i z powrote
    > m na uczelnię, to ok.40zł najtańszymi pociągami i najwolniejszymi - tj. 6h /dzi
    > ennie w komunikacji miejskiej)
    > i pewnie nigdy nie zasłużę, żeby dorównać siostrze, bo już zawsze będę tą gorsz
    > ą - stara panna, bez wykształcenia.

    To dlaczego nic z tym nie robisz? Nic konstruktywnego, ofkors.


    --
    Bo przecież tam sztućce dla wegan mogą być myte przez tą samą pomywaczkę, co cała reszta. by misiu-1
    anielska.blog.pl/
  • jowita771 28.03.14, 09:17
    > co mnie tu trzyma? choćby ukochany pies. co dziś ojciec tez powiedział (w kłótn
    > i), że prędzej psa ubije niż mi go odda, jakbym się miała wyprowadzić

    I to by było na tyle na temat jak to rodzice chcą córkę zmobilizować, żeby się usamodzielniła i dlatego dadzą jej 100 tys, jak będzie chciała kupić mieszkanie. Oni wcale nie chcą, żebyś się wyprowadzała, bo tak taniej służącej nigdzie nie znajdą.
    Mam koleżankę, która przez kilka lat miała bardzo kiepskie relacje z rodzicami, pogniewali się na nią, że wyjechała i wyszła za mąż, a oni planowali, że będzie dla nich podporą na starość (była najmłodszym, trzecim dzieckiem). Kilka lat zajęło im przetrawienie faktu, że dziewczyna inaczej chce sobie ułożyć życie, teraz maja normalne relacje, ale gdyby nie była dość silna, to byłaby uwalona na całe życie.
    --
    wraz z osiągnięciem pozycji pt. żona, kobieta nabywa +30 kg, zamienia seksy look na rozciągniętą podomkę, ma wałki na głowie i monotonnie brzęczy kup ziemniaki, kup ziemniaki. /triss_merigold6/
  • sea.sea 28.03.14, 09:38
    Przypominam, że ona ani nie ma dokąd się wyprowadzić, ani za co, więc jej gadka o wyprowadzaniu to wiesz, "tato, daj hajs na utrzymanie i wyprowadzkę, będę samodzielna za twoje pieniądze, nalezy mi się w końcu"
    Gdyby miała dokąd i za co, a nie wołała: "czemu dajesz wnukowi, a nie mnie", dam sobie palec uciąć, że i o psie by była inna rozmowa.
  • martha_marcy_may_marlene 26.03.14, 23:48
    Przykro mi autorko, bo widać ewidentnie, że rodzice Cię nie lubią i pewnie trochę podkopali Ci samoocenę, stąd też nie mogłaś rozwinąć skrzydeł, ale uważam też, że trochę nie masz honoru. Po co siedzisz gdzieś, gdzie Cię ewidentnie nie chcą? Szukaj roboty w Warszawie (tu nie można nie znaleźć), znajdź na początek pokój u jakiejś sympatycznej starszej pani lubiącej zwierzęta, bierz psa pod pachę (może być w nocy, jeśli nie masz siły na konfrontację), pierd$lnij drzwiami i nigdy nie odwracaj się za siebie.
    Ja bym nie mogła nawet utrzymywać kontaktu z ludźmi, którzy mnie lekceważą, a co dopiero mówić o wspólnym mieszkaniu. Moi rodzice wiedzą, że ze mną to jest krótka piłka, i dlatego włażą mi jak mogą w d.upę, ładują kasę (chociaż sporo sama zarabiam), dołożyli się do mieszkania, dołożą do nowego SUVa, ba, nawet latają 300 km z własnoręcznie robionymi obiadkami (chociaż my z głodu nie umieramy, wręcz przeciwnie - bo teściowa też z tych gastronomicznychwink. Rodziców trzeba sobie wychować, a prostaki rozumieją przede wszystkim argument siły.
    --
    "<<Abby ma kilka zasad, których nigdy nie łamie: nie chodzi do łóżka z szowinistami, z facetami, którzy nie dbają o higienę intymną, z tymi, którzy zdradzają swoje partnerki, oraz tymi, którzy nie potrafią posługiwać się ojczystym językiem.>> - W Polsce to by oznaczało, że nie będzie uprawiać seksu z nikim." - by fieldsofgold
  • hugu 27.03.14, 06:02
    No właśnie!
    Tu jest prawda o sytuacji powiedziana "w krótkich, żołnierskich słowach".
    Ja poniżej mniej więcej to samo piszę, tylko rozwlekle.
  • nangaparbat3 27.03.14, 11:44
    Szukaj roboty w Warszawie (tu nie można nie znaleźć), znajdź na początek pokój u jakiejś sympatycznej starszej pani lubiącej zwierzęta, bierz psa pod pachę (może być w nocy, jeśli nie masz siły na konfrontację), pierd$lnij drzwiami i nigdy nie odwracaj się za siebie.
    --
    Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
  • hugu 27.03.14, 05:59
    Czytałyście?
    Lucy Maud Montgomery.
    Jest sobie niejaka Joanna zwana przez rodzinę równie protekcjonalnie co złośliwie Bubą. Ma depresję lub subdepresję. Co rano budząc się widzi znienawidzony, ponury obrazek ze zmokłym psem, który działa na nią przygnębiająco. Ale nie zdejmie go, gdyż podstawowym komunikatem niewerbalnym w tej rodzinie jest: "Niczego nie zmieniaj!".
    Jest tu element wpędzenia Joanny w wyuczoną bezradność (ciągłe etykietowanie jako nieudaczniczki przy jednoczesnym nieudzielaniu wsparcia przy skromnych próbach emancypacji i jednoczesnym krytykowaniu za brak sukcesów), jest zastraszania i "pranie mózgu" dokonywane w białych rękawiczkach, pod pozorami troski o "słabe zdrowie", "nadmierną wrażliwość" itp. I rzeczywiście, biednej Joannie ze strachu przed życiem plączą się nogi i co wykona ruch - to klapa!
    Wszystkim, oprócz Joanny, jest dobrze, jak jest.
    "Lepsza" siostra tym jaskrawiej kwitnie swoją tryumfalną adekwatnością (odpowiedni narzeczony, bywanie, gdzie trzeba, poukładana teraźniejszość i przyszłość, a za to szereg nagród emocjonalnych i finansowych) przy zapędzonej w kozi róg, szarej Joannie.

    Najbliżsi mają idealną "podręczną" i spokój o własną starość: wiadomo, pozbawiona wiary w siebie Joanna za byle ochłap pod ich dachem będzie niestrudzenie odkurzać, stosując się do najbardziej kapryśnych zaleceń, nakładać kataplazmy, wysłuchiwać wielogodzinnych narzekań, a to na bóle w plecach, a to na upadek moralny sąsiadów, a to na pasożytniczą i wstyd przynoszącą córkę Joannę. Deklaratywnie życzą jej wszystkiego najlepszego, symulują troskę i wsparcie - praktycznie tak kręcą sprawami, by Joanna nigdy się nie wyzwoliła.

    Joanna jest kozłem ofiarnym, który dobrze robi każdemu: można z niej bezkarnie kpić, można sobie poprawiać humor jej kosztem (wprawdzie ważę 100 kilo, ale jestem zacną mężatką, a biedna Joanna jest starą panną, nikt jej nie chce, ach, jaki ONA ma problem!)..

    No, dobra, kończę już, bo się rozpisałam.
    Kto chciał, ten zrozumiał, o co mi chodzi.
    Zawsze będę po stronie Joanny.

    Mają dla niej 100 000?
    Niech jej dadzą ułamek tego na dobrą terapię.

    Ale nie dadzą. Bo zwiałaby im jak Joanna z niejakim Redfernem i kto by im na starość nakladał kataplazmy?....

  • bri 27.03.14, 07:49
    Niezależnie od przyczyn sytuacji sposób na wyrwanie się z domu jest jeden: wziąć się do pracy. Na księcia na białym koniu można się nie doczekać.
  • hugu 27.03.14, 08:52
    A nie! Joanny wcale nie porwał "książę na białym koniu", tylko... podjęła pracę służącej, pomocnicy, opiekunki u... miejscowego pijaka i "kobiety upadłej". Co to znaczyło w wiktoriańskich czasach?....
    To był skandal! Dla mieszczańskiej, zasobnej rodziny Joanny to był wstyd i degradacja: ich córka sprząta u (aktualnie chorej) "ladacznicy"!
    Potem Joanna zmieniła pracę - została sprzątaczką i gospodynią u rzeczonego Redferna.
    I wreszcie sama mu się oświadczyła (ach, jaka bezwstydnica! jak się nie szanuje!) - jeśli ktoś kogoś porwał "na białym koniu", to zmieniona Joanna porwała faceta.
    Tak gwoli ścisłości.
  • bri 27.03.14, 09:39
    Tak gwoli ścisłości: na ostatniej prostej Joanna wraca do rodziny, gdyż albowiem odwagi miała tylko na ten jeden obiecany rok życia, a nie na całe i wtedy ukochany wyznaje jej miłość i uwalnia ją spod władzy ciemiężycieli.

    Sorry, ale to bajka jest. Można sobie przeczytać dla pokrzepienia, ale w końcu trzeba wrócić do rzeczywistości. Ponadto chciałabym zauważyć, że nawet w tej bajce pognębiona dziewoja musiała IŚĆ DO PRACY i WYPROWADZIĆ SIĘ Z DOMU.
  • hugu 27.03.14, 10:20
    A czy ja twierdzę, że to powieść biograficzna? smile
    A co do meritum: zgoda!
    Czy to bajka, czy nie bajka, kolejność jest taka: zmiana indywidualna (praca, wyjście z domu), zmiana w duecie (tralla la, gołąbki dwa!).
  • nangaparbat3 27.03.14, 11:52
    Moze to jest bajka, ale owszem, są rodzice wychowujący nie wierzące w siebie, bezwolne, wystraszone dzieci, pelni pretensji do tych dzieci że sa takimi, jakimi je stworzyli. Zazwyczaj nie robia tego świadomie, na odwrot, wierzą, ze postepuja najlepiej jak mozna. I nigdy nie napadam na rodzicow obwiniajac ich - ale też nie stane z nimi w szeregu obwiniajacych to dziecko. Nawet całkiem dorosłe, a czasem wręcz stare, dziecko.
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • triss_merigold6 27.03.14, 08:26
    Joannę zmobilizowała błędna czy źle zrozumiana diagnoza lekarska i wizja, że za rok umrze, więc postanowiła ten rok przeżyć tak jak chce, bo nie ma już nic do stracenia. No i, w realicah Joanny z Błękitnego Zamku, kobieta niewiele mogła zrobic poza odpowiednim zamążpójściem.
  • hugu 27.03.14, 09:00
    Tym bardziej należy podziwiać Joannę, że wcale nie szukała jakiegokolwiek męża, lecz podjęła pracę. Z pewnością "poniżej kwalifikacji", "przynosząc wstyd rodzinie" - bo co oznaczało w XIX wieku pójście na służbę do lokalnego pijaka i jego córki ladacznicy?... W XIX wieku porządne rodziny nie odpowiadały na pozdrowienie takich ludzi.
    Joanna zrobiła desperacki krok, który właściwie wszyscy potępiali, a był to krok w stronę samostanowienia i... samouratowania się.
    Ona się sama uratowała, nie uratował jej żaden romansowy "deus ex machina".
  • triss_merigold6 27.03.14, 09:05
    Sama, bo nagle dostała zupełnie inną perspektywę życia, taki impuls który ją zmobilizował.

    Jak czytam tę pannę (mam nadzieję, że to troll) to mi słabo. Na miejscu jej rodziców chodzilabym w torbie na głowę ze wstydu za tak leniwą i pozbawioną godności dziewuchę. Nie wzrusza mnie specjalnie, bo znam b. podobny przypadek laski studiującej jakieś 12 lat z przerwami i z wiecznym fochem do starych.
  • hugu 27.03.14, 09:28
    Bo to tak działa. Samosprawdzająca się przepowiednia.
    Dziewczyna zostaje dość wcześnie "zaetykietowana" - i jeśli nie jest wybitnie silną jednostką, zachowuje się, wygląda, działa jak ucieleśnienie negatywnego stereotypu.

    Taka dziewczyna ma stłumiony potencjał i niemal amputowaną decyzyjność, sprawczość i siłę życia. Niezainteresowanemu subtelnościami przyczynowo-skutkowymi otoczeniu może się jawić jako osoba "mimozowata" i wywiera, nawet z daleka, wrażenie kozła ofiarnego, więc nawet na forum chętnie się jej sprzeda parę szturchańców, do których jest przecież jakby stworzona...

    Tymczasem kim jest i na co ją stać - tego nie wie nikt, bo nigdy nie udzielono jej skutecznej pomocy w rozwinięciu skrzydeł, które nie dokonało się samo w odpowiednim czasie.

    Takie rzeczy się zdarzają, a nawigowanie człowieka ku kolejnym etapom rozwoju i samopoznania to zadanie dobrych psychologów. Ktoś taki potrzebny jest dziewczynie, celem dłuższej terapii.
    Gdyby miała życzliwych rodziców, o naprawdę szlachetnych intencjach, wydzieliliby jej z obiecanych pieniędzy odpowiedni fundusz na terapię.
    Ale oni tego nie zrobią. Bo z tego, co widać, robią wszystko, żeby nic się nie zmieniło.


  • bri 27.03.14, 09:47
    Może tak było, ale teraz ma już 30 lat. Od dawna może sama szukać pomocy. Rodzice, którzy ją zaetykietowali raczej nic więcej nie zrobią.

    > Gdyby miała życzliwych rodziców, o naprawdę szlachetnych intencjach, wydzielili
    > by jej z obiecanych pieniędzy odpowiedni fundusz na terapię.
    > Ale oni tego nie zrobią. Bo z tego, co widać, robią wszystko, żeby nic się nie
    > zmieniło.

    Może już to zrobili - w końcu sama napisała, że niby ma depresję i niby się leczy. Czyli u jakiegoś lekarza była. Niestety 30-letniej osoby bez nałogów i wyraźniej niepełnosprawności nie da rady za rączkę zaprowadzić na żadną terapię, bo terapeuta by jej po prostu nie przyjął. Człowiek dorosły musi się wykazać wolą zmiany, żeby jakakolwiek terapia mogła przynieść skutek. Każdy psychoterapeuta to wie i niechętnie trzymają okienko dla osoby, która z dużym prawdopodobieństwem spotkania kompletnie oleje lub będzie przychodzić w kratkę (bo dojazdy ją męczą).
  • hugu 27.03.14, 09:55
    Depresja to choroba. Choremu często trzeba pomagać w procesie leczenia, bo sam nie da rady. Czy ma lat 30, czy 60.
    Oczywiście on sam musi chcieć się leczyć, czyli połknąć tabletkę czy porozmawiać z terapeutą, ale bywa, że tabletkę trzeba mu podać a do terapeuty podwieźć, podprowadzić (w ramach tzw. "podpory duchowej"). Tak to jest w normalnych rodzinach, gdy chory w domu.
  • bri 27.03.14, 10:07
    Autorka tego wątku nie jest w takim stanie, żeby trzeba było jej tabletkę podawać czy wozić na terapię. Dalsze prowadzenie za rączkę oznacza dalsze ubezwłasnowolnienie jej. Poza tym miej litość wobec jej rodziców. Ona ma 30 lat i starszą siostrę. Jej rodzice są już pewnie koło sześćdziesiątki, a może i po i mogą sami potrzebować pomocy, jeśli nie teraz to całkiem niedługo. Mogą już po prostu nie mieć siły jej niańczyć, szczególnie, że ona też jest wobec nich wrogo nastawiona.
  • hugu 27.03.14, 10:26
    To jest właśnie słynne "weź się w garść" kierowane do depresantów.
    Na mój nos, dziewczyna nie ma regularnej depresji lecz subdepresję. Pomoc jej w konsekwentnym wytrwaniu w terapii nie wymaga od starszych rodziców jakiegoś ekstra-wysiłku. Ona sama pójdzie, dojdzie.
    Wystarczyłoby chyba motywowanie, przyzwolenie na korzystanie z funduszy na ten cel, czyli ogólna aprobata i życzliwość.
  • triss_merigold6 27.03.14, 10:28
    Leczenie psychiatryczne na NFZ jest bezpłatne i nie wymaga skierowania.
  • hugu 27.03.14, 10:32
    Jej chyba bardziej potrzebny psycholog niż psychiatra. Ktoś raczej od długich sesji niż od szybkiego (jak to na NFZ) wypisania pigułek.
    A psycholog na NFZ - nie tak łatwy to ptak do dorwania! wink
  • triss_merigold6 27.03.14, 10:37
    Szukajcie, a znajdziecie. Nikt jej nie obiecywał, że zawsze będzie łatwo, bez problemów i na wyciągnięcie ręki.
    Obok toczy się ileś dyskusji w których matki ciężko upośledzonych dzieci są wysyłane do pracy i zarabiania pieniędzy. Tu masz zdrową, pełnosprawną dorosłą kobietę, która nie ma nikogo pod opieką, potrafi korzystać z internetu i ma maturę. Użalanie się nad nią uważam za gorszące.
  • bri 27.03.14, 12:27
    Jej rodzice pewnie czują już oddech śmierci na plecach i mogą od zawsze mieć gorsze problemy niż ona. Może to ludzie, którzy w życiu książki nie przeczytali, nie korzystają z internetu i nawet gdyby byli świadomi, że córka ma subtelny problem psychologiczny mogą nie mieć bladego pojęcia jak jej pomóc. Już bardziej bym czegoś takiego oczekiwała od siostry, ale jeśli Wam się wydaje, że namówienie kogoś do terapii i skłonienie go do jej podtrzymania to jest prosta sprawa to chyba nigdy nie miałyście do czynienia z żadnych chorym.

    Z kolei sama "pokrzywdzona" internet obsługuje, w mieście bywa, studiuje, pracuje dorywczo, była już nawet u lekarza i dostała receptę na leki, ponadto jest dorosłą osobą, która będąc świadoma swoich problemów sama powinna szukać pomocy. To nie jest nastolatka przypominam!
  • naplaze 27.03.14, 10:48
    Przepraszam, ale bardzo możliwe, że dziewczyna nie potrzebuje "podpory duchowej", tylko podpory finansowej, kasy po prostu. Jeśli dojazd zajmuje jej 6h, to ona nie ma czasu zarabiać, jak nie zarabia, to nie ma kasy na dojazd. Jeśli przeprowadzi się do miasta uczelnianego, będzie musiała pracować na pełen etat - i też będzie miała problem z pogodzeniem nauki i pracy zarobkowej (o ile w ogóle pracę znajdzie). Jednym słowem: nie skończywszy studiów w terminie (z jakiegokolwiek powodu by się tak stało) wpakowała się w niezłe bagno, w sytuację, która z zewnątrz wygląda w miarę normalnie (córka zamożnych rodziców, ma udaną siostrę, pomaga w domu, dba o swojego chorego ojca i nie pozwala mu sprzątać drewna, sama je sprząta - tylko z jakiegoś powodu "nie chce" skończyć studiów i "nie chce wyfrunąć z gniazda". W rzeczywistości dziewczyna oszczędza na czym może, tłucze się osobowiczem przez trzy godziny w jedna stronę, bo nie stać jej na pospieszny i skrócenie czasu podróży o dwie godziny (różnica chyba 15 pln za przejazd w obie strony!), pracuje na czarno, bo pewnie nic innego nie jest w stanie znaleźć bez dyplomu, a ewentualna wyprowadzka to spuszczenie w kiblu tych dziesięciu lat nauki (która pewnie jest już na ukończeniu), bo istnieje duże ryzyko, że znajdzie tylko jakąś junk job, która będzie zbyt czasochłonna i niskopłatna, żeby pozwoliła na doczołganie się do dyplomu uniwersyteckiego.

    I to jest tak naprawdę straszne: że prawdopodobnie tej dziewczynie poważnie brakuje pieniędzy na normalne życie, normalne studiowanie, ale nikt wokół nie zdaje sobie z tego sprawy, "bo przecież jej tata dał jej siostrzeńcowi 2 kafle na urodziny, więc jaka tam ona biedna, zwykłe gadanie, uczyć jej się nie chce, a nie biedna". Poza tym ludzie, którzy na własnej skórze nie doświadczyli finansowego niedostatku b. często nie zdają sobie sprawy, co to znaczy i nie rozumieją, że ukradziony telefon czy pęknięte buty to może być dramat, więc uznają to za "wyszukiwanie sobie problemów" i "histeryczne fanaberie".
  • cherry.coke 27.03.14, 10:59
    Dobrze gadasz...
  • klamkas 27.03.14, 11:03
    A na jaką świetną i nieczasochłonną i dobrze płatną pracę będzie mogła liczyć jak się "doczołga" do tego dyplomu? Ma 30 lat, jest już typem wiecznej studentki i nawet jak zrobi dyplom, to ma nikłe szanse, bo na rynku pracy jest o kilka lat do tyłu za rówieśnikami - ba, jest do tyłu w stosunku do o kilka lat młodszych od niej. W takiej sytuacji przydałaby się jej praca (nie dobra, nie dobrze płatna, ale taka, w której będzie w stanie się wywiązać z obowiązków i spełnić oczekiwania pracodawcy - po pierwsze zarobi, po drugie poczuje, że jednak coś robi dobrze) i rzucenie TYCH studiów w cholerę (nie oszukujmy się, nawet jak je skończy to na nic się nie przydadzą, bo pracodawca nie idiota i tyle lat studiów raczej go zniechęci niż zachęci) - po co wydawać przez tyle lat tyle pieniędzy (których się w dodatku nie ma) na studia, które nie są dla niej (a nie są, bo inaczej od 5 lat byłaby absolwentką) i których może wcale nie skończy?

    Trzeba się wziąć do pracy, nawet tej byle jakiej. A na studia (np. zaoczne) wrócić jak już ważniejsze sprawy się poukładają.
  • naplaze 27.03.14, 11:24
    > A na jaką świetną i nieczasochłonną i dobrze płatną pracę będzie mogła liczyć j
    > ak się "doczołga" do tego dyplomu?

    Przede wszystkim: odpadną jej obowiązki uczelniane, będzie dyspozycyjna i będzie mogła podjąć "konwencjonalną" pracę w dowolnych godzinach i dniach. Póki co ogranicza ją plan zajęć na uczelni, zostają jej zatrudnienia ze swobodną siatką godzin, na które jest duża konkurencja ze strony innych studentów - a przez to katastrofalnie niskie stawki. Po drugie: są zawody, gdzie dyplom jest warunkiem brzegowym, koniecznym, więc nawet jeśli ma doświadczenie (pisała, że pracuje na czarno) bez dyplomu nie można jej zatrudnić z przyczyn formalnych.
    Rzucenie studiów uważam za najgorszy możliwy pomysł, po tylu latach nie będzie miała już siły na podjęcie kolejnych, a jeśli zostanie z samą maturą, no to będzie katastrofa. Nie wiemy, z jakich powodów nie skończyła studiów, ale po tekście o ojcu, który "wolałby ubić psa, niż jej oddać" mam poważne podejrzenia, że to nie były powody merytoryczne. I z drugiej strony - jeśli po 10 latach cały czas ma siłę to ciągnąć, to raczej jej na tych studiach zależy; gdyby jej nie zależało - to dawno by je rzuciła w cholerę.
  • klamkas 27.03.14, 11:51
    Zależy? A może nie ma siły na zmiany? Może jest bierna i skoro już kiedyś zaczęła to tak sobie studiuje, bo nie ma odwagi na podjęcie jakiejkolwiek decyzji? Może studiuje bo to jedyny warunek jaki musi spełnić, żeby rodzice cokolwiek jej dawali w sensie finansowym?

    Osoby, które znam i którym zależało na studiach studiowały normalnie - czasami z rocznym czy dwuletnim poślizgiem (bo miały przerwę na pracę, bo miały dziekankę na dziecko, bo pracowały na etacie i nie wyrabiały z zajęciami, więc musiały to rozciągnąć w czasie). Dzisiaj plany zajęć na studiach w większości przypadków są bardzo elastyczne - studenci SAMI zapisują się do grup (nie wiem czy wszystkie, ale zdecydowana większość uczelni ma elektroniczne zapisy), grupy mają zajęcia w różnych terminach, ba - plan studiów jest elastyczny, bo nie trzeba każdego przedmiotu zrealizować w konkretnym semestrze, wystarczy zrealizować go kiedykolwiek dbając jedynie o odpowiednią liczbę punktów w semestralnym rozliczeniu. A i coraz więcej prowadzących wykazuje się wyrozumiałością i albo pozwolą coś zaliczyć na konsultacjach, albo przymkną oko na nieobecność (sama pozwalałam na niektórych zajęciach przychodzić niektórym studentom tylko na kartkówki i kolokwia) itp. Ostatecznie można zmienić dzienne na zaoczne na tym samym kierunku - większość przedmiotów będzie mogła przepisać i będzie miała całe 5 dni w tygodniu na normalną pracę (a czasami i 7, bo na wielu kierunkach zjazdy co są co któryś weekend).

    Nie twierdzę, że jej ojciec jest normalny (po tekście o psie mam wątpliwości), ale też nie dziwię, że rodzice są niechętni do finansowego wspomagania w takiej sytuacji (niezależnie od tego co jest przyczyną nieporadności - depresja, inna choroba czy predyspozycje własne).

  • naplaze 27.03.14, 13:52
    M
    > oże studiuje bo to jedyny warunek jaki musi spełnić, żeby rodzice cokolwiek jej
    > dawali w sensie finansowym?

    Również istnieje taka możliwość.

    Dzisiaj plany zajęć na studiach w większości przypadk
    > ów są bardzo elastyczne - studenci SAMI zapisują się do grup

    Mój kolega klasy prowadzi zajęcia na polibudzie, i tam funkcjonuje taki system.
    Moja koleżanka z klasy wykłada na historii sztuki, i tam nie ma żadnych możliwości manewru, bo jest tylko jedna grupa, plan jest sztywny, i nie ma zmiłuj. Na wydziale nauk społecznych jest zasada "nie przenosimy się między grupami, bo się nie przenosimy, bo potem studenci zmieniają grupy". Jest bardzo różnie, wprowadzenie systemu bolońskiego często usztywniło systemy nauczania.

    Ostatecznie można zmienić dzienne na zaoczne na tym samym kierun
    > ku -

    I to jest technicznie jedyna możliwość, problem, jeśli to nie jest żaden marketing, a kierunek, gdzie liczy się jakość studiów, w tym także tryb. Są kierunki, gdzie zaocznych po prostu nie ma, są takie, gdzie skończenie innych niż dzienne zamyka szansę na znalezienie pracy w zawodzie.
    Przyszła mi do głowy jeszcze jedna możliwość: dziewczyna podjęła się studiowania kierunku, który realnie jest trudny i absorbujący, ale postrzegany jest jako "michałek" - więc rodzina uznała, że można ją traktować, jak osobę, która się bawi, a nie studiuje - i miała względem niej wymagania, jak wobec osoby pozbawionej obowiązków- ale to są wszystko spekulacje.
  • klamkas 27.03.14, 14:10
    Powiem brutalnie - w jej przypadku jakość i tryb kształcenia JUŻ nie mają znaczenia dla potencjalnego pracodawcy i piszę to jako pracodawca - ma bardzo marne szanse na konkurowanie z młodszymi kolegami po tym samym kierunku, bo a. studiuje od 10 lat co wystawia jej złą opinię, b. nie ma doświadczenia zawodowego, a to które ma (dorywcze i na czarno) raczej nie nadaje się do wpisania w CV. To co jej ewentualnie potrzebne, to dyplom, bo większość posad poza fizycznymi wymaga wykształcenia wyższego i im mniejszym kosztem go osiągnie tym lepiej dla niej. Na tym etapie już ciężko kibicować mrzonkom o świetnym wykształceniu i robieniu kariery (nie mówię, że nie ma szans, ale że nie ma ich przy takiej postawie jak dotychczas) - czas zacząć budować z mozołem swoją pozycję na rynku pracy, szczególnie, że startuje z bardzo trudnej pozycji.
  • sea.sea 27.03.14, 17:49
    Przez 7 lat studiów (zakładam, 26-latka zazwyczaj jest już rok-dwa po studiach) miała zapewne pieniądze na bardziej komfortowe dojazdy. Co robiła przez tych 7 lat? Zakładam, że nie studiuje niczego specjalnie wyzywającego w stylu prawo czy medycyna, bo stamtąd by wyleciała na pysk i nikt by 10 lat na uczelni lesera nie trzymał. Pytanie: jak można studiować 10 lat i nie skończyć? Studiowałam prawie 10 lat temu i naprawdę trzeba było się cholernie postarać, żeby zawalić rok - były poprawki, egzaminy komisyjne, warunkowe, uwalani byli tylko ci, którzy bardzo się starali uwalić: totalnie olewając zajęcia.

    Autorka nie wspomina, że na przykład poszła do rodziców i powiedziała: mamo, tato, nie daję rady na tej ekonomii, może ja zostanę fryzjerką jednak i będę zarabiać na siebie. Nie, ona wyciąga rączkę: daj! Gdyby ją z założenia traktowali jak kopciucha a)nie odłożyliby dla niej tych 100 tysięcy b)wywaliliby ją z domu na pysk po ukończeniu 26 roku życia. Przypuszczalnie są święcie przekonani, że mają pod dachem roszczeniowego lenia, na którego nie ma sposobu. I jeszcze teraz roszczeniowy leń im mówi, co mają robić ze swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi...
  • sumire 27.03.14, 10:06
    o, wreszcie.
    jeśli otoczenie człowieka traktuje jak nic nie wartego nieudacznika, to on w końcu uwierzy, że nim jest. nie każdy ma jednakowo mocną psychę, żeby się temu przeciwstawić; podobnie jak nie każdy musi odnosić zawodowe sukcesy czy zakładać rodzinę, co z marszu nie czyni go gorszą kategorią człowieka.
  • bri 27.03.14, 10:15
    Załóżmy nawet, że to prawda i faktycznie autorka tego wątku była traktowana jak nieudacznik, co jest przyczyną jej obecnych problemów.

    Jak to co napisałaś pomaga autorce tego wątku? Czy jest inny sposób, żeby się z tego zaklętego kręgu wyrwać niż własnym staraniem i własną pracą? Ma powiedzieć rodzicom, że traktowali ją jak nieudacznika więc jest nieudacznikiem, a zatem teraz mają się nią zaopiekować, co zakłada przecież dalsze traktowanie jej jak nieudacznika?

  • hugu 27.03.14, 10:30
    I znów "No właśnie!".
    Wiemy już, że nie jest różowo, a zasadnicze pytanie brzmi: Co robić?
    Ja tam uparcie powtarzam swoje: Tylko psycholog!
    Porządna, długa terapia.
    Terapie wymyślono właśnie po to, by dziewczyny takie, jak nasza "młodsza" dostawały w życiu swoją (nieco opóźnioną, ale lepiej późno niż wcale!) szansę.
  • sumire 27.03.14, 10:31
    Boże uchowaj. jestem wielką zwolenniczką wyprowadzania się z domu tak wcześnie, jak to tylko możliwe - i maksymalnej finansowej niezależności od kogokolwiek, bo zależność zawsze kwasy rodzi, nawet w najlepszej rodzinie. i jestem przekonana, że nic nie zrobiłoby autorce tak dobrze, jak zaoszczędzenie paru groszy, rozejrzenie się za stałą pracą i wyniesienie się byle dalej od rodzinki. tyle tylko, że zdaję sobie sprawę, że niektórym nie wystarczy samo 'weź się w garść i wyprowadź', zwłaszcza jeśli chwilowo czują się beznadziejnie.
  • triss_merigold6 27.03.14, 10:33
    Ależ ona ma zupełnie racjonalne powody, żeby czuć się beznadziejnie. Znacznie gorsze by było, gdyby czuła się komfortowo. Jedyna osobą, która może zmienić jej sytuację, jest ona sama, nikt inny.
  • yuka12 27.03.14, 18:35
    triss_merigold6 napisała:

    > Ależ ona ma zupełnie racjonalne powody, żeby czuć się beznadziejnie. Znacznie g
    > orsze by było, gdyby czuła się komfortowo. Jedyna osobą, która może zmienić jej
    > sytuację, jest ona sama, nikt inny.
    Wlasnie dlatego wybralam studia daalekooo od domu, aby moc wreszcie byc w zgodzie z sama soba. Dzieki studiom stanelam na wlasnych nogach i udowodnilam samej sobie, ze jestem ladna i wartosciowa osoba, ktora sobie poradzi, bez wzgledu na to co mowila i mowi mi mama (ktora zreszta mnie bardzo kocha, ale jest jaka jest). I pomimo braku mieszkania i pracy zaraz po studiach postanowilam zawalczyc o ta swoja samodzielnosc i niezaleznosc i nie wrocilam do rodzicow, choc zdarzylo mi sie kiedys spac na klatce schodowej czy na czyjejs podlodze na rozlozonym materacu. Nie jest latwo zyc bez wsparcia rodziny, ale czasem dla wlasnego dobra nie ma innej drogi. Dzisiaj nie mam o to pretensji do rodzicow, moj wybor-moje zycie, ale i oni przez to czuja do mnie jakby wiekszy respekt.
    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • cherry.coke 27.03.14, 10:33
    bri napisała:

    > Załóżmy nawet, że to prawda i faktycznie autorka tego wątku była traktowana jak
    > nieudacznik, co jest przyczyną jej obecnych problemów.
    >
    > Jak to co napisałaś pomaga autorce tego wątku? Czy jest inny sposób, żeby się z
    > tego zaklętego kręgu wyrwać niż własnym staraniem i własną pracą? Ma powiedzie
    > ć rodzicom, że traktowali ją jak nieudacznika więc jest nieudacznikiem, a zatem
    > teraz mają się nią zaopiekować, co zakłada przecież dalsze traktowanie jej jak
    > nieudacznika?

    Dopoki autorka bedzie szukala uczucia i aprobaty rodzicow (ktore w tej rodzinie wyraza sie silnie kasa), dopoty bedzie krecic sie w kolko i spelniac role nieudacznika, bo oni jej tej potrzeby nie zaspokoja. Samospelniajaca sie przepowiednia.

    Psychologicznie trzeba sobie samemu przyznac:
    1. Nie zalezy im na mnie tak jak na niej, nie spelniam ich oczekiwan, emocjonalnie mnie odrzucaja.
    2. Nie zmienie tego nastawienia, moge probowac "zasluzyc" na afekt, ale i tak nie siegne idealu.
    3. Wiec powinnam odpepowic sie i zajac sie soba.

    Tylko zeby zaczac proces, trzeba ustalic punkt 1, i to autorka wlasnie robi w tym watku.
  • cherry.coke 27.03.14, 09:45
    No i chyba wszyscy zyczymy autorce wyrwania sie jak Joannie, ale pytanie bylo "czy to jest sprawiedliwe traktowanie" i chyba nie ma co udawac, ze - podobnie jak rodzicom Joanny - zalezy im na corce i traktuja ja zyczliwie. Corki zostaly obsadzone w rolach udanej i nieudanej i teraz jest to juz tylko wzmacniane, a afekty i korzysci odpowiednio rozdzielane.

    Joanna zdaje sie odwiedza swoich potem i zdaje sobie sprawe, ze byla dla nich tylko przykrym obowiazkiem i niczym wiecej, po czym udaje sie z powrotem do swojego nowego lepszego zycia smile
  • bri 27.03.14, 10:00
    Jak widać, co do tego czy to sprawiedliwie czy nie zdania są podzielone. Ponieważ sprawę znamy ze strony "pokrzywdzonej" na pewno wiele istotnych szczegółów zostało nam oszczędzone. Co my myślimy nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia. Niestety nie ma też znaczenia, co myśli autorka tego wątku, która czuje się pokrzywdzona. Nawet jeśli ma rację i istotnie jest pokrzywdzona wyjścia ma tylko dwa: pogrążyć się w poczuciu krzywdy i dalej żyć z rodzicami i na ich utrzymaniu albo mimo poczucia krzywdy wziąć życie w swoje ręce i zacząć się z dołka wygrzebywać. Rodziców nie zmusi, żeby jej dawali więcej pieniędzy.
  • cherry.coke 27.03.14, 10:25
    bri napisała:

    > Jak widać, co do tego czy to sprawiedliwie czy nie zdania są podzielone. Poniew
    > aż sprawę znamy ze strony "pokrzywdzonej" na pewno wiele istotnych szczegółów z
    > ostało nam oszczędzone.

    Wiesz tu jest forum Ematka, gdzie forumki identyfikuja sie ze starsza siostra, bo Tez Cos Juz Osiagnely. Sprobuj sprzedac temat na Kobiecie, gdzie dominuje zdaje sie singielstwo i zobacz jaki bedzie odbior...

    Ja jestem biograficznie bardziej "siostra starsza", ale sobie nie wyobrazam, ze moglabym akceptowac ciagle dary jednorazowe i stale dotacje widzac, ze mlodsza nic nie dostaje, i ze na podniesienie sprawy powiedzialabym "nie widze problemu, nalezy mi sie". Tylko my z rodzenstwem ze soba rozmawiamy na takie tematy, bo co prawda rodzice nas nie faworyzowali specjalnie, ale babcie i dziadkowie tak - kazde mialo ulubionego wnuka. Musielismy sie wczesnie nauczyc z tym radzic, byc tego swiadomym i nawet dzielilismy sie co bardziej ambitnymi podarkami. Problemu sie nie dalo nie zauwazyc, zwlaszcza gdy niektorym babciom i dziadkom sie zmarlo i niektore wnuki nie byly juz niczyimi faworytami - no ale mysmy przynajmniej nie utrzymywali, ze problem nie istnieje. To sie naprawde czulo.
  • bri 27.03.14, 12:01
    U mnie w rodzinie najwięcej pieniędzy i pomocy (i to są sumy naprawdę nieporównywalne z tym, co ja od rodziców dostałam; nie prowadzę żadnych zapisów, ale na oko ze 20 razy więcej), otrzymało to z nas, które najdłużej samodzielne nie było, a w sumie nadal nie jest. Kto ma do rodziców najwięcej pretensji, że wspierają za mało, nie tak jak należy, itp? To, które dostało od nich najwięcej.

    Moim zdaniem rodzice mają prawo rozporządzać swoim majątkiem zgodnie z własną wolą i pokrzywdzona się nie czuję ani trochę, nie przyszło mi też do głowy uzgadniać z rodzeństwem żadnej rekompensaty.
  • fomica 27.03.14, 12:25
    Dokładnie, u mnie (a właściwie w rodzinie męża) tez tak jest. Jako że mój jest najstarszy, to gdy był na studiach musiał zaciskać pasa, bo w rodzinie było jeszcze dwoje młodszych dzieci, więc rodzice nie mogli go tak bardzo wspierac. Za to najmłodszy - wkrótce dobiega 30-tki, ale nadal niesamodzielny, nadal dostaje kieszonkowe, jakies opłaty za telefon, takie stałe miesięczne wsparcie. Teraz juz nie ma w domu młodszych dzieci, dwaj starsi się dawno usamodzielnili, więc najmłodszemu rodzice mogą dać dzisiaj dużo więcej niz najstarszemu pare lat wcześniej.
  • hugu 27.03.14, 10:15
    No właśnie, wreszcie przychodzi ta straszna i wyzwalająca chwila, kiedy Joanna dochodzi do wniosku, że nigdy jej nie kochali ani też szczególnie nie lubili, bo jej nie znali, a poznać nie chcieli.
    Zagospodarowali ją po swojemu, na swoje potrzeby, hodowali w atmosferze rozczarowania jak ten krzak róży, który nigdy nie kwitł - ni to z litości, ni to z przyzwyczajenia, ni to z wygody (zawsze to taniej siedzieć w cieniu nieudanego krzaka niż na nowo urządzać ogródek).

    Czasem rodzice nie kochają po równo swoich dzieci i nie ma sensu trwanie przy nich w nadziei na to, że pozwolą obu dziewczynom sprawiedliwie mieć "własny kopczyk". Nie, oni każą oddać piasek z kopczyka tej nielubianej na kopczyk tej lubianej. Bo trzeba wzmacniać królewskość królewny, zgodnie z biblijnym "Tym, którzy mają, zostanie dodane, a tym, którzy nie mają, zostanie zabrana i ta ostatnia cząstka..."
    Im nie zależy na szczęściu obu dziewczyn, takim, jakie obie lubią, czyli być może zupełnie różnym. Oni inwestują w "czempiona", którym mogą zabłysnąć przed otoczeniem i który głaszcze ich ego. Gdyby "czempion" stracił jedną nerkę, kazaliby "kopciuchowi" oddać "czempionowi" własną. Po co "kopciuchowi" aż dwie nerki?... Co innego "czempion" - ten powinien mieć i zapasową... wink

    Czasem trzeba przyciąć różę przy samych korzeniach, wszystko prawie poodcinać - a wtedy dopiero zakwitnie. Trzeba odciąć się, oderwać od toksycznego układu. Najpierw psychicznie, a potem fizycznie.
  • bri 27.03.14, 10:46
    > Czasem trzeba przyciąć różę przy samych korzeniach, wszystko prawie poodcinać -
    > a wtedy dopiero zakwitnie. Trzeba odciąć się, oderwać od toksycznego układu. N
    > ajpierw psychicznie, a potem fizycznie.

    Widzę, że bardzo Cię inspiruje Błękitny Zamek. Ale wróć na moment na ziemię i rozważ, czy Twoje kategoryczne stwierdzenia, że rodzice autorki tego wątku nie kochają jej i że nie zależy im na jej szczęściu mają wystarczające umocowanie w rzeczywistości i czy przypadkiem wiara w to, że nic dla nich nie znaczy (co jest IMHO mało prawdopodobne), którą starasz się w niej zaszczepić nie będzie dla niej gwoździem do trumny.

    Tak samo jak i dla starszej siostry odłożyli dla niej 100 tys., mimo iż córka ma już 30 lat cały czas pozostaje na ich utrzymaniu, bo studiuje. Jedyne czego żądają w zamian to prace domowe w mniejszym zakresie niż wykonywany przez wiele nastolatków, którzy oprócz pomocy w domu muszą rodzicom pomagać jeszcze np. w pracach w polu. Moim zdaniem jednak sporo dobrej woli wykazują, w każdym razie znaczniej niż w sytuacji, gdyby jej nigdy nie kochali i traktowali jak kopciucha.
  • cherry.coke 27.03.14, 10:50
    Bri mysle, ze mozna by to rozwazac, gdyby nie tekst o zabiciu psa, gdyby go chciala wziac przy przeprowadzce. W jakim normalnym ukladzie tak sie mowi?
  • catleen 27.03.14, 11:58
    W takim, w którym się wie, że temu psu będzie bardzo źle.
  • nangaparbat3 27.03.14, 11:58
    Sie wie. Właśnie o to "sie wie" chodzi.
    --
    Nanga ma odwrócone pojęcie złego i dobrego, jestem przyzwyczajona. Kawka74
  • bri 27.03.14, 12:11
    Takie teksty paść nie powinny, to jasne. Ale nie dziwi mnie, że rodzice tracą cierpliwość w tej sytuacji. Pamiętaj, że nie rozmawiają z nastolatką burzliwie przechodzącą dojrzewanie, a z dorosłą kobietą.
  • nangaparbat3 27.03.14, 12:36
    Ale ta kobieta jest ich dzielem - to co uważasz za przyczyne, prawdopodobnie jest skutkiem.
    Z takich domow pochodzi wiele dziewczyn ladujacych w zwiazkach z przemocowcami - mowi im sie wtedy, że "weszły w rolę ofiary". Zawsze są winne.
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • bri 27.03.14, 12:45
    Sorry Nanga, ale ja tu nie widzę żadnej ogromnej traumy, która miałaby jej uniemożliwić normalne życie, a tylko w takiej sytuacji obwiniałabym rodziców.

    Dzieci nie są dziełem rodziców, wpływa na nie całe ich środowisko, a w pewnym wieku same mają możliwość kierować swoim rozwojem.

    Pozwól, że Ci przypomnę czemu w ogóle o tej kobiecie tu rozmawiamy - ma pretensje, że rodzice nie dają jej więcej pieniędzy. Takiego kalibru jest jej zarzut.
  • nangaparbat3 27.03.14, 12:52
    Pieniadze w takich konfliktach zawsze symbolizuja uczucia - miłość, troskę, zyczliwość. Ona pisze o kasie, a wcale nie kase chodzi, nawet nie o sprawiedliwośc.
    Postawa rodziców determinuje naszą samoocene, kiedy jesteśmy dziećmi, potem ta samoocena sie najczęściej utrwala. Nic na to nie poradzę, że tak jest.

    --
    "Kość jest wystarczająco twarda, by zdewastować pocisk, który w nią wpada."
  • bri 27.03.14, 12:56
    > Postawa rodziców determinuje naszą samoocene, kiedy jesteśmy dziećmi, potem ta
    > samoocena sie najczęściej utrwala. Nic na to nie poradzę, że tak jest.

    No to ją pocieszyłaś... Cóż jej zatem pozostaje, skoro jej samoocena została zdeterminowana już w dzieciństwie, a ponieważ ma 30 lat to zdążyła się też dobrze utrwalić? Nie będę tego pisać na głos. wink
  • nangaparbat3 27.03.14, 13:02
    Porzucenie rodzicow i terapia.
    --
    Matko jedyna, on to zrobił, ugasił olimpijski płomień nadziei rywali!!!!!!
  • triss_merigold6 27.03.14, 13:14
    Byle na własny koszt. Bo jak zacznie się terapeutyzować i rozkminiać rzekome krzywdy, to jej kolejne 10 lat zejdzie na rodzicielskim wikcie.
  • cherry.coke 27.03.14, 12:19
    Gorzej od smierci? No prosze cie, nie demonizujmy juz tej dziewczyny. To ona w koncu gotuje smile
  • catleen 27.03.14, 12:46
    A nie, ja nie mówię, że to ten przypadek. Pytanie padło w jakiej normalnej sytuacji można by coś takiego powiedzieć. I zakładam, że to tylko takie gadanie by było, na zasadzie odstraszania - wyrażenie własnej opinii poprzez duże wyolbrzymienie. Coś w stylu - "po moim trupie".

    W głowie mi sie nie mieści, że ktoś mógłby coś takiego mówić na poważnie i przejść do czynów.
  • bri 27.03.14, 12:14
    Ktoś bardzo wku...ony nieuzasadnionymi pretensjami i mający świadomość, że zainteresowana psem nie miałaby za co go nakarmić, w trakcie kłótni.
  • catleen 27.03.14, 12:47
    O, dokładnie to!
  • hugu 27.03.14, 14:05
    No dobrze, wracam z zamku do chałupy! wink

    Pewnie aby ustalić, czy rodzice kochają, czy nie kochają, trzeba by najpierw wyjaśnić, czym jest miłość - a rozumień tej kategorii może być wiele.
    Ja np. nie uznaję za miłość spraw opartych na samym li tylko emocjonalnym mrowieniu oraz deklaracjach miłości - bez prozaicznych przejawów miłości. Nie uważam np., że matka, która permanentnie zaniedbuje swoje dziecko, rzeczywiście je kocha - choć wierzę, że może mieć emocjonalne mrowienia na widok malca i głośno oraz rzewnie wyjawiać publice, jak bardzo go kocha.
    Dla mnie miłość zaczyna się od momentu dodania do mrowień (namiętność) i słownych deklaracji elementu troski, zrozumienia (intymność), i, uwaga: zaangażowania. Czyli "dobra wola" ma się przejawić w uczynkach.

    Rodzice dziewczyny dają jej zapewne słowne deklaracje troski i przywiązania, dużo wielkich słów i wielkich kwot - w eterze i na papierze. A namacalnie, do ręki - nic jej nie dają.

    Tymczasem siostrze dają wszystko: i deklaracje, i twarde dowody.

    Nie jest więc tak, że prości są nie wiedzą, że z miłości nie tylko się gada i czuje, ale też działa i daje. Jeśli kocha się po równo - to po równo.

    Nawet prawo przewiduje ten rodzaj równości i co do zasady dzieli spadek między dzieci w równych częściach. Sąd nie poddaje ocenie "jakości" dzieci, by nagradzać je rodzicielskimi aktywami w zależności od niej.
    Obdarzenie zaś niewspółmiernymi darowiznami dzieci wiąże się z wydziedziczeniem - a to zwyczajowo uzasadnia jedynie skandaliczne zachowanie tak ukaranego potomka.
    Czy długie ciągnięcie studiów lub ich nieukończenie to wystarczający powód do wydziedziczania jednego dziecka?...
    Nie wiem, może można jakoś dopatrzyć się w tym "dobrej woli", "miłości" i nie traktowania jak kopciucha. Ja mam z tym trudności.
  • bri 27.03.14, 14:30
    Po pierwsze ja inaczej pojmuję dobre rodzicielstwo i obcięcie funduszy w pewnych okolicznościach mieści się w tym pojęciu, a wręcz tego wymaga.

    Po drugie, rodzice wspierają nie jej starszą siostrę, ale wnuka, który jeszcze nie ma możliwości sam się utrzymywać. A nawet jeśli by założyć, że dają te pieniądze starszej siostrze to młodsza dostaje równowartość w naturze, bo nadal żyje na garnuszku u rodziców: najtańszy pokój i utrzymanie wyszłoby ją drożej niż te prezenty dla siostry (4×2 tys. to 8 tys. rocznie).

    Po trzecie o jakim wydziedziczeniu mówisz? Rodzice jeszcze żyją, sto tysięcy na młodszą córkę cały czas czeka, i nie było mowy o pozbawieniu jej spadku w przyszłości.
  • hugu 27.03.14, 17:11
    Dziadkowie przeskakują jedno pokolenie jako sponsorzy i pakują cały majątek w starszą siostrę i jej progeniturę. Czyli dobra do finansowania jest starsza (bo łechce ego) i dziecko starszej (choć niczym się nie zasłużyło, może w przyszłości zostać bandytą - ale już zasłużyło, bo pochodzi od kochanej córki). A młodsza, choćby pękła, nie może się dopatrzeć swoich 100 000....
    Moje obliczenia wskazały na przewagę finansowania bogatszej, gdyż uwzględniłam w nich koszta domowej pracy młodszej.
    Moim zdanie, dzieciom trzeba po równo.
    A co, jeśli niby to działający "dla dobra" rodzice wpakują w linię siostry wszystko lub choćby 3/4?
    Ano to, że jeszcze za życia tym sposobem wydziedziczą młodszą córkę. W pewnym momencie może wszak się okazać, że ona kończy studia, zdobywa pracę, wychodzi za Redferna (sorry, ciągnie księżniczkę do zamku! smile) - a 100 000 już nie ma i "młodsza", ani jej piątka Redferniątek nie dostaje od dziadków nic...
  • bri 27.03.14, 17:35
    Tja, niech już siostrze w sądzie założy sprawę o zachowek, bo może rodzice na jej progeniturę roztrwonią całą jej schedę... Odlatujesz do tego stopnia, że tracę ochotę na dalszą dyskusję.
  • hugu 27.03.14, 18:08
    Dobrze, jeśli nie lubisz ze mną dyskutować, postaram się nie odpowiadać na twoje posty i proszę o identyczny stosunek do moich!
    Jest chyba taka funkcja niewyświetlania czyichś wypowiedzi - skorzystajmy z niej.
    Jeśli dochodzisz do stanu obrazy wyrażanego niechęcią do dialogu ze mną - proszę bardzo, ani myślę cię denerwować, gdyż akurat mam dobry humor i daleka jestem od zadrażnień.
  • triss_merigold6 27.03.14, 17:44
    Jasssne. Już widzę jak trwałe bezrobotna, nigdy niepracującą, i za chwilę podstarzala laska z pretensjami jak nastolatka, wychodzi za mąż. Przecież faceci takie omijają dużym łukiem, po co którys miałby sobie brać taki garb na kark. Bardziej prawdopodobne, że będzie jeszcze długo wisieć na rodzicach, a po ich śmierci przeżre spadek i wyciągnie do siostry rękę po wsparcie.
  • hugu 27.03.14, 18:01
    Założę się, ze większość Pań, które z taką pewnością wyłuszczają Młodszej, że nic już jej dobrego nie czeka, a zmiana jest niemożliwa, bo przecież 30 lat - to wyrok! To podeszły wiek. To bycie "za starą" (itd).. Otóż zdaje się, że te mądre i jakże życie znające Panie same są w wieku balzakowsko-pobalzakowskim.
    Gdyby się uprzeć, im dopiero można by dowalić na temat początkującego uwiądu, po którym nie czeka ich już nic prócz sztucznej szczęki i osteoporozy.. itd
    Ale nie jestem dobra w wymyślaniu dogadywań i pastwieniu się, więc pominę milczeniem wiek respondentek, dla których ta straszna, nicjużnierokująca 30 to odległe echo przeszłości, za którym próżno gonić (a chciałoby się, oj chciało, jak znanemu liskowi tych "kwaśnych winogron"!) i stwierdzę jedynie, że 30 lat to super wiek, w którym wszystko, co dobre, każda pozytywna zmiana, może się jeszcze przydarzyć.
    Młodsza jest młoda! Helou!
    Jest to komuś solą w oku?... wink
  • nangaparbat3 27.03.14, 11:47
    >
    > Mają dla niej 100 000?
    > Niech jej dadzą ułamek tego na dobrą terapię.
    >
    wcale nie rozwlekle napisalaś, przeciwnie, to było potrzebne.
    Z jednym sie nie zgodzę: za terapie powinni płacić dodatkowo, oprocz tej stowki, jako zadośćuczynienie raczej.
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • lilly_about 27.03.14, 09:26
    Obie są traktowane sprawiedliwie, z tym że starsza wykorzystała szanse i pomoc, a młodsza nie.
    --
    Aktywne szukanie pracy to też praca (w sensie pożyteczne zajęcie).
    Jesteś usprawiedliwiona i nie czuj się obiektem nagonki (helufpi)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.