Dodaj do ulubionych

Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę

19.10.15, 10:10
Rodzice chorych dzieci. Głownie matki, bo te głównie widuje w poczekalniach do lekarzy specjalistów, macie bardzo pod górę. Wiem, oczywistość. Jednak co trzy miesiące, dwa razy odsiaduje z córką swoje w poczekalni do neurologa, zawsze ogarnia mnie przygnębienie. Ile energii i nerwów kosztuje nawet proste przesiedzenie z dzieckiem czasu aż wywoła pacjenta do gabinetu lekarz. Czterolatka (widoczne jakieś zaburzenie) zaczyna bawić się zamkiem błyskawicznym od kurtki mojej i oczywiscie jej matka reaguje (widać już trochę nerwowo). Powiedziałam, ze ma się nie przejmować i niech dzieciak się bawi. Jak sobie pomyślałam, ze matka miałaby odciągać dzieciaka... A tak sobie siedzimy kilka minut w spokoju, bo mała zajęta tym zamkiem smile Przyznaje też bym chciała, gdyby chodziło o moje dziecko, aby ktoś cierpliwie pozwolił się bawić kurtką mojemu dziecku. Amen.
--
"> wlasnie dlatego ze wiele lat mieszkalam za granica i
> widzialam, nie mysle takjak ty.
jagienka75:
ilu z nich cię miało? "
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 10:54
      Też niestety muszę bywać dość regularnie u specjalisty w szpitalu klinicznym z dzieckiem i jak obserwuję te kolejki, czekających z chorymi dziećmi rodziców, spóźniających się lekarzy, to za każdym razem szlag mnie trafia. W poradni pediatrycznej na osiedlu dadzą radę ogarniać rejestrowanie na godziny, przyjmować "awaryjnych" pacjentów z nagłą gorączką czy urazami i nie mieć obsuw większych niż kwadrans, a w poradni przyszpitalnej - nie. Czary normalnie uncertain



      --
      Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
      • karme-lowa Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 14:47
        Iwoniaw - ale to nie jest do końca tak jak piszesz. W poradni onkologicznej tyle czekamy tylko dlatego, że lekarz między pacjentami musi wyjść na zaplanowaną operację. Na okulistyce idziesz najpierw do specjalisty, potem na różne badania a potem z tymi wynikami z powrotem do specjalisty. I tak to mniej więcej wygląda.
        • najma78 Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 16:34
          karme-lowa napisała:

          W poradni onkologicznej tyl e czekamy tylko dlatego, że lekarz między pacjentami musi wyjść na zaplanowaną operację.

          Ale to jest zle zorganizowane, pacjentow powinno sie umawiac na konkretne godziny, ostatnia przed wyjsciem lekarza na zaplanowana operacje. To nie jest A&E zeby czekac kilka godzin a zaplanowana wizyta u specjalisty.

          Chodze z synem do pediatry, obecnie juz tylko co 6 m-cy ale od pazdziernika ub roku do lipca tego roku bylo czeciej i kazda wizyta jest umowiona na konkretna godzine. Wiadomo,ze przychodze 10 min wczesniej, zglaszam sie do recepcji, ona potwierdza przybycie i siadamy. Po chwilo pielegniarka nas wola, mierzy i wazy syna, siadamy i po ok 5-15 min przychodzi osoba i zaprasza do pokoju lekarza. Nigdy dluzej nie czekalismy. W poczekalni jest miejsce do zabawy dla dzieci w roznym wieku, sa zabawki, tablety, jest tv. Sciany sa kolorowe.
          U dermatologa i dietetyka tez sa przestrzenie do zabawy. W pokojach u lekarzy takze, to tez dla ewentalnego rodzenstwa.
          • iwoniaw Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 16:47
            Cytat Ale to jest zle zorganizowane, pacjentow powinno sie umawiac na konkretne godzi
            > ny, ostatnia przed wyjsciem lekarza na zaplanowana operacje.


            No więc właśnie o to mi chodzi - przecież operacja czy "tylko" obchód danego lekarza na oddziale to nie są jakieś nagłe przypadki. Zamiast rejestrować pacjentów i mówić im wszystkim, że gdzieś między 9.00 a 17.00 lekarz ich przyjmie, wystarczyłoby zapisać każdego z nich na konkretną godzinę, w terminie innym niż planowane zabiegi/inne zgodne z harmonogramem pracy lekarza czynności.
            A pisząc o spóźniających się lekarzach miałam na myśli przypadek, w którym _poradnia_ jest czynna od 9.00 (i o tej godzinie pacjenci ustawieni w kolejce tkwią przed drzwiami, każdemu oczywiście zależy na jak najszybszym załatwieniu sprawy, a opcji, że pacjent A. jest przyjmowany o 9.00, B. o 9.15, C. o 9.30 itd. nie ma) i przez ostatnie 5 lat (jesteśmy raz w miesiącu średnio) jeszcze się nie zdarzyło, żeby pani doktor przybyła przed 9.30 - i nie, nie przybywa ona z bloku operacyjnego, lecz z własnego domu, jeszcze powiewając kluczykami od auta i szaliczkiem. I wszyscy mogą jej nagwizdać, bo to jedyna placówka mająca kontrakt NFZ-u dla pewnych typów świadczeń zdrowotnych dla dzieci na całą okolicę i województwa ościenne.

            --
            "Jakby im tak odjąć trochę jedzenia a dołożyć roboty, to zaraz by się im głupot odechciało"
          • karme-lowa Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 18:14
            No właśnie Najma. Nie da się. Niby przyjmuje od 9 do 14. Ale w międzyczasie dzwonią z bloku że dziecko już zasypia (narkoza) i wychodzi. Potem przychodzi i przyjmuje dalej po godzinach pracy. Ta klinika to moloch. Jak jest wolny blok to wykorzystują każdą minutę. I proszę nie pisz i nie upieraj się że nie mam racji bo mam. Nie da się tego inaczej zaplanować, uwierz mi.
                • najma78 Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 19:03
                  kropkacom napisała:

                  > No ale ty też tego nie organizujesz. big_grin Najma, jak rany...
                  >
                  Ale wiem ze sie da i ze mozna. Wiem ze dziecko nie musi bawic sie zamkiem od kurtki czekajac kilka godzin na wizyte (planowana)do lekarza. No, jak rany... mowimy o wizytach do specjalistow a nie A&E gdzie zreszta i tak dzieci traktuje sie priorytetowo miare mozliwosci.
                  • kropkacom Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 19:12
                    Tak, u nas w szpitalu dziecięcym raczej nie ma tak, że lekarz wychodzi w godzinach pracy ambulatorium/poradni. Fakt, jak jesteś pierwszy to czekasz aż przyjdzie. Nigdy nie są punktualni. Kończy się poradnia i trzeba czekać aż lekarz zejdzie z oddziału. Może onkolodzy maja inaczej. Zakładam jednak, że każda jednostka robi co jest w stanie zrobić.
                    --
                    "> wlasnie dlatego ze wiele lat mieszkalam za granica i
                    > widzialam, nie mysle takjak ty.
                    jagienka75:
                    ilu z nich cię miało? "
                        • sasanka4321 Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 20.10.15, 08:59
                          > Oj Najma. Nie, nie da się. Schodzi z oddziału, przyjmuje pacjentów, idzie na
                          > operację, wraca do pacjentów. Tyle.

                          No ja tez nie rozumiem skad sie ta "niemozliwosc" bierze, jesli to operacje wczesniej umowione...
                          W duzej czesci swiata, nie tylko sie da, ale jest to jakby oczywiste, ze pacjenci umawiani sa tylko na te godziny, w ktorych nie ma zaplanowanych operacji.
                          • memphis90 Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 20.10.15, 14:54
                            > No ja tez nie rozumiem skad sie ta "niemozliwosc" bierze, jesli to operacje wcz
                            > esniej umowione...
                            No pewnie dlatego, że lekarz nie ma swojej prywatnej sali operacyjnej. A operacji nie da się czasowo zaplanować, bo głupi wyrostek może okazać się pęknięty i zamiast szybkiego cięcia laparoskopowego masz otwieranie i płukanie całej jamy brzusznej. O operacjach onkologicznych już nie mówię- to jest gigantyczna niewiadoma, a do czasu samego zabiegu dolicz sobie ocenę wyciętego narządu przez patologa- czy guz został wycięty cały, czy zostały jakieś komórki rakowe w ranie. Dwa- oprócz chirurga masz jeszcze anestezjologa, który w tak zwanym międzyczasie może 1. zajmować się swoimi ciężko chorymi pacjentami na oddziale IOM 2.właśnie biec na reanimację na inny oddział, gdzie zatrzymało się jakieś dziecko 3. zajmowac się pacjentem po operacji, w którego doszło do powikłań po narkozie.

                            > W duzej czesci swiata, nie tylko sie da, ale jest to jakby oczywiste, ze pacjen
                            > ci umawiani sa tylko na te godziny, w ktorych nie ma zaplanowanych operacji.
                            Niech zgadnę- w tych częściach świata mają pewnie więcej personelu, w tym tych naszych specjalistów, którzy wyjechali z PL bo mieli dość pracy jednocześnie w poradni/na bloku operacyjnym/na oddziale.
                            --
                            "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
                            • turzyca Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 20.10.15, 16:01
                              Niech zgadnę- w tych częściach świata mają pewnie więcej personelu, w tym tych
                              > naszych specjalistów, którzy wyjechali z PL bo mieli dość pracy jednocześnie w
                              > poradni/na bloku operacyjnym/na oddziale.


                              W tych częściach świata, gdzie szanuje się czas specjalisty i nie dwóch lekarzy przyjmuje w jednym gabinecie, ale jeden lekarz w dwóch - tak że pacjent ma czas spokojnie się rozebrać i przygotować do badania, szczególnie przy dzieciach to ważne. Ale też przy starszych osobach. Gdzie recepcja jest obsadzona tak dobrze, że nie tylko można się dodzwonić, ale też recepcja dzwoni potwierdzić wizytę. Gdzie od papierzysk jest nie lekarz a asystent. Gdzie programy używane na co dzień - narzucone przez kasę chorych - są kompatybilne ze sobą nawzajem.
                              --
                              Czajniczek Pana R.
    • kawka74 Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 11:00
      Ostatnio mieliśmy półtoragodzinną obsuwę, bo w jednym gabinecie przyjmowało naprzemiennie dwóch lekarzy. Teraz moja córka już jakoś daje radę, ale trzy, cztery lata wcześniej każda wizyta u lekarza to był horror. I widzę ten horror za każdą wizytą i za każdym pobytem w szpitalu.
      --
      Wejdę do środka i spróbuję wynieść dowcip. Osłaniać mnie będzie ponura muzyka odtwarzana z płyt oraz żałobne zawodzenie funkcjonariuszy.
    • agaja5b Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 11:17
      Ja tam pozwalam też, usmiecham się mile i niech się zajmuje, wole to niż wycie i jeki oraz narastającą desperację rodzica. Pocieszające że Im dziecko starsze tym lepiej pod tym względem, samo się zajmie, przynajmniej moje, ale jako koszmar wspominam pierwszy rok życia młodszej córki, kiedy wraz ze starszą dwulatką musiałam pare razy w tygodniu siedzieć pod jakimiś specjalistycznymi drzwiami. Nigdy więcej!
      • bi_scotti Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 14:34
        Pomijajac kwestie ludzkich zachowan, ktore czesto trudno kontrolowac, ja mam sporo obserwacji na temat samych pomieszczen, w ktorych przyjmowane sa dzieci. W przypadku mojego Sredniego, dzieci (i mlodziez) z ograniczeniami ruchowymi ale tez i ogolnie z roznego typu problemami zdrowotnymi. Bywalam w wielu tzw. placowkach medycznych, nie wiem jak to jest teraz w PL, mam nadzieje, ze jest swietnie. Moje doswiadczenia z Ontario sa jednak bardzo mieszane. Bywalismy w miejscach, w ktorych byly po prostu twarde krzesla pod sciana and that's it sad Zadnego miejsca z jakims kolorem innym niz praktyczna zielen czy inna zolc, zadnego miejsca do zabawy, do polozenia sie, do zjedzenia czegos w cywilizowanych warunkach, ogolnie kanal suspicious Ale sa tez placowki, w ktorych nawet czekanie to byl fun smile Wszystkie, nawet najdrobniejsze szczegoly urzadzenia wnetrz i ich wyposazenia byly przemyslane i dostosowane do potrzeb malych pacjentow i ich rodzin. Oczywiscie, nikt nie chce czekac, w ogole najlepiej by bylo gdybysmy w tym miejscach nie musieli w ogole byc. Ale naprawde mozna takie miejsca uczynic zdecydowanie bardziej friendly (pod kazdym wzgledem) i z moich obserwacji wynika tez, ze w takich more friendly places, ludzie wobez siebie tez zachowuja sie jakby bardziej friendly - welcoming nastroj sie udziela smile Zdrowia zycze wszystkim dzieciom!
        • agaja5b Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 16:46
          No dokładnie, skoro jest miejsce, kącik, w którym jęczące dziecko mozna choc na chwilę zająć, to poziom agresji rodziców, wywołany tym dziecięcym jęczeniem tez spadnie. Z moich obserwacji wynika, że obecnie w Pl jest sporo placówek gdzie takie kąciki są zorganizowane, sama odnoszę niepotrzebne gry, ksiązki zabawki do pobliskich przychodni.
          • kropkacom Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 18:59
            Kącik to potencjalne miejsce konfliktów. Jak piaskownica. smile Idealnym rozwiązaniem jest skrócić czekanie do minimum i liczyć na empatię współtowarzyszy niedoli.
            --
            wioskowy_glupek:
            "Raz się wyzywają od downów innym razem od pedałów a jeszcze innym od uchodźców... Co w tym dziwnego ? "
            • najma78 Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 19:06
              kropkacom napisała:

              > Kącik to potencjalne miejsce konfliktów. Jak piaskownica. smile Idealnym rozwiązan
              > iem jest skrócić czekanie do minimum i liczyć na empatię współtowarzyszy niedol
              > i.

              Kaciki a raczej wyznaczona przestrzen z wydzielona dla mlodszych instatszych dzieci w poczekalni a takze w pokojach lekarzy to norma, bo dla dzieci nawet 10-20 minut moze byc dlugo i bardzo pomaga gdy moga zajac czyms innym niz zamkiem od kurtki.
              Jeszcze nigdy nie zauwazylam konfliktow w takich miejscach .
                • najma78 Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 19:45
                  kropkacom napisała:

                  > No u nas tez jest kosz z zabawkami, ale dziecko nie było zainteresowane smile

                  Napisalam wyzej jak jest u mnie w przychodni dla xzisci w szpitalu. Zawsze znajda sie jakies zainterosowane dzieci. No i nie czeka sie kilka godzin a 5-15 min bo spotkania umawiane sa na okreslona godzine. Jesli lekarza nie bedzie to staraja sie wizyty odwolac wysylajac sms czy dzoniac jesli wypadlo cos krotko przed wizyta np godzine. Jesli wczesniej to wogole nie ma problemu, najczesciej przysylaja list z nowym teminem. Kilka godzin bo 3 (przygotowana bylam na wiecej) to czekalam na A&E gdy kilka tygodni temu skrecilam stope. Na umowiona wizyte nigdy.
    • melancho_lia Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 13:52
      Ja pozwalam. Ostatnio trzylatka w poczekalni bawiła się frędzelkami przy mojej torebce (mam najpierw chciała ją zabrać, ale powiedziałam ze mi nie przeszkadza).
      I tak samo staram się nie oceniać zachowania innych dzieci. Moi tylko jęczą jak trzeba gdzieś czekać, inne dzieci mogą gorzej znosić poczekalnie).
      • 3-mamuska Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 19:13
        Na szczęście nie mamy pod górkę.
        Zawsze (lub prawie zawsze) uprzedzamy ze to wizyta autystycznego dziecka.
        Dzis mieliśmy wizytę o 12.15 , weszliśmy powiedzieliśmy ze jestesmy była 12.09 oczywiście trzeba było odwiedzić toaletę (syn ma manie) i juz go wołali. Mimo ze w poczekalni 2 około rocznych dzieci.
        W gabinecie zabawki sensoryczne , lampy świecące z unoszscymi sie kuleczkami przez powietrze,które zajmują młodego, 2 pielęgniarki do pomocy. Żebyśmy mogli porozmawiać z lekarzem.
        Cierpliwość uśmiech, szybko i sprawnie. Wszystko na kolanach taty , nic na sile.
        Na do widzenia oklaski ,gratulacje ze taki spokojny nakleika w formie nagrody.
        Wizyta 3 minuty a mieliśmy zamówione 30 minut, zeby był zapas czasu gdyby wynikły problemy.
        A to zmiana opatrunku dosc rozległego oparzenia.
        Gdy nas przyjęli na pogotowie tydzień temu od razu trafiliśmy pod opiekę lekarza. Podane leki, i przeniesienie ze wspólnej większej sali pogotowia do małego pokoju, zeby zapewnić ciszę i spokoj , zeby młodego nie denerwować płaczem i piskami innych dzieci.
        A to oddział oparzeń. Wiec krzyk i płacz to norma.
        Czekamy tylko wtedy gdy nie informujemy o autyzmie.
        --
        -----------------
        Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • lucy-luka Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 19.10.15, 20:30
      mam 2 dzieci niepełnosprawnych, córka pod opieką 12 specjalistów, syn trochę mniej wink byłoby nam o wiele łatwiej, gdyby można było np. umówić kilka wizyt w 1 dniu w 1 szpitalu, ale nie - każdego dnia można skorzystać tylko raz i efekt jest taki, że jesteśmy non stop u któregoś lekarza.
      do tego zupełny brak zorganizowania w przychodniach przyszpitalnych to dramat. czekałam 4 godziny z synem zagipsowanym od pasa w dół w przychodni do chirurga, miał wtedy 8 miesięcy i nikogo to nie wzruszało uncertain
      • agaja5b Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 20.10.15, 08:46
        lucy-luka napisał(a):

        > mam 2 dzieci niepełnosprawnych, córka pod opieką 12 specjalistów, syn trochę mn
        > iej wink byłoby nam o wiele łatwiej, gdyby można było np. umówić kilka wizyt w 1
        > dniu w 1 szpitalu, ale nie - każdego dnia można skorzystać tylko raz i efekt je
        > st taki, że jesteśmy non stop u któregoś lekarza.
        O, to prawda, też musiałam kombinować, bo według NFZ nie da się być jednego dnia na kilku wizytach, w jednym budynku, ale w różnych godzinach.

        > do tego zupełny brak zorganizowania w przychodniach przyszpitalnych to dramat.
        > czekałam 4 godziny z synem zagipsowanym od pasa w dół w przychodni do chirurga,
        > miał wtedy 8 miesięcy i nikogo to nie wzruszało uncertain
    • makahopsa Re: Rodzice chorych dzieci macie bardzo pod górę 20.10.15, 08:33
      pozwalam się bawić kurtką, torebką itp.
      moje dzieci jak były małe to zawsze zabierałam ze sobą zabawki, teraz sobie same już biorą plecaki wypełnione różnościami.
      jako koszmar wspominam wizytę z 4 i 2 letnimi dziećmi w IMiDz. byliśmy przyjezdni, uzależnieni od pociągu, dlatego musieliśmy przyjechać dzień wcześniej (dodatkowy koszt 500 zł za 2 noclegi). w umówiony dzień byliśmy pół godziny przed czasem, a i tak lekarz nie zdążył nas przyjąć w poradni i kazali iść za nim na oddział onkologii. w poradni czekaliśmy 3 godziny, a na oddziale kolejnych 5! kto 4 lata temu był na oddziale onkologi w Instytucie ten zrozumie o czym mówię. tam ciężko było z korytarza drzwi otworzyć, taki tłok sad nie było kącika zabaw, nie było kącika na przewinięcie pieluchy (młodsze jeszcze miało), nie było gdzie i jak nakarmić dziecka. ba! nie było gdzie usiąść, bo nawet na podłodze za bardzo nie było miejsca. moje dzieci się bawiły na podłodze POD łóżkiem 17 latka, który dostawał kroplówkę.
      miesiąc pózniej dziecko umówione na MRI, na czczo od północy miało badanie wykonane 4 godziny po umówionym czasie. 16 godzin bez jedzenia i picia dla 4 latka to wielkie wyzwanie dla rodziców.
      nie mam żadnych pretensji do IMiDz bo lekarze i pielęgniarki robili wszystko co w ich mocy, by to sprawnie szło. żal mi tylko, że tak wiele dzieci chorych, tak mało miejsc na oddziale, tak mało lekarzy.....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka