Dodaj do ulubionych

"Jutro wyjeżdżamy na zawsze".

04.01.15, 21:00
Ciekawa jestem waszego zdania na temat takiej sytuacji: mamy w bliskiej rodzinie kuzynów, z którymi się przyjaźnimy, no, raczej kolegujemy. Ona jest przed czterdziestką, on trochę po. Ona pracuje w korpo, on jest lekarzem. Mają dwoje dzieci, dwulatka i ośmiolatkę. Właśnie nam powiedzieli (reszta rodziny jeszcze nie wie), że wiosną planują wyjazd do UK, na stałe. Nie mają tam załatwionej pracy, on "czeka na ofertę z agencji" (rozumiem, że jakiś proces aplikacyjny się odbył, ale szczegółów nie znam), ona będzie szukać czegoś na miejscu. OK. A co z dziećmi? A, wszystko super: zaraz po przeprowadzce (według ich planów około kwietnia) starsza pójdzie tam do szkoły, takiej, w której są jeszcze miejsca, a dla młodszego też się coś znajdzie. I tu mnie zatkało bo starsza zna angielski na takim poziomie, jak przeciętny polski drugoklasista w jej wieku... Czyli chyba niewystarczająco do angielskiej szkoły? Poza tym nie zamierzają córce nic mówić o planowanej przeprowadzce (stąd tytuł wątku) "bo po co?". Nie podoba mi się to, ale nie wiem, czy powinnam coś powiedzieć. Powiedziałybyście? Mam syna w podobnym wieku i nie wyobrażam sobie, że mogłabym go z dnia na dzień, bez uprzedzenia, przeflancować do obcego kraju.
Edytor zaawansowany
  • zuleyka.z.talgaru 04.01.15, 21:07
    Pomysł jest super i z pewnością całkiem w ciemno nie pojadą, pewnie nawet z jego pensji się utrzymają bez problemów. Jedynie bym powiedziała dziecku o tym, że nastąpi przeprowadzka. Ale to w momencie, jak już będą chcieli powiadomić całą rodzinę - żeby córka nie wyklepała wcześniej. Dzieci się szybko adaptują, do tego z pewnością w szkole będzie miała dodatkowe zajęcia.
  • valtho 04.01.15, 21:09
    Z dnia na dzien pewnie nie, ale do wiosny jeszcze trochę czasu. Nie mówiłabym dzieciom, dopóki nie byłabym pewna na 100% wyjazdu. Dzieci bardzo szybko uczą się języka i akliamtyzują w nowym otoczeniu, więc to raczej nie powinno być problemem.
  • quilte 04.01.15, 21:25
    Wiem, że dzieci szybko uczą się języka i szybko aklimatyzują, ale czy rzeczywiście aż tak bezproblemowo? I w tym wieku (osiem lat, praktycznie nie zna języka)? Nie martwiłabym się adaptacją dwulatka/trzylatka, ale ośmiolatek ma już jakiś swój krąg: "swoją" panią, "swoich" kolegów, "swoje" miejsca. Wydaje mi się, że już sama zmiana jest sporym stresem, ale brak znajomości języka to główny problem. A w postawie kuzynów nie podoba mi się podejście "dzieci? co dzieci? nie ma żadnego problemu!"
  • eve-lynn 04.01.15, 21:32
    > . A w postawie kuzynów nie podoba mi się podejście "dzieci? co dzieci? nie ma żadnego problemu!"

    No bo nie ma problemu - nie oni pierwsi i nie ostatni i dzieciaki - nawet jeszcze starsze - szybko sie ogarniaja. Sa jednostki, ktore nie daja rady, tak samo wsrod dzieci jak i doroslych, ale jednak wiekszosc daje rade i nie zaluje. Owszem, wymaga to pewnego wysilku, nic za darmo, ale skoro tyle ludzi wyjezdza a tak malow raca to znaczy ze jednak warto.

    Ja bym sie dziecmi az tak bardzo nie przejmowala - beda musialy i dzieci i rodzice wlozyc troche pracy ale to nie jest zsylka ma sybir...
  • zuleyka.z.talgaru 04.01.15, 21:33
    Ja tam nie widzę żadnego problemu. Problem może masz Ty?
  • quilte 04.01.15, 21:55
    No piszę, że mam. Odkąd mam dzieci, to mam ten problem: zastanawiam się, czy będzie im dobrze, czy będą szczęśliwe, czy nie będą cierpiały itd. Dziwi mnie, kiedy inni tego nie robią. Taki mam problem, że traktuję swoje dzieci jak ludzi, a nie jak pakunki. Gdyby kuzyni przygotowywali siebie i swoją rodzinę do wyjazdu tak jak run_away (poniżej) nie miałabym problemu, ale życie według zasady: "wiem! zróbmy to, a potem jakoś to będzie!" wydaje mi się egoistyczne, zwłaszcza gdy ma się dzieci. Już nie wspominam, że o ich planach nie wiedzą także ich rodzice. Gdybym miała oznajmić matce albo teściowej: "a wie mama, za dwa tygodnie zwijamy żagle", to według mnie by oznaczało, że coś w tej rodzinie nie gra.
    zuleyka.z.talgaru napisała:

    > Ja tam nie widzę żadnego problemu. Problem może masz Ty?
  • zuleyka.z.talgaru 04.01.15, 21:57
    Przesadzasz. Po co się komuś wtrącasz w życie? Jak uważasz, że życie dzieci jest zagrożone to wezwij OPS i inne służby. Jeśli nie - przestań się ludziom wtryniać.
  • cherry.coke 04.01.15, 22:08
    No ale co oni moga teraz powiedziec? "Coreczko, za cztery miesiace tak na 90% wyjezdzamy"? To by zrobilo wiecej zlego niz dobrego...
  • lily-evans01 04.01.15, 21:19
    Powiedziałabym dzieciom mając wszystko zaklepane i pewne, że pojedziemy.
    Jeśli coś się nie uda i wyjazd nie dojdzie do skutku, to dzieci spędzą jakiś czas w niepotrzebnym oczekiwaniu i stresie. Prawdopodobnie właśnie kuzyni czekają na konkretną ofertę pracy, a zanim pojadą, wiadomo, że minie jeszcze trochę czasu (nikt nie zlikwiduje całego swojego życia w ciągu 2-3 dni).

    --
    www.youtube.com/watch?vshockktB-qEOiXA
  • quilte 04.01.15, 21:38
    Ja się chyba niejasno wyraziłam. Też pewnie powiedziałabym dzieciom dopiero mając pewność, że pojedziemy. I jasne, że nikt nie zlikwiduje całego swojego życia w ciągu 2-3 dni, ale wydaje mi się, że gdy ma się tę czterdziestkę, dzieci, domy, papiery, kredyty, psy i inne świnki morskie itd. to te cztery miesiące, które im pozostały to są właśnie te 2-3 dni. A tymczasem nawet oferty pracy niet, a w kwietniu planują wsiadać w samolot. Tak czy owak, przede wszystkim chodzi o to, że nie podoba mi się ich postawa "no problem" bo jest jakaś taka... bezwzględna.
  • zuleyka.z.talgaru 04.01.15, 21:43
    Nie postrzegaj innych poprzez Ciebie. Ja nie widzę w tym co piszesz najmniejszego problemu. A może nie chcą się wszystkim z Tobą dzielić, bo wiedzą, że będziesz się "dziwić" i wiesz tylko tyle, ile postanowili Ci powiedzieć.
    I na bogów, co ma wiek do tego wszystkiego?
  • anorektycznazdzira 04.01.15, 21:51
    Dla Ciebie, wybacz: "starej" baby kilka miesięcy to 2-3 dni. Dla 8-latka czekać do kwietnia to jak dla Ciebie czekać 3 lata. To zdrowe, że nie obciążają psychiki dziecka kilkoma miesiącami oczekiwania na nie-wiadomo-co, bo dla takiego dziecka "przeprowadzka do Anglii" jest tym samym co lot na Marsa, kompletną abstrakcją.

    --
    'I właśnie wtedy zrozumiałem, że muszę się skupić na tym, co w anegdocie zwanej życiem jest najważniejsze – na sobie.' by król Julian
  • dag_dag 07.01.15, 11:14
    Ja zlikwidowałam nasze życie sama, no przy pomocy dwulatki, (bo mąż już wyjechał i pracował) w przeciągu niecałego miesiąca. Łącznie z zamknięciem firmy, sprzedażą samochodów, wynajęciem domu, zapewnieniem opieki zwierzętom, rozdaniem większości naszych rzeczy...
    Dziećmi wcale bym się nie przejmowała, w szkole otrzymają pomoc, spokojnie sobie poradzą.
  • run_away83 04.01.15, 21:34
    Rok temu z kawałkiem wyemigrowaliśmy z dziecmi w podobnym wieku (7 i 2.5) plus dziesięciotygodbiowym niemowlęciem. Przeprowadzkę zaplanowaliśmy z niespełna półrocznym wyprzedzeniem, przez ten czas najstarszy syn miał dwa-trzy razy w tygodniu indywidualne lekcje angielskiego z lektorką, która przychodzila do nas do domu - opanował angielski na najbardziej podstaeowym poziomie. Jakieś dwa tygodnie po przeprowadzce poszedł tutaj do noalnej szkoły, do drugiej klasy - zgodnie z rocznikiem. Miejsce w szkole znalazł nam council, ale szukając domu do wynajęcia wybraliśmy lokalizację pod kątem zamieszkania w rejonie dobrej szkoły. Aktualnie syn jest w trzeciej klasie, po roku mówi po angielsku na poziomie nie odbiegającym an anglojęzycznych rówieśników. Młodszy od września (po skończeniu 3 lat) poszedł do przedszkola w tej samej szkole do której chodzi jego brat. Zaaklimatyzował się bez problemu, przedszkole uwielbia, po czterech miesiącach opanował angielski w takim zakresie, z e bez problenu porozumiewa się z dziecmi i nauczycielkami, wykonuje polecenia, odpowiada na pytania, zgłasza potrzeby i problemy.

    Angielski system edukacyjny jest bardzo przyjazny i ma opanowane do perfekcji metody asymilacji dzieci nieanglojęzycznych.

    Co do utrzymyeania wyjazdu w tajemnicy - nie rozumiem tego. Nasze dzieci wiedziały, że wyjeżdżamy i razem z nami przygotowywały się do przeprowadzki. Rodzina też byla poingormowana krótko po tym, jak podjęliśmy decyzję o wyjeździe.

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • quilte 04.01.15, 21:42
    run_away, dzięki za wyczerpującą odpowiedź smile
  • edelstein 04.01.15, 22:29
    Run nie wierze,ze dziecko z polskojezycznej rodziny po roku mowi jak anglik.
    --
    "...Bezkompromisowa,nie ma nic do stracenia.Nikogo nie kocha i zdania nie zmienia.Sto procent szaleństwa-tak,to jest jej opcja.Wie,jak zapominać,dobrze zna sie na chłopcach.Gryzie tak,jak suka,jest łagodna tak,jak owca,jest bliska jak siostra i wciąż tak bardzo obca..."
  • run_away83 04.01.15, 22:42
    Tak mam napisane w ocenie opisowej którą dostałam w polowie ubiegłego semestru - znajomość angielskiego u mojego syna (w tym mowa, czytanie i pisanie) pokrywa się ze średnią dla jego grupy wiekowej. Rozmawia po angielku swobodnie, czyta i pisze ròwnie dobrze jak po polsku; ma bogate słownictwo, z rzadka użyje niewłasciwego czasu, albo chlapnie literówkę; ale nie przeszkadza mu to gadać jak katarynka.

    Z tym, że on nie wyjechał z zerową znajomoscią angielskiego, a poza szkołą, ktòra udzielila mu super wsparcia, my też przez pierwsze tygodnie po przyjeździe poświęcaliśmy sporo czasu i uwagi jego nauce angielskiego.

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • edelstein 05.01.15, 09:22
    No widzisz jest roznica po miedzy dzieckiem,ktore jezyka nie zna a dzieckiem które ten jezyk juz w jakims stopnia opanowalo.Poddaje wiec pod watpic wpisów ponizej gdzie dziecko absolutnie bez znajomosci jezyka trafila do czwartej klasy I nie bylo zadnych problemow.
    --
    "...Bezkompromisowa,nie ma nic do stracenia.Nikogo nie kocha i zdania nie zmienia.Sto procent szaleństwa-tak,to jest jej opcja.Wie,jak zapominać,dobrze zna sie na chłopcach.Gryzie tak,jak suka,jest łagodna tak,jak owca,jest bliska jak siostra i wciąż tak bardzo obca..."
  • eliszka25 05.01.15, 14:06
    edel, dzieciaki ucza sie jezyka inaczej i szybciej niz dorosli. moj starszy po roku w szwajcarskim kindergarten tak szwargolil po szwajcarsku, ze moj maz go nie rozumial, a sasiadki twierdzily, ze gdyby nie wiedzialy, to nie odroznilyby go od szwajcarskich dzieci, wiec moim zdaniem wszystko mozliwe. teraz moj syn jest lepszy w niemieckim niz jego szwajcarscy koledzy, bo dla niego to jest kolejny jezyk do opanowania, a dla nich w sumie pierwszy jezyk "obcy", bo w domu mowia ktoryms ze szwajcarskich dialektow albo ich mieszanka.
  • sanciasancia 06.01.15, 01:35
    W tym wieku? Raczej by sie musialo starac, zeby nie mowic jak Anglik.
    Znajomy (bez specjalnych zdolnosci jezykowych) po roku/poltora roku nauki i mieszkania w Stanach pozbyl sie polskiego akcentu. Najlepszy w klasie z angielskiego byl zanim w ogole zaczal przyzwoicie mowic.

    --
    Loitering with content.
  • azja-od-kuchni 06.01.15, 02:27
    Najlepszy w klasie z angielskiego byl zanim w ogole zaczal przyzwoicie mowic.

    Czyli typowy milczek język znał a nie gadał... przecież czytac ze zrozumieniem musiał. Gdyby nie czytał (lub nie rozumiał co czyta) byłby w dole a nie na szczycie stawki...
  • sanciasancia 06.01.15, 02:35
    Czytał ze zrozumieniem (bierna znajomość języka) i ogarniał kwestię części mowy i części zdania, co zdaje się nieco przerastało kolegów i koleżanki z klasy. Twierdzi, że posługiwał się łamaną angielszczyzną.

    --
    Loitering with content.
  • azja-od-kuchni 06.01.15, 02:55
    Czytał ze zrozumieniem (bierna znajomość języka)
    Czyli tak jak mi się zdawało. ( możliwe, że pisał dobrze egzaminy)
    Ta łamana angielszyzna mogła nie być wcale taka łamana wink a chłopak mógł być całkiem dobry tylko porównywał z tym jak mówi obecnie.
  • whitney85 04.01.15, 23:00
    Ja z kolei tkwię w jakimś zawieszeniu. Chciałabym wyjechać całą rodziną, nie mam jednak za granicą nikogo. Musiałoby któreś z nas jechać jako pierwsze i wszystko ogarnąć na miejscu. Czy Wy mieliście już coś nagrane czy też totalny spontan?
    Bo i chciałabym i się boję.
  • run_away83 05.01.15, 00:20
    Mąż od kilku lat pracował zdalnie dla brytyjskiej firmy, ale bardzo chcieli mieć go tu na miejscu i zaproponowali mu relokację na bardzo atrakcyjnych warunkach (umowa o pracę na czas nieokreślony z b. atrakcyjnym wynagrodzeniem i pokrycie wszystkich kosztów przeprowadzki). W momencie przeprowadzki maż miał już podpisaną umowę, mieliśmy wynajęty dom, odłożoną kasę na kupno i ubezpieczenie małego używanego samochodu, wiedzieliśmy jak załatwić miejsce w szkole dla dziecka, gdzie w razie czego szukać pomocy lekarskiej, etc. No i oboje znamy angielski - mąż biegle, ja bardzo dobrze; a mąż wcześniej regularnie bywał w UK i w momencie wyjazdu orientował się w tutejszych realiach, kosztach życia i obyczajach.

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • quilte 05.01.15, 09:24
    I w takiej sytuacji jak opisana ja nie mam więcej pytań i nie miałabym obaw. Tylko że to zupełnie nie jest sytuacja mojego kuzyna. On ani jego żona nie pracowali nigdy za granicą/w obcojęzycznym środowisku. Nie znają angielskiego ani biegle, ani bardzo dobrze. W trakcie rekrutacji kuzyn nie miał interview po angielsku, był tylko na tzw. "identity check". No i oni nie uczą dziecka języka, jak run_away i założę się, że nie przyjdzie im do głowy szukać dobrej szkoły w dobrej okolicy - uznaliby to za fanaberię smile
  • whitney85 05.01.15, 18:59
    A no to tak to bym się sekundy nie wahała. My z tego wszystkiego, co wymieniłaś, znamy dobrze angielski. I finito sad
  • azja-od-kuchni 05.01.15, 20:38
    Czyli do pracy w Anglii rozmowa rekrutacyjna była po polsku? A facet po medycynie znający łacinę i szukający się do pracy w UK nie widzi swoich braków tylko cieszy się , że się udało? Jakieś naiwne mi się to wydaje... Brak języka zemści się na nim szybciej niż się spodziewa..nawet jeśli będzie pracował w polskiej przychodni i leczył tylko Polaków...
    O dziecko się nie martw poradzi sobie najlepiej ze wszystkich.... dzieci już tak mają, że tego typu zmiany wychodzą im na dobre( nauka języka, poznanie innego kraju niejako od podszewki)

    Mnie w tej historii dziwi to założenie, że wyjazd jest na zawsze...rozsadny człowiek założyłby, że wyjeżdża na 2-3 lata, na ten czas wynająłby swoje mieszkanie w dotychczasowej robocie wziął urlop bezpłatny, a dopiero po tym okresie podjął ostateczną decyzję lub wrócił do starego życia bogatszy o doświadcznie.
  • cherry.coke 04.01.15, 21:46
    Moze ich wyjazd uzalezniony jest od tej oferty, a bez niej nie pojada? Wtedy bez sensu jest mowic bez niej, zeby potem odwolywac.
    Jesli jada niezaleznie od oferty, to mogliby mowic.
  • anorektycznazdzira 04.01.15, 21:46
    Powiedziałabym nieco wcześniej, ale nie w grudniu czy styczniu na temat niepewnego kwietnia.
    Powiedziałabym że jedziemy tylko i wyłącznie w momencie, kiedy wyjazd byłby całkowicie pewny. Natomiast kilka miesięcy wcześniej, czyli teraz, powiedziałabym że "może-kiedyś" tak być, bo tam jest fajnie i takie dyrdymały. Oswajanie dziecka z myślą. Gdzieś miesiąc (3-4 tyg) przed faktem powiedziałabym, że to już. Angielskim 8-latka nie martwiłabym się wcale. Dwulatkowi nie trzeba nic tłumaczyć, tylko zabrać ulubione miśki.

    --
    'Bóg zapłać, pradawni bogowie!' by król Julian
  • czytelniczka1488 04.01.15, 22:05
    My podjęliśmy decyzję w ciągu miesiąca, że wyjeżdżamy do hitlerowa. Dziecko bez znajomości języka,poszło normalnie do czwartej klasy,zero problemów,

    --
    smile
  • edelstein 04.01.15, 22:28
    Taaaa jasne,dziecko bez znajomosci jezyka poszlo do czwartej klasy i nie bylo zadnych problemow

    --
    "...Bezkompromisowa,nie ma nic do stracenia.Nikogo nie kocha i zdania nie zmienia.Sto procent szaleństwa-tak,to jest jej opcja.Wie,jak zapominać,dobrze zna sie na chłopcach.Gryzie tak,jak suka,jest łagodna tak,jak owca,jest bliska jak siostra i wciąż tak bardzo obca..."
  • ailia 04.01.15, 23:03
    i jeszcze po pol roku dostalo swiadectwo ze skierowaniem do gimnazjum ?
  • nie_stara 05.01.15, 08:57
    ailia napisała:

    > i jeszcze po pol roku dostalo swiadectwo ze skierowaniem do gimnazjum ?


    W takim Berlinie, na przykład, gdzie podstawówki są sześcioklasowe, takie skierowanie przesunęłoby sie o 2 i pół roku,więc nie wykluczałabym...
  • edelstein 05.01.15, 09:19
    To jest b.ciekawe bo z tego co wiem dzieci nie znajac niemieckiego sa umiesz Zane w specjalne ch klasach.O ile w klasie 1 moze jeszcze daloby sie we och nach dziecko w to nauki,to w klasie czwartej gdzie slownictwo jest rozbudowane a dzieci potrafia pisac i czytac to jest niemozliwe.Gdybym zechciala poslac dziecko do polskiej szkoly z jego znajomoscia jezyka,to mialabym od groma problemow.
    --
    "...Bezkompromisowa,nie ma nic do stracenia.Nikogo nie kocha i zdania nie zmienia.Sto procent szaleństwa-tak,to jest jej opcja.Wie,jak zapominać,dobrze zna sie na chłopcach.Gryzie tak,jak suka,jest łagodna tak,jak owca,jest bliska jak siostra i wciąż tak bardzo obca..."
  • nie_stara 05.01.15, 09:52
    Ale ja nie odnosiłam się do Twojego postu, lecz do Ailii. Chodzi mi o to, że jeżeli dziecko poszło do 4 klasy, to w niektórych przypadkach (Berlin, Brandenburgia) do chwili decyzji o skierowaniu do gimnazjum upłynęłyby ponad 2 lata. Tylko tyle.
  • eliszka25 05.01.15, 14:14
    w szwajcarii nikt by dzieciakowi problemow jako takich nie robil. dostalby dodatkowe godziny "daz" (deutsch als zweitsprache) i moglby chodzic do szkoly. z tym, ze dalej poszedlby dopiero po opanowaniu jezyka w odpowiednim stopniu. w naszej szkole jest dziewczynka w takiej wlasnie sytuacji. problemow w szkole nikt jej nie robi, tylko wciaz chodzi do podstawowki, choc ma juz 14 lat i od 2 lat powinna byc w gimnazjum.

    ja tam nie uwazam takiej sytuacji za "zero problemow", ale co kto lubi.
  • czytelniczka1488 05.01.15, 16:00
    A jaki miało mieć problem? dostało dodatkowego nauczyciela do nauki języka,oraz dodatkowo na świetlicy pani z nim ćwiczyła.

    --
    smile
  • kwiat_w_kratke 05.01.15, 00:47
    > Dziecko bez znajomości języka,poszło normalnie do czwartej klasy,zero problemów,

    Na anonimowym forum nie takie absurdy ludzie piszą, a inni ludzie wierzą bez zastrzeżeń.
  • czytelniczka1488 05.01.15, 16:15
    Grundschule "Im Alten Kloster" 1766740 Saarlouis Szkoła do której chodziło moje dziecko, więc nie mam co czarować.


    --
    smile
  • bi_scotti 04.01.15, 22:05
    Nalezy zalozyc, ze oni znaja te swoja 8latke i wiedza czy ma sens mowic jej o wyjezdzie na kilka miesiecy wczesniej, czy lepiej powiedziec w momencie pakowania walizek. * lat to bardzo dobry wiek na przeflancowanie i sama opcja, ze mloda wyladuje w nowej szkole tuz przed koncem roku, rozejrzy sie co i jak, spedzi wakacje w nowym kraju i juz troche oswojona zacznie kolejny grade w UK jest calkiem rozsadnym pomyslem. Pewnie powinni wziac pod uwage jakis localny summer camp dla corki zeby juz w wakacje mogla zaczac budowac potencjalne relationships z dziecmi z okolicy. Ludzie podrozuja, zmieniaja adresy, to nie jest wielka tragedia, ze informuja dzieci o takich planach wedlug wlasnych, wewnetrzno-rodzinnych ukladow. W pewne sprawy naprawde nie nalzey sie wtracac ani nawet ich komentowac, bo to jest tylko takie bicie piany! Cheers.
  • ironia-losu11 04.01.15, 22:13
    Quilte,a ja Cię rozumiem smile Może jestem dziwna, ale też nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie wprowadzę dziecka w takie ważne plany (mówię raczej o tym -8latku, bo -2latek to faktycznie jeszcze mało kumaty na dłuższe rozmowy i szczególy). Ale temu starszemu - jeśli 100% pewności, ze jedziemy - to bym powiedziała wcześniej. Wychodzę z założenia, ze dziecko to pełnoprawny członek rodziny i ma prawo o ważnych rzeczach wiedzieć i też się do nich po swojemu przygotować,oswoić itd. Tym bardziej, ze tu chyba chodzi o bliski termin, bo skoro "na wiosnę" to kwestia 3-4 miesięcy...
  • zuleyka.z.talgaru 04.01.15, 22:22
    No dobrze, ale może oni jeszcze nie wiedzą na 100% i powiedzą dopiero jak pan doktor będzie miał zaklepaną pracę.
  • skarolina 04.01.15, 22:32
    Moja przyjaciółka z dzieciństwa dokładnie w wieku 8 lat została postawiona przed faktem dokonanym - wyjazd musiał być utrzymany w głębokiej tajemnicy przed dziećmi, bo było to na parę miesięcy przed wybuchem stanu wojennego. I z perspektywy czasu patrząc - odbiło się to na jej psychice.
    Nie wywiozłabym dziecka bez uprzedniego przygotowania go na zmiany.

    --
    Dzieciaki ze szkół muzycznych
  • zuleyka.z.talgaru 04.01.15, 22:44
    Może jakby zostali w Polsce to by się odbiło bardziej na jej psychice....
  • mruwa9 04.01.15, 22:35
    pewnie nie chca zapeszyc.
    Poradza sobie i beda zadowoleni. Zwlaszcza w swietle ostatnich zawirowan w ochronie zdrowia to moze byc najrozsadniejsza decyzja, jaka w zyciu podjeli.
    Zycze im powodzenia.
    Dzieci tez sobie poradza.
  • drosetka 04.01.15, 22:48
    na przykładzie mojej rodzinki- w zeszłym roku we wakacje przeprowadziliśmy się na wieś, co wiązalo sie z zupełną zmianą otoczenia, szkoły, kolegów naszych dzieci. Z perspektywy czasu i syn( 11lat) i córka(4 lata) są zadowoleni, syn wręcz szczęsliwy, bo ma tu więcej kolegów, niż w poprzednim miejscu, bardziej zgraną klase, bliżej do szkoły, same plusy. Wiem ze to nie emigracja, życie poza granicami Polski, ale też byłam pełna obaw, jak sie dzieciaki zaaklimatyzują, czy odnajdą się w nowym otoczeniu..stało sie to zaskakująco szybko, dwa miesiące i już nawet nie wspominały. Ale oczywiście dziaci wiedziały o naszych planach.
  • solejrolia 04.01.15, 22:58
    moja przyjaciółka o wyjeździe dowiedziała się od rodziców prawie przed wyjazdem, my- jako przyjaciółki, zaledwie kilka dni przed wylotem, gdy JUŻ się pakowali. mieliśmy wtedy 15lat i własnie przechodziliśmy z podstawówki do szkoły średniej, dlatego nie zalezało jej na egzaminach wstępnych i złożyła papiery jedynie do zawodówki, po czym od razu je odebrała.
    i tak, wyjechała na zawsze, tam skończyła szkołę średnia i studia, i założyła rodzinę.
    natomiast jej rodzice... wrócili całkiem niedawno do kraju na emeryturę, dorobili się na tyle, że teraz mogą spokojnie zyć tu.
    więc bywa i tak.

    moja dobra rada: nie mieszaj się. oni na pewno sobie wszystko do czasu wyjazdu poukładają, i zorganizują tak, by było dobrze. a nawet jak nie , to nie mieszaj się, nie krytykuj, i przypadkiem nie wychodź przed szereg, by kogokolwiek powiadamiać o ich planach. bo skoro pomóc nie mozesz (a tak zakładam), to im nie przeszkadzaj.
    --
    Ile rzeczy należy mieć w d...e, to się w głowie nie mieści!
  • zonaczolgisty 05.01.15, 00:18
    Moze spodziewaja sie sprzeciwu ze strony rodziny i dlatego nie chca zeby osmiolatka wypaplala. Mam kolezanke ktora niedawno emigrowala, oboje z mezem kolo 40ki, tydzien po wyjezdzie zadzwonila do niej bratowa i oznajmila ze oni z bratem NIE ZGADZAJA sie na ten wyjazd.

    A w PRLu znalam dwie rodziny ktore uciekly tuz przed stanem wojennym, dokladnie 1go wrzesnia. Jedna wtajemniczyla osmiolatke z poczatkiem wakacji i oniemal sobie nie przes..li wyjazdu bo mala pochwalila sie koledze. Drudzy trzymali corki w niewiedzy doslownie do ostatniej chwili, 15-latka i 12-latka zostaly zabrane ze szkoly po uroczystosci rozpoczecia roku i w galowych strojach pojechaly prosto na lotnisko.

    To oczywiscie inna motywacja, ale notabene wszystkie te dzieci asymilowaly sie dobrze, jedna teraz pisze ksiazki, druga jest pielegniarka, 3cia przejela rodzinna firme.
  • jo-asiunka 05.01.15, 00:33
    Powiedziałabym dziecku, ale jak będzie wiadomo na sto procent. Zresztą, ja właśnie wyjechałam z dziecmi do USA. Młodsza miała 2,5 a starsza 6 i poszła prawie z marszu do szkoły. Umiała powiedzieć, że chce iść do łazienki, jak się nazywa i liczyć do 10 z przedszkola. Nie było żadnego problemu, dostała nauczyciela ESL. Młodsza przez rok chodziła na zajęcia ze mną do przedszkola na zajęcia parent and tot, teraz ma zajęcia dwa razy w tygodniu i nadal się nie zaaklimatyzowała. Wszystko zależy od dziecka.
  • lolinka2 05.01.15, 00:45
    7.5 latkę i 12 latkę przeprowadzałam - dowiedziały się na miesiąc przed moim wyjazdem, czyli na 2 m-ce przed ich wyjazdem...

    w szkole aklimatyzacja błyskawiczna, szkoła (podstawówka młodszej zwłaszcza) rewelacyjna - pełne wsparcie, minął rok, dziecko pisze, czyta i rozmawia po ang. bezproblemowo radząc sobie w syt. codziennych i w szkole będąc w grupie "średniaków" akademickich z języka na poziomie wymagań programowych.

    Też jechałam w ciemno. Nie żałuję.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • beverly1985 05.01.15, 08:27
    Nie wiedziałam, ze jutro jest kwiecień. Ani ze wyjazd do wielkiej Brytanii to juz "na zawsze", jakby granice zamknęli.
  • azja001 05.01.15, 11:24
    No i sama widzisz dlaczego nie warto mówic innym zbyt szybko o swoich planach. Powiedzieli tobie i już "pół Polski" o tym wie. Dzieciom pewnie nie mówią bo nie są pewni tej pracy. Jeśli on tam bedzie miał pracę w swoim zawodzie to źle im nie będzie, a może to cię tak gryzie?
  • tjoanna 05.01.15, 11:41
    A ja Cię rozumiem doskonale. To jednak wyrywanie dziecka z jego środowiska. I dziwne, że kuzyni się tym nie przejmują.
    Jest jednak sporo ludzi, którzy nie przejmują się tym, co czuje dziecko, zakładają, że jakoś sobie poradzi, bo musi.

  • wioskowy_glupek 05.01.15, 11:50
    No tak w końcu pół polski zna quilte i jej rodzinę xD a pewno o już cala rodzina wie z ematki xD
    Dla mnie to strasznie przedmiotowe traktowanie dziecka i nieliczenie się z jego uczuciami

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • zuleyka.z.talgaru 05.01.15, 11:58
    Nie rozumiem dlaczego autorka wątku nie porozmawia z zainteresowanymi. Tylko podniecona biegnie na forum i szuka poklasku. No ludzie. Czy tu jest w ogóle ktoś dorosły?
  • aankaa 05.01.15, 12:40
    dlaczego autorka wątku nie porozmawia z zainteresowanymi
    bo to nie jej sprawa
  • zuleyka.z.talgaru 05.01.15, 12:47
    No to po co to wywleka na forum i robi z tego tragedię życiową głównie jej samej.
  • aankaa 05.01.15, 12:50
    może się nudzi wink
  • quilte 05.01.15, 13:51
    Otóż to. Autorka nie porozmawiała bo uważała, że to nie jej sprawa. A pisze o tym na forum bo taka postawa ją zaskoczyła i jest ciekawa, co na ten temat myślą inni. Jednocześnie jednak autorka nie jest pewna, czy to jej sprawa, czy nie bo z kuzynem zna się od dzieciństwa i relacje są dość bliskie.
  • aankaa 05.01.15, 14:02
    bliskość relacji ma się nijak do wtykania nosa w nieswoje sprawy
  • quilte 05.01.15, 14:19
    Nie zgadzam się. Bliskość relacji jest ściśle związana z wtykaniem nosa w nieswoje sprawy. Abstrahując od opisanej sytuacji, jeśli bliska mi osoba chce strzelić sobie w stopę, albo strzelić bzdurę, moim zdaniem należy interweniować. Delikatnie, nienachalnie, ale jednak coś zrobić/powiedzieć. Co z tym zrobi ta osoba, to inna sprawa. Przerobiłam już kilka relacji w życiu, w których było milusio, w których nie usłyszałam od drugiej strony: "stop, chcesz zrobić głupotę", kiedy powinnam to była usłyszeć, było ciągłe głaskanie i komentarze "to świetnie" - nie nazwałabym ich bliskimi. Ot, takie ślizganie się po powierzchni.
  • wielkanocnaniespodzianka 05.01.15, 13:59
    nie wtrącaj się i nie pouczaj. Polacy uwielbiają układać innym życie. niepotrzebnie, jedynie podpowiedz, a raczej zasugeruj,że może warto w takim razie zapisać dziecko na dodatkowe lekcje angielskiego. parę m-cy nauki przed wyjazdem będzie pomocne. w resztę się nie wtrącaj.
    quilte napisała:

    > Ciekawa jestem waszego zdania na temat takiej sytuacji: mamy w bliskiej rodzini
    > e kuzynów, z którymi się przyjaźnimy, no, raczej kolegujemy. Ona jest przed czt
    > erdziestką, on trochę po. Ona pracuje w korpo, on jest lekarzem. Mają dwoje dzi
    > eci, dwulatka i ośmiolatkę. Właśnie nam powiedzieli (reszta rodziny jeszcze nie
    > wie), że wiosną planują wyjazd do UK, na stałe. Nie mają tam załatwionej pracy
    > , on "czeka na ofertę z agencji" (rozumiem, że jakiś proces aplikacyjny się odb
    > ył, ale szczegółów nie znam), ona będzie szukać czegoś na miejscu. OK. A co z d
    > ziećmi? A, wszystko super: zaraz po przeprowadzce (według ich planów około kwie
    > tnia) starsza pójdzie tam do szkoły, takiej, w której są jeszcze miejsca, a dla
    > młodszego też się coś znajdzie. I tu mnie zatkało bo starsza zna angielski na
    > takim poziomie, jak przeciętny polski drugoklasista w jej wieku... Czyli chyba
    > niewystarczająco do angielskiej szkoły? Poza tym nie zamierzają córce nic mówić
    > o planowanej przeprowadzce (stąd tytuł wątku) "bo po co?". Nie podoba mi się t
    > o, ale nie wiem, czy powinnam coś powiedzieć. Powiedziałybyście? Mam syna w pod
    > obnym wieku i nie wyobrażam sobie, że mogłabym go z dnia na dzień, bez uprzedze
    > nia, przeflancować do obcego kraju.
  • quilte 05.01.15, 14:10
    Nie zamierzam się wtrącać, pouczać, ani organizować nikomu życia. Nie powiedziałam NIC. Nie popadajmy jednak w skrajności. Z jednej strony Polacy uwielbiają układać życie innym, ale z drugiej reagują histerycznie, gdy ktoś w dobrej wierze (tak, tak) powie im: "świetny ten twój pomysł, ale..." (na przykład: "...ale może posłać przedtem Młodą na dodatkowe lekcje?". Czy relacje międzyludzkie naprawdę mają się ograniczać do wymiany komunikatów o niczym i zachwytów nad tym niczym?
    nie wtrącaj się i nie pouczaj. Polacy uwielbiają układać innym życie. niepotrzebnie, jedynie podpowiedz, a raczej zasugeruj,że może warto w takim razie zapisać dziecko na dodatkowe lekcje angielskiego. parę m-cy nauki przed wyjazdem będzie pomocne. w resztę się nie wtrącaj.
  • lechasia 05.01.15, 14:20

    Wyjechałam na zawsze 8 miesięcy temu z 10 latkiem. Wszystko przeszło gładko, młody zachwycony szkołą, ma grupę fajnych kolegów i koleżanek, gra w klubie w piłkę i jest szczęśliwy. Żyjemy w takich czasach, że możemy wyjeżdżać, pracować na całym świecie. Przed naszymi dziećmi świat stoi otworem, mogę się uczyć wszędzie i żyć wszędzie. Ja i moje pokolenie nie miało takich możliwości.
  • quilte 05.01.15, 14:34
    Nie mam nic do wyjazdów, wierzę, że Ci wyszło i jesteście zadowoleni. Gratuluję smile Przypuszczam jednak, że Twój dziesięciolatek znał język lepiej niż ośmiolatka z mojej rodziny (ona nie zna praktycznie wcale) i był na wyjazd jakoś przygotowany. Nie mam nic przeciwko wyjazdom, nie widzę problemu z dwulatkiem. Widzę problem z niekumatą w angielskim ośmiolatką nie przygotowywaną na wyjazd.
  • valtho 05.01.15, 14:51
    Mam wrażenie, że szkoła brytyjska jest dużo lepiej przygotowana niż np szkoła polska na przyjęcie dziecka nie mówiącego w lokalnym języku. W szkole francuskiej w Warszawie, szczególnie w młodszych klasach stosunkowo często trafiają się dzieci nie mówiące po francusku. Dostają pomoc w postaci indywidualnych dodatkwych lekcji z francuskiego i na ogół bardzo szybko zaczynają mówić. Rówieśników doganiają po około 1-2 latach.
  • azja001 05.01.15, 14:57
    quilte napisała:

    > Nie mam nic do wyjazdów, wierzę, że Ci wyszło i jesteście zadowoleni. Gratuluję
    > smile Przypuszczam jednak, że Twój dziesięciolatek znał język lepiej niż ośmiolat
    > ka z mojej rodziny (ona nie zna praktycznie wcale)

    Na jakiej podstawie to przypuszczasz? Moje bratanice wyjechały w wieku 10, 7 lat. Nie znały angielskiego prawie w ogóle. W szkole po roku mówiły płynnie. Naprawdę troche wiary w ludzkie mozliwości. Dziewczynka na pewno zdolna wiec nie ma obawy że sobie nie poradzi.
  • snakelilith 05.01.15, 15:09
    quilte napisała:

    Widzę
    > problem z niekumatą w angielskim ośmiolatką nie przygotowywaną na wyjazd.

    A byłaś kiedyś za granicą w celu podszkolenia języka? Miesiąc życia w obcym kraju da ci więcej niż rok ganiania na kursy w ojczyźnie, gdzie języka uczysz się w sztuczny, szkolny sposób u nauczycieli, z których rzadko kto jest nativ speaker. Ja bym sobie więc tę forsę na naukę języka dla 8-latki po prostu darowała. Wyrzucone w błoto. Dzieci uczą się języka w naturalnym środowisku błyskawicznie. Zupełnie nie rozumiem, czym ty się przejmujesz. Co z różnica, czy zna teraz 10 słówek, czy 50? To nie gra zupełnie roli. Ale ja sama doświadczyłam emigracji na własnej skórze i wiem jak szybko wchłania się język w codziennym życiu, w kontaktach z tubylcami i w pracy zawodowej/szkole. A sama wyjeżdżałam w wieku dorosłym z minimalnym pojęciem o języku w tym kraju. Pierwsze pół roku było trudne, ale potem już tylko z górki, potrafiłam już wyrazić mniej więcej wszystko co chcę. Dzieci do mniej więcej 12 lat po krótkim czasie nie mają już nawet obcego akcentu.
  • quilte 05.01.15, 15:25
    Byłam. Także na dłuższych pobytach. Językami obcymi zajmuję się zawodowo. Nadal widzę problem.
  • bi_scotti 05.01.15, 15:33
    quilte napisała:

    > Językami obcymi zajmuję się zawodowo. Nadal
    > widzę problem.

    No to to jest tak jakby Twoj problem i Ty musisz sobie z nim poradzic. Tamtej rodziny to nie dotyczy, bo oni swoje decyzje podjeli, i jak widzisz z wiekszosci wpisow w tym watku, te decyzje nie bulwersuja wszystkich w takim stopniu jak Ciebie. To nie znaczy, ze Ty nie masz racji ale moze tez znaczyc, ze po prostu przesadzasz i widzisz problem tam, gdzie go tak naprawde nie ma i nie bedzie. Ja np. rozumiem doskonale rodzicow, ktorzy 8letniej dziewczynki nie wciagaja w dyskusje i planowanie emigracji - ona sie dowie gdy ta wiedza bedzie miala dla niej faktycznie znaczenie. Poki co, nawet nie wiadomo kiedy ten tata prace dostanie, od kiedy, w jakim miescie ... o czym tu rozmawiac z dzieckiem? Jezyk to naprawde zero problemu w tym wieku, szczegolnie jesli rodzina wybiera sie do UK, w ktorym doswiadczenia z dziecmi niemowiacymi po angielsku sa wieloletnie i szkoly sa przygotowane na przyjecie takich uczniow. No worries - naprawde to tylko Ty masz problem, reszta swiata jest OK wink
  • run_away83 05.01.15, 15:28
    Ale brak możliwosci porozumienia się z otoczeniem w podstawowych sprawach makabrycznie potęguje stres, który dziecko przeżywa w związku z przeprowadzką, zmianą szkoły, utratą szkolnych kolegów i koniecznością zintegrowania się z nowym srodowiskiem. Dlatego fajnie jednak dac mu szansę by nauczylo się przynajmniej najbardziej podstaeowych zwrotow w danym jezyku. Nie wyobrażam sobie wysłac do angielskiej szkoły dziecka, które nie potrafi powiedziec po angielsku że musi do toalety, że zle się czuje, etc.
    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • zuleyka.z.talgaru 05.01.15, 15:30
    No chyba od kwietnia do nowego roku szkolnego dzieciak się nauczy podstawowych zwrotów. Bez jaj.
  • run_away83 05.01.15, 15:39
    Ale o wiele latwiej - w sensie emocjonalnym - jest nauczyć się tych podstawowych zwrotów w znanym i przyjaznym otoczeniu i wylądować w nowej szkole w obcym kraju już je znając. Dzieci, które na wstępie są w stanie wydukać po angielsku parę zdań, odpowiedzieć na podstawowe pytania, oraz zrozumiec i wykonać proste polecenia, o wiele szybciej aklimatyzują się w nowej szkole i integrują się z klasą. Te, które nie rozumieją ani nie mówią w miejscowym języku ani słowa, przez pierwsze tygodnie są totalnie wyalienowane - bo w szkole, w które spędzają większośc dnia, nikt ich nie rozumie a one nikogo nie rozumieją.

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • zuleyka.z.talgaru 05.01.15, 15:41
    Słuchaj, mnie nie dziwi fakt, że nie powiedzieli dziecku o planach, skoro plan nie jest jeszcze w 100% pewny, jako, że nie ma jeszcze konkretnej oferty/umowy. Zapewne kiedy będą już mieli wszystko dograne to ogarną temat. Przecież to jeszcze 3m-ce - kupa czasu. Lub też nie mieli ochoty roztrząsać tematu z autorką wątku, bo wiedzą, że zaraz poleci na forum i będzie dupę obrabiać.
  • run_away83 05.01.15, 15:55
    Jak dla mnie, to można dziecko lagodnie przygotować bez calkowitego wtajemniczania go w niepewne jeszcze plany. Choćby własnie przez naukę podstaw języka. Nawet jak z wyjazdu nic nie wyjdzie to nauka angielskiego dziecku nie zaszkodzi.
    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • zuleyka.z.talgaru 05.01.15, 16:01
    A w szkole nie mają angielskiego? Przecież teraz jest od pierwszej klasy....
  • run_away83 05.01.15, 16:12
    Moj syn miał langielski w polskiej zerowce. Przez połtora roku (bo poszedł jako niespelna pięciolatek, a rok później po diagnozie w ppp polecono namm zostawic go jeszcze w zerówce) nauczył się recytować liczby od jednego do dziesięciu (liczeniem bym tego nie nazwała, bo nie potrafił angielskim nazwom liczb przypisac wartości), recytować alfabet (znowu bez umiejętności przypisania nazwom liter ich graficznych odpowiedników), oraz śpiewac jedną piosenkę skladającą sie z czterech wersòw (niestety - nie wiedział o czym ta piosenka jest, bo nie rozumiał w niej ani jednego słowa).

    Musialabym byc totalną ignorantka i sama nie znac angielskiego, żeby liczyć, że po tych "lekcjach angielskiego" w szkole dziecko dogada się w podstawowym zakresie po przyjezdzie do UK.

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • quilte 05.01.15, 15:53
    run_away83 napisała:

    > Ale brak możliwosci porozumienia się z otoczeniem w podstawowych sprawach makab
    > rycznie potęguje stres, który dziecko przeżywa w związku z przeprowadzką, zmian
    > ą szkoły, utratą szkolnych kolegów i koniecznością zintegrowania się z nowym sr
    > odowiskiem. Dlatego fajnie jednak dac mu szansę by nauczylo się przynajmniej na
    > jbardziej podstaeowych zwrotow w danym jezyku. Nie wyobrażam sobie wysłac do an
    > gielskiej szkoły dziecka, które nie potrafi powiedziec po angielsku że musi do
    > toalety, że zle się czuje, etc.
    Dokładnie.
  • kietka 05.01.15, 16:08
    pogratulowac kuzynom decyzji.
    podejrzewam, ze na start kuzyn dostanie ok 80 000 GBP rocznie, zona pewnie polowe tego, jak znajdzie prace w zawodzie.
    odzyja, odstresuja sie, dzieci szybko sie zasymiluja, sa male.doradz tylko kuzynom, zeby szukali mieszkania/domu w lepszej dzielnicy, to i szkola bedzie lepsza, na pewno lepsza od naszych z 10 lekcjami relgii i 2 angielskiego. pod kazdym wzgledem dobra decyzja smile
  • run_away83 05.01.15, 16:28
    > podejrzewam, ze na start kuzyn dostanie ok 80 000 GBP rocznie, zona pewnie polo
    > we tego, jak znajdzie prace w zawodzie.

    No, aż tak ròżowo to nie jest. Żeby dostac pracę w zawodzie, w dodatku za taką stawkę, to trzeba biegle znac angielski. Nikt tutaj nie zatrudni lekarza, ktòry po angielsku ledwo duka, bo ktoś taki najzwyczajniej w świecie stanowiłby zagrożenie dla pacjentów. Tak samo w IT, finansach i innych prestiżowych branżach - ktoś kto nie potrafi się bez problemu dogadać, nie posluguje się biegle potoczną angielszczyzna i branżowym żargonem, o takich zarobkach może sobie co najwyżej pomarzyć.

    Bez bardzo dobrej znajomosci języka można liczyć co najwyżej na pracę fizyczną (w fabryce, magazynie, sklepie, etc) i zarobki w granicach kilkunastu tys £ rocznie. Można za to przeżyć, a nawet miec względny komfort finansowy (bo na jedzenie, ubrania, opłaty i inne podstawowe wydatki wystarczy z palcem w nosie), ale na ekscesy w stylu kupna i utrzymania porzadnego samochodu, albo wynajęcia przestronnego domu dla dużej rodziny w atrakcyjnej lokalizacji raczej nie wystarczy.

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • zuleyka.z.talgaru 05.01.15, 16:49
    No nie znam lekarza, który nie mówi biegle po angielsku, szczególnie, że 90% pism medycznych jest własnie w tym języku...no błagam. Nie wiem gdzie żyjesz ale masz jakieś klapki.
  • run_away83 05.01.15, 17:17
    A ja znam kilku polskich lekarzy, z ktòrych jeden po angielsku nie mowi ani be ani me, a pozostali są w stanie wydukac trzy zdania na krzyż, z gramatyką na poziomie "kali ukraść krowa". Żeby było smieszniej, ty m dukającym wydaje się, że znają angielski. Ale przeczytać artykuł w The Lancet przy pomocy google translatora to nie to samo, co zrozumieć Anglika mowiacego w lokalnym dialekcie, albo Hindusa mieszkającego w UK od roku i mowiącego z obcym akcentem - a z takimi pacjentami m. in. ma do czynienia przeciętny brytyjski lekarz. Znajomość angielskiego na poziomie polskiej matury z tego języka jest w tym przypadku śmiechu warta.
    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • zuleyka.z.talgaru 05.01.15, 17:41
    Ciężko mi ocenić, bo ja na co dzień pracuję w międzynarodowym środowisku i mój język urzędowy to angielski smile
    Skoro pan doktor przeszedł proces rekrutacji to zna angielski na tyle, żeby mogli mu zaoferować pracę.
    Problem z tym wszystkim ma autorka wątku, która z godziny na godzinę wymyśla coraz bardziej oderwane od rzeczywistości powody. A tak naprawdę co ją to wszystko obchodzi? To nie jej mąż.
  • run_away83 05.01.15, 17:49
    > Ciężko mi ocenić, bo ja na co dzień pracuję w międzynarodowym środowisku i mój
    > język urzędowy to angielski smile
    > Skoro pan doktor przeszedł proces rekrutacji to zna angielski na tyle, żeby mog
    > li mu zaoferować pracę.

    Skoro nie odbyl jeszcze interview po angielsku, to calego procesu chyba jeszcze nie przeszedł, tylko pierwszy etap, tzn. ma pewnie zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. I jeśli na tej rozmowie nie popisze się biegłą znajomością angielskiego, w tym tjezyka potocznego i terminologii medycznej, to raczej mu po tej rozmowie grzecznie podziękują.

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • azja-od-kuchni 05.01.15, 18:15
    Kwecień to jednak nie jutro, więc zdążą córce powiedzieć... U mojego męża rekrutacja zawsze przebiegała tak, że najpierw było kilka spotkań technicznych potem dopiero przychodziła ofeta finansowa... O tyle wkurzajace, że człowiek w procesie rekrutacji traci czas ,a może się okazac, że walczył " o orzeszki " i przedstawiona oferta ma się nijak do oczekiwań. W opisanym przypadku państwo mogło założyc, że wezmą ofertę bez względu na wszystko.
    Jeśli chodzi o szkołę to jestem pewna, że dzieciak sobie poradzi. Moje wyjechało mając niecałe 9 lat po angielsku mówiło niewiele drugiego dnia w szkole chcąc powiedziec, że jest zmęczone i chce już iśc do domu powiedziało, że jest głodne wink. Po 8 miesiącach napisało egzamin z angielskiego na 75 % czyli 15 % niż przeciętny dzieciak, a z mówienia dostało 100 %....Zmieniło klasę na lepszą ( typowa praktyka w Singapurze) by po kolejnym roku byc w czołówce szkoły. Po 3 latach w Sin dzieciak brał udział w miedzynarodowej olimpiadzie j. angielskiego ( dla Austalalii, Oceanii i wielku krajów azjatyckich) i uplasował się w górnych 15 % ... W kolejnym 4 roku w Sin dzieciak brał udział w klubie debatującym i został okrzyknięty najlepszy mówcą, a angielski jest językiem wiodącym.. My walczymy o polski jak o niepodleglość i dbamy o jego rozwój chociaż jeśli są dwie książki do wyboru to dzieciak zawsze wybierze anglojęzyczną...
    --
    azjaodkuchni.blogspot.com/

  • a1ma 06.01.15, 01:57
    Ale chyba nie każdy lekarz ma codzienny kontakt z pacjentem? Moze to chirurg, któremu przywożą pacjenta juz w narkozie wink

    --
    Hydraulik jako pracownik manualny jest mi obcy ideowo!
  • run_away83 07.01.15, 11:39
    Chirurg musi rozumiec co do niego mowi instrumentariuszka i anestezjolog. I musi umieć poprosić instrumentariuszkę o skalpel i zapytać anestezjologa o parametry życiowe pacjenta. Pomyłki językowe w wykonaniu lekarza i wynikające z nich nieporozumienia mogą mieć stragiczne skutki.

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • quilte 05.01.15, 16:57
    Kuzyn nie zna biegle angielskiego. Moim zdaniem zna go na poziomie B1. Nie zdawał nigdy żadnych egzaminów typu FCE, CAE, IELTS. Nie pracował za granicą, ani w środowisku obcojęzycznym. Nie mam pojęcia, jak przebiega rekrutacja lekarzy w UK, ale zakładam, że skoro przeszedł rekrutację i "czeka na ofertę", to ma podstawy zakładać, że ją dostanie? Naprawdę nie wiem, ale zakładam, że robił jakiś risercz w tym temacie.
  • zuleyka.z.talgaru 05.01.15, 16:59
    Rozmawiacie po angielsku? Wow, muszę wprowadzić ten obowiązek na spotkaniach rodzinnych. XD Dzięki za pomysł. Nie trzeba robić certyfikatów (które teraz są nic nie warte), żeby biegle znać język.
  • princess_yo_yo 05.01.15, 18:00
    rekrutacja lekarzy nadal chyba odbywa sie bez sprawdzania znajomosci jezyka jesli chodzi o lekarzy pochodzacych z eu i z tego wlasnie powodu mielismy kilka skandali pt jeden lekarz z niemiec zle ordynujacy leki i pare jeszcze innych kwiatkow. ale to sie juz chyba zmienia i nowe zasady sa juz wprowadzane.
    to zalezy jaki lekarz, ale im wiecej bezposredniego kontaktu z pacjentem tym jezyk potoczny ma wieksze znaczenie. domyslam sie ze nie aplikuje o prace jako gp wiec moze nie bedzie az tak zle. skoro wyjazd jest planowany na wiosne to nie zalamywalabym jeszcze rak co do jego finalnosci na twoim miejscu wink
  • quilte 05.01.15, 18:15
    Tak, rzeczywiście była mowa o tym, że zasady się zmieniają, kuzyn cieszył się, że załapał się na ostatnią turę rekrutacji bez sprawdzania znajomości języka. Jak już pisałam, zasady rekrutacji nie są mi znane, wiem tylko, że na pewno nie miał interview po angielsku - pytałam o to ze dwa razy bo nie mogłam w to uwierzyć smile Ja nad kuzynem rąk nie załamuję, dorosły jest smile Młoda mnie martwi.
  • zuleyka.z.talgaru 05.01.15, 18:58
    Zgłoś do OPS , że mają plan wyjazdu i zaniedbują dziecko.
  • princess_yo_yo 05.01.15, 21:58
    skoro nie bylo jeszcze prawdziwej rozmowy o prace to wyjazd jest jeszcze bardzo niepewny wiec tymbardziej nastawianie osmiolatki na zmiane kraju nie ma sensu. szkoly w uk sa bardzo dobrze przygotowane do dawania sobie rady z uczniami nie znajacymi jezyka wiec jesli rzeczywiscie pojada to nieznajomosc jezyka u dziewczynki nie bedzie miala az tak traumatycznych rezultatow jak ci sie wydaje.
  • claudel6 06.01.15, 02:36
    za kilkanaście tysięcy mozna miec wzgledny komfort finansowy utrzymując rodzinę??? błagam, przelicz to sobie. ja za dwukrotnosc tego nie mialam, zyjac sama. tak, w drogim Londynie, ale toute proportions gardees - byłam w liczbie 1.
  • run_away83 06.01.15, 08:42
    Może niejasno napisałam, spróbuję uściślić.

    Po pierwsze - względny komfort finansowy można osiągnąć kiedy dwie osoby zarobią po te kilknascie tys £ rocznie, czyli na całą rodzinę jest w sumie ok 30 tys rocznie. I jest to komfort względny - czyli jest gdzie mieszkać, jest co jeść, jest w co się ubrać", a nie taki z gatunku "nowe auto co trzy lata i wakacje w czterogwiazdkowym hotelu".

    Po drugie - wierzę, że w pojedynkę za kilkanascie tys £ rocznie mogło ci być trudno utrzymać satysfakcjonujacy poziom życia, ale jednak jednej osobie za taką kwotę żyje się trudniej niż dwóm osobom, czy nawet rodzinie z dziećni za dwukrotność tej kwoty (koszty wynajmu domu dla dwóch osob lub rodziny z dwojką małych dzieci raczej nie są dwukrotnoscią kosztów wynajmu mieszkania dla singla).

    Po trzecie - tak, zdecydowanie zależy czy w Londynie, czy poza Londynem. W mojej pipidówce można wynająć przestronny dom z czterema sypialniami w atrakcyjnej lokalizacji za kwotę, za którą w Londynie można wynająć co najwyżej kawalerkę, a czasem i za pokój potrafią sobie tyle policzyć.

    --
    doradca po kursie średniozaawansowanym Die Trageschule ? Dresden
    www.trageschule-dresden.de
  • cherry.coke 05.01.15, 18:10
    Jesli naprawde chcesz pomoc tej dziewczynce, to zaproponuj jej rodzicom, ze pocwiczysz z nia przez tych pare miesiecy angielski jako dodatek do jej zwyklych zajec w szkole. Akcenty pewnie bedzie potem slyszec zupelnie inne, ale im wiecej nabierze pewnosci, tym bedzie latwiej.

    Oczywiscie nie mowiac jej o zadnym wyjezdzie, dopoki rodzice nie beda mieli oferty w garsci...

    --
    Kapitalizm to zwykly wyzysk czlowieka przez czlowieka. A socjalizm - wrecz przeciwnie.
  • a.va 05.01.15, 18:24
    Takie jeszcze trochę palcem na wodzie pisane te ich plany, jeśli żadne z nich nie ma załatwionej pracy. Ale jak on dostanie tę pracę, to przecież nie ma powodu, żeby odwlekali wyjazd. Chociaż nie wyobrażam sobie, jak lekarz miałby pracować bez znajomości języka. Ale może się mylisz, może zna angielski lepiej, nić ci się wydaje? Dziecku bym nie mówiła, skoro jeszcze nic nie wiadomo, ale parę lekcji angielskiego bym mu zafundowała, żeby znało podstawowe zwroty. Jak tylko wyjazd stałby się pewny, przygotowałabym dziecko na niego - to jednak jest duża zmiana. Ale teraz jeszcze na to za wcześnie.
  • kajda28 05.01.15, 20:19
    Moje dzieciaki wiedzą , że prawdopodobnie, od czerwca uk to będzie ich nowy dom. Młody z ang jest najlepszy z calej szkole - przynajmniej tak z olimiady wyszło ( chwale sie wink ). Chodzi do 6 klasy, córa do 4. Nie wiem czy sobie dadzą tam rade, bardzo sie tego boję. Nie wiem czy ja sobie dam rade, mój angielski jest prosty komunikacyjny. Zostawiam tu stałą, ciekawą prace, tu są babcie, tam nikogo. Ciężka decyzja. Jade za miesiąc, dzieci do czerwca , czyli do konca roku szkolnego będą u babci.
  • azja-od-kuchni 06.01.15, 02:33
    Kajda ja będę trzymała kciuki... a dzieciaki poradzą sobie... o ile to możliwe podtrzymuj kontaktu z polskimi kolegami. Gdy angielski zrobi się wiodący bardzo za maile po polsku podziękujesz... No i zapisz do polskiej szkoły sobotniej i nie pal za sobą wszystkich mostów...
  • kajda28 06.01.15, 04:52
    Dziękuje wink
    A teraz ciągle trąbią o tym że mają zabierać zasiłki, że wystąpią z Unii. crying Jeszcze niech rok tylko będą, jak sie tam zaklimatyzuje to później i bez nich dam radę wink
  • sanciasancia 06.01.15, 02:45
    Podobnie przeprowadzaliśmy trzylatkę, przy czym wiedzieliśmy, że gdzieś wyjedziemy, nie wiedzieliśmy tylko dokąd. Wyjechaliśmy, panna zaaklimatyzowała się w przedszkolu (okazało się, że kluczowe było doświadczenie chodzenia do żłobka, a nie znajomość języka) doskonale, nauczyła języka i jest w miarę gites. (Też się języka nauczyłam, przy czym znałam na tyle dobrze wcześniej, żeby z sukcesem powiedzieć seminarium, od którego uzależniona była oferta pracy.) Niby córce o planowanym wyjeździe mówiliśmy, ale ze względu na wiek, to była dla niej bajka o żelaznym wilku.
    Dwadzieścia lat temu podobny myk zrobiła moja teściowa z sześciolatką i dwunastolatkiem. Dzieciom przydzielono indywidualnego nauczyciela angielskiego i jeżeli coś wspominają niezbyt pozytywnie to raczej ze względu na charakter--- ekstrawertyczka wspomina dobrze, introwertyk też, ale trochę mniej entuzjastycznie. Teściowa do dziś twierdzi, że to była jedna z najlepszych decyzji jej życia, ze względu na dzieci właśnie.

    --
    Loitering with content.
  • srubokretka 06.01.15, 02:59
    Jaki jest prawdziwy powod tego zmartwienia? Zazdroscisz im ?
    Znam mnostwo dzieci, ktore nie mowily po ang, a po pojsciu do szkoly po roku mowily jak tubylcy. Wiekszosc po 2 latach byla w czolowce klasy (jezeli mieli pomoc rodzicow).
    W slaba znajomosc ang polskiego lekarza, ktory decyduje sie na emigracje i prace w zawodzie za granica nie wierze.
    Ukrywanie planow emigracji przed dzieckiem pol roku przed doskonale rozumiem i popieram. Rodzice najlepiej znaja swoje dziecko.
    Zrobisz wszystkim dobrze, na czele ze soba, jezeli juz przestaniesz sie zamartwiac.
    A jezeli rzeczywiscie chcesz pomoc dziecku , to zaoferuj lekcje za darmo.
  • quilte 07.01.15, 10:46
    Prawdziwy powód tego zmartwienia, pomyślmy... Prawdziwy powód tego zmartwienia jest taki, że (uwaga, jadę!!!) jestem miłą, wrażliwą i empatyczną osobą, bardzo lubię córkę kuzyna, mam syna w podobnym wieku i wydawało mi się, że taka zmiana może być dla dziecka bardzo trudna. Ja osobiście, znalazłszy się w analogicznej sytuacji, chciałabym ten trud zmniejszyć, jeśli się da i nie rozumiem, dlaczego rodzice tego nie robią. Po przeczytaniu wątku widzę, że niektórzy nie robią tego "bo tak, niech się bachor już za młodu hartuje" (dalej nie rozumiem i nie zamierzam tongue_out), natomiast inni ułatwiają dziecku harmonijną zmianę, wszystko kończy się dobrze, harmonijna zmiana najwyraźniej jest możliwa - i super. Co do zazdrości: nie śrubokrętko, nie zazdroszczę - czego? Wybacz, ale nie kojarzę Twojego nicka i nie pamiętam, czy jesteś emigrantką więc być może nie do Ciebie piję, ale emigracji naprawdę można nie zazdrościć. Przekonanie emigrantów, że wszyscy im zazdroszczą jest dziwaczne. Co do Twej niewiary w słabą znajomość angielskiego u polskiego lekarza, który decyduje się na emigrację i pracę w zawodzie - tak będzie musiało pozostać, przecież nie wyślę go do Ciebie na egzamin celem weryfikacji tongue_out Co do oferty darmowych lekcji: mówiąc szczerze nawet o tym pomyślałam, ale po pierwsze: niby dlaczego? Rodziców stać na płatne lekcje, najwyraźniej nie organizują ich z powodów innych niż finansowe więc dlaczego miałabym się narzucać? Po drugie, nie mieszkamy na tyle blisko siebie, żeby kwestie logistyczne dały się łatwo rozwiązać.
  • snakelilith 07.01.15, 11:48
    quilte napisała:

    Wybacz, ale nie kojarzę Two
    > jego nicka i nie pamiętam, czy jesteś emigrantką więc być może nie do Ciebie pi
    > ję, ale emigracji naprawdę można nie zazdrościć. Przekonanie emigrantów, że wsz
    > yscy im zazdroszczą jest dziwaczne. Co do Twej niewiary w słabą znajomość angie
    > lskiego u polskiego lekarza, który decyduje się na emigrację i pracę w zawodzie
    > - tak będzie musiało pozostać, przecież nie wyślę go do Ciebie na egzamin cele
    > m weryfikacji tongue_out


    Twoim problem jest, że przeceniasz wyjściowe umiejętności językowe lub ich brak. Egzaminy weryfikacyjne, czy inne certyfikaty nie są prognozą sukcesu emigracji. Wiem coś o tym, bo od 25 lat żyję poza krajem i mam do czynienia z emigrantami z różnych stron świata. A nawet w kwalifikowanym zawodzie język nie jest aż tak ważny. Sama kończyłam studia na emigracji i obracam się w kręgach akademickich, także lekarskich. Od specjalistów nie wymaga się poprawnej gramatyki i płynności wyrażania myśli, najważniejsza jest komunikatywność, tubylcy mają dużą tolerancję względem obcokrajowców i nie robią takiej spinki jak panienki z polskimi certyfikatami, gdy ktoś zrobi parę błędów. I nawet gdyby ta rodzina przez rok (do lepszego opanowania języka) miała duże trudności i rodzicie nie mogliby pracować w swoim zawodzie, to długoterminowo na tej emigracji prawdopodobnie zyskają. Wielu ludzi emigruje też z innych względów, nie tylko tych finansowych, mnie przeszkadzała na przykład ciasnota umysłowa i kołtuństwo w Polsce. Tym ludziom nie przeszkadza więc, że na początku trochę im się pogorszy i nie będę mieli tej malutkiej, pewnej egzystencji, którą zostawili w Polsce. Mnie u mamusi też było lepiej niż samej w obcym kraju, ale jak długo mogłabym się cieszyć taką sytuacją, tego nie wiem. Istnieją bowiem ludzie, którzy mają na swoje życie jakieś plany i nie wystarcza im, że dziś powodzi nam się w miarę dobrze, oni patrzą trochą dalej i dla wielu jedyną szansą na lepszą przyszłość jest emigracja. Z czym mają rację. Mnie też przez jakiś czas na początku było trudno, ale za Chiny Ludowe nie wróciłabym dziś do Polski. A im człowiek starszy tym bardziej docenia życie poza Polską. Nie chciałabym być starym człowiekem w ojczyźnie. Może oni też nie chcą.
  • srubokretka 07.01.15, 15:15
    > jest taki, że (uwaga, jadę!!!) jestem miłą, wrażliwą i empatyczną osobą,

    Zdajesz sobie , ze w postach tego nie mozna dostrzec , nawet jak sie czlowiek stara?

    > Co do oferty darmowych lekcji ... niby dlaczego? Rodziców stać na płatne lekcje.

    Ciesze sie , ze jestes taka szczera. Naprawde nie rozumiem po co wiec zaslaniasz sie ta troska o dziecko? Powod takiego rozstroju jest napewno inny. Tesciami teraz wy bedziecie musieli sie zajac? Corka straci kompana? No co?
  • quilte 07.01.15, 15:44
    Cóż, że Ty nie możesz tego dostrzec to nie mój problem. Bardzo wiele zależy od oka patrzącego. Zastanawia mnie, dlaczego jesteś agresywna i dlaczego tak trudno Ci uwierzyć w czyste intencje. Jesteś emigrantką nie do końca zadowoloną ze swej decyzji i potrzebna Ci wiara, że nie-emigranci Ci zazdroszczą? Potwierdzenia, że dobrze zrobiłaś? Co do utraty kompana przez córkę - ja nie posiadam córki, mam synów. Starszy jest w wieku córki mojego kuzyna - no właśnie, kuzyna: wyjazd planuje mój KUZYN, syn mojej ciotki - skąd Ci się wzięli TEŚCIOWIE, którymi miałabym się opiekować? Nie pamiętasz podstawowych faktów, coś Cię trafiło w czuły punkt i szukasz zaczepki.

    srubokretka napisał:

    > > jest taki, że (uwaga, jadę!!!) jestem miłą, wrażliwą i empatyczną osobą,
    >
    > Zdajesz sobie , ze w postach tego nie mozna dostrzec , nawet jak sie czlowiek s
    > tara?
    >
    > > Co do oferty darmowych lekcji ... niby dlaczego? Rodziców stać na płatne
    > lekcje.
    >
    > Ciesze sie , ze jestes taka szczera. Naprawde nie rozumiem po co wiec zaslanias
    > z sie ta troska o dziecko? Powod takiego rozstroju jest napewno inny. Tesciami
    > teraz wy bedziecie musieli sie zajac? Corka straci kompana? No co?
  • srubokretka 07.01.15, 16:14
    Agresji w moich slowach nie ma tylko ciekawosc powinnas odczytac. Nigdy jeszcze nie spotkalam sie z takim przesadnym podejsciem na wiesc o planach emigracji. Taka troska o kogos, o kim nawet jednego zyczliwego slowa w calym posnie nie napisalas? Tu nie ma zadnego wplywu na twoja rodzine, zycie, a ty sie rzucasz jakby to twoj maz mial wyjechac z dziecmi.
    Moze meliske sobie zaparz.
    Angielski znasz i to slynne powiedzonko: If it's not your business, don't make it your burden.
  • mary_lu 07.01.15, 11:31
    Mój wujek z żoną i dzieckiem kilka lat temu wyjechał do UK, oni niewykształceni, z zerową znajomością angielskiego, syn szedł właśnie do trzeciej klasy. Mały dostał w szkole dużą pomoc, po pół roku skończyły się problemy językowe. Teraz, po 6 latach, jest bardzo chwalonym uczniem, jednym z najlepszych w szkole. Pewnie w Polsce by "zginął" w klasie i edukacyjnie podzielił los rodziców, w UK był traktowany bardzo indywidualnie, rozwijano jego zdolności, chwalono przed rodzicami, na studia pójdzie jak nic.

    Mój syn od września chodzi do zerówki z wykładowym angielskim. Z przedszkola, tak jak 90% klasy, umiał po angielsku policzyć do 10 i znał jakieś 10 rzeczowników. Dzieciaki na początku chodziły trochę zdziwione i same mówiły po polsku, ale rozumiały niemal wszystko i nie miały problemów z aklimatyzacją. Teraz już mówią po angielsku kalecząc, np. Idąc do łazienki pytają "can I toilet?", używają ponad setki rzeczowników i kilkunastu prostych zwrotów. Podobno do końca roku będą mówić jak ich anglojęzyczni rówieśnicy, takie są doświadczenia szkoły.
  • leyla76 07.01.15, 12:02
    Jeżeli chodzi i dziecko to bym sie tak bardzo nie przejmowala, bo dzieci naprawdę szybko sie aklimatyzuja i uczaxjezyka. Wiem to na własnym przykładzie bo my 4 lata temu przeprowadziliśmy sie z UK do Szwajcarii. Dzieci wtedy lat 8 i 6 i zero znajomosci francuskiego. Tez sie stresowalam jak sobie poradzą, dzieci zreszta tez. Był płacz, bo koleżanki bo szkoła która uwielbiały. Dzieci dowiedziały sie o przeprowadzce w kwietniu, dokładnie 18 sierpnia wylądowaliśmy w Szwajcarii a 22 sierpnia zaczęły szkole i powiem szczerze wszystko poszło jak po maśle, więcej stresu było przed niż w trakcie. Córka zaczęła klasę trzecia, syn pierwsza, francuski załapali naprawdę szybko.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka