Dodaj do ulubionych

opieka naprzemienna znów - ja w tym jestem...

26.01.16, 23:53
Podczytuję Was pasjami (też jako językoznawca, nie ukrywam), ale było ostatnio parę wątków, które skłoniły mnie do napisania tego...
No więc: opieka naprzemienna. Przez dużą część z Was mieszana z błotem albo uznawana za niemożliwy do spełnienia scenariusz. Chciałam Wam więc opisać mój przykład: opieki naprzemiennej spełnionej, działającej.
Wczoraj były dziesiąte urodziny mojej córki. Od 5 lat jesteśmy z ojcem Mai "rozwiedzeni" - w cudzysłowie, bo ślubu nie było, więc i rozwodu de facto (prawnie) nie. Od początku, gdy zadecydowałam o rozejściu, ojciec nie widział innej opcji, niż uczestniczyć w połowie w życiu naszej córki. Musiałam wyprowadzić się blisko - i tak też zrobiłam, zajęło mi to ze 3 tygodnie, ale udało się znaleźć coś na wynajem. Tak, to zaleta dużego miasta (W-wa). Dzielimy się kosztami na pół - rozliczamy się zwykle, jak się już "nazbiera", ale też w razie potrzeb. Lubimy się i rozmawiamy ze sobą, ale były za nami fakty niedające nam wg mnie żyć razem. Szanujemy się nawzajem, choć czasem się spieramy. Nie zawsze jest idealnie. Ale w tzw. pełnych rodzinach też nie zawsze bywa.
Piszę to chyba po to, by osoby przemyśliwujące wdrożenie takiego modelu - nie bały się tak odgórnie. Jest szansa, by to działało. Musimy być blisko siebie - ale i tak na siebie z eksem nie wpadamy. Musi być komitywa między rodzicami. Musi być chęć ciągnięcia tego - tak. Ale tu jest. Wszystko działa, jak miało. Nie bójcie się tego, próbujcie.
Edytor zaawansowany
  • kk345 27.01.16, 00:07
    Nie podajesz najważniejszych danych- wieku dziecka i tego, czy przerzucacie je między dwoma domami, czy sami krążycie regularnie, a dziecko ma swój stały dom?
  • aankaa 27.01.16, 00:10
    nie podajesz najważniejszych danych - wieku dziecka...
    ===
    czytanie ze zrozumieniem się kłania: Wczoraj były dziesiąte urodziny mojej córki
  • kamakszi 27.01.16, 00:12
    Wiek? Napisałam: 10. urodziny wczoraj. Nie "przerzucamy" dziecka; ma dwa domy po prostu. Doskonale to ogarnia od pięciu lat.
  • bergamotka77 27.01.16, 00:30
    ale zdajesz sobie sprwe ze nie kazdy chce rzucic wszystko by "znalezc cos na wynajem" kolo domu eksa? A macie nowe zwiazki, partnerow, nowe dzieci? Bo to tez ma znaczenie...

    --
    "Niedługo niektóre nawiedzone mamuśki nie ujawnią w szkole nazwiska i imienia dziecka. Można też zasłaniać twarz dziecięcia papierową torbą z wyciętymi otworami na oczy i usta" by przystanek_tramwajowy
  • sasanka4321 27.01.16, 01:43
    ale zdajesz sobie sprwe ze nie kazdy chce rzucic wszystko by "znalezc cos na wy
    > najem" kolo domu eksa?

    A co takiego autorka "rzucala"? Mieszkala - i ona i dziecko - u exa. Wyprowadzila sie od niego, mozliwie najblizej, szukajac jakiegos mieszkanie niedaleko tego, z ktorego sie wyprowadzila. Co musiala do tego "rzucic"? Zazwyczaj to jest tak, ze rozwodzacy sie mieszkali razem, jedno sie wyprowadza i to, ktore opuszcza dotychczasowy dom im blizej starego mieszkania zamieszka, tym mniej ma do "rzucania"
  • kropkacom 27.01.16, 08:09
    Jak byli "małżeństwem" też niektóre rzeczy musieli zrobić. Po "rozwodzie"nadal są rodzicami i też są kwestie z kategorii - musisz.

    --
    "Możemy być bohaterami
    Tylko na jeden dzień"
  • rosapulchra-0 27.01.16, 08:29
    kropkacom napisała:

    > Jak byli "małżeństwem" też niektóre rzeczy musieli zrobić. Po "rozwodzie"nadal
    > są rodzicami i też są kwestie z kategorii - musisz.
    >
    Obawiam się, że nie dotrze. Tak wysoki poziom wykształcenia nie pozwala się jej zniżyć do tak niskiego poziomu logiki jak np. twój wink

    --
    Raz się wyzywają od downów innym razem od pedałów a jeszcze innym od uchodźców... Co w tym dziwnego? by wioskowy_głupek
  • 3-mamuska 28.01.16, 17:57
    Czyli jak sie ma nowe dzieci ,nowe związki to stare dziecko jest schodzi na dalszy plan...

    I wieki szacunek ze były partner to nie obcy człowiek nagle, i jesteście w stanie sie dogadać.
    Nie rozumiem tego ze jak sie ma nowe dziecko i nowy związek to nie mozna mieszkać blisko?

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • lokitty 29.01.16, 11:03
    Mieszka się tam, gdzie kupi się/wynajmie sobie mieszkanie. Czyli oferta dostępna ze względów np. cenowych czy logistycznych (bliskość do pracy itp.) nie musi znajdować się 2 przecznice od mieszkania exa wink.

    --
    Aha czyli lepiej sie nazrec,nakupowac ciuchow i pojsc do lekarza bez kolejka niz kupic dziecku duzy zestaw lego Gratuluje.po wuj sie rozmnazalas? (edelstein o prezentach świątecznych)
  • kk345 27.01.16, 10:19
    >Nie "przerzucamy" dziecka; ma dwa domy po prostu. Doskonale to ogarnia od pięciu lat.
    Bo nie pamięta niczego innego...a dlaczego to dziecko krąży miedzy dwoma domami, a nie rodzice?
  • kita.szek 27.01.16, 13:31
    bo wtedy musiałby być trzy mieszkania, a nie dwa?
  • volta2 27.01.16, 00:39
    Jedyne dziecko sprawiające największe problemy wychowawcze w klasie syna to dziecko z dwoma domami.
    no wej.
    Jak się rodzicom to tak podoba, to niech się zamieniają co tydzień na domki, co to w sumie takiego?
    Nie bójmy się!
  • bergamotka77 27.01.16, 00:43
    dokladnie, chcialabys sie przeprowadzac co tydzien czy dwa i spac raz w jednym raz w innym lozku?

    --
    "Niedługo niektóre nawiedzone mamuśki nie ujawnią w szkole nazwiska i imienia dziecka. Można też zasłaniać twarz dziecięcia papierową torbą z wyciętymi otworami na oczy i usta" by przystanek_tramwajowy
  • kaz_nodzieja 27.01.16, 13:06
    Dziecko to nie paczka by je przerzucać w te i wewte.
  • kotradykcja 27.01.16, 07:35
    Dziecko POWINNO mieć jeden dom, a w nim DWOJE kochających się rodziców.
    Każde odstępstwo od tej zasady jest krzywdzące dla dziecka.
    Wolisz mieć jeden dom i jednego rodzica czy jednak dwoje rodziców i dwa domy?
    A u mojego pasierba w klasie dziecko sprawiające największe problemy, bijące i wyzywające innych to chłopiec wychowywany przez samotną matkę.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • rosapulchra-0 27.01.16, 08:26
    Czasem lepiej się rozstać, niż utrzymywać związek pełen wzajemnych urazów i niechęci, czy żyć z przemocowcem - takie życie na siłę też jest krzywdzące dla dziecka, nie sądzisz? Innymi słowy wybór mniejszego zła ma się całkiem dobrze..

    --
    Zauważyłam też, że seks (obojętnie gdzie i z kim) to tania rozrywka patologii, bo normalni ludzie mają do niego nieco inne podejście. by ad.a6
  • kotradykcja 27.01.16, 09:04
    Rosa, napisałam:
    "Dziecko POWINNO mieć jeden dom, a w nim DWOJE kochających się rodziców.
    Każde odstępstwo od tej zasady jest krzywdzące dla dziecka."

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • rosapulchra-0 27.01.16, 09:56
    A ja tylko potwierdziłam, że masz rację i dodałam, że zasada wyboru mniejszego zła ma się dobrze.

    --
    Można mieć wykształcenie wyższe, ale niekoniecznie podstawowe. by Figrut
  • mum2004 27.01.16, 11:25
    Serio lepiej jest być pięknym i bogatym?
  • turzyca 27.01.16, 11:48
    Ja bym gdzie indziej polozyla nacisk:
    Dziecko POWINNO mieć jeden dom, a w nim DWOJE kochających się rodziców.
    Każde odstępstwo od tej zasady jest krzywdzące dla dziecka.

    Jeden z bardziej pokaleczonych zwiazkowo ludzi, jakich znalam, mial dwoje rodzicow, ktorzy po rozstaniu zamieszkali znow razem, zeby dziecko mialo jeden dom i dwoje rodzicow w tym domu. Bo oni w sumie sie lubili i umieli razem mieszkac, ale nie nadawali sie do bycia para, nie umieli sie wspierac. W efekcie klotnie i tarcia byly swietnie znane, bo tego mieszkajac razem nie da sie uniknac, ale brakowalo wzorca milosci, tego ze skloceni rodzice znikaja w jednej sypialni i nastepnego ranka przy sniadaniu okazuja sobie czulosc.


    --
    Czajniczek Pana R.
  • skomplikowanaula 27.01.16, 13:55
    kocham takie bzdury...
  • mimfa 27.01.16, 14:00
    Że też dzieci samotnych matek muszą chodzić do tej samej szkoły co te z pełnych rodzin! wink.

    --
    Żyć bez żalu ...
  • wioskowy_glupek 28.01.16, 10:51
    Odezwała się macocha xD nie ośmieszaj się...

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • 3-mamuska 28.01.16, 18:06
    A jak dziecko spędza jedne świeta z jednym rodzicem, lub pol wakacji z drugim co drugi weekend zmienia domy? Albo 3 popołudnia w tygodniu jest u tatusia i odwozi je do matki.
    To juz ok?

    Jeśli mieszka sie np. klatka obok, dziecko ma ta sama drogę do szkoły, to samo podwórko, te same koleżanki, moze zabrac, ciuchy zabawki z domu do domu, to nie widzę problemu.

    Gorzej jak matka pod drzwiami tatusia rozbiera dziecko i odwrotnie bo to on/ona kupili te ciuchy te buty, ta kurtkę. To jest dopiero przerąbane.

    Wszytko jest kwestia organizacji i dogadania ale do tego trzeba miec klasę.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • vi_san 28.01.16, 18:35
    Otóż sama klasa nie wystarczy. Bo co, jeśli np. pan ma mieszkanie w okolicach Ursusa, a pani ma kawalerkę po babci w Rembertowie? Które ma sprzedać swoje, żeby zamieszkać bliżej? Co w sytuacji, gdy dziecko zapomni kredek i prawie gotowej pracy na plastykę? Co w razie potrzeby np. prywatnej porady ortodonty, którą pani uważa za niezbędną a pan za fanaberię? Jak z opłatami za basen, karate czy balet? Kto płaci? Kto zawozi i kto odbiera? Po połowie? A co, jeśli np. pani w kilka lat po rozwodzie znajdzie nowego pana, urodzi drugie dziecko i dojdzie do wniosku, że starszakowi w sumie ten basen czy tam to karate jest zbędne i ona nie będzie płacić i już. Albo pan, bo wszak różnie bywa. A co jeśli któreś z państwa zostanie wysłane, np. na dwa lata do fili w Krakowie? Kto zabiera dziecko? Mimo klasy posiadanej - niektórych rzeczy się po prostu NIE DA.
    Żeby nie było - nie uważam opieki naprzemiennej za najgorsze co może dziecko spotkać. Nie odsądzam tego systemu od czci i wiary. MOŻE się sprawdzić, przy spełnieniu bardzo wielu różnych warunków. Może. Jednak trudno liczyć, że dobre dogadywanie się eksmałżonków i pozostałe warunki będą STANDARDOWO szły w parze.
    Dlatego też ja jestem zwolenniczką jednego miejsca zamieszkania dla dziecka, natomiast mimo rozwodu - opieki wspólnej. Tylko jest to rozwiązanie dużo trudniejsze DLA RODZICÓW, więc po co się fatygować? Dziecko wszak przywyknie.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kamakszi 27.01.16, 10:29
    Moja córka jest druga z najlepiej uczących się i ma wzorowe zachowanie. Dziecko CHCE mieć dwa domki, bo ma kontakt z obojgiem rodziców. Niezbyt wiem, z jakiej paki miałabym mieszkać w mieszkaniu exa...? Nie stać nas na trzy mieszkania, ani jego, ani mnie. Czy to oznacza, że nie powinnam się rozchodzić?
  • triss_merigold6 27.01.16, 10:38
    A bez takiego przenoszenia co tydzień nie miałaby kontaktu z obojgiem rodziców?
  • kamakszi 27.01.16, 11:20
    Kontakt równomierny, niech będzie. Bycie weekendowym rodzicem to nie jest do końca bycie rodzicem - sama wiesz, że Twój eks jednak ma zupełnie w innej mierze niż Ty wpływ na wychowanie dziecka.
  • triss_merigold6 27.01.16, 11:45
    No, ma inny wpływ. Owszem, bycie rodzicem nie-tylko-weekendowym w naszym przypadku (eks przyjeżdża też w tygodniu popołudniami, jak syn był młodszy to odbierał go z zajęć dodatkowych, brał zwolnienia) to nadal bycie rodzicem obecnym w życiu dziecka. A że ja mam większy wpływ na wychowanie i organizację tygodnia? Nie miałam zamiaru udawać, że rozstanie niczego nie zmienia i robić dziecku piany z mózgu.
  • 3-mamuska 28.01.16, 18:42
    Moim zdaniem opieka naprzemienna jest bardzo dobra.
    Kazdy z rodziców moze nawiązać relacje z dzieckiem , i dziecko z rodzicem, kazdy z rodziców opiekuje sie chorym dzieckiem gdy wypada choroba w kego domu, kazdy musi odrobić lekcje strofować o porządek zachowanie.
    Każde z rodziców na tez czas bez dziecka który moze wykorzystać na własne potrzeby, a nie wszystko spada na matkę.
    Choroby wywiadówki pobyty w szpitalu.

    Ja mieszkałam u rodziców naprzemiennie, tyle ze nie co tydzień a dłuzej miesiąc.
    Minusem było to ze mieszkali daleko od siebie, i od ojca musiałam dojeżdżać do szkoły. Za to u niego miałam własny pokój spokoj i ciszę , psa, którego nie mogłam zabrac do mamy.

    I żyliśmy tak 4 lat.
    Ostatecznie w wieku 14 lat przeprowadziłam sie do ojca, z przyczyn logistycznych i mieszkaniowych u matki (za duzo osob w jednym domu jak brat przyprowadził zone i dziecko)
    No i punktem zapalnym był pies.
    Co ciekawe po śmierci ojca matka zamieszkała w jego mieszkaniu.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • stephanie.plum 27.01.16, 15:34
    otóż to.
    rodzicom się przestało podobać razem, a kto się musi przeprowadzać tam i z powrotem?
    dziecko, wszak nie jaśnie państwo. wszak dziecko "znakomicie to ogarnie". rodzice mieliby pewnie problem.

    --
    it's my life
  • kotradykcja 27.01.16, 07:42
    U nas opieka naprzemienna też działa od lat.
    Dzieci nie widzą w tym niczego złego. Wręcz współczują innym dzieciakom, które mają ojców na weekendy. Dwa domy nie stanowią problemu. Kontakty między rodzicami bardzo poprawne ale sporadyczne, im dzieci starsze tym rzadsze. Odległość między domami 30 km. Dzieci teraz to już nastolatki, w czasie rozwodu wiek przedszkolny i wczesnoszkolny.
    Nie ma DOBRYCH rozwiązań w sytuacji rozwodu.
    Jest tylko minimalizowanie strat.
    A chyba łatwiej zrezygnować z rzeczy materialnych niż z rodziny.
    I uważam, że wiele osób (zwłaszcza kobiet) tworzy sztuczne problemy.
    Bo jeśli dziecko regularnie nocuje u ojca, nawet raz na 2 tygodnie, to już ma dwa domy.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • lokitty 29.01.16, 10:49
    Wybacz tę osobistą uwagę, ale sądzę, że gdyby to były Twoje własne, biologiczne, urodzone przez ciebie dzieci, to jako matka widziałabyś w tym znacznie większy problem niż obecnie.
    No, ale nie jesteś w stanie tego sprawdzić.

    --
    Aha czyli lepiej sie nazrec,nakupowac ciuchow i pojsc do lekarza bez kolejka niz kupic dziecku duzy zestaw lego Gratuluje.po wuj sie rozmnazalas? (edelstein o prezentach świątecznych)
  • kotradykcja 29.01.16, 11:48
    Lokitty, swoją wypowiedzią obrażasz tysiące ludzi, którzy kochają i wychowują niebiologiczne dzieci. Wynika z niej bowiem, że żaden rodzic adopcyjny czy zastępczy nie jest w stanie pokochać swojego (!!!!!) dziecka tak, jak rodzic biologiczny.
    Przeczy temu ilość dzieci krzywdzona w różny sposób przez swoich biologicznych rodziców, przeczy temu cała instytucja rodzicielstwa zastępczego, relacje miedzy rodzicami a dziećmi w rodzinach adopcyjnych.
    Jest to strasznie płytki argument.
    Urodzenie dziecka to jedynie początek drogi. Na niem macierzyństwo może się zacząć, ale nigdy się nie kończy.
    Kobieta, która urodziła moje dziecko nie towarzyszy mu ani w chwilach dobrych, ani trudnych. Nie przewijała, nie karmiła, nie nosiła na rękach płaczącego z bólu, nie gnała z nim w środku nocy na ostry dyżur, nie koczowała przy szpitalnym łóżku. Nie była przy nim, kiedy uczyło się chodzić, mówić. Nie chodziła z nim na szczepienia, nie uczyła myć ząbki, nie tuliła, kiedy budziło się z płaczem w środku nocy. Nie było jej przy nim w żadnym ważnym momencie.
    Byłam ja. Zawsze. Więc proszę, nie używaj tak niskiego argumentu, nie sugeruj, że mniej kocham, jestem mniej matką, niż te, które miały to szczęście, że mogły urodzić swoje dzieci. Bo różnicy w naszym macierzyństwie nie ma absolutnie żadnej.
    Ja Ci tego nie powiem. Ale są kobiety, które mają dzieci urodzone i adoptowane. I one mówią jednogłośnie - inna jest droga do macierzyństwa, ale miłość jest taka sama.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • ania2003i2011 29.01.16, 11:50
    z punktu mężczyzny - inna jest droga do tacierzyństwa , ale miłość jest taka sama.

    IDENTYCZNIE

    super slowa
  • kotradykcja 29.01.16, 11:53
    Tak właśnie jest. I żywym przykładem tego jest mój mąż.
    Ma 3 dzieci. Dwoje biologicznych, jedno adoptowane. Dla niego miłość jest taka sama.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • stacie_o 29.01.16, 13:05
    Przeinaczasz. Lokitty stwierdziła tylko, ze miłość do dziecka biologicznego jest inna niż do adoptowanego. Znajdziesz przykłady w literaturze, opracowaniach i swiadectwach rodzicow. www.theguardian.com/lifeandstyle/2007/dec/15/familyandrelationships.family

    --
    użytkowniczka edelstein o chorym dziecku: "Powinnas byc w dziec zna paniom,ze chca sie zajmowac tak Koszmarnym dzieckiem jak twoja corka."
  • kotradykcja 29.01.16, 11:51
    I jeszcze jedno. Gdyby mój ex mąż chciał opiekować się pół na pół dzieckiem, do czego miał pełne prawo, z bólem, ale nie robiłabym problemów.
    Cała moja niechęć do niego wynika nie z tego, że mnie zdradził, ale że porzucił dziecko.
    Gdyby tylko chciał być ojcem, pełnoprawnym ojcem, cieszyłabym się i robiłabym wszystko, by ułatwić sytuację.
    I wiem to na pewno, bo stałam przed takim wyborem. To ex mąż zadecydował inaczej.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • lady-z-gaga 27.01.16, 08:43
    >Dzielimy się kosztami na pół - rozliczamy się zwykle, jak się już "nazbiera", ale też w razie potrzeb. Lubimy się i rozmawiamy ze sobą, ale były za nami fakty niedające nam wg mnie żyć razem. Szanujemy się nawzajem, choć czasem się spieramy.

    I to jest własnie ten scenariusz, uznawany przez większość za niemożliwy do spełnienia. A życie pokazuje, że faktycznie jest bardzo rzadki smile
    We wszystkich przypadkach jakie znam, dobre układy między byłymi partnerami wytworzyły się dopiero po paru latach od rozstania, stopniowo i z wieloma burzami po drodze. A decyzja o opiece zapada przeciez w momencie, kiedy jest największe nagromadzenie złych emocji.
  • kamakszi 27.01.16, 10:37
    U nas też były burze, bo on nie akceptował mojej decyzji. Ale burze były MIĘDZY NAMI. W burzach z zasady dziecko uczestniczyć nie powinno.
  • lady-z-gaga 27.01.16, 11:06
    W taki razie podziwiam. Jednak taki poziom kultury i empatii po obu stronach to rzadkie zjawisko.
    Wszystko razem tworzy komplet okoliczności, zachodzących niezmiernie rzadkosmile
  • lokitty 29.01.16, 10:50
    Żeby dzielić się kosztami dopiero jak "się nazbiera" obydwie strony muszą przy okazji podobnie zarabiać i to raczej lepiej niż gorzej wink.

    --
    Aha czyli lepiej sie nazrec,nakupowac ciuchow i pojsc do lekarza bez kolejka niz kupic dziecku duzy zestaw lego Gratuluje.po wuj sie rozmnazalas? (edelstein o prezentach świątecznych)
  • ichi51e 27.01.16, 08:52
    Ja nie sadze zeby problemem byly dwa domy. Problemem sa skloceni rodzice z milionem uraz ktorzy nie chca sie pogodzic i nie daj boze nexsie i nexowie ktorzy czerpia satysfakcje ze sklocania bylych malzonkow. Dzieci sa elastyczne i naprawde do wielu ukladow umieja sie dostosowac - nie znaja przeciez inaczej

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • niektorymodbija 27.01.16, 09:09
    "opieka spelniona,dzialajaca" - tego nie wiesz. Tego doswiadczy i konsekwencje poniesie dziecko w przyszlosci

    Oczywiscie w przypadku rozstania rodzicow zaden scenariusz nie jest dobry, ale z fundowaniem dziecku dodatkowej traumy (myslisz,ze brak "swojego" miejsca nie wplywa na poczucie bezpieczenstwa?) bylabym co.najmniej ostrozna. Mowisz "nue bojcie sie, mozna probowac"? Pamietaj,kto ponosi konsekwencje tych prob.

    I jak ktos zauwazyl- sytuacja moze sie zmienic,jak bedziecie miec nowych partnerow i nowe dzieci..
  • kotradykcja 27.01.16, 09:17
    "myslisz,ze brak "swojego" miejsca nie wplywa na poczucie bezpieczenstwa?"

    A myślisz, ze brak pełnego udziału jednego z rodziców w życiu dziecka nie wpływa na poczucie bezpieczeństwa?
    Myślisz, że bycie marginesem w życiu rodzica jest obojętne dla psychiki dziecka?
    Tak, marginesem, ponieważ rodzic widujący swoje dziecko na godziny nie włącza go w swoje codzienne życie, które przecież prowadzi. Ma rodzinę, dom, itd. Dziecko w tym nie ma szans uczestniczyć. Myślisz, że nie czuje się zmarginalizowane? Zwłaszcza kiedy pojawia się przyrodnie rodzeństwo, które ma tego rodzica na codzień? To nie wpływa na samoocenę dziecka, na jego funkcjonowanie? Serio?

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • ichi51e 27.01.16, 10:10
    Ale dziecko MA swoje miejsce. Nawet 2

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • kamakszi 27.01.16, 10:33
    Właśnie tak. Ona tak to odczuwa i - jako spora już panna - sama deklaruje, że NIE CHCIAŁABY żyć tylko z jednym rodzicem.
  • triss_merigold6 27.01.16, 10:20
    Skąd Ci przyszło do głowy, że z definicji każdy rodzic - przeważnie ojciec - niemieszkający z dzieckiem ma nową rodzinę, a dziecko z tego tytułu ma przyrodnie rodzeństwo? Nie wszyscy panowie po rozwodach wchodzą w nowe trwałe związki.

    Projektujesz odczucia dorosłego na dzieci, które, zwłaszcza młodsze, przyjmują rzeczywistość bez takich rozważań. Jeśli drugi rodzic ucina kontakt z dzieckiem albo działa w wersji tatuś - znikający punkt i pojawia się znienacka nieregularnie, to owszem, dziecko ma poczucie porzucenia, lekceważenia, bycia nieistotnym dla ojca.
    Jeśli kontakt jest regularny i nie ograniczony do co drugiego weekendu w miesiącu, a ojciec bierze udział w życiu dziecka - weźmie zwolnienie, pójdzie na zebranie, pójdzie na przedstawienie czy zakończenie roku, odbierze z treningu etc. - to ten podział na dwa domy jest zbędny.
  • ginger.ale 27.01.16, 09:24
    Czy zapewnienie opieki przez, jak rozumiem, zaangażowanego ojca jest tą dodatkową traumą?

    Wyeliminowanie udziału tatusia jest lepsze???? Bo ze znanych mi przypadków wynika co innego, tatuś przychodzący raz na pięć omówionych spotkań i niechęć/obojętność dziecka na niego to jest smutne...zabawa z dzieckiem o ile matka siedzi i animuje towarzystwo.

    --
    come to the dark side, we have cookies!
  • niektorymodbija 27.01.16, 10:20
    Oddech i spokoj moga nas uratowac. A teraz proponuje przeczytac jeszcze raz to,co napisalam.

    Rozstanie rodzicow zawsze bedzie trauma. Brak poczucia bezpieczenstwa
  • niektorymodbija 27.01.16, 10:23
    ucielo mi

    brak poczucia bezpieczenstwa kolejna.
    Zaangazowanie ojca w opieke jak najbardziej jest pozadane,ale nie niwelujeskutkow powyzszych.
  • kamakszi 27.01.16, 10:34
    Mam nowego partnera od ponad czterech lat. Działa.
  • triss_merigold6 27.01.16, 10:40
    A masz z nim wspólne dziecko?
  • kamakszi 27.01.16, 10:41
    Nie i nie planuję.
  • triss_merigold6 27.01.16, 10:47
    A, to wiele wyjaśnia.
  • zuleyka.z.talgaru 27.01.16, 12:43
    Czy on nie planuje. A moze mu na reke ze dzieciaka polowe miesiaca ma z glowy
  • nenia1 27.01.16, 14:53
    zuleyka.z.talgaru napisała:

    > Czy on nie planuje. A moze mu na reke ze dzieciaka polowe miesiaca ma z glowy

    Normalnie ręce opadają jak się coś takiego czyta. Po co takie idiotyczne docinki? Czy po prostu w głowie ci się nie mieści, że kobiety potrafią samodzielnie podejmować decyzje?
  • zuleyka.z.talgaru 27.01.16, 17:17
    Pani sie cieszy ze dzieciak jest nom stop przejazdem. Bo rodzice tacy wygodni ze im sie w rozjezdzie byc nie chce i wola dzieciaka targac...wniosek nasuwa sie sam.
  • mamameg 29.01.16, 10:57
    Może się w końcu zdecydujcie, bo dopiero co była wrzask, że to niemożliwe organizacyjnie i logistyczne. To w końcu wygoda dla rodziców czy dodatkowe obowiązki?
  • 3-mamuska 28.01.16, 18:52
    A jaki brak swojego miejsca?
    Dziecko w każdym domu na swoj pokoj swoje miejsce, równie dobrze gdy spi u ojca co drugi weekend i pol wakacji.
    Tyle ze cześciej.

    Jakie masz wrażenie wracają na studniach do rodzinnego domu?
    Ze jestes u obcych?
    A co jesli dziecko ma rodziców a często sypia u dziadków?
    U nas w rodzinie była taka sytuacja.
    Kuzynka dwoje dzieci studia praca jej maz tez.
    Z pewnych względów w domu u dziadka i babci zawsze ktoś musiał byc w domu, wiec miał sie ktoś zając i dzieciaki miały swoj pokój ciuchy piżamy szczoteczki do zębów czesc zabawek.
    Często mieli zostać zabrani ale zasypiali zanim rodzice dojechali, stad postanowienie o zrobieniu wolnego pokoju dla nich.
    Wyrośli na wspaniałych ludzi grzeczni fajni, naprawde mozna zazdrościć takich dzieci.
    Teraz wchodzą w dorosłość żadnych używek uczą sie studiują utrzymują sie sami.
    Mimo ze matka juz po rozstaniu z ich ojcem, wyszła za maz ponownie.
    Naprawde sztuka jest tak wychować dzieci.

    Dziadek i babcia byli jak drudzy rodzice.
    Spał np.3 noce u dziadków 4 u rodziców, często zawożeni w niedziele wieczorem do dziadków bo rodzice w poniedziałek musieli wyjechac o 5 rano z domu. Przedszkole mieli blisko bomu dziadków.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • princy-mincy 27.01.16, 09:39
    Mysle, ze kluczem jest tu dogadywanie sie rodzicow oraz fakt, ze dziecko faktycznie ma dwa domy, a nie ze u mamy ma swoj pokoj a u taty (chociaz spedza tam polowe zycia) nic, spi na rozkladanej kanapie dla gosci.
    Ja sama, jako dorosla, czesto bywalam w dwoch miaastach- w tym, ktorym aktualnie mieszkalam i w tym, w ktorym mieszkalam jako dziecko- zatrzymywalam sie wtedy w domu rodzicow.
    Czeste bywanie polegalo na tym, ze bywalam u rodzicow co drugi tydzien np na 4-5 dni, czyli praktycznie jeden tydzien w miescie A, prawie caly nastepny w miescie B.
    Zarowno u siebie jak i u rodzicow czulam sie jak w domu. Meczace dla mnie bylo ciagle pakowanie walizki, nic wiecej.
  • julita165 27.01.16, 09:57
    Jestem rozwódką, syn mieszka ze mną, z ex mężem mam dobre relacje, rozstaliśmy się w pełnej zgodzie, nie skaczemy sobie do gardeł, sami dogadaliśmy wszystkie kwestie, rozwód był czystą półgodzinną formalnością, ex zabiera syna na 1 dzień w tygodniu, czasem ale sporadycznie na dwa, bez noclegów. Synek ma dopiero 4 lata, jak się rozstaliśmy miał 2,5 i jakoś tak samo wyszło że taki właśnie jest układ. Do tej pory mąż nie proponował zabierania syna na noc, raz coś przebąknął, że może jak będzie starszy. Mnie na tym nie zależy więc jeśli jemu też nie to nie widzę powodu zmiany obecnego układu. Opieka naprzemienna to dla nas abstrakcja i nawet nie chodzi o złą ocenę takiego rozwiązania tylko ex ma taką pracę, że nie ma go w domu pon-pt, wyjeżdża do innego miasta a czasem kraju, w dodatku w różne miejsca więc zupełnie nie ma opcji opieki naprzemiennej. A gdyby była ? Mam mocno mieszane uczucia, jak dziecko jest bardzo małe tak do 3 lat w ogóle to wykluczam, uważam że tylko jedno stałe miejsce zamieszkania daje dziecku w tym wieku poczucie bezpieczeństwa, nie jest w stanie zrozumieć tych przeprowadzek. Później rzeczywiście poważnym problemem może być logistyka, czasem nie wystarczy mieszkać blisko siebie, ważne są też odległości do pracy a na to już możemy nie mieć wpływu. Moim zdaniem opcja idealna jest taka, że dziecko ma jednak jeden dom ale ma codzienne kontakty z rodzicem, z ktorym nie mieszka. Może go odwiedzać kiedy chce, spędzać z nim czas poza domem, robić coś wspólnie itp.
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 09:58
    Słowo klucz jest tu jedno - lubicie się z ojcem dziecka i szanujecie. Mam wrażenie, ze ludzie nie rozstają się ot tak, kiedy się lubią i szanują. Rozwód to zawsze jest ogromny problem, dla całej rodziny. Wynika najczęściej z jednej wielkiej rzeczy, która uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie lub z ogromu drobiazgów, które się nawarstwiają. Wszystko to znakomicie utrudnia porozumienie dla dobra dziecka, ponad podziałami. Przynajmniej na początku. Potem, z czasem, pewnie jest lepiej. Nie neguję sensu opieki naprzemiennej, tylko nie zawsze ma ona sens. Wymaga posiadania od obojga rodziców przyzwoitych zasobów finansowych (wynajęcie mieszkania przynajmniej dwupokojowego w Warszawie kosztuje) i podobnych warunków pracy. Jeśli jedno z rodziców pracuje w godzinach biurowych a drugie na zmiany, ma własną działalność uzależnioną od spotkań z klientami i ciągle "coś" może wypaść, ciężko jest uzgodnić stałe zasady, że w poniedziałki, srody i piątki bierze dziecko. A wydzwanianie "słuchaj, mam po pracy spotkanie z klientem, nie odbiorę Zosi" skutecznie utrudnia snucie jakichkolwiek planów. Tak samo jeśli jeden rodzic ma mieszkanie, dziecko ma własny pokój a drugi rodzic wynajmuje kawalerkę albo pokój przy rodzinie (poza ematką dzieją się takie cuda, są rodzice mało zarabiający, nawet w Warszawie), stałe nocowanie dziecka w gorszych warunkach nie zachowuje mu tego komfortu, do którego przywykł.
    Decydowanie o dziesiątkach prostych spraw - wyjazd na wycieczkę, zajęcia pozalekcyjne, kupno kurtki, wybór szkoły .. to wszystko można, owszem, robić wspólnie, ale nie w sytuacji, gdy się nie potrafi zaufać byłemu małżonkowi. A jak napisałam wcześniej - gdyby mu się ufało i szanowało, rozwód nie byłby potrzebny.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • thank_you 27.01.16, 09:59
    U was zadziałało, bo potrafiliscie się dogadać.

    W jaki sposób wyobrażasz sobie opiekę naprzemienną z mężczyznami, którym nawet alimentów nie chce się płacić? Odsyłam do statystyk traktujących o polskich alimenciarzach.


    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • kamakszi 27.01.16, 10:40
    Ale jasne, że wtedy nie ma mowy. Chodzi mi o odgórnie zakladaną negatywną ocenę takiego modelu. A on naprawdę MOŻE działać.
  • triss_merigold6 27.01.16, 10:47
    Można również wygrać szóstkę w totka oraz nauczyć się układać kostkę Rubika w 15 sekund.

    Jak ktoś chce i lubi... proszszszs, niech uskutecznia opiekę naprzemienną, natomiast nie może być ona obligatoryjnie narzucona. Osobiście nie wyobrażam sobie funkcjonowania w takim modelu, tym bardziej że syn jest bardzo związany z młodszą siostrą.
  • mamameg 27.01.16, 11:35
    Osobiście nie wyobrażam sobie
    > funkcjonowania w takim modelu, tym bardziej że syn jest bardzo związany z młods
    > zą siostrą.

    A jakby był bardziej przywiązany do dziecka twojego eksa i jego nowej partnerki(zakładając, że eks ma drugie dziecko)?
  • triss_merigold6 27.01.16, 11:42
    Matka siedzi z tyłu czyli gdyby babcia miała drucik, to by była radiostacją.
    Ja się postarałam szybciej.
  • oqoq74 27.01.16, 12:21
    Z Twoich postów to "ja" bije po oczach. Ty postanowiłaś, Ty poinformowałaś Exa o czymś, Ty decydujesz. Nie dziwota, że nie wyobrażasz sobie innego rozwiązania.
  • triss_merigold6 27.01.16, 12:34
    Uhm, zgadza się. Przyjmuję do wiadomości, że istnieją inne rozwiązania, ale nie uważam ich za korzystne w większości wypadków, w tym i w moim.
    Nie czuję też potrzeby ukrywania, że rozstałam się z eksem po to, żeby mnie było lepiej i żeby związać się z innym facetem.
  • wioskowy_glupek 28.01.16, 10:56
    Bo jesteś zwykłą egoistką i nigdy tego nie ukrywałaś specjalnie.

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • triss_merigold6 28.01.16, 11:02
    A powinnam była ukrywać?
  • 3-mamuska 28.01.16, 18:58
    Nie nie powinnaś tylko nie bierzesz, pod uwagę tego ze moze ex czy choćby dziecko chciałoby inaczej, tylko ty ty ty i ciagle ty.
    Mało tego uważasz ze tylko twoje pomysły rozwiązania na dana sytuacje sa najlepsze.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • triss_merigold6 28.01.16, 19:59
    Widzisz, ustalenia miały miejsce kiedy dziecko miało niespełna 2 lata, trudno żebym je wówczas pytała o zdanie. Teraz, kiedy syn ma szkołę, ustalone zajęcia dodatkowe i treningi oraz od kilku lat młodszą siostrę, tym bardziej nie będę go pytać o chęć mieszkania tydzień tu-tydzień u ojca.
    Eks nigdy nie wyrażał zainteresowania opieką naprzemienną, plan wychowawczy podpisał więc najwyraźniej uznał moje rozwiązanie za właściwe.
  • aankaa 27.01.16, 11:03
    ależ opieka naprzemienna zadziała tylko wtedy, gdy rodzice nie drą kotów, potrafią się dogadać
    żadna rozsądna matka nie będzie wciskać ojcu dziecka na siłę
  • wioskowy_glupek 28.01.16, 10:56
    No jasne bo ojcu zazwyczaj trzeba wciskać dziecko big_grin

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • thank_you 28.01.16, 12:09
    No właśnie - większości ojców nie da się wcisnąć dziecka. big_grin

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • bei 27.01.16, 10:04
    Tez jestem zwolennikiem opieki naprzemiennej, u nas to juz trzynascie lat.
    Teoretycznie mialo byc tydzien na tydzien, w praktyce syn ( niebiologiczny) wybral czas z namismile
    Nie pracue poza domem i gdy byl mlodszy moglam mu wiecej czasu poswiecic niz rodzicielka, wakacje, swieta, choroby byly zawsze przypisane moim dyzurom jak i pozostaly czas.
    Pobyt w drugim domu troche dezorganizowal same dziecko ( czlowiek w jednym domu zapomina, gdzie co polozyl, co dopiero gdy ma sie je dwa, tak wiec z kazdym pobytem u mamy cos tam zostawil. To tylko 30 min drogi, ale bylo dokuczliwe ( chodzi o rzeczy szkolne, bo ubrania kupowalismy w podwojnej ilosci)
    Dzielenie sie wydatkami- u nas nie bylo tak jak u Ciebie, koszty utrzymania dziecka to nasze koszty ( nie fair byloby wolanie o rowny podzial, gdy pensje rodzicow skrajnie rozne), tak wiec czesne , alimenty, wydatki ekstra to nasza sprawa.

    --
    olaromanska.blox.pl/html
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 10:15
    Czyli wychodzi na to, ze nie jest to stricte opieka naprzemienna, tylko dziecko mieszka głównie u Was. I to głównie Wy ponosicie zarówno koszty jak i obowiązki związane z jego osobą.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • bei 27.01.16, 10:17
    Tak, trzeba liczyc sie z tym, ze dziecko wybierze jednego z rodzicow, i ten wybor nalezy szanowac.

    --
    olaromanska.blox.pl/html
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 10:30
    Zgadza się. Ale sama w tym momencie podpisujesz się pod teza, ze opieka naprzemienna to wcale nie jest taka super sprawa bo dziecko wybrało jeden główny dom i jeden komplet opiekunów.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • edelstein 27.01.16, 10:24
    A ty jestes w stalym zwiazku?

    --
    "...Du weißt noch nicht einmal genau, wie sie heißen.Während sie sich über dich schon ihre Mäuler zerreißen...Lass die Leute reden und hör einfach nicht hin.Die meisten Leute haben ja gar nichts Böses im Sinn.Es ist ihr eintöniges Leben, was sie quält.Und der Tag wird interessanter,wenn man Märchen erzählt..."
  • kamakszi 27.01.16, 10:43
    Tak, od ponad 4 lat.
  • kawka74 27.01.16, 10:28
    Jeśli 'faktami niedającymi żyć razem' jest alkoholizm, przemoc, długofalowe kłamstwa, oszustwa, totalny brak odpowiedzialności, to raczej mało prawdopodobne jest, żeby opieka naprzemienna miała jakiekolwiek szanse powodzenia.
    Druga sprawa - istnieje ryzyko, zwłaszcza, kiedy rozwiedzeni partnerzy zakładają nowe rodziny, że zamiast 'dwóch domów' dziecko nie będzie miało żadnego domu, w każdym będzie dodatkiem, nie pełnoprawnym członkiem.
    Sprawa trzecia - skutki 'próbowania' ponosi dziecko, nie rodzice. Mogą być do wypęku zachwyceni sobą i swoimi umiejętnościami wznoszenia się ponad konflikty, ale nie oni są przerzucani z kąta w kąt.
    I czwarta - ojców zaangażowanych i chętnych do opieki, którzy sobie nie wyobrażają odcięcia od dziecka, jest garstka. Rozwodząc się z żoną dość często rozwodzą się i z dziećmi, zwłaszcza jeśli w kolejce czeka druga, czasem już ciężarna pani.
    Opieka naprzemienna nie może być podstawowym sposobem opieki nad dziećmi, bo ludzie rozwodzą się nie dlatego, że tak strasznie się kochają, tylko on woli razowy, a ona biały chleb, tylko dlatego, że nie potrafią, nie chcą ze sobą żyć tak bardzo, że muszą się rozstać i nie jest to ani łatwe, ani przyjemne, ani nie spływa jak woda po kaczce. Można, owszem, podjąć decyzję o opiece naprzemiennej, ale pod ściśle określonymi warunkami, nie na zasadzie 'zobaczymy, wyjdzie w praniu' czy wtedy, kiedy rodzice (oboje albo jedno) nie chcą takiej opieki sprawować.



    --
    Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii, obciążyłbym podatkiem wszystkich cudzoziemców żyjących za granicą.
  • triss_merigold6 27.01.16, 10:43
    Amen.
    Zwykle nie rozwodzą się ludzie, którzy znakomicie się dogadują.

    "alkoholizm, przemoc, długofalowe kłamstwa, oszustwa, totalny brak odpowiedzialności" jako przyczyny rozpadu związku nawet nie muszą występować, wystarczy, że rodzice mają odmienne wizje uzasadnionych potrzeb dziecka i opieka naprzemienna jawi się jako koszmar nieustającej szarpaniny o pieniądze.
  • kawka74 27.01.16, 10:47
    Oczywiście masz rację. Spójna wizja wychowawcza, stosunek do pieniędzy i do potrzeb dziecka jest warunkiem sine qua non powodzenia takiej akcji.


    --
    'How to recognise different trees from quite a long way away'
  • kamakszi 27.01.16, 10:46
    Faktem był jeden z wymienionych przez Ciebie. Dziecko ma 10 lat, ma swoje zdanie już. Twierdzi samo, że nie chciałoby tego modelu nigdy zmienić. Jest związane po równo z obojgiem rodziców.
  • kawka74 27.01.16, 10:53
    Fantastycznie, tylko z tego nie wynika nic ponad to, że w waszym przypadku najprawdopodobniej się udało (ale do ostatecznej oceny jest jeszcze trochę czasu). Czynników ryzyka jest jednak dużo więcej, niż w przypadku opieki sprawowanej przez jednego rodzica, a decyzja powinna być podejmowana bardzo ostrożnie - i tyle, bez hurraoptymizmu i pokrzepiających historyjek, że ktoś twierdzi, że jest OK.

    --
    'How to recognise different trees from quite a long way away'
  • 3-mamuska 28.01.16, 19:13
    E-matki krytykują i sa przecine ,bo nie chca przyznać ze ich ex ,wybrańcy na ojców dzieci sa tak mało zaangażowani w opiekę nad dzieckiem ze opieka naprzemienne nie wchodzi w grę.

    Lubią grać matki Polki męczennice No i oczywiście chcą decydować o dziecku bo tylko one maja jedyne słuszne zdanie.
    No i ze tatuś sprawdza sie tylko jako weekendowy ojciec i jako bankomat.


    A dlaczego to nie rodzice sie przenoszą?
    Bo dziecko ma najcześciej mniej rzeczy, papierów, zabiera najcześciej tylko kasiazki, a jak mieszka blisko to nawet jak cos zapomni to moze podejść.
    A jeszcze często dochodzą partnerzy i inne dzieci.
    Łatwiej przenieść jedna osobę.

    Okropne jak dziecko spędza u ojca co drugi weekend i nawet walizki mu nie rozpakuje spi na kanapie bo nie ma własnego kata to dopiero okropne.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • vi_san 27.01.16, 10:42
    Chyba nikt nie twierdził, że to scenariusz niemożliwy. Ale fakt, że TOBIE się udało - nijak nie świadczy o tym, że to norma. Otylia Jędrzejczak zdobyła złoto olimpijskie, co nie znaczy, że każdy umie pływać, abstrahując już od "w takim tempie".
    W waszym przypadku zgrały się obopólna dobra wola [twoja i eksa], okoliczności zewnętrzne [możliwość wynajęcia mieszkania w pobliżu] itd. Nie piszesz też, czy ty masz "nową" rodzinę, oraz czy twój eks poukładał sobie życie z inną, a to nie jest bez znaczenia.
    Poza tym w życiu bywa różnie: co, jeśli np. dostaniesz służbową delegację na dwa lata do Krakowa? Córkę zostawisz z eksem? Zabierzesz ze sobą?
    A na koniec - dziecko w tym układzie "działa" bo nie ma innego wyboru. I nie wmawiaj ani sobie ani nikomu, że to jest DOBRY układ. Być może jest najlepszy ze złych opcji, ale dobry nie jest na pewno.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kamakszi 27.01.16, 10:48
    Ha ha, no tak, ematka wink. Niech nikt sobie nie wmawia, że ma dobre życie. Na pewno mogłoby ono wyglądać idealniej smile.
  • kk345 27.01.16, 10:58
    No w przypadku twojej córki to akurat prawda- mogłaby przecież codziennie spać w tym samym łóżku, taki maleńki luksus...
  • aankaa 27.01.16, 11:07
    to nie wiesz, że ematka wie lepiej co jest dobre dla cudzych dzieci ? wink
  • vi_san 27.01.16, 11:13
    Nie twierdzę, że masz złe życie. Ba, nie twierdzę nawet, że twoja córka ma złe życie! Twierdzę tylko, że po pierwsze: ona [czyli twoja córka] nie miała wyboru, po drugie: nie podajesz istotnych danych [o sobie, i owszem, napisałaś, że masz nowego pana, ale nie piszesz czy twój eks ma nowa panią i czy ma z nią [planuje mieć] dzieci?], a po trzecie... No, akurat w waszym przypadku się dało. A co by było, gdybyś blisko eksa mieszkała np. w Falenicy, a twój zakład pracy zaoferował ci służbowe mieszkanie [z możliwością wykupienia] w okolicy Białołęki? Co gdyby eks dostał propozycję służbową z tzw. "nie do odrzucenia" wyjazdu na trzy lata do Trójmiasta czy Krakowa?
    Nie twierdzę, że jest NIEMOŻLIWE, twierdzę tylko, że takie zorganizowanie życia jest trudne i wymaga dodatkowo pewnych konkretnych predyspozycji, oraz możliwości zawodowo - lokalowych. Wam się udało? Super. Ale to nijak nie znaczy, że to opcja dla każdego. I nijak nie znaczy, że "Nie bójcie się tego, próbujcie" - bo najwyższą cenę za takie "próby" zapłaci dziecko. A próby wcale nie muszą być udane.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • julita165 27.01.16, 11:15
    Żeby próbować nie wystarczy się nie bać, muszą byc jeszcze spełnione pewne warunki brzegowe bez których sama "odwaga" nie pomoże
  • kamakszi 27.01.16, 11:35
    Nie ma propozycji nie do odrzucenia. I tak, takie życie jest trudne i wymaga wiele wysiłku - ale nasze dziecko jest tego warte.
    Dam przykład.
    Mój obecny partner jest pół-Holendrem, marzy o powrocie do Holandii, mamy tam część jego rodziny. Ja sama też doskonale w NL bym się odnalazła, łącznie z pracą. Mój partner wie jednak, że dopóki jest ze mną, to jest opcja do zrealizowania najbliżej za wiele lat - jak dziecko się usamodzielni etc. Na razie nie ma takiej możliwości, bo odebranie córce życia także z ojcem byłoby dla niej dramatem.
    Gdy szukałam mieszkania do wynajęcia, widziałam masę ofert fantastycznych dla mnie, ale znajdujących się w zbyt odległych miejscach miasta. Musiałam je odrzucić. Jestem związana na siłę z tym punktem na mapie, ale ok - biorę to na klatę. Tak, jest to trudne, ale to jest konsekwencja naszych decyzji, w której jako priorytet stawiamy dobro dziecka.

    Nie uważam, żeby to było jak trafienie szóstki w totka. Powiem więcej: w moim otoczeniu mój przykład stanowił inspirację dla dwóch par po rozstaniu. W jednym z tych przypadków syn był tylko z matką, a ojciec weekendowy, po czym wdrożyli system naprzemienny. Syn jest zachwycony nowym układem, w którym spędza też czas z tatą (i jego nową żoną).

    Nie pisałam też po to, aby wszystkim odgórnie kazać wdrażać taki model albo nawoływać do rozstania wink. Oczywiście, musi być spełnionych parę warunków sine qua non - to oczywiste. Czytałam jednak tu sporo ocen odgórnie uznających opiekę naprzemienną za wielkie zło. Chciałam więc dać głos, że to NIE MUSI być zło, że można tę opcję rozważyć, jeśli już komuś przyjdzie w życiu rozważać kwestię "rozwód - i co dalej". Jeżeli komuś to może kiedyś pomoże, to fajnie. Mnie samej te pięć lat temu bardzo by się przeczytanie takich słów przydało.
  • triss_merigold6 27.01.16, 11:47
    Uważam, że taki układ jest bardziej komfortowy pod względem emocjonalnym i psychicznym dla rodziców niż dla dziecka. Rodzice mają czyste sumienie, że ach, poświęcili się i wykonali wysiłek, a dziecko nie ma jednego własnego domu.
  • julita165 27.01.16, 12:00
    Poza tym mnie jest naprawdę baaardzo trudno uwierzyć w to, że dziecko na dłuższą metę rzeczywiście chce utrzymywać taki układ. Dopóki jest małe może nawet nie bardzo potrafić wyartykułować swoje potrzeby, z czasem też pojawią się nowe potrzeby, zawsze jakiś dom jest "bardziej mój", chociaż to oczywiście może zmieniać się w czasie.
    Ja znam dwa przypadki, w których to dziecko powiedziało kategorycznie że dwóch domów nie chce. Fakt, były to dzieci nastoletnie więc trudno ich opinii nie brać pod uwagę. W pierwszym przypadku matka znalazła sobie kochanka i odeszła od męża, syn wówczas 14-letni oświadczył, że chce zostać z ojcem. matka mimo to w sądzie walczyła o opiekę naprzemienną, głupota niewyobrażalna, ale sąd ją krótko osadził. Nie tylko nie orzekł o opiece naprzemiennej wskazując miejsce zamieszkania syna przy ojcu ale orzekł też o jej kontaktach z synem w określone dni zaznaczając wyraźnie "o ile syn będzie sobie tych kontaktów życzył". Bo walką o opiekę naprzemienną, której syn bardzo nie chciał i bardzo się obawiał, spowodowała tylko tyle że syn w ogóle niechętnie się z nią spotykał. Drugi przypadek był nieco inny, facet zostawił żonę z kilkuletnią córką dla innej babki. Mieszkał z tą kobietą i jej córką z pierwszego małżeństwa, po kilku latach urodziła im się wspólna córka. Wtedy kupili segment i on, z racji poprawionych warunków mieszkaniowych, zaproponował wtedy pierwszej żonie opiekę naprzemienną ( wcześniej zajmował się córką co drugi weekend oraz część wakacji/ferii/ świąt ) ale córka, mająca wtedy lat 10-11, również kategorycznie sprzeciwiła się temu pomysłowi.
  • 3-mamuska 28.01.16, 19:19
    Ależ ty napisałaś o dwóch rożnych przykładach.
    rodzice rostali sie dla nowych ludzi, kochanków , dziecko w pierwszym wypadku syn, był wściekły na matkę ze rozwaliła mu rodzine i dlatego chciał zostać przy ojcu.
    W drugim opieka naprzemienna miałby sie odbyć po kilku latach jak juz tatuś z nowa panna sie dorobił, wtedy to nich sie u dupke cmokanie.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • kotradykcja 27.01.16, 13:25
    A czy Ty aby nie projektujemy swoich przekonań na dzieci, Triss?
    Bo raczej nie wiesz jak czułoby się Twoje dziecko mając po równo taty i mamy. Żyje ono w tym, co Ty mu stworzyłaś i nie zna innego życia.
    Hmmmm

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • triss_merigold6 27.01.16, 13:39
    Och, chyba wiem jak się czuje moje drugie biologiczne dziecko, które ma rodziców na co dzień - czuje się dobrze.
    Na szczęście z eksem rozstałam się na tyle szybko, że syn nie pamięta nas jako pary i dla stan z ojcem dochodzącym i ojczymem na co dzień jest naturalny, nie kwestionuje tego, bo niby jak. Dziecko ma jeden dom, jasny podział ról, kontakt z dziadkami i innymi krewnymi ze strony ojca i nikt nie udaje, że rodzina ja + eks istnieje nadal.
  • mamameg 28.01.16, 10:09
    A w opiece naprzemiennej ktoś udaje, że rozstania rodziców nie było?!
  • kotradykcja 28.01.16, 10:44
    triss_merigold6 napisała:

    > Och, chyba wiem jak się czuje moje drugie biologiczne dziecko, które ma rodzicó
    > w na co dzień - czuje się dobrze.

    A pierwsze biologiczne (lol) dziecko już nie ma prawa czuć się dobrze?

    > stan z ojcem dochodzącym i ojczymem na co dzień jest naturalny, nie
    > kwestionuje tego, bo niby jak.

    No pacz pani! A jak dziecko od początku ma opiekę naprzemienną obojga rodziców to nie będzie traktowało tego jako stanu naturalnego? Będzie kwestionowało? A na jakiej podstawie?

    > Dziecko ma jeden dom, jasny podział ról, kontakt
    > z dziadkami i innymi krewnymi ze strony ojca i nikt nie udaje, że rodzina ja +
    > eks istnieje nadal.

    No racja, bo najważniejsze to podzielić role tongue_out
    Triss, może kiedyś dowiesz się o co chodzi w opiece naprzemiennej.
    Wtedy pogadamy merytorycznie.
    Bo na razie strasznie chrzanisz.
    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • wioskowy_glupek 28.01.16, 11:00
    Ty naprawdę nie potrafisz czytać ze zrozumieniem big_grin LOL

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 12:11
    Weź pod uwagę, że krytyczne opinie dotyczące opieki naprzemiennej wzięły się z tezy, postawionej w innym wątku, że opieka naprzemienna powinna być podstawową praktyka, jaką zasądzałby sąd. Nie była to samodzielna krytyka takiego modelu wychowania.
    Ponadto powtarzam swoje argumenty z poprzedniego watku - byłego męża stać na początek na wynajęcie pokoju przy rodzinie lub z dwoma / trzema obcymi facetami. Pracuje w systemie nieuregulowanym (własna działalność, klient dzwoni, trzeba jechać). Miał odebrać dziecko, jechać z nim na zajęcia, przenocować. Dzwoni do byłej żony, żeby poratowała, zajęła się dzieckiem. Była żona np. miała zaplanowane cokolwiek - badanie lekarskie, kino z przyjaciółką, fryzjera. Musi z tego w sotatniej chwili zrezygnować. Raz - utrudnia to zycie dwóm osobom, dwa - rozczarowuje dziecko. A czemu tata po mnie nie przyszedł? Przecież obiecał......
    Nie koloryzuję. Jeśli się rozstanę z mężem, taki prawdopodobnie będzie efekt.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • vi_san 27.01.16, 12:31
    Co do "nie ma propozycji nie do odrzucenia" w teorii masz rację. Tylko w teorii. Bo w realu, to od pracodawcy możesz usłyszeć, że skoro "nie" to on dziękuje za współpracę i tyle. I szukaj pracy. A o pracę w miarę stałą, i jeszcze w miarę płatną, wbrew pozorom wcale nie jest łatwo. Oczywiście, ematka jest wąską specjalistką, o którą prezesi różnych firm podrzynają sobie na wzajem tętniczki, ale życiowo - sorry, Winnetou, ale nie ma takiej opcji. A, wyobraź sobie, rozstają się nie tylko wąskie specjalistki poszukiwane na rynku pracy jak złoto w Klondike, a także zwykłe osoby, pracujące na etacie. Albo na tzw. śmieciówce. I MUSZĄ się liczyć z pracodawcą, o ile chcą mieć co do garnka włożyć i za co utrzymać dziecko. Zdziwiona?
    To, że twój obecny partner rozumie problemy wynikające z tzw. przeszłości - to tylko dobrze o nim świadczy.
    Nigdy i nigdzie nie napisałam, że opieka naprzemienna to wielkie zło i wszystko co najgorsze. Ale zdecydowanie nie jest to opcja "dla każdego", gdyż aby się udała trzeba spełnić cały szereg wcale nie łatwych warunków i równie zdecydowanie nie zgadzam się z twoim stwierdzeniem z pierwszego posta "Nie bójcie się tego, próbujcie". Bo zanim zaczniecie "próbować" i eksperymentować - przemyślcie dobrze sprawę, zarówno pod względem logistyki, pracy zawodowej, możliwości finansowych i wszystkich innych. Bo cenę za te wasze "radosne próby" - najwyższą - zapłaci dziecko. I to ono powinno być w tym najważniejsze, a nie to, czego chcecie WY.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kamakszi 27.01.16, 12:35
    Oczywiście, że zanim się spróbuje, należy rozważyć wszystko - nie sądziłam, że muszę podkreślać takie truizmy. Należy również pamiętać o tym, aby w trakcie tego procesu oddychać wink.

    Nie wiem, dlaczego mnie atakujesz. To nie były żadne radosne próby. Rozpad rodziny jest zawsze dramatem. Nie będę z Tobą rozmawiać w ten sposób.
  • vi_san 27.01.16, 12:42
    Twoje "Nie bójcie się tego, próbujcie" Nijak nie może zostać odczytane jako "Przemyślcie sprawę, może warto i może się uda. Mi się udało". A właśnie raczej jako "Próbujcie, bo co tam, najwyżej się nie uda".
    Nie atakuję ciebie, tylko to jedno, konkretne sformułowanie!

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • conena 27.01.16, 13:09
    kamakszi napisała:

    > Oczywiście, że zanim się spróbuje, należy rozważyć wszystko - nie sądziłam, że
    > muszę podkreślać takie truizmy. Należy również pamiętać o tym, aby w trakcie te
    > go procesu oddychać wink.

    pożyczam sobie na stałe to powiedzonko!

    --
    Jeśli niedźwiedź ma wąsy i powłóczyste spojrzenie, to nie lękaj się, ujmij jego dłoń.
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 12:41
    Dokładnie. Sporo pomysłów na ematce jest rodem z wielkiego miasta, z grupy dobrze zarabiającej, z majątkiem (dobrze zaopatrzone konto, domy / mieszkania) odziedziczonym lub zarobionym. I z mężami, którzy w razie czego zapłacą wypasione alimenty. Ale nawet w tym wielkim mieście są - jak wskazałaś - ludzie na śmieciówkach, którzy po rozstaniu będą patrzeć, na jakie mieszkanie ich stać, a nie - gdzie położone. I kupia 2 pokoje w Grójcu czy Pruszkowie, zamiast wynająć jeden pokój w Śródmieściu, blisko dziecka. A dziecko nie wiem, czy będzie szczęśliwe, mając dojeżdżać co rano do szkoły kolejką z Pruszkowa do Śródmieścia (opcja lepsza niż z Grójca) niż pójść piechotką 5 czy 10 minut.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • triss_merigold6 27.01.16, 12:46
    Wystarczy, że mieszkanie należy tylko do jednego z małżonków, a druga osoba musi się wyprowadzić i nie dysponuje kasą ani na wynajem, ani na zakup w kredycie więc wraca do mieszkania rodziców.
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 12:53
    A rodzice mieszkają w Białej Podlasce.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • kamakszi 27.01.16, 13:00
    Okej, racja. Dla mnie to po prostu "oczywista oczywistość", że jeśli decydowałam się na dziecko, to stać mnie na samodzielne utrzymanie się. Gdyby nie było - usunęłabym ciążę.
  • triss_merigold6 27.01.16, 13:04
    Znakomite podejście jeśli pani decyduje się na in vitro dla singielek albo szuka anonimowego dawcy w bardziej tradycyjny sposób.

    Osobiście, decydując się na dzieci, zakładałam czynny finansowy współudział ojców w utrzymywaniu dzieci.
  • bergamotka77 27.01.16, 13:10
    kamakszi bez urazy ale jestes chyba troche oderwana od polskich realiow, gdzie rzadko ktory partner, jak twoj pol-Holender, ustawi cale swoje zycie i plany pod czyjes dziecko. Moja znajoma facet w takiej sytuacji zostawil bo ona nie mogla z nim wyjechac do Francji przez corke a on dostal propozycje dobrej pracy...Takich rozstan pokojowych, "dla dobra dziecka zamieszkajmy blisko siebie i dzielmy sie opieka" jest ulamek procenta. Kiedys bylam w takim kryzysie ze grozil mi rozwod i wiem, ze nie udaloby mi sie wprowadzic takiego modelu bo poziom emocji zwykle jest ogromny...Chyba ze wczesniej wszystko sie wypalilo i jest na zimni na spokojnie przeprowadzone rozstanie. Poza tym moj maz, mam nadzieje ze nigdy nie bedzie eks, zbyt dlugo pracuje by ogarnial dzieci, ich zajecia pozaszkolne itp. w takim stopniu jak ja, wiec i tak by nie dal rady. To utopia! Ale dobrze ze wam sie udalo, rozstanie musialo byc cywilizowane i bez emocji...

    --
    "Niedługo niektóre nawiedzone mamuśki nie ujawnią w szkole nazwiska i imienia dziecka. Można też zasłaniać twarz dziecięcia papierową torbą z wyciętymi otworami na oczy i usta" by przystanek_tramwajowy
  • triss_merigold6 27.01.16, 13:13
    Rozstanie może być cywilizowane i nadmiernych emocji, ale późniejsze wygibasy logistyczne i konieczność bycia w ciągłym kontakcie z eks oraz konieczność ustalania z nim szczegółów finansowych mogą skutecznie poziom emocji podnieść.
  • ania2003i2011 27.01.16, 13:42
    kamakszi napisała:

    > Okej, racja. Dla mnie to po prostu "oczywista oczywistość", że jeśli decydowała
    > m się na dziecko, to stać mnie na samodzielne utrzymanie się. Gdyby nie było -
    > usunęłabym ciążę.

    \a nie pomyslłaś, że w ciągu kilku lat może się wszytsko diametralnie zmienić? że raptem się okazuje, że nie masz kasy, bo ... choroba, zdarzenie losowe itp.? i co wtedy? juz ciąży się nie da usunąć, więc może dziecko usunąć, by nie było problemu?

    ja tam jestem ciekawa opinii dzieci po kilkunastu latach takiego mieszkania, na dwa domy - o ich wspomnienia, relacje i doświadczenia
    a że wy - jako rodzice poszliście najłatwiejsza drogą - to nie jest do oceniania



    ps. wyobraź sobie siebie - że tydzień mieszkasz z jedną osobą, tydzień z drugą
    w jednym domu masz takie obowiązkuik, w drugim takie
    a co w przypadku, gdy z jednego domu dziecko zapomniało czegoś? o północy drugi rodzic podrzuca? wraca wówczas z wyjazdu? itp.
  • 3-mamuska 28.01.16, 19:28
    Weź wyobraź sobie ze moj syn autystyczny doskonale radzi sobie z rozgraniczeniem zachowań w szkole i w domu, komunikacji w dwóch rożnych językach.
    W szkole 7 godzin dziennie ma inne obowiązki i zasady a w domu inne.
    Co innego mu wolno w szkole a co innego w domu.
    I nie mow mi ze szkoła to co innego, widzę jak sobie radzi w ubieraniem jedzeniem w szkole a widzę jak wykorzystuje syta je w domu.

    Dziecko jest bardzo elastyczne i przyzwyczaja sie tak samo do innych rzeczy co tydzień tak samo jak da rade w mieszkaniu u tatusia co drugi weekend.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • triss_merigold6 28.01.16, 20:01
    No dobra, ale po co? Nie bardzo widzę sens i zasadność "próbowania" z uciążliwą opieką naprzemienną jeśli wcześniej przez kilka lat dziecko funkcjonowało w innym układzie.
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 14:04
    Samodzielne utrzymanie się to co innego, niż samodzielne utrzymanie siebie i dziecka. Tak naprawdę niewiele rodzin zakłada możliwość samodzielnego utrzymania siebie i dziecka jako warunek założenia rodziny. A jeśli nawet - to ta kobieta ma utrzymać siebie i jedno dziecko? Czy siebie + 2,3 ...... Niewiele kobiet odważyłoby się na ciążę, gdyby tak miały szacować dochody.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • vi_san 27.01.16, 12:56
    To ju.ż podnosiłam w poprzednim wątku, w którym ktoś postulował, by sądy "z założenia" ustalały opiekę naprzemienną. W naszych, polskich realiach - nie wykonalne. Chociażby właśnie z przyczyn lokalowych. A co, jeśli mimo pracy na jakiś tam ułamek etatu nie stać kogoś na wynajęcie mieszkania? I np. wraca do domu rodziców? Na lokalizację tegoż nijakiego wpływu się nie ma. Podkreślę: nie uważam opieki naprzemiennej za złe rozwiązanie. Są zapewne rodziny, dla których spośród wszystkich złych rozwiązań [w ogóle fakt rozstania rodziców jest zły dla dziecka] to jest najlepsze. Ale zupełnie nie zgadzam się z zachętą założycielki wątku "próbujcie!". Bo za próby wszelkiego rodzaju płaci dziecko.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • heca7 27.01.16, 12:08
    Przeczytałam post tytułowy i we wszystko mogę uwierzyć tylko nie w to, że jesteś językoznawcą. Co za przedziwny język!

    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • kamakszi 27.01.16, 12:22
    Ta opinia mnie akurat nie interesuje smile. "Przedziwny" idiolekt nie przesądza o byciu lub niebyciu językoznawcą - ale o tym masz prawo nie mieć pojęcia smile.
  • heca7 27.01.16, 15:25
    Mnie też nie interesuje co ma troll do powiedzenia tongue_out Bawi mnie tylko to, że sądzisz iż tego nie widać.

    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • kowalka33 27.01.16, 14:02
    System opieki naprzemiennej działa i jest bardzo popularny w połowie krajów europejskich . U nas jakoś nie działa tak jak szkoły dla sześciolatków, oporne segregowanie śmieci i sprzątanie po psach i wiele innych rzeczy. Jako mieszkanka małego miasta prowincjonalnego napiszę że u nas ojciec który płaci alimenty i zabiera na weekendy raz od wielkiego dzwonu dziecko jest super ojcem "bo się interesuje" Może wynika to z tego ze my jesteśmy raczej biedota europejska i jakoś ludzie nie są w stanie utrzymać dwóch takich samych mieszkań. Ale tak naprawdę wynika to z mentalności , braku zaangażowania ojców w życie dzieci i rodzinne i niskich dochodów kobiet po prostu.
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 14:06
    Po prostu. Ale kobieta z dużego miasta, zarabiająca tyle, aby utrzymać siebie + dziecko / dzieci nie jest w stanie tego zrozumieć. Ona po prostu zyje w innych realiach.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • kaz_nodzieja 27.01.16, 14:19
    Jak bardzo popularny? Jakieś dane statystyczne? Z dowolnego kraju niech będzie? Ile rodziców po rozwodzie faktycznie tak się dzieli?
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 14:35
    Miałeś próbkę norweską z jednej klasy w poprzednim wątku - z 26 dzieci poddanych opiece naprzemiennej jest 6.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • kaz_nodzieja 27.01.16, 15:21
    Czyli nawet nie 20%.
  • wioskowy_glupek 28.01.16, 11:03
    Bo może reszta nie jest rozwiedziona ???

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • lokitty 29.01.16, 11:11
    Biorąc pod uwagę specyficzne podejście Norwegów do wychowania, to nie piałabym z zachwytu nad tą ich opieką naprzemienną wink.

    --
    Aha czyli lepiej sie nazrec,nakupowac ciuchow i pojsc do lekarza bez kolejka niz kupic dziecku duzy zestaw lego Gratuluje.po wuj sie rozmnazalas? (edelstein o prezentach świątecznych)
  • nenia1 27.01.16, 15:03
    kowalka33 napisała:

    > System opieki naprzemiennej działa i jest bardzo popularny w połowie krajów eur
    > opejskich . U nas jakoś nie działa tak jak szkoły dla sześciolatków, oporne seg
    > regowanie śmieci i sprzątanie po psach i wiele innych rzeczy. Jako mieszkanka m
    > ałego miasta prowincjonalnego napiszę że u nas ojciec który płaci alimenty i za
    > biera na weekendy raz od wielkiego dzwonu dziecko jest super ojcem "bo się inte
    > resuje" Może wynika to z tego ze my jesteśmy raczej biedota europejska

    Duże przyzwolenie społeczne, często bezrefleksyjne, bo ex z definicji to "zła kobieta była".
    Znam z pracy zawodowej sporo przypadków, gdy przychodzili do mnie brygadziści czy kierownicy bo trzeba Heńkowi czy Zenkowi "pomóc". Zawsze mnie wtedy nerw brał i był krótki dobitny wykład o tym, czy faktycznie 300,- zł. na dziecko to taki majątek, bo uwaga pan płaci na DZIECKO a nie daje byłej na waciki. I nagle widziałam na twarzy kierownika olśnienie - no faktycznie, na dziecko, no tak, mam rację.
    Większość ludzi żyje przyzwyczajeniami, dlatego o pewnych rzeczach trzeba głośno mówić, bo własnej refleksji często brak.
  • ewa_mama_jasia 27.01.16, 15:23
    Dość łątwo jest spacyfikować alimenciarzy - niektóre miasta już to robią. Zabrać samochód, wpisac do baz wywiadowni gospodarczych. Raz - dwa zakończy się unikanie płacenia alimentów.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • kk345 28.01.16, 13:11
    Miasta? A co samorząd ma do alimentów? Powaznie pytam, bo nie wiem
  • ewa_mama_jasia 29.01.16, 08:15
    Ok, w niektórych miastach już to robią.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • nenia1 28.01.16, 18:56
    ewa_mama_jasia napisała:

    > Dość łątwo jest spacyfikować alimenciarzy

    Oj tak, bardzo łatwo, zważywszy ilu jest w Polsce dłużników alimentacyjnych.
  • ewa_mama_jasia 29.01.16, 08:16
    Łatwo, tylko trzeba chcieć. A nikomu się nie chce. Począwszy od komorników poprzez pracodawców aż do ustawodawców.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • kobieta_z_polnocy 27.01.16, 15:21
    >System opieki naprzemiennej działa i jest bardzo popularny w połowie krajów europejskich . U nas jakoś nie działa tak jak szkoły dla sześciolatków, oporne segregowanie śmieci i sprzątanie po psach i wiele innych rzeczy.

    Ano wlasnie. Taki wzor opieki (czy tez z lekkimi odchyleniami jak 60/40, itd.) jest na porzadku dziennym w wielu panstwach i jakos da sie w takim ukladzie funkcjonowac. Tu gdzie mieszkam calkowite 'przypisanie' dziecka tylko jednemu z rodzicow jest dosyc rzadkie i sa ku temu wazne powody, ale punktem wyjscia przy ustaleniach miejsca zamieszkania jest 50/50. I to od tego pulapu zaczynaja sie negocjacje, analiza roznych czynnikow, itd.

    Warto o tym pamietac gdy sie mowi o 'normie' i 'najlepszym wyjsciu dla dziecka'.
  • kaz_nodzieja 27.01.16, 15:23
    Tu gdzie mieszkasz nikt w naprawdę trudnej sytuacji nie przejmuje się prawami kobiet. Jesteście jak pudrowany trup. Z zewnątrz wszystko ładnie i politycznie poprawnie, w środku kupa gnoju która coraz bardziej rozkłada Wasze społeczeństwo, aż fetor dotarł i do nas.
  • 7dosia 27.01.16, 19:16
    Trochę brutalnie to określasz, ale w sumie masz rację. Aż strach się bać co to będzie z tych "naprzemiennie" wychowywanych dzieci za 25-30 lat. Jedna wielka kupa plasteliny do urabiania przez pierwszego lepszego cwaniaka. Gdzie ich postawią, tam będą stali, w którym łóżku każą im spać, tam się położą. Ale w sumie o to właśnie chodzi smile
  • kaz_nodzieja 27.01.16, 19:38
    Efekty takiego wychowania widać w filmie "Gra" (2011), dramat skandynawski oparty na prawdziwych wydarzeniach. Pięknie pokazuje jak radzi sobie młodzież (choć w sumie dorośli też - odmowa wykonania telefonu) gdy powstaje trochę bardziej poważniejszy konflikt niż "Mama Jonasa dała mu kanapkę z białym chlebem - należy upomnieć mamę Jonasa".
  • ichi51e 27.01.16, 20:02
    Boze tak piszecie jakby na swiecie nie bylo co najmnirj 2 pokolen ludzi wychowanych w systemie naprzemiennym

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • kaz_nodzieja 28.01.16, 06:34
    I jak wspominają dzieciństwo w którym byli przepakowywani średnio dwa razy w miesiącu jak niechciana tak naprawdę nigdzie na stałe paczka?
  • mamameg 28.01.16, 10:19
    Strach pomyśleć jak wspominają dzieciństwo dzieci sławnych i bogatych, którzy mają po kilka czy kilkanaście domów w różnych miejscach świata.
  • triss_merigold6 28.01.16, 10:25
    Większość w dorosłym życiu walczy z uzależnieniami?
  • mamameg 28.01.16, 10:46
    Większość w dorosłym życiu walczy z uzależnieniami?

    I na pewno dlatego, że w dzieciństwie mieszkali w kilku domach/rezydencjach?
  • triss_merigold6 28.01.16, 10:50
    Rzucanie z kąta w kąt raczej im nie pomogło.
  • mamameg 28.01.16, 11:04
    Ludzie są różni, jedni się pochorują przy zmianie miejsca i środowiska, inni się przyzwyczają a jeszcze inni polubią.
    Ja mam podobną sytuację jak u ciebie, dzieci są pod moją opieką, eks się regularnie spotyka ale większość czasu spędzają ze mną. U nas to idealne rozwiązanie, bo eks się nie garnie do obowiązków związanych z dziećmi a mnie się podoba, że to ja o wielu rzeczach decyduję i nikt mi się nie wtrąca.
    Ale to co u nas działa niekoniecznie musi być idealnym rozwiązaniem dla innych.
  • 7dosia 28.01.16, 10:29
    Dzieci sławnych i bogatych to przynajmniej coś mają, właśnie te domy w różnych częściach światasmile. Dzieci szaraków, nie dość że nie mają niczego (bo sorry, ale jakieś tam mieszkanko czy domeczek to nie jest żaden faktyczny majątek i nijak się ma do rezydencji bogacza w Monte Carlo), to jeszcze do nikogo nie przynależą i w nikim i niczym nie mają oparcia.
  • kotradykcja 28.01.16, 10:38
    kobieta_z_polnocy napisała:
    > Ano wlasnie. Taki wzor opieki (czy tez z lekkimi odchyleniami jak 60/40, itd.)
    > jest na porzadku dziennym w wielu panstwach i jakos da sie w takim ukladzie fun
    > kcjonowac. Tu gdzie mieszkam calkowite 'przypisanie' dziecka tylko jednemu z ro
    > dzicow jest dosyc rzadkie i sa ku temu wazne powody, ale punktem wyjscia przy u
    > staleniach miejsca zamieszkania jest 50/50. I to od tego pulapu zaczynaja sie n
    > egocjacje, analiza roznych czynnikow, itd.i

    > Warto o tym pamietac gdy sie mowi o 'normie' i 'najlepszym wyjsciu dla dziecka'

    Niestety, w PL "normą" jest postawa Triss, czyli
    JA urodziłam, to MOJE dziecko, i ŻADEN FACET nie będzie mi dyktował co JA mam z MOIM dzieckiem robić.
    Dopóki to się nie zmieni, nie zmieni się nic.
    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • triss_merigold6 28.01.16, 10:49
    Nie rozumiesz.
    Ja uważam, że dziecko powinno mieć jeden dom. Jeden stały, ze swoim pokojem, wyposażeniem, rytmem tygodnia, znajomymi z okolicy, przedszkolem/szkołą podstawową w pobliżu. Drugi rodzic niech przyjeżdża w tygodniu i uczestniczy w życiu dziecka + zabiera do siebie w co któryś weekend, dni wolne, święta etc.

    Przy takim podziale i zasądzonych - nawet niewygórowanych - alimentach wiem na czym stoję, jaki mam budżet i nie muszę brać pod uwagę ewentualnej woli i chęci eksa. Moje wydatki na dziecko są wyższe niż te alimenty, ale nie muszę niczego uzgadniać. Bo eks może uznać, że nie ma, że dany wydatek jest zbędny, że coś tam za drogo, a ja nie mam ochoty negocjować nieustannie, przypominać, prosić, uzgadniać.

    IMO opieka naprzemienna daje facetowi kontrolę nad byłą żoną/partnerką i uzależnia ją od jego dobrej woli, chęci pójścia na kompromis, od miejsca zamieszkania, od setki drobiazgów logistycznych przy których musi liczyć się ze zdaniem byłego małżonka.

    Aha, mylisz całkowite przypisanie dziecka jednemu rodzicowi - jak rozumiem drugi jest wówczas pozbawiony praw rodzicielskich, z ustaleniem stałego miejsca zamieszkania dziecka pod jednym adresem. Przy obowiązkowym teraz planie wychowawczym oboje rodzice zachowują pełnię praw rodzicielskich.
  • julita165 28.01.16, 11:06
    triss_merigold6 napisała:


    > Przy takim podziale i zasądzonych - nawet niewygórowanych - alimentach wiem na
    > czym stoję, jaki mam budżet i nie muszę brać pod uwagę ewentualnej woli i chęci
    > eksa. Moje wydatki na dziecko są wyższe niż te alimenty, ale nie muszę niczego
    > uzgadniać. Bo eks może uznać, że nie ma, że dany wydatek jest zbędny, że coś t
    > am za drogo, a ja nie mam ochoty negocjować nieustannie, przypominać, prosić, u
    > zgadniać.
    >
    > IMO opieka naprzemienna daje facetowi kontrolę nad byłą żoną/partnerką i
    > uzależnia ją od jego dobrej woli, chęci pójścia na kompromis, od miejsca zamie
    > szkania, od setki drobiazgów logistycznych przy których musi liczyć się ze zdan
    > iem byłego małżonka.

    Zgadzam się, że opieka naprzemienna to pole do dodatkowych konfliktów na tle finansowym, zwłaszcza wtedy gdy trzeba się liczyć z pieniędzmi albo gdy każde z rodziców ma odmienne podejście do ich wydawania.
    Po pierwsze opieka naprzemienna to albo wieczne wożenie z mieszkania do mieszkania mnóstwa rzeczy albo naprawdę poważne zwiększenie kosztów. Malutkie dziecko to jeszcze pół biedy ale potem się zaczyna sprzęt sportowy, komputery, gry...Przecież żeby jeżdząc co tydzień czy dwa z mieszkania do mieszkania dziecko nie musiało wozić ze sobą trzech walizek i pięciu pudeł i w obu domach czuło się u siebie to właściwie wszystko musi mieć podwójne ! Ja mam jedno małe dziecko i już kosztuje ono majątek a jak ma się 2 albo więcej dzieci ?
  • heca7 29.01.16, 08:45
    Przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja między szwagierką a jej exem. Przywiózł dziecko wieczorem ,po tygodniu pobytu u niego , mieszkają 300m od siebie przypominam. I wpychając córkę za furtkę oznajmił byłej żonie- dostała dziś gorączki, idź z nią do lekarza. Kiedy żona potem zwróciła mu uwagę, że z dzieckiem nie poszedł sam do lekarza wiecie co zrobił następnym razem?
    Przywiózł córkę, akurat w domu była teściowa i jej zostawiał dziecko. Powiedział, że jest chora, u lekarza był a tu... jest recepta do wykupienia! I odjechał big_grin
    Dodam, że pan prowadzi własną firmę , zarabia duże pieniądze i ma czas oraz kasę.

    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • kotradykcja 28.01.16, 11:46
    Triss, zarówno Ty, jak i wiele innych osób myli potrzeby dziecka z własnymi. A raczej utoższami potrzeby dziecka z własnymi.
    Argumenty, które podajesz nie są argumentami dziecka, ale MATKI. I to matki, która żąda wyłącznej kontroli nad dzieckiem i jego życiem.
    Ty nie zastanawiasz się jak współpracować z exem dla dobra WASZEGO dziecka. Ty żądasz by ex dostosował się do Ciebie i Twojej wizji na temat TWOJEGO dziecka.
    On nie jest dla Ciebie współrodzicem, jest współfinansującym z prawem do kontaktu.
    Cała Twoja retoryka budzi mój sprzeciw. I mam szczerą nadzieję, że żaden z wychowywanych przeze mnie chłopców nie trafi nigdy w życiu na taką kobietę, jaką Ty jesteś.
    Nie pamiętam czy masz syna czy córkę.
    Jeśli syna, może kiedyś dotrze do Ciebie co robiłaś, kiedy ewentualnie Twój syn dostanie kopa od partnerki i zostanie sprowadzony przez nią do poziomu, do jakiego Ty sprowadziłaś jego ojca.
    To tyczy się każdej matki wychowującej syna, wyznającej takie jak Twoje przekonania.
    Stwierdzenia "ja syna odpowiednio wychowam" można między bajki włożyć.
    Bo macie do wyboru - wychować syna na przyzwoitego faceta, którym potencjalnie będzie można poniewierać wykorzystując jego poczucie obowiązku, odpowiedzialności oraz miłość, albo na sukinkota mającego w dupie wszystkich, poza sobą.
    Nie chcecie tworzyć świata opartego na sprawiedliwości i równości.
    Koszt poniosą Wasi synowie sprowadzani do roli bankomatów.
    I Wasze córki, którym nieodpowiedzialni partnerzy nie będą płacić alimentów.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • ewa_mama_jasia 28.01.16, 12:05
    Ja nie Triss, ale się wypowiem. Owszem, są to argumenty matki. A czyje mają być? Matka tu pisze. Podam konkretny przykład: szkoły w Warszawie na Woli są mocno przeciętne. Wybrałam dla syna prywatna, katolicką. Z różnych przyczyn: poziomu, wielkości, bezpieczeństwa, pracy na jedną zmianę, języków i takich tam. Ale nie poslę syna do tej szkoły sama, musi się na druku podpisac mąż (były mąż). I tui jest clou programu. Jeśli mam z byłym mężem dobre kontakty, mogę go przekonać, ze to dobre posunięcie. Ale jeśli mam z nim złe kontakty (a nie czarujmy się, krótko po rozwodzie z reguły są złe kontakty, nacechowane urazami, poczuciem krzywdy, emocjami związanymi z rozwodem), to ex-mąż mi tej zgody nie da. Nawet nie dlatego, że uważa, ze się myle. Po prostu będzie "nie bo nie".
    Tak samo jak np. pracujący w różnych godzinach exmąż ma odbierać przykładowo syna ze szkoły i wieźć na zajęcia aikido w poniedziałki i środy a w sobotę rano na uniwersytet dzieci. Ja wiem, ze wtedy mam popołudnia do swojej dyspozycji. Cokolwiek - lekarz, fryzjer, spotkanie z przyjaciółka czy randka. I teraz exmąż dzwoni mi i mówi "wiesz, nie odbiore go ze szkoły / nie zawiozę na zajęcia" i albo musze wszystko rzucić i jechać z dzieckiem, albo przepadają zajęcia i kasa, która za nie zapłaciłam. Albo w sobotę rano exmąż mówi, ze nie zawiezie syna na zajęcia, bo zaspał, nie chce mu się, woli z dzieckiem iść do kina.
    Podkreslam - opieka naprzemienna nie wydaje się z gruntu zła, ale dość trudna do zastosowania bo nie bierze pod uwagę podstawowego czynnika ludzkiego - złych emocji, chęci zrobienia na złość "bo tak" drugiej osobie.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • kotradykcja 28.01.16, 12:16
    Przepraszam, ale problem jest przedstawiony z zupełnie innej strony niż ja go widzę.
    Opieka naprzemienna zakłada, że oboje rodzice czują się tak samo odpowiedzialni za dziecko. I nie ma, że jedno przerzuca odpowiedzialność na drugie, bo jest to podstawa do zmiany systemu na opiekę wyłączną.
    Po prostu - nie dajesz kasy, nie zajmujesz się, generujesz problemy - ograniczamy Ci władzę rodzicielską.
    I działać to powinno w OBIE strony. Ale takie rozwiązanie jest możliwe tylko i wyłącznie, jeśli od początku będzie się rodziców traktowało równo.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • julita165 28.01.16, 12:26
    kotradykcja napisała:


    > Opieka naprzemienna zakłada, że oboje rodzice czują się tak samo odpowiedzialni
    > za dziecko. I nie ma, że jedno przerzuca odpowiedzialność na drugie, bo jest t
    > o podstawa do zmiany systemu na opiekę wyłączną.
    > Po prostu - nie dajesz kasy, nie zajmujesz się, generujesz problemy - ogranicza
    > my Ci władzę rodzicielską.
    > I działać to powinno w OBIE strony. Ale takie rozwiązanie jest możliwe tylko i
    > wyłącznie, jeśli od początku będzie się rodziców traktowało równo.

    No to jak rozwiązałabyś problem kiedy oboje rodzice zarabiają mniej więcej po równo, matka uważa że nie wystarczy nauka jednego języka obcego, chce zapisać też na drugi, a ojciec uważa to za zbędny wydatek. Sama matka nie da rasy tego sfinansować. I takich sytuacji jest wiele, jedno z rodziców po prostu ma zupełnie inne podejście do potrzeb dziecka, katalog jest znacznie węższy.
  • kotradykcja 28.01.16, 14:05
    Julita, a jak rozwiązesz ten problem w pełnej rodzinie? Jedno z rodziców uważa coś innego niż drugie. W jaki sposób podejmują decyzje na temat WSPÓLNEGO dziecka?


    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • julita165 28.01.16, 14:09
    Ale jednak w tym wypadku rodzice są rozwiedzeni, nie można udawać że fakt ten zupełnie nie wpływa na ich psychiczną zdolność do porozumienia. Jeżeli ludzie nawet starają się być wobec siebie i dziecka jak najbardziej w porządku a zwyczajnie różnią się to takich konfliktów będzie full, istne pole minowe. A jakby się nie różnili to by się nie rozwodzili.
  • araceli 28.01.16, 19:55
    kotradykcja napisała:
    > Julita, a jak rozwiązesz ten problem w pełnej rodzinie? Jedno z rodziców uważa
    > coś innego niż drugie. W jaki sposób podejmują decyzje na temat WSPÓLNEGO
    > dziecka?


    W polskiej tradycyjnej rodzinie w takim przypadku matka płaci ze wspólnego konta a ojciec nie ma nic do gadania wink


    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • julita165 28.01.16, 21:03
    big_grin
  • kotradykcja 29.01.16, 09:38
    Ależ to całkiem jak po rozwodzie big_grin Tylko że konto już nie jest wspólne wink

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • triss_merigold6 28.01.16, 22:58
    Pojmij wreszcie, że po rozwodzie nie ma pełnej rodziny, przynajmniej tej konkretnej rodziny. Nie ma. Nul. Nie ma wspólnego budżetu ani więzi gospodarczej. Na tym między innymi polega rozwód.
  • nenia1 28.01.16, 18:54
    julita165 napisała:

    > No to jak rozwiązałabyś problem kiedy oboje rodzice zarabiają mniej więcej po r
    > ówno, matka uważa że nie wystarczy nauka jednego języka obcego, chce zapisać te
    > ż na drugi, a ojciec uważa to za zbędny wydatek.

    w takim wypadku płaci ta strona, której jest pomysł.
  • vi_san 28.01.16, 21:30
    A co jeśli jedna ze stron uznaje, że basen zbędny, inny sport zbędny, dodatkowy język zbędny, prywatny ortodonta zbędny, zajęcia z logopedą zbędne, rower zbędny, laptop zbędny, xbox zbędny itd.? To znaczy, że druga strona ma to wszystko fundować, a ów oporny może zlewać? No bo wszak do podstawowych potrzeb nie da się zaliczyć roweru czy xboxa... I uważasz, że to w porządku? A co w sytuacji gdy [przykładowo] dziecko powinno "zmienić dom" w niedzielę. Tymczasem w piątek dopada je grypa. I? W niedzielę mamusia/tatuś mimo to przyjeżdżają/przychodzą i zabierają np. gorączkujące dziecko, bo "moja kolej"? Czy też zostawiają już tam, gdzie chorować zaczęło? A jeśli tak i zabierają dziecko podkurowane dajmy na to w środę, czy wówczas ma je "zwrócić" w niedzielę [i stracić kilka dni] czy w następną środę, żeby był pełny tydzień?

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • araceli 29.01.16, 08:45
    vi_san napisała:
    > A co jeśli jedna ze stron uznaje, że basen zbędny, inny sport zbędny, dodatkowy
    > język zbędny, prywatny ortodonta zbędny, zajęcia z logopedą zbędne, rower zbęd
    > ny, laptop zbędny, xbox zbędny itd.?

    No więc powtórzę pytanie: A co jeżeli tak się dzieje w pełnej rodzinie?

    Rodzina A: matka chce posłać dziecko na basen - ojciec uważa to za zbędny wydatek
    Rodzina B: ojciec chce kupić xboxa - matka jest przeciwna

    Co wtedy?

    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • vi_san 29.01.16, 09:37
    Zasadniczo jeśli się z sobą jest - ma się chęć osiągać kompromis. A jeśli nie już niekoniecznie. Proste? Dla mojego męża - zrobię wszystko, dla eksa - już na pewno nie. Z moim mężem, o ile ma odmienny pogląd na coś, co ja uważam za konieczne będę dyskutować, przekonywać, ewentualnie wypracowywać kompromis. Z eksem - na pewno nie chciałoby mi się uprawiać takiej ekwilibrystyki.
    Dlatego W JAKIMŚ STOPNIU rozumiem Triss, że chce wiedzieć na czym stoi - czyli znać konkretną kwotę jaką miesięcznie dysponuje "na dziecko" [czyli ile ona, ile eks]. Wówczas wie, że basen ok, logopeda też, ale już xboxa na razie nie, na xboxa trzeba odłożyć.
    Żeby nie było: nie jestem zwolenniczką pełnej opieki jednego rodzica, a wykluczenia drugiego! Uważam, że dla dziecka [skoro już rozstanie rodziców jest konieczne] najlepsze jest JEDNO miejsce zamieszkania i WSPÓLNA opieka obojga rodziców. No, ale to by wymagało od rodziców naprawdę dobrej woli i poświęcenia znacznie większego niż raz w tygodniu [czy raz na dwa tygodnie] odwiezienia dziecka do eks...

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kotradykcja 29.01.16, 09:45
    > Uważam, że dla dziecka [skoro już rozstanie rodziców jest koniec
    > zne] najlepsze jest JEDNO miejsce zamieszkania i WSPÓLNA opieka obojga rodziców
    > . No, ale to by wymagało od rodziców naprawdę dobrej woli i poświęcenia znaczni
    > e większego niż raz w tygodniu [czy raz na dwa tygodnie] odwiezienia dziecka do
    > eks...

    Dobrze, to teraz spójrzmy na to nie z punktu widzenia rodzica, który sobie siedzi w domu, zajmuje się swoimi sprawami i czeka, aż mu dziecko odwiozą, tylko z punktu widzenia:
    a) dziecka, które musi być wyrwane z tego, co robi (spotkanie z kolegami, oglądanie bajki, gra, zabawa, cokowliek), bo trzeba wracać do matki
    b) drugiego rodzica, który swoje życie musi podporządkować by dziecko odbierać i odwozić (czas, koszt)
    Jeśli to jest jeden dzień w tygodniu i co drugi weekend, do przeżycia. Tylko jaka to opieka wspólna? Żeby mówić o opiece wspólnej, muszą być to 2-3 dni w tygodniu plus co drugi weekend od piątku do poniedziałku. No, ale wtedy, de facto, mamy opiekę naprzemienną, tyle, ze dziecko w tygodniu NOCUJE u matki (bo chyba co 2 weekend u ojca? czy też nie?).

    Poza tym, patrząc z punktu widzenia Triss, która "nie po to exa wykopała żeby z nim się teraz kontaktować", ODWIEDZANIE dziecka 2-3 razy w tygodni i w dni wolne powoduje konieczność kontaktu rodziców. Czy może matka wystawia dziecko za drzwi, a ojciec odstawia pod drzwi? I co ma ten ojciec z dzieckiem zrobić przez 3-4 godziny popołudniu, skoro zabranie go do siebie powodowałoby "tworzenie drugiego domu", a przecież to złe?

    Naprawdę nie widzicie absurdu?
    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • vi_san 29.01.16, 12:14
    Nieuważnie przeczytałaś co napisałam. smile Chodziło mi o to, że dziecko powinno mieć JEDEN konkretny dom. A w tym domu opiekę obojga rodziców. Ewentualnie naprzemienną opiekę rodziców, ale w jednym, konkretnym domu. Że to trudne? Oczywiście! A kto mówił, że będzie łatwo?
    Znam przypadek [w Hiszpanii], że wyrokiem sądu po rozwodzie matka ma swoje mieszkanie, ojciec swoje, a dziecko mieszka w trzecim, i w tymże trzecim mama i tata sprawują opiekę naprzemiennie. Plus w opisanym przypadku sąd zasądził, że oboje rodzice mają co miesiąc przelewać konkretną kwotę na utworzone w tym celu konto i decyzje o większych wydatkach podejmowane są przez oboje rodziców, z ewentualnym "rozjemcą" w postaci kuratora. Nie wiem, na ile jest to typowy wyrok, ale taka opieka naprzemienna - ma sens. Dziecko ma SWÓJ jeden dom, swoich kolegów z podwórka, swoje otoczenie, drobiazgi, ma opiekę obojga rodziców, a w kwestii wydatków na xboxa czy ortodontę - ten rodzic, który optuje za wydatkiem musi przekonać nie "być może źle nastawionego" eksa, a urzędnika sądowego.
    Rozstanie rodziców jest ZAWSZE traumą dla dziecka, ale nie mam przekonania, czy opieka naprzemienna ów stres zmniejsza, czy wręcz odwrotnie - przerzucanie między mamusią i tatusiem, inne reguły u mamusi inne u tatusia nie spowodują tym większych problemów.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • zuleyka.z.talgaru 29.01.16, 12:15
    No i taki system uważam, że jest najlepszy i jedynie on może być nazwany opieką naprzemienną.
  • zuleyka.z.talgaru 29.01.16, 12:15
    Tj. jeśli chodzi o sytuację opieki naprzemiennej. Bo ogólnie uważam inaczej smile
  • araceli 29.01.16, 10:21
    vi_san napisała:

    > Zasadniczo jeśli się z sobą jest - ma się chęć osiągać kompromis. A jeśli nie j
    > uż niekoniecznie. Proste? Dla mojego męża - zrobię wszystko, dla eksa - już na
    > pewno nie. Z moim mężem, o ile ma odmienny pogląd na coś, co ja uważam za konie
    > czne będę dyskutować, przekonywać, ewentualnie wypracowywać kompromis. Z eksem
    > - na pewno nie chciałoby mi się uprawiać takiej ekwilibrystyki.

    Czyli co - po rozwodzie matka-właścicielka decyduje co ma a czego nie ma dziecko mieć bo 'nie ma ochoty uprawiać z exsem ekwilibrystyki'? To postulujesz?



    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • vi_san 29.01.16, 12:15
    Przeczytaj jeszcze raz mój post. Powoli. Jeszcze raz. I tak aż zrozumiesz co napisałam.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • araceli 29.01.16, 12:17
    vi_san napisała:
    > Przeczytaj jeszcze raz mój post. Powoli. Jeszcze raz. I tak aż zrozumiesz co na
    > pisałam.

    Przeczytałam i chciałabym, żebyś odniosła się do mojego pytania bez złośliwości. Piszesz, że z osobą z którą się jest jest łatwiej się dogadać - ja się z tym zgadzam. Co nie zmienia faktu, że po rozwodzie jakoś sprawy dotyczące dziecka trzeba ustalić i napisz proszę - JAK TO ZROBIĆ? Potrafisz?

    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • vi_san 29.01.16, 12:26
    Znamy siebie na tyle, na ile siebie sprawdzimy - nie jestem po rozwodzie i nie planuję być.
    A serio: czyli twoim zdaniem jeśli np matka/ojciec uważa za konieczną nową kurtkę, szczepienie, logopedę czy gimnastykę korekcyjną a drugie twierdzi, że to fanaberie więc NIE DA kasy i koniec, to ten rodzic, który uważa, że potrzebne - ma to sam sfinansować, bo to jego fanaberie? Stąd uważam, że opieka naprzemienna może i jest sensowna, ale wyłącznie w bardzo konkretnych [i rzadko spełnionych] warunkach: dobrej woli OBOJGA rodziców, ich zbliżonych możliwości finansowych i lokalowych itd.

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • araceli 29.01.16, 12:36
    vi_san napisała:
    > Znamy siebie na tyle, na ile siebie sprawdzimy - nie jestem po rozwodzie i nie
    > planuję być.
    > A serio: czyli twoim zdaniem jeśli np matka/ojciec uważa za konieczną nową kurt
    > kę, szczepienie, logopedę czy gimnastykę korekcyjną a drugie twierdzi, że to fa
    > naberie więc NIE DA kasy i koniec, to ten rodzic, który uważa, że potrzebne - m
    > a to sam sfinansować, bo to jego fanaberie? Stąd uważam, że opieka naprzemienna
    > może i jest sensowna, ale wyłącznie w bardzo konkretnych [i rzadko spełnionych
    > ] warunkach: dobrej woli OBOJGA rodziców, ich zbliżonych możliwości finansowych
    > i lokalowych itd.


    Ale to co piszesz nie ma NIC WSPÓLNEGO z formą opieki! To kwestia czy rodzice potrafią się dogadać czy nie. Jeżeli się rozwiodą i dziecko jest 'przy matce' to niby jak sobie to wyobrażasz? Matka decyduje? Nie - oboje decydują, jeżeli nie potrafią się dogadać to w ustaleniach uczestniczy sąd. I tak - jeżeli sąd uzna, że basen xbox, którego chce jedno z rodziców to fanaberia to tak - płaci z własnej kieszeni.

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • triss_merigold6 29.01.16, 12:49
    Czy Ty i Kotradykcja macie jakąś dysfunkcję, która utrudnia wam widzenie świata w zdrowych odcieniach szarości?
    Tak, jeśli po rozwodzie rodziców dziecko zostaje przy matce i matka otrzymuje alimenty, to ona decyduje czy wydać kasę na kolejną wycieczkę szkolną, obóz, czy kupić kurtkę 3w1 czy w innej wersji i czy czekać na przecenę. Nie uzgadnia tego z eksem, bo nie musi.

    Może uzgadniać wydatki przekraczające wysokość alimentów i comiesięcznych wydatków własnych - kupno laptopa, x-boxa, wysłanie na obóz językowy za granicę.

    Widzę istotną różnicę między jednorazowym dyskutowaniu o większym wydatku, a regularnym wyliczaniu kto ile wydał na zeszyt, kto ma zapłacić za obiady w szkole, dokupić skarpetki, dać dziecku kieszonkowe, doładowac telefon etc.
  • julita165 29.01.16, 12:54
    Zgadzam się z Tobą. Ja z ex miałam zupełnie inne podejście do pieniędzy. On jest zdania, że owszem można sporo wydać na konkret ale już na co dzień to taka żyła że szok, co zresztą było jednym z powodów rozstania aczkolwiek nie najważniejszym. Jakbym miała z nim omawiać bieżące wydatki na syna to chyba bym oszalała smile jakoś na szczęście dogadaliśmy się w kwestii alimentów, ja w związku z tym nie oczekuje od niego żadnej dalszej partycypacji w kosztach utrzymania syna i robię co chcę smile
  • araceli 29.01.16, 12:56
    triss_merigold6 napisała:
    > Tak, jeśli po rozwodzie rodziców dziecko zostaje przy matce i matka otrzymuje a
    > limenty, to ona decyduje czy wydać kasę na kolejną wycieczkę szkolną, obóz, czy
    > kupić kurtkę 3w1 czy w innej wersji i czy czekać na przecenę. Nie uzgadnia teg
    > o z eksem, bo nie musi.

    No a potem setki tysięcy eksów twierdzą, że na siebie wydaje nie na dziecko wink (to tak nieco offtopowo)

    > Widzę istotną różnicę między jednorazowym dyskutowaniu o większym wydatku, a re
    > gularnym wyliczaniu kto ile wydał na zeszyt, kto ma zapłacić za obiady w szkole
    > , dokupić skarpetki, dać dziecku kieszonkowe, doładowac telefon etc.

    Sporą część z tego też się da ustalić jednorazowo (np. jeden miesiąc ty - jeden ja).

    > Czy Ty i Kotradykcja macie jakąś dysfunkcję, która utrudnia wam widzenie świata
    > w zdrowych odcieniach szarości?

    No właśnie ja widzę szarość a nie:
    - opieka naprzemienna - trzeba się dogadywać,
    - dziecko przy matce - nie trzeba się dogadywać.

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • julita165 29.01.16, 13:06
    Jednak w opiece naprzemiennej trzeba się dogadywać więcej smile
    A jakby ludzie byli tacy zgodni to by się nie rozwodzili smile
    Ale pełna zgodna - opieka naprzemienna nie musi być złym rozwiązaniem. Ale nie jest też panaceum na wszelkie zło wynikające z rozwodu i nie w każdym przypadku, a śmiem twierdzić, że w mniejszości przypadków, w praktyce może być stosowana.
  • triss_merigold6 29.01.16, 13:23
    Yyy, a kogo obchodzi co oni tam twierdzą.
    Ustalić się da, egzekwować trudniej, zwłaszcza że w poszczególnych miesiącach wydatki inaczej się rozkładają. Dla rodziców dzieci szkolnych tak wrzesień jest bardziej bolesny niż np. marzec.

    W taki razie doprecyzuję: przy opiece naprzemiennej trzeba się dogadywać znacznie bardziej, lepiej, częściej i w większym stopniu niż przy ustalonych alimentach i dziecku mieszkającym z konkretnym rodzicem.
  • triss_merigold6 28.01.16, 23:05
    O, super. Jest wielu panów, którzy uważają, że bardzo by zaoszczędzili uskuteczniając opiekę naprzemienną, bo dziecku wystarczyłby dach nad głową i posiłek.

    Jak rozumiem, jedna strona mogłaby uznac, że zbędne są np. płatna szczepionka, druga para butów, składka na komitet rodzicelski czy wycieczkę klasową, wydatek na prezent urodzinowy dla kolegi, opłata za egzamin sportowy, kurs języka obcego, kurtka przejściowa, obcięcie dziecku włosów u fryzjera i wiele innych rzeczy i tym sposobem spokojnie mogłaby przerzucić 80% kosztów na drugą i jednocześnie kreować się na świetnego rodzica "bo przecież się zajmuje".
  • mamameg 28.01.16, 10:51
    Tak samo jak podejście wielu mężczyzn: to TWOJE dziecko, TY je urodziłaś, TY masz przyznaną opiekę więc RADŹ SOBIE SAMA jak byłaś taka głupia, żeby wystąpić o rozwód(odejść).
  • triss_merigold6 28.01.16, 10:55
    O, a co to znaczy "przyznaną opiekę"?
    Mylisz ustalenie stałego miejsca zamieszkania dziecka z pozbawieniem rodzica lub ograniczeniem mu praw rodzicielskich, prawda?
  • mamameg 28.01.16, 11:09
    Nie, zastosowałam skrót myślowy.
  • kotradykcja 28.01.16, 11:46
    Mamameg - ta retoryka jest tak samo do dupy. Nikt tego nie kwestionuje.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • wioskowy_glupek 28.01.16, 11:05
    10/10

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • wioskowy_glupek 28.01.16, 11:12
    Prawda jest taka że naprzemienna opieka, działa bardzo dobrze w wielu cywilizowanych krajach i nikt tam nie robi z tego problemu. Niestety w PL tak jak na ematce, ojciec to tylko bankomat i płodzimierz... Taka postawa jest również preferowana w sądach gdzie ojciec praktycznie nie ma szans uzyskania opieki.
    Wiele się mówi o alimenciarzach ale nie mówi się już o matkach ograniczających, kontakty, manipulujących dziećmi czy takich jak Triss - ja, moje dziecko, ja, ja, moje dziecko i ja...

    Unikanie płacenia alimentów jest obrzydliwe - zgoda ale z drugiej strony, jak bym była ojcem i exia utrudniała czy wręcz uniemożliwiałaby mi widzenie z dzieckiem, to też bym nie płaciła.

    Widzę jak to działa u koleżanki, ojciec chce przychodzić i zabierać dziecko, walczy o to w sądzie a ona robi wszystko żeby te spotkania utrudniać.

    Co do tego, że u nas są inne realia i nie każdego stać na to żeby się przeprowadzić blisko - no nie każdego ale mówimy o tym, że często się da i można.

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • mamameg 28.01.16, 11:23
    Unikanie płacenia alimentów jest obrzydliwe - zgoda ale z drugiej strony, jak b
    > ym była ojcem i exia utrudniała czy wręcz uniemożliwiałaby mi widzenie z dzieck
    > iem, to też bym nie płaciła

    Alimenty to opłata za spotkania z dziećmi? czyli jak sytuacja jest odwrotna i ojciec nie płaci, to matka może z czystym sumieniem mu uniemożliwić widywanie się z dziećmi?
  • wioskowy_glupek 28.01.16, 11:45
    Uważam że tak, to powinno działać w obie strony - jeżeli 1 strona nie wywiązuje się ze swoich obowiązków to i druga nie musi. Chyba że ojciec jest naprawdę w porządku i rzeczywiście chce się z dzieckiem widywać a tych alimentów faktycznie nie da rady zapłacić - bywa...

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • triss_merigold6 28.01.16, 11:52
    Nie ma czegos takiego jak "nie da rady".
  • ewa_mama_jasia 28.01.16, 12:06
    Jasne, a opiekun dziecka musi dac radę - kupic buty, zapłacić za wyżywienie w szkole, za czynsz i wode. I nikt go nie pyta, czy da radę?

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • wioskowy_glupek 28.01.16, 17:44
    też często nie daje rady i co w związku z tym ? Poza tym właśnie opieka naprzemienna rozwiązałaby ten problem

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • thank_you 28.01.16, 17:56
    Tak? Ile znasz matek, które nie dając rady - oddają swoje dzieci do DD? Bo jak tatuś nie daje rady, to nie widuje i nie płaci - i nie ma z tym najmniejszego problemu. Zaś matka zawsze musi dać radę.

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • lusitania2 28.01.16, 19:28
    thank_you napisała:

    >Zaś matka zawsze musi dać radę.

    jasssne.
    A tych ok. 80 000 dzieci w domach dziecka to sieroty naturalne, nie społeczne.


    --
    Szanowny Prezydencie!
    Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś.
  • thank_you 28.01.16, 21:35
    One z reguły mają się świetnie ze swoimi partnerami - radośnie płodząc kolejne dzieci. Mówimy o babkach, które nie dostają alimentów a mimo to same utrzymują dzieci. One mogą, ich byli partnerzy - nie.

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • wioskowy_glupek 29.01.16, 07:21
    Czyli twierdzisz że gdyby te dzieci zostały z ojcami, oddali by je do DD big_grin ? Paradne...

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • kotradykcja 29.01.16, 07:38
    Biorąc pod uwagę "jakość" rodzicielstwa partnerów większości e-matek, nie dziwię się takiej opinii. Skoro e-matki uważają ojców swoich dzieci za niepełnosprawnych emocjonalnie i organizacyjnie, no cóż... pewnie ich dzieci spod opieki ojców lądowałyby w DD wink
    Dziwi mnie jedynie, że e-matka tak kiepsko celuje wybierając ojca swoim dzieciom tongue_out
    Nawet mój ex mąż jako ojciec swojego biologicznego dziecka jest normalny.
    Natomiast mojego aktualnego męża to chyba w ramki oprawię big_grin
    A tak poważnie - uważam, że to klasyczny przykład dowartościowywania się poprzez zawłaszczania pewnej przestrzeni. Bo skoro ojciec jest równie dobrym rodzicem, a przy tym jest bardziej wartościowy na rynku pracy jako mężczyzna, to co e-matce zostaje?
    Czytając opienie o opiece naprzemiennej zauważam przeważnie wynajdywanie problemów bądź szukanie ich w miejsce szukania rozwiązań.
    Taka postawa - bez sensu, nie da się.
    Znam ja z okolic nastu lat. Potem dorosłam i nauczyłam się, ze jeśli trafiam na problem, moim obowiązkiem, jako osoby dorosłej, jest go rozwiązać.
    Kolejna sprawa to koszmarnie instrumentalne traktowanie mężczyzn, co mnie, jako matkę syna i macochę dwóch chłopców przeraża. Bo e-matka wychowuje córki. Sorry, nie chciałabym żeby "moje" chłopaki trafili na córkę przeciętnej e-matki. Bo z dużym prawdopodobieństwem będzie tak samo roszczeniowa i przekonana o wyższości swojego rodzicielstwa jak e-matka. A my (wszyscy) wychowujemy chłopaków tak, jak jest wychowany ich tato - na troskliwych, odpowiedzialnych partnerów i ojców, którzy nie zadowolą się w razie czego "kontaktami" i płaceniem alimentów.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • ewa_mama_jasia 29.01.16, 08:24
    No i po co te uszczypliwości? Niesmiało przypominam, ze Twój mąż, ten z ramek, też nie podołał wspólnemu związkowi z kobieta, z którą ma dwoje dzieci. A, rozumiem. On był troskliwy, odpowiedzialny. To ona była ta "zła kobieta". Tak jak większość ematek.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • kotradykcja 29.01.16, 09:56
    Ewuniu, mój mąż i jego ex WSPÓLNIE doszli do wniosku, ze ich małżeństwo nie ma sensu i WSPÓLNIE ustalili, że lepiej zrobią jeśli się rozstaną. Następnie ustalili opiekę naprzemienną właśnie.
    Ja złego słowa o jego ex żonie nie powiedziałam, nie napisałam i nie mam zamiaru.
    Mój mąż nie dał rady jako MĄŻ tej konkretnej kobiety.
    Ale NIGDY nie zawiódł jako OJCIEC. Ogarniasz różnicę?

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • thank_you 29.01.16, 10:52
    Czy twoje dziecko biologiczne jest w systemie opieki naprzemiennej?

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • kotradykcja 29.01.16, 11:39
    Czy słowo "biologiczne" ma znaczenie?
    Moje (sic!) dziecko jest ze mną i moim mężem.
    Rozumiem, że wg Ciebie gdyby moi pasierbowie byli moimi "biologicznymi" dziećmi, mówiłabym inaczej.
    Przepraszam, ale to demagogia, bo to założenie, że człowiek wychowujący niebiologiczne dziecko nie wie co to znaczy być rodzicem i kochać dziecko.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • thank_you 29.01.16, 12:38
    Mylisz się, pytam o stan faktyczny. Wychwalasz opiekę naprzemienną, wiec mniemam, że twoje biologiczne dziecko także się w takiej znajduje? Skoro ten idealny układ sprawdza się u pasierbow, to z twoim eks tez się dogadalas?

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • zuleyka.z.talgaru 29.01.16, 10:07
    E tam, cokolwike by było na forum i tak będzie stawiać biednego misia skrzywdzonego przez złą kobietę stawiać na piedestale smile
  • thank_you 29.01.16, 08:33
    Kobiety nieśmiało ci sugerują, że w kraju, w którym 80% facetów nie płaci na dzieci, że w kraju, w którym o opiekę nad dzieckiem występuje może 3% dzieci - opieka naprzemienna nie ma prawa bytu. No, może w 1% rodzin się udać.

    A Ty syna biologicznego też masz w opiece naprzemiennej?


    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • thank_you 29.01.16, 08:34
    * 3% ojców

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • thank_you 29.01.16, 08:31
    Twierdzę, że ojcowie nie występują o wyłączną opiekę nad dziećmi lub opiekę naprzemienną. Nie zauważyłeś tego faktu, wioskowy głupku?

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • kotradykcja 29.01.16, 09:54
    "Twierdzę, że ojcowie nie występują o wyłączną opiekę nad dziećmi lub opiekę naprzemienną. Nie zauważyłeś tego faktu, wioskowy głupku?"

    Rzadko występują o opiekę WYŁĄCZNA, ale na temat opieki naprzemiennej nie ma żadnych danych, ponieważ taka forma w polskim prawie de facto nie istnieje smile
    Dyskusje na temat ubiegania się o opiekę są toczone od lat:
    Z 2011 roku www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1517910,2,jak-podzielic-dziecko-po-rozwodzie.read:
    "Jak widać w skali kraju, stara się coraz częściej. Przez 20 lat liczba samotnych ojców (rozwodników i wdowców) prawie się podwoiła: ze 180 tys. zrobiło się ok. 300 tys. Już co piąty rozwodzący się mężczyzna deklaruje, że chce być tym, z którym dziecko zamieszka.

    Joanna Kaczorowska, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Płocku: ? Jeszcze kilkanaście lat temu ojciec wiedział, że bez względu na powody rozpadu małżeństwa nie ma szansy, by to jemu przypadła opieka nad dzieckiem. Dziś stara się o nią walczyć. To ogromna zmiana. Potwierdza to Andrzej Martuszewicz z Krajowej Rady Kuratorów, biorący udział w zebraniach stowarzyszeń rodziców, którzy uznają się za pokrzywdzonych: ? Oni się wściekają, że żyją w jedynym kraju na świecie, w którym od lat nie ma determinacji do egzekwowania prawa rodzicielskiego. Różnica jest taka, że kiedyś rodzic pozbawiony kontaktu z dzieckiem rezygnował z walki: synu, kiedyś zrozumiesz, dlaczego nie mogłem cię widywać ? wzdychał. Teraz zwykle walczy na śmierć i życie."

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • ewa_mama_jasia 29.01.16, 12:07
    Bardzo stronnicze to zdanie, które przytoczyłas. Już 20 parę lat temu były przypadki, że ojciec otrzymywał prawo do opieki po rozwodzie. Może było ich niewiele, ale było. Więc pisanie o tym, ze nie było szansy na takie postanowienie sądu, to nieprawda. Sama osobiście znam 3 takie przypadki (a mam małe grono znajomych).

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • thank_you 29.01.16, 12:43
    Ja tez - mój bliski kolega od 15 lat wychowuje syna. Wziął dzieciaka, gdy młody miał rok.

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • mamameg 29.01.16, 11:54
    ojciec jest naprawdę w
    > porządku i rzeczywiście chce się z dzieckiem widywać a tych alimentów faktyczni
    > e nie da rady zapłacić - bywa...

    Nie ma "nie da rady zapłacić", chyba, że rodzic jest kur.wa sparaliżowany. Albo ma raka w ostatnim stadium. Zdrowy,normalny człowiek zrobi wszystko, żeby swoje dziecko utrzymać.
  • ewa_mama_jasia 29.01.16, 12:11
    No właśnie. Skąd więc tyle nieściągniętych alimentów? Skąd fundusz alimentacyjny? Może zamiast promować opiekę naprzemienną, zacznijmy od praktycznego ściągania alimentów. Już są przypadki wprowadzenia pewnych rozwiązań, które działają. Choćby bodajże w Szczecinie zabieranie samochodów alimenciarzom czy wpisywanie ich do baz kredytowych. Jak jeden z drugim straci samochód (przejściowo, do czasu spłacenia długów) albo nie będzie mógł wziąć kredytu, zacznie się zastanawiać, czy aby nie warto ich zapłacić. Tylko trzeba skończyć z fikcją i społecznym przyzwoleniem w naszym kraju.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • ania2003i2011 28.01.16, 11:24
    ale nie wszytsko jest takie czarno-białe
    ok, są kobiety zakazujące kontakty swoim byłym, utrudniajace im spotkania z dziećmi
    tak samo jak są faceci, którzy nie płacą alimentów i zrobią wszystko, byleby się z dzieckiem nie spotkać

    ale są tez pary, które po rozstaniu spokojnie się dogadują, wychowują wspólnie dzieci nawet ze sobą nie mieszkając

    kwestia jest inna - jaki wpływ na psychike dziecka ma mieszkanie na dwa domy? na dwa rodzaje obowiązków i praw? jak to się ma do jego rzeczy? wszystko podwójnie? pilnowac musi, by czegoś z domu matki nie zapomnnieć przeprowadzając się do ojca i odwrotnie?

    jak to mieszkanie odbiera dziecko?
    dorośli mają super - tydzień obowiązków, tydzień wolnego - pieknie - w tym czasie można pracować, odpoczywać itp.
    a dziecko? jest przerzucane z domu do domu, nigdzie nie grzejąc na dłużej miejsca sad

    u taty ma takich kolegów w bloku, u mamy innych
    a np. spisania lekcji? a co w przypadku choroby? zwolnienie bierze rodzic, który akurat się opiekuje? a jak nie może? oddaje chore dziecko drugiemu?


  • wioskowy_glupek 28.01.16, 11:46
    Myślę, że lepszy wpływ niż takie gdzie ojciec albo matka są widziani ostatni raz na rozprawie rozwodowej albo taki gdzie drą ze sobą koty i utrudniają spotkania

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • ania2003i2011 28.01.16, 12:00
    ale tu nie wnikamy, bo zdecydowanie to jest lepsze rozwiązanie od tych wspomnianych

    ale ... popatrzmy na dziecko/dzieci - na wpływ na nich takich a nie innych sytuacji

    są różne mozliwości:
    - dziecko ostatni raz widzi rodzica na sali w sądzie, czy to to źle czy dobrze? a gdyby7 to rozpatrywac pod kątego, że później dziecko byłoby "rozrywane" pomiędzy dwójką wojujących między sobą dorosłych?
    - jedno z rodziców wpływająca negatywnie na dziecko


    no nie wierzę, żeby dziecko jakoś psychicznie nie odczuło mieszkania w dwóch różnych domach, miejscach, będąc nieustannie pod innym wpływem, innym wychowaniem, dorosłymi przekazującymi inne obowiązki i prawa

  • kotradykcja 28.01.16, 12:07
    Jessuuuuu.
    Dziecko odczuwa negatywnie wszystko, co odbiega od schematu mama+tata+ja=happy family
    Argumenty pt. "bo opieka naprzemienna ma zły wpływ na dziecko" jest z dupy, sorry, bo tak samo negatywny wpływ na dziecko ma opieka wyłączna.
    I nie rozpatrujemy sytuacji, kiedy jedno z rodziców ma zły wpływ. Bo de facto, poza ewidentnymi przypadkami maltretowania dzieci, nikt tego w sądzie nie rozpatruje.
    Czy nam się to podoba czy nie, dzieci po rozwodzie muszą się odnaleźć w rzeczywistości stworzonej im przez dorosłych dla własnej dorosłych wygody.
    A psim obowiązkiem rodziców jest brać pod uwagę potrzeby dziecka. I jeśli dziecko jest związane z obojgiem, powinno mieć prawo do zachowania obojga rodziców na tym samym poziomie. Kosztem jest mieszkanie na 2 domy. Trudno. Było się nie rozwodzić.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • ewa_mama_jasia 28.01.16, 12:13
    Trudno. Było się nie rozwodzić.

    Co Ty piszesz kobieto? Jak do tej pory pisałaś niegłupio, teraz zaczynasz ględzić. Jasne. Było się nie rozwodzić. Bo kobieta podejmuje decyzję o rozwodzie "ot tak". Było żyć z babiarzem, który przez kilka lat robił w bambuko rodzinę, mając kochankę na boku. I zamiast sponsorować potrzeby swojego dziecka, kupował kochance prezenty. A to najłagodniejszy przykład.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • kotradykcja 28.01.16, 12:22
    Ewa, to, co ja mówię to cały czas jedno i to samo:
    1. rodzice są oboje tak samo odpowiedzialni za dziecko
    ergo
    2. powinni mieć takie same prawa, które nie mogą bez powodu być im ograniczane
    3. jeśli rodzice decydują się na rozstanie, troska o dziecko powinna być nadrzędna
    4. jeśli człowiek zawodzi jako współmałżonek, nie oznacza to, że zawodzi jako rodzic
    5. jeśli nie zawodzi jako rodzic, nie ma żadnego powodu by mu ograniczać prawa rodzicielskie w jakimkolwiek stopniu
    6. jeśli zawodzi jako rodzic, jest to przesłanka do ograniczenia mu praw
    Jeśli rodzic (ojciec lub matka) wydaje pieniądze na kochankę, papierosy, alkohol, weekend w SPA zaniedbując potrzeby dziecka, to nie sprawdza się jako rodzic, chyba jest to jasne?
    Czy naprawdę trzeba tu mówić o rzeczach OCZYWISTYCH?
    I wybacz, ale tak samo jak mężczyźni mają kochanki, tak samo mają kochanków kobiety.
    Tak jak mężczyźni piją, tak samo piją kobiety.
    Tak jak mężczyźni olewają dzieci, tak samo olewają kobiety.
    Nie rozmawiamy o ludziach, którzy nie sprawdzają się jako rodzice.
    Rozmawiamy o systemie z góry klasyfikującym ludzi, przypisującym im określone cechy ze względu na płeć. To jest dyskryminacja, na którą ja się nie zgadzam.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • kk345 28.01.16, 13:36
    >Rozmawiamy o systemie z góry klasyfikującym ludzi, przypisującym im określone cechy ze >względu na płeć. To jest dyskryminacja, na którą ja się nie zgadzam.
    To zaprotestuj jeszcze głośno przeciwko faktowi, ze ponad 80% rodziców NIE PŁACI zasądzonych na dziecko alimentów. Jakoś tak dziwnie się ta statystyka rozkłada, ze większość z tych rodziców to ojcowie- to na pewno też przez to, ze sądy ich dyskryminują...
  • kotradykcja 28.01.16, 14:04
    Protestuję bardzo głośno przeciwko KAŻDEJ formie dyskryminacji i nieuczciwości.
    A możesz podać źródło owych 80%?

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • kk345 28.01.16, 14:47
    wiadomosci.wp.pl/kat,1019379,title,W-Polsce-tylko-20-procent-rodzicow-placi-zasadzone-alimenty,wid,17540535,wiadomosc.html?ticaid=116617&_ticrsn=5
    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,100865,19245683,alimentow-na-dzieci-nie-placi-az-84-proc-zobowiazanych-do-tego.html
  • julita165 28.01.16, 14:56
    Jak ktoś nawet alimentów nie płaci to założyć należy, że opieką naprzemienną tym bardziej nie będzie zainteresowany, skoro tak olewa dziecko.
  • araceli 28.01.16, 19:51
    julita165 napisała:
    > Jak ktoś nawet alimentów nie płaci to założyć należy, że opieką naprzemienną ty
    > m bardziej nie będzie zainteresowany, skoro tak olewa dziecko.

    A dlaczego? Ostatnio głośno było o sprawie lidera KOD, który byłby zainteresowany - jego eks jednak wolała alimenty.


    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • triss_merigold6 28.01.16, 22:55
    Najwyraźniej zdążyła poznać swego eks męża na tyle, że wiedziała, że opieka naprzemienna będzie jakimś dramatem.
  • julita165 28.01.16, 23:51
    No proszs cie....co to za argumentacja. Albo opieka naprzemienna albo nie place ali mentow ? Jesli facet chcial takiej opieki to powinien o nia walczyc w sadzie i placic dopoki nie wywalczy a jesli w ogole nie wygra to pogodzic sie z faktami i wywiazywac sie z obowiazkow wobec dzieci bo rodzic MUSI utrzymywac wlasne dzieci albo jest ostatnim skonczonym d...em
  • kotradykcja 29.01.16, 07:16
    Julitko, kochana, spróbuj, proszę, przez pół roku sprawować nad dzieckiem opiekę naprzemienną (co przecież oznacza przeznaczanie czasu na dzieci zamiast na pracę oraz UTRZYMYWANIE dzieci przez połowę czasu), do tego ewentualnie bujać się po sądach i jednocześnie (!) płacić alimenty. Bardzo jestem ciekawa ile z Was wytrzymałoby taką jazdę, ile z Was dałoby sobie radę, ile z Was ciągnęłoby nierówną walkę dłużej niż kilka miesięcy. BARDZO jestem ciekawa.
    A co do ex żony Kijowskiego, guzik wiecie.
    Może po prostu bardziej jej się opłacało brać kasę niż zrezygnować z dość wysokich alimentów na rzecz dzielenia się opieką? Może nie ona osobiście zajmowała się dziećmi tylko np. dziadkowie, ale kasę brała ona? Mało takich przypadków?

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • kotradykcja 29.01.16, 07:17
    Aha i jeszcze o pogodzeniu się z faktami - pogódź się proszę z utratą dziecka. No bardzo proszę. Oddaj ojcu, płać alimenty i pogódź się. Jak to zrobisz, będziesz miała moralne prawo tak pie...ć.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • julita165 29.01.16, 09:52
    Ja nie twierdzę, że jeśli ktoś chce opieki naprzemiennej a nie uda mu się jej wywalczyć nie ma prawa czuć się pokrzywdzony, rozgoryczony. Oczywiście ma, tylko co ma do tego nie płacenie alimentów ?! Chce za swoje nieszczęście ukarać własne dzieci ?
  • araceli 28.01.16, 19:49
    kk345 napisała:
    > wiadomosci.wp.pl/kat,1019379,title,W-Polsce-tylko-20-procent-rodzicow-placi-zasadzone-alimenty,wid,17540535,wiadomosc.html?ticaid=116617&_ticrsn=5
    > www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,100865,19245683,alimentow-na-dzieci-nie-placi-az-84-proc-zobowiazanych-do-tego.html


    Ciekawym jest, że w zalinkowanym przez Ciebie materiale w WP NIE MA ŹRÓDŁA statystyk dotyczących alimentów. Jest tylko podany % i powołanie na 'ranking krajów UE'. Materiał z WO mam płatny - czy tam jest konkret?

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • kotradykcja 29.01.16, 10:07
    W WO też nie ma konkretów.
    W innym materiale są dane:
    W Polsce co trzecia osoba nie uzyskuje zasądzonych alimentów. Według Krajowego Rejestru Długów zaległości z tego tytułu sięgają 4,6 mld zł."
    Co trzecia osoba oznacza 1/3 czyli 33%. Gdzie 33% a gdzie 80 czy 85?
    Dodatkowo zapomina się, że w kwotę łączną zadłużenia wpisują się koszty komornicze i odsetki, które bardzo czesto przekraczają rzeczywistą kwotę alimentów.

    Ja jeszcze zadałabym pytanie:
    jak procentowo rozkłada się liczba niepłacących matek w stosunku do niepłacących ojców wink
    Nie na zasadzie, że z liczby X niepłacących RODZICÓW większość to mężczyźni, bo skoro 96% matek ma przyznaną wyłączną opiekę, jest oczywiste, że 96% zobowiązanych do płacenia to mężczyźni.
    Tylko na zasadzie
    x % zobowiazanych mężczyzn nie płaci
    x% zobowiązanych kobiet nie płaci
    Ktoś zna takie statystyki?
    Bo szczerze mówiąc, tylko dwóch znanych mi przypadkach (łacznie znam 11) matka, której ograniczono władzę, wywiązywała się z obowiązku.
    Wszystkie pozostałe przypadki polegały na tym, że matka ulatniała się kompletnie, urywała kontakt lub kontaktowała się z częstotliwością 1 na pół roku.
    Jednakże zdaję sobie sprwę z niemiarodajności własnych obserwacji, więc jeśli ktoś posiada dane, chętnie się zapoznam.


    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • julita165 29.01.16, 10:12
    Ale weź też pod uwagę, że w polskiej praktyce ( pomijam słusznej czy nie, nie o to teraz chodzi ) przypadki pozostawienia dziecka pod wyłączną opieką ojca i zasądzenia alimentów od matki dotyczą w zasadzie tylko przypadków jakiejś zupełnej patologii po stronie matki, a większość ojców jest "normalna".
  • kotradykcja 29.01.16, 11:36
    I tym "normalnym" ojcom ogranicza się możliwość wychowania własnego dziecka... Nie, no spoko big_grin


    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • julita165 29.01.16, 11:56
    W mojej ostatniej wypowiedzi nie chodziło o udowadniania wyższości opieki naprzemiennej nad wyłączną lub odwrotnie tylko o wskazania, że skoro jest tak że póki co matka nie uzyskuje opieki nad dzieckiem tylko wtedy kiedy jest wyjątkową patologią ( zupełnie pomijając ocenę takiego modelu ) a ojciec także wtedy gdy jest takim sobie przeciętnym Kowalskim to nie można porównywać odsetka niepłacących alimentów wśród kobiet i odsetka niepłacących alimentów mężczyzn.
  • kotradykcja 29.01.16, 12:03
    Julita, każdy rodzic olewający swoje dzieci, nie płacący, nie zajmujący się nimi powinien mieć ograniczone prawa rodzicielski i być traktowanym tak, jak na to zasługuje.
    W tym się nie różnimy chyba.
    Dla mnie sprawa jest bardzo prosta.
    Matka= rodzic
    Ojciec = rodzic
    Mają takie same obowiązki i powinni mieć takie same prawa.
    Jeśli nie przyznajemy jednej grupie równych z drugą praw, nie mamy moralnego prawa oczekiwać, że będzie wywiązywać się z obowiązków.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • julita165 29.01.16, 12:10
    kotradykcja napisała:

    > Jeśli nie przyznajemy jednej grupie równych z drugą praw, nie mamy moralnego pr
    > awa oczekiwać, że będzie wywiązywać się z obowiązków.

    Tylko że to nie jest relacja matka-ojciec tylko układ trój lub więcej członowy z dzieckiem/dziećmi w centralnym pkt. To nie dziecko "zabiera" jakieś prawa ojcu tylko ewentualnie matka a tak naprawdę to sąd więc dlaczego dziecko ma jeszcze ponosić dodatkowe konsekwencje finansowe ?
  • kotradykcja 28.01.16, 11:58
    ania2003i2011 napisała:

    > ale nie wszytsko jest takie czarno-białe

    Dlatego każdy przypadek powinien być indywidualnie rozważany.

    > a dziecko? jest przerzucane z domu do domu, nigdzie nie grzejąc na dłużej miejs
    > ca sad
    >
    > u taty ma takich kolegów w bloku, u mamy innych
    > a np. spisania lekcji? a co w przypadku choroby? zwolnienie bierze rodzic, któr
    > y akurat się opiekuje? a jak nie może? oddaje chore dziecko drugiemu?

    1. dla dziecka traumą jest rozstanie rodziców, kwestia systemu opieki jest tylko konsekwecją
    2. dziecko jest obciążane konfliktem między rodzicami
    3. wszystkie kwestie można ustalić
    4. nawet w pełnych rodzinach dochodzi do konfliktów na tle opieki, odrabiania lekcji, brania zwolnień, itd.
    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • ania2003i2011 28.01.16, 12:03
    rozstanie rodziców nie musi być traumą dla dziecka, nierzadko jest to najlepsze rozwiązanie i dla dziecka, jesli miałoby wychowywać się w niby pełnej rodzinie ale związanej z przemocą czy jakimiś innymi problemami

    wszystko zawsze można ustalić, ale do tej pory NIKT nie był w stanie przedstawić, jak to wszystko odbija się na dziecku, jeśli chodzi o mieszkanie na dwa domy, na dwa życia

  • kotradykcja 28.01.16, 12:10
    Ania, badania nad joint custody są prowadzone od lat 40tych.
    Wnioski są takie, że każda forma opieki ma wady i zalety. W Kanadzie stwierdzono, że w opiece dzielonej lepiej czują się dziewczynki, a dzieci w opiece dzielonej odrobinę lepiej radzą sobie ze stresem i wykazują mniej autodestrukcyjnych zachowań niż żyjące w opiece wyłącznej.
    Największym zagrożeniem stwierdzonym w USA jest fakt konieczności dublowania wydatków, co prowadziło do braku funduszy na studia.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • agni71 28.01.16, 20:59
    >Największym zagrożeniem stwierdzonym w USA jest fakt konieczności dublowania wydatków, co prowadziło do braku funduszy na studia.


    To jest chyba istotny argument również w polskich warunkach i to nie tylko w kontekście studiów. Żeby to były faktycznie dwa domy, to dziecko powinno mieć praktycznie dwa pełne komplety wszystkiego, a nie tylko dwie szczoteczki do zębów. Czyli pełna garderoba na wszystkie pory roku, sprzęty typu laptop, xbox, rower, książki, zabawki, itd. Bo przeprowadzanie się z walizą od jednego rodzica do drugiego to raczej mało ma wspólnego z dwoma domami, tylko raczej z życiem na walizkach, w wiecznej podróży.
  • vi_san 28.01.16, 12:09
    I tu chyba każdy się z tobą zgodzi. Dlatego błędne jest "obligatoryjne" narzucanie opieki naprzemiennej [co postulowały niektóre w poprzednim wątku na temat!].
    Opieka naprzemienna jest na pewno "jakimś" rozwiązaniem, zapewne dla niektórych najlepszym wyjściem z możliwych, skoro zło rozpadu rodziny już się stało [nawet jeśli rodzina była nieformalna, dla dziecka to żadna różnica]. Ale po pierwsze: wymaga spełnienia bardzo specyficznych "sine qua non", w tym dobrej woli OBOJGA rozstających się rodziców, a po drugie: MOIM zdaniem skandaliczne było stwierdzenie z pierwszego postu "Nie bójcie się tego, próbujcie". Bo próbować, to można zupę podczas gotowania, czy nie za słona. Ale nie "próbować" z życiem dziecka. Jeśli jest cień wątpliwości czy się uda - lepiej nie próbować, a ustalić miejsce zamieszkania dziecka przy jednym z rodziców i wzajemną opiekę. Co zresztą też wymaga sporej ekwilibrystyki logistycznej, dobrej woli obojga rodziców i kilku innych "drobnostek".

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • kotradykcja 28.01.16, 12:12
    Postulatem było, by opieka naprzemienna była PUNKTEM WYJŚCIA do dalszych rozmów.
    Co jest z zasady słuszne, gdyż opieka wyłączna jako punkt wyjścia prowadzi z założenia do nadużyć, ponieważ stawia z automatu jednego rodzica ponad drugim.

    --
    Teraz Kaczyński to głos społeczeństwa, w większości domów mówi się o nim z podziwem. /by Scher/

    ale już taka biologia czy chemia to dla zainteresowanych - niezbędna do życia nie jest /by arwena_11/
  • ewa_mama_jasia 28.01.16, 12:16
    Jest słuszna tylko i wyłącznie, gdy oboje rodzice mają podobny stan posiadania. Gdy oboje mogą dziecku zagwarantować osobny pokój z wyposażeniem, do którego przywykło. Oraz gdy mają podobne możliwości zajęcia się dzieckiem.

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • ania2003i2011 28.01.16, 12:16
    tak myślę i myślę, autorki postu dziecko miało 5 lat zaczynając mieszkanie na dwa domy
    gdybym zrobiła to samo ze swoim - zdecydowanie
    A bardzo nie spodobałoby mu się to
    B mielibyśmy wielkie z dzieckiem problemy, gdyż odbiłoby się to bardzo na psychice
    C zarówno organizacyjnie, jak i w ogóle byłyby straszne problemy z zajęciami dodatkowymi, odbiorem z przedszkola, czy szkoły

    spójrzcie też na to z innej strony - niektóre dzieci jeżdżą do drugich rodziców, czy chociażby do dziadków - jak często tu się żalą rodzice, że dziecko wraca inne, że znowu potrzebuje czasu na powrót do życia - a teraz niektórzy chcą mu takie wahania nastrojów i życia podarować co tydzień sad


  • vi_san 28.01.16, 12:33
    Oj co ty tam wiesz, takie dziecko to się przyzwyczai. I niech fanaberii nie prezentuje, bo przecież mamusia jest szczęśliwa z "nowym tatusiem" i tatuś jest szczęśliwy z "nową mamusią".
    Ja też uważam, że takie życie na dwa domy to dla malucha przede wszystkim brak stabilizacji. Zwłaszcza, jeśli model "obsługi dziecka" w domach się różni [u mamy o 19:30 trzeba iść spać - u taty można siedzieć do nocy, u mamy zawsze dostanie się jakieś drobne na słodycze - u taty tylko zdrowe drugie śniadanie itp]. Później, w wieku szkolnym te problemy MUSZĄ się kumulować: bo podręczniki i zeszyty, bo komputer i gry, bo "A bo zostawiłem u mamy modelinę i prawie gotową pracęęęęęę!!!", bo "bo u taty została gra a ja miałem w weekend zamiar wejść na kolejny poziom!" itd. Oczywiście - jest MOŻLIWE w miarę spokojne rozwiązanie wszystkich kwestii, ale wymaga ogromnych pokładów dobrej woli obojga dorosłych [o która to dobrą wolę jest trudno po często burzliwym i bolesnym rozstaniu], i spełnienia wielu innych warunków [np. zawodowych - chociażby praca "wyjazdowa" wyklucza tą możliwość].

    --
    Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie - Terry Pratchett "Pomniejsze Bóstwa"
  • ewa_mama_jasia 28.01.16, 13:12
    Z drugiej strony - opieka naprzemienna nie jest taka głupia, bo wykluczy sytuacje, gdy matka jest od codziennej nauki, sprawdzania zeszytów, gonienia do lekcji a tatuś od sobotniego wyjścia do kina czy na wycieczkę. Albo odwrotnie. Gorzej, jak tatuś nawali z dopilnowaniem dziecka przy lekcjach, a nasłucha się od nauczyciela mama smile

    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • heca7 28.01.16, 12:48
    Dokładnie tak było u mojej szwagierki. Jeszcze w czasie rozwodu (długo się ciągnął, bo pan nie chciał przyznać się do zdrady) ustalono opiekę naprzemienną. 2 tygodnie z matką i 2 z ojcem. Rodzice mieszkają obok siebie, dosłownie 300m. Szwagierka z rodzicami (tzn wróciła do domu). Dzieciak miał 4 lata. Od ojca wracała nabuzowana, agresywna, krzyczała, była nerwowa. Tam wszystko co się tatusiowi albo jego matce , ewentualnie siostrze tatusia nie podobało było głupie. Głupi ludzie, głupie zasady. O czym wprost i po imieniu mówili przy dziecku albo do dziecka. W stylu- nie słuchaj go on jest głupi. Po każdej takiej dwutygodniowej "sesji" dzieciak przez parę dni odreagowywał. Potem był tydzień spokoju , powrót do taty i abarot to samo uncertain
    Materialnie miała super u obojga rodziców. Ale szwagierka nie zgodziła się aby opieka w ten sposób była już na stałe. Tatuś początkowo nalegał ale jak tylko na horyzoncie pojawiła się kolejna pani odpuścił tongue_out
    Dziecko jakiś czas temu zapytało przy mnie - mamo kiedy będę na tyle duża aby samemu decydować kiedy pójdę do taty? Chodzi obecnie co drugi weekend od piątku do poniedziałku. Połowę świąt, połowę wakacji- zwiedziła pół świata z ojcem. Ale dom ma jeden.

    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • julita165 28.01.16, 12:23
    Ja to sobie trochę z ciekawości pogmerałam w orzecznictwie i doktrynie i dominującym poglądem jest to, że dla orzeczenia opieki naprzemiennej niezbędnym, choć nie jedynym warunkiem, jest zgodna wola obojga rodziców. Sąd takiego rozwiązania nie narzuci jeżeli jedno z rozwodzących się małżonków się sprzeciwia bo to wyklucza zgodną współpracę rodziców a to jest niezbędne żeby taka opieka mogła prawidłowo funkcjonować.
    Podsumowując, moim zdaniem nie można całkowicie zakazać takiej formy opieki nad dzieckiem ale też trzeba pogodzić się z faktem, że z wielu różnorodnych przyczyn, w tym w polskich warunkach również finansowych takie rozwiązanie jednak pozostanie marginesem.
    I jeszcze jedno, słabo do mnie przemawia argument że w wielu krajach takie system jest powszechny, a to dlatego że są to kraje w którym wartość równości stawia się tak wysoko, że obawiam się przeważa nad wartością dobra dziecka.
  • kobieta_z_polnocy 28.01.16, 13:06
    @ania2003i2011: jak to ma wplyw na psychike dziecka? Nie wiem, czy ktokolwiek wie. Tak samo jak nie wiadomo, ktore rozwiazanie (1 dom, drugi rodzic z kontaktem mniej lub bardziej okazjonalnym - czy tez 50/50) jest tak naprawde lepsze dla dziecka (dobro rodzicow postawmy tutaj na drugim miejscu).
    W idealnym swiecie mama i tata kochaliby sie i mieszkali razem. Chyba nikt nie ukrywa, ze kazde inne rozwiazanie to po prostu Plan B.

    Nie podoba mi sie tylko takie czarno biale stawianie sprawy, ze "polskie" rozwiazanie jest z automatu lepsze (bo jeden dom, bo jeden rodzic ogarniajacy codzienna logistyke, itd.). Moim zdaniem jest po prostu latwiejsze dla rodzicow. Rodzic "na stale" (nie oszukujmy sie: matka) ma kontrole nad codzienna logistyka i nad dzieckiem jako takim, rodzic dochodzacy ("tatus") jest od zabawy i prezentow, a poza tym ma wolne. Jakby nie patrzec, opieka naprzemienna wymusza znacznie wiecej pracy z obu stron, nawet jesli co drugi czy ktorys tam tydzien jedno z rodzicow "ma wolne".

    Przyznam, ze znacznie bardziej podoba mi sie tutejsze rozwiazanie. 50/50 nie jest nikomu narzucone. To po prostu punkt wyjscia, a strony same znajduja - mniej lub bardziej zgodnie, jak zwykle - podzial, ktory najbardziej pasuje do ich konkretnej sytuacji. Czesto gesto ostateczne ustalenia sa inne niz 50/50, bo, jak slusznie sie argumentuje, sytuacje zyciowe sa rozne, tak jak i rozni sa rodzice.
  • kk345 28.01.16, 13:29
    > Unikanie płacenia alimentów jest obrzydliwe - zgoda ale z drugiej strony, jak b
    > ym była ojcem i exia utrudniała czy wręcz uniemożliwiałaby mi widzenie z dzieck
    > iem, to też bym nie płaciła.
    A taki pogląd to już jest czyste kur...stwo. "Synuś, nie dostaniesz obiadu, bo mamusia nie pozwala mi się z tobą spotykać"
  • 3-mamuska 28.01.16, 19:41
    Wiesz nie pogląd ,ale jeśli matka chce miec wyłącznosć na dziecko to nich wyłącznie je utrzymuje.
    A nie pieniążki by chciała ,ale sie nie zbliżaj sie do dziecka. Bo np. Mamusia ma nowego pana i pana drażni obecność ojca w życiu dziecka i pani.
    To tak jak spłacać cudze długi.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • wioskowy_glupek 29.01.16, 07:19
    Otóż to...

    --
    "Zdajesz sobie sprawę, że próbujesz uzyskać racjonalną odpowiedź od czegoś, czego mentalność jest mieszaniną mentalności prymitywnego wieśniaka i odczuć autystyka, i co nigdy nie będzie w stanie zrozumieć sytuacji innej niż ta której samo doświadczyło?" ~ kosheen4
  • thank_you 29.01.16, 08:39
    A jak to się ma do statystyk, że to jednak tatusiowie mają dzieci w dupie i nie płacą alimentów? Przecież żadna z kobiet nie pisze tutaj o zabranianiu kontaktów, myślę, że większości zależałoby na jak najczęstszym spędzaniu wspólnego czasu z dzieckiem, tylko jakoś ojcowie nie garną się do wykazywania inicjatywy.

    --
    Producentka hormonu szczęścia smile
  • mamameg 29.01.16, 11:50
    > Wiesz nie pogląd ,ale jeśli matka chce miec wyłącznosć na dziecko to nich wyłąc
    > znie je utrzymuje.
    > A nie pieniążki by chciała ,ale sie nie zbliżaj sie do dziecka.

    No i właśnie dlatego mamy miliony niepłacących alimenciarzy, bo ich takie Mamuśki i Wioskowe Debilki głaskają po biednych główkach i usprawiedliwiają. Nie, jak rodzic utrudnia widzenia z drugim to się takie rzeczy załatwia sądownie a w ostateczności z policją a nie radośnie przestaje płacić alimenty. Nie karze się dziecka za to, że rodzic jest popaprany.
  • zuleyka.z.talgaru 29.01.16, 09:56
    Po przeczytaniu całego wątku stwierdzam, że całe szczęście, że ex mieszka prawie 200km od nas i nie wpadnie na pomysł opieki naprzemiennej. Amen.
  • asiula1987 29.01.16, 10:16
    Trzeba tu zaznaczyc, ze opiece naprzemiennej bardzo mala role odgrywa logistyka. Czyli gdzie kto mieszka, jak daleko od siebie, i kto ma zawiesc przywiezc. Widocznie nie zauwazylas u siebie w zwiazku, ale zapewne w 90% problemem sa emocje rozwodzacych sie rodzicow. Ludzie sa dorosli mysle, ze bez problemu ogarneliby dzielenie sie kosztami wychowania i utrzymania dzieci po polowie, dowozenie do szkol, do eksa itd. Ale utrudniaja im to emocje, zlosc, zawisc, zazdrosc. To przez to zaczynaja sie stwarzac problemy..."a dlaczego ja mam placic skoro to ona sobie kochanka znalzla, niech sie teraz meczy", "a dlaczego ja mam zawozic dziecko do eks skoro on tam z jakas mloda biusciasta lezy pewnie i sie mizia na oczach dziecka" itd itd
  • julita165 29.01.16, 11:02
    Może nie jest tak, że zaraz jakieś celowe działanie na złość ale nie woli żeby drugiej stronie sprawę ułatwić. Np. oboje pracują ale jedno pracuje do godz. 18. Żadna szkoła ani p-kole nie oferuje tak długich godzin opieki, nie ma osób trzecich do pomocy więc strona u ktorej w danym tygodniu niby dziecko nie mieszka musiałaby się jednak zaangażować. Kwestia godzin pracy i godzin instytucjonalnej opieki nad dzieckiem jest tu niesłychanie ważna. Nie każdy ma babcie chętną do pomocy ( a właściwie dwie ) albo kasę na opiekunkę.
  • ania2003i2011 29.01.16, 11:29
    no właśnie np. ojciec u siebie zatrudnia opiekunkę smile
  • alsk9 29.01.16, 11:25
    A ex mąż ma nową rodzinę i nowe dzieci?
    Twój nowy facet mieszka z tobą czy jest dochodzący?

    Bo z tego co napisałaś, to wygląda, że urodziłaś aż 1 dziecko, podporządkowałaś jemu i jego ojcu życie, w związku z czym nowy facet jest zmuszony się dostosować i nie myśleć o swoich dzieciach ani wyjeździe ani pracy za granicą, a w związku z zamieszkaniem w dużym mieście oboje z exem możecie mieć pracę i mieszkanie w okolicy i się siebie trzymacie.
    Czyli to opcja tylko dla osób które nie chcą kolejnych dzieci ani zakładania kolejnej "pełnej" rodziny.
    Spełniłaś się macierzyńsko z exem, masz kochanka na rozrywki który-jeśli poczuje potrzebę posiadania dzieci to znajdzie sobie inną kobietę, i chwalisz się, że jest idealna opieka naprzemienna.
    Mnie nie przeszkadza, żeby dziecko miało pokój i u mnie i u exa, ale rozwodzi się człowiek nie po to, żeby rodzinę nadal tworzyć z exem a nie z nowym partnerem.

  • triss_merigold6 29.01.16, 11:28
    No, dokładnie. To opcja dla osób, które nie planują założenia nowej rodziny. W tym układzie pan partner matki, jeśli tylko zechce może w każdej chwili związać się z kobieta, z którą będzie miał własne dzieci. Taki luźny układ i tyle.
  • araceli 29.01.16, 11:34
    alsk9 napisała:
    > Bo z tego co napisałaś, to wygląda, że urodziłaś aż 1 dziecko, podporządkowałaś
    > jemu i jego ojcu życie, w związku z czym nowy facet jest zmuszony się dostosow
    > ać
    i nie myśleć o swoich dzieciach ani wyjeździe ani pracy za granicą, a w zwi
    > ązku z zamieszkaniem w dużym mieście oboje z exem możecie mieć pracę i mieszkan
    > ie w okolicy i się siebie trzymacie.

    Momencik - znów, co z tym ma wspólnego opieka naprzemienna? Jak dziecko jest 'przy matce' to uważacie, że jest jego właścicielką i może sobie na pstryknięcie palcami wyprowadzić do innego kraju odcinając dziecko od ojca? I czy fair jest w takim układzie wyprowadzka ojca, która ogranicza kontakch z dzieckiem do paru/parunastu dni w roku?

    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • triss_merigold6 29.01.16, 11:55
    W zasadzie może. Ojciec może to zablokować na drodze sądowej, natomiast wyprowadzka ojca do innego kraju jest praktycznie nie do zablokowania przez matkę.
  • araceli 29.01.16, 12:05
    triss_merigold6 napisała:
    > W zasadzie może. Ojciec może to zablokować na drodze sądowej, natomiast wyprowa
    > dzka ojca do innego kraju jest praktycznie nie do zablokowania przez matkę.

    Nie pytałam się o możliwości prawne tylko dobro dziecka (które jest wskazywane jako argument przeciw opiece naprzemiennej). Dyskutantki przeciwne opiece naprzemiennej powołują się na dobro dziecka jednocześnie wskazując, że przecież matka może 'musieć' zawodowo przenieść się na drugi koniec kraju/świata i musi mieć taką możliwość. Jak to ma się do 'dobra dziecka'?


    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • triss_merigold6 29.01.16, 12:25
    Pewnie tak, że matka musi mieć jakieś źródło utrzymania dzięki któremu zaspokoi potrzeby dziecka. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby utrzymywanie jej zadeklarował eks partner/mąż i zrekompensował jej utracone dochody - utracone wskutek rezygnacji z przeprowadzki.

    Nie wiem, ja się nie przeprowadzałam za pracą.
  • ania2003i2011 29.01.16, 11:25
    Kamakszi - dziecko jest tydzień tu i tu, jak się dzielicie ze składkami typu ... będąc i ojca dowiedziało się, że idzie do koleżanki na urodziny? kto daje kasę?
    dziecko zaboli ząb i trzeba do dentysty - co robicie?
    a co w p[rzypadku akurat na mus składki w szkole? albo na wycieczkę?


  • araceli 29.01.16, 11:32
    ania2003i2011 napisała:
    > Kamakszi - dziecko jest tydzień tu i tu, jak się dzielicie ze składkami typu ..
    > . będąc i ojca dowiedziało się, że idzie do koleżanki na urodziny? kto daje kas
    > ę?
    > dziecko zaboli ząb i trzeba do dentysty - co robicie?
    > a co w p[rzypadku akurat na mus składki w szkole? albo na wycieczkę?

    A co z tym ma wspólnego opieka naprzemienna? Jak niezaplanowany wydatek wypadnie wtedy, kiedy dziecko jest u ojca płacącego alimenty to ojciec powie 'nie dam Ci pieniędzy, bo płacę alimenty'? 'Nie pójdziemy do dentysty bo matka ma kasę z alimentów'?

    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • ania2003i2011 29.01.16, 11:34
    ma dużo wspólnego, przeczytaj jeszcze raz - nie mówimy o godzinowym pobycie dziecka u ojca, tylko o mieszkaniu w drugim domu i z drugim rodzicem

  • araceli 29.01.16, 11:35
    ania2003i2011 napisała:
    > ma dużo wspólnego, przeczytaj jeszcze raz - nie mówimy o godzinowym pobycie dzi
    > ecka u ojca, tylko o mieszkaniu w drugim domu i z drugim rodzicem


    Aaaa.. to wasi eksowie mają 'godzinowe widzenia' z dzieckiem? WOOOW!


    --
    Emigrancka troska o ojczyznę:
    araceli: Ty możesz sobie spalić Polskę - co Ci szkodzi! Ja tu mieszkam.
    black_halo: Na zlosc tobie spale.
  • triss_merigold6 29.01.16, 11:40
    A jak sobie wyobrażasz spotkanie z dzieckiem w tygodniu, nawet jeśli facet kończy pracę równo o 16? Mój eks z drugiego końca Warszawy jedzie wtedy godzinę. Jest o 17, albo siedzą w pokoju starszaka i pilnuje odrabiania lekcji, grają w coś itp. albo zabiera go na dwie godziny. Jak syn miał inne godziny treningów, to odbierał go bezpośrednio z treningu i przywoził koło 19.
  • araceli 29.01.16, 11:42
    triss_merigold6 napisała:
    > A jak sobie wyobrażasz spotkanie z dzieckiem w tygodniu, nawet jeśli facet końc
    > zy pracę równo o 16? Mój eks z drugiego końca Warszawy jedzie wtedy godzinę. Je
    > st o 17, albo siedzą w pokoju starszaka i pilnuje odrabiania lekcji, grają w co
    > ś itp. albo zabiera go na dwie godziny. Jak syn miał inne godziny treningów, to
    > odbierał go bezpośrednio z treningu i przywoził koło 19.

    Tak jak mają moi znajomi i jak już Ci pisałam (ciężko zapamiętać?) - rodzic odbiera dziecko ze szkoły/przedszkola zabiera do siebie o odwozi następnego dnia/po dwóch dniach dziecko do placówki rano. Tak samo przy weekendach, świętach, wakacjach.

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • ania2003i2011 29.01.16, 11:44
    ale nie zawsze jest taka możliwość - ojciec może nie mieć warunków mieszkaniowych, dziecko nie toleruje spania nigdzie indziej niż w swoim domu, nawet w domu ojca
    tak ciężko zrozumieć, że nic nie jest czarne bądz białe?

  • araceli 29.01.16, 11:46
    ania2003i2011 napisała:
    > ale nie zawsze jest taka możliwość - ojciec może nie mieć warunków mieszkaniowy
    > ch, dziecko nie toleruje spania nigdzie indziej niż w swoim domu, nawet w domu
    > ojca
    > tak ciężko zrozumieć, że nic nie jest czarne bądz białe?

    A czy ktoś twierdzi, że zawsze są warunki? Przeczytaj może pytanie, na które odpowiadałam. Nie każdy ma w życiu układ 'matka-właścicielka, ojciec - dawca spermy i bankomat' jaki kultywuje Triss.


    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • alsk9 29.01.16, 11:58
    A kto ci broni mieć "lepszy układ niż Triss"? rzucasz się nie wiadomo o co jak wesz na grzebieniu. sądząc po wypowiedziach i kłótliwości - jesteś ostatnią osobą która z kimkolwiek da rady stworzyć zgodną "opiekę naprzemienną"
  • triss_merigold6 29.01.16, 11:59
    Przecież ona nie ma dzieci więc ma prawo nie miec pojęcia o czym pisze.
  • araceli 29.01.16, 12:01
    alsk9 napisała:
    > A kto ci broni mieć "lepszy układ niż Triss"?

    Nie napisałam, że 'lepszy' - napisałam, że inny. Potrafisz czytać? To Triss napisała 'jak sobie wyobrażasz' to (po raz kolejny) opisałam jej jak to funkcjonuje u innych. Proste? Da się zrozumieć?


    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • alsk9 29.01.16, 12:04
    "u innych" czyli nie u ciebie, tylko tych co znasz z plotek koleżanek i zasłyszanych jednym uchem historyjek? aha. to bardzo istotne źródło dokładnych informacji.
  • araceli 29.01.16, 12:07
    alsk9 napisała:
    > "u innych" czyli nie u ciebie, tylko tych co znasz z plotek koleżanek i zasłysz
    > anych jednym uchem historyjek? aha. to bardzo istotne źródło dokładnych inform
    > acji.

    A spoko - przykłady przeciwniczek opieki naprzemiennej (niedotyczące dzieci własnych) pt. 'znam taki przypadek i to jest złe' są ok ale inne są 'zasłyszanymi historyjkami' big_grin

    Kalizm, oj kalizm big_grin

    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • triss_merigold6 29.01.16, 11:58
    Eee, bankomatem to on raczej słabym jest. tongue_out
  • ania2003i2011 29.01.16, 11:43
    widzenia są w areszcie i w więzieniu

    tak, niektórzy przyjeżdzają do dziecka na godzinę, dwie - są różne możliwości, nie nam to oceniać
  • triss_merigold6 29.01.16, 11:35
    Dokładnie tak. W szkole nie ma niezaplanowanych i wyskakujących z dnia na dzień składek, to raz. Dwa - dentysta na NFZ dla dzieci jest bezpłatny (jest dopłata za białe plomby, bodajże), ale zwykle trzeba się zapisać na jakiś termin.
  • araceli 29.01.16, 11:36
    triss_merigold6 napisała:
    > Dokładnie tak. W szkole nie ma niezaplanowanych i wyskakujących z dnia na dzień
    > składek, to raz. Dwa - dentysta na NFZ dla dzieci jest bezpłatny (jest dopłata
    > za białe plomby, bodajże), ale zwykle trzeba się zapisać na jakiś termin.

    Czyli problem (będący 'argumentem' przeciw opiece naprzemiennej) jest wydumany. CBDU.

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • triss_merigold6 29.01.16, 11:42
    Nie, problem kosztów nie jest wydumany, albowiem opieka naprzemienna - przynajmniej w ujęciu teoretycznym panów - zakłada brak alimentów.
    Tu matka alimenty na dziecko ma i z nich + ze swojej działki może spokojnie rozporządzać, czy i kiedy coś opłaci. Eks jej wtedy łaski nie robi.
  • araceli 29.01.16, 11:45
    triss_merigold6 napisała:
    > Nie, problem kosztów nie jest wydumany, albowiem opieka naprzemienna - przynajm
    > niej w ujęciu teoretycznym panów - zakłada brak alimentów.
    > Tu matka alimenty na dziecko ma i z nich + ze swojej działki może spokojnie roz
    > porządzać, czy i kiedy coś opłaci. Eks jej wtedy łaski nie robi.

    Żeby alimenty 'mieć' najpierw musi się z eksem dogadać w sprawie ich wysokości czyli (ojejkujekku) musi z nim ustalić jakie są potrzeby dziecka. Jak nie ustali - robi to sąd. Podobnie w opiece naprzemiennej, tyle, że dochodzi podział co kto kupuje/opłaca.

    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • triss_merigold6 29.01.16, 11:58
    Nienienie. Wysokość alimentów jest orzekana podczas rozwodu.
    Jeśli rodzice są zgodni i mają plan wychowawczy uwzględniający wysokość alimentów, to sąd nie wnika tylko przyklepuje ich decyzję.
    Często natomiast rodzice zupełnie nie są zgodni i wtedy rodzic z którym dziecko mieszka na stałe wnosi o zasądzenie kwoty X i uzasadnia wyliczeniem potrzeb i ich kosztów. Decyzje podejmuje sąd.
  • araceli 29.01.16, 12:02
    triss_merigold6 napisała:
    > Nienienie. Wysokość alimentów jest orzekana podczas rozwodu.


    Nienienie. Nie każdy tak ma. Potrafisz zrozumieć? Są ludzie, którzy W OGÓLE nie mają orzeczonych alimentów. Takie cuda pani.

    > Jeśli rodzice są zgodni i mają plan wychowawczy uwzględniający wysokość aliment
    > ów, to sąd nie wnika tylko przyklepuje ich decyzję.

    Niezależnie od formy opieki.

    > Często natomiast rodzice zupełnie nie są zgodni i wtedy rodzic z którym dziecko
    > mieszka na stałe wnosi o zasądzenie kwoty X i uzasadnia wyliczeniem potrzeb i
    > ich kosztów. Decyzje podejmuje sąd.

    Czyli dokładnie tak jak napisałam. Ojej!

    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • alsk9 29.01.16, 12:05
    ale co? ojciec na ciebie nie płacił czy matka. Bo taką pianę bijesz że musisz mieć jakąś głęboką traumę od dzieciństwa.
  • triss_merigold6 29.01.16, 12:27
    Jak nie mają alimentów, to muszą się dogadywać na co dzień właśnie w tych wydatkach poza wyżywieniem i dachem na d głową. Widocznie lubią, potrafią i chcą.
  • araceli 29.01.16, 12:30
    triss_merigold6 napisała:
    > Jak nie mają alimentów, to muszą się dogadywać na co dzień właśnie w tych wydat
    > kach poza wyżywieniem i dachem na d głową. Widocznie lubią, potrafią i chcą.

    Nie mają ZASĄDZONYCH alimentów. Napisałaś "Wysokość alimentów jest orzekana podczas rozwodu." - nie zawsze jest, czasem w ogóle nie ma nigdy takiego orzeczenia.


    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • triss_merigold6 29.01.16, 12:32
    Pierwsze słysze, ale ok. Czyli tak się dogadali, że alimentów nie będzie i teraz dogadują się na bieżąco. Czyli tak jak napisałam, najwyraźniej lubią ten sport.
  • alsk9 29.01.16, 12:41
    Zgodnie z prawem przy rozwodzie sąd musi orzec o sposobie wywiązania się r