Dodaj do ulubionych

do emam zwierzolubnych- dylemat z uśpieniem

08.10.14, 11:12
Nasza whippetka ma prawie 17 lat. Nie choruje na nic konkretnie, dolega jej starość po prostu. Ma problemy z chodzeniem (sztywne stawy, słabe mięsnie), zatacza się, traci równowagę, obija o meble czy ściany, spada z łóżka itp., stany zapalne macicy skutkują niemal nieustanną „niby-cieczką”, słabe nerki – potrzebuje sikać nieraz co pół godziny, w nocy też trzeba ją wynosić przynajmniej raz. Do tego dochodzi demencja – brak orientacji, błądzenie po domu czy ogrodzie, obojętność na bodźce (np. nie reaguje radością czy choćby jakimś sygnałem rozpoznania, gdy wracamy do domu). Jest głucha i ma problemy z widzeniem w półmroku. Mimo że ma ogromny apetyt (wręcz obsesję jedzenia), to nie radzi sobie z samodzielnym jedzeniem, trzeba jej podawać łyżeczką lub palcami i to od razu z boku pyska, bo gdy złapie przednimi zębami, to jej wypada. Pić też trzeba jej podawać, bo nie jest w stanie jednocześnie stać w równowadze i pić z miski (kiedy usiłuje to robić, to niezawodnie wpada łapami do miski i wywala ją).
Miewa czasem lepsze dni, wtedy okazuje więcej zainteresowania światem – lepiej chodzi, nawet truchta za resztą towarzystwa, ostatnio przez chwilę bawiła się w szarpanie pluszaka z innym moim psem, okazuje radość przy powitaniu (słabo, ale cos widać ).
Co parę tygodni weterynarz daje jej „szprycę”, czyli zastrzyk witamin, minerałów i innych tajemniczych substancji wzmacniających. Na takim „koksie” przez jakiś czas wydaje się silniejsza, ale jest to rzecz jasna efekt chwilowy.
Temat „co dalej, usypiać czy nie” pojawia się nieśmiało w rozmowach z mężem, ale on jest oczywiście radykalnym przeciwnikiem. „Bo przecież jednak żyje i nic ją nie boli, dostanie koksu i będzie lepiej”. Niby fakt (choć skąd możemy wiedzieć, czy ją faktycznie nic boli), ale jej standard życia jest bardzo obniżony przez jej niesprawność psychofizyczną. Szczególnie martwię się o jej bezpieczeństwo, gdy nas nie ma w domu, bo może np. spaść , przewrócić się i tak leżeć parę godzin, nie mając siły wstać. Albo w ogóle cos sobie złamać. Nie ukrywam, że sama bywam też zmęczona zajmowaniem się nią, bo jest bardzo absorbująca – to karmienie, nocne wynoszenie na siku, ciągłe plamienie cieczką i załatwianie się w domu (zdarza się, kiedy nas nie ma, mimo że psy mają otwarte do ogrodu, ona nie zawsze zdąży wyjść – a może po prostu zapomina, że drzwi otwarte). Wieczorami włącza się jej „szwendacz” i krąży po domu jak zombie, trzeba ją wtedy długo trzymać na kolanach i przytulać aż się uspokoi i uśnie.
Więc czasem dopada mnie zniechęcenie, zniecierpliwienie i myślę sobie, żeby siebie i jej dłużej nie męczyć. Z drugiej strony – nie jest ciężko chora, jakoś tam łazi, a jest z nami tyle lat (urodziła się u nas, na moich rękach), że trudno sobie wyobrazić dom bez tego chudzielca sad
No i co począć, emamy zwierzolubne, pocieszcie czy doradźcie cos, bo ciężko mi na duszy sad
Edytor zaawansowany
  • stacie_o 08.10.14, 11:17
    Jak dla mnie to opisałaś zwierzaka w takim stanie, że najwyższa pora pozwolić jej odejść. Pomyśl, chciałabyś robić pod siebie, być wynoszoną, karmioną, błądzącą po domu, niepotrafiącą rozpoznać bliskich? Daliście jej 17 lat życia. Pełnego miłości i czułości.

    --
    Zmniejszony etat nie zawsze chroni przed wypowiedzeniem
  • nickbezznaczenia 08.10.14, 13:16
    Zgadzam się z tobą.
    Wiem, jak to jest musieć uśpić kochanego towarzysza, życia, ale co to za życie?
  • zana781 08.10.14, 11:18
    Oczywiscie, ze uspic.Mialam podobny dylemat, bylo bardzo ciezko, ale doszlam do wniosku, z eto psiakowi ma byc lepiej, anie mnie.I wlasnie ta swiadomosc, ze cos moze ja bolec, a ona wam tego nie powie.
  • kietka 08.10.14, 11:22
    przeciez uwazasz, ze zwierzeta sa czlonkami twojej rodziny i kochacie sie wzajemnie.
    babcie tez bys uspiła, bo stara i ma pampersa?
    jezeli nie to, badz konsekwentna.
  • pederastwa 08.10.14, 11:26
    >babcie tez bys uspiła, bo stara i ma pampersa?

    Ja bym była wdzięczna za akt łaski. Uważam, za wielką niesprawiedliwość, że zwierzętom pozwala się na godne odejście bez bólu, a ludziom nie.
  • kietka 08.10.14, 11:30
    W pełni to rozumiem, ale autorka wątku personifikuje swoje zwierzaki i własciwie uspienie zwierzecia powinno byc dla niej tozsame z uspieniem ludzkiego członka rodziny.
    nie kazdemu powinno doradzac sie uspienie zwierzecia.
  • default 08.10.14, 11:48
    Tak się składa, że mam matkę 89-letnią z demencją i pampersem, więc niejako mam porównanie. Oczywiście, że bym jej nie uśpiła, bo to wciąż, mimo demencji, człowiek, za którego nie podejmuje się tego rodzaju decyzji (abstrahując już nawet od faktu, że w świetle prawa to morderstwo). Niemniej zdaję sobie sprawę, że dla niej zapewne byłoby lepiej, gdyby sobie spokojnie umarła.
    Natomiast w przypadku psa mogę ocenić i podjąć (za niego) decyzję, czy lepiej trzymać go przy życiu czy ułatwić odejście. Przynajmniej teoretycznie... bo łatwe to nie jest.
  • kietka 08.10.14, 11:54
    nie pisze tego złosliwie, na prawde.
    pewnie jestes zmeczona opieka nad matką i psem. pewnie uspienie psa bardzo przezyjesz i bedziesz zalowac, ze sie poddalas.
    nie mozesz sie podzielic obowiazkami z domownikami?
  • default 08.10.14, 12:00
    Nas jest dwoje domowników i oczywiście się dzielimy, ale i tak jest niełatwo, a nawet dochodzi na tym tle do spięć, bo mąż np. za nic w świecie nie posprząta gówna z podłogi, więc to spada na mnie - za to on się wścieka, gdy ja go wypycham w nocy z psem na dwór (sama tego unikam, bo i tak muszę wcześnie wstawać).
    Poza tym mamy inne psy i koty, które też jakiejś tam uwagi potrzebują.
  • antychreza 08.10.14, 14:24
    Gdybym była w takim stanie jak moja babcia obecnie i dostała przebłysku jakiej takiej świadomości, to błagałabym każdego wokół żeby mnie uśpił.
    Psinę trzeba uśpić. Sama 2 razy przetrzymałam tak swoje psy i do tej pory nie mogę sobie darować, że zafundowałam im takie nędzne odchodzenie. Podobnie moi teściowie. Opamiętali się dopiero jak moja teściowa zmęczona po kolejnej ciężkiej nocy ich psa o mało nie wpadła pod samochód.
  • zonaczolgisty 08.10.14, 11:22
    Moze zabrzmi to dziwnie, ale zwierzeciu czesto widac w oczach gdy ma juz dosc i chce odejsc. Wlasciciel ludzi sie czesto ze pies umrze we snie i tak czesto jest - umrze w trakcie Twojego sniu a Ty nie bedziesz wiedziala ile sie meczyla sad 17lat to sedziwy wiek, ja bym dala psinie zasnac spokojnie na zawsze.
  • eo_n 08.10.14, 11:26
    Ja chyba też... Bardzo współczuję dylematu sad
  • b-b1 08.10.14, 11:26
    Też mam takiego męża i nie zawsze go popieram, bo czasami nie mam już siły aby pomagać psu w normalnym funkcjonowaniu, bo ciężki, ale zaciskam zęby i dajemy radę do końca...Sytuacja jest patowa-kochaj mocno i likwiduj ból , kiedy przyjdzie czas zaśnie spokojnie. Ogranicz jej przestrzeń, kiedy Was nie ma, na noc ubieraj pieluchy ukochany materacyk możesz najpierw zapakować w wielkie wory na śmieci(sklejone taśmą) na to dopiero powłoczka. Trzymaj się -dasz radę !
  • pomidorpomidorowy 08.10.14, 11:30
    dla zwierzecia liczy sie TYLKO komfort zycia, wiec musisz ocenic sama nie patrzac na swoje odczucia dot. straty psa.
  • falundafa 08.10.14, 11:38
    czytam to forum od dawna ale rzadko piszę a to zdaje się nie jest pierwszy wasz kotek do uśpienia i nie pierwszy zatem taki dylemat.
    Mój ojciec ma Alzheimera i sorry za porównanie ale jakbym o nim czytała, tylko widzisz człowieka nie uśpisz a kota możesz ale... tutaj jeśli tylko dacie radę psychicznie i fizycznie to nie usypiajcie jej tym bardziej, że pewnie była kochaną kicią przez całe swoje zdrowe życie.
  • misiu-1 08.10.14, 11:51
    > a to zdaje się nie jest pierwszy wasz kotek do uśpienia

    Pewnie, że nie, bo to piesek.

    --
    "Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny."
    (Z.Herbert)
  • falundafa 08.10.14, 12:06
    no nie ważne w sumie, zwierzę które się kocha i tyle a ja nie doczytałam bo się nie wyspałam
  • default 08.10.14, 11:54
    Tym razem piszę o psie. Z tamtym kotem nie byłam tak bardzo emocjonalnie związana, poza tym był ewidentnie nieuleczalnie chory i cierpiał bardzo, więc decyzja była o tyle bardziej oczywista.
    Tu jest i ogromne przywiązanie i niepewność co do tego, która decyzja byłaby lepsza.
  • kozica111 08.10.14, 12:02
    Póki nie ma akcji typu "odleżyny" ,torsje nie uśpiłabym.
  • anomalia_pogodowa81 08.10.14, 12:09
    Współczuję tej decyzji, jest niełatwa sad Sama musiałam już kilka razy podobną podejmować, więc wiem, jak jest.
    Człowieka się oczywiście w tej sytuacji nie "uśpi", ale ten prędzej czy później wyląduje w szpitalu, gdzie tygodniami, czasem miesiącami będzie się go siłą utrzymywać przy życiu. Ze zwierzętami system tak nie działa, więc prędzej czy później trzeba po prostu podjąć decyzję o tym, że pomóc im odejść. Dla Was - moim zdaniem - ten czas zbliża się wielkimi krokami. Może nie dziś ani nie jutro, ale wyraźnie już lada chwila. I warto, żeby mąż nie wypierał tej trudnej świadomości tylko wziął ją na klatę sad A jak ktoś napisał wcześniej - pewnego dnia sama zobaczysz, że zwierzak już chce i może odejść. Zobaczysz to w jego oczach. I pewnie będzie to lada dzień, sądząc po Twoim opisie.
    Przytulam, to będzie trudny moment, ale odpowiedzialny i kochający właściciel musi wziąć to na klatę. To dla zwierza ostatecznie jest akt miłości, naprawdę.
  • default 08.10.14, 12:24
    No właśnie z tym braniem na klatę przez mojego męża to jest największy problem, powtarzający się przy każdym naszym zwierzu, którego trzeba uśpić... Ucieka od tego i zawsze ostateczna decyzja spada na mnie, on najwyżej przestaje protestować.
    Dzisiaj znowu ma przyjechać weterynarz z "koksem" - a ja sama nie wiem, czy to ma sens, czy nie jest to takie sztuczne podtrzymywanie, nie lepiej pozostawić sprawy własnemu, naturalnemu biegowi... O to też się spieramy, bo gdy ja niechętnie odnoszę się do przyjazdu weta, to mąż oskarża mnie o brak uczuć dla psa sad
  • kama265 08.10.14, 12:32
    kurczę, strasznie Ci współczuję, nie mam pojęcia co bym zrobiła na Twoim miejscu, więc nie doradzę, sorry
  • aankaa 08.10.14, 12:49
    "naturalnemu biegowi" nie zostawiaj, szkoda psiaka !
    niedawno musiałam podjąć taką decyzję - za bardzo kochałam zwierza (b. zaawansowany wiek, choroby) żeby pozwolić mu żyć w "dyskomforcie"
  • antychreza 08.10.14, 14:34
    Kurcze, chyba wszyscy faceci tak mają. I mój tata i teść i chłop, zawsze kobiety musiały podejmować decyzje, oni co najwyżej przestawali protestować. Może warto pomyśleć o konsultacji innego weterynarza? Z jednym z naszych psów było tak, że jeden by koksował bo po zastrzyku pies się ożywiał, inny który usypiał, akurat z tej samej kliniki, zj**bał i nas i swojego kolegę czemu męczyliśmy zwierzę.
  • anomalia_pogodowa81 08.10.14, 14:46
    Wiesz, mądry weterynarz też powinien Ci w pewnym momencie powiedzieć, że takie koksowanie nie ma sensu sad Porozmawiaj z nim o tym. W pewnym momencie to już się robi uporczywa terapia, naprawdę szkoda męczyć psiaka, nawet, jeśli nic go nie boli. Niedosłyszenie, niedowidzenie, problemy neurologiczne... to też wpływa na jego psychikę, poziom lęku... Niestety. Trzymam kciuki mocno za odważne, dobre decyzje.
  • guderianka 08.10.14, 12:35
    Nie myśl o swoim lubieniu ale o zwierzaku i jego komforcie
  • curry1 08.10.14, 12:57
    Współczuję Ci decyzji i nie potrafię doradzić. W swoim życiu (dorosłym) miałam trzy psy, które przy mnie odeszły - musieliśmy podjąć decyzję o uśpieniu. W dwóch przypadkach mam nadal do siebie pewien rodzaj żalu, że zwlekałam. Niestety, taka myśl przyszła do mnie dopiero później, po fakcie.
  • zofijkamyjka 08.10.14, 12:54
    default napisała:

    > Miewa czasem lepsze dni, wtedy okazuje więcej zainteresowania światem – l
    > epiej chodzi, nawet truchta za resztą towarzystwa, ostatnio przez chwilę bawiła
    > się w szarpanie pluszaka z innym moim psem, okazuje radość przy powitaniu (sła
    > bo, ale cos widać ).
    z tego powodu bym jeszcze nie usypiała psiny.
    A co radzi weterynarz? pytałaś może?
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • default 08.10.14, 13:20
    Pytałam, no ale cóż on może radzić. Gołym okiem widać, że pies po prostu słabnie, gaśnie i jest to normalne w takim wieku. Weterynarz to wie i ja to wiem i on wie, że ja wiem. Skoro widzi, że nie zamierzamy póki co psa usypiać, to robi jej te szpryce z witaminami, by ją jakoś choć chwilowo wzmocnić, ale podejrzewam, że gdybyśmy zażyczyli sobie uśpienia, to by nam tego nie odradzał.
  • cherry.coke 08.10.14, 15:14
    default napisała:

    > Pytałam, no ale cóż on może radzić. Gołym okiem widać, że pies po prostu słabni
    > e, gaśnie i jest to normalne w takim wieku. Weterynarz to wie i ja to wiem i on
    > wie, że ja wiem. Skoro widzi, że nie zamierzamy póki co psa usypiać, to robi j
    > ej te szpryce z witaminami, by ją jakoś choć chwilowo wzmocnić, ale podejrzewam
    > , że gdybyśmy zażyczyli sobie uśpienia, to by nam tego nie odradzał.

    Mnie to kiedys weterynarz wytlumaczyl tak - widac, ze pies gasnie, ale ludzie czekaja na "znak", zeby nie miec watpliwosci. Tak naprawde najlepiej zdazyc tuz przed znakiem, zeby pies w nim nie ucierpial, ale nie zawsze sie daje.
    Znakiem moze byc utrata przytomnosci, upadanie, trudnosc z oddychaniem, trudnosc z poruszaniem sie, otepienie, drgawki, utrata apetytu. Ja bym te rzeczy uznala za znaki, wtedy nie ma juz dobrej jakosci zycia, a jest stala walka. Twoja sunia ma ich wiele... a przezywa tez lek i doswiadcza upadkow, szokow, to na pewno boli.
  • echtom 08.10.14, 13:25
    Ja bym uśpiła tylko z "twardych" wskazań typu nowotwór czy niewydolność nerek.

    --
    All work and no play makes Eve a dull girl.
  • landora 08.10.14, 13:27
    Mój pies pod koniec życia też musiał być zabierany na spacer przynajmniej raz w ciągu nocy, zdarzało mu się narobić w mieszkaniu. Dużo spał, ale mimo to witał nas nadal przy drzwiach i jadł sam. Przez ostatni tydzień życia był coraz słabszy, kładł się w windzie, coraz słabiej reagował na bodźce.
    Ale póki nie cierpiał, w głowie nie postało mi, żeby go uśpić. Odszedł sam, w moich ramionach, i śmierć była szybka. Jestem wdzięczna losowi, że nie musiałam podejmować decyzji o uśpieniu.
  • majenkir 08.10.14, 13:39
    Ja bym uspila. Komfort zycia juz ma psina nieciekawy, a wiadomo, ze nie bedzie lepiej, tylko gorzej.
    17 lat to piekny wiek, malo psow go dozywa.

    I o sobie tez musisz w tym wszystkim myslec. I tak masz dosc duzo na glowie.

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Coco i Bruno
  • default 08.10.14, 14:34
    majenkir napisała:

    > Ja bym uspila. Komfort zycia juz ma psina nieciekawy

    No nieciekawy... A do tego - wiesz, majenkir, jaka jest reakcja reszty stada ? Złoszczą się na nią, denerwuje je jej zachowanie. Kiedy kogoś potrąci czy nadepnie, co się ciągle zdarza przy jej "pijackim" chodzie, to na nią warczą, trzaskają zębami nawet. Odskakują, gdy się zbliża. Starają się omijać, trzymać z daleka.
    Ale gdy np. drzemie spokojnie na kanapie, to wylizują jej oczy i uszy smile A jedna suka lubi ssać jej zwisające fałdy skóry na brzuchu i w pachwinach - co tępię, bo może jej krwiaków narobić.
  • majenkir 08.10.14, 15:28
    No coz, pieski bywaja okrutne sad

    Ja mialam jednego borzoja w podobnej sytuacji - zalatwial sie pod siebie, cale dnie lezal, czasem jak juz wstal to sie przewrocil, trzeba bylo wtedy dwoch osob, zeby go podniesc sad, tez go uspilismy, chociaz w zasadzie "nic mu nie bylo" I faktem jest, ze latwiej bylo podjac decyzje w przypadku psow, ktore mialy raka.

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Coco i Bruno
  • fanny 08.10.14, 13:47
    Szczerze to nie myslalam o sobie, ze moge byc zwierzolubna dopoki nie przeczytalam Twojego wpisu.
    Przykro mi, ze musicie przez ten czas z mezem przechodzic. Lepiej zebyscie robili to razem nizby Was to doswiadcznenie mialo dzielic.
    Poniewaz w watku pojawily sie porownania tej psicy do Twojej mamy, to moze zrobic z whippetka jakby sie zrobilo z czlowiekiem?
    To co teraz robicie, to wedlug mnie prowadzenie uporczywej terapii tego zwierzecia polegajacej na sztucznym podtrzymywaniu jej zycia przy pomocy tych"koksowych" tajemniczych zastrzykow (czy w nich nie ma przypadkiem jakichs opiatow?)
    Pomysl czego bys chciala dla matki z Alzheimer gdyby byla w takim stanie fizycznym jak Wasza suczka.
    Niech maz pomysli czego by chcial dla swojej matki w podobnej sytuacji.
    Jakbyscie sie zachowali - podtrzymywali zycie za wszelka cene, odstapili od leczenia i dali jej odejsc w bezpiecznym otoczeniu wlasnego domu, wzieli urlop na ostatnie dni, oddali do szpitala, przeprowadzili eutanazje w domu trzymajac ja na kolanach.
    To wszystko nie sa latwe decyzje...
    Jak rozumiem macie teraz, po ostatnim zastrzyku, kilka tygodni jej troszke lepszej formy na przegadanie na spokojnie roznych scenariuszy. No to wykorzystajcie ten czas smile
    Jak trudno Wam bedzie znalezc rozwiazanie, ktore w pelni satysfakcjonowac bedzie obie strony, to szukajcie Trzeciej Alternatywy. Pisalam kiedys o niej na ematce, pewnie da sie znalezc w wyszukiwarce.

    Sciskam
    f.
  • fanny 08.10.14, 13:53
    Wiesz co? jeszcze mi przyszla do glowy jedna uwaga - zamiast delikatnie gdzies tam podejmowac niesmiale rozmowy, to powiedz do meza zwyczajnie i wprost "mezu (czy jak tam do niego mowisz) chcialabym porozmawiac z Toba o naszej psicy. Czy jestes gotowy pracowac ze mna nad znalezieniem najlepszego rozwiazania dla niej i dla kazdego z nas z osobna?"

    --
    We all have a choice. We sacrifice the future for the present, or sacrifice the present for the future. And as long as we value our present day comfort over our future discomfort this insanity will progress.
  • kwiat_w_kratke 08.10.14, 14:10
    He, he, wieczne absurdy emamusiek Zabić chore dziecko, korzystając z tego, że nie zdążyło się jeszcze urodzić? Ależ tak, naturalnie, wszystkie jesteśmy za wolnym wyborem (wyborem "mamuśki" of course, bo dziecka nikt o zdanie nie pytał). Jesteś za eutanazją starych, chorych, cierpiących, podtrzymywanych przy życiu aparaturą? Jasne, że tak, wolny wybór. Uśpić ledwie łażącego i zobojętniałego ze starości psa? No nie, przecież to czująca istota, która was kiedyś kochała, nigdy w życiu!
    Cała filozofia ememy w jednym kawałku.
  • zuzanna56 08.10.14, 14:19
    Chyba bym nie uśpiła jeszcze. Trudna decyzja sad
  • gryzelda71 08.10.14, 15:15
    Z tego co piszesz, pies nie jest zdrowy.
    Ja bym uspiła.
    Ale wiem,że właściciele lubia odciągac to w nieskończoność,ze niby dla dobra psa właśnie.
    Swoją leczoną od pół roku uśpiłam. Owszem trudno, żal i nadal płacze na samo wspomnienie, ale żałuje,ze nie zrobiłam tego wczesniej.
  • cherry.coke 08.10.14, 14:34
    Moim zdaniem to, co robicie, to juz jest tzw. uporczywa terapia. Strasznie niepokojace jest to, ze ma nawracajace zapalenia macicy - to moze prowadzic do smierci z objawami typu ropomacicze, a to straszna rzecz...

    Ja raczej utrzymywalabym ja przy zyciu tylko wtedy, gdyby miala nadal stale swietny nastroj i przytomnosc umyslu, sa takie etapy choroby/starzenia u psow, ze jakby nie sa swiadome degeneracji ciala. Ale z tego co piszesz, to ona gasnie tez mentalnie, nie tylko fizycznie, jest zdezorientowana, otepiala, uszkadza sie, to na pewno staly lek i za kazdym razem szok.

    Ja bym zaplanowala pare dni na totalne rozpieszczenie i stale towarzyszenie jej, z wizyta weta na koniec...
  • asia_i_p 08.10.14, 14:55
    Wiesz, ja chyba nic nie poradzę, bo co nie zrobisz, to i tak ci ciężko będzie. Ja uśpiłam na wyraźną sugestie weterynarza, który był znany jako ratujący przypadki, jakich nikt wtedy nie ratował, 17,5-letnią jamniczkę z rakiem kości, a i tak przez miesiąc ryczałam i czułam się jak morderca, a po tym miesiącu poprawiło się o tyle, że już tylko ryczałam.

    Skonsultuj się z kilkoma weterynarzami może, a na razie, zanim podejmiesz decyzję, dopieszczaj i kochaj ile wlezie. A swoje i tak w końcu przecierpisz.
    --
    Agent Cooper: "A kobieta z pieńkiem?"

    Szeryf Truman: "Nazywamy ją kobietą z pieńkiem."
  • kamea_chateau 08.10.14, 15:08
    Pisałam niedawno o naszym kudłaczu. Bardzo bolała go łapka....Jedni lekarze z bardzo znanej kliniki w Polsce po obejrzeniu zdjęć powiedzieli - zróbcie tomograf to zobaczymy bo coś z kręgosłupem itd. Leków nie dali no nic............. psa łapa boli komfort życia żaden.
    W rozpaczy zadzwoniłam do kliniki gdzie operowali serduszko, ryczałam już w poczekalni- bo mężowi powiedziałam, że jeśli diagnoza się potwierdzi ewentualnie znajdą coś jeszcze to sprawę załatwimy od razu.
    Straszna perspektywa.
    Zebrało się konsylium zrobili badanie, obejrzeli wyniki zdjęcia itd. Popatrzyli na mnie jak na wariatkę. Pies dostał leki przeciwzapalne i odzyskał radość życia.
    ale moi rodzice mieli beagla był z nami 12 lat. I w maju nagle zaczął słabnąć, kasłał, 2 dni w szpitalu, lekarze robili co mogli-naprawdę. I lekarze zaprosił rodziców na rozmowę, wspólnie podjęli decyzję, że pozwolą mu odejść bez zbędnego cierpienia. A ja chwilkę potem zadzwoniłam, i rozkosznie pytam zaprzyjażninej Pani Doktor Jak Łaciaty?
    Proszę Pani ja go własnie usypiam..... to zapytałam czy naprawdę że już czy tam na maxx?? Pamietam że powiedziałam zżeby go pogłaskała w moim imieniu rozłączyłam się i na spokojnie zemdlałam.
    To straszne przeżycie, ale psy nie wiedzą dleczego cierpią i my ludzie mamy możliwość żeby umarły godnie bez zbędnego cierpienia.
    To trudna decyzja, ale ulży wszystkim....
  • majenkir 08.10.14, 15:31
    Ja jako czlowiek zazdroszcze psom takiej opcji....

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Coco i Bruno
  • asu1981waw 08.10.14, 17:50
    Nasza sunia miała bardzo podobne objawy, choć w mniej nasilonym stadium. Okazywała częściej objawy radości, czasem biegała, nie załatwiała się w domu poza gazetą, nie spadała z mebli, ale dlatego, że ją pilnowaliśmy. Żyła bez koksu.
    Ale, jednego wieczora, akurat po chwili zabawy, dostała nagłego wylewu, odkleił jej się skrzep, nie wiadomo. Konanie psa na rękach, to nie jest to, co chciałabyś przeżywać...
    W końcu Rodzice pojechali z nią do weterynarza na uśpienie, ale co się biedna nacierpiała, to jej.
    Jeżeli pias musi być ratowany specyfikami, to albo bym je odstawiła i pozwoliła jej odejść, albo uśpiła.
    --
    http://dhbf.daisypath.com/PzyNp2.png
  • przeciwcialo 08.10.14, 17:51
    Uśpiłabym psa w takim stanie.
    Pozwól psu odejśc.
  • verdana 08.10.14, 18:00
    To bardzo trudne, ale zasadnicze pytana sa dwa:
    pierwsze - czy pies cierpi? Bo pies, choć traci wzrok i słuch, porusza sie coraz gorzej, nie cierpi w podobny sposób co człowiek - nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że słabnie, ze to koniec życia. Może jeszcze cieszyć sie jedzeniem, przytulaniem, wieloma drobnymi rzeczami. Mój weterynarz mówił, że póki zwierze ma apetyt i chce jeść, lubi jeść, nie widać, aby go coś bolało - to znaczy, ze nie czas na uśpienie.
    Po drugie - czy Wy jesteście w stanie jeszcze opiekować się tak niedołężnym psem? Pies to jednak nie człowiek, gdy jest stary, chory nieuleczalnie, a opieka jest bardzo uciążliwa - uśpienie wydaje sie być dopuszczalną opcją.
  • fanny 09.10.14, 04:18
    verdana napisała:

    > Bo pies (...) nie cierpi w podobny sposób co człowiek - nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że słabnie, ze to koniec życia.

    Yyyy. Nie twierdze, ze nie mozesz miec racji, ale skad wiesz w jaki sposob cierpi pies i skad wiesz, ze nie do konca zdaje sobie sprawe, ze to koniec jego zycia.
    Bo jakos tak niesamowicie kategorycznie odebralam Twoje slowa, jakbys wiedziala dokladnie jak cierpi zwierze.
  • princess_yo_yo 08.10.14, 18:04
    rozumiem ze jest ciezko i decyzja jest trudna ale serio maz sie powinien powaznie sobie przyjrzec bo jego zaparcie zeby meczyc zwierzeta dla wlasnego komfortu psychicznego jest powaznym problemem. tak to przynajmniej wyglada z boku jak o tym piszesz, nie jest to pierwszy przypadek i reakcja dokladnie taka sama.
  • 3-mamuska 08.10.14, 18:23
    To bardzo trudne, ale zasadnicze pytana sa dwa:
    pierwsze - czy pies cierpi? Bo pies, choć traci wzrok i słuch, porusza sie coraz gorzej, nie cierpi w podobny sposób co człowiek - nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że słabnie, ze to koniec życia. Może jeszcze cieszyć sie jedzeniem, przytulaniem, wieloma drobnymi rzeczami. Mój weterynarz mówił, że póki zwierze ma apetyt i chce jeść, lubi jeść, nie widać, aby go coś bolało - to znaczy, ze nie czas na uśpienie.

    Ja sie przychylam do tej odpowiedzi.
    A uśpienie psa, bo jest stary i wymaga opieki jest hmmm... Zdrada w obce niego?sad
    Biorąc psa mamy świadomość ze kiedyś bedzie stary i to ze masz dosc opieki ,wstawania nie jest wystarczającym powodem do uśpienia.

    Jesli je i nic psa nie boli to jeszcze nie czas na niego.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • jagienka75 08.10.14, 23:03
    ja bym zdecydowała się na uśpienie tylko wtedy, gdy byłoby z nią już naprawdę źle.
    miesiąc temu byłam zmuszona uśpić swoją suczkę.
    miała raka, nie była w stanie chodzić o własnych siłach, przestała jeść/pić.

    --
    Ludzie często domagają się prawdy, ale rzadko lubią jej smak.
  • jola-kotka 08.10.14, 23:39
    Dla mnie psy są jak ludzie i tak jak człowiekowi się nie odbiera życia tak samo psu. Ja bym zapewniła jej totalny komfort życia bo należy jej się to. Nie zostawiala jej samej w domu żeby nie narażać jej na ewentualne niebezpieczeństwo,zatrudniła bym kogoś kto będzie z nią podczas mojej nieobecności oraz regularną kontrolę lekarską. Uznaje uspienie ale tylko kiedy zwierzę jest ciężko chore i wyraźnie cierpi.
  • default 09.10.14, 08:14
    Wczoraj był weterynarz, zbadał ją (w sensie osłuchał i obmacał) - wszystko w normie dla wieku (czyli słabo, ale bez tragedii). Dostała cyclonaminę, żeby przestało jej cieknąć z macicy i szprycę dla wzmocnienia. I coś na pobudzenie przewodnictwa nerwowego - żeby ograniczyć przykurcze, ona np. ma problem z palcami u tylnych nóg - podwijają się przy chodzeniu, nie ma odruchu ich prostowania.
    Spytałam czy w ogóle jest sens dawania jej tych zastrzyków (tu mąż zgromił mnie oburzonym spojrzeniem), a lekarz odpowiedział : "Póki po nich następuje poprawa, choćby kilkutygodniowa, a pies nadal ma apetyt, to czemu nie".
    Czyli coś podobnego ja Verdana napisała - póki ma jakiekolwiek radości (jak jedzenie właśnie), a nie cierpi z bólu, to niech się jeszcze poturla po świecie... A jedzenie kocha, pod tym względem jest uprzywilejowana w stadzie, bo dostaje jeść tyle razy dziennie, ile chce i jak dużo chce. I tak to jedzenie przez nią "przelatuje", nie tyje w ogóle - ma 55 cm w kłębie i waży 9,5 kg sad

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka