Dodaj do ulubionych

Pogarda dla "internetu"

14.04.16, 12:02
Tak mnie naszło, bo akurat wczoraj pokłóciłam się ze swoją mamą. Poszło o to, że "wyczytałaś to w internecie", a to nie jest sprawdzona wiedza itp (tym razem chodziło o laktacyjny leksykon leków, o którym wiem, że masa lekarzy NIC nie wie). Gdybym powiedziała, że wyczytałam to w książce byłoby już lepiej. Moja mama, rocznik 50 świetnie sobie radzi z komputerem i netem, ale jest z pokolenia książkowego. Kiedy pisała doktorat, pracowała na uczelni korzystało się tylko z książek i tak jej zostało, więc w jej przypadku jakoś to jeszcze rozumiem. Ale ile razy słyszałam podobny tekst od hydraulika, pana w sklepie, o lekarzach nie wspominając. Broń Boże coś zasugerować, bo zaraz się usłyszy "Co, w internecie pani przeczytała?", albo" Internetów się naczytała". A przecież jeśli ktoś umie szukać, to znajdzie i artykuł z "Sience", i zdigitalizowaną bibliotekę w Kalifornii i wystąpienie Marszałka. Skąd zatem taka pogarda dla wiedzy zdobytej w internecie, że o forach nie wspomnę (kopalnia wiedzy specjalistycznej, hobbystycznej od staników, po dzieci z autyzmem)? Czy tylko mnie to spotyka? Jak walczyć z takimi zachowaniami np. u lekarza? Przy czym ja się sama nie diagnozuję, zapytałam np. tylko przy usg o kontrowersyjność testu Pappa, za co zostałam zjechana przez panią doktor.
Edytor zaawansowany
  • fomica 14.04.16, 12:13
    > Skąd zatem taka pogarda dla wiedzy zdobytej w internecie,
    Stąd, że 90% internautów nie dokopuje się do biblioteki z Kalifornii ani nawet do Science, tylko wrzuca interesujące hasło do wyszukiwarki i przegląda linki z dwóch pierwsze stron wyników. Za zamieszczone tam informacje autorzy, często nawet niepodpisani, nie biora żadnej odpowiedzialności, nie znają specyfiki sytuacji czytelnika, wyjątków, przeciwskazań (to apropos leków i leczenia).
    Akurat wkurzenie lekarzy na przemądrzałych pacjentów w pełni rozumiem, nie ma nic bardziej demotywującego niż pacjent który przychodzi z gotową diagnozą i wymusza na lekarzu konkretne postepowanie, nie dając mu szansy na samodzielne rozpoznanie. A potem taki pacjent ma w nosie zalecenia i leczy się na własną rękę, bo w internecie inaczej przeczytał.
  • iwoniaw 14.04.16, 12:44
    Akurat wkurzenie lekarzy na przemądrzałych pacjentów w pełni rozumiem, nie ma n
    > ic bardziej demotywującego niż pacjent który przychodzi z gotową diagnozą


    A ja akurat tego nie rozumiem i w sumie nawet mnie to oburza - pacjent najczęściej nie jest "przemądrzały", tylko zainteresowany swoim stanem, często pełen obaw (to naprawdę takie dziwne?) i korona by lekarzowi jednemu z drugim z głowy nie spadła, gdyby potraktował go nie jak kawał mięsa, tylko żywego człowieka i wytłumaczył spokojnie, co zdiagnozował i dlaczego takie a nie inne postępowanie/leczenie zaleca. Pacjent ma też prawo (olaboga! naprawdę!) ZAPYTAĆ o coś, czego w zaleceniach nie rozumie oraz WYRAZIĆ WĄTPLIWOŚCI co do skutków ubocznych jakiejś procedury medycznej, a obowiązkiem (!) lekarza jest te wątpliwości rozwiać lub przedstawić prawdziwe dane jak wygląda ryzyko lub alternatywa.

    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • fomica 14.04.16, 12:56
    No fajnie, ale o czym ty piszesz? Bo chyba nie o tym samym co ja. "Zapytać o zalecenia, wyrazić wątpliwości" to nie to samo co "wyczytałem już w internecie co mi jest, przychodze tylko po konkretną receptę". Zapytaj lekarzy jak często zmagają się z gotowymi diagnozami.
  • iwoniaw 14.04.16, 13:25
    Jak to o czym piszę? Dokładnie o tym, o czym autorka wątku w poście startowym (obsobaczona przez Pana Doktora za zadanie pytania).

    --
    Niedźwiedź polarny to niedźwiedź kartezjański po transformacji
  • princess_yo_yo 14.04.16, 12:52
    lekarz nie ma sie co wkurzac tylko wyjasnic sytuacje a to ze czesto sie znajduje w sytuacji kiedy nie potrafi to juz akurat problem ktorego na pewno pacjent nie jest w stanie za niego rozwiazac. akurat lekarze ktorzy maja rzeczywista i oparta na dowodach wiedze sie nie wkurzaja, ci ktorzy z czytaniem sami sa na bakier z drugiej strony miewaja troche inne podejscie
  • black_magic_women 14.04.16, 13:15
    Mam kolegę, najprawdopodobniej hipochondryka, z którym lekarz przestał rozmawiać, zwracał się już tylko do matki dziecka, ale to przypadek szczególny, bo kolega "leczy" wszystkich na wszystko. Wtrąca się, przeszkadza lekarzom i pielęgniarkom. Ja ostatnio przy usg genetycznym zapytałam lekarkę, skąd kontrowersje wokół Testu Pappa. Jakie kontrowersje, o czym pani mówi?! Koleżanki powiedziały, czy internetu się pani naczytała? Bo wie pani, ja mam 36 lat, więc sam wiek obciąża mi statystykę, a urodzić i tak urodzę... Brednie, głupoty. To morfologii też pani nie wie czy robić?! Lekarka mniej więcej w moim wieku.
  • turzyca 14.04.16, 20:00
    >Akurat wkurzenie lekarzy na przemądrzałych pacjentów w pełni rozumiem, nie ma nic bardziej demotywującego niż pacjent który przychodzi z gotową diagnozą i wymusza na lekarzu konkretne postepowanie, nie dając mu szansy na samodzielne rozpoznanie. A potem taki pacjent ma w nosie zalecenia i leczy się na własną rękę, bo w internecie inaczej przeczytał.

    Moja bardzo madra lekarka rodzinna postawiwszy mi diagnoze powiedziala "nie zabronie pani czytac internetu, bo i tak bedzie pani czytac. Jak pani wyczyta cos, co pania zaniepokoi, bedzie miala pani watpliwosci do zaleconego przeze mnie leczenia, to niech pani to wydrukuje, zakresli i przyniesie, postaram sie pani to wytlumaczyc."

    --
    Kółka się kręcą?
  • agata_abbott 14.04.16, 12:25
    No cóż, bywa. Fomica ma rację - większość ludzi jednakowo traktuje to, co wyczytają w komentarzach na forach czy fb, i to, co można znaleźć w 'Science'. Tymczasem internet jest narzędziem, z którego trzeba umieć korzystać.
    Gdyby nie internet - nie napisałabym swojej pracy magisterskiej. Pisałam na temat dosyć w tamtych czasach niszowy, wzmianki na ten temat w książkach w polskich bibliotekach były może ze dwie. Wyszukiwarka podpowiedziała mi jeszcze dwie pozycje, angielskojęzyczne, które kupowałam na amazonie. Reszta - to były informacje wygrzebane w internecie - z artykułów prasowych, stron internetowych i raportów rocznych firm, o których m.in. pisałam. Bibliografię miałam sporą, chociaż żadnej z gazet nie miałam w ręku w formie papierowejsmile
    Podobnie z informacjami o wspomnianym w Twoim poście autyzmie - papierowych książek na ten temat mam ze trzy. Ale 90% istotnej wiedzy pochodzi z artykułów i postów na forach czy blogach (tak, tak!) pisanych przez rodziców autystów lub samych autystów.

    --
    trzeci-pasazer.blogspot.com/
  • ichi51e 14.04.16, 12:27
    Ja sie nie zgodzilam na naciecie podczas porodu bo zaden lekarz nie umial mi udzielic info dlazego to jest lepiej a net sugerowal ze odpowiedzia jest "bo sie latwiej szyje" Slyszalam enigmatyczne odpowiedzi typu "ja polecam naciecie" oraz "to lepiej niz naturalne pekniecie". W ogole okres okoloporodiwy wspominam jako pasmo narzekania "naczytaja sie w internetach"

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • iwoniaw 14.04.16, 12:47
    No niestety, też mam wrażenie, że dla pewnej grupy personelu medycznego "internety" to zło przede wszystkim dlatego, że rozbestwieni pacjenci nagle zyskują wiedzę o swych podstawowych prawach oraz dowiadują się, że pewne procedury nie są jedynymi możliwymi i nie zawsze najlepszymi dla pacjenta, tyle że akurat najwygodniejszymi dla tegoż personelu.

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • ola_dom 14.04.16, 13:33
    iwoniaw napisała:

    > No niestety, też mam wrażenie, że dla pewnej grupy personelu medycznego "internety" to zło
    > przede wszystkim dlatego, że rozbestwieni pacjenci nagle zyskują wiedzę o swych
    > podstawowych prawach oraz dowiadują się, że pewne procedury nie są jedynymi możliwymi i
    > nie zawsze najlepszymi dla pacjenta, tyle że akurat najwygodniejszymi dla tegoż personelu.

    AMEN.
    I jeszcze trzeba wysiłek myślowy poczynić, umysł pogimnastykować, bo się taki mądrzy i dyskutować chce. Zamiast wpatrywać się w uczonego dochtora jak w święty i wszystkowiedzący obrazek.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • klerjeser 14.04.16, 13:43
    ola_dom napisała:

    > iwoniaw napisała:
    >
    > > No niestety, też mam wrażenie, że dla pewnej grupy personelu medycznego "
    > internety" to zło
    > > przede wszystkim dlatego, że rozbestwieni pacjenci nagle zyskują wiedzę o
    > swych
    > > podstawowych prawach oraz dowiadują się, że pewne procedury nie są jedyny
    > mi możliwymi i
    > > nie zawsze najlepszymi dla pacjenta, tyle że akurat najwygodniejszymi dla
    > tegoż personelu.
    >
    > AMEN.
    > I jeszcze trzeba wysiłek myślowy poczynić, umysł pogimnastykować, bo się taki m
    > ądrzy i dyskutować chce. Zamiast wpatrywać się w uczonego dochtora jak w święty
    > i wszystkowiedzący obrazek.
    >

    Jaasne a potem mamy takich, co "wiedzą najlepiej" w temacie szczepionek, więc nie będą im łapiduchy ciemnoty wciskać, bo oni sami myślą "logicznie i samodzielnie" big_grin

    Znam osobę, która przeżyła miesiąc koszmaru, bo po lekturze fachowych pism i konsultacjach na forach zdiagnozowała u dziecka unikalny przypadek wrodzonego przerostu nadnerczy.

    Może w ogóle niezależnie myśląca i znająca języki forumowa elyta zrezygnuje z lekarzy, bo to przecież konowały nie znające się na niczym? big_grin
  • alpepe 14.04.16, 20:04
    Nie ośmieszaj się sprowadzając sprawę do absurdu.
    Ja zapytałam ortodontę (Niemcy), czy nie ma alternatywnego sposobu korekcji zgryzu dziecka do wyrwania CZTERECH ZĘBÓW STAŁYCH PRZEDTRZONOWYCH. Konował się zapluł ze złości, bo wyjaśniłam, że przecież rośnie szczęka, co wtedy? Spytałam od statystyki powodzenia takiej korekcji, konował powiedział, że NIE MA. Nie, nie byłam po lekturze internetów, tylko na chłopski rozum i zdrowy rozsądek pytałam o alternatywy. Pytałam, czy może prywatnie da się to korygować inaczej. Odpowiedź konowała: NIE.
    Załamałam się, wyszłam, poszukałam w internecie ortodonty, który leczyłby według szkoły brytyjskiej lub amerykańskiej, dziecko dostało aparat, nie jest idealnie, ale jest bardzo dobrze.

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • martishia7 14.04.16, 13:43
    Mój lekarz pierwszego kontaktu, kiedy przyszłam do niego z pewną mocną nietypową dolegliwością i powiedziałam na wstępie, że niech się nie śmieje, ale sprawdziłam temat w internecie, odpowiedział, że nie ma się z czego śmiać, Dr Google lekarzem najpierwszego kontaktu. I dopytał co mi tam wyszło z tych poszukiwań, na luzie.
  • 1matka-polka 14.04.16, 13:51
    Ja zawsze odpowiadam w takich przypadkach, ze ma to tyle sensu, co mówienie "pewnie to wyczytałaś w wirtualnej bibliotece".

    --
    www.pajacyk.pl/
  • yuka12 14.04.16, 13:53
    Mamy tutaj kolege, wysokiej klasy specjaliste w szpitalu. Co mnie udarza w kontaktach z nim to skromnosc. Wiedze medyczna ma ogromna- kilkanascie lat studiow, lata praktyki, ale uwaznie slucha naszych informacji z internetu (bo opracowan naukowych na temat pewnych chorob jest niewiele, latwiej znalezc artykul naukowy w internecie). Potrafi powiedziec, ze na dany temat wie za malo, zeby cos poradzic, ze lepiej zna temat jego kolega specjalista w danej dziedzinie. Zauwazylam, ze ludzie na prawde z szeroka wiedza i znajomoscia rzeczy nie boja sie internetu, ksiazek czy watpliwosci, bo zdaja sobie sprawe, ze nie wszystko jeszcze odkryto.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • ola_dom 14.04.16, 14:03
    yuka12 napisała:

    > Zauwazylam, ze ludzie na prawde z szeroka wiedza i znajomoscia rzeczy nie boja sie internetu,
    > ksiazek czy watpliwosci, bo zdaja sobie sprawe, ze nie wszystko jeszcze odkryto.

    No właśnie. Są ciekawi świata i wiedzy, i nawet jak im pacjent przyjdzie z jakimiś "rewelacjami", to wysłuchają i ew. sprawdzą, czy to może prawda - a nie wykpiwają z pogardą, czy wręcz obrażają się, że pacjent śmie mieć jakieś swoje zdanie inne od lekarza.
    Poza tym - przecież nigdy wcześniej nie było takiego łatwego dostępu do wiedzy. Jasne, że jest kupa śmiecia i nie każdy umie odsiać ziarno od plew. Ale to nie upoważnia lekarza do traktowania pacjenta lekceważąco ani tym bardziej niegrzecznie. A nierzadko jest tak, że pacjent zmaga się ze schorzeniem od długiego czasu i naprawdę cierpi, i nikt nie wie więcej na temat jego stanu niż on sam.

    A tak w ogóle - jakby lekarze byli naprawdę świetni i pomagali przynajmniej w 85% przypadków, to mało komu chciałoby się tracić czas na internety i pieniądze na alternatywne metody leczenia. Więc niech się może lekarze zastanowią, DLACZEGO pacjentowi chce się szukać i szperać, zanim z góry go opieprzy.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • yuka12 15.04.16, 01:24
    Mam kuzynow chorujacych na powazna chorobe. Sa autorytetami w swojej chorobie, bo gleboka wiedza na temat wszystkich jej aspektow jest kluczem do ich przezycia. Kuzynka mi kiedys opowiadala, jak chcieli ja leczyc w jednym z prowincjonalnych szpitali, oczywiscie zupelnie nie zwracajac uwagi na jej slowa i porady. Bo CO pacjentka moze wiedziec ? smile. I musiala sie biedaczka po kilku dniach wypisac na zyczenie ze szpitala, bo nie tylko by jej nie wyleczyli, ale i doprowadzili do smierci w ciagu tygodnia. A tak, dzieki Bogu, jeszcze zyje. Ostatecznie doleczyli ja specjalisci w duzym miescie odleglym -set kilometrow od jej domu. Tacy ktorzy znaja jej chorobe i sluchaja, co kuzynka ma do powiedzenia.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • anty_nick 14.04.16, 13:59
    moja lekarka też narzeka,że teraz ludzie najpierw szukają po necie, a dopiero potem przychodzą do niej i jeszcze jej mówią co ona ma robić.Ona mówi,że jak jej ktoś powie coś faktycznie z czym ona sie zgadza, to nie ma sprawy, ale czasem ludzie zachowują się,jakby pokończyli studia medyczne i w niczym nie ustępują "prawdziwemu lekarzowi".

    Prawda jest taka,że ludzie sie naczytają i myślą,że są mądrzejsi od mechanika, hydraulika czy tego lekarza.
    To mnie też drażni trochę. Bo czasem ludzie czytaja pierdoły ale przeczytali i uważają,że jak coś jest w inrenecie to TAK JEST I KONIEC KROPKA!!!
  • agata_abbott 14.04.16, 14:07
    Tak, ale z drugiej strony... nie wiesz nawet ile razy będąc z dzieckiem u lekarza (z problemem typu "trzydniówka") usłyszałam tekst: "kto temu dziecku tak wcześnie zdiagnozował autyzm?!". Przy pierwszych kilku razach miałam jeszcze energię dyskutować, później ucinałam ten temat, bo też nie ma większego sensu dyskutować na temat diagnozy z osobą, która autyzm widziała chyba tylko w "Rain Manie", ale skończyła studia medyczne, więc ma prawo do wygłaszania swoich opinii na tematy wszelakie.

    --
    trzeci-pasazer.blogspot.com/
  • kawka74 14.04.16, 15:08
    Sęk w tym, że większość ludzi nie umie szukać i selekcjonować informacji. Z taką samą powagą traktuje PubMed, Wikipedię i rzewne opowieści z forum (z całym szacunkiem dla forum, ale większość informacji stąd nadaje się, jak mawiała moja matka, na damskie szpilkowe). Tak samo poważnie odnosi się do opracowań historycznych fachowców w swojej dziedzinie, jak i opowieści o chemtrailsach (miałam niedawno okazję spotkać takiego przytrutego osobnika, przeczytał w internetach i wie) zamieszczonych na blogach tropicieli spisków Big Pharmy. Nie umie czytać krytycznie, z dystansem, nie wie, gdzie i jak sprawdzić rzetelność autora - ba, nawet nie chce jej sprawdzać.
    Jeśli chodzi o medycynę, widzę to tak: trudności w diagnostyce, dodatkowe badania, szukanie informacji, jeśli lekarze sobie nie radzą - jak najbardziej. Diagnozowanie zanim lekarz spojrzy - nie, nie i nie.

    --
    Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii, obciążyłbym podatkiem wszystkich cudzoziemców żyjących za granicą.
  • kannama 14.04.16, 19:40
    Wszystko zależy od dystansu do czytanych informacji. Ja zawsze przy jakiś objawach chorobowych kogokolwiek z rodziny najpierw czytam w necie, natomiast nigdy nie wchodzę w drzwi z wiadomościa, że zdiagnozowałam chorobę. Podobnie mam, gdy idę do urzędu itp.
  • ally 14.04.16, 20:46
    Otóż to. Jak widzę, co ludzie wypisują np. o szczepionkach, to ogarnia mnie przerażenie. Po ludzku rozumiem strach o dzieci, ale ten strach w połączeniu z brakiem narzędzi poznawczych i dostępem do Google daje mieszaninę wybuchową.

  • ichi51e 14.04.16, 20:48
    ja zdiagnozowalam sobie niedoczynnosc tarczycy netowo big_grin jakos tak w necie latwiej niz isc do lekarza i mowic "w sumie nic mi nie jest tylko jakos tak mi zle"

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • jan.kran 14.04.16, 23:41
    Ja uważam że jak ktoś ma mózg i umie korzystać zpodanych informacji to nawet internety mu nie zaszkodzą.
    Ja jestem fanką netu i mogłabym napisać elaborat jak bardzo ułatwia mi życie.
    Ale jak zeszło na tematy medyczne to dzięki internetom mój syn posiada śledzionę , norwescy niedouczeni lekarze bardzo chcieli mu ją usunąć , może dzięki internetem żyje a na pewno dzięki temu co wyczytałam w necie jest zdrowy.
    Kiedy syn zachorował na trombocytopenię siedziałam an necie 24/7 przez kilka dni , szybko się dowiedziałam że jest lekarstwo które może uratować mojego syna.Również szybko dowiedziałam się po zadzwonięniu do firmy produkującej ten lek że w Stanach i większości Europy jest dopuszczony do leczenia trombocytopenii w Norwegii nie.
    Moja walka z norweskimi hematologami odbywała sie na noźe , byłam blisko rękoczynów plus zapowiedzialłam że o ile synowi nie podadzą ostatniej kroplówki to szpital opuszczę tylko w towarzystwie policji , sama się nie ruszę. Podpierałam się wiedzą z internetow i miałam racje bo minęło osiem lat i syn jest , tfu , tfu , zdrowy jak rydz.


  • szeera 14.04.16, 19:50
    Ludzie się nie znają to się wypowiedzą smile Książki, gazety itd. mogą być równie głupie jak internet. Za to w internecie znajdę od ręki to czego np. w zwykłej papierowej biblitece bym nie znalazła.

    Co do lekarzy, to przeczytałam (nie w internecie, w gazecie), że polscy onkolodzy sprzeciwili się stworzeniu instrukcji dla pacjentek z rakiem piersi. Bo co mi się tu będzie pacjent mądrzył! Dla mnie takie zachowanie lekarzy jest nie do zaakceptowania.

    Po takim spotkaniu szukałabym lekarza który będzie umiał pracować z pacjentami. Tym bardziej, że wiele uznanych organizacji medycznych ma swoje strony dla pacjentów gdzie tłumaczone są pacjentom procedury, ryzyka itd. właśnie po to by mógł o tym porozmawiać ze swoim lekarzem - pacjęt mający już pewną wiedzę to wręcz ułatwienie pracy dla lekarza.


  • ofelia1982 14.04.16, 19:54
    No bo jak sama wywnioskowałaś - to brak wiedzy o tym, ze Internet to nie tylko ematkatongue_out, ale tez dużo wartościowej wiedzy
  • piepe 14.04.16, 23:56
    Lekarze - dr Google to dla nich konkurent w rękach pacjenta, czyli coś niedopuszczalnego.

    Niemniej jest spora liczna osób niby oswojona z najnowszymi zdobyczami techniki, ale kompletnie nie potrafiąca się dogadać z wujkiem Google. Mają smartfony, laptopy, spedzają nawet czas na forach. Mimo tego, zamiast wstukać w wyszukiwarkę odpowiednią, nawet byle jaką frazę, pytania zadają na forach i facebookach. Nie są w stanie sprawdzić nawet rozkładu jazdy autobusu. Zdają się nie wiedzieć, do czego służy wyszukiwarka, o czymś takim jak wyszukiwanie po grafice nie mówiąc.
  • gama2003 15.04.16, 00:17
    Ja bardzo szanuję lekarzy - otwartych na wiedzę i rozmowę.
    Nie ma nic gorszego jak konował, który unika dokształcania, leczy schematami i pacjenta ma w nosie. Czasem widać to od razu, od chwili wejścia do gabinetu. Są też lekarze, którzy na starcie zakładają, że pacjent to istota mało inteligentna i tak też traktują.
    Coż, kilka lat temu miałam poważne problemy zdrowotne. Przeszłam niezłą ścieżkę zdrowia po chyba kilkunastu specjalistach i nikt mi nie pomógł.
    Prawie wpadłam do wora z nerwicą. Bo żadnemu nie chciało się połączyć kilku faktów, że tak powiem interdyscyplinarnie. Skończyło się tym, że przypadkowo znalazłam w internecie ,, nitkę,,, której się złapałam. I pogalopowałam z hipotezą i kilkomadodatkowymi wynikami badań do jednego z tych lekarzy. No i miałam rację, złapał trop i wreszcie coś zaczął robić. Tylko, że finalnie okazało się, że zdiagnozowanie mnie nie wymagało wiedzy tajemnej, tylko ruszenia głową, nie tyle może zawartością, bo żaden lekarz nie wie wszystkiego - a chęcią poszukania. A lekarze mają dostęp do zamkniętych portali z ,, wiedzą nie dla maluczkich,,.

    Od tej pory trochę inaczej patrzę na wszechwiedzących lekarz i złego słowa nie powiem o pacjencie szukającym informacji.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka