Dodaj do ulubionych

Zatajanie orzeczenia o ZA przy zapisie do szkoły

21.08.14, 09:08
w poniższym przypadku akurat muzycznej - uzasadnione?

Ponieważ ciekawiło mnie, jak zakończyła się głośna nie tylko na forach sprawa nieprzyjęcia na kolonie dziecka z ZA, zajrzałam na forum "Inny Świat".
Tam jedna z pań prosi o radę, czy ujawniać informację o ZA swojego dziecka w nowej szkole (muzycznej), do której dziecko zdało egzamin. Podobno nie ma takiego obowiązku (???)

Czy wy (niezależnie od tego czy macie dzieci niezaburzone, czy z ZA) mielibyście wątpliwości w takiej kwestii? Chciałabym poczytać opinie i jednych i drugich.
Edytor zaawansowany
  • 21.08.14, 09:15
    A jest obowiązek ujawniać? Mając w pamięci stosunek matek do takich dzieci i ich rodziców bym się zastanawiała.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 09:17
    SM popołudniowa czy ogólnokształcąca? bo widzę jednak sporą równicę....
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.08.14, 09:37
    Widzę że jednak popołudniowa co dla mnie diametralnie różni się od ogólnokształcącej i tak przy wydanym zaświadczeniu od pediatry jakie ma to dziecko o braku przeciwwskazań do uczęszczania na zajęcia bym się wstrzymała jeżeli dziecko nie wymaga szczególnego traktowania.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.08.14, 09:46
    A od kiedy pediatrzy mają o tym pojęcie?
  • 21.08.14, 09:58
    o czym? w takim układzie po co SM wymaga od pediatry zaświadczenia o braku przeciwwskazań do uczęszczania skoro pediatra nie ma o niczym pojęcia? pediatra przeciwwskazań u dziecka nie widzi, dziecko nie wymaga specjalnego traktowania z tego co zrozumiałam, nie ma potrzeby asystenta czy jakiejś szczególnej opieki, ba nawet druga poradnia wyklucza ZA twierdząc, że to tylko zaburzenia SI...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.08.14, 10:00
    a i przypominam, że to SM popołudniowa-takie zajęcia dodatkowe ...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.08.14, 09:19
    nie zatajam- udzielam wszelkich informacji, które tylko mogą pomóc dziecku w odnalezieniu się w innym niż dom miejscu. w przedszkolu i szkole w ankiecie było nawet pytanie o to, jak dziecko lubi by się do niego zwracano- wszystko by ułatwić wzajemne relacje i poczucie komfortu

    PO CO zatajać kluczowe informacje ?
  • 21.08.14, 09:24
    Właśnie o tym myślałam - ujawnić, by przygotować nauczycieli do pracy z takim uczniem, a jemu samemu ułatwić start i dalszą naukę.
  • 21.08.14, 09:30
    A gdyby to twój uczeń miałby ZA. I rodzice by nie ukrywali. Jaka jest twoja reakcja?
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 09:33
    Mam uczniów z ZA.
  • 21.08.14, 09:34
    Czyli żaden problem, tak? Uważasz, ze opłaca się być tutaj absolutnie szczerym.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 09:38
    Nie ma obowiązku podawania szkole informacji o orzeczeniu, ale potem nie należy mieć focha, że szkoła nie potrafi pracować z uczniem.
  • 21.08.14, 09:41
    Tobie bym akurat żadnej informacji nie podała big_grin Co to znaczy potrafi pracować? I tak w razie jakichkolwiek problemów wszystko odbije się na rodzicach i dziecku.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 09:45
    jak będą problemy to i tak się odbije i tak
    jeśli będą problemy-przy podaniu informacji- to wiadomo czym je tłumaczyć i jak postępować
    jeśli będą problemy- i zatajenie informacji- to tłumaczeniem będzie brak wychowania dziecka, patologia i być odmówienie współpracy
    tak źle i tak źle
    to z tych dwóch źle-co jest lepsze ?
  • 21.08.14, 09:50
    Czyli jak nie spojrzysz dupa.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 13:22
    Pytanie czy jak ujawnisz ze dziecko ma ZAnauczyciel nie polozy na nim krzyzyka i bedzie wszystkiego zwalal na zaburzenie. Albo straszyl/tlumaczyl innym dzieciom... "Krzys tak ma bo jest zaburzony..."
    Zgadzam sie ze powinny byc ujawnione wszystkie ISTOTNE informacje. W interesie dziecka.
    --
    dlaczego troll który o kilku miesiecy wkleia zdjecia penisów nie został zablokowany? (By anna)
  • 21.08.14, 14:06
    zakładamy problemy wychowawcze
    a dziecko może mieć jakąś nadwrażliwość, problemy z relacjami z innymi za to świetnie grać na trąbce i stworzenie mu odpowiednich warunków, użycie slów, gestów/lub ich nie uzycie-dla nauczyciela może nie być problem a wydobyć z dzieciaka talent. to szansa na fantastyczną wspópracę. życie trzeba sobie i innym ułatwiać -a nie utrudniać
    osobiście-nie mogłabym spać po nocach wiedząc, ze dziecko ma jakies problemy, inni z dzieckiem mają problemy a ja nie wyjaśniam skąd to siebie bierze, nie staram się im pomoc-to chore jakieś
  • 21.08.14, 09:47
    Sądzisz, że ZA przejawia się tylko wybitnym IQ?
  • 21.08.14, 09:49
    Chyba większość wie, że ZA może współistnieć z niepełnosprawnością intelektualną.
  • 21.08.14, 09:50
    Nie? Coś jeszcze?
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 10:08
    Foch nic nie daje, natomiast nauczyciel powinien umiec pracować z najróżniejszymi uczniami mającymi najrozniejsze problemy. Każdemu poświecać iuwagę i do każdego znaleźć klucz - odkryc, jakie metody temu konkretnemu uczniowi omagają uczyc sie i funkcjonować w szkole. Czy ma orzeczenie, czy nie. Zdarza sie, ze rodzice przedstawiaja opinie czy orzeczenia dopiero po jakimś czasie, kiedy nabiora zaufania do nauczyciela i szkoły w ogole.

    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 21.08.14, 10:39
    ażdemu poświecać iuwagę i do każdego znaleźć klucz - odkryc, jakie metody temu konkretnemu uczniowi omagają uc


    spoko, nie powinno byc tez wojen glodu i wszyscy powinni zyc w pelnej szczesliwosci
    ale tak nie jest i nie bedzie
  • 21.08.14, 10:45
    Na wojny i głód wpływ masz niewielki - jesli jesteś nauczycielem, sposob w jaki pracujesz, zależy przede wszystkim od Ciebie.
    --
    "Niemców na trybunach dużo, ale jest też sporo afrykańskiego kolorytu"
  • 21.08.14, 14:21
    Tylko, że w orzeczeniu KS często są zawarte zalecenie dla specjalistów (psychologa, pedagoga specjalnego/ogólnego, terapeuty, logopedy, rehabilitanta itd.), jak rodzice ukryją orzeczenie to dziecko tych zajęć po prostu nie będzie miało. Przedmiotowiec oczywiście też powinien umieć pracować z dzieckiem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, ale nie oszukujmy się, nie jest to pedagog specjalny, który właśnie w takich sprawach się specjalizuje.
    --
    "- Jadowity gad na trzy litery...??
    - mąż..."
  • 21.08.14, 17:59
    nangaparbat3 napisała:

    > Foch nic nie daje, natomiast nauczyciel powinien umiec pracować z najróżniejszy
    > mi uczniami mającymi najrozniejsze problemy. Każdemu poświecać iuwagę i do każd
    > ego znaleźć klucz - odkryc, jakie metody temu konkretnemu uczniowi omagają uczy
    > c sie i funkcjonować w szkole.

    czyli rodzic ma siedziec i czekać, aż nauczyciel, który widzi dziecko parę godzin tygodniowo odkryje i opracuje klucz? i chować w zanadrzu wnioski, jakei ma ze współpracy z poprzednimi szkołami nauczycielami i tylko sobie robić zaklady "zgadnie, że Zdzisio funkcjonuje lepiej, kiedy mu się pozwoli żuć gumę na zajęciach/nosić buty bez skarpetek przed końcem semestru, czy nie?"
  • 21.08.14, 09:40
    kropka-ale jakie opłaca ? o czym Ty piszesz ?

    nauczyciel dostaje dodatkowe narzędzie-i informacje jak postępowac z danym dzieckiem
    przecież to ułatwienie dla wszystkich
  • 21.08.14, 09:41
    Teoretycznie masz pełną rację.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 09:48
    Guderianko o czy Ty piszesz? O jakich dodatkowych narzędziach?
    Szkoła poza rejonowa dzieciaka nie przyjmuje. Może poza jakimiś nielicznymi szkołami, większość zamyka drzwi.
    Szkoła rejonowa na temat schorzeń dzieci wiedziała tyle, ile nauczony lub nie na różnych terapiach i zajęciach rodzic przyniósł w zębach do szkoły.

    Różne są schorzenia i uwierz mi, że nauczyciele w pierwszej kolejności stawiają na pozbycie się dzieciaka a nie na sięganie po narzędziasmile)

    Skąd wiem? Bo karnie informowałam szkołę o problemach dziecka.
  • 21.08.14, 09:58
    Ale to jest szkoła muzyczna -dziecko dostaje się na podstawie egzaminu zdanego z umiejętności. Chyba lepiej będzie uprzedzić prowadzącego nt ewentualnych problemów/postępowania dac wskazówki niż nie robić tego wcale ?
  • 21.08.14, 11:58
    Tu masz rację. Wzięłam szkołę jako szkołę ogólną a nie muzycznąsmile
  • 21.08.14, 14:23
    Pomijając szkołę muzyczną to przecież są szkoły integracyjne, z oddziałami integracyjnymi, w których nikt nie jest zdziwiony zachowaniem dziecka z ZA, bo dla nich to codzienność.
    --
    "- Jadowity gad na trzy litery...??
    - mąż..."
  • 21.08.14, 12:28
    Jestem nauczycielką w liceum, więc szkole nierejonowej.
    Przyjęliśmy dziewczynkę z autyzmem, choć mieliśmy świetny pretekst, żeby nie przyjąć (za mało punktów rekrutacyjnych), ale przyjęliśmy z odwołania.

    Dzięki temu, że rodzice powiedzieli dokładnie, na czym polegają jej zaburzenia, nauczyciele wiedzieli dokładnie, jak z nią pracować, jak reagować w przypadku problemów, czego nie robić. Przydzielono ją do klasy, w której była pewność, że nie będzie gnębiona, że inni uczniowie się do niej odniosą pozytywnie i zaopiekują się nią w razie potrzeby. Raz w życiu byłam na radzie szkoleniowej, która bezdyskusyjnie miała sens, bo pani psycholog prowadząca tę uczennicę przez dwie godziny wypytywała nas o jej funkcjonowanie i zadawała nam pytania. Oceniła, że jest duży postęp, że dziewczynka funkcjonuje bardzo dobrze.

    A parę lat wcześniej był chłopak, który najprawdopodobniej miał ZA, ale rodzice o tym nie wiedzieli/ nie powiedzieli. Trafił do mojej klasy - co już było problemem, bo moja klasa była, że to tak delikatnie ujmę, dużym wyzwaniem pedagogicznym. To, że to prawdopodobnie ZA, zaobserwowałam sama, nauczyciele twierdzili, że on jest bezczelny, a uczniowie, że nienormalny. O porady pytałam na forum Inny Świat pod jednorazowym nickiem, żeby mnie przypadkiem nie wytropił któryś z innych wychowanków. Zalecenia, jak z nim pracować, musiałam sprzedawać jako swoje obserwacje, więc z dużo mniejszym autorytetem. Z matką udało mi się spotkać raz, była bardzo uprzejma, miło wysłuchała sugestii, powiedziała, że raczej ZA nie ma, bo tak twierdzi jego psycholog. Nie jestem pewna, czy po prostu nie zatajała przede mną diagnozy.

    I ten brak oficjalnej etykiety to był w ostateczności problem nie dla nauczycieli, którzy albo sami doszli, jak z nim pracować albo wypróbowali moje rady i sprawdzili, że działają, tylko dla stosunków chłopak-klasa. Bo oni myśleli, że on się wyzłośliwia, a dodatkowo uważali, że my (czyli szkoła) wiemy, co z nim jest "nie tak" (ich określenie) i robimy z nich idiotów. Jakoś to ogarnęłam, ale byłoby mi dużo łatwiej przy współpracy rodziców.
    --
    Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

    Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
  • 22.08.14, 09:34
    Ja zaś jestem rodzicem, który grzecznie informował na wstępie, czasem pisząc już w podaniu o przyjęcie do szkoły, że dziecko ma...
    I grzecznie odbierałam odmowy przyjęcia.

    Aż w końcu skończyły nam się szkoły w promieniu kilkunastu km.
    Pozostała szkoła integracyjna, jedyna w okolicy, ale tam z kolei jako uprzywilejowane są określone schorzenia. Problemy mojego dziecka akurat nie. No i pech, bo podlegał pod ogólne zasady przyjęć a te były bardzo wyśrubowane.
    W szkole, do której w końcu został przyjęty, pedagog w pewnym momencie zapytała, dlaczego nie powiedziałam od razu. Po czym sama dokończyła "nie musi pani mówić, doskonale zdaję sobie sprawę, przez ile szkół pani wcześniej przeszła".

    Tak więc jednak jaskółka wiosny nie czyni.
    Normą jest odrzucanie dzieci a nie przychylanie się nad ich problemami. To, ze jedna czy druga szkoła robią inaczej, chwała im za to. Zdecydowana większość szkół poza rejonowych podania nie przyjmie.

    Ja wiem, że można i na drugi koniec W-wy wozić dzieciaka, ale z jaką szkodą dla niego?
  • 22.08.14, 09:41
    Szkoła rejonowa odmówiła przyjęcia???
    Poszłabym do kuratorium- natychmiast.
  • 22.08.14, 09:50
    Nie o rejonowych piszę.
    Szkoła rejonowa jest jedna i uwierz mi, nie chciałabyś, żeby Twoje dziecko do niej chodziło. W tej szkole poprawiło się dopiero dwa lata temu po zmianie dyrektora, usunięciu pedagoga i paru innych nauczycieli. Dopiero teraz ludzie mówią, że są zmiany. To taka szkółka, gdzie pracuje pół rodziny, ciotki i pociotki. Jeden drugiemu plecy kryje. Nowi, jeśli się pojawią, zmieniają pracę z reguły po roku, dwóch. I pozostaje stara gwardia. Akurat do szkół moja miejscowość szczęścia nie ma. Niemal każdy wozi dzieci do W-wy i nie dlatego, że im się w głowach poprzewracało.
    Szukaliśmy podstawówki w klasie 4-6, gimnazjum poza rejonem, potem szkoły średniej.
  • 22.08.14, 09:58
    Pytam się, bo koleżanka przeniosła po podsatwówce (wypasionej integracyjnej) do zwykłego rejonowego gimnazjum i skok jakosciowy jest ogromny - na korzyść.
  • 22.08.14, 10:12
    Miała dużo szczęściasmile
    U nas ludzie fikcyjnie się przemeldowują, żeby dziecko trafiło do innej szkoły niż nasz rejon. Jednak ostatnio nadeszły zmiany. Jest więc nadzieja, że ktoś nad takimi dzieciakami się pochyli. Póki co mamy szkołę na trzy zmianysad I nauczycieli, którzy po przyniesieniu papierów i zaleceń od razu po rozpoczęciu roku, włożyli je do szuflady. Byli i tacy nauczyciele (wielu odchodziło na dziwne urlopy zdrowotne), którzy o problemach mojego dzieciaka dowiadywali się po kilku miesiącach, bo ja niby przypominałam, ale szkoła żadnego dokumentu im nie pokazała, żadnego zalecenia. A i moje papiery nauczyciel wrzucał do głębokiej szuflady, niewiele z tym robiąc.
    Nauczyciele w naszej rejonowej podstawówce to były takie dwie grupy: starzy wyjadacze i młoda gwardia, która wykruszała się po roku, dwóch. Młodzi nie wiedzieli, jak temat ugryźć. Starym się w większości nie chciało. To, że jeden czy dwóch nauczycieli podeszło ze zrozumieniem do problemów, chwała im za to. Reszta skupiła się na zafundowaniu nam szkoły specjalnejsmile I pomyśleć, że w nowej szkole dzieciak miał bardzo dobre zachowanie i najwyższą średnią w klasie. Czyli jednak dało się.
    Ja mówię o samym życiu, nie o przepisach i szkole, w której ktoś się nad dzieckiem pochyli.
    Ja mówię o rejonowym molochu, w którym w w pierwszym roku są klasy do literki "j".
    Dlatego m.in. szukałam innej szkoły. Bo w tej nikt nie miał czasu przeczytać opinii, o wdrożeniu zaleceń już nie wspomnę.
  • 22.08.14, 10:20
    Ja w ogóle mam złe zdanie o molochach, chociaż wyjątki na pewno się zdarzają.

    Mogę tylko po raz kolejny zacytowac wypowiedź, której autora niestety nie pamiętam _ 'problemem polskie szkoły jest karta nauczyciela i rąbnięci rodzice"

    Na pocieszenie mozna dodać, że powoli to wszystko zmienia się na lepsze - za PRL był podział (oczywiście bardzo upraszczając) na dzieci grzeczne w szkole zwykłej i niegrzeczne w specjalnej. Do tej pory pamiętam kolegę z 1 klasy podstawówki, który miał ADHD na 100% - teraz to wiem, ale uwazany był z łobuza lub 'wariata". Został zmuszony do nauki w szkole specjalnej.
  • 22.08.14, 10:23
    pitahaya-a co jest dziecku ?
    Szkoła integracyjna, zwłaszcza jedyna, nie może odmówić przyjęcia dziecka z orzeczeniem
  • 22.08.14, 15:05
    Mój jest wyrośniętym adhdowcem, takim z nadruchliwością typu "stukam w ławkę długopisem i odlatuję na dźwięk przejeżdżającego samochodu". Nigdy nie łaził po klasie, nie rzucał ławką, nie rzucał się na kolegów z rękami. Wyrośniętym, bo poza add reszta przeszła wraz z dorastaniem. To już kawał chłopa.
    Może wcześniej źle napisałam, ale on nigdy nie miał orzeczenia tylko opinię o dostosowaniu nauczania do jego możliwości. Dlatego podlegał pod normalną rekrutację a wiesz, jakie są zasady przyjęcia takich dzieci w szkołach integracyjnych.
    Podejrzenie o autyzm też się pojawiało, gdy na początku był z nim ograniczony kontakt. Podejrzewaliśmy go o niedosłuch, bo nie reagował na polecenia. My sobie a on sobie, jakby nie docierało do niego co mówimy. I nie to, że nie słuchał nas, tylko jakby nie słyszał. Źle reagował na dotyk, rozbierał się w każdym możliwym momencie. I tak dalej...
    Ale to było ładnych naście lat temu, więc i wspomaganie, diagnostyka inne. Wtedy chodziłam i sprawdzałam po omacku.

    Na szczęście obecnie jest dobrzesmile
  • 22.08.14, 15:10
    a jak oceniasz-tak poza tematem- wyrósł, bo dorósł ? czy dlatego że pracowaliście (mechanicznie, technicznie itd. ?)
    słyszałam opinię z adhd się wyrasta-stąd pytanie -znam jednego dorosłego, o którym jego żona mówi, że ma adhd (słonko to o Tobie) i facet jest niesamowity-ambitny, bystry i ciągle niemalże w ruchu, typ nie do zdarcia

    Widzisz, brak orzeczenia mógł powodować takie a nie inne reakcje-bo "ni to pies ni wydra' (sorki). Aczkolwiek od chyba 2 lat -nie ma już orzeczeń dla dzieci z adhd.
  • 22.08.14, 15:30
    Wyrósł z objawów nadpobudliwości. Tych, które miał. Pozostały problemy z koncentracją, ale też już w znacznie mniejszym stopniu niż jeszcze rok czy dwa lata temu. Natomiast pomogła zmiana otoczenia, czyli zmiana nauczycieli na innych (akurat teraz więcej ma nauczycieli mężczyzn i lepiej na tym wychodzi, akurat on, ale to może zbieg okoliczności) i uczniów (przeszli głupi wiek sporów dla zasady). Ludzie wyrośli z głupich zachowań (każdy dorosły lub na styk). Mam jednak wrażenie, że nauczyciele mężczyźni u niego skupiają się na umiejętnościach a nie niedociągnięciach. A to procentuje i to bardzo. Bo mój akurat stara się, żeby te niedociągnięcia były jak najmniej widoczne. Ale to może znów zbieg okoliczności. Nie chcę zapeszać, bo wreszcie jest spokój.

    Ale wiesz co, my swoją część terapii przeszliśmy, swoją pracę domową odrobiliśmy i nasza rodzina też w jakimś stopniu się zmieniła. Zmieniliśmy sposób pracy w domu, sposób komunikacji. Razem dało to efekty. Czy lepsze niż inni, nie wiem. My jesteśmy zadowoleni.
    Dużo zależało od szkoły, bo nasze zalecenia były brane pod uwagę i w 90% wcielane w życie, lub w 90% odkładane do szuflady. I kuriozalnie pod uwagę brane były w szkole poza rejonowejsmile
  • 22.08.14, 15:33
    Jeszcze jedno mi się przypomniało. U nas wraz z tymi objawami pojawiały się problemy gastryczne. Tu też nieco zmienialiśmy sposób odżywiania. Nie wiem, ale może jedno z drugim miało znaczenie, bo wszelkie objawy zaczęły ustępować wraz z wewnętrznym wyciszeniem się. Zmiana szkoły, zmiana otoczenia, stopniowe ustępowanie objawów. Jakoś jedno szło w parze z drugim.
  • 22.08.14, 15:39
    Dzięki, wierzę, że dużo pracy za Wami wszystkimi
    Gdzieś słyszałam -od mamy chłopca, który był diagnozowany pod kątem ZA-o odpowiedniej diecie i jakichś suplementach

    co do szkoły- nauczycielom ciężko jest pracować z dziecmi innymi-w ogóle (różne zaburzenia)-ale jest to ciężkie nie tylko dla nich bo tak samo dla rodzica, rodzeństwa, instruktora, itp.
  • 22.08.14, 16:04
    Wierzę, że jest ciężko, bo w bardzo wielu przypadkach nauczyciel zostaje z samą opinią i zaleceniami oraz ze zmęczonym rodzicem z bagażem doświadczeń, jeśli jest to kolejny rok w szkole. Dlatego my też widzieliśmy różnicę między nauczycielami chętnymi do współpracy i tymi, którzy od razu nas szufladkowali i okopywali się na stanowisku "nie muszę, nie ma przepisu, który mi to każe".
  • 22.08.14, 16:11
    Naszego podejrzewano jeszcze o zaburzenia ze spektrum autyzmu. Ładna nazwasmile

    I przypomniało mi się coś jeszcze. Na jednym z zajęć padło hasło, że zaburzenia koncentracji dziecko ma po mnie (fakt, wiele objawów mam nawet teraz), za to nadpobudliwość po mężu (też fakt, bo określenia "zabije się a nie dorośnie" rosło wraz z mężem).
    Mąż chłop w konkretnym wieku, ale jego tak właśnie nosi, od rana. Wiecznie gdzieś, wiecznie w biegu. A jak już ponosi to pada i zasypia na stojąco. Jakby mu wtyczkę z gniazdka wyjąć.
    Ja z kolei potrafię odlecieć w swój światsmile I wtedy więcej niż jeden bodziec do mnie nie docierasmile
  • 22.08.14, 15:54
    Mój nie do zdarcia typ miał zdiagnozowaną nadpobudliwość jako dziecko i przed szkoła dostawał leki...wtedy adhd jeszcze się to nie nazywało. U dorosłych w ADD czesto przechodzi i ma wszystkie objawy...u mojego dochodzi tarczyca, alergie i też problemy gastryczne co zauważyła PItahaya u syna-może jakiś związek wiec jest.
    Mój teraz już chłop w "śrendim wieku"w biurze usiedzi i 10 godzin dzień w dzień(często jeździł rowerem-w tmy roku musi kupić dopieo), potem pobiegnie na siłownię lub basen, a potem do 2 w nocy poskacze przy kinecie żeby o 6,30 wstać do roboty...
    Jutro o 5 rano jak nie będzie wiało jedzie na cholerski skok spadochronowy do Słupska a dzisiaj dzwoni pytać czy wieczorem po skoku idziemy na imprezę z firmy-masakra......

    A co do orzeczeń u nas w Szczecinie ciągle orzekają, choć nie jest to prosta droga i zazwyczaj po odwołaniu ale kiedyś byliśmy na spotkaniu w kole ADHD i pani przewodnicząca mówiła, że właśnie dwoje z ich podopiecznych(nie pamiętam czy były to cztero czy pięciolatki) dostały orzeczenie o niepełnosprawności-choć fakt było to z rok, półtora temu więc mogło się pozmieniać.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 22.08.14, 16:06
    Słonko-a może pomyślcie o diecie w takim razie ? Zarówno u Dużego jak i Małego ?

    No i fakt- to co mi się w Twoim M podoba ( bo mi się to podoba, mój M spokojny, powolny, męczliwy) dla Ciebie na co dzień musi być obciążające. Może się wymienimy mężami big_grin suspicious

    Pozmieniało się-pozabierano dzieckom orzeczenia, jestem na bieżąco z info- z mamą takiego adhd , który nawet był na obserwacji w Zdrojach
  • 22.08.14, 16:12
    Może się wymie
    > nimy mężami big_grin suspicious
    hmm nie darmo mówią, że przeciwieństwa się przyciągają....myślę, że Wy(znaczy Ty z moim) byście się pozabijali gdzieś w Himalajach wspinajac na jakiś szczyt-bo nie byłoby głosu rozsądku, który by powiedział STOP a my(znaczy ja z Twoim) zdziadzieli w domu tylko we własnym towarzystwie....
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 22.08.14, 16:16
    tyż prawda smile
  • 21.08.14, 09:46
    Wiesz, dla mnie uczeń z ZA to nikt kuriozalny.
    A wyobrażasz sobie, że z dzieckiem są (choć nie muszą być) w szkole problemy, rodzic wie o ZA, a nauczyciel nie, i kombinuje jak koń pod górkę, jak zadziałać?
  • 21.08.14, 09:52
    No ale jak wie o ZA to działa lepiej dla dziecka z ZA?
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 09:56
    Tak to powinno działać.
    I mam nadzieję, że zazwyczaj tak jest.
  • 21.08.14, 10:11
    Bez przesady. W miarę kumaty i wyedukowany nauczyciel polapie sie, jakiego rodzaju problemy ma dziecko, i bedzie wiedzial, co robic. To jest przede wszystkim kwestia uwazności nauczyciela.
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 21.08.14, 11:31
    ZA to nie alergia na białko.
    W miarę kumaty nauczyciel ma świadomość, jak wiele istnieje zaburzeń, jak wiele czynników może wywołać u dziecka problem, jak różnorodne są reakcje dzieci i jak ważna jest informacja od rodzica, na co powinien zwrócić szczególną uwagę. Chodzi o dziecko, a nie o udowadnianie nauczycielskiego wyedukowania. Po co tracić tygodnie czy miesiące na wróżenie z fusów, skoro można zapobiec wielu kłopotom, zanim się pojawią?
    --
    'How to recognise different trees from quite a long way away'
  • 21.08.14, 12:39
    Nanga, to jest myślenie życzeniowe. Kiedy doszłam do wniosku, że mój uczeń najprawdopodobniej ma ZA i poszłam pogadać z pedagog szkolną, to mnie spytała, co to jest.

    Owszem doszkala się nauczycieli, ale "na topie" jest dysleksja, o tym się sporo mówi, potem fobie szkolne, kwestie motywacyjne i długo długo nic. Zaburzenia ze spektrum autyzmu to ciągle wiedza dla hobbystów.
    --
    Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

    Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
  • 21.08.14, 14:08
    Cóż, Twoja pani pedagog mnie rozwaliła.
    Myślę jednak o czymś innym: dzieci z zaburzeniami, które chodzą do szkoły powszechnej, potrzebują bardzo prostych metod: po pierwsze nieprzypisywania każdemu niewłaściwemu zachowaniu złych intencji, spokojnych reakcji. Do tego nie trzeba trzeba orzeczenia ani diagnozy.
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 21.08.14, 15:11
    dzieci z zaburzeniami, które chodzą do szkoły powsz
    > echnej, potrzebują bardzo prostych metod:

    Ładnie brzmi, ale to nieprawda.
    Reasumując - to tak, jakbyś szła do szpitala na planowy zabieg i nie informowała personelu, że jesteś nosicielem HCV albo jesteś chora na chorobę wieńcową. Przecież to lekarze, mogą się domyślić.
    --
    Wejdę do środka i spróbuję wynieść dowcip. Osłaniać mnie będzie ponura muzyka odtwarzana z płyt oraz żałobne zawodzenie funkcjonariuszy.
  • 21.08.14, 15:40
    No widzisz - chory nie ma obowiazku informowania o zakażeniu HIV, a personel medyczny ma obowiązek traktowac każdego, jakby byl.
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 21.08.14, 15:58
    A o chorobie wieńcowej czy alergii też nie trzeba informować, bo przecież nie ma takiego obowiązku?
    --
    Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii, obciążyłbym podatkiem wszystkich cudzoziemców żyjących za granicą.
  • 21.08.14, 18:48
    Trzeba, chociaz czasem nic to nie daje. Ale fakt, że pacjent nie informuje o wieńcowce, nie zwalnia lekarzy z obowiązku sprawdzenia, jaki jest stan zdrowia chorego (przed zabiegiem)'

    Wracajac do meritum - jestem pewna, ze gdyby rodzice nie mieli watpliwośći, ze orzeczenie nie zaszkodzi ich dziecku, przedstawiliby je w szkole.
    --
    "Niemców na trybunach dużo, ale jest też sporo afrykańskiego kolorytu"
  • 21.08.14, 18:55
    To lekarze też mają się domyślać, czy pacjent zakwalifikowany do operacji nie jest przypadkiem uczulony na jeden z leków, które zamierzają mu podać? Bo pacjent nie musi ich o tym poinformować?
  • 21.08.14, 19:16
    I po co te absurdy? Nikt nie ma problemu z ujawnianiem czegoś co mu lub bliskim ma uratować życie.
    Nie napisałaś czemu tak wielu nauczycieli twierdzi, ze dzieci są przediagnozowane, a rodzice załatwiają lewe zaświadczenia? Lub twierdzą, że nie mają ochoty i narzędzi do zajmowania się niestandardowymi uczniami. A inni rodzice... Takich rodziców jak Lipiec pomijam. Oni chcą wiedzieć aby izolować swoje dziecko. Nieprawdę dziwisz się, że są tacy rodzice, którzy nie pałają entuzjazmem przed "chwaleniem się" orzeczeniem? Zwłaszcza kiedy dziecko nie radzi sobie gorzej niż koledzy?
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 21:32
    > I po co te absurdy? Nikt nie ma problemu z ujawnianiem czegoś co mu lub bliskim
    > ma uratować życie.

    O, czyżby?
    --
    'How to recognise different trees from quite a long way away'
  • 22.08.14, 06:14
    Tak, tak właśnie uważam. Jednak zanim zaczniesz mnie obrażać to zapytam czemu żadna z nauczycielek nie odniesie się do tego co piszą tu rodzice, którzy mają wątpliwości. Bo dawanie za każdym razem przykładu forumki M nie świadczy o niczym w tej chwili. Jej dziecko ostatecznie właśnie nie wyjechało na tą kolonię, czy co to tam było.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 06:57
    Jednak zanim zaczniesz mnie obrażać

    To nudny sport, złościsz się za każdym razem tak samo.

    zapytam czemu ż> adna z nauczycielek nie odniesie się do tego co piszą tu rodzice, którzy mają w> ątpliwości. 

    Zapytaj, może któraś Ci odpowie.
    --
    Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii, obciążyłbym podatkiem wszystkich cudzoziemców żyjących za granicą.
  • 22.08.14, 07:29
    Ty też się nie zmieniasz. Na lepsze...
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 07:47
    kropka-poruszyłaś kilka kwestii i wszystkie są istotne
    Przediagnozowane dzieci- są-ALE NIE w obszarze zaburzeń typu autyzm czy za - jest sporo dysleksji i niedojrzałości szkolnej (zwłaszcza ostatnio w związku z wcześniejszym wiekiem rozpoczęcia edukacji szkolnej)
    Nauczyciele tak twierdzą- że nie mają ochoty (?) i narzędzi (?) ??
    Izolować dziecka się nie da-chyba, że zapewniając nauczanie domowe
    Chwalenie się orzeczeniem - jakie chwalenie się ? rodzic ma wybór- dziecko z orzeczeniem i specjalne wytyczne postępowania- może dac do klasy integracyjnej-gdzie będzie dodatkowy nauczyciel i zajecia (narzędzia) albo do klasy zwykłej gdzie dziecko będzie miało to co wszyscy. Co jest lepsze dla DZIECKA ?
    Pomijam sytuację gdy rodzic wybiera to, co lepsze dla niego
  • 22.08.14, 07:55
    Guderianko - bardzo mądre są twoje odpowiedzi w tym wątku.


    Życzyłabym sobie takich rodziców uczniów smile - chcących najlepiej dla dziecka, ale rozsądnych, wyważonych, myślących .
  • 22.08.14, 08:08
    Ja się nie liczę uncertain Byłam tą , która w I klasie poinformowała na zebraniu rodziców co jest mojej córce, dlaczego tak a nie inaczej wygląda, co wolno a czego nie, co mają odpowiadać dzieciom, by uprzedzili je- żeby nie bawić się z nią w zabawy z popychaniem, ściganiem, ciągnięciem itd.
    Widziałam po rodzicach- ze czują ulgę, zeszlo z nich powietrze (wcześniej dochodziły mnie plotki i spekulacje ).

    Dla mnie normalne jest, że chcę dla dziecka jak najlepiej a nie jak najgorzej-a zatajanie, oszukiwanie, nie mieści się w tych chęciach, nie mieści się też w moich zasadach. Nigdy nie odczułam, że dziecko przez to, że udzieliłam informacji, jest traktowane gorzej. Wręcz przeciwnie.
    Wiem, że to inna sytuacja bo inne zaburzenie- jednak pewne ograniczenia, zachowanie, traktowanie też nie są standardowe
  • 22.08.14, 08:37
    Uważasz, że rodzice chcą źle dla swoich dzieci? Poza oczywistymi patologiami oczywiście.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 08:41
    W swoim mniemaniu nie chcą źle, zrobią dla nich wszystko by było im jak najlepiej-według pojmowanego przez siebie "dobra".
    Twierdzę, że wielu takich rodziców to osoby zaburzone. Nie-patologia. Ale wyparcie, strach, kompleksy, ambicje itd
  • 22.08.14, 08:46
    Pewnie każdy z nas ma jakiś defekt, ale nie chce źle dla swojego dziecka. Gdybym dzisiaj była pedagogiem i wiedziała, ze ktoś z rodziców chce zataić problemy swojego dziecka zastanowiłabym się jaki jest błąd w systemie, że ktoś tak robi.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 08:57
    serio ?- a co w wymiarze praktycznym zrobiłabyś poza takim rozmyślaniem ?
  • 22.08.14, 09:06
    Co zmienia myślenie, ze rodzic chce krzywdzić swoje dziecko nie pokazując historii dysfunkcji? Osadza jeszcze bardziej jedną i drugą stronę na przeciwległych barykadach. Nie? W wymiarze praktycznym rozmawiałabym z innymi pedagogami i dążyła do zmian. Tylko to brzmi naiwnie, prawda? Lepiej napisać, że rodzic krzywdzi dziecko.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 09:11
    Nie wiem o czym piszesz
    Czy o tym, że gdy nauczyciel dowiaduje się, że rodzic coś zataił składa doniesienie (gdzies ?), że dziecko jest krzywdzone ?

    Gdybyś jako nauczyciel wiedziała co jest dziecku, mogłabyś się przygotować i wspierać pomagając dziecku. Nie byłoby konieczności tracenia czasu i energii zarówno w próbę odnalezienia drogi i klucza do dziecka jak i na rozmowy z pedagogiem i dążenie do zmian. Zwłaszcza, że jeżeli doszło do takiej sytuacji to choćby skały s.r.a.ł.y możesz nie skłonić rodzica do tego , by zdiagnozował dziecko ( chyba że zawiadamiając kuratorum sąd i kij wie co jeszcze)-to jest lepsze dla wszystkich wyjście i dobry klimat dla dziecka do nauki i dla nauczyciela do pracy ?
  • 22.08.14, 09:15
    No a co napisała autorka wątku?

    > Gdybyś jako nauczyciel wiedziała co jest dziecku, mogłabyś się przygotować i ws
    > pierać pomagając dziecku. Nie byłoby konieczności tracenia czasu i energii

    Teoretycznie tak, ale nie raz na tym forum nauczycielki pisały, ze nie są przygotowane i nie chcą się przygotowywać.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 09:17
    Zresztą sama piszesz, ze takie dziecko powinno wylądować w specjalnej klasie.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 09:18
    Gdzie ?
  • 22.08.14, 09:25
    Przepraszam, to chyba iuscogens pisała.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 09:18
    Nie czytałam całego wątku- nie wiem, które nauczycielki tak pisały, więc ciężko jest mi się odnieść nie znając kontekstu
  • 22.08.14, 09:23
    Pisałam ogólnie na podstawie takich dyskusji na przełomie lat na tym forum. Wtedy kawka też była nauczycielką big_grin
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 09:26
    Zacytuj, chętnie się odniosę.
    Chyba, że, co często się zdarza, kłapiesz dziobem nie mając podstaw ku temu.
    --
    Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii, obciążyłbym podatkiem wszystkich cudzoziemców żyjących za granicą.
  • 22.08.14, 09:32
    To, że ty masz dziób nie oznacza, że ja go mam. I nie, nie zamierzam sprawdzać czy to ty akurat napisałaś. Nawet tego nie sugerowałam zresztą.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 09:34
    Ależ oczywiście, że nie, skądże znowu.
    --
    'How to recognise different trees from quite a long way away'
  • 22.08.14, 09:36
    Myśl sobie co chcesz. Naprawdę... big_grin
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 10:25
    Hm
    Możliwe, że mam wybiórczą pamięć-ale nie kojarzę takich postaw nauczycielek na forum- że im się nie chce lub że nie mają ochotę by pracować z dziećmi z orzeczeniem uncertain
  • 22.08.14, 08:35
    Zakładam, ze nie wszystkie dys i stopnie autyzmu kwalifikują się do klas integracyjnych. To kolejna kwestia zresztą, bo nie dawno na forum padło pytanie czemu dzieci "normalne" rodzice oddają do takich klas. Czyli te klasy nie mają integrować zdaniem wielu tylko zbierać dzieci z różnymi stopniami zaburzeń.

    Ja nie twierdzę, ze rodzice dobrze robią zatajając problemy swoich dzieci. Próbuje zrozumieć, bo wiem, że ci rodzice nie żyją w próżni.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 22.08.14, 08:37
    a, to ważne co napisałaś, bo odniosłam wrażenie jakbyś rozumiała i pochwalała taką postawę

    co masz na myśli pisząc- że ze nie wszystkie dys i stopnie autyzmu kwalifikują się do klas integr
    > acyjnych.

    ?
  • 21.08.14, 21:31
    Ale alergii sprawdzać nie będą, a to może być kluczowe dla zdrowia i życia pacjenta.
    Generalnie chodzi o to, że - tak, jak w przypadku Madziulca - podanie istotnych informacji o dziecku jest konieczne dla jego dobra. Nie ma co się łudzić, że jeśli się nic nie powie, to nietypowe zachowania dziecka nie zostaną zauważone - zostaną, tylko efekt może być opłakany.
    --
    Wejdę do środka i spróbuję wynieść dowcip. Osłaniać mnie będzie ponura muzyka odtwarzana z płyt oraz żałobne zawodzenie funkcjonariuszy.
  • 22.08.14, 08:03
    kawka74 napisała:

    > - podanie istotnych
    > informacji o dziecku jest konieczne dla jego dobra. Nie ma co się łudzić, że j
    > eśli się nic nie powie, to nietypowe zachowania dziecka nie zostaną zauważone -
    > zostaną, tylko efekt może być opłakany.

    To prawda, jednak warunkiem jest stworzenie atmosfery, w której rodzice postrzegają szkołę jako sprzymierzeńca. Aktualnie miedzy szkoła a rodzicami jest wrogość, podejrzliwość, roszczenia i mnostwo pretensji.

    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 22.08.14, 08:20
    nanga - przez całą edukację syna (12 lat) opuściłam tylko jedno zebranie w szkole. I niestety, rodzie też mają sporo na sumieniu. To nie jest tylko tak, że 'szkoła" nie stwarza atmosfery - rodzice często przychodzą wrogo nastawieni do szkoły - a priori.

    Jeżeli znasz dowcip o sekatorku - to jest dokładnie ten mechanizm.



  • 22.08.14, 08:53
    p.s. poza tym czy nie widzisz pewnej niekonsekwencji? Nie powiem o problemach dziecka, bo nie mam zaufania do szkoły. Jednocześnie mam zaufanie, że nauczyciel sam odgadnie co jest mojemu dziecku i jak z nim pracować?
  • 22.08.14, 16:34
    joa66 napisała:

    > p.s. poza tym czy nie widzisz pewnej niekonsekwencji? Nie powiem o problemach d
    > ziecka, bo nie mam zaufania do szkoły. Jednocześnie mam zaufanie, że nauczyciel
    > sam odgadnie co jest mojemu dziecku i jak z nim pracować?

    Nie nie, rodzice na to raczej nie liczą. Chyba idą na przetrwanie.
    To ja jako nauczycielka uważam, że naszym obowiązkiem jest takie poznanie dziecka, bysmy byli w stanie mu pomoc - w kazdym razie dążenie do tego. Czy ma papiery, czy nie.
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • 22.08.14, 18:12
    CytatTo ja jako nauczycielka uważam, że naszym obowiązkiem jest takie poznanie dziec
    > ka, bysmy byli w stanie mu pomoc - w kazdym razie dążenie do tego. Czy ma papie
    > ry, czy nie.

    Obowiązkiem pedagoga jest pomóc uczniowi - tu się z tobą zgadzam.
    Ale dlaczego do licha, ma on działać po omacku, zgadując, co jest dziecku, jak w szufladzie jego rodziców leży orzeczenie o ZA, o którym szkoła nie ma zielonego pojęcia??
    Co innego, gdy dziecko jest (jeszcze) niezdiagnozowane.
  • 22.08.14, 21:17
    amoreska napisała:


    > Obowiązkiem pedagoga jest pomóc uczniowi - tu się z tobą zgadzam.
    > Ale dlaczego do licha, ma on działać po omacku, zgadując, co jest dziecku, jak
    > w szufladzie jego rodziców leży orzeczenie o ZA, o którym szkoła nie ma zielon
    > ego pojęcia??

    Dlatego że takie są realia - rodzice mają obawy i mają prawo nie przedstawiać orzeczeń. U nas nawet opinie o dys. przynoszą nowi uczniowie nie we wrzesniu, ale gdzies w połowie r, szk., jak nabiorą zaufania.

    --
    "jesli chodzi o dywany - mam na nie specjalne pokrowce z bawełny (z uwagi, że dywan w salonie jest biały), gdy mam tłum gości po prostu go zakładam"
  • 22.08.14, 21:30
    Cytattakie są realia - rodzice mają obawy i mają prawo nie przedstawiać o
    > rzeczeń.

    To jest chore i powinno być zniesione. Przecież w orzeczeniach zamieszcza się wskazówki do pracy z dzieckiem, także w szkole.

    Nauczycielu , radź se sam??
  • 22.08.14, 16:30
    Kocham ten dowcip.
    tez chodziłam na wszystkie zebrania, w podstawówce bylo nieźle (publiczna), w gimnazjum i liceum rodzice powalali, moglabym program kabaretowy stworzyć.

    Ale najbardziej najbardziej mną wstrząsnelo, kiedy zobaczylam ktoregoś dnia rodzicow i nauczycieli idacych do swoich sal na wywiadowke - wszyscy byli wystraszeni.

    To jest okropnie smutne, mamy wspólny cel, a zachowujemy sie jak wrogowie, szczeście, że nie zawsze.
    I jeszcze nauczyciele to też rodzice, nierzadko. I kilka nauczycielek opowiadało mi, że zmieniły swoj stosunek do rodzicow po tym, jak z własnymi dziećmi mialy problemy szkolne i chodziły "po nauczycielach".

    Ja teraz też chodzę, bo mam podopieczną, która się uczy nie za dobrze. I nauczyciele sa najrożniejsi - od naprawdę przyjaznych, zyczliwych, oferujących pomoc a przynajmniej zrozumienie po -
    ale tych pierwszych wciaż jest wiecej smile
    --
    "jesli chodzi o dywany - mam na nie specjalne pokrowce z bawełny (z uwagi, że dywan w salonie jest biały), gdy mam tłum gości po prostu go zakładam"
  • 22.08.14, 08:21
    Aktualnie miedzy szkoła a rodzicami jest wrogo
    > ść, podejrzliwość, roszczenia i mnostwo pretensji.

    Gdybym napisała, co myślę o rodzicach uczniów jako grupie, pewnie by mnie wycięli - w każdym razie mają swój udział w tworzeniu takiej, a nie innej atmosfery. Dobrą wolę muszą wykazać wszyscy zainteresowani.
    --
    Wejdę do środka i spróbuję wynieść dowcip. Osłaniać mnie będzie ponura muzyka odtwarzana z płyt oraz żałobne zawodzenie funkcjonariuszy.
  • 22.08.14, 08:23
    kawka-dokładnie

    niestety uncertain
  • 22.08.14, 09:06
    Cóż, to właśnie rodzice innych uczniów są często powodem, dla których zataja się orzeczenia. To nie obawa przed nieprzygotowanym nauczycielem, tylko przed tym, że jakiś kretyn sprzeciwi się, żeby jego dziecko siedziało z autystycznym kolegą w jednej ławce, bo się zarazi.
    --
    Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii, obciążyłbym podatkiem wszystkich cudzoziemców żyjących za granicą.
  • 22.08.14, 09:13
    Dokładnie. Łatwo jest winą obarczać system ( nie do końca doskonały ale nie zły) podczas gdy problem jest w nas samych.
    Miałam w tym roku szkolnym akcję -zmasowany niemalże atak- gdy kilkoro rodziców wymusiło na dyrekcji przeniesienie dziecka do innej klasy, bo (i tu masa plotek i pomówień).
  • 22.08.14, 09:46
    A czy nie jest tak, że rodzice się sprzeciwiają, żeby ich dziecko siedziało z X, na podstawie zachowań dziecka (któryh np nie rozumieją) a nie z powodu informacji?

    Przecież to kto z kim siedzi rozgrywa się wczesniej niż rodzice mają okazję się dowiedzieć czy jakies dziecko ma ZA czy cokolwiek innego.

    Poza tym, nie oszukujmy się, są rodzice, którzy będa protestować przeciwko temu, żeby ich dziecko siedziało z dzieckiem np brudnym, gadatliwym itd.
  • 22.08.14, 10:00
    > A czy nie jest tak, że rodzice się sprzeciwiają, żeby ich dziecko siedziało z X
    > , na podstawie zachowań dziecka (któryh np nie rozumieją) a nie z powodu inform
    > acji?

    Myślę, że może być różnie, zależy od tego, na kogo się trafi. Niektórym rodzicom jasne postawienie sprawy przyniesie ulgę, inni popadną w paranoję - bo słyszeli od ciotki Ziutki, że jej kuzynka widziała, jak przyjaciółka siostry opowiadała, co widziała jej bratowa, bo nie odróżniają ADHD od NKWD albo są zwyczajnymi kretynami.

    > Przecież to kto z kim siedzi rozgrywa się wczesniej niż rodzice mają okazję się
    > dowiedzieć czy jakies dziecko ma ZA czy cokolwiek innego.
    >

    To, co pisałam o zarażeniu się, było tekstem wygłoszonym już po udzieleniu informacji o problemie dziecka. Nie wiem, co było wcześniej.

    > Poza tym, nie oszukujmy się, są rodzice, którzy będa protestować przeciwko temu
    > , żeby ich dziecko siedziało z dzieckiem np brudnym, gadatliwym itd.

    Racja.
    --
    Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii, obciążyłbym podatkiem wszystkich cudzoziemców żyjących za granicą.
  • 22.08.14, 10:11
    Myślę, że może być różnie, zależy od tego, na kogo się trafi. Niektórym rodzicom jasne postawienie sprawy przyniesie ulgę, inni popadną w paranoję - bo słyszeli od ciotki Ziutki, że jej kuzynka widziała, jak przyjaciółka siostry opowiadała, co widziała jej bratowa, bo nie odróżniają ADHD od NKWD albo są zwyczajnymi kretynami

    Pomijając nauczycieli - myślę, że inni rodzice powinni też wiedzieć. Jak ktoś mądry to zrozumie, a jak głupi to taka informacja i tak nic nie zmieni - prędzej czy później na pewno by reagowali.
  • 22.08.14, 16:39
    kawka74 napisała:

    > Cóż, to właśnie rodzice innych uczniów są często powodem, dla których zataja si
    > ę orzeczenia. To nie obawa przed nieprzygotowanym nauczycielem, tylko przed tym
    > , że jakiś kretyn sprzeciwi się, żeby jego dziecko siedziało z autystycznym kol
    > egą w jednej ławce, bo się zarazi.

    Niestety. Znaną mi dziewczyne z ZA rodzice innych dzieci postanowili usunac ze szkoły (SP). wybronili ją nauczyciele, bez diagnozy.
    U nas wykluczanie stalo sie metodą.



    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 22.08.14, 16:32
    Masz rację, ale fakty są takie, ze zmienić możemy tylko siebie samych.
    --
    "Niemców na trybunach dużo, ale jest też sporo afrykańskiego kolorytu"
  • 21.08.14, 16:23
    i]Do tego nie trzeba trzeba orzeczenia ani diagnozy[/i]

    Do tego trzeba mniejszych klas. Jeżeli zakładamy, że każde dziecko jest inne i każde zasługuje na indywidualne podejście, nawet jeżeli nie ma zdefiniowanych przez profesjonalistę potrzeb, to klasy nie powinny liczyc więcej niż 20 osób, zwłaszcza wsród młodszych dzieci.

    Wiem, że jestem nudna, ale dziwi mnie cąły czas narodowe powstanie przeciwko 6 latkom w szkołach, a nikt specjalnie się nie zajmuje tym problemem. A okazja jest - niż.
  • 21.08.14, 18:54
    joa66 napisała:

    > Do tego trzeba mniejszych klas. Jeżeli zakładamy, że każde dziecko jest inne i
    > każde zasługuje na indywidualne podejście, nawet jeżeli nie ma zdefiniowanych p
    > rzez profesjonalistę potrzeb, to klasy nie powinny liczyc więcej niż 20 osób, z
    > właszcza wsród młodszych dzieci.
    >

    Zdecydowanie tak.


    > Wiem, że jestem nudna, ale dziwi mnie cąły czas narodowe powstanie przeciwko 6
    > latkom w szkołach, a nikt specjalnie się nie zajmuje tym problemem. A okazja je
    > st - niż.
    Wcale nie jesteś nudna, to jest ważne i lekceważone, bo szkołe rozpatruje sie w kategoriach przedsiebiostwa.
    W klasach 1-3 powinien byc asystent nauczyciela, czuwajacy nad tym, jak funkcjonuja poszczegolne dzieci (nauczyciel czuwa nad calością grupy i procesem dydaktycznym). Nauczyciele powinni wiecej zarabiać i nie za cene wiekszej liczby godzin lekcyjnych.

    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • 21.08.14, 14:25
    W takim razie po co są pedagodzy specjalni, skoro dzieckiem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi może się zająć w miarę kumaty nauczyciel??
    --
    "- Jadowity gad na trzy litery...??
    - mąż..."
  • 21.08.14, 15:44
    Żeby prowadzić terapię, pracować z tymi, ktorym dostosowania w powszechnej szkole nie wystarczą, wspierać nauczycieli.
    Problem w tym, ze dzieci ze specjalnymi potrzebami jest bardzo duzo, a my nie umiemy z nimi pracować.
    I pytanie, dlaczego rodzice nie przedstawiaja orzeczeń? Moim zdaniem nie wierzą w pomoc i boja się, ze szkoła zechce pozbyc sie "problemu".
    --
    Nangą się nie przejmuj, to tutejsza dziwaczka, miłośniczka nierobów Romów, za to nienawidząca szczerze wszystkich innych ludzi poza Romami, nieżyczliwa innych, depcząca pasażerów w autobusie którzy śmieli usiąść od zewnątrz, a nie od okna itp.
    Krótko mówiąc dziwak. Gazeta-mi-placi
  • 21.08.14, 18:09
    nangaparbat3 napisała:

    > Bez przesady. W miarę kumaty i wyedukowany nauczyciel polapie sie, jakiego rodz
    > aju problemy ma dziecko, i bedzie wiedzial, co robic. To jest przede wszystkim
    > kwestia uwazności nauczyciela.

    po pierwsze, mam wrażenie, że takim twierdzeniem redukujesz całe doświadczenie terapeutów, no bo co oni tam wiedzą, skoro zwykły nauczyciel w zasadzie jest w stanie ogarnąć to samo w ramach dodatku do swojego podstawowego zajęcia, tzn. nauczania?
    po drugie, a jeśli nauczyciel nie jest aż tak ogarnięty? jeśłi to jego pierwsszy lub drugi rok w zawodzie? napławdę wysłałabyś dziecko z orzeczeniem i problemami do szkoły, nic nie mówiąc i zakładając, że jak nauczyciel ogarnięty, to dobrze, a jak debiutant, no to, oh well, dziecko, nauczyciel i (prawdopodobnie) klasa mają pecha?
  • 21.08.14, 19:17
    Terapeuci, jak nazwa wskazuje, terapeutyzują - nauczyciel nie jest od tego.
    W opiniach i orzeczeniach zawarte są w wiekszości ogolne wskazowki.
    Oczywiście dobrze, jesli nauczyciel może z nich skorzystać.
    jednak częśc uczniow ze specjalnymi potrzebami nie ma orzeczeń ani opinii, a część rodziców tych dokumentow nie chce w szkole przedstawić. Widac bardziej boją się skutkow niż wierzą w skuteczność.
    --
    "Niemców na trybunach dużo, ale jest też sporo afrykańskiego kolorytu"
  • 21.08.14, 20:23
    Tylko że jest różnica między sytuacją, gdy dziecko zaburzone nie ma orzeczenia (wtedy i rodzice, i szkoła mogą wspólnie dążyć do zdiagnozowania dziecka i pomocy mu) a sytuacją gdy zaburzone dziecko orzeczenie ma, problemy są, a szkoła musi postępować po omacku, bo rodzice zataili informację o orzeczeniu.
  • 22.08.14, 14:18
    Ale tak technicznie jakim cudem rodzice ukrywqja te orzeczenia, skoro kwestionariusz wypelniony przez nauczyciela jest potrzebny do diagnozy, nie wiem, czy wszystkich, ale paru popularnych na pewno? To chyba mozliwe tylko przy przenoszeniu do nowej szkoly jest?
    Ja znam jeden powod, dla ktorego rodzice nie ida po orzeczenie (w ogole nie ida, nie, ze nie zaniosa do szkoly) - to bedzie w systemie I bedzie sie za nim ciagnac przez reszte zycia
  • 22.08.14, 16:21
    minor.revisions napisała:

    > Ale tak technicznie jakim cudem rodzice ukrywqja te orzeczenia, skoro kwestiona
    > riusz wypelniony przez nauczyciela jest potrzebny do diagnozy, nie wiem, czy ws
    > zystkich, ale paru popularnych na pewno? To chyba mozliwe tylko przy przenoszen
    > iu do nowej szkoly jest?
    Rodzice nie maja obowiazku przedstawienia wynikow badan w szkole, pozostawiono to ich decyzji.
    > Ja znam jeden powod, dla ktorego rodzice nie ida po orzeczenie (w ogole nie ida
    > , nie, ze nie zaniosa do szkoly) - to bedzie w systemie I bedzie sie za nim
    > ciagnac przez reszte zycia

    I to jest bardzo dobry powod, ktory mowi wiele o nas jako o spoleczeństwie, a nic o konkretnych rodzicach.

    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 22.08.14, 18:30
    > Rodzice nie maja obowiazku przedstawienia wynikow badan w szkole, pozostawiono
    > to ich decyzji.

    Częścią badania jest wywiad z nauczycielem, więc nie bardzo wiem, jak to robią.

    > I to jest bardzo dobry powod, ktory mowi wiele o nas jako o spoleczeństwie, a n
    > ic o konkretnych rodzicach.

    Nie mówi nic o społęczeństwie, bo to nie spoleczeństwo decyduje, jakie dane są przechwywane jak długo i komu udostępniane. Jest to BARDZO normalne dla rodziców, że się będą 100 razy zastanawiać, czy wyciągać dla dziecka orzeczenie, które mu teraz ułatwi pobyt w szkole, ryzykując jednocześnie, że ktoś mu to wyciągnie w przyszłości i nie da pracy, bo firma z zasady na określonych stanowiskach nie zatrudni nikogo, kto ma jakikolwiek ślad mentalnej nierównowagi (i też nei ze względu na widzimisię ,ale ze wzg. na polisy ubezpieczeniowe i takie tam).
  • 22.08.14, 21:24
    minor.revisions napisała:
    > Częścią badania jest wywiad z nauczycielem, więc nie bardzo wiem, jak to robią.

    Nie przekazuja diagnozy szkole. Odbierają i chowają w szufladzie. Maja prawo. Poradnia nie ma prawa za ich plecami udzielać informacji szkole.
    >

    > Jest to BARDZO normalne dla rodzicó
    > w, że się będą 100 razy zastanawiać, czy wyciągać dla dziecka orzeczenie, które
    > mu teraz ułatwi pobyt w szkole, ryzykując jednocześnie, że ktoś mu to wyciągni
    > e w przyszłości i nie da pracy, bo firma z zasady na określonych stanowiskach n
    > ie zatrudni nikogo, kto ma jakikolwiek ślad mentalnej nierównowagi (i też nei z
    > e względu na widzimisię ,ale ze wzg. na polisy ubezpieczeniowe i takie tam).

    No wlasnie.
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • 22.08.14, 21:27
    A niejednokrotnie powinna takie prawo mieć. dla dobra dziecka.
  • 22.08.14, 21:30
    Byłoby nadużywane.

    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • 22.08.14, 21:32
    W jakim celu?
  • 23.08.14, 00:38
    pozbycia sie trudnych uczniow - znam takie przypadki
    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • 21.08.14, 09:36
    Twoje dziecko jest w szkole rejonowej?
  • 21.08.14, 09:58
    Szkoła muzyczna wieczorowa to zajęcia dodatkowe. Tu niepotrzebna jest info o ZA, dopóki nie pojawi się problem. Wystarczą indywidualne rozmowy z nauczycielami, że można się spodziewać takiego i takiego zachowania i najlepiej jest zareagować tak i tak. Jak się już pozna nauczycieli, a oni poznają dziecko, bo z automatu to będzie: "ja nie chcę tu debila uczyć, jest mnóstwo innych chętnych i bezproblemowych dzieci na jego miejsce".

    Szkoła - każda szkoła, poza placówkami "dedykowanymi" dla ludzi "innych" - przede wszystkim chce się pozbyć problemu. Dopiero jak się go nie da żadną miarą pozbyć, odsyłając np. do rejonowej, to próbuje go rozwiązać. A rejonowa przecież wcale nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem dla dzieciaka. U mnie np. rejonowa to moloch na trzy zmiany. Inna, która mogłaby być rejonową, gdybym się uparła, "obsługuje" dwa domy dziecka, dom samotnej matki i ośrodek dla uchodźców, pracowałam w niej i nie chciałabym, żeby moje dziecko do niej chodziło, choć jest nieduża i kameralna.

    Więc tak, zatajałabym różne istotne informacje o dziecku tak długo, jak się da, przed DECYDENTAMI. A potem bym je odkrywała tym, kto może pomóc: wychowawcy, psychologowi szkolnemu etc.
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • 21.08.14, 10:01
    Powiedziałabyś dopiero jak zaistnieje problem, a nie wcześniej, by problem nie zaistniał?
  • 21.08.14, 10:06
    Wiesz, po pierwsze, w SM mam prawo być na zajęciach. A czasami jest to nawet konieczność. Więc sprawdziłabym, gdzie może zaistnieć problem. Po drugie, to jest w znakomitej większości praca indywidualna, tu łatwiej porozmawiać o problemie. Po trzecie, ZA przejawia się w różny sposób i nie zawsze może być problematyczne. Po czwarte, jeśli mam do wyboru: problem pod koniec września czy w październiku, a wylot ze szkoły przed rozpoczęciem zajęć, a po dostarczeniu informacji o ZA (bo tak - bo nagle "nauczyciel wyemigrował na Białoruś") - to jak myślisz, co bym wybrała?
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • 21.08.14, 10:13
    Masz prawo być na zajęciach z instrumentu. Na taką rytmikę już cię nie wpuszczą, a te zajęcia mogą być problematyczne - hałas, dużo bodźców, zabawy ruchowe, czasami chaos (nasza zabawa w zegarmistrza ściągnęła połowę nauczycieli tak było głośno i dziwnie), spora grupa dzieci.
  • 21.08.14, 10:09
    Przy czym absolutnie się zgadzam, że TEORETYCZNIE najlepszym możliwym rozwiązaniem jest poinformowanie o wszelkich problemach już na samym początku. Nauczyciel ma czas się przygotować, doczytać, nauczyć się czegoś. Ja mam czas "przeszkolić" nauczyciela. Dyrektor może powołać zespół wychowawca-pedagog-psycholog do pracy z dzieckiem. I tak dalej.

    Ale to, niestety, zdarza się daleko nie w każdej szkole.
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • 21.08.14, 10:14
    Uprzedzanie o problemie moze go wręcz wywolać. A nauczyciel w dzisiejszych czasach musi byc przygotowany na pojawienie sie dzieci z najróżniejszymi problemami, jest ich coraz wiecej i trzeba z nimi pracować i spodziewać się, że bedzie ich wielu wśrod naszych uczniow, i tyle.
    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • 21.08.14, 10:02
    Dodam jeszcze, że problemem potrafi być głupia choroba przewlekła, bo np. pielęgniarka jest dwa razy w tygodniu, a wychowawca nie poda dziecku leku.
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • 21.08.14, 10:15
    Bo nie ma prawa podać dziecku leku. Jeśli cokolwiek się stanie, to będzie mieć prokuratora na karku.
  • 21.08.14, 10:13
    Ja bym - jako nauczyciel - chciała wiedzieć, nawet jeśli byłoby to tylko brzdąkanie na gitarze przez godzinę dwa razy w tygodniu.
    Jako rodzic podałabym tę informację - dla dobra dziecka.
    --
    'How to recognise different trees from quite a long way away'
  • 21.08.14, 10:14
    BTW sprawa z nieprzyjęciem na kolonie ma jakiś ciąg dalszy?
    --
    'How to recognise different trees from quite a long way away'
  • 21.08.14, 10:15
    Właśnie chciałam się dowiedzieć, czy ma.
  • 21.08.14, 10:19
    Jeśli obie strony podtrzymują zamiar przeciągnięcia się wzajem po sądach, to pewnie będzie jeszcze trwało...
    --
    Wejdę do środka i spróbuję wynieść dowcip. Osłaniać mnie będzie ponura muzyka odtwarzana z płyt oraz żałobne zawodzenie funkcjonariuszy.
  • 21.08.14, 10:16
    Też jestem ciekawa.
  • 21.08.14, 10:18
    Też jestem ciekawa.
    Jak cała afera się skończyła bo w mediach nie ma ani o odszkodowaniu od firmy ani w drugą stronę za oszczerstwa, więc jak to się skończyło?
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • 21.08.14, 11:12
    co wy myslicie, ze juz zapadl wyrok? gdzie wy zyjecie? sad to nie forum, gdze wyrok wydaje sie przed przeczytaniem postu startowego. podejrzewam, ze nie odbyla sie nawet pierwsza rozprawa o oszczerstwa pani matki.
    --
    'do stu,dwustu jestem jeszcze w stanie policzyc. (...)dzwonie do mego faceta,ktory mi powie ile to bedzie 35% z kostki masla.Juz sie wyszkolil by podawac w centymetrach'
  • 21.08.14, 11:26
    Nie ma co się tak gorączkować, sprawa mogła zostać rozstrzygnięta poza sądem, jeśli strony zrezygnowały ze swoich roszczeń.
    --
    Wejdę do środka i spróbuję wynieść dowcip. Osłaniać mnie będzie ponura muzyka odtwarzana z płyt oraz żałobne zawodzenie funkcjonariuszy.
  • 21.08.14, 10:15
    Powiedziałabym i dałabym przy okazji wskazówki jak reagować na jakieś nietypowe zachowania mojego dziecka. I uważam, że zatajając takie informacje można zrobić krzywdę dziecku. Miałam kontakt z dzieckiem z ZA, które miało łatkę dziecka "rozpieszczonego, złośliwego i nieznającego granic" a to był świetny chłopczyk, tyle że miał ZA.
    --
    Nie ma ta­kiego głup­stwa i nik­czem­ności, które, by­le sta­le pow­tarza­ne, nie zos­tały wreszcie przyjęte i przes­tały ra­zić ja­ko głup­stwo i nik­czem­ność. Sławomir Mrożek
  • 21.08.14, 10:22
    U nas jest w każdym roczniku dwoje-troje uczniow, ktorzy wydaje sie mieć ZA. Orzeczenie widzialam w zyciu raz - rodzice ukrywają. Niektorzy ukrywaja nawet dysortografię. dziewieciu latach doświadczeń edykacyjnych - nie dziwię im sie.
    Mamy poza tym uczniow z fobią szkolną, depresją, zaburzeniami odzywiania,AHD, nerwicą natręctw, ze już o po prostu nerwicy nie wspomnę. I mnostwo innych problemów. część przychodzi do nas w trakcie terapii, i ci z reguly nie informują szkoły o niczym, dowiadujemy się, jak są problemy. część nie ma diagnozy ani sie nie leczy, wtedy prosimy o konsultacje, na ogoł rodzice decyduja sie z niej skorzystac. Ale tak czy inaczej, recepta jest jedna: uwazność, szacunek, cierpliwość, spokoj i elastyczność. W stosunku i do ucznia, i do rodziców. dziala.
    --
    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • 21.08.14, 10:41
    Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której do szkoły trafia dziecko z ADHD, padaczką, nerwicą, depresją, ZA, a rodzic o tym wie, ale celowo szkoły nie informuje, bo jego zdaniem dobrze funkcjonuje, nerwica nie jest silna, a ataków padaczki nie miało od pół roku.

    Uważam, że o zaburzeniach, które mogą implikować problemy (nawet jeśli akurat w danym czasie nie implikują), szkoła powinna wiedzieć. Dla dobra ucznia, rodzica i innych dzieci. I dla dobra szkoły też.
  • 21.08.14, 10:47
    Moje dziecko epileptyk chodziło do przedszkola i szkoły, gdzie o tym obie placówki były powiadomione. Ba, jeździ nawet na wycieczki i szkoły w przyrodzie, a w szkole (lub w torebce nauczyciela) jest diazepam we wlewce doodbytniczej, który nauczyciel jest gotowy podać. Podałabyś?
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 10:49
    Nie, bo mamy pielęgniarkę pełnoetatową.
  • 21.08.14, 10:53
    Pielęgniarka nie jest z dzieckiem. Nie jeździ z dzieckiem na wycieczki i tak dalej.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 10:55
    A kto powiedział, że nie jeździ?
  • 21.08.14, 10:57
    No u nas nie jeździ. I nie siedzi z dziećmi w klasie, a w podobnej (może ciut lepszej) sytuacji jest tez inne dziecko.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 10:56
    I ja nie miałam oporów w powiadomieniu szkoły, nauczyciela wychowawczy o chorobie. Ponieważ nauczyciel nie robi problemów i wie, że wlewkę zaaplikuje sam.
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 24.08.14, 11:15
    nauczyciel może nie robić problemów, ale przepisy nie pozwalają podawać mu leków - i co wtedy?
  • 21.08.14, 10:50
    Do szkoły rejonowej - zaniosłabym wszelkie zaświadczenia, opinie, zalecenia specjalistów i swoje własne.

    Do szkoły nierejonowej - jeśli jest sprawdzona i zaufana i mam opinie innych rodziców problemowych dzieci spoza rejonu tej szkoły - też bym zaniosła.
    A jeśli mogę mieć podejrzenie, że szkoła może zawczasu pozbyć się problemu w postaci mojego dziecka - nie informowałabym jej do ostatniej chwili. Serio, serio.

    Z powodu "nauczyciel nie ma prawa podać leku" - z czym nie dyskutuję - zastanawiano się poważnie, czy przyjąć moją astmatyczkę do szkoły. Plus problem związane z przenoszeniem w ciągu roku szkolnego, z adaptacją, z językiem polskim etc etc. Autentycznie usiłowano się mojej córki pozbyć ze szkoły rejonowej. A co, gdybym próbowała do innej?
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • 21.08.14, 11:37
    Dokładnie, Wszyscy się zgadzają, że teoretycznie szkoła powinna wszystko wiedziec: o zdrowiu dziecka, o jego indywidualnych potrzebach, nawet o dzisiejszym samopoczuciu. Ale w praktyce bywa dokładnie tak, jak piszesz. Jest jedna (przynajmniej jedna) szkoła w mojej dzielnicy, gdzie dzieci osiągają wysokie średnie wyniki sprawdzianu. Szkoła rejonowa, która teoretycznie powinna przyjąć i nauczać wszystkie dzieci z rejonu. Ale w praktyce jest tak, że dyrektorka robi różne dziwne rzeczy celem wyprowadzenia ze szkoły dzieci mniej zdolnych / pilnych, konfliktowych, ze specyficznymi problemami zdrowotno - wychowawczymi.I udaje jej sie, bo udręczony rodzic zabiera udręczone dziecko żeby mieć święty spokój.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • 21.08.14, 10:58
    Padaczke odlózmy na bok, to jednak inny problem.
    Co do reszty - często to nauczyciele są tymi, ktorzy zwracaja rodzicom uwagę, że uczeń ma problemy, ze powinni poszukac pomocy. często problemy pojawiaja sie dopiero w szkole, u nas na przyklad, ponieważ mamy do czynienia z osobami na progu doroslości, zdarzaja sie i poczatki psychozy - co rodzic ma zataic, skoro sam nie wie?
    Kiedys nasz uczeń popelnil samobojstwo, prosilam wszystkich o uwazność i natychmiastowe informowanie mnie, gdyby zaniepokoiło kogos zachowanie ktoregoś z uczniow. jedna z nauczycielek zażądala listy uczniow, na ktorych trzeba zwracać uwagę. Oczywiście nie dostala jej, bo pomijając juz wszystkie inne powody, jeden jest dla mnie zasadniczy: uwazność nalezy sie kazdemu uczniowi, zawsze. Mam pełną świadomość, ze to jest bardzo trudne - z jednej strony prowadzic lekcję, czuwać nad praca całej grupy, z drugiej - widziec każdego z osobna. To jest cholernie trudne zadanie, wiem, malo kto zdaje sobie sprawę, ze w dużej mierze na tym polega istota pracy nauczyciela (jak slyszę czy czytam, ze nauczyciel w pracy "stoi przy tablicy", dostaję furii), żeby ją wykonywać rzetelnie i z pelnym zaangazowaniem powinno sie mieć zapewnione odpowiednie warunki. Poki co, jest jak jest.
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 21.08.14, 11:07
    Przy zapisie bym nie informowała. Poinformowałabym przy odbiorze dziecka po trzecich czy czwartych zajęciach albo na jakimś zebraniu w połowie września i tylko nauczyciela - opiekuna, wychowawcę. NA pewno nie taką drogą, że daję zaświadczenie, zostawiam w sekretariacie, u dyrekcji itp. I nie wiem, czy użyłabym tego określenia ZA. Po prostu powiedziałabym, że mogą wystąpić takie i takie problemy i jak nauczyciel byłby z tych ogarniętych w temacie, to nazwałabym zaburzenia, a jak nie, to nie uzupełniałabym rzetelnie jego wiedzy.

  • 21.08.14, 12:48
    Naprawdę nie rozumiem dlaczego ktoś zataja takie informacje? Żeby jego dziecko było postrzegane jako dziwak czy świr?
    Wychowawczyni mojej córki na pierwszym spotkaniu dałam opinie psychologa - nauczycielka bardzo się ucieszyła że ją poinformowałam. Wiedziała czego się po młodej spodziewać i ma świetne podejście do tematu. Zorganizowała dodatkowe zajęcia specjalnie dla dzieci z problemami. I naprawdę widzę postępy i, że tak to ujmę, jak za pomocą wychowawczyni córka normalnieje.
    --
    >>Wyższa Szkoła Złudzeń i Nieuzasadnionego Zadowolenia z Własnych Dokonań<<
  • 21.08.14, 13:27
    Problem polega na tym, że niektórzy (oczywiście, nie wszyscy, i mam nadzieję, że zdecydowana mniejszość) nauczycieli, widząc "papier" OD RAZU uznaje, że ktoś jest dziwak i świr, i nawet "ma na to papiery" i umywa ręce. Przecież nie może niczego nauczyć świra, nie? A że musi chodzić do szkoły, to niech chodzi.
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • 22.08.14, 07:18
    Dokładnie. W wątku o koloniach wypowiadała się jakaś nauczycielka, że ona jest zwykłym pedagogiem, a nie specjalnym i w związku z tym ona się nie podejmie opieki nad dzieckiem z ZA. Stąd już tylko mały krok do dyskryminacji ucznia z ZA, jeśli taki jej się trafi na lekcji.
    ZA to zaburzenie, które diagnozuje się u dzieci przynajmniej w normie intelektualnej. Więc są to dzieci, które jak najbardziej mogą i powinny iść normalnym programem szkolnym. Rodzice pewnie znają uprzedzenia ludzi, nauczycieli wobec dzieci ze spektrum autyzmu i wolą zataić diagnozę niż skazać dziecko na poniewierkę i dyskryminację przez nieprzygotowanych do zawodu i uprzedzonych nauczycieli.
  • 22.08.14, 07:26
    Zespół Aspergera to zaburzenie, które diagnozuje się zarówno u dzieci w normie intelektualnej, jak i u dzieci z intelektualną niepełnosprawnością.
  • 23.08.14, 12:53
    Bzdura. Wejdz sobie na wikipedie i poczytaj o ZA zanim palniesz bzdure. ZA to zaburzenia w kontaktach spolecznych, ktore nie sa spowodowane uposledzeniem umyslowym. Nikt nie zdiagnozuje u uposledzonego dziecka ZA, bo nie da sie stwierdzic czy jego problemy sa spowodowane niskim IQ czy zmianami w mozgu charakterystycznymi dla ZA.
  • 23.08.14, 15:04
    Fakt. Formalnie racja.
    Ujmę to inaczej.

    Zdarzają się dzieci z ZA - i tu będę bronić swego stanowiska -, które funkcjonują emocjonalnie i społecznie podobnie do dzieci, u których niepełnosprawność intelektualną orzeczono.
  • 23.08.14, 15:13
    Dzieci z ZA sa rozne, tak samo jak dzieci bez ZA sa rozne. 'Normalne' dziecko moze zachowywac sie jak idiota i nie miec diagnozy.
    Dla mnie to jest dno, ze uczepilas sie osob z ZA i przypisujesz im cechy, ktorych nie maja, albo sa to cechy dowolnie wystepujace w spoleczenstwie. Tworzenie takich bajek to juz jest dyskryminacja.
  • 23.08.14, 15:32
    Oj, teraz to ty się zapętliłaś. Jakąż to ja cechę bezpodstawnie przypisałam dzieciom z ZA ?? Wskaż. Jeżeli jakaś cecha DOWOLNIE występuje w społeczeństwie, to może wystąpić także u dziecka z aspergerem.

    A zarzucenie mi dyskryminacji dzieci z ZA zakrawa na pomówienie.
  • 22.08.14, 10:07
    lauren6 napisała:

    > Dokładnie. W wątku o koloniach wypowiadała się jakaś nauczycielka, że ona jest
    > zwykłym pedagogiem, a nie specjalnym i w związku z tym ona się nie podejmie opi
    > eki nad dzieckiem z ZA. Stąd już tylko mały krok do dyskryminacji ucznia z ZA,
    > jeśli taki jej się trafi na lekcji.
    > ZA to zaburzenie, które diagnozuje się u dzieci przynajmniej w normie intelektu
    > alnej. Więc są to dzieci, które jak najbardziej mogą i powinny iść normalnym pr
    > ogramem szkolnym. Rodzice pewnie znają uprzedzenia ludzi, nauczycieli wobec dzi
    > eci ze spektrum autyzmu i wolą zataić diagnozę niż skazać dziecko na poniewierk
    > ę i dyskryminację przez nieprzygotowanych do zawodu i uprzedzonych nauczycieli.

    ----------> Nie wiem jak sytuacja wygląda w PL ale w sumie ludzie sa wszedzie jednakowi mniej lub bardziej imożna porównywac pewne doświadczenia.
    Rodzice którzy ukrywaja diagnozę ZA zamykają dziecku szansę rozwoju i normalnego życia , negatywnie wpływają na jego przyszlość.
    Aspie mogą i powinni iść normalnym programem szkolnym ale muszą mieć odpowiednie wsparcie i zrozumienie.
    Podam przykład , dokładnei ten sam problem miała moja koleżank z syn ZA .Mój syn w szkole średniej , jej w podstawowej.
    Jezeli nauczycielka mówi:
    - Proszę zrobić to i to zadanie na tej stronie to do niektorych Aspie trzeba najpierw powiedzieć:
    - Wyjmij ksiażke z plecaka , otwórz ją tu i tu
    Dla nauczyciela niepoinformowanego dziecko które nie rozwiązało zadania jest niedouczone , ono może świetnie rozwiazać to zadanie tylko trzeba wiedziec jak funkcjonuje.
    I wyjąć tę książkę z plecaka...
    Drugi przykład:
    Pedagog szkolny poinformowala mnie że się zdarza iż syn w czasie lekcji wychodzi do toalety i nie wraca z powrotem.
    Myślałyśmy że ma jakiś problem szkolny lub z nauczycielem . Porozmawiałam z Liliowym. Okazało sie że on nie w edział że ma wrócic do klasy jak wyszedł w czasie lekcji , miał 16 lattongue_outPP
    Syn miał duże problemy z jedna nauczycielka , tylko z jedną.
    Odbyło sie zebranie wszystkich nauczycieli , pedagog , psycholog i ja.
    Pierwsze zebranie informacyjne na temat syna , szkoła miała niewiele doświadcznie z uczniami z ZA.
    Owa naucyzcielka twierdziła ze syn jest arogancki a poza tym leniwy bo jest inteligenty i ma możliwości a nic nie robi.
    W czasie rozmowy okazało sie że ona kompletnnie źle znim postępuje , bombarduje go informacjami , zadaniam , dyskutuje z nim a on się w takich sytuacjach zawiesza.
    W czasie rozmowt z synme powiedział mi że ona jest głupia i przyznałam mu rację ( w
    duchu , oczywiscie nic mu nie powiedziałam ) .
    Wytłumaczylam że nie ma wyjścia , musi się z nią jakoś dogadać i rzeczywiście po jakimś czasie bylo lepiej , coś do tej kobiety dotarło z tego co mówły pedagog i psycholog.

    Mój syn w życiu by nie zdal matury i nie mógł studiować ukochanego kierunku gdyby nie psycholog i matematyczka.
    On ma jakis problem w mózgu jak chodzi o matematykę , nie ma problemu się nauczyć ale nie moze niektórych rzeczy zapamiętać i nie rozumie myślenai abstrakcyjnego.
    Nauczycielka i psycholog znalazły sposob na niego i jakos tę matematykę zaliczył.
    Inny przykład:
    W Norwegii pisze sie w ostatniej klasei pracę z języka norweskiego , ppraca samodzielna pisana w domu ale duza i poważna.
    Syn kończył pracę cala noc , pisal ją wczesniej przez kilka tygodni i rano okazało sie że nie zdąży z prezentacją pracy na czas.
    Zaszwoniłam do pedagod szkolnej , nauczyciel norweskiego poszedł na rekę. syn zaliczył w późniejszym terminie na najlepsza ocene.
    Nauczyciel powiedział że to była praca na poziome uniwersyteckim , syn sam wymyślił m.in porównanie fragmentu prozy Kafki ze znaym wspólczesnym norweskim pisarzem.
    Kafkę cytowal w oryginale smile
    Nie wyrobił sie w czasie bo nie umiał sobie zaplanowac pracy tak zeby zdążyć a poza tym ponieważ temat mu pasowal i go interesował praca wyszla większa i dokładniejsza niz było zamierzenie nauczyciela.
    Czasem male rzeczy , proste informacje pomagaja dzieciom z ZA lepiej funkjonować , trzeba wiedzieć że nie rozumieja przenośni , ironii , mają zaburzenia sensoryczne, problemy
    ze snem , orientacją przestrzenną.
    Ale jak sie czymś zainteresuja , mają pasję to moga wiele osiagnąć tylko trzeba podac rękę.
    Ja uważam a nasze , moje i syna doświadczenia to potwierdzają że Obcy mogą chodzic do normalnej szkoły , studiować tylko trzeba pracować nad nimi, wyjaśniać otoczeniu o co chodzi , przede wszystkim to zadanie rodziców ale i szkoły

  • 21.08.14, 13:10
    W normalnej szkole, SP czy gimnazjum czy LO chciałabym wiedzieć JAKIE dzieci,tj z jakimi zaburzeniami chodzą do klasy z moimi.
    ZE wzgledu na BEZPIECZENSTWO moich dzieci oczywiśćie.,
  • 21.08.14, 13:20
    serio myślisz, że ktoś Cię będzie informował o zaburzeniach, orzeczeniach innych dzieci? matko ale zrobiłabym dym gdyby ktoś takie rzeczy omawiał na forum klasy....
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.08.14, 13:23
    Chciałabym wiedziec by miec wybor czy chce by moje dziecko bylo w otoczeniu dzieci z zaburzeniami.Co cie tak dziwi czy oburza?. Dzieci z zaburzeniami sa nieprzewidywalne i ja sie boje o bezpieczenstwo moich dzieci.


    -----
    > Na hasło naturalnie włącza się czerwona lampa. Na hasło antyszczepion
    > kowcy włącza się halogen, bo to oznacza, że na 100% ludzie są powaleni i ni
    > ebezpieczni.
  • 21.08.14, 13:30
    Ale to, że Ty chcesz sobie wiedzieć nijak ma się do tego czy szkoła ma prawo Cię poinformować o czymś co dotyczy innego dziecka...chyba sobie nie wyobrażasz, że nauczyciel na zebraniu będzie informował wszystkich rodziców, że Kasia ma problem z X a zosia z B a Maciusia rodizce własnie sie rozwodzą a FRanek był molestowany i mogą zachowywać się w związku z tym agresywnie, itd...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.08.14, 13:39
    Nie zrozumialas. Mialam na mysli zaburzenia typu asperger a nie rozwod rodzicow.



    --
    > Na hasło naturalnie włącza się czerwona lampa. Na hasło antyszczepion
    > kowcy włącza się halogen, bo to oznacza, że na 100% ludzie są powaleni i ni
    > ebezpieczni.
  • 21.08.14, 13:43
    Też nie ma takiego obowiązku. Możesz się dowiedzieć dopiero w chwili, kiedy zechcesz urwać głowę dziecku, które stłukło Twoją córkę na kwaśne jabłko - że ma orzeczenie.
    --
    Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii, obciążyłbym podatkiem wszystkich cudzoziemców żyjących za granicą.
  • 21.08.14, 13:44
    Powaznie??????
    Tak sie naraza dzieci w szkołach ???


    --
    > Na hasło naturalnie włącza się czerwona lampa. Na hasło antyszczepion
    > kowcy włącza się halogen, bo to oznacza, że na 100% ludzie są powaleni i ni
    > ebezpieczni.
  • 21.08.14, 13:53
    Poważnie.
    --
    Wejdę do środka i spróbuję wynieść dowcip. Osłaniać mnie będzie ponura muzyka odtwarzana z płyt oraz żałobne zawodzenie funkcjonariuszy.
  • 22.08.14, 07:20
    Lipcowa jak sama chodziłaś do szkoły to miałaś w klasie kilkoro dzieci ze spektrum autyzmu, ale o tym nie wiedziałaś, bo za naszych czasów nie diagnozowało się takich rzeczy. Może wyrosłaś na osobę nie do końca normalną, ale nie sądzę, żeby było to spowodowane przebywaniem z niepełnosprawnymi dziećmi big_grin
  • 21.08.14, 13:45
    Nie Ty nie zrozumiałaś- nikt nie ma prawa informować innych rodziców o zaburzeniach/orzeczeniach/chorobach/problemach nie ich dzieci bez względu na to czy są spowodowane rozwodem rodziców czy chorobą aspergera i to, że ty chciałabyś wiedzieć niewiele ma tu do rzeczy...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • 21.08.14, 13:45
    Z tego co wiem i sama widziałam, to raczej dzieci z ZA są narażone na ataki ze strony "niezaburzonych" dzieci.
    --
    Nangą się nie przejmuj, to tutejsza dziwaczka, miłośniczka nierobów Romów, za to nienawidząca szczerze wszystkich innych ludzi poza Romami, nieżyczliwa innych, depcząca pasażerów w autobusie którzy śmieli usiąść od zewnątrz, a nie od okna itp.
    Krótko mówiąc dziwak. Gazeta-mi-placi
  • 21.08.14, 13:51
    To mało widziałaś, taki ZA z ADHD to mieszanka wybuchowa, a jeszcze do tego jakby był Romem...
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • 22.08.14, 07:22
    ADHD diagnozuje się też u dzieci bez ZA.
    Dziecko może nie mieć żadnej diagnozy i być niewychowanym chamem i agresorem.
  • 22.08.14, 07:31
    CytatDziecko może nie mieć żadnej diagnozy i być niewychowanym chamem i agresorem.
    Oczywiście, tu masz rację.

    I właśnie dlatego zatajanie informacji o ZA nie pomaga w nauczycielowi w ustaleniu, czy Jaś rzucił piórnikiem w kolegę, bo w danej chwili miał za dużo bodźców i nie potrafił się skupić, czy dlatego, że - jak zauważyłaś - jest niewychowanym chamem.
  • 22.08.14, 08:16
    No i co? Czy reakcja nauczyciela powinna się jakoś zasadniczo roznić? Bo wg mnie i mojego dwudziestoletniego szkolnego doświadczenia - nie.
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 22.08.14, 08:21
    czyli Nanga co Ty robisz jako doświadczony pedagog ?
  • 22.08.14, 15:58
    Nic nadzwyczajnego. Przede wszystkim trudnych zachowań nie biore do siebie, traktuję jako przejaw trudnosci, jakie ma uczeń. Poza tym - "lagodnie, stanowczo, bez lęku". Staram sie reagować natychmiast, ale stosując minimum srodkow - raczej nie słowa, a przestrzeń, gest. Oczywiście nie zawsze wychodzi, ale na ogół tak.
    --
    "Niemców na trybunach dużo, ale jest też sporo afrykańskiego kolorytu"
  • 23.08.14, 07:57
    A wyobraź sobie, że uczeń dostaje słabszą ocenę i reaguje ucieczką z sali
    Co robisz ?
    Biegniesz za nim
    Zostajesz w klasie

    Jeśli biegniesz dalej za nim to co robisz
    Jeśli zostajesz -to co robisz

    Czy Twoje zachowanie jest takie samo w przypadku dziecka bez orzeczenia i z orzeczeniem ?
  • 23.08.14, 08:34
    Ha - doskakuję nim przekroczy drzwi. Rzucam uczniom "dzieci, czekajcie spokojnie", i wybiegam za nim. Klasa raczej zastygnie w oczekiwaniu na rozwoj wypadkow - na moment, i przez ten moment musze dziecko zlapać albo poprosić kogos innego o pomoc.
    Ale - informacje o slabej ocenie zawsze staralam sie przekazać w sposob łagodny, nie karzac ucznia dodatkowo sposobem informowania (wiem, że wielu nauczycielom to sie zdarza), a raczej pocieszyć, zwłaszcza te dzieci, ktore zle oceny naprawde przezywaly. Wzbudzić nadzieję, ze następnym razem pojdzie troszke lepiej. Ta nadzieja jest warunkiem podjęcia przez ucznia jakiegokolwiek wysiłku. Niestety wiem, że uczniowie często bywają zawstydzani przed klasą złą oceną - wystarczy byc świadkiem takiego ponizenia kolegi, żeby słaba ocena łączyla się z silnym stresem.
    Po pierwszej ucieczkowiej akcji rozmawiam z dzieckiem, i o tym, ze to tylko ocena, i o tym, co moze zrobić, żeby miec lepsze wyniki, o tym, czego sie obawia w związku ze złą oceną. I oczywiscie przypominam zasadę, ze nie wolno wychodzic z klasy.
    I tak, moje postępowanie nie rozniloby sie wobec dziecka z diagnozą i bez. Bo niby dlaczego mialoby sie roznic, w ktorym punkcie?
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • 23.08.14, 08:42
    . Bo n
    > iby dlaczego mialoby sie roznic, w ktorym punkcie?


    i tu widać, że nie miałaś doświadczenia z takimi dzieciakami
    Twoje postępowanie jest słuszne-w przypadku dziecka bez zaburzeń. Dziecku z ZA nic nie dadzą Twoje tłumaczenia nt słabej oceny i co zrobić by mieć lepsze wyniki. BULSHIT. Wywołałoby to jeszcze gorszą reakcję lub zaowocowało zamknięciem się dziecka w sobie, kolejną ucieczką, uderzeniem Cię w twarz itd. Również przekazywanie informacji o słabej ocenie nie miałoby racji bytu-bo nie chodzi o sposób przekazania-ale o sposób ODBIORU.

    Dokończ proszę dalej- wg swojego klucza
    Dzieciak ma 15lat, rzuca się do drzwi, przepycha Cię, ucieka. Dobiegasz do niego rozcierając ramię a on rzuca się na ziemię i macha rekami i nogami. Co robisz? (sytacja powtarza się za tydzień, a potem znowu i znowu)
  • 23.08.14, 09:02
    A co by zmienila diagnoza? wręczyla czarodziejską rożdżkę?
    Dzieci z ZA są rożne. Te co docierają do nas rozumieją.
    Poza tym pisząc "rozmawialabym" nie mam na myśli po prostu tłumaczenia, raczej sluchanie, dialog, rozmowę, ktorej kierunek wyznaczy to co mowi uczeń. To nie jest bardzo trudne, ale wymaga pewnego treningu, i uważam, że każdy nauczyciel powinien przez taki - solidny, w malej grupie, trwający odpowiednio długo i z dobrym trenerem - przejść na początku pracy. To ważniejsze niz cala teoria.

    W tej sytuacji z pietnastolatkiem uczeń musi mieć diagnoze i terapię - i tu rolą nauczycieli, pedagoga, psychologa, dyrektora jest przekonanie rodziców, że trzeba.
    jeśli chodzi o dzieci z ZA, to są bardzo źle traktowane przez rowieśników, wyśmiewane, dokucza sie im. Dziewczyna majaca w klasie w gimn. koleżankę z ZA powiedziała: nie wiem, jak ona mogla to znieść. Wiec trzeba pracować z cała klasą nad stosunkiem do inności. A nawet tak, by dzieci nauczyly sie chronić kolegę/koleżankę z ZA (czy jakakolwiek inną "innością", albo wręcz bez powodu szykanowanych) przed szykanami osob z innych klas.
    Wiem z doświadczenia, że bywa piekielnie trudne i czasem mozna uzyskac tylko niewielkie postępy.

    --
    "jesli chodzi o dywany - mam na nie specjalne pokrowce z bawełny (z uwagi, że dywan w salonie jest biały), gdy mam tłum gości po prostu go zakładam"
  • 23.08.14, 12:59
    Pozwól, że spytam
    Z iloma dziećmi z ZA miałaś do czynienia ? Przy czym nie pytam o ZA lightowe-ale takie powodują problemy
  • 23.08.14, 15:28
    Z poważnymi z 3, ale faktem jest, że do nas trafiają najzdolniejsze, byc może jest to lajtowy ZA. Mowimy jednak o ukrywaniu zaburzenia, w poważnych przypadkach nie ma raczej o tym mowy.
  • 23.08.14, 19:55
    Jakby tak się trzymać litery tego o czy mowa-to nie byłoby tej części dyskusji, bo jest ona o SZKOLE MUZYCZNEJ, a nie ogólnokształcącej, o zajęciach DODATKOWYCH a nie podstawowych

    Poza tym- mimo wszystko Ty wypowiadasz się z pozycji osoby, która traktuje jednakowo wszystkie dzieciaki i nie interesuje Cię czy sa zaburzone czy nie. Więc próbuję wykazać, że nie mając doświadczeń z dziećmi naprawdę zaburzonymi , Twoje metody opisane wyżej sa gucio warte.
  • 24.08.14, 00:02
    OK.
    Napisz mi w takim razie, jak postąpisz w wypadku ucznia wybiegajacego z klasy:
    a. z diagnozą ZA
    b. z diagnozą depresji
    c. z diagnozą ADHD
    d. chama
    --
    "Niemców na trybunach dużo, ale jest też sporo afrykańskiego kolorytu"
  • 24.08.14, 08:40
    nie ma znaczenia jak ja postąpię
    nie jestem pedagogiem
  • 24.08.14, 08:52
    Ale masz jakieś wyobrażenia o tym, jak nauczyciel powinien sie zachować, i to one są przyczyną, że moje poglady lekceważysz. Twierdzisz, że moje metody nie będą dzialać - jakie masz podstawy, skoro nie pracujesz z uczniami?
    --
    "jesli chodzi o dywany - mam na nie specjalne pokrowce z bawełny (z uwagi, że dywan w salonie jest biały), gdy mam tłum gości po prostu go zakładam"
  • 24.08.14, 10:04
    Ale masz jakieś wyobrażenia o tym, jak nauczyciel powinien sie zachować, i to
    > one są przyczyną, że moje poglady lekceważysz. Twierdzisz, że moje metody nie b
    > ędą dzialać - jakie masz podstawy, skoro nie pracujesz z uczniami?


    Na chwile sie wlacze. Twoje metody w przypadku powazniej zaburzonego dziecka beda dzialaly tak jak polopiryna przy zapaleniu pluc. No ewentualnie na chwile obnizy goraczke. Jakas tam ulge na chwile to da, ale niczego tak naprawde nie rozwiazuje. Nie zapewnisz bezpieczenstwa reszcie klasy, biegajac za tym, ktore wlasnie zwialo, nie zapobiegniesz nastepnym ucieczkom tego zwiewajacego (i przeciez cierpiacego) a ich wszystkich niewiele nauczysz. Jako ze nie ma leku na autyzm do tej pory, zostaje:
    - postepowanie z tym konkretnym dzieckiem zgodnie ze wskazaniami z jego orzeczenia, jesli takowe ma (co przewaznie tez niewiele wnosi)
    - nauczyciel cien
    - nauczyciel wspomagajacy
    - albo (i tu wypowiem to slowo) INNA SZKOLA. Szkola z niewielka liczba dzieci, szkola integracyjna, szkola dla autystow... Tak, to tez sie zdarza. Posylanie dziecka do tej szkoly, w ktorej chca go miec rodzice ukrywajacy orzeczenia na prawde nie jest jakims nadrzednym dobrem i madroscia.

    O ile cien i wspomagajacy moga pomoc bardzo duzo, o tyle zwykly nauczyciel prowadzacy lekcje z 30 osobami, ktory jednoczesnie osobiscie stawia diagnozy i przeprowadza terapie jest zupelna pomylka.




  • 24.08.14, 19:00
    Bo mowimy o polopirynie na zapalenie płuc, o przyniesieniu ulgi, umożliwieniu prowadzenia lekcji. Leczenie nalezy do terapeuty, nie do nauczyciela.
    Jestem absolutnie za tym, by zaburzonemu dziecku towarzyszył dodatkowy nauczyciel. Ale to inna kwestia. Orzeczenie jest do tego niezbedne - ale bynajmniej nie wystarczające, jak zapewne wiesz. Jeśli rodzice nie przynoszą orzeczeń, to znaczy, że bardziej sie obawiają niż spodziewają autentycznego wsparcia. Zapewne zdarzają się i zaburzeni rodzice, wiem ze się zdarzają. Ale to przypadki wyjątkowe, większość nieprzynoszących to zupelnie normalni ludzie, którzy mają obawy. Może trzeba im wyjasnic, ze dziecko dostanie indywidualną pomoc. A dostanie?
    Natomiast nie każde dziecko z ZA takiej pomocy wymaga. I o tych dzieciach mowię - nauczyciel może naprawdę wiele, tyle tylko, że aktualnie liczba dzieci wymagających zwiększonej opieki rośnie, i uważam, ze w kazdej klasie 0-3 nauczyciel powinien mieć asystenta (niezależnie od naucz. wspomagających konkretne dzieci - to inna kwestia). Rzecz w tym, ze wiele dzieci ma problemy wtorne, których można by uniknąć przy zwiekszonej opiece na początku edukacji.

    ----------------------
    "jesli chodzi o dywany - mam na nie specjalne pokrowce z bawełny (z uwagi, że dywan w salonie jest biały), gdy mam tłum gości po prostu go zakładam"
  • 24.08.14, 10:54
    Tak, mam, bo WIEM jak pedagog pracuje z trudnymi przypadkami. I nie pracuje tak jak TY. Dostosowuje swoje zachowania do INDYWIDUALNEGO przypadku, a nie traktuje wg szablonu wszystkich.
  • 24.08.14, 18:49
    Oczywiscie, że dostosowuje. Ale praca nauczyciela to natychmiastowe reagowanie na to, co sie dzieje. Zauważ, że cały czas mówie o pracy nauczyciela prowadzacego lekcje, a nie terapeuty czy pedagoga prowadzacego terapie. W opisanym przypadku tu jest miejsce na indywidualizację.

    --
    "...od czasu jak na obronie student nie pamiętał, którą pracę kupił, to mnie już niewiele zdziwi" - Verdana
  • 24.08.14, 10:49
    nanga - może odpowiednio do wskazówek specjalisty, który diagnozę postawił?

    A jeżeli nauczyciel diagnozy nie ma, zawsze jest ryzyko, że potraktuje dziecko jak jedyne dziecko bez diagnozy w Twoim przykładzie czyli .... (d)
  • 24.08.14, 10:55
    bumbunierka, joa-i wszystko w temacie
  • 24.08.14, 19:04
    joa66 napisała:

    > nanga - może odpowiednio do wskazówek specjalisty, który diagnozę postawił?
    >
    > A jeżeli nauczyciel diagnozy nie ma, zawsze jest ryzyko, że potraktuje dziecko
    > jak jedyne dziecko bez diagnozy w Twoim przykładzie czyli .... (d)

    Na tym polega problem.
    A Bóg mi świadkiem, że jak dlugo pracuję, nie spotkalam jeszcze ani dziecka, ani nastolatka, ktory by był po prostu p. 4.
    Niezaleznie od diagnozy są problemy, które mają nasi uczniowie. Także ci (uwielbiam to określenie) "nie sprawiające problemow".
    Mnie chodzi o to, ze brak diagnozy nie zwalnioa nauczyciela z obowiązku troski, cierpliwości, uważności, indywidualizacji. Mają wskazówki czy nie.

    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 24.08.14, 19:08
    Oczywiście, że nie zwalnia. Podobnie jak rodziców nic nie zwalnia z odpowiedzialności za to, żeby przekazać wszystkie istotne informacje o dziecku nauczycielom.
  • 22.08.14, 14:37
    nangaparbat3 napisała:

    > No i co? Czy reakcja nauczyciela powinna się jakoś zasadniczo roznić? Bo wg mni
    > e i mojego dwudziestoletniego szkolnego doświadczenia - nie.

    No raczej powinna. To powyzsze jest tak kuriozalne, jak "no I? Czy reakcja wuefisty wobec dziecka, ktore nie biegnie, bo ma zlamana noge, a dziecka, ktore jie biegnie, bo ma to w dupie, powinna sie jakos roznic? Bo wg mojego doswiwdczenia nie".

    Po pierwsze, zalezy od regulaminu, u nas regulamin obowiazujacy wszystkie szkoly w rejonie ma zestaw zachowan nieakceptowanych I odpowiednich konsekwencji, z tym, ze jesli zachowanie jednoczesnie jest typowe dla orzeczenia, to nifty wolno tych konsekwencji wyciagnac. To znaczy nie, ze olac, ale nie wolno ukarac.
    Naprawde trudno mi uwierzyc, ze wsrod tych wszystkich dzieci z zaburzeniami, z ktorymi masz takie doswiadczenie, nie bylo dzieciaka, ktory jest hiperaktywny I w zwiazku z tym przeszkadza na lekcji -oczywiscie, ze reakcja nauczyciela powinna byc inna, bo zachowanie ma inne przyczyny niz u dziecka, ktore ma fantazje przeszkadzac, bo ma nadzieje, ze nauczycielka nie zdazy wtedy z odpytywaniem, bo przyczyny sa inne I taka sama reakcja zwyczajnie nie poskutkuje u obu z nich. Podobnie, chyba mi nie powiesz, ze tak samo zareagujesz na brzmiaca bezczelnie gadke u smyka, ktory chce sie popisac, a dziecka z ZA, ktore nie lapie pewnych norm tak intuicyjnie jak reszta I choc jego zachowanie moze wygladac na zlosliwe, wcale takie w jego intencji nie bylo I nie wystarczy mu raz wytlumaczyc, bo gdyby wystarczylo, to to by sie nie nazywalo zaburzenie.
  • 22.08.14, 16:14
    No więc nie zakladam mienia w dupie ani zlośliwości. Bo wtedy zaczynaja sie rozwiązania siłowe, idzie sie na przepychankę z uczniem, a to raczej nie dziala. Prosze \/ przypominam zasadę \/ przypominam konsekwencje \/ produkuję komunikat "ja" (trudno mi pozbierać myśli i sensownie pracować kiedy ty..... , więc proszę, żebyś nie robil/robil) \/ po lekcji rozmawiam, zeby dowiedziec sie, na czym polega problem - dowiedzieć się, a nie potwierdzic swoje przypuszczenie, ze mu sie nie chce albo jest złosliwy.
    No i robię co mogę, żeby dostrzec w uczniu to, co w nim pozytywne.

    --
    "jesli chodzi o dywany - mam na nie specjalne pokrowce z bawełny (z uwagi, że dywan w salonie jest biały), gdy mam tłum gości po prostu go zakładam"
  • 22.08.14, 18:12
    yhm. Zdzisiu, ja rozumiem, że nie masz nogi, ale jak zostajesz w tyle, kiedy inni biegna, to mnie jest ciezko prowadzic lekcje.
  • 22.08.14, 21:28
    Teraz ja nie rozumiem - jak Zdzisiu nie ma nogi, to biegnie o kulach albo na rękach. Albo ćwiczy żonglowanie na siedząco (niedysponowana koleżanka podaje mu upuszczone piłeczki).
    --
    "Niemców na trybunach dużo, ale jest też sporo afrykańskiego kolorytu"
  • 22.08.14, 23:46
    Ok, powiedzmy, ze zdzisiu nie biegnie, bo ma jakis defekt, ktorego nie widac, rodzice ci nie powiedzieli a sam zdzisiu tez nie bardzo wie, jak sobie z nim radzic. Z grubsza chodzi o to, ze nie wystarczy, ze np. nadaktywnemu dziecku, chocby najmilej na swiecie, powiesz, ze jego zachowanie ci przeszkadza. Rownie dobrze moglabys mu kazac przestac przelykac albo mrugac.
  • 23.08.14, 00:57
    OK - u nas prawie nie ma nadaktywnych, przypominam sobie jednego, bywalo trudno, ale nie za bardzo.
    Jednak skoro nauczyciel widzi, ze dziecko jest nadaktywne, postepuje z nim adekwatnie, przecież są jakieś ogolne zasady i metody pracy z takimi dziećmi, jest literatura, sa szkolenia. Bez tego orzeczenie i zalecenia nie pomogą.
    Kiedy pracowałam w SP, dawno temu (o ADHD nikt w Polsce nie slyszał naonczas), mialam jednego nadaktywnego plus IQ w dolnej granicy normy (70), bywało cięzko. Czyscił tablicę, podlewal kwiatki, chodzil po kredę. Robil też za kozla ofiarnego (nadaktywni bardzo sie do tego nadają), więc pracowalam z klasą nad stosunkiem do niego i obaleniem przeświadczenia, że gdyby nie zdzisio, "to nasza klasa bylaby idealna".
    Ale teraz uświadomilam sobie jedna okoliczność: na setkę dzieci z blokowiska miałam jedno, slownie jedno autentycznie nadpobudliwe. Sądząc po tym co czytam i słysze, teraz byłoby więcej.
    --
    "jesli chodzi o dywany - mam na nie specjalne pokrowce z bawełny (z uwagi, że dywan w salonie jest biały), gdy mam tłum gości po prostu go zakładam"
  • 23.08.14, 01:44
    > Jednak skoro nauczyciel widzi, ze dziecko jest nadaktywne, postepuje z nim adek
    > watnie, przecież są jakieś ogolne zasady i metody pracy z takimi dziećmi, jest
    > literatura, sa szkolenia. Bez tego orzeczenie i zalecenia nie pomogą.

    No są, ale właśnie o to chodzi, żeby wiedzieć, że to jedno z nich. Bo o ile takiego autentycznie nadaktywnego trudno nie zauważyć, o tyle takich, co to wystarczy im, że sobie będą bębnić palcami po lawce i/lub cały czas coś tam bazgrać w zeszycie, jest dużo więcej (i większość ludzi się nei domyśli, że oni czują przymus takiego zachoewania i bez tego się nie mogą skupić, a jeśi nauczyciel nei wie, że to objaw zaburzenia, to będzie to brał jako olewactwo/brak szacunku/whatever), a jeśli ktoś ma add bez "h" i, powiedzmy, probemy z pisaniem, to bez diagnozy już w ogóle nei wiadomo, jak mu najlepiej pomóc, bo nie wiadomo, czy ma niezdiagnozowaną wadę wzroku, czy dysgrafię czy adhd.
  • 23.08.14, 01:58
    Ale działasz podobnie. To raczej normalne, jeśli dwunastolatka roznosi gdy jest zmuszony przez 5 czy 6 godzin w lawce, słuchając o sprawach, ktore czesto w ogole go nie interesują, wykonujac czynnosci, które nie sprawiają mu przyjemnosci. A on raczej pwinien przez pol dnia gonić za pilką. Jeśli bebni palcami, to pewnie rozladowuje w ten sposób napiecie, ma taka autentyczna potrzebe, więc roznica miedzy nim a ADHDowcem z diagnozą jest raczej ilosciowa niż jakosciowa. w konkretnym przypadku bebnienia zaproponowalabym, żeby bębnil o wlasną nogę - bedzie ciszej, a praktycznie to samo (i zaproponowalabym to bez ironii i bez zlosci).
    A bazgranie w zeszycie sama proponuję, wielu osobom latwiej słuchac i uważać, kiedy bazgrzą.



    "jesli chodzi o dywany - mam na nie specjalne pokrowce z bawełny (z uwagi, że dywan w salonie jest biały), gdy mam tłum gości po prostu go zakładam"
  • 23.08.14, 08:00
    to biegnie o kulach albo na rę
    > kach

    uncertain

    Albo ćwiczy żonglowanie na siedząco (niedysponowana koleżanka podaje mu u
    > puszczone piłeczki).

    zgodnie z programem, tak jak inne dzieci..
  • 24.08.14, 11:29
    jakby mi dzieciak na lekcji "rzucał mięsem" to wolałabym wiedzieć, czy ma zespół Touretta czy jest chamem, i moje postępowanie wobec niego i klasy też by się różniło
  • 24.08.14, 11:58
    Dokładnie. Ja też.

    Ale my piszemy z pozycji pedagoga i nasze oczekiwania uważa się za wydumane.
    Czy my chcielibyśmy znać diagnozę dziecka dla własnego widzimisię, czy po to, by mu pomóc?

    Z Tourettem świetny przykład.
  • 21.08.14, 13:32
    Myślę, że wystarczy Ci zupełnie, jeśli będziesz wiedziała, że populacyjnie w przeciętnej 25-osobowej klasie w zwyczajnej rejonowej szkole trafi się dwójka z ADHD, jedno z opieką kuratora, paru z dysleksją, kilkoro niezdiagnozowanych, jedno-dwoje z nerwicą, jedno-dwoje z FAS i tak dalej (rzucam hasła, nie wiem, ile ich jest populacyjnie, sprawdź sobie częstość występowania zaburzeń, które uważasz za szczególnie groźne dla swoich dzieci). Do tego jeszcze cukrzyk, astmatyk, osobnik uczulony na zapach orzechów - też nieprzewidywalny i groźny. A w liceum dodatkowo w szkole może być paru początkujących schizofreników, niewiedzących o chorobie.
    --
    On nie jest winny, on jest inny
    W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
  • 21.08.14, 13:41
    Nie interesuja mnie inne zaburzenia typu nerwica, dysleksja czy ani alergie ,ok ?

    > Na hasło naturalnie włącza się czerwona lampa. Na hasło antyszczepion
    > kowcy włącza się halogen, bo to oznacza, że na 100% ludzie są powaleni i ni
    > ebezpieczni.
  • 21.08.14, 13:33
    Poza tym wiedza o zaburzeniu może uchronić dziecko zaburzone, taka matka zdrowego dziecka na przykład powie, żeby Jasiowi ustąpić bo chory i dziecko ustępuje, dziecko zaś bez wiedzy o chorobie Jasia które np. zostanie przez niego zaczepione da mu w ryło i wtedy jest wrzask matki dziecka zaburzonego, bo jak można było dać Jasiowi w ryło? Przecie on zaburzony jest, chory! Należy mu się specjalne delikatne traktowanie, a nie w ryło.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • 21.08.14, 14:11
    Mnie nie dziwi-też wolałabym wiedzieć- by móc tłumaczyć jak reagować. Dzięki wiedzy-masz już przewidywalność. Co z tego, że będziesz załóżmy wiedziała, że żadne dziecko z klasy nie ma zaburzeń i będziesz tkwiła w ułudzie przewidywalności , gdy janek z ostatniej ławki zmaca Twoją córkę albo Karol z równoległej klasy przewróci ją na przerwie. ?
  • 21.08.14, 13:36
    Przy okazji - ojciec 13 letniej nożowniczki z Krakowa która pocięła twarz koleżanki na przerwie ukrywał przed szkołą (przenieśli się do Krakowa z zagranicy), że dziecko było zaburzone, ze schizofrenią (lub podejrzeniem schizofrenii) i już w tamtejszej zagranicznej szkole miało poważne problemy z zachowaniem.
    Skończyło się tym, że świrka pocięła twarz koleżance.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
  • 21.08.14, 13:54
    Będą dzieci z ZA, zaburzeniami lękowymi, depresyjnymi, z psychozami. Jest ich coraz więcej i ten trend raczej się utrzyma. Będą też dzieci-socjopaci. I inne, uzależnione od różnych substancji (w liceum na bank, w gimnazjum przynajmniej uzytkownicy).
    --
    Nangą się nie przejmuj, to tutejsza dziwaczka, miłośniczka nierobów Romów, za to nienawidząca szczerze wszystkich innych ludzi poza Romami, nieżyczliwa innych, depcząca pasażerów w autobusie którzy śmieli usiąść od zewnątrz, a nie od okna itp.
    Krótko mówiąc dziwak. Gazeta-mi-placi
  • 21.08.14, 13:56
    I nauczyciele mają ich wszystkich "diagnozować", bo rodzic wie, ale nie powie?
  • 21.08.14, 14:05
    Ja tu widzę jednak pewną niezgodność. Z jednej strony rodzice i pedagodzy negują istnienie wielu dys, różnych dysfunkcji, orzeczeń nawet. A z drugiej wszyscy nagle chcą aby dziecko miało, było zdiagnozowane i chcą wiedzieć. To jak?
    --
    Twoją najwyższą siłą może być Bóg, albo Jezus Chrystus;
    dla mnie to naprawdę nie ma większego znaczenia.
    Nie pomagając sobie wzajem nie będzie dla nas nadziei...
    Żyję w fantastycznym śnie.
  • 21.08.14, 14:05
    Rodzic najczęściej nie wie, boi się, wypiera, nie rozumie, ma poczucie winy, że coś z dzieckiem nie tak, ale nie ma zaufania do szkoły, psychologów, poradni. Dzieci z orzeczeniami to tylko część tych, co naprawdę mają problemy.
    --
    "Niemców na trybunach dużo, ale jest też sporo afrykańskiego kolorytu"
  • 21.08.14, 18:11
    widząc jaki jest stosunek innych rodziców do takich dzieci to sama nie wiem...
  • 21.08.14, 19:14
    Hmm...
    Gdybym uważała, że ZA nie przeszkadza w żaden sposób mojemu dziecku, że dobrze ono funkcjonuje, to chyba nie widziałabym potrzeby, aby o tym informować, jeśli chodzi właśnie o szkołę popołudniową. Akurat w tym roku składałam podanie mojego dziecka do takiej szkoły (nie, nie ma ono żadnych zaburzeń) i zanim w ogóle była mowa o jakichkolwiek testach rekrutacyjnych należało przynieść badanie lekarskie. Nie wyobrażam sobie tego, że mój pediatra mógłby nie wiedzieć, że moje dziecko ma ZA i jeśli on nie widziałby przeciwwskazań, to ja tym bardziej. Nie wiem jak w innych szkołach tego typu, ale u nas jest dość ciężko dostać się do takiej szkoły, jest znacznie więcej chętnych niż miejsc, więc ja bym jednak tych szans nie zmniejszała, szczególnie jeśli jest to marzeniem dziecka.
  • 22.08.14, 08:44
    Jak dla mnie, to kij ma dwa końce- jak rodzic nie pokaże orzeczenia, to nauczyciele o nim nie wiedzą. Nie mogą zatem inaczej dziecka traktować, bo nie mają podstaw. Rodzic zatem nie może mieć pretensji, że Jasio ma same pały i sto uwag w dzienniczku.

    Nie demonizowałabym, że dziecko z orzeczeniem nauczyciele gorzej traktują. Raczej są zadowoleni, bo maja wytyczne i podstawy do innych wymagań, żeby dzieciak skończył szkołę. A jakieś tam opowieści o pozbywaniu się ze szkoły to mit- rejonówka musi przyjąć, do końca gimnazjum jest przecież obowiązek szkolny.
  • 22.08.14, 08:53
    Moim zdaniem to brak odpowiedzialnosci i krzywdzenie dziecka. Temat jest mi znany, bo maz i cala jego rodzina ucza w szkolach muzycznych. I o ile ZA nie jest (poza bardzo rzadkimi przypadkami) przeciwskazaniem do nauki w takiej szkole, to informacja o tym, ze dziecko ma ZA jest kluczowa! Brat meza przez pol roku (!) meczyl sie, probujac ustalic co dolega dziecku, ktorego uczyl instrumentu, czemu tak denerwuja go glosne dzwieki, skad wynika totalny brak mozliwosci skupienia sie - a mowa o zajeciach indywidualnych, nie grupowych, gdzie koledzy moga dziecko rozpraszac, skad sie biora inne problemy. Rodzice oczywiscie szli w zaparte: nic mu nie jest, to pana wina, bo widac nudzi sie na lekcjach, on jest bardzo zdolny, a wy probujecie mu uniemozliwic kariere itd. Dopiero po pol roku "przypomnieli sobie", ze ma ZA - wczesniej wrecz zaprzeczali, choc zachowanie chlopca wyraznie na to wskazywalo. Pol straconego roku, kiedy mozna bylo dostosowac metody dydaktyczne do stanu dziecka, kiedy nauczyciele mogli - jezeli nie wiedzieli - zglebic wiedze na temat ZA, pomoc mu sie rozwijac. Nikt by tego dziecka nie wyrzucil (mowa o dziennej SM). Przypominam jeszcze, ze w SM ucza takze instrumentalisci, ktorzy nie musza miec doglebnej wiedzy na temat ZA czy ADHD, nie przechodza szkolen w tym zakresie - moga jedynie sami szukac takich informacji, musza jednak wiedziec, ze jest taka konkretna potrzeba! W omawianym przypadku wystarczylo zreszta przydzielic dziecku doswiadczonego (takze w pracy z uczniami wymagajacymi specjalnej uwagi) nauczyciela, starszego stazem. Zaden problem - ale trzeba wczesniej wiedziec!
    Maz tez uczyl dzieci z roznymi zaburzeniami, prowadzil terapie muzyczna dla dzieci uposledzonych, z ZD - da sie, ale po pierwsze trzeba do tego przygotowania, po drugie doswiadczenia (zdobywa sie je ze starszym nauczycielem) i najwazniejsze - pelnej informacji o stanie dziecka i wspolpracy rodzicow.
  • 22.08.14, 10:00
    zgadzam się z ww. u mojego syna w klasie w muzycznej popołudniówce jest chłopiec z ZA, rodzice tego nie ukrywają i funkcjonuje dobrze. jednak nie sposób ukryć że jest trochę "dziwny" i potrzebuje nieco innego traktowania. nie wiem jak i po co rodzice mieliby to ukrywać.
    --
    Nie wystarczy kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć wytrzymać z ludźmi.
  • 23.08.14, 08:43
    ashraf- z wiedzą i na temat
    super
  • 23.08.14, 12:16
    ashraf napisała:

    > Brat meza przez pol roku (!) meczyl sie, probujac ustalic co dolega dziecku, ktorego uczyl instrumentu, cz
    > emu tak denerwuja go glosne dzwieki, skad wynika totalny brak mozliwosci skupie
    > nia sie - a mowa o zajeciach indywidualnych, nie grupowych, gdzie koledzy moga
    > dziecko rozpraszac, skad sie biora inne problemy.

    Widzę, że forum ostatnio obfituje w same domorosłe specjalistki od ZA. Wejdź sobie w internet i poczytaj trochę o tym zaburzeniu. Nadwrażliwość na dźwięki NIE JEST cechą Zespołu Aspergera. No ale dziecko forumki madziulec miało ZA i nadwrażliwość słuchową, więc teraz każda jematka postawiła sobie znak równości między tymi dwiema rzeczami i będzie plotła trzy po trzy, że każde dziecko z ZA źle znosi wysokie dźwięki.

    Skup się i zapisz to sobie gdzieś w głowie. Nadwrażliwość na dźwięki to NIE JEST cecha ZA, tylko problemy integracji sensoryczne (google: zaburzenia SI). Mniejsze czy większe odchyły od normy w tym względzie ma niemal każde dziecko. Dziecko z ZA może, ale NIE MUSI mieć zaburzeń SI. Dziecko "normalne", bez ZA czy innej diagnozy również MOŻE mieć zaburzenia SI. Co więcej pod terminem zaburzeń SI kryje się bardzo dużo nadwrażliwości/ niedowrażliwości. Dziecko może być np. nadwrażliwe na zapachy czy dotyk, ale zupełnie normalnie reagować na dźwięki.

    Idąc twoim tokiem rozumowania to rodzice KAŻDEGO dziecka, starającego się o przyjęcie do szkoły muzycznej, powinni przedstawić dyrekcji diagnozę integracji sensorycznej gdzie nie stwierdza się nadwrażliwości na dźwięki. Absurd?

    Jakbym miała dziecko z nadwrażliwością słuchową to bym go po prostu nie posłała do szkoły muzycznej. Tak samo jak nie posłałabym dziecka bojącego się wody do szkoły sportowej o profilu pływackim. Trochę rozsądku i wiary, że rodzice najlepiej znają swoje dziecko i nie zrobią mu celowo krzywdy pchając tam, gdzie się do tego nie nadaje.

    Nauczyciele np. muzyki po prostu powinni się dokształcić o zaburzeniach SI, żeby później się nie dziwić, że dziecko źle reaguje na hałas czy wysokie dźwięki. Sorry, to nie w kwestii rodziców leży by uczyć nauczyciela jak mają wykonywać swój zawód. Gdybym ja pracująca w korpo cały czas się nie dokształcała i nie uczyła nowinek z branży, które dotyczą wykonywanego przeze mnie zawodu, to szybko wylądowałabym na bruku. Chcesz mieć pracę to się doszkalaj, a nie otwieraj buzię ze zdziwienia jak jakiś idiota.

    Jedna z forumek napisała, że miała dziecko u którego podejrzewała ZA. Weszła na forum Inny Świat, zapytała o radę, dowiedziała się co i jak i w ten sposób uczyła to dziecko. I to jest dla mnie prawdziwy nauczyciel. Reszta z tych zdziwionych powinna wylecieć ze szkoły. W końcu podobno mamy wysokie bezrobocie wśród ludzi po pedagogice.
  • 23.08.14, 15:29
    A jaka przypadlosc objawia sie brakiem umiejetnosci czytania ze zrozumieniem? Napisalam, ze ten problem mialo konkretne dziecko, a nie ze to charakterystyczny objaw ZA! Jak rowniez, ze rodzice zataili to przed szkola. Oraz co szkola moglaby zrobic - gdyby rodzice byli laskawi poinformowac ja o stanie zdrowia dziecka. Wiec nie pitol mi teraz o zaufaniu do rodzicow, ktorzy wiedza lepiej! Jakos ci nie wiedzieli. I nie jest prawda, ze dzieci z nadwrazliwoscia na dzwiek nie moga uczyc sie teorii muzyki czy gry na instrumencie, ale metody i srodowisko trzeba dostosowac do ich mozliwosci. I sorry, ale tego raczej nie nauczysz sie z forum... Naprawde nie rozumiem popierania zatajania istotnych informacji dot. dziecka przed szkola, bo nauczyciel "powinien wiedziec". Proponuje jeszcze nie mowic o cukrzycy czy alergii, w koncu jak dziecko straci przytomnosc, to nauczyciel moze sobie zgadywac co mu jest.
  • 24.08.14, 00:04
    Mnie interesuje, dlaczego szkoła nie mogła zwrocic się o pomoc do tego doświadczonego nauczyciela nie mając diagnozy.
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • 24.08.14, 00:44
    A czemu lekarz nie leczy w ciemno, tylko najpierw stawia diagnoze?
  • 24.08.14, 08:38
    Nauczyciel to nie terapeuta. Nie leczy. Pomaga dziecku radzic sobie, reaguje na objawy. Jeśli obserwuje u niego nadwrażliwość na wysokie dźwięki, to najpierw - o ile to możliwe - prowadzi zajecia tak, by ich unikać, potem stopniowo, powoli, oswaja z nimi ucznia - wycofuje się, jesli uczeń wciąż silnie reaguje, po jakimś czasie próbuje od nowa. Co innego mozna w tej kwestii wymyślić?
    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 24.08.14, 11:37
    terapia bez rzetelnej diagnozy też kompletnie nie ma sensu, jest działaniem po omacku i leczeniem objawów
  • 24.08.14, 19:05
    Ależ JA NIE MÓWIĘ O TERAPII
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • 24.08.14, 19:46
    ale w zasadzie większość postępowania wobec dziecka z zaburzonym zachowaniem ma (a przynajmniej powinna mieć) charakter terapeutyczny. Idealnie byłoby, gdyby zminimalizować zachowania zakłócające funkcjonowanie takiego dziecka - to właśnie terapia. Jeżeli nie będziemy wiedzieli z czego dane zachowanie wynika, jakie już zostały wdrożone środki przez rodziców, na co dziecko najlepiej reaguje, to będziemy błądzić i działać zachowawczo - to tak jakby lekarz wszystkim osobom z bólem głowy podawał apap - skutek osiagnie, głowa przestanie boleć, ale nie zlikwiduje przyczyny, więc z całą pewnością ból powróci.
    Dlatego warto znać przyczynę zachowań dziecka, pełną jego diagnozę, wskazówki od innych osób z dzieckiem pracującym.
  • 24.08.14, 15:52
    Nanga, nie obraz sie, ale chyba nie mialas do tej pory do czynienia z nauka gry na instrumencie i nie masz pojecia tym co nalezy w ciagu roku zrealizowac i na jakich podstawach mozna zrezygnowac z czesci programu. Sugerowanie, ze zatajanie ZA przed nauczycielem jest ok jest zwyczajnie niepowazne.
  • 24.08.14, 19:09
    ashraf napisała:

    > Nanga, nie obraz sie, ale chyba nie mialas do tej pory do czynienia z nauka gry
    > na instrumencie i nie masz pojecia tym co nalezy w ciagu roku zrealizowac i na
    > jakich podstawach mozna zrezygnowac z czesci programu.

    A Twój mąż wyjaśnil rodzicom, na jakiej podstawie może zrezygnować z nękania dziecka wysokimi dźwiękami? Bo może takie wyjaśnienie, że zalecenie poradni umożliwi mu zastąpienie części programu czymś innym, przekonaloby ich.


    --
    "Trzeba raczej wspierać kobiety, a nie zostawiać je z jakąs tam alternatywą wyboru."senator Piecha
  • 24.08.14, 19:31
    Po pierwsze to brat meza, a nie maz - rodzice uczniow meza informuja o wszystkim zawczasu szkole i nie ma potem takich dylematow, choc zdarzaja sie naprawde ciezkie przypadki. I wbrew twoim oczekiwaniom, ze kazdy nauczyciel powinien byc alfa i omega, genialnym diagnosta i znawca wszelkich metod pracy z dziecmi z najrozniejszymi zaburzeniami, w Szwajcarii zaczyna sie od analizy sytuacji (z pelna informacja od poczatku) dla konkretnego przypadku, w razie potrzeby wysyla wybranego nauczyciela na kurs, a dzieciom wymagajacym przydziela tych wlasnie pedagogow, caly plan dzialania ustala sie zas w porozumieniu z rodzicami. Brat meza nie mial takiej szansy, bo rodzice szli w zaparte - i nie wiem czemu czepiacie sie nadwrazliwosci na dzwieki, skoro pisalam, ze problemow bylo znacznie wiecej!
  • 24.08.14, 20:48
    to właśnie jest terapia big_grin
    pozostaje jeszcze kwestia poznania przyczyny - czy to zwykła nadwrażliwość? czy jakieś wieksze kłopoty w integracji sensorycznej? ( jeśli dziecko poddawane jest terapii SI dobrze byłoby wiedzieć jak pracuje z nim terapeuta). a może przyczyna jest anatomiczna, związana z funkcjonowaniem narządu słuchu?
  • 24.08.14, 11:36
    po cholerę studia i kursy doszkalające, skoro można podejrzewając ZA wejść na forum i czerpać z tej krynicy wiedzę. Ciekawe wg jakiego klucza dobrała zasady pracy z tym konkretnym dzieckiem, skoro sama wielokrotnie pisałaś, że dzieci z ZA są różne?
  • 24.08.14, 13:20
    z niektórych postów wynika, że nauczyciel powinien być specjalistą od wszystkiego i poradzić sobie z niezdiagnozowanym dzieckiem w klasie. Muzyk, który pedagogikę i psychologię miał jedynie w zakresie umożliwiającym mu bycie dobrym dydaktykiem, ma się znać na zespole Aspergera, Touretta, zaburzeniach SI i bukwieczymjeszcze....
    I ja nie twierdzę, że nauczyciel muzyki nie będzie umiał postępować z dzieckiem ze specyficznymi potrzebami, ale trzeba mu dać wskazówki, najlepiej dotyczące tego konkretnego dziecka, ale dobrze gdyby były one osadzone w szerszym kontekście.
    Czyli jako rodzice nie rzucamy ogólnikowej często opinii o ZA i nie oczekujemy, że nauczyciel sobie poradzi. Mówimy jakie to konkretne dziecko ma problemy, ale nie zatajamy, ze wynikają one z ZA, żeby ten nauczyciel mógł poszerzyć swoją wiedzę i odnieść się do tego konkretnego dziecka. Oprócz przedstawienia problemów rodzice powinni także przedstawić skuteczne sposoby radzenia sobie z nimi - jeśli oczywiście takie posiadają, bo bardzo często te same zachowania u dzieci, nawet teoretycznie wynikające z tych samych zaburzeń, wymagają innego reagowania. Wtedy jest największa szansa, że współpraca na linii dziecko-nauczyciel-rodzice przebiegać będzie najbardziej efektywnie.
  • 22.08.14, 13:12
    Ja mam akurat dziecko z ZA. Pięcioletnie, więc kwestii zapisywania do szkoły jeszcze nie przerabialiśmy; było przedszkole (jeszcze przed diagnozą) i jakieś mniej lub bardziej udane podejścia do zajęć dodatkowych. Istotna informacja: dziecko funkcjonuje stosunkowo dobrze, więc gdybym podała gołą informację "ma zespół Aspergera", to rozmówca spodziewałby się statystycznie zachowania gorszego niż faktycznie ma miejsce.

    Z przedszkolem poszliśmy na absolutną szczerość, ale przedszkole jest sprawdzone, zaufane i samo zasugerowało diagnozę. Jest spoko, starają się, realizują orzeczenie o kształceniu specjalnym w sposób, do którego nie mam większych zastrzeżeń (mniejsze mam i uzupełniam jak umiem). Jestem na etapie wybierania szkoły podstawowej i zależy mi bardzo na znalezieniu szkoły, z którą będę mogła tak samo iść na szczerość.

    Natomiast przy zapisywaniu syna np. na basen zgłosiłam, że ma nadwrażliwość słuchową i może reagować nerwowo na krzyki innych dzieci, odmawiać udziału w co energiczniejszych zabawach itp. Chcę, żeby pani prowadząca zajęcia była przygotowana, że mogą być problemy - natomiast nie chcę, żeby spanikowała słysząc o jakimś zaburzeniu którego nie zna, z niczym jej się nie kojarzy i w ogóle może na wszelki wypadek lepiej tego dziecka nie przyjmować. Zwłaszcza że pani od basenu kończyła, jeśli się nie mylę, AWF a nie pedagogikę ani psychologię i naprawdę może się nie znać.

    Od września chcę młodego wysłać na zajęcia muzyczne i pewnie zachowam się podobnie. Przy pełnowymiarowej szkole muzycznej zastanawiałabym się - to jednak więcej niż godzina w tygodniu. Ale szkoły muzyczne, jeśli się nie mylę, generalnie obfitują w rozmaitych dziwaków, więc czy z diagnozą czy bez, powinny być w miarę przyzwyczajone i jakoś sobie radzić. Gdyby mi (i synowi) zależało na tej akurat szkole muzycznej, i gdybym przy tym miała powody przypuszczać, że jak usłyszą diagnozę to spuszczą nas na drzewo - to bym diagnozę ukryła, lojalnie ostrzegając, że dziecko jest "trochę dziwaczne, nietowarzyskie, nie lubi zabaw w kółeczku i często nie reaguje na polecenia skierowane do całej grupy" (czy jakoś podobnie, musiałabym przemyśleć co dokładnie powiedzieć, żeby z jednej strony nie straszyć papierami od psychiatry a z drugiej dać znać o potrzebach dziecka). Jeśli po takim opisie zapaliłaby im się lampka "a to nie ZA czasami?" to bym potwierdziła, bo to by znaczyło że mają pojęcie, więc nie przestraszą się bez powodu.

    Tak sobie myślę.





    --
    An adventure is only an inconvenience rightly considered.
    (G.K.Chesterton)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.