Dodaj do ulubionych

a "mityczna " czwarta klasa??

20.01.15, 22:04
tak na fali wątku o sześciolatkach, a jak idzie waszym pociechom w - jak to ktoś trafnie określił- mitycznej czwartej klasie?? ja sie nasłuchałam co niemiara, że trzeba z dzieckiem siedzieć po nocach, zakuwac w weekendy, korki , ze rodzice nie dają rady, o dziecku nie wspominając. Mój właśnie kończy 1 semestr czwartej klasy- na semestr same piątki, prawdopodobnie 6 z anglika, jedynie z muzyki "grozi" mu 4, nic się z nim nie ucze, zeszyty rzadko kiedy sprawdze, czasami przed waznym sprawdzianem przepytam i wałkuję go z anglikabig_grin . Ale niestety nie mamy porównania, czy odniesienia , bo właśnie w 4klasie przeprowadziliśmy sie i zmienił szkołę( w poprzedniej szkole był bardzo wysoki poziom , ale też był dobry, w pierwszej piątce w klasie), nie wiem czy to ta szkoła ma moze niższy poziom, czy rzeczywiscie jest dobry??no nie wiem...jak idzie waszym pociechom, czy rzeczywiscie ta 4 klasa jest taka trudna w kazdej szkole, czy tylko ja takie opinie miałam o tamtej szkole gdzie był wysoki poziom?
Edytor zaawansowany
  • asia_i_p 20.01.15, 22:13
    Nie odbieram jako trudnej, bywa ciekawie, jak już pisałam na Starszym Dziecku okazało się, że od czasów mojej szkolnej edukacji wśród istot żywych przybyły protisty. Pomagać musiałam sporo w pierwszym miesiącu, ciężko jej się było zmobilizować, musiałam siedzieć z niemowlem u niej w pokoju i wspierać moralnie, teraz już nie.
    --
    Hurghada - odprawa paszportowa: -Nationality?
    -Russian
    -Occupation?
    -No, just visiting.
  • oqoq74 20.01.15, 22:22
    Te protisty też mi się w oczy rzuciłysmile
  • drosetka 20.01.15, 22:23
    o właśnie te prostity smile- też mnie kilka dni temu dziecko uswiadomiło, jak go odpytywałam na sprawdzian..mamę po kierunku biologicznym zagiąłbig_grin
  • oqoq74 20.01.15, 22:32
    Jest dobrze. Oceny na semestr od czwórek w górę.
    Też znam osoby,które dużo czasu spędzają na pomaganiu dzieciom, siedzą po nocach by dzieci dostały piątkę.
    Syn od jakiegoś czasu radzi sobie całkiem dobrze. Choć też miał okresy, że trzeba było przypomnieć mu o odrabianiu lekcji. Odpytuję przed sprawdzianem z przyrody czy historii, bo mnie o to prosi. Z matmą radzi sobie świetnie. Z angielskiego potrzebuje by tłumaczyć mu zasady. (Nie wiem jak pani prowadzi lekcję, że nie mają podanych zasad). Z polskiego mogłoby być lepiej, ale przy zagrożeniu dysleksją, czwórka na semestr jest ok.
    Oby tak dalej.
  • klamkas 20.01.15, 22:41
    Moja sobie radziła dobrze, ale nie wiem czy (czyli wątpię czy równie dobrze) dałaby radę w szkole publicznej.
  • drosetka 20.01.15, 22:50
    sugerujesz ze w szkołach publicznych jest wyższy poziom? a wydawało mi się na odwrót
  • klamkas 20.01.15, 23:18
    Nie. Sugeruję, że są inne warunki - w prywatnej dzieci mają stałą salę (odpada ganianie po szkole i pakownie/rozpakowywanie rzeczy co lekcję), że nauczyciele lepiej znają dzieci i dzieci nauczycieli, że nauczyciele mają więcej czasu dla jednego dziecka (i np. na dopilnowanie, żeby każdy zanotował co ważne), bo klasy są mniejsze, że dzieci mają mniejsze problemy społeczne, bo klasy są małe, a nauczyciele znani od początku, a nauczyciele większą kontrolę nad klasą, bo dzieci mają co najmniej połowę mniej.

    Z poziomem nauczania nie ma to nic wspólnego. Chodzi o poziom dopilnowania.
  • makurokurosek 21.01.15, 00:08
    "Nie. Sugeruję, że są inne warunki - w prywatnej dzieci mają stałą salę (odpada ganianie po szkole i pakownie/rozpakowywanie rzeczy co lekcję), że nauczyciele lepiej znają dzieci i dzieci nauczycieli,"

    To chyba zależy od szkoły. Obydwie szkoły do których chodziła młoda były szkołami małymi, nauczyciele doskonale znali uczniów.

    "nauczyciele mają więcej czasu dla jednego dziecka (i np. na dopilnowanie, żeby każdy zanotował co ważne),

    Ujęłabym to inaczej, wymaga się od nich aby uczyli i przekazali wiedzę a nie tylko ją sprawdzali.

    " bo klasy są mniejsze, że dzieci mają mniejsze problemy społeczne,

    Według mnie działa to odwrotnie, w małych klasach jest więcej problemów społecznych i łatwiej o wykluczenie. Łatwiej znaleźć bratnią duszę mając w klasie 12 koleżanek, niż 5.
  • klamkas 21.01.15, 00:25
    W wielu miastach obecnie klasy są liczne. Pewnym ratunkiem jest system dwuzmianowy, ale ja nie znam publicznej placówki o 15 osobowych klasach, a to była największa liczba osób w "naszej" klasie.

    Ujęłabym to inaczej, wymaga się od nich aby uczyli i przekazali wiedzę a nie tylko ją sprawdzali.

    Łatwiej to realizować jak się ma pod opieką 12 dzieci, trudniej jak klasa liczy 30.

  • makurokurosek 21.01.15, 00:44
    Klasa do której chodzi moja bratanica ma 18 osób ( 9 dziewczyn , 9 chłopaków), panna niezadowolona, bardzo często dochodzi do nastawiania jednych przeciwko drugim, łatwo o czasowe wyeliminowanie kogoś z grupy. W klasie mieszanej powiedzmy 12 osobowej dzieci tak naprawdę są skazane na siebie, nie mają zbytniego wyboru w doborze przyjaciela.

    "> Łatwiej to realizować jak się ma pod opieką 12 dzieci, trudniej jak klasa liczy
    > 30.

    Ile znasz osób miedzy 40 a 30 rokiem życia które korki brały już w podstawówce. Ja pamiętam pojedyncze osoby które brały w klasie ósmej, większości jednak wystarczała wiedza przekazywana przez nauczyciela na lekcji, a klasy mniejsze niż teraz nie były , za to materiału do opanowania znacznie więcej.

  • klamkas 21.01.15, 11:48
    Nie mówimy o korkach a o gładkim przejściu przez zmianę systemową, jaką jest rozpoczęcie klasy IV smile.

    Co do liczności klas - u nas klasa fajna, choć o mocno zmiennym składzie. Grupki są wszędzie - moja bratanica nienawidzi szczerze dziewczynek w swojej klasie, a klasa 28-osobowa.
  • sanrio 21.01.15, 12:35
    > " bo klasy są mniejsze, że dzieci mają mniejsze problemy społeczne,
    >
    > Według mnie działa to odwrotnie, w małych klasach jest więcej problemów społecz
    > nych i łatwiej o wykluczenie. Łatwiej znaleźć bratnią duszę mając w klasie 12 k
    > oleżanek, niż 5.

    tylko że taka mała klasa jest zgrana o wiele bardziej niż licząca po 25-30 dzieci. Znają się bardzo dobrze, problemy rozwiązują wspólnie, tworzą jedną paczkę a nie zaprzyjaźnione grupki. Serio, mała liczebność sprzyja integracji i przyjaźniom o wiele bardziej niż większa.
    --
    "We teach girls to shrink themselves, to make themselves smaller. We say to girls: you can have an ambition, but not too much. You should aim to be succesful but not too succesful, otherwise you will threaten the men.(...) We raise girls to see each other as competitors, not for jobs or accomplishments (...) but for attention of men"- Ch.N.Adichie
  • klamkas 21.01.15, 12:39
    Inną rzeczą jest to, że wychowawca dużo łatwiej może wyłapać wszystkie problemy typu właśnie grupki czy wykluczenia, bo w tak małej grupie od razu je widać, w klasach 30-osobych nie jest to już tak łatwe.
  • remia0 20.01.15, 22:52
    Dla mojego syna (obecnie klasa piąta) klasa czwarta była bezproblemowa. Przy bardzo małym nakładzie nauki super oceny. Na koniec roku dostał świadectwo z czerwonym paskiem.
    Schody zaczęły się w klasie piątej. Były wynikiem nagromadzenia wielkiej ilości materiału z różnych przedmiotów w dokładnie tym samym momencie. W dodatku był to dopiero drugi tydzień po wakacjach, a więc dzieciaki lekko rozkojarzone. W owym tygodniu mieli trzy sprawdziany: z matematyki, z przyrody, trzeciego nie pamiętam. Najgorzej wszystkim poszło z przyrody bo materiał był zupełnie nowy, a czasu na przyswojenie mało. Połowa klasy dostała jedynki. Dla mojego syna był to jedynkowy chrzest, bo do tej pory miał same dobre oceny. No i dopiero w piątej klasie przestał lubić matematykę - powód prosty, chociaż on się do tego nie przyznaje - żeby w piątej klasie mieć bardzo dobre dobre oceny z matematyki trzeba poświęcić sporo czasu na ćwiczenie jej w domu. A to dla mojego syna, rozpieszczonego lajtową nauką we wcześniejszych latach jest, delikatnie mówiąc, zaskoczeniem-smile
  • antyideal 20.01.15, 23:11
    U nas w 4 kl.bylo podobnie - pelen luzik, prawie zadnej nauki w domu, najlepsze wyniki w klasie.
    W piatej kl. takze bez stresu i zakuwania piatki, czasem czwórki, moze nieco mniej 6 (szkola
    nie rozpieszczajaca szóstkami za nauke zresztą, bardziej za udzial w konkursach niestety) a i
    trojka sie jakas trafila, ale przytloczenia materialem nie ma.
  • drosetka 20.01.15, 23:15
    no właśnie tego sie obawiam,, bo narazie mojemu synowi, też wszystko przychodzi tak łatwo, ma dobrą pamieć i z zasadzie nic się nie ucząc ma dobre oceny.
  • monikaj21 20.01.15, 23:12
    U nas początek był okropny - ilość rzeczy do ogarnięcia niemożliwa, już w pierwszym tygodniu nauki w klasie były pierwsze jedynki (inne oceny również były smile, na koniec września córka miała chyba ok 30 ocen. Teraz się przyzwyczaiła i jest w miarę ok, ale w tygodniu nie ma wolnego czasu, bo lekcji jest dużo, młoda bywa przemęczona. Gdyby miała się uczyć jeszcze do sprawdzianów (na razie nie musi bo po prostu pamięta, najwyżej z historii przeczyta temat) to chyba rzeczywiście musiałaby siedzieć w nocy.
    No i przypadłość mojej córki jest taka, że ona by chciała wszystko, niecierpi jak coś ją omija (np. jako 3 latka płakała idąc do przedszkola, mówię - to możesz dziś zostać w domu, a ona - ale ja nie chcę zostać w domu, ja chcę być tu i tu, bo i tu i tu jest fajnie). To też powoduje, że ma za dużo na głowie. Staram się ją trochę stopować, ale z drugiej strony nie chcę jej zniechęcać do różnych aktywności. I tak sobie szukamy złotego środka.
    Podsumowując - w naszej szkole 4 klasa jest generalnie trudna dla dzieciaków, mam wrażenie, że część nauczycieli się stara, żeby za łatwo nie było (i nie mówię tu o tych, którzy są wymagający, ale uczą porządnie, jak np pani od matmy, ale bardziej o cyrkach związanych u nas z plastyką czy informatyką).
  • agni71 20.01.15, 23:22
    al
    > e bardziej o cyrkach związanych u nas z plastyką czy informatyką).

    to jakaś plaga chyba, bo u nas też najwięcej trudności dzieciakom sprawiaja przedmioty takie jak: technika, plastyka, informatyka
  • paliwodaj 20.01.15, 23:25
    a co wasze dzieci ucza sie na matematyce w klasie czwartej. (przyklady please) Mam syna i tak, musze siedziec po nocach . Tym bardziej ze np' dzielenie w Polsce jakichkolwiek cyfr odbywalo sie w slupku i git jak dziecko zalapalo, tu maja ogarnac 3 metody, ktorych ja sie niegdy nie uczylam np "metode kwadratowa " Ugh....
  • agni71 20.01.15, 23:27
    nie pamiętam, moje już w V i VI, a za "korepetycje" z matmy odpowiedzialny u nas jest mąż i on jest bardziej w temacie

    wiem, że w VI klasie ostatnio były procenty i szacunki
  • drosetka 20.01.15, 23:30
    what?nic mi o takiej metodzie nie wiadomo, po prostu dzielili w słupku, duze liczby również, teraz zaczeli geometrię z tego co sie orientuję. Takie różne metody dzielenia to niepotrzebne mieszanie dziecku w głowie, ważne że zna zasadę
  • paliwodaj 21.01.15, 00:12
    o takie kwiatki jak po srodku

    https://lh6.googleusercontent.com/-YgJqMZ06IlE/VL7fwmfh7qI/AAAAAAAACYM/7-yxCKqgBGI/w607-h835-no/math.tiff
  • paliwodaj 21.01.15, 00:15
    wiec gdy przyjdzie do zadania domowego i mamy taka zagadka jak rectangular model of division , mama najpierw zasiada do you tube , albo innego zrodla, edukuje sie wraz z synem.
    Nauczycielka twierdzi ze dobrze gdy dzieci znaja wiecej metod to moga sobie wybrac te ktora im odpowiada
  • makurokurosek 21.01.15, 00:25
    Przerabiałam to rok temu, młoda miała wprowadzone trzy metody mnożenia i dwie metody dzielenia, Nauczyłam jej trzecie tej naszej klasycznej pisemnej bo szlak mnie brał na te które miała omawiane w szkole.

    "Nauczycielka twierdzi ze dobrze gdy dzieci znaja wiecej metod to moga sobie wybrac te ktora im odpowiada

    Jeżeli najpierw nauczyciel w szkole dobrze wyjaśni te metody to i owszem, u nas oprócz wymagań nic za tym nie szło.
  • mamako2216 21.01.15, 07:53
    Na szczescie u nas 1 metoda tylko byla.
  • hema14 21.01.15, 09:40
    Rzeczywiście "kwiatki" smile Gdyby tak ktoś nie bazgrał to może bym coś z tego zrozumiała bo mnie zaciekawiła metoda.
  • makurokurosek 21.01.15, 00:17
    Słuchając opowieści córki, też nie wiem gdzie są szkoły i klasy w których same piątki rozdają. U nas młoda póki co przeszła bez większych problemów, ale przyrody i historii uczymy się wspólnie, młoda zwłaszcza z historii nie wie co jest ważne, a co nieistotne i w sumie się nie dziwię bo to czego sie uczą to jakaś totalna głupota.
    No i oczywiście cyrki z muzyką, techniką i informatyką oczywiście są. Mam wrażenie, że pani z informatyki pomyliła przedmiot i myśli że uczy plastyki.
  • rozwiane_marzenie 21.01.15, 08:19
    Tak, u nas też przesada z tymi przedmiotami typu plastyka, muzyka. A plastyka to już "bije" wszystko: 4 książki (w tym ćwiczenia), a na zajęcia (całe szczęście raz w tygodniu) pani życzy sobie tyle przyrządów, że dziecko oprócz plecaka załadowanego po brzegi zabiera całą reklamówkę (np. w tym tygodniu blok rysunkowy, blok techniczny, blok z kolorowymi kartkami, gazeta, farby, pędzle, pojemnik na wodę, pastele, cienkopisy, mazaki, kredki, gąbka, kleje, nożyczki, brokat, gaza... nie wiem czy o czymś nie zapomniałam. I to wszystko oczywiście na jedną lekcję). Wyrosną nam artyści smile.
  • agni71 21.01.15, 11:36
    na zajęcia (całe szczęści
    > e raz w tygodniu) pani życzy sobie tyle przyrządów, że dziecko oprócz plecaka z
    > aładowanego po brzegi zabiera całą reklamówkę

    U nas na szczęście na plastyce akurat kwestia pomocy została rozwiązana rozsądnie. Na początku roku wpłaca się 15 zł od dziecka i nauczycielka kupuje za to potrzebne przybory. Są one w pracowni do uzytku na lekcji. Oczywiście, jak ktoś nie chce, to nie musi płacić, wtedy musi nosić swoje.

    natomiast na technike co chwilę sobie facet czegos życzy - teraz np. ma być filc i gruba nić z igłą. Problem w tym, że mamy ferie, a w domu filcu niet, nie wiem, czy zdążę cos kupić przed lekcją, bo w naszej miejscowości filcu nie kupię, trzeba jechać do pobliskiego miasta.
  • przystanek_tramwajowy 21.01.15, 08:46
    makurokurosek napisała:

    > Słuchając opowieści córki, też nie wiem gdzie są szkoły i klasy w których same
    > piątki rozdają.

    Nie ma takich szkół. Jest za to forum "Starsze dziecko", gdzie siedzą wyłącznie matki dzieci genialnych. Autorka wątku to desant z tego forum. U siebie nie pogwiazdorzy, bo tam wyłącznie matki wuderkindów, to przyszła do nas. tongue_out


    --
    Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
  • przystanek_tramwajowy 21.01.15, 08:47
    Przepraszam, miało być oczywiście "wunderkindów".

    ---
    Kazałam dzieciakowi wysiąść, mówiąc, że ze mną jej rodzice nie ustalali, że wraca z nami. Dzieciak przerażony, bo ona sama autobusami jeszcze nie jeździ i jak ona ma teraz wrócić. Powiedziałam jej by zadzwoniła do rodziców i odjechałam (by beatulek).
  • drosetka 21.01.15, 09:07
    abslolutnie nie jestem z tamtego watku, co lepsze- nigdy nawet tam nie zaglądałam, i co jeszcze lepsze- wcale nie uwazam mojego syna za genialnego, po prostu byłam ciekawa jak jest w innych szkołach.
  • drosetka 21.01.15, 09:08
    miało być oczywiście - z tamtego forumwink
  • solejrolia 21.01.15, 00:16
    u nas było tak, że w klasach I- III pani była bardzo wymagająca od siebie, i od dzieci, i dzieci były zdyscyplinowane, zmotywowane, kreatywne, chętne do wszystkiego - i do nauki, i do rozrywki, i do konkursów, i ogólnie jako klasa zgrani bardzo.
    i na początku IV klasy dzieci takie własnie były chętne i zmotywowane, jednak trafiła nam się pani która nie wymaga tyle, od siebie, nie jest tak zorganizowana,a dzieci chwaliła, aż do przesady,i generalnie gdzies koło połowy semestru zaczęło się rozluźnienie i rozprężenie w klasie, z atmosferą i z nauką i wtedy tez zaczęły się no właśnie opisywane tu akcje z zapominaniem, z nieodrabianiem lekcji- tendencja w całej klasie taka była. potem się unormowało. z samą nauką w klasie IV problemów większych nie było, poza jednym przedmiotem, ale to wina nauczycielki,nieważne zresztą.
    (w V klasie wszystko jakoś sie uładziło. a klasa VI to już zakuwanie i trenowanie do testu szóstoklasisty, o niczym innym się nie mówi, i teraz jest faktycznie trudno, gonią z materiałem niemożliwie, angielskiego całości nie przerobią, z matmy z próbnego testu posypały się pały, polski- dość dobrze. )

    --
    Ile rzeczy należy mieć w d...e, to się w głowie nie mieści!
  • czar_bajry 21.01.15, 00:40
    Mój na semestr 5 i 4 nie ma kłopotów z nauką. pracy sporo ale ogarnia bez napinania.
    --
    Misterni
  • priszczilla 21.01.15, 08:36
    U nas podobnie. Najtrudniej z matmy, ale myślę że na koniec roku wyrobi się na 4. Klasa jest mieszana z przewagą dzieci, które zaczęły jako siedmiolatki.
  • rozwiane_marzenie 21.01.15, 08:27
    A czy u Was też tak jest, że często dziecko nie jest w stanie samodzielnie zrobić pracy domowej (bo za trudna) i prosi o pomoc? U nas niestety często się to zdarza. I chociaż to dopiero czwarta klasa to wiem, że już zaczęło się spisywanie na przerwach (no bo co ma zrobić dziecko, które nie umie rozwiązać pracy domowej, a rodzic akurat nie może pomóc).
  • oqoq74 21.01.15, 08:34
    Zdarzają się rzeczy, w których trzeba pomóc. Czasem wystarczy wytłumaczyć o co chodzi w zadaniu. W podręcznikach zdarzają się zadania tak sformułowane, że nie zawsze dziecko rozumie, czego się od niego oczekuje.
    Ale żeby materiał przekraczał wiedzę moją, czy męża, to niesmile
  • asia_i_p 21.01.15, 09:02
    Zdarza się. Często starczy prośba, żeby przeczytała polecenie drugi i trzeci raz i wtedy pada "Aha" i dalej już bez problemu. A czasami jest to zawoalowane "posiedź ze mną, bo się nudzę sama" i wtedy robi sama, ale z matką w zasięgu wzroku. Bardziej mnie potrzebuje do sprawdzania i do przygotowywania się do sprawdzianów.
    --
    Hurghada - odprawa paszportowa: -Nationality?
    -Russian
    -Occupation?
    -No, just visiting.
  • makurokurosek 21.01.15, 09:32
    Nie u nas, pod tym względem jest ok, ale do odrobienia pracy z przyrody czy historii wymagane jest przeczytanie rozdziału. Trudność może sprawić matematyka, u nas akurat córka miała to przerobione rok temu więc do tej pory nie miała takiej sytuacji ale teraz weszła geometria i poznaje ból innych dzieci z klasy smile.
  • klamkas 21.01.15, 12:43
    U nas się zdarzało, ale chodziło bardziej o to, że młoda się poddawała - czytała raz i nie rozumiała i zamiast przeczytać drugi było "mamoooooooooo" albo "tatoooooooo". Wystarczyło podejść, poasystować w kolejnym czytaniu ewentualnie spytać "to czego nie rozumiesz" i okazywało się, że wszystko jasne wink.
  • rozwiane_marzenie 21.01.15, 14:41
    Mnie raczej chodzi o zadania takie, na które nie ma odpowiedzi w podręcznikach, np. wczorajsza praca domowa z plastyki "Dopasuj autora do obrazu i są wymienione: Macierzyństwo, Autoportret w zielonym Bugatti, Kwiatowy ogród, Przełęcz Świętego Gotarda" albo z przyrody "opisz funkcje oskrzelików". Niestety nie znam się na obrazach i sama musiałam poszukać, za to oskrzeliki wyjaśniłam smile. I takich przykładów prac domowych mogę niestety podać bardzo dużo.
  • klamkas 21.01.15, 15:17
    No cóż, dla mnie to nie są zadania z kategorii trudnych. Fakt, że nie ma tego w podręczniku nie oznacza, że zadanie jest trudne, tylko, że trzeba się nieco wysilić.

    11-latek nie mógł sam odpalić Wikipedii i sprawdzić obrazów? Oskrzeliki na pewno nie były opisane w podręczniku?
  • rozwiane_marzenie 21.01.15, 15:31
    Może i mógł sam odpalić Wikipedię, ale wolał zapytać mnie - korzystanie z komputera ograniczam i uważam, że jednak prace domowe nie powinny polegać na przepisywaniu z Internetu. O oskrzelikach w podręczniku nic nie ma, sprawdziłam (podręcznik Nowa Era). Te zadania, o których napisałam to tylko przykłady z wczorajszego dnia, często bywają zadania dużo trudniejsze.
  • klamkas 21.01.15, 15:52
    A powinny polegać na tym, że mama przepisuje internet czy inne źródło (wszak mogłaś dziecku wręczyć encyklopedię, czy gdzie tam sprawdziłaś i pozwolić zrobić zadanie samodzielnie) i dyktuje dziecku? wink

    Wybacz, robisz jak uważasz za słuszne. Ja uważam, że dziecko zadania ma wykonywać samo i dopiero gdy to nie jest możliwe, korzystać z pomocy rodziców. A im szybciej nauczy się szukać informacji w innych źródłach niż własna książka tym lepiej dla niego.

    PS. Nieumiejętność korzystania ze źródeł kończy się tak, że dorośli studenci na pytanie czemu nie przygotowali się do zajęć odpowiadają "bo tego nie było w internecie" wink.
  • rozwiane_marzenie 21.01.15, 16:24
    Ale ja właśnie dałam książkę. Dziecko musiało zapoznać się z malarzami/artystami, a dopiero potem na podstawie opisu techniki wykonania dopasować dzieło. Jeśli chodzi o oskrzeliki, to opowiedziałam co wiem i też podsunęłam książkę żeby dziecko przeczytało i zobaczyło jak wyglądają (uprzedzam pytanie - tak, dziecko samo musiało odszukać terminu oskrzelików w książce).
    Mnie chodzi ogólnie o fakt, że często (za często) zadawane są prace na tematy, których nie ma w podręcznikach. Tylko tyle
  • klamkas 21.01.15, 16:30
    Mnie to akurat cieszy, bo dzisiejsze podręczniki są miejscami bzdurne, a materiały źródłowe mogą być dużo bardziej kształcące i wnieść w wiedzę dziecka dużo więcej wink.
  • mamameg 21.01.15, 08:32
    U nas czwarta klasa to był pozytywny przełom, syn zaczął lubić szkołę. Przedtem mieli głównie język polski a tu wreszcie konkretne, ciekawe przedmioty.
  • katklos 21.01.15, 08:39
    Bardzo pozytywnie, syn b.chętnie chodzi do szkoły, lubi matematykę! Oceny 4-5, czasem jakaś 3, nie siedzimy po nocachwink Do oceniania ostrego był przyzwyczajony już w kl.1-3, tam za jeden błąd na kartkówce liczącej dziesięc przykładów było już 4, wiec i teraz nie było żadnego zaskoczenia. Jest bardzo dobrze, lubi kolegów i pana wychowawcę.
    --
    Bartek 2004
    Szymek 2009
  • loola_kr 21.01.15, 08:40
    ja właśnie nic się nie nasłuchałam o 4 klasie, niestety myślałam, że jak córka radzi sobie świetnie w 3 to dalej tak będzie. Niestety nie było, bo córka nie potrafiła się uczyć, miała 4 czwórki na świadectwie.
    W 5 klasie uczyłam się razem z nią, przepytywałam i już było dobrze, średnia powyżej 5 od piątej klasy.
    --
    www.kuchniawioli.pl
  • lafiorka2 21.01.15, 08:47
    moja znajoma tak mnie straszyła 1 klasą.I faktycznie wiecznie po coś dzwoniła ,wiecznie czegoś szukała.Młody miał bardzo dużo zadane.
    Mam teraz 1 klasistę i widzę różnicę.
    Ale faktycznie słyszałam, że to "głęboki" przeskok ta 4 klasa.
    --
    Codziennie na ematce znajduję wątek, który jest najgłupszy na świecie i wydaje
    mi się, że żaden go już nie pobije.
    I codziennie ematka mnie zaskakuje.
  • oqoq74 21.01.15, 08:55
    A ja z perspektywy myślę, że rodzice sami przesadzają i się nawzajem nakręcają i przy okazji dzieciaki.
    Ja ciągle wysłuchiwałam na początku ile to trzeba z dzieckiem siedzieć, a to powtarzać, a tamto przerobić. Matki na nowo opracowują całe tematy. I zastanawiałam się czy ze mną jest coś nie tak, bo owszem pomagałam, jak było potrzeba, ale nie do tego stopnia.
    W końcu poszłam po rozum do głowy i wzięłam na wstrzymanie. Ustaliłam sama ze sobą, że ten pierwszy semestr jest na wejście w nowy rytm i tyle. Bez nacisku na oceny. Chodziło o to, by syn wyrobił sobie nawyk własnego sposobu uczenia się, umiejętności zwrócenia się po pomoc, gdy jest taka potrzeba.
  • iwoniaw 21.01.15, 09:27
    Cytatoqoq74 napisał(a):

    > A ja z perspektywy myślę, że rodzice sami przesadzają i się nawzajem nakręcają
    > i przy okazji dzieciaki.


    Zgadzam się całkowicie. Oczywiście, że zmiana jest, ale bez przesady. Dzieciaki przystosowały się szybko i sobie radziły i radzą nadal. No fakt, nie biorę w ocenie tej grupy pod uwagę faktu, że jakiś rodzic może być załamany/przerażony, iż jego dziecko miało "aż 4 czwórki na świadectwie", a jedynie dopuszczalną opcją jest świadectwo z paskiem. Z tego punktu widzenia to owszem, jest tragicznie, w klasie mego dziecka "poradziła sobie" zaledwie 1/3 klasy (8 pasków na 24 osoby) big_grin


    --
    "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
  • solejrolia 21.01.15, 09:37
    u nas w klasie oceny piątki i celujące mają wyłącznie te dzieci, z którymi rodzice uczą się, i te dzieci chodzą również na dodatkowe zajęcia - angielski tu przoduje, bez korków, bądź zajęć w szkole jezykowej o piątce nie ma co marzyć !absolutnie! bo język w SP kuleje, tak samo jak za naszych czasów, a w kwietniu są testy szóstoklasisty, również z angielskiego, więc dzieci teraz nie uczą się przedmiotu, a uczą sie rozwiązywania tych testów. i jestem przekonana, ze całości materiału nie zdążą przerobić.
    a pozostałe dzieci radzą sobie dobrze, albo średnio, ale na pewno nie piątkowo. bo coś za coś: albo świetne świadectwo, albo samodzielna praca ucznia.i to naprawdę widać na tle klasy, które samodzielnie przygotowują się i uczą, a które są pilnowane, motywowane, (ale tez wyręczane) przez rodziców.

    --
    Ile rzeczy należy mieć w d...e, to się w głowie nie mieści!
  • oqoq74 21.01.15, 09:58
    No tylko pytanie, jak długo z takim dzieckiem siedzieć i go uczyć. Czy nie lepiej postawić na to, by samo uczyło się. Nawet jeśli dostanie 3, czy 4. To jest to jego samodzielna praca. Można przeanalizować błędy, zwrócić uwagę dziecku, aby spróbowało inaczej.
    Bo ja sobie nie wyobrażam, uczenia dziecka non stop po szkole i tłuczenia do głowy. Wydaje mi się, że to nie tędy droga.
  • makurokurosek 21.01.15, 10:26
    Ale ktoś najpierw musi dziecku pokazać jak segregować rzeczy na ważne i pierdy. Jak pisać wypracowania czyli co należy umieścić w której części też warto dziecku pokazać, jak ustawić linijkę i ekierkę przy rysowaniu prostopadłych i równoległych. Są po prostu rzeczy które warto przekazać
  • oqoq74 21.01.15, 10:33
    Ja nie o tym piszę. Piszę o osobach, koleżanka, każdego dnia w zależności co jest zadane, siada z dzieckiem i odrabiają lekcje, uczą się. Przed sprawdzianem z historii zrobiła opracowanie rozpisując każde hasło od nowa, każdy schemat omawia, tłumaczy.
    To samo z innych przedmiotów.
    Dziecko nie uczy się samo, tylko rodzic przerabia z nim cały materiał jeszcze raz.
  • makurokurosek 21.01.15, 10:38
    Poczytaj na starszym dziecku, są rodzice dla których średnia poniżej 5,0 jest powodem do wstydu i ukarania dziecka poprzez czy to rezygnację z zajęć sportowych czy obiecanego wyjazdu.
  • oqoq74 21.01.15, 11:08
    Czytałam. To nie dla mnie.
  • jakw 21.01.15, 18:31
    makurokurosek napisała:

    > Jak pisać wypracowania czyli co należy umieścić w której części też warto dziecku pokazać, >jak ustawić linijkę i ekierkę przy rysowaniu prostopadłych i równo
    > ległych. Są po prostu rzeczy które warto przekazać
    Tak się zastanawiam czy akurat tych rzeczy nie mógłby przekazywać nauczyciel...

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • makurokurosek 21.01.15, 20:30
    Wydaje mi się, że nie tylko mógłby ale i powinien jednak w wielu przypadków tego nie robi, druga sprawa że wielu uczniom nie wystarczy jednorazowe pokazanie, czy wyjaśnienie.
  • monikaj21 21.01.15, 10:07
    U nas 4 klasą bardzo straszyła wychowawczyni 1-3, ja oczywiście nie traktowałam tego zbyt serio, ale już na początku września zweryfikowałam swoje podejście wink
    Ona miała teorię, że wrzesień trzeba przesiedzieć z dzieckiem, żeby je nauczyć nowych schematów i dać wsparcie, poczucie bezpieczeństwa.
  • bazylea1 21.01.15, 09:47
    na początku 4 klasy każde z moich dzieci przeżyło lekkie załamanie nerwowe z powodu wielości nauczycieli i stawianych przez nich wymagań (każdy nauczyciel ma inne zasady oceniania, ilości nieprzygotowań itp) a także ilości przedmiotów, pakowania. zmiana w stosunku do 3 klasy gdzie dzieci są jeszcze pod kloszem jest bardzo duża. potem już było ok. stopnie mają dobre, jeden jest w 6 klasie, drugi w 4. obaj poszli do szkoły jako 6latki.
    --
    nie odpowiadam na posty zawierające słowo "mega"
  • titta4 21.01.15, 09:54
    U mnie zaskakujaco dobrze- myslę,że to był wynik ogólnego straszenia czwarta klasą- młoda się strasznie przejeła, zaczęła sie uczyc (najpierw musiała sie tego nauczyć wink) i...efekty sa lepsze niż w trzeciej. chyba po prostu lubi byc traktowana serio i lubi wyzwania smile Wzrosła odpowiedzialnośc i samodzielnośc- oststnio sama zrobiła na historię prezentację w pp surprised Acha- nie siedze z nią, często sama przychodzi żeby jej cos sprawdzić, albo przepytac smile
  • iwoniaw 21.01.15, 09:56
    I tak to właśnie wygląda także i u nas. O siedzeniu po nocach nie ma mowy, nie wiem, skąd ludzie biorą te historie.

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • monikaj21 21.01.15, 10:12
    Ludzie mają różne dzieci i różne szkoły, podejrzewam, że w naszej szkole wielu dzieciom zdarza się siedzieć 'po nocach'.
    Zresztą u nas też się zdarzyło parę razy siedzieć nad lekcjami do 22 - 23. Wystarczy, że dziecko kończy lekcje o 15, o 16 ma dodatkowy angielski, a potem wypadnie jakieś inne zajęcie (typu wizyta u lekarza) i jak wraca do domu o 19, a ma dużo lekcji tego dnia, to po prostu nie ma innego wyjścia.
  • iwoniaw 21.01.15, 10:24
    Cóż, jednak "wypadnie coś" nie zdarza się co dzień, tylko jest to - jak sama nazwa wskazuje - wypadek, nie co dzień też mają zadawane ze wszystkiego i to na kolejny dzień. Poza tym dziecko, które kończy lekcje o 15.00, nie zaczyna ich też o 8.00 (IV klasa ma 28 h podstawy programowej w tygodniu). Cała reszta jest kwestią osobniczego planowania rozkładu dnia i tygodnia.

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • makurokurosek 21.01.15, 10:33
    U nas w klasie 2 i 3 codzienne siedzenie do 20- 21 było codziennością. Prac domowych dużo, dodatkowo szkoła wyskakiwała ostro ponad program tak więc w tych dwóch klasach np z matematyki był przerobiony program klasy 2-4. Dla mojej córki zrozumienie kilku metod mnożenia pisemnego, czy dzielenia pisemnego nie było proste, a przykładów do rozwiązania w domu 20-30. W obecnej chwili jest w klasie 4, zadania z kolejności działań na 6 są na znacznie niższym poziomie niż te które robiła rok temu, tak więc są szkoły w których dzieciaki siedzą do nocy.
  • iwoniaw 21.01.15, 23:24
    W większości szkół jednak nie realizuje się materiału dwie klasy w przód. Trudno, żeby drugoklasistka nie miała problemów z przyswajaniem materiału przewidzianego dla klasy czwartej.

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • agni71 21.01.15, 11:47
    iwoniaw napisała:

    > Cóż, jednak "wypadnie coś" nie zdarza się co dzień, tylko jest to - jak sama na
    > zwa wskazuje - wypadek, nie co dzień też mają zadawane ze wszystkiego i to na k
    > olejny dzień.

    ale chyba o tym mowa - nie, że się siedzi codziennie do 22.00-23.00 z dzieckiem nad lekcjami, ale, że zdarza się.

    U nas też sie zdarza - jeśli jest duzo zadane z dnia na dzień (częste, bo matematyka i polski są chyba codziennie), a do tego dziecko akurat tego dnia ma zajęcia pozaszkolne, i jeszcze trzeba powtórzyć do sprawdzianu.

    Poza tym dziecko, które kończy lekcje o 15.00, nie zaczyna ich te
    > ż o 8.00 (IV klasa ma 28 h podstawy programowej w tygodniu).

    Wystarczy zaczynać lekcje o 8.50 (przed lekcjami nic się juz nie zrobi, chyba, że ktoś jest typowym skowronkiem), lekcje są np. do 13.30. Po lekcjach kółko, później zajęcia dodatkowe. I dziecko kończy np. o 15.30.

  • werualta 21.01.15, 10:27
    ja nie słyszałam o aż takich trudach w IV klasie; dziecko kończy semestr całkiem dobrze, początki nie były łatwe: zapominał o pracach domowych, czasem o książce, zdarzały się i słabsze oceny, ale nie było koszmaru, siedzenie po nocach, korków itp. Dzieci musiały się przyzwyczaić do formy pracy, nauki po okresie klas 1-3.
  • inguszetia_2006 21.01.15, 10:39
    Witam
    Moja córka odetchnęła w IV klasie. Odżyła. Podobało jej się zwłaszcza to, że ma różnych nauczycieli, a nie jedną panią od nauczania zintegrowanego. Nie siedziała po nocach i nie kuła.
    Ot, zwyczajnie się uczyła. Bądź nie uczyła. Zawsze można zgłosić nieprzygotowanie;-P Średnia wysoka. Nie pamiętam dokładanie, ale coś 4,8. Luz.
    Pzdr.
    Ing
  • balladyna22 21.01.15, 10:53
    Narzekają rodzice, których dzieci nie osiągają takich wyników, jakby chcieli. Takie mam obserwacje z klasy córki (obecnie V). Kiedyś było podobnie (dwie starsze córki obecnie w III gim i III LO).

    Program jest, jaki jest, ale wykonanie zależy od konkretnych nauczycieli. Moja córka ma dużo nauki, bo nauczyciele mają wysokie wymagania i surowy system oceniania. Wszystkie dzieci przeżyły szok w zw. z przejściem do IV kl., jedne szybciej wzięły się w garść, inne do tej pory nie dają rady z ogarnięciem wszystkich przedmiotów. Wiem, że dzieci, które chorowały, miały trudności w dogonieniu klasy.

    Zadania domowe są po każdej lekcji z wszystkich przedmiotów. W IV kl. z wszystkich przedmiotów przerobili do każdego tematu wszystkie ćwiczenia i zadania z podręcznika, część w szkole, reszta do domu. Obowiązuje ich znajomość materiału z podręcznika po każdej lekcji. Kartkówki są bardzo często, funkcjonuje również odpytywanie. Nauczyciele sprawdzają zadania domowe, kiedy klasa jest zajęta robieniem ćwiczeń na lekcji. Oceniana jest praca na lekcji, prowadzenie zeszytów i ćwiczeń. Często są sprawdziany, na których trzeba dużo pisać (a część dzieci nie ma jeszcze wystarczającej w tym biegłości). W IV kl. omówili na polskim 10 lektur książkowych.

    Córka uczy się bardzo dobrze, ale nie ukrywam, że wynika to jej z pilności, systematyczności, zainteresowania wszystkimi przedmiotami i perfekcjonizmu.

  • balladyna22 21.01.15, 11:04
    Poza tym w naszej szkole lekcje nie kończą się później niż o 13.30, a wszystkie kółka i zajęcia wyrównawcze są do 14.30. Potem dzieci mają wolne. Uważam to za spory atut, bo jest stały rytm i sporo czasu na naukę. Nie we wszystkich szkołach jest tak różowo.

    Moja córka chodzi tylko na jedno kółko, a ponadto ma 2 razy w tygodniu godzinę dodatkowego angielskiego, ale w domu, więc nie traci czasu na dojazdy. Ma dużo wolnego czasu po szkole.
  • sonniva 21.01.15, 11:03
    od szkoły i nauczycieli.
    W naszej szkole jest jazda od IV klasy, im dalej tym trudniej, mój młody jest w VI klasie, więc wiem.
    W naszej szkole np. nie ma czegoś takiego jak podciągnie oceny na koniec roku albo koniec semestru. Jeżeli dziecko cały semestr nie przykłada się do nauki i liczy, że na koniec nauczy się coś tam i dostanie wyższą notę, to niestety nie u nas.
    Bardzo dużo zadań, dodatkowych testów i nauczyciele, którzy nie stawiają dobrych ocen na ładne oczy. Nauczyciele u nas w szkole działają w myśl zasady: w naszej szkole 4 dostaje się za coś za co w innych szkołach dostaje się 6. Dzieci są nauczone że najlepsze oceny zdobywa się za ciężką pracę. Ale nasza szkoła przoduje w rankingach szkół podstawowych. smile
  • balladyna22 21.01.15, 11:09
    U nas od IV klas od razu wymaga się tego samego, co od VI. Nie ma łagodnego przejścia, nie ma taryfy ulgowej. Nauczycieli nie obchodzi jaki system oceniania, zadań domowych, sprawdzianów był w klasach I-III. Nie wiem, czy to dobre. Na pewno po podstawówce dzieci nie przeżyją szoku w gimnazjum.
  • monikaj21 21.01.15, 11:11
    > W naszej szkole np. nie ma czegoś takiego jak podciągnie oceny na koniec roku
    > albo koniec semestru. Jeżeli dziecko cały semestr nie przykłada się do nauki i
    > liczy, że na koniec nauczy się coś tam i dostanie wyższą notę, to niestety nie
    > u nas

    U nas mam wrażenie, że oceny po środku są z niektórych przedmiotów ciągnięte do dołu. Co jest śmieszne - za aktywność dzieciaki dostają +, za pięć + jest 5. I wszystko fajnie, tylko w przypadku dzieci, które mają 6 z klasówek, te piątki mają moc ciągnięcia oceny do dołu smile
  • dorek3 21.01.15, 13:30
    Skoro ocena semestralna to zwykłe wyciąganie średniej arytmetycznej to po cholerę nauczyciel sobie życie komplikuje tymi +.
  • anten_ka 21.01.15, 13:05
    Żałuje, że pusciłam syna szybciej do szkoły. Niestety nie miałam wyboru bo zmienialismy miejsce zamieszkania i nie dostał sie do zerówki. Teraz jest w 4 klasie, poczatki były koszmarne, teraz, pod koniec semestru widzę, że zaczął rozumieć o co z tym wszystkim chodzi, każdy nauczyciel od innego przedmioty, kazdy przedmiot w innej sali, wymagania. Na poczatku roku załapał same 1 i 2 , czasmi 3. Na koniec semestru ma już 3 i 4 i mam nadzieję będzie lepiej bo ma chęć do nauki.

    Jednak czuje, że powinien iść o rok pożniej do szkoły. Nie byloby tyle stresu i problemów. Niestety nie wszyscy są zdolni, przecietnym ucziom jest bardzo cieżko, nauczyciele wymagają i nie patrzą na to że to dopiero 9 latek. Skoro w klasie mają tylko kilku 9 latków a wiekszość 10 latkow.

    Na zebraniu też niewiele pomogły moje prosby bo mamy piatkowiczów robiły wielkie oczy i zdawały się mowić " o czym ty mowisz kobieto, moje dziecko ma same 5 i super sobie radzi"

    Postanowiłam wiec wziaść sprawy w swoje ręce i faktycznie się opłaciło bo syn polubił szkołe i naukę i wierzę, że bedzie coraz lepiej wink
  • akniwlam 21.01.15, 16:33
    Też to zauważyłam - tzn. brak dostosowania metod pracy do możliwości dzieciaków, które poszły do szkoły jako sześciolatki. Moja średnia córka, piątoklasistka, jest w mieszanej klasie, tych młodszych rocznikowo dzieci jest kilkoro i część radzi sobie świetnie, ale inne - wcale nie tak bardzo, zwłaszcza te, które w klasach 1-3 miały problemy z koncentracją uwagi, przesiedzeniem lekcji w ciszy i oczekiwaniem na swoją kolej. Niestety, przynajmniej w szkole moich dzieci nauczyciele klas 1-3 są świetnie przygotowani na sześciolatki w szkole, nauczyciele klas starszych już znacznie gorzej.
    To samo odnosi się do różnych prozaicznych "drobiazgów" np. do wagi plecaków. W klasach 1-3 większość materiałów plastycznych i część podręczników zostawała w szkole, dzieci miały swoje pudełka albo segregatory na półce w klasie i w tornistrze nosiły dwa-trzy zeszyty, jakieś ćwiczenia, drugie śniadanie i napój. Od czwartej klasy jest makabra - plecak pełen książek i zeszytów, czasem dodatkowy worek z niezbędnymi przyborami, moja córa, chociaż do szkoły poszła jako siedmiolatka, jest b. drobna i takich ciężarów dźwigać absolutnie nie powinna. Szafek w szkole nie ma i nie będzie (stary budynek, dużo za mały jak na obecną liczbę uczniów, maleńkie szatnie, wąskie korytarze i fizycznie nie ma gdzie tych szafek zmieścić). Nie można też umówić się z koleżanką z ławki, że jedna przynosi np. podręcznik, a druga zbiór zadań, każdy musi mieć swoje, a jak nie ma - minus (trzy-pięć minusów to jedynka). Część nauczycieli w naszej szkole rozumie problem, ale większości kompletnie to lata.
    Ogólnie rzecz biorąc, u nas czwarta klasa była szokiem. Moje dziecko, które nie mogło się doczekać powrotu z wakacji zamieniło się w małą buntowniczkę. Duże znaczenie miała zmiana nauczycieli - wcześniej córka miała cudowną, b. miłą chociaż wymagającą wychowawczynię. Bardzo trudno jej było sobie poradzić emocjonalnie... wyżej była dyskusja o absurdalnych wymaganiach na mało ważnych przedmiotach, u nas takim przedmiotem jest muzyka; okazało się, że w II semestrze córa parę razy uciekła ze szkoły, bo boi się nauczycielki muzyki (!!!) chociaż muzycznie jest b. zdolna, śpiewa w zespole... Oczywiście nie ze wszystkim jest aż tak źle, oceny na koniec roku nie wypadły specjalnie źle (głównie czwórki, mimo że nie siedzimy z nią codziennie nad lekcjami), teraz w piątej klasie ogarnęła się ona i my mamy lepszy kontakt z wychowawczynią, ale ogólnie rzecz biorąc dla nas czwarta klasa była ciężka. A z prawdziwą zgrozą myślę o dalszej karierze mojej panny w gimnazjum sad
  • mama303 21.01.15, 19:50
    anten_ka napisała:

    > nauczyciele wymagają i nie patrzą na to że to dopiero 9 latek.

    u córki to nawet nie wiedzieli że jest ona młodsza od innych dzieci smile
  • majarzeszow 21.01.15, 16:42
    Ja myslalam, ze syn mnie wkreca z tymi protistami smile ale nie, sprawdzilam w ksiazce od przyrody ("Tajemnice przyrody") i faktycznie sa !

    Co do szkoly i dyskusji publiczna czy prywatna: moj syn chodzi do 18 osobowej klasy w malutkiej szkole (miejskiej), kazdego nauczyciela zna z imienia (rzadko mowi np. pani Nowak, tylko np. pani Beata), wszyscy znaja wszystkich. Wiec publiczne to nie tylko molochy, zmianowki i nizszy poziom.


    --
    MAJA i:
    http://lbym.lilypie.com/YjqLp2.png http://lbym.lilypie.com/ItoGp1.png
  • dyzurny_troll_forum 21.01.15, 16:50
    drosetka napisał(a):

    > tak na fali wątku o sześciolatkach, a jak idzie waszym pociechom w - jak to kto
    > ś trafnie określił- mitycznej czwartej klasie?? ja sie nasłuchałam co niemiara,
    > że trzeba z dzieckiem siedzieć po nocach, zakuwac w weekendy, korki , ze rodzi
    > ce nie dają rady, o dziecku nie wspominając. Mój właśnie kończy 1 semestr czwar
    > tej klasy- na semestr same piątki, prawdopodobnie 6 z anglika, jedynie z muzyki
    > "grozi" mu 4, nic się z nim nie ucze,

    W kwestii formalnej, chciałem jedynie zauważyć, że rola "chwalę się swoimi nadzwyczaj cudownymi dziećmi" jest już obsadzona przez Rose. Ostatni odcinek był zdaję się "Smodzielna córka Rosy kupuje auto"

    Proszę nie robić konkurencji!
  • mama303 21.01.15, 19:45
    moja "sześciolatka" jest juz w klasie 6 smile. w czwartej miała sporo pracy ale na to narzekali wszyscy rodzice, siedmiolatków też. Najwięcej problemów sprawiała matematyka, sporo nowych rzeczy, mało czasu na powtórki. za to teraz w 6 kalsie ogólne rozluźnienie, nic nie mają zadawane, pracy zdecydowanie mniej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka