Dodaj do ulubionych

Nowe życie po 40...

26.04.16, 10:08
To pewnie jeden z moich ostatnich wątków na ematce, w każdym razie pod tym nickiem. Nie chcę, żeby wlokła się za mną moja historia, nie chcę przy każdej pie... czytać "a rozwiodłaś się już". Mnie nawet moja terapeutka nie rozwodziła, i myślę, że sama wyprowadzka jest sporym sukcesem w moim przypadku, nie mówiąc już o przywróceniu normalnych ról dziecko-matka. Może się rozwiodę. A może nie - w każdym razie znów zapukam do odpowiednika al-anon.
Tak, "kocham za bardzo". Tak, nie umiem stawiać granic, tak, zapewne jestem współuzależniona, a te resztki mojego związku są toksyczne. Tak, w głębi duszy - mimo terapii (udanej - jednak udanej, bo jej cel został osiągnięty, i nie będę wchodzić w jego szczegóły) - jestem przekonana, że na miłość trzeba zasłużyć, a na dodatek trafił mi się facet, który jest identyczny jak moi rodzice - im więcej zrobię, tym większe wymagania są przede mną stawiane.
Pierwszego chłopaka miałam dopiero jako 22-latka - i był kompletnym popaprańcem. Uwierzcie, że ten jest lepszy. I jestem przekonana, że każdy kolejny - o ile się taki trafi, bo niby gdzie i kiedy miałabym go poznać? - będzie takim samym odpadem atomowym. Po pierwsze, bo ja jestem jaka jestem i innych nie dopuszczam, a po drugie, bo wolny facet w moim wieku musi być popaprańcem, inaczej dawno byłby sparowany.
Skoro mam być całkiem sama - w obawie przed popaprańcami - albo sama, ale ze znanym mi osobnikiem w pobliżu, na którego mimo wszystkich jego ograniczeń mogę liczyć, którego wad nie muszę się uczyć na nowo, i z którym się nie kochamy, ale się przynajmniej lubimy - to wolę ten drugi wariant. Bez motylków i fajerwerków - ale umówmy się, kto je ma po 15 latach związku?

Chyba, że mnie przekonacie, że znacie przypadki współuzależnionych, które zaczęły zupełnie nowe życie po 40. Bo ja, cholera, nie znam, a co gorsza, wszystkie związki w moim otoczeniu są mniej lub bardziej nieszczęśliwe.
--
On nie jest winny, on jest inny
W 1882 roku odbył się w Warszawie spis powszechny. Wyniki pokazały, że blisko połowa mieszkańców to ludność napływowa.
Edytor zaawansowany
  • mozambique 26.04.16, 10:13
    bardzo szczera i odwazna jestes aby to napisac

    i za to wlasnie cie forumowe e-matki zjadą smile głownie takie ktore mają o wiele bardziej popaprane zcyei rodzinne od ciebei

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • wapaha 26.04.16, 10:14
    Bez motylków i fajerwerków - ale umówmy się, kto je ma po 15 latach związku?


    Ja mam.

    Skoro mam być całkiem sama - w obawie przed popaprańcami - albo sama, ale ze znanym mi osobnikiem w pobliżu, na którego mimo wszystkich jego ograniczeń mogę liczyć, którego wad nie muszę się uczyć na nowo, i z którym się nie kochamy, ale się przynajmniej lubimy - to wolę ten drugi wariant


    Czyli jednak terapia dalej jest potrzebna-moim zdaniem
  • beataj1 26.04.16, 10:16
    Ale po co masz koniecznie być z kimś? Skoro ta relacja nie przynosi za dużo dobrego, skoro jest poparana , skoro przynosi więcej szkody niż pożytku córce.

    Jest więcej strat niż zysków.
    Powiem coś co kiedyś powiedziałam mojej kumpeli po kolejnym rozstaniu. Pobądź sama. Bez protez w postaci dochodzącego faceta czy innych dziwnych konstrukcji.
    Sama - posmakuj tego na spokojnie. Poszukaj bliskich dookoła sobie - nie facetów ale przyjaciół.
    Może pociągnij jakąs terapię..

    A potem kiedy już dobrze się poznasz jako samą siebie (nie w oparciu o jakiegoś faceta) możesz kogoś zaprosić do swojego życia - na swoich warunkach. Na spokojnie.

    A jak się nie uda nikogo poznać - trudno. Będziesz stała na swoich nogach. Będziesz stanowić wzór dla córki że można się zbudować jako całośc a nie tylko część pary (zwłaszcza że w parze nie działa dobrze).
    Fajnie jest być z kimś. Ale nie za wszelką cenę. Czasem lepiej być samemu zwłaszcza jak się źle wybiera.

    Jesteś silniejsza niż myślisz i pozwól sobie na dojrzewanie.
    Kiedyś przeczytałam zdanie które w tej sytuacji myślę ze pasuje.

    Za każdym sukcesem męzczyzny stoi jakaś kobieta. Za sukcesem kobiety zwykle stoi rozstanie. Przy czym w tej sytuacji nie chodzi mi o sukces finansowy.

    --
    Ludzkość wyznaje ponad 5000 rożnych bóstw. Ale nie martw się - TWÓJ BÓG to ten jedyny właściwy...
  • morgen_stern 26.04.16, 10:17
    Poddałaś się i racjonalizujesz swoje nie najszczęśliwsze wybory. Z jednej strony to rozumiem, a z drugiej - szkoda. Wchodzisz w scenariusz, który sama sobie rozpisujesz, ale w negatywnym sensie.
  • ola_dom 26.04.16, 10:17
    kocianna napisała:

    > Chyba, że mnie przekonacie, że znacie przypadki współuzależnionych, które zaczęły zupełnie
    > nowe życie po 40.

    Ja. Niedługo przed 40, co prawda to było. Ale z kolei ja byłam przez "całe życie" sama.
    Już naprawdę wierzyłam, że jestem skazana na samotność albo łajdaków (historia rodzinna ewidentnie tak mnie determinowała, że nie znałam, nie spotykałam wolnych facetów, wyłącznie chętnych sparowanych).
    Najśmieszniejsze, że mojego faceta z automatu oceniłam jako cwanego łajdaka - czyli typ kompletnie do odstrzału. Okazał się być kompletnym przeciwieństwem. No nie znam się na ludziach, niestety wink. Ale miałam szczęście i tyle.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • chocolate_cake 26.04.16, 10:18
    Trzymaj się kocianna smile
  • lady-z-gaga 26.04.16, 10:18
    Kocianna, Ty nie przywróciłaś normalnych ról dziecko -matka, skoro myslisz w taki sposób, jak opisałaś. Sama myślisz jak dziecko, więc dobrą matką być nie możesz, oparciem i autorytetem dla swojej córki też być nie możesz.
    Niezmiernie mnie dziwi, że posiadanie faceta jest dla Ciebie takim priorytetem w sytuacji, kiedy i tak de facto faceta nie masz - masz tylko związane z nim problemy. Nikt zdrowy na umyśle nie doszuka się w Twoim związku profitów dla Ciebie. Ty najwyraźniej je widzisz - i to powinno byc przedmiotem terapii.
  • ola_dom 26.04.16, 10:25
    lady-z-gaga napisała:

    Niezmiernie mnie dziwi, że posiadanie faceta jest dla Ciebie takim priorytetem w sytuacji, kiedy i tak de facto faceta nie masz - masz tylko związane z nim problemy. Nikt zdrowy na umyśle nie doszuka się w Twoim związku profitów dla Ciebie. Ty najwyraźniej je widzisz - i to powinno byc przedmiotem terapii.

    Tyle.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • triss_merigold6 26.04.16, 10:29
    Amen.

    Przy czym uważam, że pełnoletnia i pełnosprawna intelektualnie kobieta ma prawo być w dowolnej formie relacji z dowolnym mężczyzną, bez względu na to czy i jak bardzo ów mężczyzna jest zaburzony, przemocowy, toksyczny etc. Dopóki nie ma dzieci i one nie tracą na tkwieniu w rodzicielskich układach.
  • kropkacom 26.04.16, 10:32
    Hasło klucz to chyba współuzależnienie. Nie?

    --
    "When, my, time comes around
    Lay me gently in the cold dark earth
    No grave can hold my body down
    I'll crawl home to her"
  • triss_merigold6 26.04.16, 10:49
    Nie wiem czy współuzależnienie.
    Ostatecznie, jeśli dorosła pani zupełnie dobrowolnie żyje z panem, który np. lubi zgrać się z ruletkę, czasem przywali albo widuje smoki lub ma inne natręctwa, to pani wybór i nie wtrącałabym się. Widocznie ma z tego profity.
  • ola_dom 26.04.16, 10:34
    triss_merigold6 napisała:

    > Dopóki nie ma dzieci i one nie tracą na tkwieniu w rodzicielskich układach.

    Aż tu wróciłam, żeby dokładnie to dopisać.
    Oczywiście sama nie wiem, jakie powinny być zdrowe proporcje między "chceniem" matki, a dobrostanem jej dziecka (dla mnie dobrostan dziecka jest priorytetem absolutnym, pewnie przesadzam), ale strasznie mnie boli taki egoizm sad. Jakbyśmy nie wiedzieli o tym, że z córką kocianny nie dzieje się najlepiej sad

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • kropkacom 26.04.16, 10:23
    Pobądź na chwilę (dłuższą, lub krótszą) całkiem sama. Może się okazać, że bez znanego ci osobnika, nie jesteś wcale tak samotna i sama. Jeśli przed rozwodem powstrzymują cię kwestie światopoglądowe to je szybko odrzuć. Trzymam za ciebie kciuki. Cokolwiek nie zrobisz...

    --
    "When, my, time comes around
    Lay me gently in the cold dark earth
    No grave can hold my body down
    I'll crawl home to her"
  • sasanka4321 26.04.16, 10:26
    > To pewnie jeden z moich ostatnich wątków na ematce, w każdym razie pod tym nick
    > iem.

    Stanowczo za pozno na zmiane nicka. Teraz juz i tak Cie rozpoznamy

    Skoro mam być całkiem sama - w obawie przed popaprańcami - albo sama, ale ze zn
    > anym mi osobnikiem w pobliżu, na którego mimo wszystkich jego ograniczeń mogę l
    > iczyć, którego wad nie muszę się uczyć na nowo, i z którym się nie kochamy, ale
    > się przynajmniej lubimy - to wolę ten drugi wariant.

    Jakie Ty masz z niego korzysci? Wode mineralna wniesie na 3 pietro? Czy co?
  • wuika 26.04.16, 10:30
    Poodkurza chociaż wink

    --
    Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
  • za_mszowe 26.04.16, 13:24
    O drugiej nad ranem i obudzi domownikow w poszukiwaniu czesci do odkurzacza.
  • afro.ninja 26.04.16, 10:28
    Jesteś masochistką? Pytanie, bo wciaz podkładasz się na tym fourm, ku uciesze niektórych pań.
    Tez bym sprobowala zyc samotnie i wyznaczla bardzo dokladne granice, co on moze, a co nie. Tak samo corka. Ty masz byc w centrum, a nie oni.
  • triss_merigold6 26.04.16, 10:34
    Granice wyznacza się definitywnym rozstaniem. Game over. Nie ma związku, nie ma małżeństwa, nie ma cienia zależności. Kontakty wyłącznie w niezbędnych kwestiach dotyczących wspólnego dziecka/dzieci.
    IMO nie jest rolą pani dokładne wyliczanie panu, co on może, a czego nie i negocjowanie za każdym razem, dyskutowanie, sprzeczanie. Nawet każdorazowe odmawianie "nie, nie możesz wejść i poodkurzać" jest energochłonne.
    Rozwód i odcięcie się nie zostawiają pola na manipulacje, szantaże emocjonalne i inne cyrki.
  • afro.ninja 26.04.16, 11:00

    Ona, moze sie z nim rozwiesc, tylko, ze ona nie tego nie chce. To jeden maly szczegol, ktory chyba ci umknal. Po rozwodzie pan nadal moze byc tak samo nachalny w kwestii odkurzacza jak i przed, no chyba, ze zamki wymieni.
  • triss_merigold6 26.04.16, 11:07
    Ok, nie chce.
    Czas więc jasno powiedzieć, że na tzw. ołtarzu tego małżeństwa-niemałżeństwa składa dziecko.
    Po rozwodzie wręcz należy wymienić zamki. Nachalność? Terapia behawioralna, skoro działa nawet na niskofunkcjonujących z IQ 40, to podziałałaby na geniusza z ZA.
  • goodnightmoon 26.04.16, 10:31
    Na poczatku bardzo przepraszam za to, ze nie znam szczegolow twojej historii, wiem tylko, ze dlugo mieszkalas w Moskwie i mialas problemy z mezem i corka.

    kocianna napisała:

    > Chyba, że mnie przekonacie, że znacie przypadki współuzależnionych, które zaczęły zupełnie nowe życie po 40.

    Ja akurat znam - moja znajoma, majac 40 lat odeszla z 2-ka dzieci (lat 15 i 2) od meza-przemocowca. Wynajela mieszkanie, doszla do siebie, dojrzala do nowego zwiazku, poznala wspanialego faceta, zamieszkali razem i jest teraz bardzo szczesliwa.
    Nie twierdze, ze ciebie musi spotkac to samo. Po prostu jest to mozliwe.

    > Bo ja, cholera, nie znam, a co gorsza, wszystkie związki w moim otoczeniu są mniej lub bardziej nieszczęśliwe.

    Kazdy zwiazek przechodzi czasem gorszy okres. Ciezko znalezc malzenstwo, ktorego codziennosc jest uslana rozami. Dla kazdego tez co innego jest priorytetem (komus w zwiazku chodzi o bezpieczenstwo finansowe, komus o przyjazn i wsparcie, komus o mozliwosc pokazania sie razem w kosciele). Ale w kazdym przypadku szczescia i zadowolenia nalezy szukac przede wszystkim w sobie, wtedy i zwiazek sie dobrze uklada.

    Cokolwiek postanowisz, zycze ci powodzenia i wszystkiego dobrego smile
  • anty_nick 26.04.16, 10:33
    Bez motylków i fajerwerków - ale umówmy się, kto je ma po 15 latach związku?

    ja mam. Po 23 latach w związku.w małżeństwie 14lat.
  • kozica111 26.04.16, 10:37
    Uderzasz swoimi tekstami w tematy które są doświadczeniami wielu forumek, często nie są to analogie wprost ale zahaczające o podobne doświadczenia; np trudne, może toksyczne relacje z rodzicami, rodzeństwem, byłymi partnerami dlatego reagują tak....intensywnie -bo twoja sytuacja je emocjonalnie dotyka, często tylko na poziomie podświadomość, ale jednak.Im kto bardziej atakuje twoje "układy" tym lepiej je zna, uwierz...smile i nie przejmuj się aż tak.
  • wuika 26.04.16, 10:41
    Ma się nie przejmować tym, że wszyscy dookoła jej trąbią, że powinna się zająć problematycznym relacjom z córką (i samą córką ze zwichrowaną, przez rodziców również, psychiką), zamiast dbać o dobrostan nieistniejącego związku?

    --
    Dlaczego kobiety mają zawsze tak dużo obowiązków? Bo, głupie, śpią w nocy, to im się zbiera.
  • gama2003 26.04.16, 11:00
    Tylko Kocianna jest ochotnikiem w tej sytuacji. A córka tkwi w tym po uszy. Jako owoc relacji, niemy, czy głośny świadek. Sama dysponuje charakterem trudnym, dojrzewając w niestabilnym układzie rodziców może tylko wyjść z tego pokaleczona. Może być tak, że dorośnie, stanie na nogi i pójdzie w siną dal. Bo ,, miłość ci wszystko wybaczy,, jest mottem mamy, nie jej.
    A Kocianna to z tego co widzę, kompletnie nie czuje własnej wartości. Mam w otoczeniu kogoś, kto bardzo ją przypomina. Dobry, inteligentny człowiek z potwornym felerem - zawsze, w każdej życiowej sytuacji dostanie największe lanie bo niemal na ochotnika się zgłasza do roli - chłopca do bicia. Trzymaj się Kocianno, trzymam kciuki, żebyś dojrzała do rewolucji, żebyś przestała tak bardzo się bać. Bo ja czytam w Twoich postach - jestem nic nie warta, muszę dźwigać ten krzyż i milczeć.
  • triss_merigold6 26.04.16, 11:03
    Jeszcze raz.
    Dorosła kobieta ma prawo - jeśli lubi, uważa za słuszne, celowe, wartościowe - nieść swój krzyż i milczeć. Tyle, że nie powinna do swojego niesienie krzyża włączać dziecka.
  • gama2003 26.04.16, 11:39
    Piszę o córce. Ale oboje państwo nie widzą, że dziecku w tym układzie jest najtrudniej. Bo może, jak to dziecko, mając rodziców razem, w spokojnych akurat chwilowo okolicznościach, wygląda na szczęśliwą. A w międzyczasie....
  • za_mszowe 26.04.16, 13:32
    No niestety masakra jaksie czyta jej wypowiedzi. Jestem dzieckiem z podobnie zwichrowanego zwiazku (na siłe razem , "till death do us part"-doslownie,bo matka odeszla z powodu ciezkiej smiertelnej choroby) i chetnie przemowilabym kociannie do rozumu na priv bez zlosliwosci i przytykow. Niestety bylam przez lata stala klientka psychoterapeutow i wtopilam w to sporo kasy i ogrom pracy wlasnej nad sobą,zanim zaczelam całkiem normalnie funkcjonowac w relacjach międzyludzkich.
  • araceli 26.04.16, 10:56
    kozica111 napisała:
    > m kto bardziej atakuje twoje "układy"
    > tym lepiej je zna, uwierz...smile i nie przejmuj się aż tak.

    A może odwrotnie - brać przykład z tych co mieli podobnie i sobie PORADZILI?

    --
    Bycie niewierzącym nie oznacza, że jest ci WSZYSTKO JEDNO.
  • triss_merigold6 26.04.16, 11:02
    No właśnie.
    Na ematce jest sporo kobiet, które kończyły związki, rozwodziły się, odchodziły, niektóre były zostawiane i poradziły sobie. Ułożyły życie na nowo i niekoniecznie oznacza to, że weszły w nowy związek.
    Jeśli na sytuację i racjonalizacje Kocianny patrzy ktoś, kto podejmował trudne decyzje skutecznie, to widzi przede wszystkim niedecyzyjność i spychotechnikę.
    Szczerze mówiąc, wolę nie nie zagłębiać w temat, bo nie jest moim celem dokopanie Kociannie, a z drugiej strony niedecyzyjność, nieumiejętność pozamiatania za sobą, odcięcia się odbieram fatalnie.
  • livia.kalina 26.04.16, 17:30
    >A może odwrotnie - brać przykład z tych co mieli podobnie i sobie PORADZILI?

    Uczciwie rzecz biorąc to nie wiemy jak sobie poradzili, wiemy tylko, że bardzo chcą uchodzić na forum za takich, co sobie poradzili świetnie...
  • lokitty 26.04.16, 15:56
    Może nie atakuje - ale właśnie wie, co się z tym wiąże i chciałaby uchronić inną kobietę przed popełnieniem ciążących na życiu piramidalnych głupot.
    Ot, takie siostrzeństwo kobiet wink.

    --
    Not afraid
  • kobieta_z_polnocy 26.04.16, 10:47
    Autentycznie cie podziwiam za to z jaka otwartoscia piszesz na tym forum o swoich - powaznych jakby nie bylo - problemow.
    Czasem mysle sobie, ze robisz to specjalnie, by sprowokowac co poniektore panie madralinskie, ktore uwielbiaja takie historie, bo wreszcie moga sie powymadrzac i poczuc sie lepsze.

    Co do jednego masz racje: nie ma zwiazkow idealnych, nie ma idealnych mezczyzn (ani kobiet) i kazdy zwiazek to jest uklad kompromisowy. Dlatego nie dziwie sie tobie, ze sceptycznie podchodzisz do tych wszystkich rad nt. natychmiastowego rozwodu, powrotu do terapii i wykopania meza z zycia. Masz racje, im bardziej zacieta rada, tym wieksze prawdopodobienstwo, ze wypowiadajaca sie pani rowniez ma nieciekawie w zyciu.

    Zakladajac, ze twoja historia jest prawdziwa, tak naprawde najwazniejsze dla ciebie to wiedziec, czego sama chcesz: byc z mezem? byc z kims? byc...?

    Dotychczasowy uklad gwarantuje ci z pewnoscia dawke emocji - czy boisz sie tego, ze samotnosc okaze sie nudna? Nie jest to moze najrozsadniejsze podejscie, ale zareczam, ze mnostwo ludzi tkwi w popapranych zwiazkach wlasnie z powodu emocjonalnych hustawek - to niemal jak narkotyk.
  • oqoq74 26.04.16, 10:53
    Też tak uważam. Nie ma związków idealnych. Ludzie są różni, wchodzą w różne relacje.
    Pytanie czego Ty chcesz i ile jesteś w stanie zrobić, stracić, poświęcić, by to osiągnąć.

    Tak czy siak, powodzenia.
  • ola_dom 26.04.16, 10:56
    kobieta_z_polnocy napisała:

    > sceptycznie podchodzisz do tych wszystkich rad nt. natychmiastowego rozwodu

    O ile się orientuję, to wyskok z nocnym odkurzaniem nie jest pierwszym i jedynym powodem, dla którego sugeruje się Kociannie rozwód...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • beataj1 26.04.16, 11:03
    Ale tu nie chodzi o rady w stylu rozwiedź się bo pan mąż nie zmywa bądź nie nie sprząta skarpetek.
    Mamy tu sytuację gdzie najpierw Kocianna przez lata żyła w Rosji (wszyscy się od siebie odzwyczaili) po czym po powrocie po próbach zbudowania tego od nowa pan się w końcu wyprowadził a następnie wszyscy funkcjonują w jakimś dziwacznym rozkroku.
    To nikomu nie pomaga a już na pewno córce.
    W takiej sytuacji trzeba zrobić krok albo w prawo albo w lewo. A wydaje mi się że Kocianna tak naprawdę chciałaby się uwolnić ale boi się - bo to jednak nieznany ląd. I ja to rozumiem.
    Ale uważam że w tej konkretnej sytuacji to jest najlepsze rozwiązanie -przeciąc ten węzeł. Pozbierać się na kilku poziomach rozejrzeć i zdecydować co dalej.
    Paradoksalnie dla córki widok matki rozstającej się może być naprawdę bardzo korzystny - pokaże że można zakończyć nie działający związek i żyć dalej. To ważna wiedza dla młodej dziewczyny. Bo że można trwać pomimo już widziała.

    --
    Życie jest jak striptiz transwestyty. Wszystko ładnie, pięknie aż tu nagle...
  • volta2 26.04.16, 11:10
    czego kocianna się boi? żyła parę lat bez faceta, miała okazję zasmakować takiego życia i gdyby się jej mocno spodobało - to nie musiała kontynuować małzeństwa.
    poradzila sobie sama z malym dzieckiem, zarabiała chbyba więcej od męża, sprawdział się najogólniej mówiąc i wie, że sobie by poradziała dalej.

    czemu jej wmawiacie lęki jakieś przed nieznanym lądem?
  • triss_merigold6 26.04.16, 11:13
    Akurat organizacyjnie to musiała sobie radzić od chwili zobaczenia dwóch kresek na teście ciążowym.
    Organizacyjnie sobie radziła i radzi bez męża.
    Emocjonalnie nie radzi sobie z perspektywą zostawienia nawet tej iluzji formalnego małżeństwa.
  • beataj1 26.04.16, 11:16
    Zyła bez faceta to prawda. Ale wciąż była żoną. to jest strach przed ostatecznym odcięciem się. Zmiana symbolicznego statusu ma znaczenie. W końcu kobiety są w stanie znieść bardzo wiele byle tylko zostać żoną. Bo symboliczny status ma znaczenie.
    Przecięcie tej nitki może być trudne. Bo nie będzie powrotu. A tak trochę jest sama trochę ma męża (przypominam że nie mieszkają ze sobą).
    I jeśli byłaby sama - spoko. Ale tu jest dziecko które patrzy na tą sytuację i uczy się na tym przykładzie jak działają związki.

    --
    Ludzkość wyznaje ponad 5000 rożnych bóstw. Ale nie martw się - TWÓJ BÓG to ten jedyny właściwy...
  • ola_dom 26.04.16, 11:33
    beataj1 napisała:

    > I jeśli byłaby sama - spoko. Ale tu jest dziecko które patrzy na tą sytuację i
    > uczy się na tym przykładzie jak działają związki.

    "Uczy się" to akurat na przyszłość, przyszłości jeszcze nie ma, można jeszcze wiele poprawić i zmienić. Ale córka Kocianny TERAZ ma problemy i to grube - wiemy to od samej Kocianny.
    A w tym wątku w ogóle nawet nie jest wspomniana. Nie ma znaczenia, nie istnieje.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • gama2003 26.04.16, 11:50
    I dlatego jest to takie smutne. Kocianna - mądra i ciekawa jako człowiek dziewczyna, z drugiej strony - kochająca destrukcyjnego dla siebie mężczyznę. I to dziecko, nieprzeciętne, ale unoszące problemy ponad nastoletnie siły. Znamy wycinek historii tej dziewczynki, trudno jednak nie przypisać źródła buntowniczych zachowań temu co ma i miała w domu.
  • ola_dom 26.04.16, 12:49
    kobieta_z_polnocy napisała:

    > Masz racje, im bardziej zacieta rada, tym wieksze prawdopodobienstwo, ze wypowiadajaca sie
    > pani rowniez ma nieciekawie w zyciu.

    Po kolejnym wpisie w tym wątku zaczynam odnosić dokładnie odwrotne wrażenie - że najbardziej przyklaskują Kociannie w trwaniu w tym bagienku te, które same ze swojego bagienka wyrwać się nie mogą, a dzięki bagienku Kocianny znajdują jakieś usprawiedliwienie dla siebie - że nie one jedyne muszą znosić takie coś, i że może nie jest to aż takie straszne i nieznośne, skoro także inne, w tym taka fajna Kocianna, jednak daje jakoś radę.
    Naprawdę, trudno tego nie zauważyć.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • oqoq74 26.04.16, 15:19
    Bez przesady. takie uogólnienia nie mają sensu.
  • lilly_about 26.04.16, 10:54
    Żeby rozpocząć nowe życie, należy zakończyć stare. A ty tkwisz w starym po uszy. Amen.

    --
    Była żona mojego męża też zaszła w ciążę z premedytacją bez jego zgody i świadomości.
    Inna znajoma zaszła w ciążę na drugiej czy trzeciej randce, z tym że ona nie zamierzała (rosa)
  • koronka2012 26.04.16, 11:01
    Chciałoby się powiedzieć - nie mnie oceniać twoje wybory - to twoje życie i ty ponosisz konsekwencje. Tyle, że konsekwencje ponosisz nie tylko ty, ale i twoje dziecko. I dlatego ematki reagują tak a nie inaczej. Konsekwencją twoich wyobrów będzie to, że córka mając wypaczony obraz przed oczami najprawdopodobniej powieli twoje błędy - czy na pewno chcesz tego dla niej?

    Widzę tu podobne samooszukiwanie, jakie sama kiedyś uprawiałam. Z perspektywy czasu - najgorszym poziomem samotności jest samotność w złym związku. Można być szczęśliwą będąc samą, i jest to o niebo lepsze niż szarpanina emocjonalna. Możesz być szczęśliwa - i spokojna, a spokój jest ogromną wartością, której teraz nie doceniasz.

    Nie da się pójść do przodu trzymając kurczowo przeszłości, nawet jeśli się sobie wmawia, że ma to jakąś wartość dodaną. Nie ma, płaci się za to niewspółmiernie wysoką cenę. I co najgorsze - dziecko płaci również, nasiąkając chorymi wzorcami relacji. Choćby z tego względu powinnaś pomyśleć o radykalnej zmianie układu.
  • volta2 26.04.16, 11:06
    kocianna, odkąd nie jesteś już w moskwie nie śledzę z detalami twojej historii. nie wiem skąd forumki wiedzą tak dużo o tobie - ale - na twoim miejscu to ja bym się rozwiodła z forum, nie z mężem.

    paniusie klepią w klawiaturę bo sobie muszą co nieco popodbijać, ty jesteś dość niestabilna i miotasz się do ściany do ściany a forum ma tu polewsmile

  • zielonelato 26.04.16, 11:08
    Pomyśl o sobie i o córce. Zwłaszcza o niej.
    Z perspektywy czasu widzę, że moje dzieciństwo i dorastanie byłoby o wiele szczęśliwsze, gdyby matka odeszła od ojca. Nie zrobiła tego z rożnych powodów. Miedzy innymi z powodu lęku przed ostracyzmem (w jej osobistym mniemaniu) , gdy odejdzie od męża. Bo co ludzie powiedzą, jak zareaguje rodzina i jak z jednej pensji nas utrzyma. A przecież ojciec dostałby do płacenia niemałe alimenty, a sama separacja, czy rozwód otrzeźwiły, by go może choć z deka. Ot taka katolicka dulszczyzna. I tak wyrastałam w toksycznej , ale za to na papierze w "pełnej" rodzinie. Za spieprzone dzieciństwo oczywiście słowa przepraszam nie usłyszałam i nie łudzę się, że kiedykolwiek usłyszę. Moja matka bała się tego, czego obawiasz się Ty. Nie popełniaj tego samego błędu. Konsekwencje Twoich decyzji odbiją się na Twoim życiu, ale przede wszystkim na Twojej córce. A tego chyba nie chcesz?
  • volta2 26.04.16, 11:14
    za 5 lat córka kocianny może już z domu wyjechać bo będzie chyba dorosła, w tej chwili działanie "dla dobra" dziecka jest nieco spóźnione.

    pomijam parę lat rozłąki z ojcem - facet się po domu nie plątał, a problemy z dzieckiem były.
  • zielonelato 26.04.16, 11:27
    Gdyby moja matka nawet, gdy miałam już 17 -18 lat zdecydowała by się rozwieść to mimo, że byłoby Twym zdaniem późno to zyskałaby z mojej strony. Bardzo wiele, by zyskała. Szacunek i choć odrobinę autorytetu chociażby. Pokazałaby, że jest człowiekiem, a nie cyborgiem. Że moje uczucia są dla niej ważne. Inne byłyby dziś nasze wzajemne relacje.
  • volta2 26.04.16, 11:43
    bardzo bym się ubawiła gdyby mój syn zażądał rozwodu z ojcem, bo ten np. ma jakieś wady, które mnie osobiście nie przeszkadzają. i za nic miał moje uczucia.

    moja matka od ojca nie odeszła(byłoby za co) - i za to zyskała mój szacunek, i wdzięczność, bo dzięki temu miałam pełną rodzinę. (ojca bezsprzecznie chciałam mieć)
  • ola_dom 26.04.16, 11:53
    volta2 napisała:

    > moja matka od ojca nie odeszła(byłoby za co)

    Moja odeszła. Od początku było za co. Jednak odeszła o kilka lat za późno. Może nie byłabym tak wytresowana, jakby odeszła wcześniej. Ani ona sama też.

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • zielonelato 26.04.16, 12:12
    Mojej kiedyś się nieopatrznie(bo się pilnuje) wyrwało, że żałuje wyboru, jakiego dokonała. A wybór miała, bo była i nadal mimo wieku jest atrakcyjną kobietą. Nie musiała wychodzić za ojca, byli też inni kandydaci.
  • zielonelato 26.04.16, 12:04
    Normalnych i kochających rodziców każde dziecko chciałoby mieć. I ma do tego prawo. Ja takich nie miałam i nie mam. Mam świadomość, czego mnie pozbawiono. Moja matka straciła nie tylko zdrowie przy trwaniu za wszelką cenę przy ojcu, straciła coś jeszcze. Ma momenty i przebłyski w świadomości jak wiele zaprzepaściła.
  • atena12345 26.04.16, 11:13
    kocianna napisała:

    > Chyba, że mnie przekonacie, że znacie przypadki współuzależnionych, które zaczę
    > ły zupełnie nowe życie po 40. Bo ja, cholera, nie znam, a co gorsza, wszystkie
    > związki w moim otoczeniu są mniej lub bardziej nieszczęśliwe.

    ja znam
    ale ta kobieta nie związała się po rozstaniu z żadnym facetem. Po wielu próbach ratowania związku "dla dzieci" i "bo trzeba dać szansę" oraz po kilku terapiach, zabrała dzieci i się rozwiodła z panem. Samotna z tego co wiem nie była, bo miała grono koleżanek, pracę i synów. Dzieci kończą właśnie studia, a ona zaczyna umawiać się na randki smile
    Powodzenia kocianna
    --
    A co to za demokracja, gdzie każdy może mieć swoje zdanie?
  • default 26.04.16, 11:14
    kocianna napisała:
    > jestem przekonana, że na miłość trzeba zasłużyć, a
    > na dodatek trafił mi się facet, który jest identyczny jak moi rodzice - im wię
    > cej zrobię, tym większe wymagania są przede mną stawiane.

    E tam, to nie jest tak że to oni tacy są (Twoi rodzice, Twój facet, ewentualny kolejny facet) - to Ty taka jesteś, tak mi się wydaje, bo poniekąd znam ten mechanizm, wiem jak to działa. Te większe wymagania są w Twojej głowie, to Ty je przed sobą stawiasz i jesteś przekonana, że tylko sprostanie im spowoduje, że "zasłużysz na miłość". Oczywiście lata takiego postępowania powodują, że druga strona się do tego przyzwyczaja i zaczyna uważać za normalne - ale to tak naprawdę to Ty sama sobie to jarzmo nałożyłaś.
    Piszesz, że miałaś terapię, która była udana i cel został osiągnięty - nie wiem, jaki był to cel, ale moim zdaniem cel dla Ciebie to przestać uważać za swój święty i podstawowy obowiązek posłuszne i gorliwe spełnianie rosnących wymagań bliskich osób.
    Oczywiście to tylko taka moja forumowa hipoteza....
  • cosmetic.wipes 26.04.16, 11:18
    > Chyba, że mnie przekonacie, że znacie przypadki współuzależnionych, które zaczę
    > ły zupełnie nowe życie po 40.

    Znam. Z tym, że zaczęła nowe zycie po 35. Z 11-letnim synem. Katalizatorem było pobicie. I w sumie nie bardzo chodziło jej o własna facjatę, ale nagle dotarło do niej, że nastepne może być dziecko.
    Z podobieństw: tez kochała za bardzo, też był dla niej ideałem, choć wiedziała, że jest "trudny", tez uważała się za niegodnego lepszego zycia popaprańca, tez zwalała winę na rodziców i też przez ostatnie dwa lata mieszkali osobno, bez rozwodu, "bo może jeszcze jest nadzieja".

    A teraz różnice: była w fatalnej sytuacji finansowej.

    Dziś mieszka na drugim końcu Polski, pana odcięła radykalnie, choć twardą ręką egzekwuje alimenty, znalazła całkiem przyzwoitą pracę, nie szuka faceta, wreszcie ŻYJE. Jestem z niej cholernie dumna, bo widziałam z jakim trudem walczyła głównie ze sobą.


    "Damy wam pińcet złoty, pod warunkiem, że nie weźmiecie." - by PiSS
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 11:45
    Jakim cudem będąc "w fatalnej sytuacji finansowej" miała pieniądze na:

    - samą podróż na drugi koniec Polski (to akurat najmniejszy wydatek, ale dla porządku wpiszę)
    - wynajem mieszkania (kaucja plus skoro nie miała pracy pieniądze chociaż na pierwsze 2-3 miesiące czynszu i utrzymania, biorąc optymistyczne założenie, że pracę zdobyła już po 2 miesiącach pobytu w nowy miejscu, a nie np. później)
    - utrzymanie siebie i dziecka, przynajmniej przez pierwsze powiedzmy 3 miesiące nim znalazła pracę i wyegzekwowała alimenty
    I jak kobieta nie zarabiająca dużo (sama piszesz o jej sytuacji finansowej) znalazła naraz dobrze płatną pracę?
    Te historie ogólnie są pokrzepiające na zasadzie "jak widać się da", ale jak zagłębić się w szczegóły to zwykle okazuje się, że Pani akurat dostała w spadku kawalerkę po babci na drugim końcu Polski więc odpadła kwestia czynszu, miała jednak zachomikowaną przed mężem dość sporą kwotę lub ktoś życzliwy znalazł jej pracę "po znajomości" i pomógł się ustawić.
  • mozambique 26.04.16, 11:53
    no takei same histoerie jak jednek forumki, która tu sie chwalial ze bedac samotna matką na wlasnym utrzymaniu i zarabiajać całe 800zł ,!!! regularnie co miesiąc odkładała połowę smile

    albo jak inne typu "rzucialam nudna prace w korporacji , rzucialm sie na gleboką wode i zaczelam hodowac kaczki w Bieszczadach i w koncu jestem szczesliwa, polecam to każdemu " - na 100% okazuje sie zw ów start w Biszczadach opeiroał sie na odziedziczonym domu , poduszce fiannowej kilkuset tysiecy zł pozostalej z tej starsznej korpo, no i mężu na prezesowskim stanowisku w spólce S.A ( tak dla spokoju finanswoego)

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 12:08
    I dlatego aby historia była wiarygodna i zwyczajnie uczciwa wypadałoby wyjaśnić do końca kwestie finansowe (niekoniecznie operując dokładnymi kwotami, wystarczy napisać "dzięki pożyczce od przyjaciółki mogła udać się w podróż i opłacić z góry za 3 miesiące wynajętą kawalerkę).
    A potem jakaś kobieta, która naprawdę nie ma pieniędzy ani znajomych mogących (lub chcących) pożyczyć jej konkretną kwotę jest dodatkowo zdołowana bo pewnie robi coś nie tak, skoro tamtej się udało, a jej nie. Nie wiem, nie lubię takich historyjek. Brzmią jak opowiastki z "Twojego Stylu" czy "Blasków i Cieni", a życie jest inne, najczęściej bez poduszki finansowej o wiele trudniejsze.
  • mozambique 26.04.16, 12:35
    alez jest tu wlasnie swiezy wątek ( ale nie pamietam autorki , ktora wlasnie podjela decyzje oodejsci z dzieckiem od męza, opierala sie obietnicy dobrej pracy , obietnica sie rozwiała, pracy niet , autorka w rozsypce

    no ale forumki solidarnie dmią w trąby " super, odchodz, wszystko sie ułoży , bedziesz szczesliwa, dizekoc bedzie szzceslliwe , ja odeszłam i na drugi tydzien zosałam prezesem wielkeij spółki wiec sie nie wachaj, " i tym podobne pierdoły

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • triss_merigold6 26.04.16, 12:38
    Nie wiem czy zauważyłaś, ale Kocianna ma pracę i dach nad głową.
  • mozambique 26.04.16, 12:42
    i mimo tego sie waha ! widocznie ma jakies podstawy , którym odkurzacz w sordku nocy akurat nei przeszkadza

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • araceli 26.04.16, 12:44
    mozambique napisała:
    > i mimo tego sie waha ! widocznie ma jakies podstawy ,

    Gdybyś czytała jej wątki to byś wiedziała jakie.


    --
    Kryjąc się w fortecy sztywnej konsekwencji, schronić się możemy przed zakusami rozumu.
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 12:54
    Ona tak. Ale jestem ciekaw jakim cudem poradziła sobie znajoma Cosmetic mając kiepską pracę, poważne kłopoty finansowe i to tak, że była w stanie utrzymać mieszkanie, syna i siebie przez kilka miesięcy w nowym miejscu, a potem zdołała znaleźć lepszą pracę. Nie ma wyjścia - musiała mieć jakiś zastrzyk gotówki (pomoc rodziny lub przyjaciółki, pożyczka, pieniądze schowane przed mężem), którą moja krajanka zręcznie pominęła, a tego nie lubię bo kwestie finansowe (w sytuacji gdy sytuacja materialna kobiety jest zła - nie piszę tu o Kociannie) w sytuacji braku pieniędzy są bardzo istotne.
  • mozambique 26.04.16, 12:41
    wahaj !

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • cosmetic.wipes 26.04.16, 12:53
    Nie dostała kawalerki po babci, w ogóle niczego nie dostała, nie miała zachomikowanych setek tysiecy złotych i nigdzie nie napisałam, ze "była kobietą nie zarabiającą dużo". Posypała się jej firma, do czego znacznie przyczynił się (wtedy jeszcze aktualny) mąż. Dziewczyna do dziś spłaca długi.
    I skąd przypuszczenie, że najpierw sie wyniosła, a potem szukała pracy? Rozsądek podpowiada, że należy czynić odwrotnie.



    --
    "Zrób mu grzywkę na Hitlera, to bardzo zbieżne z twoimi pogladami." - napisała bez związku z tematem bidna rosia, która nigdy nikogo nie hejtuje big_grin
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 12:58
    Nie mniej jednak bez petuni w kieszeni zajechałaby najwyżej autobusem Tesco na Kapelankę. Nie mówiąc o wynajęciu czegokolwiek na wolnym rynku i utrzymaniu dziecka.
    Nie ma siły - nawet jeśli znalazła pracę na owym drugim końcu Polski to pensję dostaje się po przepracowaniu miesiąca. Przez ten czas musiała mieć pieniądze - na wyjazd swój i syna, na kaucję za mieszkanie plus czynsz i pieniądze na podstawowe utrzymanie się w nowym miejscu do czasu przelewu owej pierwszej pensji (utrzymanie siebie i syna) bo rozumiem, że Pan mąż nie dał jej wspaniałomyślnie kilku tysięcy na początek nowej drogi życia, prawda?
  • cosmetic.wipes 26.04.16, 13:10
    Topsze, gazet.
    Nie miała, nie dała rady, zaćpała się (za doopę, bo kasy brak) na dworcu, a dziecko wylądowało w przytułku. Teraz jesteś zadowolony, że historyjka jest podobna do twojego życia? tongue_out



    --
    Seryjny ustawodawca grasuje nocą.
  • mozambique 26.04.16, 13:18
    comsetic sie wkurza bo bezlistosci wyłazą dziury w jej dydaktycznej historyjce

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • araceli 26.04.16, 13:22
    mozambique napisała:
    > comsetic sie wkurza bo bezlistosci wyłazą dziury w jej dydaktycznej historyjce

    Jaki masz interes we wmawianiu kobietom, że sobie nie poradzą? Co zyskujesz na tym, żeby trwały w czarnej d..e?

    --
    Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie myśli zbyt wiele.
  • triss_merigold6 26.04.16, 13:27
    Mogę tylko przypuszczać, że Mozambique zyskuje w ten sposób dobre samopoczucie, taka wspólnotową identyfikację z kobietami tkwiącymi w związkach za wszelką cenę.
  • mozambique 26.04.16, 13:53
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • zlotarybka_1 26.04.16, 14:35
    ale dno....
  • solejrolia 26.04.16, 17:14
    mozambique, opamiętaj się, bo przesadzasz z dowalanką
    i nie pisz, ze ona pierwsza zaczęła, bo takiej chamówy personalnej dawno nikt tu nie urządził.

    --
    Ile rzeczy należy mieć w d...e, to się w głowie nie mieści!
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 14:41
    Ty zawsze miałaś pieniądze i jeszcze jako nastolatka własne mieszkanie, więc jesteś w stanie uwierzyć w każdą historyjkę nie zagłębiając się w szczegóły finansowe. Człowiek, który w życiu zaznał biedy wie jak istotne są pieniądze (także w sytuacji, a nawet zwłaszcza gdy odchodzi się od męża "w fatalnej sytuacji finansowej" z dzieckiem do innego, obcego miasta), wynajem mieszkań w naszym kraju jest drogi, nawet w małych miastach, kaucję trzeba wpłacić. Ot, zwykła ciekawość biedaka jak taki sam biedak jak on poradził sobie (konkretnie) w takiej sytuacji. A tu mamy same ogólniki. Tajemnicza praca która tajemniczo znalazła się na drugim końcu Polski i to razem od razu z mieszkaniem więc można było od pierwszego miesiąca startować już z pracą w nowym miejscu. Fatalna sytuacja finansowa, która jednak pozwoliła na wynajęcie mieszkanie (a może nawet zakup?) samotnej matce z komornikiem na karku i mąż psychopata, który jednak wspaniałomyślnie od pierwszego miesiąca od odejścia żony rzetelnie płaci alimenty. Hm....
  • mozambique 26.04.16, 13:54
    ooo , argumenty ci sie skonczyly ?, historyjki obronic nie umiesz? , bidulka no !

    no to zdecyduj sie - swietnie zarabiajaca czy w fatalnej sytuacji finansowej ? a moze przyjaciółeczki ci sie pomyliły?

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • araceli 26.04.16, 14:16
    mozambique napisała:
    > ooo , argumenty ci sie skonczyly ?, historyjki obronic nie umiesz? , bidulka no
    > !
    >
    > no to zdecyduj sie - swietnie zarabiajaca czy w fatalnej sytuacji finansowej ?
    > a moze przyjaciółeczki ci sie pomyliły?


    Czy Ty w ogóle panujesz nad tym do kogo co piszesz?


    --
    Co inni myślą o Tobie to nie Twój interes.
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 14:32
    Poradzą sobie jeżeli mają na opłacenie podstawowych rzeczy - wynajmu mieszkania na wolnym rynku (jeżeli nie mają własnego), utrzymaniu siebie i dziecka. To kosztuje. Jadąc do obcego miejsca musisz mieć na "dzień dobry" pieniądze na kaucję (równowartość dwóch czynszów), na inne opłaty, na jedzenie dla siebie i tutaj też dziecka przynajmniej przez pierwszy miesiąc do pierwszej pensji. Nie ma lekko. Plus koszty samej wyprowadzki, podróż, konieczność kupienia dodatkowych rzeczy do nowego mieszkania i tak dalej. A jak faktycznie były długi i komornik to i z pensji może niewiele zostać. Zatem znowu - coś tu się nie klei. Moja krajanka zapomniała (jeżeli historyjka jest prawdziwa) dodać jakiś jej zdaniem malutki, a istotny szczegół dotycząc finansów.
  • mozambique 26.04.16, 15:25
    tak skromnie licząc = kaucja + wynajem za 1m - ok 2 tys w nieduzym miescie , za kawalerke
    biezace miesieczne opłaty + jedzenei - nastepny tysiak
    tzw zagospodarowanie sie - w nowym miejscu mase pierdólek tzteba dokupic - kilka stów
    potzreby dziecka np szkolne ( nwoe podreczniki bo szkoal moze isc innym programem) , jakeis tam oplaty do szkoły - pewnie z pare stówek
    - przeprowadzka - licza nawet nieduzego busa z bambetlami , na drugi koniec kraju , ok tysiąca
    - niezbedne oszczednosci na czarną godzinę no trzeba miec ile się da

    razem ok 5 tys. niezbędne przy starcie, w duzym drogim miescie pewnie ze dwa razy tyle

    i to wszystko przy zalozeniu ze masz pracę "od pierwszego" , wiec wypłata przyjdzie w polowie nastepnego miesiąca , bez opóźnień

    do tego te nieokreslone długi , którcyh wartosci nie znamy , komornik dodatkowow swoej kosztuje , no i jeszce sprawa sądowa z mężem ( adwokaci za darmo pracują? )

    wszystko to w sam raz przypadek osoby w fatalnej sytuacji finansowej . mhmhm...


    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • araceli 26.04.16, 15:36
    mozambique napisała:
    > razem ok 5 tys. niezbędne przy starcie, w duzym drogim miescie pewnie ze dwa r
    > azy tyle

    5 tys to nie majątek - i w Providencie bez papierów pożyczą. Ty widać z frakcji, że lepiej dawać sobie obijać mordę, bo 'se ne da'. Twoja morda - Twój wybór.

    --
    Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa.
  • ola_dom 26.04.16, 15:43
    araceli napisała:

    > 5 tys to nie majątek - i w Providencie bez papierów pożyczą. Ty widać z frakcji
    > , że lepiej dawać sobie obijać mordę, bo 'se ne da'. Twoja morda - Twój wybór.

    Poza tym - o czym w ogóle mowa???
    Kocianna, a to jej wątek, ani nie musi szukać mieszkania, ani pracy na końcu świata, musi się tylko zdecydować: w tę albo we wtę. A raczej - usankcjonować istniejący stan.
    Tzn. wcale nie musi, nikt jej nie każe przecież. No, może jakby nie-mąż kazał, albo rodzice - to by coś zmieniło. Wtedy by musiała i sprawa by była załatwiona.
    Ale jak nie musi...

    --
    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
    (Jacques Tati)
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 15:47
    To jest podwątek do historyjki Cosmetic. I do tego podwątku się odnosimy.
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 16:14
    Ona z frakcji praktycznej - bez pieniędzy pojedziesz tylko do Tesco na Kapelanka bezpłatnym autobusem i tyle.
  • lewapinger 27.04.16, 06:10
    Bo to debilka jest. Dawno to pisałam.
  • misterni 27.04.16, 23:07
    Niektórzy ludzie mają przyjaciół i znajomych wyobraź sobie. Sama chętnie wspomogłabym finansowo koleżankę w takiej sytuacji. Na pewno ten miesiąc do pierwszej pensji przetrwałaby.

    --
    Wszystko można, co nie można, byle z wolna i ostrożna.
    Misterni
  • beataj1 27.04.16, 23:16
    No właśnie. Niedawno przyjaciółka przemeblowała sobie życie. Akurat do kwestii finansowych się przygotowała wcześniej ale za to w dniu przeprowadzki stawiliśmy się wszyscy. Nasi panowie przenieśli jej wszystkie meble. Następnie spędzili cały weekend na skręcaniu, wieszaniu wierceniu podłączaniu pralek, kuchenek i wszystkiego w czym potrzebowała pomocy i w czym nie potrzebowała smile.
    Od tego są przyjaciele by sobie pomagać...

    --
    Lepiej zużywać się, niż rdzewieć.
  • rosapulchra-0 04.05.16, 11:28
    Pamiętam, gdy moja teściowa do nas zwiozła swoje graty i tak nam zawaliła wcale niemałe mieszkanie, że był problem z przejściem korytarzem. Przyjechało wtedy z 10-ciu facetów i w jeden dzień wszystko poustawialiśmy i poukładaliśmy jak należy. A potem działo się big_grin Impreza w szantowej knajpie i boski powrót do domu big_grin

    --
    Polska jest jak matka-alkoholiczka: sprzeniewierzy na wódkę ostatni grosz wydłubany ze skarbonek dzieci i w pijackim bełkocie będzie wmawiała, że matka jest tylko jedna i matkę trzeba kochać. Za sam fakt bycia matką. by Mruwa9
  • mozambique 26.04.16, 13:10
    no przeciez asma pisalas o fatalnej sytuacji = brak zrodla dochodu , do tego długi firmowe ( a moze i komornik)

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 14:27
    Oj tam, dziewczyna przeczytała jaką historyjkę "Ku pokrzepieniu serc niewieścich" w jakiś "Prawdziwych historiach" i w to wierzy.
    Na razie nie potrafi wiarygodnie udowodnić jak dziewczyna bez dochodów i z długami znalazła pracę i mieszkanie na drugim końcu Polski i skąd wzięła na podróż, kaucję, pierwszy miesiąc opłacania mieszkania i pierwszy miesiąc utrzymania siebie i dziecka. To niemałe koszty. Zwłaszcza jak na osobę z długami i komornikiem na karku. Ale może mieszkanie darmowe "za opiekę nad staruszką", a nowy pracodawca zgodził się jej dać pensję z góry i to do kieszeni co by komornik na nią nie wszedł. A okropny współmałżonek mimo przemocy fizycznej od razu w pierwszym miesiącu bez gadania wypłacił pełną kwotę alimentów na syna.
  • mozambique 26.04.16, 14:31
    100/100

    --
    ojciec A - "moje dziecko zjadło peta spod ławki"
    ojciec B - "moje wpadło do sedesu"
    ojciec C - " a ja raz odebrałem cudze dziecko z przedszkola"
  • kai_30 26.04.16, 17:09
    kaznodzieja, ja Ci mogę powiedzieć, jak ja sobie poradziłam w podobnej sytuacji.

    Do odejścia od męża przygotowywałam się przez rok, a jeszcze rok wcześniej (jak byłam w drugiej ciąży) wiedziałam, że chcę odejść, tylko to nie było takie proste. Przez ten rok przygotowań dokończyłam przerwane na piątym roku studia, napisałam pracę mgr i się obroniłam, poza tym przez ten rok pracowałam dodatkowo, część pieniędzy odkładając na oddzielne konto. W pracy głównej, jako nauczycielka-stażystka bez skończonych studiów zarabiałam grosze, ale jednak zarabiałam i płacili mi też za wakacje. To były czasy, kiedy szkoły się wręcz biły o anglistów, więc nie musiałam się martwić pracą, wiedziałam, że od września coś znajdę. Większym problemem była opieka nad dziećmi - moi synowie mieli wtedy 2 i 4 lata. Nie przyszło mi to łatwo, ale zwróciłam się do rodziców (oboje byli już na emeryturze) z prośbą o wsparcie i pytaniem, czy na początku pomogą mi w opiece nad dziećmi. Zgodzili się, więc wiosną zaczęłam działać poważniej - złożyłam podanie o pracę w mieście rodziców i o przedszkole dla starszego (byłam tam zameldowana, więc się dostał), znalazłam też mieszkanie do wynajęcia blisko rodziców. Po zakończeniu roku szkolnego przyjechał po mnie mój brat i zwyczajnie z dziećmi uciekłam - mąż był przekonany, że wyjeżdżam tylko na wakacje, zabrałam ze sobą tylko tyle, ile normalnie bym brała - rzeczy swoje i dzieci, komputer, jakieś zabawki.

    Powiedziałam mu, że to koniec dopiero jakiś miesiąc później. Oczywiście powiedział, że alimentów na oczy nie zobaczę, więc najpierw złożyłam pozew o alimenty (ściągał je komornik), a o rozwód wystąpiłam dopiero dwa lata później. I tak, było mi cholernie ciężko, przez pierwszy rok dzieci widziałam rano, jak wracałam z pracy (jednej, drugiej, trzeciej...) to juz spały, wzięłam jeden kredyt na kaucję za mieszkanie, drugi na przeprowadzkę, trzeci na jakieś, choćby skromne meble. W pracy etatowej moja pensja wynosiła szalone 500 złotych z kawałkiem, a za mieszkanie płaciłam tysiąc, więc dorabiałam gdzie tylko się dało. Wplątałam się w kolejny chory związek, miotałam się strasznie.

    Nowe życie zaczęłam mocno po trzydziestce, jak już dojrzałam do tego, że mam dość porąbańców i wolę być sama big_grin W wieku 35 lat urodziłam trzeciego syna, dwa lata później wyszłam za mąż za jego ojca (nie spieszyło mi się, małżeństwo mi się źle kojarzyło). Teraz nasz syn ma już 7 lat, a starsi 18 i 16, ich ojciec właściwie nie utrzymuje z nimi kontaktów, mieszka dosłownie na drugim końcu Polski, no ale alimenty płaci po doświadczeniach z komornikiem. A ja jestem naprawdę, nie boję się tego słowa, szczęśliwa. I mam wrażenie, że to jest moje kolejne życie, które dostałam od losu, i które się wreszcie układa tak, jak trzeba. Czas najwyższy smile
  • kaz_nodzieja 27.04.16, 08:27
    I bardzo dobrze. Niestety sama widzisz, że aspekt finansowy i mieszkaniowy w takich sytuacjach jest bardzo ważny i nie wolno go pomijać. Moja dobra znajoma odeszła z dzieckiem od męża do mieszkania swojej matki. Bez niej i jej mieszkania nie wiem co by zrobiła bo pracowała jako zwykła ekspedientka i na pewno nie byłoby jej stać na wynajem mieszkania, w dodatku dziecko - wcześniak chorowite. Na alimenty od męża nie mogła co liczyć, pijak, pracujący od przypadku do przypadku i raczej bez umowy. Provident raczej też by niewiele pomógł bo ciężko spłacać z pensji ekspedientki raty Providenta i opłacać wynajem mieszkania.
  • 3-mamuska 29.04.16, 16:51
    Kai_3
    Widzisz składałaa kase bo sie dało. Jeśli kobieta żyje w ciężkim zwiazku nie zawsze sie udaje. Moja koleżanka składała
    3 lata , po opłaceniu rachunków jedzenia , duzo nie zostało do odłożenia zeby maz sie nie zorientował.

    Wyprowadziłas sie do miasta rodziców i pomogli ci z dziećmi, a nie na drugi koniec Polski w nieznane.
    Przyjechał brat.
    Gdybys nie miała rodziców jak bys dorabiala gdzie sie da? Wzięłaś pożyczki.

    I o to tu chodzi mozna napisać ze kobieta bez pracy uciekł na drugi koniec polski o tak pstryk i juz.


    Z kociana jest inaczej bo ona nie chce, odejść moze przez to ze przez lata miała meza na odległość , status zony i teraz moze ma poczucie ze bedzie tak samo.
    Wielkim krokiem jest wyprowadzka , której jej gratuluje, drugim krokiem jest pożywienie granicy w nocy c he mięs spokoj i nie przychodź.
    Mysle ze powoli wyjdzie na prosta, niektórzy potęgują wiecej czasu , ze strachu poczucia winy, jakis problemow z przeszłości.

    Ja jej gartuluje bo kroczek po kroczu dojdzie do celu nie kazdy potrafi rzucić sie i działać na juz.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • kai_30 04.05.16, 12:24
    3-mamuska

    Ja nie mówię przecież, że każda kobieta może zrobić tak, jak ja. Wiadomo, że trzeba szukać rozwiązań pasujących do indywidualnej sytuacji. U mnie ona wyglądała tak, a nie inaczej, więc postąpiłam w ten akurat sposób. Nie twierdzę, że to o tak, pstryk - dla mnie to też nie było pstryk i już. Napisałam o tym tylko i wyłacznie dlatego, że kaznodzieja chciał usłyszeć prawdziwe szczegóły, no to usłyszał. Do sytuacji kocianny moja opowieść ma się nijak.
  • lokitty 26.04.16, 11:23
    Byłam z toksycznym facetem.
    Jestem sama i zadowolona z tego, że nikt mnie już nie oplątuje, nie wywiera presji.
    Ideałem byłoby całkowite zniknięcie z naszego życia, ale mówi się trudno.
    Jedyne, czego mi brak, to faktu, że w innych domach są dwie pensje na przeżycie, a ja wydzieram alimenty na dziecko, wszelkie inne wydatki ponoszę sama (czyli de facto ja pracuję jedna na dwie osoby, a w innych domach dwie osoby pracują na trzy i jest to pewna różnica na poziomie całokształtu domowego budżetu).
    Doskonale zdaję sobie sprawę, że weszłabym w podobny związek, unieszczęśliwiłabym dziecko - a tak żyję sobie bez problemów, coś jak trzeźwy alkoholik.
    Nie rozumiem potrzeby bycia z kimś, dla samego bycia. I czasami to bycie z kimś wynika z braku odwagi po prostu.

    --
    Not afraid
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 11:39
    Zawsze można sobie kogoś znaleźć tylko do seksu, wielu facetom taki układ bardzo pasuje. Nie musisz go przyprowadzać do domu, są hotele na godziny lub niech sam zorganizuje "nocleg". Przyjemnie i bez zobowiązań.
  • lokitty 26.04.16, 15:57
    Kocianna pisze o związku, że nie chce być sama...
    Seks "dla zdrowotności" to insza inszość wink.

    --
    Not afraid
  • kaz_nodzieja 26.04.16, 11:37
    Znam kilka 40, 40-parolatek (żadnych miss z forum w rozmiarze 36, dorabiających w młodości jako modelki tylko normalne babeczki) które po rozwodzie ułożyły sobie spokojnie życie. Jedna rok po rozwodzie miała już dwa związki (jednemu panu "podziękowała", potem niemal zaraz znalazł się drugi), normalna dzieciata kobitka, z nadwagą.
    Szczerze mówiąc chyba trudniej układają sobie życie te eleganckie Pańcie z kijem w tyłku niż zwykłe ciepłe kobietki.
    Jedna z nich w czerwcu tego roku wychodzi za mąż, za faceta, heh... Z wyglądu takiego co sporo młodszym mógłby się podobać, a z charakteru normalnego.
    Tak, że jest jeszcze nadzieja dla 40-parolatek. Wszystko przed Tobą.
  • kawka74 26.04.16, 11:43
    Nawet gdybyśmy znali i przedstawili sto pięćdziesiąt milionów przypadków współuzależnionych, Ty i tak zostaniesz z 'mężem', a potem podzielisz się tą informacją na forum w rozkosznym oczekiwaniu gradobicia.
    I nie nazwałabym udaną terapii, po której robisz dokładnie to, co robiłaś, i myślisz dokładnie tak, jak myślałaś - chyba że chodziło o terapię manualną kręgosłupa i teraz nie łupie Ci w krzyżu.
    Oboje jesteście w popapranym pseudozwiązku i taki sam los gotujecie Waszej córce. Córka wybierze sobie popapranego faceta, bo nie będzie znała innych relacji oprócz takich, w których ojciec w nocy wpada do chałupy i odkurza, a matka jest totalnie bezwolna i pozwala się przestawiać z kąta w kąt, byle by trwać w ułudzie bycia z kimś.
    Nowe życie jest możliwe po czterdziestce, po pięćdziesiątce, tylko trzeba go chcieć, a Ty nie chcesz. Sprawa zamknięta.

    --
    Proszę nie walić się w łeb jak do Pani mówię.
  • a.va 28.04.16, 22:22
    No bez przesady, terapia nieudana, bo nie wzięła rozwodu? Może naprostowała sobie najpierw inne rzeczy, nie od razu Kraków zbudowano, teraz może się wziąć za następne sprawy. Terapia to nie czarodziejska różdżka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka