Dodaj do ulubionych

Szpitalne osobliwości

11.05.14, 21:10
Koczuje na szpitalnej podłodze pod łóżkiem chorego potomka. Kilka dni. Wiec poziom tolerancji mam blisko zera.
W międzyczasie przez salę przewinely się:
- potencjalna następczyni matki.madzi czyli kretynka ktora po3 dniach przywiozla rocznemu dziecku jedzenie ktore maluch lubi. Ktora dziecka nie tuli zostawia samo w szpitalu a podczas krótkich wizyt zamiast troszczyc się o dziecko nap.dala przez komórkę z kolezankami. Dziecko z kolejnym urazem w krótkim czasie. Więc szpital wdrożył procedury i mieliśmy już tu policję i kogos z opieki.
- matkę histeryczke która swoja panika tak nakrecala dziecko ze ciężko było uspokoić przez pól nocy
-rodziców usypiajacych półroczne dziecko rosyjskim disco puszczanym z komórki
- matke podporządkowana dwulatkowi ustepujaca we wszystkim przez co gowniarz terroryzowal calu pokój

Pocieszenia potrzebuje bo mnie tu zaraz cos trafi
Edytor zaawansowany
  • niktmadry 11.05.14, 21:26
    A o Tobie co mówią Twoi "współlokatorzy" z sali?
  • mag1982 11.05.14, 21:31
    Pewnie też coś ciekawegowink
  • segregatorwpaski 11.05.14, 21:27
    Czasami pocieszamy się jak wiemy, że komuś gorzej było wink
    To Ci napiszę, że DWA MIESIĄCE byłam w takiej sytuacji jak Ty i żadne leżące na wspólnej sali dziecko, posiadające matkę typu: panikara/zaniedbująca dziecko/czy tam podobna, nie jest bardziej 'uciążliwe' jako współtowarzysz niedoli niż dziecko narodowości romskiej. Wiem, wiem... tolerancja, możecie mnie zjechać, ale zachowanie samego dziecka, przede wszystkim jednak rodziców/rodziny od czasu do czasu go odwiedzających - koszmar...
    Niebawem pewnie wyjdziesz, szybko się skończy to, co Cię teraz tak rozwala psychicznie, jedyne co możesz zrobić obecnie to policzyć sobie do dziesięciu, może i nawet parę razy wink i cieszyć się myślą, że niebawem się to skończy.
    Trzymaj się!!!
    Pozdrawiam ciepło smile
  • przeciwcialo 12.05.14, 15:27
    Ja z Romami mam tez przykre przejścia szpitalne.
  • gazeta_mi_placi 12.05.14, 16:19
    Ciekawe co na to Nanga wink
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • kropkacom 12.05.14, 19:34
    No widzisz, Gazeta nie musi Nanga big_grin Różnie bywa, ale ty to dobrze wiesz, a na forum piszesz dla sportu, prawda?
    --
    Szeregowy: A po co komuś dwa auta?
    Julian: Jeden na co dzień, drugi do teściów i do kościoła.
  • gazeta_mi_placi 13.05.14, 10:30
    Nanga w takich sytuacjach nabiera wody w usta.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • kropkacom 13.05.14, 10:38
    Ci się za to woda leje strumieniami. Kto ma większy problem?
    --
    Szeregowy: A po co komuś dwa auta?
    Julian: Jeden na co dzień, drugi do teściów i do kościoła.
  • kropkacom 12.05.14, 19:32
    Jak młoda była na oddziale to była z synem Romka i było ok. Znaczy normalnie tak jak z innymi matkami.
    --
    Szeregowy: A po co komuś dwa auta?
    Julian: Jeden na co dzień, drugi do teściów i do kościoła.
  • przeciwcialo 12.05.14, 19:50
    To miałaś szczęście. ja mialam przez dwa dni delagację 8 dorosłych ludzi warujacych przy dziecku w dwuosobowej sali zwiekszonego nadzoru. Potem sie zbuntowalam.
  • kropkacom 12.05.14, 20:29
    Szpital by nie pozwolił na coś takiego. Czy jesteś Rom, czy ktokolwiek...
    --
    Szeregowy: A po co komuś dwa auta?
    Julian: Jeden na co dzień, drugi do teściów i do kościoła.
  • gazeta_mi_placi 13.05.14, 10:30
    Zatem po prostu łamali regulamin.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • kropkacom 13.05.14, 10:38
    No ktoś w każdym szpitalu czuwa aby nie łamano regulaminu, nie? Czy w Polsce można tak cały dzień przy pacjencie w kilka osób można siedzieć bezkarnie?
    --
    Szeregowy: A po co komuś dwa auta?
    Julian: Jeden na co dzień, drugi do teściów i do kościoła.
  • lola211 11.05.14, 21:35
    Moglabym ksiązke napisac, bo z córka zaliczylam pobyt 7 krotnie.
    Ale to co do dzis pamietam, bardziej niz uciazliwe sasiedztwo, to osamotnione male dzieci, których nikt nie odwiedzal.Płakac chce mi sie na sama mysl.Takie 2-3 letnie maluszki w szpitalu,bez nikogo bliskiego przez cały pobyt.Chore, same jak palec.
    --
    Koci kalendarz- uratuj kocie życie
  • gazeta_mi_placi 11.05.14, 21:39
    Nie przejmuj się, to pewnie ten pomiot od tych niezaradnych, biednych nieudaczników, których nie stać na bilet do miasta w którym jest szpital, nie przewidzieli że dziecko wyląduje w szpitalu i nie ubezpieczyli się aby mieć pieniądze na bilet i ewentualny przestój w pracy.
    To dzieci tych ludzi którymi tak pogardzasz bo ich nie stać na wiele rzeczy, w tym na wolne w pracy by czuwać przy dziecku.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • hellulah 11.05.14, 21:46
    A żebyś wiedział, że miałam coś podobnego napisać, choć nie w tym tonie (eee, do czegoś pijesz, ale do czego, to nie kojarzę).

    Pewnie niektóre opuszczone dzieci są naprawdę i totalnie opuszczone, porzucone, ale z doświadczenia (no wiem, dowód anegdotyczny) wiem, że może być np. tak - rodzice mieszkają w regionie, dojazd w jedną stronę ponad 2 godziny czasu a benzyna czy bilety za darmo też nie są (a leki kosztują); pracują oboje a ponieważ dziecko choruje przewlekle, każdy pieniądz się liczy, praca nie jest jakąś fanaberią ku realizowaniu się (swoją drogą powód dobry jak każdy inny), tylko przymusem; mają jeszcze jedno młodsze dziecko, ktoś się musi nim zająć; urlopy częściowo wykorzystane, część zachowana na czas, gdy przewlekle chore dziecko wróci do domu.

    Poznałam taką małą samotną osóbkę kiedyś...
  • lola211 11.05.14, 21:59
    7 szpitalnych pobytów i zawsze przynajmniej jedno takie dziecko.Po którym widac, ze jest zaniedbane.
    Prawdziwy kochajacy rodzic odwiedzilby przynajmniej w weekend.A gdyby nie mogl przyjechac to chociaz zadzwonil i zapytal, jak czuje sie dziecko.A to personel robi akcje poszukiwawcza, gdy dziecko idzie do wypisu, bo szanowni rodzice tak sie interesuja, ze zadne nie wie kiedy dziecko mozna odebrac.
    Nie ma co usprawiedliwiac takich ludzi.

    --
    Koci kalendarz- uratuj kocie życie
  • hellulah 12.05.14, 00:33
    Ale to jest konkretna sytuacja. Fakty. Mama odwiedzała dziecko raz na dobre kilka dni. Dziecko zadbane, ale z przewlekłą śmiertelną chorobą. I tak były komentarze, czemu rodzice nie przy dziecku.
  • ichi51e 12.05.14, 17:51
    A nie jestem z rodziny patologicznej a moi rodzice uwazaja ze rodzice nie powinni siedziec caly czas przy dziecko gdy to jest w szpitalu - twierdza ze to rozleniwia personel dzieciom ktorych nikt nie odwiedza jest przykro a te ktore sa chore nie moga sobie chorowac w spokoju bo caly czas im nad glowa ktos brzeczy. Ludzie maja rozne poglady.
  • ewekub 12.05.14, 19:47
    Nie wiem co musiałoby mnie zatrzymać, żebym nie była cały czas przy dziecku w szpitalu.
    Jako małe dziecko bardzo poważnie chorowalam i byłam kilkanaście razy hospitalizowana, nawet po 2 miesiące. Były to czasy kiedy rodzice absolutnie nie mogli być z dzieckiem.
    To była dla mnie trauma, z ktorą zmagalam się w życiu dorosłym - zaburzenia nerwicowe, liczne psychoterapie itp.

    Z moimi dziećmi byłam 4 razy w szpitalu i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej.
    Nie wiem czy to rozleniwia pielęgniarki, tak naprawdę nie obchodzi mnie to.
    Wszystkie zabiegi pielęgnacyjne przy dziecku wykonywalam sama. Pielęgniarki podawały leki, podlaczaly kroplowki itd. Do niczego innego nie były mi potrzebne.
    Twierdzenie, że podczas pobytu rodzica z dzieckiem personel się rozleniwia, uważam za kompletny absurd!
    Dziecko ma cierpieć w samotności i tęsknić, bo rodzic w myśl w/w zasady dba o to, żeby pielęgniarki miały co robić uncertain
    Sorry, ale wiekszej głupoty nie słyszałam uncertain
    --
    T. 2006r.
    T. 2009r.

    www.kochamylaure.pl
  • annajustyna 12.05.14, 18:05
    To zwolnienia na dziecko wziac nie mogli?
  • gazeta_mi_placi 12.05.14, 18:42
    Może już wykorzystali całe, może pracują na akord lub zlecenie i przestój równa się brak dochodów a rodzina biedna?
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • attiya 12.05.14, 20:19
    można, pewnie, że można
    tylko potem to już nie ma gdzie do pracy wracać...
    --
    "To nie chodzi o to, żeby "na wszelki wypadek" mógł mnie katolicki Bóg wziąć do nieba, tylko żeby "na wszelki wypadek" miłosierni katolicy nie ponieśli mnie widłami na stos." by joanekjoanek
  • annajustyna 12.05.14, 21:38
    Fakt.
  • slonko1335 13.05.14, 10:58
    W wielu szpitalach nie dostaniesz-bo dziecko jest w placówce i ma zapewnioną opiekę....
    Jak młoda była w jednym szpitalu miałam zwolnienie na siebie, na dziecko nie było możliwości.
    W innym szpitalu dawali bez problemu każdemu kto chciał, w kolejnym tylko matkom karmiącym dzieci do roku.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • lola211 11.05.14, 21:47
    Nie, to sa dzieci tych beznadziejnych rodzicow, ktorzy swoje dzieci maja gdzies głeboko.Prymitywów, dla których dzieciak to tylko problem.
    --
    Koci kalendarz- uratuj kocie życie
  • gazeta_mi_placi 11.05.14, 22:06
    Spokojnie, za 18 lat ten dzieciak wyrośnie na takiego samego nieudacznika jak rodzice, biedę się dziedziczy Kochana.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • lola211 11.05.14, 22:56
    Znam wiele przypadkow, gdzie dzieci z takich rodzin wyszły na ludzi.
    --
    Koci kalendarz- uratuj kocie życie
  • gazeta_mi_placi 12.05.14, 11:08
    I wiele więcej takich gdzie nie radzą sobie albo radzą sobie ledwo, ledwo wiążąc koniec z końcem.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • koronka2012 12.05.14, 23:07
    gazeta_mi_placi napisała:

    > Nie przejmuj się, to pewnie ten pomiot od tych niezaradnych, biednych nieudaczn
    > ików, których nie stać na bilet do miasta w którym jest szpital, nie przewidzie
    > li że dziecko wyląduje w szpitalu i nie ubezpieczyli się aby mieć pieniądze na
    > bilet i ewentualny przestój w pracy.

    Nie zawsze. Mój kuzyn jako dziecko leżał w szpitalu i wujostwo dojeżdżało codziennie 60 km. A w tej samej sali leżało paroletnie dziecko, którego rodzice mieszkali od szpitala 10 minut piechotą - i wpadali co parę dni. Ludzie wyglądali na normalnych, choć wujkowi w głowie się to nie mieściło.

    BTW - wolne w pracy na dziecko jest płatne.
  • gazeta_mi_placi 13.05.14, 10:32
    Zależy jaka praca, są prace na umowę zlecenie, na akord, dość dużo ludzi w Polsce dorabia sobie na czarno. Poza tym szef może źle widzieć częste zwolnienia. Jasne, oficjalnie za częste zwolnienia zwolnić nie może, ale nie czarujmy się zawsze jakiś sposób się znajdzie.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • to_ja_tola 11.05.14, 23:41
    lola211 napisała:

    > Moglabym ksiązke napisac, bo z córka zaliczylam pobyt 7 krotnie.
    > Ale to co do dzis pamietam, bardziej niz uciazliwe sasiedztwo, to osamotnione m
    > ale dzieci, których nikt nie odwiedzal.Płakac chce mi sie na sama mysl.Takie 2-
    > 3 letnie maluszki w szpitalu,bez nikogo bliskiego przez cały pobyt.Chore, same
    > jak palec.


    O TO,TO...dokładnie.
    Ja tam na sam widok ryczałam...

    --
    "Optymista myśli,że świat stoi dla niego otworem,
    pesymista wie co to za otwór..."
  • joxanna1 11.05.14, 21:37
    A co jest nie tak z usypianiem półroczniaka muzyką disco z telefonu? Jeśli akurat to usypia dziecko?
  • berdebul 11.05.14, 21:43
    Zapewne to, że państwo nie używali słuchawek. Więc cały pokój słuchał disco razem z dzieckiem i zaradnymi rodzicami.
  • mebloscianka_dziadka_franka 12.05.14, 12:59
    Eee, czyli mieli 6-miesięcznemy niemowlakowi założyć słuchawki na uszy? Pomysł wydaje mi się kuriozalny. Raz, że takie słuchawki szybko by zmieniły swoje położenie względem uszu małego melomana (no chyba, żeby je przykleili na taśmę klejącą np. tongue_out), a dwa to zakładanie słuchawek takiemu małemu dziecku, chyba nie jest najzdrowsze dla niego.
  • ichi51e 12.05.14, 17:53
    Wlasnie - ciezko dostosowac dzwiek.
    Ja znam matke ktora byla mega oburzona ze inna matka poprosila jej dziecko zeby przyciszylo telewizor bo jej corka chciala spac. Czula sie wielce dotknieta chamstwem bo jej dziecko sie nudzilo i chcialo sobie ogladac....
  • lauren6 12.05.14, 19:27
    A co zostało tym dzieciakom, czasami przykutym do łóżka na wiele dni, poza oglądaniem bajek?
    Starszakowi jeszcze można dać słuchawki, ale w przypadku młodszego dziecka takie rozwiązanie odpada. Pozostaje pogodzić się z tym, że szpital to nie hotel, a chore dzieci nadal pozostają dziećmi, więc będą rozrabiać i hałasować.
  • berdebul 12.05.14, 19:49
    Wystarczy wpiąć słuchawki i zrobić ciut głośniej - zdecydowanie przyjemniej dla innych ludzi, bo słychać w mniejszym promieniu, niż puszczane z głośnika.
    Jeżeli nie można zrobić tego tak, aby innym nie przeszkadzało to nie powinni tego robić.
  • jola-kotka 11.05.14, 21:38
    No ale ty jesteś ta doskonała mamusia masz najlepsze dziecko w szpitalu i te kretynki i patologie pokonasz dasz radę taki ideał zawsze daje radę.
  • ladnyusmiech 11.05.14, 21:44
    A ja myślałam ostatnio, że sam fakt koczowania (ładnie ujęte) jest wystarczający żeby narzekać. Tym bardziej, że jak już wyszliśmy to drugie dziecko się rozchorowało i bach z powrotem...

    Ale przynajmniej towarzystwo miałam świetne. W pierwszą noc dziewczyna wstała i przykryła mnie swoim kocem, widząc jak nieudolnie próbuje zrobić to kurtką, a zimno było. A druga puszczała bajki mojemu dziecku smile

    Współczuje. Bardzo.
  • fomica 11.05.14, 21:53
    Daruj sobie takie wyliczanki. Do każdego można sie o cos przyczepić, kilka obcych osób ze swoimi denerwującymi przyzwyczajeniami stłoczonych na małej powierzchni. Choroba dziecka i pobyt w szpitalu to tak nieprzyjemne i stresujące wydarzenie że nie dziwię się wcale panice, bezradności, nieracjonalnym zachowaniom. Pewnie nawet ci sie nie śni które z twoich cech i zachowan działa innym na nerwy i zostało uznane za dziwactwo roku.
  • ga-ti 11.05.14, 22:05
    Miałam 'przyjemność' koczować przez tydzień przy chorym 3 tygodniowcu, w sali z innymi dwiema mamami i ich dzieciątkami.Po pierwszej nocy, diagnozie, stresie z tym wszystkim związanym, zostałyśmy kumpelami że hej! Wspominam te babki po 6 latach z radością. Dzięki nim przetrwałam ten tydzień. Mam nadzieję, że ja im też coś dałam od siebie.
    Pomijając chorobę dziecka, to był bardzo miły tydzień wink

    Później jeszcze byłam 3 dni ze starszym, może nie nawiązałam tak ciepłych relacji z rodzicami, ale też nie narzekałam na współtowarzyszy niedoli.

    Cierpliwości, tolerancji i zdrowia życzę.
  • neffi79 11.05.14, 22:11
    każdy orze jak może - w takim szpitalu
    --
    http://lb2m.lilypie.com/xvwZp1.pnghttp://lbym.lilypie.com/zWtop1.png
  • paul_ina 11.05.14, 23:04
    Ja siedziałam 15 dni na pediatrii w szpitalu na Niekłańskiej w Warszawie. Jedyne, na co nie mogę narzekać, to towarzystwo - trafiały mi się same fajne matki, ojcowie i babcie, każdy orał jak mógł - ale dogadywaliśmy się spoko, wzajemnie wspieraliśmy i pomagaliśmy zabawiać dzieci, podawać lekarstwa, polować na personel medyczny.
    Pod koniec pobytu trafiłam do trójki, w której doleczało się, jak mój syn po zapaleniu ucha, dwóch młodzieńców - 12 letni i 17 letni, takie fajne chłopaki, że przywrócili mi wiarę w dzisiejszą młodzież.
    Osamotnionego dziecka nie było żadnego. Dzięki Bogu.

    --
    _______________________________
    www.1000dzieci.pl/811-jagoda-bujak
  • to_ja_tola 11.05.14, 23:39
    No więc tak:
    olewająca dziecko matka-źle
    trzęsąca się na dzieckiem matka-źle
    usypiająca dziecko i zostająca z dzieckeim matka-źle

    i najlepszebig_grin
    - matke podporządkowana dwulatkowi ustepujaca we wszystkim przez co gowniarz te
    > rroryzowal calu pokój

    Toż to w końcu dziecko chyba bezstresowo chowane?big_grin

    I weź tu staraj się dogodzić.?
    OJP?!

    --
    "Optymista myśli,że świat stoi dla niego otworem,
    pesymista wie co to za otwór..."
  • iwoniaw 12.05.14, 00:13
    Tola nie dziw się i nie zżymaj - ja autorce szczerze współczuję, bo od samego koczowania w szpitalu przy dziecku można dostać na głowę - i po paru dniach to już wszyscy cię wkurzają niemiłosiernie. Ja też swego czasu koczowałam w szpitalu przy niemowlęciu po operacji i były to najgorsze dni w moim życiu - i to wcale nie z powodu niedyspozycji zdrowotnej dziecka i niedogodności z tym związanych, tylko z powodu wyczerpania fizycznego (spanie na karimacie na podłodze nie pomagało) i kompletnego niewywiązywania się z obowiązków przez pielęgniarki (w pakiecie wspomniana przez kogoś wyżej konieczność "polowania" na lekarzy, żeby uzyskać jakieś informacje). Fakt, towarzystwo innych opiekunów dzieci miałam fajne, wspieraliśmy się w tej beznadziei.
    Autorko wątku, życzę siły.

    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • kropkacom 12.05.14, 06:35
    Ja tylko właściwie pamiętam dziewczynkę, której mama obiecała, że przyjedzie. Przy mnie zresztą. Dziecko było dzielne jeden dzień i czekało... Za naszego pobytu w szpitalu nie doczekało się odwiedzin. Poza tym zawsze miałam i mam tolerancję dla rodziców w szpitalach. W końcu różni są ludzie, różne układy, a dziecko w szpitalu to nie powód aby zaspakajać czyjeś widzimisię odnośnie sposobu wychowania.
    --
    Szeregowy: A po co komuś dwa auta?
    Julian: Jeden na co dzień, drugi do teściów i do kościoła.
  • kropkacom 12.05.14, 06:45
    I jeszcze pamiętam słowa jednej starszej dziewczynki, która stwierdziła, że chciałaby aby mamma była z nią w szpitalu, bo wtedy mogłaby odpocząć. Mama, nie dziewczynka. To było tak kochane smile
    --
    Szeregowy: A po co komuś dwa auta?
    Julian: Jeden na co dzień, drugi do teściów i do kościoła.
  • helka.pentelka 12.05.14, 07:23
    No tak, nie dodałam, że mam na sali też normalne, fajne pomocne mamy i od razu żmije z jadem przypełzły ;p
    No i dziś przespałam noc, więc lepiej, nerwy mniejsze i tolerancja jakby większa.

    Wracając do wątku - wiecie - rozumiem, ze można mieć więcej dzieci, mieszkać daleko, mieć kłopot z organizacją 24 h pobytu przy dziecku, ale matki, która niby przyjeżdża codziennie na chwilę, ale 3 dni dziecku jedzenia nie przywiezie - no nie pojmę. I jeszcze zdziwienie - "ojeeeeeej płakał całą noooooc? W domu mi nie płacze." "Ojeeej u pani na rękach dopiero zasnął? W domu sam zasypia."
    Nosz urwał nać.
    Po prostu widać że dziecko ma głęboko w de w każdym zachowaniu.

    Matki histeryczki też są niezłym zjawiskiem - nasza odstawiła szopkę ze sobą w roli głównej, zamiast pomóc dziecku przystosować się do szpitala i troszkę uspokoić. W sumie niewiele brakowało, że jej nie wyprosili, dopiero solidny opiernicz pielęgniarki ją nieco na ziemię sprowadził.

    Dzięki za pociechę - te mamy, które leżały pod dziecięcym łóżkiem w szpitalu wiedzą, jak jest. Zastanawiające jest tylko to, że morderca w więzieniu ma lepsze warunki bytowe niż matka ciężko chorego dziecka w szpitalu.
  • to_ja_tola 12.05.14, 13:04
    helka.pentelka napisała:

    > No tak, nie dodałam, że mam na sali też normalne, fajne pomocne mamy i od razu
    > żmije z jadem przypełzły ;p
    > No i dziś przespałam noc, więc lepiej, nerwy mniejsze i tolerancja jakby większ
    > a.


    my "żmije" a ty po prostu wspaniała taka,bo przejmujesz się,że zua matka usypia dziecko muzyką z komórki?big_grin
    taa jassne.


    Ps.też leżałam z dzieckiem 2 tyg w szpitalu,więc,żeby nie było,że nie doświadczyłam tego.
    Po prostu luz.I patrz na siebie.

    Nic mnie tak nie wku#$%wia jak oglądanie się na kogoś i opisywać to na forum.

    Noooo działa to na mnie jak płachta na byka.Wpierd...anie się i mądrzenie się w nie swoich sprawach.
  • wyznawczyni_wielkiego_czerwia 12.05.14, 20:29
    Matki matki matki. Ojców nie ma jak mniemam? Same samotne jesteście?
    --
    "Wielką miłość od pierwszego wejrzenia to może pięciolatek do lizaka uskuteczniać." - by raohszana
  • helka.pentelka 12.05.14, 21:23
    No co ja poradzę, że do ojców na sali nie mogę się przyczepić, bo byli ok?
  • to_ja_tola 12.05.14, 22:48
    helka.pentelka napisała:

    > No co ja poradzę, że do ojców na sali nie mogę się przyczepić, bo byli ok?

    bo byli chwilę...taka jest prawda.
    --
    "Optymista myśli,że świat stoi dla niego otworem,
    pesymista wie co to za otwór..."
  • spalona_gora 12.05.14, 07:47
    Łączę się w bólu. Mamy za sobą kilka pobytów (ostatni tydzień temu sad ). Najgorsza jest ta ciągła rotacja. Nawet z wariatem się w końcu dotrzesz i ustalicie jakieś zasady. Ale jak masz codziennie nowych ludzi to jest meksyk na okrągło.

    Karimata... A jest tam miejsce na spanie rodzica obok łóżka dziecka? Jeśli tak, to spraw sobie koniecznie leżak rozkładany na płasko z grubym materacem (bez problemu można dostać takie latem w marketach, teraz to nie wiem czy gdzieś są). To jest zbawienie, bo to jest jak mała polówka + miękki wygodny materac, nawet na boku można się położyć. A każda godzina zdrowego, głębokiego snu jest w tych warunkach na wagę złota.

    --
    Czas zmienić nicka - dziecię nauczyło się czytać wink
  • lauren6 12.05.14, 07:59
    Poza przypadkiem matki Madzi junior czepiasz się. Przemęczenie pobytem w szpitalu działa na twoją obronę. Pomyśl, że ci rodzice też strasznie przeżywają pobyt dziecka w szpitalu i radzą sobie jak mogą.
    Lepsze to ruskie disco polo przez 15 minut, niż niemowlak wyjący 2h, bo nie umie zasnąć bez tego wspomagacza.
    Na matkę histeryczkę trzeba było nasłać pielęgniarkę, żeby z nią porozmawiała i dała jej może coś na uspokojenie. To nie jej wina, że nie radzi sobie z emocjami.
    Dwulatka pewnie boli i z tego powodu rozrabia. Matka przecież nie da mu w głowę, żeby leżał cicho i grzecznie, bo tak tobie wygodniej.
    Więcej empatii i zrozumienia dla tych ludzi.
  • to_ja_tola 12.05.14, 13:05
    lauren6 napisała:

    > Poza przypadkiem matki Madzi junior czepiasz się. Przemęczenie pobytem w szpita
    > lu działa na twoją obronę. Pomyśl, że ci rodzice też strasznie przeżywają pobyt
    > dziecka w szpitalu i radzą sobie jak mogą.
    > Lepsze to ruskie disco polo przez 15 minut, niż niemowlak wyjący 2h, bo nie umi
    > e zasnąć bez tego wspomagacza.

    > Na matkę histeryczkę trzeba było nasłać pielęgniarkę, żeby z nią porozmawiała i
    > dała jej może coś na uspokojenie. To nie jej wina, że nie radzi sobie z emocja
    > mi.
    > Dwulatka pewnie boli i z tego powodu rozrabia. Matka przecież nie da mu w głowę
    > , żeby leżał cicho i grzecznie, bo tak tobie wygodniej.
    > Więcej empatii i zrozumienia dla tych ludzi.



    wtedy pisała by,że matka sobie nie radzi z 2 latkiem i dzieć wyje 2h zanim uśnie.
    --
    "Optymista myśli,że świat stoi dla niego otworem,
    pesymista wie co to za otwór..."
  • lauren6 12.05.14, 19:15
    Nie żartuj.
  • melancho_lia 12.05.14, 08:09
    Brak ci empatii. Sama jesteś zmęczona i zdenerwowana i dlatego ludzie działają ci na nerwy.
    Rozrabiajacy dwulatek- a jaki ma byc jak jest w szpitalu- biegać nie może, źle się czuje, nie ma ulubionych zabawek, bajek itp.
    usypianie muzyką- rozumiem, że moze przeszkadzać- ale ile czasu ta muzyka leciała? 2 godziny?
    Wolałabys marudzącego niemowlaka?
    matka histeryczka- zamiast krytykowac trzeba było spróbowac porozmawiać, nie każdy jest twardy i radzi sobie z emocjami w szpitalu.

    Byłam z córką w szpitalu na chirurgii. Akurat trafiliśmy do pokoju z nastolatkami (moja miała 3 lata). Nie mogę narzekac na towarzystwo mimo, ze te nastoletnie panny wisiały na telefonie, a do nastolatka przyłaziły pielgrzymki kolegów.
    Ale ludzie byli w porządku, personel też.
  • lola211 12.05.14, 09:38
    To nie jest zaden brak empatii.
    W szpitalu jak na dłoni widac poziom ludzi.
    Kazdy normalny czlowiek przebywajacy w miejscu publicznym wie jak sie zachowac.Tak aby byc jak najmniej uciazliwym dla wspolmieszkanców.Niestety,ale ma sie duża szanse trafic na takich, którzy sa głosni,za nic majacy samopoczucie innych.
    Wszyscy tam sa z chorymi dziecmi i kazdy powinien to uszanowac.Co to znaczy- nie radzi sobie z emocjami? Od tego jest dorosłym czlowiekiem, by sobie radzic.
    Zaliczylam pobyt z chlopcem, ktorym opiekowala sie babcia.Przez tydzień zadne z nich sie nie myło.Mala sala, stłoczone łozeczka i rodzice na stolkach.I smród niemytych dwóch ciał.
    I matke, ktora zamiast uspokajac dziecko tylko je prowokowala do ryku.
    Male dzieci zostawione same, płaczące po nocach to norma.
    Usypianie muzyka? No bez przesady.To jest naruszanie spokoju innych.

    --
    Koci kalendarz- uratuj kocie życie
  • spalona_gora 12.05.14, 09:41
    Uwierz, melancholia, nastolatek w szpitalu to najlepszy towarzysz niedoli. Nie ma w ogóle porównania do dziecka 1-4 i jego przerażonych i zdezorganizowanych rodziców.

  • emwu55 12.05.14, 08:50
    Sama nie wiem, co gorsze - czy przewijające się różnego rodzaju matki czy pobyt w salach pojedynczych.
    Akurat z synem trafialiśmy podczas 3 operacji na pojedyncze sale, o które wcale nie prosiłam. I co? I jesteś zdana na własne siły, gdy się coś dzieje. Pielęgniarki i lekarza czasami akurat nie ma w pobliżu. I sama musisz zdecydować, jak dziecku pomóc, kiedy płacze z bólu i nie może się ani odwrócić, ani wysiusiać. A w przypadku, kiedy obok jest inna dorosła osoba jest szansa, że pójdzie po kogoś z do pomocy. Albo sama pomoże. Czasami z takich sytuacji powstają przeróżne przyjaźnie czy znajomości - wystarczy przypomnieć sobie matki niepełnosprawnych dzieci koczujące w Sejmie, stanowiły zwartą grupę wzajemnego wsparcia.
  • ponis1990 12.05.14, 11:38
    Cóż, ja z moim 4,5 latkiem w szpitalu byłam już jakieś dwadzieścia razy. Więc książkę mogłabym napisać. Zawsze jakoś trafiałam na fajne osoby, może to kwestia chęci dogadania sięsmile Z wieloma osobami mam kontakt do teraz. Nie można oceniać tych osób jako ,,gorsze'' , po prostu przebywanie na jednej sali to taka swoista ,,wielokulturowość''. smile
    Nie było niemowlaka usypianego ruskim disco, za to był sześciomiesięczniak usypiany piosenką niejakiej Paulli ,,Od dziś'' big_grin
    Raz mnie tylko ruszyło i pół szpitala, jak matka zapomniała którego dnia ma dziecko odebrać - chłopczyk czekał cały dzień, matka nie pojawiła się - niestety został przekazany do pogotowia opiekuńczego. Co lepsze, już raz tam był, rodzice postarali się o jego powrót do domu rodzinnego.
  • joaaa83 12.05.14, 11:41
    JA przebywałam tylko raz z dzieckiem w szpitalu dziecięcym i też trafiłam na dziecko, którego rodziców trzeba było "ściągać" telefonicznie, bo dziecko wypis dostało. Chłopczyk miał roczek.

    Najgorsze było to, że chłopczyk strasznie płakał, kiedy nikt się nim nie zajmował. On potrzebował czyjejś obecności, nawet nie mamy, po prostu obecności. Sprawdzał się mój mąż, moja teściowa, moja mama. Płacz chłopca budził moją córkę, która wtedy też płakała. Na szczęście w sali była druga mama i w nocy razem dzieliłyśmy czas na swoje dzieci i tegoż chłopca.

    Jego rodzice przyjechali raz w ciągu tygodnia i powiedziałam tej matce, jak sprawa wygląda. Moja frustracja była podobne do frustracji autorki postu, więc powiedziałam wprost tej babie, żeby została z dzieckiem w szpitalu. Jej mąż się zaczął wydzierać na nią, że ma sobie to z głowy wybić i takie tam. Pielęgniarki, którym oczywiście samotne dziecko było bardzo nie na rękę, zrobiły już konkretny najazd na oboje rodziców, ale też żadnego efektu.

    Po tym doświadczeniu uznałam, że w szpitalach powinien być jakiś wolontariat, jak w domach dziecka, hospicjach itp, skoro pielęgniarki nie są w stanie opiekować się takim dzieckiem poza podawaniem leków, pożywienia (pampersy zmieniane przy karmieniu lub na moje wołanie). Po tym poście widzę, że szpitalne, opuszczone dzieci to dość powszechne zjawisko.
  • gazeta_mi_placi 12.05.14, 15:25
    A skąd możesz wiedzieć czy rodzice chłopczyka nie przyjeżdżali bo patologia i woleli być na libacji czy oboje ciężko pracują u kogoś i nie mogą pozwolić sobie na kilka dni wolnego w pracy bo grozi to jej utratą a nie są wąskimi specjalistami aby przebierać w ofertach pracy.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • lauren6 12.05.14, 19:18
    Widać, że jesteś bezdzietna i nie masz zielonego pojęcia czym jest szpital dla takiego malucha.
  • gazeta_mi_placi 13.05.14, 10:38
    Ale właśnie tutaj mowa o dzietnych, którzy nie odwiedzali swoich dzieci, może powodem był alkohol i inne patologie, może zwykła bieda i strach przed utratą pracy, a szpital daleko i dojazd kosztuje.
    Kilka lat temu było o tym w mediach jak matka z dziewczynką około 10 letnią przewlekle chorą (w szpitalu miała jakąś planowaną operację czy inny zabieg) z małej miejscowości jechała do owego szpitala w śnieżycę autostopem bo nie miała na bilet.
    Tam zgarnęła ich policja, która akurat przejeżdżała i chyba odwiozła do tego szpitala. Potem temat dostał się do mediów.
    Może i jestem bezdzietna, ale wiem, że w niektórych rodzinach jest taka bieda, że nie można mieć na bilet do miasta, zwłaszcza codzienne odwiedziny, a że w większości biednych rodzin raczej nie ma wąskich specjalistów którzy w razie utraty pracy z palcem w d... znajdą 10 innych ofert raczej powstrzymałabym się z oceną.
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • joaaa83 13.05.14, 10:47
    Ja nie pisałam nigdzie, że jego rodzice to patologia. Byli biedni i "nie mieli na bilety". Maż pracował w polu, a ona siedziała w domu z drugim maluchem. Mieli jeszcze 2 córki - jedna nastoletnia, druga ok 10 lat. To wszystko powiedziała mi ta kobieta. Ja jej na to, żeby nie przyjeżdzała tylko tu została tak jak ja tam siedziałam. Jadłam bułki ze sklepiku i myłam się w zimnej wodzie. Herbata była ogólnodostępna na kuchni. Ten pobyt przez pierwsze 5 dni nic mnie nie kosztował (potem doczekałam się upragnionego boksu). Jej facet powiedział, że ma siedzieć w domu i zajmować się dziecmi. Według mnie, gdyby facet chciał, to mógłby przy pomocy córek (był lipiec) ogarnąć sytuację i zająć się tym najmniejszym szkrabem. Oni po prostu nie widzieli tragedii tego dziecka, mimo że ja tej kobiecie bardzo obrazowo to przedstawiłam.

    Dla mnie roczne dziecko w szpitalu to priorytet.

    A skąd wiesz, czy mi też nie groziła utrata pracy? Że nie miałam z tego powodu problemów? Myślisz, że matki-koczowniczki to tylko bezrobotne? Każdy ma jakieś priorytety.
  • gazeta_mi_placi 13.05.14, 10:50
    Może karmiła tamto dziecko piersią?
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/e35d45dd2b.png
  • joaaa83 13.05.14, 11:31
    Nie, nie karmiła. To był bliźniak tego w szpitalu.

    Wolałabym odstawić dziecko od piersi z nadzieją, że wrócę do karmienia, niż zostawić roczne dziecko samo w szpitalu. I pewnie zdecydowana większość kobiet tak by postąpiła.

    Ono miało rok i było same. Jak chciał zdjąć pampersa i wysmarować się zawartością, to to zrobił. Jak był głodny, to ryczał i czekał na porę obiadową (no chyba, że miałam chrupki). Pozrywał sobie opatrunki itp. itd. W szpitalu nie masz monitoringu. Dziecko siedzi w "klatce", czyli w łóżeczku - 24h!!!. Nikt go praktycznie nie wyciągał, oprócz nas innych rodziców. Ale Ci inni rodzice są zmęczeni i zajęci swoimi dziećmi, a pielęgniarki nie mają czasu.
  • iziula1 12.05.14, 12:38
    też w tym roku zaliczyłam szpitalny pobyt z moją malutka córeczką.
    Wizyty koleżanek do współleżącej matki dziecka do 22 to norma. Kłótnie rodziców o dziecko na korytarzu.
    Ba, byłam świadkiem jak babcia dziecka kłóciła się z matką tegoż dziecka, kto zostaje na noc. I zgadnijcie, kto opuścił szpital płacząc? Tak, matka - bo babcia nie chciała ustąpić, zawłaszczyła dziecko całkowicie. Matka w ciągu dnia siedziałą pod salą na krzesełku a babcia z jej dzieckiem uncertain. A mąż kobiety nie interweniował - koszmar, co?!
    Byłam też świadkiem opuszczonego dziecka, ale.... Rozmawiałam z matką tego chłopczyka, kiedy się już pojawiła. Rodzina wielodzietna, dwoje dzieci w jednym czasie w szpitalu, każde w innym, mąż domagający się obiadu po pracy.... Po naszej rozmowie do chłopca zaczeła przychodzić siostra matki po szkole i jej brat.
    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • helufpi 12.05.14, 12:58
    Ja tylko raz koczowałam, na chirurgii dziecięcej. Przez naszą salę przewinęło się w trakcie naszego pobytu 4 dzieci, wszyscy rodzice kulturalni i nieolewający, personel - mimo procedury zakazującej koczownictwa - przymykający oko i uczynny. Tylko diagnozy i stany różnych dzieci straszne, perspektywa życiowa się zmienia po czymś takim.
  • naomi19 12.05.14, 15:02
    ja bylam raz i myslalam, ze zwariuję, a córka była, uwaga 1 dzień!
    wypisalam na wlasne żądanie
    towarzystwo tragiczne
    mama 1 dziecka oburzyla sie, jak o 10 chcielismy gasic- jej dziecko (chyba 3 latek) chodzi o pierwszej w nocy, prosze nie gasic, bo ona chce mu teraz czytać ;D
    w ogole duzo by mowic, dla mnie zupelnie nie do zniesienia
    nastepnym razem lapówka i sala jedynka
    --
    mam szczęście bo mieszkam w malutkiej mieścinie gdzie jest wielka bieda i nikt tu nie rzuca się nawet na używaną odzież bo dla większości jest za droga. aniaturek0409
  • edelstein 12.05.14, 15:16

    Zapomnialas jeszcze didac so tego jednej plotkary,ktory jest tak zardna,cudowna,idealna wrecz a nie wykupila odpowiedniego ubezpieczenia i pokoju by nie spac pod lozkiem i nie musiec sie bratac z pospolstwem sluchajacego disco polo.--
    "Znasz mnie lepiej niż ja siebie? Widziałeś mnie na glebie?
    Znasz upadek i cierpienie? Znasz każde wydarzenie,
    Które miało wpływ na mnie? Znasz mnie lepiej niż ja klaunie?...
    Śmiejesz się,zgadnij,kto się będzie śmiał ostatni"
  • joaaa83 13.05.14, 10:52
    O jakim ubezpieczeniu mówisz? Mój mąż ma wykupiony pakiet i np. ze specjalistów korzysta bez kolejek, ale w moim mieście nie ma prywatnego dziecięcego szpitala i nic by mi ubezpieczenie nie dało. Z resztą kierowca karetki nie pytał, gdzie się kierować, bo jest tylko jeden szpital dziecięcy.

    Poza tym boksy można wykupić, owszem. Ale jest ich znikoma ilość. Na oddział, w którym leżałam była dwa, a wszystkich łózek ok 40. Do boksu jest kolejka. Trzeba czekać cierpliwie i koczować.
  • aquella 12.05.14, 17:01
    współczuję
    po spaniu na podłodze jak pies to może śpiew ptaka wkurzyć albo słoneczny dzień nawet
    ale wszystko niczym wydaję się przy tych osamotnionych maluszkach i żenującym wydaje mi się pisanie, że rodzice zapracowani daleko mieszkają i dlatego raz na 3 dni - ja bym na pysk padła a dziecko odwiedzała i pewnie spała na podłodze a potem do pracy albo na chwilę do własnego łóżka, zaniedbanie przez rodzica znajdzie sobie zawsze setkę wymówek
  • kerri31 12.05.14, 17:59
    Patrz na swoje i nie wściskaj nosa w cudze sprawy dotyczące wychowania, uspypiania itp.

    Każdy orze jak może.


    --
    Szyjka to wstrętny podstępny twór.Na pocieszenie dodam, ze potem dwukrotnie jeszcze urodziłam zdrowe prawie donoszone dzieci, ale ciąże trudne, szyjka zaszyta. by- chyba.ze

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka